 |
Jak radzicie sobie z "misjonarzami'? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Bazgroły
| Napisano | Autor | Tytuł | | 20-05-2006 07:51 | sedona (139 punktów) | Jak radzicie sobie z "misjonarzami'? | Mam pytanie, jak radzicie sobie z ludźmi, którzy chcą was koniecznie nawrócić na jedyną prawdziwą wiarę? Mam znajomych, wieloletnich, którzy nigdy nie dyskutowali spraw wiary. Zawsze kiedy się spotykaliśmy rozmawialiśmy i żartowaliśmy na rożne tematy i te poważne i żartobliwe. "Piekło" rozpętało się w momencie kiedy dowiedzieli się, że jestem osobą niewierzącą. Dopóki myśleli, że o tak po prostu nie chodzę do kościoła ( czyli, że jestem tzw. wierząca , niepraktykująca) wszystko było w porządku. Po odkryciu mojej niewiary, z początku deklarowali swoją tolerancją, że wszystko jest cool, nie ma sprawy itp., ale do naszych rozmów coraz częściej wkradają się tematy religijne. Próbuję jak mogę ich unikać, bo to nic nie daje ani mi ani im. Na dodatek sami są w swojej wierze raczej letni, wierzą tak na wszelki wypadek, bo może ten bóg jednak istnieje. Jak mam ich przekonać, że nie chce i nie potrzebuje ich misji nawracania? Jak wy sobie radzicie z "misjonarzami'?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Gosia (9452 punktów) | >Jak mam ich przekonać, że nie chce i nie potrzebuje ich >misji nawracania? Jak wy sobie radzicie z "misjonarzami'? > Aż za dobrze znam problem o którym mówisz... Początkowo dopuszczałam do głosu tz."dobre wychowanie" i skazywałam się na wielogodzinne bicie piany na wiadomy temat.W końcu miałam dość.Teraz stanowczo odmawiam drążenia sprawy z osobami o zapędach misjonarskich.Wyraźnie mowię nie, jeśli nie ustępują, grzecznie pytam czy mają problemy ze zrozumieniem tego co do nich mówię i czy mam zacząć być niegrzeczna, aby dotarło że nie życzę sobie żadnego religijnego molestowania.Tylko raz byłam zmuszona do zastosowania "groźby" w praktyce: w połowie zdania mojego adwersarza powiedziałam dziękuję i osentacyjnie odwrciłam się do niego plecami.Więcej mnie nie nagabywał. Pozdrawiam.
|
|
| kasper (153 punktów) | > Próbuję jak mogę ich unikać, bo to nic nie daje ani mi ani> im.Ja lubię spotykać się i rozmawiać z ludźmi o odmiennych poglądach. Wówczas konwersacja jest wciągająca i ciekawa. Oczywiście dysputa musi mieścić się w pewnych granicach. Nachalne próby nawracania i narzucanie swoich doktryn nie można nazwać dialogiem. > Jak mam ich przekonać, że nie chce i nie potrzebuje ich> misji nawracania?Po prostu powiedzieć im to: " nie mam ochoty na takie dyskusje i koniec  ". Jeśli nadal nie będą szanować Twojego zdania, cóż ... Podsumowując: Wśród moich znajomych są ateiści, agnostycy, katolicy. W rodzinie mam ciotkę, która bez medytacji nie potrafi funkcjonować (zen). Cały problem sprowadza się do tolerancji i zrozumienia. Pozdr.
