 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 14-03-2008 22:35 | diogenes (42753 punktów) | Herezja wiary
2 na 2 | Jeden z gigantycznych supermarketów. Konsumenci po łokcie babrają się w przecenie: spodnie, majtki, buty. W kontenerze z książkami natrafiam na słownik herezji w Kościele katolickim H. Massona. Literę R otwiera RACJONALIZM: System myślenia, który głosi wyższość rozumu nad wiarą. Przystępna cena. Kieszonkowy format. W kolejce do kasy myślę o herezji wiary.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| piątek (1035 punktów) | kupiłeś?;]
"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
|
|
-1 na 1 | Andrzej Kierski jr (36758 punktów) | a teraz powiedz mi, jaki jest sens Twej wypowiedzi...?
PSR Kraków
|
|
 | | moralny "antychryst" | >a teraz powiedz mi, jaki jest sens Twej wypowiedzi...? Warto porozmawiać o wierze, którą KrK wciska nie swoim wyznawcom, ale racjonalistom. Strasznie naiwny jest każdy, kto wierzy, że rozum stoi w opozycji do wiary, a nie własnej protezy, którą jest katolicki bóg. Rozum nie wyklucza wiary w prawdę. Wyklucza jedynie wiarę w fałsz. Tak więc Bogiem racjonalisty jest rozum. Bogiem owieczek - pasterz i stadko.
|
|
 | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >a teraz powiedz mi, jaki jest sens Twej wypowiedzi...?
Kiedyś ludzie w chaosie nocnego nieba dostrzegli figury zodiaku. Teraz widzą tam coś innego. Patrząc na cokolwiek projektujemy sens, naszą przeszłość. Oczekiwanie, że ów sens zawarty jest w przekazie, to w gruncie rzeczy religijna postawa wobec rzeczywistości: oczekiwanie na objawienie. Tak więc potraktuj moją wypowiedź jako (inspirującą) plamę, albo (przy odrobinie wyobraźni) wprowadzenie do semantyki projekcyjnej. Skoro jesteś źródłem sensu, po co pytasz mnie o niego?
|
|
|  | 1 na 1 | michiko (596 punktów) | >>a teraz powiedz mi, jaki jest sens Twej wypowiedzi...? Taki, aby umożliwić dialog. Założenie bycia samemu źródłem sensu nie eliminuje założenia istnienia innych z ich interpretacjami ( np. gwiazdy to światełka, zapalane nocą przez aniołki), które opierają się i tak tylko na aktualnym stopniu poznania. Raczej budzi poznawczą ciekawość i chęć zrozumienia innej racji. Jeśli jest inaczej, to wszelkie próby osiągnięcia minimalnej choćby zgodności są nierealne. Jak ustalić wtedy co jest prawdą? Wtłaczasz go w jakiś solipsyzm, ale na forum liczy się dialog. Trzeba się spotkać gdzieś w połowie drogi.
|
|
| |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Założenie bycia samemu źródłem sensu nie eliminuje założenia istnienia innych z ich interpretacjami...
Ależ oczywiście. Przekaz jest całkowicie otwarty zarówno na interpretacje jak i dezinterpretacje.
> Wtłaczasz go w jakiś solipsyzm, ale na forum liczy się dialog.
Przykro mi: nasze mózgi są solipsystyczne. Umysły też. Dialog jest formą monologu. Podobnie jest w muzyce. Słyszysz jeden polifoniczny utwór, ale każdy muzyk siedzi na swoim krześle. Nasze doświadczenia świata, nasze perspektywy jego ujęcia są nieredukowalne do siebie. Używanie języka stwarza iluzję, że jest inaczej.
