Racjonalista - Strona głównaDo treści
Becikowe ratunkiem przed ujemnym przyrostem

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
10-11-2005 12:09motylBecikowe ratunkiem przed ujemnym przyrostem
Tak sobie rozmyślałem, jak to się stało, że we Francji doszło do niepokojów. Niby wszystko jest jasne. W rozwiniętych państwach Europy mamy ujemny przyrost demograficzny- to taki eufemizm by określić wymieranie narodu. Z jednej strony naród się bogaci, a z drugiej brak mu rąk do pracy na najpowszedniejszych stanowiskach.
Jakie zatem znaleziono wyjście (gdy sytuacja stawała się nieznośna)? Sprowadzono sobie robotników. Właściwie sprowadzono ogromne masy robotników.
Nadano im obywatelstwo, znaleziono miejsce do mieszkania i zapewniono podstawowe warunki bytu. I pozostawiono samym sobie, gdyż zależało im tylko na rękach do pracy (tej gorszej pracy), a nie na równoprawnych obywatelach. Rozmyślnie pozostawiono w ciemnym zaułku cywilizacji, gdyż tak było wygodniej. To z czym mamy do czynienia dzisiaj, to normalna zdrowa reakcja ludzi upominających się o swoje. Ludzi zdających sobie sprawę ze swojej sytuacji.
Można by krzyczeć na Francuzów, że mogli lepiej zasymilować te masy. Ale tak jakoś na tym świecie jest, że w pierwszym rzędzie dbamy o swoje interesy. I oni tak robili.
Stąd mój wniosek, że błędu należy szukać wcześniej. Podejrzewam, że każde społeczeństwo ma jakąś granice możliwości asymilacyjnych ludzi z innej kultury. Można więc powiedzieć, że wchłonieto zbyt dużo w zbyt krótkim czasie- stąd niestrawność.
Ale ostatecznie o konieczności sprowadzania tych ludzi zadecydował przyrost naturalny, a raczej jego brak. No i teraz ironicznie muszę stwierdzić, że Liga Polskich Rodzin, Kościół mają w tym miejscu rację. Trzeba dbać o to, by naród nie starzał się, inaczej za kilkanaście/dziesiąt lat czeka nas to samo. Co więcej, gdyby Polaków stać było na eksport swojej ludności do krajów Europy (a napewno łatwiej nam się aklimatyzować niż innym), to za jakiś czas mogłoby się okazać, że dominującym pod względem znajomości językiem w Europie jest język polski. Choć to wizja nieco na wyrost, to jednak przyjemnie pomarzyć.
Stąd moje zdanie, że działania odmładzające nasz naród są w skali długofalowej i porządane i celowe. A dziwnym trafem w tym miejscu sojusznikiem jest Kościół.
Pozdrawiam i jestem ciekaw zdania innych.

outsider (2469 punktów)
Bywa tak, że opór materii chroni nas przed brnięciem w śłepy zaułek. Globalna wioska jest nie tyle wioską, co pustką poprzetykana miastami: otóz moim zdaniem społeczność zurbanizowana musi sie starzeć szybko.

Zbytnie stłoczenie, za mało powerzchni na głowe - zbytnia specjalizacja. I czasu też mało, bo niewiele się zdoła zrobić w domu czy jego najbliższym otoczeniu - a dojazdy tak czy owak pochłaniają czas bardziej niż co innego, nawet niż PRL-owskie kolejki. Tzw. reprodukcja z trudem sie wpisuje w ten model: jest praca, zakupy, rozrywka, sen - co więcej?

Powstał pewien model społeczeństwa, reprodukcyjnie marny i nieudany: kościelna pronatalistyka przecież modelu nie kontestuje, co cesarskie cesarzowi oddaje - jak zwykle to człowiek jest materiałem plastycznym, dopasowującym sie do pojemnika: utopia? Gorzej - iluzja. Specjaliści przechodzą przez życie zgodnie ze specjalizacją - opieka nad potomstwem zaś to żadna specjalizacja, to umiejetność ogólna - do tego coraz gorzej rozwinięta.

Może sobie Kościół głosić chwałę becikowego - jeszcze raz jakas społeczna energia (pozorna chyba, bo głoszona przez grupy skądinąd reprodukcyjnie niewydajne) zostanie wpuszczona w kanał - na pewno wpuszczone zostana pieniądze. Społeczeństwo europejskie nie ma prostej drogi aby do samodzielności reprodukcyjnej powrócić: jaką ma?

Szansa może w coraz mniejszym zapotrzebowaniu na pracę - gdyby dało się ja wykorzystać, stan obecny byłby jedynie pewną już przekroczona bariera potencjału. Konieczne jest przywrócenie naturalniejszych warunków bytu - nie opartego o rozproszone struktury miejskie (małe mieszkanie w bloku, miejsce pracy, szkoła, przychodnia lekarska, pub, supermarket - i mnóstwo dróg), ale lokalizujące rodzinę znacznie mniej mobilnie - mniej oparte o rozproszone usługi, bardziej samowystarczalne. Zatem - dom z ogrodem, pobliska szkoła, praca - jeśli już - wykonywana w miarę możności lokalnie, w skojarzeniu z internetem: słowem - restrukturyxacja społeczeństwa nie tylko na płaszczyźnie dochodowej (wieksza stabilność, mniejsze rozwarstwienie stanowiące motor napędowy róznicowania i specjalizacji), ale i organizacji życia.

Niezbędne kolonie specjalistów poza zasadniczą masa społeczną - klasztorne poniekąd, byleby klasztornośc nie oznaczała nadrzędności idei a tym barsdziej celibatu. Uznanie rodzinności za istotna służbę społeczną: nie jedyną ale stanowiącą możliwą podstawe egzystencji - czy to utopia? Na dziś z pewnością, bo becikowe niczego tu nie poprawi - ale w przyszłości?

Zalezy jaki kolor skóry bedzie mieć przyszłość - społeczności jeszcze młode, głupie i prężne jak wiadomo radzą sobie po swojemu czyli zgodnie z tradycją nawet w niesprzyjających warunkach.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
motyl
Czy to znaczy, że w jakiś sposób jesteśmy na drodze do podzielenia losu krajów Europy Zachodniej? To by było pesymistyczne podejście.
Może problem leży nie w specjalizacji, ale systemie wartości. Dziś o ocenie, poczuciu ważności człowieka nie decyduje jego życie rodzinne, ale pozycja w wyścigu szczurów i ilość zebranego sera ze spiżarni.
Czy becikowe jest topieniem pieniędzy? Chyba nie. Pomysł jest całkiem ciekawy. Zawsze to jest jakieś wsparcie dla polityki prorodzinnej. Lepsze takie, niż żadne.
W Polsce zaczyna się to, co zdarzyło się we Francji. Drenujemy ludzi ze wschodu. Jak się to dla nas skończy? Wypadałoby pomyśleć o tym za wczasu.
Pozdrawiam
Wilhelm
>W Polsce zaczyna się to, co zdarzyło się we Francji. Drenujemy ludzi ze wschodu. Jak się to dla nas skończy? Wypadałoby pomyśleć o tym za wczasu.
>Pozdrawiam
Tez to zauwazam. Wezmy lekarzy, naukowcow specjalistow z roznych branzy, a takze pracujacych w polu. Jesli nasi wyjada za granice, to kto bedzie sie zajmowal naszymi pacjetami, zbiorami, technika jesli nie imigranci ze wschodu, gotowi pracowac za stawki, ktorych zaden Polak nie zaakceptuje. Nie mam nic przeciwko imigrantom, lecz nie popelniajmy tego samego bledu co Niemcy.


Die Hauptsätze der Thermodynamik:
Die Energie der Welt ist konstant
Die Entropie der Welt strebt nach einem Maximum zu
Bei Nullpunkt S=0
Beim stationären Zustand die lokale Entropie strebt nach einem Minimum zu
Paul (408 punktów)
Uważam, że coś takiego jak LPR-wska lub kościelna polityka prorodzinna jest nonsensem! Zakaz używania wszelakich środków antykoncepcyjnych wywołałby z kolei wielki przyrost demograficzny i czy aby na pewno dla każdego starczy miejsca na tej ziemi? I jeżeli nawet będzie nas więcej, to czy to coś zmieni w dialogu "chrześcijańsko-islamskim", bo tu widzę problem francuski? Konsekwencje 11 września i wojna w Iraku, to początek tej rewolucji, która, podejrzewam, obejmie większość krajów Europy z dużą mniejszością islamską.
motyl
Ja ograniczam się do koncepcji becikowego.
Nie widzę nic złego w antykoncepcji.
Pozdrawiam
obywatel
>W rozwiniętych państwach Europy mamy ujemny przyrost
>demograficzny

To swierdzenie nie jest prawdziwe.

>Rozmyślnie pozostawiono w ciemnym zaułku cywilizacji (chodzi o potomkow emigrantow. przyp. ob.), gdyż tak było wygodniej. To z czym mamy do czynienia dzisiaj, to
>normalna zdrowa reakcja ludzi upominających się o swoje.

Palenie samochodow i szkol. Zabicie 60 letniego czlowieka. Niepoprzedzone pokojowa demonstracja, ruchem emencypacyjnym, jakokolwiek praca.

>Ludzi zdających sobie sprawę ze swojej sytuacji.
>Można by krzyczeć na Francuzów, że mogli lepiej zasymilować
>te masy. Ale tak jakoś na tym świecie jest, że w pierwszym
>rzędzie dbamy o swoje interesy. I oni tak robili.

Pewne masy sa oporne w asymilacji.

>Ale ostatecznie o konieczności sprowadzania tych ludzi
>No i teraz ironicznie muszę stwierdzić, że Liga Polskich Rodzin, Kościół mają w tym miejscu rację. Trzeba dbać o to, by naród nie starzał się, inaczej za kilkanaście/dziesiąt lat czeka nas to samo. Co więcej, gdyby Polaków stać było na eksport...

Bardzo prymitywne twierdzenia. Spoleczenstwo powinno byc
1) wyksztalcone
2) z wysoka kondycja moralna
3) zaangazowane.
4) ze zdrowym systemem emerytalnym (niestraszne mu wtedy fluktuacje demigraficzne)

I bedzie OK. Wystarczy jescze nie wpuszczac do kraju ludzi z kregow kulturowych gdzie rozum nie jest powazany. Liczne spolecznstwo nie jest cnota sama w sobie. Nawet armia woli kosztowny sprzet niz stosy miesa armatniego.

To co proponuje KK i LPR to budowanie drugiego Bangladeszu. Obnizyliby koszty nauki (nie kazdego stac na ksiazki, korki...), daliby bony zywnosciowe dla biednych rodzin itp itd. A nie 1000zl w lape za sam akt prokreacyjny. Jest to policzek dla ludzi swiadomych czym jest wychowanie porzadnego czlowieka. Ile to kosztuje i jakie ma znaczenie. Na te prymitywne pomysly z belcikowym przyklasnie tylko margines spoleczny. Ewentulnie, idioci myslacy o "walce demograficznej".
motyl
>>W rozwiniętych państwach Europy mamy ujemny przyrost
>>demograficzny
>To swierdzenie nie jest prawdziwe.
Chodziło mi o to, że przyrost naturalny w poszczególnych państwach, wyłączając ludność emigrującą do nich, jest ujemny. W którym państwie tak nie jest (nie wystepuje taka tendencja)?
>>Rozmyślnie pozostawiono w ciemnym zaułku cywilizacji (chodzi o potomkow emigrantow. przyp. ob.), gdyż tak było wygodniej. To z czym mamy do czynienia dzisiaj, to
>>normalna zdrowa reakcja ludzi upominających się o swoje.
>Palenie samochodow i szkol. Zabicie 60 letniego czlowieka. Niepoprzedzone pokojowa demonstracja, ruchem emencypacyjnym, jakokolwiek praca.
Zaułki cywilizacji mają to do siebie, że reagują w barbarzyński sposób, bo inaczej nie potrafią.
>>Ludzi zdających sobie sprawę ze swojej sytuacji.
Ale biedę i beznadziejność położenia nietrudno im odczuć. Dotyczy to zwłaszcza potomnków emigrantów, gdyż rodzice tychże żyli w gorszych warunkach niż francuzkie i łatwo im było się pogodzić z ceną życia w nowej ojczyźnie, gdyz i tak w swoim mniemaniu wychodzili na plus. Następne pokolenie nie ma korzeni poza Francją, a jest traktowane jak obywatele gorszej kategorii. Im trudno się z tym pogodzić. Nie wiedzą też jak w cywilizowany sposób walczyć o swoje, gdyż nikt ich tego nie uczył.
>>Można by krzyczeć na Francuzów, że mogli lepiej zasymilować
>>te masy. Ale tak jakoś na tym świecie jest, że w pierwszym
>>rzędzie dbamy o swoje interesy. I oni tak robili.
>Pewne masy sa oporne w asymilacji.
Oczywiście. Ale powody tego są różnorakie. Według mnie powodem klęski jest to, że sprowadzono za dużo w krótkim czasie i niezadbano o to, by rozwijali się cywilizacyjnie po sprowadzeniu.

>>No i teraz ironicznie muszę stwierdzić, że Liga Polskich Rodzin, Kościół mają w tym miejscu rację. Trzeba dbać o to, by naród nie starzał się, inaczej za kilkanaście/dziesiąt lat czeka nas to samo. Co więcej, gdyby Polaków stać było na eksport...
>Bardzo prymitywne twierdzenia. Spoleczenstwo powinno byc
>1) wyksztalcone
Francuzi o to nie zadbali. Chyba byli za biedni na to?? A może za mało wykształceni.
>2) z wysoka kondycja moralna
Sprowadzane masy same z siebie nie mają wysokiej kondycji moralnej.
>3) zaangazowane
Niewątpliwie ludzie palący samochody są zaangażowani.
>4) ze zdrowym systemem emerytalnym (niestraszne mu wtedy fluktuacje demigraficzne)
Hahahahahahahah. Polecam sprawdzić, kto pracuje na emerytury. A jeszcze lepiej, od kogo one zależą, gdy społeczeństwo się starzeje.
Doprawdy, te cztery postulaty dalekie są od realności. A wogóle nie uwzględniają warunków w starzejącym się społeczeństwie.
>I bedzie OK. Wystarczy jescze nie wpuszczac do kraju ludzi z kregow kulturowych gdzie rozum nie jest powazany. Liczne spolecznstwo nie jest cnota sama w sobie. Nawet armia woli kosztowny sprzet niz stosy miesa armatniego.
To ciekawe. To nie społeczeństwo wybiera krąg kulturowy- ono po prostu stara się uzupełnić swoje braki tym, co jest dostępne. Jeśli czegoś nie zauważyłem, na przykład skąd możnaby sprowadzać 'dobrych' ludzi, to mi napisz wprost: z Rosji, RPA, Iraku, Chin? Ja jakoś wyboru nie widzę. Problem leży w tym, że należy ich sprowadzać. I dlatego piszę o becikowym.
>To co proponuje KK i LPR to budowanie drugiego Bangladeszu. Obnizyliby koszty nauki (nie kazdego stac na ksiazki, korki...), daliby bony zywnosciowe dla biednych rodzin itp itd. A nie 1000zł w łapę za sam akt prokreacyjny.
Jest to wypłata jednorazowa i napewno się przydaje każdemu, gdy w rodzinie pojawia się dziecko. Nie widzę w tych pieniądzach niczego złego. Nie rozumiem też Twojego strachu przed przyznaniem ich.
Jest to policzek dla ludzi świadomych czym jest wychowanie porządnego człowieka.
Kolejne hasło. W tekście wiele ich umieściłeś. Ustanowienie samego siebie jako sędziego w sprawach świadomości wychowawczej jest tyle nieroztropne, co i śmieszne. Tym bardziej, że nie wiem, co dla Ciebie znaczy 'porządny człowiek', a sposób w jaki o nim wspominasz przywodzi mi na myśl czasy średniowiecza i ciemnogrodu.
>Ile to kosztuje i jakie ma znaczenie.
Nie podałeś odpowiedzi.
>Na te prymitywne pomysły z bełcikowym przyklaśnie tylko margines społeczny.
Wypadałoby to sprawdzić. Zbyt szybko swoje opinie bierzesz za rzeczywistość.
>Ewentulnie, idioci myślacy o "walce demograficznej".
Cóż, podejrzewam, że w języku polskim istnieje taki zakres słownictwa, że swoje niezadowolenie można wyrażać w bardziej stonowany sposób. Choć możnaby podejrzewać, że społeczeństwo, a przynajmniej pewna jego część, nie jest wystarczajaco wykształcone (patrz swój punkt1), by potrafić się nim posługiwać.

Na zakończenie pragnę troszeczkę to podsumować. Nie zbiłes żadnych moich argumentów. Ograniczyłeś się tylko do wyrażenia swojej opinii (miejscami w sposób niesmaczny). Tym niemniej dziękuję za post. Utwierdziłeś mnie w moim punkcie widzenia.
Pozdrawiam
sabishi (246 punktów)
becikowe głównie według mnie spowoduje, że biedocie zacznie się opłacać brzydko powiem "robić" dzieci dla tych 800zł, a co potem? do domów dziecka? lub może jeszcze gorzej do studni albo innej beczki.... becikowe nie rozwiąże problemu tylko stworzy kolejną patologiczną sytuacje, chodzi o to żeby ludzie mieli na tyle dobrą stopę życiową żeby chcieli mieć dzieci i mieli ku temu warunki....

"Kobiety są najsilniejsze, ale przede wszystkim zwycięża prawda" Ks. Ezdry
motyl
>becikowe głównie według mnie spowoduje, że biedocie zacznie się opłacać brzydko powiem "robić" dzieci dla tych 800zł, a co potem? do domów dziecka? lub może jeszcze gorzej do studni albo innej beczki.... becikowe nie rozwiąże problemu tylko stworzy kolejną patologiczną sytuacje, chodzi o to żeby ludzie mieli na tyle dobrą stopę życiową żeby chcieli mieć dzieci i mieli ku temu warunki....
Na dziecko trzeba czekać 9 miesięcy. Myślisz, że robienie kolejnego, gdy z poprzednim są kłopoty się opłaci. Niezbyt wczułaś się w sytuację. Poza tym z tymi beczkami to było chyba z braku pieniędzy? Czy nie tak?
A co do stopy życiowej- nie sprawdza się to w Europie.
Pozdrawiam
sabishi (246 punktów)

>Na dziecko trzeba czekać 9 miesięcy. Myślisz, że robienie kolejnego, gdy z poprzednim są kłopoty się opłaci. Niezbyt wczułaś się w sytuację.

nieraz się zdarza, że dla pieniędzy z opieki społecznej robi się różnego rodzaju przekręty, ludzie walczą o opiekę nad dzieckiem dla tych paru groszy z opieki,

"Kobiety są najsilniejsze, ale przede wszystkim zwycięża prawda" Ks. Ezdry
motyl
>>Na dziecko trzeba czekać 9 miesięcy. Myślisz, że robienie kolejnego, gdy z poprzednim są kłopoty się opłaci. Niezbyt wczułaś się w sytuację.
>nie raz się zdarza, że dla pieniędzy z opieki społecznej robi się różnego rodzaju przekręty, ludzie walczą o opiekę nad dzieckiem dla tych paru groszy z opieki,
Jasne, że można dopatrzeć się możliwości patologii. Inna rzecz na ile ta możliwość jest realna i czy nie da się jej zapobiec. Osobiście myślę, że dość łatwo byłoby stworzyć mechanizm zapobiegający wykorzystywaniu becikowego (na zasadzie przyszłej jego utraty przy kolejnym dziecku). Jeśli to jedyny argument przeciw, to dość łatwo sobie z nim poradzić.
Pozdrawiam
sabishi (246 punktów)

>Jasne, że można dopatrzeć się możliwości patologii. Inna rzecz na ile ta możliwość jest realna i czy nie da się jej zapobiec. Osobiście myślę, że dość łatwo byłoby stworzyć mechanizm zapobiegający wykorzystywaniu becikowego (na zasadzie przyszłej jego utraty przy kolejnym dziecku). Jeśli to jedyny argument przeciw, to dość łatwo sobie z nim poradzić.

sądzisz, że tak łatwo jest sobie poradzić z kontrolowaniem takich spraw? wystarczy spojżeć na nadużywanie prawa do wydawania rent albo leków w pełni refundowanych, aby kontrolować "becikowe" trzeba by było stworzyć całą armię urzędników którym trzeba by było płacić spore pieniądze
może i sam pomysł "becikowego" nie jest zły, ale na pewno nie jest dobry w naszym kraju, ponieważ realnie naszego budżetu na to nie stać. Każdy by chciał, że w Polsce była Szwecja, tylko zapomina się o najważniejszej sprawie - pieniądzach.
Jeżeli ma się ich mało to trzeba dobrze nimi gospodarować, a nie rozdawać je na prawo i lewo. W momencie gdy kraj będzie miał silną gospodarkę i zmniejszony deficyt budżetowy to można rozważać dodatki w stylu becikowego, a nie kiedy mamy wielki deficyt powiększać go o kolejne 12 mld złotych żeby zaspokoić nawoływania populistów i wprowadzać "becikowe" i minimum socjalne. To tak abstrahując od innych patologii jakie to spowoduje.

