 |
Lewica krytykuje postmodernizm Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 29-04-2018 00:47 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Lewica krytykuje postmodernizm
3 na 3 | Na Zachodzie panuje ideologia postmodernistyczna. Jest to ideologia powojennej lewicy zachodniej, która zastąpiła dawną walkę klas - walką tożsamości. Oto jednak "Social Europe", pismo unijnej lewicy, publikuje krytykę "Postmodernistycznej iluzji", która zabija racjonalizm: Cytat:Postmodernizm rozbija społeczeństwo na małe grupy i segmenty wzajem sobie nieufające. Nikt nie chce już ze sobą rozmawiać a jedynie mówić o sobie nawzajem. W ten sposób tracimy debatę społeczną ponieważ argumentacja nie jest już interesująca. Każdy chce jedynie, by dać mu spokój, by jedynie uznano prawo jego własnego punktu widzenia. "Frankfurter Allgemeine Zeitung" donosi: Według nowego badania Gallupa, dla 53% amerykańskich studentów różnorodność i inkluzja są ważniejsze niż wolność słowa. www.socialeurope.eu/the-postmodern-illusion Komentarz polskiego lewicowca: Cytat:Otóż znaczy to, że każda forma odmienności otaczana jest czcią, a każda krytyka albo cokolwiek, co ewentualnie mogłoby pokazać jakąś wadę lub choćby słabość jakiejś tzw. mniejszości będzie represjonowane, zwalczane, wykluczane itp. Nawet zadawanie pytań jest zakazane. Wyjątkiem są tylko biali heteroseksualni mężczyźni, których można lżyć i oskarżać o wszystko - można, a nawet należy. Jaka jest racjonalna alternatywa dla kultury postmodernistycznej? Grupy mniejszościowe, zwłaszcza jeśli są to mniejszości kulturowe, powinny szukać dla siebie miejsca społecznego za pomocą naturalnych i stopniowych procesów. Nie za pomocą odgórnych nakazów i regulacji. Nie ma takiej wrogości, której nie można przekuć w harmonię między grupą dominującą i mniejszościową. Polityczna poprawność wcale przy tym nie musi tworzyć żadnej harmonii, lecz może dawać jedynie jej pozór, spychając lęki pod powierzchnię społecznej tkanki w formie potencjalnie wybuchowej. Lepienie harmonii społecznej za pomocą praw i nakazów to konstrukcja sztuczna. Lepiej, by harmonię wykształciła praktyka i naturalne procesy, nawet jeśli musi to przejść przez ogień konfrontacji. Weźmy tutaj za przykład staropolską tolerancję religijną. Wielokrotnie słyszymy jakim to dokonaniem było uchwalenie w Polsce pierwszego w Europie prawa o tolerancji - tzw. konfederacji warszawskiej z 1573. Kryją się w tym dwa fałsze: nie był to pierwszy akt tolerancji. Pierwszy był Edykt z Torda z 1568, który został wprowadzony w Siedmiogrodzie przez Jana Zygmunta Zapoylę, syna Izabeli Jagiellonki. Akt siedmiogrodzki obejmował unitarian, konfederacja warszawska nie obejmowała ich. Po drugie: prawo to nie wytworzyło w praktyce polskiej żadnej wartości dodanej. Rzekłbym nawet, że - paradoksalnie - kiedy wpisano tolerancję religijną do ustaw, odtąd zaczęła gasnąć realna tolerancja. To wkrótce po uchwaleniu konfederacji warszawskiej zaczęły się tumulty religijne. Wcześniej był spokój. Nie chcę z tego wysnuwać jakiegoś uniwersalnego prawa o szkodliwości takich kodyfikacji, lecz wiele argumentów przemawia za tym, że sztuczne narzucanie społeczeństwu pewnych wzorców pozytywnych zachowań niekoniecznie jest skuteczne i pożyteczne. Grupy, które się "dotrą" w sposób naturalny stworzą o wiele lepszą harmonię i tkankę społeczną, niż grupy zlepione za pomocą formuł prawnych. Więcej pisałem o tym tutaj: www.racjonalista.pl/kk.php/s,9939 | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | sammy (10 punktów) | Nie wszyscy zwariowali, praktycznie w każdym kraju są ludzie którzy widzą problem i o nim piszą. Bardzo często są to imigranci, zazwyczaj (blisko)wschodni, które przeżywają rozczarowanie ludźmi Zachodu, którzy zdają się uczestniczyć w wiecznym konkursie na Najbardziej Inkluzywną Osobę na Sali. Kenan Malik, Maajid Nawaz, Maryam Namazie, Fatiha Boudjahlat, Abnousse Shalmani, Katerina Janouch.. mnóstwo jest takich osób i zazwyczaj łączy je przywiązanie do dwóch wartości: wolności słowa i twardego sekularyzmu. Niestety, przyjęcie postmodernizmu jako dogmatu ma określone skutki prawno-polityczne i chyba jedyny sposób na jego przełamanie to głosowanie na partie populistyczne. Rzeczywistość polityczna zmusi zachodnich intelektualistów to przewartościowania.
