Wielu ich - i ambitni. Umiarkowanie posłuszni Magisterium, bez reszty gardzący "przypadkowym społeczeństwem". Z ludu szydzą, biskupom jawnie okazują pogardę. Kształtują tak prawo jak i praktykę: nie da się powiedzieć, na ile dzisiejszy sklerykalizowany kształt Polski jest istotnie zasługą Kościoła, a na ile ICH - to wprawdzie dla Kościoła wygodny parawan, dla antyklerykałów jednak istotna niewiedza o tym, na ile Kościół istotnie jest przeciwny społecznemu dialogowi; pewną pociechą jest to, że i ONI nie mogą być pewni jutra od tej strony, zwłaszcza że Ziemską Wyrocznię zastąpił był mniej profetyczny (i nam obcy) Benedykt XVI.
Urośli ostatnio - tak społeczeństwo jak i Kościół zachowują senną powściągliwość: nie ma bicia w dzwony, ale nie ma i Te deum. Pewną pociechę stanowią jedynie obserwacje dawnych włoskich książąt: kondotierzy do walki na śmierć i życie nie stają, raczej targują się o wynik poza polem walki.
Bo ochroniarze kondotierami są z natury - wielu z nich zresztą, zrodzonych na krawędzi epok zmieniło pana: fachu jednak nie zmienili ani trochę. |