|
|
| | |  | 1 na 1 | michiko (596 punktów) | > Przykro mi: nasze mózgi są solipsystyczne.Rozchmurz się. Sam fakt, że piszesz, jak również to, co opisujesz, wynika z odniesienia do wspólnego doświadczenia obiektywnej rzeczywistości. W ten sposób komunikacja międzyludzka staje się możliwa. Ja dopuszczam możliwość istnienia innych i we własnym doświadczeniu przeżywam relacje z nimi, jest to także forma ingerencji w ten świat, wywierania nań wpływu, więc dopuszczam także możliwość istnienia wspólnego obiektywnego, choć nie do końca poznawalnego świata. A może poszukujesz jedynie nieuwarunkowanej rzeczywistości, w tym sensie nieuwarunkowanej, że polegającej na subiektywnym, tylko i wyłącznie, jej doświadczaniu, czy nawet istnieniu. Wierzący dostrzegają ją w bogu. > Dialog jest formą monologu.Więcej takich monologów na stadionach podczas meczów piłki nożnej, byłoby spokojniej.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Sam fakt, że piszesz, jak również to, co opisujesz, wynika z odniesienia do wspólnego doświadczenia obiektywnej rzeczywistości.
Tak jak wierni mają nadzieję zasnąć wszyscy w jednym bogu, tak niewierni łudza się, że łączy ich wspólne doświadczenie. Weź dwa różne punkty w przestrzeni kartezjańskiej (nb. ja solipsyzmu zredukował do punktu Wittgenstein, zob. Tractatus...5.64). Mają one różne współrzędne i cokolwiek nie zrobisz, będą to zawsze różne punkty. W pewnym sensie można powiedzieć , że punkty te mają "wspólne doświadczenie", bo należą do przestrzeni kartezjańskiej, ale taka abstrakcyjna równość nie zmienia niczego w tym, że są to wciąż dwa różne punkty. Potraktuj te uwagi jako model naszego indywidualnego doświadczenia, w którym każde doznanie, w którym każdy akt świadomości jest nieredukowalny do innego aktu świadomości, nawet w obrębie tej samej świadomości. Co zaś do obiektywnej rzeczywistości sprawa ma się podobnie: każdy mózg ma swoją rzeczywistość. Wspólny język powoduje złudzenie wspólnego doświadczenia: to, że uzywamy wspólnych np. nazw rzeczy wcale nie świdczy o tym, że nasze ich doświadczanie jest takie samo. Komunikacja odbywa się na ogół w granicach dopuszczalnego błędu, ale im bardziej jesteśmy konkretni, indywidualni, tym bardziej stajemy sie idomatyczni, nieprzetłumaczalni. Taka jest dobra liryka.
>W ten sposób komunikacja międzyludzka staje się możliwa.
Komunikacja to jedynie wymiana pustych opakowań naszych doznań.Mówisz mi "chmura" ale nie łudź się, że wymieniamy w ten sposób doświdczenia. Pewnie, w obszarze języka techniki (języka przedmiotów), ta wzajemna więź z grubsza sie udaje, ale tam, gdzie chodzi o nasze doznawanie świata i zbudowany na nich światopogląd oraz świat wartości - komunikacja jest niemożliwa. Pozostaje jedynie naiwna wiara w komunikację (communio to między innymi zjednoczenie!). Dotyczy to języka w ogóle, a więc języka zarówno sacrum jak i profanum.
Jeśli przelejesz wodę z dzbana do wiadra, to wiadro nie stanie się przez to dzbanem.
|
|
| | | | |  | | moralny "antychryst" | > Wspólny język powoduje złudzenie wspólnego doświadczenia: to, że uzywamy wspólnych np. nazw rzeczy wcale nie świdczy o tym, że nasze ich doświadczanie jest takie samo. Są ludzie, którzy uważają (wierzą), że jedyne co może ich połączyć z innymi, to wspólny język i wspólnota doświadczenia. Tak jak piszesz, jest to wiara w złudzenia, która prowadzi do solipsyzmu tożsamego z wiarą religijną. Ludzi łączy wspólna rzeczywistość (wspólny Wszechświat), a nie wspólnota wierzenia. Niestety, ale każdy zarówno wierzy, jak nie wierzy całkowicie indywidualnie. Na szczęście, nie każdy jest solipsystą. Tylko solipsyści z nikim, nigdy i w żadnej sprawie się nie dogadają.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >...wiara w złudzenia, która prowadzi do solipsyzmu tożsamego z wiarą religijną.
A cóż ma wspólnego solipsyzm z wiarą religijną? (Pomijam dywagacje na temat solipsyzmu boga)
>Ludzi łączy wspólna rzeczywistość (wspólny Wszechświat), a nie wspólnota wierzenia.
