Racjonalista - Strona głównaDo treści
Kongres Kultury Polskiej

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kultura
NapisanoAutorTytuł
21-09-2009 11:04Emil G. (251 punktów)
(zablokowany)
Kongres Kultury Polskiej
Ocena 1 na 1


Co waszym zdaniem racjonalnym przyniosły transformacja ustrojowa oraz przystąpienie Polski do struktur UE? Jakie zmiany zaszły w sposobie zarządzania kulturą na przestrzeni dwóch ostatnich dekad? W jakim kierunku powinna zmierzać polityka kulturalna państwa?
Jakie wyzwania stoją przed nią we współczesnym, globalizującym się świecie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

placownik (17853 punktów)
>

   Chyba nieco lepszy link.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
apud (4399 punktów)
>>
>   Chyba nieco lepszy link.
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli


dwoje artystow po linii!
badzmy dumni!
Sledziu (1058 punktów)

>Co waszym zdaniem racjonalnym przyniosły transformacja ustrojowa oraz przystąpienie Polski do
>struktur UE?

Przystąpienie Polski do UE, w sferze kultury, przyniosło oczywiście pieniądze. Transformacja ustroju gospodarczego dokonała mniej więcej tego samego, przy czym manna spadła raczej na tych, którzy schlebiają gustom gminu, zaś ci, których z rozkoszą oglądają i słuchają urzędnicy odpowiedzialni za promocję tzw. sztuki wysokiej (czyli zjawiska obejmującego tak regionalny przegląd teatralny organizowany przez moje liceum, jak i muzyczne popisy Krzysztofa Pendereckiego i jemu podobnych wyfrakowanych wirtuozów), i którzy tym samym mogą dziś liczyć na dotacje unijne, znaleźli się w latach 90-tych ma marginesie świadomości przeciętnego zjadacza chleba.

>W jakim kierunku powinna zmierzać polityka kulturalna państwa?
>Jakie wyzwania stoją przed nią we współczesnym, globalizującym się świecie?

Mimo, że boleję nad stanem, do którego doprowadza kulturę "niewidzialna ręka rynku", jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek polityki kulturalnej. Zachodzę bowiem w głowę, na jakich to niby podstawach miałby aparat państwowy wartościować przedsięwzięcia artystyczne i, w dalszej kolejności, wyselekcjonowane przez siebie inicjatywy wspomagać publicznymi funduszami. Dlaczego struktura, utrzymywana przy życiu dzięki podatkom płaconym przez ogół obywateli, ma faworyzować estetyczne preferencje wybranych grup wchodzących w skład społeczeństwa? W imię jakich, u licha, wartości zamierza się zmuszać ludzi do tego, by swe ciężko zarobione pieniądze oddawali na poczet przymusowego przysposabiania ich dzieci do bycia miłośnikami muzyki klasycznej?

Krótko mówiąc, pojęcie "polityki kulturalnej" to nic innego, jak kolejna inkarnacja przesądu o omnipotencji i wszechwiedzy państwa oraz elit narodowych w dziedzinie Prawdy, Dobra i Piękna. Najwyższy czas, by umieścić ją na bogato zaopatrzonym śmietniku historii - najlepiej gdzieś pomiędzy ideami państwa wyznaniowego i pedagogiki romantycznej.

Pozdrawiam.
Emil G. (251 punktów)
(zablokowany)
W imię jakich, u licha, wartości zamierza się zmuszać ludzi do tego, by swe ciężko zarobione pieniądze oddawali na poczet przymusowego przysposabiania ich dzieci do bycia miłośnikami muzyki klasycznej?

Czegoś nie rozumiesz. Nie ma mowy o przymusowym przysposabianiu dzieci do bycia miłośnikami muzyki klasycznej itd. Wręcz przeciwnie, nikt na kongresie nie chce wmawiać młodym ludziom, że "Słowacki wielkim poetą był". Zapoznaj sie z raportami.
Chodzi natomiast o to, by "wyrabiać poczucie estetyczne", uczyć jak odróżniać kicz i blagę od sztuki itp.

Raport o edukacji kulturalnej
24-09-2009 15:20 
 Ocena 3 na 3
Sledziu (1058 punktów)

>Chodzi natomiast o to, by "wyrabiać poczucie estetyczne", uczyć jak odróżniać kicz i blagę od sztuki itp.

Idea wyrabiania u młodzieży poczucia estetycznego zakłada implicite, że istnieje coś takiego, jak sztuka obiektywnie wartościowa, i że to aparat państwowy, wspomagany przez wszelkiej maści bohemę, potrafi ją zidentyfikować, nazwać i spopularyzować.

>Wręcz przeciwnie, nikt na kongresie nie chce wmawiać młodym ludziom, że "Słowacki wielkim poetą był"

Może i nie, ale też wszyscy jego uczestnicy niewątpliwie kierują się przekonaniem, że z całą pewnością nie jest nim Peja albo młynowy na stadionie. A to oznacza, że różnica pomiędzy zwolennikami estetycznego uwrażliwiania młodych, a belframi obstającymi przy starodawnych metodach nauczania czołobitnego szacunku dla wybranych przez reżim artystów, jest mniej więcej taka, jak pomiędzy religijnymi ekumenistami a integrystami. Pierwsi sądzą, że bóg jest w wielu kościołach, drudzy zaś, że tylko w jednym. Łączy ich wszakże to, że zgodnie nie dopuszczają możliwości poznania boga poza jakimkolwiek kościołem, bądź też w ogóle nieistnienia boga. Podobnie jest w przypadku otwartych i twardogłowych propagatorów sztuki wysokiej. Mogą nie zgadzać się co do tego, czy wielcy byli tylko Słowacki, Mickiewicz, Krasiński i Petofi, czy może jeszcze Wojaczek i Stachura, lecz wszyscy jak jeden mąż żywią przeświadczenie, że czego nie miłują brodaci literaturoznawcy i egzaltowane polonistki, to od złego pochodzi. Ten typ myślenia pokutuje rzecz jasna także w innych dziedzinach sztuki. Uczeń zasłuchujący się w nagraniach Pink Floyd, Genesis i The Doors będzie w porządku, bo zespoły które podziwia reprezentowały wysoki poziom instrumentalny i liryczny, inspirowały się dokonaniami klasyków i poezją romantyków. Gorzej z dzieciakiem biegającym na koncerty WWO bądź The Analogs - ani śpiewać, ani grać szarpidruty te nie umieją, co gorsza serwują teksty o jakiejś groźnej, bandyckiej tematyce.

Pozdrawiam.
Emil G. (251 punktów)
(zablokowany)
26-09-2009 13:07 
 0 na 2
Sledziu (1058 punktów)
>W zasadzie nie piszesz nic nowego, odkrywczego ani godnego uwagi.

Przepraszam Mistrzu, na przyszłość postaram się poprawić, by zasłużyć na aprobatę Twej światłej osoby.
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Zarządzanie kulturą brzmi absurdalnie i jest absurdalne. Polityka kulturalna państwa. Dobre . Państwo ma mieć politykę do budowania dróg, zapewniania bezpieczeństwa i umożliwienie działalności wszelakiej obywatelom.

Sposoby zarządzania kulturą - brzmi przerażająco . Tak jakby taki np. Steve Vai lub śp. Miles Davis potrzebował jakiegoś zarządzania. Dzięki temu, że nikt nimi nie zarządzał mogli swobodnie sobie tworzyć swoje dzieła.
Emil G. (251 punktów)
(zablokowany)
>Zarządzanie kulturą brzmi absurdalnie i jest absurdalne.
Mówisz o tym --> www.zarzadzaniekultura.pl/ ? Nie wiem, cóż absurdalnego w tym dostrzegasz.
Polityka kulturalna państwa. Dobre . Państwo ma mieć politykę do budowania dróg, zapewniania bezpieczeństwa i umożliwienie działalności wszelakiej obywatelom.
Umożliwianie działalności wszelkim obywatelom to także umożliwianie działalności Bibliotece Narodowej, Filharmonii, Teatrom państwowym, domom kultury, menadżerom kultury, artystom i wszelakim instytucjom działającym na forum kultury i sztuki.
>Sposoby zarządzania kulturą - brzmi przerażająco . Tak jakby taki np. Steve Vai lub śp. Miles Davis potrzebował jakiegoś zarządzania. Dzięki temu, że nikt nimi nie zarządzał mogli swobodnie sobie tworzyć swoje dzieła.
>
Jesteś pewien, że ci dawaj nie korzystali z usług menadżerów? Zresztą, to nie istotne bo oni akurat dofinansowania nie potrzebują tak, jak np. szkoła muzyczna w moim mieście.

Proszę o zapoznanie sie z tematem przed wypowiedzeniem się.
28-09-2009 16:46 
 Ocena 1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>Jesteś pewien, że ci dawaj nie korzystali z usług menadżerów? Zresztą, to nie istotne bo oni akurat dofinansowania nie potrzebują tak, jak np. szkoła muzyczna w moim mieście.

Jestem pewien, że korzystali z usług menadżerów ale za własne pieniądze, nie pieniądze podatników.

Nie widzę najmniejszego powodu w dofinansowywaniu kultury i sztuki i do zajmowania się przez instytucje państwowe tą tematyką.
Emil G. (251 punktów)
(zablokowany)
>>Jesteś pewien, że ci dawaj nie korzystali z usług menadżerów? Zresztą, to nie istotne bo oni akurat dofinansowania nie potrzebują tak, jak np. szkoła muzyczna w moim mieście.
>Jestem pewien, że korzystali z usług menadżerów ale za własne pieniądze, nie pieniądze podatników.
A jesteś pewien, że nie uczyli się muzyki w państwowych szkołach?

>Nie widzę najmniejszego powodu w dofinansowywaniu kultury i sztuki i do zajmowania się przez instytucje państwowe tą tematyką.
>
W zasadzie prezentujesz stanowisko podobne do tego, które zaprezentował na kongresie prof. Leszek Balcerowicz, który mówił coś o "mentalności rosyjskiego działacza". Jest w tym trochę racji i pisze o tym apud. Gdy o tym myślę przypomina się trochę dramat Jerzego Szaniawskiego Żeglarz. Z tym, że należy zauważyć iż nie tylko Państwo może manipulować historią, legendą bohatera, za pomocą sztuki, bo może manipulować także i Kulczyk. Fałszywy wizerunek kapitana Nuta to dla wielu sprytnych jednostek wspaniały interes. Popatrzmy na amerykańskie produkcje filmowe! Popatrzmy także na polskie w których co rusz pojawia sie jakaś marka, a to Onet.pl, a to radio Zet leci w tle... Załóżmy, że ktoś chce zrobić film na podstawie wspomnianego dramatu. Zgadnijcie, co pojawi sie na ekranie? Oczywiście Łódka Bols.
    Fakt, że w naszym kraju marnotrawione są pieniądze podatników przeznaczone na kulturę (0,5 % pkb) nie jest żadna nowością, ale proszę zauważyć iż w krajach zachodnich na kulturę przeznacza się ponad 2% pkb i dlatego właśnie tak daleko nam do Paryża, Londynu a nawet Berlina. Teoretycznie można także sprywatyzować szpitale, straż pożarną, policję i wszystkie instytucje i organizacje użyteczności publicznej... Ach, skoda gadać...
01-10-2009 12:42 
 Ocena 2 na 4
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>>>Jesteś pewien, że ci dawaj nie korzystali z usług menadżerów? Zresztą, to nie istotne bo oni akurat dofinansowania nie potrzebują tak, jak np. szkoła muzyczna w moim mieście.
>>Jestem pewien, że korzystali z usług menadżerów ale za własne pieniądze, nie pieniądze podatników.
>A jesteś pewien, że nie uczyli się muzyki w państwowych szkołach?

