Racjonalista - Strona głównaDo treści
Drenaż umysłów

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
15-09-2005 14:58outsider (2469 punktów)Drenaż umysłów
Czytam na portalu, że i skromna Nowa Zelandia drenuje: www.racjonalista.pl/index.php/s,11/t,5295; cóż, taki trynd jak mawiaja niedrenowalni.

Umiejętnośc odniesienia życiowego sukcesu w charakterze pracownika nauki ma niewątpliwie jakiś związek z genami - równie jednak skomplikowany, jak związek krowich genów z estetyką krowich łat: za mało o nim wiemy, aby snuć sensowne rozwazania na temat mozliwych zastosowań wiedzy na tym akurat polu, choc i to się pewnie kiedyś zmieni. Na razie nie da się hodować na potrzeby high-tech ani wykonawców, ani tym bardziej twórców.

Da się natomiast ich pozyskiwać ze środowisk jałowych: to z jednej strony jedna z przyczyn sukcesów USA, państwa nie obciążonego pewnymi europejskimi chorobami dziedzicznymi (ma własne, ale inne) - z drugiej pewien racjonalny pomysł na szybszy niż u innych bieg do przodu: kto nie biegnie najszybciej jak może, cofa się. Tyle, że efektem jest coraz większe jałowienie obszarów drenowanych - co powoli ale z nieubłaganą konsekwencją kształtuje przyszłe oblicze świata, nowy podział na Imperium Dobra i Barbarię. Statystyka jakości umysłów rodzących się odbiega coraz bardziej od statystyki tego rodzaju umysłów dojrzałych na danym terytorium: pojawia się nowy istotny czynnik konserwujący zacofanie jednych i przodownictwo drugich - do czasu zapewne, ale taki utrwalony trend da się pokonać jedynie katastrofie.
Czy tylko finanse sa zachętą do emigracji dla grupy, którą mam na względzie? Nie sądzę - równie istotna jest przecież jakość życia pod kazdym kątem rozważana, niekoniecznie chodzi o jacht i własny bungalow na wybrzeżu, raczej o jakość codzienności.

Możemy się rzecz jasna opowiedziec po stronie tych co dziś przegrywają, jutro zaś - kto wie - stworzą może siłe ślepą, ale zdolna ruszyć z posad bryłę świata, rewolucje czy bunty niekoniecznie realizuje sie środkami high-tech, historia podpowiada wręcz, że to całkiem inne środki: ludzkie emocje i resentymenty przeciw krystalicznej doskonałości maszyn służących do zabijania - u podstaw takiego jednak opowiedzenia sie można się domyślać pewnego fatalizmu jedynie (racjonalnego lub nie) - przekonania, że tak czy owak nie mamy wyboru.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Totus (1201 punktów)
Załóżmy, że rozważam wyjazd jako młody naukowiec, który na plecach podatników, z nierozkradzionych jeszcze zasobów finansowych przeznaczonych na wyższe uczelnie zdobył wiedzę i wykształcenie. Mam świadomość, że z pensji robotnika, oprócz nowych złotych czajników w ZUSIE, zakupiono pomoce naukowe, dzięki którym mój wykładowca opłacany przez pieniądze robotnika, mógł na przykładach tłumaczyć mi procesy zachodzące w kolbie. Mam też wyrzut, że jedną z nich rozbiłem razem z zawartością (na szczęście stabilną). Mieszkałem w akademiku opłacanym przez podatnika i brałem stypendium naukowe, a tak brałem w dzień Matki Boskiej Pieniężnej przed wyjściem na spotkanie piwnicznej kulturze.
Sześć tłustych lat, na koszt państwa i rodziców i nie wiadomo kogo jeszcze.
Dziś stoję przed wyborem : WYJECHAĆ CZY ZOSTAĆ?
Załóżmy, że coś czuję, jakiś rodzaj wdzięczności dla Państwa Polskiego, jakiś rodzaj zobowiązania. Myślę sobie czy jestem patriotą, czy to coś znaczy?
I zwracam się do Was z prośbą o radę. Pomóżcie mi zrozumieć co możemy wspólnie budować, ogólnie mówiąc, jak odwdzięczyć się społeczeństwu?
Czy możemy budować nową wspólną Polskę? Jak na haśle z ulicznego plakatu?
Czy jest w ogóle jeszcze wspólna Polska, której obywatele podlegają ochronie przez organy państwowe? Którzy budują dobrobyt poprzez wzajemne wspieranie się i wychodzenie z pokomunistycznego bagna? Którym przedtawiono projekt stabilnego gospodarczo państwa, w którym byłby sens otwierać działalność gospodarczą na uczciwych zasadach?
W którym państwo chroni serce swojego organizmu RYNEK WEWNĘTRZNY?
Chyba to coś nie istnieje. Nie, jak nigdzie tak i tu nie zawitał żaden Jezus-narodów, nie wiadomo gdzie jest i czy w ogóle się narodził, który chciałby pomóc styranemu przez historię skrawkowi Ziemii. Ale ktoś wspominał coś o jakiejś wędce, tyle, że opatrznie zrozumiano, że chodzi o nowe miejsca pracy wszelkim kosztem.
outsider (2469 punktów)
W świecie rynku nie ma miejsca na wdzięczność czy zobowiązania - na lojalnośc o tyle tylko, o ile jest nagrodzona a przynajmniej wynagrodzona: zbyt często oszukiwano w imię tych pojęć. Nie ma zatem "załóżmy wyjeżdżający" zobowiązań innych, prócz kierowania się własną rozumnością - budujemy wszak pomyślnośc zbiorową z sumy pomyślności indywidualnych a nie odwrotnie.