"Kobiety są najsilniejsze, ale przede wszystkim zwycięża prawda" Ks. Ezdry
motyl
>>Jasne, że można dopatrzeć się możliwości patologii. Inna rzecz na ile ta możliwość jest realna i czy nie da się jej zapobiec. Osobiście myślę, że dość łatwo byłoby stworzyć mechanizm zapobiegający wykorzystywaniu becikowego (na zasadzie przyszłej jego utraty przy kolejnym dziecku). Jeśli to jedyny argument przeciw, to dość łatwo sobie z nim poradzić.
>sądzisz, że tak łatwo jest sobie poradzić z kontrolowaniem takich spraw? wystarczy spojżeć na nadużywanie prawa do wydawania rent albo leków w pełni refundowanych, aby kontrolować "becikowe" trzeba by było stworzyć całą armię urzędników którym trzeba by było płacić spore pieniądze
Z tym się nie zgodzę. Zasady przyznania becikowego są proste. Nie ma tu żadnych komplikacji ani dodatkowych urzędników.
>może i sam pomysł "becikowego" nie jest zły, ale na pewno nie jest dobry w naszym kraju, ponieważ realnie naszego budżetu na to nie stać. Każdy by chciał, że w Polsce była Szwecja, tylko zapomina się o najważniejszej sprawie - pieniądzach.
To ciekawe. Przydałoby się poznać wyliczenia. Nie sądze, że na becikowe poszłoby aż tak dużo pieniedzy. A cel jest całkiem szczytny.
>Jeżeli ma się ich mało to trzeba dobrze nimi gospodarować, a nie rozdawać je na prawo i lewo. W momencie gdy kraj będzie miał silną gospodarkę i zmniejszony deficyt budżetowy to można rozważać dodatki w stylu becikowego, a nie kiedy mamy wielki deficyt powiększać go o kolejne 12 mld złotych żeby zaspokoić nawoływania populistów i wprowadzać "becikowe" i minimum socjalne. To tak abstrahując od innych patologii jakie to spowoduje.
Ja nie widze tych patologii- mówimy o becikowym: rodzice dziecka otrzymują zapomogę w określonej wysokości; jednorazową. Wcale to nie pochłonie znacznych pieniędzy. Zupełnie nie rozumiem dlaczego niektórzy widzą to w ciemnych barwach. Co więcej jest to korzystna inwestycja.
Jeśli istnieje gdzieś tu jakieś zagrożenie proszę o wyraźne napisanie na czym ono polega!
Pozdrawiam
PS. Minimum socjalne to sprawa na oddzielny temat.
sabishi (246 punktów)

> Wcale to nie pochłonie znacznych pieniędzy.

jak to nie? licząc, że przeciętnie rocznie rodziłoby się koło 150.000 zdrowych noworodków a "becikowe" wynosiło by 800zł to wydatki z tego tytułu dochodziły by rzędu 100 mln złotych, czy to jest mało?

"Kobiety są najsilniejsze, ale przede wszystkim zwycięża prawda" Ks. Ezdry
motyl
>> Wcale to nie pochłonie znacznych pieniędzy.
>jak to nie? licząc, że przeciętnie rocznie rodziłoby się koło 150.000 zdrowych noworodków a "becikowe" wynosiło by 800zł to wydatki z tego tytułu dochodziły by rzędu 100 mln złotych, czy to jest mało?
Według mnie nie jest to na tyle dużo, by było argumentem przeciw becikowemu.
Pozdrawiam
sabishi (246 punktów)

>Według mnie nie jest to na tyle dużo, by było argumentem przeciw becikowemu.
a nie uważasz, ze sensowniej by było wydać te pieniądze chociażby na dotowanie posiłków dla dzieci z biednych rodzin? zatroszczmy się najpierw o te dzieci które już się urodziły

"Kobiety są najsilniejsze, ale przede wszystkim zwycięża prawda" Ks. Ezdry
motyl
>>Według mnie nie jest to na tyle dużo, by było argumentem przeciw becikowemu.
> a nie uważasz, ze sensowniej by było wydać te pieniądze chociażby na dotowanie posiłków dla dzieci z biednych rodzin? zatroszczmy się najpierw o te dzieci które już się urodziły
Myślałem, że dotuje się dzieci z biednych rodzin. Ale najpewniej ujęłaś w tym miejscu istotę sprawy. Becikowe przyznawane byłoby każdemu, nie tylko biednym. Co więcej, gdyby dłużej nad tym pomyśleć, to najwiecej na nim zyskują ludzie, którzy przeznaczyliby je na swoje nowonarodzone dzieci. Biedni maja bardziej pilne potrzeby. Natomiast jest masa takich ludzi, którym becikowe pomogłoby przejść przez okres po urodzeniu się dziecka. Co wiecej becikowe pomogłoby się im zdecydować (byłoby argumentem za) na powiększenie rodziny.
Co w tym złego? Tego nie mogę zrozumieć.
Jasnym jest, że z biedą powinno się walczyć ucząc ludzi radzić sobie. Dając im szanse na znalezienie pracy i godziwe życie. Becikowe nie ma temu służyć. Ma inny cel, który należy realizować niezależnie od niesienia pomocy ludziom żyjącym w biedzie.
Co do zarzutu sensownego wydawania pieniędzy, napewno znalazłoby się wiele miejsc gdzie można obciąć wydatki budżetowe zanim należałoby się zabrać za likwidacje becikowego. Jeśli rząd znajdzie pieniądze na becikowe w budżecie, to niech je wprowadza!
Pozdrawiam
sabishi (246 punktów)

>Co do zarzutu sensownego wydawania pieniędzy, napewno znalazłoby się wiele miejsc gdzie można obciąć wydatki budżetowe zanim należałoby się zabrać za likwidacje becikowego. Jeśli rząd znajdzie pieniądze na becikowe w budżecie, to niech je wprowadza!
>Pozdrawiam

jaką likwidację? becikowego nie było, a mieliśmy deficyt budżetowy rzędu 40 mld złotych! tych pieniędzy realnie nie ma, rząd się ugiął pod szantażem Giertycha, bez obietnicy becikowego LPR nie dało by wotum zaufania, to gra polityczna na której ucierpią wszyscy obywatele
poza tym owszem od przyszłego roku będą cięcia m.in. NFZ chce się wycofać z refundowania znieczulenia przy porodach

"Kobiety są najsilniejsze, ale przede wszystkim zwycięża prawda" Ks. Ezdry
motyl
>>Co do zarzutu sensownego wydawania pieniędzy, napewno znalazłoby się wiele miejsc gdzie można obciąć wydatki budżetowe zanim należałoby się zabrać za likwidacje becikowego. Jeśli rząd znajdzie pieniądze na becikowe w budżecie, to niech je wprowadza!

>jaką likwidację? becikowego nie było, a mieliśmy deficyt budżetowy rzędu 40 mld złotych! tych pieniędzy realnie nie ma, rząd się ugiął pod szantażem Giertycha, bez obietnicy becikowego LPR nie dało by wotum zaufania, to gra polityczna na której ucierpią wszyscy obywatele
>poza tym owszem od przyszłego roku będą cięcia m.in. NFZ chce się wycofać z refundowania znieczulenia przy porodach
Budżet jest sprawą rządu i parlamentu. Jeśli popełnione zostanie gdzieś głupstwo, to napewno znajdą się odpowiedzialni za nie.
Dziwne, że używasz słowa szantaż. Ile już razy partie walczyły o poparcie zgadzając się na różne warunki. Taka jest polityka. Nie rozumiem dlaczego jednych oceniasz nagannie innych nie- sytuacje są analogiczne. Dobijano o wiele gorszych targów.
Marcinkiewicz ma podjąć sie realizacji wprowadzenia becikowego- dobrze, taka jego rola. Oceniać go będziemy gdy już to zrobi.
Co do ucierpienia wszystkich obywateli, to nie zgadzam się- skąd ten pomysł. Pieniądze dostaną matki na swoje dzieci. Ja jestem za.
Być może to mylne wrażenie, ale odczuwam sugestię, że albo becikowe albo pomoc biednym, albo becikowe albo cięcia w służbie zdrowia. To szaleństwo tak myśleć. Rząd będzie rozliczany z każdego z tych sektorów. Jeśli zmniejszy gdzieś wydatki, to lepiej, żeby miał lepsze powody niż becikowe.
Argumentem jaki ja mam za becikowym jest to, że dzieki temu społeczeństwo nie będzie się starzeć tak szybko, a na dłuższą metę jest to bardzo korzystne.
Pozdrawiam
sabishi (246 punktów)
chyba nie rozumiesz po prostu jednej ważnej kwesti, zawsze jest coś za coś, PKB nie podwyższy się tylko dlatego, że ktokolwiek tak chce,
wprowadzenie becikowego spowoduje powiększenie dziury budżetowej, to nie są jakieś domysły, tylko fakt
poza tym jestem w stanie iśc o zakład, że tylko dla promila rodzin/kobiet becikowe będzie zachęceniem do posiadania potomstwa, bo te 800zł to globalnie duży wydatek dla budżetu, ale dla poszczególnej matki to nie są jakieś wielkie pieniądze, zważywszy na to, że na dziecko do 20 roku życia rodzice wydają przeciętnie 160 tys. złotych, a koszt utrzymania dziecka do 3 roku życia to około 1200zł miesięcznie, dodaj sobie do tego wyprawkę której koszt to conajmniej 2000zł
jestem kobietą w wieku rozrodczym i dopóki nie będzie mnie stać na godne życie dla mojego dziecka tj. dopóki nie będę mieć stałej względnie dobrej pracy nie urodzę go i myślę, że 90% kobiet też tak uważa i becikowe nic w tym nie zmieni
natomiast dla środowisk patologicznych, tak jak już pisałam, będzie to kolejny sposób na zdobywanie pieniędzy i to nie jest tylko moja opinia, ale ludzi którzy na codzień zajmują się tym środowiskiem oraz socjologów

"Kobiety są najsilniejsze, ale przede wszystkim zwycięża prawda" Ks. Ezdry
motyl
>chyba nie rozumiesz po prostu jednej ważnej kwesti, zawsze jest coś za coś, PKB nie podwyższy się tylko dlatego, że ktokolwiek tak chce,
To jasne. Ale może becikowe zamiast afer, albo coś w tym stylu. Dziwne, że jako pierwsze pieniądze, które zostana odebrane na poczet becikowego widzisz te, przeznaczone na pomoc dla biednych albo słuzbę zdrowia. Mnie to trochę przeraża.
>wprowadzenie becikowego spowoduje powiększenie dziury budżetowej, to nie są jakieś domysły, tylko fakt
Może na nic nie należałoby wydawać państwowych pieniędzy? Każdy wydatek grozi powstaniem/powiększeniem dziury budżetowej.
>poza tym jestem w stanie iśc o zakład, że tylko dla promila rodzin/kobiet becikowe będzie zachęceniem do posiadania potomstwa, bo te 800zł to globalnie duży wydatek dla budżetu, ale dla poszczególnej matki to nie są jakieś wielkie pieniądze, zważywszy na to, że na dziecko do 20 roku życia rodzice wydają przeciętnie 160 tys. złotych, a koszt utrzymania dziecka do 3 roku życia to około 1200zł miesięcznie, dodaj sobie do tego wyprawkę której koszt to conajmniej 2000zł
Rzecz w tym, że to okaże się dopiero po wprowadzeniu becikowego. Dopiero po roku, może dłużej będzie można zrobić badanie statystyczne i ocenić. Można już dziś prognozować, ale na ile te prognozy są wiarygodne?
>jestem kobietą w wieku rozrodczym i do póki nie będzie mnie stać na godne życie dla mojego dziecka tj. do póki nie będę mieć stałej względnie dobrej pracy nie urodzę go i myślę, że 90% kobiet też tak uważa i becikowe nic w tym nie zmieni
Rozumiem, że masz taki punkt widzenia, ale myślę, że potrzeba więcej by podważyć pomysł z wprowadzeniem becikowego. Przydałoby sie przynajmniej zrobić sondaż. Zdania jednostkowe nie zawsze się liczą.
>natomiast dla środowisk patologicznych, tak jak już pisałam, będzie to kolejny sposób na zdobywanie pieniędzy i to nie jest tylko moja opinia, ale ludzi którzy na codzień zajmują się tym środowiskiem oraz socjologów
Ten argument jest według mnie naciągany. Zupełnie nie wyobrażam sobie, jak w praktyce wyglądałoby wyciaganie pieniędzy w taki sposób. Dzieci co 9 miesięcy? I oddawanie ich do domu dziecka? Na pewno na takich można znaleźć sposób. Poza tym raczej niewiele osób by sie na to zdecydowało (setne procenta wśród wszystkich matek? mniej?).
Pozdrawiam
sabishi (246 punktów)

>Rozumiem, że masz taki punkt widzenia, ale myślę, że potrzeba więcej by podważyć pomysł z wprowadzeniem becikowego. Przydałoby sie przynajmniej zrobić sondaż. Zdania jednostkowe nie zawsze się liczą.

badania zostały przeprowadzone i tak jak mówiłam 90% kobiet ma dokładnie takie zdanie jak moje, to jest fakt


"Kobiety są najsilniejsze, ale przede wszystkim zwycięża prawda" Ks. Ezdry
placownik

   A czy nie zastanawialiście się nad efektem psychologicznym becikowego? Może ono być odbierane jako sygnał, że władza ma zamiar nieco bardziej serio, niż to miało miejsce dotychczas, traktować sprawy związane z wspieraniem młodych matek. Może rodzić nadzieję, że to tylko pierwszy krok, za którym będą następne. Nadzieję, że zmieni się klimat wokół tego problemu.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Sukulent
>   A czy nie zastanawialiście się nad efektem psychologicznym becikowego? Może ono być odbierane jako sygnał, że władza ma zamiar nieco bardziej serio, niż to miało miejsce dotychczas, traktować sprawy związane z wspieraniem młodych matek. Może rodzić nadzieję, że to tylko pierwszy krok, za którym będą następne. Nadzieję, że zmieni się klimat wokół tego problemu.

Owszem, zastanawiałam się. Dużo większy efekt psychologiczny ma dotychczasowa polityka państwa, które mając gębę pełną wzniosłych frazesów konsekwentnie prowadziło politykę "antyrodzinną" i "antykobiecą". Obietnica becikowego wygląda na szyderczy grymas w stronę ludzi w wieku prokreacyjnym, a nie na jaskółkę pozytywnych przemian. A jaki efekt psychologiczny ma zlikwidowanie urzędu ds. równego statusu?

Przekaz pozawerbalny wygląda mniej więcej tak : siedź kobieto w domu, ródź dzieci, weź becikowe, za którym nic nie idzie i się odczep.

Wysokość becikowego jest śmieszna, biorąc pod uwagę koszty wychowania dziecka. Człowiek z wyobraźnią wyliczy sobie raczej szybko, na ile te pieniądze starczą. Poniżej jest post dotyczący polityki prorodzinnej w Szwecji - tak powinna wyglądać, zeby zachęcić myślących ludzi do poisadania dzieci. Tych, co nie myślą nie trzeba zachęcać, ani zniechęcać, bo u nich prokreacja następuje na zasadzie "Ups!".

Ponura prawda jest taka, że dobrze byłoby, gdyby dzieci mieli ludzie wykształceni, albo przynajmniej ceniący wykształcenie, którzy, drogą własnych wyrzeczeń, nie oglądając się na państwo dadzą dziecku podstawy wykształcenia, zaszczepią chęć nauki, jakieś normy funkcjonowania społecznego.
Tzw. margines nie notuje ujemnego przyrostu naturalnego. Dzieci rodzą się i dorastają (jeżeli ich rodzice nie zakatują w kołysce) do marnego losu. Kłania się nasz system oświaty, który po reformie jest jeszcze gorszy, niż był i w którym brak mechanizmów wydźwignięcia tych dzieci ponad poziom ich rodziców. Udaje się jednostkom (wybitnym), dzięki własnej determinacji, a nie pomocy państwa.
Pozdrawiam
motyl
Czy mógłbys szerzej napisać, gdzie widzisz politykę antyrodzinną i antykobiecą (o tej napisać coś więcej niż tylko o likwidacji urzędu sie chyba jeszcze nie da?) ?
Pozdrawiam
Sukulent
>Czy mógłbys szerzej napisać, gdzie widzisz politykę antyrodzinną i antykobiecą (o tej napisać coś więcej niż tylko o likwidacji urzędu sie chyba jeszcze nie da?) ?
>Pozdrawiam

Kopernik moze i nie była kobietą, ale ja jestem . Mogłabym, owszem.

Napisałam "państwo" nie mając na myśli obecnego rządu, bo ten, faktycznie, poza przyspieszonym startem w formie likwidacji urzędu ds. równego statusu jeszcze się nie wykazał, chociaż nie mam złudzeń - wykaże się. Myślałam o wszystkich poprzednich ekipach.

Tak się jakoś działo, jak w piosence z kabaretu Olgi Lipińskiej " dwa kroczki w górę, trzy kroczki w dół". Przez mgnienie była częściowa refundacja środków antykoncepcyjnych, ale ją zlikwidowano, był wydłużony do 6 miesięcy urlop macierzyński (pomysł lewicy), ale go zlikwidowano, powracając do wersji 3 m-cy, wprowadzono do kodeksu pracy zakaz zatrudniania kobiet w ciąży w nocy ( poprzednio decyzja o pracy w nocy należała do samej kobiety - nie można jej było zmusić do pracy w nocy, ale jeżeli chciała, pracować mogła). Ponadto polikwidowano przedszkola, niby mamy niż demograficzny i ujemny przyrost, a przedszkola załadowane ponad stan. Zlikwidowano karetkę pediatryczną w ramach pogotowia ratunkowego, likwidują refundację znieczulenia do porodu, zlikwidowano lekarza szkolnego, tną refundowane szczepienia ...
To tak z pamięci i rozpędu. Dalej musiałabym pogrzebać, bo starałam się to raczej wypychać ze świadomości.

