Racjonalista - Strona głównaDo treści
W jakim celu niewierzący próbują narzucać wierzącym dogmaty wiary?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
17-07-2006 01:57aalaaskaa (68 punktów)W jakim celu niewierzący próbują narzucać wierzącym dogmaty wiary?
Śledząc różne wątki na tym forum wielokrotnie, zawsze ze zdziwieniem, czytałam zarzuty niewierzących kierowane w stronę osób, które nazywają siebie chrześcijanami, a jednocześnie przyznają, że nie uznają jakiegoś dogmatu kościoła katolickiego [powiedzmy - dla jasności dyskusji - że nie wynikającego z Biblii].
Kiedy tylko pojawi się tutaj ktoś taki, to zaraz ktoś mu napisze coś w rodzaju: jeśli jesteś chrześcijaninem, to powinieneś: wierzyć, że Maryja była dziewicą, chodzić do kościoła w każdą niedzielę, nie stosować antykoncepcji... itd. itp. - w zależności od tematu dyskusji.
Zastanawiam się dlaczego ateiści czują potrzebę pisania czegoś podobnego ludziom, którzy deklarują się jako wierzący.
Czy piszą o tych dogmatach, które im samym uniemożliwiły wiarę?
Czy chcą udowodnić tym, którzy deklarują się jako wierzący, że nie mają prawa do takich deklaracji?
Czy to jakiś rodzaj zazdrości o to, że ktoś ma własne zdanie wbrew ogółowi?
Przyznaję, że tego nie rozumiem - nie byłabym zaskoczona, gdyby to pisali wierzący, ale o co chodzi niewierzącym...?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

quasar (219 punktów)Odp: W jakim celu niewierzący próbują narzucać wierzącym dogmaty wiary
Bo racjonalista myśli logicznie - jeśli ktoś chodzi do kościoła, to widocznie wyznaje głoszone przez niego zasady. Nauczyłem się jednak, że przed jakąkolwiek rozmową na tematy religijne trzeba gruntownie prześwietlić rozmówcę na temat w jakiego to boga on wierzy. Czy jest to "bóg, który nas kocha, a wszyscy ludzie są równi, trzeba się dzielić itp" (bóg-hipis), czy też "bóg chce, żebyśmy byli szczęśliwi" (bóg-hedonista), "bóg doświadczający nas przez cierpienie" (bóg-sadysta), bóg-prawodawca i inne kombinacje jakie mogą przyjść do głowy. Wtedy dopiero wiemy, w jakiego boga wierzy indagowany rozmówca. Do tego dochodzą poglądy na temat stworzenia świata, natury człowieka, poglądów na rolę kościoła w życiu państwa. Jak się już przebrnie przez to wszystko może się okazać, że rozmówca ma poglądy zbieżne z naszymi, tylko uzasadnia je bogiem a nie rozumem, a wierzy no bo tak i tyle. Nasze życie pełne jest takich absurdów.
aalaaskaa (68 punktów)
>Bo racjonalista myśli logicznie - jeśli ktoś chodzi do kościoła, to widocznie wyznaje głoszone przez niego zasady.

A jeśli nie chodzi do kościoła, a mimo to twierdzi, że jest chrześcijaninem, to powiesz mu, że źle robi?
Jeżeli tak, to w jakim celu? - Jezus nie mówił o chodzeniu do kościoła...
Aha! - Odpowiedź "nie" nie jest tematem tego wątku.

> Nauczyłem się jednak, że przed jakąkolwiek rozmową na tematy religijne trzeba gruntownie prześwietlić rozmówcę na temat w jakiego to boga on wierzy. Czy jest to "bóg, który nas kocha, a wszyscy ludzie są równi, trzeba się dzielić itp" (bóg-hipis), czy też "bóg chce, żebyśmy byli szczęśliwi" (bóg-hedonista), "bóg doświadczający nas przez cierpienie" (bóg-sadysta), bóg-prawodawca i inne kombinacje jakie mogą przyjść do głowy. Wtedy dopiero wiemy, w jakiego boga wierzy indagowany rozmówca. Do tego dochodzą poglądy na temat stworzenia świata, natury człowieka, poglądów na rolę kościoła w życiu państwa. Jak się już przebrnie przez to wszystko może się okazać, że rozmówca ma poglądy zbieżne z naszymi,

Na podstawie tej wypowiedzi wnioskuję (nie wiem czy słusznie), że nikogo nie pouczasz w co i jak powinien wierzyć, tylko starasz się go zrozumieć albo chociaż poznać.
Nie mam nic przeciwko takiej postawie.

