Kościół w Polsce i na świecie - ot, taki zapomniany przez Boga i ludzi zakątek onetowego forum. Może przez ludzi niezupełnie - bo to jednak ponad 300 tysięcy postów: kiedyś bywało ciekawie, powiedziałbym nawet - sympatycznie.
Szukając czegoś, posortowałem w swojej onetowej poczcie posty według tematów - a gdy posortowałem, zauważyłem rzecz ciekawą: w przeciągu siedmiu miesięcy zatrzymano mi badź usunięto 150 postów: niby nie liczba astronomiczna - ale...
Zważywszy, że jest to okres w którym i tak w zwiazku z tymi praktykami pisałem tam niewiele... Traciłem jednak niemal jeden tekst dziennie - a przeciez nie zauważałem tego, nie czułem się jakoś szczególnie wyróżniony pod tym względem: cóz, nie na każdej bramie napisano lasciate ogni speranza.
Zaczęlo sie to niewinnie: otóz niektórzy uczestnicy zaczęli żadać od redakcji usunięcia krzywdzących ich ich zdaniem wpisów. Rozumiałem redakcję, nawet gdy o moje wpisy chodziło - jeśli znakomita większość programowo (pamiętając PRL) odrzuca takie metody, ci co się ich nie wstydzą są dla portalu bardziej uciążliwi - kto wie, może groźni? Rzecz jasna - powiadomienie o usunięciu nie konkretyzowało zarzutów - ani nie wskazywało "pierwszego poruszyciela".
Potem przyszła cenzura okołopapieska: był to kociokwik, ale mógł sie wydawać przemijający - mógł, jeśli nie rozumieć zagrożenia, jakie zawsze stanowią skuteczne ale ostre narzędzia - to sie tak czy owak musiało utrwalić. Potem dwóch cenionych przeze mnie i mądrych rozmówców z całkiem innego forum (jeden polski Żyd - "strażnik grobów" i jeden propalestynski anarchista) zaczęło się domagać stanowczo usuwania wpisów obrzydliwie i zoologicznie antysemickich - cóż, stała za nimi dobra racja, ale i sami dostarczali racji zwolennikom cenzury pod każdą już postacią...
Dziś - by wrócić do wspomnianego na początku zagubionego w sieci forum - panuje niezgorsza paranoja. Nikt nie wie co i za co jest usuwane - jedno jest pewne: maszynka tnie regularnie wszelkie aluzje, że na forum rządzi cenzura. Choć i to przestaje być oczywiste: ostre nawet oskarżenia w ostatnich dniach przechodzą i pojawiaja sie na forum - po czym jednak niechybnie znikają, gdy tylko zawiąże się dyskusja: czasem trzeba zdecydowanie niewiele. Zdarza się postom "półkownikowanie" - nieraz przez parę dni; zdarzają się rzeczy jeszcze bardziej osobliwe - zostałem własnie powiadomiony przez redakcyjny automat, że utraciłem dwa posty sprzed pół roku: dla pewności zapewne każdy z nich usunięto dwukrotnie.
Cenzura dobrze zorganizowana bywa warunkiem przetrwania jakiejs wątpliwej prawdy przez dziesiątki lat - koszta bywaja ogromne, ale ich się przecież nie liczy. Czym jednak kończy sie cenzura zorganizowana źle?
Ano, zobaczymy.
|