Pozdrawiam
motyl
>>Czy mógłbys szerzej napisać, gdzie widzisz politykę antyrodzinną i antykobiecą (o tej napisać coś więcej niż tylko o likwidacji urzędu sie chyba jeszcze nie da?) ?
>Kopernik może i nie była kobietą, ale ja jestem . Mogłabym, owszem.
Od teraz będę wiedział. Przepraszam jeśli Cię uraziłem.

>Napisałam "państwo" nie mając na myśli obecnego rządu, bo ten, faktycznie, poza przyspieszonym startem w formie likwidacji urzędu ds. równego statusu jeszcze się nie wykazał, chociaż nie mam złudzeń - wykaże się. Myślałam o wszystkich poprzednich ekipach.
Dzięki. Jest dokładnie jak mówisz- ten rząd jeszcze się nie wykazał w żadną stronę.

(...)
>To tak z pamięci i rozpędu. Dalej musiałabym pogrzebać, bo starałam się to raczej wypychać ze świadomości.
Jestem pod wrażeniem. Niewatpliwie masz rację!
Pozdrawiam
Sukulent
>>Kopernik może i nie była kobietą, ale ja jestem . Mogłabym, owszem.
>Od teraz będę wiedział. Przepraszam jeśli Cię uraziłem.
Ależ o żadnej urazie nie ma mowy. Ten Kopernik miał być dowcipem, a nie urażonym gulgotem .

Pozdrawiam
motyl
>>>Kopernik może i nie była kobietą, ale ja jestem . Mogłabym, owszem.
>>Od teraz będę wiedział. Przepraszam jeśli Cię uraziłem.
>Ależ o żadnej urazie nie ma mowy. Ten Kopernik miał być dowcipem, a nie urażonym gulgotem .
Też ogladałem 'Seksmisję'. Niestety prawie zawsze jestem bardziej przezorny niż dowcipny.

Pozdrawiam
motyl
>>Rozumiem, że masz taki punkt widzenia, ale myślę, że potrzeba więcej by podważyć pomysł z wprowadzeniem becikowego. Przydałoby sie przynajmniej zrobić sondaż. Zdania jednostkowe nie zawsze się liczą.
>badania zostały przeprowadzone i tak jak mówiłam 90% kobiet ma dokładnie takie zdanie jak moje, to jest fakt
Co prawda nie znam tego sondażu, ale skoro takie są wyniki, to masz punkt oparcia, z którego możesz atakować. Pozostało mi wierzyć, że po wprowadzeniu becikowe samo się obroni. Jednak słaby to argument (ta moja wiara).
Cóż, jeśli istnieje duża grupa ludzi, która uważa, że becikowe można by se darować, to powinna zwrócić się do tych, którzy chcą becikowe wprowadzic, by się jeszcze raz nad nim zastanowili.
90% to dużo (choć chętnie zobaczyłbym sondaż), zdanie tylu osób (mniej więcej 45% w skali kraju) to dużo. Chciałbym tylko dokładniej wiedzieć, czy te 90% jest przeciw, czy tylko uważa, że becikowe niewiele zmieni.
Pozdrawiam
sabishi (246 punktów)

> Chciałbym tylko dokładniej wiedzieć, czy te 90% jest przeciw, czy tylko uważa, że becikowe niewiele zmieni.

ankietowane stwierdziły, że becikowe nie będzie stanowiło jakiegokolwiek argumentu za zajściem w ciąże

"Kobiety są najsilniejsze, ale przede wszystkim zwycięża prawda" Ks. Ezdry
motyl
>> Chciałbym tylko dokładniej wiedzieć, czy te 90% jest przeciw, czy tylko uważa, że becikowe niewiele zmieni.
>ankietowane stwierdziły, że becikowe nie będzie stanowiło jakiegokolwiek argumentu za zajściem w ciąże
Ale może być argumentem za urodzeniem dziecka.
Pozdrawiam
sabishi (246 punktów)
.
>> że becikowe nie będzie stanowiło jakiegokolwiek argumentu za zajściem w ciąże
>Ale może być argumentem za urodzeniem dziecka.
>Pozdrawiam

możesz mi wytłumaczyć jak może stanowić argument za urodzeniem dziecka skoro nie jest argumentem do zajścia w ciążę? nie bardzo potrafię to sobie wyobrazić


"Kobiety są najsilniejsze, ale przede wszystkim zwycięża prawda" Ks. Ezdry
motyl

>>> że becikowe nie będzie stanowiło jakiegokolwiek argumentu za zajściem w ciąże
>>Ale może być argumentem za urodzeniem dziecka.
>>Pozdrawiam
>możesz mi wytłumaczyć jak może stanowić argument za urodzeniem dziecka skoro nie jest argumentem do zajścia w ciążę? nie bardzo potrafię to sobie wyobrazić
Nie wszystkie ciąże są planowane. Te nieplanowane zwykle zastają ludzi nieprzygotowanymi. Becikowe to w takiej sytuacji mały plus.
Pozdrawiam
sabishi (246 punktów)
przecież sam postulowałeś, że becikowe w zamierzeniu powinno zwiększyć liczbe urodzeń prawda? cały mój wywód temu zaprzeczył...
a nieplanowane ciąże zawsze będą, bez względu na becikowe bądź jego brak

"Kobiety są najsilniejsze, ale przede wszystkim zwycięża prawda" Ks. Ezdry
Jakubowski (103 punktów)
Becikowe nic nie da jedynie rozpleni biedote i głupote( co jedno z drugiego wynika)
Spójrzmy jak to sie robi w Szwecjo która ma dodatni przyrost naturalny: żłobki, przedszkola dotowane przez państwo, równouprawnienie społeczno ekonomiczne kobiet i mężczyzn, bardzo elatyczne formy pracy, aktywna polityka społeczna, walka z wykluczeniem, ulgi podatkowe, dopłaty do książek, wyprawek itd., walka z patologiami, objęcie od kołyski opieką dziecka- to są jedyne metody by zwiększyć ilość świadomoego rodzicielstwa. Czas na Polske!
motyl
...
>Spójrzmy jak to sie robi w Szwecjo która ma dodatni przyrost naturalny: żłobki, przedszkola dotowane przez państwo, równouprawnienie społeczno ekonomiczne kobiet i mężczyzn, bardzo elatyczne formy pracy, aktywna polityka społeczna, walka z wykluczeniem, ulgi podatkowe, dopłaty do książek, wyprawek itd., walka z patologiami, objęcie od kołyski opieką dziecka- to są jedyne metody by zwiększyć ilość świadomoego rodzicielstwa. Czas na Polske!
Zgadzam się w 100%. Ale jeśli nie da się na razie wprowadzić tego, co powyżej, to niech chociaż będzie becikowe.
Pozdrawiam
PS. W niektórych miejscach w Polsce wprowadzono (lokalnie) becikowe i zdaje się, że nic złego z tego powodu się nie stało. Może więc to nie jest taki zły pomysł.
Żona Racjonalisty
Becikowe jest bezsensowne. Co z tego, że dostanę na wstępie kilkaset złotych? To mi pomoże w pierwszym, być może w drugim miesiącu posiadania dziecka. A co potem? Pieniążki się skończą i trzeba będzie się martwić na własną rękę o zapewnienie potomstwu jakiegoś poziomu życiowego. Jeżeli rząd tak bardzo chce płacić za dzieci (co wg mnie jest w ogóle mało etyczne), to niech płaci, ale np wypłacając kilkaset złotych miesięcznie. Wtedy będę mogła świadomie podjąć się rodzicielstwa, nie martwiąc się o kolejny dzień, o to, czy stać mnie będzie na pieluchy i kaszki dla dziecka...

A poza tym, jak już wspomniałam "opłaty za dzieci" są IMHO njieetyczne i sprowadzają człowieka do roli reproduktora...

Pozdrawiam
motyl
>Becikowe jest bezsensowne. Co z tego, że dostanę na wstępie kilkaset złotych?
Pieniądze zawsze się przydadzą, a zwłaszcza w okresie bezpośrednio po porodzie. Lepsze to niż nic. Niestety nie stać państwa na płacenie co miesiąc na dzieci.

Co do etyczności to nie do końca zrozumiałem, wsparcie jest czymś złym, bo ktoś mógłby pomyśleć, że płodzi dzieci tylko dla tych pieniędzy. Zwariowana idea.

Pozdrawiam
Żona Racjonalisty
>Pieniądze zawsze się przydadzą, a zwłaszcza w okresie bezpośrednio po porodzie. Lepsze to niż nic. Niestety nie stać państwa na płacenie co miesiąc na dzieci.

Wiem, że nie stać państwa na comiesięczne płacenie. Dlatego uważam że nie powinno się robić "smaka" na pieniądze, bo w końcu becikowe się skończy i nagle okaże się, że nie mam za co utrzymać dziecka.

>Co do etyczności to nie do końca zrozumiałem, wsparcie jest czymś złym, bo ktoś mógłby pomyśleć, że płodzi dzieci tylko dla tych pieniędzy. Zwariowana idea.

Nie chodzi dokładnie o to, że tylko dla tych pieniędzy, ale jest to niejako (wg mnie) płacenie za rzekomo potrzebny przyrost naturalny. Ale uważam, że nie powinno się płacić za posiadanie potomstwa,

a poza tym - hmm... Mam nadzieję, że jednak Polacy nie są głupi i nie poleca na tę ideę...

Pozdrawiam
motyl

>a poza tym - hmm... Mam nadzieję, że jednak Polacy nie są głupi i nie poleca na tę ideę...
Ja też mam taką nadzieję, choć czasami wydaje mi się, że mogliby być aż tak nierozsądni. Przynajmniej w części.
Pozdrawiam
Przemek K.
>Tak sobie rozmyślałem, jak to się stało, że we Francji
>doszło do niepokojów. Niby wszystko jest jasne. W
>rozwiniętych państwach Europy mamy ujemny przyrost
>demograficzny- to taki eufemizm by określić wymieranie
>narodu. Z jednej strony naród się bogaci, a z drugiej brak
>mu rąk do pracy na najpowszedniejszych stanowiskach.

Obecnie istnieje bezrobocie, a brak rąk do pracy już nie jest problemem. Robotników sprowadzano parę dekad temu. Teraz problemem są dzieci tych robotników, które nie mają ani pracy, ani wykształcenia.

>Nadano im obywatelstwo, znaleziono miejsce do mieszkania i
>zapewniono podstawowe warunki bytu. I pozostawiono samym
>sobie, gdyż zależało im tylko na rękach do pracy (tej
>gorszej pracy), a nie na równoprawnych obywatelach.

Prawa obywatelskie mieli równe. To jest Francja, będąca programowo przeciwna dzieleniu ludzi na lepszych i gorszych.

Natomiast problemem była asymilacja osób o innej kulturze (wielu przybyszów z zewnątrz, także ludności "kolorowej", nieźle sobie we Franci radzi i do podpalaczy się nie przyłącza), zwłaszcza w obliczu pojawiania się bezrobocia i tworzenia się swoistych 'gett' ludności biedniejszej, gorzej wykształconej, a co najgorsze -- pozbawionej ambicji, poza sięganiem po zasiłki socjalne. Raczej nasza sytuacja wsi "po-PGRowskich", niż jakikolwiek rasizm.

>Rozmyślnie pozostawiono w ciemnym zaułku cywilizacji, gdyż
>tak było wygodniej.

Ładowano i ładuje się nadal, spore pieniądze w ich asymilacje. Niektórzy łączą obecne wydarzenia ze spadkiem nakładów na asymilacje w ramach programów oszczędnościowych. Ale wciąż te nakłady są ponoszone.

>Stąd moje zdanie, że działania odmładzające nasz naród są w
>skali długofalowej i porządane i celowe. A dziwnym trafem w
>tym miejscu sojusznikiem jest Kościół.

Chcesz mieć wzrost liczby ludności w Polsce?

To po pierwsze zapewnij ludziom pracę. Kto chce zakładac rodzinę, gdy nie wie, czy jutro nie będzie bezrobotnym? (To nie tylko moje dywagacje, że głównym czynnikiem spadku dzietności jest bezrobocie, czytałem kiedyś notkę w SA na ten temat.) I jak ktoś argumentował przeciwko seksowi: 'tak się tworzy jedynie przyszłych bezrobotnych'. Ludzie muszą mieć nadzieję, widzieć szansę na życie co najmniej nie gorsze niż obecne warunki.

Druga rzecz -- młodzież obecnie studiuje, co opóźnia zawieranie związków małżeńskich (a zatem i skraca czas, gdy kobieta może mieć dzieci). Jest więc problem: albo wykształcenie i możliwość wzrostu zamożności społeczeństwa, albo większa dzietność.

Po trzecie, przydatna jest polityka prorodzinna. Podkreślam: polityka prorodzinna, a nie jednorazowe becikowe. Czyli pomoc finansowa dla rodzin wychowujących dzieci, w tym zapewniona bezpłatna opieka medyczna, bezpłatne szkolnictwo, łatwo dostępne przedszkola, itd.

(Nawiasem mówiąc Francja jest dumna ze swojego systemu, który daje jej obecni jeden z najlepszych wyników, jeśli chodzi o demografię w Europie).

Po czwarte problemem jest model kultury z późnym dorośleniem i ucieczką od odpowiedzialności.

A tak poza tym, skąd pewność, że Polacy nie będą mieli analogicznych problemów asymilacyjnych? I skąd pewność, że znajdzie się dla tych ludzi miejsce w społeczeństwie? (W szczególności: że obecne bezrobocie to tylko źle funkcjonująca gospodarka, a nie zwiastun nowych czasów, gdzie ludzi jest więcej niż dostępnej pracy?)
motyl

>>Nadano im obywatelstwo, znaleziono miejsce do mieszkania i
>>zapewniono podstawowe warunki bytu. I pozostawiono samym
>>sobie, gdyż zależało im tylko na rękach do pracy (tej
>>gorszej pracy), a nie na równoprawnych obywatelach.
>Prawa obywatelskie mieli równe. To jest Francja, będąca programowo przeciwna dzieleniu ludzi na lepszych i gorszych.
Jeśli byś się dobrze przypatrzył, to mimo programowych chęci nastąpił podział na równych i równiejszych. O czym piszesz niżej- to ci niezasymilowani, 'równi'.
>Natomiast problemem była asymilacja osób o innej kulturze (wielu przybyszów z zewnątrz, także ludności "kolorowej", nieźle sobie we Franci radzi i do podpalaczy się nie przyłącza), zwłaszcza w obliczu pojawiania się bezrobocia i tworzenia się swoistych 'gett' ludności biedniejszej, gorzej wykształconej, a co najgorsze -- pozbawionej ambicji, poza sięganiem po zasiłki socjalne. Raczej nasza sytuacja wsi "po-PGRowskich", niż jakikolwiek rasizm.
Nie jestem pewien, czy zawsze bez ambicji, czy też czasem nie brak możliwości do jej realizowania (jedno nie wyklucza drugiego).
>>Rozmyślnie pozostawiono w ciemnym zaułku cywilizacji, gdyż
>>tak było wygodniej.
>Ładowano i ładuje się nadal, spore pieniądze w ich asymilacje. Niektórzy łączą obecne wydarzenia ze spadkiem nakładów na asymilacje w ramach programów oszczędnościowych. Ale wciąż te nakłady są ponoszone.
Ok, przecież ja nie spierałem się z tym, że Francuzi nie podejmowali żadnych działań mających na celu asymilacje sprowadzonej ludności. Jednak w pewnym momencie zgodzili sie na owe 'getta'. Co więcej trwają owe getta latami. Problem więc musiał narastać, nie jest tak, że pojawił się znikąd. Nie napisałem też nigdzie, że któraś strona jest winna. Zauważyłem tylko, że Francuzi sobie nie poradzili. To oni są gospodarzami i owa silniejsza stroną, tą która wiecej może. Choć zaznaczyłem też, że do sprowadzenia robotników zmusiła ich sytuacja- ujemny przyrost naturalny ich narodu. To było moją główną konkluzją.
>>Stąd moje zdanie, że działania odmładzające nasz naród są w
>>skali długofalowej i porządane i celowe. A dziwnym trafem w
>>tym miejscu sojusznikiem jest Kościół.
>Chcesz mieć wzrost liczby ludności w Polsce?
>To po pierwsze zapewnij ludziom pracę. Kto chce zakładac rodzinę, gdy nie wie, czy jutro nie będzie bezrobotnym? (To nie tylko moje dywagacje, że głównym czynnikiem spadku dzietności jest bezrobocie, czytałem kiedyś notkę w SA na ten temat.) I jak ktoś argumentował przeciwko seksowi: 'tak się tworzy jedynie przyszłych bezrobotnych'. Ludzie muszą mieć nadzieję, widzieć szansę na życie co najmniej nie gorsze niż obecne warunki.
Cóż, są w Europie kraje o niskim bezrobociu z ujemnym przyrostem, tak więc Twój argument nie jest wystarczający. Choć nie bez znaczenia. Choć gdybym potrafił chętnie zapewniłbym ludziom pracę.
>Druga rzecz -- młodzież obecnie studiuje, co opóźnia zawieranie związków małżeńskich (a zatem i skraca czas, gdy kobieta może mieć dzieci). Jest więc problem: albo wykształcenie i możliwość wzrostu zamożności społeczeństwa, albo większa dzietność.
Aby nie było ujemnego przyrostu wystarczy posiadanie przez każdą parę dwójki dzieci, plus dzieci wypełniające luki w miejsce ludzi, którzy nie stworzyli par. Tak to wygląda z matematycznego punktu widzenia.
>Po trzecie, przydatna jest polityka prorodzinna. Podkreślam: polityka prorodzinna, a nie jednorazowe becikowe. Czyli pomoc finansowa dla rodzin wychowujących dzieci, w tym zapewniona bezpłatna opieka medyczna, bezpłatne szkolnictwo, łatwo dostępne przedszkola, itd.
Zgadzam się. Ale czy becikowe przeszkadza polityce prorodzinnej?
>(Nawiasem mówiąc Francja jest dumna ze swojego systemu, który daje jej obecni jeden z najlepszych wyników, jeśli chodzi o demografię w Europie).
(Ciekawe jak rozkłada się przyrost z uwzględnieniem 'gett' i ludności znaturalizowanej)
>Po czwarte problemem jest model kultury z późnym dorośleniem i ucieczką od odpowiedzialności.
Tak, dokładnie. Według mnie poruszyłeś w tym miejscu jedną z ważniejszych spraw. Model konsumpcyjny, jak go umownie nazwę, widzi rodzinę jako balast.
>A tak poza tym, skąd pewność, że Polacy nie będą mieli analogicznych problemów asymilacyjnych? I skąd pewność, że znajdzie się dla tych ludzi miejsce w społeczeństwie? (W szczególności: że obecne bezrobocie to tylko źle funkcjonująca gospodarka, a nie zwiastun nowych czasów, gdzie ludzi jest więcej niż dostępnej pracy?)
Polacy wywodzą się z tego samego kręgu kulturowego, co reszta Europejczyków. Asymilacja byłaby łatwiejsza, choć nie przesądzone, że bezproblemowa. Starzejące się społeczeństwa potrzebują 'nowej krwii'. (Francuzi skracają tydzień pracy by sobie z tym radzić- nam jeszcze do tego daleko)
Dziękuje za post z wieloma argumentami. By bronić swojej pozycji odpowiem, że może warto by wprowadzić becikowe choć na jakiś czas, by móc uważnie się przyjrzeć jakie daje efekty. Osobiście uważam, że becikowe jest częścia polityki prorodzinnej, ale częścią tylko. Nie wymagajmy by zamykało ją całą. Jednak według mnie, to krok w dobrym kierunku. O ile zrozumiałem Twoje intencje, uważasz, że jest on przedwczesny, bo niepoparty innymi działaniami odpowiednio. Ja uważam, że ten krok wymusi kolejne, Ty, że pogorszy sytuacje.
Cóż, mam nadzieję, że się przekonamy.
Pozdrawiam
Przemek K.
>>Prawa obywatelskie mieli równe. To jest Francja, będąca programowo przeciwna dzieleniu ludzi na lepszych i gorszych.
>Jeśli byś się dobrze przypatrzył, to mimo programowych chęci nastąpił podział na równych i równiejszych. O czym piszesz niżej- to ci niezasymilowani, 'równi'.

