 |
Wujek w Anglii, dziadek w Wehrmachcie... Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 11-10-2005 17:56 | outsider (2469 punktów) | Wujek w Anglii, dziadek w Wehrmachcie... | "Jacek Kurski ze sztabu wyborczego L. Kaczyńskiego w wywiadzie dla tygodnika Angora powiedział, że "poważne źródła na Pomorzu mówią, że dziadek Tuska zgłosił się na ochotnika do Wehrmachtu"." - za PAP.
I zadumałem się głęboko, jak dalece wszelakie dekomunizacje ominęły polska prawicę: wszak urodzony w 1966 roku Jacek Kurski jest reprezentatywnym, prominentnym wręćz przedstawicielem "pampersów" III RP (jeśli jeszcze ktoś ową nazwę zbiorczą pamięta) - w roku 1956 był na przykład dzieckiem daleko jeszcze niepoczętym. A stara świecka tradycja odpowiedzialności do któregoś tam pokolenia jest mu tak bliską - jak bliska była oficerom UB, doszukującym się u co poniektórych owego wujka we wrażej Anglii...
Sztab Tuska rzecz jasna zareagował - broniąc dobrego imienia protoplastów kandydata o wdzięcznym i dźwięcznym imieniu Donald, tudzież pamięci zmarłych w ogóle: mnie wyjatkowo mało obchodzi, czym sie dziadkowie kandydatów zajmowali, skoro już się nie zajmuja ani zajmowac nie bedą.
Jacek Protasiewicz z komitetu wyborczego Tuska nazwał w rewanżu Jacka Kurskiego "bullteriem Kaczyńskich" - cóż, co kraj to obyczaj, Jackowo rozkwita nam w najlepsze. "Czwarta Rzeczpospolita" coraz bardziej przypomina marną kreskówkę telewizyjną, choć mimo wszystko wolę taką poezję zangażowaną od nic do rzeczy nie mających pomówień - ale to już może moje skrzywienie. Jedno jest pewne: coraz mniej warto włączać telewizor - w Polsce bowiem czyli nigdzie trwa i tak wielki reality show.
W którym wszak naczelną zasadą jest niczym - a zwłaszcza tzw. kindersztubą - nieskrępowana ekspresja iście małpich sądów i zachowań; co zresztą jest poważnym argumenem na rzecz teorii Darwina.
PS. Jak mi wyjasnił ktoś, komu się jeszcze chce czytywać gazety, autorem określenia "bullterier Kaczyńskich" jest sam Jacek Kurski - no cóż... W cynizm p. Jacka nie wątpiłem nigdy.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Koraszewski | >"Jacek Kurski ze sztabu wyborczego L. Kurski - Urban IV Rzeczpospolitej. Ktokolwiek pamięta metody młodego Urbana, ten wie, dlaczego Jaruzelski go wybrał na rzecznika. Rzecznik Kaczyńskiego ma dokadnie eę samą osobowość inteligentnego, cynicznego politycznego łobuza.
|
|
 | | outsider (2469 punktów) | Co mimo wszystko nie daje żadnej nadziei w stosunku do braci Kaczyńskich - a Jacek Kurski? Aktualnie w odstawce, bo metoda okazała się nieopłacalna, ale ci ludzie zawsze wracają: walki psów to sport modny i pono elitarny.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
|  | | Czytająca |
Walki psów, to sport modny? Chyba jestem nie na bieżąco, bo nie zauważyłam. A jeszcze do tego elitarny? Wydaje mi się, że ludzie ciągle walczą ze sobą. To cały czas istnieje, nie zginęło i nie zginie nigdy - walka. Często daje siłę do życia, do radości, wyzwala adrenalinę Zostać prezydentem, to nielada kąsek. Wyobrażasz sobie jakie to emocje i jak wielka ewentualna nagroda. Rządzić, decydować, być ważnym, realizować swoją potrzebę zaistnienia. Czy może być coś bardziej pociągającego, wymarzonego dla liderów niż władza?