Jestem pewien. Steve Vai uczył się gry najpierw u swojego kolegi z ulicy Joe Satrianiego za kilka dolców za lekcję. Potem jak już opanował instrument poszedł sobie do szkoły muzycznej (bardzo znanej w USA) gdzie też się płaci za naukę. Taki Hendrix na ten przykład, to w ogóle nie uczęszczał do żadnej szkoły muzycznej, ponoć nawet nut nie znał, co nie przeszkodziło mu, a nawet pomogło stać się legendą już za swojego krótkiego żywota.

Szkoły muzyczne tworzą odtwarzaczy. Większość muzyków, których znam (mam tu na myśli takich co stworzyli nową jakość) do szkół muzycznych nie chodziła. Szkoły muzyczne zabijają poszukiwanie własnej drogi i własnych dźwięków.

Co nie zmienia faktu, że jednak czegoś tam uczą ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że nie może być tak aby z pieniędzy podatników sponsorować sztukę. Ja mam płacić komuś tam, bo ten np. chce sobie filmy kręcić ? Przecież to jest absurdalne. Dodam do tego, że ja zapłacę Wajdzie za zrobienie kolejnego gniota, którego jeśli chce obejrzeć będę musiał zapłacić po raz drugi, a zysk będzie miał Wajda. Absurd. Niech sobie robi filmy ale za własną kasę.
Emil G. (251 punktów)
(zablokowany)
>>>>Jesteś pewien, że ci dawaj nie korzystali z usług menadżerów? Zresztą, to nie istotne bo oni akurat dofinansowania nie potrzebują tak, jak np. szkoła muzyczna w moim mieście.
>>>Jestem pewien, że korzystali z usług menadżerów ale za własne pieniądze, nie pieniądze podatników.
>>A jesteś pewien, że nie uczyli się muzyki w państwowych szkołach?
>Jestem pewien. Steve Vai uczył się gry najpierw u swojego kolegi z ulicy Joe Satrianiego za kilka dolców za lekcję. Potem jak już opanował instrument poszedł sobie do szkoły muzycznej (bardzo znanej w USA) gdzie też się płaci za naukę. Taki Hendrix na ten przykład, to w ogóle nie uczęszczał do żadnej szkoły muzycznej, ponoć nawet nut nie znał, co nie przeszkodziło mu, a nawet pomogło stać się legendą już za swojego krótkiego żywota.
>Szkoły muzyczne tworzą odtwarzaczy. Większość muzyków, których znam (mam tu na myśli takich co stworzyli nową jakość) do szkół muzycznych nie chodziła. Szkoły muzyczne zabijają poszukiwanie własnej drogi i własnych dźwięków.
Ale np. edukacja muzyczna Johna Cage'a obejmowała tradycyjne studia w konserwatorium Pomona College.
> Rzecz w tym, że nie może być tak aby z pieniędzy podatników sponsorować sztukę. Ja mam płacić komuś tam, bo ten np. chce sobie filmy kręcić? Przecież to jest absurdalne. Dodam do tego, że ja zapłacę Wajdzie za zrobienie kolejnego gniota, którego jeśli chce obejrzeć będę musiał zapłacić po raz drugi, a zysk będzie miał Wajda. Absurd. Niech sobie robi filmy ale za własną kasę.
>
Zysk ma Wajda.. hehe, jak by chodziło o zysk to krecił by teraz Polowanie na muchy V.
A kimże ty jesteś, by nazwać jego filmy gniotami? I co to za dyskusja w której takie argumenty padają? Jeśli nie chcesz płacić za kulturę, bo w pełni satysfakcjonują cie dokonania Hendrixa i Vaia to zapomnij, że kiedyś dane ci będzie usłyszeć płytę Janka Muzykanta. Mylisz kulturę wysoką, z popkulturą. I jak znam życie, to zaraz zaczniesz zwalac Szopena z pomnika na bruk, co by stał w rzędzie z Satrianim. To już było.
01-10-2009 15:39 
 Ocena 1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)

>Zysk ma Wajda.. hehe, jak by chodziło o zysk to krecił by teraz Polowanie na muchy V.

No to kto ma zysk ja nie Wajda ? Jaś Wędrowniczek ?

>A kimże ty jesteś, by nazwać jego filmy gniotami? I co to za dyskusja w której takie argumenty padają?

Ostatnimi laty to jednak Wajda robi gnioty. I to nie tylko moje zdanie.

>Jeśli nie chcesz płacić za kulturę, bo w pełni satysfakcjonują cie dokonania Hendrixa i Vaia to zapomnij, że kiedyś dane ci będzie usłyszeć płytę Janka Muzykanta. Mylisz kulturę wysoką, z popkulturą.

No jeśli dla Ciebie Vai i Hendrix to nie kultura najwyżej jakości, to po prostu się nie znasz. O ile o Hendrixie to mogłeś słyszeć, o tyle Vai nie jest jakoś powszechnie znany. Ale zajrzyj sobie na Wiki kto to i co to . pl.wikipedia.org/wiki/Steve_Vai .

Posłuchaj sobie choć tego kawałka www.youtube.com/watch?v=Yw74sDWPH7U&feature=fvst jeśli twierdzisz, iż nie jest to wysoka kultura, no to ja już nie wiem co może być wysoką kulturą dla Ciebie .

Rozumiem, że dla Ciebie kultura wyższa to muzyka poważna i klasyczna. Ale widzisz, muzyka się rozwinęła trochę na przestrzenie lat. Tworzone są nowe środki wyrazu i style, a klasyka to po prostu nuda, taki w koło odgrzewany z prahistorii kotlet.

I jak znam życie, to zaraz zaczniesz zwalac Szopena z pomnika na bruk, co by stał w rzędzie z Satrianim. To już było.

Twoja nawijka bierze się z tego iż po prostu się nie znasz na muzyce współczesnej. Taki Satriani spokojnie może stać w szeregu z Chopinem. Poza tym nie sądzę aby Chopin był tak biegły w obsłudze swojego instrumentu jak Satriani. Powiem Ci nawet więcej, jest wielu gitarzystów grających klasykę ale nie są oni szczególnie cenieni przez krytykę znającą się na rzeczy. Po prostu skostniała klasyka nie wnosi nic nowego.
01-10-2009 16:36 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Zysk ma Wajda.. hehe, jak by chodziło o zysk to krecił by teraz Polowanie na muchy V.
>No to kto ma zysk ja nie Wajda ? Jaś Wędrowniczek ?
>>A kimże ty jesteś, by nazwać jego filmy gniotami? I co to za dyskusja w której takie argumenty padają?
>Ostatnimi laty to jednak Wajda robi gnioty. I to nie tylko moje zdanie.

Wystarczy twoje, innych jest zbędne, boś nieomylny.

>>Jeśli nie chcesz płacić za kulturę, bo w pełni satysfakcjonują cie dokonania Hendrixa i Vaia to zapomnij, że kiedyś dane ci będzie usłyszeć płytę Janka Muzykanta. Mylisz kulturę wysoką, z popkulturą.
>No jeśli dla Ciebie Vai i Hendrix to nie kultura najwyżej jakości, to po prostu się nie znasz.

Oczywiście, że sie nie zna.

>O ile o Hendrixie to mogłeś słyszeć, o tyle Vai nie jest jakoś powszechnie znany. Ale zajrzyj sobie na Wiki kto to i co to . pl.wikipedia.org/wiki/Steve_Vai .

O! O, właśnie, niech sobie poczyta Wikipedię, będzie wiedział, co mu się podoba.
.
>Posłuchaj sobie choć tego kawałka www.youtube.com/watch?v=Yw74sDWPH7U&feature=fvst jeśli twierdzisz, iż nie jest to wysoka kultura, no to ja już nie wiem co może być wysoką kulturą dla Ciebie .

Ja tez nie wiem, czego on szuka, jak mu wskazujesz, co ma się podobać.

>Rozumiem, że dla Ciebie kultura wyższa to muzyka poważna i klasyczna. Ale widzisz, muzyka się rozwinęła trochę na przestrzenie lat. Tworzone są nowe środki wyrazu i style, a klasyka to po prostu nuda, taki w koło odgrzewany z prahistorii kotlet.

tak klasyków słuchają tylko nudziarze i podobanie się, musi iśc z postępem czasu.

>I jak znam życie,

Oj, znasz mój Rinpocze, oj znasz!

>Twoja nawijka bierze się z tego iż po prostu się nie znasz na muzyce

Nie zna się. Jak mu się, mój Rinpocze, może nie podobać się to co tobie? Stąd ta nawijka do kijka.
01-10-2009 16:55 
 Ocena 1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Z pierdołami saskimi nie dyskutuje. Klaunuj do woli .
01-10-2009 17:04 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Z pierdołami saskimi nie dyskutuje. Klaunuj do woli .

Gdzież bym śmiał, przewodniku duchowy, podjąć z tobą dyskusje? Wszak ty jedyny wiesz, co się komu podoba i co komu smakuje.
>
01-10-2009 17:15 
 Ocena 1 na 1
J.Szulc (5723 punktów)

Jak widzę, znalazłeś "chłopca do bicia".
Z braku innych, w tej chwili?
Nie godzi się, witwosie... Oj, nie godzi

Niezmiennie, ciepło, pozdrawiam
01-10-2009 17:55 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Jak widzę, znalazłeś "chłopca do bicia".
>Z braku innych, w tej chwili?
>Nie godzi się, witwosie... Oj, nie godzi

Ależ nie! Ja, wędrujący bezkresem dróg, gniewem Posejdona dotknięty, rozpoznałem dawno zagubionego przyjaciela i druha mego. Cóż jednak począć, kiedy taka wola bogów, że musiałem go zostawić tam, gdzie pozostawiłem Telegonosa, syna mego nieślubnego?

>Niezmiennie, ciepło, pozdrawiam

Jeszcze serdeczniej.
01-10-2009 18:06 
 Ocena 1 na 1
J.Szulc (5723 punktów)

Witwosie, Ty mój drogi przyjacielu... Historia lubi czasem zabawiać się swoimi pionkami w grze, czyli nami. Czasem "świnię" podkłada tam, gdzie rodzi się coś szczerego, tudzież dobrego. Bądźże od niej mądrzejszy - racz zauważać kolory, tudzież odcienie czerni i bieli. Świat nie składa się tylko z dobra i zła, czyli bieli i czerni. Wielu spraw, tych niby "wyznacznikowych" nie da się jednoznacznie i jednowymiarowo nazwać, bo zależą od postrzegania przez jednostkę. A wiemy przecież doskonale, że co dla Ciebie jest zdecydowanie czarne, dla mnie może być ciemnym odcieniem szarości.
Tak właśnie ludzie gubią się w poszukiwaniach odzwierciedlenia swoich wartości, patrząc jedynie na czubek własnego nosa, nie patrząc perspektywicznie, na całość.
Powiedz, że jesteś inny...

Pozdrawiam najserdeczniej...
01-10-2009 18:24 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Witwosie, Ty mój drogi przyjacielu... Historia lubi czasem zabawiać się swoimi pionkami w grze, czyli nami. Czasem "świnię" podkłada tam, gdzie rodzi się coś szczerego, tudzież dobrego. Bądźże od niej mądrzejszy - racz zauważać kolory, tudzież odcienie czerni i bieli. Świat nie składa się tylko z dobra i zła, czyli bieli i czerni. Wielu spraw, tych niby "wyznacznikowych" nie da się jednoznacznie i jednowymiarowo nazwać, bo zależą od postrzegania przez jednostkę. A wiemy przecież doskonale, że co dla Ciebie jest zdecydowanie czarne, dla mnie może być ciemnym odcieniem szarości.
>Tak właśnie ludzie gubią się w poszukiwaniach odzwierciedlenia swoich wartości, patrząc jedynie na czubek własnego nosa, nie patrząc perspektywicznie, na całość.
>Powiedz, że jesteś inny...

