 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-11-2004 19:02 | Teresa | Przeprosiny | Zostałam przeproszona. Ja też chciałabym przeprosić, bo początkowo źle myślałam o Racjonaliście (powiązanie filozofii Nietzsche-go z faszyzmem), ale teraz już tak nie myślę. Macie jak najbardziej prawo do racjonalnego poznawania prawdy jak i do poddawania pod wątpliwość różnych "prawd" celem ich rozumowej weryfikacji (postawa antydogmatyczna). W dodatku ja jeszcze się wywyższałam. Przyznaję, też jestem grzesznicą. W dodatku dałam też wyraz swojej irytacji nt. poziomu krytyki chrześcijaństwa. Niemniej jednak, jeśli ktoś uznaje chrześcijaństwo za błąd, to chyba normalne, że zostanie zapytany, dlaczego właściwie tak nienawidzi wartości czczonych przez chrześcijaństwo, którymi są: łączność z absolutem oraz odkrywanie zła we własnym sumieniu. Bo gdyby ktoś istotnie nienawidził tych właśnie wartości to wg mnie celem "ateizmu" byłoby zabicie w człowieku ostatnich wyrzutów sumienia, jeśli jeszcze jakieś w nim pozostały i degradacja (oderwanie od absolutu). Skoro już jestem katechetką i siostrą, to wybaczcie, ale nie mogłam o tym nie powiedzieć.  Pozdrawiam. |
| Mariusz Agnosiewicz | Rozczulające... Jesteś, siostro, bardzo uczuciowa, bo częściej chyba piszesz o swych uczuciach i emocjach niż o scholastycznych i zaklętych w śmierć sofizmatach teologicznych. I bardzo dobrze, bo to mądra wiara, która jak jest taka jest, ale przynajmniej nie robi groteski z rozumu. A to jest grzech główny wszystkich "racjonalizatorów" wiary. Tych szamoczących się w niekończących się sprzecznościach talmudystów przewyższasz siostrzyczko o głowę! Tylko z drugiej strony, biorąc pod uwagę twoje religijne namiętności jakie wyraźnie przejawiasz, warto się wystrzegać przesady. Niektóre Twoje poprzedniczki, i po imieniu, i po habicie (Neuman, Liseux), dopadły na tym tle straszne perwersje i wykolejenia. Stąd odrobina sceptycyzmu i Tobie się przyda. Czy tak działa przebywanie wśród ateistów i ludzi słabych w wierze w Racjonaliście? W każdym razie, mam nadzieję, że ściągasz mundur jak tu wchodzisz  > Skoro już jestem katechetką i siostrąAle już nie kobietą?...
|
|
 | | marcin_s | >Niektóre Twoje poprzedniczki, i po imieniu, i po habicie Teresa jest naprawdę zakonnicą? >Stąd odrobina sceptycyzmu i Tobie się przyda. Dodam od siebie, że odrobina dystansu też nie zaszkodzi. Bo takie poważne i emocjonalne przeżywanie tego co się dzieje na forum, to wiesz...
|
|
 | | Teresa | Mariuszku, widzę, że oboje podążamy w niebezpiecznych kierunkach. Skoro mi przyda się odrobina sceptyzmu, to myślę, że Racjonalista też nie może zostać pozbawiony odrobiny mądrości płynącej wiary. Ja jak na razie uczę się na Racjonaliście głębokiej pokory wobec rozumu. Sceptycyzm chyba mi jeszcze nie grozi, ponieważ Wasza krytyka nie dosięga moich "odczuć". Wchodząc tu próbuję poddać swoją wiarę pod racjonalny osąd, ale jakoś jeszcze nikt nie podał mi takiego argumentu, który by mi wywrócił "światopogląd" do góry nogami. Sam powiedz czy nie ma racji w starym stwierdzeniu zgodnie, z którym rozum i uczucia (wiara) stanowią (stanowiły) głęboką jedność. Specjalnie dla Ciebie cytat celemTwojej, Mariuszku, weryfikacji: "Wiara, pozbawiona oparcia w rozumie, skupiła się bardziej na uczuciach i przeżyciach, co stwarza zagrożenie, że przestanie być propozycją uniwersalną. Złudne jest mniemanie, że wiara może silniej oddziaływać na słaby rozum; przeciwnie, jest wówczas narażona na poważne niebezpieczeństwo, może bowiem zostać sprowadzona do poziomu mitu lub przesądu. Analogicznie, gdy rozum nie ma do czynienia z dojrzałą wiarą, brakuje mu bodźca, który kazałby skupić uwagę na specyfice i głębi bytu." (Encyklika Fides et ratio) Natomiast jako kobietę to bardzo roznamiętniają Ci, którzy uważają chrześcijaństwo za błąd i go nienawidzą, i to roznamiętniają mnie nie jako racjonaliści, ale jako mężczyźni. Mam na myśli przede wszystkim Ciebie. Dostarczasz mi nieustannej inspiracji do mojego dialogu z absolutem, kiedy czytam Twoje arytkuły i wypowiedzi. Bez obaw, nie modlę się o wiarę tylko o coś wg mnie bardziej fundamentalnego, co wg mnie nie może zaszkodzić wolnomyślicielstwu (a wręcz przeciwnie może je tylko wzmocnić). Myślę, że nie odbywa się to także bez współudziału moich poprzedniczek po imieniu i po habicie.  Pozdrawiam.