Czy taka "płaszczyzna" połączenia nie jest zbyt ogólnikowa? W takim sensie Wszechswiat jest tworzywem (przedsokratycy powiedzieliby - arche) zarówno wirusa, wymoczka w kałuzy jak i homo sapiens. Nawet materia nieożywiona połączona jest róznymi oddziaływaniami. Tu chodzi o sens specyficznej dla człowieka wspólnoty.
>...każdy zarówno wierzy, jak nie wierzy całkowicie indywidualnie. Na szczęście, nie każdy jest solipsystą.
Nie tylko akty (nie)wiary są całkowicie indywidualne. Twierdzę, że dotyczy to przeżyć (aktów świadomości) w ogóle. Tłum pozbawia większość ludzi świadomości owej indywidualności. Mówi się wtedy o przeżyciu wspólnoty. Niektórzy w ogóle nie potrafią żyć poza tłumem. To pewnego rodzaju kalectwo, niedorozwój.
|
|
| | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >>...wiara w złudzenia, która prowadzi do solipsyzmu tożsamego z wiarą religijną. >A cóż ma wspólnego solipsyzm z wiarą religijną? (Pomijam dywagacje na temat solipsyzmu boga) Pomijam przypisywanie mi dywagacji, których nie było. Religia (jak wszelka wiara w coś, czego nie ma i brak wiary w cokolwiek co jest) rodzi się wyłączni w umysłach solipsystów (jeden podmiot poznający, jakby oprócz niego innych nie było). >>Ludzi łączy wspólna rzeczywistość (wspólny Wszechświat), a nie wspólnota wierzenia. >Czy taka "płaszczyzna" połączenia nie jest zbyt ogólnikowa? Nie ogólnikowa, ale ogólna. Wszechświat to wszystko, a zatem i wszystko nas łączy. > W takim sensie Wszechswiat jest tworzywem (przedsokratycy powiedzieliby - arche) zarówno wirusa, wymoczka w kałuzy jak i homo sapiens. Nawet materia nieożywiona połączona jest róznymi oddziaływaniami. Tu chodzi o sens specyficznej dla człowieka wspólnoty. W sensie "specyficznym" to nie łączy nas dokładnie NIC, bo każdy jest dokładnie inny. A Wszechświat nie jest "tworzywem" wymoczków, skoro wymoczki stworzył i dalej tworzy. Już prędzej to one są tworzywem. Nie tylko nowych wymoczków, ale także innych bytów (np. pożeraczy i nie ożywionej materii). >Nie tylko akty (nie)wiary są całkowicie indywidualne. Twierdzę, że dotyczy to przeżyć (aktów świadomości) w ogóle. Dla mnie, każdy akt świadomości to akt wiary (gdy myślę) lub niewiary (gdy śnię lub marzę). > Tłum pozbawia większość ludzi świadomości owej indywidualności. Mówi się wtedy o przeżyciu wspólnoty. Niektórzy w ogóle nie potrafią żyć poza tłumem. To pewnego rodzaju kalectwo, niedorozwój. I z tą opinią całkowicie się zgadzam, ale nie każdy kto lubi być w tłumie jest równie "niedorozwinięty". Mało kto jest eremitą.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Pomijam przypisywanie mi dywagacji, których nie było.
Nie chodziło o Twoje dywagacje.
>Religia (jak wszelka wiara w coś, czego nie ma i brak wiary w cokolwiek co jest)...
Z wiarą w cos, czego nie ma, zgadzam się. Brak wiary w cokolwiek, co jest, to chyba przesada. Pielgrzymi do Rzymu wierzą na ogół w istnienie wiecznego miasta poza linią horyzontu, poza przestrzenią aktualnego doświadczenia.
>...rodzi się wyłączni w umysłach solipsystów (jeden podmiot poznający, jakby oprócz niego innych nie było). W tej sprawie nalezy porozmawiać z pierwszą lepszą dewotką. Poznanie opiera się na doświadczeniu, doznawaniu. Zanim zaczniemy mówić o poznawaniu, trzeba powiedzieć o czymś, co go poprzedza (doznanie właśnie, przeżycie), a co ma charakter wyłącznie indywidualny, zorientowany na ego. Mój świat nie jest światem nikogo poza mną. Tylko w tym sensie jestem solipsystą. Jak każdy z nas.
