Racjonalista - Strona głównaDo treści
czy religia jest potrzebna??

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
06-01-2005 16:27ilonaczy religia jest potrzebna??
Od paru lat zmagam się z tym podstawowym pytaniem. Czy religia jest potrzebna. Odrzuciłam Boga-jak wielu. Zaczynając nową szkołe rok temu pomyślałam.."dam szanse". Co prawda nadal nie uczęszczałąm do kościołą, wyśmiewałam tych, którzy próbowali mi coś wytłumaczyć. Przez cały rok zastanawiałąm się czy nie zrezygnować z katechezy w szkole. Wdałam sie w rzecz, którą kościół potępia, ale to juz moja sprawa. Chodzi mi o to, że nie wiem co mówiło mi, żeby dać szanse tym, którzy nauczają. Dałam. I dzisiaj pierwszy raz w życiu...okazało się, że wiara, że religia to nie system zakazów..ona co najwyżej pokazuje nam jak powinniśmy jak możemy żyć. Okazało się, że moje poglądy, które tyle tworzyłam i kształtowałam przeciwko Bogu, stały się raczej drogą do niego, gdyż on ma prawdziwą wolną wole....miłośc Boga to wolna wola, i właśnie taka miłośc do drugiego człowieka jest prawdziwa, kiedy szanujemy jego decyzje. Ktoś powie, "ale jest tyle cierpienia na świecie. Dlaczego?"... Prawda jest go wiele, ale czy Jezus sam z własnej woli nie umierał za nas....żeby pokazać jak człowiek może kochać..jak uczyć się Boga i od Boga??. Kosciół jednak wyjaśnia wiele..trzeba było dać tylko szanse i trafić na katechete z prawdziwego zdarzenia. Czy nadal uważacie, że religia jest niepotrzebna???

Lachryma (64 punktów)
>religia to nie system
>zakazów..ona co najwyżej pokazuje nam jak powinniśmy jak
>możemy żyć.
i co najwyżej skazuje ciebie na wieczne potępienie, gdy nie będziesz przestrzegać danych rad- ja podziękuję za takową pomoc

>Kosciół jednak wyjaśnia wiele..
oczywiście, podobnie jak wiele zakazuje, jak wiele kłamie, jak wiele ogranicza

> Czy nadal uważacie, że religia jest niepotrzebna???
nie wiem... to jest jedna z wielu rzeczy, z którą "męczę" się od 2 lat. nie wiem i to mnie irytuje... nie znam odpowiedzi na to pytanie.
ilona
>> Czy nadal uważacie, że religia jest niepotrzebna???
>nie wiem... to jest jedna z wielu rzeczy, z którą "męczę" się od 2 lat. nie wiem i to mnie irytuje... nie znam odpowiedzi na to pytanie.

No własnie!! mnie sie tez tak wydawało..szukałam chyba z 3 lata ospowiedzi..bo jednak nadal moze nie praktykuje, bo wiem ze wiara jest we mnie, a nie w samej isntutucji, mówię tylko, że wrescie jednak ktoś stanął na mojej drodze w pełni świadomy jak tłumaczyć wiarę jak ja przekazywać. A są tacy, że szkoda gadać. Ludzie i nauczyciele..katecheci, księża, którzy tylko potępiali...
Gandhi
Piszesz "religia". Czy chcesz przez to powiedzieć, że ucieszyłaby Ciebie wiadomość, gdybyśmy się nawrócili hurtem na hinduizm?

Słowa "potrzebna" czy "niepotrzebna" instrumentalizują religię. Lebiej badać, jaka jest. Pragmatyczne definicje do mnie nie przemawiają. Nie chodzi o to czy to działa, ale czy to nie jest oszustwo, wmawiać że Zeus na Olimpie siedzi. (Ktoś dobrze się czuje, kiedy pioruny stamtąd ON ciska.)

