Racjonalista - Strona głównaDo treści
Boska pomoc(ponoć)

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
10-01-2005 17:16PijanowskiBoska pomoc(ponoć)
Jest pewna grupa ludzi(i to nie mała), której religia jest niezbędna do właściwego funkcjonowania bez niej nie potrafiliby osiągnąć tego, co mają. Wielu z nich pokonuje życiowe trudność "dzięki Bogu". Czy nie jest "naturalnym", iż ludzie tworzą bogów, gdyż często są zbyt słabi by sami zmierzyć się z przeciwnościami losu? Ile razy słyszymy o alkoholikach, którzy wyszli z nałogu mocno wierząc, iż pomagał im Bóg. Czy faktycznie stwórca wyciąga to nich pomocną dłoń? Myślę, że NIE, więc zatem czy należy uświadamiać tych ludzi, iż są w błędzie wierząc w pomoc niebios?

inhet (1073 punktów)
Nie warto. Zresztą takie usłowanie nie rokuje wielkich nadziei. Abtrahując już od nałogowców (nie słyszałem za to nigdy, by ktoś dzięki Bogu rzucił palenie), to masa ludzi jest przekonana, zę z róznych cięzkich przypadłości wyciągnął ich lub ich bliskich niejaki Bóg dzięki modłom i datkom na msze. Udział lekarzy pozostaje zupełnie niezauważony
gooa (746 punktów)
>Nie warto. Zresztą takie usłowanie nie rokuje wielkich nadziei. Abtrahując już od nałogowców (nie słyszałem za to nigdy, by ktoś dzięki Bogu rzucił palenie),
Juz nie pierwszy raz o tym paleniu, polecam "plan pieciu dni" +zdjecie pluc w ostatnim stadium raka na kominku.

gooa (746 punktów)
> +zdjecie pluc w ostatnim stadium raka na kominku.
Bo sie znowu "przyczepisz" - oczywiscie nie chodzi o zdjecie pluc, tylko o fotografie.

gooa (746 punktów)
>. Czy faktycznie stwórca wyciąga to nich
>pomocną dłoń? Myślę, że NIE, więc zatem czy należy
>uświadamiać tych ludzi, iż są w błędzie wierząc w pomoc
>niebios?
Wydaje mi sie, ze chodzi tutaj o sugestie, albo raczej autosugestie, modlitwa jest jakims rodzajem "transu" (prosze sie nie smiac ).Moze to pomoc, ale np. alkoholikowi najbardziej pomaga tzw. odstawienie i to pod okiem specjalistow, ewentualnie potem, gdy pozbedzie sie fizycznego "glodu" modlitwa ( jesli jest wierzacy ), moze pomc, ale czy to jest Bog ?
Reklamowano tuta niedawno ksiazke J.Murphy( nie wiem jak sie fachowo odmienia) pt."Potega podswiadomosci" - tam jest wiele o modlitwie i jej sile, o wierze w czerpanie mocy z istoty uniwersalnej.
Jakiego racjonaliste ta ksiazka zainteresuje ?
MaLk__
>Czy faktycznie stwórca wyciąga to nich pomocną dłoń? Myślę, że NIE, więc zatem czy należy uświadamiać tych ludzi, iż są w błędzie wierząc w pomoc niebios?

