Racjonalista - Strona głównaDo treści
Bitwa o Europę?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
06-11-2005 00:51outsider (2469 punktów)Bitwa o Europę?
Może to lokalne przyczyny - a może Francja, spadkobierczyni rewolucji wyszła przed szereg choćby w sprawie islamskich chust, i gdzieś podjeto decyzję aby tu własnie uderzyć? Tak czy owak po męczącym oczekiwaniu bitwa rozpoczęła sie.

Niektórzy sądzą, że o zwycięstwie Brytyjczyków w bitwie o Anglię zadecydował chytry manewr Churchilla i bład Hitlera: brytyjski premier wykorzystał przypadkowe zbombardowanie Londynu przez Luftwaffe i w odwecie wysłał bombowce nad Berlin: spowodowało to w Niemczech niemały szok, wiarygodność nazistów wymagała odpowiedzi. Efekt? Wsciekłe naloty na Londyn, wiele ofiar - ale i odciagnięcie drapieżnika od jego strategicznego celu, od lotnisk RAF-u (nie chodziło przecież Niemcom w tej fazie wojny o niszczenie miast, chodziło o zniszczenie lotnictwa przeciwnika przed planowaną inwazją). A na lotniskach sytuacja przed 7 wrzesnia 1940 roku była bliska katastrofy: fabryki pracowały jednak, łatano pasy, szkolono ludzi - kontruderzenie lotnictwa, któremu dano tak niewiele wytchnienia kosztem własnych cywilnych ofiar odrzuciło Niemców za kanał i odsunęło plany inwazji ad calendas graecas

Dziś tak Europa jak Francja boja się przeprowadzić zdecydowanego kontruderzenia: to wojna obywatelska, wojna nowego poniekąd typu - i oczywista stawką są w niej swobody obywatelskie, godność ludzka, sprawiedliwość. Sytuacja jednak pogarsza się - powszechna niechęć do rasizmu utrudnia przeciwdziałanie. A przecież gra toczy sie o stawkę najwyższą: o to, czy Europa pozostanie sobą - rzecz jasna nie sobą z ostatnich lat bo to niczego nie rozwiąże, ale spadkobierczynią własnych tradycji: dobrych i złych, ale własnych.

Rasizm jest przesladowaniem człowieka za cechę dozywotnio mu przynależną: czy tego samego rodzaju cechą jest wyznanie lub bieda? Niewątpliwie tak - a przecież nie jest to cecha zupełnie tego samego rodzaju co kolor skóry. Nie można być mniej lub bardziej Murzynem czy Arabem - można jednak być mniej lub bardziej islamistą, można być mniej lub bardziej aktywnym członkiem ulicznego gangu, tu zatem istnieje pole do działań nie tak drastycznych w ostatecznym rachunku.

Anglia jest dziś z kontynentem skłócona, jako ostatni po tej stronie oceanu uczestnik Jałty, dość przywiązany do tamtejszych ustaleń. Warto jednak pamiętać Winstona Churchilla - premiera czasu najtrudniejszego: kontratak zmusza zarozumiałego przeciwnika do odpowiedzi bo ma swoje własne tłumy - a niekiedy pas startowy i samolot na nim jest cenniejszy od życia Londyńczyków.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

lipschitz (1674 punktów)
Tutaj chyba rzecz ma się nieco inaczej. Francja skolonizowała wiele rejonów świata, narzucając własną państwowość i niestety nierówność względem prawa, zmieniała zasady życia lokalnych społeczności, ale nie z korzyścią dla nich. Trudne warunki życia, w dużej mierze wywołane działaniami Francuzów prowadziły do masowej emigracji, a gdzie? Do Francji, gdyż to było najłatwiejsze - przyłączając kolonie do siebie uczyniono z tych ludzi Francuzów. Teoretycznie więc jest to problem w rodzaju tych z USA, wiele rodzin ma już co najmniej 200-letnie korzenie.
outsider (2469 punktów)
Nasza cywilizacja popełniła wobec innych nieliche zbrodnie: nawet nie warto wyliczać. Gdyby patrzeć na rzecz ewolucjonistycznie, dała też innym co nieco w zamian - nie da sie jednak zestawiać w jakiejkolwiek formie korzyści Arabów czy Indian z telefonii komórkowej z wpływem, jaki na ewolucje ich cywilizacji wywarła kolonizacja: inny czas, inna płaszczyzna. Cóż, sprawiedliwość to pojęcie dość trudne do zdefiniowania - toteż historia raczej się do niego nie odwołuje.

