 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 15-11-2005 22:41 | outsider (2469 punktów) | Co dalej? | Dzisiejszą opozycję tworzą - z grubsza licząc - ugrupowania zwane lewicowymi (SLD i Socjaldemokracja), Partia Demokratyczna i - najsilniejsza dziś - Platforma Obywatelska; co to jednak znaczy "tworzyć opozycję"?
Od dawna wiemy ze stosownych deklaracji, kto z kim współrządzić nie bedzie nigdy, na wieki wieków i amen. Nie wynika to tak naprawde z programów: jeśli pro-przedsiębiorcza PO zakładała utworzenie koalicji z populistycznym PiS-em, widac jakoś by sie programy w sferze gospodarczej dały uzgodnić, przynajmniej z punktu widzenia Platformy - tym bardziej jednak dałoby się je uzgodnić z SLD czy PD; jeśli Unia Wolności mogła współrzadzić z AWS-em, mogłaby zapewne tak z Platformą jak i z SLD. Tymczasem nie wiadomo, czy Socjaldemokracja Marka Borowskiego byłaby zdolna i skłonna współrządzić z SLD choćby - cóż, ogólnie nie wydaje się, aby dla którejkolwiek z partii sprawy programowe były tak naprawdę rzeczą istotną: są istotne o tyle, by móc stwierdzić, że to różnice programowe nie pozwalają na koalicję z tym czy owym - nie na tyle zaś, aby pewien ich fragment móc realizowac za cenę koalicji.
Jak to będzie w sytuacji, gdy wszystkie partie jako tako do rżądzenia przygotowane (jaki jest rząd Marcinkiewicza - widać już dość wyraźnie) znalazły się w opozycji: czy wzajemne animozje z przeszłości (bo co innego w gruncie rzeczy) uniemożliwiająće przez tyle już kadencji współrządzenie, przekreslą i jaką taką choć solidarność w opozycji? Czy do akcji PO przeciw rządowi SLD bedzie dołączało sie w intencji, by zaszkodzić bardziej PO niż partiom rządzącym - czy z kolei jakakolwiek akcja ze strony SLD sprawi, że ze strony PO posypią się na głowy posłów Sojuszu przypomnienia komunistycznej przeszłości?
Wydaje się jak dotąd, że resztki politycznego rozsądku w Polsce są paraliżowane przez totalny brak elementarnego zaufania - usprawiedliwiony, ale to korkociąg śmierci. Pewne ograniczone zaufanie - także do przeciwnika - jest bowiem w polityce konieczne, to warunek skuteczności ponad podziałami: jeśli jest ono nie do pomyślenia, wygrywają ci, którym zaufać najtrudniej: oni mają bowiem najlepiej oczyszczone pole gry, nie potykają się ani o własne obietnice (nikt sie nie dziwi, że nie realizują), ani o spodziewane reakcje innych.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Celecrin (11895 punktów) | Witam > Nie wynika to tak naprawdę z programów: jeśli> pro-przedsiębiorcza PO zakładała utworzenie koalicji z> populistycznym PiS-em, widac jakoś by sie programy w sferze> gospodarczej dały uzgodnić, przynajmniej z punktu widzenia> Platformy - tym bardziej jednak dałoby się je uzgodnić z> SLD czy PD;Moim zdaniem, wspólne gadanie o koalicji było grą pod publiczkę. Choć nie oceniam naszego społeczeństwa jako "myślący" elektorat, jest to raczej elektorat w większości, powiedziałbym "socjalny", czyli liczący na różne formy pomocy, to pragnie on "większości" i "zgody". PO i PiS dzięki reklamie "koalicji" przyciągały głosy. > Tymczasem nie wiadomo, czy Socjaldemokracja Marka> Borowskiego byłaby zdolna i skłonna współrządzić z SLDNie. > Jak to będzie w sytuacji, gdy wszystkie partie jako tako do> rządzenia przygotowane (jaki jest rząd Marcinkiewicza -> widać już dość wyraźnie) znalazły się w opozycji: czy> wzajemne animozje z przeszłości (bo co innego w gruncie> rzeczy) uniemożliwiające przez tyle już kadencji> współrządzenie, przekreślą i jaką taką choć solidarność w> opozycji?Myślę, że opozycja rządzi się swoimi prawami. Chęć utrącenia PiS przeważy. > Wydaje się jak dotąd, że resztki politycznego rozsądku w> Polsce są paraliżowane przez totalny brak elementarnego> zaufania - usprawiedliwiony, ale to korkociąg śmierci.Z partii musi odejść obecne pokolenie polityków. Zbyt dzieli historia, zresztą politycy Ci to w większości amatorzy. Jest to zrozumiałe, to przecież pierwsze pokolenie. Najbardziej profesjonalny (moja opinia) jest zespół SLD. Jednak ma fatalną opinię. Najmniej profesjonalizmu mają obecnie rządzący. Weźmy choćby Kurskiego, nie mogli poczekać, aż sprawa przyschnie  I tak wszyscy wiedzieli, że wywalenie Kurskiego to podpucha, ale szybkość, z jaką został "ponownie" przyjęty, dziwi. Jest to niesmaczne.