Jeśli chcesz postepować uczciwie to uświadamiaj ich, że Ty myślisz, że są w błędzie...
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Kilka lat temu przeczytałem artykuł, w którym opisano badania zmian zachodzących w mózgu alkoholika w porównaniu do zmian w mózgu człowieka cierpiącego na pewien rodzaj schizofrenii, charakteryzującej się omamami słuchowymi i wzrokowymi, szczególnie typu "widzeń" i "objawień". Okazuje się, że owe zmiany są identyczne. To by tłumaczyło fakt, że tak wielu alkoholików twierdzi, iż to Jezus, Bóg, Matka Boska, anioł pomógł im wyjść z picia. To by również tłumaczyło dlaczego żadnemu palaczowi Bóg nigdy nie pomógł rzucić palenia
exupery
Myślę, że jest wiele rzeczy, które dają oparcie, Bóg to tylko jedna z wielu. Czy chodziłoby więc o sam fakt oparcia, czy też o niewłaściwe oparcie? Jeżeli np. uznamy, że działanie zależne od oparcia(jakiegokolwiek oparcia) jest niewłaściwe, to mniejsze znaczenia ma, czy to oparcie jest właściwe, czy też niewłaściwe. W takiej sytuacji w ogóle rację bytu traciłoby skupianie się na czymś konkretnym, no jak w tym wypadku na religii, chodziłoby raczej o fakt uzależnienia od czegokolwiek, inaczej mówiąc: czy byłby to Bóg, dziecko, rodzina - jakaś siła pochodzącą z zewnątrz, efekt byłby ten sam.
Przy założeniu, że ważne jest to w czym znajdujemy oparcie, sprawa w zasadzie jest jasna - złe oparcie, złe efekty. Ale można jeszcze zakładać, że bez względu na oparcie, może ono być pomocne, np. Bóg, który by nie istnieje w rzeczywistości, niech to będzie dla świętego spokoju np. Neptun , daje siłę przezwyciężania jakiś trudności.

Oparciem dla rzucenia palenia, może być przerzucenie się na słodycze, z założeniem, że potem łatwiej będzie rozwiązać problem słodyczy, gdy już zniknie nałóg nikotynowy. Czyli mniej więcej tak: "wiem, że wspomaganie się czymś, kimś, Bogiem, jest wielce wątpliwe, ale gdy już załatwię tę sprawę, skupię się na wspomagaczu/oparciu".

Ale to tylko koncepcje pod rozwagę, niż próba odpowiedzi.
chaos (100 punktów)
Wiara jest bardzo pozytywna... i to obiektywnie bo można to zmierzyć...
Nie należy też jej odbierać masom czy też ich za nią szykanować czy wyśmiewać...

leo_z (935 punktów)
> (...) czy należy uświadamiać tych ludzi, iż są w błędzie wierząc w pomoc niebios?

Nie zaczynajmy być bardziej "papiescy" od papieża. Stymulacja - niezależnie jak ja nazwiesz, jest wszechobecna. To, że część z nas potrzebuje "utrwalacza" do zwiększenia pewności stymulacji nie jest chyba niczym zdrożnym.
To czy nazwiemy to "Bogiem", "najświętszą panienką" czy "silną wolą" nie jest już chyba tak bardzo istotne.

pozdrawiam

laotan
Oczywistym jest, że to nie Bóg pomaga ludziom rzucić palenie, lecz motywacja. Nie widze jednak powodu, do "nawracania" takich ludzi i "tłumaczenia" im, że nie mają racji.
Gandhi
Jesteście racjonalistami i palicie? Tak? Czy taka wiadomości zwiększy Waszą motywację, by rzucić nikotynizm albo nie palić w obecności niepalących?

"Bierne palenie otępia dzieci

Wdychanie dymu papierosowego, nawet w bardzo niskich stężeniach, wpływa na pogorszenie u dzieci i nastolatków takich zdolności umysłowych, jak czytanie, rozwiązywanie zadań matematycznych, logiczne myślenie i rozumowanie - wskazują wyniki amerykańskich badań.
Narażenie na dym papierosowy w otoczeniu było oceniane na podstawie stężenia pochodnej nikotyny we krwi pacjentów - kotyniny, która jest produktem rozpadu nikotyny w organizmie. Wybrano tylko te dzieci, które miały poziom kotyniny wskazujący na bierne, a nie czynne palenie.
Okazało się, że wyniki w testach na czytanie, rozwiązywanie zadań z matematyki i rozumowanie były wyraźnie związane z poziomem kotyniny we krwi dzieci."
Krzysiu
Moim zdaniem to nie jest jakaś cudowna pomoc. Poza tym Biblia nigdzie nie zabrania palić papierosów. Problem zaczyna się, gdy to przechodzi w nałóg. Wtedy taki delikwent oprócz tego właściwego Boga zaczyna mieć drugiego, który coraz silniej nim kieruje, a przecież jedno z przykazań mówi, że nie będziesz miał innych Bogów...
Każdy nałogowiec, który to dostrzeże i w dodatku zechce być pełnym wyznawcą Boga, a nie częściowym, znajduje tutaj dodatkową motywację do zerwania z paleniem, czy piciem.
Jest to nic innego jak silna autosugestia. Cuda skończyły się wraz z wymarciem apostołów.
Gandhi
Nie mówię o cudach. Racjonalnie i konsekwentnie byłoby rzucić palenie.

