Autopsja. Siostra ze szwagrem powzięli decyzję o adopcji. Mają warunki. Po przejściu badań i psychologicznej akceptacji otrzymali możliwość spotkania się z dziećmi w domu dziecka. Masakra. Dzieci, jedno przez drugie, usiłowały pokazać, że to one, a nie inne warte są zabrania. Jedno potrafiło skakać, inne rysować, jeszcze inne płakało, a kolejne śmiało się do łez pokazując jak bardzo jest wesołe. Market. Jednak okazało się, że tylko jedno rodzeństwo zostało im przeznaczone przez administrację. Chłopiec i dziewczynka. Odpowiednio 6 i 12 lat. Nie będę opisywał emocji. Jak można odrzucić chłopca, który mówi, że nikt go nie kocha? Ile osób potrafi odmówić miłości dziewczynce z molestowaną przeszłością? Być może są tacy, ale myślę, że większość ulegnie. Tak było z moją siostrą. Po 2 tygodniach zapoznania z dziećmi i załatwieniu formalności dzieci znalazły się w nowym domu. Schody. Okazało się, że dzieci wbrew zapewnieniom personelu placówki wychowawczej były bardzo słabo zgrane w normalnym społeczeństwie. Widziały inne życie. W domu dziecka sprawiały ogromne problemy, na które nowi rodzice nie byli przygotowani. Ich szkolenie nie obejmowało współpracy z dziećmi z patologicznych rodzin i nie potrafili sobie z tym poradzić. Kilka razy zwracali się z prośbą o pomoc do PCPR, ale takowej nie otrzymali. Prywatnie zasięgali porad psychologów, aż kiedyś dziewczynka w szkole, przy nauczycielu powiedziała, że chcą się jej pozbyć, wyrzucić. Nie było to prawdą. Jednak jej słowa spowodowały złożenie doniesienie do prokuratury poprzez PCPR i to bez wcześniejszej rozmowy z nowymi rodzicami! Jedynym wiarygodnym źródłem dla kierownik PCPR była nauczycielka, z którą rozmawiała. Oczywiście prokuratura podeszła do sprawy rzetelniej i nie ma już sprawy. Niemniej nerwy i czas poświęcony tej sprawie skutecznie oblały wodą głowy naszych znajomych, którzy też zastanawiali się nad adopcją, lub rodziną zastępczą. Doszliśmy do wniosku, że solą w oku jest dla ludzi dotacja, którą otrzymuje się na takie dziecko. Szkoda tylko, że np. moja siostra żadnych dotacji nie otrzymała, a pieniądze cały czas brał dom dziecka. O ile się nie mylę, to w Jeleniej Górze. Nie wiem, jak jest teraz, ale rok wstecz tak było. Ciężkim orzechem do zgryzienia okazuje się być pogodzenie relacji między swoimi dziećmi, a dziećmi adoptowanymi. Siłą rzeczy okazuje się im więcej miłości. Z czasem te różnice się zacierają, ale właśnie ten czas okazuje się niekiedy być traumą dla wszystkich chcących utworzyć normalne życie. Tym bardziej, że dzieci okazują się być kartami w pokerze.
jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
|