 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 23-07-2010 01:04 | LadyTilly (613 punktów) | dom,zakleszczenia | Słownik online pojęcie domu przedstawia dość ozięble i surowo: "dom noun masculine dom [dɔm] 1 budynek mieszkalny dom z ogródkiem kupić dom 2 miejsce zamieszkania, mieszkanie siedzieć w domu Wracam do domu 3 sprawy domowe zajmować sie domem 4 mieszkańcy domu obudzić cały dom 5 instytucja, zakład czuć się jak (u siebie) w domu czuć się dobrze i swobodnie Czuj się jak u siebie w domu. dom dziecka zakład dla sierot dom starców zakład dla osób starych dom studencki/akademicki internat dla studentów dom towarowy duży zakład handlowy z domu urodzona pani Kowalska, z domu Dupont" To jest raczej definicja domu pasywnego. W przenośnym znaczeniu to: - cała rodzinna atmosfera gdzie czujemy się bezpieczni, otoczeni ciepłem rodzinnym to miejsce w którym dorastamy, odpoczywamy po ciężkim dniu w pracy czy szkole. Jest to ważny element w życiu człowieka. Motyw domu przewija się np w pracach dyplomowych, maturalnych, nikt jednak nie zastanowił się do tej pory nad innym aspektem, nad zamykaniem się w nich ludzi, którzy mogą w jego zakresie tworzyć pewne konstelacje. W moim otoczeniu jest wieeele tzw "domostw" i ludzi w nich będących , którzy nie wyściubiają nosa, żyją w szczelnie zamkniętych grupkach, są zamknięci i duszą się we własnej zupie będąc biernymi w stosunku do osób będących poza kręgiem, czyli poza domem. W zasadzie gonitwa dnia codziennego zmusza ich do poruszania się na płaszczyźnie praca-dom-praca-dom, błędne koło się zamyka. Ostatnio podejmuję wiele inicjatyw, żeby wielu ludzi z mojego otoczenia uaktywnić, zrobić coś "razem" i wiecie co? w zasadzie gdybym nie wyściubiała nosa to mogłabym powiedzieć:"żyję na bezludnej wyspie" ponieważ gdybym nie robiła nic - nic by się nie dzkiało, ludzie trwaliby w zaskorupieniu w swoim domu. Czy tylko ja mam takie wrażenie?  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| RITA (82 punktów) |
Owszem, zgadza się, bo nie da się ukryć, że dom to miejsce szczególne w naszym codziennym bytowaniu. Ale definicje domu, które zostały wymienione wskazują na typowe znaczenie domu, budynku mieszkalnego, nie wkraczają w sferę emocjonalną, czy też estetyczną - po prostu coś wyjaśniają, stąd ten chłod, i jak to Pani określiła pasywność. Kwestia zastosowania w pewnym kontekście.
Podam funkcjonujące w obrocie prawnym i gospodarczym znaczenie budynku:
"budynek - należy przez to rozumieć taki obiekt budowlany, który jest trwale związany z gruntem, wydzielony z przestrzeni za pomocą przegród budowlanych oraz posiada fundamenty oraz dach" ( art. 3 Pr. budowlane, pkt 2 )
a oto znaczenie domu jednorodzinnego:
"budynek mieszkalny jednorodzinny - należy przez to rozumieć budynek wolno stojący, albo budynek w zabudowie blizniaczej, szeregowej lub grupowej, służący zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych, stanowiący konstrukcyjnie samodzielną całość, w którym dopuszcza się nie więcej niżwydzielenie dwóch lokali mieszkalnych, albo jednego lokalu mieszkalnego i lokalu użytkowego o łącznej powierzchni całkowitej nie przekraczającej 30% całkowitej powierzchni budynku" ( art 3 Pr. budowlane, pkt 2a)
Powiało chłodem?
|
|
3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > Ostatnio podejmuję wiele inicjatyw, żeby wielu ludzi z mojego otoczenia uaktywnić, zrobić coś "razem" i wiecie co? No, właśnie?- co oni na to? > ... w zasadzie gdybym nie wyściubiała nosa to mogłabym powiedzieć:"żyję na bezludnej wyspie" ponieważ gdybym nie robiła nic - nic by się nie dzkiało, ludzie trwaliby w zaskorupieniu w swoim domu. Nic by się nie działo wg. Ciebie, może ci o których piszesz lubią tak się "zaskorupiać"? Widocznie do czegoś im to potrzebne, ludzie nie robią niczego bez potrzeby. > Czy tylko ja mam takie wrażenie?  Pewnie masz inne potrzeby, ja na razie widzę w tym zapędy + pretensje misjonarskie.