>W sensie "specyficznym" to nie łączy nas dokładnie NIC, bo każdy jest dokładnie inny.
Przesada. Jeśli ktoś nadepnie mi na odcisk pojawia się pewna więź. To samo z podaniem dłoni czy pocałunkiem.
>Dla mnie, każdy akt świadomości to akt wiary (gdy myślę) lub niewiary (gdy śnię lub marzę).
Wara to przekonanie w istnienie jakiejkolwiek rzeczywistości poza obszarem aktualnego doświadczenia. Kiedy popijam herbatę, nie wierzę, że popijam herbatę, tylko ją popijam. Ale wiarą jest już to, że pochodzi z Chin, albo to, że dodatnio wpływa na moje samopoczucie.
>I z tą opinią całkowicie się zgadzam, ale nie każdy kto lubi być w tłumie jest równie "niedorozwinięty". Mało kto jest eremitą.
Miałem na myśli dialektykę samotności i współbycia, a nie los Szymona Słupnika.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >>Pomijam przypisywanie mi dywagacji, których nie było. >Nie chodziło o Twoje dywagacje. >>Religia (jak wszelka wiara w coś, czego nie ma i brak wiary w cokolwiek co jest)...
>Z wiarą w cos, czego nie ma, zgadzam się. Brak wiary w cokolwiek, co jest, to chyba przesada. Pielgrzymi do Rzymu wierzą na ogół w istnienie wiecznego miasta poza linią horyzontu, poza przestrzenią aktualnego doświadczenia. >>...rodzi się wyłączni w umysłach solipsystów (jeden podmiot poznający, jakby oprócz niego innych nie było).
W tej sprawie nalezy porozmawiać z pierwszą lepszą dewotką. Poznanie opiera się na doświadczeniu, doznawaniu. Zanim zaczniemy mówić o poznawaniu, trzeba powiedzieć o czymś, co go poprzedza (doznanie właśnie, przeżycie), a co ma charakter wyłącznie indywidualny, zorientowany na ego. Mój świat nie jest światem nikogo poza mną. Tylko w tym sensie jestem solipsystą. Jak każdy z nas.
>>W sensie "specyficznym" to nie łączy nas dokładnie NIC, bo każdy jest dokładnie inny.
>Przesada. Jeśli ktoś nadepnie mi na odcisk pojawia się pewna więź. To samo z podaniem dłoni czy pocałunkiem. >>Dla mnie, każdy akt świadomości to akt wiary (gdy myślę) lub niewiary (gdy śnię lub marzę).
>Wara to przekonanie w istnienie jakiejkolwiek rzeczywistości poza obszarem aktualnego doświadczenia. Kiedy popijam herbatę, nie wierzę, że popijam herbatę, tylko ją popijam. Ale wiarą jest już to, że pochodzi z Chin, albo to, że dodatnio wpływa na moje samopoczucie.
>>I z tą opinią całkowicie się zgadzam, ale nie każdy kto lubi być w tłumie jest równie "niedorozwinięty". Mało kto jest eremitą.
>Miałem na myśli dialektykę samotności i współbycia, a nie los Szymona Słupnika.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >>>Pomijam przypisywanie mi dywagacji, których nie było. >>Nie chodziło o Twoje dywagacje. >>>Religia (jak wszelka wiara w coś, czego nie ma i brak wiary w cokolwiek co jest)...
Z wiarą w cos, czego nie ma, zgadzam się. Brak wiary w cokolwiek, co jest, to chyba przesada. Pielgrzymi do Rzymu wierzą na ogół w istnienie wiecznego miasta poza linią horyzontu, poza przestrzenią aktualnego doświadczenia.
>...rodzi się wyłączni w umysłach solipsystów (jeden podmiot poznający, jakby oprócz niego innych nie było).