Zrozum, potem oceniaj. Eurylochos, dzielnie przy mym boku stawał i pod Troją i gdym w oko syna Toosy i Posejdona, okrutnego Polifema celował. Jednakże, kiedym musiał Ajaję opuścić wszystko się zmieniło. Nikt inny tylko on właśnie, tenże Eurylochos, okrutnie zniesławił, Bogu duch winna niewiastę. Tego i honor i etos mej drużyny, znieść nie może. Łeb jego obcięty na palu być zatknięty musi, a reszta na pasztet jeno, lub sępom na pożarcie.

Wybacz, o Pani!
J.Szulc (5723 punktów)

>Wybacz, o Pani!
Nie mam że czego wybaczać, Panie.
Nawet, jeśliś nazbyt wojowniczy, to stając w obronie niewiasty, zyskujesz wiele...

Pozdrawiam bardzo...
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>>Z pierdołami saskimi nie dyskutuje. Klaunuj do woli .
>Gdzież bym śmiał, przewodniku duchowy, podjąć z tobą dyskusje?

Ciekawe co cały czas robisz jak nie podejmujesz dyskusje. Upsss... Pierdzielisz faramazony. Pierdziel dalej, tylko okno otwórz w norce, bo od tego pierdzielenia zaczadzisz się.
01-10-2009 18:07 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>>Z pierdołami saskimi nie dyskutuje. Klaunuj do woli .
>>Gdzież bym śmiał, przewodniku duchowy, podjąć z tobą dyskusje?
>Ciekawe co cały czas robisz jak nie podejmujesz dyskusje. Upsss... Pierdzielisz faramazony. Pierdziel dalej, tylko okno otwórz w norce, bo od tego pierdzielenia zaczadzisz się.

Rozpoznałem w tobie Eurylochosa, niechybnie. Dzielnym człekiem był, niestety i on i potomstwo jego, jeno na pasztety.
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
A ja w tobie starego pierdziela.
01-10-2009 18:37 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>A ja w tobie starego pierdziela.

Eurylochosie! Kiedyś strzała z łuku twego, co napięty dłonią mocarną, a okiem sokolim kierowana, trafiała w cel niechybnie, no cóż. Teraz jeno kwik żałosny wydać możesz.
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>>A ja w tobie starego pierdziela.
>Eurylochosie! Kiedyś strzała z łuku twego, co napięty dłonią mocarną, a okiem sokolim kierowana, trafiała w cel niechybnie, no cóż. Teraz jeno kwik żałosny wydać możesz.
>

Odkryje następny akt wiary: Przynudzasz.
02-10-2009 13:52 
 Ocena 2 na 2
Emil G. (251 punktów)
(zablokowany)
Proponuje akt III- Ciekawa wymiana poglądów na temat Kongresu Kultury Polskiej
02-10-2009 13:16 
 Ocena 2 na 2
Emil G. (251 punktów)
(zablokowany)
Nie będą się z tobą kłócił bo nie ma o co i po co. Powiem jednak krótko na czym polega różnica pomiędzy kulturą wysoką a niską.
Jedni twierdzą, że jest taka jak między festynem a festiwalem. Inni, że jak między czystą wodą, a wódą czystą, albo disco polo a folkiem.
Mój pogląd jest nieco radykalniejszy. Sądzę bowiem, że różnica między kulturą przez duża i małe "k" jest taka, jak pomiędzy kurwą i jej pizdą, a kurtyzaną i jej waginą.
02-10-2009 18:47 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>Nie będą się z tobą kłócił bo nie ma o co i po co. Powiem jednak krótko na czym polega różnica pomiędzy kulturą wysoką a niską.
>Jedni twierdzą, że jest taka jak między festynem a festiwalem. Inni, że jak między czystą wodą, a wódą czystą, albo disco polo a folkiem.
>Mój pogląd jest nieco radykalniejszy. Sądzę bowiem, że różnica między kulturą przez duża i małe "k" jest taka, jak pomiędzy kurwą i jej pizdą, a kurtyzaną i jej waginą.
Jeśli tak stawiasz sprawę, to jestem skłonna postawić Steve'a Vai w rzędzie kurtyzan.
Ale w sumie nie o to kłótnia, tylko o pieniądze, prawda?
Cóż... mimo ogólnie liberalnych ciągotek byłabym za tym, żeby jednak dofinansowywać kulturę z państwowej kasy. Weźmy takie muzea. Nie zarobią na siebie, bo po pierwsze, nie taka ich rola, a po drugie, jeśli nawet spróbują, windując ceny biletów, to i tak padną, bo naród nie przyjdzie. Będzie za drogo. W kwestii szkół muzycznych mam zdanie podobne. Do prywatnej, płatnej i samoutrzymującej się szkoły Janko Muzykant nie trafi.
Pewną szansą na zdjęcie ciężaru finansowania kultury z budżetu jest system sponsoringu, ale tu czai się pułapka. Otóż sponsor muzeum (na przykład) niekoniecznie będzie skłonny dać pieniądze na kosztowną konserwację wygrzebanego na strychu dzieła jakiegoś XVII-wiecznego flamandzkiego mistrza, za to da na zakup - powiedzmy - jelenia na rykowisku, bo takie mu się akurat podobają i uważa, że jest on godny zawiśnięcia w centralnym punkcie galerii malarstwa. Ewentualnie da na pierwsze pod warunkiem, że drugie. Ciężka sprawa...
Wracając do różnic między kulturą wysoką i niską - czasem granica między nimi jest nieostra. Są rzeczy ewidentnie wysokie i ewidentnie niskie, ale większość plasuje się gdzieś na pograniczu i to, co obecnie ma etykietkę "pop" może z czasem trafić na wysoką półkę. Obok Chopina między innymi.
03-10-2009 08:19 
 Ocena 2 na 2
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Ty się ze mną nie kłóć ale właśnie, powiedz mi drogi znawco sztuki jaka to niby różnica jest pomiędzy kulturą przez duże k i tym szajsem przez małe k, powiedzmy na przykładzie muzyki, bo dużo słucham i różnych gatunków, więc trochę się na tym znam. A i Ty wspominałeś cosik o Chopinie, także domniemam, że lubisz sobie posłuchać. Zatem co wyróżnia dobrą muzę od tej złej ??
Leon Cabbage (1821 punktów)
(zablokowany)
>Ty się ze mną nie kłóć ale właśnie, powiedz mi drogi znawco sztuki jaka to niby różnica jest pomiędzy kulturą przez duże k i tym szajsem przez małe k, powiedzmy na przykładzie muzyki, bo dużo słucham i różnych gatunków, więc trochę się na tym znam. A i Ty wspominałeś cosik o Chopinie, także domniemam, że lubisz sobie posłuchać. Zatem co wyróżnia dobrą muzę od tej złej ??
>

Tyś znawca muzyki więc się wypowiedz a ja się skromnie do tego odniosę i zobaczymy co z tego wyjdzie.
Póki co powiem tylko, że porównywanie Szopena do Satrianiego czy Vaia jest równie bezzasadne, co zestawianie malarzy takich jak Nikifor Krynicki i Teofil Ociepka z malarzami ze Szkoły Barbizońskiej. To po prostu dwa odrębne zjawiska.

A teraz pozwolę sobie na wypowiedź nie do końca związaną z tematem i odniosę się do wypowiedzi Emila i adwersarza jego kanika.

Patronem sztuki wysokiej mógłby z powodzeniem zostać centaur Chiron (zwany także Chejronem), wyjątkowy przedstawiciel swej rasy.
Chiron w przeciwieństwie do swych pospolitych pobratymców, nie marnował energii na orgie, pijatyki, tańce, chulańce i swawole. Chiron (symbolicznie) wysyłał swe strzały pod katem 45 stopni, czyli ku najdalszym z możliwych celów, w świat wyższych wartości. Wychował kilku greckich herosów (m.in. Kastora, Nestora, Asklepiosa. Achillesa, Jazona i Tezeusza (przypomina się Arystoteles jako wychowawca Aleksandra), z pewnością miał także wpływ na wychowanie Thorgala Aegirssona.
I tu anegdota.
Mój znajomy, miłośnik komiksów, któremu powtórzyłem tekst z forum
> Jedni twierdzą, że jest taka jak między festynem a festiwalem. Inni, że jak między czystą wodą, a wódą czystą, albo disco polo a folkiem.
>Mój pogląd jest nieco radykalniejszy. Sądzę bowiem, że różnica między kulturą przez duża i małe "k" jest taka, jak pomiędzy kurwą i jej pizdą, a kurtyzaną i jej waginą.
roześmiał się rubasznie i skwitował to następująco:
> Skoro tak, to Thorgal jest ekskluzywną kurtyzaną o niepospolitej duszy i arystokratycznym pochodzeniu, a Conan Barbarzyńca (tu: bohater serii komiksów wydanych przez Tm-Semic w latach 1993/4) to zwykła k***a jest naszprycowana botoksem.
I coś w tym jest!
Tylko proszę mnie dobrze zrozumieć. Nie jestem snobem, który Transformersom, Spidermanom, Hulkom, Punisherom, Supermenom i innym człekopodobnym stworom mówi stanowcze NIE. Ten świat popkultury ze swoimi grami komputerowymi, gadżetami, laserowymi koltami, dominujący nad cnotami filozofów ma swoja racje bytu. Problem zaczyna się wtedy, gdy to, czego nie dokonał ogień Świętego Oficjum i socrealizm, to z powodzeniem realizuje Myszka Miki i jej kumpel pułkownik Sanders.
Boje się, że w wkrótce nikt nie będzie sięgał po zeszyty z przygodami Thorgala* i Asterixa w pełni przynależącymi do świata popkultury (tej młodszej siostry kultury ludowej, czy tez ludycznej) a wybierze te z serii "KA-BOOM, trzsak, prska, skrrryk! whooom, sruttutu, karkpęk cdn" bo tańsze, łatwiej dostępne, bardziej kolorowe i łatwiejsze w odbiorze. To samo dotyczy filmu, książki i chyba wszystkich dziedzin sztuki.

PS
Droga spray, jeśli ci się nudzi możesz przedstawić tu zebranym to co Lem pisał o popularnej literaturze science fiction i to również będzie dowód na istnienie kultury aspirującej wysoko do której Lema zaliczyć możemy chyba bezspornie, a lichotą którą to często krytykował, schlebiającą masom niewyrobionych gustów na całym świecie.



* Thorgal- pół wojownik pół filozof pacyfista, znakomity łucznik, nie wyrywający serc i nie broniący świata przed kolejna atomową zagładą, prowokował do zadawania najtrudniejszych pytań (a przynajmniej mnie).
06-10-2009 17:11 
 Ocena 1 na 1
spray (5875 punktów)
>PS
>Droga spray, jeśli ci się nudzi możesz przedstawić tu zebranym to co Lem pisał o popularnej literaturze science fiction i to również będzie dowód na istnienie kultury aspirującej wysoko do której Lema zaliczyć możemy chyba bezspornie, a lichotą którą to często krytykował, schlebiającą masom niewyrobionych gustów na całym świecie.

