 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 03-10-2005 19:24 | obserwator | Humanizm vs nauki ścisłe | Witam Forumowiczów! Od niedawna czytam artykuły na tym vortalu (mam nadzieję, że w tym przypadku vortal to dobre określenie) głównie ze względu na ich specyfikę. Muszę przyznać, że prezentują ciekawy światopogląd. Piszę, aby poznać Państwa zdanie na określony temat. Co myślicie o miejscu, funkcji, wagi, nauk humanistycznych we współczesności? Czy zgadzacie się z twierdzeniem, że są one mniej istotnym kierunkiem niż nauki matematyczno-przyrodnicze? Wreszcie, jak jest pojmowane obecnie określenie "humanista"? Wielokrotnie można zaobserwować pogląd, że tytuły naukowe w tych dziedzinach nie są równoważne. We współczesnym świecie, któremu towarzyszy dynamiczny rozwój techniki, przedkłada się wiedzę ścisłą nad pozostałe kierunki. Spotyka się twierdzenie, że humanista poza "pamięciową" znajomością literatury, która nie jest niepotrzebna, nie praktyczna i nieżyciowa, nic poza tym nie umie. Określany jest on wręcz za osobę, która wybrała nauki humanistyczne ze względu na to, że "nie radzi" sobie z przedmiotami ścisłymi. Pojecie "humanista" coraz częściej przynosi na myśl osobę o płytkiej wiedzy. Ta koncepcja bardzo różni się od renesansowego pojmowania humanizmu. Człowiek o szerokich horyzontach, znawca każdej gałęzi nauki. Zastanawia mnie, czy nie wynikało to ze słabszego rozwoju pewnych dziedzin w tamtych do czasach, ale nie da się nie uznać dokonań np. Leonardo da Vinci za nie imponujące. Czekam na Państwa opinie na ten temat. |
| outsider (2469 punktów) | Z jednej strony zakres tematyczny forum "Racjonalisty" to przede wszystkim sprawy światopoglądowe, raczej nie zaliczane do zakresu wiedzy ścisłej - z drugiej, sama nazwa "Racjonalista" sugeruje okreslony język wypowiedzi, raczej chłodny niż impresyjny. Istotnie, jako człowiek pogranicza techniki i humanistyki odczuwam tu pewien "chłód" miejsca i sam sie zresztą do tego dostosowuję: nie chodzi przecież o to, aby wszędzie było wszystko - i wszędzie tak samo.
Istotnie szybki postęp nauk ścisłych i technicznych wytworzył sytuację, w której nauki humanistyczne nie są zdolne sprostać: rzecz może jednak w fałszywoci zbyt szerokiego stosowania terminu nauki humanistyczne? Pojęcie nauki jako takiej zmienia się pod wpływem nauk dominujących - byc może owa naukowośc humanizmu jest mu już dziś kulą u nogi? A przecież humanizm niekoniecznie trzeba nazywać nauką właśnie - chyba, że przywiązanie do stopni naukowych...
Wszak wiedza fizyków na przykład doprowadza wciąż do budowy nowych, wczoraj niewyobrażalnych urządzeń - cała natomiast wiedza literaturoznawcza wciąż nie potrafi sporządzić recepty na chociaż jeden znaczący utwór literacki.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
 | | Krzysztof Jaszczur (78 punktów) | ~~~ Moim zdaniem - choć to co powiem, raczej będzie banałem -, nauka humanistyczna różni się tym od innych nauk, że w centrum swych badań stawia człowieka i jego twórczość jako obszerną i żywą część rzeczywistości, nie zajmuje się bezpośredio przedmiotami martwymi czy urządzeniami - jak na przykład nauki techniczne, metamatyczno-fizyczne - i ich projektowaniem, produkowaniem, praktycznym doskonaleniem i tak dalej.
