Nastał maj - miesiąc pierwszokomunijnych uroczystości. Mają one wymiar nie tylko religijno - teologiczny, także - a może nawet przede wszystkim - kulturowo - obyczajowy, stanowiąc klasyczny przykład "rytuału przejścia". Tym niemniej w swym zakresie religijnym pierwsza komunia oznacza dla małego dziecka konieczność "przyswojenia" sobie ciężkogatunkowej teologii - do którego to zadania tak ze względu na swój wiek, doświadczenie jak i wiedze w ogóle nie jest przygotowane. W konsekwencji kończy się to wszystko wykuciem na pamięć formułek, które dziecko w ząb nie rozumie - czyli sui generis: komediodramatem. Podobnie rzecz się ma z pierwszą spowiedzią, która towarzyszy pierwszej komunii. A może nawet w tym wypadku problem jest poważniejszy. Istota sprawy polega na tym, iż 8-9 latek nie ma zielonego pojęcia o koncepcji kary, winy, grzechu, przebaczenia - a mimo to angażowany jest w "procedurę", w której owe pojęcia odgrywają kluczową rolę. Jeżeli jeszcze do tego zaistnieje sytuacja - przypuszczam, wcale częsta warunkach polskich - iż spowiednik w konfesjonale nie jest należycie przygotowany do pracy z dziećmi - pojawia się prawdopodobieństwo sui generis spaczenia psychiki dziecka. Przypomnieć warto w tym miejscu, iż na gruncie prawa - jakakolwiek odpowiedzialność karna nieletniego zaczyna się od 13 lat. W związku z powyższym jak najbardziej zasadnym jest postawienie tezy, iż jest wskazanym z racjonalnego punktu widzenia przesunąć pierwszą komunię i pierwszą spowiedź na okres późniejszy w rozwoju dziecka - na przykład na moment bierzmowania. |