Opłacalne i nieopłacalne? Tak to jest - działamy na emocjach ludzi, prezentujemy się z najlepszych stron - takich, które akcepuje ogół. Walczymy nie zawsze najlepszymi metodami, ale nam się zdaje skutecznymi. Zawodzą, to sięgamy po nowe. Ty to pewnie doskonale rozumiesz.
Krwi ludzkiej nie widzę. Teraz człowiek krwawi od środka - nie widać krwi i poślizgnąć się na niej nawet nie można. Krzyk, drwina, radość z głupoty tuszuje otwarte rany, które krwawią. Więcej jest mądrości w ludziach niż można zobaczyć. A Bóg? Pozwól mówić o Bogu.
|
|
| |  | | outsider (2469 punktów) | Adrenalina uchodzi z walczących z krwią przez otwarte rany - a gdy ich nie ma?
Jacek Kaczmarski komentował kiedyś piosenką obraz Goyi, przedstawiający walke w stylu hiszpańskim: dwóch zakopanych w ziemi po pas mężczyzn okłada się nawzajem kijami stosownej długości, zapewne sprawa honorowa. Tak jest i w naszej polityce: czy to patriotyzm czy przywiązanie do wiernego audotorium (o inne niełatwo) utrzymuje walczących w odległości od siebie nieco mniejszej niż długość kija: młócka trwa.
Czasem liżą rany gdzieś dalej od szklanych oczu kamerzystów - potem niekiedy wracają. Na arenie - ani kroku w lewo ani w prawo, wszyscy przecież wstępują na ową arenę bez szczególnej własnej myśli: jedynie z myślą o przeciwniku i - przede wszystkim - widzach. Tylko - czy przedstawienie warte jest rzeczywistej ceny biletu, kupionego na raty z perspektywą spłat, co potrwają długo?
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | |  | | inhet (1073 punktów) | Jeśli teatr wystawia spektakle przy pustej widowni, robi klapę. Niestety, nasz polski teatr wciąż jeszcze ma widzów, skłonnych słono płacić za bilety - 40 do 50 % narodu jeszcze to robi.
Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa sa w robocie
|
|
| | | |  | | outsider (2469 punktów) | >Jeśli teatr wystawia spektakle przy pustej widowni, robi klapę.
A co, Inhecie - jak zrobi?
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | |  | | Przemek K. | Zapewniam Cię, że jeżeli na wybory wybiorą się tylko przyjaciele i znajomi polityków, to nikt nad tym nie zapłacze.
|
|
| | |  | | Czytająca | Otwarte rany? Nie są otwarte, krwawią do środka. Tych ran nie widać. Tylko coraz trudniej chodzić, coraz trudniej oddychać. Adrenalina nie wypływa razem z krwią, cały czas jest, więc i siły są. Czasami tylko ciężko ruszać palcami.
Oglądam debaty liderów i patrzę na ich twarze. Walczą. Ja przypatruje się gestom, mimice, uśmiechom, nagłym marszczeni brwi. Walczyć można uśmiechem, straszyć można maską. Krew się nie leje, ale ludzie odchodza, znikają, przestają mówić, przestają walczyć. Czy liżą wtedy swoje rany, czy też próbują zapomnieć i z igłą w ręku cerują swoje stare płaszcze, by znowu nabrały blasku. Może nie zauważą łat!
Tak łatwo jest mieć za złe, tak łatwo oceniać, a tak trudno wybaczać, a jeszcze trudniej samemu stać się liderem. I wówczas w świetle jupiterów walczyć na argumenty.
Najprościej jest wszystko zlekceważyć, wyśmiać, skrytykować, wyjść z tego swoistego - jak ktoś tu nazwał - teatru.
Tylko gdzie wówczas będzie Polska?
|
|
| | | |  | | outsider (2469 punktów) | Przywódca polityczny? To osobliwa ludzka specjalizacja - prawdę rzekłszy nieatrakcyjna. Kto sie w niej sprawdza?
Cóż, znamy historię... Demokracja jeszcze mniej stawia na osobiste zalety niż dyktatura - a przecież nie potrzeba organizować łapanki, sami sie pchają jak ćmy ku płomieniowi świecy. Gdy płomien chłodny - nie spala, opromienia tylko pozornym blaskiem.
