>Wszyscy zarzucają kandydatom operowanie hasłami, a nie >gotowymi programami i sposobami "na lepsze jutro". Ale to >nie powinno właściwie nikogo dziwić...
To dość naturalne. Łatwo zauważyć, że nasze partie polityczne (i koalicje rządowe) łączą przede wszystkim związki historyczno-towarzyskie, sięgające często lat 80-tych. Gdzieś w tle tkwią pewne wizje Polski w przyszłości, ale są one niewyraźne, choćby dlatego, że dyskusja polityczna tego nie wymaga. Piszesz o hasłach, ale może ważniejszy jest "czarny PR". Ludzie zwykle w wyborach wybierają mniejsze zło, a nie najbliższą sobie wizję Polski w przyszłości.
>Przecież oni chcą >tylko zdobyć jak najwięcej głosów, jak najmniejszymi >kosztami. Przekonać ludzi nieinteligentnych i >niewykształconych jest dużo łatwiej - to właśnie oni są >adresatami tych wszystkich chwytliwych sloganów. >Najbardziej niepokojące w tym wszystkim jest to, iż właśnie >oni stanowią zdecydowaną wiekszość w Naszym społeczeństwie.
Stanowią większość w każdym społeczeństwie. Stąd sprawą życia i śmierci państw demokratycznych jest dobre kształcenie młodzieży, by średni poziom podnosić.
>Jeśli chodzi natomiast o elitę intelektualną, to trzeba >konkretnych debat, profesjonalnego przedstawienia programu, >polemiki z ekspertami, itd. To wszystko, a nawet więcej może >i tak nie przynieść oczekiwanego efektu, więc po co się >trudzić?
Chyba dobrze to ująłeś -- "po co się trudzić". Partie zwykle nie są antyintelektualne z zasady, wręcz przeciwnie -- chętnie zasiadłyby w salonach; ale tak trochę na zasadzie darwinowskiej selekcji naturalnej, to co nie używane, uwstecznia się.
> Skoro większość głosów jest w zasięgu ręki, skoro >większość głosów można kupić tylko hasłami...
Myślę, że nie tylko. Trochę tu nie doceniasz (moim zdaniem) wyborców. Za hasłami zwykle kryją się pewne pomysły polityczne, czasem wyczekiwane przez wyborców, a długo pomijane przez zadufanych w sobie polityków. Ale że politycy i ich hasła tkwią gdzieś między obywatelami, racjonalnością, własnymi fobiami, a wizją rzeczywistości kreowaną przez media, to osobny temat.
>Czy ktoś doszedł do podobnych wniosków?
O! Wiele osób. Bardzo mi się spodobało czyjeś przekonanie, że dla jakości rządów nie tyle ważne są wybory, co jakoś debaty publicznej. A ta, jaka jest, każdy widzi.
|