Na dziś jednak rzecz nie dotyczy ani trochę abstrakcji - dotyczy stabilności bądź niestabilności sytuacji społecznej w różnych kontekstach, i jej przewidywalnych skutków: mówmy o sprawiedliwości tego co za progiem, spraw sprzed lat nie da sie odwrócić.

Społeczności islamskie nie stanowią potęg w produkcji dóbr. Stanowią - w obecnej sytuacji geopolitycznej - znaczący czynnik światowej równowagi lub nierównowagi, języczek u wagi całkiem innych konfliktów - tak regionalnych jak wewnętrznych. Winy Europy wobec osiadłych w niej od pokoleń Arabów są pochodną nie tak łatwo zauważalnych win wewnętrznych: tworzenia kręgów odrzuconych bez istotnego myślenia o tym, co stąd może wyniknąć (pewien rodzaj adaptacji myśli amerykańskiej do innych warunków). Pewne myślowe zaniedbania powoduja już groźne skutki: gdzie na dyskomfort gett nakłada się kulturowo-religijna obcość, tam powstaja pierwsze ogniska zapalne: to rodzaj ostrzeżenia, które należy wziąć na serio.

A z drugiej strony nie ma sensownej płaszczyzny negocjacyjnej - bo na konflikt biedni Francuzi-bogaci Francuzi nakłada się czynnik nie-francuskiej wspólnoty owych biednych: pożar rozprzestrzenia się łatwo, a żądania ustępstw dotycza zupełnie innej płaszczyzny. Grozi to tym, że konfliktu socjalnego nie da się rozwiążać - bo jakikolwiek kompromis (tu żada się go na zupełnie innej płaszczyźnie) musi sparaliżowac państwo. Nie ma dobrego wyjścia.

W oczywisty sposób wyrwanie się islamu spod kontroli (jakaś jeszcze jest) w chrześcijańsko-postchrześcijańskiej Francji uderzy w rdzenne grupy z nizin społecznych - w tych, których nie stać na strzeżone osiedla i ochroniarzy; panstwo bedzie miało coraz mniejszy wpływ na obie płaszczyzny konfliktu - kulturowa i socjalną. Jedyną radą (na płaszczyźnie bardzo ogólnej) jest trzymanie obu mechanizmów z dala od siebie - wyraźne oddzielenie konfliktu Północ-Południe od konfliktów samej Północy o podłożu socjalnym - rzecz się bowiem dzieje na Północy, nie na Południu. Czyli - ostra konfrontacja z islamem osiadłym.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Zbyszek???
Andrzeju - wydaje mi się, że twoja diagnoza jest nietrafiona.
Są siły pragnące ograniczyć(?) francuski wybuch do konfrontacji islamu i przybyszów z Europą. To chyba nie jest jeszcze ten konflikt.
Wydaje mi się, że to bunt slumsów i gorszych dzielnic o charakterze niszczycielskim. Takich miejsc na świecie jest wiele, dziwiłem się, że tak długo żyli tam w pokoju.
Dzisiaj, po obrazach z Nowego Orleanu, kiedy w świat poszła informacja, że i w najbogatszym państwie świata nie ma nadziei dla mieszkańców slumsów ten niszczycielski bunt może się rozszerzyć.
To może być albo początek końca neoliberalnej polityki, albo rzeka krwi.
outsider (2469 punktów)
Zbyszku, w przeciwieństwie do Ciebie jestem eurocynikiem i euroegoistą (rozumiejącym aspiracje Dalekiego Wschodu, ale to inna sprawa); a do wszelkich rewolucji mam stosunek ambiwalentny. Bywaja nieuniknione i niezbedne, są motorem postępu - ale i bolesnym i trudnym samobójstwem pokolenia które je rozpoczęło tudzież paru następnych.