|
|
 | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | > .. lubią tak się "zaskorupiać" O takich zamkniętych nic nie wiadomo, bo nie "mają" w domu internetu, który (jak wiadomo) nie jest siecią lokalną dla domowników, jeno dla światowców.
|
|
|  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > > .. lubią tak się "zaskorupiać"> O takich zamkniętych nic nie wiadomo, bo nie "mają" w domu internetu, który (jak wiadomo) nie jest siecią lokalną dla domowników, jeno dla światowców. Dlatego partykułą "może" wyraziłem w tym zdaniu przypuszczenie, bo nie lubię gadać za kogoś. Cała ta wypowiedź jest indywidualistycznym kontrapunktem dla filozofii kołchozowej propagowanej przez LadyTilly. Nie zabierałbym głosu (chyba) wcale, gdybym nie widział tego, co być może umknęło innym z LadyTilly na czele - otóż cała jej wypowiedź pieczołowicie zbudowana z 1781 znaków jest budowaniem alibi dla swoistej ideologii. Bo w 1475 znakach LadyTilly buduje wrażenie, jak to zaskorupionym ludziom źle w tych "sosem duszonych domach", później skromnymi 306 znakami wspomina o swoim poświęceniu dla tych, nieświadomych swego nieszczęścia nieboraków, by w końcowych 32 - Czy tylko ja mam takie wrażenie? ze smutną minką: "  " - podkreślającą tragizm położenia tych(?) człowieczków - szukać wspólników do swego przesłania. A to przesłanie zawarła podświadomie(?) w 24 znakach skargi: "żyję na bezludnej wyspie", a ja dopiszę puentę tej ideologii: "i zrobię wszystko, żeby to zmienić... czy to się pacjentom podoba, czy nie!" A wszystko po to, by zniwelować swoją frustrację z powodu: ponieważ gdybym nie robiła nic - nic by się nie dzkiało, czyli chce zmieniać ludziom życie tylko i wyłącznie dla poprawy swojego humoru... Skąd ja to znam...?
|
|
| |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | Swoje trzy grosze wtrąciłem tylko dla próby lepszego rozpoznania relacji między otwartością a 'zamkniętością', w których to układach jest chyba sporo niekonsekwencji, zapętleń logicznych czy - jak może wolisz to nazwać - pokładów hipokryzji.
[Nie jest mym zamiarem ingerencja w relacje między (każdym) Panem i (dowolną) Lady.]
|
|
2 na 2 | spellbinder (8577 punktów) | Nie bardzo wiem, czy jest w tym coś tak karygodnie złego. Ja tam zawsze ten zamknięty "dom" lubiłem. Pewnie dlatego, że znaczna część ludzi mnie po prostu wkurza, nienawidzę wręcz z ludźmi pracować, nienawidzę tych wymuszonych kontaktów, uśmieszków i zabiegania o to, żeby mnie lubili. Wkurzało mnie też wyjeżdżanie na jakieś tygodniowe wakacje, bo wiadomo że to jest super, dwa dni się jedzie, pięć zdycha z gorąca  Sąsiadów nie znam. Nie chcę i co więcej - nie muszę. W poprzednim mieszkaniu znałem, siłą rzeczy, bo czasami awanturowali się na klatce, chlali piwo - w ramach inicjatyw. Kiedyś jeden z nich groził, że zabije, więc zamiast się kryć po kątach musiałem albo gościa spuścić ze schodów i pójść siedzieć, albo odpowiedzieć na durne zaczepki i wypić z nim piwko pod trzepakiem. Do wyprowadzki musiałem się potem z panami witać przez podanie ręki, co do najprzyjemniejszych rzeczy pod słońcem nie należało. Kiedyś nawet poznałem syna sąsiada. Młody, uprzejmy człowiek. Okolice północy, słychać krzyk i walenie do drzwi. Otwieram, a tam zapłakany dziesięciolatek błaga, żebym z nim poszedł na ten koniec korytarza, bo "tata zaraz zabije mamę". Znaczna część bloku to ludzie starsi, więc też jakoś przestano mi szybko odpowiadać na powitania, jak poszła fama, że "księdza po kolędzie nie wpuściłem". Teraz mieszkam w innej dzielnicy i jak mówię - sąsiadów nie znam. Same młode małżeństwa, jakieś dzieci mają, cały dzień gdzieś w pracy, a potem telewizorek, czy tam Internecik. A ja sobie jakoś tak ułożyłem, że praca w domu - niezbyt ciężka z resztą, wieczorkiem na rowerek, bo w ciągu dnia się nie da - idealna możliwość