Posłuchajcie com widział, com zasłyszał później Od piewców i kpiarzy wydarzeń minionych, A doniosłych! Ciekawe czasy - było raźniej Gdym z przyjaciółmi bił się w stronach niezmierzonych, Ach!... Jak wtedy zielona trawa była a bez Pachniał jak nigdy wcześniej i później, nie kłamię! Zapytajcie starego Rybaka, niech mnie giez Ugryzie w kościsty zad jeżeli wam tu łżę! Gdzie lazurowa przystań, iglice wysokie Pnące się do sklepienia błękitnego jak sen Błogi sprzed narodzenia świata przepięknego, Bo krasny on choć straszny niczym żałobny tren, Lament matki nad martwym dzieciątkiem bolesny, Bezsilny jęk żebraka przy rogatkach miasta, Któremu zaraz ulży bo balast cielesny Zrzuci i poleci tam skąd byt nasz wyrasta, Boleścią nad boleść jest zdrada towarzysza, Gdy ufnie oddajesz mu siebie a on wbija ci nóż W plecy i odchodzi, hen! gdzie dlań korzyść słodsza, Ryzykiem jest zawierzyć drugiemu ale cóż... To życie ze wszystkimi barwami Stworzenia, Dramaturgią zwątpienia i uniesieniami, Orszak boga pijaństwa, rozpusty... Marzenia I droga ich spełniania! Jesteśmy pionkami W grze Potęg co w niebiosach grają nieśmiertelne Partie. Czym poświęcenie? Dla Nich powszedniością, Dla nas oznacza to śmierć, ciosy kosy celne, Przyjmijmy uroczyście losu przeciwności Godnie, z lekkim uśmiechem niewinnego dziecka, Dążmy do tajemnicy piękna Dawnych Epok, Niech ma się na baczności fałszywość zdradziecka, Czynem strzaskana będzie aż spłynie krwawy sok.
Brakuje mi wprawy, może sporo czytam ale mało piszę (tyle co Tutaj). |