Zapewne można odmówić humanistyce pojęcia nauki, ale czyż właśnie zdobywanie, odkrywanie, pomnażanie, porządkowanie wiedzy o człowieku wyklucza naukowość humanistyki ? Czy naukowość humanistyki wyklucza stosowanie nieco luźniejszych kryterii i metod badawczych - ale nadal rzetelnych ! - od tych spotykanych w naukach ścisłych ?
|
|
|  | | Ripley | W takim razie gdzie umiejscowiłbyś nauki przyrodnicze, które badają właśnie człowieka i jego funkcjonowanie w świecie? Myślę, że można by pojęcie nauk ścisłych ograniczyć do MATERII jako tematu badań. Wiąże się to ściśle z obiektywizmem (niezależnością od eksperymentatora) oraz powtarzalnością jako warunkiem niezbędnym każdego eksperymentu naukowego. Tutaj niestety znów pojawia się problem obserwatora... Oczywiście kolejnym problemem jest miejsce dla przysłowiowego "fizyka-teoretyka", którego teorie, będące na razie tylko koncepcją, czekają na pojawienie się odpowiednich narzędzi? Nauki humanistyczne w tym kontekście byłyby takimi, które prezentują pewne idee, ściśle zależne i związane z osobą, która je tworzy. Dlatego ze swojego założenia subiektywne.
Myślę jednak, że nijak się ten podział ma do niegdysiejszego pojęcia humanisty, który był przede wszystkim człowiekiem posiadającym wszechstronna wiedzę i obycie w tematach uznawanych przez nas obecnie za "ścisłe" bądź "humanistyczne". Myślę, że z założenia powinien to być nasz maturzysta, człowiek o otwartym umyśle, który poznał podstawy zarówno matematyki, geografii, biologii, jak i literatury i języków obcych. Człowiek, który orientuje się w bieżących trendach kulturalnych, wydarzeniach światowej wagi, także na polu nauki i techniki. Człowiek, z którym można porozmawiać praktycznie na każdy temat, mimo iż w żadnym nie jest tak naprawdę erudytą. Czy tak jednak jest? Wątpię...
|
|
|  | | outsider (2469 punktów) | To tylko sprawa etykietek - cóż, niektóre sa modne. Skutkiem jest osobliwe rozdwojenie pojęcia nauka: musi ono mieścic w sobie rzeczy zupełnie róznego rodzaju, zmatematyzowany do bólu opiś swiata subatomowego i impresyjną analizę literacką. W jakiejś mierze wymusza to struktura szkolnictwa wyższego: mamy wszak profesorów rzeźby i doktorów śpiewu chóralnego.
Wydaje się, że konsekwencją jest głucha pustka, rozciągająca sie między obszarem "nauk humanistycznych" a ścisłych i przyrodniczych, z rzadka tylko zaludniana przez duchy filozofów, próbujacych jakoś owie rzeczy ze soba godzić. Osobiście czuje się humanistą niezealizowanym: życie upłynęło mi wśród zębatych maszyn i zimnych myśli krążących po obwodach maszyn cyfrowych. Zauważam w związku z tym ciekawą rzecz: potrafię jako tako poruszać się w obu światach, używać dwu odrebnych języków - jednak przełączanie się w tym rozdwojeniu w którąkolwiek stronę jest męczące, wręcz bolesne, podobnie jak przełączanie się z intensywnej pracy na leniwy odpoczynek i z powrotem. Wydaje się, że gdzieś w obwodach mózgu długo krążą stare prądy, pytania bez odpowiedzi - jak lemowski "Terminus" krążył po posępnych pokładach ex-"Koriolana"...
