Racjonalista - Strona głównaDo treści
Mam problem

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
19-07-2005 00:01Beata D.Mam problem
Witam
Jestem agnostyczka, moj chlopak jest zas katolikiem (w skali od jeden do 6 to jest na 4+, w domu przestrzega sie wszystkiego jak w kosciele, tradycje swieta(czynia to z przekonaniem)). Towarzyszy mi pewien problem, zamartwiam sie co bedzie gdy w koncu bede chciala miec dzieci, czy on bedzie chcial je ochrzcic itd. Kiedy chce o tym powaznie porozmawiac jest klotnie i nigdy nie dochodzimy do kompromisu, slysze tylko " jakos to bedzie ". Nie potrafilabym zrozumiec wiary katolickiej, dla mnie to fikcja. Prosze Was o rade, co mam zrobić? Jest kilka wyjsc:
1.Próbować mu jakoś racjonalnie wytłumaczyc co ja o tym mysle, co wydaje mi si edziwne w kk. itd.(problemem jest to ze on sie niesamowicie zlosci gdy poruszam ten temat, unika go, albo sie tego boi)
2.Jak sie nie da przekonac to nadal sa wyjscia:
a)zaproponowac zycie ze slubem cywilnym i dzieci beda niechrzczone i beda same decydowac o swym losie.
b)postawic na swoim i jak sie nie zgodzi to skonczyc calkowicie, uznajac go za zatwardzialego czlowieka zaslepionego roznymi "prawdami wiary"
co radzicie, jaki jest zloty srodek, probowac go odwodzic od wiary kat. czy nie? co robic?

Nikt

Próbować przedstawić swój punkt widzenia warto zawsze. To, że on nerwowo reaguje, to raczej nie jest dziwne, myślę, że wskazuje na to, iż on za bardzo się nad tą sferą nie zastanawia, przyjmuje wszystko tak jak go nauczono i boi się poważnych zmian, nawet jakby były nieodwołalne (może sam wie o tym, ale podświadomie chce zachować dla świetego spokoju stare poglądy).

Myślę, że ciężko będzie go przekonać, jeśli sam chociaż minimalnie nie zastanowi się na problemem i nie będzie miał jakichkolwiek wątpliwości.

W trakcie rozmów proponuję utrzymać stoicki spokój i nie dać się ponieść emocjom, choćby on tracił równowagę. Dawaj mu też do zrozumienia, że unikając takich dyskusji burzy wasze zaufanie względem siebie, ale też nie nie bądź szczególnie
natarczywa, bo to jednak poważna sprawa i zmiana często trwa latami.

Może zacznij od spraw, które mu się nie podobają w kościele, skoro nie jest na szóstkę, to może np. akceptuje antykoncepcję, itp. Może się okazać (co jest dość częste), że nie akceptuję on sporej grupy aktualnych przykazań na życie, więc wówczas może przestać, na zasadzie indukcji, akceptować poglądy na sprawy bardziej odległe. Chyba warto też pokazać, że odrzucenie tego bagażu wiary nie musi wiązać się z odrzuceniem jakiejś etyki. Pokaż mu (co zresztą pewnie pokazujesz, ale niech ma tego pełną świadomość ), że życie bez wiary nie musi się wiązać z byciem złym człowiekiem, a często jest wręcz przeciwnie. Artykuły z tego serwisu mogą Ci przyjść na pewno z pomocą...

Ale... niektórzy niekiedy jeszcze bardziej trwają przy swoim, gdy ktoś inny próbuje ich przekonać do innego zdania (chociąż wydaje mi się, że rzadko kiedy to ma miejsce w związkach). Jeśli tak by reagował, to warto na jakiś czas odpuścić,
albo zupełnie skończyć temat, do niektórych dopiero wtedy z opóźnieniem dochodzą wnioski.

A co do dalszej przyszłości w razie niepowodzenia, to nie mam żadnych rad, nie byłem w takiej sytuacji, dziwne byłyby rady o rozstaniu czy też byciu ze sobą, w sytuacji, gdy was nawet nie znam, ale może ktoś inny coś powie.

Powodzenia
Bistzack (697 punktów)
To, czego się obawiam, to związek z katoliczką. Próba rozmowy ze znajomymi katolikami na jakikolwiek z tematów podważających lub ośmieszających naukę Kościoła kończy się niemal tak samo: następuje blokada w ich umysłach nie pozwalająca im na rozwinięcie konwersacji, gdyż jak sądzę, życie w raz wypracowanych zasadach już im starczy, a rostrząsanie problemu zburzyłoby misterną sieć ułudy. Niewielu katolików zagłębia się w lekturę Biblii. Zresztą, po co mają to robić? Przecież "wszystko już wiedzą".

Nie będę radził. Spytam się tylko, czy warto męczyć się kawał życia z kimś, kto nie potrafi zrozumieć czyichś przekonań, ba, nawet nie stara się tego robić, reagując złością. Unikam takich ludzi, ale z drugiej strony rozumiem cię - miłość.
Beata D.Cos dopowiem
Wiecie wszysscy dobrze jak to jest w przecietnej kat. rodzinie. Dzieci prowadza sie do kosciola, gdy przychodzi niedziela mowi sie idziemy do kosciolka, gdy dziecko jest male traktuje sie to jak jakas atrakcje. Potem nawyk w mozdzku pozostaje i chlopak chodzi dalej, jednemu nawyk zostanie wiekszy innemu mniejszy. Dochodzi jeszcze ten maly lęk przed odrzuceniem przez bliskich gdyby NAGLE po 23 latach bycia (w oczach rodziny) b.dobrym kat. powiedzialoby sie "pier... to". Ten lęk jak sadze utrzymuje wiekszosc ludzi w kk., presja spoleczenstwa, bo przeciez malo kto chce byc az tak inny. Gdy sie podejmuje decyzje o odejsciu z kosciola np w wieku 20 lat to wszyscy przeprawadzaja z toba wiecej rozmow odnosnie wiary niz przez te cale 20lat.
Nierozwiazywalnym problemem jest dojcie do zgody w kwestii:"co bedzie jak bedziemy chcieli sie ozenic i miec dzieci, co wtedy?"
On (i jego najblizsza rodzina) chce je wychowac w wierze katolickij ja nie. To jest ten problem. Byc moze z takich sytuacji nie ma sensownego wyjscia, godzacego wszystkie osoby?
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Odp: Cos dopowiem
>Byc moze z takich sytuacji nie ma sensownego wyjscia, godzacego wszystkie osoby?
No i o to chodzi, że nie ma. Albo ktoś się zgadza na to, co nakazuje KK, albo nie. Nie można wziąć i nie wziąć ślubu kościelnego, nie można używać i nie uzywać antykoncepcji, nie można chrzcić i nie chrzcić tego samego dziecka itd. Zawsze jedno z was będzie musiało ustąpić na rzecz przekonań drugiego - o żadnym kompromisie mowy nie ma. Jeśli chcesz być z tym facetem i nie żyć bez przerwy z urażonym w swych "uczuciach religijnych" osobnikiem, to musisz poddać się nakazom i zaleceniom wyznawanej przez niego religii, przyjmując np., że to nie ma dla ciebie znaczenia. Oczywiście jest to jednostronne ustępstwo, które raczej nigdy przez takiego człowieka nie zostanie docenione, a potraktowane co najwyżej jako fakt twojego nawrócenia się na "jedynie słuszną wiarę".
Wilhelm
Nie chce byc zlym doradca, ale wez kartke i rozwaz za i przeciw. Rozwaz nawet taka sytuacje, ze bedziesz musiala od niego odejsc.
Ludzie czasem bladza i po wielu latach zwiazku dochodza do wniosku, ze ich zycie z konkretna osoba bylo pomylka. Tylko, ze czasu nie da sie cofnac. Poza tym jesli bedziesz chciala wziazc rozwod, to on nie bedzie mozliwy z punktu widzenia wiary twojego chlopaka, nie mowiac juz o komplikacjach dla ewentualnych dzieci.
Niestety tylko Ty mozesz zadecydowac co z tym zrobic.