>tylko uzasadnia je bogiem a nie rozumem, a wierzy no bo tak i tyle. Nasze życie pełne jest takich absurdów.

Nie jest to tematem tego wątku, ale nie moge się powstrzymać i muszę napisać, że: jeśli nie istnieją żadne obiektywne dowody ani na istnienie Boga, ani na Jego nieistnienie to zarówno wiara jak i niewiara są jednakowo uzasadnione lub jednakowo nieuzasadnione. Nie ma podstaw do nazywania którejkolwiek absurdem.
lipschitz (1674 punktów)
Pewnie chodzi im o hipokryzję, gdyż istnieje nie tylko propagowanie różnych wierzeń, ale i towarzyszy temu hipokryzja, czyli wyznawcy idei, swoją postawą przeczą tej idei, co rzuca się w oczy chyba najbardziej Mniej uwagi na siebie zwraca np. ktoś zamożny, kto siedzi cicho lub nakłania do bogacenia się, niż ktoś zamożny, kto nakłania do skromnego życia, jego działalność jest raczej prowokacją, niż propagandą
Inna sprawa, czy można nie dać się sprowokować, pewnie można
aalaaskaa (68 punktów)
>Pewnie chodzi im o hipokryzję (...)

Też tak najpierw pomyślałam i mogłabym ten powód uznać za uzasadniony, gdyby nie chodziło o sprawy, o których nie ma mowy w Biblii, tylko zostały ustalone przez hierarchów kościoła.
W takim przypadku nie może być mowy o hipokryzji, więc o co chodzi?
Dlaczego niewierzący wmawiają wierzącym konieczność uznania ustaleń (nawet jeśli ktoś nazwie je dogmatami, to nadal tylko ustalenia) innych ludzi?
Dlaczego to akurat niewierzący odmawiają wierzącym prawa do własnej interpretacji Biblii?
Mogłabym zrozumieć jakichś ortodoksów, ale przyznaję, że ateistów zrozumieć nie potrafię...
Petite Violette (273 punktów)
Po prostu bo czlowiek racjonalny dazy jak najbardzej do rownowagi i koherencji wokol siebie. Problem w tym ze w religii katolickiej jest tyle nielogicznosci ze to po prostu niemozliwe. Wiec wiekszosc wierzacych "wybiera" jak zyc swoja religijnosc mimo roznych rozkazow kosciola. A dla naszego czlowieka racjonalnego to jest nie do pojecia.

IMHO, to jest moja analiza.

Chce tez dodac ze nie jestem ani katolikiem ani ateista.
aalaaskaa (68 punktów)
>Po prostu bo czlowiek racjonalny dazy jak najbardzej do rownowagi i koherencji wokol siebie. Problem w tym ze w religii katolickiej jest tyle nielogicznosci ze to po prostu niemozliwe. Wiec wiekszosc wierzacych "wybiera" jak zyc swoja religijnosc mimo roznych rozkazow kosciola. A dla naszego czlowieka racjonalnego to jest nie do pojecia.
>IMHO, to jest moja analiza.
>Chce tez dodac ze nie jestem ani katolikiem ani ateista.

Rozumiem, że najwygodniej byłoby posegregować ludzi na jak najmniejszą ilość odróżnialnych "rodzajów" [np. jeśli "wierzący", to wierzy w określony (przez kogo?) zestaw dogmatów], ale - IMHO - taki rodzaj lenistwa poznawczego nie ma raczej nic wspólnego z racjonalizmem.
Wydawało mi się, że to właśnie racjonaliści powinni rozumieć poszukiwanie własnej drogi, a kiedy czytam te różne napomnienia zaczynające się od "powinieneś wierzyć" to oczy po prostu przecieram ze zdumienia.
Piszesz o nielogicznościach, których człowiek racjonalny nie jest w stanie pojąć, ale skoro tak, to po co komuś wmuszać coś, co samemu uznaje się za absurdalne? Żeby było łatwiej kogoś takiego wyśmiać? Jakoś to mało szlachetne.
Petite Violette (273 punktów)
>Rozumiem, że najwygodniej byłoby posegregować ludzi na jak najmniejszą ilość odróżnialnych "rodzajów" [np. jeśli "wierzący", to wierzy w określony (przez kogo?) zestaw dogmatów], ale - IMHO - taki rodzaj lenistwa poznawczego nie ma raczej nic wspólnego z racjonalizmem.
To jest forma lenistwa, owszem, ale tak po prostu funkcjunuje mozg u czlowieka. Nawet jesli uwazasz ze tego nie robisz, twoj mozg robi to dla cibie. I kategoryzacja jest powszechna, bo dzieki temu o wiele wiecej rzeczy mozg moze opracowac.
A racjonalista to czlowiek, z zaletami i wadami