|
|
|  | | Teresa | Marcinie, skoro Ty tu jesteś i czuwasz to chyba mogę trochę poszaleć  ...
|
|
|  | | Teresa | Mariuszku, chciałabym Ci jeszcze podziękować za bardzo miłe słowa pod moim adresem ('mądra wiara'). Traktuję je jako wyraz (przynajmniej częściowej) aprobaty mojej postawy. Zwłaszcza z Twoich ust brzmią one naprawdę wyjątkowo.
|
|
|  | | Mariusz Agnosiewicz | > Mariuszku, widzę, że oboje podążamy w niebezpiecznych kierunkach.Ty się wyspowiadasz i po sprawie, a ja będę musiał z tym żyć  > jakoś jeszcze nikt nie podał mi takiego argumentu, który by mi wywrócił "światopogląd" do góry nogami.Trudno znaleźć takie argumenta, które wniwecz obrócą uczucia... > "Wiara, pozbawiona oparcia w rozumie, skupiła się bardziej na uczuciach i przeżyciach, co stwarza zagrożenieOk, wiara + rozum, ale niech to będzie jakaś sensowna wiara, oparta na realności a nie na mitach, np. wiara w ludzkość, dzięki której wierzysz, że jest sens podejmować wysiłek zmierzający do tej ludzkości oświecania. Tymczasem samo oświecanie jest już przesiąkniętę rozumem, argumentami, racjonalności. I tak wiara i rozum, ja dwa skrzydełka unoszą Twoje działania na wyżyny  Ale papieska wiara z rozumem wykształconym to nie darady. Wiara ta bowiem oparta na mitach pozostaje w głebokim dysonansie z rozumem. To tak jakby papież radził, aby do samolotu zamonotować jako drugie skrzydło kikut od miotły, bo będzie lepiej latać...  > Natomiast jako kobietę to bardzo roznamiętniają Ci, którzy uważają chrześcijaństwo za błąd i go nienawidzą, i to roznamiętniają mnie nie jako racjonaliści, ale jako mężczyźni.WOW  Staraj sie pani katechetko, bo wlaśnie napisała do nas inna katechetka, która chce w Racjonaliście swoje inspiracje i przemyślenia przelewać. Tyle, że na domiar złego to katechetka religii heretyckiej, po Lutrze idącej... > Bez obaw, nie modlę się o wiarę tylko o coś wg mnie bardziej fundamentalnego, co wg mnie nie może zaszkodzić wolnomyślicielstwuI chwała bogu, odetchnąłem z ulgą. Trzymaj się (ale najlepiej nie swoich przekonań)
|
|
| |  | | Teresa | > Ty się wyspowiadasz i po sprawie, a ja będę musiał z tym żyć  Mariuszku, niestety i ja mimo spowiedzi również będę się męczyć, ponieważ im bliżej ktoś jest absolutu tym ma większe poczucie grzeszności (np. sw. Franciszek miał bardzo duże poczucie grzeszności). Poza tym muszę być ustawicznie czujna, aby nie ulec pokusom, które nie mogą działać bez przyczyny i co za tym idzie szukają punktu zaczepienia w mojej grzeszności.  > >jakoś jeszcze nikt nie podał mi takiego argumentu, który by mi wywrócił "światopogląd" do góry nogami.> Trudno znaleźć takie argumenta, które wniwecz obrócą uczucia...Może w takim razie udałoby się znaleźć argumenta na uzasadnienie uczuć? Proszę Cię ... chociaż dla jednego...  > Ok, wiara + rozum, ale niech to będzie jakaś sensowna wiara, oparta na realności a nie na mitach, np. wiara w ludzkość, dzięki której wierzysz, że jest sens podejmować wysiłek zmierzający do tej ludzkości oświecania.Napisałeś "niech to będzie jakaś: sensowna wiara, oparta na realności a nie na mitach, np. wiara w ludzkość, dzięki której wierzysz, że jest sens podejmować wysiłek zmierzający do tej ludzkości oświecania". Tak, ale nawet gdybym wyznawała taką właśnie wiarę to i tak musiałabym najpierw uwierzyć, że to, co chcę głosić jest samo w sobie "mądre", bo inaczej z czym do ludzi? Co więcej powinnam szukać jak największej mądrości. I tak wiara w ludzkość (tzn. że ludzkość da się oświecić), opiera się na wiarze w to, ze mądrość ma moc kogoś oświecić. Co więcej głosząc prawdziwą mądrość zamykam usta nawet swoim przeciwnikom.  