"Akcja "Polska Oddycha"

Z okazji Światowego Dnia Przewlekłej Obturacyjnej Choroby Płuc (POChP) we Wrocławiu i wielu innych miastach Polski zorganizowano 17 listopada akcję "Polska Oddycha". W naszym kraju na POChP umiera rocznie 15 tysięcy osób.

PALENIE ZABIJA

Na wrocławskim Rynku dzieci z tamtejszych szkół podstawowych wypuściły 250 balonów. W całej Polsce w niebo wzbiło się ich 15 tysięcy - tyle, ile ofiar pochłania rocznie obturacyjna choroba płuc.
Uczniowie szkół podstawowych namawiali mieszkańców Wrocławia do rzucenia palenia. Rozdawali też ulotki informujące o przyczynach i skutkach POChP.
"Ta akcja ma zachęcać ludzi do prowadzenia zdrowego trybu życia oraz do rzucania palenia, które jest główną przyczyną POChP. Wśród pacjentów cierpiących na to schorzenie 90 proc. stanowią długoletni palacze, ale chorobę może również wywołać palenie bierne" - mówi organizatorka akcji Paulina Żeglińska.
Podkreśla, że POChP powoduje systematyczne niszczenie i spadek wydolności płuc, aż do śmierci pacjenta.
POChP jest związane również z zanieczyszczeniem powietrza i pracą w zapylonych i zadymionych miejscach. Specjaliści twierdzą, że znaczenie mają także uwarunkowania genetyczne.
Organizatorzy akcji zachęcają - zwłaszcza palaczy - do wykonania badań spirometrycznych, które są jedyną metodą wczesnego zdiagnozowania POChP. Ten apel dotyczy szczególnie tych, którzy nawet na niewielki wysiłek reagują kaszlem i dostają zadyszki.
Akcję balonową zorganizowało m.in. Stowarzyszenie Pomocy Chorym na POChP "Oddech"."

Nawiasem mówiąc, dziwi mnie to, że Kościół walczy z prezerwatywą a z papierosami nie.Tak samo dziwię się, że można racjonalnie argumentować przeciw guślarstwu i jednocześnie irracjonalnie przekonywać siebie, że papierosy nie są takie złe. Otóż są: "Pocałuj niepalącą, poczujesz różnicę"!
webmaster
>Nawiasem mówiąc, dziwi mnie to, że Kościół walczy z prezerwatywą a z papierosami nie.
To proste-jak się zakaże prezerwatywy, to w efekcie ilość wiernych wzrośnie. Jak się zakaże palenia, to najwyżej zmaleje.
Gandhi
Czy walczący o życie, od chwili zanim dojdzie do zapłodnienia (prezerwatywy - precz! ), byliby zdolni do tak perfidnej kalkulacji?
exupery
zakładasz idealistyczne podejście, np. palisz, to racjonalnie jest przestać palić. Nie na tym jednak polega racjonalizm, bo nie ma nic wspólnego z idealizmem, racjonalizm to pytanie: dlaczego palę pomimo, że zdaję sobie sprawę z tego, iż jest to szkodliwe? To dochodzenie do mechanizmu, który każe nam się zachowywać wbrew temu, co wiemy, to przyglądanie się siłom, które wbrew idealistycznej wiedzy nakazują czynić coś innego.