Tam, gdzie konczy sie religia, tam zaczyna sie etyka.
takisobiektos
Czy wszyscy wiedzą jak jest w przeciętnej katolickiej rodzinie, dzieci prowadza się nie tylko do kościółka bo jeszcze na plac zabaw, do kina, na spacerki, do cioci, wujka, koleżanek, kolegów itp. Bo samo w niewiele miejsc pójdzie. To są atrakcje dla niego i tylko atrakcje.
A czy coś po tym w "móżdżku" zostaje, na plac zabaw - przestanie chodzić, do cioci czy wujka - zależy też od nich, na spacerki - na pewno, ilu kolegów czy koleżanek będzie miało - zależy od niego. A czy do kościółka będzie chodziło - jeżeli tak, to nie przez "nawyk w móżdżku".
Wielu znam ludzi którzy przestali chodzić do kościoła z różnych powodów a tzw. odrzucenia przez otoczenie czy bliskich naprawdę nie zauważyłem, no może wtedy gdyby ten ktoś powiedział np. "pier... to", to rzeczywiście byłby jakiś niesmak.
Nic nie piszesz co Cię z nim wiąże tylko to co dzieli, więc daj sobie spokój.
W Tobie tkwi inny problem, Tobie nie o chłopaka ewent. męża chodzi, Tobie chodzi o Twoje ja. Tobie nie chodzi o kompromis Tobie chodzi tylko o przeciągnięcie go na swą stronę nawet plan na to masz, musi być jak Ty chcesz a jak nie to "zatwardziały ......."
Gdybyś Ty go naprawdę kochała, gdybyś wiązała z nim uczciwą przyszłość nie rozdmuchiwała byś tego typu - problemików - na forum. W życiu są poważniejsze i trudniejsze rzeczy do przejścia i wtedy powiesz też - albo będzie tak jak chcę albo ........ .

Pozdrawiam.
takisobiektosOdp: Mam problem
Jesteś agnostyczka a on katolik i Ty chcesz np. aby ewent. dzieci wasze nie były ochrzczone.
A czemu tak ? Dlaczego ma być jak Ty chcesz ? A on co ? Co z jego zdaniem ?
Gdy sie nie zgodzi na Twe warunki to "uznajac go za zatwardzialego czlowieka zaslepionego roznymi "prawdami wiary" ?
Dla dwojga ludzi chcących iść razem przez życie jest coś naprawdę najważniejsze, wręcz niezbędne (domyślisz się ?) które pozwala im pokonać nie takie problemy.
Daj sobie spokój i poszukaj innego racjonalnie myślącego. Uszczęśliwisz siebie, jego i innych.
św.Marek
    Znaki zapytania daje się bezpośrednio za ostatnią literą, bez spacji. Nie uczyli tego w Twojej szkole?

___________
Pozdrawiam
inny
>    Znaki zapytania daje się bezpośrednio za ostatnią literą, bez spacji. Nie uczyli tego w Twojej szkole?
>___________
>Pozdrawiam

Nie św.Marek tylko św. Marek - chodzi też o spację.

Pozdrawiam.
św.Marek
    Nie popisuj się. To jest nick, a więc pisze się tak, jak sobie przyjął jego właściciel.

___________
Pozdrawiam
inny
>    Nie popisuj się. To jest nick, a więc pisze się tak, jak sobie przyjął jego właściciel.
>___________
>Pozdrawiam
No i źle przyjął sobie.
Myflowers (2721 punktów)
św.Marku, całe szczęście że mam pocztę, która jak widzisz toleruje "ó", "ż", "ź", itd. Druga poczta takich znaczków nie przyjmuje, wstawia jakieś cudeńka w ich miejsce. Już sobie wyobrażam co by się działo, gdybym używała tamtego programu. Ja rozumiem, że dbasz o czystość pisanego języka i chwała Ci za to, ale zrozum, że czasem i geniusz też coś "lapnie".
Mam niesłyszącego siostrzeńca, który z powodu wady w narządach artykulacyjnych nie jest w stanie porządnie formułować wyrazów, chociaż doskonale orientuje się w tym co się doniego mówi z ruchu warg mówiącego. Jest doskonałym grafikiem komputerowym , ale pisze z błędami, czasem stylistycznymi też.
Odmówiłbyś mu prawa do korzystania z tego forum? nie zawsze błędy popełniane są wynikiem niechlujstwa. W ferworze dyskusji też je niejednokrotnie popełniamy, jakamy sie albo zacinamy. Forum jest formą dyskusji, rozmowy. Nie zawsze się pamięta, że znaki stawia się bez spacji po wyrazie. Bo to naprawdę nie jest istotne.
Pozdrawiam
Myflowers (2721 punktów)
No i powinnam poprawić przecinki, których nie wstawiłam z pośpiechu
Pozdrawiam zatem jeszcze raz a nawet dwa razy
św.Marek
> Mam niesłyszącego siostrzeńca, który z powodu wady w narządach artykulacyjnych nie jest w stanie porządnie formułować wyrazów, chociaż doskonale orientuje się w tym co się doniego mówi z ruchu warg mówiącego. Jest doskonałym grafikiem komputerowym , ale pisze z błędami, czasem stylistycznymi też.
> Odmówiłbyś mu prawa do korzystania z tego forum? nie zawsze błędy popełniane są wynikiem niechlujstwa. W ferworze dyskusji też je niejednokrotnie popełniamy, jakamy sie albo zacinamy. Forum jest formą dyskusji, rozmowy. Nie zawsze się pamięta, że znaki stawia się bez spacji po wyrazie. Bo to naprawdę nie jest istotne.

    Gdyby siostrzeńcowi zachciało się grać w orkiestrze symfonicznej też by musiano mu pozwolić tam grać? Nie zwracam nigdy uwagi nikomu gdy zrobi jakiś błąd, poprawiam go gdy zauważę. Błędy nie są popełniane z niechlujstwa, ale niechlujstwem jest niezwracanie na nie uwagi tym bardziej, gdy wie się o swojej dysfunkcji. Nie mów mi, że kolega ten nie dysponuje słownikiem, jakimś edytorem sprawdzającym pisownię, nie posiada nic. Upominałem tego kolegę, nie odpowiedział ani łowem. Nie traktuje naszego forum zbyt poważnie - zaglądnij do jego profilu jakie powypisywał głupstwa. Jeżeli w jakimś miejscu panują określone standardy, każdy powinien przynajmniej starać się do nich stosować. Nie łudź siebie i innych, że nie jest istotne jak stawia się znaki interpunkcyjne w języku polskim. Gdyby tak było, nie byłoby obowiązujących nas reguł. Właśnie dlatego, że z takim lekceważeniem ludzie odnoszą się do tego jak Ty piszesz, inne fora są skrzętnie omijane przez ludzi kulturalnych.

