Szczerze i otwarcie, Dajmonionie - moje uznanie. Filozofia potrzebna religii - tak, ale w sensie negatywnym: nie na potrzeby własne a dla walki z konkurencją. Nie sadzisz jednak, że przypomina to rachunek tensorowy w rękach Andrzej Leppera: udowodnić, że yntelygenci gadaja bzdury?
Bywało jednak inaczej, nie do szczętu szczezła myśl grecka i Kosciół probował filozofię w sensie pozytywnym uprawiać. Co zreszta dla Europy okazało się znacznie bardziej fortunne niż dla doktryny chrześcijańskiej, albowiem tak czy owak wkroczono na drogę rozumu - a ten jest pyszny i łatwo przed nakazem ślepej wiary nie ustepuje. Próbowali więc koscielni mysliciele dowodzić rozumowo prawd wiary - ich nie dowiedli, ale mimo wszystko w ogniu (niekiedy dosłownym) teologicznych dysput dawna myśl odżyła, choć w zmienionej formie - potem wyrwała się spod kurateli.
Owo myślenie zarówno zniekształcało wiarę i dodawało jej brutalności (rozum jest pyszny a zawodny - zwłaszcza gdy rynek idei wolnym nie jest), jak i przybliżało Odrodzenie - rozum to niepokorny sługa.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|