Sporo czasu zajęło mi uświadomienie sobie jaka jest wiodąca konkluzja tekstu, do którego podrzucam link. W wielkim skrócie chodzi o to aby o wszystkich kompozytorach pisać z imienia i nazwiska, a nie jak w przypadku niektórych, tylko z nazwiska. Bo jak się o jednych pisze z imienia i nazwiska, a o innych z nazwiska tylko - to ci ostatni są niesłusznie wyróżniani. Z nazwiska tylko pisze się zazwyczaj o tych największych, imiona dodaje się w przypadku tych mniej znanych. Koncept jak wyżej jest może i w swej istocie słuszny - jednakże mój szósty zmysł podpowiada mi, iż jego forsowanie jest przygotowaniem ataku, a może już mającym miejsce atakiem, na najwybitniejszych twórców muzyki, którzy - tak się składa - są w swej zdecydowanej większości, białymi, heteroseksualnymi mężczyznami, wywodzącymi się z cywilizacji chrześcijańskiej. Słowem, ex definitione są bardzo "be" - i należy im przywalić. Ktoś coś doda? slate.com/(*)s-composers-racism-sexism.html"Musicians, academics, and teachers have a lot of work ahead to confront the racist and sexist history of classical music. Fullnaming composers, especially those who have been elevated to mononymic status by this complicated history, will challenge us to at the very least afford the same respect to all of the individuals whose music we talk and write about. When we do return to the concert halls, let’s return to concerts that play Ludwig Beethoven alongside Florence Price, and Edmond Dédé alongside Johannes Brahms". |