Błąd tworzenia osiedli socjalnych w latach 70-tych. Takie pomysły chodzą też po Polsce. Na przykład niedawno w Warszawie chciał to robić Lech Kaczyński.

>Nie jestem pewien, czy zawsze bez ambicji, czy też czasem nie brak możliwości do jej realizowania (jedno nie wyklucza drugiego).

Tu niemal cytowałem polsko-francuską znajomą, która cytowała z kolei swego sąsiada, jak najbardziej murzyna, któremu inni przybysze z Afryki spalili samochód. Wizytując francuskie uniwersytety spotykałem sporo przybyszów z Afryki, całkiem dobrze zasymilowanych, nie traktowanych w żaden rasistowski sposób. Natomiast jeśli w osiedlu socjalnym ludzie przywykli do życia z zasiłków, to trudno im się wybić. To tak jak i część naszych blokowisk, czy po-PGRowskich wsi.

>>To po pierwsze zapewnij ludziom pracę. [...]
>Cóż, są w Europie kraje o niskim bezrobociu z ujemnym przyrostem, tak więc Twój argument nie jest wystarczający. Choć nie bez znaczenia. Choć gdybym potrafił chętnie zapewniłbym ludziom pracę.

Wpływ bezrobocia na dzietność rodzin to wynik badań (długookresowych) amerykańskich. Wiadomo, że nie jest to powód jedyny, ale jednak podstawowy. Myślę, że drugą ważną sprawą jest poczucie zapewnienia dzieciom godnej przyszłości. Połączenie nawet nieskiego bezrobocia z poczuciem niemożności dorobienia się w życiu, będzie dawało całkiem podobne skutki.

>Aby nie było ujemnego przyrostu wystarczy posiadanie przez każdą parę dwójki dzieci, plus dzieci wypełniające luki w miejsce ludzi, którzy nie stworzyli par. Tak to wygląda z matematycznego punktu widzenia.

Tak, czy siak, podwyższając wiek zawierania małżeństw i wydłużając czas "dorabiania się", do znośnych warunków życia zmniejsza się dzietność rodzin. To jeden z kilku czynników, zdaję sobie sprawę, że nie jedyny.

>>Po trzecie, przydatna jest polityka prorodzinna. Podkreślam: polityka prorodzinna, a nie jednorazowe becikowe. Czyli pomoc finansowa dla rodzin wychowujących dzieci, w tym zapewniona bezpłatna opieka medyczna, bezpłatne szkolnictwo, łatwo dostępne przedszkola, itd.
>Zgadzam się. Ale czy becikowe przeszkadza polityce prorodzinnej?

W swej idei -- nie. Ale i jej nie pomaga. Są też w Polsce zasiłki "pogrzebowe". Czy przyczyniają się one do tego, że ludzie chętniej umierają? Nie, a jedynie pomagają rodzinie znieść pogrzebowe wydatki. Becikowe jako pomoc jest niewystarczające, by zachęcić kogokolwiek do posiadania dzieci, choć mogą chwilowo pomóc nowym rodzicom.

>>(Nawiasem mówiąc Francja jest dumna ze swojego systemu, który daje jej obecni jeden z najlepszych wyników, jeśli chodzi o demografię w Europie).
>(Ciekawe jak rozkłada się przyrost z uwzględnieniem 'gett' i ludności znaturalizowanej)

Wzrost ma być większy w społeczności emigrantów.

>>Po czwarte problemem jest model kultury z późnym dorośleniem i ucieczką od odpowiedzialności.
>Tak, dokładnie. Według mnie poruszyłeś w tym miejscu jedną z ważniejszych spraw. Model konsumpcyjny, jak go umownie nazwę, widzi rodzinę jako balast.

Ale i najtrudniejszy do ruszenia. Ja nie wykluczam, że to się łączy pośrednio z bezrobociem; albo dokładniej -- z różnicą między oczekiwaniami co do standardu życia, a możliwościami.

>Polacy wywodzą się z tego samego kręgu kulturowego, co reszta Europejczyków.

I głosują na PiS? Dobrze, jestem złośliwy, ale chce podkreślić, że wiele od "reszty europejczyków" nas różni. Przede wszystkim postawa wobec oświecenia i jego dziedzictwa prawnego.

Pozdrawiam!
motyl
>>Nie jestem pewien, czy zawsze bez ambicji, czy też czasem nie brak możliwości do jej realizowania (jedno nie wyklucza drugiego).
>Tu niemal cytowałem polsko-francuską znajomą, która cytowała z kolei swego sąsiada, jak najbardziej murzyna, któremu inni przybysze z Afryki spalili samochód. Wizytując francuskie uniwersytety spotykałem sporo przybyszów z Afryki, całkiem dobrze zasymilowanych, nie traktowanych w żaden rasistowski sposób. Natomiast jeśli w osiedlu socjalnym ludzie przywykli do życia z zasiłków, to trudno im się wybić. To tak jak i część naszych blokowisk, czy po-PGRowskich wsi.
Ale też i to, że ktoś jest z osiedla socjalnego komplikuje mu życie- poszukiwanie pracy, nie pozwala odciąć się od środowiska w jakim żyje. Dzieci rodziców, którzy trafili do tych osiedli mają naprawdę źle.

>Wpływ bezrobocia na dzietność rodzin to wynik badań (długookresowych) amerykańskich. Wiadomo, że nie jest to powód jedyny, ale jednak podstawowy. Myślę, że drugą ważną sprawą jest poczucie zapewnienia dzieciom godnej przyszłości. Połączenie nawet niskiego bezrobocia z poczuciem niemożności dorobienia się w życiu, będzie dawało całkiem podobne skutki.
Ludzie, którzy świadomie planują rodzinę napewno będą brać pod uwagę swoje możliwości finansowe. Patrząc od tej strony wszystko się zgadza. Jednak jak łatwo zauważyć, bogatsi nie mają więcej dzieci. I nie jest też tak, że ci biedniejsi rezygnują z ich posiadania. Wydaje mi się, że badanie w zadawalający sposób oddaje tylko wpływ bezrobocia na pewną grupę ludzi- powiedzmy średnio usytuowaną. (Zgadzam sie z Twoim argumentem, wskazuje jedynie na jego ograniczenia) O ile wiem, w Polsce kolejne rządy próbuja sobie radzić z bezrobociem. Lecz ma się wrażenie, że to koniunktura w Europie daje większe efekty w tej kwestii niż rządy.

>Tak, czy siak, podwyższając wiek zawierania małżeństw i wydłużając czas "dorabiania się", do znośnych warunków życia zmniejsza się dzietność rodzin. To jeden z kilku czynników, zdaję sobie sprawę, że nie jedyny.
Tak. Ale z drugiej strony ludzie, którzy planują założenie rodziny biorą to pod uwagę, co napewno częściowo niweluje ten wpływ.

>>Zgadzam się. Ale czy becikowe przeszkadza polityce prorodzinnej?
>W swej idei -- nie. Ale i jej nie pomaga.
Powinno się to okazać po roku czy dwóch.
> Są też w Polsce zasiłki "pogrzebowe". Czy przyczyniają się one do tego, że ludzie chętniej umierają? Nie, a jedynie pomagają rodzinie znieść pogrzebowe wydatki.
Więc są sensowne. Zresztą, przecież nie mają na celu przyspieszenia umierania (chyba że w Łodzi, w pogotowiu).
> Becikowe jako pomoc jest niewystarczające, by zachęcić kogokolwiek do posiadania dzieci, choć mogą chwilowo pomóc nowym rodzicom.
Według mnie taka pomoc to dobra sprawa.
>>>(Nawiasem mówiąc Francja jest dumna ze swojego systemu, który daje jej obecni jeden z najlepszych wyników, jeśli chodzi o demografię w Europie).
>>(Ciekawe jak rozkłada się przyrost z uwzględnieniem 'gett' i ludności znaturalizowanej)
>Wzrost ma być większy w społeczności emigrantów.
Ja słyszałem, że ten system ma taką wadę, że imigranci produkują dzieci, a comiesięczne (sic!) dofinansowanie na dzieci pozwala im spokojnie żyć. Oni z tego żyją!!! Barbarzyństwo. A ten system pozwala mu istnieć.

>>Tak, dokładnie. Według mnie poruszyłeś w tym miejscu jedną z ważniejszych spraw. Model konsumpcyjny, jak go umownie nazwę, widzi rodzinę jako balast.
>Ale i najtrudniejszy do ruszenia. Ja nie wykluczam, że to się łączy pośrednio z bezrobociem; albo dokładniej -- z różnicą między oczekiwaniami co do standardu życia, a możliwościami.
Sprawa na oddzielny temat
>>Polacy wywodzą się z tego samego kręgu kulturowego, co reszta Europejczyków.
>I głosują na PiS? Dobrze, jestem złośliwy, ale chce podkreślić, że wiele od "reszty europejczyków" nas różni. Przede wszystkim postawa wobec oświecenia i jego dziedzictwa prawnego.
Jeszcze więcej dzieli Arabów czy Afrykanów.

>Pozdrawiam!
Ja również.
Przemek K.
>Ludzie, którzy świadomie planują rodzinę napewno będą brać pod uwagę swoje możliwości finansowe. Patrząc od tej strony wszystko się zgadza. Jednak jak łatwo zauważyć, bogatsi nie mają więcej dzieci. I nie jest też tak, że ci biedniejsi rezygnują z ich posiadania. Wydaje mi się, że badanie w zadawalający sposób oddaje tylko wpływ bezrobocia na pewną grupę ludzi- powiedzmy średnio usytuowaną. (Zgadzam sie z Twoim argumentem, wskazuje jedynie na jego ograniczenia) O ile wiem, w Polsce kolejne rządy próbuja sobie radzić z bezrobociem. Lecz ma się wrażenie, że to koniunktura w Europie daje większe efekty w tej kwestii niż rządy.

Sądzę, że właśnie "ludzie świadomie planujący rodzinę", stanowią grupę decydującą o zmianach demograficznych. A przynajmniej jedyną grupę, gdzie demografia i polityka mogą się spleść ze sobą. (Zgadzam się, że będzie to grupa średnio usytuowana (byle nie mylić z klasą średnią), ale to w Polsce całkiem sporo osób.)

Co do bogatych -- można zapytać także o ich system wartości. Być może dorobili się także dlatego, że pieniądze były dla nich bardziej "wartościowe" niż dla innych?

>>>Zgadzam się. Ale czy becikowe przeszkadza polityce prorodzinnej?
>>W swej idei -- nie. Ale i jej nie pomaga.
>Powinno się to okazać po roku czy dwóch.

Wątpię, czy to w czymś pomoże. Dla osób "planujących rodzinę" 1000 złotych argumentem nie będzie -- to za mało. Można ewentualnie liczyć jedynie na większą niefrasobliwość osób biednych, którzy dostrzegą w becikowym jakąś szansę. Ale to bardzo wydumane spekulacje. To trochę jak liczenie, że gdyby państwo fundowało pannom młodym suknie ślubne, to spadnie liczba konkubinatów... (W końcu ślub to także duży wydatek, choć jednorazowy. Większy jednak nawet od becikowego. A ludzie są skłonni go ponosić.)

Obawiam się czegoś innego -- częstego myślenia, zwłaszcza po stronie (ideologicznej) LPRu (i PiSu), że wystarczy jakaś deklaracja, zapis w ustawie, czy właśnie becikowe, a problem się rozwiąże. Że taka postawa ma miejsce, to już widać, bo becikowe stało się niemal synonimem polityki prorodzinnej. Może to na becikowym się więc zacząć i skończyć.

Poważna polityka społeczna (w tym prorodzinna) wymagałaby dokonania przeglądu obecnie wydawanych na ten cel pieniędzy, dokonania korekt (i po stronie cięć i po stronie ponoszonych wydatków), być może odbiłaby się na zwiększeniu deficytu budżetowego, albo podwyższeniu podatków. Nie sądzę by istniała gotowość polityczna na dokonanie takich zmian.

>> Są też w Polsce zasiłki "pogrzebowe". Czy przyczyniają się one do tego, że ludzie chętniej umierają? Nie, a jedynie pomagają rodzinie znieść pogrzebowe wydatki.
>Więc są sensowne. Zresztą, przecież nie mają na celu przyspieszenia umierania (chyba że w Łodzi, w pogotowiu).

Nie, nie mają na celu przyspieszania umierania. Ale jeśli jednorazowa wypłata rzędu 1000 zł (zasiłek pogrzebowy jest chyba większy, może 1600?) ma skłaniać nas do decyzji o życiu i śmierci, to dlaczego nie? Pożytek dla rodziny będzie równie jednorazowy.

Zasiłek pogrzebowy jest na pewno sensowny, bo nie każda rodzina ma pod ręką z 1500 złotych na koszty trumny, miejsca na cmentarzu i pogrzebu. Tymczasem ludzie często umierają nagle, a przynajmniej pozostawiając rodzinę nieprzygotowaną. Ciąża trwa jednak pewien czas i teoretycznie narodziny dziecka nie powinny być zaskoczeniem, czy nieprzewidywanym ciosem finansowym. Zresztą koszty ponoszone przy wychowaniu dziecka rozkładają się na lata, a nie są tak jednorazowe jak w przypadku pogrzebu.

Idea becikowego nie podoba mi się, nie dlatego że nie chcę by ludzie dostawali pieniądze -- tylko dlatego, że są to realne koszty, których sensowność ponoszenia jest niewielka. Potrzebującym one niewiele pomogą, sytuacji demograficznej (moim zdaniem) nie zmienią, potencjalnie stanowią nawet zagrożenie dla rzeczywistej dyskusji o tym, jaka ma być prowadzona w Polsce polityka społeczna (w tym prorodzinna). Chętnie napisałbym też, że te pieniądze można wydać lepiej, być może jeśli chodzi o dostęp do służby zdrowia dla matek z dziećmi, dofinansowanie przedszkoli, czy szkolne wyprawki. (Liberałowie dodaliby na pewno, że zmniejszenie wydatków z budżetu pozwoliłoby na obniżenie podatków i zwalczanie bezrobocia, pośrednio skłaniając ludzi do posiadania dzieci; ale ja to uważam za równie iluzoryczne, jak pozytywny (demograficznie) wpływ becikowego).

Zasadniczo sądzę jednak, że jest to kwota za mała na jakiekolwiek poważne rozwiązania.

>>I głosują na PiS? Dobrze, jestem złośliwy, ale chce podkreślić, że wiele od "reszty europejczyków" nas różni. Przede wszystkim postawa wobec oświecenia i jego dziedzictwa prawnego.
>Jeszcze więcej dzieli Arabów czy Afrykanów.

Polacy nieźle się adaptują do warunków zachodnich indywidualnie. I z tego co widzę także imigranci z Afryki czy Bliskiego Wschodu indywidualnie potrafią się dobrze zadaptować do zasadniczo tolerancyjnej kultury zachodniej. (Zasadniczo, bo pewien rasizm podskórny istnieje, ale prawo zabrania ujawniania go.) Problemy rodzą się wraz z masowością, oraz z izolacją takich grup, na przykład wynikającą z biedy. Nie wiem, czy Polacy byliby tu lepsi.

Pozdrawiam!
motyl

>Sądzę, że właśnie "ludzie świadomie planujący rodzinę", stanowią grupę decydującą o zmianach demograficznych. A przynajmniej jedyną grupę, gdzie demografia i polityka mogą się spleść ze sobą. (Zgadzam się, że będzie to grupa średnio usytuowana (byle nie mylić z klasą średnią), ale to w Polsce całkiem sporo osób.)
Mój argument wygląda w ten sposób, że nawet gdy ta grupa ma lepiej (patrząc na to, co się działo w Europie Zach i Płn), to to nie ma dużego wpływu na przyrost demograficzny. Oczywiście jasnym jest, że istnieje próg stopy życiowej (choć nie tak jasno sprecyzowany), poniżej którego ludzie ci wolą odkładać decyzję o powiekszeniu rodziny.
>Co do bogatych -- można zapytać także o ich system wartości. Być może dorobili się także dlatego, że pieniądze były dla nich bardziej "wartościowe" niż dla innych?
Niestety nie potrafie odpowiedzieć. Może jak bym wygrał w Dużym Lotku kumulację, to bym mógł. A mówiąc poważnie- ciekawy pomysł, ale chyba trudny do zrealizowania.

>Wątpię, czy to w czymś pomoże. Dla osób "planujących rodzinę" 1000 złotych argumentem nie będzie -- to za mało.
Nawet jeśli za mało, to chyba warto dać im choć tyle?

>Obawiam się czegoś innego -- częstego myślenia, zwłaszcza po stronie (ideologicznej) LPRu (i PiSu), że wystarczy jakaś deklaracja, zapis w ustawie, czy właśnie becikowe, a problem się rozwiąże.
Nawet jesli sie nie rozwiąże, to byc może to krok w dobrym kierunku.
> Że taka postawa ma miejsce, to już widać, bo becikowe stało się niemal synonimem polityki prorodzinnej. Może to na becikowym się więc zacząć i skończyć.
Wtedy będzie mozna krytykować rząd za takie postępowanie.
>Poważna polityka społeczna (w tym prorodzinna) wymagałaby dokonania przeglądu obecnie wydawanych na ten cel pieniędzy, dokonania korekt (i po stronie cięć i po stronie ponoszonych wydatków), być może odbiłaby się na zwiększeniu deficytu budżetowego, albo podwyższeniu podatków. Nie sądzę by istniała gotowość polityczna na dokonanie takich zmian.
Jak do tej pory żaden rząd się tego nie podjął.

>Idea becikowego nie podoba mi się, nie dlatego że nie chcę by ludzie dostawali pieniądze -- tylko dlatego, że są to realne koszty, których sensowność ponoszenia jest niewielka.
Ja myślę, że to jest bardzo sensowne i że polityka w jakimkolwiek kierunku rozpoczyna się od pierwszego kroku. Nie rozumiem dlaczego ten krok jest tak mocno negowany.
> Potrzebującym one niewiele pomogą, sytuacji demograficznej (moim zdaniem) nie zmienią, potencjalnie stanowią nawet zagrożenie dla rzeczywistej dyskusji o tym, jaka ma być prowadzona w Polsce polityka społeczna (w tym prorodzinna).
Więc lepiej nie robić nic, jeśli od razu nie mozna wprowadzić wszystkich zmian prorodzinnych? To ciekawe.
> Chętnie napisałbym też, że te pieniądze można wydać lepiej, być może jeśli chodzi o dostęp do służby zdrowia dla matek z dziećmi, dofinansowanie przedszkoli, czy szkolne wyprawki. (Liberałowie dodaliby na pewno, że zmniejszenie wydatków z budżetu pozwoliłoby na obniżenie podatków i zwalczanie bezrobocia, pośrednio skłaniając ludzi do posiadania dzieci; ale ja to uważam za równie iluzoryczne, jak pozytywny (demograficznie) wpływ becikowego).
Co do lepszego wydania tych pieniędzy zgadzam się z Tobą, nie jest ich aż tak dużo by gdziekolwiek indziej wydane, same z siebie przyniosły duże zmiany.
>Zasadniczo sądzę jednak, że jest to kwota za mała na jakiekolwiek poważne rozwiązania.