Długo musi trwać przebudowa społeczeństwa, nim ów płomień stanie się gorętszy - czy starczy czasu?
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | |  | | Czytająca | Przywódca polityczny jest nieatrakcyjny? To dlaczego nie trzeba organizować łapanek, jak mylisz? Widać warto być przywódcą. Nigdy nie próbowałeś? Czy łatwo Ci w życiu podporządkować się innym? Tu na forum jesteś moderatorem. Wyobraź sobie, że jesteś działaczem politycznym, masz swoje widzenie świata. Nie chciałbyś wówczas wdrażać tego w życiu, nie walczyłbyś o lepsze - z Twojego punktu widzenia i Twojej ewentualnej partii? Jesteś zdaje się człowiekiem z wyobraźnią, wyobraź to sobie.
I znowu powtarza się dylemat, czy społeczeństwo nie dorosło do przywódców, czy przywódcy do społeczeństwa. A może my jako społeczeństwo w ogóle nie lubimy być rządzeni, bo sami wiemy najlepiej. Świadczy o tym chociażby frekwencja w wyborach.
Może jest tak jak piszesz - potrzeba nieco więcej czasu, by przebudować to, co zostało już zbudowane i nieźle stoi, choć fundamenty dość kruche. Teraz wyjdę naprzeciw Twojemu pytaniu - czy starczy czasu? Może rzeczywiście przyjdą jakieś ogólne zawirowania, niezbyt od nas zależne i czasu zabraknie. Ale spójrzmy na historię. Często z takich właśnie chwilach znajdowano rozwiązania i ukazywała się nowa nieoczekiwana droga, której wcześniej widać nie było. Zatem nie bądź złym prorokiem i staraj się patrzeć na przyszłość bardziej pozytywnie.
|
|
| | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Cóż, trudno mi wyobrazić siebie w roli polityka. To chyba dlatego, że nie lubię przegrywać - może zbyt wiele w życiu przegrałem. A mam głęboka i trudną do podważenia świadomość - że droga ku lepszemu wiedzie przez klęski.
I druga przyczyna - otóż jestem głęboko przywiążany do idei demokracji: nie tylko w tym przecież, że wolne wybory co iles tam lat, ale i w tym, że w rozmaity sposób realizujemy się społecznie, nie próbując przeciez wszystkiego.
I trzecia - oduczyłem sie rozważać cokolwiek, czego nie jestem w stanie zrobić naprawdę. Bo to zbyt łatwe, to niebezpiecznie prowadzi ku bezpłodnym marzeniom - dobre może do czasu, ale kiedyś odrzuca się takie "próby".
Cóz, nie pojmuje polityków czy przywódców jako istotnej siły sprawczej - raczej jako pewne zogniskowanie ludzkich, nieraz podświadomych czy podprogowych przekonań mas czy grup. Zaufanie - w koncu przywódcy nezbędne - nie jest tylko przejawem tzw. charyzmy, ale głównie zgodności jego własnego widzenia świata z widzeniem mas dających mu poparcie. Miewam nieraz poczucie, że formułuję takie właśnie podprogowo obecne w pewnym (dość wąskim) środowisku myśli - nie sa to jednak ani trochę mysli polityczne, to inna płaszczyzna.
Patrząc na polską klasę polityczna dzisiejszej doby - a może w ogóle na klasę polityczną naszej dzisiejszej cywilizacji - dostrzegam daleko idace zurzędniczenie, daleko posunięte uproszczenie wyobraźni: i mam wrażenie, że jeśli coś istotnego dzieje się tu i teraz - to raczej z dala od polityki; samo to jest osobliwoscia czasu, ale przecież zdarzało sie i w przeszłości.
