Ostatnio oglądam kabarety, których namnożyło się jak grzybów po deszczu. Jednym ze stałych tematów kpin jest kler, od proboszcza (z rodziną), poprzez Rydzyka dyscyplinującego swe baranki paralizatorem, aż po papieża, którego gra jakiś przygłup. Dostaje się katabasom równo. Czasem kupę śmiechu trudno odróżnić od kupy rozumu. |