>Wielokrotnie na łamach tego forum poruszałem w przeszłości problem należytego zarządzania rzekami, >który w wielkim skrócie sprowadzał się do tezy, żeby tego zarzadzania rzeką ze strony człowieka było >jak najmniej, żeby było ono jak najbardziej ograniczone. Sprawdzona (aczkolwiek nie jedyna) metoda >walki z powodziami polega na ...oddaniu rzece co jej, na traktowaniu terasy zalewowej rzeki jako >terenu zielonego, wyłączonego ze stałego użytkowania. Powodzie które obecnie dziesiątkują Zachód >stanowią dobitne potwierdzenie słuszności tej tezy, a Holendrzy, najlepsi w świecie spece od >zarządzania wodą, już przed wystąpieniem owych fatalnych powodzi, wszczęli realizację programu "room >for the river" oraz depolderyzację. >Nie pozostaje nam nic innego i podążać ich śladami. Wszelaka zabudowa terasy zalewowej winna być >zabroniona ewentualnie winno być wprowadzone prawo zakazujące wypłaty odszkodowań poszkodowanym >przez powódź, którzy w takim miejscu się wybudowali, zakazujące możliwości ubezpieczenia ich >nieruchomości od skutków powodzi. Natomiast za ewentualna akcję ratunkową ludzie tacy winni słono >płacić państwu. Słowem, volenti non fit iniuria.
A jakby tak zamiast wszystkiego zakazywać i jeszcze ścigać za nieprzestrzeganie, tylko informować? Każdy powinien za siebie odpowiadać, a nie na siłę być uszczęśliwiany. Podobnie z ubezpieczeniami: jak ktoś kogoś ubezpieczy od powodzi, to jego sprawa. Zajmijmy się własnym nosem, a nie wściubiajmy go tam, gdzie są nosy innych...
|