Jakby to jednak nie było trudne - źle że w dobie specjalizacji wyznawcy Liczb buduja swe duchowe siedziby daleko od świata Wrażeń i vice versa - ścisła specjalizacja jest jedyną szansą na dokonanie czegokolwiek bo zycie krótkie, a przeciez taka jednostronność odczłowiecza w równej mierze fizyka jak... humanistę - a przestrzeń między jednym a drugim coraz bardziej zaludniają upiory i fantasmagorie.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| Beatus | Jestem w tej ciekawej sytuacji, że wśród humanistów okazuję się myśleć zbyt ściśle, wśród np. matematyków zbyt humanistycznie. W gruncie rzeczy ani jedno ani drugie nie sprawia mi kłopotu i nie sprawiało. Zaczęłam edukację na Politechnice, chyba ze względu na tradycje rodzinne. W rezultacie zmieniłam kierunek studiów i dziś jestem humanistką z wykształcenia i wyboru. Bynajmniej nie dlatego, że zabrakło mi talentu do przedmiotów ścisłych. Ten sposób określania humanisty, jaki Pan wyżej przedstawił, jak sądzę zaczyna nieco odchodzić do lamusa. Faktycznie powstał i funkcjonował na skutek rozoju nauk ścisłych. Dzisiaj w wielu dziedzinach nauk odchodzi się od przyrodniczych ujęć jako jedynie słusznych. Warto oczywiście wspomnieć o psychologii personalistycznej, nowej wersji socjologii, gdzie nie jest istotne gdzie się mieszka, ile ma się lat itd, ale to jakie ma się np. preferencje estetyczne. Nie wiem też czy współczesną fizykę można do końca nazwać nauką ścisłą. Zdaje się, że coraz ważniejsze stałją się: wyobraźnia, robocza hipoteza i syntetyczne ujęcie. Pamiętajmy też, że człowiekowi do zdrowego funkcjonowania w świecie czasem bardziej potrzebna jest dobra książka niż dobry samochów. Zaś poczucie sensu egzystencji lepiej zapobiega zawałom niż osiągnięcia współczesnej kardiologii. Ogólnie humaniści krytykują tych od nauk ścisłych, nadając im przydomki "cianogłowych technokratów", a jak "ścisłowcy" widzą humanistów, sam Pan napisał. Moim zdaniem wiek XX był domeną nauk ścisłych, zaś wiek XXI przyniesie syntezę osiągnięć obu z nich. Dzięki temu jedni i drudzy nawet jeśli się do końca nie zrozumieją, będą potrafili okazać sobie więcej szacunku i lepiej docenić wzajemny wkład w naukę i kulturę. Pozdrawiam
|
|
| Przemek K. | Do nauk humanistycznych (i nauk społecznych) zniechęca mnie brak dobrego kryterium prawdziwości, które w naukach ścisłych daje eksperyment. Ale czy to znaczy, że humanista ma wiedzę płytką? Na pewno nie chciałbym dzielić humanistów od ścisłowców, oczywiście poza nieodpowiedzialnymi wyskokami ściśle zadeklarowanych zwolenników wyższości 'nauk humanistycznych', bądź 'nauk ścisłych'.
>Ta koncepcja bardzo różni się od renesansowego pojmowania >humanizmu. Człowiek o szerokich horyzontach, znawca każdej >gałęzi nauki. Zastanawia mnie, czy nie wynikało to ze >słabszego rozwoju pewnych dziedzin w tamtych do czasach, >ale nie da się nie uznać dokonań np. Leonardo da Vinci za >nie imponujące.
Podobno ostatnim człowiekiem wszechstronnie wykształconym i biegłym "we wszystkim" był Goethe. Od tego czasu nauki zrobiły się zbyt specjalistyczne, co zmusza ludzi do zamykania się w wąskich dziedzinach.
A co do Leonarda, czytałem kiedyś, że swoje rewolucyjne pomysły podkradał innym. I to przerabiając na gorsze... Nie wiem, specjalistą nie jestem.
* * *
Nie znam badań przeglądowych, które by pokazywały kto jest lepszym 'humanistą' (w renesansowym znaczeniu tego słowa) -- czy 'humaniści', czy 'ścisłowcy'. Wydaje się, że braki 'humanistyczne' łatwiej nadrobić, niż gruntowną wiedzę w zakresie nauk ścisłych, czy przyrodniczych; gdyż możliwe jest to w domowych warunkach, gdy się literaturę, filozofię, (czy sztukę) potraktuje jako hobby.