Wszystko można wytępić, można się nawet zabić nie umiejąc poradzić sobie z jakimś problemem, o którym się wie, że powinien być rozwiązany tak a tak, można się biczować za "złe" nawyki, ale czy to byłoby racjonalne? Jaka siła pcha człowieka w konkretnym kierunku? Dlaczego palimy? Czy to ważne, że palenie nam szkodzi? Bo według mnie ważniejsze jest rozpoznanie tej siły, która ma swoje związki z odczuwaniem przyjemności. Czy przyjemność jest zła? Nie, to dzięki tym przyjemnym odczuciom rozpoznajemy np. jadalny pokarm! Dzięki odczuwaniu przyjemności umiemy zachować się racjonalnie i przeżyć. Czy papierosy są złe? Nie, bo to dobra okazja, aby zrozumieć granice jakie wyznacza natura, zrozumieć, że nie wszystko co przyjemne, nawet jeżeli dzięki temu żyjemy jest dobre. W jaki sposób człowiek ma zrozumieć te rzeczy? Niestety, musi ich dotykać, musi popełniać wiele błędów, aby zrozumieć. Idealistyczne podejście jest fikcją i nie pozwala nic zrozumieć.
Gandhi
> Czy papierosy są złe? Nie, bo to dobra okazja, aby zrozumieć granice jakie wyznacza natura, zrozumieć, że nie wszystko co przyjemne, nawet jeżeli dzięki temu żyjemy jest dobre.
> musi popełniać wiele błędów, aby zrozumieć.

Nonsens. Realizm i racjonalizm nakazuje działać, uczyć się na cudzych głupstwach, a nie użalać się nad sobą i wykręcać, dlatego że coś jest dla nas niewygodne. Trzeba być konsekwentnym. Kiedy w kurczaku stwierdzają obecność dioksyn, lepiej zostaw go nietkniętym na talerzu. A Ty proponujesz dumanie, introspekcję, a następnie konsumpcję.

Idealistą (wszystko jedno czy mistycznym, czy racjonalistycznym) i ckliwym sentymentalnym słabeuszem jest ten, kto wie, że palenie tytoniu powoduje raka itp., ale denerwuje się, kiedy mu powiedzieć: rzuć to!

Fikcją pseudoracjonalizacje ["Jaka siła pcha człowieka w konkretnym kierunku? Dlaczego palimy? Czy to ważne, że palenie nam szkodzi? Bo według mnie ważniejsze jest rozpoznanie tej siły, która ma swoje związki z odczuwaniem przyjemności."], które są w rzeczywistości wybiegiem, bo zwyczajnie brak silnej woli, aby pokonać uzależnienie. Coś już przecież wiadomo o oddziaływaniu na organizm nikotyny, substancji smolistych itp. - a może znowu zaczynamy od 0? Odkrywanie Ameryki ("dlaczego palę pomimo, że zdaję sobie sprawę z tego, iż jest to szkodliwe?"). Żadna tam "idealistyczna wiedza", dysponujemy już konkretnymi wynikami badań. Piszą dużymi literami na pudełku, czego można się spodziewać.

To tak jak z alkoholikiem, będzie Ci wmawiał, że z Twojego powodu pije, wywodził jakie to trudne i jak bardzo cierpi. Opowie o siłach i zależnościach, a potem pójdzie do knajpy chlać.

Oportunizm i słaba wola. Niejeden palacz jest mocny w gębie, rzeczywiście zaś słaby bo w niewoli uzależnienia. Nie chce się tylko do tego przyznać. I to jest smutne, a nawet żałosne.
ariadna (352 punktów)

>Oportunizm i słaba wola. Niejeden palacz jest mocny w gębie, rzeczywiście zaś słaby bo w niewoli uzależnienia. Nie chce się tylko do tego przyznać. I to jest smutne, a nawet żałosne.

