 |
religia w szkole przez domniemanie Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 14-09-2005 11:03 | zolv (1640 punktów) | religia w szkole przez domniemanie | Witam. Być może problem ten pojawił się już kiedyś, jeśli tak to proszę o redirect. Aktualnie jest tak, (jeśli tak nie jest to poprawcie mnie), że w szkole domyślnie jest się na religię "zapisanym", a dopiero, gdy się nie chce chodzić, to należy złożyć odpowiednią deklarację. Czy nie powinno być odwrotnie? Według mnie jest to pogwałcenie kilku hmm...rzekłbym zasad, (ale konkretnie nazwać ich nie potrafię). Rozpoczynając po prostu od ludzkiej kultury, nie powinno się zapisywać obcych ludzi na rzeczy, których sobie nie życzą, bo czy automatycznie wszyscy Polacy są zapisani na kurs karate w Wąchocku? Prawo jazdy, angielski, szydełkowanie?...  Druga sprawa, to nie wiem, czy nie jest to czasem sprzeczne z konstytucją, jeśli chodzi o sprawę wolności wyznaniowej. Przychodzę do szkoły, a tu hop-siup, jestem wpisany. KTOŚ uznał, że to będzie dla mnie dobre, a więc de facto założył moją akceptację w stosunku do wiary (o tym, że nie spytał opisałem wyżej). Chyba nie zapisał mnie przez domniemanie, bo owszem nie wierzę, ale może "dam się przekonać" albo "dowiem się czegoś o innej, obcej mi, religii"...Ciekawe ilu księży chodziło na obowiązkowe hinduskie mantry, czy coś takiego. Uważam (zapewne jak wieeeeelu z was), że powinno to być odwrotnie: na religię "zapisuje" się ten, kto chce (sprawę przymusu rodzicielskiego itp. omijam (sic!)), a nie, że ja chodzić nie chcę i to JA mam pisać oświadczenia itp. Niech oświadczenia piszą sobie zainteresowani. Pozdrawiam zolv | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| ariadna (352 punktów) |
> ... ja chodzić nie chce i to JA mam pisać oświadczenia itp...niech >oświadczenia piszą sobie zainteresowani.
W szkole, do której chodzi moja córka, oświadczenia piszą wszyscy uczniowie. Zarówno ci, którzy chcą chodzić na religię jak i ci, którzy chodzić nie chcą. Właśnie wczoraj, jak co roku we wrześniu, wydrukowałam takie oświadczenie (kilka lat temu wykonałam wzór i zmieniam tylko daty). Nie mam siły ani ochoty walczyć ze szkołą, tłumaczyć, że oświadczenia takie powinni pisać zainteresowani. Kiedyś próbowałam, potem odpuściłam, bo to jest walka z wiatrakami. Tak samo jak lekcje etyki dla uczniów, którzy nie chodzą na religię, albo religia na pierwszej lub ostatniej godzinie lekcyjnej. Takie były zamierzenia, jak wprowadzano religię do szkół. Nic z tego nie wyszło.
|
|
 | | Myflowers (2721 punktów) | Nie dziwię Ci się, ze nie chcesz walczyć z wiatrakami. Kiedy religia weszła do szkoły tylną klatką schodową - oświadczenia pisac mieli tylko ci rodzice, którzy dzieciaki na religie posyłali. chodziło tu między innymi teoretycznie o to, aby księża, czy zakonnice wiedzieli ile tez podopiecznych mieć będą. A za lekcje miano im płacic z funduszu kurii.  I jak to pięknie zapewniano, miały to byc lekcje albo "po lekcjach , albo przed" I to juz było trzecie wprowadzenie religii do szkół, z tym ze po 56 roku i 68 - uczestnictwo bylo całkowicie dobrowolne, a kler sie sam wycofał, bo pod wzgledem metodyki nauczania mógł być kontrolowany przez oswiate, tak jak później w salkach katechetycznyc, ale tam to juz nie bylo to co w szkołach.Wojujący księża prowadzili lekcje w kościołach, bo tam juz nikomu ze świeckich władz oświatowych wejść nie bylo wolno. za salki katechetyczne dostawali jakies tam pieniążki od państwa, więc wielu się na tą "wizytacje" godziło. I było normalnbir, bez przepychanektypu "wierzący albo niewierzący (czyli godny potepienia) uczeń". Co do nauczycieli - gdybyście widzieli popisujące się przed księżmi (na Radzie Pedagogicznej) towarzystwo umiejętnością odmawiania pacierzy, i to tych którzy do roku 89 okreslali się jako ateiści, agnostycy itp. wcielenia rzekome wszelkiej maści! A im kto dłużej wcześniej tępił religię tym bardziej się popisywał.  No i sama sprawa stosunku rodziców - spary pobić dzieci. Gdyby moje dziecko wrócilo do domu pobite przez ksiedza i musiałoby być hospitalizowane - to najpierw złamałabym takiemu ręke, a później dopiero zastanawiała się co dalej. Tak samo w wyniku molestowania. Dlatego też jeszcze długo będzie religia w szkole, bo wielu zgadza sie na wszystko, przyjmuje religie w szkołach z całym "dobrodziejstwem inwentarza", bo np. Co ludzie powiedza? W zasadzie ta moja wypowiedx powinna sie znaleźć w wątku "Cudowny kraj", ale skoro juz tu zaczęłam...
|
|
|  | | edge.ufok | nie myslalem nigdy ze to powiem: podoba mi komuna... ale tylko to, w jaki sposob byla traktowana religia to co dzis sie dzieje przechodzi wszelkie pojecie uczniowie ktorzy nie maja zamiaru chodzic na religie sa traktowanie jako gorsi nie tylko przez uczniow i nauczycieli tegoz wspanialego przedmiotu, ale takze przez rodzine slynne 'co ludzie powiedza' - oto sens polskiej 'wiary' a po tych wyborach takze sie to nie zmieni...
|
|
|  | | Wilhelm | Hej Obawiam się, ze w obecnej sytuacji religia bedzie faworyzowana. Kiedy ja chodzilem na religie/etyke w latach 93-95, nie bylo wprost powiedziane czy chodzilem konkretnie na religie czy etyke. Uwazam, ze o bylo najlepsze rozwiazanie, chociaz musze przyznac, ze na etyke chodzilo tylko 15/300 osob. Nie wiem niestety jak jest obecnie. Die Hauptsätze der Thermodynamik: Die Energie der Welt ist konstant Die Entropie der Welt strebt nach einem Maximum zu Bei Nullpunkt S=0 Beim stationären Zustand die lokale Entropie strebt nach einem Minimum zu
|
|
| qazad | Ale nie rozumiem, w czym problem jest teraz ? Zanieś kartkę do wychowaczyni, czy kogokolwiek za to odpowiedzialnego, z oświadczeniem, że Twoje dziecko nie będzie się uczyć religii i sprawa załatwiona. Czy się może mylę ?
|
|
 | | zolv (1640 punktów) | > Ale nie rozumiem, w czym problem jest teraz ? Zanieś kartkę (...) i sprawa załatwiona. Czy się może mylę ?Nie. Problem nie polega na tym czy i jak to zrobić, żeby nie chodzić - to jest proste (np.: siedzieć w domu  ). Problem polega na tym, że niejawnie zostaje ktoś zapisany na religię i dopiero osobiście musi się z niej wypisywać. Sam fakt domniemanego wpisania nie jest w porządku. Powinno być tak, że zapisuje się kto chce. Tak jak opisałem to za pierwszym razem. Chciał(a)byś być wpisanym na 150 różnych kursów/spotkań itp i ktoś ci mowi: "chcesz to sie wypisz". Coś tu jest właśnie nie tak. A tak a propos to taki stan rzeczy nie powinien nikogo bulwersować - nawet zagorzałych religio-lubców. Uważam, że u podstaw tego problemu leży swoista kultura i ogólnie przyjęte zasady zapisywania się na cokolwiek. "Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję." - zolv
|
|
|  | | alsheri (337 punktów) | Nie wiem o jakiej szkole tutaj piszecie, ale jeżeli chodzi o licea to tak nie jest  W liceum każdy uczeń dostaje deklaracje i jak chce to się zapisuje,a jak nie to nie. Nie ma też wyśmiewania ateistów przez katolików i odwrotnie. Jest tak zapewne w podstawówkach i może gimnazjach, ale nawet dzieciaki walczące o "Bożą sprawiedliwość na świecie" jak pójdą do liceum to z pewnością nie zapiszą się na religie/etykę. Dodam że w moim LO religia prowadzona jest tylko dla klas pierwszych [pozostałe po prostu się nigdy nie zapisują], a owe klasy pierwsze czasami muszą na nią uczęszczać - bierzmowanie  . Tu chyba tkwi odpowiedź dlaczego tyle dzieciaków chodzi na religię. To również powód dlaczego i ja chodziłem, choć od dawna jestem ateistą. Pozdrawiam
|
|
| |  | | V0lrath (3440 punktów) | Nie wiem o jakich liceach piszesz, ale tak nie jest np. w żadnym liceum w Żyrardowie ani w Mszczonowie (wiem, moi rodzice są nauczycielami - chyba, ze coś się bardzo niedawno zmieniło).
|
|
| | |  | | alsheri (337 punktów) | Gdyby tak było tylko w moim liceum, to bym nie pisał  Pytałem znajomych z 11 szkół śrendnich we Wrocławiu [nie tylko LO ale i LP], i u każdego jest tak samo... Ale może tylko tak trafiłem?
|
|
| | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | No to u nas w Żyrardowie i Mszczonowie panuje zacofanie.  Np. mój brat właśnie poszedł do LO i u niego trzeba złożyć karteczkę jeśli nie chce się chodzić na religię, a nie jeśli się chce - religia jest domyślna.
|
|
| | | | |  | | alsheri (337 punktów) | Wina dyrekcji, nikogo innego.
|
|
| | | | |  | | zolv (1640 punktów) | Miałem okazje (dziwny zbieg okoliczności związany z tym wątkiem) być wczoraj na pierwszym zebraniu rodziców w liceum profilowanym. I sprawa wygląda tak, że i ci co chcą i ci co nie chcą mają złożyć odpowiednie oświadczenie. Ale jak podał user Placownik linki do stanów prawnych to tak nie powinno być. Pisze wyraźnie: " (...) na życzenie bądź rodziców (opiekunów prawnych), bądź samych uczniów; po osiągnięciu pełnoletności o pobieraniu religii i etyki decydują sami uczniowie.(...)". Czyli tylko to ci co chcą chodzić powinni składać wnioski. Szkoda, że to nie było zebranie w klasie mojego dziecka bo bym sie odezwał. P.S.:nie mam dzieci  "Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję." - zolv
|
|
| |  | | Myflowers (2721 punktów) | . Dodam że w moim LO religia prowadzona jest tylko dla klas pierwszych [pozostałe po prostu się nigdy nie zapisują], a owe klasy pierwsze czasami muszą na nią uczęszczać - bierzmowanie  . Tu chyba tkwi odpowiedź dlaczego tyle dzieciaków chodzi na religię. To również powód dlaczego i ja chodziłem, choć od dawna jestem ateistą. > Pozdrawiam Ja jednak nie mogę zrozumieć słowa "muszą'.Nawet, jak są ateistami, to muszą? Cóż to za ateizm w takim razie, jeżeli chodzi ateista chodzi na religię, bo "musi" przystąpić do kościelnych sakramentów. Tyle lat indokrynacji widocznie działa nadal i to skutecznie. Ja nie jestem ateistą. Jestem agnostykiem i uważam, ze niczego "nie muszę" , a jak weźmie mnie ochota na coś związanego z obrządkiem, to będę w nim uczestniczyła tylko dlatego że tak chcę. Nie rozumiem właśnie tego lęku przed brakiem pierwszej komunii, bieżmowania czy bierzmowania jak kto woli, ślubu koscielnego, czy pochówku bez księdza.Może dlatego też księża tak sobie pozwalają, bo wiedzą doskonale o tym psychicznym uzaleznieniu od słowa"muszę" bo... a jak "musisz" to płać na tacę, na kolędę, za ślub, za ostatnie namaszczenie i koniecznie biegnij szybko na religię, bo inaczej... To co inaczej? Obłożą anatemą, wyklną z ambony ( przestarzałe - ambon już nie ma jako takich  ), ksiądz na mnie krzywo spojrzy? Albo sąsiadka dewotka z którą nawet nie rozmawiam, bo i po co? CZY MI TO KTOŚ RACJONALNIE WYTŁUMACZY? Bo inaczej powiem tak jak Mumio w reklamie Plusa: "I o co tyle krzyku?"
|
|
| | |  | | alsheri (337 punktów) | Ja poszedłem do bierzmowania z powodu dziewczyny, która mnie do tego namówiła [chciała mieć ślub kościelny...] Inni chodzą zapewne dlatego, że rodzice ich o to proszą lub tego od nich WYMAGAJĄ. Proszę jednak pamiętać, że chyba nie przypadkiem wszystkie te obrzędy przeprowadzane są na ludziach młodych, którzy czasami MUSZĄ słuchać się rodziców i nie mają zbyt wiele do powiedzenia
|
|
| | |  | | placownik | > bieżmowania czy bierzmowania jak kto woli, Czyżbyś, realizując prawo do wolności przekonań, rozpoczęła propagowanie anarchizmu ortograficznego?  Pozdrawiam.
_______________ Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | | Myflowers (2721 punktów) | > >bieżmowania czy bierzmowania jak kto woli,> Czyżbyś, realizując prawo do wolności przekonań, rozpoczęła propagowanie anarchizmu ortograficznego?  > Pozdrawiam.> _______________> Niech strój słów podkreśla urodę myśliNiekoniecznie. Zastanawiałam sie tylko czy pochodzi to od czasownika w os.3, liczby poj, czasu teraźniejszego,trybu rozkazującego, strony czynnej "biegnij", czy od czasownika w os.1 , liczby pojedyńczej,czasu teraxniejszego, trybu oznajmujacego , strony czynnej "biegnij" .
|
|
| | | | |  | | Myflowers (2721 punktów) | > >>bieżmowania czy bierzmowania jak kto woli,> > Czyżbyś, realizując prawo do wolności przekonań, rozpoczęła propagowanie anarchizmu ortograficznego?  > > Pozdrawiam.> >_______________> >Niech strój słów podkreśla urodę myśli> Niekoniecznie. Zastanawiałam sie tylko czy pochodzi to od czasownika w os.3, liczby poj, czasu teraźniejszego,trybu rozkazującego, strony czynnej "biegnij",> czy od czasownika w os.1 , liczby pojedyńczej,czasu teraxniejszego, trybu oznajmujacego , strony czynnej "biegnij" .  Tutaj poprawka, w drugim zdaniu miało być "biorę" . I o to chodzi
|
|
| | | |  | | Myflowers (2721 punktów) | > >bieżmowania czy bierzmowania jak kto woli,> Czyżbyś, realizując prawo do wolności przekonań, rozpoczęła propagowanie anarchizmu ortograficznego?  > Pozdrawiam.> _______________> Niech strój słów podkreśla urodę myśliJeżeli Ci tak bardzo zależy, to mogę zapytać jakiegoś teologa, skąd to sie wzięło. Do słowotwórstwa nie będę zaglądać, bo ma sie nijak do kościółkowego.(vide: Maryja, zamiast pieknego egipskiego imienia jakie matka Jezusa nosiła za życia a także dłuuuuuugo jeszcze po wniebowzięciu).  I ja pozdrawiam serdecznie
|
|
| | | | |  | | MaLk__ | > Jeżeli Ci tak bardzo zależy, to mogę zapytać jakiegoś teologa, skąd to sie wzięło. Do słowotwórstwa nie będę zaglądać, bo ma sie nijak do kościółkowego.(vide: Maryja, zamiast pieknego egipskiego imienia jakie matka Jezusa nosiła za życia a także dłuuuuuugo jeszcze po wniebowzięciu).  Wprawdzie teologiem nie jestem - ale "bierzmować", o ile wiem, pochodzi od "bierzmo" - czyli belka (nie mylić ze politykiem) do umacniania dachów (nazwijmy ją w uproszczeniu krokwią). To starosłowiański wyraz, funkcjonował także w czeskim (stąd czeskie "birmovati" - utwierdzać). Nie ma tu więc wielkiej filozofii - sakrament bierzmowania jest więc sakramentem "umocnienia" w wierze.
|
|
|  | | qazad | > >Ale nie rozumiem, w czym problem jest teraz ? Zanieś kartkę (...) i sprawa załatwiona. Czy się może mylę ?> Nie. Problem nie polega na tym czy i jak to zrobić, żeby nie chodzić - to jest proste (np.: siedzieć w domu ). Problem polega na tym, że niejawnie zostaje ktoś zapisany na religię i dopiero osobiście musi się z niej wypisywać. Sam fakt domniemanego wpisania nie jest w porządku. Powinno być tak, że zapisuje się kto chce. Tak jak opisałem to za pierwszym razem. Chciał(a)byś być wpisanym na 150 różnych kursów/spotkań itp i ktoś ci mowi: "chcesz to sie wypisz".> Coś tu jest właśnie nie tak.> A tak apropos to taki stan rzeczy nie powinien nikogo bulwersować - nawet zagorzałych religio-lubców. Uważam, że u podstaw tego problemu leży swoista kultura i ogólnie przyjęte zasady zapisywania się na cokolwiek.> "Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję." - zolv> --- nie przesadzaj, to raptem jeden przedmiot i do tego nieobowiązkowy. może myślisz racjonalnie, ale niepraktycznie. zamiast się rozwodzić, jaka to "niefajna" sprawa z tym wypisywaniem dzieci z religii, weź kartkę, długopis i wypisz je. Największym minusem spotykanych tu racjonalistów jest fakt zastanawiania się ponad miarę nad sprawami banalnymi, które można (jak w tym wypadku) załatwić w 5 minut, lub z którymi nie da się wziąc za bary.
|
|
| |  | | V0lrath (3440 punktów) | Mnie z zasady w ogóle religia w szkołach bulwersuje, gdyż jest to popieranie i wspieranie (z budżetu) przez państwo indoktrynacji oraz nierówności światopoglądowej/religijnej.
W końcu za lekcje religii księżom się płaci oraz dostają oni sale w szkole do użytku.
Moim zdaniem religia powinna być organizowana poza szkołą - np. przy parafiach - niezależnie od nauczania.
W końcu religia nie ma wiele wspólnego ani z nauką, ani z wiedzą. W szkole powinna się pojawić jedynie etyka i religioznawstwo (rzetelna wiedza o wszystkich religiach - nie nauczana przez kapłanów i nie o "jedynej słusznej", ale także o innych oraz o ateizmie, etyce i humanizmie).
|
|
| | |  | | placownik | >W końcu religia nie ma wiele wspólnego ani z nauką, ani z wiedzą.
Ma za to, i to bardzo wiele wspólnego z kulturą. W przypadku naszej, polskiej kultury jest to religia katolicka. Nie jest to oczywiście w najmniejszym nawet stopniu argument za nauczaniem religii w szkole. Ale argumentem przeciw, moim zdaniem, nie są także jej minimalne związki z nauką, bo już na temat braku jej związków z wiedzą, to można by podyskutować.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | | zolv (1640 punktów) | > >W końcu religia nie ma wiele wspólnego ani z nauką, ani z wiedzą.> Ma za to, i to bardzo wiele wspólnego z kulturą.(...)Słuszne słowa. Z tego powodu powinno się choć troche szanować. Nikt nic nie ma do pechowych: 13-stki, biednego kota, drabiny, stłuczonego lustra, itp bo to są nieszkodliwe pierdoły, bez których nie byłoby ciekawie. Fajnie jest pogadać o tej pechowości a nie sztucznie podchodzić w stylu: "liczba jak kazda inna" (oczywiscie tak też twierdzę  ). Ale nie podoba mi się to, że element kultury (podobnie jak biedny kotek) za ignorowanie go mówi mi jasno, bez ogródek i prosto w oczy: "spalisz się w piekle" wpływając jednocześnie bardzo na moje życie/otoczenie (pomijam kwestię wiary w to i jakiegokolwiek przejęcia się tym faktem  ). Dlatego o wiele bardziej szanuje element kultury jakim jest kot gdy mi przebiegnie drogę aniżeli religię, która wchodzi z butami choćby do sypialni. fe.
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję." - zolv
|
|
| |  | | zolv (1640 punktów) | >> nie przesadzaj, to raptem jeden przedmiot i do tego nieobowiązkowy. >> może myślisz racjonalnie, ale niepraktycznie.(...)
W zasadzie masz rację. Ale... Problemm tutaj jednym z wielu jst "szufladkowanie" ludzi. Nie jesteś "słusznego wyznania" to się wypisuj na własną rękę. Tak być nie może. Gdybyśmy znowu szli drogą ktorą mówisz, to wszystko co można załatwić w 5 minut powinniśmy zlewać. Otóż właśnie o to chodzi, żeby tak nie było! Od takich małych rzeczy się zaczyna ta że się tak wyrażę - "inwigilacja". Za niedługo zaczniemy używać zwrotów coś a'la: "ślub kościelny? jasne. co mi szkodzi...",, "chrzest dzieci? pewnie! przynajmniej głowy im umyją...", itd... Nie czujesz się gorszy jak musisz się wypisywać z takiej religii? Ja tak.
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję." - zolv
|
|
| | |  | | qazad | >>> nie przesadzaj, to raptem jeden przedmiot i do tego nieobowiązkowy. >>> może myślisz racjonalnie, ale niepraktycznie.(...)
>W zasadzie masz rację. Ale... >Problemm tutaj jednym z wielu jst "szufladkowanie" ludzi. Nie jesteś "słusznego wyznania" to się wypisuj na własną rękę. Tak być nie może. >Gdybyśmy znowu szli drogą ktorą mówisz, to wszystko co można załatwić w 5 minut powinniśmy zlewać. --- nie zlewać, tylko załatwiać po naszej myśli.
>Otóż właśnie o to chodzi, żeby tak nie było! Od takich małych rzeczy się zaczyna ta że się tak wyrażę - "inwigilacja". --- nie chcesz żyć jak katolik - od takich małych rzeczy jak wypisanie tej karteczki masz okazję to aktywnie i odważnie okazać, haha
>Za niedługo zaczniemy używać zwrotów coś a'la: "ślub kościelny? jasne. co mi szkodzi...",, "chrzest dzieci? pewnie! przynajmniej głowy im umyją...", itd... --- zrozumiałe by było Twoje zmartwienie, gdybyś musiał karteczkę wypelniac, chcąc uniknąć ślubu kościelnego czy chrztu własnego dziecka będąc pełnoletnim człowiekiem. Ale nikt Cię do tego nie zmusza.
>Nie czujesz się gorszy jak musisz się wypisywać z takiej religii? Ja tak. --- formalności traktuję jako formalności. nie odbieram ich jako personalne.
--- P.S. walczysz z wiatrakami, to donkiszoteria.
|
|
| | | |  | | zolv (1640 punktów) | > >Otóż właśnie o to chodzi, żeby tak nie było! Od takich małych rzeczy się zaczyna ta że się tak wyrażę - "inwigilacja".> --- nie chcesz żyć jak katolik - od takich małych rzeczy jak wypisanie tej karteczki masz okazję to aktywnie i odważnie okazać, hahahe, dobre  Praktycznie tym argumentem mnie przekonałeś  > >Nie czujesz się gorszy jak musisz się wypisywać z takiej religii? Ja tak.> --- formalności traktuję jako formalności. nie odbieram ich jako personalne.jestem zwolennikiem minimum formalności, w dodatku formalności które nie powinny mieć wogóle miejsca. ale jak tak lubisz składać wnioski/zlecenia/zażalenia/oświadczenia/zaświadczenia to pozdrowienia. > --- P.S. walczysz z wiatrakami, to donkiszoteria.być może...ale warto. ty za to poddajesz się wszelkim wiaterkom i tańczysz jak inni nie tyle grają, co zaledwie nucą melodyjki. co kto lubi i co komu przeszkadza.
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję." - zolv
|
|
| | | | |  | | qazad | >>>Nie czujesz się gorszy jak musisz się wypisywać z takiej religii? Ja tak. >>--- formalności traktuję jako formalności. nie odbieram ich jako personalne. >jestem zwolennikiem minimum formalności, w dodatku formalności które nie powinny mieć wogóle miejsca. ale jak tak lubisz składać wnioski/zlecenia/zażalenia/oświadczenia/zaświadczenia to pozdrowienia.
--- Lubię, nie lubię - wykorzystuję. Różnica między nami jest taka, że ja podchodzę do tego praktycznie, a Ty teoretycznie. Ja mówię o zalatwieniu sprawy, Ty natomiast masz potrzebę jeszcze pogrzebania się w tym wszystkim. Dla mnie to gra nie warta mojego czasu.
>>--- P.S. walczysz z wiatrakami, to donkiszoteria. >być może...ale warto. >ty za to poddajesz się wszelkim wiaterkom i tańczysz jak inni nie tyle grają, co zaledwie nucą melodyjki. --- dla mnie to są zwykle wiatraki a dla Ciebie, jak widać, urojone potwory.
|
|
| | | | | |  | | placownik | >ja podchodzę do tego praktycznie
Czy Twoje praktyczne podejście wyraża się również otwieraniem parasola, kiedy na Ciebie plują?
Pozdrawiam.