Europa ma za sobą drastyczne procesy polityczne: dziś nie one stanowią punkt ciężkości - może jednoczenie się kontynentu, by dorównać organizmom państwowym potężniejszym niż którekolwiek z europejskich państw, ale to idzie niezwykle ciężko. To co nazywamy polityką wewnętrzną to raczej drobne niuanse niż rzeczywiste ruchy - umarł wszak całkiem inny wzorzec owej polityki, związany z ZSRR, pozostała zachodnioeuropejska przeciętna. Polska żyje nie wiadomo jakimi mitami - choć bardziej nam chyba niż Anglikom czy Francuzom potrzeba myslenia naprawdę śmiałego...
W moim odczuciu przyszłość świata dziś rozstrzyga się z dala od sfery politycznej: moze to i dobrze bo narzędziem politytki w ostatecznym rachunku jest armia - ale mamy sytuacje nową i trudną przez to do rozpoznania. A polscy politycy? Nie budzą szacunku, tragikomedię trudno odbierać na serio gdy sie dzieje - dopiero z czasem.
W okresie międzywojennym Francja budowała linię Maginota - nieruchomy pancerny wał odgradzający ja od Niemiec. O wiele mniej dbała o wojskową mobilność: po niedobrych doświadczeniach I wojny światowej było to uzasadnione o tyle, że ogrom strat tamtej wojny w polu (pamiętamy: wojna pozycyjna) trudno było zapomnieć. Cóz, nie była to dobra polityka, nie dało sie zbudować linii wystarczająco długiej aby rzeczywiście stanowiła zaporę dla hitlerowskiej armii pancernej, zastanawiające jest jednak co innego: otóż w Polsce brano na serio francuskie obietnice na wypadek, gdyby to Polska miała zostać zaatakowana. Budowali zatem Francuzi owe potężne fortyfikacje z estrachu przed wschodnim sąsiadem - a mysmy wierzyli, że w razie czego z dnia na dzień oprą swój udział w wojnie o działania ofensywne? Francuzi o tyle dotrzymali słowam, żę wojnę istotnie Hitlerowi wypowiedzieli - tyle, że prowadzili ja od początku defensywnie, i prawdę mówiąć nie mieli innego wyboru.
Może i my nie mieliśmy innego wyboru, niż wierzyć obietnicom bez pokrycia - a mieć go nie mogły. Pozostaje jednak przykre wrażenie naiwności - czy wiele się zmieniło od tamtego czasu, czy istotnie wyciągnęliśmy wnioski z bolesnej lekcji? Co może się zmienić w polityce - jeśli wciąż nie jesteśmy gotowi trzeźwo spojrzeć w przeszłośc?
Niestety, nie potrafię w tym nie widzieć pewnej politycznej skazy na nas wszystkich ciążacej: dyskusje o przeszłości nie są łatwe, ale przeszłość przemilczana wraca - i niewiele się ów powrót różni od tego co już było.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | |  | | Czytająca | Nie lubisz przegrywać. Z Twojego tekstu wynika, że politycy właśnie przegrywają, zatem nie jest to rola dla Ciebie. Jednocześnie zauważasz, że wiele w życiu przegrałeś nie będąc jednak politykiem. Jak to jest, czy przegrana łączy się z polityką, czy też wpisana jest w nasze życie? Nie jesteś odosobniony, większość może mówić o przegranej, bo wszystko co się zaczyna - musi się skończyć. A każde doświadczenie czemuś służy, sam stwierdzasz, że ku lepszemu droga prowadzi poprzez klęski. Nie zgadzam się z tym, choć praktycznie wiele jest w tym prawdy. Jesteś bardzo przywiązany do demokracji, zatem musisz zaakceptować ewentualne wybory niezgodne z Twoim światopoglądem, a będące wyborem większości. Na tym polega demokracja. Do dobrego szybko się przywiązujemy, bo prawdziwej demokracji mało miałeś w swoim życiu. Rozmaicie się realizujemy, może zbyt szybko oceniając, że szukać należy nowych dróg - chcąc doświadczać jak najwięcej. Ot takie są właśnie nasze "poszukiwania". Piszesz, że nie marzysz, bo marzenia mogą być bezpłodne. Życie może być bezpłodne - to znaczy nie mam żyć. Będę marzyć, będę tworzyć. A moje marzenie nie są bezpłodne, "a mury runą...". Rozpylę je na popiół swoimi marzeniami. Ale