Pozwolę sobie zostawić cytat:
"Ten językowy bełkot jest częścią problemu. Przepraszam cię, ale jeżeli zacznie się za bardzo oczyszczać język, to się go zabije. Brud to wolność. Trzeba zostawić trochę brudu. Czyszczenie? Nie podoba mi się nawet brzmienie tego słowa"
|
|
 | Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) | > Nie wszyscy zwariowali, praktycznie w każdym kraju są ludzie którzy widzą problem i o nim piszą. Bardzo często są to imigranci... Rozczarowanie rozwija się najczęściej na tle wcześniejszej nadmiernej idealizacji. Ani pierwsze, ani drugie niewiele ma wspólnego z adekwatnym przystosowaniem, które możliwe jest tylko przy trzeźwym oglądzie sytuacji. Nadmierne idealizowanie Zachodu, choćby w formie bezkrytycznego okcydentalizmu, ma długą historię. Mimo to, jak widać po podanych przykładach, nadal często się zdarza wśród ludności krajów słabiej rozwiniętych. Traktowanie tego rodzaju poglądów, naznaczonych pewnego rodzaju ignorancką frustracją, jako wyrazu normalności może się wydawać mało rozsądne. A z tego, że ktoś tam coś tam sobie mówi, to jeszcze niewiele wynika. Bo czy jak ktoś coś mówi, to w ten sposób cokolwiek robi? Dyskusyjne. youtu.be/wLKP4BP-n6A
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
1 na 1 Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
Korzystanie z prasy miało pewien sens w nieco dawniejszych czasach, gdy gazeta była po prostu stosem papieru, możliwego do wykorzystania jako tani zastępnik papieru toaletowego albo jako zastępcze opakowanie. Trudno powiedzieć, po co dziś - w czasach powszechnej dostępności przeróżnych artykułów papierniczych i wielkiej popularności foliowych torebek - czytać prasę? To chyba jakiś taki atawizm czy anachronizm z epoki wiary w to, że jak ktoś coś pisze, to prawdopodobnie ma coś do powiedzenia, a nie próbuje tylko zaistnieć medialnie za wszelką cenę. Cóż, dziś rewolucja autopromocji zjada własne dzieci. I chyba jest im z tym dobrze, nie? youtu.be/vzgEi_u9-88youtu.be/yAGxK7i2E4g
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >...dla 53% amerykańskich studentów różnorodność i inkluzja są ważniejsze niż wolność słowa.
Jaka jest relacja między różnorodnością a wolnością słowa? Wolność słowa rodzi różnorodność wypowiedzi (każdy w oparciu o własne doświadczenia ma coś innego do powiedzenia). Ale i odwrotnie: przyzwolenie na różnorodność generuje wolność słowa, którą można chyba opisać w terminach właśnie różnorodności.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | | sammy (10 punktów) | >>...dla 53% amerykańskich studentów różnorodność i inkluzja są ważniejsze niż wolność słowa. >Jaka jest relacja między różnorodnością a wolnością słowa? Wolność słowa rodzi różnorodność wypowiedzi (każdy w oparciu o własne doświadczenia ma coś innego do powiedzenia). Ale i odwrotnie: przyzwolenie na różnorodność generuje wolność słowa, którą można chyba opisać w terminach właśnie różnorodności.
Diversity dotyczy różnorodności tożsamości. Słowo może podważać sentymenty stanowiące podstawę czyjejś tożsamości. Ergo słowo może stanowić atak na różnorodność. Stąd konflikt między różnorodnością a wolnością słowa.