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | |  | | qazad | >>ja podchodzę do tego praktycznie > Czy Twoje praktyczne podejście wyraża się również otwieraniem parasola, kiedy na Ciebie plują? > Pozdrawiam. > Niech strój słów podkreśla urodę myśli
--- ale czy "oni" plują na Ciebie? czy to tylko wyobraźnia płata Ci figiel ?
|
|
| | | | | |  | | zolv (1640 punktów) | > >>--- P.S. walczysz z wiatrakami, to donkiszoteria.> >być może...ale warto.> >ty za to poddajesz się wszelkim wiaterkom i tańczysz jak inni nie tyle grają, co zaledwie nucą melodyjki.> --- dla mnie to są zwykle wiatraki a dla Ciebie, jak widać, urojone potwory.Kwestia interpretacji. Z takim podejściem do "mini-problemów" spotkałem się już duuuużo razy. Wyobraźmy sobie wyimaginowany problemik: mężczyzna nie spuszcza deski w ubikacji (  ), kobiecie zaś to przeszkadza. Przyjmijmy, że sama czynność spuszczenia deski jest "mini-problemem". Mamy tutaj dwa podejścia: - kobieta powinna to olać, bo "w końcu to tylko głupia deska", czy - kobieta powinna mu zrobić awanturę, bo "spuszczanie deski to przecież tak prosta czynność, że nawet prosty facet jest się jej w stanie nauczyć", sytuacja się powtarza n-ty raz więc opieprz jest na miejscu. Wybór zachowania to kwestia podchodzenia do problemów. Ty olewasz rzeczy błache, bo jesteś praktyczny itp. Ja nie. Ja mówię: "skoro to jest taka pierdoła to czemu z tej pierdoły nie można zrezygnować?" Ty mówisz: "skoro to jest taka pierdoła to czemu tej pierdoły nie można zostawić?" I tu jest pies pogrzebany. Mam tylko nadzieję, że nie kierujesz się taką zasadą w swojej pracy (kimkolwiek jesteś) i mam nadzieję, że od Ciebie nie zależy życie innego organizmu żywego. "Jestem kierowcą i wiozę dzieci na kolonię. Nie mam koła zapasowego, trójkąta i ręcznego. Ale to są rzeczy błache, - w zasadzie niepotrzebne podczas jazdy"
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję." - zolv
|
|
| | | | | | |  | | qazad | >Wybór zachowania to kwestia podchodzenia do problemów. Ty olewasz rzeczy błache, bo jesteś praktyczny itp. Ja nie.
-- przykład jest do bani - kateczkę wypisujesz 3 razy dla jednego dziecka w całym swoim życiu, ale wniosek jest dobry - olewam rzeczy błache, Ty nie. Całość sprawy się rozbija o to, co dla kogo jest błache i kto jak z czym sobie radzi. I na tym proponuję zakończyć. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Jeszcze tylko moja błaha uwaga: nie utrwalajmy z postu na post błędu ortograficznego (może zawiniła popularność poseł Anity Błachowiak, tej od Wysokiej Komisji d/s Lwa Rywina)?.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | | | | | |  | | zolv (1640 punktów) | > Jeszcze tylko moja błaha uwaga: nie utrwalajmy z postu na post błędu ortograficznego (może zawiniła popularność poseł Anity Błachowiak, tej od Wysokiej Komisji d/s Lwa Rywina)?.Anity Bł ochowiak  pozdro
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję." - zolv
|
|
| | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Ano, fakt.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | | |  | | zolv (1640 punktów) | >>Wybór zachowania to kwestia podchodzenia do problemów. Ty olewasz rzeczy błache, bo jesteś praktyczny itp. Ja nie. >(...) kateczkę wypisujesz 3 razy dla jednego dziecka w całym swoim życiu(...)
Ale jeśli pomnożysz to przez ilość dzieci, to masz sporą liczbę. Rodzic musi się fatygować, myśleć o tym itp...a to jest czas i generowanie innych mini-problemów (trzeba wziąć kartkę, napisać, o kurcze pomyliłem się (nawet nie wiesz jak rodzice zwracają wagę na formę), jeszcze raz napisać, zanieść do szkoły (bo rzadko sie to pisze na miejscu), kurcze cały tydzień pracuje więc dam dziecku, dziecko zapomniało oddać, potem zgubiło, itd...)
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję." - zolv
|
|
| Jakubowski (103 punktów) | Masz całkowita rację. W moim liceum (bardzo dobrym) też nie podpisywano chęci uczestniczenia w tych "dodatkowych zajęciach", było się automatycznie wpisywanym. Jednakże mało kto się z nich wypisywał, i to nie dlatego że była presja rówieśników ( wprost przeciwnie), lecz ze względów na rodziców, czy jak w moim przypadku to, iż nie było alternatywy( etyki nie robi sie dla 2-3 uczniów), tym bardziej iż bedąc na lekcji nie trzeba w niej uczestniczyć- prawda jest taka, iż będąc deistą byłem w klasie jedyną osobą mającą doczynienia ze scjentyzmem, znającym się na religi z ciekawości, a nie z przymusu. Lekcja religi dla tych którzy na niej są nie z własnego wyboru, polegała na jedzeniu śniadania, odrabianiu lekcji, przyjemniej dyspucie. Szczerze mówiąc na 33 osób uważało 3! Więc tak naprawdę także klerowi, obecnie nie podoba się religia w szkołach. Przez przymus nauki tego quasi-przedmiotu, zaczynają wątpić w Kościół ( w mniejszym stopniu Boga), co jest klerowi nie na ręke. Dlaczego więć jest utrzymywany ten przedmiot? Otóż dzięki powołaniom jesteśmy prawdziwą fabryką duchownych. Trzeba im jakąś pracę zapewnić! Skoro było kilka etapów wprowadzania religi do szkoły proponuje pierwszy i główny etap wyprowadzania- niech za lekcje religi płaci parafia, diecezja lub centrala. To będzie początek końca. Pozdrawiam
|
|
| placownik | Akt prawny regulujący dyskutowane kwestie jest dostępny na stronie: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1316warto też zajrzeć na: www.neutrum.eu.org/forum.php/s,4008a jak już się poczyta, to może warto podjąć próbę wymuszenia na administracji szkolnej stosowania obowiązujących przepisów? Wiem, że to wcale nie jest proste. Wymaga czegoś, co dawniej zwano odwagą cywilną. Prawodawca nie powinien abstrahować od rzeczywistości społecznej. Jeżeli wymuszanie stosowania prawa wymaga od obywateli odwagi cywilnej, to takie prawo jest po prostu złe. Czy nie jest jednak tak, że od tych, którzy od ustawodawcy słusznie żądają ochrony swoich, zagrożonych w obecnej rzeczywistości praw, należy oczekiwać choćby minimalnej aktywności wykraczającej poza zwykłe narzekania? Pozdrawiam.
_______________ Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
 | | kisiel | A ja nie chodzę na religię. Po prostu z niej uciekam i mam spokój. Mówię że nie chcę, moja mama mi to usprawiedliwia i jest git
|
|
|  | | placownik | >a ja nie hodze na religie po prostu z niej uciekam i mam spokoj mowie ze nie hce moja mama mi to usprawiedliwia i jest git
Z polskiego nie uciekaj, nawet jeśli mama Ci to usprawiedliwia. Piszesz niestety fatalnie.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| |  | | Manson (11 punktów) | heh, temat na czasie  jestem świeżo upieczoną licealistką jednego z najlepszych wrocławskich liceów... jeśli chodzi o zajęcia religi, szkoła nie ma się niestety czym pochwalić... musialam błagać rodziców żeby napisali mi oświadczenie o "nieuczeszczaniu na lekcje religii". Zamiast lekcji religii mieliśmy miec wyklady z filozofii... jak można było się spodziewać nic z tego nie wyszlo  to źle ze w demokratycznym wolnym kraju, jak określa się Polskę, panują takie prochrześcijańskie zachowania. Nawet etyki nam nie zorganizowali... powiedzmy ze jestem zawiedziona
|
|
| Morfeo | Hello! W różnych szkołach jest bardzo różnie. Ogólnei to jest to straszne i tragiczne. Samo nazywanei tej pseudo lekcji "religia" jest już niesprawiedliwe, bo przecież nie jest to lekcja o różnych wyznaniach, o różnych światowych religiaj tylko katolickie pranie mózgów. Więc jeżeli juz to powinno się to nazwać religia katolicka... ale wtedy pewnei zbyt by to raziło na świadectwach szkolnych. Widzę, że dużo osób opowiada tu o swoich doświadczeniach, to ja też sie podzielę! W liceum w ogóle nie chodziłem na religię i tak - musiałem przynieśc od rodziców karteczkę poświadczającą, że wiedzą że nie chodzę na religię. Dodam tylko ze chodziełm do LO im Potockiego w Warszawie czy tez raczej Wilanowie. To jednak nie wystarczyło i któregoś pięknego dnia otrzymałem na "domowy" adres list od prałata - niejakiego tępogłowego Bijaka (pijaka) list w którym donosił moim rodzicom, że ja nie chodze na religię i że moze by coś na to poradzili. Krew mnie oczywiście zalał, moich rodziców również, no bo juztreśc to jedno - ale kto do cholery jasnej im udostępnił mój domowy adres-w pysk należało się pewnie dyrekcji szkoły... no ale cóż. Tak więc to nei jeste takei oczywiste. Kosciól nie odpuszcza tak łatwo, nie oddaje wolności bez walki. Gdy mieliśmy na korytarzu gablotkę z info o różnych religiach to bezmózgowa siostra takiego wrzasku narobiła u dyrekcji że nasze teksty zostały zdjęte - np tekst o buddyzmie... bo, że moja krytyka chrześcijaństwa wywołała taka reakcjeto dumny byłem - znaczy sięmusiała być trafna bo przecież jak wiadomo - "prawda w oczy kole" hehehe. no nic, własnei były wybory i widze że na mój upragniony rozdział absolutny kościołów i wszelkich związków wyznaniowych od państwa szans raczej na razie nie ma żadnych... Staram siebyć ponad to, ale czasami jednak krew człowieka zalewa. Dlatego cieszę sieże jest taka strona, takei miejsce jak to, że są tacy ludzie jak Wy, bo dzięki temu wiem, że są w tym kraju ludzie, których umysły nei zostały zakute w kajdany. Dziękuję tym który to prowadzą, bo robia dobrą robotę. to był mój piwerszy wpis, ale postaram isę odwiedzać to forum częściej!
|
|
| outsider (2469 punktów) | A ja bym to określił tak:
Ustawa określa owe zajęcia jako nauczanie religii lub etyki. I z tego szkoły się wywiązują: dla chcących (lub tylko niewystarczająco opornych) są lekcje religii - pozostałym zaś daje się lekcję etyki katolickiej w jej jak najbardziej rzeczywistym wydaniu: nie głosi się owej etyki, praktykuje sie ją w stosunku do inaczej myślących, to taka ilustracja znanego z lekcji języka polskiego pojęcia etyki Kalego.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| crush | > nie powinno> się zapisywać obcych ludzi na rzeczy, których sobie nie> życzą, bo czy automatycznie wszyscy Polacy są zapisani na> kurs karate w Wąchocku? Prawo jazdy, angielski,> szydełkowanie?... Dokładnie tak, należy zlikwidować obowiązkowe uczęszczanie do szkoły. Rodzice powinni decydować gdzie i jaką edukację odbierze ich dziecko. Po uzyskaniu pełnoletności każdy niech sam decyduje o swoim życiu pod warunkiem, że ... sam zarabia na swoje utrzymanie. > Uważam (zapewne jak wieeeeelu z was), że powinno to być> odwrotnie: na religię "zapisuje" się ten, kto chce (sprawę> przymusu rodzicielskiego itp. omijam (sic!)), a nie, że ja> chodzić nie chcę i to JA mam pisać oświadczenia itp. Niech> oświadczenia piszą sobie zainteresowani.Czemu tylko na religię? Na każdy przedmiot niech chodzi tylko ten kto chce. Wcześniej oczywiście musi napisać oświadczenie. Oczywiście tylko w przypadku gdyby nauka w szkole dalej pozostała obowiązkowa.
|
|
 | | outsider (2469 punktów) | >Dokładnie tak, należy zlikwidować obowiązkowe uczęszczanie do szkoły. Rodzice powinni decydować gdzie i jaką edukację odbierze ich dziecko. Po uzyskaniu pełnoletności każdy niech sam decyduje o swoim życiu pod warunkiem, że ... sam zarabia na swoje utrzymanie.
Wylejmy dziecko z kąpielą?
>Czemu tylko na religię? Na każdy przedmiot niech chodzi tylko ten kto chce. Wcześniej oczywiście musi napisać oświadczenie. Oczywiście tylko w przypadku gdyby nauka w szkole dalej pozostała obowiązkowa.
Nie sądzisz, że brak kontrowersji co do prawdziwości tego, czego sie uczy choćby na przedmiotach matematyczno-przyrodniczych? Z religią jest jednak inaczej - co gorsza, stoi ona często w opozycji do tych przedmiotów.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
|  | | crush | > Wylejmy dziecko z kąpielą?Nie, stwórzmy układ, w którym każdy sam (albo rodzice) zadecyduje o swojej edukacji i nie będzie miał do nikogo pretensji o jej kształt lub poziom. Jednemu wystarczy zawartość racjonalisty.pl drugiemu biblia a trzeci pojedzie do Cambridge. Wolny wybór - pełna odpowiedzialność. Nie nazwałbym tego wylewaniem dziecka z kąpielą. > Nie sądzisz, że brak kontrowersji co do prawdziwości tego, czego sie uczy choćby na przedmiotach matematyczno-przyrodniczych? Z religią jest jednak inaczej - co gorsza, stoi ona często w opozycji do tych przedmiotów.Ten brak kontrowersji dotyczy zazwyczaj podstaw - zaczynamy się wgłębiać w przedmiot ( na mój gust w dowolny, może poza matematyką) i pojawia się coraz więcej kontrowersji. A już tzw. przedmioty humanistyczne są przykładem klinicznym - na zestawach lektur zaczynając, a wyborze języka obcego kończąc (tu uczeń nie ma najczęściej żadnego wyboru). Co do opozycji przedmiotów matematyczno-przyrodniczych do religii należałoby zapytać wierzących (raczej ich nie brakuje) specjalistów z danej dziedziny nauki jak je godzą z wiarą. Myślę, że takie lekcje w formie dyskusji pomiędzy wierzącym i niewierzącym profesorem fizyki byłyby super ciekawe. Ale, tak naprawdę chodziło o to, że ktoś po prostu nie ma ochoty uczyć się fizyki tak samo jak ktoś inny religii. Jeśli dajemy prawo wyboru przedmiotów nauczania bądźmy konsekwentni, dajmy prawo wyboru wszystkich. No, może poza matematyką.
|
|
| |  | | outsider (2469 punktów) | > >Wylejmy dziecko z kąpielą?> Nie, stwórzmy układ, w którym każdy sam (albo rodzice) zadecyduje o swojej edukacji i nie będzie miał do nikogo pretensji o jej kształt lub poziom. Jednemu wystarczy zawartość racjonalisty.pl drugiemu biblia a trzeci pojedzie do Cambridge. Wolny wybór - pełna odpowiedzialność. Nie nazwałbym tego wylewaniem dziecka z kąpielą.Sam - czyli okres dzieciństwa stanowimy okresem pełnej odpowiedzialność za własną przyszłość? Jaki zatem okres ma bezpiecznie do tej odpowiedzialności przygotowywać? Rodzice - czyli oddajemy pełną władzę nad przyszłościa potomstwa w ręce rodziców, likwidujemy państwowy nad nią nadzór? To gorzej, niż w przypadku zwierżat hodowlanych. Skoro jednak tak - czemu jednoczesnie odmawiać prawa do nieurodzenia? > >Nie sądzisz, że brak kontrowersji co do prawdziwości tego, czego sie uczy choćby na przedmiotach matematyczno-przyrodniczych? Z religią jest jednak inaczej - co gorsza, stoi ona często w opozycji do tych przedmiotów.> Ten brak kontrowersji dotyczy zazwyczaj podstaw - zaczynamy się wgłębiać w przedmiot> ( na mój gust w dowolny, może poza matematyką) i pojawia się coraz więcej kontrowersji. A już tzw. przedmioty humanistyczne są przykładem klinicznym - na zestawach lektur zaczynając, a wyborze języka obcego kończąc (tu uczeń nie ma najczęściej żadnego wyboru).Nie ma jednak faktycznych przeszkód, aby nawet na przedmiotach stricte humanistycznych kłaść nacisk na równoprawność różnych sądów: wybobrażasz to sobie na lekcjach religii, katolickiej w szczególności? > Co do opozycji przedmiotów matematyczno-przyrodniczych do religii należałoby zapytać wierzących (raczej ich nie brakuje) specjalistów z danej dziedziny nauki jak je godzą z wiarą. Myślę, że takie lekcje w formie dyskusji pomiędzy wierzącym i niewierzącym profesorem fizyki byłyby super ciekawe.Wiara religijna ma oproćz aspektu indywidualnego o którym piszesz nader istotne aspekty społeczne. Więc może raczej dyskusja o następstwach dla etyki takiego czy innego stosunku do wiary? Mam wrażenie, że obie strony miałyby o czym mówić... > Ale, tak naprawdę chodziło o to, że ktoś po prostu nie ma ochoty uczyć się fizyki tak samo jak ktoś inny religii.Masz na myśli sytuację, gdy ktoś nie ma sie ochoty uczyć fizyki w szkole, bo poznał wcześniej fizyke alternatywną? Fakt, sytuacja niemozliwa, jest jedna fizyka - ale jeśli chodzi o światopogląd, jest jednak inaczej? > Jeśli dajemy prawo wyboru przedmiotów nauczania bądźmy konsekwentni, dajmy prawo wyboru wszystkich. No, może poza matematyką.  Nie: prawo wyboru przedmiotów, a: prawo zgodności nauczania światopogladowego ze światopogladem wyznawanym - lub prawo wolności od takeigo nauczania. Światopogląd zaprzeczający uzyteczności fizyki, matematyki czy znajomosci języka jczystego koliduje z samym pojęciem szkoły; światopogląd odrzucający religię - nie koliduje ani trochę. Zauważmy zresztą: równoważyć religią katolicką ma na przykład etyka: religia to jednak przedmiot doktrynalny - czemu zatem symetrycznie nie wprowadzić do szkół wojującego ateizmu?
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | |  | | crush | > Sam - czyli okres dzieciństwa stanowimy okresem pełnej odpowiedzialność za własną przyszłość? Jaki zatem okres ma bezpiecznie do tej odpowiedzialności przygotowywać?Sam po osiągnięciu pełnoletniości i samodzielności finansowej. > Rodzice - czyli oddajemy pełną władzę nad przyszłościa potomstwa w ręce rodziców, likwidujemy państwowy nad nią nadzór?A gdzie ja to napisałem? Niech będzie nadzór - chociaż trudno mi to sobie racjonalnie wyobrazić. Maksimum wolności, także w decyzjach edukacyjnych, to moje podstawowe założenie. >To gorzej, niż w przypadku zwierżat hodowlanych. Czyzbyś uważał, że homo spiens nie różni się od bydła i tak jak ono wymaga pastucha, obory i koryta? Nie ty jeden. Toż to, wypisz, wymaluj program towarzysza Cimoszki i komsomolca Olejniczaka. Dla naszych koryto - dla reszty pastuch. I to elektryczny. W koncu jesteśmy w Jewropie i ma być nowocześnie. >Skoro jednak tak - czemu jednoczesnie odmawiać prawa do nieurodzenia? A gdzie ja to napisałem? > Nie ma jednak faktycznych przeszkód, aby nawet na przedmiotach stricte humanistycznych kłaść nacisk na równoprawność różnych sądów: wybobrażasz to sobie na lekcjach religii, katolickiej w szczególności?Toż tłukę od samego początku - nie chcesz na religię to nie chodź, nie chcesz na muzykę to nie chodź (moje marzenie w podstawówce!!!), i tak dalej, aż do znudzenia. > Wiara religijna ma oproćz aspektu indywidualnego o którym piszesz nader istotne aspekty społeczne. Więc może raczej dyskusja o następstwach dla etyki takiego czy innego stosunku do wiary? Mam wrażenie, że obie strony miałyby o czym mówić...Dokładnie o to mi chodzi. Dużo dyskusji ludzi o różnych poglądach. Precz z monologami!!! > Masz na myśli sytuację, gdy ktoś nie ma sie ochoty uczyć fizyki w szkole, bo poznał wcześniej fizyke alternatywną?Nie. Mam na myśli sytucję gdy ktoś nie chce poznawać żadnej fizyki. No bo po co? Egipcjanin bez znajomości fizyki wybudował piramidy i parę innych budowli. U nas absolwent technikum budowlanego, który w szkole zahaczył o mechanike kwantowa nie połozy równo rzedu cegieł i nie umie obsłużyć poziomicy. Ale o orbitalch może godzinami... > >Jeśli dajemy prawo wyboru przedmiotów nauczania bądźmy konsekwentni, dajmy prawo wyboru wszystkich. No, może poza matematyką.  > Nie: prawo wyboru przedmiotów, a: prawo zgodności nauczania światopogladowego ze światopogladem wyznawanym - lub prawo wolności od takeigo nauczania.Na jedno wychodzi. > Światopogląd zaprzeczający uzyteczności fizyki, matematyki czy znajomosci języka jczystego koliduje z samym pojęciem szkoły;A który swiatopogląd zaprzecza? Jeśli nawet istnieje - to margines, którego nie musimy brać pod uwagę. > Zauważmy zresztą: równoważyć religią katolicką ma na przykład etyka: religia to jednak przedmiot doktrynalny - czemu zatem symetrycznie nie wprowadzić do szkół wojującego ateizmu?Czy ty też nie chodziłeś do szkoły jak kolega placownik? W polskich szkołach aż kipi od wojującego ateizmu. I to od 60 lat.