Mariuszku, wiesz, że wierzę też (poza mądrością) w sprawiedliwość i miłość. Wydaje mi się, że to właśnie wiara w "mity" sprawia, że jest możliwe panowanie nad własną grzesznością i dążenie do tych świetlanych wartości. Jeśli wiara w "mit" ma moc, to dlaczego z niej nie skorzystać? > Staraj sie pani katechetko, bo wlaśnie napisała do nas inna katechetka, która chce w Racjonaliście swoje inspiracje i przemyślenia przelewać. Tyle, że na domiar złego to katechetka religii heretyckiej, po Lutrze idącej...Jestem wprost przerażona rywalką ... > Trzymaj się (ale najlepiej nie swoich przekonań)Nie swoich? Wydaje mi się, że zmiana przekonań (godna wolnomyśliciela ) może nastąpić tylko w sposób całkowicie wolny i dobrowolny czyli jednak oby to zawsze były "moje" przekonania jakie by nie były.  Pozdrawiam.
|
|
|  | | Michau | A ja się wtrącę w całą dyskusję Jaki zakon (względnie zgromadzenie) reprezentujesz? Pozdrawiam
|
|
| inhet (1073 punktów) | >Niemniej jednak, jeśli ktoś uznaje chrześcijaństwo za błąd, >to chyba normalne, że zostanie zapytany, dlaczego właściwie >tak nienawidzi wartości czczonych przez chrześcijaństwo, >którymi są: łączność z absolutem oraz odkrywanie zła we >własnym sumieniu. > Jeśli więc zostanę o to zapytany, to odpowiem, że na owe wartości chrzescijaństwo nie ma monopolu. Łączność z absolutem deklaruje każda religia, a tę drugą wartość nawet zakamieniali bezboznicy moga czcić, i co ważniejsze, nawet praktykować. Czy ten poziom krytyki religii nie jest wciąż za niski? A jeśli tak, prosze o bardziej szczegółowe wskazówki, żebym na przyszłość mógł sie poprawić.
|
|
 | | Teresa | Tak, ale to wg mnie nie jest bez znaczenia, kim (czym) jest absolut. W Indiach ludzie z najniższych kast zdychają z głodu na ulicy, bo tak jest ich karma i nikogo w związku z tym nie obchodzą. Do czego może dążyć człowiek, dla którego absolut jest nicością? W porównaniu do człowieka, który dąży do absolutu, który jest miłością? I jak to wpływa na sumienie tego człowieka? Jakoś nikt o tym nie pisze. Dlaczego???
|
|
|  | | inhet (1073 punktów) | >Tak, ale to wg mnie nie jest bez znaczenia, kim (czym) jest absolut. W Indiach ludzie z najniższych kast zdychają z głodu na ulicy, bo tak jest ich karma i nikogo w związku z tym nie obchodzą. Do czego może dążyć człowiek, dla którego absolut jest nicością? W porównaniu do człowieka, który dąży do absolutu, który jest miłością? I jak to wpływa na sumienie tego człowieka? Jakoś nikt o tym nie pisze. Dlaczego??? Niezależnie od tego czym jest wyznawany absolut, każdy jego wyznawca dąży do doskonałości, jaką przedstawia mu jego religia. Zaś umieranie z głodu na ulicy nie jest praktyką religijną. To efekt działania prawdziwie obiektywnych, naturalnych zjawisk - i wyznawców absolutu miłości może dotknąć i nieraz dotykał.
|
|
| |  | | Teresa | Umieranie z głodu na ulicy jest usankcjonowane tamtejsza religią i jest nią spowodowane, ponieważ każdy ma swoją karmę lepszą lub gorszą (na którą nie ma rady)... Natomiast zauważ, ze chrześcijaństwo to jedyna (wyjątkowa) religia, w której głównym przykazaniem jest miłość, i która ma na celu dobro każdego człowieka (przynajmniej tak głosi). Oczywiście jest to do Twojej weryfikacji czy tak jest w istocie)  .