Rzeczywiscie, krytykowal, takze swoje wlasne utwory - zwlaszcza te wczesniejsze, ktore w calosci naleza do gatunku sf.
"Morze papieru poświęcone wyciąganiu klinicznego imbecyla z totalnego skretynienia" - tak sie wyrazil po latach o swoim "Powrocie z gwiazd". Ogolnie o fantasyce powiedzial,ze "bywa zwykle azylem dla umysłowo niedorozwiniętych". Strasznie sie irytowal, gdy nazywano go pisarzem sf i ja uwazam, ze slusznie, bo to szufladka o wiele za ciasna dla Lema.
"Szpital Przemienienia", "Pamietnik znaleziony w wannie","Wysoki zamek", "Dialogi", "Summa technologiae", "Filozofia przypadku", "Proznia doskonala" i "Wielkosc urojona" - tylko ad hoc przywolujac - czy to sa utowry sf ?
Tak nie mozna tez po wiedziec o cudownej "Cyberiadzie", "Bajkach robotow", "Dziennikach gwiazdowych" , "Kongresie futurologicznym",czy "Wizji lokalnej", bo choc sztafaz powiesci i opowiadan jest fantastyczny, a wlasciwie fantastyczno naukowy silnie zaprawiony groteska, czy juz bez groteski o "Solaris" - ostatecznie nie sa to dziela sf. Czasem bardziej filozoficzne, czasem socjologiczne, albo np. teoretyczno-literackie, jak "Fantastyka i futurologia".
Lem mial o literaturze sf bardzo mniemanie niepochlebne, zwlaszcza o sf angloamerykanskiej , choc wyroznial pozytywnie Wellsa, Stapledona, Dicka, LeGuin.
Wyraz tym pogladom dawal bardzo czesto, ale prawie calosc jego pogladow na literature fantastyczna i futurologiczna zawarla sie w "Fantastyce i futurologii", w ktorej probowal stworzyc teorie tego gatunku, przy czym ostro wypunktowal to, co uznawal za szmire i tandete. Czyli znakomita wiekszosc tworczosci tego rodzaju, siebie nie szczedzac
"Fantastyka i futurologia", to kobyla po prostu (choc kobyla chwilami dosc interesujaca),zaleznie od wydania 750 do ponad 1000 stron, trudno wiec od reki wynalezc stosowne cytaty. Niech wiec wystarczy Poslowie:

"Sporządzenie młota na Science Fiction nie było moim zamiarem, toteż negatywny bilans tej książki zaskoczył mnie samego. (...)
...planom poszukiwania futurologicznie cennych treści zagroziło fiasko. Jasne jest bowiem, że nikt w pojedynkę nie może nadrobić tego, czego nie dał cały literacki gatunek. Tropiąc z kolei przyczyny, które spowodowały rozbrat naukowej i artystycznej inspiracji SF jako jej źródłowych obszarów, stawiałem diagnozy w porządku wewnętrznym (formalnym) i zewnętrznym (socjokulturowym). W ten sposób stworzył mi się po niewoli stan, w którym spoza drzew poszczególnych nie widać lasu. A przynajmniej nie widać go wyraźnie. Lecz sprawa jest prosta: Science Fiction odznacza się drugorzędnością tandety i kiczu. Tandeta jest kiepskim rozwiązaniem zadania, które można pokonać innymi środkami i inną metodo,; kicz to bękart fascynacji i banału; jest on informacją zdegradowaną do poziomu ostatecznej łatwizny, jakkolwiek źródłowo w danej kulturze centralną lub przynajmniej istotną. Stan SF jest szczególnie żałosny przez to, że sprzeczny z jej intencją aspirowania ku szczytom myśli; w tym właśnie rozejściu się zamiaru i wykonania, które czyni produkt karykaturą zamysłu, tkwi differentia specifica SF - w odróżnieniu od wszystkich innych form beletrystyki brukowej, bo one nie żywią przecież wcale analogicznych pretensji. Właśnie tandetnie zrealizowane plany stają się, przez bezprawną pretensjonalność, kiczem, który pragnie zawsze uchodzić za to, czym w samej rzeczy nie jest, to znaczy za sztukę pełnowartościowa.
Wyczerpywanie się paradygmatow wszystkich dziedzin twórczości artystycznej jest charakterystyczne dla naszego czasu. Wiek dwudziesty pożarł już i pospiesznie zdewaluował wszystkie odziedziczone po przeszłości wzorce składni twórczej - od sztuki prehistorycznej, poprzez dzieła kultur sakralnych, aż po reguły kompozycji odrzutowców i autostrad. Dotarcie do nowych złóż form i znaczeń jest tedy dla sztuki kwestią życiową; zanik sakralnej sankcji ogołocił nas z kierunkowskazów kreacyjnych przez co staliśmy się eksploatatorami losowo powstających konwencji estetycznych. SF mogła zostać przekaźnikiem, wzbogacającym wyczerpane uniwersum semantyczne sztuk nie tylko nową różnorodnością form naukopochodnych, ale i tak niezbędną sztuce nową koniecznością. Wiedza bowiem o zupełnie dowolnym charakterze kreacji obraca ją w grę przypadkową; a właśnie nauka, ścierająca się z przeciwnikiem, który nigdy nie osłabnie ani nie zniknie, doznaje w swym postępowym ruchu tego oporu, którego zabrakło dziś sztuce. Skoro w żadnej innej dziedzinie ludzkiego działania nie jest starcie myśli z obojętnością świata tak dramatycznie wytężone i tak bezustanne, nadzieja na zbawienne skutki przybycia naukowych odwodów zdawała się znaczna. Chodziło co prawda o przywodzenie uniwersów myśli bardzo sobie obcych, o konfrontację artystycznej intencjonalności, pod antropocentrycznym sztandarem, z bezosobowym duchem nauki, który jest wiecznym niszczycielem i odnawiaczem sytuacji poznania ludzkiego, sytuacji granicznej, ponieważ wysilonej ku (nieosiągalnemu) spojrzeniu na świat z poza-ludzkiej perspektywy. Synteza ta nie powiodła się fantastyce na poziomie najwyższym, tzn. autentyzmu sztuki i suwerenności poznania. Doszło do niej, paradoksalnie i niejako złośliwie, u dna gmachów twórczości, tam gdzie myślowy banał - z pretensjami do racjonalizmu - zapłodnił kicz artystyczny. Mimo nikłej samoświadomości nie brakło w SF wysiłków wyrwania się z tego zamknięcia, lecz spełzły na niczym, bo twórczość ta była porażona od początku niedostatecznością rozwojową. Istnienie pojedynczych wybitnych dzieł fantastycznych niczego tu nie odmienia, odwrotnie bowiem niż w obszarach nauki i sztuki - dzieła te nie powstały w głównym nurcie kreacji.
...
06-10-2009 17:13 
 Ocena 1 na 1
spray (5875 punktów)
cd.
Nie są one szczytowymi spiętrzeniami tego nurtu; nie stal się Stapledon dla SF tym, czym był Rafael dla rafaelitów, ani czym Szekspir dla dramatu elżbietańskiego. Nie są to więc maksima krzywej rozwoju, rozumianej podług obrazu G. E. Hutchinsona, jaki przytaczam w "Zakończeniu metafantastycznym". Są to izolaty, do których SF przyznaje się bezprawnie. Wartość tych książek jest względna jako czysto wywoławcza, inicjująca wzrost dalszy, do którego jednak nie doszło. Ten, kto by poznał utwory Wellsa, Czapka, Stapledona, powstałe od końca wieku XIX po pierwsze dekady XX, spodziewałby się - nie znając SF - odnalezienia w niej spotęgowanego bogactwa tamtych, tylko uwerturowych, treści. Normalna krzywa rozwoju kreacji, penetrującej nowy region, jest logistyczna; cechuje ją powolny wschód (ponieważ paradygmaty'czna składnia dopiero się ustala), kulminacja (prezentująca bogactwo szans już znieruchomiałych) oraz schyłek (którym dana paradygmatyka rozpełza się w radiację form odśrodkowych względem wyeksploatowanego trzonu wzorcowego). Otóż decydujący o powodzeniu każdej takiej sekwencji rozwojowej jest długi stan otwarcia skladni paradygmatycznej na zapładniające ją wpływy. Logicy parający się konstruowaniem sztucznych języków wiedza, że na takich modelach można badać tylko nieliczne zjawiska, właściwe językowi naturalnemu, ponieważ każdy język sztuczny jest ubogi, przez co wielu fenomenów, najciekawszych w języku etnicznym, niepodobna w modelu odtworzyć. Zamknięcie repertuaru paradygmatyki kreacyjnej zawsze jest już początkiem końca; SF nie przeżyta innego wzrostu prócz ilościowego, ponieważ swoją składnię zamknęła przedwcześnie, jakkolwiek mimowiednie. Ponadto uszkodziła ją podstawieniami typowymi dla tandety i kiczu, powodującymi zarazem infantylizm pojęciowy i starczą bezplastyczność. Dzieje SF to historia jednokierunkowego parazytyzmu, przerabiania sygnałów czysto echowych, ponieważ odbiornik SF nie dysponował własną składnią dostatecznie bogatą, by sprostać mogła złożoności struktur - tak z nauki, jak ze sztuki pochodzących.
Jest więc diachronia SF obrazem patologii twórczego działania, zamkniętego w przestrzeni wątków i pojęć uproszczonych, przez co karłowatego niezbywalnie. To właśnie uwięzienie w strukturach tak ciasnych, że wszystko, od rozgwiazdy do gwiazdy, redukują do paru prymitywnych relacji (a tym samym sprowadzają różnorodność zjawiskową świata do fałszywego podobieństwa), jest murem gettowym SF, który tylko umacniają jeszcze warunki rynkowe, głuchota krytyki oraz bezmyślna bierność odbiorców. Książka, której nie napisałem, mogłaby ukazać lokalizację SF w całym drzewie ewolucyjnym twórczości czasu i byłaby wtedy monografią kreacyjnego zwyrodnienia. W ujęciu tym należałoby dać olbrzymi rzut epoki całej, we wszystkich kierunkach jej twórczej fenomenalistyki, umiejscawiając źródła paradygmatyczne oraz ich układowe dorzecza. Drzewo genołogicznej ewolucji ukazałoby naocznie te połączenia SF z wzorcami bajkowymi, które jako poznawcze manowce sfałszowały jej antologię. Ukazałoby też wszystkie miejsca, w których SF blednie podjętymi decyzjami wprowadziła się jako gatunek w ślepą uliczkę. Błędem pierwszym była antynomia zachceń i spełnień, bo każde dzieło SF usiłuje pewien zestrój spraw (aż kosmicznych) "załatwić" raz na zawsze, udzielając odpowiedzi na pytania o przyrodę człowieka, rozumu, wszechświata, cywilizacji e/c., a zarazem cały zbiór owych dzieł realną problematykę taką wymija. Musi ją wymijać, skoro intencja udzielania odpowiedzi definitywnych na kwestie podobnego kalibru jest tak w sztuce, jak w nauce po prostu infantylna. Drugim błędem było zastępowanie umiarkowanej heurezy ekstremalizacją, która dostrzega tylko same krańce skali stanów wyimaginowanych: jest to skutek bezwładności myśli fałszywie prostolinijnej, oscylującej skokowo pomiędzy biegunami raju i piekła, zbawienia i zagłady, utopii i antyutopii. Trzecim błędem, częściowo wynikłym z tamtych, było pozorowanie tak zadań, jak ich rozwiązań, ponieważ pokonywanie tego, co jest problemem z nazwy, a nie ze swej istoty, musi być zawsze czynnością pozorowaną. Fatalny skutek takich decyzji wycisnął swe piętno w każdym kręgu tematycznym SF. Tak np. - pominięty przeze mnie - temat telepatii, któremu poświęcono tysiące dzieł, wynika z fałszywego założenia, jakoby pozazmysłowy przekaz przebijał bariery językowe. Gdyby nawet telepatia była rzeczywistością, telepata mógłby się myślowo porozumieć z tym tylko, z kim zdolny byłby się także językowo komunikować. To - na Ziemi - przeniesienie "telepatycznej inwariancji porozumiewania" w Kosmos jest bzdurą, ponadto zaś - przekreśleniem ogromu realnych problemów, dotyczących międzykulturowego kontaktu. Styki bowiem odmiennych kultur wyjawiają, jak osobliwie w polu znaczeń jednej odbija się układ sensów drugiej- z konfrontacji takich wynika to zrelaty'wizowanie wartości, które nam dzisiaj grunt spod nóg wyjmuje. Tak "decyzja w kwestii telepatii", powzięta przez SF, stała się likwidatorem szans bijących na głowę bogactwem wszystkie gry i zabawy w pozazmysłowy kontakt, jakie SF niezmordowanie uprawia. Można więc rzec bez przesady, że SF sama się takimi decyzjami sparaliżowała. Krytyka jej, operująca tym samym językiem jako arsenałem kategorii i pojęć, który stanowi zbiorowy dobytek gatunku, nie może ani sobie, ani autorom uświadomić rozmiaru strat niepowetowanych, które wywołała selekcja opisanego rodzaju. Będąc jednocześnie miejscem mrówczych robót nieustannych na tym minimalnym poletku, którego promień zakreślają spetryfikowane wzorce, SF nie może jako całość przeżyć renesansu i wypowiadane w tym duchu nadzieje są daremnym oczekiwaniem Mesjasza. Z więzienia tego można ujść, ale nie sposób go ani otworzyć, ani zreformować radykalnie.
...
06-10-2009 17:17 
 Ocena 1 na 1
spray (5875 punktów)
cd.
Dyć może powstanie uniwersalnej teorii wszechmożliwych zjawisk kreacyjnych ustrzeże przyszłość od pomyłek tak kosztownych i fatalnych. Teoria taka pojawi się niewątpliwie; przykładem prac zmierzających ku nowemu, wysokiemu poziomowi odrywania jest książeczka George'a Kublera "Kształt czasu, uwagi o historii rzeczy", wydana u nas przez PIW. Wspominam o niej, choć się literacką kreacją nie zajmuje, ponieważ wychodzi od zacytowanej myśli G. E. Hutchinsona, która nie uległa, jak się tego obawiałem, zapomnieniu (obawy te uzasadniał koszmar zatapiającej wszystkie treści - lawiny informacyjnej). Teoria twórczości, nadrzędna względem wszystkich jej partykularnych postaci, nie może, zapewne, sama uzdrowić żadnej domeny kreacji: od precyzyjnej teorii może się SF spodziewać tylko precyzyjnego ciosu (od którego nie zmarłaby zresztą, ponieważ utrzymują ją przy życiu prawa towarowego obrotu, a nie rozwoju twórczego). Lecz teoria taka może się stać kierunkowskazem dalekosiężnej strategii kulturowej, której potrzeba nam bardziej niż obrócenia gwiazd w fabryki i maszyn w mędrców. Co do Science Fiction, nie zabraknie jej czytelników, ponieważ milo jest nabywać tanim kosztem przeświadczenie uczestnictwa w największych prawdach bytu."