|
|
| | | |  | | outsider (2469 punktów) | > >Sam - czyli okres dzieciństwa stanowimy okresem pełnej odpowiedzialność za własną przyszłość? Jaki zatem okres ma bezpiecznie do tej odpowiedzialności przygotowywać?> Sam po osiągnięciu pełnoletniości i samodzielności finansowej.Aha, rozumiem. Najpierw samodzielność finansowa - potem nauka? Ciekawe podejscie, mozna rozwazyć. > >Rodzice - czyli oddajemy pełną władzę nad przyszłościa potomstwa w ręce rodziców, likwidujemy państwowy nad nią nadzór?> A gdzie ja to napisałem?Tu: >Nie, stwórzmy układ, w którym każdy sam (albo rodzice) zadecyduje o swojej edukacji i nie będzie miał do nikogo pretensji o jej kształt lub poziomTraktuję termin zadecydować poważnie - a Ty? > Niech będzie nadzór - chociaż trudno mi to sobie racjonalnie wyobrazić. Maksimum wolności, także w decyzjach edukacyjnych, to moje podstawowe założenie.Przepraszam - czyich decyzjach? Wolnośc rodziców to nie wolnośc edukowanego; wolność po uzyskaniu samodzielności finansowej to nie wolnośc wyboru drogi do niej prowadzącej. Założenia warto jest krytycznie weryfikowac. > >To gorzej, niż w przypadku zwierżat hodowlanych.> Czyzbyś uważał, że homo spiens nie różni się od bydła i tak jak ono wymaga pastucha, obory i koryta?Skąd (ale konkretnie) taki wniosek? Jeśli piszę to gorzej, niż... - trudno odczytać to jako pochwałę stanu podanego przeze mnie za przykład. > Nie ty jeden. Toż to, wypisz, wymaluj program towarzysza Cimoszki i komsomolca Olejniczaka. Dla naszych koryto - dla reszty pastuch. I to elektryczny. W koncu jesteśmy w Jewropie i ma być nowocześnie.Nie na temat. Do tego obraźliwie: Popróbujemy sie we wzajemnym obrażaniu? > >Skoro jednak tak - czemu jednoczesnie odmawiać prawa do nieurodzenia?> A gdzie ja to napisałem?Dyskusja dotyczy nauczania religii katolickiej - znasz chyba stanowisko Kościoła w tej materii? > >Nie ma jednak faktycznych przeszkód, aby nawet na przedmiotach stricte humanistycznych kłaść nacisk na równoprawność różnych sądów: wybobrażasz to sobie na lekcjach religii, katolickiej w szczególności?> Toż tłukę od samego początku - nie chcesz na religię to nie chodź, nie chcesz na muzykę to nie chodź (moje marzenie w podstawówce!!!), i tak dalej, aż do znudzenia.Bawi mnie, jak często hiperliberalne pomysły da się w skrócie opisać jedną prostą formuła: promocja totalnej nieodpowiedzialności. Szkoła nie odpowiada za efekt dydaktyczny, bo dziecko samo wybiera czego chce się uczyć (przecież nie w muzyce rzecz a w fizyce, chemii, biologii, językach - w tym ojczystym) - dziecko nie odpowiada, bo jest dzieckiem... Mógłbyś zaproponować model bardziej konstruktywny? Na razie powtórzę: wylewanie dziecka z kąpielą. > >Wiara religijna ma oproćz aspektu indywidualnego o którym piszesz nader istotne aspekty społeczne. Więc może raczej dyskusja o następstwach dla etyki takiego czy innego stosunku do wiary? Mam wrażenie, że obie strony miałyby o czym mówić...> Dokładnie o to mi chodzi. Dużo dyskusji ludzi o różnych poglądach. Precz z monologami!!!Moze podyskutujemy na odrębnym watku o konsekwencjach etyki opartej na przykład o dekalog? > >Masz na myśli sytuację, gdy ktoś nie ma sie ochoty uczyć fizyki w szkole, bo poznał wcześniej fizyke alternatywną?> Nie. Mam na myśli sytucję gdy ktoś nie chce poznawać żadnej fizyki. No bo po co?Przykład nieadekwatny do odmowy bycia nauczanym religii katolickiej - nie wystarcza indyferentyzm, potrzeba innej podstawy światopoglądowej. > Egipcjanin bez znajomości fizyki wybudował piramidy i parę innych budowli.Dysponował inną bazą roboczą. Dziś podstawy fizyki są konieczne - to miedzy innymi nauka sposobu rozwiązywania zadań praktycznych. > U nas absolwent technikum budowlanego, który w szkole zahaczył o mechanike kwantowa nie połozy równo rzedu cegieł i nie umie obsłużyć poziomicy. Ale o orbitalch może godzinami...Może sa i tacy - co to ma jednak do rzeczy? Proponuje zająć sie typowością - a marginesem nie na zasadzie jego słownej kreacji a konkretów. > >>Jeśli dajemy prawo wyboru przedmiotów nauczania bądźmy konsekwentni, dajmy prawo wyboru wszystkich. No, może poza matematyką.  > >Nie: prawo wyboru przedmiotów, a: prawo zgodności nauczania światopogladowego ze światopogladem wyznawanym - lub prawo wolności od takiego nauczania.> Na jedno wychodzi.Przeciwnie. Mam uzasadnić? > > Światopogląd zaprzeczający uzyteczności fizyki, matematyki czy znajomosci języka jczystego koliduje z samym pojęciem szkoły;> A który swiatopogląd zaprzecza? Jeśli nawet istnieje - to margines, którego nie musimy brać pod uwagę.Sam taki kreujesz, przez prawo uwolnienia sie od nauki fizyki czy jakichkolwiek języków - zatem w gruncie rzeczy umiejętności czytania i pisania. Nie musi być rzeczywisty - dla dyskusji wystarczy, że jest proponowany. > >Zauważmy zresztą: równoważyć religią katolicką ma na przykład etyka: religia to jednak przedmiot doktrynalny - czemu zatem symetrycznie nie wprowadzić do szkół wojującego ateizmu?> Czy ty też nie chodziłeś do szkoły jak kolega placownik?> W polskich szkołach aż kipi od wojującego ateizmu. I to od 60 lat.Chyba sie kol. Placownika złośliwie czepiasz. Ja do szkoły w każdym razie chodziłem - i mieści sie to w podanych przez Ciebie 60 latach; miałem nawet za wczesnego Gomułki religię w szkole. Podyskutujemy o szczegółach - czy podasz mi przedmiot nauczania wojujacego ateizmu - bo przedmiot nauczania wojujacego teizmu i klerykalizmu ja wymienię bez trudu.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | |  | | crush | > >Nie, stwórzmy układ, w którym każdy sam (albo rodzice) zadecyduje o swojej edukacji i nie będzie miał do nikogo pretensji o jej kształt lub poziom> Traktuję termin zadecydować poważnie - a Ty?Śmiertelnie poważnie. Dlatego i nie zostawiam decyzji w rękach nieletnich i bezrobotnych wyrostków. Powtórzę jeszcze raz - do ukończenia przez dziecko 18 lat decyzje edukacyjne (inne też) należą do rodziców. Później też jeżeli delikwent nie zarabia na swoje utrzymanie. Jeśli 18-latek zarabia na siebie to sam decyduje. > >Niech będzie nadzór - chociaż trudno mi to sobie racjonalnie wyobrazić. Maksimum wolności, także w decyzjach edukacyjnych, to moje podstawowe założenie.> Przepraszam - czyich decyzjach? Wolnośc rodziców to nie wolnośc edukowanego; wolność po uzyskaniu samodzielności finansowej to nie wolnośc wyboru drogi do niej prowadzącej. Założenia warto jest krytycznie weryfikowac.Wyjaśnienie powyżej. Załozenia krytycznie zweryfikowane. > > >To gorzej, niż w przypadku zwierżat hodowlanych.> >Czyzbyś uważał, że homo spiens nie różni się od bydła i tak jak ono wymaga pastucha, obory i koryta?> Skąd (ale konkretnie) taki wniosek? Jeśli piszę to gorzej, niż... - trudno odczytać to jako pochwałę stanu podanego przeze mnie za przykład.Gdzie tam widzisz wniosek? To przecież pytanie. > >Nie ty jeden. Toż to, wypisz, wymaluj program towarzysza Cimoszki i komsomolca Olejniczaka. Dla naszych koryto - dla reszty pastuch. I to elektryczny. W koncu jesteśmy w Jewropie i ma być nowocześnie.> Nie na temat. Do tego obraźliwie: Popróbujemy sie we wzajemnym obrażaniu?Tu mnóstwo rzeczy jest nie na temat. A kogo obraziłem? Może faktycznie z tym komsomolcem głupio wyszło - toż to TOWARZYSZ pełną gebą. > > >Skoro jednak tak - czemu jednoczesnie odmawiać prawa do nieurodzenia?> >A gdzie ja to napisałem?> Dyskusja dotyczy nauczania religii katolickiej - znasz chyba stanowisko Kościoła w tej materii?Komu Kościół odmawia prawa do nieurodzenia? > Bawi mnie, jak często hiperliberalne pomysły da się w skrócie opisać jedną prostą formuła: promocja totalnej nieodpowiedzialności. Szkoła nie odpowiada za efekt dydaktyczny, bo dziecko samo wybiera czego chce się uczyć (przecież nie w muzyce rzecz a w fizyce, chemii, biologii, językach - w tym ojczystym) - dziecko nie odpowiada, bo jest dzieckiem... Mógłbyś zaproponować model bardziej konstruktywny? Na razie powtórzę: wylewanie dziecka z kąpielą.A w jaki sposób szkoła odpowiada teraz za efekt dydaktyczny? Można ją zaskarżyć? Wypłaci odszkodowanie? Odpowiadają rodzice. Przed kim? Będziesz się śmiał - przed Bogiem i historią. > >Dokładnie o to mi chodzi. Dużo dyskusji ludzi o różnych poglądach. Precz z monologami!!!> Moze podyskutujemy na odrębnym watku o konsekwencjach etyki opartej na przykład o dekalog?Czemu nie. > >Nie. Mam na myśli sytucję gdy ktoś nie chce poznawać żadnej fizyki. No bo po co?> Przykład nieadekwatny do odmowy bycia nauczanym religii katolickiej - nie wystarcza indyferentyzm, potrzeba innej podstawy światopoglądowej.Tak, ale o co chodzi? > >Egipcjanin bez znajomości fizyki wybudował piramidy i parę innych budowli.> Dysponował inną bazą roboczą. Dziś podstawy fizyki są konieczneDo czego? Konkretnie. > >U nas absolwent technikum budowlanego, który w szkole zahaczył o mechanike kwantowa nie połozy równo rzedu cegieł i nie umie obsłużyć poziomicy. Ale o orbitalch może godzinami...> Może sa i tacy - co to ma jednak do rzeczy? Proponuje zająć sie typowością - a marginesem nie na zasadzie jego słownej kreacji a konkretów.To jest typowość. No może bez tych orbitali. > >>>Jeśli dajemy prawo wyboru przedmiotów nauczania bądźmy konsekwentni, dajmy prawo wyboru wszystkich. No, może poza matematyką.  > >>Nie: prawo wyboru przedmiotów, a: prawo zgodności nauczania światopogladowego ze światopogladem wyznawanym - lub prawo wolności od takiego nauczania.> >Na jedno wychodzi.> Przeciwnie. Mam uzasadnić?Bardzo proszę. > >> Światopogląd zaprzeczający uzyteczności fizyki, matematyki czy znajomosci języka jczystego koliduje z samym pojęciem szkoły;> >A który swiatopogląd zaprzecza? Jeśli nawet istnieje - to margines, którego nie musimy brać pod uwagę.> Sam taki kreujesz, przez prawo uwolnienia sie od nauki fizyki czy jakichkolwiek języków - zatem w gruncie rzeczy umiejętności czytania i pisania. Nie musi być rzeczywisty - dla dyskusji wystarczy, że jest proponowany.Nigdzie nie zaprzeczyłem użyteczności fizyki, matmy itd. > Chyba sie kol. Placownika złośliwie czepiasz. Ja do szkoły w każdym razie chodziłem - i mieści sie to w podanych przez Ciebie 60 latach; miałem nawet za wczesnego Gomułki religię w szkole. Podyskutujemy o szczegółach - czy podasz mi przedmiot nauczania wojujacego ateizmu - bo przedmiot nauczania wojujacego teizmu i klerykalizmu ja wymienię bez trudu.Zaczynam - historia.
|
|
 | | zolv (1640 punktów) | >Dokładnie tak, należy zlikwidować obowiązkowe uczęszczanie do szkoły.(...)
hmm...widać, że nie załapałeś o co chodzi. szkoda.
>Czemu tylko na religię? Na każdy przedmiot niech chodzi tylko ten kto chce. Wcześniej oczywiście musi napisać oświadczenie.(...)
Bo po pierwsze religia różni się "tym czymś" od innych przedmiotów. A po drugie w dyskusji chodzi o zgodność z prawem i jego egzekwowanie.
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję." - zolv
|
|
|  | | crush | >hmm...widać, że nie załapałeś o co chodzi. szkoda.
Ktoś tu rzeczywiście nie załapał. Napisałeś : >nie powinno się zapisywać obcych ludzi na rzeczy, których sobie nie życzą,
i ja się z tym zgadzam. W odróżnieniu od Ciebie jestem w tej opinii konsekwentny. Jeśli "obcy ludzie" nie życzą sobie być zapisani na fizykę, wychowanie plastyczne i biologię także nie należy ich do tego zmuszać. To chyba jasne i oczywiste. Sam to właściwie napisałeś.
>Bo po pierwsze religia różni się "tym czymś" od innych przedmiotów.
A konkretnie czym? Na przykład od wf-u?
>A po drugie w dyskusji chodzi o zgodność z prawem i jego egzekwowanie.
A o czym tu dyskutować ? Są kodeksy, procedury, odpowiednie instytucje (policja, prokurator, sąd).
|
|
| |  | | zolv (1640 punktów) | >>hmm...widać, że nie załapałeś o co chodzi. szkoda. >Ktoś tu rzeczywiście nie załapał. Napisałeś : > >nie powinno się zapisywać obcych ludzi na rzeczy, których sobie nie życzą, >i ja się z tym zgadzam. W odróżnieniu od Ciebie jestem w tej opinii konsekwentny. Jeśli "obcy ludzie" nie życzą sobie być zapisani na fizykę, wychowanie plastyczne i biologię także nie należy ich do tego zmuszać. To chyba jasne i oczywiste. Sam to właściwie napisałeś.
no właśnie. tylko chodzi o "zapisywanie". to że nie powinno się to jest jasne. ale...właśnie mi się odechciało odpowiadać tobie. weź przeczytaj posty na początku!! sorki, szkoda mojego czasu!
>>Bo po pierwsze religia różni się "tym czymś" od innych przedmiotów. >A konkretnie czym? Na przykład od wf-u?
że wpływa (niestety) na światopogląd i pośrednio (przez ludzi) jest elementem dyskryminacji. ćwicze/nie ćwicze - nikogo to nie obchodzi. wierze/nie wierze - zaczynaja być problemy. no nie powiesz mi, że nie ma różnicy...
>>A po drugie w dyskusji chodzi o zgodność z prawem i jego egzekwowanie. >A o czym tu dyskutować ? Są kodeksy, procedury, odpowiednie instytucje (policja, prokurator, sąd).
no i kto nie rozumie buahaha przecież jest napisane wyżej! przeczytaj, potem się wtrąć.
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję." - zolv
|
|
| | |  | | crush | > no właśnie. tylko chodzi o "zapisywanie".Czym się różni zapisywanie od "zapisywania" ? > to że nie powinno się to jest jasne. ale...właśnie mi się odechciało odpowiadać tobie. weź przeczytaj posty na początku!! sorki, szkoda mojego czasu!Raczej brak argumentów niż wolnego czasu. Posty przeczytałem po raz kolejny - żadnych argumentów na wyjątkowe traktownie uczęszczania na lekcje religii w szkole nie znalazłem. W tym miejscu abstrahuję od obowiązujących przepisów a jedynie wyrażam swoją opinię, że wybór przedmiotu i miejsca nauki powinien należeć do rodziców lub pełnoletniej młodzieży(pod warunkiem, że jest na swoim utrzymaniu). Nie widzę ŻADNEGO RACJONALNEGO powodu aby w sposób fakultatywny traktować tylko lekcje religii. Zdecydowana większość uczniów wolałaby tak potraktowć lekcje matematyki. > że wpływa (niestety) na światopogląd i pośrednio (przez ludzi) jest elementem dyskryminacji. ćwicze/nie ćwicze - nikogo to nie obchodzi. wierze/nie wierze - zaczynaja być problemy. no nie powiesz mi, że nie ma różnicy...Kształtownie światopoglądu to proces bardzo skomplikowany. Śmiem twierdzić, że wszscy i wszystko z czym się stykamy ma na ten proces wpływ. W tym także lekcje wf (kult ciała i tężyzny fizycznej, rywalizacja itp.) Poziom sprawności fizycznej jest jedną z głównych przyczyn dyskryminacji (nie umiesz grać w nogę to jesteś ćwok, fajtłapa i w zasadzie należy ci miskę sklepać). Różnicy jak nie było tak nie ma. > >A o czym tu dyskutować ? Są kodeksy, procedury, odpowiednie instytucje (policja, prokurator, sąd).> no i kto nie rozumie buahaha> przecież jest napisane wyżej! przeczytaj, potem się wtrąć.Teraz to rzeczywiście nie rozumiem, kpisz czy o drogę pytasz? Przeczytałem(ponownie) i będę się "wtrancał". Z dyskusji wynika, że osoby, które nie chcą chodzić na religię, ale szkoła wymaga od nich złożenia odpowiedniej deklaracji to, przepraszam za wyrażenie, "banda zastraszonych buraków". Skoro z przepisów wynika, że nie trzeba składać deklaracji żeby nie chodzić na religię, to się jej nie składa i po krzyku. Przykład: to z odpowiedniego kodeksu wynika jaki jest tryb składania pozwu sądowego i jakiś tam sędzia nie może tego zmienić. Analogicznie rzecz biorąc dyrektor szkoły nie może zmienić rozporządzenia ministra. > buahahaTego dalej nie rozumiem. Sprawdziłem w kilku słownikach i nic.
|
|
 | | placownik |
>Po uzyskaniu pełnoletności każdy niech sam decyduje o swoim życiu pod warunkiem, że ... sam zarabia na swoje utrzymanie.
Czyżbyś sugerował ubezwłasnowolnienie tych, którzy nie zarabiają na swoje utrzymanie? A co z ich dziećmi (miewają ich sporo)?. Upaństwowić?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | | crush | > Czyżbyś sugerował ubezwłasnowolnienie tych, którzy nie zarabiają na swoje utrzymanie? A co z ich dziećmi (miewają ich sporo)?. Upaństwowić?
To zależy jak rozumiesz termin ubezwłasnowlnienie. W tym konkretnym przypadku (ale chyba można to uogólnić) chodzi mi o to, że ten kto daje pieniądze (np. rodzic pokrywający koszty edukacji swojej pełnoletniej latorośli) ma pełne prawo do decydowania jak zostaną one wydane. Może z niego skorzystać lub nie, to jego sprawa. Lecz tego prawa nie należy mu odbierać.
W przeciwnym razie dochodzi do patologii - harujący w nadgodzinach ojciec musi finansować balangi synalka wiecznego studenta, który na dodatek wybrał kierunek studiów wbrew ojcu. Przykład skrajny, ale częsty.
Dla osób, które masz na myśli procedura jest podobna - ośrodki pomocy społecznej przekazują im część środków, w naturze(ubrania, żywność, bony żywnościowe, wyjazd dzieci na kolonie itp.) aby zapobiec na ile się da przepuszczeniu całego zasiłku w najblizszym monopolowym. Nie zawsze to skutkuje, ale Państwo to zły wychowawca i nie należy brać z niego przykładu. Ich dzieci zaś przeważnie i tak są "upaństwawiane" ponieważ lądują albo w domu dziecka ( to wariant optymistyczny), albo w poprawczaku/więzieniu (to wariant realistyczny).
Pozdrawiam
|
|
| |  | | placownik |
Rozpocząłeś z górnego C, >każdy niech sam decyduje o swoim życiu po czym zaczęliśmy się przesuwać w prawą (nomen omen) stronę klawiatury. Każdy ma prawo dawać pieniądze, natomiast już z decydowaniem o tym, na co mają zostać wydane, to może być różnie. Jeśli nie zapomnimy o szkolnym kontekście naszej dyskusji to przykład USA nasunie się sam. Długoletni wpływ chlebodawców na działania sił najemnych zatrudnianych w przemyśle edukacyjnym tego kraju, skutkuje rosnącym matołectwem produktów tego przemysłu. Nie omija to nawet najważniejszych osób w państwie  . Rząd federalny z trudem powstrzymuje napór dawców pieniędzy na wprowadzenie do programów nauczania kreacjonizmu. Swoją drogą nie mam pojęcia czego można uczyć (oprócz krytyki teorii ewolucji) w ramach takiego przedmiotu. Dostrzegasz w takim działaniu jakieś zalety? Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | | crush | >zaczęliśmy się przesuwać w prawą (nomen omen) stronę klawiatury. A niby w jaką miałbym się przesuwać ? W lewą ? > Każdy ma prawo dawać pieniądze, natomiast już z decydowaniem o tym, na co mają zostać wydane, to może być różnie.Niby dlaczego? Uzasadnij. > przykład USA nasunie się sam. Długoletni wpływ chlebodawców na działania sił najemnych zatrudnianych w przemyśle edukacyjnym tego kraju, skutkuje rosnącym matołectwem produktów tego przemysłu.Nie miałem bezpośrednich kontaktów z systemem szkolnictwa w USA, ale wychodząc z zasady "po owocach ich poznacie" trzeba by stwierdzić, że jest on najlepszy na świecie. Nie wiem na czym opierasz opinię o rosnącym "matołectwie" (co to znaczy?) amerykańskich uczniów i studentów prywatnych szkół. Słyszałem, że to te państwowe (stanowe) są kiepskie. >Nie omija to nawet najważniejszych osób w państwie  . Jeśli matoł u władzy skutkuje wzrostem gospodarczym, niższymi podatkami i szerokim zakresem swobód obywatelskich jestem ZA MATOŁAMI. U nas rządzą chyba sami geniusze - bieda aż piszczy, podatki cisną a państowo wchodzi z łapami w każdą szczelinę wolności ( reguluje krzywizny bananów itp.) > Rząd federalny z trudem powstrzymuje napór dawców pieniędzy na wprowadzenie do programów nauczania kreacjonizmu. Swoją drogą nie mam pojęcia czego można uczyć (oprócz krytyki teorii ewolucji) w ramach takiego przedmiotu. Dostrzegasz w takim działaniu jakieś zalety?A ty jakieś wady? Czy superkomputer skonstruowany, albo zaprogramowany przez kreacjonistę nie będzie działał? Dlaczego? Czy kardiochirurg kreacjonista nie założy choremu bypasów? Dlaczego? Trzeba zadać sobie pytanie skąd taki napór >dawców pieniędzy na wprowadzenie do programów nauczania kreacjonizmu Doświadczenie uczy, że matołów pieniądze raczej się nie trzymają. Może kreacjoniści lepiej sobie radzą w życiu? Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > > Każdy ma prawo dawać pieniądze, natomiast już z decydowaniem o tym, na co mają zostać wydane, to może być różnie.> Niby dlaczego? Uzasadnij.W Polsce tak jest np. z religią. Dajesz pieniądze (w podatkach m.in.) na edukację, a ci wydają ją na jakieś bzdety. > >przykład USA nasunie się sam. Długoletni wpływ chlebodawców na działania sił najemnych zatrudnianych w przemyśle edukacyjnym tego kraju, skutkuje rosnącym matołectwem produktów tego przemysłu.> Nie miałem bezpośrednich kontaktów z systemem szkolnictwa w USA, ale wychodząc z zasady "po owocach ich poznacie" trzeba by stwierdzić, że jest on najlepszy na świecie.Mówisz o Amerykanach czy imigrantach, którzy studiują na ich najlepszych uczelniach? Policz Amerykanów na przykład na MIT. Sytuacja w USA jest taka: jak jesteś bogaty, idziesz do świetnej szkoły, w której nawet kamień czegoś nauczą. Jak jesteś biedny, trafiasz do słabej szkoły publicznej i już na starcie masz przechlapane. Dodajmy, że wyższe studia są b. drogie i trzeba się zatrudniać zawczasu w firmach. Jako student czy naukowiec, na zasadach takich, że co wymyślisz to jest firmy. Możliwe skutki napisałem poniżej. W USA wyraźnie też widać brak kształcenia ogólnego oraz manipulację firm uczelniami. Pamiętajmy, że jak ktoś się na czymś nie zna, to można nim w danej dziedzinie manipulować. > >Nie omija to nawet najważniejszych osób w państwie .> Jeśli matoł u władzy skutkuje wzrostem gospodarczym, niższymi podatkami i szerokim zakresem swobód obywatelskich jestem ZA MATOŁAMI.Czy Patriot Act lub DMCA to powiększenie zakresu swobód obywatelskich? Wojna w Iraku i wzrost cen ropy wzrostem gospodarczym? Inteligentny projekt czy zamarcie dziedzin humanistycznych rozwojem nauki? Reszta pozytywów była już wcześniej i nie jest wynikiem kilku ostatnich lat. > U nas rządzą chyba sami geniusze - bieda aż piszczy, podatki cisną a państowo wchodzi z łapami w każdą szczelinę wolności> ( reguluje krzywizny bananów itp.)Oczywiście że nie, bo nasi geniusze są wyciągani na zachód z w/wym powodów. > > Rząd federalny z trudem powstrzymuje napór dawców pieniędzy na wprowadzenie do programów nauczania kreacjonizmu. Swoją drogą nie mam pojęcia czego można uczyć (oprócz krytyki teorii ewolucji) w ramach takiego przedmiotu. Dostrzegasz w takim działaniu jakieś zalety?> A ty jakieś wady?Ja dostrzegam. Kreacjonista może próbować podważać ewolucjonizm w dowolnych dziedzinach nauki. Marnowanie czasu, energii, pieniędzy i talentu. Dowodów za ewolucją jest dostatecznie dużo. Poza tym tworzy się precedens do np. nauczania astrologii czy naginania przedmiotów pod światopogląd. > Trzeba zadać sobie pytanie skąd taki napór >dawców pieniędzy na wprowadzenie do programów nauczania kreacjonizmu> Doświadczenie uczy, że matołów pieniądze raczej się nie trzymają. Może kreacjoniści lepiej sobie radzą w życiu?Nie, po prostu reszty nie obchodzi aż tak jakaś tam teoria, bo nie są fanatykami. Czy fanatyzm jest przydatny czy nie zostawiam do osobistego rozstrzygnięcia.
|
|
| | | | |  | | crush | >>> Każdy ma prawo dawać pieniądze, natomiast już z decydowaniem o tym, na co mają zostać wydane, to może być różnie. >>Niby dlaczego? Uzasadnij. >W Polsce tak jest np. z religią. Dajesz pieniądze (w podatkach m.in.) na edukację, a ci wydają ją na jakieś bzdety.
To ma być uzasadnienie o które prosiłem? Jeśli tak, to kiepskie. Podatki płacą zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy nauczania religii w szkołach, płacą zwolennicy i przeciwnicy nauczania fizyki, matematyki, wf, plastyki itd. Chcesz się tak licytować? Tylko obniżenie podatków i zostawienie pieniędzy na edukację w rękach zainteresowanych może zlikwidować to błędne koło. Płacę za to za co chcę płacić - za lekcje baletu, szydełkowania i fizyki kwantowej. Moja (rodziców) decyzja, moja (rodziców) odpowiedzialność.
>Mówisz o Amerykanach czy imigrantach, którzy studiują na ich najlepszych uczelniach?
O wszystkich, którzy tam studiują.
>Policz Amerykanów na przykład na MIT.
Niby jak? No i po co?
>Sytuacja w USA jest taka: jak jesteś bogaty, idziesz do świetnej szkoły, w której nawet kamień czegoś nauczą.
Dobrzy są kurcze, bardzo dobrzy.
>Jak jesteś biedny, trafiasz do słabej szkoły publicznej i już na starcie masz przechlapane.
Czyli tak jak pisałem, co państwowe to kiepskie. Cieszę sie, że potwierdzasz.
>Dodajmy, że wyższe studia są b. drogie i trzeba się zatrudniać zawczasu w firmach. Jako student czy naukowiec, na zasadach takich, że co wymyślisz to jest firmy. Możliwe skutki napisałem poniżej.
A jak niby miałoby być? Zwykła wymiana - my ci pieniądze na studia ty nam swoje wynalazki.
>W USA wyraźnie też widać brak kształcenia ogólnego
Ja go póki co widzę w Polsce. Liczba np. maturzystów rośnie zaś poziom ich wiedzy ogólnej drastycznie maleje. W zasadzie przeciętny polski maturzysta legitymuje się umiejętnością jako takiego czytania i pisania. To już wiedza z autopsji.