___________
Pozdrawiam
Daniel Delimata
> Upominałem tego kolegę, nie odpowiedział ani łowem.

Jak widać niektórzy nadmiernie ufają edytorom sprawdzającym pisownię. A więc na łowy...

Poza tym cóż miał odpowiedzieć zbesztany przez admina? Cokolwiek by nie odpowiedział to i tak św.Marek ma na to gotowy tekst i zero woli zrozumienia osoby po drugiej stronie.
Myflowers (2721 punktów)
Mogę Ci jedynie przypomnieć, że Bethowen był głuchy, a jego "Oda do Radości" jest hymnem UE. Widocznie nikt mu nie zabronił dostępu do insrumentów muzycznych. Przykro mi bardzo, że mojemu głuchemu siostrzeńcowi nie dałbyś szansy na tym forum.Dla niego internet jest oknem na świat. Wyobraź sobie, że nauczył sie dzięki netowi angielskiego. Pisze z okrutnymi błędami, ale tam gdzie pisze , spotkał się z ogromną życzliwością i zrozumieniem. Pozwolono mu więc, jak widzisz, "grać w symfonicznej orkiestrze", czego Ty bys mu zabronił. Może się mylę i źle oceniam Twoją wypowiedź, ale nie spodziewałam się, ze na racjonaliście spotkam się z takim brakiem zrozumienia. Widocznie człowiek kaleki nie ma tu racji bytu, czyz nie tak? Wyprowadź mnie z błędu, jeżeli Twoja wypowiedź miała inny sens.
Co do "narzędzi ", poprawy gramatyki i ortografii to można czasem boki zrywać. Nie przeczę, dostawi znak diakryczny i co dalej?
Pozdrawiam,
św.Marek
>Mogę Ci jedynie przypomnieć, że Bethowen był głuchy, a jego "Oda do Radości" jest hymnem UE. Widocznie nikt mu nie zabronił dostępu do insrumentów muzycznych.

    Bethowen nie był całe życie głuchy, inaczej nie wiedziałby co to jest dźwięk.

>Przykro mi bardzo, że mojemu głuchemu siostrzeńcowi nie dałbyś szansy na tym forum.

    Przeczytaj co napisałem. Nikomu nie bronię dostępu do forum, wymagam jedynie resprektowania zwyczajów na nim panujących. I proszę: nie mów takich niedorzeczności.

>Dla niego internet jest oknem na świat. Wyobraź sobie, że nauczył sie dzięki netowi angielskiego. Pisze z okrutnymi błędami, ale tam gdzie pisze , spotkał się z ogromną życzliwością i zrozumieniem.

    Dla wielu Internet jest oknem na świat. Wielu też pisze z okrutnymi błędami. Tam gdzie kuzyn pisze spotyka się z życzliwością na pewno nie dla błędów jakie popełnia, a tego co przekazuje, inaczej byłaby to fałszywa życzliwość i zrozumienie.

>Pozwolono mu więc, jak widzisz, "grać w symfonicznej orkiestrze", czego Ty bys mu zabronił. Może się mylę i źle oceniam Twoją wypowiedź, ale nie spodziewałam się, ze na racjonaliście spotkam się z takim brakiem zrozumienia.

    Trudno, byś właściwie oceniła moją wypowiedź, jeśli nie zechciałaś zrozumieć co napisałem. Można zrozumieć każdą wadę i tolerować słabości innych, ale gdy ktoś lekceważąco odnosi się do innych niechlujnie artykułując przekazywane informacje, nie ma to nic wspólnego z racjonalnością lub nie. Dla lekceważenia nie może być zrozumienia.

>Widocznie człowiek kaleki nie ma tu racji bytu, czyz nie tak? Wyprowadź mnie z błędu, jeżeli Twoja wypowiedź miała inny sens.

    Jeżeli kalectwo w Twoim rozumieniu polega na lekceważącej, czyli świadomej niestaranności, to powinnaś zmienić regułę kalectwa, bo ta jest niewłaściwa. Nie będę nawet próbował wyprowadzać Cię z błędu.

>Co do "narzędzi ", poprawy gramatyki i ortografii to można czasem boki zrywać. Nie przeczę, dostawi znak diakryczny i co dalej?

    Ciągle nawet nie usiłujesz tego zrozumieć. Błędy robimy wszyscy, na błędach się uczymy - to bardzo wyświechtany truizm. Ja nie mam pretensji do robiących błędy, a do tych, którzy ze swoich błędów nie wyciągają wniosków w w kółko je powielając i mówiąc przeważnie, że co tam, to internet, pośpiech, przecież wszyscy piszą nie zważając na żadne reguły i kompletnie nikt na to nie zwraca uwagi. To ostatnie to akurat prawda, lecz nie jest wytłumaczeniem. Czy usiłujesz skonstruować kolejną iluzję, że ponieważ narzędzia do korekty ortografii są niedoskonałe, to zwalnia to nas z poprawności artykułowania tego co piszemy?

___________
Pozdrawiam
Myflowers (2721 punktów)
Zwracam honor, przepraszam. Jeżeli chodzi Ci o notorycznych "przestępców" ortograficzno- gramatyczno - stylistycznych - masz całkowitą rację. Tylko z jednym drobiazgiem się nie zgadzam - co Ci przeszkadza spacja lub jej brak przed znakiem zapytania? Mnie, jako polonistkę razi zły podział na sylaby( co sie spotyka nawet w książkach bardzo profesjonalnych wydawnictw, a co mam ochotę natychmiast poprawić, lecz nie robie tego bo mam zakodowany szacunek dla książek i nie będę po nich bazgrała), niewłaściwy układ zdań - stylistyczne błędy, ortografia i merytoryczne bzdury. Natomiast czy jest spacja przed lub po znaku zapytania - nie wnosi nic do tekstu.
Pozdrawiam
św.Marek
>Tylko z jednym drobiazgiem się nie zgadzam - co Ci przeszkadza spacja lub jej brak przed znakiem zapytania? Mnie, jako polonistkę razi zły podział na sylaby( co sie spotyka nawet w książkach bardzo profesjonalnych wydawnictw, a co mam ochotę natychmiast poprawić, lecz nie robie tego bo mam zakodowany szacunek dla książek i nie będę po nich bazgrała), niewłaściwy układ zdań - stylistyczne błędy, ortografia i merytoryczne bzdury. Natomiast czy jest spacja przed lub po znaku zapytania - nie wnosi nic do tekstu.

    Nie gniewaj się, ale jestem zaszokowany. Dotychczas sądziłem, że polonista, szczególnie pedagog ale nie tylko, to ktoś w rodzaju gwaranta naszego pięknego języka i jego ciągłości. To dla mnie ktoś, kto wpoił sobie jego zasady i przekazuje innym na niezliczone sposoby. Nie jestem polonistą, jednak wiem, iż w naszym polskim języku wszystkie znaki interpunkcyjne stawia się bezpośrednio po ostatniej literze wyrazu, po której chcemy użyć owego znaku, prócz oczywiście pauzy. A Tobie jako polonistce nie trzeba chyba tłumaczyć, że niewłaściwe używanie znaków interpunkcyjnych to taki sam błąd jak nieprawidłowe dzielenie wyazów na które słusznie narzekasz. Bardzo się mylisz mówiąc, iż nic to nie wnosi. To jest odstępstwem od zasad pisowni języka polskiego. Ponieważ zgodnie z tymi zasadami pisze się w książkach, gazetach - powszechnie, gdy ktoś uprze się lekceważyć to, jego pisanie szczypie w oczy jak rzucenie kupy gnoju na środek stołu podczas uczty królewskiej. Ja ten gnój widzę i staram się nie tyle nie patrzyć na niego, ile starać się, by go w ogóle nie było. Ci, którzy zadowalają się bylejakim pisaniem i tolerują je u innych, są w istocie egoistami obojętnymi na potrzeby innych, wszak piszą komuś a nie sobie.

