>Piszę pracę magisterską pt. "Moralne i prawne aspekty >aborcji i eutanazji" (...)
To temat długi i skomplikowany, jednak spróbuję przedstawić swoje zdanie najkrócej jak to możliwe:
Traktowanie zapłodnionej komórki jako człowieka to jakieś nieporozumienie. Nawet kiedy podzieliła się już na kilka tysięcy komórek to do człowieka jeszcze jej daleko. Trudno nazwać usunięcie czegoś takiego morderstwem. Z drugiej strony, nie ma wątpliwości, że 9-miesięczny płód to już człowiek, kompletnie wyposażony we wszystkie potrzebne do samodzielnego życia organy i z ukształtowanym układem nerwowym. Pomiędzy tymi dwoma skrajnymi etapami mamy jednak kilka miesięcy, w czasie których płód staje się stopniowo osobą ludzką i właśnie ten okres wzbudza najwięcej kontrowersji. Nie ma takiego dnia, w którym płód staje się człowiekiem, mimo że dzień wcześniej jeszcze nim nie był. Jednak jest możliwe ustalenie dnia w początkowym okresie ciąży, do którego nie będziemy mieć wątpliwości, że mamy doczynienia z bezmyślnym zlepkiem komórek. Na pewno nie jest to łatwe i dlatego uważam, że potrzebny jest racjonalny dialog między bioetykami, duchomnymi i naukowcami, którzy powinni wspólnie, bez emocji, wypracować kompromis i ustalić, że np. od 10 tygodnia ciąży aborcja jest już nieetyczna i powinna być zabroniona.
Niestety, dialog w tej sprawie jest dzisiaj prawie niemożliwy bo religie takie jak Kościół Katolicki poszły na łatwiznę i arbitralnie uznały, że o człowieku możemy mówić od momentu połączenia plemnika z komórką jajową, mimo że chwilę wcześniej te dwie komórki były niczym więcej, jak tylko komórkami. Rezultat jest taki, że dzisiaj najgłośniej w sprawie aborcji krzyczą walczący z "cywilizacją śmierci" religijni fundamentaliści, albo zwalczający ich antyklerykałowie, dla których walka o prawo do aborcji jest symbolem walki z klerykalizacją. Żadna ze stron nie jest w stanie przekonać drugiej, a cały ten konflikt wykorzystywany jest przez polityków-karierowiczów (prawicowych jak i lewicowych) w walce o głosy wyborców.
Giną gdzieś w tej wrzawie racjonalne, umiarkowane argumenty, ale najsmutniejsze jest to, że ginie również dramat pojedynczych kobiet, dla których niechciana ciąża jest tragedią osobistą, a nie sprawą polityczną.
Co do eutanazji, sprawa jest dla mnie prosta: każdy człowiek ma prawo decydować o swoim życiu lub śmierci. Nikogo nie wolno zmuszać do życia wbrew jego woli, jeśli ktoś chce umrzeć to jego sprawa i nic nikomu do tego. Pomoc w zejściu z tego świata, jaką udziela choremu lekarz nie jest żadnym morderstwem. Wręcz przeciwnie, to akt miłosierdzia, a lekarze którzy to robią zasługują na największy szacunek. Sam chciałbym mieć ten psychiczny komfort i być pewnym, że w razie czego ktoś pomoże mi umrzeć. Argumenty religijnych fundamentalistów, którzy twierdzą, że Bóg dał życie i tylko Bóg może je odebrać nie trzymają się kupy bo medycyna jest wynalazkiem człowieka i to dzięki niej można utrzymywać śmiertelnie chorego człowieka przy życiu znacznie dłużej niż np. kilkadziesiąt lat temu. Trudno powiedzieć, że osoba z podłączonymi dziesiątkami rurek i przewodów wciąż żyje bo "tak chce Bóg". Wierzącym powinna przyjść do głowy niepokojąca myśl, że Bóg raczej chciałby żeby ten człowiek dawno umarł, więc utrzymywanie go przy życiu za pomocą maszyn jest działaniem wbrew Jego woli i grzechem pychy. To taka teologiczna pułapka w jaką wpadają nieprzejednani, wierzący przeciwnicy eutanazji.
Sprawa trochę się komplikuje w sytuacji, kiedy śmiertelnie chory człowiek jest nieprzytomny i nie może wyrazić swojej woli, jak np. znana wszystkim Terri Schiavo. Uważam, że w takim przypadku największe znaczenie ma opinia najbliższej rodziny, tj. męża, żony czy dzieci, ale nie rodziców, bo tylko te osoby znają prawdziwą wolę chorego z czasów gdy jeszcze był zdrowy. Rodzice nie zawsze rozumieją poglądy swoich dzieci, np. ja nigdy nie byłbym w stanie wytłumaczyć mojej matce, konserwatywnej katoliczce, że nie chciałbym żyć w takim stanie. Gdyby mnie spotkało to co Terri moja matka walczyłaby na wszystkie sposoby żeby utrzymać mnie przy życiu, całkowicie wbrew mojej woli. Amerykańskie sądy postąpiły słusznie, że uwierzyły jej mężowi, a nie rodzicom.
Szkoda tylko, że w Polsce oświadczenia woli dotyczące wskazówek dla lekarzy, jak powinni postąpić w tej sytuacji, nie mają jeszcze mocy prawnej. Sam z chęcią złożyłbym takie oświadczenie póki jestem zdrowy. Za nic w świecie nie chciałbym żyć jak warzywo.
To byłoby wszystko.
Pozdrawiam,
-- Biskup
|