W tej sprawie nalezy porozmawiać z pierwszą lepszą dewotką. Poznanie opiera się na doświadczeniu, doznawaniu. Zanim zaczniemy mówić o poznawaniu, trzeba powiedzieć o czymś, co go poprzedza (doznanie właśnie, przeżycie), a co ma charakter wyłącznie indywidualny, zorientowany na ego. Mój świat nie jest światem nikogo poza mną. Tylko w tym sensie jestem solipsystą. Jak każdy z nas.
>W sensie "specyficznym" to nie łączy nas dokładnie NIC, bo każdy jest dokładnie inny.
Przesada. Jeśli ktoś nadepnie mi na odcisk pojawia się pewna więź. To samo z podaniem dłoni czy pocałunkiem.
>Dla mnie, każdy akt świadomości to akt wiary (gdy myślę) lub niewiary (gdy śnię lub marzę).
Wara to przekonanie w istnienie jakiejkolwiek rzeczywistości poza obszarem aktualnego doświadczenia. Kiedy popijam herbatę, nie wierzę, że popijam herbatę, tylko ją popijam. Ale wiarą jest już to, że pochodzi z Chin, albo to, że dodatnio wpływa na moje samopoczucie.
>I z tą opinią całkowicie się zgadzam, ale nie każdy kto lubi być w tłumie jest równie "niedorozwinięty". Mało kto jest eremitą. >Miałem na myśli dialektykę samotności i współbycia, a nie los Szymona Słupnika.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | A to sobie ze sobą pogadałeś! Jakie masz wnioski z tej rozmowy?
|
|
| | | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >>Pomijam przypisywanie mi dywagacji, których nie było. >Nie chodziło o Twoje dywagacje. >>Religia (jak wszelka wiara w coś, czego nie ma i brak wiary w cokolwiek co jest)... >Z wiarą w cos, czego nie ma, zgadzam się. Brak wiary w cokolwiek, co jest, to chyba przesada. Pielgrzymi do Rzymu wierzą na ogół w istnienie wiecznego miasta poza linią horyzontu, poza przestrzenią aktualnego doświadczenia. Ale nie wierzą, że ci, którzy nie pielgrzymują wierzą dokładnie w to samo. Każda religia łączy się nie tylko z głupią wiarą, ale także równie głupią niewiarą. >Zanim zaczniemy mówić o poznawaniu, trzeba powiedzieć o czymś, co go poprzedza (doznanie właśnie, przeżycie), a co ma charakter wyłącznie indywidualny, zorientowany na ego. A dlaczego doznanie i przeżycie mają być związane z ego, a nie ze zmysłami i ciałem? Z samym ego, to związane są raczej objawienia, czyli to, co "poprzedza" i uniemożliwia wszelkie poznanie (objawienie, to poznanie przed poznaniem). > Mój świat nie jest światem nikogo poza mną. Tylko w tym sensie jestem solipsystą. Jak każdy z nas. Wcale nie twierdzę, że jesteś solipsystą, bo tego nie wiem. W moim świecie istnieją światy dwa. Jeden ten jedynie mój(wirtualny), a drugi ten wspólny (realny). Jesteś solipsystą, JEŚLI w Twoim świecie ten drugi nie istnieje. >>W sensie "specyficznym" to nie łączy nas dokładnie NIC, bo każdy jest dokładnie inny. >Przesada. Jeśli ktoś nadepnie mi na odcisk pojawia się pewna więź. To samo z podaniem dłoni czy pocałunkiem. Bo to się odbywa w świecie wspólnym. W tym, w którym wszystko nas łączy, a nic nie dzieli. To się odbywa we Wszechświecie, a nie jedynie w naszych światach wewnętrznych. >>Dla mnie, każdy akt świadomości to akt wiary (gdy myślę) lub niewiary (gdy śnię lub marzę). >Wara to przekonanie w istnienie jakiejkolwiek rzeczywistości poza obszarem aktualnego doświadczenia. Jak dla kogo. Ja wierzę przede wszystkim w doświadczenia. W to, czego doświadczę jutro (jest poza tym obszarem) zupełnie inaczej wierzę, bo wiem, że tego nie wiem. Podobnie z niewiarą. > Kiedy popijam herbatę, nie wierzę, że popijam herbatę, tylko ją popijam. Doświadczasz popijania (wiesz, że popijasz) i potem nie wierzysz, że nie popijałeś. Wierzysz, że popijałeś. Ja też Ci wierzę. Na tym polega i tym się różni nasze poznanie w odniesieniu do tego szczegółu odbywającego się we wspólnej czasoprzestrzeni. > Ale wiarą jest już to, że pochodzi z Chin, albo to, że dodatnio wpływa na moje samopoczucie. W to też możesz wierzyć lub nie. Zależy to głównie od wiarygodności źródła tej wiedzy. >Miałem na myśli dialektykę samotności i współbycia, a nie los Szymona Słupnika. Wiem co miałeś na myśli. Mnie chodziło o to, że nie każdy kto włącza się w tłum, musi wierzyć w to, w co ten tłum wierzy.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >A dlaczego doznanie i przeżycie mają być związane z ego, a nie ze zmysłami i ciałem?