Problemem - ale i szansą - jest obecnie krzyżowy układ dwu fundamentalnych konfliktów: konfliktu klasowego i konfliktu międzycywilizacyjnego. Przestrogą z przeszłości jest zwycięstwo marksizmu w państwie bardziej chłopskim niz robotniczym: poszło, jak wszyscy wiemy (czy np. w Niemczech poszłoby inaczej - to już inna sprawa). Tu mamy sytuację poniekąd podobną: oto awangardą biedoty stają się środowiska zapóźnione także z innych względów: środowiska generalnie odrzucające nowoczesność: moherowe berety są również biedne i nieco mniej zapóźnione - nie martwi nas jednak ich słabość, przynajmniej w sensie zdolności do wywołania ulicznych rozruchów...

Uważam Zbyszku myśl o sojuszu wydziedziczonych naszego świata i imigrantów za błedny trop: taki sojusz zdolny jest co najwyżej zrealizowac wizję z "Roku 1984". Ale dostrzegam i szansę: w twardym odrzuceniu roszczeń obcej Europie kultury do współrządzenia kontynentem. Wymagałoby to pewnego społecznego consensusu, którego neoliberalizm nie zapewnia - byłoby ostrzezeniem przed gniewem mas: nie chciałbym jednak zamienić rządów korporacji na rządy mułłów: Irak ostrzega.

Dla jasności: cenię Arabów za to, że zdolni byli rzucić wyzwanie światu zbyt już szalonemu - niekoniecznie jednak chciałbym w nich widzieć swoich władców, a przecież o to w gruncie rzeczy idzie gra: bo jakie inne propozycje padają z tamtej strony frontu?


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Totus (1201 punktów)
>Dla jasności: cenię Arabów za to, że zdolni byli rzucić wyzwanie światu zbyt już szalonemu - niekoniecznie jednak chciałbym w nich widzieć swoich władców, a przecież o to w gruncie rzeczy idzie gra: bo jakie inne propozycje padają z tamtej strony frontu?
A ja ich cenię za kebab. Ale po co od razu kucharz?
A skoro kucharz to może jeszcze obfita rodzina kucharza i rodziny rodzin.
A co jak skończy się moda a więc i popyt na kebab?
Oby nie, to by była katastrofa, powiedzmy raczej co jeżeli podaż przewyższy popyt?
Jarosław.U. (17 punktów)
Ja źle wróże Europie przy obecnej polityce. Być może Francja popełniła tu najwięcej błędów, stracili kolonie więc chcieli u siebie mieć tanią siłę roboczą, twierdząc że wyrównują krzywdy kolonialne. Ale polityka całej uni powinna być w tym względzie inna. Nie chodzi o bunt paru młodzików, to tylko osrzeżenie z którego powinniśmy wyciągnąć wnioski.

Nie można ufać odwiecznemu wrogowi jakim jest dla Europy islam, jest i będzie, a tu jeszcze mowa o przyjęciu Turcji. Paradoksalnie to wiara chrześcijańska, Papieże - często bardziej potęzni i bezwzględni od Stalina i chrześcijaścy królowie oddalili od Europy widmo islamizacji. A teraz świeckie rządy ułatwiają im dobrowolnie imigrację a nawet integrację. Wbrew pozorom podczas gdy Europa przeszła ogromne zmiany, a nawet kościół katolicki, w islamie niewiele się zmieniło, lepszy niewierny martwy niż żywy.

Jak tak dalej pójdzie to za kilka lat będzie ich kilkanaście milionów więcej, za kilkanaście lat - kulkadziesiąt. Nadejdzie kiedyś dzień że poczują się naprawdę silni, bez względu czy będą mieszkać jeszcze w nędznych osiedlach czy apartamentach dojdzie wtedy do prawdziwej konfrontacji.