prawdziwy przywódca powinien mieć charyzmę i za nim pójdą tłumy. Może nie mamy prawdziwych przywódców na te czasy, a może my jesteśmy zbyt podzieleni i zżerają nas osobiste krzywdy i pretensje. Zmęczone społeczeństwo, nie bardzo widzące co powinno być jutro, nie bardzo rozumiejące jakie wartości są najważniejsze. Zagubione w osobistych klęskach, nie wierzace w swoją siłę, niszczące się nawzajem. Formułujesz i swoje myśli dość sprawnie i masz swoje grono wielbicieli, może nie tak wąskie, bo wracasz tu ciągle. Tu na forum, to za mało - to inna płaszczyzna jak piszesz. Wszystko się powtarza. Nie da się wyciągnąć wniosków z tego co było w przeszłości historycznej, aż tak daleko idących, by stworzyły gotową receptę na teraźniejszość. Nic do siebie nie pasuje, nic nie ma wspólnej "miary". Wydaje mi się, że my myślimy i działamy nieraz dosyć śmiało i nie zabieraj tego Polakom. Jesteśmy odważni i nie końca przewidujemy nieraz jak nasze działanie może się skończyć. Dlatego niejednokrotnie wygrywamy. Ale czy umiemy wykorzystać swoją wygraną? Tragikomedia? Chyba przesadziłeś. Budowali linię Maginota, nie widząc zagrożenia w armii lotniczej. Nie zauważyli nowych niebezpieczeństw. Nasze umowy, pakty- krytykowaliśmy je bardzo w okresie socjalizmu. Przerabiałam to już. Teraz też bliższa nam Ameryka. Może to jest wolimy tych co są dalej - jak w życiu codziennym. Z bliższym sąsiadem wiecej jest problemów. Szukamy tych co dalej, wystarczy miło porozmawiać przez telefon i często żyć właśnie swoimi marzeniami  Inna była przeszłość!!! Nie było jeszcze komputerów, nie było internetu. Trochę sobie teraz żartuję, to w tych żartach jest wiele prawdy. Może jest to tak jak z linią Maginota. Nowe i inne są dzisiejsze czasy. Na koniec zacytuję Ci następujące słowa: Powstały dawno, więc i problem, który zauważasz istnieje pewnie tak długo - jak i człowiek istnieje. " Nic nowego pod słońcemCóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem? Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy. Słońce wschodzi i zachodzi, i na miejsce miejsce swoje spieszy z powrotem, i znowu tam wschodzi. Ku południowi ciągnąc i ku północy wracając, Kolistą drogą wieje wiatr i znowu wraca na drogę swojego krążenia. Wszystkie rzeki płyną do morza, a morze wcale nie wzbiera; do miejsca, do którego płyną rzeki, zdążają one bezustannie. Mówienie jest wysiłkiem: nie zdoła człowiek wyrazić [wszystkiego] słowami. Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho napełni słuchaniem. To, co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym co znowu się stanie: więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem. Jeśli jest coś, o czym by się rzekło: "Patrz, to coś nowego" - to już było w czasach, które były przed nami. Nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli, ani też o tych, co będą kiedyś żyli, nie będzie wspomnienia u tych, co będą potem. "
|
|
| | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Dzisiejsza polityka - polska, europejska, USA - beznadziejnie ugrzęzła w podziałach mijajacej epoki: ktoś pewnie przetnie ten gordyjski węzeł, ktoś wskaże nowy podział, ale - to zwsze czas groźny. Każdego dnia trwa przemijanie epok, kazdego dnia rodzi sie Nowe - jest albo niedosyt gdy sprawy ida zbyt wolno, albo groza - gdy nabierają tempa.
Porastamy z wiekiem futrem rozumu, które jakoś chroni przed wiatrem i zniennością pogody, choc nigdy do końca. I w nim szukamy schronienia przed zmiennościa świata. I nie ma dziś żadnej mysli nowej, która porwałaby masy i przemieniła epokę w następną: politycy jedynie spierają się o rzeczy drugorzędne i sami przez to drugorzędni - da się przecież zauważyć, że to co jest nie może trwać zbyt długo.