Kiedyś wolność słowa przyznawano jedynie stronie silniejszej czyli białym, mężczyznom, chrześcijanom itd. Lewica intersekcjonalna przyznaje ją jedynie stronie słabszej. Aby przyzwolenie na różnorodność generowało wolność słowa, nie możemy przyznawać/odmawiać jej tylko w oparciu o przynależność/brak przynależności do preferowanych przez nas grup.
|
|
|  | Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
> Aby przyzwolenie na różnorodność generowało wolność słowa, nie możemy przyznawać/odmawiać jej tylko w oparciu o przynależność/brak przynależności do preferowanych przez nas grup. Efekt końcowy łatwy do przewidzenia - nie można się odezwać, żeby ktoś nie poczuł się obrażony. youtu.be/_7LbjtvXm0M
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Grupy, które się "dotrą" w sposób naturalny stworzą o wiele lepszą harmonię i tkankę społeczną, niż grupy zlepione za pomocą formuł prawnych. Np orangutany?
Cza być oszczędnym.
|
|
1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> sztuczne narzucanie społeczeństwu pewnych wzorców pozytywnych zachowań niekoniecznie jest skuteczne i pożyteczne.Czy dobrze rozumiem, że naturalne narzucanie jest lepsze? Ta cała "sztuczność" to jakiś sztuczny termin. 
Cza być oszczędnym.
|
|
 | Ignacy Kujawiak (5636 punktów) (zablokowany) |
> Ta cała "sztuczność" to jakiś sztuczny termin.  Naturalnie! Wiesz o co mi chodzi? youtu.be/PaghIdSJKvQPamiętaj, jestem z Tobą na 100%! 
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | > Na Zachodzie panuje ideologia postmodernistyczna.Czyli - jaka? Samo pojęcie postmodernizmu zostało na tyle wyświechtane, że stało się mało znaczącą etykietą. Pomijając wcześniejsze użycia - na salony wprowadził je F. Lyotard, warto więc zerknąć co miał na myśli wprowadzając to pojęcie do obiegu: Cytat:Postmodernizm nie jest nową epoką, lecz redakcją pewnych rys charakteru, które modernizm zawłaszczył dla siebie, przede wszystkim uroszczenie, by swą legitymację osadzić na projekcie emancypacji ludzkości poprzez naukę i technikę. Ta redakcja ma miejsce... w samym modernizmie. za: archiv.soziologie.ch/texts/docs/postmoderne.pdfPostulat racjonalizmu odrzuca wszelki dogmatyzm, krytyka postmodernizmu jest czymś normalnym. Ale czy to znaczy, że zdecydujemy się na konserwatyzm lub powrót do przedoświeceniowych stylów myślenia i bycia, jakąś formę neoscholastyki (jak w Polsce, rodem z seminarium duchownych)? > Postmodernizm rozbija społeczeństwo na małe grupy i segmenty wzajem sobie nieufające.Znowu marzy się komuś jakaś jedna racjonalność i społeczeństwo bezkonfliktowe. To nie postmodernizm rozbija społeczeństwo (co nb. jest okazją do klasyfikowania go jako jakieś formy neomarksizmu): społeczeństwo zawsze było, jest i będzie grą (walką) przeróżnych interesów. W tym sensie klasykiem postmodernizmu jest Heraklit, dla którego wojna/ spór jest ojcem wszystkich rzeczy, a sam postmodernizm jest raczej metodą kreacji historii: życia społecznego, nauki, sztuki, itp. > Jaka jest racjonalna alternatywa dla kultury postmodernistycznej?Nie ma takiej alternatywy. Może zmieni się słowo, ale nie ma alternatywy dla sporu, dyskusji, wojny(!), kreacji. Możemy próbować uzasadniać taki stan rzeczy (np. egoizmem indywidualnym, grupowym,...), a nie roić sobie na religijną (przedmodernistyczną) modłę raj na ziemi.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | | sammy (10 punktów) |
>>Postmodernizm rozbija społeczeństwo na małe grupy i segmenty wzajem sobie nieufające. >Znowu marzy się komuś jakaś jedna racjonalność i społeczeństwo bezkonfliktowe. To nie postmodernizm rozbija społeczeństwo (co nb. jest okazją do klasyfikowania go jako jakieś formy neomarksizmu): społeczeństwo zawsze było, jest i będzie grą (walką) przeróżnych interesów. W tym sensie klasykiem postmodernizmu jest Heraklit, dla którego wojna/ spór jest ojcem wszystkich rzeczy, a sam postmodernizm jest raczej metodą kreacji historii: życia społecznego, nauki, sztuki, itp. >>Jaka jest racjonalna alternatywa dla kultury postmodernistycznej? >Nie ma takiej alternatywy. Może zmieni się słowo, ale nie ma alternatywy dla sporu, dyskusji, wojny(!), kreacji. Możemy próbować uzasadniać taki stan rzeczy (np. egoizmem indywidualnym, grupowym,...), a nie roić sobie na religijną (przedmodernistyczną) modłę raj na ziemi.