Podkreslenie moje. A propos - jestem zagorzala wielbicielka sf Chociaz... mam nadzieje, ze umiem odrozniac utwory dobre od kiepskich
04-10-2009 14:06 
 Ocena 1 na 1
Zella (1321 punktów)
.
< Fakt, że w naszym kraju marnotrawione są pieniądze podatników przeznaczone na kulturę (0,5 % pkb) nie jest żadna nowością, ale proszę zauważyć iż w krajach zachodnich na kulturę przeznacza się ponad 2% pkb i dlatego właśnie tak daleko nam do Paryża, Londynu a nawet Berlina. Teoretycznie można także sprywatyzować szpitale, straż pożarną, policję i wszystkie instytucje i organizacje użyteczności publicznej... Ach, skoda gadać...<

Późno ale dołączam kilka przeczytanych w "Polityce" uwag na opisany, rozpisany i oceniony temat kultury w Polsce.
Dopóki nie pojawiły się pieniądze europejskie, państwo było monopolistą w finansowaniu kultury i to tej , którą zwie się :patetyczną. Kulturę żywą , alternatywną, spontaniczną zostawiło własnemu losowi.Unia dała szansę lokalnym władzom i zaowocowało to tysiącom inicjatyw.Ożywiła się wszelkiego rodzaju twórczość artystyczna i konsumpcja kulturalna. A co będzie , gdy te pieniądze się rozejdą?!
Muszą politycy, jak większość samorządowców(vide Wrocław!)widzieć w kulturze także niedrogą inwestycję o niezłej stopie zwrotu, służącą reszcie gospodarki.
Jacek Żakowski napisał powyższe spostrzeżenia pt. "Pani hrabina czeka"
Podobno za czasów Balzaka pewien hrabia pytany dlaczego nie chodzi do burdelu, miał odpowiedzieć z oburzeniem:"nie będę fatygować hrabiny, by oszczędzić ludwika"
Pozdrawiam! Zella
06-10-2009 10:24 
 Ocena 1 na 1
Michał 'matragon' Worgacz (2557 punktów)
>Tak jakby taki np. Steve Vai lub śp. Miles Davis potrzebował jakiegoś zarządzania.>

Obaj potrzebowali i obaj je mieli ...
słyszałeś o czymś takim jak menadżer ?

>Dzięki temu, że nikt nimi nie zarządzał mogli swobodnie sobie tworzyć swoje dzieła.>

Sory - ale piszesz bzdury, siedzę w tej branży od 20 lat i zapewniam Cię, że jest akurat dokładnie na odwrót.

NIL CARBORUNDUM ILLEGITIMO
06-10-2009 11:19 
 Ocena-1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>>Tak jakby taki np. Steve Vai lub śp. Miles Davis potrzebował jakiegoś zarządzania.>Obaj potrzebowali i obaj je mieli ...

No gdzieś tam na tym topicu napisałem, że mieli ale za swoje pieniądze nie zaś za podatników. Ta moja wypowiedź odnosi się stricte do ich rozwoju muzycznego nie biznesowego.

>słyszałeś o czymś takim jak menadżer ?

Słyszałem . Patrz powyżej.

>>Dzięki temu, że nikt nimi nie zarządzał mogli swobodnie sobie tworzyć swoje dzieła.>Sory - ale piszesz bzdury, siedzę w tej branży od 20 lat i zapewniam Cię, że jest akurat dokładnie na odwrót.

Patrz powyżej . Muzyk zajmuje się muzyką, a manager biznesem. Poza tym większość wykonawców tych zarządzanych (biznesowo i muzycznie) muszą robić to co im ci zarządzacze zarządzą. Artyści o których piszę dzięki temu, że zarządzają sobą sami (swoją drogą muzyczną) robią na swoich płytach co chcą.

I nie porównuj swojej działalności, zdaje się że coś tu na forum umieszczałeś i przesłuchałem sobie (jeśli to byłeś Ty, bo głowy za to nie dam), bo to jednak nie ta liga.

W Polsce jeśli chodzi o muzyków, to tylko jazzowi coś znaczą na świecie no i Vader. Inni to koncertują za granicą głównie dla poloni i do kotleta.

O tych największych to firmy skomlą same, chociażby producenci sprzętu muzycznego, poczynając od kostek do gry, kończąc na efektach, głośnikach, kablach strunach i co tam jeszcze może być. Chyba nie sądzisz, że manager takiego Vai'a przychodzi z planem do niego i mówi, a teraz Steve to nagraj coś takiego i takiego, bo to teraz taki trend i się lepiej sprzeda, a na koncertach rób więcej min i bardziej machaj włosami . I to miałem na myśli w wypowiedzi mojej, która skomentowałeś, że nikt nie zarządza nimi w sensie tego co chcą robić muzycznie. Tacy artyści to nie Spice Girls, gdzie faktycznie zarządzane są (czy też były)kompleksowo .
06-10-2009 11:37 
 0 na 2
Michał 'matragon' Worgacz (2557 punktów)
>Muzyk zajmuje się muzyką, a manager biznesem. >

Muzyk zajmuje się muzyką
Zawodowy muzyk zajmuje się biznesem.

>Poza tym większość wykonawców tych zarządzanych (biznesowo i muzycznie) muszą robić to co im ci zarządzacze zarządzą. Artyści o których piszę dzięki temu, że zarządzają sobą sami (swoją drogą muzyczną) robią na swoich płytach co chcą.>

Niestety nie do końca jest tak jak piszesz.
Zanim taki artysta zarobi pieniądze, za które będzie w stanie sam zrealizować swoje pomysły, nagrać je, wydać i wypromować - to się musi sporo napracować, nie zawsze do końca tak jakby sobie tego życzył. Dotyczy to nawet samego pana Vai'a

>I nie porównuj swojej działalności, zdaje się że coś tu na forum umieszczałeś i przesłuchałem sobie (jeśli to byłeś Ty, bo głowy za to nie dam), bo to jednak nie ta liga.>

Bardzo proszę bez osobistych wycieczek, nigdzie nie porównywałem mojej działalności do czyjejkolwiek innej ... słuchacze sami sobie ocenią, a co do linków, bardzo proszę :

matragon.w(*)zoot_allures_music_frank_zappa
matragon.w(*)ly_weeps_music_lyrics_harrison
matragon.w(*)_music_lyrics_lennon_mccartney
matragon.w(*)_music_lyrics_lennon_mccartney
matragon.w(*)laclypse_the_younger_nietzsche

>W Polsce jeśli chodzi o muzyków, to tylko jazzowi coś znaczą na świecie no i Vader. Inni to koncertują za granicą głównie dla poloni i do kotleta.>

Niestety to fakt ... ale najlepsi polscy muzycy z reguły grają po klubach i piwnicach ... dla niewielkiej publiczności ... sam byłem na koncercie Marka Raduli w w Krakowskim klubie - gdzie publiczność składała się z 15 osób, z czego 10 to byli inni muzycy.

>I to miałem na myśli w wypowiedzi mojej, która skomentowałeś, że nikt nie zarządza nimi w sensie tego co chcą robić muzycznie.>

W porządku, ale czy ja lub ktoś inny postulował zarządzanie polskimi muzykami w taki sposób jak Ty tu sugerujesz ?


NIL CARBORUNDUM ILLEGITIMO
06-10-2009 13:13 
 Ocena-1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>>I nie porównuj swojej działalności, zdaje się że coś tu na forum umieszczałeś i przesłuchałem sobie (jeśli to byłeś Ty, bo głowy za to nie dam), bo to jednak nie ta liga.>Bardzo proszę bez osobistych wycieczek, nigdzie nie porównywałem mojej działalności do czyjejkolwiek innej ... słuchacze sami sobie ocenią, a co do linków, bardzo proszę :
>matragon.w(*)zoot_allures_music_frank_zappa

Ten cover dobry. Sekcja rytmiczna szczególnie mi przypasowała. No ale Zappa to Zappa .

>matragon.w(*)ly_weeps_music_lyrics_harrison

Nuda nie dosłuchałem do końca.

>matragon.w(*)_music_lyrics_lennon_mccartney

Nuda nie dosłuchałem do końca.

>matragon.w(*)_music_lyrics_lennon_mccartney

Nuda nie wysłuchałem do końca.

>matragon.w(*)laclypse_the_younger_nietzsche

Zabawię się publicznie w krytyka , a co tam.

Wysłuchałem do końca w nadziei po pierwszym numerze ale nie doczekałem się niczego co by mnie poruszyło. Grać niewątpliwie potraficie dobrze. Nie jest to jednak wirtuozerka, którą sobie bardzo cenię. Poza tym nie ma tam niczego zaskakującego. Za mało się po prostu dzieje. Takie pioseneczki dobrze wykonane i zaśpiewane, generalnie jednak nic ciekawego.

Pisząc o wirtuozerce mam na myśli chociażby coś takiego www.youtube.com/watch?v=DVVyi-DuwMQ . Spróbujcie zrobić z tego cover'a .