>Wydawało mi się, że to właśnie racjonaliści powinni rozumieć poszukiwanie własnej drogi, a kiedy czytam te różne napomnienia zaczynające się od "powinieneś wierzyć" to oczy po prostu przecieram ze zdumienia.
A ja wlasnie rozumiem, bo kiedy ktos jest na poczatku wlasnej drogi to ma sklonnosc do napominania.

>Piszesz o nielogicznościach, których człowiek racjonalny nie jest w stanie pojąć, ale skoro tak, to po co komuś wmuszać coś, co samemu uznaje się za absurdalne? Żeby było łatwiej kogoś takiego wyśmiać? Jakoś to mało szlachetne.
Napominac to nie jest zmuszac. I bardzo watpie zeby celem byly kpiny. Celem jest zrozumienie.

Wszystko co pisze angazuje tylko mnie.
aalaaskaa (68 punktów)
> (...) tak po prostu funkcjunuje mozg u czlowieka. Nawet jesli uwazasz ze tego nie robisz, twoj mozg robi to dla cibie. I kategoryzacja jest powszechna, bo dzieki temu o wiele wiecej rzeczy mozg moze opracowac.

Zdaję sobie sprawę z tego, że człowiek reaguje czasem automatycznie, ale ten automatyzm polega na ustalonej reakcji na określony zestaw przesłanek. W zjawisku, o którym rozmawiamy ma miejsce coś przeciwnego - brakuje jakichś cech, a reakcją jest napomnienie: "powinieneś..." czyli dopominanie się tego, czego zabrakło...

hehehe
A może o to własnie chodzi - zebrani tutaj niewierzący chcieliby automatycznie reagować na wszystkich wierzących i próbują "naprostować" jednostki niepasujące do układanki...
Czy odpowiedzią naprawdę jest lenistwo?

>(...) kiedy ktos jest na poczatku wlasnej drogi to ma sklonnosc do napominania.

Ale chyba tylko tych, którzy idą tą samą drogą - trochę trudno (może nawet głupio) napominać kogoś, kto idzie inną drogą...

>Napominac to nie jest zmuszac.

Tu mnie zastrzeliłaś i aż zajrzałam do słownika języka polskiego:
napomnieć: «zwrócić komuś uwagę, przestrzec przed czymś, przywołać do porządku, nakazać spełnienie obowiązku; upomnieć, skarcić»
zmusić: «skłonić kogoś do czegoś przez wywieranie nacisku, przez presję; przymusić, zniewolić kogoś do czegoś»

Moim zdaniem napominanie jest formą nacisku stosowaną w celu zmiany czyjegoś zachowania, a więc próbą skłonienia kogoś do czegoś, ergo - zmuszaniem.

> I bardzo watpie zeby celem byly kpiny. Celem jest zrozumienie.

Gdyby celem było zrozumienie, to nie byłoby prób zmiany, tylko próby poznania.
mohawk (2936 punktów)
>Kiedy tylko pojawi się tutaj ktoś taki, to zaraz ktoś mu napisze coś w rodzaju: jeśli jesteś chrześcijaninem, to powinieneś: wierzyć, że Maryja była dziewicą, chodzić do kościoła w każdą niedzielę, nie stosować antykoncepcji... itd. itp. - w zależności od tematu dyskusji.
>Zastanawiam się dlaczego ateiści czują potrzebę pisania czegoś podobnego ludziom, którzy deklarują się jako wierzący.
To oczywiste. Religie zawsze swoich wyznawców do czegoś zobowiązują, a zakres tego, czego wymgają od wiernych nie został im dany do swobodnej decyzji czy akceptacji. Nie można zatem pisać, że 'jestem katolikiem ale...' - albowiem być katolikiem to być katolikiem bez "ale", czyli zaakceptować całość doktryny kościoła katolickiego. Osoba, która nie podziela dogmatów swojego wyznania nie może deklarować przynależności doń, gdyż deklaracja taka nie ma pokrycia w faktach.