>>Jeszcze więcej dzieli Arabów czy Afrykanów.
>Polacy nieźle się adaptują do warunków zachodnich indywidualnie. I z tego co widzę także imigranci z Afryki czy Bliskiego Wschodu indywidualnie potrafią się dobrze zadaptować do zasadniczo tolerancyjnej kultury zachodniej. (Zasadniczo, bo pewien rasizm podskórny istnieje, ale prawo zabrania ujawniania go.) Problemy rodzą się wraz z masowością, oraz z izolacją takich grup, na przykład wynikającą z biedy. Nie wiem, czy Polacy byliby tu lepsi.
W USA są duże zbiorowości Polaków, które poradziły sobie jakoś. Co do Europy nie słyszałem o takich. Wydaje mi się jednak, że ludzie sprowadzani z Afryki czy Azji (części islamskiej) muszą więcej się uczyć i zmieniać większą część nawyków niż musieliby Polacy.
Pozdrawiam
Przemek K.
>Mój argument wygląda w ten sposób, że nawet gdy ta grupa ma lepiej (patrząc na to, co się działo w Europie Zach i Płn), to to nie ma dużego wpływu na przyrost demograficzny. Oczywiście jasnym jest, że istnieje próg stopy życiowej (choć nie tak jasno sprecyzowany), poniżej którego ludzie ci wolą odkładać decyzję o powiekszeniu rodziny.

Oczywiście. Zresztą na to należy patrzeć z punktu widzenia zmian demograficznych w kraju. Kwestia bezrobocia nakłada się tu na długookresowe trendy, w krótkiej skali czasu mniej istotne, ale po dziesięcioleciach widoczne. Z tym, że w Polsce sytuacja jest obecnie (o ile się orientuję) gorsza od wielu państw Europy Zachodniej i Północnej, w których te długookresowe przemiany kulturowe trwały już o wiele dłużej.

>>Co do bogatych -- można zapytać także o ich system wartości. Być może dorobili się także dlatego, że pieniądze były dla nich bardziej "wartościowe" niż dla innych?
>Niestety nie potrafie odpowiedzieć. Może jak bym wygrał w Dużym Lotku kumulację, to bym mógł.

Akurat nie sądzę, by wygrana w Dużym Lotku (której z tego miejsca życzę), stanowiła o wartościach życiowych wygrywającego i jego podejściu do dzietności.

>> Że taka postawa ma miejsce, to już widać, bo becikowe stało się niemal synonimem polityki prorodzinnej. Może to na becikowym się więc zacząć i skończyć.
>Wtedy będzie mozna krytykować rząd za takie postępowanie.



1) Rząd się i tak będzie krytykować, cokolwiek się stanie. Z dwóch powodów: po pierwsze opozycja musi coś robić; po drugie, najlepiej sprzedają się w mediach złe wiadomości.

2) Krytyka rządu wiele nie pomoże. Owszem, gdyby za nią stała poważna dyskusja społeczna nad sposobami podnoszenia dzietności Polaków, to może. Ale to oznaczałoby uzdrowienie sposobu uprawiania polityki w Polsce, w co jakoś nie wierzę.

>>Poważna polityka społeczna (w tym prorodzinna) wymagałaby dokonania przeglądu obecnie wydawanych na ten cel pieniędzy, dokonania korekt (i po stronie cięć i po stronie ponoszonych wydatków), być może odbiłaby się na zwiększeniu deficytu budżetowego, albo podwyższeniu podatków. Nie sądzę by istniała gotowość polityczna na dokonanie takich zmian.
>Jak do tej pory żaden rząd się tego nie podjął.

1) Wymaga to nakładów finansowych, a to w Polsce niezbyt popularne. Nasza lewica poszłaby tu zapewne na pewne działania (i były działania, choćby dożywiania dzieci w szkołach, czy walka o bezpłatną edukację), jednak zasadniczo byłby to ruch sprzeczny z całą ideą polskich przemian, które zmierzają w kierunku zmniejszenia udziału państwa w naszym życiu. Stąd brak odwagi do ich prowadzenia takiej zakrojonej na większą skalę polityki.

2) Samo hasło "zwiększenia dzietności", dotyka kwestii ludzkiej wolności i godności. I źle się kojarzy. To samo hasło podejmował Mussolini (jeden z wynalazków, to obchodzony do dziś Dzień Matki), Hitler (m.in. ograniczył, czy nawet zupełnie zakazał wyższych studiów kobietom) i jego poplecznik Himmler (polityka rodzinna SS, a także nakłanianie żołnierzy wracających z frontu do płodzenia nieślubnych dzieci). Ktoś, kto będzie u nas mówił o "polityce rodzinnej", ustawi się naprawdę w niemiłym towarzystwie.

3) Sam opisywałeś niesmak, jaki budzi "życie z dzieci" we francuskich "gettach" (ech... gdyby wszystkie getta były takie...). A jako zachętę do takiej postawy pojmuje się właśnie becikowe.

>>Idea becikowego nie podoba mi się, nie dlatego że nie chcę by ludzie dostawali pieniądze -- tylko dlatego, że są to realne koszty, których sensowność ponoszenia jest niewielka.
>Ja myślę, że to jest bardzo sensowne i że polityka w jakimkolwiek kierunku rozpoczyna się od pierwszego kroku. Nie rozumiem dlaczego ten krok jest tak mocno negowany.

Tu się różnimy kolosalnie. Uważasz wyraźnie, że becikowe MOŻE wpłynąć na dzietność. A ja uważam, że to graniczy z niepodobieństwem, i że pieniądze wyrzuca się "w błoto" (z punktu widzenia polityki państwa, a nie obdarowanych).

>Więc lepiej nie robić nic, jeśli od razu nie mozna wprowadzić wszystkich zmian prorodzinnych? To ciekawe.

Wolę by nie robić nic, niż by robić rzeczy nieprzemyślane. A tak oceniam becikowe.

>W USA są duże zbiorowości Polaków, które poradziły sobie jakoś.

Jakoś nasi Rodacy nie należą jakoś do najlepiej wykształconych i zarabiających mieszkańców USA. Myślę, że jest to miara radzenia sobie takich wspólnot.

> Wydaje mi się jednak, że ludzie sprowadzani z Afryki czy Azji (części islamskiej) muszą więcej się uczyć i zmieniać większą część nawyków niż musieliby Polacy.

Prawdopodobnie masz rację (teoretycznie na pewną ją masz, choćby ze względu na alfabet łaciński i podobieństwo wielu polskich struktur do zachodnich). Problem nie polega chyba jednak na zdolności przystosowania się pojedynczego człowieka, ale na tym, że zamknięcie się we własnej społeczeności w obcym państwie, zniechęca do podejmowania trudu adaptacji.

Pozdrawiam!
Przemek K.
Zapomniałem coś napisać:

>1) Wymaga to nakładów finansowych, a to w Polsce niezbyt popularne. Nasza lewica poszłaby tu zapewne na pewne działania (i były działania, choćby dożywiania dzieci w szkołach, czy walka o bezpłatną edukację), jednak zasadniczo byłby to ruch sprzeczny z całą ideą polskich przemian, które zmierzają w kierunku zmniejszenia udziału państwa w naszym życiu. Stąd brak odwagi do ich prowadzenia takiej zakrojonej na większą skalę polityki.
>2) Samo hasło "zwiększenia dzietności", dotyka kwestii ludzkiej wolności i godności. I źle się kojarzy. To samo hasło podejmował Mussolini (jeden z wynalazków, to obchodzony do dziś Dzień Matki), Hitler (m.in. ograniczył, czy nawet zupełnie zakazał wyższych studiów kobietom) i jego poplecznik Himmler (polityka rodzinna SS, a także nakłanianie żołnierzy wracających z frontu do płodzenia nieślubnych dzieci). Ktoś, kto będzie u nas mówił o "polityce rodzinnej", ustawi się naprawdę w niemiłym towarzystwie.
>3) Sam opisywałeś niesmak, jaki budzi "życie z dzieci" we francuskich "gettach" (ech... gdyby wszystkie getta były takie...). A jako zachętę do takiej postawy pojmuje się właśnie becikowe.

Z tych wszystkich powodów wszelkie akcje bezpłatnych przedszkoli, szkolnych wyprawek, dożywiania dzieci w szkołach, a nawet pomocy finansowej dla rodzin wielodzietnych, byłyby łatwiejsze do przełknięcia niż becikowe.

Uzasadniam:

At 1) Można je sprzedawać jako niezależne programy "społeczne", które mają pomóc najuboższym. Nie jest to więc wprost angażowanie pieniędzy obywateli w projekt zwiększenia dzietności, ze swej natury dość dyskusyjny (tym bardziej nie dający się uzasadnić "potrzebami" społecznymi). Pozwala także je ukryć pod różnymi pozycjami, nie będzie więc tak łatwo wskazać palcem na kwoty wydawane na "cele ideologiczne" (a tak zwiększenie dzietności można odbierać).

At 2) J.w. Nie płacimy za rodzenie dzieci (w sposób nieco tylko zawoalowany), ale pomagamy potrzebującym. To inna argumentacja i inne towarzystwo

At 3) J.w. Ustla się standardy pomocy państwa dla wszystkich obywateli. Dodatkowo -- w wielu przypadkach (zwłaszcza pomocy finansowej w formie ulg podatkowych), unika się kłopotliwego "płacenia za dzieci", na rzecz "płacenia na dzieci", czyli pomocy w ich utrzymaniu.

W chwili napadu myślenia spiskowego, zastanawiam się, czy o to nie chodziło. O akcję-symbol na rzecz zwiększenia dzietności, a więc zaspokojenia oczekiwań ideologicznych[*], w opozycji do wszelkich działań, które mogą być odebrane jako pomoc społeczna.

---
*) Szczerze mówiąc cieszyłbym się, gdyby nas w Polsce nie ubywało. Ale gdybym miał uzasadnić taki cel, to przychodzi mi to z trudem, zwłaszcza gdy ten cel przeciwstawia się polityce imigracyjnej. Stąd moje odczucie "ideologiczności" tego postulatu. Może gdyby postawić sprawę inaczej, że chcemy takiej Polski, gdzie ludzie chcą żyć, mieszkać, pracować, gdzie chcą mieć i wychowywać swoje dzieci, jako kolejne pokolenia uśmiechniętych, życzlich i zamożnych Polaków, to wtedy ideologiczność dałoby się obejść.

Jeszcze raz pozdrawiam!
Sukulent
Zgadzam się ze wszystkimi argumentami przedstawionymi przez Ciebie w tej dyskusji

Zastanawiam się nad jednym - czy "dobry" z punktu widzenia państwa jest model rodziny wielodzietnej? Pomijam tutaj oczywisty fakt, ze każdy może miec tyle dzieci ile chce i najdalsza jestem od narzucania komukolwiek czegokolwiek.

Niemniej np. 12-cioro dzieci trudno jest wychować ze zwykłego braku czasu dla każdego dziecka indywidualnie ( chociaż pewnie wychowują się nawzajem), ogromnego wysiłku finansowego wymaga kształcenie takiej gromadki. Chyba żadna pomoc socjalna nie da temu rady. Pomijam także fakt, że dość często tak liczne potomstwo idzie w parze z jakąś patologią w rodzinie np.alkoholizmem ojca małych nieszczęśników, który bez wyrzutów sumienia sprzeda w zimie buty dzieci, która dała opieka społeczna, żeby mieć na wódkę (widziałam na własne oczy).

Czy moznaby więc, bez posądzenia o ideologiczne powinowactwo do Mussoliniego, Hitlera i im podobnych wypromować model rodziny np. 2+2 lub 2+3 ? Obniżona opłata za przedszkole dla drugiego (trzeciego) dziecka ? Bezpłatny komplet podręczników ? Coś w tym rodzaju... Ale nie dla czwartego, piątego itd. ,pozostawiając ten obszar dla działnia opieki społecznej, czyli dożywianie, kurtki, buty...?

Nie wiem jak taka propozycja brzmi i czy już kojarzy się ona z polityką chińskiego rządu ?

Myślę, że z tą "dzietnością" dobrze byłoby zachować "złoty środek".

Pozdrawiam
motyl

>Myślę, że z tą "dzietnością" dobrze byłoby zachować "złoty środek".
Przepraszam, że się włączam. W realnym świecie tak to jest, że prócz 'złotego środka' trzeba brać pod uwagę odchylenie statystyczne. Tym niemniej podzielam pogląd że 'złoty środek' powinien być na poziomie 2 może 2.5 a nie 12.
Pozdrawiam
Przemek K.
>Zastanawiam się nad jednym - czy "dobry" z punktu widzenia państwa jest model rodziny wielodzietnej? Pomijam tutaj oczywisty fakt, ze każdy może miec tyle dzieci ile chce i najdalsza jestem od narzucania komukolwiek czegokolwiek.

Obecnie raczej nie lansuje się rodzin z kilkunastorgiem dzieci. Oczekuje się średniej 2,1, czy coś koło tego. Słowem dwójka, może lepiej trójka dzieci. To jako pewien ideał.

>Niemniej np. 12-cioro dzieci trudno jest wychować ze zwykłego braku czasu dla każdego dziecka indywidualnie ( chociaż pewnie wychowują się nawzajem), ogromnego wysiłku finansowego wymaga kształcenie takiej gromadki. Chyba żadna pomoc socjalna nie da temu rady.

W Polityce (ostatniej) podawano jak wygląda sytuacja rodzin z szóstką dzieci. Wygląda na to, że pomoc socjalna (w Polsce, obecnie) wcale dobrze wyrównuje dochody w takich rodzinach, niezależnie od zarobków rodziców.

Myślę, że w rodzinach wielodzietnych to wzajemne wychowywanie się może całkiem dobrze funkcjonować. Zresztą warto zauważyć, że i mniejsza liczba dzieci nie gwarantuje właściwego wychowania. Właściwie nic go nie gwarantuje. Osobiście wolałbym by więcej dzieci miały rodziny średnio bogate i bogate, takie które stać na wychowanie dzieci, które często same są lepiej wykształcone. Ale tu ocieramy się o bardzo trudny element polityki i posądzenia jeśli nie o rasizm, to o politykę "klasową".

> Pomijam także fakt, że dość często tak liczne potomstwo idzie w parze z jakąś patologią w rodzinie

Myślę, że świadczy ono (obecnie) o braku myślenia o rodzinie w dłuższej perspektywie (rzadziej o oporach natury religijnej przed antykoncepcją), a więc pewnej nieodpowiedzialności rodziców. To nie jest dobra perspektywa dla wychowania dzieci, tu się zgadzam.

>Czy moznaby więc, bez posądzenia o ideologiczne powinowadztwo do Mussoliniego, Hitlera i im podobnych wypromować model rodziny np. 2+2 lub 2+3 ? Obniżona opłata za przedszkole dla drugiego (trzeciego) dziecka ? Bezpłatny komplet podręczników ? Coś w tym rodzaju... Ale nie dla czwartego, piątego itd. ,pozostawiając ten obszar dla działnia opieki społecznej, czyli dożywianie, kurtki, buty...?

Szczerze mówiąc, nie tylko Mussolini i Hitler prowadzili politykę "demograficzną". Tyle, że jest to obszar bardzo osobisty, wymaga więc od polityków taktu.

Myślę, że za nadmiar dzieci nie powinno się nikogo karać. Przynajmniej obecnie. To jest sprzeczne z moją wizją państwa, które powinno być pomocnikiem obywateli, gdy tego potrzebują, a nie wychowawcą z rózgą.

>Myślę, że z tą "dzietnością" dobrze byłoby zachować "złoty środek".

Myślę, że Motyl o tyle ma rację, że obecnie chodzi o przesunięcie wahadła w drugą stronę i nadmiarem dzieci przejmować się nie musimy, prawdopodbnie w długiej perspektywie czasu.

Pozdrawiam.
Sukulent
>>Myślę, że Motyl o tyle ma rację, że obecnie chodzi o przesunięcie wahadła w drugą stronę i nadmiarem dzieci przejmować się nie musimy, prawdopodbnie w długiej perspektywie czasu.

No, nie wiem, czy nie musimy. Boję się, że na zwiększony przyrost naturalny zareagujemy (jako państwo) na zasadzie "zima znów zaskoczyła drogowców". Polikwidowano przedszkola; te, co są, są przepełnione i nie wszystkie dzieci się do nich dostają. Polikwidowano szkoły. Zastosowano ograniczenia w szkoleniu pediatrów. Tną "łóżka pediatryczne" w szpitalach. Władza, zarówno państwowa, jak i samorządowa w kwestii likwidacji, co za tym idzie, obniżania kosztów, się nie ociągała. Odbudownie tego wszystkiego wymaga infrastruktury (przedszkola i szkoły, szpitale) i czasu (pediatrzy). Na wszystko potrzeba pieniędzy i to dużo.
Oczywiście prywatne przedszkola jak i szkoły powstaną natychmiast, gdy tylko powieje wiatr zapotrzebowania, ale ze względu na koszty, jest to raczej luksus dla nielicznych.

Pozdrawiam
Przemek K.
>No, nie wiem, czy nie musimy. Boję się, że na zwiększony przyrost naturalny zareagujemy (jako państwo) na zasadzie "zima znów zaskoczyła drogowców".

Spokojnie. Nawet jeśli się sytuacja pod tym względem zmieni (na razie nie widzę większych powodów by tak było), to nie nagle, tylko stopniowo.

> [...]
>Oczywiście prywatne przedszkola jak i szkoły powstaną natychmiast, gdy tylko powieje wiatr zapotrzebowania, ale ze względu na koszty, jest to raczej luksus dla nielicznych.

Można zauważyć, że pogorszy się to, co tworzy "bodźce do posiadania potomstwa". Powinno więc wpłynąć ujemnie na dzietność i wyrównać sytuację.

Pozdrawiam.
Sukulent
>> [...]
>>Oczywiście prywatne przedszkola jak i szkoły powstaną natychmiast, gdy tylko powieje wiatr zapotrzebowania, ale ze względu na koszty, jest to raczej luksus dla nielicznych.
>Można zauważyć, że pogorszy się to, co tworzy "bodźce do posiadania potomstwa". Powinno więc wpłynąć ujemnie na dzietność i wyrównać sytuację.

No to zabrnęliśmy w tej dyskusji do jakiegoś zaułka, bo jeżeli mamy po to zwiększać dzietność, żeby następnie brakiem elementarnej infrastruktury wpływac na nią ujemnie...

Jeżeli chcemy ją zwiększać zgodnie z ideą, jak napisałeś, aby w przyjaznym kraju zadowoleni ludzie chcieli żyć, rodzić i wychowywać dzieci, to te przedszkola, szkoły, szpitale i tak dalej musimy mieć. Chcemy mieć te dzieci zdrowe i wykształcone, jak rozumiem, czego zresztą nam wszyskim serdecznie życzę

Pozdrawiam
placownik (17853 punktów)

>W Polityce (ostatniej) podawano jak wygląda sytuacja rodzin z szóstką dzieci. Wygląda na to, że pomoc socjalna (w Polsce, obecnie) wcale dobrze wyrównuje dochody w takich rodzinach, niezależnie od zarobków rodziców.