Pisząc o poruszeniu mam na myśli wyzwolenie ciar na plecach tudzież wyzwolenie jakiś emocji. Ten sam wykonawca, bez popisów technicznych, gitarka + klawisze ale jaki miód : www.youtube.com/watch?v=DVVyi-DuwMQ i chociażby to : www.youtub(*)?v=4naGFSdu38M&feature=related

i z naszego podwórka, zamiast gitarki wokal, oczywiście mam na myśli partię Villas www.youtub(*)?v=0q2Xq_QLKzI&feature=related . Artykulacja, emocje, ciary chodzą po plecach.

No to przy okazji odpowiedziałem Leon Cabbage na jego pytanie co odróżnia dobrą muzę od złej.
06-10-2009 13:26 
 0 na 2
Michał 'matragon' Worgacz (2557 punktów)
>Spróbujcie zrobić z tego cover'a .>

Na szczęście granie muzyki nie polega na tym, że wszyscy grają to samo, i tak samo.
To co podoba się jednemu, dla innego może być zwyczajnie nudne
I mi to pasuje ...

Nie uważam się za wirtuoza, nigdy się nie uważałem.
Wirtuoz potrafi zagrać wszystko - ja nie ...
Gram to co czuję, tak jak czuję - to wszystko

Pozdrawiam

P.S. to jeszcze do kompletu, tym razem "live" i z obrazem :

www.youtube.com/watch?v=St2ID-x-iFQ

www.youtube.com/watch?v=Z6VJv4xzVEE

www.youtube.com/watch?v=zjX7pIzOpTQ

NIL CARBORUNDUM ILLEGITIMO
06-10-2009 13:53 
 Ocena-1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
No te kawałki już nie wiały nudą. To, że grać potraficie już napisałem to się nie będę powtarzać . Szczególnie w trzecim kawałku dialog gitar, no dobre dobre. To zrobiło na mnie wrażenie. Ale muszę się przyczepić, bo taką mam naturę. Cały czas to jednak covery są. Macie coś swojego ?
06-10-2009 14:07 
 Ocena-1 na 1
Michał 'matragon' Worgacz (2557 punktów)
>No te kawałki już nie wiały nudą. To, że grać potraficie już napisałem to się nie będę powtarzać . Szczególnie w trzecim kawałku dialog gitar, no dobre dobre. To zrobiło na mnie wrażenie. Ale muszę się przyczepić, bo taką mam naturę. Cały czas to jednak covery są. Macie coś swojego

Dzięki ! Ten ostatni kawałek to czysta improwizacja
Jammowaliśmy i przypadkiem ktoś to nagrywał ...

Tak mam sporo swojego materiału ...

Na koncie jak na razie niestety tylko jedna autorska płyta wydana w 1997.
Potem nastąpiła dłuuuuuga przerwa w aktywności wydawniczej
Aktualnie pracuję nad drugą ...
W międzyczasie coś tam nagrywałem ale nie byłem zadowolony z efektów ...
Mam nadzieję, że w przyszłym roku - nowy materiał ujrzy światło dzienne - dam znać !

NIL CARBORUNDUM ILLEGITIMO
06-10-2009 15:32 
 Ocena-1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
To może gościnnie jakieś solo popełnie w Twoim nowym wydawnictwie . (za darmo oczywiście dla dobra sztuki ). Co prawda jestem wyjątkowym beztalenciem choć kiedyś chciałem się popisać przy znajomym siostry (który to był zawodowym muzykiem) i zagrałem Midnight Satrianiego i stwierdził, że nieźle. No ale tu ten tapping wizualnie zrobił wrażenie .

Zaznaczam, że nigdzie nie gram ani nie grałem. Szarpie druty hobbystycznie ale jak mi wyjdzie czasami to można się nabrać, że potrafię .
Leon Cabbage (1821 punktów)
(zablokowany)
Przychodzi taki gość z zewnatrz, patrzy- jest temat o kongresie! Klika, czyta i co widzi? To co zwykle, na większości polskich for, czyli prawie nic.
06-10-2009 19:45 
 Ocena 1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Wystarczy po prostu nie czytać. Widzisz na forum jak z jazzem. Zapodaje się temat i się jedzie z koksem ale czasami zbacza się z tematu. I dopiero wtedy jest zabawnie.

I masz przy okazji wykładnie jazzu .
06-10-2009 23:16 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Klika, czyta i co widzi? To co zwykle, na większości polskich for, czyli prawie nic.

   To pewnie z racji niemania forów wśród innych forów.
   Klika, i tyle.
apud (4399 punktów)
>
>Co waszym zdaniem racjonalnym przyniosły transformacja ustrojowa oraz przystąpienie Polski do
>struktur UE? Jakie zmiany zaszły w sposobie zarządzania kulturą na przestrzeni dwóch ostatnich
>dekad? W jakim kierunku powinna zmierzać polityka kulturalna państwa?
>Jakie wyzwania stoją przed nią we współczesnym, globalizującym się świecie?

hehehehe
dobre kultura polska... i zaraz stoi przed wezwaniem. Pewnie Jana Pawla 2.

Ja mysle zeby ja z powrotem do przedszkola poslac.

No bo na tym forumie wczoraj najwiecej bylo o pedofilach, co swiadczy o tym czym sie racjonalisci zajmuja. Czyli sprawy malolatow.

Kosciol grzmi bo 30 tysiecy zasadzili. Zaplacic tym razem.
Z powodu kulturalnych wartosci, ktore reprezentuje. A moze moralnych, nic tylko babami sie zajmuje. Ktore sa matkami.
tez problem dzieciarniowy.

Poza tym wojuja woje posly polskie w parlamentach. Zamiast sie dogadywac.
Moze by ich na jaka wojne poslac, mogliby kolejny etap cierpien i matryrologii narodu polskiego uskutecznic? Juz nam przeciez niedlugo rocznic brania w dupe do swietowania zabraknie!

Jak gowniarze w piaskownicy, i to na szczescie, bo jak by im ta tarcze postawili to by zaraz z pod tej tarczy piaskiem zaczeli na cztery strony swiata rzucac.
Agresywne, wyrosniete ale mentalnie malolaty.

A TV? Kultura jak cholera. Za takie pieniadze (nigdzie w swiecie TV zyje z obowiazkowego abonamentu i dochodow z reklam) i w dodatku musi propagowac jedna linie.
Sluszna oczywicie i misyjna. Niekoniecznie tych co placa abonament ale obowiazkowo.

Bawiacy sie w racjonalnosc portal z rada naukowa na czele voxem populi sobie ochoczo kagance obmysla, aby byla kultura. Wypowiedzi.

Ale po wypisaniu tych oczywistych stwierdzen sama sie zastanawiam...co to jest kultura?
I jak sie ja definiuje.

np czy kultura picia zalezy od ilosci?
Jak se proboszcz strzeli kielicha na oczach malolatow to jest to kultura picia czy demoralizacja malolatow?

Widac, ze bez definicji nie idzie. A komu sie chce definiowac o czym sie ma wlasne, najlepsze i niepodwazalne zdanie.
Jak sie gada co sie wie a nie wie co sie gada to mamy srednia przecietna. Kultury tez

28-09-2009 14:27 
 Ocena 1 na 1
Emil G. (251 punktów)
(zablokowany)
Pan czuje sie kompetentny w tym temacie?
Jeśli tak, proszę o bardziej rozważne zabieranie głosu tym, którzy coś mądrego do powiedzenia mają.

Np. Pan Lech Brywczyński próbuje powiedzieć, po co nam kultura, czyli...
28-09-2009 14:56 
 Ocena 1 na 1
apud (4399 punktów)
>Pan czuje sie kompetentny w tym temacie?
>Jeśli tak, proszę o bardziej rozważne zabieranie głosu tym, którzy coś mądrego do powiedzenia mają.

panie Emilu,
mozemy podyskutowac o kulturze polskiej tez i miedzy innymi.
Oczywiscie po zdefiniowaniu co to jest i jak ja mierzyc.

ja dosyc "osobiscie" i "aluzyjnie" zdefiniowalem "mozliwe" definicje, ehmmmmmmmmmm wcale nie majac zamiaru cytuje

*zabieranie głosu tym, którzy coś mądrego do powiedzenia mają.*

PS
Lem tak pieknie zdefiniowal nauke, za az zal ze tego samego z kultura nie zrobil, no nie?
Emil G. (251 punktów)
(zablokowany)

>panie Emilu,
>mozemy podyskutowac o kulturze polskiej tez i miedzy innymi.
>Oczywiscie po zdefiniowaniu co to jest i jak ja mierzyc.
Obawiam się, że to ponad nasze siły. Na szczęście na nasze potrzeby definicja nie jest konieczna.


>Lem tak pieknie zdefiniowal nauke, za az zal ze tego samego z kultura nie zrobil, no nie?
Nie wiem, jaka jest nauki definicja Lema, ale wiem, że kultury ściśle zdefiniować się nie da.
apud (4399 punktów)

>Nie wiem, jaka jest nauki definicja Lema, ale wiem, że kultury ściśle zdefiniować się nie da.

Ach, koniecznie p. Emilu trzeba przeczytac opowiadanie o tym jak Trurl zbudowal maszyne ktora umiala robic wszystko na litere N.

PS
moze kto ma to zapisane w wordzie albo formacie pdf. i podrzuci tu? Dawno nie czytalam,
ech tyle lat.

PSS
Zjazd kultury czy nie, tylko Lem, ...ewentualnie Bruno Szulc i moze Gombrowicz right?
>
28-09-2009 16:06 
 Ocena 4 na 4
spray (5875 punktów)
>(...) o tym jak Trurl zbudowal maszyne ktora umiala robic wszystko na litere N.
>PS
>moze kto ma to zapisane
Konstruktor Trurl sporządził raz maszynę, która umiała robić wszystko na literę n. Kiedy była gotowa, na próbę kazał jej zrobić nici, potem nanizać je na naparstki, które też zrobiła, następnie wrzucić wszystkie do sporządzonej nory, otoczonej natryskami, nastawniami i naparami. Wykonała polecenie co do joty, ale ponieważ nie był jeszcze pewny jej działania, kolejno musiała zrobić nimby, nausznice, neutrony, nurty, nosy, nimfy i natrium. Tego ostatniego nie umiała, i Trurl, bardzo zmartwiony, kazał się jej tłumaczyć.
- Nie wiem, co to jest - wyjaśniła. - Nie słyszałam o czymś takim.
- Jak to? Ależ to sód. Taki metal, pierwiastek...
- Jeżeli nazywa się sód, jest na s, a ja umiem robić tylko na n.
- Ale po łacinie nazywa się natrium.
- Mój kochany - rzekła maszyna - gdybym mogła robić wszystko na n we wszelkich możliwych językach, byłabym Maszyną Która Może Wszystko Na Cały Alfabet, bo dowolna rzecz, w jakimś tam obcym języku na pewno nazywa się na n. Nie ma tak dobrze. Nie mogę robić więcej, niż to wymyśliłeś. Sodu nie będzie.
- Dobrze - zgodził się Trurl i kazał jej zrobić niebo. Zrobiła zaraz jedno, niewielkie, ale zupełnie niebieskie. Zaprosił wtedy do siebie konstruktora Klapaucjusza, przedstawił go maszynie i tak długo wychwalał jej nadzwyczajne
zdolności, aż ów rozgniewał się skrycie i poprosił, aby i jemu wolno było coś jej rozkazać.
- Proszę bardzo - rzekł Trurl - ale to musi być na n.
- Na n? - rzekł Klapaucjusz. - Dobrze. Niech zrobi naukę.
Maszyna zawarczała i po chwili plac przed domostwem Trurla wypełnił się tłumem naukowców. Wodzili się za łby, pisali w grubych księgach, inni porywali te księgi i darli je na strzępy, w dali widać było płonące stosy, na których skwierczeli męczennicy nauki, tu i ówdzie coś hukało, powstawały jakieś dziwne dymy w kształcie grzybów, cały tłum gadał równocześnie, tak że słowa nie można byłe zrozumieć, od czasu do czasu układając memoriały, apele i inne dokumenty, w odosobnieniu zaś, pod nogami wrzeszczących, siedziało kilku samotnych starców i bez przerwy maczkiem pisało na kawałkach podartego papieru.
- No co, może złe?! - zawołał z dumą Trurl. - Wykapana nauka, sam przyznasz!
...
Emil G. (251 punktów)
(zablokowany)
>>Nie wiem, jaka jest nauki definicja Lema, ale wiem, że kultury ściśle zdefiniować się nie da.
>Ach, koniecznie p. Emilu trzeba przeczytac opowiadanie o tym jak Trurl zbudowal maszyne ktora umiala robic wszystko na litere N.