Tego o czym piszę nie da sie przełożyć na wymiar ludzkich motywacji - zwłaszcza motywacji indywidualnych. Terażniejszość jest proceduralna nie teleologiczna - jeśli nie zagwarantowano zobowiązań zaciąganych przez studiującego względem PKB, takich zobowiązań nie ma; jest okreslony zdobyty status formalny czy rzeczywisty, jest wolność wyboru miejsca zamieszkania i pracy; ja moralizuję tylko jako racjonalista cokolwiek wernyhoryczny, tak już mam, ot, śpiewam swojąa pieśń o ludach, swoje vae victis - to przystoi outsiderowi.

Nie wydaje mi sie jednak, aby ów imperialny trend jaki dziś obserwujemy, przeobraził świat na stałe - aby prowadził go ku rozwiązaniu na długi czas stabilnemu. Albowiem za specjalistyczną mądrością administracyjną, militarną czy naukową społeczeństw imperialnych nie idzie zdolność myślenia długofalowego - powiedziałbym wręcz, że jest sprzeczna z wąską specjalizacją na efektywność na polu rywalizacji: to można dziś zauważyc bez trudu, im wieksze możliwości taktyczne, tym gorsza strategia.

Dziś, Totusie, wahadło wyzwolone potężnym wstrząsem jakim był upadek pojałtańskiego orządku w świecie, biegnie jeszcze impetem, i znowu wychyla sie niebezpiecznie. Jak zwykle, da sie je na jakiś czas zatrzymać w położeniu wychylonym, tym razem na prawo - ale podtrzymywanie go w tym stanie będzie coraz bardziej pochłaniało zasoby intelektualne "inteligentnych" - a trudniej o nie tak czy owak, niz o zasoby zwykłej rozrodczości wydziedziczonych i zepchniętych na margines. I wahadło zacznie powoli wracać, nabierając znów impetu - i tnąc bezlitośnie.

Trzymać się z dala od jego trajektorii - to dbać o swoją okolicę, to wobec exodusu wykształconych zastanowić się, czy tylko pieniądz jest magnesem - jeśli dla nich jest, co powiedziec o innych? I próbować budować - tu i teraz - enklawę życia przyzwoitego. Trzeba bowiem pamiętać o jednym: rzeczywista pasja intelektualna (o nią chodzi - nie o uniwersyteckie urzędniczenie) i tak pozostawia niewiele miejsca na konsumpcje i cieszenie sie życiem w podobny konsumpcyjnemu sposób.

