Film "Ćma" z 1980 roku wpisuje się w formułę kina moralnego niepokoju. Jednakże ze względu na dużą dawkę "psychologizmu" jaką emanuje - niewątpliwie cechuje się sui generis gatunkową autonomią. Roman Wilhelmi grający główną rolę jest dziennikarzem radiowym. Prowadzi program nocny pt. "Radiotelefon" Dzwonią do niego różni ludzie i wytrzepują z siebie wszelakiego rodzaju stresy, bóle, frustracje, brudy i patologie. Wilhelmi zasysa je emptycznie - ale po przetrawieniu nie wydala ich z siebie. Z biegiem czasu odkładają się w nim, warstwa po warstwie, niebezpieczne toksyny, które zaczynają Go dekonstruować. Jego życie osobiste to wzorcowa porażka. Miota się On pomiędzy żoną a kochanką nie potrafiąc podjąć decyzji stabilizującej Jego coraz bardziej chaotyczny byt. W zasadzie, z takimi problemami, wyśmienicie nadawałby się na słuchacza,...swojego własnego programu. Jest to film o samotności, egzystencjalnym bólu istnienia, kruchości ludzkich relacji. Jest w nim coś z Camusa. Wielka - kolejna zresztą - rola Wilhelmiego Zapraszam na seans do kina konesera na sobotni wieczór! www.youtube.com/watch?v=fWCeqxFch1g |