>oraz manipulację firm uczelniami. Pamiętajmy, że jak ktoś się na czymś nie zna, to można nim w danej dziedzinie manipulować.
Może to brak wykształcenia ogólnego, ale nie rozumiem o co chodzi.Jaśniej proszę.
>Czy Patriot Act lub DMCA to powiększenie zakresu swobód obywatelskich?
Na ile się orientuję to DMCA wprowadził gensek Clinton i chyba jego miałeś na myśli pisząc >Reszta pozytywów była już wcześniej i nie jest wynikiem kilku ostatnich lat. Pozytyw to więc czy negatyw.
Nie wiem jak Pariot Act ogranicza swobody obywatelskie Amerykanów bardziej niż prawodawstwo unijne nasze swobody. Poproszę o przykłady.
>Wojna w Iraku i wzrost cen ropy wzrostem gospodarczym?
Co ma piernik do wiatraka? Wzrost to wzrost - cały świat głosuje nogami pchając się do USA.
>Inteligentny projekt czy zamarcie dziedzin humanistycznych rozwojem nauki?
Nic nie pisłem o rozwoju nauki, ale jeśli masz jakiś uniwersalny miernik to chętnie posłucham. Tylko proszę, bez danych statystycznych (ilości studentów, doktorantów, profesorów) - jestem dziwnie przekonany, że w tej kwestii ilość absolutnie nie przechodzi w jakość.
>Oczywiście że nie, bo nasi geniusze są wyciągani na zachód z w/wym powodów.
Jakie są te "w/wym powody"? Patriot Act i wojna w Iraku? Jaśniej proszę.
> Kreacjonista może próbować podważać ewolucjonizm w dowolnych dziedzinach nauki.
I co z tego? Jego prawo.
>Marnowanie czasu, energii, pieniędzy i talentu. Dowodów za ewolucją jest dostatecznie dużo.
Nie twojego czasu, nie twoich pieniędzy i nie twojego talentu. To moje podstawowe założenie - daję pieniądze tylko na moją edukację i moich dzieci.
>Poza tym tworzy się precedens do np. nauczania astrologii czy naginania przedmiotów pod światopogląd.
Przy moim powyższym założeniu jest bez znaczenia. A kursy astrologii i tak mają niezłe wzięcie mimo, że sporo kosztują.
>Nie, po prostu reszty nie obchodzi aż tak jakaś tam teoria, bo nie są fanatykami. >Czy fanatyzm jest przydatny czy nie zostawiam do osobistego rozstrzygnięcia.
Fanatyków niestety nie brakuje. Są fanatyczni ewolucjoniści i fanatyczni kreacjoniści. Fanatyczni piwosze i fanatyczni zwolennicy "Balsamu pomorskiego". Jaki to ma związek z dyskusją o nauczaniu religii w szkole czy szerzej biorąc o modelu edukacji?
Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > Podatki płacą zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy nauczania religii w szkołach, płacą zwolennicy i przeciwnicy nauczania fizyki, matematyki, wf, plastyki itd. Chcesz się tak licytować?Wartość naukowa lekcji religii w obecnym kształcie jest nieduża. Plastyki być może też - sprowadza się ona często albo do "bazgrania", "leżenia bykiem" lub historii sztuki w najlepszym razie. Jeśli jest poprawnie prowadzona, może rozbudzić kreatywność. Wf ma pewien istotny cel - poprawę sprawności fizycznej i w efekcie zdrowia. Głównie chodzi o wyrobienie pewnych nawyków. (co z reguły się nie udaje) > Tylko obniżenie podatków i zostawienie pieniędzy na edukację w rękach zainteresowanych może zlikwidować to błędne koło.Nie do końca o tym myślałem. Ciekawym rozwiązaniem było by prowadzenie list "kto na co chce płacić". Taka demokracja do kwadratu. Tylko mogło by się okazać, że nie stać nas na biblioteki. Tego typu strategie promują krótkoterminowe rozpatrywanie problemów. Przecież większość wybierze to, co jest im w danej chwili przydatne, nie zważając na możliwe konsekwencje za 5-10 lat. > Płacę za to za co chcę płacić - za lekcje baletu, szydełkowania i fizyki kwantowej. Moja (rodziców) decyzja, moja (rodziców) odpowiedzialność.Tak jest, ale nie koniecznie wydajesz je w optymalny sposób. Są ludzie, którzy się na tym lepiej znają. Niestety, w Polsce nie na tych stanowiskach, na których być powinni, aby byli użyteczni. Dodajmy - żeby płacić, trzeba mieć z czego. > >Sytuacja w USA jest taka: jak jesteś bogaty, idziesz do świetnej szkoły, w której nawet kamień czegoś nauczą.> Dobrzy są kurcze, bardzo dobrzy.Hiperbola. U nas też są tacy pedagodzy, z reguły natchnieni, bo za te zarobki... I to niekoniecznie na prywatnych uczelniach o dziwo. Jakieś wytłumaczenie tej różnicy? > >Dodajmy, że wyższe studia są b. drogie i trzeba się zatrudniać zawczasu w firmach. Jako student czy naukowiec, na zasadach takich, że co wymyślisz to jest firmy. Możliwe skutki napisałem poniżej.> A jak niby miałoby być? Zwykła wymiana - my ci pieniądze na studia ty nam swoje wynalazki.Żeby to było takie proste. Szczerze mówiąc, zaręczasz im swoją głową, ręką i nogą, że się wypłacisz (w wynalazkach). Jeśli ci się nie uda, zostajesz na bruku. Do tego w Polsce nie ma na tylu potężnych firm. > >W USA wyraźnie też widać brak kształcenia ogólnego> Ja go póki co widzę w Polsce. Liczba np. maturzystów rośnie zaś poziom ich wiedzy ogólnej drastycznie maleje.Szczerze mówiąc, tu się zgodzę, ale to jest efekt pewnych niezbyt udanych reform. Tzn. dodania przejściowego więzienia dla nastolatków, czyli gimnazjum. Z autopsji: jeden rok zmarnowany. A przydał by się w liceum. > W zasadzie przeciętny polski maturzysta legitymuje się umiejętnością jako takiego czytania i pisania. To już wiedza z autopsji.Jeśli mówisz o języku polskim, to tu się z tobą nie zgodzę. Testy tzw. czytania ze zrozumieniem to głównie testy na: - inteligencję (albo się ma, albo nie) - zarytą wiedzę (10-20% pytań) - znajomość metod ścisłej analizy tekstu (czasem bez tego nie idzie, chłopski rozum nie wystarcza) Dodam, że nasze wykształcenie ogólne i tak prezentuje całkiem przyzwoity poziom mimo braków finansowych. (chociaż samymi pieniędzmi się problemów tego typu nie rozwiąże - przykład z jakże lubianych Stanów) Największym problemem jest słabe przygotowanie nowej kadry nauczycielskiej... Pewnie dlatego, że zawód jest uznawany za nie mający perspektyw, a to z powodu niewysokich płac. > >Czy Patriot Act lub DMCA to powiększenie zakresu swobód obywatelskich?> Na ile się orientuję to DMCA wprowadził gensek Clinton i chyba jego miałeś na myśli pisząc >Reszta pozytywów była już wcześniej i nie jest wynikiem kilku ostatnich lat.> Pozytyw to więc czy negatyw.Nie, myślałem o wcześniejszym okresie. Amerykanie najwięcej zyskali na początku XX wieku na zmianie systemu produkcji fabrycznej (np. związki zawodowe) > Nie wiem jak Pariot Act ogranicza swobody obywatelskie Amerykanów bardziej niż prawodawstwo unijne nasze swobody. Poproszę o przykłady.Patriot Act ogranicza m.in. możliwość poruszania się po kraju imigrantom i zezwala na przeszukanie dowolnego mieszkania, jeśli jest podejrzenie współpracy z organizacjami skrajnymi. Nie musi być nakazu. > >Wojna w Iraku i wzrost cen ropy wzrostem gospodarczym?> Co ma piernik do wiatraka? Wzrost to wzrost - cały świat głosuje nogami pchając się do USA.Hmm... cały świat? To że ich kultura dominuje nie znaczy, że wszyscy chcą mieć USA z jego problemami u siebie. Za kilkanaście lat zobaczymy, co z nich wyniknie. Zapowiadają się "ciekawe czasy". > >Inteligentny projekt czy zamarcie dziedzin humanistycznych rozwojem nauki?> Nic nie pisłem o rozwoju nauki, ale jeśli masz jakiś uniwersalny miernik to chętnie posłucham.Nie ma i pewnie dobrze o tym wiesz, ale czytałem gdzieś (pamięć zawodzi co do źródeł), że spada liczba chętnych na przedmioty humanistyczne i czysto techniczne, natomiast rośnie liczba chętnych na marketing. > Tylko proszę, bez danych statystycznych (ilości studentów, doktorantów, profesorów) - jestem dziwnie przekonany, że w tej kwestii ilość absolutnie nie przechodzi w jakość.Nie? Ale przechodzi w ilość naukowców.  Zasada taka: ilość naukowców dobrych jest wprost proporcjonalna do ilości naukowców w ogóle. Chińczycy (znowu oni) niech posłużą za przykład - mają naprawdę dużo świetnych naukowców, jednak ze słabym zapleczem. W USA/Europie/Japonii rozwijają skrzydła. > >Oczywiście że nie, bo nasi geniusze są wyciągani na zachód z w/wym powodów.> Jakie są te "w/wym powody"? Patriot Act i wojna w Iraku? Jaśniej proszę.Chodziło mi o twój tekst dot. polityki w Polsce. Zacytowałem go celowo. > > Kreacjonista może próbować podważać ewolucjonizm w dowolnych dziedzinach nauki.> I co z tego? Jego prawo.> >Marnowanie czasu, energii, pieniędzy i talentu. Dowodów za ewolucją jest dostatecznie dużo.> Nie twojego czasu, nie twoich pieniędzy i nie tw
|
|
| | | | | | |  | | crush | > Tylko mogło by się okazać, że nie stać nas na biblioteki.
Widocznie nie byłyby potrzebne.
>Tego typu strategie promują krótkoterminowe rozpatrywanie problemów. Przecież większość wybierze to, co jest im w danej chwili przydatne, nie zważając na możliwe konsekwencje za 5-10 lat.
Nieprawda. Krotkoterminowo myślą plitycy i urzędnicy, którym dano 4 lata (kadencja) bezkarnego żniwowania w kieszeniach podatników. Normalny człowiek planuje na całe życie.
>> Moja (rodziców) decyzja, moja (rodziców) odpowiedzialność. >Tak jest, ale nie koniecznie wydajesz je w optymalny sposób. Są ludzie, którzy się na tym lepiej znają. Niestety, w Polsce nie na tych stanowiskach, na których być powinni, aby byli użyteczni.
Nie rozśmieszaj mnie bo mam wargi popękane. Co to za ludzie, którzy lepiej wiedzą jak wydać moje pieniądze? Chciałbym wiedzieć żeby trzymać się od nich z daleka. Ja natomiast chętnie zaopiekuję się Twoją kasą.
>Dodajmy - żeby płacić, trzeba mieć z czego.
Zmniejszmy podatki - będzie z czego płacić.
>Hiperbola. U nas też są tacy pedagodzy, z reguły natchnieni, bo za te zarobki... I to niekoniecznie na prywatnych uczelniach o dziwo. Jakieś wytłumaczenie tej różnicy?
Gdzie napisałem, że dobrzy nauczyciele są w prywatnych szkołach?
>>A jak niby miałoby być? Zwykła wymiana - my ci pieniądze na studia ty nam swoje wynalazki. >Żeby to było takie proste. Szczerze mówiąc, zaręczasz im swoją głową, ręką i nogą, że się wypłacisz (w wynalazkach). Jeśli ci się nie uda, zostajesz na bruku.
Że niby zwalniają kiepskiego pracownika? A co mają zrobić - trzymać obiboka? Zlituj się...
>>Nie wiem jak Pariot Act ogranicza swobody obywatelskie Amerykanów bardziej niż prawodawstwo unijne nasze swobody. Poproszę o przykłady.
>Patriot Act ogranicza m.in. możliwość poruszania się po kraju imigrantom
Czyli ma na celu strzec bezpieczeństwa obywateli automatycznie zapewnijąc im wiekszą swobodę działania.
Reszta twojego tekstu bez znaczenia dla tego wątku.
|
|
| | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | >Normalny człowiek planuje na całe życie. Ale swoje życie i zmienia te plany zależnie od własnych potrzeb. Problem taki, że z wypadkowej potrzeb wszystkich obywateli może wyjść coś bardzo nieszczególnego - sytuacja, gdzie wszędzie trochę brakuje. Taki kompromis. Poza tym tak kierowana gospodarka powoli reagowałaby na zmiany na świecie.
>>> Moja (rodziców) decyzja, moja (rodziców) odpowiedzialność. >>Tak jest, ale nie koniecznie wydajesz je w optymalny sposób. Są ludzie, którzy się na tym lepiej znają. Niestety, w Polsce nie na tych stanowiskach, na których być powinni, aby byli użyteczni. >Nie rozśmieszaj mnie bo mam wargi popękane. Co to za ludzie, którzy lepiej wiedzą jak wydać moje pieniądze? Trochę nie przemyślałem tego zdania. Nie o to mi dokładnie chodziło. Są ludzie, którzy widzą długofalowe skutki decyzji na gospodarkę kraju. Załóżmy hipotetyczną sytuację, że podatki są za niskie i nie starcza na opłaty na służbę zdrowia, a większość chce państwowej ochrony zdrowia i jednocześnie niskich podatków - te rzeczy się wzajemnie wykluczają. Co więc robisz?
Zresztą, jak zabezpieczysz ten system przed kradzieżami takimi, jak są obecnie? Zautomatyzujesz?
>>Dodajmy - żeby płacić, trzeba mieć z czego. >Zmniejszmy podatki - będzie z czego płacić. Paradoksalne, ale być może prawdziwe. Zobaczymy. Ekonomiści mają różne, sprzeczne opinie na ten temat.
>>Hiperbola. U nas też są tacy pedagodzy, z reguły natchnieni, bo za te zarobki... I to niekoniecznie na prywatnych uczelniach o dziwo. Jakieś wytłumaczenie tej różnicy? >Gdzie napisałem, że dobrzy nauczyciele są w prywatnych szkołach? Chciałem naświetlić problem. U nas lepsi nauczyciele są z reguły na uczelniach państwowych. (sądząc po wynikach) Jest oczywiście kilka wyjątków. Jakie są tego przyczyny? Czyżby szkolnictwo publiczne cieszyło się u nas większym prestiżem? A może ludzi nie stać na prywatne po prostu?
>>>A jak niby miałoby być? Zwykła wymiana - my ci pieniądze na studia ty nam swoje wynalazki. >>Żeby to było takie proste. Szczerze mówiąc, zaręczasz im swoją głową, ręką i nogą, że się wypłacisz (w wynalazkach). Jeśli ci się nie uda, zostajesz na bruku. >Że niby zwalniają kiepskiego pracownika? A co mają zrobić - trzymać obiboka? Zlituj się... "Masz pracować nad tym i tym, a jak nie wymyślisz nic dającego się sprzedać, to żegnamy ze studiów." To jest taka typowa umowa. Zauważ, że od razu nauki humanistyczne dostają w łeb, bo większości tam wymyślonych rzeczy nie da się sprzedać. Czyli są one automatycznie niedofinansowane.
>>>Nie wiem jak Pariot Act ogranicza swobody obywatelskie Amerykanów bardziej niż prawodawstwo unijne nasze swobody. Poproszę o przykłady. >>Patriot Act ogranicza m.in. możliwość poruszania się po kraju imigrantom >Czyli ma na celu strzec bezpieczeństwa obywateli automatycznie zapewnijąc im wiekszą swobodę działania. Chodzi też o legalnych imigrantów, którzy dostali zezwolenia lub są obywatelami pochodzenia np. arabskiego czy koreańskiego.
Zresztą nie wypowiedziałeś się na temat przeszukiwania oraz inwigilacji stowarzyszeń, które dotyczą wszystkich.
Ten dokument, po rozbudowie, może wprowadzać w życie państwo policyjne.
|
|
| | | | | | | | |  | | crush | >>Normalny człowiek planuje na całe życie. >Ale swoje życie i zmienia te plany zależnie od własnych potrzeb. >Problem taki, że z wypadkowej potrzeb wszystkich obywateli może wyjść coś bardzo nieszczególnego - sytuacja, gdzie wszędzie trochę brakuje. Taki kompromis. >Poza tym tak kierowana gospodarka powoli reagowałaby na zmiany na świecie.
Nie rozumiem o co Ci chodzi, po prostu nie rozumiem. Jeśli możesz napisz prościej.
>Załóżmy hipotetyczną sytuację, że podatki są za niskie i nie starcza na opłaty na służbę zdrowia, a większość chce państwowej ochrony zdrowia i jednocześnie niskich podatków - te rzeczy się wzajemnie wykluczają. Co więc robisz?
Teraz podatki są wysokie i nie wystarcza na służbę zdrowia. Jak będą niskie i też nie wystarczy to przynajmniej więcej gotówki zostanie mi kieszeni na łapówki dla lekarzy (wężykiem!!!)
>Zresztą, jak zabezpieczysz ten system przed kradzieżami takimi, jak są obecnie? Zautomatyzujesz?
O jaki system chodzi, o jakie kradzieże? Jeśli w systemie nie ma pieniędzy to nie ma co ukraść.
>>>Dodajmy - żeby płacić, trzeba mieć z czego. >>Zmniejszmy podatki - będzie z czego płacić. >Paradoksalne, ale być może prawdziwe. Zobaczymy. Ekonomiści mają różne, sprzeczne opinie na ten temat.
Ekonomiści mają sprzeczne opinie na każdy temat.
>U nas lepsi nauczyciele są z reguły na uczelniach państwowych. (sądząc po wynikach) >Jest oczywiście kilka wyjątków. Jakie są tego przyczyny?
Nie wiem. Czy twierdziłem, że tak nie jest? Przyczyn może być wiele.
>Czyżby szkolnictwo publiczne cieszyło się u nas większym prestiżem? A może ludzi nie stać na prywatne po prostu?
Ależ stać. Nie znam dokładnych danych, ale wydaje mi się że aktulnie większość studiujących płaci za naukę (także na państwowych uczelniach)
>>>>A jak niby miałoby być? Zwykła wymiana - my ci pieniądze na studia ty nam swoje wynalazki.
>"Masz pracować nad tym i tym, a jak nie wymyślisz nic dającego się sprzedać, to żegnamy ze studiów." >To jest taka typowa umowa.
Prawidłowo.
>Zauważ, że od razu nauki humanistyczne dostają w łeb, bo większości tam wymyślonych rzeczy nie da się sprzedać. Czyli są one automatycznie niedofinansowane.
Widocznie nie są potrzebne.
>>>>Nie wiem jak Pariot Act ogranicza swobody obywatelskie Amerykanów bardziej niż prawodawstwo unijne nasze swobody. Poproszę o przykłady.
>Chodzi też o legalnych imigrantów, którzy dostali zezwolenia lub są obywatelami pochodzenia np. arabskiego czy koreańskiego. >Zresztą nie wypowiedziałeś się na temat przeszukiwania oraz inwigilacji stowarzyszeń, które dotyczą wszystkich. >Ten dokument, po rozbudowie, może wprowadzać w życie państwo policyjne.
Imigrant to zawsze imigrant a nie obywatel. Właśnie działania zapewniające maksimum bezpieczeństwa obywatelowi gwarantują mu swobodne i bezpieczne życie. Jeśli to nazywasz państwem policyjnym to jestem za. Żarcie i bezpieczeństow to podstawowe potrzeby człowieka. Jeśli nie jesteś bezpieczny i boisz się wyjść na ulicę bo czeka tam na ciebie zbir albo terrorysta, którego albo wcale nie aresztują albo wypuszczą po 2 godzinach za znikomą społeczną szkodliwość czynu, to po diabła Ci Twoje swobody obywatelskie? One nie istnieją. Ty już praktycznie nie istniejesz.
|
|
| | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | Ehh, zapomniałem o przecięciu odpowiedzi, a teraz nie mam jej w buforze. Duża szkoda. Odpowiem na resztę później.
|
|
| | | |  | | placownik |
> >zaczęliśmy się przesuwać w prawą (nomen omen) stronę klawiatury.> A niby w jaką miałbym się przesuwać ? W lewą ? Gdybyś zaczął nieco niżej, to taki wariant byłby możliwy. Co do reszty, to świetnie wyręczył mnie AstralStorm. Ja dodam cytat z Przekroju www.przekr(*)Itemid=49&limit=1&limitstart=0Jeszcze w latach 70. w Stanach Zjednoczonych uczelnie opuszczało więcej inżynierów niż w Europie, dziś to Europejczycy kształcą ich o połowę więcej. Od kilku lat spada także liczba doktoratów, zwłaszcza z nauk technicznych. Według The National Center for Education Statistics jeszcze w 1970 roku amerykańskie uniwersytety kształciły co drugiego naukowca z tytułem doktora na świecie. W 2010 tylko co siódmy zdobędzie tytuł na uczelni w Stanach Zjednoczonych. Cały artykuł wart jest przeczytania. Myślę, że może Ci pomóc w rozwianiu wielu wątpliwości i pozbyciu się wielu złudzeń. > Doświadczenie uczy, że matołów pieniądze raczej się nie trzymają. Może kreacjoniści lepiej sobie radzą w życiu? Pokaż mi szkołę pod dowolną szerokością geograficzną, która uczy radzenia sobie w życiu. To raczej domena Rodziców, ulicy i na koniec pomocy społecznej. Przy czym ta ostatnia, pomimo najlepszych (w porównaniu z pierwszymi dwoma) intencji, radzi sobie z tym zadaniem najgorzej. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | |  | | crush | > Co do reszty, to świetnie wyręczył mnie AstralStorm.Oj, kiepsko wyręczył, kiepściutko. > Ja dodam cytat z Przekroju> www.przekr(*)Itemid=49&limit=1&limitstart=0> Cały artykuł wart jest przeczytania. Myślę, że może Ci pomóc w rozwianiu wielu wątpliwości i pozbyciu się wielu złudzeń.Artykuł przeczytałem. Niestety (chociaż należało się tego spodziewać) jest to typowy dla czasów "socjalizmu unijnego" produkcyjniak. Musi być : szybko - artykuł nie za długi, krótko - nie za trudny i przyjemnie - czytelnika należy dowartościować. I tak pojawia się teza, że Amerykanie są co prawda bogaci i żyje im się dostatnio (o czym większość czytających może tylko pomarzyć) ale za to wierzą, że stworzył ich Bóg i to na płaskiej ziemi. Na dodatek nie wiedzą gdzie leży Brzeczka Średnia. Wot duraki. U nas, w Jewropie, przecież wszyscy wiedzą, że świat powstał ... na mocy dekretu Komisji Europejskiej z dnia...nr...łamane przez... a wzorzec krzywizny kuli ziemskiej znajduje sie w Sevre pod Paryżem. Po co te statystyki ? Niech jest 2 inżynierów byle dobrych. Liczy się JAKOŚĆ i EFEKTY. Jednym słowem - żenada. > Pokaż mi szkołę pod dowolną szerokością geograficzną, która uczy radzenia sobie w życiu. To raczej domena Rodziców,Totalna zgoda. To właśnie RODZINA jest szkołą, która uczy radzenia sobie w życiu. Dlatego decyzje edukacyjne (co, gdzie, kiedy ) trzeba zostawić rodzicom. >ulicy Zła to nauka. >i na koniec pomocy społecznej. A to ciekawostka! Pomoc społeczna uczy radzenia sobie w życiu? Proszę o przykłady. > Przy czym ta ostatnia, pomimo najlepszych (w porównaniu z pierwszymi dwoma)Pomoc społeczna nie ma żadnych intencji!!!!! To instytucja pilnujących własnego interesu (stołków) i przejadająca przeznaczone na pomoc środki. > radzi sobie z tym zadaniem najgorzej.Tyz prowda! Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > Artykuł przeczytałem. Niestety (chociaż należało się tego spodziewać) jest to typowy dla czasów "socjalizmu unijnego" produkcyjniak.Typowy dla czasów masowej produkcji.  > Na dodatek nie wiedzą gdzie leży Brzeczka Średnia. Wot duraki.Afganistan jest nieco większy i głośno o nim było w TV, a mało kto pomyślał, aby spojrzeć do pierwszej z brzegu encyklopedii i się dowiedzieć. > Po co te statystyki ? Niech jest 2 inżynierów byle dobrych. Liczy się JAKOŚĆ i EFEKTY.2 inżynierów? Żartujesz, nawet tylu nie mają.  Jakość nie zastąpi ilości - jeden inżynier ma 2 ręce, parę oczu i 18h czasu pracy maksimum. Jednak nawet najlepszy inżynier nie wynajdzie nic ciekawego na sprzęcie z lat 70-tych. A takim często dysponują polskie uczelnie. (ostatnio trochę się poprawia dzięki datkom z UE) > Jednym słowem - żenada.Faktycznie, nie jest to zbyt dobry artykuł. Nie sili się nawet na obiektywizm. > > Pokaż mi szkołę pod dowolną szerokością geograficzną, która uczy radzenia sobie w życiu. To raczej domena Rodziców,> Totalna zgoda. To właśnie RODZINA jest szkołą, która uczy radzenia sobie w życiu. Dlatego decyzje edukacyjne (co, gdzie, kiedy ) trzeba zostawić rodzicom.Którzy często nic nie wiedzą o edukacji. A nawet jeśli, to nie mają czasu. (śmieszne, co?) Wyobrażasz sobie edukację seksualną w wykonaniu rodziców? Były badania prowadzone... > >ulicy> Zła to nauka.Często tak, czasem wręcz przeciwnie. > >i na koniec pomocy społecznej.> >Przy czym ta ostatnia, pomimo najlepszych (w porównaniu z pierwszymi dwoma)> Pomoc społeczna nie ma żadnych intencji!!!!!Ale ludzie ją tworzący (nie wykonujący) mają jakieś. I nie chodzi mi tylko o wygranie w wyborach, choć do tego się często sprowadza. > To instytucja pilnujących własnego interesu (stołków) i przejadająca przeznaczone na pomoc środki.Nie zawsze, nie wszędzie. W Polsce raczej tak, niestety. Nie lubię takiego czarno-białego myślenia. Poprawnie wprowadzona pomoc społeczna ma tylko pozytywne skutki... Choć to może być jak z socjalizmem, hehe.
|
|
| | | | | | |  | | crush | >Afganistan jest nieco większy i głośno o nim było w TV, a mało kto pomyślał, aby spojrzeć do pierwszej z brzegu encyklopedii i się dowiedzieć.