___________
Pozdrawiam
Myflowers (2721 punktów)
św.Marku, mnie naprawdę chodziło tylko i wyłącznie o stawianie lub niestawianie spacji przed znakiem zapytania, lub wykrzyknikiem. A Ty ukułeś już całą teorię na temat zachwaszczania polskiego języka. W zeszycie, kiedy sprawdzam pisaninę uczniów, patrzę czy znaki są postwione we właściwym miejscu i nie mierzę ich odległości od ostatniej litery wyrazu. I tylko o to chodziło. Miło mi sie z Tobą dyskutuje, ale faktycznie - nie dotyczy to tematu wątku.
Na marginesie - dobrze by było, gdyby tak w magazynach i czasopismach pojawiali się tacy korektorzy jak Ty. Widzę, że pasjonujesz się językiem polskim - i chwała Ci za to.
Pozdrawiam serdecznie...
Daniel Delimata
Co mi tam. Też się będę czepiał.

> Ponieważ zgodnie z tymi zasadami pisze się w książkach, gazetach - powszechnie(...)

Mnie irytuje gdy widzę dywiz(-) tam gdzie powinna być pauza (&mdash) lub półpauza (&ndash). Czy jest to wystarczający powód by zbesztać św.Marka tak jak on to czyni wobec innych?

Mareczku, toż to tak jakbyś na forum wrzucił kupę gnoju...
bubu

>    Nie gniewaj się, ale jestem zaszokowany. Dotychczas sądziłem, że polonista, szczególnie pedagog ale nie tylko, to ktoś w rodzaju gwaranta naszego pięknego języka i jego ciągłości. To dla mnie ktoś, kto wpoił sobie jego zasady i przekazuje innym na niezliczone sposoby. Nie jestem polonistą, jednak wiem, iż w naszym polskim języku wszystkie znaki interpunkcyjne stawia się bezpośrednio po ostatniej literze wyrazu, po której chcemy użyć owego znaku, prócz oczywiście pauzy. A Tobie jako polonistce nie trzeba chyba tłumaczyć, że niewłaściwe używanie znaków interpunkcyjnych to taki sam błąd jak nieprawidłowe dzielenie wyazów na które słusznie narzekasz. Bardzo się mylisz mówiąc, iż nic to nie wnosi. To jest odstępstwem od zasad pisowni języka polskiego. Ponieważ zgodnie z tymi zasadami pisze się w książkach, gazetach - powszechnie, gdy ktoś uprze się lekceważyć to, jego pisanie szczypie w oczy jak rzucenie kupy gnoju na środek stołu podczas uczty królewskiej. Ja ten gnój widzę i staram się nie tyle nie patrzyć na niego, ile starać się, by go w ogóle nie było. Ci, którzy zadowalają się bylejakim pisaniem i tolerują je u innych, są w istocie egoistami obojętnymi na potrzeby innych, wszak piszą komuś a nie sobie.

Panie, piszesz Pan o interpunkcji, a sam walisz byki jak ...Przecinek powinien być po: wyrazów. Byle jakim piszemy osobno.
Ej, naturo ludzka...
św.Marek
>Panie, piszesz Pan o interpunkcji, a sam walisz byki jak ...Przecinek powinien być po: wyrazów. Byle jakim piszemy osobno.
>Ej, naturo ludzka...

    Nim zaczniesz zabierać się za zwracanie uwag, sam bądź łaskaw chociaż zaglądnąć do zasad językowych. Piszemy "bylejaki", jeżeli mówimy o bylejkości czegoś, jego marności. To właśnie wynika z moich słów. Gdybym miał na myśli np. kierunek, napisałbym "w byle jakim kierunku".

___________
Pozdrawiam
bubu

>    Nim zaczniesz zabierać się za zwracanie uwag, sam bądź łaskaw chociaż zaglądnąć do zasad językowych. Piszemy "bylejaki", jeżeli mówimy o bylejkości czegoś, jego marności. To właśnie wynika z moich słów. Gdybym miał na myśli np. kierunek, napisałbym "w byle jakim kierunku".
Bardzo proszę o wiarygodne zródło słownikowe, z niczym takim się nie spotkałem.
Daniel Delimata
>>    Nim zaczniesz zabierać się za zwracanie uwag, sam bądź łaskaw chociaż zaglądnąć do zasad językowych. Piszemy "bylejaki", jeżeli mówimy o bylejkości czegoś, jego marności. To właśnie wynika z moich słów. Gdybym miał na myśli np. kierunek, napisałbym "w byle jakim kierunku".
>Bardzo proszę o wiarygodne zródło słownikowe, z niczym takim się nie spotkałem.
>

Ze Słownika Języka Polskiego PWN wynika, że Św.Marek nie ma racji:

sjp.pwn.pl/haslo.php?id=6114

bylejakość ż V, DCMs. ~ści, blm
"byle jaka wartość, byle jaki poziom czegoś; robienie czegoś byle jak, niedbale"
Bylejakość pracy, rezultatów.
Popaść w bylejakość.
Walczyć z bylejakością.


Jedynie słowo bylejakość piszemy razem. Natomiast w definicji tego słowa, zastosowano pisownię rozłączną.

No Mareczku! Wypada teraz powiedzieć "Przepraszam. Pomyliłem się"
qazad
A ja myślę, że wszyscy tu piszący powinni przeprosić Mareczka- taka z niego delikatna chłopczyna.

Nawet, jesli w sporze o pisownie udowodniliście Panowie, że macie rację, to powinniście teraz się ukorzyć- w końcu taka Mareczkowa praca by zwracać uwagę na błędy (a nie dołączać się do merytorecznej rozmowy), a wy mu utrudniacie, kłody pod nogi rzucacie, atorytet moderatora niszczycie- wstyd !
Powinniśmy się cieszyć, że Mareczek nie zasila 17,8% rzeczy bezrobotnych.

Apeluję- nie utrudniajmy stróżowi pracy !!!

pozdrawiam.

P.S. w nawiązaniu do tematu - rzuć frajera, szukaj chłopaka racjonalnego. Lepszy eunuch niż katolik, Beatko.
bubu

>Nawet, jesli w sporze o pisownie udowodniliście Panowie, że macie rację, to powinniście teraz się ukorzyć- w końcu taka Mareczkowa praca by zwracać uwagę na błędy (a nie dołączać się do merytorecznej rozmowy), a wy mu utrudniacie, kłody pod nogi rzucacie, atorytet moderatora niszczycie- wstyd !
>Powinniśmy się cieszyć, że Mareczek nie zasila 17,8% rzeczy bezrobotnych.
O k....., to za to płacą????
Daniel Delimata
>O k....., to za to płacą????
Zapytaj. Może mają jeszcze jakieś wolne etaty.