>Czy to jakiś rodzaj zazdrości o to, że ktoś ma własne zdanie wbrew ogółowi?
Nie.

>Przyznaję, że tego nie rozumiem - nie byłabym zaskoczona, gdyby to pisali wierzący, ale o co chodzi niewierzącym...?
Wyjaśniłem powyżej - chodzi o precyzję terminologiczną i zgodność z faktami.
aalaaskaa (68 punktów)
>(...) Religie zawsze swoich wyznawców do czegoś zobowiązują, a zakres tego, czego wymgają od wiernych nie został im dany do swobodnej decyzji czy akceptacji. Nie można zatem pisać, że 'jestem katolikiem ale...' - albowiem być katolikiem to być katolikiem bez "ale", czyli zaakceptować całość doktryny kościoła katolickiego. Osoba, która nie podziela dogmatów swojego wyznania nie może deklarować przynależności doń, gdyż deklaracja taka nie ma pokrycia w faktach.(...)

Aż sprawdziłam w Wikipedii co to znaczy być chrześcijaninem i znalazłam zdanie:
"Dokładne granice chrześcijaństwa są kwestią sporną"

Czy tylko mnie dziwi fakt, że próbują je ustalać ateiści?
mohawk (2936 punktów)
>Aż sprawdziłam w Wikipedii co to znaczy być chrześcijaninem i znalazłam zdanie:
>"Dokładne granice chrześcijaństwa są kwestią sporną" Czy tylko mnie dziwi fakt, że próbują je ustalać ateiści?
Ja pisałem o katolicyzmie (ale odnosi się to do każdej religii dogmatycznie sformalizowanej) i swoje stanowisko podtrzymuję. Natomiast krytyk, o których piszesz - czyli domagania się od ludzi określających się jako chrześcijanie przestrzegania dogmatów jednej z odmian chrześcijaństwa, mianowicie katolicyzmu - nie spotkałem.
aalaaskaa (68 punktów)
>(...) Natomiast krytyk, o których piszesz - czyli domagania się od ludzi określających się jako chrześcijanie przestrzegania dogmatów jednej z odmian chrześcijaństwa, mianowicie katolicyzmu - nie spotkałem.

Rozumiem, że krytyki tego typu nie uznajesz [ew.: nie uznałbyś, gdybyś spotkał] za zasadną?
mohawk (2936 punktów)
>Rozumiem, że krytyki tego typu nie uznajesz [ew.: nie uznałbyś, gdybyś spotkał] za zasadną?
Trudno mi dać zdecydowaną odpowiedź. Wydaje się, iż zasadniczo religia nie jest sprawą do końca indywidualną - żeby można było mówić o religii musi chyba istnieć społeczność wiernych, połączonych wspólną wiarą. Ludzie miewają jednak różne przekonania i mogą one podlegać różnorodnej krytyce. Od krytyki wymgam zaś by była przynajmniej dorzeczna. Krytyka, o której piszesz nie wydaje mi się dorzeczna - to zaiste głupie, żeby ateista bronił katolickich dogmatów i domagał się ich uznania od osoby, która nie deklaruje katolicyzmu, a jedynie chrześcijaństwo; jeśli jednak ktoś deklaruje swoje przywiązanie do katolicyzmu, nie widzę nic niedorzecznego w tym, żeby nawet ateista miał taką osobę rozliczać z jej wierności doktrynie. Pomysł jednak chrześcijaństwa konstruowanego całkowicie samodzielnie, rzekomo na podstawie Biblii, chrześcijaństwa czysto indywidualnego, wydaje mi się mocno naciągany - do tego mogłaby się ograniczać moja krytyka takiej religii (oczywiście, jeśli nie liczyć tego, co jako ateista mogę mieć do zarzucenia wszystkim religiom).
aalaaskaa (68 punktów)
>Ludzie miewają jednak różne przekonania i mogą one podlegać różnorodnej krytyce. Od krytyki wymgam zaś by była przynajmniej dorzeczna. Krytyka, o której piszesz nie wydaje mi się dorzeczna - to zaiste głupie, żeby ateista bronił katolickich dogmatów i domagał się ich uznania od osoby, która nie deklaruje katolicyzmu, a jedynie chrześcijaństwo; jeśli jednak ktoś deklaruje swoje przywiązanie do katolicyzmu, nie widzę nic niedorzecznego w tym, żeby nawet ateista miał taką osobę rozliczać z jej wierności doktrynie.