No bo po co? Wytłumacz mi po co?
>2 inżynierów? Żartujesz, nawet tylu nie mają.
Widocznie nie są im potrzebni. Prawo popytu i podaży.
>Jakość nie zastąpi ilości - jeden inżynier ma 2 ręce, parę oczu i 18h czasu pracy maksimum.
A do współpracy 1000 techników - tylko umiejętności się liczą, nie tytuł.
>Którzy często nic nie wiedzą o edukacji. A nawet jeśli, to nie mają czasu. (śmieszne, co?)
Podobnie jak dyrektorzy szkół z polityczno-koleśowego nadania. Też nic nie wiedzą o edukacji i kompletnie nie mają czasu. Jeszcze śmieszniejsze, co ? Tyle, że na niewiedzących rodziców nie trzeba zbierać podatków.
>Wyobrażasz sobie edukację seksualną w wykonaniu rodziców? Były badania prowadzone...
To w czyim wykonaniu edukacja seksulna jest lepsza ? Nauczycela/ki, który/a jako ojciec/matka nie potrafi seksualnie wyedukować swoich dzieci? A może praktyka w agencji towarzyskiej rozwiąże problem. Sam prowadziłem badania ...
>>Pomoc społeczna nie ma żadnych intencji!!!!! >Ale ludzie ją tworzący (nie wykonujący) mają jakieś. I nie chodzi mi tylko o wygranie w wyborach, choć do tego się często sprowadza.
O, święta naiwności!!
>>To instytucja pilnujących własnego interesu (stołków) i przejadająca przeznaczone na pomoc środki. >Nie zawsze, nie wszędzie. W Polsce raczej tak, niestety.
O, najświętsza naiwności !!! Zawsze i wszędzie pomoc społeczna dba o własny interes. Jeśli zabraknie podopiecznych to skończą się ciepłe posadki. Dlatego podopiecznych nie zabraknie nigdy - już pomoc społeczna o to zadba.
|
|
| | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > >Afganistan jest nieco większy i głośno o nim było w TV, a mało kto pomyślał, aby spojrzeć do pierwszej z brzegu encyklopedii i się dowiedzieć.> No bo po co? Wytłumacz mi po co?Tak, przeciętny Amerykanin ma w głębokim poważaniu co się dookoła niego dzieje. Słyszy, że w jakimś odległym kraju cudowne wojska amerykańskie robią porządek wśród Talibów i producentów opium. Pewnie musi to być gdzieś w Afryce... Spytaj się kilku, gdzie jest Irak. Tak, ta wiedza nie ma przełożenia na praktykę. Jednak całkowity brak obeznania we świecie zostawia otwarte pole do manipulacji. Mogą im na przykład wmówić, że np. USA leci niszczyć dyktaturę w Polsce. I ludzie to poprą. > A do współpracy 1000 techników - tylko umiejętności się liczą, nie tytuł.Jak najbardziej, ale w naszym śmiesznym społeczeństwie papier jest ważniejszy. Niestety. Jednak to wina naszych konserwatywnych firm. > Podobnie jak dyrektorzy szkół z polityczno-koleśowego nadania. Też nic nie wiedzą o edukacji i kompletnie nie mają czasu. Jeszcze śmieszniejsze, co ? Tyle, że na niewiedzących rodziców nie trzeba zbierać podatków.Tyle, że to nie dyrektorzy uczą, a nauczyciele. A ci bywają czasem kompetentni. Dyrektor powinien być specjalistą w zarządzaniu tym całym dobytkiem. Z reguły nie jest, a szkoły są w trudnej sytuacji finansowej... > To w czyim wykonaniu edukacja seksulna jest lepsza ?Moim zdaniem, po odpowiednim przeszkoleniu wielu by się do prowadzenia tego przedmiotu nadawało. Nie jestem specjalistą pedagogiem, ale czytam czasem opracowania. > Nauczycela/ki, który/a jako ojciec/matka nie potrafi seksualnie wyedukować swoich dzieci?"Nie ma czasu." To stara jak świat wymówka. Jak kogoś do tego nie przymusisz, to nikt nie będzie robił. Ogólna opinia jest taka, że edukacja seksualna nie jest potrzebna, albo że ksiądz się tym może zająć. (a jest on najmniej uprawniony do tego jako celibatariusz) Efekty widać czasem w postaci chorób przenoszonych drogą płciową, niechcianych ciąży czy rezpowszechnienia mitów. Na szczęście jest coraz lepiej (statystycznie). Ogólnie: jak ktoś tego nie zrobi, zrobi to za niego ulica, telewizja, etc. > A może praktyka w agencji towarzyskiej rozwiąże problem.Jak ją sobie wyobrażasz? Pomysł niezły, ale fanatyczni katolicy go storpedują. > >>Pomoc społeczna nie ma żadnych intencji!!!!!> >Ale ludzie ją tworzący (nie wykonujący) mają jakieś. I nie chodzi mi tylko o wygranie w wyborach, choć do tego się często sprowadza.> O, święta naiwności!!Fatalista się znalazł. Zawsze i wszędzie wszyscy na ciebie czychają ze złymi intencjami. Szczególnie ja. Zamierzam właśnie cię okraść, podpalić twój dom itp.  Szczerze mówiąc, nawet nie zamierzam ciebie do niczego przekonywać, a raczej rozważyć kilka problemów. > O, najświętsza naiwności !!! Zawsze i wszędzie pomoc społeczna dba o własny interes.Tak, w Szwecji, Niemczech, etc. Ciekawe, dlaczego obniżyli świadczenia u sąsiada zza Odry. Przecież pomoc społeczna na to nie pozwalała! > Jeśli zabraknie podopiecznych to skończą się ciepłe posadki. Dlatego podopiecznych nie zabraknie nigdy - już pomoc społeczna o to zadba.W jaki niby sposób? Trzymając ich dzieci w biedzie? Isnieją instytucje kontroli, które powinny działać sprawnie i nie dopuszczać do takich sytuacji. Inna sprawa, że jesteśmy w Polsce, gdzie egzekuja prawa nigdy nie była wysokich lotów.
|
|
| | | | | | | | |  | | crush |
> Tak, ta wiedza nie ma przełożenia na praktykę. Jednak całkowity brak obeznania we świecie zostawia otwarte pole do manipulacji.> Mogą im na przykład wmówić, że np. USA leci niszczyć dyktaturę w Polsce. I ludzie to poprą.A jak im jeszcze powiedzą, że Polska leży w Europie i dodadzą dokładne współrzędne to co -nie poprą? > w naszym śmiesznym społeczeństwie papier jest ważniejszy. Niestety. Jednak to wina naszych konserwatywnych firm.Nie to wina socjalistycznych biurokratów - czcicieli papierka z pieczątkami. > Tyle, że to nie dyrektorzy uczą, a nauczyciele. A ci bywają czasem kompetentni. Dyrektor powinien być specjalistą w zarządzaniu tym całym dobytkiem. Z reguły nie jest, a szkoły są w trudnej sytuacji finansowej...Nauczyciele nie uczą tylko wypełniają tony papierków, żeby zrobić tzw. awans zawodowy i dostać parę groszy więcej. A po co dobrze zarządzać? Przecież to nie jego pieniądze a pensyjka stała. Koledzy z powiatu krzywdy nie dadzą zrobić. > Efekty widać czasem w postaci chorób przenoszonych drogą płciową, niechcianych ciąży czy rezpowszechnienia mitów.> Na szczęście jest coraz lepiej (statystycznie).Lepiej niż kiedy? W starożytności? W średniowieczu? 100 lat temu? 50 lat temu? Jak oni te dzieci robili? Niewyedukowani tacy. > >A może praktyka w agencji towarzyskiej rozwiąże problem.> Jak ją sobie wyobrażasz? Pomysł niezły, ale fanatyczni katolicy go storpedują.Jak ja sobie wyobrażam? Przy takim poczuciu humoru w narodzie to ja sobie już nic nie wyobrażam. > Fatalista się znalazł. Zawsze i wszędzie wszyscy na ciebie czychają ze złymi intencjami. Szczególnie ja. Zamierzam właśnie cię okraść, podpalić twój dom itp.  Nie fatalista tylko człowiek doświadczony. Nie wiem ile masz lat - ja mam wystarczająco dużo żeby wiedzieć o czym mówię. > >O, najświętsza naiwności !!! Zawsze i wszędzie pomoc społeczna dba o własny interes.> Tak, w Szwecji, Niemczech, etc.> Ciekawe, dlaczego obniżyli świadczenia u sąsiada zza Odry.> Przecież pomoc społeczna na to nie pozwalała!Przecież nie oświadczenia tu chodzi, ale o tych co świadczą. Ich pensji pewnie nie obniżyli (nie mam wiedzy na ten temat) co potwierdzałoby moją tezę. > >Jeśli zabraknie podopiecznych to skończą się ciepłe posadki. Dlatego podopiecznych nie zabraknie nigdy - już pomoc społeczna o to zadba.> W jaki niby sposób? Trzymając ich dzieci w biedzie?Dokładnie tak. Przywiązanie do opieki społecznej w 90% przypadków jest dziedziczne (to wniosek z moich obserwacji w 60 tys. mieście). > Isnieją instytucje kontroli, które powinny działać sprawnie i nie dopuszczać do takich sytuacji. Inna sprawa, że jesteśmy w Polsce, gdzie egzekuja prawa nigdy nie była wysokich lotów.Jaki jest interes instytucji kontroli żeby nie dopuszczać do nadużyć - żaden. Nie tędy droga.
|
|
| | | | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > A jak im jeszcze powiedzą, że Polska leży w Europie i dodadzą dokładne współrzędne to co -nie poprą?Możliwe, Europa już się mieszkańcom USA z czymś kojarzy. > Nauczyciele nie uczą tylko wypełniają tony papierków, żeby zrobić tzw. awans zawodowy i dostać parę groszy więcej.Nie takie znów tony. > A po co dobrze zarządzać? Przecież to nie jego pieniądze a pensyjka stała. Koledzy z powiatu krzywdy nie dadzą zrobić.Dlatego piszę, że być powinien. Sugeruje to, że tak nie jest. > >Efekty widać czasem w postaci chorób przenoszonych drogą płciową, niechcianych ciąży czy rezpowszechnienia mitów.> >Na szczęście jest coraz lepiej (statystycznie).> Lepiej niż kiedy? W starożytności? W średniowieczu? 100 lat temu? 50 lat temu?Niż 10 lat temu, niż wiek temu też. > Jak oni te dzieci robili? Niewyedukowani tacy.Robili ich dużo i powszechnie łapali kiłę, rzeżączkę czy innego trypra. > >Fatalista się znalazł. Zawsze i wszędzie wszyscy na ciebie czychają ze złymi intencjami. Szczególnie ja. Zamierzam właśnie cię okraść, podpalić twój dom itp.  > Nie fatalista tylko człowiek doświadczony. Nie wiem ile masz lat - ja mam wystarczająco dużo żeby wiedzieć o czym mówię.Dosyć, ale po prostu twierdzę, że sytuację pomocy społecznej da się poprawić jej nie likwidując. > >>Jeśli zabraknie podopiecznych to skończą się ciepłe posadki. >Dlatego podopiecznych nie zabraknie nigdy - już pomoc społeczna o to zadba.> >W jaki niby sposób? Trzymając ich dzieci w biedzie?> Dokładnie tak. Przywiązanie do opieki społecznej w 90% przypadków jest dziedziczne (to wniosek z moich obserwacji w 60 tys. mieście).Jest dziedziczne, ponieważ pomoc społeczna jest niewystarczająca i/lub otrzymujący ją marnują. Mówimy o zasiłku dla bezrobotnych niższym niż połowa średniego zarobku, a do tego często niewypłacanym. (z różnych powodów) Wysokość zasiłków ustala oczywiście rząd w ramach polityki finansowej. > >Isnieją instytucje kontroli, które powinny działać sprawnie i nie dopuszczać do takich sytuacji. Inna sprawa, że jesteśmy w Polsce, gdzie egzekuja prawa nigdy nie była wysokich lotów.> Jaki jest interes instytucji kontroli żeby nie dopuszczać do nadużyć - żaden. Nie tędy droga.1) Za to im płacą. 2) Jak nie wypełniają obowiązków, powinni być zwalniani. 3) W Polsce niestety panowie kumotrowie na górze tylko najwyżej zmienią stanowisko.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | crush | >>Nauczyciele nie uczą tylko wypełniają tony papierków, żeby zrobić tzw. awans zawodowy i dostać parę groszy więcej. >Nie takie znów tony.
Niech będą kilogramy. Do tego mnóstwo bzdurnych kursów (płatnych) i tzw. studiów podyplomowych (płatnych).
>>Jak oni te dzieci robili? Niewyedukowani tacy. >Robili ich dużo i powszechnie łapali kiłę, rzeżączkę czy innego trypra.
Czyli tu nie o edukację seksualną chodzi a o higienę po prostu.
>>Nie fatalista tylko człowiek doświadczony. Nie wiem ile masz lat - ja mam wystarczająco dużo żeby wiedzieć o czym mówię. >Dosyć, ale po prostu twierdzę, że sytuację pomocy społecznej da się poprawić jej nie likwidując.
Twoje prawo. Ja jestem innego zdania - instytucję, pokreślam - INSTYTUCJĘ, pomocy społecznej w obecnej postaci należy zlikwidować, a przynajmniej zdecydowanie ograniczyć.
>Jest dziedziczne, ponieważ pomoc społeczna jest niewystarczająca i/lub otrzymujący ją marnują. Mówimy o zasiłku dla bezrobotnych niższym niż połowa średniego zarobku, a do tego często niewypłacanym. >(z różnych powodów) >Wysokość zasiłków ustala oczywiście rząd w ramach polityki finansowej.
Zwiększenie zasiłków (wszelkich) spowoduje lawinowy wzrost klientów pomocy społecznej.
>>Jaki jest interes instytucji kontroli żeby nie dopuszczać do nadużyć - żaden. Nie tędy droga. >1) Za to im płacą. >2) Jak nie wypełniają obowiązków, powinni być zwalniani. >3) W Polsce niestety panowie kumotrowie na górze tylko najwyżej zmienią stanowisko. >
Dziwi mnie, że z prawidłowych obserwcji(>W Polsce niestety panowie kumotrowie na górze tylko najwyżej zmienią stanowisko.) wyciągasz błędne wnioski. Należy ograniczyć do minimum ilość klasy politycznej i zakres jej kompetencji a gros problemów zniknie. To proste - jak nie będzie budzetowej kasy do podziału to nie będzie co zdefraudować. Władza w ręce ludu !!!
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | >>>Nauczyciele nie uczą tylko wypełniają tony papierków, żeby zrobić tzw. awans zawodowy i dostać parę groszy więcej. >>Nie takie znów tony. >Niech będą kilogramy. Do tego mnóstwo bzdurnych kursów (płatnych) i tzw. studiów podyplomowych (płatnych). Kształcić i tak się trzeba. Dobre byłoby wprowadzenie punktów, tak jak dotyczy to lekarzy.
Z innej beczki: Do pracy kasjera nie jest potrzebne wyższe wykształcenie, trzy języki itp. a jednak firmy wymagają. Głupota. Miejsc pracy jest i tak mało i w efekcie najlepsi trafią na te stanowiska. Działa tu też jednak zasada: nie zatrudniamy ludzi mądrzejszych od szefa.
>>>Jak oni te dzieci robili? Niewyedukowani tacy. >>Robili ich dużo i powszechnie łapali kiłę, rzeżączkę czy innego trypra. >Czyli tu nie o edukację seksualną chodzi a o higienę po prostu. Która jest składnikiem edukacji seksualnej. Inna rzecz to nauczanie odpowiedzialności, z którą bywa często kiepsko.
>>>Nie fatalista tylko człowiek doświadczony. Nie wiem ile masz lat - ja mam wystarczająco dużo żeby wiedzieć o czym mówię. >>Dosyć, ale po prostu twierdzę, że sytuację pomocy społecznej da się poprawić jej nie likwidując. >Twoje prawo. Ja jestem innego zdania - instytucję, pokreślam - INSTYTUCJĘ, pomocy społecznej w obecnej postaci należy zlikwidować, a przynajmniej zdecydowanie ograniczyć. Tak jest. Nie fundusze, ale ilość ludzi nią zarządzających. >Zwiększenie zasiłków (wszelkich) spowoduje lawinowy wzrost klientów pomocy społecznej. Ograniczenie jednak nie poprawi sytuacji. Ogólnie zasiłek powinien pozwalać na życie na poziomie minimalnym i nic więcej. Obecnie nie wystarcza. Jedyna szansa to wylanie z pracy części tymi pieniędzmi zarządzających i uważne monitorowanie obsługi zasiłków, aby uniknąć oszustw.
>>Dziwi mnie, że z prawidłowych obserwcji(>W Polsce niestety panowie kumotrowie na górze tylko najwyżej zmienią stanowisko.) > wyciągasz błędne wnioski. Należy ograniczyć do minimum ilość klasy politycznej i zakres jej kompetencji a gros problemów zniknie. To proste - jak nie będzie budzetowej kasy do podziału >to nie będzie co zdefraudować. Władza w ręce ludu !!! Prosto wygląda na papierze. Zauważ, że to politycy muszą taką decyzję zaaprobować... A rewolucja też nie jest rozwiązaniem, bo znajdzie się co najwyżej nowa kasta polityków. Jedynie zmiana sposobu myślenia, globalna, może pomóc. To potrwa, bardzo długo, albo wcale nie dojdzie do skutku.
Oddanie władzy w ręce ludzi to np. szersze stosowanie referendów w newralgicznych kwestiach, czy głosowanie na kandydatów do sejmu, a nie partie. (maks. 460 głosów) Obecnie jest tak, że dana partia do sejmu wsadzi "samych swoich", a nie tych, których ludzie uznają za najlepszych do reprezentowania ich. Może też zmniejszyć Sejm nieco, kto wie... Inny projekt - możliwość zawetowania ustawy przez grupę np. 100 tys. osób. na zasadach podobnych do weta prezydenckiego. (ustawa wraca do Sejmu z podwyższonym progiem przyjęcia)
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | crush | >Kształcić i tak się trzeba. Dobre byłoby wprowadzenie punktów, tak jak dotyczy to lekarzy.
Oczywiście!!! Tyle, że nauczyciel "robiący awans" musi się wykazać papierkami a nie wiedzą.
>Z innej beczki: >Do pracy kasjera nie jest potrzebne wyższe wykształcenie, trzy języki itp. a jednak firmy wymagają. Głupota. Miejsc pracy jest i tak mało i w efekcie najlepsi trafią na te stanowiska. Działa tu też jednak zasada: nie zatrudniamy ludzi mądrzejszych od szefa.
To jeszcze z innej: Poszukiwaliśmy w firmie pracowników z podstawowymi umiejetnościami biurowym (trochę komputera, arytmetyka, sklecenie prostego pisemka) - żadnych warunków co do wykształcenia i języków. Zgłosiło się 80 osób. Większość magistrów uczelni ekonomicznych. Zrobiliśmy prosty test - jedno zadanie arytmetyczne ( 4 klasa podstawówki) + napisanie na kompie 2 pism (powinno być 5 linijek tekstu) na zadany temat. Nikt nie zaliczył testu. 90% osób nie próbowało nawet rozwiązać zadania arytmetycznego. Pisma roiły się od błędów ortograficznych i merytorycznych. Nie dyplom się liczy, ale umiejętności.
>>Czyli tu nie o edukację seksualną chodzi a o higienę po prostu. >Która jest składnikiem edukacji seksualnej.
Pierwsze słyszę. Higiena to higiena, można ją uczyć i w ramach WF.
> Inna rzecz to nauczanie odpowiedzialności, z którą bywa często kiepsko.
W tej materii szkoła nie zastąpi rodziny.
>>Zwiększenie zasiłków (wszelkich) spowoduje lawinowy wzrost klientów pomocy społecznej. >Ograniczenie jednak nie poprawi sytuacji. Ogólnie zasiłek powinien pozwalać na życie na poziomie minimalnym i nic więcej. Obecnie nie wystarcza. Jedyna szansa to wylanie z pracy części tymi pieniędzmi zarządzających i uważne monitorowanie obsługi zasiłków, aby uniknąć oszustw.
Naiwność, swięta naiwność !!!
