Księga Rodzaju (a zatem i cały Stary Testament, w który wierzył Jezus, uważający się za kontynuację opisanego tam Boga)
jest katastrofalnie fałszywym przekazem w kontekście poniższych ustaleń.
W TOK-FM badaczka antycznego DNA opowiedziała co dziś wiemy o Denisowianach.
600 tys. lat temu od praprzodka homo sapiens (jakiś bardzo późny afrykański Homo erectus zwany inaczej Homo habilis)
oddzieliła się linia wiodąca do Neandertalczyka.
300 tys. lat temu od tej linii oddzieliła się linia wiodąca do Denisowian.
Te "podgatunki/rodzaje" człowieka w różnym czasie docierały do Azji, także na Syberię, gdzie DNA zachowuje się łatwiej bo jest zimno.
Denisowinie mieli wyjątkowo duże zęby co może oznaczać, że słabo panowali nad ogniem i musieli mozolnie przeżuwać surowe mięso.
W ich jaskini znaleziono tłuszcz jelenia oraz przepiękną okrągłą bransoletkę sprzed 45 tys. lat
(ale ta może być też tworem Neandertalczyków bo oni znani są z niezwykle pięknych i wyrafinowanych tworów).
Znaleziono nie tylko DNA Denisiowian ale też DNA istoty, która była dzieckiem (hybrydą) Neandertalczyka i Denisowianki.
Z badań DNA ludzi współczesnych wynika, że Denisowianie lub ich hybrydy z innymi człowiekowatymi miały dzieci z Homo sapiens.
Skutkuje to tym, że Papuasi mają niekiedy aż 8% DNA Denisowian, a Tybetańczycy aż 4%.
Fragement DNA przejęty przez Tybetańczyków od Denisowian jest cenny gdyż ułatwia życie na dużych wysokościach
czyli w atmosferze o obniżonym ciśnieniu.
Oznacza to też, że Denisowinie nabyli ją w drodze mutacji gdyż zdobywali (może z konieczności) coraz to wyżej położone tereny.
Znaleziono w okolicach Tybetu żuchwę, która nie zawierała już DNA ale zawierała takie białka jakie wykryto w kości Denisowianina.
Żuchwa ta, szczęśliwym trafem, przetrwała bo rozsądny i "empatyczny" dla nauki mnich przekazał ją do muzeum, mimo że często,
w tamtym rejonie, mnich potrafi taką starą skamieniałość sproszkować wierząc, że uzyska rzekomo przydatny eliksir.
Dla mnie to masakra i ręce opadają

Nadzieją dla nauki są kolejne wykopaliska i znaleziska w Azji. Badania DNA najlepiej powierzać najlepszym placówkom.
Wiodąca jest w Lipsku choć w Pekinie stworzono już coś podobnego - ponoć

Nie ufam takim informacjom z w państwa gdzie nie ma demokracji gdyż rządzi partia, bo wtedy odkrycia naukowe
rozpatruje się i "podkolorowuje" pod kątem propagandowym.
Podczas badania trzeba w jakimś stopniu zniszczyć badany materiał dlatego porywanie się na takie badanie
wątpliwej, początkującej instytucji laboratoryjnej jest kontrowersyjnym pomysłem.
Siema