Lacho calad, drego morn
|
|
 | | outsider (2469 punktów) | > Moim zdaniem, wspólne gadanie o koalicji było grą pod publiczkę. Choć nie oceniam naszego społeczeństwa jako "myślący" elektorat, jest to raczej elektorat w większości, powiedziałbym "socjalny", czyli liczący na różne formy pomocy, to pragnie on "większości" i "zgody".Wirtualna koalicja dwu kiepskich, ale przynajmniej sprzecznych ze soba programów miała stworzyć program nierealny wprawdzie, ale niegroźnie wyglądający... No cóz, w ten sposób ograno resztę partii - inna rzecz, jak bardzo by pod nieobecność tego taktycznego pomysłu zmalała frekwencja. > PO i PiS dzięki reklamie "koalicji" przyciągały głosy.> >Tymczasem nie wiadomo, czy Socjaldemokracja Marka> >Borowskiego byłaby zdolna i skłonna współrządzić z SLD> Nie.Ano właśnie. Negatywny elektorat negatywnych partii politycznych - polska rzeczywistość. Nalezy tylko dodać tytułem usprawiedliwienia, że bardzo niedługo trwa nasza żywa dziś historia polityczna - a poza nią jedynie upiory dawno minionej epoki. > Myślę, że opozycja rządzi się swoimi prawami. Chęć utrącenia PiS przeważy.Lub divide et impera. > Z partii musi odejść obecne pokolenie polityków. Zbyt dzieli historia, zresztą politycy Ci to w większości amatorzy. Jest to zrozumiałe, to przecież pierwsze pokolenie. Najbardziej profesjonalny (moja opinia) jest zespół SLD. Jednak ma fatalną opinię. Najmniej profesjonalizmu mają obecnie rządzący. Weźmy choćby Kurskiego, nie mogli poczekać, aż sprawa przyschnie I tak wszyscy wiedzieli, że wywalenie Kurskiego to podpucha, ale szybkość, z jaką został "ponownie" przyjęty, dziwi. Jest to niesmaczne.Niestety, nawet to nie pomoże. Zaczynać znowu od zera budowę sceny politycznej - to pomysł podobny przemianowaniu III RP na IV: jakies struktury dotąd wytworzono, budowanie znowu od zera jest tak naprawdę odrzuceniem nauki na błędach - po to tylko, aby popełniać dalej zupełnie nowe. Mimo wszystko ma u mnie pewien plus PO za swoją zdecydowana postawę po przegranych wyborach: jakby dojrzeli, jakby wykazali sie przynajmniej pragmatyzmem. Być może rośnie SLD realny rywal - nie taki na przemiennośc kadencji, ale na zdrowszy układ rząd-opozycja; ale i to długa droga. Rzecz raczej w dojrzewaniu społeczeństwa tu się po prostu pokoleń nie wymieni. Jeśli coś nas przekona, że sprawy państwa to sprawy poważne (a mniemam, że w najbliższym czasie winniśmy mieć na to sporo dowodów) - może cos się przełamie; jeśli nie? No cóż...