|
|
 | | inhet (1073 punktów) | Rozejście się nauk humanistycznych i przyrodniczych (zwanych niekiedy ścisłymi, nie wiem czemu)nastapiło chyba mniej więcej w okresie renesansu. Wtedy to część myślicieli zajęła się doskonaleniem metod eksperymentalnych, część zaś została przy tradycyjnym sposobie dociekań abstrakcyjnych. Eksperymentatorzy stali się przyrodnikami, ci pozostali humanistami. Przyrodnicy okazali się w końcu bardziej skuteczni i ostatnio zawłaszczaja na potęgę dziedziny z pogranicza, np.psychologię czy psychiatrię. Droga przyrodników, jako trudniejsza, kusi mniej umysłów, ale za to większego kalibru. Stąd dziś kształt obu odłamów jest taki ,że humanistyka jest do pojęcia dla przyrodników, którzy chetnei icęsto korzystają z jej osiągnieć, zaś przyrodoznawstwo (nauki ścisłe) są nie do pojęcia dla humanistów, skutkiem czego maja oni tę dziedzine ludzkiej wiedzy w pogardzie.
Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa sa w robocie
|
|
|  | | Totus (1201 punktów) | > Stąd dziś kształt obu odłamów jest taki ,że humanistyka jest do pojęcia dla przyrodników, którzy chetnei icęsto korzystają z jej osiągnieć, zaś przyrodoznawstwo (nauki ścisłe) są nie do pojęcia dla humanistów, skutkiem czego maja oni tę dziedzine ludzkiej wiedzy w pogardzie.IMHO humanista mający przyrodoznawstwo (nauki ścisłe) w pogardzie nie jest humanistą. Autor tekstu: Babu Gogineni; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4378Nasze naturalistyczne rozumienie Wszechświata, szacunek dla nauki, koncepcja istoty autonomicznej moralnie, kultura demokracji, pragnienie przebudowania świata, poczucie odpowiedzialności przed innymi ludźmi i przed naturą, zrozumienie istoty piękna - to wszystko łączy się w postawę życiową, którą powinniśmy przyjąć. Szacunek dla nauki i ukłon dla przyrodoznawcy  śle humanista (co z tego, że chemik).
|
|
|  | | Lamia (4 punktów) | >Stąd dziś kształt obu odłamów jest taki ,że humanistyka jest do pojęcia dla przyrodników, którzy chetnei icęsto korzystają z jej osiągnieć, zaś przyrodoznawstwo (nauki ścisłe) są nie do pojęcia dla humanistów, skutkiem czego maja oni tę dziedzine ludzkiej wiedzy w pogardzie.
Czuje sie w obowiazku zaprotestowac. Jako humanistka - w dzisiejszym rozumieniu tego okreslenia - nie mam problemow z matematyka, fizyka i innymi naukami scislymi. Z kolei wieksza czesc moich znajomych - scislowcow - ma powazne problemy nie tylko z przeczytaniem ksiazki, czy rozmowa na tematy inne niz srubki i podzespoly, ale z wyrazeniem wlasnych, czesto najbardziej podstawowych, mysli. Nie wiem, jakim cudem dla osoby, dla ktorej dziesieciozdaniowa wypowiedz jest wysilkiem ekstremalnym, mialo by byc prostym "pojecie humanistyki", a dla osoby, ktora w krotkim czasie jest w stanie przyswoic wiele faktow i przeczytac "ze zrozumieniem" niejedna ksiazke, niemozliwym, czy trudnym - "pojecie" nauk scislych. Tu wlasnie odzywa sie przesad, jakoby humanista wlasna inteligencje w lesie zakopywal. A przeciez humanista, nawet jesli ograniczymy zasieg jego zainteresowan do historii, literatury, sztuki itp tez inteligencji musi uzywac. Nie mowiac juz o tym, ze w moim pojeciu humanista - to po prostu czlowiek glodny wiedzy. Kazdego rodzaju wiedzy. Takim wlasnie humanista sie czuje; tyle samo radosci sprawia mi przeczytanie ksiazki, przetlumaczenie skomplikowanego zdania lacinskiego, nowe odkrycia historyczne czy filozoficzne ile rozwiazanie zadania matematycznego.