Ja - po okresie aktywności - zamieniłem klawiaturę komputera na ogrodniczy szpadel: nie odrzucając fascynacji właściwiej Europie wizji czasu linearnego i postępu, we własnym życiu powracam do cyklicznego czasu pogan: czasu siewu i żniw, niemęczącej powtarzalności codziennego trudu. Nie mówię już per aspera ad astra - wracam z drogi świadom, że dany mi jej odcinek odbyłem.
I jak dobrze zgadza sie Kohelet z o wiele późniejszym Swinburne'em:
I porzuciwszy gniew, nadzieję, pychę, Wolni od pragnień i wolni od burz, Dalekim bóstwom ślemy modły ciche - Ktokolwiek jest tam pośród gwiezdnych głusz, Za to, że minąć dniom żywota dano, Za to, że nigdy raz zmarli nie wstaną I rzeki ciemny nurt zmącony pianą, Zawinie kiedyś w głąb wieczystą mórz.
A nad tym wszystkim unosi sie dobrotliwy i spokojny usmiech Omara Chajjama - czy mówią o czym innym? Skąd - o tym samym.
PS. Linii Maginota nie pokonało lotnictwo - to niemieckie czołgi obeszły jej przez Las Ardeński, co było nietaktem tak dyplomatycznym jak taktycznym - ale skutecznym. Polską naiwność zapomniano - ale drażni mnie ona wciąż jako Polaka: co bedzie w przyszłości, gdy wciąż milczymy o dawnych błędach - i wciąż wierzymy jak w panią matkę w jesazcze bardziej egzotyczne sojusze?
W polityce bowiem wiara to domena głupców.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | | | |  | | Czytająca | Mały mam obecnie dostęp do komputera, to i moje czytanie i pisanie oszczędne. Nie wiem, czy w tej sytuacji zauważysz moją odpowiedź.
Zmieniają się epoki, a zmiany mogą być groźne. A co jest do końca bezpieczne? Nie odpowiesz mi pozytywnie na to pytanie, bo nie istnieje nic takiego. Wyzwoleniem jest uświadomienie sobie tej prawdy. Spokoju wówczas więcej i tyle.
Ty twierdzisz, że porastamy z wiekiem futrem rozumu, a ja uważam, że nie rozumu - jedynie doświadczenia. Czasami mam wrażenie, że z wiekiem właśnie rozumu mi ubywa.
Znowu będę z Tobą polemizować - nie ma nowej myśli? W mym krótkim, nic nie znaczącym życiu z punktu widzenia historii, dostrzegłam wielkie zmiany. Może najważniejszą jest zmiana ustroju, która dokonuje się kosztem wielu, ale dokonuje się, czy się to komuś podoba czy nie. I nie podobają mi się takie próby oceniania, jak Twoje. Próbujesz nie dostrzegać tego, co każdego dnia zmienia pewnie i Twoje życie. A że teraz jest dla wielu ciężej - ano jest, że trzeba mieć pomysły na życie - ano trzeba, że trzeba posiadać umiejętność dostosowywania się do nowych warunków - ano nie zawadzi to też umieć, że trzeba posiadać umiejętność zmiany nawet zawodu - kto tego nie będzie umiał zginie, lub będzie żył kosztem innych. Młodemu pokoleniu jest trudniej, ale jednocześnie i łatwiej, bo uczy się wszystkiego od poczatku, w takim świecie już żyje. Jestem spokojna, że znajdzie swoją drogę i nie będą to tylko najstarsze zawody świata. Starsi, cóż, jak się nie dostosują, będą egzystować balansując nieco nad przepaścią, ale może nie każdy spadnie. Jeśli nawet spadnie, to niekoniecznie na skały. Kto wie, czy gdzieś tam w dole nie czeka ich świeża, niekoniecznie połączona z szambem - woda.