To Twoje życie. Sama o nim stanowisz. Szanuję Twoją decyzję. Pamiętaj tylko, że prawo do wyboru zawdzięczasz w przeważającej mierze tym, których Kościół zwalczał i prześladował. Jezus został zamordowany, a potem naśladowcy Jezusa wytrwale rozlewali krew... braci swoich, synów Adama. "Ecce homo! - homini lupus est." (Lec) Oczywiście, robili tak i komuniści. Tych również napiętnować należy. Cerkiew na wspólpracę jednak poszła. A i Watykan układy z dyktatorami zawierał. Tolerancja nie jest myślą, którą zawdzięczamy kościołowi powszechnemu.

Kiedy katecheci, księża zrezygnują z pobierania pieniędzy za nauczanie, tego co jest ich religijnym obowiązkiem, przeznaczą to dla biednych, oraz dopełnią pozostałych elementów licznych rozkazów Jezusa, wypadnie uznać to za krok we właściwym kierunku.

Mat. 10, 7-8 (BW)
7. A idąc, głoście wieść: Przybliżyło się Królestwo Niebios.
8. Chorych uzdrawiajcie, umarłych wskrzeszajcie, trędowatych oczyszczajcie, demony wyganiajcie; darmo wzięliście, darmo dawajcie.

Wtedy rzeczywiście wypełnią nakaz "nie z tego świata". Będzie to istny cud! A tak mała jest ich wiarogodność jako przewodników aż w zaświaty do... siódmego nieba. "Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajcie go sobie zabrać." (Lec) Są bowiem za bardzo przywiązani do spraw doczesnych, pekuniarnie zainteresowani w podtrzymywaniu błędu. A wiesz co mówi Pismo:

Mat. 6, 24 (BW)
24. Nikt nie może dwom panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzić będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie.

Łuk. 6, 39 (BW)
39. Opowiedział im też podobieństwo: Czy może ślepy ślepego prowadzić? Czy obaj nie wpadną do dołu?
laotan
1. W Twoim poście religia = chrześcijaństwo/katolicyzm - są setki religii i światopoglądów o których nie wiesz - może gdybyś wiedziała to Twoja opinia byłaby inna.
2. Równie dobrze mozesz zapytać: "czy bigos jest potrzebny'? Bigos jest potrzebny, jeśli ludzie chcą go jeść - jeśli i Ty masz na niego ochote - kup kapuste. Jeśli chcesz być religijna - nie ma przeciwskazań. Każda religia jest tak samo potrzebna jak potrzebny jest brak religii.
3. Nie widze powodu, aby tak generalizować - potrzebna, czy nie. To jest sprawa indywidualna.

ilona
>1. W Twoim poście religia = chrześcijaństwo/katolicyzm - są setki religii i światopoglądów o których nie wiesz - może gdybyś wiedziała to Twoja opinia byłaby inna.
Tak się składa, że w poszukiwaniu odpowiedzi, czy bog jest, czy wogóle to ma sens...nie patrzyłam tylko na naszą religie, ale i inne i inne światopoglądy.Oczywiscie! moge w to wchodzic jeszcze bardziej, ale jak sam mowisz "to nasz inwidualna sprawa"
laotan

>Tak się składa, że w poszukiwaniu odpowiedzi, czy bog jest, czy wogóle to ma sens...nie patrzyłam tylko na naszą religie, ale i inne i inne światopoglądy.
To nie zmienia faktu. Jest wiele światopoglądów o których nie wiesz - dowiedz się, bo wiedza może ci pomóc w twoim problemie.
exupery
Mówiąc religia, ma się na myśli system wierzeń, dogmatów, coś, co już ludzie znają, co przekazują sobie od pokoleń itd. Według mnie nie jest to jednak żadną religią, choćby z tego powodu, że opowiadanie o czymś, na przykład, opowiadanie o pięknie, to nie samo piękno, to nawet nie jego kopia. Religie wydają się być w najlepszym wypadku atrapą prawdy, ale prosta linia, która istniałaby w rzeczywistości, zastąpiona atrapą nie jest prosta, nawet nie jest linią.