W prostym sensie, z którego sprawę zdają zdania typu: ja czuję, ja widzę, ja słyszę. Ciało jest też aspektem ego. Nie ma w tym nic z mistyki.
>(objawienie, to poznanie przed poznaniem).
Objawienie to fałszywa interpreatacja (co do źródła) danych świadomości.
>Jesteś solipsystą, JEŚLI w Twoim świecie ten drugi nie istnieje.
Zdaje się, że o to chodzi.
>Bo to się odbywa w świecie wspólnym. W tym, w którym wszystko nas łączy, a nic nie dzieli.
Problem polega na tym, że samotność jest aspektem tego, co wspólne. Nawet w aktach zbliżenia z inną osobą czy osobami każda znich nie przestaje być o_środkiem przeżyć. Jeśli to zakwestionujesz - pogrążysz się w pewien rodzaj mistyki miedzyludzkiej (bajanie w rodzaju jedności dusz).
>Ja wierzę przede wszystkim w doświadczenia.
Czy widząc coś, wierzysz, że to widzisz? Uważam ten "operator" za zbędny w sytuacjach bezpośredniej wiedzy. Idę tu za zwykłym uzyciem terminów spostrzeżeniowych i wiary. Mówiąc o doświadczeniu mam na myśli jedynie warianty doświadczenia aktualnego. Takie określenie wyklucza wszelką trasendencję, czyli świat ponadzmysłowy, ponadempiryczny.
>Mnie chodziło o to, że nie każdy kto włącza się w tłum, musi wierzyć w to, w co ten tłum wierzy.
>Świetne. Mam z tym do czynienia kiedy fotografuję np. uroczystości religijne. Ale to dotyczy również portretu: dwoje ludzi to czasem też tłum.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >>A dlaczego doznanie i przeżycie mają być związane z ego, a nie ze zmysłami i ciałem? >W prostym sensie, z którego sprawę zdają zdania typu: ja czuję, ja widzę, ja słyszę. Ciało jest też aspektem ego. Nie ma w tym nic z mistyki. Nie ma, pod warunkiem, że związane jest z fizyką, czyli mówimy o doznaniach pochodzących od zmysłów, a nie z jakiegokolwiek innego źródła (np. marzeń lub czytanej książki). Analiza zdarzeń pochodzących z tych innych źródeł, to czysta mistyka. Oczywiście każdy jest mistykiem. Nie każdy realistą. >Objawienie to fałszywa interpreatacja (co do źródła) danych świadomości. Tak jest. I wyciąganie fałszywych wniosków z tych fałszywych danych, czyli poznawanie przed poznaniem. >>Jesteś solipsystą, JEŚLI w Twoim świecie ten drugi nie istnieje. >Zdaje się, że o to chodzi. Komu? Przecież ani nie solipsyście, ani jego otoczeniu. >Problem polega na tym, że samotność jest aspektem tego, co wspólne. Nawet w aktach zbliżenia z inną osobą czy osobami każda znich nie przestaje być o_środkiem przeżyć. Jeśli to zakwestionujesz - pogrążysz się w pewien rodzaj mistyki miedzyludzkiej (bajanie w rodzaju jedności dusz). Nie pogrążę się, bo na tym właśnie polega solipsyzm i stąd biorą się doznania religijne. Realistom to nie grozi, bo bez problemu odróżniają myślenie o realiach od mistyki. I tylko realista może myśleć racjonalnie, choć nie każdy. Do tego potrzebna jest jeszcze logika (myślenia, a nie oceniania). >>Ja wierzę przede wszystkim w doświadczenia. >Czy widząc coś, wierzysz, że to widzisz? Gdy widzę, wiem. Wierzę dopiero potem. >Uważam ten "operator" za zbędny w sytuacjach bezpośredniej wiedzy. A co z poznawaniem nowego (nabywaniem nowej wiedzy)? Jest zbędne? > Idę tu za zwykłym uzyciem terminów spostrzeżeniowych i wiary. Mówiąc o doświadczeniu mam na myśli jedynie warianty