   Nie potrafię doszukać się tego optymistycznego wniosku w Raporcie "Bieda i bogactwo", bo chyba ten tekst masz na myśli.

   Krótki cytat z tego tekstu: Sytuacja materialna rodzin bardziej zależy od ich liczebności, niż przynależności do grup społecznych. Cytat odnosi się do wyników badań sytuacji w Polsce. Zaryzykuję tezę, iż w świadomości społecznej dominującą interpretacją tych wyników jest taka oto: rodziny wielodzietne są ubogie, gdyż są wielodzietne, a rodziny dwuosobowe ubogimi nie są, gdyż są dwuosobowymi. Narzucającym się jest wniosek taki: wielodzietność to prosta droga do ubóstwa.

   Dopiero zmiana tego schematu rozumowania może stworzyć szansę zaledwie, na trwałe odwrócenie obecnych trendów demograficznych. Wymagać to będzie wieloletnich konsekwentnych i spójnych działań państwa w różnych sferach polityki społecznej. Becikowe można traktować jedynie jako pierwszy drobniutki kroczek w tym kierunku. Ale wydłużenie urlopów macierzyńskich może już prowadzić na manowce.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Sukulent
Co racja, to racja.
Czy mógłbyś jednak wyjaśnić mi te manowce przedłużonego urlopu macierzyńskiego - nie dlatego, że uważam, że się mylisz, tylko przegapiłam debatę na ten temat, kiedy ponownie go skracali i nie znam argumentacji. Sama, być może krótkowzrocznie, widzę więcej plusów, niż minusów, przy założeniu, że obligatoryjne "do wzięcia" byłoby 6 tygodni (no, niechby 3 m-ce), reszta dowolnie.

Pozdrawiam
placownik (17853 punktów)

   Przedłużanie urlopu macierzyńskiego sprawi, że, i tak niewielki, zapał pracodawców do zatrudniania pań będzie słabł jeszcze bardziej. I trudno się im dziwić. Konsekwencją będzie malejący zapał pań do rodzenia. I też dziwić im się trudno.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
motyl
>   Przedłużanie urlopu macierzyńskiego sprawi, że, i tak niewielki, zapał pracodawców do zatrudniania pań będzie słabł jeszcze bardziej. I trudno się im dziwić. Konsekwencją będzie malejący zapał pań do rodzenia. I też dziwić im się trudno.
Tacy, w których tekstach wyczuwam intencję, że i tak w obecnej sytuacji niewiele da się zrobić, więc lepiej nic nie robić, według mnie sprawiają na dłuższą metę, że społeczeństwo się radykalizuje.
To nicnierobienie jest problemem.
Pozdrawiam
motyl
Myślę, że zapędziłeś się nieco w tym poście. Podajesz powody polityczne, ale zupełnie nie wiem z ust jakich polityków takowe miałyby padać.
Pozdrawiam
motyl
(...)
>Oczywiście. Zresztą na to należy patrzeć z punktu widzenia zmian demograficznych w kraju. Kwestia bezrobocia nakłada się tu na długookresowe trendy, w krótkiej skali czasu mniej istotne, ale po dziesięcioleciach widoczne. Z tym, że w Polsce sytuacja jest obecnie (o ile się orientuję) gorsza od wielu państw Europy Zachodniej i Północnej, w których te długookresowe przemiany kulturowe trwały już o wiele dłużej.
Można tez spojrzeć w ten sposób, że sytuacja jest lepsza pod pewnymi względami. Tymi związanymi z demografią.

>>> Że taka postawa ma miejsce, to już widać, bo becikowe stało się niemal synonimem polityki prorodzinnej. Może to na becikowym się więc zacząć i skończyć.
>>Wtedy będzie mozna krytykować rząd za takie postępowanie.
>
>1) Rząd się i tak będzie krytykować, cokolwiek się stanie. Z dwóch powodów: po pierwsze opozycja musi coś robić; po drugie, najlepiej sprzedają się w mediach złe wiadomości.
>2) Krytyka rządu wiele nie pomoże. Owszem, gdyby za nią stała poważna dyskusja społeczna nad sposobami podnoszenia dzietności Polaków, to może. Ale to oznaczałoby uzdrowienie sposobu uprawiania polityki w Polsce, w co jakoś nie wierzę.
Te dwa punkty mówią o tym, że po wyborach wyborcy zupełnie (!) się nie liczą. Liczą się! choć jak pokazał ostatni parlament- nie tak znowu bardzo.

>1) Wymaga to nakładów finansowych, a to w Polsce niezbyt popularne. Nasza lewica poszłaby tu zapewne na pewne działania (i były działania, choćby dożywiania dzieci w szkołach, czy walka o bezpłatną edukację), jednak zasadniczo byłby to ruch sprzeczny z całą ideą polskich przemian, które zmierzają w kierunku zmniejszenia udziału państwa w naszym życiu. Stąd brak odwagi do ich prowadzenia takiej zakrojonej na większą skalę polityki.
Więc jeśli ktoś się wychyla z becikowym, to trzeba go ustawić z powrotem do szeregu?
>2) Samo hasło "zwiększenia dzietności", dotyka kwestii ludzkiej wolności i godności. I źle się kojarzy. To samo hasło podejmował Mussolini (jeden z wynalazków, to obchodzony do dziś Dzień Matki), Hitler (m.in. ograniczył, czy nawet zupełnie zakazał wyższych studiów kobietom) i jego poplecznik Himmler (polityka rodzinna SS, a także nakłanianie żołnierzy wracających z frontu do płodzenia nieślubnych dzieci). Ktoś, kto będzie u nas mówił o "polityce rodzinnej", ustawi się naprawdę w niemiłym towarzystwie.
Mylisz się. To Ty tak ustawiasz ludzi, a nie oni sami siebie przez swoje działania.
>3) Sam opisywałeś niesmak, jaki budzi "życie z dzieci" we francuskich "gettach" (ech... gdyby wszystkie getta były takie...). A jako zachętę do takiej postawy pojmuje się właśnie becikowe.
Ciekawe jak można żyć z becikowego- 10 żon trzeba by mieć (!), które by regularnie rodziły dzieci, a i to chyba za mało biorąc pod uwagę długość trwania ciąży.
>>>Idea becikowego nie podoba mi się, nie dlatego że nie chcę by ludzie dostawali pieniądze -- tylko dlatego, że są to realne koszty, których sensowność ponoszenia jest niewielka.
>>Ja myślę, że to jest bardzo sensowne i że polityka w jakimkolwiek kierunku rozpoczyna się od pierwszego kroku. Nie rozumiem dlaczego ten krok jest tak mocno negowany.
>Tu się różnimy kolosalnie. Uważasz wyraźnie, że becikowe MOŻE wpłynąć na dzietność. A ja uważam, że to graniczy z niepodobieństwem, i że pieniądze wyrzuca się "w błoto" (z punktu widzenia polityki państwa, a nie obdarowanych).
Dopóki jedynymi argumentami w dyskusji są zdania osób, które coś uważają lub nie, nie doprowadzi to do rozstrzygnięcia. Brak jest faktów. Sposobem na otrzymanie takich (jednym z kilku) jest wprowadzenie becikowego, przynajmniej na jakiś czas.

>> Wydaje mi się jednak, że ludzie sprowadzani z Afryki czy Azji (części islamskiej) muszą więcej się uczyć i zmieniać większą część nawyków niż musieliby Polacy.
>Prawdopodobnie masz rację (teoretycznie na pewną ją masz, choćby ze względu na alfabet łaciński i podobieństwo wielu polskich struktur do zachodnich). Problem nie polega chyba jednak na zdolności przystosowania się pojedynczego człowieka, ale na tym, że zamknięcie się we własnej społeczeności w obcym państwie, zniechęca do podejmowania trudu adaptacji.
Łatwiej byłoby Francuzom przebijać się do Polaków niż Arabów będących we wspólnocie na ich terenie.
Pozdrawiam
Przemek K.
>>Kwestia bezrobocia nakłada się tu na długookresowe trendy, w krótkiej skali czasu mniej istotne, ale po dziesięcioleciach widoczne. Z tym, że w Polsce sytuacja jest obecnie (o ile się orientuję) gorsza od wielu państw Europy Zachodniej i Północnej, w których te długookresowe przemiany kulturowe trwały już o wiele dłużej.
>Można tez spojrzeć w ten sposób, że sytuacja jest lepsza pod pewnymi względami. Tymi związanymi z demografią.

To znaczy? Na pewno funkcjonuje tam lepszy system opieki społecznej dla rodzin, z tym się zgodzę i w to powinniśmy próbować w miarę możliwości wpisywać i polską politykę.

>>1) Wymaga to nakładów finansowych, a to w Polsce niezbyt popularne. Nasza lewica poszłaby tu zapewne na pewne działania (i były działania, choćby dożywiania dzieci w szkołach, czy walka o bezpłatną edukację), jednak zasadniczo byłby to ruch sprzeczny z całą ideą polskich przemian, które zmierzają w kierunku zmniejszenia udziału państwa w naszym życiu. Stąd brak odwagi do ich prowadzenia takiej zakrojonej na większą skalę polityki.
>Więc jeśli ktoś się wychyla z becikowym, to trzeba go ustawić z powrotem do szeregu?

To się go często ustawia w szeregu. Zwiększenie wydatków powinno być dobrze uzasadnione -- z tym nawet ja się zgodzę A becikowe wydaje mi się uzsadnione kiepsko (że się tak eufemistycznie wyrażę).

>>2) Samo hasło "zwiększenia dzietności", dotyka kwestii ludzkiej wolności i godności. I źle się kojarzy. To samo hasło podejmował Mussolini [...], Hitler [...] i jego poplecznik Himmler [...].

>Mylisz się. To Ty tak ustawiasz ludzi, a nie oni sami siebie przez swoje działania.

Na pewno zawsze ustawiają oceniający. Ale jeśli więcej elementów polityki nakłada się na taki obraz, hitlero-, czy mussolinio-podobny (jak to w przypadku LPRu i PiSu jest), to się takim wizją nie dziwię.

Zresztą pisząc o polityce zwiększenia dzietności, trzeba się zastanowić po co ona. Jeśli rzeczywiście chodzi o gospodarkę i stosunek emerytów do pracujących, to można to załatwić prościej, otwierając granicę dla imigrantów. A jeśli nie o to, to o co?

Myślę, że praktycznie oznacza to, iż polityka taka powinna być prowadzona z wielkim taktem i w sposób przemyślany.

>>3) Sam opisywałeś niesmak, jaki budzi "życie z dzieci" we francuskich "gettach" (ech... gdyby wszystkie getta były takie...). A jako zachętę do takiej postawy pojmuje się właśnie becikowe.
>Ciekawe jak można żyć z becikowego- 10 żon trzeba by mieć (!), które by regularnie rodziły dzieci, a i to chyba za mało biorąc pod uwagę długość trwania ciąży.

To po co jest becikowe? Dalej piszesz, że nie mam argumentów przeciwko becikowemu, że trzeba poczekać, aż się sprawdzi (albo nie) w praktyce. A ja do dzisiaj nie wiem, jak becikowe ma skłaniać ludzi do większej dzietności. Kogo ma skłaniać? Bogatych? 1000 złotych to (powtórzę to jeszcze raz), nie jest kwotą pozwalającą na utrzymanie jednego dziecka więcej. Biednych? Dla nich to większa kwota, ale żeby pozwoliła na utrzymanie rodziny trzeba by regularnego rodzenia dzieci. Więc dla kogo to jest propozycja? Co ona zmieni? Czy przeprowadzono porównanie z innymi programami polityki "demograficznej" w innych państwach, ze stosowanymi środkami i ich skutkami? Czy podjęto publiczną dyskusję, jak zachęcić do rodzenia?

Myślę, że nie jestem jedyną osobą, która chce argumentów PRZED podjęciem decyzji o wydawaniu publicznych pieniędzy. Owszem, praktyka wszystkie pomysły zweryfikuje. Ale można je analizować i przewidywać ich wyniki, zanim pokażą się ich skutki.

Tymczasem wciąż postrzegam becikowe jako propozycję nieprzemyślaną, za której wprowadzeniem nie przemawiają żadne argumenty. (No, owszem, przyznaję, że obdarowanej rodzinie będzie miło, coś więcej kupią -- ale nie wierzę, by mogło kogokolwiek skłonić do posiadania większej liczby dzieci.)

Pozdrawiam.
motyl
>Zresztą pisząc o polityce zwiększenia dzietności, trzeba się zastanowić po co ona. Jeśli rzeczywiście chodzi o gospodarkę i stosunek emerytów do pracujących, to można to załatwić prościej, otwierając granicę dla imigrantów. A jeśli nie o to, to o co?
Po to. Imigranci są drożsi i powodują problemy. Naturalne mechanizmy byłyby lepsze, gdyby je dobrze wyregulować. Poza tym utrzymanie ciagłości narodowej (tradycja, kultura).

>Myślę, że nie jestem jedyną osobą, która chce argumentów PRZED podjęciem decyzji o wydawaniu publicznych pieniędzy. Owszem, praktyka wszystkie pomysły zweryfikuje. Ale można je analizować i przewidywać ich wyniki, zanim pokażą się ich skutki.
Becikowe ma służyć zwiększeniu przyrostu naturalnego. Ja uważam je za krok w dobrym kierunku.
Tyle że, jak zauważyłeś, ten krok to za mało. Powinny być następne. Mam nadzieje, że będą.
Uważam, że blokowanie becikowego służy rozbiciu koalicji rządowej i z tego powodu jest podłe (wiekszość rozgrywek między politykami jest podła; blokowanie dotyczy tylko [!] polityków, a nie dowolnych innych osób).
Pozdrawiam
stokrotka (877 punktów)
Nie przeczytałam wszystkich odpowiedzi na forum, więc mogę teraz powtórzyć czyjeś zdanie, nie jest to zamierzony plagiat.

Becikowe może tylko "zachęcić" osoby z nizin społecznych, które najczęściej krótkowzrocznie patrzą na jednorazową dotację, a co później z takim dzieckiem już im nie będzie myśli zajmować.
Raczej mało prawdopodobne, iż ludzi zaradnych, inteligentnych, pracujących itd. jednorazowa zapomoga przekona do dziecka. Tu trzeba systemu, który będzie wspierał młode małżeństwa, pracujące zawodowo, a więc stanowiące najzdrowszy człon społeczeństwa. Czy będzie do zachęcanie pracodawców do otwierania przedszkola przyzakładowego, czy ochrona kobiet decydujących się na dziecko (oczywiście nie taka, która zrobi z nich "święte krowy", która zupełnie zniechęci pracodawców do zatrudniania kobiet w ogóle).
Wg mnie becikowe spowodować może tylko wzrost ilościowy, a nie jakościowy! Wzrosną rzesze dzieci, młodzieży wałęsającej się, z niewielką szansą na awans społeczny, można dalej powiedzieć, że najprawdopodobnie trafią do szarej strefy, bądź do grup przestępczych. Oczywiście można za chwilę uruchomić system pomocy im w tym awansie. Ale o wiele prościej i moim zdaniem taniej będzie stawianie na wzrost jakościowy. Wspieranie ludzi wartościowych (proszę mi nie wytykać dzielenia ludzi, tylko rzetelnie się nad tym zastanowić). Pomóżmy im połączyć rodzicielstwo z pracą zawodową, a dalej to oni sobie sami poradzą. Nie będą bombą z opóźnionym zapłonem.
motyl
Ja nie rozumiem skąd opinia, że tylko najbiedniejsi odczują becikowe jako zachęte do poszerzenia rodziny.
Według mnie becikowe jest znakiem, że państwo chce iść w tym kierunku (polityki prorodzinnej), co powinno wpłynąć na bardziej świadome środowiska.
Pozdrawiam
stokrotka (877 punktów)
>Ja nie rozumiem skąd opinia, że tylko najbiedniejsi odczują becikowe jako zachęte do poszerzenia rodziny.
>Według mnie becikowe jest znakiem, że państwo chce iść w tym kierunku (polityki prorodzinnej), co powinno wpłynąć na bardziej świadome środowiska.

Gdyż osobę realnie patrzącą na swoje życie jednorazowe 1000 złotych nie może przekonać. To może być dobry powód tylko dla osób krótkowzrocznych.
A jeśli już ktoś koniecznie chce zachęcać do rodzenia dzieci, to potrzeba innych sposobów, wspierania tam gdzie jest największy problem, a więc pogodzenia pracy z rodzicielstwem.
motyl
>A jeśli już ktoś koniecznie chce zachęcać do rodzenia dzieci, to potrzeba innych sposobów, wspierania tam gdzie jest największy problem, a więc pogodzenia pracy z rodzicielstwem.
Jak można liczyć na cokolwiek, gdy blokuje sie zrobienie pierwszego kroku.
Napewno patrzysz realnie myśląc, że można wprowadzić wszystkie udogodnienia polityki prorodzinnej na raz?
Pozdrawiam
stokrotka (877 punktów)
>Jak można liczyć na cokolwiek, gdy blokuje sie zrobienie pierwszego kroku.
>Napewno patrzysz realnie myśląc, że można wprowadzić wszystkie udogodnienia polityki prorodzinnej na raz?

Co to za pierwszy krok?! Moim zdaniem on nie rozwiąże problemu, może tylko spowodować następne (o których wcześniej napisałam). Ja nie chcę wprowadzać wszystkich udogodnień na raz. Jestem daleko od mieszania się państwa w jakiekolwiek sposób w życie prywatne obywateli. Ale jak już to robi, to niech to działanie ma ręce i nogi i niech będzie przemyślane długookresowo, a nie pod publikę. Bo takie becikowe jest medialne. Można pokazać biedną, młodą kobietę tłumaczącą, że to dla niej jak dar z nieba. Znacznie trudniej "sprzedać" publice działanie mniej efektowne i nie przynoszące korzyści w postaci gotówki.
motyl
>>Jak można liczyć na cokolwiek, gdy blokuje sie zrobienie pierwszego kroku.
>>Napewno patrzysz realnie myśląc, że można wprowadzić wszystkie udogodnienia polityki prorodzinnej na raz?
>Co to za pierwszy krok?! Moim zdaniem on nie rozwiąże problemu, może tylko spowodować następne (o których wcześniej napisałam). Ja nie chcę wprowadzać wszystkich udogodnień na raz. Jestem daleko od mieszania się państwa w jakiekolwiek sposób w życie prywatne obywateli. Ale jak już to robi, to niech to działanie ma ręce i nogi i niech będzie przemyślane długookresowo, a nie pod publikę. Bo takie becikowe jest medialne. Można pokazać biedną, młodą kobietę tłumaczącą, że to dla niej jak dar z nieba. Znacznie trudniej "sprzedać" publice działanie mniej efektowne i nie przynoszące korzyści w postaci gotówki.
Może jestem cyniczny ale widzę to tak. Wiele osób pisze o tym jakie rzeczy trzeba wprowadzać by stworzyć polityke prorodzinną z prawdziwego zdarzenia. Super. Ale szyderstwem wydaje się, gdy wykorzystują to co piszą by zaczątki owej polityki blokować.
Zamiast odwrócić kartę i naciskać by wprowadzano dalsze kroki w odpowiednim kierunku. Krzyczeć, że tylko wtedy taka polityka będzie skuteczna. Wymagać więcej, walczyć.
Ale gdzież tam, cała krytyka zdaje się być podszyta małostkowością. 'Głupi' LPR może więcej niż wszystkie poprzednie rządy (co prawda rękami PiSu) w tej sprawie. To dopiero ironia. Ci co krzyczą, że to zła rzecz, to becikowe, boją się może, że ktoś im wytknie, co oni w tej sprawie robili. Że mają się czego wstydzić.
Pozdrawiam
stokrotka (877 punktów)
>Jak można liczyć na cokolwiek, gdy blokuje sie zrobienie pierwszego kroku.
>Napewno patrzysz realnie myśląc, że można wprowadzić wszystkie udogodnienia polityki prorodzinnej na raz?