Wybacz, ale wątku politycznego nie będę kontynuował. Nie po to tutaj wdepnąłem.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | placownik | Po raz kolejny potwierdza się stara prawda, że z każdego tekstu, nawet jednozdaniowego, każdy może wyczytać, co tylko chce. Ty z "przekrojowego" tekstu wyczytałeś, że USA to kraj kreacjonistów zaludniających płaską Ziemię i uznałeś go za tendencyjny. Mnie poruszyło pytanie : Dlaczego szerząca się wśród amerykańskiego społeczeństwa ignorancja w zakresie podstawowej wiedzy o świecie musi niepokoić?. Odpowiedź w tekście, tyle że pod koniec. Wolisz jednak pozostać przy swoich złudzeniach, co do poziomu amerykańskiej edukacji (i chyba nie tylko edukacji) to trudno. Twoje dobre prawo. Ale po co umacniać się w swoich przekonaniach przez takie komentarze : >Musi być : szybko - artykuł nie za długi, krótko - nie za trudny i przyjemnie - czytelnika należy dowartościować. Chcesz trochę trudniej? Proszę. nces.ed.gov/pubs2005/2005117.pdf Tekst może niezbyt długi, a najwyraźniej długie uznajesz za bardziej miarodajne, ale niestety Amerykanie nie przepadają za wodolejstwem. Poziom praktycznych umiejętności czytania, pisania i liczenia populacji w wieku 16-65 lat nie świadczy o poziomie edukacji? Niech będzie, że nie świadczy. W takim razie proponuję jeszcze krótszą lekturę : nces.ed.go(*)htsFigures.asp?figure=2&quest= Wnioski? Optymistyczne. Amerykanie nie podzielają Twoich złudzeń. A Ty, jeśli chcesz nadal wierzyć, że Meksykanie forsują z narażeniem życia amerykańską granicę powodowani pędem do wiedzy, jaką mogą zdobyć w amerykańskich szkołach, to będziesz wierzył. Wiara jest odporna na fakty. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | |  | | crush | > Mnie poruszyło pytanie : Dlaczego szerząca się wśród amerykańskiego społeczeństwa ignorancja w zakresie podstawowej wiedzy o świecie musi niepokoić?. Odpowiedź w tekście, tyle że pod koniec.Artykuł przeczytałem do końca. Odpowiedź jaką dają tam na zacytowne pytanie jest fałszywa i nie znajduje uzasadnienia w jego treści. Są przykłady ignoracji ( antybiotyki zabijają wirusy), innych poglądów na powstanie życia na ziemi ale nie głupoty. Głupotą jest płacić 50% zarobków ZUS-owi żeby dostać głodową emeryturę. Nie znalazłem też przykładów braku odpowiedzialności Podtrzymuję swoje zdanie - bzdurny tekst, bzdurne wnioski. > Wolisz jednak pozostać przy swoich złudzeniach, co do poziomu amerykańskiej edukacji (i chyba nie tylko edukacji) to trudno. Twoje dobre prawo.Nie mam żadnych złudzeń co do poziomu amerykańskiej edukacji bo jej nie znam. Napisałem to parę postów wyżej. Za to bardzo dobrze znam nasz system oświaty i wiem jedno - gorzej być już nie może. > Chcesz trochę trudniej? Proszę.> nces.ed.gov/pubs2005/2005117.pdf> Tekst może niezbyt długi, a najwyraźniej długie uznajesz za bardziej miarodajne, ale niestety Amerykanie nie przepadają za wodolejstwem.> Poziom praktycznych umiejętności czytania, pisania i liczenia populacji w wieku 16-65 lat nie świadczy o poziomie edukacji?A gdzie w tym tekście jest mowa o poziomie praktycznych umiejętności czytania, pisania i liczenia ? Tam są tylko wyniki testów ! O czym one świadczą ? O umiejętności rozwiązywania testów. Co Ty, do szkoły nie chodziłeś? Jaka jest zależność pomiędzy wynikami testów a szczęśliwym życiem? Żadna. Tego się nie da zmierzyć. Dlaczego tak fetyszyzujesz cyferki, wykresy i tabele? > Niech będzie, że nie świadczy. W takim razie proponuję jeszcze krótszą lekturę :> nces.ed.go(*)htsFigures.asp?figure=2&quest=> Wnioski? Optymistyczne.Generalnie jak wyżej. Wnioski ? Jest jeden - biali Amerykanie (to pewnie z prywatnych szkół) wypadają w tym rankigu umiejętności rozwiązywania testów całkiem nieźle ( w czołówce). > Amerykanie nie podzielają Twoich złudzeń.Jakich złudzeń? Konkretnie proszę. > A Ty, jeśli chcesz nadal wierzyć, że Meksykanie forsują z narażeniem życia amerykańską granicę powodowani pędem do wiedzy, jaką mogą zdobyć w amerykańskich szkołach, to będziesz wierzył.Dlaczego forsują? Nie wiem, trzeba zapytać. Może chcą się zapisać do Towarzystwa Płaskiej Ziemi? A może mają po prostu dosyć swoich skomuszałych urzędasów ? Trzeba zapytać - tak najprościej. > Wiara jest odporna na fakty.Może Twoja. Moja opiera się na faktach. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > Artykuł przeczytałem do końca. Odpowiedź jaką dają tam na zacytowne pytanie jest fałszywa i nie znajduje uzasadnienia w jego treści. Są przykłady ignoracji ( antybiotyki zabijają wirusy), innych poglądów na powstanie życia na ziemi ale nie głupoty.Ignorancja w podstawowych sprawach to głupota. Zaserwowanie sobie koktajlu antybiotykowego na infekcję wirusową może źle się skończyć. A ponieważ antybiotyki niektóre są dostępne bez recepty... Płaska ziemia - głupotą jest to, że ludzie nie dostarczają żadnych mierzalnych, dotąd nieobalonych dowodów, a w coś ślepo wierzą. "Wojna to pokój Prawda to fałsz Miłość to nienawiść" (G. Orwell, "Rok 1984") > Głupotą jest płacić 50% zarobków ZUS-owi żeby dostać głodową emeryturę.Tak jest, ale państwo stosuje przymus. Spróbuj niepłacić. :/ > Nie znalazłem też przykładów braku odpowiedzialności.Faktycznie, tego brakuje. > Nie mam żadnych złudzeń co do poziomu amerykańskiej edukacji bo jej nie znam. Napisałem to parę postów wyżej. Za to bardzo dobrze znam nasz system oświaty i wiem jedno - gorzej być już nie może.Zawsze może. Wystarczy wprowadzić państwo wyznaniowe, wybić wszystkie pozostałe światopoglądy pod groźbą stosu. > > Poziom praktycznych umiejętności czytania, pisania i liczenia populacji w wieku 16-65 lat nie świadczy o poziomie edukacji?> A gdzie w tym tekście jest mowa o poziomie praktycznych umiejętności czytania, pisania i liczenia ?> Tam są tylko wyniki testów ! O czym one świadczą ?> O umiejętności rozwiązywania testów.Błąd logiczny: www.datanation.com/fallacies/insig.htmUmiejętność rozwiązywania testów ci nie pomoże, jeśli matematyki nie znasz lub nie umiesz analizować tekstu. To są testy z danych dziedzin. Jeśli twierdzisz, ze są one nieskorelowane z poziomem umiejętności analizy tekstu czy matematycznych daj dowód. One są tworzone, aby poziom tych zdolności mierzyć. > Co Ty, do szkoły nie chodziłeś?Błąd logiczny: www.datanation.com/fallacies/attack.htm> Jaka jest zależność pomiędzy wynikami testów a szczęśliwym życiem? Żadna. Tego się nie da zmierzyć.Błąd logiczny: www.datanation.com/fallacies/distract/ig.htmDa się, wystarczy odpowiednio duży sondaż. Np. próba 100 tys. osób, losowa. Pytamy się ich o poziom zadowolenia z życia, a potem sprawdzamy korelację z wynikami testów, zarobkami, etc. > Dlaczego forsują? Nie wiem, trzeba zapytać.No właśnie, nie dysponujesz faktami, tylko rzucasz słowa. Statystyka jest lepsza od "chłopskiego rozumu" i "przewidywań", bo niezależna od czyjegokolwiek widzimisię.
|
|
| | | | | | | | |  | | crush | > Ignorancja w podstawowych sprawach to głupota. Zaserwowanie sobie koktajlu antybiotykowego na infekcję wirusową może źle się skończyć. A ponieważ antybiotyki niektóre są dostępne bez recepty...W tym przypadku ignorancja nie jest głupotą. Głupotą byłoby zażywanie leków bez konsultacji z lekarzem. W tym akurat celują Polacy. > Płaska ziemia - głupotą jest to, że ludzie nie dostarczają żadnych mierzalnych, dotąd nieobalonych dowodów, a w coś ślepo wierzą.No i co z tego, że wierzą? Czym to grozi? > "Wojna to pokój> Prawda to fałsz> Miłość to nienawiść"> (G. Orwell, "Rok 1984")On chyba nie Amerykanów miał na myśli. > >Głupotą jest płacić 50% zarobków ZUS-owi żeby dostać głodową emeryturę.> Tak jest, ale państwo stosuje przymus. Spróbuj niepłacić. :/Dokładnie taki sam przymus panuje w edukacji. Trzeba z tym walczyć. > Zawsze może. Wystarczy wprowadzić państwo wyznaniowe, wybić wszystkie pozostałe światopoglądy pod groźbą stosu.Chyba masz rację. Sam to przeżyłem. Chadzałem do szkół za czasów państwa wyznaniowego kiedy panującą religią był światopogląd naukowy. Nie żebym się chwalił, ale po któreś z lekcji WO (Wychowanie Obywatelskie) wylądowałem na milicyjnym komisariacie. Zdecydowanie masz rację. > >Tam są tylko wyniki testów ! O czym one świadczą ?> >O umiejętności rozwiązywania testów.> Błąd logiczny:> www.datanation.com/fallacies/insig.htmCzytałem parę razy. Nie rozumiem. w którym miejscu zrobiłem ten błąd. Nie bij! Wytłumacz! > Umiejętność rozwiązywania testów ci nie pomoże, jeśli matematyki nie znasz lub nie umiesz analizować tekstu.Racja. Ważniejsza jest umiejętność zastosowania wiedzy w praktyce. Testy tego nie pokażą. Życie nie polega na rozwiązywaniu testów. > To są testy z danych dziedzin. Jeśli twierdzisz, ze są one nieskorelowane z poziomem umiejętności analizy tekstu czy matematycznych daj dowód.> One są tworzone, aby poziom tych zdolności mierzyć.Poziom zdolności do ... rozwiązywania testów, nic więcej!!! > >Co Ty, do szkoły nie chodziłeś?> Błąd logiczny:> www.datanation.com/fallacies/attack.htmAleż, tu krucho z poczuciem humoru. > >Jaka jest zależność pomiędzy wynikami testów a szczęśliwym życiem? Żadna. Tego się nie da zmierzyć.> Błąd logiczny: www.datanation.com/fallacies/distract/ig.htmJeszcze raz proszę - nie bij, wytłumacz! > Da się, wystarczy odpowiednio duży sondaż.> Np. próba 100 tys. osób, losowa. Pytamy się ich o poziom zadowolenia z życia, a potem sprawdzamy korelację z wynikami testów, zarobkami, etc.Badanie byłoby ciekawe. Ale skąd pewność, że respondenci powiedzą prawdę. > Statystyka jest lepsza od "chłopskiego rozumu" i "przewidywań", bo niezależna od czyjegokolwiek widzimisię.Znowu święta naiwność. A widzimisię twórcy ankiety, a widzimisię ankietera, a widzimisię respondenta itd.
|
|
| | | | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > W tym przypadku ignorancja nie jest głupotą. Głupotą byłoby zażywanie leków bez konsultacji z lekarzem. W tym akurat celują Polacy.Chodzi mi o leki dostępne na stacjach benzynowych np. ibuprofen czy aspiryna. Nie mam niestety badań. > >Płaska ziemia - głupotą jest to, że ludzie nie dostarczają żadnych mierzalnych, dotąd nieobalonych dowodów, a w coś ślepo wierzą.> No i co z tego, że wierzą? Czym to grozi?> On chyba nie Amerykanów miał na myśli.Miałem też ich na myśli. Masą niewykształconą w danej dziedzinie można w tym zakresie manipulować prawie dowolnie. Np. nie znasz się na ekonomii, a "ekspert" mówi ci, że niskie podatki są lepsze niż wysokie, bo pobudzają rozwój gospodarczy. Przyjmujesz to na wiarę, a to wcale nie musi być prawdą. Stąd wykształcenie ogólne jest przydatne, ze szczyptą sceptycyzmu oraz umiejętnością korzystania ze źródeł róznego typu. > >Zawsze może. Wystarczy wprowadzić państwo wyznaniowe, wybić wszystkie pozostałe światopoglądy pod groźbą stosu.> Chyba masz rację. Sam to przeżyłem. Chadzałem do szkół za czasów państwa wyznaniowego kiedy panującą religią był światopogląd naukowy. Nie żebym się chwalił, ale po któreś z lekcji WO (Wychowanie Obywatelskie) wylądowałem na milicyjnym komisariacie. Zdecydowanie masz rację.To nie był "światopogląd naukowy", tylko socjalizm w wydaniu radzieckim. Nie radzę mylić tych pojęć. Rosjanie wynikami badań uzasadniali swoje działania, lecz te wyniki były często fałszowane lub jeśli nie były wygodne, pomijane. > >>Tam są tylko wyniki testów ! O czym one świadczą ?> >>O umiejętności rozwiązywania testów.> >Błąd logiczny:> >www.datanation.com/fallacies/insig.htm> Czytałem parę razy. Nie rozumiem. w którym miejscu zrobiłemten błąd. Zdolność rozwiązywania testów jest drugorzędna wobez umiejętności matematycznych. Chyba, że masz jakieś dane na poparcie tej tezy. Słucham... > >Umiejętność rozwiązywania testów ci nie pomoże, jeśli matematyki nie znasz lub nie umiesz analizować tekstu.> Racja. Ważniejsza jest umiejętność zastosowania wiedzy w praktyce. Testy tego nie pokażą. Życie nie polega na rozwiązywaniu testów.Ale polega na rozwiązywaniu zadań. Oczywiście, w życiu najpierw trzeba wymyślić, jakie narzędzie zastosować dla danego problemu, stąd taki nacisk na zadania polegające na "wykombinowaniu" sposobu rozwiązania zadania. > >To są testy z danych dziedzin. Jeśli twierdzisz, ze są one nieskorelowane z poziomem umiejętności analizy tekstu czy matematycznych daj dowód.> >One są tworzone, aby poziom tych zdolności mierzyć.> Poziom zdolności do ... rozwiązywania testów, nic więcej!!!Prośbę o dowód pominąłeś. Test z matematyki bada poziom zdolności matematycznych w powiązaniu ze zdolnościami rozwiązywania testów (na które składa się m.in. umiejętność uważnego czytania). Z naciskiem na to pierwsze. > Ależ, tu krucho z poczuciem humoru.Jeśli obrażanie ludzi nazywasz poczuciem humoru, to dziękuję. Uznajesz, że większość ludzi tak samo jak ty widzi testy matematyczne, a reszta najwyraźniej do szkoły nie chodziła. > >>Jaka jest zależność pomiędzy wynikami testów a szczęśliwym życiem? Żadna. Tego się nie da zmierzyć.> >Błąd logiczny: www.datanation.com/fallacies/distract/ig.htm> Jeszcze raz proszę - nie bij, wytłumacz!Mówisz, że żadna, a nie masz na to dowodów. Prosiłem o nie kilka razy. > Badanie byłoby ciekawe. Ale skąd pewność, że respondenci powiedzą prawdę.Czemu mieliby kłamać? Przecież: - od tego testu nic nie zależy (bezpośrednio) - prosimy o szczerość - próbka jest losowa (wykluczenie manipulacji grupą) - test nie jest szeroko ogłaszany (j.w.) > >Statystyka jest lepsza od "chłopskiego rozumu" i "przewidywań", bo niezależna od czyjegokolwiek widzimisię.> Znowu święta naiwność. A widzimisię twórcy ankiety, a widzimisię ankietera, a widzimisię respondenta itd.Widzimisię respondenta właśnie chcemy mierzyć. Widzimisię ankietera? On o nic nie pyta, tylko rozdaje kartki. Twórcy ankiety? No coś trzeba sprawdzać, wszystkiego naraz się nie da. Idź się kłóć z metodologią przeprowadzania badań. Nie ma testów idealnie obiektywnych, wiele zależy od precyzyjnego sformułowania pytań. Dobrze zrobiona ankieta daje bardzo jasny obraz problemu dla danej populacji testowej.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | crush | > Chodzi mi o leki dostępne na stacjach benzynowych np. ibuprofen czy aspiryna.> Nie mam niestety badań.To nie zmienia mojej tezy, iż nie potrzebna jest acjentowi wiedza o sposobie działania leku - ważne zeby słuchał dobrego lekarza. > Miałem też ich na myśli. Masą niewykształconą w danej dziedzinie można w tym zakresie manipulować prawie dowolnie.Ogół obywateli (oza geniuszami) nie moze być wykształcony we wszystkich dziedzinach w stopniu zabezpieczającym przed manipulacją. Ilośc wiedzy potrzebnej do wchłonięcia w tym celu rośnie w ogromnym tempie. Nie tedy droga. > Np. nie znasz się na ekonomii, a "ekspert" mówi ci, że niskie podatki są lepsze niż wysokie, bo pobudzają rozwój gospodarczy.> Przyjmujesz to na wiarę, a to wcale nie musi być prawdą.> Stąd wykształcenie ogólne jest przydatne, ze szczyptą sceptycyzmu oraz umiejętnością korzystania ze źródeł róznego typu.Znam się na ekonomii o tyle, o ile. Zarzadzam sporą firmą więc coś muszę wiedzieć. Jesli chodzi o podstawowe probemy ekonomii to jest tyle zdań ilu ekspertów. Którys z nich musi sie mylić. Jeśli zdobyłeś już wykształcenie ogólne (cokolwiek to znaczy) to wytłumacz mi jak z jego pomocą zweryfikujesz, ktory z nich jest ekspertem, a który udaje. > To nie był "światopogląd naukowy", tylko socjalizm w wydaniu radzieckim. Nie radzę mylić tych pojęć.Trudno mi zauważyc różnice. > Rosjanie wynikami badań uzasadniali swoje działania, lecz te wyniki były często fałszowane lub jeśli nie były wygodne, pomijane.Dokładnie tak jak teraz. > >>>Tam są tylko wyniki testów ! O czym one świadczą ?> >>>O umiejętności rozwiązywania testów.> Zdolność rozwiązywania testów jest drugorzędna wobez umiejętności matematycznych. Chyba, że masz jakieś dane na poparcie tej tezy. Słucham...Nie jestem taki pewny, ale dowodów nie mam - ty niestety też nie masz dowodów na teze porzeciwną > >Racja. Ważniejsza jest umiejętność zastosowania wiedzy w praktyce. Testy tego nie pokażą. Życie nie polega na rozwiązywaniu testów.> Ale polega na rozwiązywaniu zadań. Oczywiście, w życiu najpierw trzeba wymyślić, jakie narzędzie zastosować dla danego problemu, stąd taki nacisk na zadania polegające na "wykombinowaniu" sposobu rozwiązania zadania.Nie polega na rozwiazywaniu zadań w sali z ołówkiem w ręku. życiowych zadań nie da sie zasymulowć. > >>To są testy z danych dziedzin. Jeśli twierdzisz, ze są one nieskorelowane z poziomem umiejętności analizy tekstu czy matematycznych daj dowód.> >>One są tworzone, aby poziom tych zdolności mierzyć.> >Poziom zdolności do ... rozwiązywania testów, nic więcej!!!> Prośbę o dowód pominąłeś.Dowód na co? Ja się zgadzam, że testy te mierzą poziom zdolności z danej dziedziny do rozwiązywania testów z tejże dziedziny i raczej nic więcej. zdanie zmienię pod wpływem odpowiednich danych. > Test z matematyki bada poziom zdolności matematycznych w powiązaniu ze zdolnościami rozwiązywania testów (na które składa się m.in. umiejętność uważnego czytania).> Z naciskiem na to pierwsze.I dalej nie wiadomo jak delikwent oradzi sobie w Życiu. > >Ależ, tu krucho z poczuciem humoru.> Jeśli obrażanie ludzi nazywasz poczuciem humoru, to dziękuję.> Uznajesz, że większość ludzi tak samo jak ty widzi testy matematyczne, a reszta najwyraźniej do szkoły nie chodziła.Nikogo nie mialem zamiaru obrazić. chcialem tylko przypomniec powszechnie znane braci szkolnej "metody" rozwiązywania testów. > >>>Jaka jest zależność pomiędzy wynikami testów a szczęśliwym życiem? Żadna. Tego się nie da zmierzyć.> >>Błąd logiczny: www.datanation.com/fallacies/distract/ig.htm> >Jeszcze raz proszę - nie bij, wytłumacz!> Mówisz, że żadna, a nie masz na to dowodów. Prosiłem o nie kilka razy.Życiowe doświadczenie jest wystarczającym dowodem - przynajmniej dla mnie. Jeśli twierdzisz, że taka zależność istnieje to ją udowodnij. > >Badanie byłoby ciekawe. Ale skąd pewność, że respondenci powiedzą prawdę.> Czemu mieliby kłamać?Bo: -wstali rano lewą nogą -ankieter ma nieświeży oddech -ankieterka jest łądniejsza od respondentki - i tak w nieskończoność. > Dobrze zrobiona ankieta daje bardzo jasny obraz problemu dla danej populacji testowej.> jakiś obraz daje, bardzo wątpię czy jasny.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > To nie zmienia mojej tezy, iż nie potrzebna jest acjentowi wiedza o sposobie działania leku - ważne zeby słuchał dobrego lekarza.Nie w każdej sytuacji lekarz jest dostępny. Nie będziesz chyba leciał z bólem głowy do szpitala, co? > Znam się na ekonomii o tyle, o ile. Zarzadzam sporą firmą więc coś muszę wiedzieć. Jesli chodzi o podstawowe probemy ekonomii to jest tyle zdań ilu ekspertów. Którys z nich musi sie mylić. Jeśli zdobyłeś już wykształcenie ogólne (cokolwiek to znaczy) to wytłumacz mi jak z jego pomocą zweryfikujesz, ktory z nich jest ekspertem, a który udaje.Głos większości to jedna metoda, druga to stwierdzenie, czy badania jednych bądź drugich mnie przekonują. (np. ich metodologia) Oczywiście każdego da się oszukać, trzeba jednak mieć ku temu do dyspozycji duże środki. W inny sposób nie da się czegokolwiek uznać za prawdę. Mogę nawet twierdzić, że nic nie istnieje, wszystko jest moim wymysłem i nie odwiedziesz mnie od tego. > >To nie był "światopogląd naukowy", tylko socjalizm w wydaniu radzieckim. Nie radzę mylić tych pojęć.> Trudno mi zauważyc różnice.> >Rosjanie wynikami badań uzasadniali swoje działania, lecz te wyniki były często fałszowane lub jeśli nie były wygodne, pomijane.> Dokładnie tak jak teraz.Przykłady badań które były niewygodne, więc je sfałszowano? Pominąć w obecnej epoce informacji mało co się da. Wystarczy, że dostanie się do Sieci. Ale nie jak w "światopoglądzie naukowym" (jeśli coś takiego istnieje), bo ten zakłada niefałszowanie badań nawet, jeśli są one niewygodne. Do tego badania muszą dać się powtórzyć. > >>>>Tam są tylko wyniki testów ! O czym one świadczą ?> >>>>O umiejętności rozwiązywania testów.> >Zdolność rozwiązywania testów jest drugorzędna wobez umiejętności matematycznych. Chyba, że masz jakieś dane na poparcie tej tezy. Słucham...> Nie jestem taki pewny, ale dowodów nie mam - ty niestety też nie masz dowodów na teze porzeciwnąPowiem tak - ty wygłosiłeś swoją pierwszy jako kontrtezę. Poza tym łap: cke.edu.pl(*)tent&task=view&id=65&Itemid=80Te rozporządzenia pewne rzeczy gwarantują. Jeśli CKE ich nie dotrzymała, no to idź ich pozwij. Np. to: www.menis.gov.pl/prawo/rozp_226/spis.phpZauważ, że egzamin testuje pewne umiejętności, nie zaradność życiową. Inna sprawa, że te umiejętności mogą być w przyszłości przydatne. Zaproponuj coś innego niż testy, z chęcią posłucham. Bo inaczej jest to krytyka niekonstruktywna. > Nie polega na rozwiazywaniu zadań w sali z ołówkiem w ręku. życiowych zadań nie da sie zasymulowć.Da się, tak jak da się w basenie zasymulować warunki w przestrzeni kosmicznej. Nie wszystkie oczywiście, ale pewną istotną ich część. > >Test z matematyki bada poziom zdolności matematycznych w powiązaniu ze zdolnościami rozwiązywania testów (na które składa się m.in. umiejętność uważnego czytania).> >Z naciskiem na to pierwsze.> I dalej nie wiadomo jak delikwent oradzi sobie w Życiu.Nie wiadomo też, czy jutro ciebie nie przejedzie pijany kierowca. Można jednak z pewnym prawdopodobieństwem powiedzieć, że taka osoba do życia jest przygotowana. Problemy: - trudno powiedzieć, czy ktoś sobie w życiu "radzi". Jest to całkowicie subiektywne. "Radzić sobie" może żul, może też biznesmen. Może być też tak, że żaden sobie w danej sytuacji nie radzi. - zawsze znajdzie się taka sytuacja, z którą sobie nie poradzisz w danej chwili > Nikogo nie mialem zamiaru obrazić. chcialem tylko przypomniec powszechnie znane braci szkolnej "metody" rozwiązywania testów.Chodzi ci o ściąganie? To już inna sprawa. Oszustwa nie da się całkowicie usunąć, można je próbować zniwelować. > Życiowe doświadczenie jest wystarczającym dowodem - przynajmniej dla mnie.Niestety, nie da się go przekazać w żaden intersubiektywny sposób. Poza tym, mogłeś być wyjątkiem od reguły w danym miejscu o danym czasie. Dodam, że zdolności zmieniają się. > Jeśli twierdzisz, że taka zależność istnieje to ją udowodnij.> >>Badanie byłoby ciekawe. Ale skąd pewność, że respondenci powiedzą prawdę.> >Czemu mieliby kłamać?> Bo:> -wstali rano lewą nogąRównie dobrze z tego powodu mogą powiedzieć prawdę. > -ankieter ma nieświeży oddechNa skalę kraju jest tylko jeden? > -ankieterka jest łądniejsza od respondentkiJ.w. > - i tak w nieskończoność.Zakładamy, że przynajmniej większość odpowie zgodnie z własnymi odczuciami. Jeśli dobrze, losowo wybieramy próbkę, mało prawdopodobna jest możliwość, że większość skłamie. I kolejny błąd logiczny (ew. manipulacja) w twoim wykonaniu: Słowa "w nieskończoność" sugerują, że wszyscy skłamią, bo dla każdego znajdzie się powód, by skłamać.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | crush | > Nie w każdej sytuacji lekarz jest dostępny. Nie będziesz chyba leciał z bólem głowy do szpitala, co?Dlaczego nie? Jeśli przyczyną bólu jest guz mózgu to polecę na skrzydłach. Żadnego bólu nie nalezy lekceważyć. A poza tym - wystarczy zadzwonić do lekarza, nie trzeba jechać do szpitala. > Głos większości to jedna metoda,Wprowadzasz demokrację do nauki ?!?!?!?! >druga to stwierdzenie, czy badania jednych bądź drugich mnie przekonują. > (np. ich metodologia)Cibie przekonują, innych nie - jesteśmy w punkcie wyjścia. > Oczywiście każdego da się oszukać, trzeba jednak mieć ku temu do dyspozycji duże środki.