doświadczenia aktualnego. Takie określenie wyklucza wszelką trasendencję, czyli świat ponadzmysłowy, ponadempiryczny. Dla mnie świat poznawALNY zmysłowo i doświadczalnie to świat transcendentny. To, czego nie znam (nie doświadczone przeze mnie lub w ogóle nikogo) nie jest ponadzmysłowe, ale pozazmysłowe (np. ewentualne inne cywilizacje w odległych galaktykach). Wszystko czego nie wiem, jest transcendentne. >Świetne. Mam z tym do czynienia kiedy fotografuję np. uroczystości religijne. A myślisz, że nikt kto nie ma aparatu nie "fotografuje"? Ja sądzę, że są i tacy, którzy tak "fotografują" co niedzielę. I to ich prywatna sprawa. > Ale to dotyczy również portretu: dwoje ludzi to czasem też tłum. Realista nie musi uciekać ani przed swoim "samotnym" światem wewnętrznym w tłumy, ani przed żadnym realnym tłumem w swój świat wewnętrzny. Realiści żyją i cieszą się życiem (nie tylko własnym).
|
|
| | | | |  | | michiko (596 punktów) | Prawdy nie ma jak poznać, chyba, że przyjmie się perspektywę jakiegoś zewnętrznego obserwatora, najlepiej boskiego, z jego systemem pojęciowym. Ale można ustalić pewne warunki prawdziwości. Zakładając, że człowiek jest wytworem środowiska współzależnych relacji przyczyny i skutku, a nie wynikiem abstrakcyjnego myślenia, i że pozostaje elementem takich relacji, które tworzą wspólną rzeczywistość, język i komunikacja są sposobem przystosowania i stanowią o przetrwaniu. Dlatego określenia typu 'naiwna wiara' są pozbawione sensu, nie odnoszą się do żadnego znaczenia. Podobnie jak określenie 'puste opakowanie' nie jest w żaden sposób skorelowane ze zjawiskiem ewolucji i przystosowania. To, że nasze umysły nie są otwarte tak, aby ich zasób był dostępny dla innych, nie oznacza, że grymas bólu na czyjejś twarzy nie zostanie zinterpretowany jako odczuwane cierpienie - oczywiście, po odrzuceniu chybionego pomysłu rozdzielności 'grzesznego' ciała od 'pięknego' umysłu, czyli przy założeniu istnienia ścisłych związków między nimi i przy udziale świadomości własnych doświadczeń. Komunikacja międzyludzka ma doniosłe znaczenie dla ludzkiej egzystencji, ze względu na otwarcie się na innych i wyjście ku nim, w poszukiwaniu sensu własnego życia. Opierając się na otwartości i kompromisie, wpływa w ten sposób na rozwój stosunków społecznych. Zamknięty, introwertyczny umysł, odcinający się od aktywności ze strachu przed obcym i nieznanym uniemożliwia rozwój jednostki, stanowiąc ucieczkę od problemów społecznych, powiększając pole patologii dla rozmaitych fobii. Stanowi odrażającą perspektywę i jest umysłem spoza wszelkich relacji.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Zakładając, że człowiek jest wytworem środowiska ...i że pozostaje elementem takich relacji, które tworzą wspólną rzeczywistość,