Warto pamiętać o Andrieju Tupolewie, rosyjskim konstruktorze lotniczym z czasów władzy radzieckiej. Więzień łagrów na fali czystek - po wybuchu wojny z Niemcami powołany do konstrukcyjnego specbiura, bedącego uddziałem GUŁAG-u: nie oddano mu wolności grażdanina, oddano wolność konstruktora; za nadmiernym konstrukcyjnym ryzykiem czaiła się śmierć, ale to akurat wtedy w Rosji nie dziwiło; i konstruował dobrze. Nikt rzecz jasna nie życzy sobie czy innym losu Tupolewa - choć jego życie konstruktora wypełniło sie dobrze - nasze życie jest jednak krótkie, a praca bywa ogromna; w gruncie rzeczy wszędzie płaci sie za nią tę samą cenę.

I w gruncie rzeczy to nie twórcy płaci społęczeństwo - a on sam płaci za podpisany cyrograf: mamienie mamoną jest do pewnego stopnia obietnicą spokoju i wolności od codziennych trosk - poza ta granicą jest sprzedawaniem iluzji w świecie luster; a te matowieją przy bliższym poznaniu.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nieboska komedia}
Totus (1201 punktów)
Bardzo lubię czyatać Pańskie wypowiedzi. Zmuszają do refleksji nad wieloma zagadnieniami i w zasadzie czytając je człowiek kiwa głową pełen aprobaty.
>W świecie rynku nie ma miejsca na wdzięczność czy zobowiązania - na lojalnośc o tyle tylko, o ile jest nagrodzona a przynajmniej wynagrodzona: zbyt często oszukiwano w imię tych pojęć. Nie ma zatem "załóżmy wyjeżdżający" zobowiązań innych, prócz kierowania się własną rozumnością - budujemy wszak pomyślnośc zbiorową z sumy pomyślności indywidualnych a nie odwrotnie.
pomyślność indywidualna obywatela - pomyślność indywidualna rodziny - p.i. miejscowości - p.i. regionu - p.i państwa, uwaga:
Pomyślność globalna Ziemii sumą pomyślności indywidualnych państw (sektorów).
Lojalność wobec państwa jako postawa globalisty rozumiejącego ideę POMYŚLNOŚCI ZBIOROWEJ. i nie zgodzę się, że:
>Tego o czym piszę nie da sie przełożyć na wymiar ludzkich motywacji - zwłaszcza motywacji indywidualnych.
______________
>jeśli nie zagwarantowano zobowiązań zaciąganych przez studiującego względem PKB, takich zobowiązań nie ma;
nie każdy będzie światopoglądowym globalistą w związku z tym zmiana sektora będzie bardzo kosztowna. Edukacja płatna dla rezygnujących z obywatelstwa w sektorze.
No chyba, że mówimy o przyszłości z ponadpaństwowymi regulatorami budżetu edukacyjnego danego sektora.
Oczywiście, że to tylko mgliste marzenie owa UNIA suwerennych gospodarczo państw podlegających mechanizmom ponadpaństwowym (globalnym).
Proszę sobie wyobrazić, że odpowiednikiem drużyn piłkarskich byłyby różnonarodowe grupy naukowe starające się o dofinansowanie ponadstrukturalne z budżetu globalnego. Dofinansowanie byłoby możliwe w zamian za przedstawienie całościowe technologi, która stawałaby się własnością ogółu, łącznie z tym najmniejszym pracującym w rowie i nie wstydzącym się swojej pracy, z której ułamek pensji idzie na FUNDUSZE GLOBALNE, za które można kroczyć długofalowo do przodu.

Pozdrawiam
outsider (2469 punktów)
Dziś to niestety wygląda zupełnie inaczej. Wyroby high-tech zużywają sie nie fizycznie a moralnie: stają się zbyt nieatrakcyjne wobec produktów nowej generacji, są zatem wyrzucane jeszcze w pełni fizycznego zdrowia (coraz bardziej podobnie jest zresztą i z ludźmi). Płacimy zatem spore pieniądze za produkt, który wykorzystamy w 10 czy 20 procentach - to jest społeczna cena tak szybkiego postępu technologii: czy zatem płacimy cenę ekwiwalentną? Nie - płacimy cenę rynkową. Anonimowy nabywca płaci anonimowej spółce - ta z kolei anonimowym twórcom: anonimowym, bo nie do nich przecież będzie należał copyright.

