Po tutejszych guru ekonomicznych, piewcach "niewidzialnej ręki rynku", "wolnego rynku" itp. itd. oczekuję wyjaśnienia, że polskie dzieci same są sobie winne tego, że żyją w biedzie, bo zamiast wziąć swój los we własne ręce wolą nic nie robić, siedzieć na dupach i czekać aż im "ktoś da". Tym z tutejszych propagatorów powyższego stanowiska odnośnie dorosłych, którzy chcieliby go użyć wobec dzieci, podaję za friko bardzo mocny argument: w wielu krajach dzieci nie siedzą na dupach i nie czekają aż im ktoś da - podejmują działalność zarobkową albo na własny rachunek, albo w ramach świetnie zorganizowanych przedsiębiorstw. Mało tego, są przecież dzieci jeszcze bardziej świadome, które rozumieją, że "trzeba podążać za pracą, bo praca sama do nich nie przyjdzie". Te dzieci podejmują w/w aktywność zawodową poza granicami swojego kraju.
Rozdawanie zupy nie rozwiąże problemu biedy pośród dzieci. Najważniejsza jest edukacja w duchu "wolnego rynku" z podawaniem przykładów dzieciaków, które potrafią, dzięki swojej, ciężkiej pracy, utrzymać siebie, a nierzadko całą swoją rodzinę.
Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)
|