|
|
| | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Witam. Przepraszam, że się wtrącę, ale jak zwykle potwornie upraszczasz sprawę. Umieranie z głodu ZAWSZE jest związane z ekonomią, z systemem. Nigdzie nie ma takiego prawa, które mówi, że ludzie mają umierać z głodu. Tylko przyczyny ekonomiczne o tym decydują. Jak podajesz przykład Indii od razu nasuwa mi się Ameryka Łacińska. W obecnych czasach tam przecież twoja matka Kościół ma największą i najwierniejszą rzeszę owieczek, czyż nie? I co widzimy w tych krajach miłości "chrześcijańskiej"? Weźmy Brazylię... Fawele, w których ludzie żyją jak zwierzęta, po kolana w błocie. Głód, nędza, rozpacz. Niesamowity, barbarzyński wyzysk ludzi, prostytucja, polowanie na dzieci, czyli "chrześcijańska" regulacja urodzin poprzez odstrzał, a może raczej "walka" z kartelami? Charakterystyczny jest w obu kulturach, brak szacunku do kobiety i podział na kasty. Zarówno w Indiach jak w Brazylii, kobieta jest niczym. W Indiach najniżej stoją pariasi i sudrowie (chłopi), a w Brazylii bezdomni, wieśniacy i indianie. (fawele to po prostu wieśJ czekająca u progu MIASTA na cud). Oba kraje mają dwa oblicza, religia nie ma tu znaczenia. Z jednej strony, rozwinięta technika, satelity, elektrownie atomowe, a z drugiej dzielnice nędzy, biedna wieś itd. Piszę w olbrzymim uproszczeniu, ale chciałem podkreślić, że sprawy nie są tak proste jak je przedstawiasz (jak zwykle zresztą).
|
|
| | | |  | | Teresa | Ja wypowiadałam się nt. kwestii dążności do absolutu a nie nt. ekonomii i systemów, które stworzyli ludzie. Porównaj sobie, proszę Nowy Testament z księgami Buddyzmu, to zrozumiesz o co mi chodzi. Tak na marginesie NT wymienia więcej powodów, dla których źle się dzieje na świecie aniżeli tylko przyczyny ekonomiczne. Może warto żebyś je również poznał, zwłaszcza, że tak nie lubisz uproszczeń?
|
|
| | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Wypowiedziałaś się na temat PRZYCZYN umierania ludzi na ulicach, o czymś konkretnym. Człowiek umiera z głodu, czyli z braku jedzenia, czyli nie ma kasy, stąd moja wypowiedź. Karma jest tylko wytłumaczeniem cierpienia, IDENTYCZNIE jak w chrześcijaństwie grzech pierworodny. Nie widzę różnic, rozumiesz? Czy Brazylia czy Indie...wszędzie podobnie. Nie oznacza to, iż uważam, że religie nie wpływają na społeczeństwa. Oczywiście, że wpływają...negatywnie. (UWAGA UPROSZCZENIE!) Dlatego w naszym kręgu kulturowym państwa, określę je, katolickie są biedne, a protestanckie bogate. (Przykład Włoch...BOGATA laicka północ, BIEDNE religijne południe, nie jest tak?)  (Pewien biznesmen, zapytany, czemu przeszedł na protestantyzm, powiedział: Bo protestanci, kiedy widzą, że ci się powodzi, mówią, że Bóg Ci sprzyja) Jeżeli chodzi o poznanie... Jestem agnostykiem religijnym. Czytałem to i owo. Bhagawatgitę pewnie ze trzy razy  Chyba mam jakieś porównanie  Indie i Buddyzm mają się tak do siebie jak pięść do oka. Chętnie podyskutuję, ale Twoje wypowiedzi są nie do końca jasno sprecyzowane (innymi słowy, nie wiem czy wiesz o czym mówisz). Buddyzm powstał w Indiach, ale obecnie nie jest tam popularny. Tylko niecały 1% hindusów jest buddystami  To mówimy o Indiach czy o Chinach czy ogólnie?  < chrześcijaństwo to jedyna (wyjątkowa) religia, w której głównym przykazaniem jest miłość, i która ma na celu dobro każdego człowieka I w przeszłości, zapewne w trosce o dobro ogółu ludzie, którzy sprzeciwiali się tej doktrynie miłości umierali najczęściej dość bolesną śmiercią.