Piszesz, że Twoim chlebem była "klawiatura" i że Twój okres aktywności już się skończył. Czyżbyś był już "młodym emerytem", a może rencistą? Radować wówczas może świeże powietrze, patrzenie na swój ogródek, pielenie grządek, spokój przemijających godzin i może widok zachodzacego słońca. Przecież wiadomo, że i tak nastepnego dnia znowu wzejdzie i świat będzie kolorowy, a posadzone kwiatki wystawią się do słońca. Takie małe radości i nieco strachu, by przez ten wymarzony ogródek nie przemknął niespodziewanie tabun koni i wszystkiego nie wyrównał.
Przytaczasz mi poezję, smutną poezję. Kto porzuca nadzieję, kto nie ma pragnień, kogo nie sięgają "burze" dnia codziennego, gniew nieraz, chodźby krótkotrwały? A pycha? - tej lepiej jednak się pozbyć. Nie ma takich, to tylko marzenia o śmierci. Tak, o śmierci. Wówczas nie ma w człowieku tego, o czym pisze poeta. Zresztą w dalszych słowach wyraźnie śmierć jest jego marzeniem.
Zrewanżuję Ci się fragmentem, w którym jest o tym samym, ale inaczej ujęte. Wszystko się powtarza, taki los człowieka, tylko słowa są inne, tylko czas inny wyznaczony.
"Człowiek mądry patrzy na życie poważnie. Lepsze jest dobre imię niż wonne olejki, a dzień śmierci niż dzień urodzenia. Lepiej jest iść do domu żałoby, niż iść do domu wesela, bo w tamtym jest koniec każdego człowieka, i człowiek żyjący bierze to sobie do serca. Lepszy jest smutek niż śmiech, bo przy smutnym obliczu serce jest dobre. Serce mędrców jest w domu żałoby, a serce głupców w domu wesela. Lepiej jest słuchać karcenia przez mędrca, niż słuchać pochwały ze strony głupców. Bo czym trzaskanie cierni (płonacych) pod kotłem, tym jest śmiech głupiego. I to jest także marnością."
_______________________________________________________ "Pierwsze potrzeby życia: woda, chleb, odzienie i dom, by osłonić nagość."
|
|
| | | | | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Nasz czas? To może przeddzień przemian - kto jednak wie jakich? Było wielkie marzenie "Solidarności" - ale marzenia nie spełniają się nigdy, dryfujemy bezwolnie w kierunku którego nawet nie próbujemy kwestionować: ot, Polska stara się bez większego wysiłku odrobić cywilizacyjne zapóźnienie. Piszę bez wysiłku - choć jest ogromny wysiłek robotników, kierowców nocnych autobusów, kasjerek w marketach... Jest wysiłek tych, którzy zaryzykowali zostanie przedsiębiorcami - czy jednak wszyscy razem gotowi jestesmy zaryzykować cokolwiek dla przedsiębiorstwa o nazwie Polska: choćby otwartą dyskusję o tym, co boli i co Polsce wróży źle? Nie - moim zdaniem nie.
Nie, nie jestem młodym emerytem ani rencistą - zyję jeszcze ze swojej sztuki (tak, kiedyś to była sztuka), skończył się jedynie entuzjazm choć miałem go wiele swojego czasu. Dlatego na te sprawy spoglądam raczej wstecz niż wprzód.
Ale to w ogóle kwestia dorastania pewnego wieku. To co było niegdyś niewiadomą, jest pewnością - pusta niegdyś księga już w znacznej mierze zapisana. I jest czas na myślenie - to ono porasta nas jak futro, to ono chroni przed chłodem dawnych lęków... a Kohelet? Wiara w Boga pozwalała mu nazwać rzeczy tego świata marnością nad marnościami - czy da się to samo powiedzieć bez wiary?
Swinburne śpiewa pieśń tryumfu: czy smutną? Zależy jak na to patrzeć - wierzący nie zrozumie w tych sprawach niewierzącego ani odwrotnie. Może Budda tylko rozumiał jednych i drugich - dlatego jednym obiecał reinkarnację, drugim - wolność od niej i wyzwolenie z wiecznego kręgu. Widzisz, Naturze nie potrzeba teodycei, bo jako bezosobowa niczemu winna być nie może: a skoro tak, śmierć jest czymś tak naturalnym jak życie.