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
|  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć > Niestety, nawet to nie pomoże. Zaczynać znowu od zera budowę >sceny politycznej - to pomysł podobny przemianowaniu III RP na >IVNie od zera. Chodzi o żegnanie się z polityką ludzi umoczonych w większe lub mniejsze afery, albo nieudolne rządy. Nie przeskakiwanie do innych formacji, zobacz ilu w PiS jest z ZChN i AWS  . > Mimo wszystko ma u mnie pewien plus PO za swoją zdecydowana >postawę po przegranych wyborach: jakby dojrzeli, jakby >wykazali sie przynajmniej pragmatyzmem. Być może rośnie SLD >realny rywal - nie taki na przemiennośc kadencji, ale na >zdrowszy układ rząd-opozycja; ale i to długa droga.TAK. Imponuje mi PO, muszę przyznać. Tylko tak dalej. Odbiega od tego towarzystwa Rokita (IMHO!). Jego histeryczne wypowiedzi (Nicea, albo śmierć), lanie wody (doskonały w laniu wody), no i nie mogę mu zapomnieć, że był "rzecznikiem" rządu Buzka. Bronił dzielnie swoich kolegów "fachowców", niestety pamiętam to  . Jednak mogę mu udzielić kredytu zaufania. > Rzecz raczej w dojrzewaniu społeczeństwa tu się po prostu >pokoleń nie wymieni. Jeśli coś nas przekona, że sprawy >państwa to sprawy poważne (a mniemam, że w najbliższym czasie >winniśmy mieć na to sporo dowodów) - może cos się przełamie; >jeśli nie?Nie ma mowy o dojrzewaniu. Politycy wychowują takich obywateli. Co dobrego może się urodzić z becikowego? Przybędzie jedynie dzieci w bardzo biednych, spaczonych wódą rodzinach. Do licha, czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że dzieci nie rodzą się, bo kobiety nie mają po co wracać do pracy urodzeniu dziecka!? Pojawia się olśniewająca myśl: Politycy uwielbiają rozdawać chleb z samochodów (nie swój)  Mieliby z tego zrezygnować? Z czym będą walczyć jak nie z bezrobociem?
Lacho calad, drego morn
|
|
| |  | | outsider (2469 punktów) | > Cześć> >Niestety, nawet to nie pomoże. Zaczynać znowu od zera budowę >sceny politycznej - to pomysł podobny przemianowaniu III RP na >IV> Nie od zera. Chodzi o żegnanie się z polityką ludzi umoczonych w większe lub mniejsze afery, albo nieudolne rządy. Nie przeskakiwanie do innych formacji, zobacz ilu w PiS jest z ZChN i AWS .Pewnej nadziei, Celecrinie, dostarcza historia rewolucji francuskiej. Jakobini obiecawszy (dla dostarczenia tłumom rozrywki a i dla własnej przyjemności) czystki - przeprowadzili je; potem jednak raz uruchomiony mechanizm oczyścił z nich scenę polityczną. Gdyby przewidzieli - byliby heroicznymi desperados, bo sprawa tak czy owak rewolucji posłużyła; niesposób ich jednak posądzić o to, aby mieli tego świadomość, raczej byli zdziwieni takim obrotem rzeczy. No cóż - rozumiesz jednak, że nie jest to taki rodzaj nadziei, jaki lubie najbardziej... > >Mimo wszystko ma u mnie pewien plus PO za swoją zdecydowana >postawę po przegranych wyborach: jakby dojrzeli, jakby >wykazali sie przynajmniej pragmatyzmem. Być może rośnie SLD >realny rywal - nie taki na przemiennośc kadencji, ale na >zdrowszy układ rząd-opozycja; ale i to długa droga.