kładzenia się spać kiedy mi się żywnie podoba - bo nie muszę nigdzie rano wstawać. Zdarza mi się - szczególnie ostatnio, nie spać dwa dni z rzędu, kimnąć się potem na 10 godzin o 12, pogram sobie w szachy z komputerem i ogólnie rzecz biorąc bardzo mi się to podoba. Jakiś melanżyk czasami, albo ściany mam grube, albo sąsiadów nieśmiałych, ale nikt się jeszcze nie skarżył. Zależy od potrzeb. Ja nie wchodzę w interakcje ze społecznością lokalną, bo mnie to w ogóle nie kręci. Mam kilku znajomych i więcej nie potrzebuję. Nie chcę nawet. I powiem szczerze, że nawet nie śniłem o takiej sytuacji jeszcze rok temu... no dobra, rok temu może i sobie coś tam wymyślałem, no ale powiedzmy dwa lata temu. Co do tych znajomych - powiedzmy sobie wprost, mało, bo i w trakcie całych studiów znalazłem może dwie osoby, z którymi mogę pogadać tak jak lubię, które mi odpowiadają ze względu zarówno na osobowość, jak i umiłowanie spędzania czasu w dany sposób. Bo ja lubię, czy wręcz uwielbiam pierniczyć sobie o różnego rodzaju filozoficznych głupotach, porozważać czasami dość irracjonalne koncepcje, poruszyć dla przykładu temat "komiks a wizerunek Niemca we współczesnej kulturze", czego niestety nie da się zrobić z każdym. Nie chcę koniecznie, na siłę, tworzyć sobie płytkich kontaktów z ludźmi, którzy mnie nie obchodzą. Pewnie bym chciał, gdyby nie było wspaniałego wynalazku "Internet"  Nie miał bym wyjścia. A tak mam. I jest mi z tym brakiem uczestniczenia w życiu społeczności, której wcale nie ma, jakoś dobrze.
|
|
 | | Autografka (10638 punktów) | >Bo ja lubię, czy wręcz uwielbiam pierniczyć sobie o różnego rodzaju filozoficznych głupotach, porozważać czasami dość irracjonalne koncepcje,
U człowieka, który uważa, że wszystko jest nadzwyczaj proste, chęć filozofowania jest czymś zaskakującym. Po co filozofować, skoro się zna wszystkie odpowiedzi?
Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
|
|
|  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | > >Bo ja lubię, czy wręcz uwielbiam pierniczyć sobie o różnego rodzaju filozoficznych głupotach, porozważać czasami dość irracjonalne koncepcje,> U człowieka, który uważa, że wszystko jest nadzwyczaj proste, chęć filozofowania jest czymś zaskakującym. Po co filozofować, skoro się zna wszystkie odpowiedzi?> Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...To, że Twoje rozważania są dla mnie proste nie oznacza, że inne też będą
|
|
| |  | | Autografka (10638 punktów) |
> To, że Twoje rozważania są dla mnie proste nie oznacza, że inne też będą Co nie zmienia faktu, że ni ząb nie rozumiesz o czym piszę. Przez cały czas starasz się wartościować różne punkty widzenia. A nie o to chodzi. One nie mają obiektywnej wartości, tylko użyteczną. Twój punkt widzenia również nie ma obiektywnej wartości. Mój zresztą też jej nie ma.
Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
|
|
| | |  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | > >To, że Twoje rozważania są dla mnie proste nie oznacza, że inne też będą > Co nie zmienia faktu, że ni ząb nie rozumiesz o czym piszę. Przez cały czas starasz się wartościować różne punkty widzenia. A nie o to chodzi. One nie mają obiektywnej wartości, tylko użyteczną. Twój punkt widzenia również nie ma obiektywnej wartości. Mój zresztą też jej nie ma.> Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...Proste są rzeczy, które człowiek umie wykonać. Rozważenie na temat rzucony przez Ciebie, czy o co tam chodziło, najwyraźniej już mam za sobą. Nie muszę siedzieć i rozważać, bo już to zrobiłem. Dlatego też jest proste - w końcu łatwiej coś przepisać, niż wymyślić od nowa - nieprawdaż? Swoją drogą nic nie ma obiektywnej wartości. Bo co to jest wartość? Coś, co daną rzecz różnicuje ze względu na nasz, omylny z resztą, system poznawczo-analityczny.