|
|
| | | | | |  | | Teresa | > Wypowiedziałaś się na temat PRZYCZYN umierania ludzi na ulicach, o czymś konkretnym. Człowiek umiera z głodu, czyli z braku jedzenia, czyli nie ma kasy, stąd moja wypowiedź. Karma jest tylko wytłumaczeniem cierpienia, IDENTYCZNIE jak w chrześcijaństwie grzech pierworodny. Nie widzę różnic, rozumiesz?Człowiek, który nie ma kasy, czasem umiera z głodu, bo ten, kto ma kasę, nie chce go nakarmić. Mówi o tym przykazanie "Miłuj bliźniego jak siebie samego". Natomiast zgodnie z prawem karmy nikt nie ma moralnego obowiązku przejmować się biednymi, wprost przeciwnie lepiej im nie pomagać, ponieważ widocznie tym wcieleniu muszą cierpieć, gdyż w poprzednim źle się sprawowali. Rozumiesz?  > >chrześcijaństwo to jedyna (wyjątkowa) religia, w której głównym przykazaniem jest miłość, i która ma na celu dobro każdego człowieka> I w przeszłości, zapewne w trosce o dobro ogółu ludzie, którzy sprzeciwiali się tej doktrynie miłości umierali najczęściej dość bolesną śmiercią.Żywię głębokie przekonanie, że to nie doktryna (w sensie wartości) jest zła (wg mnie ona jest absolutnie dobra). To ludzie, zadając śmierć innymi ludziom, jawnie sprzeciwiali się tej doktrynie (tym wartościom). Zresztą zabijali również ci, którzy wyznawali relatywizm. Uważam, ze zarówno jedni jak i drudzy złamali tak naprawdę te same wartości, ale wartości same w sobie są Ok. Uważam też, że te właśnie uniwersalne wartości głosi chrześcijaństwo i że wartości te uosabiają to, o czym marzy cała ludzkość czyli: miłość, sprawiedliwość i mądrość. Dlatego zachęcam Cię do lektury NT, bo może dzięki niej obalisz moją naiwną wiarę a może przyznasz mi też odrobinę racji?
|
|
| | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | > Natomiast zgodnie z prawem karmy nikt nie ma moralnego obowiązku przejmować się biednymi, wprost przeciwnie lepiej im nie pomagać, ponieważ widocznie tym wcieleniu muszą cierpieć, gdyż w poprzednim źle się sprawowali. Rozumiesz?  Naprawdę sądzisz, że w Indiach jest to normą? Ze względów religijnych?? > chrześcijaństwo to jedyna (wyjątkowa) religia, w której głównym przykazaniem jest miłość, i która ma na celu dobro każdego człowiekaChrześcijaństwo ma na celu walkę z grzechem, nie niesienie miłości. Przykazania skupiają się na grzechach (głównie)  > Uważam też, że te właśnie uniwersalne wartości głosi chrześcijaństwo i że wartości te uosabiają to, o czym marzy cała ludzkość czyli: miłość, sprawiedliwość i mądrość.Każda religia to głosi ale nic nie robi żeby to urzeczywistnić. Czy czasem chrześcijaństwo nie stoi w sprzeczności ze szczęściem? Cierpienie to "dobro", pokora to "dobro", bieda, poniżenie to oczywiście "dobro". Jeżeli zabieranie sobie "czegoś" to dobro... > Dlatego zachęcam Cię do lektury NT, bo może dzięki niej obalisz moją naiwną wiarę a może przyznasz mi też odrobinę racji?  Nie studiuję pisma, żeby czegoś nauczyć lub poznać. Mam to za sobą. Zacząłem czytać "jak byłem mały", kiedy NT zawędrował pod moją strzechę przypadkowo. A choć rodzina niby katolicka to jakoś do czytania się nikt nie rwał. Babcia owszem do kościoła dwa razy w tygodniu chodziła ale pisma wolała nie czytać, bo wychowana przed wojną wiedziała, że podejrzane i bez właściwej interpretacji może być zgubne (miała rację). Co innego Sybilla, objawienia fatimskie...to było nieszkodliwe. Tereso, nie chcę obalać Twojej wiary! To jest sprzeczne z moim światopoglądem. Jestem agnostykiem  Polemizujemy sobie trochę, każdy coś z tego wyniesie.