A tak poza tym to z tego co widać na przeprosiny Św.Marka nie ma co liczyć. Niektórzy nie potrafią i już.
Daniel Delimata
O rany. Nie wiedziałem, że Marek odchodzi. W sumie trochę jednak szkoda, bo dbałość o język to ważna rzecz (aby tylko z poszanowaniem człowieka).

Ja w swej krytyce kierowałem się zasadą: "Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą." Łk 12:48 (BT)
Mariusz Agnosiewicz
Juz są nowi kandydaci na moderatorow. Tym razem nie bedzie jednej tylko osoby, lecz kilka - Kolegium Moderatorow.
Daniel Delimata
>Juz są nowi kandydaci na moderatorow. Tym razem nie bedzie jednej tylko osoby, lecz kilka - Kolegium Moderatorow.

To dobrze. Tym uważniej będę się temu wszystkiemu przypatrywał
16-08-2005 21:40 
 Ocena 1 na 1
enfant (64444 punktów)
a przypatruj się Daniel, przypatruj
bubu
>    Dla wielu Internet jest oknem na świat. Wielu też pisze z okrutnymi błędami. Tam gdzie kuzyn pisze spotyka się z życzliwością na pewno nie dla błędów jakie popełnia, a tego co przekazuje, inaczej byłaby to fałszywa życzliwość i zrozumienie.

Ssssssssssss...Po "tam" przecinek, po "życzliwością" również,...
Daniel Delimata
>    Znaki zapytania daje się bezpośrednio za ostatnią literą, bez spacji. Nie uczyli tego w Twojej szkole?

Jak zwykle nasz kochany Mareczek z właściwą sobie złośliwością czepia się. Otóż Mareczku przyjmij do wiadomości, że nie uczą tego w szkołach. W piśmie odręcznym nie ma pojęcia spacji w sensie odstępu o stałej szerokości toteż odległość znaku zapytania od ostatniej litery jest kwestią wyczucia. Obsługa komputera to rzecz która pojawiła się w szkołach w ciągu ostatnich lat. Oczywiście pisząc na forum wypada takie rzeczy wiedzieć, ale ironiczne uwagi typu "Nie uczyli tego w Twojej szkole?" powinieneś raczej zachować dla siebie.
outsider (2469 punktów)
Te rzeczy są jednak wiadome także z lektury książek: podstawowych zasad językowych uczymy się raczej czytając niż pisząc. Osobiście nie mam nic przeciwko zwracaniu uwagi na powtarzalne błedy w stosunku do jednolitych zasad pisowni: forum winno być wolne co do treści, jednak nie jest to miejsce sporu o normatywne zasady ortografii i interpunkcji.

Ale na każdy temat mozliwa jest oczywiście długa dyskusja - jeśli się to lubi. Czemu o tym piszę? Poznałem na innych forach destrukcyjny wpływ tego rodzaju wtrąceń na przebieg dyskusji zasadniczej. Ad rem zatem, jesli wolno prosić.

Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej.
(Nieboska komedia}
Daniel Delimata
>(...) Osobiście nie mam nic przeciwko zwracaniu uwagi na powtarzalne błedy w stosunku do jednolitych zasad pisowni: forum winno być wolne co do treści, jednak nie jest to miejsce sporu o normatywne zasady ortografii i interpunkcji.

Zwracanie uwagi jest potrzebne. Niepotrzebne są natomiast złośliwości pod adresem osób których poglądy nie odpowiadają Mareczkowi.

Piszę nie na temat, ale sam przyznaj. Gdzie mam o tym pisać, jak nie tam gdzie Mareczek złośliwość swą pokazał?
outsider (2469 punktów)
Widzę ze zdrobnienia, że znacie się z moderatorem: cóż, ja nie mam przyjemności.

Jeśli jednak już rozmawiamy, podzielę się z Tobą pewną moją obserwacją: sposób reagowania na złosliwości może być rózny, zależnie od tego jaki stawiamy sobie cel. Dając komuś nauczkę, staram sie to czynić w formie wyzbytej złośliwości: ot, taka złośliwość wyższego rzędu. Reagując złośliwością na złośliwość mam świadomość, że wchodzę w przepychankę słowną (jesli istotnie przypisuję rozmówcy skłonnośc do bycia złośliwym - jeśli nie, spodziewam się, że nie bedzie kontynuwał): rzecz jasna nie jest to jedyny sposób szybkiego mnożenia postów, ale wcale skuteczny.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej.
(Nieboska komedia}
Daniel Delimata
A ja różnie. Zależnie od tego co do kogo jest w stanie dotrzeć. Do jednych przemawia kultura, innym nietety czasem trzeba odrobinę dociąć.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Danielek jak zwykle 0% do rzeczy, za to w 100% "czystej ludzkiej złośliwości".
Pytanko nr 1: czy ty już na tyle jesteś biologicznie rozwinięty, że masz zarost typowy dla mężczyzn?
Pytanko pomocnicze: czy masz na tyle kultury, żeby w przypadku gdy masz ów zarost golić się od czasu do czasu?
Pytanko nr 2: jak godzisz golenie się z jednoczesnymi wymiotami na widok własnej gęby w lusztrze?

A teraz czym prędzej pisz do moderatora jak to jeyes wymaga ukarania za naruszanie tego czy owego! No już, szybciutko!
Daniel Delimata
>Danielek jak zwykle 0% do rzeczy, za to w 100% "czystej ludzkiej złośliwości".
>Pytanko nr 1: czy ty już na tyle jesteś biologicznie rozwinięty, że masz zarost typowy dla mężczyzn?
>Pytanko pomocnicze: czy masz na tyle kultury, żeby w przypadku gdy masz ów zarost golić się od czasu do czadu?
>Pytanko nr 2: jak godzisz golenie się z jednoczesnymi wymiotami na widok własnej gęby w lusztrze?
>A teraz czym prędzej pisz do moderatora jak to jeyes wymaga ukarania za naruszanie tego czy owego! No już, szybciutko!
>

O nie. Niech wszyscy zobaczą twe prostactwo.
bubu

>A teraz czym prędzej pisz do moderatora jak to jeyes wymaga ukarania za naruszanie tego czy owego! No już, szybciutko!
Ty masz obsesję na punkcie moderatorów i kasowania postów?
To samo zdziwiasz na eduseeku jako Ateista II.
outsider (2469 punktów)
No tak - epoka romantyzmu przeminęła, mamy czasy racjonalne...

"Złoszczenie sie" rozmówcy (nazwa nienajlepsza, ale...) przy poruszaniu pewnej tematyki wskazuje na pewne wewnętrzne nieuporządkowanie na tym polu. To moze waszemu związkowi dobrze wróżyć - niemniej może i źle. Na pewno istnieje niebezpieczeństwo wzmacniania drobnych scysji dnia codziennego, a tych się przecież uniknąć nie da. Weź w każdym razie pod uwagę, że Twój wybrany ma pewien wewnętrzny problem.

Zwykle jednak jest tak, że dziewczyna przekona sama siebie: "Pije? To nic, przy mnie przestanie". To wiara, że JA pokonam wszelkie przeszkody - ON musi być jedynie posłuszny, a skoro kocha?