|
|
 | | sedona (139 punktów) | >Ja lubię spotykać się i rozmawiać z ludźmi o odmiennych poglądach. Wówczas konwersacja jest wciągająca i ciekawa. <
Owszem, jesli dysputa jest ciekawa, ale jesli jest to bezsensowne bicie piany to mi szkoda na to czasu i moich nerwow. Dzisiaj stanowczo odmowilam udzialu w religijnej pogawedce i kazde proby zejscia na te tematy torpedowalam w zarodku. Mysle, ze wkrotce 'misjonarskie ' zapedy moich znajomych zgina smiercia glodowa, z powodu braku pozywki w postaci tzw. 'dyskusji'. Pozdrawiam
|
|
| RudiMagx (280 punktów) | > Mam pytanie, jak radzicie sobie z ludźmi, którzy chcą> was koniecznie nawrócić na jedyną prawdziwą wiarę?Rozumiem, że chodzi to, jak z nimi nie dyskutować (czyli jak ich zgasić), bo jak z nimi dyskutować to osobna bajka  Najprościej powiedzieć, że nie mamy zamiaru o tym rozmawiać. Jeśli chcemy się z nimi przez sekundę podroczyć, to wszystko zależy od tego, pod jakim sztandarem chcą z nami wojować  W przypadku Świadków Jehowy, to ci są z reguły jak wyuczone małpki. Wystarczy ich zbić z tropu a zaprzestaną. Są wyszkoleni do nawracania katolików, więc wystarczy im powiedzieć, iż nasz światopogląd jest oparty na materialiźmie dialektycznym. Większość nie podejmuje wyzwania. Na tych odważniejszych są bardzo skuteczne wszelkie pytania zmuszające do myślenia, najlepiej z pogranicza matematyki, fizyki i filozofii. Gdy nie mogą się powołać na Pismo ich inwencja się kończy. W przypadku katolików sprawa jest o wiele łatwiejsza. Z reguły w ogóle nie znają kanonów swojej wiary. Wiedzą tylko, że nie wolno gzić się przed ślubem i przerywać ciąży. Wystarczy udać zainteresowanie. Polegną na pierwszym lepszym pytaniu o wiarę. Standard to: 1. Czy piekło jest wieczne? 2. Czy niewierzący może być zbawiony? 3. Jak papież może nawoływać do uznania innych religii, skoro jest to sprzeczne z I i II przykazaniem? 4. Czy Kopernik jest potępiony skoro sprzeciwiał się ówczesnej nauce Kościoła i poleceniom papieży? Oczywiście dobrze jest orientować się co nieco w tych tematach i jak w negocjacjach: nie zadawać pytania, na które nie zna się odpowiedzi... Pzdr serdecznie 
www.rudimagx.republika.pl
|
|
| Jarek (418 punktów) | >Mam pytanie, jak radzicie sobie z ludźmi, którzy chcą >was koniecznie nawrócić na jedyną prawdziwą wiarę? Jedyną metodą jest nie poddawanie się ich zasadą dyskusji, czyli oni mówią, mówią a ty masz grzecznie przytakiwać. Problem dyskusji polega na tym, że oni obrażają się od razu kiedy zaczniesz podważać ich zasady wiary, dogmaty. Emocje biorą górę nad rozsądkiem a że w sprawie wiary trudno o zdrowy rozsądek to i dyskusja jest nie możliwa ( znamy oczywiście zasady dysputy).
|
|
 | | Lorenc-Karcz (218 punktów) | Największy problem w braku kultury i chyba świadomości samego siebie. Juz wyjasniam o co mi chodzi. Jak juz ktos zauważył powyżej większość z misjonarzy to ludzie, którzy wierzą na wszelki wypadek. Pamiętam jak ostatni ktos powiedział w związku z moją dziewczyną, że to "głupio nie wierzyć w Boga". wtedy włacza mi światełko z pytaniem o to czym jest mądrość. Okazuje sie, że Ci ludzie sami nie znaja własnej wiary. Niestety brak im równiez podstaw kultury. Sam pamietam doskonale czas kiedy wierzyłem gorliwie, szukałem czytałem, praktykowałem, modliłem się itd. Nigdy mi sie nie zdarzyło nakłaniac do mojej wiary kogoś innego bo czułbym się jak terrorysta. Terroryzowałbym własnym "sumieniem" innych i uwazałem wtedy, że jako chrześcijanin nie powinienem tak postępować. Za to chciałem wiedzieć ( nie mylić nawracaniem) co taka osoba myśli o sprawach związanych z wiecznością. Był to raczej pęd do wiedzy i zrozumienia odmienności. Dziś mam się za agnostyka, więc nim jestem. Wiedza o religii jaka zdobyłem pozwala mi skutecznie ośmieszać ograniczone umysły tych co to na "wszelki wypadek". A "misjonarstwo" skrajny przypadek braku kultury, tylko niech ktos to powie misjonarzom...obrażą się. Religia i praktyka jest sprawą prywatną a jak napisał jeden z przedstawicieli kościoła: "do wiary w Boga dochodzi sie droga dłuższych przemyśleń i raczej wysiłku intelektualnego". To doskonale mi pasuje do misjonarzy, którym mówię aby mnie nie obrazali posadzaniem o snobizm intelektualny. Pytają wtedy co to takiego. A to bardzo proste: przyjmowanie bez refleksjii cudzych poglądów. Misjonarz - snob.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|