Można jednak mówić o religii, nie o tych tysiącach kościołów i sekt, które zwyczajnie z tego żyją, ale o umyśle religijnym, tj takim, który zerkając na rzeczywistość ma w sobie wiele pokory, niepewności, zadziwienia itd. Naturalnie pytamy o to, co widzimy, gdy wnikamy w to głębiej i głębiej doznajemy coraz większej konsternacji, ale i podziwiamy, nie umiemy wyobrazić sobie tej niezwykłości jaką jest życie, otwieramy usta i staramy się zrozumieć, pojąć, poczuć oświecenie lub jakąś więź z tym, np z przyrodą, np z gwiazdami. To nazywam religią, nie zadufanego w sobie ateistę lub teistę, ale człowieka zdumionego i wątpiącego w swoje najsłuszniejsze racje.
Nie lubię gloryfikować ludzi, nawet jeżeli kiedyś okazali się bardzo zdolni, nie lubię powoływać się na nich, ale ponieważ są powszechnie znani, to czasem łatwiej coś pokazać i tak np Eistein, pomimo wielkich osiągnięć widać w nim zdumienie, konsternację wobec życia, pewnie chciałby bardzo zająć jakies konkretne stanowisko, ale nie umiał, nie pozwalał mu na to jego naukowy umysł, które doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że mógłby się pomylić i wyruszyć fałszywą drogą. I właśnie to jest według mnie religijność, i myślę, że wcale nie potrzeba do tego umysłu Eisteina, że wystarczy jakikolwiek umysł, który umie powstrzymać się od wniosków, kiedy byłyby one co najwyżej domysłem, usprawiedliwieniem własnej wygody, bo to przecież bardzo wygodne już wiedzieć jak to jest!
Myślę, że w dużej mierze umysł religijny jest także umysłem naukowym, tzn. nie umysłem matematyka czy fizyka, ale umysłem samodzielnie dociekającym prawdy, dotykającym tego, o czym wcześniej usłyszał. W paplaniu o tym, jaka jest prawda, żądaniu aby inni w to uwierzyli nie ma według mnie żadnej religii, to jedynie rodzaj zamachu na wolność świata, próba formowania go na własną modłę. Nie ma nic religijnego w tym, że miliony ludzi w kółko powtarza te same formułki, modlitwy, to raczej rodzaj hipnozy, która drąży ludzkie umysły i ukierunowuje je określoną modłę. Hare Krsna, Hare Krsna, lub Ojcze nasz odciskają takie piętno w ludzkim mózgu, że ten traci jakąkolwiek zdolność ekscytowania się życiem, jego wielkimi tajemnicami.

Powinniśmy przecież bardzo dobrze wiedzieć jak łatwo zahipnotyzować ludzki mózg, jak łatwo go obedrzeć z samodzielnej przenikliwości, jak łatwo podać mu odpowiedzi na tacy, tak, aby sam już o nic nie pytał, a raczej pytał tych, którzy mu tę wiedzę podali, widzimy średniowiecze, które tłumnie wierzy płaską ziemię i czarownice, widzimy faszystowskie Niemcy, które bezkrytycznie podążają za wodzem, widzimy Stalina, dzisiaj Koreę Północną i powinnismy, póki jeszcze mamy tą zdolność pytać o to, co się stało, że miliony ludzi zostało zahipnotyzowanych? Przecież najwyraźniej to właśnie pokazuje nam, na jakie niebezpieczeństwa wystawione są nasze umysły, jak łatwo je pozbawić woli, rozumności, inteligencji. Po prostu powinniśmy wiedzieć, że możemy zostać zahipnotyzowani, i kto nie byłby tym hipnotyzerem, my stracimy własne życie.

Większość ludzi czeka na odpowiedzi, "powiedz mi jak, powiedz co, powiedz gdzie" itd, za to niewielu samych wchodzi w zagadnienie, niewielu wykazuje krytycyzm, niewielu, bo większość ludzi chce żyć wygodnie, bez dylematów, chce mieć wszystko poukładane od A do Z, i wydaje się, że poszukują prawdy, ale tak naprawdę poszukują czegoś, co zadowoli ich poczucie komfortu w życiu - o to też trzeba pytać samego siebie, czy chcę tylko wygody, czy chcę jednak wiedzieć jak to jest, nawet gdyby to coś okazało się niewyobrażalnie niewygodne.