Jedynej rady, jakiej można Ci udzielić udzielił już Sokrates pewnemu młodzieńcowi, wahającemu się, czy się żenić ze swą wybranką - cokolwiek uczynisz, i tak bedziesz żałował, ot co.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej.
(Nieboska komedia}
leo_z (935 punktów)

Tak się zastanawiam, czy również toczycie pomiędzy sobą spory jakim np. językiem będzie się porozumiewało Wasze dziecko... przypuszczam, że nie robicie z tego problemu. Nie rób(cie) więc problemu tam gdzie go nie ma. Cóż z tego, że Wasze dziecko zostanie ochrzczone - dla Was to przypuszczalnie sprawy ambicjonalne, ale czy zastanawiałaś się co będzie niosło to z sobą dla Waszego dziecka.
Pamiętaj, że będziesz matką, a serce matki najbardziej boli gdy widzi, że dziecko cierpi. Czy będziesz się czuła w porządku ze świadomością, że Twoje wybicie się na zaspokojenie własnych ambicji jest przyczyną części owego cierpienia. Jak wytłumaczysz tej małej istocie dlaczego jest odrzucana od "innej" reszty jej rówieśników. Czy nie zwróciło - w wieku przedszkolno-podstawówkowym, Twej uwagi jak dzieci potrafią być nietolerancyjne z uwagi na błahe sprawy np. okulary, otyłość, jąkanie i takie tam.
Dzieci są doskonałymi obserwatorami i o ile nie będziesz chciała Go (dziecka) wygrywać przeciwko "wierze" ojca, dziecko szybko zobaczy pewne nieścisłości i niekonsekwencje wypływające z wiary katolickiej. Wystarczy, że wtedy staniesz na wysokości zadania i będziesz "dobrym" przykładem dla dziecka. Dziecko jako już bardziej świadomie wybierze samo czy chce "wierzyć" czy może jednak jest "zmuszane" do wiary. Nie zakładaj jednak wojowania o wiarę z przyszłym mężem, bo wtedy poza Wami oczywiście, głównym przegranym jednak będzie Wasze dziecko.

pozdrawiam
AstralStorm (558 punktów)
>Pamiętaj, że będziesz matką, a serce matki najbardziej boli gdy widzi, że dziecko cierpi. Czy będziesz się czuła w porządku ze świadomością, że Twoje wybicie się na zaspokojenie własnych ambicji jest przyczyną części owego cierpienia. Jak wytłumaczysz tej małej istocie dlaczego jest odrzucana od "innej" reszty jej rówieśników.

Nie ma to jak promocja szarości i bylejakości... Moim zdaniem lepiej już chodować "czarną owcę", niż "posłusznego baranka".
Oczywiście najbardziej pożądane są środkowe części spektrum.
Zresztą problem jest tak złożony, że większość rodziców i tak korzysta jedynie z intuicji.

>Dzieci są doskonałymi obserwatorami i o ile nie będziesz chciała Go (dziecka) wygrywać przeciwko "wierze" ojca, dziecko szybko zobaczy pewne nieścisłości i niekonsekwencje wypływające z wiary katolickiej.

Tu bym polemizował. Nie zakładajmy od razu, że ktoś jest świetnym obserwatorem. Dodajmy, że solidny indoktrynator może takie treści w mózgu zaszczepić, że dziecko w ogóle nie pomyśli że k.k. jest niespójny.

>Wystarczy, że wtedy staniesz na wysokości zadania i będziesz "dobrym" przykładem dla dziecka. Dziecko jako już bardziej świadomie wybierze samo czy chce "wierzyć" czy może jednak jest "zmuszane" do wiary.

Niekoniecznie, ale to bardzo dobre podejście.

>Nie zakładaj jednak wojowania o wiarę z przyszłym mężem, bo wtedy poza Wami oczywiście, głównym przegranym jednak będzie Wasze dziecko.

Najwyraźniej nie chodzi o wojowanie, tylko o jakiś konsensus lub "oświecenie" przyszłego męża. Jest to oczywiście możliwe. Oczywiście każda organizacja do której wstępuje się od urodzenia jest moim zdaniem chora, szczególnie jeśli to ciągnie za sobą reperkusje na całe życie.
(obywatelstwo można stosunkowo łatwo zmienić, do tego państwo nie stosuje na dużą skalę technik manipulacji)

lipschitz (1674 punktów)
Jeżeli coś jest rzeczywiście życiowo ważne, bez względu na to, czy takim jest z obiektywnego punktu widzenia, to nie politykuje się. Coś jest trucizną albo nie jest, nie będę zażywał jej odrobinę, aby zrobić komuś przyjemność, bo efekt jest bardzo łatwy do przewidzenia. Pytanie tylko, co w tym wszystkim jest niewzruszone?

