>Sytuacja zniechęca: może w najbliższych latach ludzie >normalnie myślący znowu beda w Polsce mało znaczącą >opozycją. Społeczeństwo jak zawsze udziela kredytu >zaufania: jak po Październiku, jak po Grudniu - >parodia, kręcenie wstecz kołem historii? Obawiam się że >tak: widoczny staje sie znowu moczarowski "patriotyzm" >tępogłowych, ale taśmę puszczono od końca - raczej Bierut >po Gomułce niż odwrotnie; nie uda się? Pewnie się nie >uda...
Zastanawiam się na co ludzie głosowali i z tej perspektywy nie oceniałbym Polski tak źle. To znaczy głosowano raczej przeciw własnym lękom, często związanym z "liberalizmem", a nie za nadziejami na lepszą przyszłość, co zachęcające nie jest. Ale nie głosowali przy tym za radykalizmem.
Że ludzie udzielają wotum zaufania? A kto im wskaże, co jest źle? I wskaże tak, by nie być posądzonym o podłość, o zawiść, o nieumiejętność przegrywania... Platforma mówi językiem niezrozumiałym dla obywateli, bo jak mają zrozumieć, że ten do niedawna wytęskniony koalicjant, to partia stanowiąca zagrożenie dla demokracji? Mamy więc pseudoproblemy związane z symboliką, że Lepper, że moherowe berety...
Gejów nie wypada popierać, o aborcji nie wypada mieć zdania, o eutanazji tym bardziej, demokracja jest dana raz na zawsze i nie wymaga by o nią dbać, o społeczeństwie otwartym już nikt nie pamięta, a Rodzina Radia Maryja staje się wzorcem społeczeństwa obywatelskiego. Kto jest innego zdania ten jest niebezpiecznym radykałem. (A społeczeństwo radykałów nie lubi, także tych sztucznie wylansowanych.) To nie jest efekt zwycięstwa PiS, tylko trwającej lata ucieczki przed podejmowaniem w mediach poważnej dyskusji, dominacji kwestii rodowodu nad przekonaniami, i wszechobecnej wiary, że gospodarka jest autonomiczną siłą, a przy tym jedyną kształtującą naszą rzeczywistość.
> [...] Neokonserwatyści łączą >prymitywny społeczny darwinizm ze wstrętem do darwinizmu >biologicznego -
W Polsce neokonserwatystów jest niewielu, zresztą nie wiem, czy bliżej im do PO, czy do PiSu.
Myślę, że to co się dzieje, to raczej przywracanie do życia demonów politycznych z lat 30-tych, niż nawiązanie do neokonserwatyzmu (przy wszystkim złym, co o nim sądzę).
>Polsce: wobec niezbyt mi się podobającej ale realnej (i >mało jeszcze dojrzałej) dwupartyjnej polaryzacji sceny >politycznej prawica (PO) kontra lewica (SLD), bałaganiarski >środek (troche faszyzmu, trochę katolicyzmu - wszystko razem >stare i zdechłe) zwietrzył ostatnią szansę i dostał ją: >Polska?
"Faszyzm i katolicyzm" w środku? Nie sądzę, by PiS było pośrednio lewicowe między SLD, a PO. W mniejszej skłonności SLD do obniżania podatków, widziałbym raczej większą świadomość trudności zarządzania budżetem państwa i dokonywania w nim cięć, niż większą lewicowość. W kwestiach wizji państwa, SLD i PO są sobie bliższe, niż wszelaki "faszyzm i katolicyzm", który miałby się znajdować w środku.
> Co kogo obchodzi - mało wiemy o grze za kulisami, >zapewne z udziałem takich czy innych ambasad, historia to >być może naświetli.
W udziały amabasad nie bardzo wierzę. Przynajmniej nie w decydujące. Bo i kto, za granicą, miałby sympatyzować z PiS?
> Nie - nie bedzie normalnej Polski, >będzie kolejny bękart kolejnego traktatu - kłócący się o >rzeczy g... warte, z pałkarzami i konną policją na ulicach, >a po kryjomu bedzie się czytało Boya i Michnika.
Polska jest czasem wielka, a czasem mała. (Jakoś podobnie mówił już Churchill). Teraz wchodzimy w okres moralno-duchowej "małości". Ale takie okresy nie trwają zbyt długo. Jest więc nadzieja, że będziemy jeszcze wielcy duchem.
>A przeciez na przekór temu wraca żal za "Solidarnością" - >mieliśmy owo osobliwe uczucie, że w magmowatych czasach >stanu wojennego i później rozgrywaja się jednak rzeczy >wielkie, pamiętaliśmy jeszcze krótką eksplozje euforii. >Dziś rewolucja kończy się jak zwykle - wtedy niepotrzebna w >pełnym wymiarze, dziś obłąkana, sen szaleńca o byciu >Napoleonem lub inną pospolitą brandy. "Rzeczpospolita" w >obcych rękach, Marcinkiewicz premierem, Radio Maryja >rozgłośnią rządową, Kaczyńscy demonami...
Na ile ja pamiętam Solidarność, to zawsze była ona ruchem niejednolitym. W jakiejś mierze jest to zrozumiałe -- sprzeciw wobec systemu łączył bardzo różnych ludzi, a wobec cenzury, nie sposób było prowadzić poważnej i otwartej dyskusji, w szerokim gronie, na temat przyszłości Polski, wizji państwa i wspólnych wartości (nie licząc papieskich pielgrzymek, gdzie siłą rzeczy dominowały wartości religijne nad świeckimi). Ale z drugiej strony ta niejednolitość jest usprawiedliwieniem dla antydemokratycznych spadkobierców Solidarności, bo mogą się powoływać na dawną legendę. Dzisiaj nikt nie zapyta, czy walczono z komuną o prawa człowieka, czy też walczono z komuną posługując się z prawami człowieka czysto instrumentalnie.
|