Zadnej dziedziny wiedzy nie mam w pogardzie i nie wydaje mi sie zeby jakikolwiek prawdziwy humanista mial. Za to czesto zdarza mi sie spotykac z pogarda dla nauk humanistycznych i niejednokrotnie bylam obiektem smiechu dla scislowcow tylko dlatego, ze osmielilam sie wiedziec cos, czego oni nie wiedza, czy uzyc slowa - ktore w ich ograniczonych slownikach nie wystepuje.
|
|
| |  | | Bogdan Zawadzki | Lamio to, że czasami lubisz "pobawić się" rozwiązywaniem zadań matematycznych albo dobrze rozumiesz treść książek z dziedziny nauk przyrodniczych (pisanych dla laików w dosyć przystępny sposób) nie oznacza, że jesteś biegła w naukach ścisłych w podobnym stopniu jak w humanistycznych. Ci "ścisłowcy" przy konstruowaniu mostów, budynków, nasypów drogowych i wielu, wielu innych obiektów nie mogą pozwolić sobie na teoretyzowanie, o zwykłych ludzkich błędach nie mówiąc. I jak nikt inny biorą na siebie pełną odpowiedzialność za realizację wszystkich projektów pod jakimi składają swój podpis.
|
|
| | |  | | placownik |
Z całym szacunkiem dla braci inżynierskiej, nawet tych jej członków noszących tytuły naukowe, chcę Wam przypomnieć, że zajmujecie się (w większości) techniką, czyli staracie się wykorzystać w praktyce ustalenia różnych dyscyplin naukowych. Tak więc, jeśli mowa o wzajemnym zrozumieniu lub jego braku pomiędzy reprezentantami nauk ścisłych i nauk humanistycznych nie wchodźcie na siłę w buty "ścisłowców". Są oni Wam na pewno bliżsi od humanistów, ale pełne utożsamienie się z nimi to z Waszej strony: po pierwsze pewne nadużycie, a po drugie nie świadczy o Was najlepiej jako o technikach. Co do głównego tematu wątku, który powinien być chyba zatytułowany Humanistyka vs nauki ścisłe to ewidentnie jest coś na rzeczy. Wyraziłbym to w taki sposób. Reprezentant nauk humanistycznych na ogół nie jest w stanie podjąć dyskusji, nawet na dość ogólnym poziomie, z reprezentantem nauk ścisłych na temat tego, czym ten ostatni się zajmuje. Podczas gdy osoba uprawiająca nauki ścisłe na ogół jest w stanie taką dyskusję podjąć z przedstawicielem nauk humanistycznych. Paradoksalnie, w towarzystwie mieszanym za faux pas uznaje się nieznajomość podstawowych faktów z dziedziny szeroko pojętej humanistyki natomiast nie przynosi żadnej ujmy niewiedza dotycząca podstawowych ustaleń nauk ścisłych. Nietrudno w tej dziwacznej sytuacji o budowę szerokiego frontu odmowy, skierowanego przeciw matematyce jako przedmiotowi obowiązkowemu na egzaminie maturalnym. Wydaje się jednak, że humaniści odczuwają pewien dyskomfort, żeby nie powiedzieć kompleks z powodu tego swoistego analfabetyzmu. I może właśnie dlatego są skłonni bezkrytycznie akceptować wszelkie poglądy poddające w wątpliwość rzekomą ścisłość nauk ścisłych, zwłaszcza gdy są one podane w sosie, obcej im w gruncie rzeczy, terminologii tych nauk. Świadczyć o tym może przykład głośnej mistyfikacji autorstwa Alana Sokala pod uroczym, jak to określa recenzentka Gazety Wyborczej, tytułem Transgresja granic: ku transformatywnej hermeneutyce kwantowej grawitacji www.proszy(*)recenzjecd.asp?recenzja_id=416 Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | | inhet (1073 punktów) | Cieszę się ,że ktoś mnie tu jednak zrozumiał. 
Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa sa w robocie
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|