Krzysztof Stankiewicz (246 punktów)
W zasadzie mam podobny problem. Tyle, że odwrócony. Ja jestem agnostykiem, moja żona natomiast, powiedzmy niepraktykującym katolikiem. Na początku naszej znajomości i zaraz po ślubie nie za bardzo interesowaliśmy się kwestiami kk. Moje zdanie na ten temat było jedno, hokus pokus, a ona nie wnosiła żadnych obiekcji. Po za tym rzadko kiedy o tym rozmawialiśmy np. w kontekście przyszłości i dzieci. Tak się jednak ostatnio złożyło, że urodził się nam syn. Szkrab ma dopiero dwa miesiące a my mamy już za sobą dwie poważne kłótnie które rozpętały się z powodu chrztu, a ostatnio ślubu kościelnego. Dodam, że jesteśmy tylko po cywilnym. Moje doświadczenia nie są niestety przyjemne. Ja nie chcę chrzcić dziecka i uważam, że ono samo, jak dorośnie powinno wybrać jaką drogą pójdzie. Problem w tym, że od samego początku narzucasz dziecku swój punkt widzenia. I o to się głównie rozchodzą nasze kłótnie. Żona chce ochrzcić dziecko, głównie po to żeby nie było poddawane ostracyzmowi przez swoich rówieśników, zarzuca mi, że ze względu na swoje własne przekonania narażam dziecko na niebezpieczeństwo odrzucenia. Trudno jej częściowo nie przyznać racji. Dla uspokojenia sytuacji zgodziłem się na chrzest dziecka, ale zapowiedziałem, że nie będę brał w tym bezpośrednio udziału. Żona oczywiście nie dostrzega, że w ten sposób sama narzuca dziecku swoją wolę. To jednak nie rozwiązało problemu. Na jej pytanie czy będę je wysyłał do kościoła, bądź uczył w duchu nauczania kościoła moja odpowiedź była oczywiście przecząca. I tu znowu wybuchła kłótnia. Bo jeśli tata nie będzie chodził do kościoła a i dziecka do tego zmuszał, to ono przecież samo się tam nie wybierze. Nie pomagają argumenty typu dawania przykładu. Mówię, chcesz chodzić z dzieckiem do kościoła, nie ma problemu, ale rób to z nim, ja się powstrzymam i nie będę mu temu nakazywał, zobaczymy co wybierze. Niestety to nie rozwiązało problemu. Ostatnio zakończyliśmy na nie poruszaniu tematu, co jest oczywiście ślepym zaułkiem bo temat i tak się w końcu sam poruszy. Po za tym zadziałała zasada domina: poruszenie tego tematu pociągnęło za sobą rozmowę o tym co mi wolno a czego nie (generalnie mam siedzieć cicho) mówić przy jej rodzinie, która zalicza się powiedzmy do praktykujących katolików, czego wolno mi będzie uczyć dziecka (np. taki banalne pytanie: kto stworzył kwiat - moja żona twierdzi, że dziecko nie zrozumie mojej - jak to uroczo ujęła - racjonalnej, nadmuchanej ideologii, po za tym, że pozbawię je przyjemności i marzeń, jakie niewątpliwie nabędzie gdy się dowie, że kwiatek został stworzony przez bozię - z czym się oczywiście nie zgadzam, można przecież w baśniowy sposób wyjaśnić powstanie świata od wielkiego wybuchu po dzień dzisiejszy). Do tego dochodzi problem ślubu. Zgodziłem się na kościelny, pod warunkiem, że wezmę go jako osoba nie wierząca. Na początku było ok., ale po urodzeniu dziecka wszystko ulega nagle zmianie. Ostatecznie więc, żona dochodzi do wniosku, że agnostykiem mogę być sobie, ale najlepiej we własnym pokoju, zamykanym na klucz, tak żeby nikt tego nie widział, no i broń cię panie boże od wygłaszania swojej ideologii przy dziecku. Kwiatek stworzyła bozia i już. Co jeszcze ciekawsze, żona twierdzi, że jeśli nie ochrzcimy dziecka to ono na pewno zostanie ateistą (z czym się oczywiście też nie zgadzam) i w ten sposób zabierzemy mu możliwość wyboru drogi życiowej. Przyznam, że oczywiście jest w tym trochę prawdy, wiadomo, dziecko przejmuje wartości i światopogląd rodziców, tylko że ona nie dostrzega tego samego mechanizmu działającego w drugą stronę. W dodatku twierdzi, że wychowanie w wierze nie zrobi dziecku żadnej krzywdy, i jak dorośnie będę mu mógł radośnie oznajmić, że jednak kwiatka nie stworzyła bozia tylko tajemnicza ewolucja. Ono się pewnie wtedy otrząśnie, pocałuje tatka w czółko i podziękuje, że nareszcie dowiedział się prawdy i szczęśliwie pójdzie deliberować, wierzyć czy nie wierzyć. Nie muszę chyba pisać co na ten temat sądzę. Najbardziej mnie boli kiedy mówi, że mam zamiar eksperymentować sobie na własnym dziecku i wpajać mu to wszystko czego mi nie wolno było robić. Z katolickich tematów niepostrzeżenie przeszliśmy do kwestii związanych z normalnym wychowaniem. Nie wiem jak to się zakończy, ale skoro Ty nie masz jeszcze dziecka, gorąco namawiam do dyskusji z mężem na te tematy i to tak często jak to tylko będzie możliwe. Tu się samo nic nie rozwiąże, suma sumarum, lepiej się kłócić teraz niż nad kołyską. Współczuję ci też, bo sam na własnej skórze odczuwam ten problem. Ale wiem też, że mocno kocham swoją żonę i mocno kocham swojego syna, nie chciałbym żeby się wychowywał w rozbitej rodzinie, ani żeby był świadkiem wiecznych kłótni, bo tym wyrządzimy mu więcej szkody niż całą ideologia taką czy siaką razem wziętą.
Pozdrawiam i czekam na wieści jak idzie, może mi twoje doświadczenia jakoś pomogą.

Beata D.
Panie Krzysztofie faktycznie Pana sprawa jest niemal ze identyczna. Cóz zrobić, jestesmy prawie 5 lat razem, a tej sprawy nigdy nie udało sie nam uregulować. Dobry wniosek jest ten zeby to rozwiazac jakkolwiek przed narodzinami ewentualnego dziecka a nie po nich. Pewnie wie Pan jak to jest, staram sie przymykac oko na ta sprawe glownie przez to ze go kocham, w nadzieii ze czas jakos to sam rozwiaze, ze przyjdzie lepsze jutro i ze on nagle zmieni stanowisko. Teraz sie nic nie wyjasni gdyz moj chlopak jest w Niemczech u rodziny(na jakis czas).
Pozdrawiam i dziekuje za obszerna odpowiedz.
inhet
>. Prosze Was o rade, co mam zrobić? Jest kilka wyjsc:
>1.Próbować mu jakoś racjonalnie wytłumaczyc co ja o tym
>mysle, co wydaje mi si edziwne w kk. itd.(problemem jest to
>ze on sie niesamowicie zlosci gdy poruszam ten temat, unika
>go, albo sie tego boi)
>2.Jak sie nie da przekonac to nadal sa wyjscia:
>a)zaproponowac zycie ze slubem cywilnym i dzieci beda
>niechrzczone i beda same decydowac o swym losie.
>b)postawic na swoim i jak sie nie zgodzi to skonczyc
>calkowicie, uznajac go za zatwardzialego czlowieka
>zaslepionego roznymi "prawdami wiary"
>co radzicie, jaki jest zloty srodek, probowac go odwodzic
>od wiary kat. czy nie? co robic?
Zostać katoliczką albo zmienić chłopaka, i to jak najszybciej. Tertium non datur.
dzwoniec
Zostać katoliczką albo zmienić chłopaka, i to jak najszybciej. Tertium non datur.
Datur, datur.
Np szef zwalnia faceta za związek z bezbożniczką, wskutek czego wypina się on (ze wszystkimi konsekwencjami) na okopy św Trójcy. Nauka radziecka zna podobne przypadki.
Patuszkin (2279 punktów)
W sumie, spoglądając z dystansu na moje i wasze doświadczenia, nasuwa mi się parę wniosków. W tych sprawach trudno o kompromis. Ludzie za wszelką cenę pragną przeforsować swoje własne poglądy i są w stanie zanegować miłość tylko po to, aby odczuwać satysfakcję z powodu własnej, rzekomej, wyższości. Stąd łatwo się domyślić dlaczego perswazja racjonalna nie skutkuje w tych przypadkach. To jest po prostu walka kobiety z mężczyzną o dominację w związku, a pojęcia religijne są tylko przykrywką dla tego sporu. Bo równie dobrze można by toczyć walki o kolor firanek.
Jeśli człowiek jest bardziej przywiązany do swoich poglądów, które przecież ewoluują, podlegają czasem radykalnym zmianom, to oznacza, że bardziej kochają swoje ego, niż partnera któremu wyznają miłość.
Piotrek Patucha
mimbla (175 punktów)
Miałam przyjemność rozmawiać z paroma osobami, którym odmienne religie pięknie rozwaliły dlugie zwiazki -najdłuzszy trwal około 5 lat. Byli już zaręczeni, mieli wziąć ślub ale niestety -rodziny się wtrąciły i tyle. Dla mnie rozstanie się dwojga kochających się ludzi z powodu zasad ustanowionych przez ludzi, dogmatów, osób często w niepelni władz umysłowych jest ostatnią głupotą, świadczącą o braku asertywności. To jjest wasze życie, układajcie je wg własnych zasad.
Musisz przede wszystkim zastanowić się nad najwazniejszą kwestią: czy go kochasz a jeśli tak, to czy chcesz z nim spędzić resztę życia i odwrotnie. To jest najważniejsze. Jeżeli odpowiesz sobie na to pytanie, będziesz miała cel-a potemjuż tylko kwestia realizacji.
Nie wiem jak długo razem jesteście, ani też ile lat ma Twój chłopak. Byc może jego postawa wynika z niedojrzałości emocjonalnej-byc moze zwyczajnie nie myśli o tym jescze i ni e jest przygotowany na taką rozmowę. Jeżeli zaś jego wiek przemawia za tym, iż przygotowany być już powinien, rodzice jego mają na niego duży wpływ, to pewnie boi się wogóle zaczepiać tego tematu-ale wtedy wynikałoby z tego, że całe wasze przyszłe życie będzie inwigilowane przez rodziców. Ale gdybac to tu nie ma sensu.
Mało napisałaś: czy jest jedynakiem, czy mieszka z rodzicami, ile ma lat, itp, ile związków za sobą itp. także trudno z taką małą ilością danych wysnuć jakiś konkretny wniosek.