Świat sie technicyzuje i odhumanizowywuje zarazem - ogromne dziś rzesze ludzkie mają mozliwośc dobrej i ciekawej pracy, choćby przy twoorzeniu i rozwijaniu technologii - potem wkraczają zautomatyzowane linie, albo i całkiem prosta maszyna do tłoczenia płyt CD: wszak software to potężny dziś sektor o znikomym nakładzie pracy na powielanie stworzonych w nim rozwiązań. Jednoczesnie potrzebna jest ogromna koncentracja kapitału -ludzi zaś niewielu i to raczej tych o wysokich kwalifikacjach.

W tej sytuacji stary mechanizm "jaka praca, taka płaca" stracił sens - neokonserwatyzm jest rozpaczliwą próbą reanimacji zombie. Prawo własności środków produkcji, prawo własności intelektualnej - to wszystko gra już dziś przeciw ludzkości, wytwarza układ niestabilny i powoli buduje masę krytyczną. Nie ma pracy dla wszystkich - ale zarazem żąda sie od wszystkich, aby sami zarabiali na życie. Nadchodzi wysokie bezrobocie strukturalne - radę dostrzega się w... podnoszeniu efektywności i wynikającej z niej redukcji zatrudnienia. Szaleństwo? Niestety, tak.

To się będzie musiało zawalić: z przeszłości mamy jednak niedobre doświadczenia, co się dzieje gdy walą się podstawy ustrojowe rzeczywistości społecznej (Marx: baza wyprzedziła nadbudowę). I rzadko imperia walą sie w sposób tak kontrolowany jak ZSRR - może to zresztą był efekt tego, że rządzący tam Marxa jednak czytywać musieli?

Dzięki za miłe słowa. A czyta się mnie jak czyta - bo jestem bardziej echem cudzych, coraz bardziej powszechnych myśli niż ich twórcą: raczej nadaję szlif.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nieboska komedia}
Totus (1201 punktów)
Rzeczywiście tak jest.
Na tle powyższych wypowiedzi jak oceniłby Pan problem przyrostu naturalnego?
Lepszy jest ujemny czy dodatni na dziś?
outsider (2469 punktów)
Totusie - przyjęta na forum forma grzecznościową jest "ty"

A samo pytanie? Nie odpowiadam na nie nawet samemu sobie: bo albo byłaby to odpowiedź bez znaczenia - takie pobożne życzenie - albo musiałaby za nia iść myśl o środkach potrzebnych do jej realizacji: tu mi się włącza czerwone światełko.

Długość zycia rośnie - umieralność losowa spada. Nowe normy obyczajowe (mam na mysli model rodziny, a nie erotyzm) i antykoncepcja wkraczają tu słabiej tu silniej. Nie są przeciez te zmiany niczym nienaturalnym: zrealizowany postulat polepszania jakości życia zwieksza mozliwości prokreacyjne, świadome macierzyństwo przywraca zakłóconą w ten sposób równowagę. Rzecz jasna, nowy poziom równowagi inaczej wygląda w społeczeństwach zachodnich - inaczej tam, gdzie obyczajowość jest bardziej tradycyjna, a ogólny poziom życia - niższy.

To powoduje, obok przeludnienia Ziemi - wzgledny wzrost populacji biedaków: jesli wierzyć w naszą cywilizację, nie jest to zjawisko korzystne - jeśli wierzyć w nią nie do końca, zauważyć tylko należy, że zmieniają się reguły gry Pólnoc-Południe. Jestem na tyle przytomny aby zauważyć, że nie powstrzymamy owej nadprodukcji wykluczonych nie sięgając do ich eksterminacji - z kolei sięgnięcie do niej zagroziłoby i nam samym, zbyt by się musiała zmienić nasza etyka, normy ustrojowe nie wytrzymałyby tego. Nasi wykluczeni otrzymują w ten sposób wsparcie ze strony wykluczonych w innych częściach świata - to budzi u niektórych potężny lęk.