|
|
| | | |  | | Autografka (10638 punktów) |
> > Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...> Proste są rzeczy, które człowiek umie wykonać. Rozważenie na temat rzucony przez Ciebie, czy o co tam chodziło, najwyraźniej już mam za sobą. Nie muszę siedzieć i rozważać, bo już to zrobiłem. Dlatego też jest proste - w końcu łatwiej coś przepisać, niż wymyślić od nowa - nieprawdaż? Ty wymyśliłeś. Dla siebie. Przyjąłeś rozwiązanie, zracjonalizowałeś go sobie. I wybacz, ale uważając, że jest obiektywnie słuszne, stajesz się wyznawcą.  > Swoją drogą nic nie ma obiektywnej wartości. Bo co to jest wartość? Coś, co daną rzecz różnicuje ze względu na nasz, omylny z resztą, system poznawczo-analityczny. To dlaczego wartość znaleziona przez innych wydaje Ci się zabawną? Może dlatego, że choć piszesz, że obiektywnej wartości nie ma, tak naprawdę nie wiesz co to znaczy?
Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | > >> Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...> >Proste są rzeczy, które człowiek umie wykonać. Rozważenie na temat rzucony przez Ciebie, czy o co tam chodziło, najwyraźniej już mam za sobą. Nie muszę siedzieć i rozważać, bo już to zrobiłem. Dlatego też jest proste - w końcu łatwiej coś przepisać, niż wymyślić od nowa - nieprawdaż?> Ty wymyśliłeś. Dla siebie. Przyjąłeś rozwiązanie, zracjonalizowałeś go sobie. I wybacz, ale uważając, że jest obiektywnie słuszne, stajesz się wyznawcą.  > >Swoją drogą nic nie ma obiektywnej wartości. Bo co to jest wartość? Coś, co daną rzecz różnicuje ze względu na nasz, omylny z resztą, system poznawczo-analityczny. > To dlaczego wartość znaleziona przez innych wydaje Ci się zabawną? Może dlatego, że choć piszesz, że obiektywnej wartości nie ma, tak naprawdę nie wiesz co to znaczy?> Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...Wartości są oczywiście nieobiektywne. Ja mam sobie jakieś tam wartości, według których dobieram sobie najprzeróżniejsze rzeczy, ale nie oznacza to, że w całym wszechświecie tylko te wartości mają sens, nieprawdaż? Dlatego również przeciwstawiam się odgórnie narzuconym wartościom, które wpływają na jakość życia osób niezwiązanych z tymi rzeczami. Jak krzyż w miejscu publicznym. Mam wrażenie, że czepiasz się, żeby się czepić. Tak działa moja postawa, która wyraża sobą - w Twojej opinii - samozachwyt i wręcz jakiś daleko idący narcyzm. Tłumaczysz to sobie moją nieświadomością, którą koniecznie chcesz mi wmówić, mimo iż nigdy nie pozowałem na zjadacza wszelkich rozumów, a i do błędu przyznać się potrafię. Rozumiem, że moja postawa w jakiś sposób działa na Twoje "ego"? Nie możesz znieść, że ktoś tutaj śmie się wywyższać, choć wcale tego nie robi, ale sama myśl, że mógłby jest już tak paraliżująca, że aż trzeba sobie przyciąć? Cóż. Miłej zabawy.
|
|
| | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) |
To prawda. Nie przepadam za ludźmi, którzy uważają innych za idiotów, ale pomimo tego wydaje im się, że forum dyskusyjne, to dobre miejsce dla przemów. Lubię podyskutować, spróbować zrozumieć drugiego człowieka, pojąć jego tok myślenia. Ale nie jestem robocopem i nie ukrywam, że lepiej rozmawia mi się z ludźmi, którzy odwzajemniają się chęcią zrozumienia mojego punktu widzenia. Choćby chęcią.
Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | >To prawda. Nie przepadam za ludźmi, którzy uważają innych za idiotów, ale pomimo tego wydaje im się, że forum dyskusyjne, to dobre miejsce dla przemów. Lubię podyskutować, spróbować zrozumieć drugiego człowieka, pojąć jego tok myślenia. Ale nie jestem robocopem i nie ukrywam, że lepiej rozmawia mi się z ludźmi, którzy odwzajemniają się chęcią zrozumienia mojego punktu widzenia. Choćby chęcią. > Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
Więc dodaj do moich wypowiedzi słówko "uważam", bądź "wg. mnie" - aczkolwiek ja funkcjonuję w ten sposób, że jak ktoś mi mówi - "mylisz się", to próbuję go dopytać - "a dlaczego?". Ewentualnie staram się wykazać, że jednak nie, że coś w moim rozumowaniu pominął. Prawdę mówiąc nie przypominam sobie, żebym tutaj poczynił jakieś karygodne uchybienia w "słuchaniu"...
|
|
| | | | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) |
> Więc dodaj do moich wypowiedzi słówko "uważam", bądź "wg. mnie" - aczkolwiek ja funkcjonuję w ten sposób, że jak ktoś mi mówi - "mylisz się", to próbuję go dopytać - "a dlaczego?". Ewentualnie staram się wykazać, że jednak nie, że coś w moim rozumowaniu pominął. Prawdę mówiąc nie przypominam sobie, żebym tutaj poczynił jakieś karygodne uchybienia w "słuchaniu"...Nie w słuchaniu, tylko w pisaniu, I zapytałam Cię w wątku o aborcji z czego wynika Twoje zdanie o zabawności poglądu na temat utraconych szans niemowlaka. I o ile sobie przypominam skwitowałeś to moje pytanie uwagą w podobnym tonie. Nie dziw się więc, że nie zauważam u Ciebie chęci do podejmowania rozmowy. 
Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
|
|
| | | |  | | Autografka (10638 punktów) | Wiem, wiem, trochę marudzę. Ale nie za bardziej niż to który wybór jest słuszny, interesuje mnie z czego wynika taki a nie inny wybór. Nie tylko w kontekście pojedynczego człowieka, ale też mechanizmów społecznych, które wtedy działają. To jest ciekawe, bo dąży do sedna sprawy.
Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | > Wiem, wiem, trochę marudzę. Ale nie za bardziej niż to który wybór jest słuszny, interesuje mnie z czego wynika taki a nie inny wybór. Nie tylko w kontekście pojedynczego człowieka, ale też mechanizmów społecznych, które wtedy działają.> To jest ciekawe, bo dąży do sedna sprawy.> Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...Z potrzeb wyrażonych przez cechy takie jak ekstrawersja, czy introwersja. Z obrazu społecznej dezintegracji - człowiek w założeniach miał dobrze funkcjonować w małych grupach kilkunastu osobników. Teraz ludzi jest zbyt dużo, dodatkowo osłabianie więzi międzyludzkich jest jak najbardziej na rękę ludziom rządzącym - w średniowieczu ludzie potrafili się skrzyknąć i zebrać z kilku wiosek, żeby ruszyć "do boju". Dziś nie potrafią się umówić sąsiedzi co do wypisania się ze spółdzielni. Mamy więcej możliwych poglądów, a więc i więcej rzeczy, które nas różnią. A każda różnica działa negatywnie na społeczność. Wyjście do ludzi zastąpił telewizor  Rozrywka bez prądu wymagała pójścia gdzieś i choćby dania komuś po pysku. Dziś możemy sobie pooglądać w szklanym ekranie jak się piorą. A że człowiek wygodny jest, to i zminimalizował potrzeby wymagające wysiłku, zastepując je równie fascynującymi, ale mniej pożądanymi przez niektórych.