Co to za pierwszy krok?! Moim zdaniem on nie rozwiąże problemu, może tylko spowodować następne (o których wcześniej napisałam). Ja nie chcę wprowadzać wszystkich udogodnień na raz. Jestem daleko od mieszania się państwa w jakiekolwiek sposób w życie prywatne obywateli. Ale jak już to robi, to niech to działanie ma ręce i nogi i niech będzie przemyślane długookresowo, a nie pod publikę. Bo takie becikowe jest medialne. Można pokazać biedną, młodą kobietę tłumaczącą, że to dla niej jak dar z nieba. Znacznie trudniej "sprzedać" publice działanie mniej efektowne i nie przynoszące korzyści w postaci gotówki.
Celecrin (11895 punktów)
>Ja nie rozumiem skąd opinia, że tylko najbiedniejsi odczują becikowe jako zachętę do >poszerzenia rodziny.
Trochę zdrowego rozsądku, reszta to matematyka.
Zakładam, że większość kobiet pracuje, lub chciałaby pracować. Jeżeli kobieta zajdzie w ciążę, w większości przypadków zostanie zwolniona z pracy.
Jeżeli nie zostanie zwolniona z pracy, ma do dyspozycji 16, 18 lub 26 (trzecie dziecko)tygodni płatnego urlopu macierzyńskiego.
A CO POTEM? Dziecko przecież ma zaledwie 4 do 6 miesięcy. Trzeba wynająć opiekunkę w innym przypadku, nawet jeden miesiąc darmowego urlopu wychowawczego kasuje Ci całe becikowe
Becikowe jest "atrakcyjne" jedynie dla dołów społecznych, ale nie sądzę, że nawet w tym przypadku będzie odpowiedzialne za zwiększony wzrost urodzin. Przecież na 100% podrożeje chrzest
Becikowe...
To jedynie pusty gest, który kosztował będzie miliardy. Celem rządu powinno być stwarzanie zdrowych warunków do rozwoju społecznego, tym czasem tworzy się warunki do wzrostu obszarów biedy
Nic innego po TYM rządzie się zresztą nie spodziewam.
Jest coraz więcej przykładów, że ludzie Ci reprezentują typ myślenia magicznego, co mnie cieszy niezmiernie.


Lacho calad, drego morn
motyl
>To jedynie pusty gest, który kosztował będzie miliardy. Celem rządu powinno być stwarzanie zdrowych warunków do rozwoju społecznego, tym czasem tworzy się warunki do wzrostu obszarów biedy
To ciekawe. Na wszelki wypadek należałoby nic nie robić. Doprawdy to jest wyjście. 1000 złoty matkom to pusty gest. Takich wyżyn abstrakcji nie sięgam.
>Nic innego po TYM rządzie się zresztą nie spodziewam.
Ciekawe czego spodziewałeś się po dwóch poprzednich. Pewnie jakby poszukać na TYM Forum, to można znaleźć odpowiedź.
>Jest coraz więcej przykładów, że ludzie Ci reprezentują typ myślenia magicznego, co mnie cieszy niezmiernie.
Trudno się zgodzić.
Pozdrawiam
Celecrin (11895 punktów)
Witam
>To ciekawe. Na wszelki wypadek należałoby nic nie robić. Doprawdy to jest wyjście. 1000 >złoty matkom to pusty gest. Takich wyżyn abstrakcji nie sięgam.
Nie napisałem, że nic nie trzeba robić. Wciskasz mi słowa, których nie używałem, a potem z nimi polemizujesz.

Znacznie lepszym posunięciem byłoby zrównanie praw kobiet i mężczyzn w wychowaniu dzieci. Proste posunięcie dające ojcom możliwość wzięcia urlopu macierzyńskiego. Nie dość, że zmniejszałoby to trochę dyskryminację kobiet przy zatrudnianiu, gdzie pracodawcy je traktują często jak krowy rozpłodowe, to przedłużałoby opiekę nad maluchami DWUKROTNIE.
Choć i tak pracodawcy obawiają się chyba najbardziej, że kobieta zajdzie w ciążę i "zniknie" na rok, co się zdarza niestety.

Sięgasz wyżyn abstrakcji, ponieważ, teksty o "początku drogi" o "symbolu" są Twoje.
Nie pojmujesz?
Obowiązkiem rządu jest prowadzenie skutecznej polityki, a nie WYKONYWANIE GESTÓW dobrej woli, które nic nie dadzą, a są kosztowne. Gratuluję logiki, jeżeli uważasz, że podjęcie życiowej decyzji ma zależeć od kwoty, która starczy na pieluchy, na 4-5 miesięcy.
I nie ma znaczenia czy to będzie 2000 czy 4000 tysiące. Żadna jednorazowa "łapówka" nie będzie decydująca w podjęciu świadomej decyzji o urodzenia dziecka (o to chodzi, nie?)
Kobieta podejmie decyzję o urodzeniu dziecka, kiedy będzie się czuła bezpieczna i nie będzie się bała o przyszłość swoją i swojego dziecka. Prawdziwe decyzje " pronatalne" to budowa dróg, ściąganie dużych inwestycji przemysłowych i rozruszanie budownictwa itd.
Jednym słowem, niech rząd zajmie się gospodarką.

Tłumaczenie Ci takich oczywistości jest męczące.

>Ciekawe czego spodziewałeś się po dwóch poprzednich.
Na pewno nie symbolicznych gestów.
>>Jest coraz więcej przykładów, że ludzie Ci reprezentują typ myślenia magicznego, co mnie cieszy niezmiernie.
>Trudno się zgodzić.
Nie dziwię się. Myślisz podobnie. Jeżeli chcesz wiedzieć, co to jest "myślenie magiczne", sprawdź w encyklopediach.

Lacho calad, drego morn
Sukulent
>Zakładam, że większość kobiet pracuje, lub chciałaby pracować. Jeżeli kobieta zajdzie w ciążę, w większości przypadków zostanie zwolniona z pracy.

Nie, nie zostanie zwolniona z pracy. Kodeks pracy ją przed tym chroni - kobiety w ciąży zwolnić nie można, chyba, ze jest to umowa czasowa, wtedy ulega ona rozwiązaniu w czasie sprecyzowanym tą umową. Co oczywiście nie znaczy, że pracodawca nie zwolni jej (tej kobiety nieszcęsnej) zaraz po powrocie do pracy, co też zwykle robi. Wobec czego kobiety broniąc się przed takim obrotem spraw od razu biorą urlop wychowawczy, który wprawdzie jest bezpłatny, ale pracodawca płaci świadczenia, oraz jest tzw. ciągłość parcy. Nie chcę uprawiać politycznej reklamy, ale to wszystko zrealizowane pomysły lewicy.

Tyle, że jak widać sytuacja ta przypomina bawienie się z pracodawcą w berka - wychodzą na tym źle obie strony, bo pracodawca traci pracownika (zwykle już przeszkolonego i wdrożonego) popłaciwszy uprzednio te świadczenia, kobieta traci pracę w raczej nieprzyjemnej atmosferze (naciągnęła wszak przcodawcę),a budżet domowy dostaje w łeb w strategicznym okresie pojawienia się nowego członka rodziny.

Wobec tej kołomyji czymże jest 1000 PLN becikowego?

Żeby ponaprawiać te układy trzeba niestety zdrowo pomyśleć, a becikowe to intelektualna "linia najmniejszego opru".

Pozdrawiam
Celecrin (11895 punktów)
>>Zakładam, że większość kobiet pracuje, lub chciałaby pracować. Jeżeli kobieta zajdzie w ciążę, w większości przypadków zostanie zwolniona z pracy.
>Nie, nie zostanie zwolniona z pracy.
Och kaktusie cechy...
Formalnie masz oczywiście rację, jednak ja na skróty napisałem w ten sposób, po części dlatego, że rozmawiamy o DECYZJACH. W ten sposób, zajście w ciążę może skończyć się zwolnieniem. Często zdarza się, że kobiety wykorzystują przepis, o którym wspomniałaś i od razu idą na wychowawcze, ponieważ zakładają z góry, że muszą zostać z dzieckiem. Urlopu wychowawczego jest zdecydowanie za mało. Myślę, że to jest główna przyczyna różnych "sankcji" ze strony pracodawców, którzy boją się trochę, takich sytuacji. Zatrudniasz pracownika, a on idzie na wolne (zdobycie papierka od ginekologa jest dziecinnie łatwe) na prawie rok. Ty musisz płacić mu całą pensję i gorączkowo szukasz nowego pracownika. Zamknięte koło.

>Tyle, że jak widać sytuacja ta przypomina bawienie się z pracodawcą w berka - >wychodzą na tym źle obie strony, bo pracodawca traci pracownika (zwykle już >przeszkolonego i wdrożonego) popłaciwszy uprzednio te świadczenia, kobieta traci pracę >w raczej nieprzyjemnej atmosferze (naciągnęła wszak pracodawcę), a budżet domowy >dostaje w łeb w strategicznym okresie pojawienia się nowego członka rodziny.
DOKŁADNIE. Obie strony kombinują, jednak prawie nie mają wyjścia.
Dodam na marginesie, że moim zdaniem, w Polsce biznes nie dba o pracowników. Rzadko się spotykam z chęcią inwestycji w ludzi. Raczej chce się zdobyć produkt gotowy, który myśli sam, zna 30 języków i marzy o zarabianiu 300 zł. To jednak tak zwany "rynek pracy", jeżeli towaru w bród (bezrobocie), przebierasz i marudzisz. Kiedy sytuacja w Polsce się zmieni pracodawcy zaczną doceniać pracowników. Zmiany idą zresztą błyskawicznie bez wielkich inwestycji. Ludzie masowo wyjeżdżają do pracy za granicą. Trudno znaleźć dobrego hydraulika, brakuje pielęgniarek, lekarzy. Nawet fryzjerka mojej żony wybiera się do Londynu, tragedia i rozpacz Zaczyna się robić ciekawie.

>Żeby ponaprawiać te układy trzeba niestety zdrowo pomyśleć, a becikowe to intelektualna "linia najmniejszego oporu".
Zgadzam się. Przede wszystkim trzeba rozwijać gospodarkę. To lek na wszystko.
Na bezrobocie, na przestępczość, na rozrodczość (przy właściwych regulacjach), na deficyt i tak dalej...na wszystko!
Po pierwsze GOSPODARKA!
Pozdrawiam
P.S.
Loguj się heryn Sukulent, bo nie można, na przykład, dać Ci plusa...


Lacho calad, drego morn
sukulent (2309 punktów)
>Och kaktusie cechy...
Chciałam doprecyzować ...

>Urlopu wychowawczego jest zdecydowanie za mało.heryn Sukulent, bo nie można, na przykład, dać Ci plusa...
Rozkaz, moderatorze, spróbuję !

Pozdrawiam

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
sukulent (2309 punktów)
Coś z tym logowaniem gorzej niż bez, wycięło mi część odpowiedzi; może nie umiem.

Chciałam dodać a'propos za krótkiego macierzyńskiego, bo ten zapewne miałeś na myśli , że był dłuższy i został skrócony z powodów, jakie wytłumaczył mi Placownik w poście powyżej.
Trochę jestem od tego tłumaczenia ogłupiała, bo za macierzyński pracodawca nie płaci. Jest to zasiłek i płaci to ZUS, pracodawca płaci świadczenia. Finansowo dla pracodawcy nie różni się to od wychowawczego, w który "uciekają" kobiety. Po dłuższym macierzyńskim mogłyby wrócić do pracy, bo oddawanie opiekunce (babci, cioci, żłobkowi, którego brakuje) dziecka 5-cio lub 6-cio miesięcznego to zupełnie inna bajka. Ponadto jest jeszcze, reklamowane ostanio w sejmie, karmienie piersią. WHO zaleca 6 m-cy. Ciekawe, jak to zrealizować, przy 3, 4-ro miesięcznym macierzyńskim ?

Urlop macierzyński dla ojców popieram w całej rozciągłości (tylko nazwę by musieli zmienić) !

GOSPODARKA - nic dodać, nic ująć

Serdecznie pozdrawiam
nieco skonfundowany Sukulent

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
Przemek K.
>>Zresztą pisząc o polityce zwiększenia dzietności, trzeba się zastanowić po co ona. Jeśli rzeczywiście chodzi o gospodarkę i stosunek emerytów do pracujących, to można to załatwić prościej, otwierając granicę dla imigrantów. A jeśli nie o to, to o co?
>Po to. Imigranci są drożsi i powodują problemy. Naturalne mechanizmy byłyby lepsze, gdyby je dobrze wyregulować. Poza tym utrzymanie ciagłości narodowej (tradycja, kultura).

Dlaczego emigranci są drożsi? Nie bardzo to rozumiem. Polityka łożenia na dzietność Polaków też będzie kosztowna, być może jeszcze bardziej, a już na pewno ewentualne zyski będą późniejsze w czasie.

Utrzymanie ciągłości narodowej -- to zależy od tego jak definiujemy kulturę. Jeśli mówimy o pewnej wspólnocie duchowej, to większym zagrożeniem od emigrantów, jest "macdonaldyzacja" kultury. Myślę, że dzisiaj trudno byłoby odpowiedzieć, czym jest polska kultura i tożsamość narodowa. Owszem -- mamy pewne charakterystyczne zwyczaje, z karpiem na Boże Narodzenie, czy odwiedzaniem grobów 1 listopada (być może najbardziej "narodowy" z powszechnych u nas zwyczajów). Oczywiście jest jeszcze język polski, ale tego akurat można emigrantów uczyć, zreszta jego używanie wymusza jego urzędowość. Historyczne rocznice niekoniecznie Polaków łączą mimo usilnej propagandy. Polityka raczej dzieli niż łączy.

W każdym razie, tworzenie wizji kultury narodowej, to wyzwanie, które przed nami stoi, zupełnie niezależnie od tego, czy przyjdzie nam nauczać dzieci emigrantów, czy własne.

>>Myślę, że nie jestem jedyną osobą, która chce argumentów PRZED podjęciem decyzji o wydawaniu publicznych pieniędzy. Owszem, praktyka wszystkie pomysły zweryfikuje. Ale można je analizować i przewidywać ich wyniki, zanim pokażą się ich skutki.
>Becikowe ma służyć zwiększeniu przyrostu naturalnego. Ja uważam je za krok w dobrym kierunku.

Ma służyć, czy posłuży? Ja się zgadzam, że jest to oficjalny powód wprowadzenia becikowego. Przyznaję nawet, że to bardzo prawdopodobne, iż pomysłodawcy rzeczywiście liczyli, że przyniesie ono takie efekty. Problem polega na tym, że poza "myśleniem życzeniowym" nie widzę przesłanek, by w te efekty wierzyć.

>Uważam, że blokowanie becikowego służy rozbiciu koalicji rządowej i z tego powodu jest podłe (wiekszość rozgrywek między politykami jest podła; blokowanie dotyczy tylko [!] polityków, a nie dowolnych innych osób).

Oficjalnie nie mamy koalicji rządowej

W polityce każdy argument może być dobry, jeśli się go wylansuje. Ten może być jednak rzeczywiście dobry, w tym sensie, że wskazuje na słabość nieformalnej 'koalicji rządowej'.

Pozdrawiam.
motyl
>>>Zresztą pisząc o polityce zwiększenia dzietności, trzeba się zastanowić po co ona. Jeśli rzeczywiście chodzi o gospodarkę i stosunek emerytów do pracujących, to można to załatwić prościej, otwierając granicę dla imigrantów. A jeśli nie o to, to o co?
>>Po to. Imigranci są drożsi i powodują problemy. Naturalne mechanizmy byłyby lepsze, gdyby je dobrze wyregulować. Poza tym utrzymanie ciagłości narodowej (tradycja, kultura).
>Dlaczego emigranci są drożsi?
Bo trzebaby ich dostosowywać do polskich warunków. Inaczej tworzyliby 'getta' jak we Francji czy gdziekolwiek indziej. Co tylko zamienia problem na inny.
>Utrzymanie ciągłości narodowej -- to zależy od tego jak definiujemy kulturę. Jeśli mówimy o pewnej wspólnocie duchowej, to większym zagrożeniem od emigrantów, jest "macdonaldyzacja" kultury.
Piszesz jakby trzeba wybierać między mcdonaldyzacją a emigrantami- tymczasem mielibyśmy oba zagrożenia.
> Myślę, że dzisiaj trudno byłoby odpowiedzieć, czym jest polska kultura i tożsamość narodowa.
Trudno napisać (wiele tekstu), ale każdy chyba ma jakie takie pojęcie.
>W każdym razie, tworzenie wizji kultury narodowej, to wyzwanie, które przed nami stoi, zupełnie niezależnie od tego, czy przyjdzie nam nauczać dzieci emigrantów, czy własne.
Ale jest różnica, które dzieci byśmy uczyli!

>>>Myślę, że nie jestem jedyną osobą, która chce argumentów PRZED podjęciem decyzji o wydawaniu publicznych pieniędzy. Owszem, praktyka wszystkie pomysły zweryfikuje. Ale można je analizować i przewidywać ich wyniki, zanim pokażą się ich skutki.
>>Becikowe ma służyć zwiększeniu przyrostu naturalnego. Ja uważam je za krok w dobrym kierunku.
>Ma służyć, czy posłuży? Ja się zgadzam, że jest to oficjalny powód wprowadzenia becikowego. Przyznaję nawet, że to bardzo prawdopodobne, iż pomysłodawcy rzeczywiście liczyli, że przyniesie ono takie efekty. Problem polega na tym, że poza "myśleniem życzeniowym" nie widzę przesłanek, by w te efekty wierzyć.
A ja widzę.
>>Uważam, że blokowanie becikowego służy rozbiciu koalicji rządowej i z tego powodu jest podłe (wiekszość rozgrywek między politykami jest podła; blokowanie dotyczy tylko [!] polityków, a nie dowolnych innych osób).
>Oficjalnie nie mamy koalicji rządowej
Koalicja jest albo jej nie ma. Żadne oficjalne zdania tego nie zmieniają.
>W polityce każdy argument może być dobry, jeśli się go wylansuje.
??
> Ten może być jednak rzeczywiście dobry, w tym sensie, że wskazuje na słabość nieformalnej 'koalicji rządowej'.
??
Tych zdań nie rozumiem. Być może dlatego, że inaczej wartościuje, kto lub co, jest dobre.
Pozdrawiam
pkowalski
>>Dlaczego emigranci są drożsi?
>Bo trzebaby ich dostosowywać do polskich warunków. Inaczej tworzyliby 'getta' jak we Francji czy gdziekolwiek indziej. Co tylko zamienia problem na inny.

Ja się zgodzę, że to kosztuje. Ale polityka zwiększenia dzietności też kosztuje i sądzę, że nawet więcej. Oczywiście, jeśli to będzie polityka, a nie samo becikowe.

>Piszesz jakby trzeba wybierać między mcdonaldyzacją a emigrantami- tymczasem mielibyśmy oba zagrożenia.

Program szerzenia i utrwalania kultury narodowej i tak musi istnieć. Różnice finansowe w kierowaniu go do rdzennych Polaków, a kierowaniu go do Polaków i imigrantów, nie wydają się duże.