|
|
| | | | | | | |  | | Teresa | > >Natomiast zgodnie z prawem karmy nikt nie ma moralnego obowiązku przejmować się biednymi, wprost przeciwnie lepiej im nie pomagać, ponieważ widocznie tym wcieleniu muszą cierpieć, gdyż w poprzednim źle się sprawowali. Rozumiesz?  > Naprawdę sądzisz, że w Indiach jest to normą? Ze względów religijnych??Nie znam tamtejszych ludzi, ale wiem, że tak mówi tamtejsza religia. Porównaj sobie jakąkolwiek religię z chrześcijaństwem a przeżyjesz szok. Chociażby to: "Jedną z nowości przyniesionych przez chrześcijaństwo było uznanie powszechnego prawa do poznania prawdy. Obalając bariery rasowe, społeczne i odnoszące się do płci, chrześcijaństwo od początku głosiło równość wszystkich ludzi wobec Boga." (Fides et ratio)  Czy to nie wspaniałe? Dla mnie, jako kobiety to rewelacja  . > >chrześcijaństwo to jedyna (wyjątkowa) religia, w której głównym przykazaniem jest miłość, i która ma na celu dobro każdego człowieka> Chrześcijaństwo ma na celu walkę z grzechem, nie niesienie miłości. Przykazania skupiają się na grzechach (głównie)  Tak, ale wszystkie przykazania sprowadzają się do przykazania miłości  . > Czy czasem chrześcijaństwo nie stoi w sprzeczności ze szczęściem? Cierpienie to "dobro", pokora to "dobro", bieda, poniżenie to oczywiście "dobro". Jeżeli zabieranie sobie "czegoś" to dobro...Nie wiem czy bieda, poniżenie "to oczywiście "dobro""? Gdyby tak było to, po co mielibyśmy się dzielić tym, co mamy z biednymi? Albo nieść ulgę cierpiącym i odwiedzać chorych? Albo pocieszać zgnębionych na duchu? > Tereso, nie chcę obalać Twojej wiary! To jest sprzeczne z moim światopoglądem. Jestem agnostykiem Polemizujemy sobie trochę, każdy coś z tego wyniesie. Wstyd się przyznać, ale ja przeciwnie mogę "obalać" inną wiarę/niewiarę innych. Dlaczego? Bo zgodnie z moim światopoglądem to, w co wierzę, że jest prawdą. A jeśli istotnie wierzę w prawdę to prawda musi być w zgodzie z rozumem. Co za tym idzie głosząc swoją wiarę mam czyste sumienie, że nikomu nie wciskam jakichś historyjek wyssanych z palca ani mitów  . Pozdrawiam i trzymaj się!
|
|
| scorp | >Niemniej jednak, jeśli ktoś uznaje chrześcijaństwo za błąd, >to chyba normalne, że zostanie zapytany, dlaczego właściwie >tak nienawidzi wartości czczonych przez chrześcijaństwo, Z tego, że ktoś uznaje chrześcijaństwo za błąd, nie wynika, że nienawidzi wartości.
>Bo gdyby ktoś istotnie nienawidził tych właśnie wartości to >wg mnie celem "ateizmu" byłoby zabicie w człowieku >ostatnich wyrzutów sumienia, jeśli jeszcze jakieś w nim >pozostały i degradacja (oderwanie od absolutu). Z tego, że ktoś nienawidzi wartości chrześcijańskich nie wynika, że jest ateistą. Brak związku. Może być innowiercą.
Jedenaste: nie ustawiaj sobie przeciwnika w dyskusji. Nie stawiaj pytań z presupozycją. Nie upraszczaj. Dyskutuj uczciwie. Czy to możliwe u katechetki? .
|
|
 | | Teresa | >Z tego, że ktoś uznaje chrześcijaństwo za błąd, nie wynika, że nienawidzi wartości.
Tak, ale co innego w wierze (z punktu widzenia jej rozumowej krytyki) ma największe znaczenie, jeśli nie wartości, jakie czci ta wiara???
>>Bo gdyby ktoś istotnie nienawidził tych właśnie wartości to >>wg mnie celem "ateizmu" byłoby zabicie w człowieku >>ostatnich wyrzutów sumienia, jeśli jeszcze jakieś w nim >>pozostały i degradacja (oderwanie od absolutu). >Z tego, że ktoś nienawidzi wartości chrześcijańskich nie wynika, że jest ateistą. Brak związku. Może być innowiercą.
Jak to? Twój poprzednik napisał: "łączność z absolutem deklaruje każda religia," to w końcu, kim jest osoba, która oderwała się od absolutu i co za tym idzie nie wyznaje żadnej religii? Nie ateistą?
>Jedenaste: nie ustawiaj sobie przeciwnika w dyskusji. Nie stawiaj pytań z presupozycją. Nie upraszczaj. Dyskutuj uczciwie. >Czy to możliwe u katechetki?
