Była ponoć, daleko od Moskwy, fabryka traktorów: wzorowa wręcz: nie skarżono sie na braki w zaopatrzeniu, nie molestowano wierchuszki - z drugiej zaś strony wykonywano plan zawsze i z pewną nadwyżką, a reklamacji nie było. Owa solidność stała się przyczyna upadku wzorowo prosperującej fabryki.
Uradzono bowiem w Moskwie jakoś tak sprawny
management nagrodzić: zapakowano spory karton orderów (niewysokich co prawda), dołożono skrzynkę armeńskiej brandy - i delegacja oficjeli (niewysokich co prawda) kopnęła sie w męczącą podróż gdzieś w stepy Kazachstanu - jak bowiem pisałem, fabryka była daleko od Moskwy. I na miejscu zobaczono - step i skromny (jeszcze jednak socjalistyczna cnota) barak dyrekcji...
Traktory bowiem powstawały jedynie na papierze: coś źle poszło już w czasie budowy, a potem szło rozpędem; sprawozdania były nienaganne -
zbyt dobre jednak. Wieść gminna niesie, że to nie jedyna taka fabryka - dyrektorzy pozostałych nie utracili jednak do końca rozumnej umiejętności narzekania, nie przesadzali w wykonywaniu planów (choć byłoby łatwo je wykonać), słowem - lepiej rozumieli, jak zatonąć w morzu nie tonąc wcale: lepiej rozumieli
życie.
Była ponoć (ale już nie w Rosji) pewna partia polityczna o czystych rękach: otóz partia ta (nie do końca chyba się spodziewając) sięgnęła po pełnię władzy. Mozna się teraz spodziewać, że naród pospieszy z gratulacjami: a ściśle - nie naród a jego (niewysocy zresztą rangą) przedstawiciele: ot, Liga Polskich Rodzin, Samoobrona...
Miał być koalicjant posądzany o to i owo - ten by z gratulacjami nie śpieszył, nie byłby zbyt dociekliwy: stało się jednak inaczej. Tropicielstwo jest już nie do uniknięcia - i wścibstwo ponad miarę zapewne: jaki bedzie finał?
Jak pamiętamy, dni
Nieprzekupnego zostały policzone z chwilą, gdy dostał do ręki rzeczywistą władzę.