Nikt nie przeczy faktycznemu istnieniu różnych, często sprzecznych interesów. Tak, istnieją różne perspektywy, doświadczenia i interesy. Problem pojawia się, kiedy rezygnujemy z próby jakiejkolwiek syntezy tych perspektyw i interesów, kiedy rezygnujemy nawet z pretensji do obiektywności.
Współczesna lewica uznała, że fakty nie istnieją a prawdziwa lewicowość oznacza poparcie perspektywy strony nominalnie słabszej. W końcu skoro istnienie uniwersalnej prawdy jest tylko złudzeniem, to istnienie uniwersalnego rozwiązania także musi nim być. To jest kapitulacja wobec irracjonalności - kto głośniej krzyczy o swojej słabości zostanie wysłuchany.
Popatrzmy na akcję #metoo. Rozwiązanie problemu na polegać na przyjęciu perspektywy strony słabszej, czyli ofiary. Prawidłowa postawa to "słuchaj i wierz". Krótko mówiąc, jesteśmy zobowiązani do przyjęcia perspektywy osoby deklarującej się jako ofiara jako swojej i tym samym wyłączenia jej spod jakiejkolwiek oceny. Tymczasem prawidłową postawą byłoby "słuchaj i myśl", które kazałoby nam przyjąć jednocześnie postawę dobrej woli wobec słów domniemanej ofiary i daleko idącej ostrożności w potępianiu domniemanego sprawcy. W ten sposob stworzylibyśmy ofierze warunki do komfortowego wykazania swoich racji jednocześnie zachowując szacunek dla domniemania niewinności. No ale taka postawa wymaga syntezy racji rzeczywiście pokrzywdzonej ofiary i niesłusznie oskarżonego "sprawcy". To jest coś, co przekracza możliwości intelektualne postmodernistycznej lewicy, która z jakiejkolwiek pretensji do uniwersalności rezygnuje.
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >istnieją różne perspektywy, doświadczenia i interesy. Problem pojawia się, kiedy rezygnujemy z próby jakiejkolwiek syntezy tych perspektyw i interesów,...
Syntezy są możliwe na pewnym poziomie abstrakcji: np. ta sama fizyka posłuży do zbudowania bomby atomowej przez dozgonnych wrogów. Ale na poziomie lokalnych doświadczeń życiowych ("kultur") o syntezie nie ma mowy. Język nauki może stanowić unifikującą grę językową tylko z jakiejś określonej perspektywy. Nie twierdzę, że nie warto podejmować prób syntezy perspektyw, ale są to procedury raczej losowe: raz się uda, raz nie, a jak się uda, to tylko na pewien czas... I nie trzeba tu wytaczać argumentów z kontaktów kultur: wystarczy rozważyć zmienne perspektywy indywiduum, dwojga ludzi, grupy, itd.
>kiedy rezygnujemy nawet z pretensji do obiektywności.
Jw. Obiektywność to również pojęcie o dużym poziomie abstrakcji. Nie eliminuje ono subiektywności, nawet ją zakłada.
>skoro istnienie uniwersalnej prawdy jest tylko złudzeniem...
Jw. Nie ma uniwersalnego języka dyskursu o wszystkim. Taką opcją mógłby być np. skrajny fizykalizm, ale nie ma on szans na zastąpienie aktualnych dyskursów np. politycznych, prawniczych, pedagogicznych, itp.
>To jest kapitulacja wobec irracjonalności...
Nie, to jest przyznanie irracjonalności właściwego miejsca obok racjonalności. Skąd domniemanie o powszechnie obowiązującej racjonalności? Zawołaniem Oświecenia (matecznika modernizmu) było Sapere aude! (Kant): ciekawe, że zostało sformułowane w formie imperatywu, którego wartość logiczna jest wielce dyskusyjna.
>jesteśmy zobowiązani do przyjęcia perspektywy osoby deklarującej się jako ofiara jako swojej i tym samym wyłączenia jej spod jakiejkolwiek oceny.
To nonsens przyjmowanie obcej perspektywy jako własnej (ja to nie ty); można tak zrobić - na krótką metę - jedynie w sytuacji politycznego nacisku czy też ucisku. Ale to nic dziwnego: nie wierzę w społeczeństwo wolne od władzy. Kwestia jej charakterystyki (lewica, prawica, itd...) to już inna sprawa.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|