Jestem starszą, 67-letnią kobietą i dziwię się narzekaniom młodszych ode mnie, że trudno być w Polsce ateistą, że trzeba udawać itp. Ja mieszkam na wsi, w środowisku b. konserwatywnym i mimo to udaje mi się od ponad 15 lat być otwarcie osobą niewierzącą i nie praktykującą. Oczywiście, na początku nie było łatwo, pochodzę z rodziny katolickiej, sama byłam w tej religii wychowana. Były złośliwości, naciski, jednak w sumie o wiele mniejsze, niż się spodziewałam. Ateizm też nie był czymś, co przyjęłam od razu. Raczej do ateizmu doszłam powoli, drogą osobistych przemyśleń, czytania książek, rozmów w gronie rodziny i obserwacji skandalicznych zachowań kleru. Moja rada dla przyszłych ateistów: lepiej od razu jasno określcie swoją postawę. Wszyscy bardziej szanują ludzi o zdecydowanych i stałych poglądach. Nie zajmujcie się teologią, bo w teorii wszystko wygląda pięknie i interesująco. Patrzcie na praktyczne skutki religii, patrzcie jakimi naprawdę ludźmi są wierzący i kler. Ja wiem, że ateizm jest moim wyborem na całe życie. Bóg to tylko bajka dla głupich dzieci, wymyślona przez tych, którzy z religii czerpią zyski. W moim wyborze nic nie zmienił fakt, że jestem teraz inwalidką i pewnie niedużo mi życia zostało. Nie obwiniam boga za moje nieszczęścia, ani nie dziękuję mu za nic, bo go po prostu nie ma. Wiem, że szczęścia człowiek powinien szukać w sobie, w miłości do życia, do innych ludzi, a nie w religijnych bzdurach. Nie szanuję tych, którzy krytykują religię, a co niedziela chodzą na mszę i dają na tacę "bo tak wypada". Młodym wydaje się, że poniosą jakieś konsekwencje zerwania z kościołem. Nic bardziej mylnego, a wspaniałe uczucie wyzwolenia od społecznego i religijnego przymusu wynagrodzi wszystko. |