Nie zgodzę się jednak z Koheletem, że "lepiej jest isć do domu żałoby niż iść do domu wesela" - bo swoją drogę trzeba przebyć, nim zapadnie ciemność.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Czytająca | Zasiedziałam się przy komputerze.
Piszesz, że Polska odrabia straty bez zbytniego wysiłku, dając jednocześnie przykłady ogromnych wyrzeczeń i ogromnego poświęcenia. Poświęcenia może nie bezpośrednio dla Polski, bo aż takimi bohaterami to nie jesteśmy, ale dla własnego przeżycia i tworzenia właśnie nowego. Widzisz kierowców i kasjerki i tych co założyli własne firmy. Jest ich więcej i to z każdym rokiem więcej. Nie da się inaczej, bo coraz mniej jest wygodnych i ciepłych posadek, a coraz wiecej bezrobocia. Zaczęła się też i "wędrówka za chlebem" oraz nieodłączne z bezrobociem wykorzystywanie ludzi. Dyskutujemy o Polsce i to zaciekle. Czy konstruktywnie? Przyszłość pokaże. Co Polsce źle wróży? Myślę, że jesteśmy bardzo uzależnieni od tego, co powstanie wokół nas. Tak jak ludzie powinni posiadać umiejętność dostosowywania się do nowych okoliczności, by przeżyć, tak i Polska, czyli my wszyscy powinniśmy wyznaczyć swoją rolę i w nowej Europie i w świecie - nie pozbawionym przecież problemów i konfliktów. Dzieje się tak - nie bez naszego udziału dokonały się przecież zmiany w Europie. Jesteśmy, istniejemy - tylko może jeszcze za bardzo oglądamy się na innych - nie do końca wierząc we własne siły.
Piszesz o sztuce z której żyjesz i o entuzjaźmie, który Ci towarzyszył. Może z czasem wszystko powszednieje. Najpiękniejsza róża w końcu zwiędnie. Tylko ususzona przypominać jeszcze może dawną świetność - o ile mamy dobrą pamięć i do tego wyobraźnię. Czasami suszyłam róże, cieszyły one moje oczy, zdawało mi się, że w swym wyrazie i "nowej szacie" oraz stworzonej kompozycji dają mi niepowtarzalny klimat. Było tak, dopóki nie dostrzegłam kurzu, który zszarzałe kolory jeszcze bardziej wyczyszczał z ich blasku. W końcu widziałam tylko kurz i z przyjemnością pozbywałam się przestarzałego rekwizytu. Lądował na wysypisku śmieci, a wtedy wspomnienie róży, która pachniała było żywsze.
Kohelet... wpadła mi jego księga przez przypadek do ręki. Ktoś przytoczył mi piękny fragment, dobry na medytację o codziennych obowiązkach. Nie zapisałam treści tylko miejsce, gdzie on się znajduje. Zabawne, nie znalazłam wspomnianego fragmentu, a coś znacznie więcej. Myśli, które zdaje mi się, są prawdziwe nie tylko dla wierzacych, bliskie mądrościom wschodu, bliskie mi.
"Bo jednak swoją drogę trzeba przebyć, nim zapadnie ciemność.." - drogę można przebyć, a ciemność nie przychodzi, tylko wciąż oślepia blask słońca.
"Pierwsze potrzeby życia: woda, chleb, odzienie i dom, by osłonić nagość."
|
|
| Żona Racjonalisty | >mnie wyjatkowo mało obchodzi, czym sie dziadkowie kandydatów >zajmowali, skoro już się nie zajmuja ani zajmowac nie bedą.<
Zgadzam się całkowicie. Wybiera się kandydata, a nie jego przodków - bo w sumie to niby jaki wpływ na jakikolwiek wybór dziadka miał Tusk?
Eh... wracamy do odpowiedzialności zbiorowej??? Myślałam, że każdy ponosi konsekwencje SWOICH decyzji...
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|