> W inny sposób nie da się czegokolwiek uznać za prawdę. Mogę nawet twierdzić, że nic nie istnieje, wszystko jest moim wymysłem i nie odwiedziesz mnie od tego./Dysponując tzw. wiedzą ogólną na obecnym poziomie maturalnym nie będziesz w stanie "zweryfikować" ekspertów z ekonomii i co oczywiste ekspertów z każdej innej dziedziny. > >>To nie był "światopogląd naukowy", tylko socjalizm w wydaniu radzieckim. Nie radzę mylić tych pojęć.> >Trudno mi zauważyc różnice.> >>Rosjanie wynikami badań uzasadniali swoje działania, lecz te wyniki były często fałszowane lub jeśli nie były wygodne, pomijane.> >Dokładnie tak jak teraz.> Przykłady badań które były niewygodne, więc je sfałszowano?Np. badania nad zależnością rodzaju diety a umieralnością i zapadalnością na różne choroby.(Keys, Ancel, "Seven countries: A Multivariate Analysis of Death and Coronay Heart Disease" , Harvard University Press, Cambridge 1980) > Pominąć w obecnej epoce informacji mało co się da. Wystarczy, że dostanie się do Sieci.W Sieci, i poza nią, z pewnością znajdziesz wyniki badań wzajemnie sobie zaprzeczające. Jak je zweryfikujesz na poziomie wiedzy ogólnej ? Moim zdaniem to niemożliwe. > Ale nie jak w "światopoglądzie naukowym" (jeśli coś takiego istnieje), bo ten zakłada niefałszowanie badań nawet, jeśli są one niewygodne.A czy socjaliści, komuniści zakładali fałszowanie badań? Oni dbali tylko o dobro ludu pracującego miast i wsi. > >Nie jestem taki pewny, ale dowodów nie mam - ty niestety też nie masz dowodów na teze porzeciwną> Powiem tak - ty wygłosiłeś swoją pierwszy jako kontrtezę.No to remis, chyba ze kolejność stawiania tez ma tu jakieś znaczenie. > Poza tym łap:> cke.edu.pl(*)tent&task=view&id=65&Itemid=80> Te rozporządzenia pewne rzeczy gwarantują. Jeśli CKE ich nie dotrzymała, no to idź ich pozwij.> Np. to: www.menis.gov.pl/prawo/rozp_226/spis.php> Zauważ, że egzamin testuje pewne umiejętności, nie zaradność życiową. Inna sprawa, że te umiejętności mogą być w przyszłości przydatne.Pudło! Moja Żona ma uprawnienia egzaminatora i to z przedmiotu (matematyka)szczególnie mi, jako inżynierowi, bliskiego. Sprawdzała w tym roku prace z nowej matury. Przegadaliśmy na ten temat wiele nocy. Problem znam nieźle, i to z praktyki (w pewnym sensie) - a nie z urzędniczej i gazetowej teorii. > Zaproponuj coś innego niż testy, z chęcią posłucham.> Bo inaczej jest to krytyka niekonstruktywna.Proponuję konstruktywnie: zlikwidować egzamin maturalny ponieważ niczemu nie służy, generuje koszty oraz stres uczniów i nauczycieli. Teraz ja poproszę o wykazanie praktycznego zastosowania egzaminu maturalnego. > >Nie polega na rozwiazywaniu zadań w sali z ołówkiem w ręku. życiowych zadań nie da sie zasymulowć.> Da się, tak jak da się w basenie zasymulować warunki w przestrzeni kosmicznej. Nie wszystkie oczywiście, ale pewną istotną ich część.Dokładnie o to mi chodzi. W basenie to i ja sobie radzę - w kosmosie wątpię. > Problemy:> - trudno powiedzieć, czy ktoś sobie w życiu "radzi". Jest to całkowicie subiektywne. "Radzić sobie" może żul, może też biznesmen. Może być też tak, że żaden sobie w danej sytuacji nie radzi.> - zawsze znajdzie się taka sytuacja, z którą sobie nie poradzisz w danej chwiliOczywiście, tylko ja dalej nie wiem po co te testy i co użytecznego miałyby wykazać. > >>Czemu mieliby kłamać?... > I kolejny błąd logiczny (ew. manipulacja) w twoim wykonaniu:> Słowa "w nieskończoność" sugerują, że wszyscy skłamią, bo dla każdego znajdzie się powód, by skłamać.Żadna manipulacja. Chciałem tylko pokazać mnogość powodów do skłamania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > >Nie w każdej sytuacji lekarz jest dostępny. Nie będziesz chyba leciał z bólem głowy do szpitala, co?> Dlaczego nie? Jeśli przyczyną bólu jest guz mózgu to polecę na skrzydłach. Żadnego bólu nie nalezy lekceważyć. A poza tym - wystarczy zadzwonić do lekarza, nie trzeba jechać do szpitala.Przy obecnym stanie służby zdrowia nie dodzwonisz się do żadnego lekarza poza godzinami pracy. Opieka całodobowa jest dla lekarzy nieopłacalna. Za dużo roboty, za mały zysk. (w/g znanych mi lekarzy) To samo dotyczy niektórych szpitali. > >Głos większości to jedna metoda,> Wprowadzasz demokrację do nauki ?!?!?!?!Nie, tylko jeśli znaczna większość (poj. subiektywne) ekspertów się zgadza, to raczej mają rację. Nie dotyczy to oczywiście sytuacji, gdy głosy są podzielone prawie po równo. Opinie pojedyńczych naukowców też nie powinny być odrzucane. > >druga to stwierdzenie, czy badania jednych bądź drugich mnie przekonują.> >(np. ich metodologia)> Cibie przekonują, innych nie - jesteśmy w punkcie wyjścia.A spróbuj coś całkowicie obiektywnie zbadać. Mnie przekonuje najbardziej metodologia zostawiająca najmniej miejsca na błąd ludzki czy eksperymentalny. Plusem też jest dobre udokumentowanie teorii stojącej za badaniem. > >Oczywiście każdego da się oszukać, trzeba jednak mieć ku temu do dyspozycji duże środki.> >W inny sposób nie da się czegokolwiek uznać za prawdę. Mogę nawet twierdzić, że nic nie istnieje, wszystko jest moim wymysłem i nie odwiedziesz mnie od tego./> Dysponując tzw. wiedzą ogólną na obecnym poziomie maturalnym nie będziesz w stanie "zweryfikować" ekspertów z ekonomii i co oczywiste ekspertów z każdej innej dziedziny.Oczywiście. Jeśli ograniczymy się wyłącznie do matury, a nie będziemy jej stosownie pogłębiać. > >Przykłady badań które były niewygodne, więc je sfałszowano?> Np. badania nad zależnością rodzaju diety a umieralnością i zapadalnością na różne choroby.(Keys, Ancel, "Seven countries: A Multivariate Analysis of Death and Coronay Heart Disease" , Harvard University Press, Cambridge 1980)Te badania były sfałszowane z powodu tak chwalonego przez ciebie komercjalizmu. Producenci określonych rodzajów żywności je sponsorowali. > A czy socjaliści, komuniści zakładali fałszowanie badań? Oni dbali tylko o dobro ludu pracującego miast i wsi.Nie, dbali pozornie o dobro ludu pracującego, w rzeczywistości potrzebowali jakiejś legitymizacji swoich działań przeciwko temu ludowi. Wtedy posługiwali się badaniami naukowymi. > >Zauważ, że egzamin testuje pewne umiejętności, nie zaradność życiową. Inna sprawa, że te umiejętności mogą być w przyszłości przydatne.> Moja Żona ma uprawnienia egzaminatora i to z przedmiotu (matematyka)szczególnie mi, jako inżynierowi, bliskiego. Sprawdzała w tym roku prace z nowej matury.Przekombinowane są nieco te matury, zadania są średnio życiowe. Służą one raczej odfiltrowaniu naukowców od reszty świata. Z matematyki w życiu, jeśli ktoś nie jest matematykiem, informatykiem teoretykiem czy fizykiem teoretykiem, wystarczą mu podstawowe działania, proste układy równań, procenty, funkcja liniowa, funkcja kwadratowa (zadania na optymalizację), logika, elementy analizy (ale te są w każdym przedmiocie), ciągi arytmetyczne (może), podstawy geometrii. (może bez trygonometrii) Reszta - materiał dla naukowców. > Przegadaliśmy na ten temat wiele nocy. Problem znam nieźle, i to z praktyki (w pewnym sensie) - a nie z urzędniczej i gazetowej teorii.A ja znam z praktyki w sensie praktycznym.  (rozwiązywania dużej ilości tego typu testów) Po części ciebie popieram, jednak sądzę, że występuje korelacja między znajomością matematyki a wysokim wynikiem testu. Inna sprawa, że do życia matematyka konieczna nie jest, poza wcześniej wymienionymi dziedzinami. > >Zaproponuj coś innego niż testy, z chęcią posłucham.> >Bo inaczej jest to krytyka niekonstruktywna.> Proponuję konstruktywnie: zlikwidować egzamin maturalny ponieważ niczemu nie służy, generuje koszty oraz stres uczniów i nauczycieli.Hmm. No to może jeszcze usuńmy sprawdziany ze szkół. Tylko jak wtedy oceniać postępy uczniów? > Teraz ja poproszę o wykazanie praktycznego zastosowania egzaminu maturalnego.Odfiltrowanie ludzi nadających się na naukowców/wyższe uczelnie od reszty. > >>>Czemu mieliby kłamać?> ...> >I kolejny błąd logiczny (ew. manipulacja) w twoim wykonaniu:> >Słowa "w nieskończoność" sugerują, że wszyscy skłamią, bo dla każdego znajdzie się powód, by skłamać.> Żadna manipulacja. Chciałem tylko pokazać mnogość powodów do skłamania.Mnogość, lecz większość ludzi jest szczera, jeśli na kłamstwie nic nie zyska. (np. statusu społecznego) Socjolog mógłby się na ten temat lepiej wypowiedzić. (p.s. Zobacz mój profil.)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | crush | >Przy obecnym stanie służby zdrowia nie dodzwonisz się do żadnego lekarza poza godzinami pracy. Opieka całodobowa jest dla lekarzy nieopłacalna. Za dużo roboty, za mały zysk. (w/g znanych mi lekarzy) >To samo dotyczy niektórych szpitali.
W zasadzie zgoda. Mój wniosek - należy zmienić system. Tylko co to ma wspólnego z ignorancją Amerykanów w sprawie antybiotyków?
>Nie, tylko jeśli znaczna większość (poj. subiektywne) ekspertów się zgadza, to raczej mają rację. Nie dotyczy to oczywiście sytuacji, gdy głosy są podzielone prawie po równo.
A jednak demokracja w nauce. Uważam, że to nie ma sensu.
>A spróbuj coś całkowicie obiektywnie zbadać.
Nie twierdziłem, że potrafię. To raczej Twoja działka.
>Mnie przekonuje najbardziej metodologia zostawiająca najmniej miejsca na błąd ludzki czy eksperymentalny. >Plusem też jest dobre udokumentowanie teorii stojącej za badaniem.
A więc podaj mi badania dotyczące edukacji przeprowadzone wg. tych kryteriów. Te do których odesłał mnie placownik niestety ich nie spełniają
>>Dysponując tzw. wiedzą ogólną na obecnym poziomie maturalnym nie będziesz w stanie "zweryfikować" ekspertów z ekonomii i co oczywiste ekspertów z każdej innej dziedziny. >Oczywiście. Jeśli ograniczymy się wyłącznie do matury, a nie będziemy jej stosownie pogłębiać.
Jaki procent populacji może pogłębiać wiedzę ze wszystkich istotnych dziedzin w stopniu uprawniającym do oceny prawdziwości teorii głoszonych przez ekspertów z tych dziedzin? Wydawało mi się, że nie dyskutujemy tutaj o "hodowaniu geniuszy" a jak najlepszym przygotowniu młodzieży do sprostania wyzwaniom dorosłego życia we współczesnym swiecie.
>Te badania były sfałszowane z powodu tak chwalonego przez ciebie komercjalizmu. Producenci określonych rodzajów żywności je sponsorowali.
A więc sfałszowane były. Gdzie ja chwaliłem komercjalizm - przypomnij.
>>A czy socjaliści, komuniści zakładali fałszowanie badań? Oni dbali tylko o dobro ludu pracującego miast i wsi. >Nie, dbali pozornie o dobro ludu pracującego, w rzeczywistości potrzebowali jakiejś legitymizacji swoich działań przeciwko temu ludowi. Wtedy posługiwali się badaniami naukowymi.
Tak jak, w sporej części, współcześni promotorzy nauki.
>Po części ciebie popieram, jednak sądzę, że występuje korelacja między znajomością matematyki a wysokim wynikiem testu.
To przecież oczywiste.
>>Proponuję konstruktywnie: zlikwidować egzamin maturalny ponieważ niczemu nie służy, generuje koszty oraz stres uczniów i nauczycieli. >Hmm. No to może jeszcze usuńmy sprawdziany ze szkół.
Czemu nie?
>Tylko jak wtedy oceniać postępy uczniów?
A po co oceniać postępy uczniów? Podaj chociaż jeden dobry powód? Generalnie to strata czasu, który można by przeznaczyć na naukę.
>>Teraz ja poproszę o wykazanie praktycznego zastosowania egzaminu maturalnego. >Odfiltrowanie ludzi nadających się na naukowców/wyższe uczelnie od reszty.
Wybacz, ale to kiepskie uzasadnienie matury. Ilu maturzystów chce zostać naukowcami? Załóżmy, że 1%. O wiele prościej zrobić ten egzamin tylko dla nich. Będzie 100 razy taniej niż powszechna matura.
>(p.s. Zobacz mój profil.)
Zobaczyłem. Myślę, że wiele tłumaczy Twój młody wiek. Jak nabierzesz doświadczenia to pewnie w wielu sprawach zmienisz zdanie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | >Tylko co to ma wspólnego z ignorancją Amerykanów w sprawie antybiotyków? Zgadza się, zjechaliśmy z tematu i to dość daleko. Hmm... W Ameryce do lekarza można się dodzwonić, oczywiście jeśli płacisz odpowiednie składki na ubezpieczenie zdrowotne. Sytuacja, że ktoś bierze leki bez konsultacji musi wynikać z głupoty lub konieczności.
>A jednak demokracja w nauce. Uważam, że to nie ma sensu. Ma sens. Rzadko kiedy dochodziło do zmian paradygmatu w wyniku działania kilku jednostek. (Za wyjątkiem teorii heliocentrycznej, ale wtedy pewnie też więcej naukowców by ją popierało, gdyby nie presja Kościoła.) Inna sprawa, że nie nadaje się na główny mechanizm decydowania o słuszności twierdzeń.
>>Mnie przekonuje najbardziej metodologia zostawiająca najmniej miejsca na błąd ludzki czy eksperymentalny. >>Plusem też jest dobre udokumentowanie teorii stojącej za badaniem. >A więc podaj mi badania dotyczące edukacji przeprowadzone wg. tych kryteriów. Te do których odesłał mnie placownik niestety ich nie spełniają Nie mam dostępu do takich badań, czyli znów znajdujemy się w punkcie wyjścia. Możliwe, że studenci socjologii, psychologii czy pedagogiki mają jakieś interesujące dane. Szkoda, że nie czytają tego wątku (z powodu tytułu)
Co do PDFu od Placownika: najbardziej znamienne jest rozwarstwienie rasowe poziomu mierzonych umiejętności w USA oraz niższe od innych krajów absolutne minimum. Ale ten tekst to nie jest opis badań, a co najwyżej jakiś rodzaj podsumowania.
>Jaki procent populacji może pogłębiać wiedzę ze wszystkich istotnych dziedzin w stopniu uprawniającym do oceny prawdziwości teorii głoszonych przez ekspertów z tych dziedzin? Po co od razu ze wszystkich? Wiedzę pogłębia sie wtedy, kiedy jest ona potrzebna lub dana dziedzina nas interesuje. Oczywiście, zdrowy sceptycyzm jest zawsze na miejscu.
Najważniejsza jest umiejętność korzystania ze źródeł w celu zrozumienia tego, co się czyta.
>Wydawało mi się, że nie dyskutujemy tutaj o "hodowaniu geniuszy" a jak najlepszym przygotowniu młodzieży do sprostania wyzwaniom dorosłego życia we współczesnym swiecie. No nie wiem... Polskiemu rządowi chodzi chyba o poprawienie statystyk ponad poziom europejski.
>>Te badania były sfałszowane z powodu tak chwalonego przez ciebie komercjalizmu. Producenci określonych rodzajów żywności je sponsorowali. >A więc sfałszowane były. Co nie ma nic wspólnego ze światopoglądem naukowym, cokolwiek miałoby to sformułowanie znaczyć. Sfałszowane badania z reguły łatwo odkryć - albo brakuje opisu próbki, metodologii, nie da się ich powtórzyć mimo, że powinno być to proste...
>Gdzie ja chwaliłem komercjalizm - przypomnij. Popierałeś rozwiązania wolnorynkowe (komercyjne), np. sponsorowanie edukacji głównie przez firmy. Te firmy płacą za badania.
>>>A czy socjaliści, komuniści zakładali fałszowanie badań? (...) >Tak jak, w sporej części, współcześni promotorzy nauki. Jakieś nazwiska? Czego dotyczyły fałszerstwa?
>>>Proponuję konstruktywnie: zlikwidować egzamin maturalny ponieważ niczemu nie służy, generuje koszty oraz stres uczniów i nauczycieli. >>Hmm. No to może jeszcze usuńmy sprawdziany ze szkół. >Czemu nie? > >Tylko jak wtedy oceniać postępy uczniów? >A po co oceniać postępy uczniów? Podaj chociaż jeden dobry powód? >Generalnie to strata czasu, który można by przeznaczyć na naukę. Hmm. Jest taka prosta zasada - jak nie ma "bata", to nie ma chęci. A jak nie ma chęci, to dużo takiego ucznia nie nauczysz. Może przy okazji znieść przymus szkolny? Po co marnować pieniądze na nauczanie ludzi, którzy tego nie chcą?
>>>Teraz ja poproszę o wykazanie praktycznego zastosowania egzaminu maturalnego. >>Odfiltrowanie ludzi nadających się na naukowców/wyższe uczelnie od reszty. >Wybacz, ale to kiepskie uzasadnienie matury. Ilu maturzystów chce zostać naukowcami? Załóżmy, że 1%. O wiele prościej zrobić ten egzamin tylko dla nich. Będzie 100 razy taniej niż powszechna matura. Teoretycznie obecny podział na poziom podstawowy i rozszerzony powinien to załatwić, ale obecne testy nie służą ku temu.
Język polski podstawowy powinien być bardziej podobny do języków obcych. Czytanie ze zrozumieniem - jak najbardziej, ale praca to powinny być teksty użytkowe. Pisanie pracy analitycznej mija się z celem, jeśli maturzysta nie zna nawet podstawowych zasad polskiej ortografii i składni.
Matura na poziomie podstawowym z kilku innych przedmiotów powinna zostać jeszcze nieco bardziej okrojona. Nacisk należy położyć na zadania z treścią, jako najbliższe rozwiązywaniu prawdziwych problemów.
Warto też dodać rozważanie skutków i przyczyn własnej decyzji, argumentowanie, to bardzo ważne umiejętności, zupełnie nie sprawdzane jak dotąd.
Niby wszyscy to wiedzą, jednak czemu nikt tego nie wprowadza w życie? Niektóre pytania już na egzaminie gimnazjalnym przekraczają praktykę. (np. pytanie o to, czy zarodek pewnej rośliny oddycha tlenowo, czy beztlenowo)
>(p.s. Zobacz mój profil) >Zobaczyłem. Myślę, że wiele tłumaczy Twój młody wiek. Jak nabierzesz doświadczenia to pewnie w wielu sprawach zmienisz zdanie. Mam nadzieję, że trochę optymizmu przetrwa próbę czasu. Nie zamierzam pogrążyć się w bierności i pesymizmie. Sceptycyzmu raczej też nie porzucę, zbyt przydatny w życiu pełnym hochsztaplerów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | crush | >Inna sprawa, że nie nadaje się na główny mechanizm decydowania o słuszności twierdzeń.
Dokładnie tak.
>>Jaki procent populacji może pogłębiać wiedzę ze wszystkich istotnych dziedzin w stopniu uprawniającym do oceny prawdziwości teorii głoszonych przez ekspertów z tych dziedzin? >Po co od razu ze wszystkich?Wiedzę pogłębia sie wtedy, kiedy jest ona potrzebna lub dana dziedzina nas interesuje.
Toż to moja teza od początku dyskusji - uczę się tego co mi jest potrzebne i co mnie interesuje.
>Oczywiście, zdrowy sceptycyzm jest zawsze na miejscu.
Zgoda.
>Najważniejsza jest umiejętność korzystania ze źródeł w celu zrozumienia tego, co się czyta.
Zgoda.
>Sfałszowane badania z reguły łatwo odkryć - albo brakuje opisu próbki, metodologii, nie da się ich powtórzyć mimo, że powinno być to proste...
Łatwo czy trudno to bardzo względne. Np. mimo pracy setek inteligentnych i dobrze wyposażonych śledczych (dziennikarzy, prokuratorów, posłów, policjantów, itp.) nie udało się wyjasnić tak prostych spraw jak oświadczenie majątkowe Cimoszki czy spotkanie Kulczyka z Ałganowem. Naukowcy jako ludzie, z założenia, inteligentni tym sprytniej potrafią ukrywać swoje nadużycia czy fałszerstwa. Nauka to także tysiące badań (jak to z PISA), analiz i opracowań robionych na takie czy inne zamówienie. To jest ogromne pole do nadużyć. A kto może skontrolować naukowca - tylko inny KOLEGA naukowiec. Przykład lekarzy pokazuje, że solidarność zawodowa bierze górę nad uczciwością.
>>Gdzie ja chwaliłem komercjalizm - przypomnij. >Popierałeś rozwiązania wolnorynkowe (komercyjne), np. sponsorowanie edukacji głównie przez firmy. Te firmy płacą za badania.
Owszem, pisałem, ze takie reacje studentów z firmamia są prawidłowe (coś za coś). Ale przede wszystkim jestem przeciwko finansowaniu tych badań przez państwo bo wtedy połowa środków zostaje w kieszenie urzędników.
>>>>A czy socjaliści, komuniści zakładali fałszowanie badań? >(...) >>Tak jak, w sporej części, współcześni promotorzy nauki. >Jakieś nazwiska? Czego dotyczyły fałszerstwa?
Chyba się pogubiliśmy. Przykład już podałem.
>>A po co oceniać postępy uczniów? Podaj chociaż jeden dobry powód? >>Generalnie to strata czasu, który można by przeznaczyć na naukę. >Hmm. Jest taka prosta zasada - jak nie ma "bata", to nie ma chęci. >A jak nie ma chęci, to dużo takiego ucznia nie nauczysz.
Na podstawie doświadczenia mojego (jako ucznia) i mojej żony (jako nauczycielki) śmiem twierdzić, że ta zasad nie obowiązuje. Gros uczniów jest nastawionych na przetrwanie i w zasadzie wystarczyłaby 2 stopniowa skala ocen(zalizcone - niezaliczone)
>Może przy okazji znieść przymus szkolny? Po co marnować pieniądze na nauczanie ludzi, którzy tego nie chcą?
Jestem za. Może nie tyle znieść co obniżyć limit wieku.
>>(p.s. Zobacz mój profil) >>Zobaczyłem. Myślę, że wiele tłumaczy Twój młody wiek. Jak nabierzesz doświadczenia to pewnie w wielu sprawach zmienisz zdanie. >Mam nadzieję, że trochę optymizmu przetrwa próbę czasu. Nie zamierzam pogrążyć się w bierności i pesymizmie. >Sceptycyzmu raczej też nie porzucę, zbyt przydatny w życiu pełnym hochsztaplerów.
Powodzenia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | [OT: powinienem mniej pisać o 2:00, bo bzdury wychodzą]
>>Najważniejsza jest umiejętność korzystania ze źródeł w celu zrozumienia tego, co się czyta. >Zgoda. Szkoła słabo ją sprawdza. Niby ustna prezentacja z języka polskiego także tego dotyczy, ale...
(...) >Przykład lekarzy pokazuje, że solidarność zawodowa bierze górę nad uczciwością. Niestety - ale ludzi nie jest łatwo zmienić. Być może wcale się nie da.
>>>>>A czy socjaliści, komuniści zakładali fałszowanie badań? >>(...) >>>Tak jak, w sporej części, współcześni promotorzy nauki. >>Jakieś nazwiska? Czego dotyczyły fałszerstwa? >Chyba się pogubiliśmy. Przykład już podałem. Pytałem o faszerstwa dokonywane przez promotorów nauki, nie o fałszerstwa dokonywane na zlecenie firm/rządu. Ale zostawmy ten temat.
>>>A po co oceniać postępy uczniów? Podaj chociaż jeden dobry powód? >>>Generalnie to strata czasu, który można by przeznaczyć na naukę. >>Hmm. Jest taka prosta zasada - jak nie ma "bata", to nie ma chęci. >>A jak nie ma chęci, to dużo takiego ucznia nie nauczysz. >Na podstawie doświadczenia mojego (jako ucznia) i mojej żony (jako nauczycielki) śmiem twierdzić, że ta zasad nie obowiązuje. Gros uczniów jest nastawionych na przetrwanie i w zasadzie wystarczyłaby 2 stopniowa skala ocen(zalizcone - niezaliczone) No oczywiście, ale to nie jest argument za zniesieniem sprawdzianów, a raczej za zmianą skali ocen na podobną do co niektórych studiów.
|
|
| | | | | | | |  | | placownik |
>Nie mam żadnych złudzeń co do poziomu amerykańskiej edukacji bo jej nie znam. Napisałem to parę postów wyżej
Parę postów wyżej napisałeś:
>Nie miałem bezpośrednich kontaktów z systemem szkolnictwa w USA, ale wychodząc z zasady "po owocach ich poznacie" trzeba by stwierdzić, że jest on najlepszy na świecie
Do złudzeń jak widać, prowadzi Cię wnioskowanie z zasady "po owocach ich poznacie".
Tekst z "Przekroju" Cię nie przekonuje, powoływanie się na wyniki badań amerykańskich naukowców, których wydajesz się cenić, określasz jako fetyszyzowanie cyferek, tabelek i wykresów. Owoce tych badań najwyraźniej Ci nie smakują. Cóż, najwyraźniej smak masz bardzo wysublimowany. Przyznaję, że nie mam pojęcia czym mógłbym Ci dogodzić, bo na przyznanie Ci racji wbrew oczywistym faktom niestety mnie nie stać.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | |  | | crush | >>Nie mam żadnych złudzeń co do poziomu amerykańskiej edukacji bo jej nie znam. Napisałem to parę postów wyżej > Parę postów wyżej napisałeś: >>Nie miałem bezpośrednich kontaktów z systemem szkolnictwa w USA, ale wychodząc z zasady "po owocach ich poznacie" trzeba by stwierdzić, że jest on najlepszy na świecie > Do złudzeń jak widać, prowadzi Cię wnioskowanie z zasady "po owocach ich poznacie".