> TAK. Imponuje mi PO, muszę przyznać. Tylko tak dalej. Odbiega od tego towarzystwa Rokita (IMHO!). Jego histeryczne wypowiedzi (Nicea, albo śmierć), lanie wody (doskonały w laniu wody), no i nie mogę mu zapomnieć, że był "rzecznikiem" rządu Buzka. Bronił dzielnie swoich kolegów "fachowców", niestety pamiętam to . Jednak mogę mu udzielić kredytu zaufania.Pamiętam i Tuskowi sprawę Jaruckiej - sięgnąwszy po metodę nad wyraz brzydką nie tylko zamiast sobie usunął z drogi konkurenta swojemu przeciwnikowi (a Cimoszewicza, który tak miękko się wycofał skazał na polityczną śmierć, a co najwyżej pozostanie politycznym reprezentantem misiów z pluszu) - ale i uruchomił eskalację tego rodzaju zagrywek: był następny na celowniku. Mimo to jednak sądzę, że Tusk zaczyna wyrastać na polityka - cóż, droga wzwyż miewa niekiedy kształt pokuty za czyny niehonorowe a publiczne. > >Rzecz raczej w dojrzewaniu społeczeństwa tu się po prostu >pokoleń nie wymieni. Jeśli coś nas przekona, że sprawy >państwa to sprawy poważne (a mniemam, że w najbliższym czasie >winniśmy mieć na to sporo dowodów) - może cos się przełamie; >jeśli nie?> Nie ma mowy o dojrzewaniu. Politycy wychowują takich obywateli. Co dobrego może się urodzić z becikowego? Przybędzie jedynie dzieci w bardzo biednych, spaczonych wódą rodzinach.Dojrzewanie to nic przyjemnego - polega na przykład na zrozumieniu, jak przykre bywaja skutki pochopnie dokonanego wyboru. Ale po drodze musi naprawdę zaboleć. > Do licha, czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że dzieci nie rodzą się, bo kobiety nie mają po co wracać do pracy urodzeniu dziecka!?Myslę, Celecrinie, że owa pronatalistyczna polityka jest jedynie mantrą - i to skierowaną do boga w którego się nie wierzy. Może to po prostu taka tradycja pewnych salonów: po co? na co? kto to wymyślił pierwszy? Najstarsi bywalcy nie pamiętają. > Pojawia się olśniewająca myśl: Politycy uwielbiają rozdawać chleb z samochodów (nie swój) Mieliby z tego zrezygnować?> Z czym będą walczyć jak nie z bezrobociem?No cóż, politykami można ich nazwać jedynie z braku innego, ogólnie przyjętego okreslenia. Antoni Kępiński postrzagał Polskę jako psychasteniczny lud, rządzony przez histeryków - otóz histerycy czują się na scenie tego świata przede wszystkim aktorami - a reakcje widowni rozumieja słabo: przynajmniej widowni jako tako wyrobionej, której nie olśni sama wspaniałośc kostiumów.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| Przemek K. | Już były odpowiedzi, ale mam chwilkę, by sie odstresować pisaniem o polityce  > Dzisiejszą opozycję tworzą - z grubsza licząc -> ugrupowania zwane lewicowymi (SLD i Socjaldemokracja),> Partia Demokratyczna i - najsilniejsza dziś - Platforma> Obywatelska; co to jednak znaczy "tworzyć opozycję"?Oznacza to: 'być przeciw'. Czy uważasz, że może istnieć spójna opozycja? Dla mnie to możliwe, ale nie wynikające ze słowa "opozycja". Tylko określenie się 'przeciwko czemuś' łączy tych ludzi, mających różne programy. Zresztą ja bym się tego bał, bo na przywódców opozycji wyrasta PO, której program nie zawsze mi odpowiada, a przede wszystkim nie odpowiada mi miękkość w sprawie nacjonalistyczno-fundamentalistycznych ułud. O czym świadczy bardzo lekkie traktowanie przez PO tej tematyki w kampanii wyborczej. > [...] jeśli> pro-przedsiębiorcza PO zakładała utworzenie koalicji z> populistycznym PiS-em, widac jakoś by sie programy w sferze> gospodarczej dały uzgodnić, przynajmniej z punktu widzenia> Platformy - tym bardziej jednak dałoby się je uzgodnić z> SLD czy PD; jeśli Unia Wolności mogła współrzadzić z> AWS-em, mogłaby zapewne tak z Platformą jak i z SLD.Ja myślę, że przeceniasz sprawy programowe, a nie doceniasz ludzkich biografii, czy "etosów" ugrupowań. "Etos" PO, to nie liberalizm, ale post-Solidarność, o czym zresztą świadczy łatwość w przejmowaniu, bynajmniej nieliberalnych, polityków AWS. Pod tym względem naturalnym koalicjantem było PiS, stąd też gotowość na współpracę i