Gandhi, jesteś może byłym palaczem? Często tak kategoryczną postawę spotyka się u osób, które poradziły sobie z nałogiem i teraz z pogardą spoglądają na tych, którym się nie udało. Nie jest łatwo rozstać się z tym nałogiem; wiem, co piszę, bo paliłam. Niedługo minie dziesięć lat jak nie palę. Sukces zawdzięczam sobie i tylko sobie, nie pomógł mi żaden bóg. Niektórzy mówią: masz silną wolę. Nie zastanawiałam się nad tym, palenie rzuciłam ze strachu przed chorobami spowodowanymi używaniem tytoniu. Czy to jest racjonalne podejście? Na pewno rozsądne. Mimo wszystko mam wiele wyrozumiałości dla palaczy i uważam, że w niektórych państwach są za bardzo dyskryminowani.
Gandhi
Gratuluję zwycięstwa. Postąpiłaś jak najbardziej racjonalnie. Nie wracaj do tego!

Nie jestem prozelitą. Nie ulegajmy stereotypom. Nie paliłem i nie palę. Moja osoba nie ma jednak nic tutaj do rzeczy. Jeżeli popsułem trochę krwi uzależnionym, nie był to efekt zamierzony. Zwracam się przecież do racjonalistów, a to powinno oznaczać, że biorą oni pod uwagę dane naukowe (tutaj: medyczne).

Nie spoglądam z pogardą na tych, którym się nie udało zerwać z nałogiem, lecz wskazuję na to, że powinni zdobyć się na ten krok. Jeżeli jednak ktoś objawia mi, że palenie papierosów jest warte utraty zdrowia, a niekiedy nawet straty życia, to taka mowa obraża moją inteligencję.

Znam osobę która jest, wbrew własnej woli, biernym palaczem i to właśnie jej współczuję, nie temu który ją zatruwa.
Sylwester Głowacki (85 punktów)
Bzdura!!!
Rzucanie palenia jako takie nie jest ani racjonalne ani nieracjonalne!
Wszystko zależy od poczynionych założeń.
W wielkim skrócie: jeśli (ale cóż to za jeśli, by sparafrazować Darwina) uznamy dłuugie życie za NAIWYŻSZĄ WARTOŚC to wtedy rzucenie palenia okaże się czynem racjonalnym.Jeśli jednak inne rzeczy są dla nas cenniejsze, to być tak wcale nie musi.
Sam akt wyboru wartości jest AKTEM WOLI i jako taki nie jest racjonalny.
Tak mi się przynajmniej wydaje.
Gandhi
Absurd. Błądzisz i to zdecydowanie. Takim sposobem, jaki proponujesz, nie byłoby można podejmować żadnej racjonalnej decyzji, bo wprowadziłeś irracjonalny "AKT WOLI jako taki". Sprężyna tego "Aktu woli" znajduje się więc w każdym innym miejscu tylko nie w głowie.

Przy obecnym stanie naszej wiedzy, rozsądną i jak najbardziej racjonalną decyzją jest ta by rzucić palenie. Popatrz wyżej, cytowałem między innymi dane o zapadalności na POChP. Wśród pacjentów cierpiących na to schorzenie 90 proc. stanowią długoletni palacze, ale chorobę może również wywołać palenie bierne. Taki był punkt wyjścia.

Aktem irracjonalnego i straceńczego uporu (pomijającego obiektywne fakty, dane medyczne) jest twierdzenie, że papierosy są cenniejsze od naszego zdrowia i życia. Można i tak twierdzić, jak widać, ale to zwyczajna głupota. Nie żadna "inna" wartość lecz nierozumny AKT NIEWOLI.
Sylwester Głowacki (85 punktów)
Kolego to ty błądzisz.
Nie twierdzę, jakoby nie można było podejmować racjonalnych decyzji, zwracam jedynie uwagę, iż fundamentem naszego działania muszą być decyzje w zasadzi racjonalnie niewyjaśnialne.
Na przykład większość ludzi jest przywiązana do życia(życia jako takiego-jako biologicznego istnienia). Wyszło to im z logicznych rachunków? Nie! Zadecydowała za nich natura, przywiązanie do życia to popęd wynikający z działania ewolucji.
Co do palenia: rzucenie palenia jest racjonalne jeśli uznamy że zdrowie jest ważne, ważniejsze od przyjemności z dymka.To czy tak uznamy już nie musi być decyzją racjonalną.
W rzeczy samej, jeśli będziemy "drążyć" łańcuch argumentów które nas doprowadziły do określonej decyzji, prędzej czy póżniej natkniemy się na postanowienia których uzasadnienie będzie brzmieć: "bo tak", ergo, które będą aktem woli.
Podstawowych wartości nie wybieramy racjonalnie, tak przynajmniej myślę.
P.S. Nie jestem palaczem który szuka samousprawiedliwienia, uważam wręcz że większość palaczy zaczęła palić pod wpływem otoczenia, wykazując słabość woli.(Boże, jakie to niczeańskie!!!)
gooa (746 punktów)