Dzisiejsza globalizacja to miękki neokolonializm - nie sprawdzi się, bedzie się musiał przekształcić w twardy. Z drugiej jednak strony istnieje szansa i wyzwanie zarazem - trudne, co tu ukrywać. Odeszła Jałta, rejon Pacyfiku zrzuca z siebie do konca jarzmo zacofania zachowując własna odrębność - kiedyś odzyska i suwerennośc polityczną przeciw obcym lotniskowcom. Ameryka Południowa gramoli się powoli ku czemuś na kształt Europy Wschodniej - jedynym właściwie terenem bez jasnej przyszłości pozostaje Bliski Wschód i Afryka. Ogromne masy ludzkie maja pracę ciekawą i pochłaniającą bo twórczą - choćby na obszarze nowych technologii, gospodarka w ujęciu globalnym kwitnie...

Jest pewna polityczna myśl tych lat - mysl imperialna; Stany jednak zaplątały sie w beznadziejną wojnę, a zarazem na linii atlantyckiej gości obustrona niechęć (za dużo wdzięczności za amerykański "parasol" zimnowojenny, aby stosunki nadal mogły być przyjazne - ot, logika historii). Zatem pewien model gospodarki rozprzestrzenił się mniej więcej na połowę świata a dołączy po Chinach i Rosja - jest szansa na nowy ład globalny, bardziej niż poprzdnio cywilizowany: ład oparty na niezbyt brutalnej rywalizacji USA i Dalekiego Wschodu - i powolne odzyskiwanie znaczenia przez Stary Świat (mam na myśli Europę i Rosję - której mimo starych resentymentów nie chcę życzyć źle). Wtedy może przyjdzie na czas jakiś rozsądny pomysł - co dalej.

Gdzieś już pisałem: pociąg zbliża się do zakrętu, kolejarze krzyczą "Szybciej, szybciej!" - może jednak nie wypadniemy z szyn, a za zakrętem łąki zielone... Ot, prześladuje mnie taka właśnie wizja czasu, który trwa.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nieboska komedia}
Totus (1201 punktów)
Witam.

>To powoduje, obok przeludnienia Ziemi - wzgledny wzrost populacji biedaków: jesli wierzyć w naszą cywilizację, nie jest to zjawisko korzystne
uwierzmy więc.
>Jestem na tyle przytomny aby zauważyć, że nie powstrzymamy owej nadprodukcji wykluczonych nie sięgając do ich eksterminacji - z kolei sięgnięcie do niej zagroziłoby i nam samym, zbyt by się musiała zmienić nasza etyka, normy ustrojowe nie wytrzymałyby tego.
Prawda, że to poważny problem? Sama taka racjonalna wizja narastania tego problemu w przyszłości rodzi pytanie:
Czy możliwa jest już dziś prewencyjna postawa wobec zagrożeń przemocy i eksterminacji ?
Czy już dziś walka z mechanizmami pchającymi nas do konfliktu ma sens?
Czy zauważasz takie mechanizmy?
Jak można wiedząc o zagrożeniach jakie niosą pozostawać wobec nich obojętnym czyli tolerancyjnym w dzisiejszym jakże egoistycznym znaczeniu tego słowa?
Kto nawołuje do destabilizacyjnego trybu życia, który jak udaje nam się chyba zauważyć jest złem, w "oczach" "wspólnego dobra"?

>Nasi wykluczeni otrzymują w ten sposób wsparcie ze strony wykluczonych w innych częściach świata - to budzi u niektórych potężny lęk.
Niech się trzesą ze strachu posiadacze wędki, którzy zamiast ją podać bliźniemu, rzucają mu pod nogi jałmużnę. Czasem czas opadania rzuconej ryby jest tak długi, że zgnije w międzyczasie.

>Gdzieś już pisałem: pociąg zbliża się do zakrętu, kolejarze krzyczą "Szybciej, szybciej!" - może jednak nie wypadniemy z szyn, a za zakrętem łąki zielone... Ot, prześladuje mnie taka właśnie wizja czasu, który trwa.
Nie tylko Ciebie, są jeszcze pewne jej rozwinięcia, szczególnie prześladujące tych, którym dane było przeżyć zamachy. Widok.... nie, nie ma sensu pisać o tym co leży na torach i kto to tam podłożył.

Wróć do listy wątków działu Nauka

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365