Jeśli dostaną wsparcie od islamskich państw, i nastąpią inne niekorzystne czynniki, jak np. ogólnoświatowy kryzys gospodarczy spowodowany horrendalnymi cenami ropy, nie zapominając, że społeczności imigrantów są młode z wysokim przyrostem naturalnym w porównaniu ze starzejącą się Europą, to można spodziewać się tylko najgorszego... ze po setkach lat w końcu im się uda to, co planowali zawsze.
Czyli podbić obydwa ośrodki chrześcijaństwa, wschodzniego i zachodniego, po Konstantynopolu przychodzi powoli kolej na Watykan i resztę Europy, nie istotne że już nie tak bardzo chcrześcijańskiej.

A niestety obecne rządy europejskie jak niegdysiejsi władcy nie będą w stanie na fatwę i dzihad odpowiedzieć "wyprawą krzyżową". Chyba że zrozumieją zagrożenie i zaczną się naprawde przejmować europejskością Europy.

Moze tego już nie dożyje ale czarno to widze, boję się o przyszłe pokolenia.
outsider (2469 punktów)
Na swój sposób islam wstępuje do Unii, taka łagodna re-rekonkwista (łagodna, bo krwi przelano niewiele i pewnie drastycznie się to nie zaostrzy: to wojna psychologiczna). Zauważmy na marginesie: mysmy nie lepsi, tuz po przyjęciu do Unii zaczęliśmy rozstawiać po kątach starych jej członków.

Najwyraźniej świat islamu też jest za zniesieniem granic, za upodobnieniem sie różnych numerów globalnej wioski - bieda w tym, że niewiele ma do zaoferowania, zatem o równosci trudno mówić. Taka prosta myśl: jestesmy to długo, jest nas wielu - zatem prawo i polityka waszego byłego terytorium podlega negocjacji pod każdym względem: otóż nie.

Mieszkańcy tamtego kontynentu zostali "zaproszeni" do Europy na pewnych warunkach. Nie żądano od nich wyrzeczenia się tego, przed czym w gruncie rzeczy uciekali - była przed laty modna teza o okreslaniu świadomości przez byt; to jednak w sporej mierze świadomość byt określiła - no cóż, bywa, a klasycy moga nie do konca mieć rację.

Dziś optymistyczny wniosek z marksowskiej tezy został na Zachodzie zapomniany - ale i przybysze zapomnieli co ich do Europy przywiodło. Nic w tym zresztą dziwnego - skoro ci co najbardziej głoszą potępienie zbrodni 17 września potrafią sie wzajem pozdrawiać Sieg heil!...

Islam to przede wszystkim problem Europy i - być może - Rosji: USA czeka raczej spór w rejonie Pacyfiku, gdzie szybki awans cywilizacyjny stworzył warunki do odzyskania pełnej suwerenności, łącznie z zamknięciem rejonu dla US NAVY. Amerykanie wybitnie niezręcznie rozegrali sprawy z Europą (bardzo przeciez nalegali na rozszerzenie islamskiego przyczółka w Kosowie) - Europa pamietając sojusznikowi dawne zasługi (taka pamięć zawsze budzi niechęć) bedzie miała w razie potrzeby retoryczny argument o zdradzie: do tego wojna iracka ani troche nie leży w interesie Europy. Sprawy dojrzewają zwolna do wykazania inicjatywy przez Europę (my niestety jako sojusznik głupi i nielojalny musimy sie wtedy liczyć z zupełną marginalizacją) - rzecz jasna czuli na opinię mułłów Amerykanie jakby co nieludzką i rasistowską Europę potępią, ona sama ma jednak w rękawie coraz więcej asów. Cóż, byc może globalna Realpolitik wyrwie sie wreszcie ze szponów hipokryzji i zbierania cichaczem punktów.

A za wszystko zapłacą Arabowie - którzy niezbyt roztropnie wplątali się w światową grę o zbyt wielkie stawki. Debiut mieli niezły - wątpie jednak, aby wytrwali przy stole gry do czasu, gdy pula będzie dzielona: no cóż, dobrze że to tym razem nie my.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365