dogadanie kwestii programowych. SLD jest, jeśli chodzi o taki "etos" bardzo odległy od PO. Sądzę, że SLD byłoby skłonne do współpracy z PO (w prasie zbliżonej do SLD powstanie PO przyjmowano niemal entuzjastycznie -- oto wreszcie powstaje nowoczesna partia pragmatyczna, nie uwikłana w historię; okazało się, że jest inaczej), ale bez wzajemności. > Tymczasem nie wiadomo, czy Socjaldemokracja Marka> Borowskiego byłaby zdolna i skłonna współrządzić z SLDSądzę, że byłaby. Zresztą łatwość z jaką przełknięto ministerialną posadę Balickiego powinna o tym świadczyć. Owszem, przez jakiś czas będą tu jeszcze brzydkie dąsy i nieporozumienia, ale to minie. Inną sprawą jest (znowu) gotowość do współpracy. PO jako przywódca opozycji może zagłuszyć w mediach SLD (i PD). Podobnie SLD jako większe i silniejsze, może zagłuszyć SdPl. Pisząc "zagłuszyć" mam na myśli ukrycie w medialnym cieniu. (To już dzisiaj widać -- jako opinie opozycji cytuje się niemal wyłącznie opinie PO. Pozaparlamentarne SdPl i PD właściwie w ogóle się w mediach nie liczą.) By tego uniknąć partie te muszą podkreślać swoje różnice. Będzie to ciężka praca dla SdPl, SLD i PD. > Jak to będzie w sytuacji, gdy wszystkie partie jako tako do> rżądzenia przygotowane (jaki jest rząd Marcinkiewicza -> widać już dość wyraźnie) znalazły się w opozycji:Nie widzę przygotowania do rządzenia ze strony SdPl, przy całej mojej sympatii do tej partii. Kilka stanowisk ministerialnych -- no może, ale nie cały rząd. > [...] Czy do akcji PO przeciw rządowi SLD bedzie> dołączało sie w intencji, by zaszkodzić bardziej PO niż> partiom rządzącym - czy z kolei jakakolwiek akcja ze strony> SLD sprawi, że ze strony PO posypią się na głowy posłów> Sojuszu przypomnienia komunistycznej przeszłości?Nie wiem. Nie sądzę by SLD grało przeciwko PO, przynajmniej obecnie. Ale, po pierwsze SLD będzie się chciało jakoś odróżniać od PO, by dać się zapamiętać wyborcom. Może to oznaczać atakowanie rządu za gospodarkę z "lewa" (SLD obecnie dużo straciło na fachowości w zakresie ekonomii), ale może też oznaczać bardziej wyrazistą postawę poparcia dla społeczeństwa otwartego (co bym osobiście wolał). Chęć ta może być tym większa, że obie partie zawalczą o ten sam elektorat centrowy. Może jeszcze istnieć kolejny problem -- część zwolenników PiS atakuje PO za zgodność z SLD i "pozostawanie w faktycznej koalicji". To bardzo głupie argumenty, niestety, także dzięki propagandzie PO, nośne; a więc i do szantażowania PO się nadające. PO przeciwko SLD? Na razie PO jest za mocne, by bać się SLD. Co nie oznacza, że czasem nie może wypomnieć mu komunistycznej przeszłości, ot tak, jako świadectwo swojego solidarnościowego etosu. > Wydaje się jak dotąd, że resztki politycznego rozsądku w> Polsce są paraliżowane przez totalny brak elementarnego> zaufania - usprawiedliwiony, ale to korkociąg śmierci.Myślę, że dużo w tym jest demonizowania przeciwników. Każdy (chyba) w polityce ma jakąś wizję państwa, którą chce realizować, nie sprowadzającą się jedynie do stołków. Być może, gdyby portraktować te wizje u konkurentów poważnie, to narodziłoby się pole do współpracy, bo inne partie stałyby się bardziej przewidywalne. Niestety, odkąd pamiętam, to cała propaganda polityczna polega u nas na przemilczaniu tego, co w działaniu przeciwnika poważne i sensowne, przy wiecznym doszukiwaniu się brudynych intencji i spisków. Propaganda ta jest obliczona na wyborców, ale trafia przede wszystkim do umysłów polityków.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|