Znam tylko opowiadanie o tym, jak Trurl zbudował maszynę do pisania wierszy. Ni w ząb nie wiem jednak jaki jest tej opowieści morał.
02-10-2009 16:24 
 Ocena 3 na 3
spray (5875 punktów)
>Znam tylko opowiadanie o tym, jak Trurl zbudował maszynę do pisania wierszy. Ni w ząb nie wiem jednak jaki jest tej opowieści morał.
U Lema nie ma prostych morałów, jest mądrość w przypowieściach. Skoro o Kongresie Kultury mowa, fragment "Elektrybałta":
"Klapaucjusz obrzydzał Trurlowi żywot, docinając mu tak i owak, aż ów zawziął się i postanowił wybudować maszynę, która będzie pisała wiersze. W tym celu zgromadził Trurl osiemset dwadzieścia ton literatury cybernetycznej oraz dwanaście tysięcy ton poezji i zabrał się do studiów. Kiedy już nie mógł wytrzymać od cybernetyki, przerzucał się do liryki, i na odwrót. Po pewnym czasie pojął, iż zbudowanie samej maszyny jest zupełną fraszką w porównaniu z jej zaprogramowaniem. Program, który ma w głowie zwykły poeta,stworzyła cywilizacja, w której przyszedł na świat; tę cywilizację wydała inna, ta, co ją poprzedziła, tamtą - wcześniejsza, i tak do samego początku Wszechświata, kiedy to informacje o przyszłym poecie krążyły jeszcze bezładnie w jądrze pierwotnej mgławicy. Aby zatem zaprogramować maszynę, należało wpierw powtórzyć - jeśli nie cały Kosmos od początku, to co najmniej sporą jego część. Każdego innego na miejscu Trurla zadanie to skłoniłoby do rezygnacji, lecz dzielny konstruktor ani myślał rejterować. Skonstruował najpierw maszynę, która modelowała chaos, i elektryczny duch latał w niej nad elektrycznymi wodami, potem dodał parametr światła, potem pramgławic, i tak po trosze zbliżał się do pierwszej epoki lodowcowej, co było możliwe tylko dlatego, ponieważ maszyna jego w ciągu pięciomiliardowej części sekundy modelowała sto septylionów wydarzeń w czterystu oktylionach miejsc naraz; a jeśli kto sądzi, że Trurl się gdzieś pomylił, niech cały rachunek sam sprawdzi. Modelował tedy Trurl początki cywilizacji, krzesanie krzemieni i garbowanie skór, jaszczury i potopy, czworonożność i ogoniastość, potem zaś prabladawca, który wydał bladawca, który zapoczątkował maszynę, i tak to szło, eonami i tysiącleciami, w szumie elektrycznych wirów i prądów; a kiedy maszyna modelująca okazywała się przyciasna dla następnej epoki, Trurl dorabiał jej przystawkę; aż wreszcie z owych dobudówek powstało coś w rodzaju miasteczka poplątanych przewodów i lamp, że by się w ich gmatwaninie diabeł nie rozeznał. Trurl jednak jakoś tam sobie radził i dwa razy tylko musiał powtarzać: raz, niestety, prawie od początku, bo wyszło mu, że to Abel zabił Kaina, a nie Kain Abla (wskutek przepalenia się bezpiecznika w jednym z obwodów), drugi raz zaś cofać się było trzeba tylko o trzysta milionów lat, do środkowego mezozoiku: gdyż zamiast praryby, która wydała prajaszczura, który wydał prassaka, który wydał pramałpę, która wydała prabladawca, zrobiło się coś takiego dziwnego, że zamiast bladawca wyszedł mu latawiec. Zdaje się, że to jakaś mucha wpadła do maszyny i potrąciła superskopiczny wyłącznik czynnościowy. Poza tym jednak wszystko szło nad podziw gładko. Wymodelowane zostało średniowiecze i starożytność, i czasy wielkich rewolucji, tak że maszyna chwilami trzęsła się, a lampy, modelujące co poważniejsze postępy cywilizacji, trzeba było wodą polewać i mokrymi szmatami okładać, by się nie rozleciały; postęp ów bowiem, modelowany zwłaszcza w takim tempie, omal ich nie rozsadził. Pod koniec dwudziestego wieku maszyna dostała najpierw wibracji skośnej, a potem trzęsiączki wzdłużnej, nie wiadomo czemu; Trurl bardzo się tym martwił i nawet przygotował pewną ilość cementu i klamer, gdyby się miała walić. Na szczęście jakoś się bez tych środków ostatecznych obeszło; przejechała przez wiek dwudziesty i pomknęła gładziej. Potem dopiero szły, każda po pięćdziesiąt tysięcy lat, kolejne cywilizacje istot doskonale rozumnych, z których i Trurl brał początek; i waliła się szpula wymodelowanego procesu historycznego za szpulą do zbiornika; a było owych szpul tyle, że, patrząc przez lornetę ze szczytu maszyny, nie widziałeś krańca tych zwałów; wszystko po to, aby wybudować jakiegoś tam rymotwórcę, niechby i wybornego! Ale takie są już skutki naukowego zacietrzewienia. W końcu programy były gotowe; należało tylko wybrać z nich to, co istotne. Gdyż w przeciwnym razie uczenie elektropoety trwałoby wiele milionów lat.
Przez dwa tygodnie wprowadzał Trurl do swego przyszłego elektropoety programy ogólne; potem przyszło strojenie obwodów logicznych, emocjonalnych i semantycznych. Już chciał prosić Klapaucjusza na próbny rozruch, ale się rozmyślił i puścił maszynę wpierw sam. Wygłosiła natychmiast odczyt o polerowaniu szlifów krystalograficznych dla wstępnego studium małych anomalii magnetycznych. Osłabił więc obwody logiczne i wzmocnił emocjonalne; dostała najpierw czkawki, potem ataku płaczu, wreszcie z największym trudem wygęgała, że życie jest straszne. Wzmocnił semantykę i dobudował przystawkę woli; oświadczyła, że ma jej odtąd słuchać, i kazała dorobić sobie dalszych sześć pięter do dziewięciu, jakie już miała, aby podumać nad istotą bytu. Wstawił jej dławik filozoficzny; wówczas przestała się w ogóle do niego odzywać i tylko kopała prądem. Największymi błaganiami skłonił ją do odśpiewania krótkiej piosenki: "Żabka i babka w jednym stały domku", ale na tym się jej popisy wokalne skończyły. Wkręcał więc, dławił, wzmacniał, osłabiał, regulował, aż wydało mu się, że lepiej być już nie może. Wówczas uraczyła go wierszem takim, że wielkim niebiosom dziękował za przezorność; tożby się Klapaucjusz uśmiał, usłyszawszy te ponure rymowanki, dla których wstępnie wymodelował całe powstanie Kosmosu i wszystkich możliwych cywilizacji! Dał sześć filtrów przeciwgrafomańskich, lecz pękały jak zapałki; musiał je zrobić ze stali korundowej. Potem jakoś już poszło: rozchwiał maszynę semantycznie, podłączył generator rymów i omal nie wysadził wszystkiego w powietrze, maszyna bowiem zapragnęła stać się misjonarzem wśród ubogich plemion gwiezdnych. Wówczas jednak, w ostatniej niemal chwili, gdy był już gotów iść na nią z młotem w ręku, przyszła mu zbawcza myśl.
02-10-2009 16:27 
 Ocena 3 na 3
spray (5875 punktów)
cd.
Wyrzucił wszystkie obwody logiczne i wstawił na to miejsce ksobne egocentryzatory ze sprzężeniem narcystycznym. Maszyna zachwiała się, zaśmiała się, zapłakała i powiedziała, że boli ją coś na trzecim piętrze, że ma wszystkiego dość, że życie jest dziwne, a wszyscy podli, że pewno niedługo umrze i pragnie tylko jednego: aby o niej pamiętano, gdy już jej tu nie będzie. Potem kazała sobie dać papieru. Trurl odetchnął, wyłączył ją i poszedł spać. Nazajutrz poszedł po Klapaucjusza. Usłyszawszy, że ma być obecny przy rozruchu Elektrybałta, bo tak postanowił nazwać Trurl maszynę, Klapaucjusz rzucił swoją całą robotę i poszedł, jak stał, tak mu było spieszno zostać naocznym świadkiem porażki przyjaciela.
(...)
Natomiast prawdziwych poetów Elektrybałt dziesiątkował, chociaż pośrednio, bo wszak nie czynił im nic złego. Niemniej najpierw pewien sędziwy liryk, a potem dwu awangardzistów popełniło samobójstwo, skacząc z wysokiej skały, która fatalnym zbiegiem okoliczności sterczała właśnie przy drodze łączącej siedzibę Trurla ze stacją kolei żelaznej.
Poeci zwołali zaraz szereg zebrań protestacyjnych i zażądali, aby maszynę opieczętowano, lecz poza nimi nikt na fenomen nie zwrócił uwagi. Owszem, redakcje gazet były nawet rade, albowiem Elektrybałt, piszący pod kilkoma tysiącami pseudonimów naraz, miał gotowy poemat wskazanych rozmiarów na każdą okazję, a ta okolicznościowa poezja była taka, że obywatele wyrywali sobie gazety z rąk i na ulicach widziało się wniebowzięte twarze, nieprzytomne uśmiechy oraz słyszało się ciche łkania. Wiersze Elektrybałta znali wszyscy; powietrze trzęsło się od błogich rymów, a natury co wrażliwsze, rażone specjalnie skonstruowanymi metaforami czy asonansami, nieraz mdlały nawet; lecz i na tę okazję był przygotowany gigant natchnienia, albowiem zaraz wyprodukował odpowiednią ilość sonetów trzeźwiących. Sam Trurl miał w związku ze swym osiągnięciem niemałe kłopoty. Klasycy, jako na ogół starcy, niewiele mu zaszkodzili, jeśli nie liczyć kamieni wybijających systematycznie okna oraz pewnych substancji, nie dających się nazwać po imieniu, którymi obrzucano jego domostwo. Gorzej było z młodymi. Pewien poeta najmłodszego pokolenia, którego wiersze odznaczały się wielką siłą liryczną, a on sam - fizyczną, okrutnie go pobił. Gdy tedy Trurl leczył się w szpitalu, wypadki pędziły dalej; nie było ani dnia bez nowego samobójstwa, bez pogrzebu, przed bramą szpitalną krążyły pikiety i dawała się już słyszeć strzelanina, albowiem zamiast rękopisów poeci przynosili coraz częściej w teczkach samopały, rażąc Elektrybałta, którego stalowej naturze kule wcale jednak nie szkodziły. Po powrocie do domu zrozpaczony i osłabły konstruktor postanowił pewnej nocy rozebrać własnymi rękami stworzonego przez się geniusza.
Gdy atoli, z lekka kulejąc, zbliżył się do maszyny, ta, na widok obcęgów w jego dłoni i błysków desperacji w oku, buchnęła taką namiętną liryką, błagając o łaskę, że rozszlochany Trurl cisnął narzędzia i wrócił do siebie, brnąc po kolana w nowych utworach elektroducha, które sięgały mu do pół piersi, zaścielając szemrzącym oceanem papieru całą halę.
Kiedy jednak w następnym miesiącu przyszedł rachunek za elektryczność pochłoniętą przez maszynę, pociemniało mu w oczach."...