|
|
| | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) |
> Z potrzeb wyrażonych przez cechy takie jak ekstrawersja, czy introwersja. Z obrazu społecznej dezintegracji - człowiek w założeniach miał dobrze funkcjonować w małych grupach kilkunastu osobników. Teraz ludzi jest zbyt dużo, dodatkowo osłabianie więzi międzyludzkich jest jak najbardziej na rękę ludziom rządzącym - w średniowieczu ludzie potrafili się skrzyknąć i zebrać z kilku wiosek, żeby ruszyć "do boju". Dziś nie potrafią się umówić sąsiedzi co do wypisania się ze spółdzielni.Bo ludzi są wygodni. Po co mają podejmować jakieś inicjatywy skoro w ich mniemaniu powinien pojawić się ktoś (najlepiej jakaś instytucja) która wszystko za nich załatwi, bo od tego jest ? Inicjatywę podejmują jednostki najbardziej aktywne. Te mniej, tylko w ostateczności. Jest to oczywiście w pewnym sensie racjonalne, no i jest to też cena jaką płacimy za cywilizacyjny rozwój. Byłby on niemożliwy na taką skalę, z jaką mamy do czynienia obecnie, bez zwiększania stopnia skomplikowania społecznej struktury i wyłaniania się specjalizacji. > Mamy więcej możliwych poglądów, a więc i więcej rzeczy, które nas różnią. A każda różnica działa negatywnie na społeczność.Nie jestem pewna. Ale może i tak. > Wyjście do ludzi zastąpił telewizor Rozrywka bez prądu wymagała pójścia gdzieś i choćby dania komuś po pysku. Dziś możemy sobie pooglądać w szklanym ekranie jak się piorą. A że człowiek wygodny jest, to i zminimalizował potrzeby wymagające wysiłku, zastepując je równie fascynującymi, ale mniej pożądanymi przez niektórych.Są różne sposoby kontaktu z ludźmi. Niekonieczne zawsze te face to face będą najbardziej satysfakcjonujące.
Porządny człowiek wie, że ten obcy, ten inny, pewnie kradnie i zabija...
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | > Bo ludzi są wygodni. Po co mają podejmować jakieś inicjatywy skoro w ich mniemaniu powinien pojawić się ktoś (najlepiej jakaś instytucja) która wszystko za nich załatwi, bo od tego jest ? Inicjatywę podejmują jednostki najbardziej aktywne. Te mniej, tylko w ostateczności. Jest to oczywiście w pewnym sensie racjonalne, no i jest to też cena jaką płacimy za cywilizacyjny rozwój. Byłby on niemożliwy na taką skalę, z jaką mamy do czynienia obecnie, bez zwiększania stopnia skomplikowania społecznej struktury i wyłaniania się specjalizacji.Nie tylko. Ludzie są również nieufni wobec ludzi o mniejszych zdolnościach przywódczych. Choćby od nich człowiek tylko podpis chciał, to jeśli jest to osoba nie wzbudzająca szczególnego "szacunku", bo a to głos za niski, a to postura nijaka, to nie uwierzą i nie wmieszają się. Ale jeśli ma ładny głosik, męski, prawda, i barczyste ramiona, to się wkopią lepiej niż by ich ta spółdzielnia załatwiła. No i kwestia inteligencji, tam gdzie ludzie bardziej "świadomi" i w większym stopniu znający realia (np. za co płacą, dlaczego tyle, przecież można taniej itd.), to da radę się "wyrwać". > >Mamy więcej możliwych poglądów, a więc i więcej rzeczy, które nas różnią. A każda różnica działa negatywnie na społeczność.> Nie jestem pewna. Ale może i tak.To trochę tak jak z patriotyzmem. Dawniej każdy był patriotą, bo i grup społecznych mniej i poglądy takie same. Człowiek nawet nie wiedział co się w pobliskiej wsi dzieje. Ale jak teraz mamy tych ateuszy wszystkich, tych dziwnych młodzianów, gejów jakichś, tych co dziwnej muzyki słuchają i ludzi migających się od woja - a mamy ich "więcej", bo i przepływ informacji większy, to za takiego już się życia oddawać nie chce. > >Wyjście do ludzi zastąpił telewizor Rozrywka bez prądu wymagała pójścia gdzieś i choćby dania komuś po pysku. Dziś możemy sobie pooglądać w szklanym ekranie jak się piorą. A że człowiek wygodny jest, to i zminimalizował potrzeby wymagające wysiłku, zastepując je równie fascynującymi, ale mniej pożądanymi przez niektórych.> Są różne sposoby kontaktu z ludźmi. Niekonieczne zawsze te face to face będą najbardziej satysfakcjonujące.Niekoniecznie w ogóle jakiekolwiek będą satysfakcjonujące. Kafka optował za zamknięciem go w ciemnej piwnicy, odcięciem od świata, żeby sobie mógł rzeczy z "głębi" wydobywać - bez pracy, z zapewnionym chlebem i wodą. No ale erę telewizji mamy już za sobą. Tam nie było kontaktu, w necie jest - nie tradycyjny, ale zawsze z innym człowiekiem. Medialna papka odejdzie za jakiś czas w niepamięć. Choćby weryfikacja poglądów na bieżąco, w postaci komentarzy, zniesie odrobinę tą jedną, jedyną prawdę, serwowaną przez telewizję.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|