Pozdrawiam
_Flak (51 punktów)
troszkę niepowaznie - jesli bedzie jeszcze kiedyś wojna, to chrzcząc dzieciako możesz mu zaoszczędzić Auschwitz II. Niechrzczeni mogą w oczach agresora być sympatykami Szewacha Weissa.

A tak z innej beczki - jeżeli kwestia wiary jest dla Ciebie najistotniejsza w zyciu codziennym to rzuć frajera i szukaj gogusia na racjonaliście.pl.

z wyrazami współczucia wobec tak dramatycznego rozstaju drogi,
kolega _Flak
Monia
Jak dowodza badania (naukowe im wieksze podobienstwo partnerow tym mniejsza szansa na rozpad zwiazku. Nie wiem czu u nas sa takie serwisy internetowe dla singli, ale w Europie Zachodniej sa - po wypelnieniu dosyc dlugiego testu psychologicznego uzyskuje sie tzw. profil osobowy i zostaja dopasowani potencjalni partnerzy - wedlug podobienstwa. Ocenia sie roznorodne obszary: styl zycia, zainteresowania, preferowana kuchnie, zdolnosc do rozwiazywania konfliktow, wartosci i cele zyciowe, zdolnosc komunikacji, potrzebe bliskosci emocjonalnej i wiele, wiele innych. Sa nawet pytania czy lubi sie spac we wspolnej sypialni czy osobno (moze to brzmi dla niektorych dziwnie ale ja np. absolutnie musze posiadac osobna sypialnie!). Partnerzy sa na poczatku w sposob anonimowy przedstawiani sobie i o ile chca moga sie "ujawnic". Ja sama sprobowalam kiedys wziac w tym udzial i bylam zdumiona trafnoscia doboru no i tym ze ze wzgledu na podobienstwa praktycznie nie bylo powodu do klotni. Oczywiscie zawsze pozostaje problem feromonów i "tego czegoś". No ale nawet z feromonami i tym czyms a bez dopasowania tez jest zle.
W USA przeprowadzano badania tak dobranych par i okazalo sie ze to wplywa jednak na trwalosc zwiazkow. Wiec mozna podsumowac to tak - brak zasadniczych roznic wyjatkowo pozytywnie wplywa na harmonijne wspolzycie (choc glownie w ciagu dnia )
Choc dobór partnera za pomoca "rozumu" moze wydawac sie nieco wyrachowany, w rzeczywistosci ma duzo argumentow za. Jesli planujemy dlugi zwiazek, musimy pamietac ze nawet najwieksze oczarowanie i namietnosc sie wypala i po jakims czasie lacza nas podobienstwa (lubimy je) oraz dziela nas roznice (draznia nas).
Jak istotnym obszarem jest konkretne wyznanie lub jego brak trzeba sobie odpowiedziec samemu. Czy bedzie mnie draznilo to czy nie? Jesli tak, to lepiej sie zastanowic. W koncu draznia nas politycy, pani w sklepie, Kowalska i szef. Wiec jesli draznic nas ma jeszcze ON to chyba lepiej dac sobie spokoj....
loboxs
>Witam
>Jestem agnostyczka, moj chlopak jest zas katolikiem (w
>skali od jeden do 6 to jest na 4+, w domu przestrzega sie
>wszystkiego jak w kosciele, tradycje swieta(czynia to z
>przekonaniem)). Towarzyszy mi pewien problem, zamartwiam
>sie co bedzie gdy w koncu bede chciala miec dzieci, czy on
>bedzie chcial je ochrzcic itd. Kiedy chce o tym powaznie
>porozmawiac jest klotnie i nigdy nie dochodzimy do
>kompromisu, slysze tylko " jakos to bedzie ". Nie
>potrafilabym zrozumiec wiary katolickiej, dla mnie to
>fikcja. Prosze Was o rade, co mam zrobić? Jest kilka wyjsc:
>1.Próbować mu jakoś racjonalnie wytłumaczyc co ja o tym
>mysle, co wydaje mi si edziwne w kk. itd.(problemem jest to
>ze on sie niesamowicie zlosci gdy poruszam ten temat, unika
>go, albo sie tego boi)
>2.Jak sie nie da przekonac to nadal sa wyjscia:
>a)zaproponowac zycie ze slubem cywilnym i dzieci beda
>niechrzczone i beda same decydowac o swym losie.
>b)postawic na swoim i jak sie nie zgodzi to skonczyc
>calkowicie, uznajac go za zatwardzialego czlowieka
>zaslepionego roznymi "prawdami wiary"
>co radzicie, jaki jest zloty srodek, probowac go odwodzic
>od wiary kat. czy nie? co robic?

Jeżeli żyjecie razem ze ślubem cywilnym lub bez niego to wydaje mi się, że może nie będzie mu także zależało na chrzcie A tak serio... Co przeszkadzałoby Ci w tym, że dzieci są ochrzczone? Minusów takiego rozwiązania nie ma żadnych, będziesz miała problem z głowy, wiele zachodu to nie kosztuje i totalnie do niczego nie zobowiązuje. Mąż będzie też zadowolony, bo pomyśli, że postawił na swoim, a Ty będziesz miała spokój do przynajmniej do pierwszej komunii Czy osoba ochrzczona może być agnostykiem, ateistą lub deistą? Może. Może być też jakiegokolwiek innego wyznania. Ja mam do miłości/partnerstwa podejście dość idealistyczna - dla mnie to nie tyle sztuka kompromisu, co raczej umiejętność poświecenia, pójścia na ugodę. Może tak spróbuje Pani o tym pomyśleć?

A co do propozycji, które podałaś to jeżeli przyszły mąż nie będzie chciał pójśc Ci na rękę i będzie chciał ochrzcić dzieci, to alternatywą napewno nigdy nie będzie rozwiązanie podane w punkcie 2.a., bo prowadzi to do sprzeczności prawda? Będzie chciał ochrzcić i nie ochrzci Sama kwestia wzięcia ślubu kościelnego, czy cywilnego nie ma znaczenia, bo katolik bez ślubu kościelnego tak czy inaczej ma obowiązek ochrzcić dziecko. Proszę się nie dać zwieść plotkom jakoby istniał jakikolwiek zakaz.

Punkt 2.b. jest moim zdaniem dość drastyczny i przykry, bo zakłada małą wiarę w charakter przyszłego męża. Odwodzić od wiary - tak jakby to była narkomania, czy alkoholizm

Za to punkt pierwszy wydaje mi się najwłaściwszy. Proszę pamiętać, że etykieta wojen średniowiecznych przewidywała prowadzenie rokowań przed każdą większą bitwą, nawet w sytuacji, gdy z góry skazane były na klęskę

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365