>W wielkim skrócie: jeśli (ale cóż to za jeśli, by sparafrazować Darwina) uznamy dłuugie życie za NAIWYŻSZĄ WARTOŚC to wtedy rzucenie palenia okaże się czynem racjonalnym.Jeśli jednak inne rzeczy są dla nas cenniejsze, to być tak wcale nie musi.
Nie chodzi tylko o dluugie zycie, palac, zwiekszamy ryzyko spedzenia w meczarniach jego ostatnich (nawet) lat. Ja palilam prawie dwie paczki dziennie i jakies osiem miesiecy temu powiedzialam -stop.
Moja glowna motywacja bylo zdrowie, a co za tym idzie; danie sobie szansy zyc i cieszyc kiedys dorastajacym dzieckiem, nie mowiac juz o tym,ze do tej pory jestem mu tez potrzebna...

Teresa
>Jest pewna grupa ludzi(i to nie mała), której religia
>jest niezbędna do właściwego funkcjonowania bez niej nie
>potrafiliby osiągnąć tego, co mają. Wielu z nich pokonuje
>życiowe trudność "dzięki Bogu". Czy nie jest "naturalnym",
>iż ludzie tworzą bogów, gdyż często są zbyt słabi by sami
>zmierzyć się z przeciwnościami losu? Ile razy słyszymy o
>alkoholikach, którzy wyszli z nałogu mocno wierząc, iż
>pomagał im Bóg. Czy faktycznie stwórca wyciąga to nich
>pomocną dłoń? Myślę, że NIE, więc zatem czy należy
>uświadamiać tych ludzi, iż są w błędzie wierząc w pomoc
>niebios?
A co jeśli naprawdę to Bóg im pomaga? Wiadomo przecież, że są przeżycia mistyczne lub quasi-mistyczne . Do mnie też Stwórca wyciągnał pomocną dłoń, a doświadczenie mistyczne też nie jest mi obce. Przykro mi, ale nic na to nie poradzę.
Sylwester Głowacki (85 punktów)
Na tym forum dziwnie jednoznacznie pojmuje się religię.
Oto jest to nieracjonalne (to znaczy wybrane nie na podstawie logicznego rozumowania) zachowanie, prowadzące do tępoty i fanatyzmu a co za tym idzie powszechnej nienawiści. Polega na mamieniu się że jest jakiś Bóg(ew. bogowie, pierwotna natura Buddy itp...).
W zamian za to mamy Naukę!!!
Nauka jest racjonalna (choć żadne logiczne rozumowanie nie skłoni nas do wyboru jej jako życiowego przewodnika), postępow i szerzy tolerancję.

NO cóż, nędza takiego stanowiska wychodzi na jaw gdy z jednej strony pojawiają się żenujące swą ignorancją "refleksje" nad światem mające operować naukowym poglądem, z drugiej strony gdy nie dostrzega się religi w formie (owzem, żadko spotykanej) wolicjalnego aktu Radzenia sobi z życiem.
Pararacjonalny bełkot oparty na jakiejś pseudonauce i dzikiej nienawiści do wierzących (czy morze szerzej religijnych) nie służy idei racjonalności i jako taki powinien być tępiony z urzędu.
Gandhi
"Jeśli ktoś nie dba zbytnio o prawdę w sprawach drobnych, nie można mu ufać w sprawach istotnych". (Albert Einstein)

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365