Czyżby tryb warunkowy umknął Twojej uwadze? Nie znam systemu - to fakt. W Stanach bylem, ale turystycznie. Znam sporo ludzi, ktorzy spędzili tam mniej lub więcej czasu. Media dostarczają sporo informacji, ale po poddaniu ich krytycznej analizie niewiele da się wykorzystać. To tyle co do moich źródeł informacji i podstaw wnioskowania.
> Tekst z "Przekroju" Cię nie przekonuje,
Jak mogą mnie przekonywać wypociny dziennikarzyny wyrabiającego wierszówkę na ten tydzień ? Aż tak źle jeszcze ze mną nie jest.
>powoływanie się na wyniki badań amerykańskich naukowców, których wydajesz się cenić, określasz jako fetyszyzowanie cyferek, tabelek i wykresów. Owoce tych badań najwyraźniej Ci nie smakują.
Ależ owoce tych badań są bardzo ciekawe, tylko trzeba umieć krytycznie je zinterpretować a nie ślepo wierzyć.
>Cóż, najwyraźniej smak masz bardzo wysublimowany.
To fakt, byle czym mnie nie przekonasz.
> Przyznaję, że nie mam pojęcia czym mógłbym Ci dogodzić, bo na przyznanie Ci racji wbrew oczywistym faktom niestety mnie nie stać.
Podaj te oczywiste fakty i uznaj za przekonanego.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | |  | | placownik |
Cywilizowane społeczeństwo, które spodziewa się zachować wolność, pozostając społeczeństwem ignorantów, oczekuje czegoś, co się nigdy nie spełniło i nigdy nie spełniThomas Jefferson> Ależ owoce tych badań są bardzo ciekawe, tylko trzeba umieć krytycznie je zinterpretować a nie ślepo wierzyć. Czy mógłbyś, choćby w zarysie, przybliżyć mi Twoją metodę krytycznej interpretacji? Tu masz interpretację osób o kwalifikacjach, jak mniemam, nieco wyższych od Twoich: www.ifispan.waw.pl/pisa/praca.pdf(40 stron tekstu, w tym sporo tabelek i wykresów, których nie cenisz. Specjaliści mają niestety nieco inne od Twego podejście do tematu.) A tak przy okazji, czy zdarzyło Ci się widzieć z bliska choć jedno zadanie z tych testów? Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | |  | | crush | > Cywilizowane społeczeństwo, które spodziewa się zachować wolność, pozostając społeczeństwem ignorantów, oczekuje czegoś, co się nigdy nie spełniło i nigdy nie spełni> Thomas JeffersonWalki na cytaty nie podejmuję - byłaby nierówna (za dobry w tym jestem). Nigdy nie propagowałem ignoracji. Byłoby to dziwne u faceta z wyższym wykształceniem (AGH), którego żona jest matematykiem w szkole średniej, a biblioteka pęka w szwach. Wyraziłem tylko swoją opinię co do sposobu zorganizowania oświaty. To TY i inni moi adwersarze założyliście, że przyniesie on w swoich skutkach powszechną ignorancję. Dowodów na waszą tezę brak. > >Ależ owoce tych badań są bardzo ciekawe, tylko trzeba umieć krytycznie je zinterpretować a nie ślepo wierzyć.> Czy mógłbyś, choćby w zarysie, przybliżyć mi Twoją metodę krytycznej interpretacji?To zależy co się analizuje. W tym przypadku opieram się głównie na własnym i osób mi bliskich (do których mam zaufanie, ale nie zawsze się z nimi zgadzam) doswiadczeniu. Do tego odrobina szarych komórek i chwatit. Gdybyśmy dyskutowli o metabolizmie pantofelka musiałbym, niestety, oprzeć się na literaturze Małą próbkę analizy już dałem wskazując na zróżnicowanie wyników USA w zależności od rasy. Wyniki z innych krajów nie zawierały tej informacji. To oczywista manipulacja. > Tu masz interpretację osób o kwalifikacjach, jak mniemam, nieco wyższych od Twoich:Mniemasz, ale nie wiesz. To na jakiej podstawie mniemasz? Tytuły naukowe to nie wszystko - nie brakuje zidiociałych profesorów. To z życia nie z książek. > www.ifispan.waw.pl/pisa/praca.pdf> (40 stron tekstu, w tym sporo tabelek i wykresów, których nie cenisz. Specjaliści mają niestety nieco inne od Twego podejście do tematu.)Spróbuję przeczytać, ale nie gwarantuję, że wytrwam do końca. Artykuł z PRZEKROJU zmęczyłem tylko dlatego, że był krótki - już po kilku linijkach było widać, ze to stek bzdur i szkoda czasu na dalszą lekturę. > A tak przy okazji, czy zdarzyło Ci się widzieć z bliska choć jedno zadanie z tych testów?Nie. Nie sądzę, żeby to miało większe znaczenie. Pozostaną problemami papierowymi. Umiejetności zweryfikuje życie. Oczywiście jeśli nimi dysponujesz to chętnie zobaczę. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | |  | | crush |
> Tu masz interpretację osób o kwalifikacjach, jak mniemam, nieco wyższych od Twoich:> www.ifispan.waw.pl/pisa/praca.pdf> (40 stron tekstu, w tym sporo tabelek i wykresów, których nie cenisz. Specjaliści mają niestety nieco inne od Twego podejście do tematu.)Moja najkrótsza recenzja: kawał solidnej nikomu niepotrzebnej roboty. W zasadzie, zgodnie z obietnicą, powinienem przerwać lekturę na 7 stronie, ale udało mi się dotrwać do końca mimo rosnącego stężenia absurdu treści i "genialnych" wniosków autorów. Tekst jest długi ograniczę się więc do kilku przykładów. 1. Cytat ze str.7 - Bardzo dużo uwagi poswięcono na zidentyfikowanie i weliminowanie tych zadań, których kontekst lub sformułowanie mogłyby dyskryminować uczniów z pewnych krajów (zjawisko tzw. cultural bias) - pozbawiając test kontekstu kulturowego pozbawiono jego wyniki znaczenia dla oceny stopnia przygotowania badanych do zycia właśnie w konkretnym kontekście kulturowym. 2. Cytat ze str.7- Po kilku miesiącach przygotowan wyłoniono(...) około 120 zadań, które zostały poddane kolejnej standaryzacji w badaniu próbnym (trial) w roku 2002.(...) Wyniki badania próbnego posłuzyły do wyeliminowania zadań trudnych do stabilnego zakodowania lub zbyt słabo różnicujących uczniów, a przez to statystycznie mało istotnych. - czyli zrobiono próbę, aby wybrac tylko te zadania, których wyniki pasowały do z góry przyjętych założeń. Klasyczna metoda "od końca". Jak wiedzą bywalcy uczelnianych laborek - zawsze niezawodna. 3. Cytat ze str.7 - Aby porównać matematyczne umiejętności 276165 uczniów (...) zastosowano model teoretyczny , którego istota polega na równoległym, iteracyjnym szacowaniu dwóch wielkości: relatywnego poziomu umiejętności poszczególnych uczniów oraz relatywnej trudności poszczególnych zadań - z czego otrzymano (ale się nie przyznano) nie mniej relatywne wyniki. Bezsensowna metoda, która wartość wyniku uzależnia od ... wartości wyniku. 4. Cytat ze str.26- Poprawa warunków nauczania uczniów o słabszym zapleczu społeczno-ekonomicznym jest niewątpliwym sukcesem - mowa o gimnazjach, które jakoby porawiły warunki nauczania. Tej istotnej tezy nie poparto żadnymi danymi. 5.Cytat ze str.37- okazuje sie, że stosunkowo najlepsze relacje, wyraźnie powyżej średniej ogólnopolskiej, występują w szkołach najsłabszych. W szkołach lepszych kształtuje się on na poziomie zbliżonym do średniej ogólnopolskiej, a najgorsze relacje występują w szkołach dobrych i najlepszych. Oczywiście nie oznacza to, że w szkołach tych relacje nauczyciele-uczniowie są rzeczywiście najgorsze. Chodzi raczej o większe oczekiwania wobec nauczycieli w lepszych szkołach(...) - oto jeden z przykładów "twórczej" interpretacji wyników. 6.Cytat ze str.40 - Wynik ten stanowi potwierdzenie zdroworozsądkowego przekonania, że zdolni uczniowie nie muszą dla osiągnięcia dobrych wyników poświęcać zbyt dużo czasu na naukę, podczas gdy uczniowie mniej zdolni, pomimo wkładanego w naukę wysiłku, i tak uzyskują słabsze wyniki. - EUREKA chciałoby się zawołać, tylko po co łamać krzesła (a jednak nie uciekłem od cytatów). Ciekawe ile kosztowały te badania ? Ja już deklaruję, że do podobnych wyników i wniosków będę dochodził za 1% tej sumy, a resztę wspaniałomyślnie podaruję szkołom na ... kredę. Czasami i tej w szkołach brakuje. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | placownik |
Nie wiem dlaczego z uporem godnym lepszej sprawy oczekujesz od szkoły przygotowania do życia. Szkoła ma wyposażyć ucznia w pewien zakres wiedzy i pewne umiejętności (o wychowaniu zapomnijmy). Można dyskutować jaki to ma być zakres wiedzy i jakie umiejętności i to dyskutować właśnie pod kątem ich wykorzystania w życiu, zawodowym, społecznym a także czysto prywatnym. Można dyskutować, czy zmuszać nieszczęsnych uczniów do aktywnego uczestnictwa w tym procederze, czy też nie. Można również dyskutować o tym, czy to uczestnictwo powinno być odpłatne, czy też nie. Wydaje się przy tym logiczne, że przymus nie powinien się wiązać z odpłatnością. Natomiast nie wydaje mi się sensowne prowadzenie dyskusji na temat, czy pewne podstawowe umiejętności rachunkowe i umiejętność czytania ze zrozumieniem są umiejętnościami przydatnymi w życiu w społeczeństwie stojącym w swym rozwoju na poziomie umożliwiającym korzystanie z większości zdobyczy systemu kapitalistycznego.
Jeśli jednak przymus jest powszechnie akceptowany, to warto chyba mieć narzędzie pomiaru (w miarę obiektywne) efektywności działań szkoły, czy szerzej systemu oświatowego, w wyposażaniu ucznia w te podstawowe umiejętności. Wszak za radosną twórczość naszych edukatorów płacimy wszyscy. Pełnię szczęścia zaś osiągniemy jeśli narzędzie to będzie mogło być zastosowane w różnych kręgach kulturowych dając wyniki umożliwiające w miarę obiektywne porównanie efektywności ponoszonych nakładów. Opracowanie takiego narzędzia, przeprowadzenie przy jego użyciu badania i opracowanie uzyskanych wyników nazywasz kawałem solidnej, nikomu niepotrzebnej roboty. Rozumiem, że jest ona niepotrzebna Tobie, gdyż na przykład sprawy testowania przydatności do pracy nowego pracownika rozwiązujesz we własnym zakresie. Ale świat na Tobie się nie kończy. Nie wiem czy wiesz, że istnieje już na naszym rynku sporo firm, które za niewygórowaną opłatą są w stanie dostarczyć całe stado kandydatek na sekretarki o już sprawdzonych w sposób fachowy umiejętnościach, pozostawiając Ci jedynie wybór oparty o kryteria, nazwijmy je tak, subiektywne. Odpada Ci wtedy kłopot samodzielnego organizowania i przeprowadzania sprawdzianu, który jedyne co sprawdza na pewno, to odporność na stres.
Zadania trudne do stabilnego zakodowania, to zadania których rozwiązania są różnie oceniane przez różnych oceniających, a zadania słabo różnicujące to na przykład zadania typu "ile to jest 2+2", lub "wykaż, że jeżeli grupa ma co najwyżej cztery elemeny to jest abelowa" . Dlaczego eliminację takich zadań uważasz za krok w stronę uzyskania z góry założonych (czyli jakich?) wyników, niechaj pozostanie Twoją słodką tajemnicą.
Nie podoba Ci się zastosowana przy doborze zadań wykorzystywanych w badaniu metoda określania relatywnej trudności zadań. Najwyraźniej nie widzisz różnicy pomiędzy wynikiem badań testowych służących właściwemu doborowi tych zadań, a wynikami samego badania. I tak dalej, i tak dalej. Proponuję pogadać jeszcze trochę z żoną, powinna Cię nieco oświecić. Nota bene zgadzam się z Nią w ocenie sposobu oceny egzaminu maturalnego z matematyki. Dążenie do ubezwłasnowolnienia osób oceniających, poprzez szczegółowy opis za co ile punktów przyznać należy ocenianej pracy, skutkowało premiowaniem przeciętności. Zabrakło "paragrafu" pozwalającego na przyznawanie dodatkowych punktów rozwiązaniom poprawnym lecz wykraczającym poza szablon. Analiza statystyczna wyników powinna to moim zdaniem wyraźnie potwierdzić.
>Małą próbkę analizy już dałem wskazując na zróżnicowanie wyników USA w zależności od rasy. Wyniki z innych krajów nie zawierały tej informacji. To oczywista manipulacja.
Cóż. Gdybyś był Amerykaninem to bym Ci się nie dziwił. Ponad przeciętne natężenie matołectwa występujące w tym kraju może wyrażać się również przekonaniem, że skoro w Ameryce znaczący procent populacji ma czarny kolor skóry, to tak być musi w każdym innym kraju. A jeśli tak nie jest, to uznać to należy za oczywiste świadectwo manipulacji (komunistów?).
Proponuję zakończyć tę jałową dyskusję. Jeśli jednak interesuje Cię temat natury nieco ogólniejszej, a mianowicie obowiązku szkolnego, to sugeruję abyś założył wątek pod roboczą nazwą "Straszliwe skutki obowiązku szkolnego". W jego ramach znajdziesz we mnie wiernego dyskutanta. Jako lekturę obowiązkową polecałbym książkę Ivana Illicha "Społeczeństwo bez szkoły". Znaleźć tam możesz wiele sensownych argumentów, które nie skalanemu żadną praktyczną działalnością Januszowi Korwin-Mikke nigdy nie przyszły by do głowy.
Treści zadań nie udało mi się w Internecie znaleźć. Ich wybór umieszczony jest w numerze 28 czasopisma Matematyka w Szkole (szkoła podstawowa i gimnazjum).
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | crush | > Nie wiem dlaczego z uporem godnym lepszej sprawy oczekujesz od szkoły przygotowania do życia.
Innego celu uczęszczania tam nie widzę. Termin rozumiem szeroko.
>Można również dyskutować o tym, czy to uczestnictwo powinno być odpłatne, czy też nie. Wydaje się przy tym logiczne, że przymus nie powinien się wiązać z odpłatnością.
O czym tu dyskutować? Jest odpłatne - spora część podatków na to idzie.
>Natomiast nie wydaje mi się sensowne prowadzenie dyskusji na temat, czy pewne podstawowe umiejętności rachunkowe i umiejętność czytania ze zrozumieniem są umiejętnościami przydatnymi w życiu w społeczeństwie stojącym w swym rozwoju na poziomie umożliwiającym korzystanie z większości zdobyczy systemu kapitalistycznego.
Ja też nie widzę sensu w takiej dyskusji. Umiejętności te są przydatne. Problem w tym jak je zdobyć tak aby było efektywnie (nie efektownie!!!) i tanio.
> Jeśli jednak przymus jest powszechnie akceptowany,
Jeśli chodzi o szkoły średnie to wątpię.
>to warto chyba mieć narzędzie pomiaru (w miarę obiektywne) efektywności działań szkoły, czy szerzej systemu oświatowego, w wyposażaniu ucznia w te podstawowe umiejętności. Wszak za radosną twórczość naszych edukatorów płacimy wszyscy.
Badania na które się powołujesz nie spełniają tej roli. Daja ocenę relatywną (i to ze znakiem zapytania). Jeżeli już musimy oceniać (w co wątpię) to róbmy to w wartościach bezwzględnych.
>Pełnię szczęścia zaś osiągniemy jeśli narzędzie to będzie mogło być zastosowane w różnych kręgach kulturowych dając wyniki umożliwiające w miarę obiektywne porównanie efektywności ponoszonych nakładów.
komu to szczęście potrzebne? Efektywności nakładów (jakich?) te badania porównać nie pozwolą - niby jak?
>Opracowanie takiego narzędzia, przeprowadzenie przy jego użyciu badania i opracowanie uzyskanych wyników nazywasz kawałem solidnej, nikomu niepotrzebnej roboty. Rozumiem, że jest ona niepotrzebna Tobie, gdyż na przykład sprawy testowania przydatności do pracy nowego pracownika rozwiązujesz we własnym zakresie. Ale świat na Tobie się nie kończy.
Jak te badania mają się do rekrutacji pracowników ? Nijak!!!
> Nie wiem czy wiesz, że istnieje już na naszym rynku sporo firm, które za niewygórowaną opłatą są w stanie dostarczyć całe stado kandydatek na sekretarki o już sprawdzonych w sposób fachowy umiejętnościach, pozostawiając Ci jedynie wybór oparty o kryteria, nazwijmy je tak, subiektywne.
A widzisz!!! Firmy te przeprowadzają własne badania. Moje na wierzchu!!! Łobuzy nie mają zaufania do PISA i naszej oświaty.
> sprawdzianu, który jedyne co sprawdza na pewno, to odporność na stres.
Sprawdza umiejętność zastosowania wiedzy w warunkach stresu - o to chodzi w pracy.
> Zadania trudne do stabilnego zakodowania, to zadania których rozwiązania są różnie oceniane przez różnych oceniających, a zadania słabo różnicujące to na przykład zadania typu "ile to jest 2+2", lub "wykaż, że jeżeli grupa ma co najwyżej cztery elemeny to jest abelowa" . Dlaczego eliminację takich zadań uważasz za krok w stronę uzyskania z góry założonych (czyli jakich?) wyników, niechaj pozostanie Twoją słodką tajemnicą.
Tajemnica to żadna. Cała procedura jest taka: 1.zakładamy, że zadania muszą dać się stabilnie zakodować (czyli dać przewidywane wyniki) a wyniki uczestników muszą się dopasować do założonego rozkładu - czyli na poczatku zakładamy jaki ma byc wynik 2.test próbny - sprawdzamy jak wyniki próbne mają się do wyników założonych 3.korygujemy zadania aby wynik testu maksymalnie zbliżyć do wyniku założonego
>właściwemu doborowi tych zadań
No właśnie ! Właściwemu do czego? Do wstępnych założeń.
>Proponuję pogadać jeszcze trochę z żoną, powinna Cię nieco oświecić.
Od "oświecania" w tym stadle to jestem ja (żona i tak tego nie przeczyta).
>>Małą próbkę analizy już dałem wskazując na zróżnicowanie wyników USA w zależności od rasy. Wyniki z innych krajów nie zawierały tej informacji. To oczywista manipulacja. > Cóż. Gdybyś był Amerykaninem to bym Ci się nie dziwił. Ponad przeciętne natężenie matołectwa występujące w tym kraju może wyrażać się również przekonaniem, że skoro w Ameryce znaczący procent populacji ma czarny kolor skóry, to tak być musi w każdym innym kraju. A jeśli tak nie jest, to uznać to należy za oczywiste świadectwo manipulacji (komunistów?).
Jeśli miałbym Cię posądzić o bycie Amerykaninem, to na pewno nie białym. Skoro Finlandia cierpi na brak czarnoskórych to nie porównujmy ją w bezpośredni sposób z amerykańskim tyglem (z gettami wszelkich kolorów). Takie porównanie to manipulacja. Czyja? Ja powiem, ze politycznie poprawnych czyli komunistów - Ty lub towarzysz outsider (coś zamilkł chłopina?) powiedzielibyście, że katolików. Jak komu pasuje.
> Proponuję zakończyć tę jałową dyskusję.
Ja też.
>Jeśli jednak interesuje Cię temat natury nieco ogólniejszej, a mianowicie obowiązku szkolnego, to sugeruję abyś założył wątek pod roboczą nazwą "Straszliwe skutki obowiązku szkolnego".
Obowiązek szkolny mi nie przeszkadza tylko czasami forma jego realizacji. Wolałbym wątek "Czy rodzice mogą decydować o edukacji swojego dziecka?" albo "Dlaczego szkoła w katolickiej Polsce jest przesiąknięta ateistyczną propagandą?"
> nie skalanemu żadną praktyczną działalnością Januszowi Korwin-Mikke nigdy nie przyszły by do głowy.
Pochwal się swoją praktyczną działalnością a JKM zostaw w spokoju - nie widzisz, że cierpi po wyborach.
Pozdrawiam
|
|
| |  | | AstralStorm (558 punktów) | >To zależy jak rozumiesz termin ubezwłasnowlnienie. W tym konkretnym przypadku (ale chyba można to uogólnić) chodzi mi o to, że ten kto daje pieniądze (np. rodzic pokrywający koszty edukacji swojej pełnoletniej latorośli) ma pełne prawo do decydowania jak zostaną one wydane.
W nauczaniu początkowym wybór rodzica może nie mieć zgubnego wpływu, później jednak jest inaczej.
Za duże uprawnienia rodziców mogą doprowadzić do takiego rozwoju wydarzeń: - rodzice wpychają dziecko na wybraną ułożoną dróżkę edukacyjną, bo nie chcą innych finansować - państwo nie pomoże (brak stypendiów) - dostajemy z przymusu. Szczególnie niebezpieczne w przypadku lekarzy, nauczycieli.
lub: - rodzice rezygnują z finansowania edukacji - młoda osoba nie może znaleźć pracy, bo: * nie ma stosownych kwalifikacji * nie ma stażu, referencji * jest mało miejsc pracy - mloda osoba w związku z tym nie może kontynuować edukacji - zostaje bezrobotnym
lub: - j.w. ale znajduje pracę - nie może się uczyć w pełnym wymiarze godzin - idzie na tanią uczelnię, gdzie są gorsi wykładowcy - pracuje na niższym poziomie niż by mogła
Jest jeszcze kilka możliwości.
Można temu przeciwdziałać: - wprowadzając mocny system stypendialny: * budżet Polski jest za słaby - wprowadzając finansowanie przez firmy: * niebezpieczeństwo zniszczenia pewnych gałęzi nauki * zmniejszenie znaczenia kształcenia ogólnego * zabranie kontroli rodzicom (jeśli mówimy o niepełnoletnich) * w Polsce nie ma na tyle dużych firm - zwiększając liczbę miejsc pracy dla młodych, żeby mogli sami zarabiać na studia: * wyjątkowo trudne do przeprowadzenia * Polski na to nie stać
>Może z niego skorzystać lub nie, to jego sprawa. Lecz tego prawa nie należy mu odbierać.
Jeśli chodzi o prawo do zaprzestania finansowania edukacji, to tak, jednak należy mieć świadomość skutków.
>W przeciwnym razie dochodzi do patologii - harujący w nadgodzinach ojciec musi finansować balangi synalka wiecznego studenta, który na dodatek wybrał kierunek studiów wbrew ojcu. >Przykład skrajny, ale częsty.
Nie musi. Pełnoletniego nie musi nikt finansować, nie musi on nawet chodzić do szkoły. Oczywiście z reguły nie leży to w interesie rodziców.
>Nie zawsze to skutkuje, ale Państwo to zły wychowawca i nie należy brać z niego przykładu.
Państwo stosuje kilka kruczków, ale nie zasadę nagród i kar. Powinno być tak: jeśli nie kupujesz alkoholu/papierosów/etc. dostajesz socjal. W przeciwnym razie zasiłek dostaje kto inny. To rozwiązuje część problemów.
Wady: - trudno stwierdzić, czy ktoś narusza zasady przyznawania zasiłku - konieczni są ludzie, którzy to sprawdzą
>Ich dzieci zaś przeważnie i tak są "upaństwawiane" ponieważ lądują albo w domu dziecka ( to wariant optymistyczny), albo w poprawczaku/więzieniu (to wariant realistyczny).
A bez pomocy socjalnej będzie inaczej, tak? Moim zdaniem jeszcze gorzej, bo tych, którzy z niej poprawnie korzystają zmusisz do tego typu działań. Chyba, że po prostu mówisz o (prawie) całkowitym przejęciu kontroli nad takim młodzieńcem przez państwo.
|
|
| majenka | jakoś tak... zgadzam się z Tobą... może wtedy lekcja religii miałaby tą wartość jakiej się od niej oczekuje... bo ludzie, którzy by na nią chodzili chcieliby się czegoś dowiedzieć. z drugiej strony: chrześcijanizm jest religią panującą w kraju (prawda?). skoro mamy przymus chodzenia na fizykę czy polski, dlaczego nie mamy chodzić na religię? powinniśmy znać język, kulturę, a wyznanie(jako jej część) już się nie liczy? pozdrawiam
|
|
 | | placownik |
>chrześcijanizm jest religią panującą w kraju (prawda?)
Chrześcijanizm? O takim jeszcze nie słyszałem. Może parę szczegółów?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | | majenka | ooo, przyznaję Ci racje - mój błąd
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|