>> Myślę, że dzisiaj trudno byłoby odpowiedzieć, czym jest polska kultura i tożsamość narodowa.
>Trudno napisać (wiele tekstu), ale każdy chyba ma jakie takie pojęcie.

Więc lepiej zostawmy to pojęcie na boku; choć zawsze gdy widzę takie nieostre wyobrażenia, kusi mnie pytanie o ich lepszą definicję

>>W każdym razie, tworzenie wizji kultury narodowej, to wyzwanie, które przed nami stoi, zupełnie niezależnie od tego, czy przyjdzie nam nauczać dzieci emigrantów, czy własne.
>Ale jest różnica, które dzieci byśmy uczyli!

Wszystko zależy od liczby. Oczywiście, gdyby doszło do tworzenia osobnych, imigranckich dzielnic (czy jak kto woli 'gett'), w których dzieci nie miałyby kontaktu z polskimi rówieśnikami, problemy wychowawcze byłyby istotne, a efekty podobne do francuskich. Tyle, że możemy bazować zarówno na doświadczeniach pozytywnych (bo jednak napływ imigrantów stymulował gospodarkę, poprawiając średnią wieku wspierał funkcjonowanie ubezpieczeń społecznych), jak i negatywnych, i unikać takich błędów.

Zresztą odnoszę wrażenie, że mówiąc o imigrantach, masz na myśli głównie niewykształconych Arabów. Ja nie wykluczam, że będą oni stanowili jakiś odsetek, ale to kto do nas zawita, będzie zależało także od potrzeb naszej gospodarki, od naszej polityki, itd. Zresztą w przeciwieństwie do Francji, czy Niemiec, nie mamy takich tradycyjnych związków z krajami islamskimi. (Oczywiście, jeśli nie dorobimy się takich związków z Irakiem...) Bardzo możliwe, że imigrantami będą głównie Ukraińcy, Białorusini, może Chińczycy. Jeśli będzie takie zapotrzebowanie w Polsce (i jeśli będzie istniała odpowiednia polityka w zakresie szkolnictwa wyższego), to także wykształceni.

>>>Uważam, że blokowanie becikowego służy rozbiciu koalicji rządowej i z tego powodu jest podłe (wiekszość rozgrywek między politykami jest podła; blokowanie dotyczy tylko [!] polityków, a nie dowolnych innych osób).
>>> [...]
>>W polityce każdy argument może być dobry, jeśli się go wylansuje.
>??

To tylko w nawiązaniu do "podłości" argumentów.

>> Ten może być jednak rzeczywiście dobry, w tym sensie, że wskazuje na słabość nieformalnej 'koalicji rządowej'.
>??
>Tych zdań nie rozumiem. Być może dlatego, że inaczej wartościuje, kto lub co, jest dobre.

Rzeczywiście, źle napisałem.

Dla mnie becikowe jest nie przemyślaną formą prowadzenia polityki demograficznej, która wskazuje na brak poważnej debaty, także po stronie "koalicji rządzącej" (LPR i PiS) nad kwestiami państwowymi (i narodowymi), oraz na brak kompetencji tej koalicji do kierowania krajem. Oczywiście, oceniając pozytywnie (wciąż nie wiem na jakiej podstawie) samo becikowe, raczej nie zgodzisz się z taką oceną...

Pozdrawiam.
motyl

>>Piszesz jakby trzeba wybierać między mcdonaldyzacją a emigrantami- tymczasem mielibyśmy oba zagrożenia.
>Program szerzenia i utrwalania kultury narodowej i tak musi istnieć. Różnice finansowe w kierowaniu go do rdzennych Polaków, a kierowaniu go do Polaków i imigrantów, nie wydają się duże.
To dziwne. Wydaje się, że imigrantom trudniej poczuć się Polakami niż Polakom. A przecież na tym polega przekonywanie.

>Wszystko zależy od liczby. Oczywiście, gdyby doszło do tworzenia osobnych, imigranckich dzielnic (czy jak kto woli 'gett'), w których dzieci nie miałyby kontaktu z polskimi rówieśnikami, problemy wychowawcze byłyby istotne, a efekty podobne do francuskich. Tyle, że możemy bazować zarówno na doświadczeniach pozytywnych (bo jednak napływ imigrantów stymulował gospodarkę, poprawiając średnią wieku wspierał funkcjonowanie ubezpieczeń społecznych), jak i negatywnych, i unikać takich błędów.
To jasne. Ale odnoszę wrażenie, że problemy są tym mniejsze im mniej imigrantów potrzebujemy.
>Zresztą odnoszę wrażenie, że mówiąc o imigrantach, masz na myśli głównie niewykształconych Arabów. Ja nie wykluczam, że będą oni stanowili jakiś odsetek, ale to kto do nas zawita, będzie zależało także od potrzeb naszej gospodarki, od naszej polityki, itd. Zresztą w przeciwieństwie do Francji, czy Niemiec, nie mamy takich tradycyjnych związków z krajami islamskimi. (Oczywiście, jeśli nie dorobimy się takich związków z Irakiem...) Bardzo możliwe, że imigrantami będą głównie Ukraińcy, Białorusini, może Chińczycy. Jeśli będzie takie zapotrzebowanie w Polsce (i jeśli będzie istniała odpowiednia polityka w zakresie szkolnictwa wyższego), to także wykształceni.
Zgadzam się, że imigranci będą ze wschodu. Zawsze jest tak, że statystycznie imigranci obsadzają doły społeczne.

>Dla mnie becikowe jest nie przemyślaną formą prowadzenia polityki demograficznej, która wskazuje na brak poważnej debaty, także po stronie "koalicji rządzącej" (LPR i PiS) nad kwestiami państwowymi (i narodowymi), oraz na brak kompetencji tej koalicji do kierowania krajem. Oczywiście, oceniając pozytywnie (wciąż nie wiem na jakiej podstawie) samo becikowe, raczej nie zgodzisz się z taką oceną...
Relatywnie jednak to krok naprzód w porównaniu do poprzednich rządów. I podnosi mi ciśnienie, że ludzie z opcji 'prosocjalnej' to blokują twierdząc, że lepiej nie robić nic.
Pozdrawiam
Kraps (17 punktów)
Co więcej, gdyby Polaków stać było na eksport
>swojej ludności do krajów Europy (a napewno łatwiej nam się
>aklimatyzować niż innym), to za jakiś czas mogłoby się
>okazać, że dominującym pod względem znajomości językiem w
>Europie jest język polski. Choć to wizja nieco na wyrost,
>to jednak przyjemnie pomarzyć.
>

Tak, język polski wypiera angielski. Jak LPR z PIS-em będą prowadzić politykę ograniczania dostępu do środków antykoncepcyjnych, to może to za kilka lat dać efekty
slah
a co jest dziwnego w sojusznictwie koscioła w "odmładzaniu narodu"?
Totus (1201 punktów)
1. A mnie zastanawia czemu nie chcesz nas ratować przed ewidentnym złem jakie wynika z przeludnienia państwa w stosunku do jego potencjału liczebnościowego. Państwo powinno być swoistą wspólnotą podobną do rodziny rodzin. A pojedyncza rodzina nie powołuje potomka nie mając mu do zaoferowania większości w niezbędnym pakiecie wychowawczym. Podobnie państwo nie ma nic do zaoferowania rodzinom, które nie stać na posiadanie potomstwa, toteż powinno chyba prowadzić politykę antyprokreacyjną tak by osiągnąć liczebność na miarę potencjału, czyż nie?
Po osiągnięciu równowagi podnoszenie progu potencjału będzie równoznaczne jeśli nawet nie współistotne z propagowaniem prokreacji również (bo o tym mówimy) w polityce państwa.
A dziś:
2. Becikowe jako zapomoga może być rozpatrywane jako wniosek wypływający z rodziny, która stanęła, z przyczyn nie wartych komentarza, w obliczu posiadania dziecka bez woli jednego lub obojga rodziców lub z patologicznych przekonań, że przelotne uczucia stoją ponad alkoholizmem czy rozsypującą się gruźliczopędną kamienicą, w której owo dziecko przyszło na świat.
Rodzina przeciętnie biedna jak też i rodzina patologiczna w ostrzejszym znaczeniu potrzebuje miesięcznej wypłaty zasiłku na utrzymanie dziecka. Zapytam w tym miejscu czy znasz może aktualne wysokości tych zasiłków? Czy znasz może system przyznawania "wychowawczego" oparty na granicznej wartości dochodu na członka rodziny nie zaś na dofinansowaniu różnicy do puli wymaganej na członka rodziny?
To jest patologia, zauważ:
Dochody np. 500 zł na członka rodziny to dostaniesz np. 400 zł wychowawczego (nie pamiętam teraz tych liczb dokładnie) a 501 złotych dochodu dostaniesz wiesz co? Dobrze pomyślałeś.
Ale kobieta nie idzie na "wychowawcze" bo babka z rencinką zajmie się dzieckiem, w końcu w biedocie współdzieli sypialnię z małżonkami, ona idzie do pracy za 600 zł na rękę czyli podpada pod zasiłek na dziecko wynosi 80 zł na miesiąc. Nędza, aż piszczy !!!
Mówisz o becikowym? 1000 zł? No to podzielmy to na trzy lata:
Zasiłek rośnie do 107 złotych na miesiąc. (w sumie skromny człowiek ledwie utrzyma się za 1000 PLN na miesiąc, na marginesie)
Do czego zmierzam:
Musimy jasno określić KOGO I PO CO chcemy finansować, by zechciał rodzić dzieci, bo jeżeli biedną większość społeczeństwa, to pytanie rządu do biedoty brzmi:
Ludzie czy zechcecie podejmować się wysiłku wychowawczego nowych obywateli przy wzroście państwowej raty na dziecko o dwadzieścia złotych?
Ja mówię nie i wcale nie dlatego że to raptem trzy paczki fajek, tylko dlatego, że to po prostu kpina a nie oferta.
Co do zaś tych, którzy nie wybierają czy chcą posiadać dziecko czy nie to masz rację działanie LPR i kościoła należy intensyfikować, nie bardzo jednak wiem co ta dziwna wielodzietna grupa społeczna miała by wnieść do społeczeństwa? Poprawić jakieś wykresy statystyczne? Przepraszam, ale odpowiedz po co?
3. Jeżeli szukasz wyjścia z tej nieciekawej sytuacji, to ono IMHO jest i nazywa się:
Koniec międzysektorowego szarostrefowego handlu ludźmi. Rząd ma prawo zabrać stanowisko w sprawie prokreacji tylko wtedy, gdy zaplombuje dziury przez które najbardziej doinwestowani przez społeczeństwo obywatele tego kraju wyfruwają jak motyle by służyć innym, którzy jak to nazwałeś w pierwszym rzędzie dbają o swoje interesy.
Szarostrefowy handel ludźmi to nie tylko zrzeczenie się prawa do obywateli lepszej kategorii ale pozwolenie by na terytorium państwa napływał obcy kulturowo potencjał i to zarówno twórczy (jest to ukryty atak na jakość państwa z którego napływa), ale i roboczy (atak na obywateli państwa do którego napływa tania siła robocza, w szczególności niebezpieczna jeżeli towarzyszy jej degenerująca jednostki obyczajowość umacniana religijnie).
Tak wię ma rację Przemek K. najpierw ustalmy kto jest kim, co to jest Rzeczpospolita, co chcemy chronić, co ratować i w czym się obracać a potem możemy wstępować w Unię Państw, ktorych celem jest wspieranie się i poszanowanie praw do własnej odrębności gospodarczej, która kiedy się urzeczywistni znajdą się ludzie, którzy zaczną widzieć sens by pomóc. Lekarz, pielęgniarka, przedsiębiorca i setki innych nie zechcą uciekać jak szczury tylko zostać i walczyć by ten kraj nie stał się gettem rozrodczym dla Europy, które ma zastąpić leniwe trutnie z importu bardziej pożądanymi mrówkami robotnicami.
Starając się jakoś skończyć ten post, który zaledwie "musnął" temat i obarczony jest pewnie masą skrótów myślowych do rozwinięcia, powiem tak:
Jeśli chcemy ażeby w Polsce była praca i wzrost wszystkiego ku chwale narodu to schemat jest następujący:
Zamknięcie - deratyzacja - malowanie ścian - czyszczenie kibli - dezynfekcja - odpasożytniczenie - wystrojenie wnętrza - Wielkie Otwarcie - 4? a może 5? Rzeczpospolita wita chętnych do współpracy oraz zgłasza gotowość do uczestnictwa w Unii.
Ale na to już pewnie za późno... chociaż może jeśli nie w 1989 to może była szansa w 1945...? nie?, nie było?
A jakie jest oficjalne stanowisko UE do dramatu narodu polskiego po 1945 roku?
Jakie wnioski UE wyciągnęła i jakie struktury ochronne dla nas stworzyła poprzedzające członkostwo by bezlitosne mechanizmy rynkowe nas nie zrujnowały?
Totus (1201 punktów)
Byłbym zapomniał o rodzinach, w których jednak niepełniosprawni umysłowo rodzice nie wiedzą jak wydać pieniądze z becikowego. Kurator środowiskowy może zamiast gotówki przynieść talon na wózek dziecięcy i łóżeczko, albo nie - od razu niech przyniesie jedno i drugie. Mówię tak bo osobiście znam rodziny, gdzie kasę w połowie by przepito na pępkowinach.
Sukulent
Przepraszam, że wchodzę tu w dyskusję, rozumiem, ze pisałeś do autora wątku, ale nie mogę się powstrzymać.

Najpierw chcę się z Tobą zgodzić, a potem .. no, raczej nie zgodzić .

To, co napisałeś o zasiłkach rodzinnych jest głęboko słuszne, także w powiązaniu z becikowym. Może dopaść by jakiegoś posła i wytupać zajęcie się tematem? Korekta dotychczasowej polityki socjalnej nie powinna być kosztochłonna, a byłby to sensowny krok, o którym wszyscy na tym forum mówią, tyko gdzie indziej go upatrują. To także do Motyla, żeby sobie ciśnienia nie podnosił

Teraz zasię o szczurach, którym proponujesz pozatykać dziury. Uporządkuj : kto szczur, kto insekt-pasożyt, oraz co chcesz z tymi szczurami w końcu zrobić - dziury pozatykać, żeby nie uciekały, czy przeprowadzić deratyzację (rodzaj holokaustu), bo widzę tutaj sprzeczność ? Ponadto podaj konkrety - jak chcesz to osiągnąć ? Paszporty pozabierać ?
Sprecyzuj, jeżeli możesz, co rozumiesz pod pojęciem "najbardziej doinwestowani"- przez kogo ? Państwo ? Rodziców ? Samych siebie ?

Serdecznie pozdrawiam
Totus (1201 punktów)
Witam.
>Przepraszam, że wchodzę tu w dyskusję, rozumiem, ze pisałeś do autora wątku, ale nie mogę się powstrzymać.
Tu wchodząc raczej poprzedzasz dyskusję o ile będzie .
>Uporządkuj : kto szczur, kto insekt-pasożyt, oraz co chcesz z tymi szczurami w końcu zrobić - dziury pozatykać, żeby nie uciekały, czy przeprowadzić deratyzację (rodzaj holokaustu), bo widzę tutaj sprzeczność ? Ponadto podaj konkrety - jak chcesz to osiągnąć ? Paszporty pozabierać ?
Ideologia SYSTEMU poprzedza jego działanie. Brak ideologii przyjętej jako społeczna, brak pełnej definicji państwa, obywatela, moralności i innych "cnót" stanowi usprawiedliwienie dla wszelkich złych działań, których nie obejmuje nie istniejące prawo. Toteż mogę tylko ubolewać nad subiektywnie odczytywaną przeze mnie na niektórych płaszczyznach anarchią dnia dzisiejszego i szukać rozwiązań aż znajdę i póki co powstrzymując się od wytykania palcem aż tak bezpośrednio.
Wojna ideologiczna czy światopoglądowa trwa, jeżeli dożyjemy finału, stworzymy prawo znacznie doskonalsze od istniejącego i będzie jakaś podstawa do postawienia się światu.
W swoich dotychczasowych postach wskazuję pierwszą ofiarę mojego holocaustu na poziomie tylko i wyłącznie ideowym, będzie nią religia, ze szczególnym uwzględnieniem mojej rodzimej - katolicyzmu (wszak by mówić o czyszczeniu kibla, trzeba wpierw spojrzeć na własny)
>Sprecyzuj, jeżeli możesz, co rozumiesz pod pojęciem "najbardziej doinwestowani"- przez kogo ? Państwo ? Rodziców ? Samych siebie ?
Trafiłaś w sedno, przez całą trócę tyle, że jakoś dziś dalece nie świętą.
>Serdecznie pozdrawiam
Ja również.
sukulent (2309 punktów)
>Ideologia SYSTEMU poprzedza jego działanie. Brak ideologii przyjętej jako społeczna, brak pełnej definicji państwa, obywatela, moralności i innych "cnót" stanowi usprawiedliwienie dla wszelkich złych działań, których nie obejmuje nie istniejące prawo. Toteż mogę tylko ubolewać nad subiektywnie odczytywaną przeze mnie na niektórych płaszczyznach anarchią dnia dzisiejszego i szukać rozwiązań aż znajdę i póki co powstrzymując się od wytykania palcem aż tak bezpośrednio.

Ufff... Więc rewolucja, przynajmniej na razie, odwołana

>W swoich dotychczasowych postach wskazuję pierwszą ofiarę mojego holocaustu na poziomie tylko i wyłącznie ideowym, będzie nią religia, ze szczególnym uwzględnieniem mojej rodzimej - katolicyzmu (wszak by mówić o czyszczeniu kibla, trzeba wpierw spojrzeć na własny)

Więc jednak rewolucja ?
Ja bym tam religii i katolikom dała pożyć... Jeżeli pamiętasz ze "Skrzypka na dachu" w odniesieniu do cara - "Niech go Bóg błogosławi i zachowa... jak najdalej od nas". Jeżeli będzie i będą zajmować "swój kawałek podłogi". Ale skoro piszesz "na poziomie ideowym", to może masz na myśli dokładnie to samo, co ja ?

Serdecznie pozdrawiam

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
Walerian
"No i teraz ironicznie muszę stwierdzić, że Liga Polskich Rodzin,
>Kościół mają w tym miejscu rację. Trzeba dbać o to, by naród
>nie starzał się, inaczej za kilkanaście/dziesiąt lat czeka
>nas to samo. Co więcej, gdyby Polaków stać było na eksport
>swojej ludności do krajów Europy (a napewno łatwiej nam się
>aklimatyzować niż innym), to za jakiś czas mogłoby się
>okazać, że dominującym pod względem znajomości językiem w
>Europie jest język polski. Choć to wizja nieco na wyrost,
>to jednak przyjemnie pomarzyć."

W porządku. Można mówić o potrzebie przyrostu urodzin. Ale jak można zachęcać do płodzenia potomstwa w kraju ogarniętym kryzysami a przede wszystkim kryzysyem ekonomicznym o najmniejszym PKB per capita wśród państw UE?
Gdybyśmy mieli silną, wolnorynkową gospodarkę, na którą jest ukierunkowany rząd, byłaby praca, i to dobrze płatna (nie średnio 1,5 tys. zł co nie wystarcza na zakup mieszkania i samochodu) a Polacy zawierali by związki małżeńskie i rodzili dzieci.

Jak można mówić o jakiekolwek polityce prorodzinnej w kraju, który zmusza do emigracji? To kompletnie nie ma sensu.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365