Prosze ! Nawet refleksja nad ekonomicznym aspektem kultury tez jest
29-09-2009 10:33 
 Ocena 3 na 3
apud (4399 punktów)
>>Pan czuje sie kompetentny w tym temacie?
>>Jeśli tak, proszę o bardziej rozważne zabieranie głosu tym, którzy coś mądrego do powiedzenia mają.

Zjazd kultury (kulturalny) trwa a wypowiedzi niet.

pewnie chodzi o forse, bo szanowni artysci jakos na siebie zarobic nie moga.

Za dawnej komuny rozmawialam kiedys z pewna uznana jednostka kulturalna, ktora opowiadala wszem i wobec jak to cenzura niszczy jej vene tworcza, i gdyby mogla na zachodzie to bysmy zobaczyli.
No i co my teraz widzimy w wolnej Polsce?

Kilka lat temu widzialem, w ksiegarni, polki pelne

podrecznikow szkolnych ( ze cztery rozne do 3 klasy)
prawie tyle samo ksiazek o papiezu I nawet za PRLu o Leninie az tyle nie bylo, a np, zbior opowiesci o Leninie dla dzieci byl autentycznie rozchwytywany, To pewnie teraz bialy kruk, cytowalismy sobie w akademiku co piekniejsze fragmenty hehehe.

No i cztadla ale tym razem tlumaczone z obcego, lepiej lub gorzej i to raczej podrzedniejsze.

Kina pozamykane a jak nie to wszystko "swiatowe" hity.

Ciekawe czy wreszcie ktos nakreci Czlowieka z gowna, scenariusz moge napisac hehehe.
Podobno cenzury ni ma.

Gazety tez jakies o byle czym.

W Operze lecial jakis niesamowity knot zapomnialam kompozytora o swietych .... chyba jakichs z tenorami w ksiezych kieckach i primadonnach w zakonnych, spiewajacych cos ale nie po polsku...
Wyszlam po pierszym akcie.
Muzea pootwieranie od 8 co 5 jak ludzie pracuja, biblioteka osiedlowa taka jak byla, tylko ksiazek mniej.
Warszawa rozkopana jak jaki azjatycki capital, zabytki obwieszone reklamami, e...marudze.

Malkontentka swiatem nie zepsuta. Bo swiat taki sam u was jak i tu.
O TV lepiej nie mowic. A tamta TV byla na swiatowym poziomie kochani moi. Chociaz czarno biala.

Ale musze przyznac, ze j. polski sie zmienil...

takie wyrazenie "cos jest na rzeczy" albo wedlug posiadanej "wiedzy" na ten temat hehehe. Mnie to razi, bo nie przyzwyczajona.

Aaaaa, jeszcze trumne ze szkieletem jakiejs sw. tereski czy cos takiego zolnierze nosili tu i tam...

Ciekawe, czy ludzie to lubia, i jak panie Emilu, powiesz co na to? albo ci madrzejsi, co maja cos do powiedzenia?

Chyba ze kazdy kulturalny Polak kombinuje jak sie ustosunkowac, do Polanskiego.

Mnie to wisi, gosciu zabuli, bo im Kalifornia bankrutuje..

Emil G. (251 punktów)
(zablokowany)

>pewnie chodzi o forse, bo szanowni artysci jakos na siebie zarobic nie moga.
Picasso i Dali zarobić na siebie potrafili ale taki van Gogh miał z tym problemy.
>Za dawnej komuny rozmawialam kiedys z pewna uznana jednostka kulturalna, ktora opowiadala wszem i wobec jak to cenzura niszczy jej vene tworcza, i gdyby mogla na zachodzie to bysmy zobaczyli.
Ja z kolei oglądałem niedawno taki film o animacji rosyjskiej dotowanej przez państwo. Piękne tam filmy tworzyli, a teraz panie, to pokemony bo na nich zarobić można. Czasem zdarzy się tylko jakiś Piotruś i Wilk (sfinansował go między innymi Polski Instytut Sztuki Filmowej (nasze podatki) i brytyjską telewizję Channel 4 (pieniądze z reklam), Bagiński który oprócz takich filmów jak Katedra i Sztuki Spadania robi też projekty komercyjne (jak np. gra o Wiedzminie). Mój były nauczyciel malarstwa dorabia malowaniem szyldów.
>No i co my teraz widzimy w wolnej Polsce?
"Teatr mój widzę ogromny, Wielkie powietrzne przestrzenie", ale tylko w wyobraźni bo zasłania go logo sponsora.
>Kilka lat temu widzialem, w ksiegarni, polki pelne
>podrecznikow szkolnych ( ze cztery rozne do 3 klasy)
>prawie tyle samo ksiazek o papiezu I nawet za PRLu o Leninie az tyle nie bylo, a np, zbior opowiesci o Leninie dla dzieci byl autentycznie rozchwytywany, To pewnie teraz bialy kruk, cytowalismy sobie w akademiku co piekniejsze fragmenty hehehe.
Cóż, Masłowska dobrze się sprzedaje, ale z Prusa to tylko pięknie wydane i drogie dzieła zebrane, co na półce się stawia zamiast kryształów, albo poradniki z serii
know how
>No i cztadla ale tym razem tlumaczone z obcego, lepiej lub gorzej i to raczej podrzedniejsze.
Witkacy ładnie nazwał to zjawisko, ale nie powiem dokładnie jak bo musiał bym do dalekiej biblioteki iść (w osiedlowych Witkacego brak) żeby odpowiedni fragment znaleźć. Może przyjdą kiedyś czasy, że państwo wesprze kulturę i będę mógł kupić tę książkę nie płacąc podatku od wartości dodanej.
>Kina pozamykane a jak nie to wszystko "swiatowe" hity.
>Ciekawe czy wreszcie ktos nakreci Czlowieka z gowna, scenariusz moge napisac hehehe.
>Podobno cenzury ni ma.
Coś jakby o człowieku z gówna
>Gazety tez jakies o byle czym.
A nieprawda, zdaża się coś ciekawego do czytania
Czy to prawda, że premiera "Wojny światów" miała odbyć się 13 grudnia 1981 roku, w dniu ogłoszenia stanu wojennego?

>W Operze lecial jakis niesamowity knot zapomnialam kompozytora o swietych .... chyba jakichs z tenorami w ksiezych kieckach i primadonnach w zakonnych, spiewajacych cos ale nie po polsku...
>Wyszlam po pierszym akcie.
Trzeba było przyjść do mnie na kawę.
>Muzea pootwieranie od 8 co 5 jak ludzie pracuja, biblioteka osiedlowa taka jak byla, tylko ksiazek mniej.
A raz w roku przez całą noc, a biblioteki coraz pustsze bo sponsorów brak. Czasem ktoś żuci piątke na nowe książki tylko zamiast książki trzeba Brise kupić bo w kiblu śmierdzi.
>Warszawa rozkopana jak jaki azjatycki capital, zabytki obwieszone reklamami, e...marudze.
>Malkontentka swiatem nie zepsuta. Bo swiat taki sam u was jak i tu.
Zakaz umieszczania wielkoformatowych reklam na budynkach mieszkalnych przewiduje projekt zmian w rozporządzeniu ministra infrastruktury.
>O TV lepiej nie mowic. A tamta TV byla na swiatowym poziomie kochani moi. Chociaz czarno biala.
Czarno białej nie pamiętam, ale Pegaza juz kojarzę. Puszczali to około północy.
>Ale musze przyznac, ze j. polski sie zmienil...
>takie wyrazenie "cos jest na rzeczy" albo wedlug posiadanej "wiedzy" na ten temat hehehe. Mnie to razi, bo nie przyzwyczajona.
Ogromny wpływ na ten język maja media komercyjne. Pamiętacie tę scenę z filmu Dzień Świra? No i nie zapominajmy o języku nienawiści promowanym przez TV TRWAM która juz niedługo będzie dostępna dla wszystkich posiadaczy cyfrowego dekodera TVP.
>Aaaaa, jeszcze trumne ze szkieletem jakiejs sw. tereski czy cos takiego zolnierze nosili tu i tam...
A dzwon Zygmunta bił?
>Ciekawe, czy ludzie to lubia, i jak panie Emilu, powiesz co na to? albo ci madrzejsi, co maja cos do powiedzenia?
Oni się już wypowiedzieli. Pan Jacek Żakowski to jednak mondry jest bardzo.
Publicysta Jacek Żakowski ocenił, że polskie media tworzą kulturę bardzo aktywnie.
- Warto się tylko zastanowić, jaką kulturę tworzą i czy o taką kulturę nam chodzi (...). Moim zdaniem jest to najgorsza możliwa kultura, jaka istnieje - prostactwa, awantury, piekła i chamstwa - podkreślił.

W jego opinii niezwykle groźną tendencją w ewolucji mediów jest inwazja kiczu.
- Kiczowatość zarzucano już kilka lat temu programom stacji komercyjnych. Jednak kiczowatość dzisiejszych programów obecnych nawet w telewizji państwowej jest nieporównywalnie większa - mówił Żakowski.

Za przykład tego, jak źle się dzieje w polskich mediach, Żakowski podał zbyt rzadkie telewizyjne relacje z obrad Kongresu Kultury Polskiej.

Witając przybyłego na sympozjum Tadeusza Mazowieckiego Żakowski zapytał go: "Panie premierze, niech pan powie jednym słowem, czego pan się dowiedział z wczorajszych programów informacyjnych o naszych obradach?". "Niczego" - oparł Mazowiecki.
ksiazki.wp.pl/wiadomosci/id,39284,wiadomosc.html

>Chyba ze kazdy kulturalny Polak kombinuje jak sie ustosunkowac, do Polanskiego.
To jesz szoł, nic nie szkodzi że nikt Noża w wodzie nie oglądał, ale wypowiedzieć się może, ot chociaż na forum racjonalisty. Internet uczynił ze wszystkich co maja do niego dostęp specjalistę w każdej sprawie. Lud zabiera głos, szkoda tylko, że zabiera go intelektualistom, inteligencji...
>Mnie to wisi, gosciu zabuli, bo im Kalifornia bankrutuje...
Mnie to nie wisi i założę się, że w wkrótce puszczą Lolitę w TV.
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)

>To jesz szoł, nic nie szkodzi że nikt Noża w wodzie nie oglądał, ale wypowiedzieć się może, ot chociaż na forum racjonalisty.

O przepraszam bardzo. Nóż w wodzie oglądałem wielokrotnie, wielokrotnie też oglądałem Chinatown, Nieustraszonych pogromców wampirów, Dziecko Rosemary .

Internet uczynił ze wszystkich co maja do niego dostęp specjalistę w każdej sprawie. Lud zabiera głos, szkoda tylko, że zabiera go intelektualistom, inteligencji...

A inteligencja to nie lud ?

>>Mnie to wisi, gosciu zabuli, bo im Kalifornia bankrutuje...
> Mnie to nie wisi i założę się, że w wkrótce puszczą Lolitę w TV.
>

No mogliby puścić, dobry film , chętnie obejrzę jeszcze raz.
sacrool (353 punktów)

Wróć do listy wątków działu Kultura
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365