Wszystko zalezy od tego, jak bliżej okreslimy ów "wytwór środowiska". Jeśli powiemy, że jest wyłącznie wytworem owego środowiska, napotkamy klasyczne problemy z całkowitą determinacją bytu ludzkiego, z jakim borykał się i boryka materializm. W postaci klasycznej koncepcja taka sprowadza i ciało i umysł człowieka do natury, a tym samym do praw fizyki. Nic dziwnego, że np. dziwaczny, bo zmieszany z teologią, materializm Priestleya zwątpił nawet w odpowiedzialnośc człowieka za swoje czyny. We współczesnej, lingiwistycznej wersji takiego determinizmu otrzymalibysmy wariant determinowania wszystkicht aktów mowy, co w konsekwencji nie pozwalałoby w ogóle mówic o świadomym i wolnym używaniu języka. To nie człowiek by mówił, lecz jakieś środowisko, twoja "wspólna rzeczywistość". Nie muszę mówić, jakie konsekwencje w teorii prawdy ma taki pogląd. Dlatego odrzucam go. Bez założonej uprzednio wolności jako braku determinacji (a więc w kantowskim sensie) poznanie wydaje mi się fikcją, jedynie grą "szklanych paciorków". Wolnośc uważam za kategorię bardziej elementarną niż prawa logiki (a więc kategorię metalogiczną). To dlatego (na ogł intuicyjnie) wyczuwamy, że zamach na wolność jest zamachem na człowieka. Determinizmy wszelkiej maści zawsze mogą stać się instrumentem usprawiedliwiania ograniczania naszej swobody. Zarówno te teistyczne, jak i materialistyczne, te z prawej jak i z lewej strony różnych konfiguracji politycznych.
|
|
| | | | | | |  | | michiko (596 punktów) | Możemy go opisać w sposób, jaki będzie odpowiedni dla uzasadnienia poglądu. Uczynić z niego obiekt badań biologii, socjologii, kultury i spojrzeć na niego poprzez utworzone współzależności, które kreują środowisko warunkujące jego byt. Nigdzie nie pisałam o środowisku wyłącznie przyrodniczym, zresztą nie samo środowisko jako takie ma znaczenie, ale relacje w nim występujące i człowiek jako jeden z elementów relacji, będących częścią środowiska i w ten sposób je warunkujący. Nie ma niczego 'pomiędzy', żadnej szczeliny, ani rozdzielności. Bez wspólnej tzw. obiektywnej rzeczywistości nie ma wypowiedzi, bo doświadczenia subiektywnego nie da wypowiedzieć. Czyli to nie ona przemawia, ale umożliwia wszelką wypowiedź. Co do teorii-jeśli nie jest traktowana jak dogmat musi przechodzić weryfikację. O wolności Jaspers powiedział, że każde jej poszukiwanie w granicach doświadczenia uznanego za wartościowe dla opisu świata jej przeczy. Pomijając wszystkie inne uwarunkowania, można opisać wolność jako stan umysłu, ale umysł i tak jest uwarunkowany dynamiką pracy mózgu. Tak, więc jestem raczej sceptyczna, choć oczywiście nie należy niczego przesądzać póki nie rozstrzygnie tego dylematu naukowe poznanie, o ile w ogóle wyjaśnienie będzie możliwe.
|
|
| | | | | |  | | moralny "antychryst" | >Prawdy nie ma jak poznać, E tam! Nie ma jak, jeśli nie ma się oczu, uszu, rąk, nóg i mózgu, albo mimo braku tych braków nie jest się homo sapiens. > chyba, że przyjmie się perspektywę jakiegoś zewnętrznego obserwatora, najlepiej boskiego, z jego systemem pojęciowym. Ale można ustalić pewne warunki prawdziwości. Nic nie stoi na przeszkodzie, abyś patrząc z perspektywy tego zewnętrznego obserwatora wyobraził sobie, że jesteś Bogiem. Spełniaj wszystkie wszystkich modlitwy i w ogóle się nie krępuj. Uważaj tylko, żeby Twoi wyznawcy pospołu z ich przeciwnikami Cię nie ukrzyżowali za zaniedbania i zaniechania w używaniu wszechmocy.
|
|
11 na 11 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
Podobno kolejna zima ma być sroga, bo Diogenes już zaczął kompletować bibliotekę na opał. .
|
|
 | | michiko (596 punktów) | > Podobno kolejna zima...A to mnie ubawiłeś.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|