Umysł religijny według mnie godzi się na wszystko, byleby była to rzeczywiście prawda, a tą według mnie można rozpoznać jedynie obcując z nią.
Oczywiście nie możemy wszystkiego dotknąć w życiu, ale nikt nie powiedział, że do zrozumienia mamy wszystko, według mnie wcale nie musimy rozumieć jak żyłoby się w himalajach jeżeli nie planujemy tam przebywać, i także nic nie stoi na przeszkodzie, aby o tym, czego się nie doświadczało mówić np. "to jest wiedza", a doświadczenia nazywać prawdą, faktem.

Wtedy o naukach naszych nauczycieli będziemy mówić, że to jest wiedza, którą przekazuja, ale ta wiedza wcale nie musi okazać się prawdą.
Gandhi
Konwencjonalne definicje:

religia "doktryna określająca stosunek człowieka do bóstwa, wyznaczająca pod tym kątem normy postępowania ludzkiego; kult bóstwa oraz związane z tym obrzędy".
religijny 1."odnoszący się do religii, związany z religią. 2."odznaczający się pobożnością, pobożny". [M. Słownik JP]

Rzeczywiście, można posługiwać się ekiwokami. Efekt formalny, istotnie, arcyciekawy. Prowadzi to jednak nader często do nieporozumień. Ostatecznie jednak, czyż Jezus nie opowiadał przypowieści?
Dziwić się można także na świecką modłę, chociaż może nie od razu, zwyczajnie zwracając na coś szczególną uwagę.

"Niewątpliwie, stałym podtrzymaniem złudnego poglądu na świat jest piękno roślinności i krajobrazu. Stwarza ono pozór dobrotliwej harmonii we wszechbycie, zwłaszcza jeśli się samemu żyje w dostatkach i wśród wygód i usług ze strony istot pomagających. A widok nieba gwiaździstego z jego wiekowym ładem - tę ułudę umacnia, lub odwrotnie, ten właśnie widok wraz z obserwowaną stale życiodajną funkcją słońca stwarza w naszych umysłach fantazmat powszechnego, rozumnego i opiekuńczego ładu, natomiast wizja przyrody żywej, pięknej i pełnej objawów mistrzostwa w funkcjach życiowych, przyłącza się jako dodatkowe świadectwo owej prawdy rzekomej. Olbrzymi głaz rozkosznej ułudy przygniata rodzącą się w męce i słabą w początkach refleksję krytycznego rozumu, która jednak nabiera coraz większej prężności i w końcu odrzuca precz brzemię kardynalnego błędu. Zanim to jednak nastąpi, osobowość dziecka trwa w atmosferze bajki z tysiąca i jednej nocy i kształtuje się w niej dobrze i pięknie aż do chwili przełomu." [Kotarbiński]
leo_z (935 punktów)
>(...)To nazywam religią, nie zadufanego w sobie ateistę lub teistę, ale człowieka zdumionego i wątpiącego w swoje najsłuszniejsze racje...
Mimo, że w tym co piszesz jest naprawdę wiele ciekawych spostrzeżeń i przemyśleń, to trudno się nie zgodzić ze spostrzeżeniem Gandhiego o możliwości wpadnięcia w pułapkę znaczeniową słowa "religia". Zastanawiam się, czy nie bardziej adekwatnym - w kontekście Twoich przemyśleń, byłoby zastąpienie zwrotu "religia" zwrotem "duchowość". Jest to słowo w pewien sposób bardziej neutralne, będące do zaaprobowania przez wszystkich tj. tych zindoktrynowanych przez wszelakie "izmy" jak i dla tych bez przydziału. Jedynym wymogiem byłby tylko otwarty umysł.

>(...) Po prostu powinniśmy wiedzieć, że możemy zostać zahipnotyzowani, i kto nie byłby tym hipnotyzerem, my stracimy własne życie
Owszem powinniśmy to tak postrzegać, ale pytaniem jest na ile nasza świadomość nie jest już nieodwracalnie zdoktrynowana. Zauważ, że poddajesz pod ocenę nasze (tj. ludzkości) historyczne ułomności, czy nawet obecne (Korea Płn.), które to oceny wydajesz z pozycji "demokracji zachodniej" - tej, która dzięki kilku "marchewkom" (tolerancja, gwarancja praw, wolność wyboru, swoboda wypowiedzi itp.) zagłusza w nas samych potrzebę stawiania pytań o "demokratyczność" tej demokracji.