Scorp, może jeszcze sam będziesz miał okazję to ocenić.
|
|
| leo_z (935 punktów) | >Niemniej jednak, jeśli ktoś uznaje chrześcijaństwo za błąd, to chyba normalne, że zostanie zapytany, dlaczego właściwie tak nienawidzi wartości czczonych przez chrześcijaństwo, którymi są: łączność z absolutem oraz odkrywanie zła we własnym sumieniu. Droga Tereso - po Twoim podejściu do niektórych tematów wiem, że nadajemy na całkowicie różnych zakresach częstotliwości. Z uwagi jednak, że chcę Ciebie jak najlepiej zrozumieć, mam prośbę o bliższe zobrazowanie użytego stwierdzenia (jw.) i na czym je opierasz (np. na własnych doznaniach, nauczaniu, publikacjach itp.) Czy uważasz, że jak z moich ust padnie stwierdzenie "nienawidzę życia" znaczy to, że faktycznie go nienawidzę, czy też jest to uogólnienie obrazujące mój chwilowy nastrój. Wyjaśnienie tej kwestii jest o tyle istotne, że dla mnie ma wpływ na fałszywy lub nie odbiór sensu Twojego postu.
|
|
 | | Teresa | > Droga Tereso - po Twoim podejściu do niektórych tematów wiem, że nadajemy na całkowicie różnych zakresach częstotliwości.Bez przesady.  > Z uwagi jednak, że chcę Ciebie jak najlepiej zrozumieć, mam prośbę o bliższe zobrazowanie użytego stwierdzenia (jw.) i na czym je opierasz (np. na własnych doznaniach, nauczaniu, publikacjach itp.)To jest po prostu logiczny wniosek, który sam się narzuca. > Czy uważasz, że jak z moich ust padnie stwierdzenie "nienawidzę życia" znaczy to, że faktycznie go nienawidzę, czy też jest to uogólnienie obrazujące mój chwilowy nastrój.Nie wiem, nie jestem jasnowidzem  . Może być różnie. > Wyjaśnienie tej kwestii jest o tyle istotne, że dla mnie ma wpływ na fałszywy lub nie odbiór sensu Twojego postu.Interesują mnie postawy wewnętrzne a nie chwilowe nastroje. Chodziło mi o sytuację, w której ktoś faktycznie nienawidzi wartości chrześcijańskich.
|
|
|  | | leo_z (935 punktów) | > >Droga Tereso - po Twoim podejściu do niektórych tematów wiem, że nadajemy na całkowicie różnych zakresach częstotliwości.> Bez przesady.Chciałbym się mylić  > >Z uwagi jednak, że chcę Ciebie jak najlepiej zrozumieć, mam prośbę o bliższe zobrazowanie użytego stwierdzenia (jw.) i na czym je opierasz (np. na własnych doznaniach, nauczaniu, publikacjach itp.)> To jest po prostu logiczny wniosek, który sam się narzuca.może dla Ciebie jest to oczywiste i logiczne - dla mnie już nie tak bardzo. Prosiłbym - jeżeli to możliwe, o unaocznienie przejawów wspomnianej przez Ciebie nienawiści > >Czy uważasz, że jak z moich ust padnie stwierdzenie "nienawidzę życia" znaczy to, że faktycznie go nienawidzę, czy też jest to uogólnienie obrazujące mój chwilowy nastrój.> Nie wiem, nie jestem jasnowidzem . Może być różnie.nie wiem, czy mam to poczuwać jako ironię  , czy jako niezrozumienie kontekstu użytego porównania w stosunku do Twojego zwrotu nienawidzi> >Wyjaśnienie tej kwestii jest o tyle istotne, że dla mnie ma wpływ na fałszywy lub nie odbiór sensu Twojego postu.> Interesują mnie postawy wewnętrzne a nie chwilowe nastroje. Chodziło mi o sytuację, w której ktoś faktycznie nienawidzi wartości chrześcijańskich.Zastanawia mnie gdzie się spotkałaś z tymi przejawami nienawiści i jakie były tej nienawiści objawy
|
|