>Umysł religijny według mnie godzi się na wszystko, byleby była to rzeczywiście prawda, a tą według mnie można rozpoznać jedynie obcując z nią.
Wygląda to trochę na lekkie zagalopowanie się, tak jakby wąż zaczynał zjadać własny ogon. Samo obcowanie na niewiele się zda, gdyż "nasza prawda" nie musi być prawdą dla innych. Jeżeli coś chcemy postrzegać jako prawdę, to moim zdaniem powinno być to "coś" uniwersalne pojęciowo i przyswajalne dla każdego umysłu.
Przykładowo - niezależnie od języka, szerokości geograficznej i preferowanego wyznania pojęciowe znaczenie np. "mokrości" wody będzie takie samo.
Aby owy "umysł religijny" mógł zaistnieć i stać się panaceum dla tego świata, najpierw trzeba jednak znaleźć takie formy wypowiedzi, które zawrą w sobie uniwersalną dla wszystkich jednoznaczność znaczeniową używanych pojęć.

pozdrawiam
św.Marek
>Kosciół jednak wyjaśnia wiele..trzeba było dać tylko szanse i trafić na katechete z prawdziwego zdarzenia. Czy nadal uważacie, że religia jest niepotrzebna???

Podobnie wyjaśnia wiele wielka encyklopedia, trzeba tylko przeczytać ją od dechy do dechy i wykorzystać informacje w niej zawarte.
Sam Kościół nic nie wyjaśnia. On tylko organizuje zrzeszonych w nim ludzi, podtrzymuje przyjęty światopogląd i stara się do niego zachęcić innych. To czyni każda partia i każde duże stowarzyszenie. To nie ma nic wspólnego z racjonalnymi przesłankami. Ludzie sami decydują, czy jakieś widzenie świata odpowiada im, czy też nie, i w zależności od tego wybierają tę czy inną religię, partię, organizację. Wielkie rzesze ludzi łatwo przekonać do jakiejś idei. Tak już w historii było nie raz.
Religie mają wspólne jedno: odwołują się do bogów. Złych, dobrych, różnych. Istnienia bogów nie trzeba udowadniać, a więc można im przypisywać dowolne cechy. Najlepiej przy tym odwoływać się do ludzkich pragnień, a więc miłości, sprawiedliwości, dobroci, szczęścia, a boską istotę jako źródło wszelkiego altruizmu.
Zawsze pomija się tutaj milczeniem fakt boskiej bezradności wobec zła; a raczej jego akceptacji. Skoro bowiem to Bóg stworzył świat, z założenia czyniąc go dualistycznym w każdym szczególe, to z góry założył w nim nieustanną grę zła i dobra, ergo, to Bóg jest przyczyną zła.
Religie interpretują, każda po swojemu, każda w sposób dostępny jej wyznawcom, boskie intencje i zamiary. W każdej jest jakiś kapłan, katecheta, szaman, pop lub czarownik, który lepiej lub gorzej tłumaczy co jego Bóg miał na myśli i w zależności od wrodzonego daru przekonywania czyni to bardziej, lub mniej udanie.
Nie można w czambuł odrzucać religii, chociaż z racjonalnego punktu widzenia uprawiają ewidentną sofistykę, interpretując własną interpretację wyimaginowanego boga. Dopóki spełniają społeczną rolę zaspokajania gromadnego instynktu ludzi, kształtują zwyczaje i poglądy, wpływają na pozytywne zachowania, są niezbędne. Akceptacja istnienia religii z punktu widzenia potrzeb społecznych jest jak najbardziej racjonalna. Z punktu widzenia samego racjonalizmu jako sposobu myślenia religie również są niezbędne, wszak wtedy racjonalizm stałby się bezprzedmiotowy.



___________
Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365