| |  | | Teresa | > Zastanawia mnie gdzie się spotkałaś z tymi przejawami nienawiści i jakie były tej nienawiści objawyNo cóż. Tutaj się z tym spotkałam. Np. Nietzsche. Czytałeś "Antychrysta"?. A Wolter (patron) tez ponoć nienawidził chrześcijaństwa. Autor racjonalisty również jasno dał mi do zrozumienia, że chrześcijaństwo to błąd! Leo_z, jeśli chrześcijaństwo polega na dążeniu do jak największej miłości i sprawiedliwości (absolut) oraz odkrywaniu zła w sobie to dokąd zmierza człowiek, który sam twierdzi, ze: - nienawidzi "dążenia do jak największej miłości i sprawiedliwości", co więcej twierdzi nawet, że nie ma czegoś takiego jak "sprawiedliwość" i "miłość", - nie szuka "zła w sobie" wręcz przeciwnie twierdzi, że coś takiego jak "dobro i zło" nie istnieje czy ten człowiek nie zmierza ku degradacji??? Bo czy spotkałeś kiedyś choćby jednego człowieka, który byłby bez skazy? Nie. Każdy z nas popełnia błedy. Jeśli natomiast ktoś bezczelnie zaprzecza temu, ze robi coś źle i mówi, ze jest bez skazy, to chyba nie jest to dobre dla niego? Uważam, że prawdziwą siłą człowieka jest przyznanie się do błędu i poprawa. Pozdrawiam i trzymaj się
|
|
| | |  | | leo_z (935 punktów) | > >Zastanawia mnie gdzie się spotkałaś z tymi przejawami nienawiści i jakie były tej nienawiści objawy> No cóż. Tutaj się z tym spotkałam. Np. Nietzsche. Czytałeś "Antychrysta"?. A Wolter (patron) tez ponoć nienawidził chrześcijaństwa. Autor racjonalisty również jasno dał mi do zrozumienia, że chrześcijaństwo to błąd!Dzięki za wyjaśnienie. Teraz jestem "w domu". Czasami brak sprecyzowania adresata jak i nadawcy oraz zbytnie uogólnienia wnoszą niepotrzebny zamęt cyt. ... , jeśli ktoś uznaje chrześcijaństwo za błąd, to chyba normalne, że zostanie zapytany, dlaczego właściwie tak nienawidzi wartości czczonych przez chrześcijaństwo. Przez zasugerowanie się ogólnością stwierdzenia poczułem się jego adresatem, a wierz mi, daleko mi do nienawiści. > Leo_z, jeśli chrześcijaństwo polega na dążeniu do jak największej miłości i sprawiedliwości (absolut) oraz odkrywaniu zła w sobie to dokąd zmierza człowiek, który sam twierdzi, ze:> - nienawidzi "dążenia do jak największej miłości i sprawiedliwości", co więcej twierdzi nawet, że nie ma czegoś takiego jak "sprawiedliwość" i "miłość",> - nie szuka "zła w sobie" wręcz przeciwnie twierdzi, że coś takiego jak "dobro i zło" nie istnieje> czy ten człowiek nie zmierza ku degradacji???Jeżeli zrezygnujesz z emocjonalnego podejścia do tych kwestii i potrafisz zachować pewien dystans spojrzenia, to w pojęciowym znaczeniu słów "sprawiedliwość", "miłość" "dobro", "zło" zauważysz na tyle dużo subiektywności ocenowej, że stwierdzenia filozofa szukającego wzorca określeniowego dla tych pojęć, że czegoś takiego (wzorca) nie ma, wcale już nie będzie tak jednoznacznie obrazoburcze. Inną kwestia jest to, czy ktoś z faktu, że nie udało się określić wzorca wysnuwa wniosek, że nie dotyczą go żadne, przyjęte w danej kulturze postawy etyczno-moralne > Bo czy spotkałeś kiedyś choćby jednego człowieka, który byłby bez skazy? Nie. Każdy z nas popełnia błedy. Jeśli natomiast ktoś bezczelnie zaprzecza temu, ze robi coś źle i mówi, ze jest bez skazy, to chyba nie jest to dobre dla niego?Dokładnie masz rację, ale nie zapominaj o subiektywności ocenowej. Coś, co dla Ciebie będzie grzechem (do niedawna np. jedzenie mięsa w piątek) dla mnie nie będzie miało żadnego znaczenia i ładunku emocjonalnego. To, że ty nie znajdziesz zrozumienia dla księdza łamiącego celibat nie znaczy, że w moich oczach popełnił coś zdrożnego. Jak łatwo na tych dwóch przykładach zauważyć, Twój i mój subiektywizm ocen w tym przypadku będzie różny i na pewno nie ułatwi nam zrozumienia dla własnych odczuć. > Uważam, że prawdziwą siłą człowieka jest przyznanie się do błędu i poprawa.Twoją uwagę traktuję jako swoisty, w dobrym tego słowa znaczeniu kolokwializm. Jeżeli błąd wyrządza zło i cierpienie, cóż warta jest wyrażona chęć poprawy. Czy dla pirata drogowego, nieszanującego życia innych ludzi, mam mieć uznanie za jego przyznanie się do błędu w jego ocenie własnych możliwości kierowcy. Pozdrawiam i trzymaj się Pozdrawiam ciepło
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|