Niby się zgadzamy, a jednak dalej nie wiem dlaczego pojawiają się te napomnienia, które opisałam...

>Wydaje się, iż zasadniczo religia nie jest sprawą do końca indywidualną - żeby można było mówić o religii musi chyba istnieć społeczność wiernych, połączonych wspólną wiarą.
>Pomysł jednak chrześcijaństwa konstruowanego całkowicie samodzielnie, rzekomo na podstawie Biblii, chrześcijaństwa czysto indywidualnego, wydaje mi się mocno naciągany - do tego mogłaby się ograniczać moja krytyka takiej religii (oczywiście, jeśli nie liczyć tego, co jako ateista mogę mieć do zarzucenia wszystkim religiom).

Z Wikipedii: Religia to system wierzeń i praktyk, określający relację jednostki do różnie pojmowanej sfery sacrum, czyli świętości i sfery boskiej.
Wyróżnienie słowa "jednostki" pochodzi ode mnie, ale nie zamierzam bronić pomysłu chrześcijaństwa konstruowanego całkowicie samodzielnie bo później musiałabym bronić prawa każdej osoby do założenia własnej sekty...
Chociaż... Niby dlaczego miałabym komukolwiek zabronić założyć sektę?
Jeśli ktoś nie łamie prawa, to chyba może sobe wierzyć w co chce? A osobami łamiącymi prawo powinny się zajmować powołane do tego służby - po coś są.

Według mnie religia jest sprawą indywidualną.
Biegański
>Według mnie religia jest sprawą indywidualną.

nie jestem pewien czy taka sytuacja ma miejsce tylu w Polsce czy też jest to jedna z właściwości kultu religijnego, ale nie spotkałem jeszcze człowieka, który podchodził by do "dogmatów" ortodoksyjnie. Wszyscy tłumaczą sobie to wedle własnego uznania i na zasadzie "co mi pasuję tego będę się trzymał" tworzy tak jak raczyłeś wspomnieć własną sektę. Wszystko wydaje się w porządku, wszak nikomu krzywdy nie czynią, ale na jakiej podstawie wierząc w "swoją wersję" stosują brzydką manierę przypominania swojej przynależności do społeczności wyznającej jakiś KONKRETNY kult?

Jestem w stanie zrozumieć, że będąc fanem zespołu muzycznego, drużyny sportowej czy autora książek since fiction można nie interesować się ich przekazem. Darzymy ich sympatią i to nam wystarcza. Nikt nie zmusza do noszenia koszulek z wielkim napisem "Metallica", do czytania wszystkich książek ulubionego autora (choć wypadało by) ani oglądania meczów ukochanej drużyny. Zadziwia mnie jednak, że dokładnie w ten sam sposób podchodzi się do religii.
Ateiści to ta dziwna część ludzi mających "związek" z religią, którym naiwnie się wydaje, że powinno być to coś więcej niż zapisanie się do fan klubu. Absurdalnie twierdzą, że religia wykracza poza zakres deklaracji.

Trudno jest mi zrozumieć jak można zaświadczać o chęci kroczenia drogą nakreśloną z grubsza przez Jezusa jednocześnie plując na staruszków i odbierając dzieciom lizaki. Sam jako ateista nie mam tak ciekawych zwyczajów, ale w przypadku osoby chcącej żyć zgodnie z nauką Jezusa (czy kogokolwiek innego) "w dobrym tonie" byłoby wzięcie sobie do serca choć kilku prostych słów i próba zastosowania ich w życiu.

Moim skromnym zdaniem.
aalaaskaa (68 punktów)
Na początek sprostowanie: jestem kobietą i można to łatwo rozpoznać po odmianie używanych przeze mnie czasowników. Tylko w cytowanym napomnieniu jest forma męska, bo w takiej formie je tutaj spotykałam (mnie osobiście nikt w ten sposób nie przywoływał do porządku).

A tak na marginesie: Ciekawa jestem co by było, gdybym (mając inne przesłanki) do któregoś z panów zwróciła się jak do kobiety?
Chyba jednak nie sprawdzę tego doświadczalnie, bo chcę jeszcze trochę pożyć we względnym spokoju...

>nie jestem pewien czy taka sytuacja ma miejsce tylu w Polsce czy też jest to jedna z właściwości kultu religijnego, ale nie spotkałem jeszcze człowieka, który podchodził by do "dogmatów" ortodoksyjnie. Wszyscy tłumaczą sobie to wedle własnego uznania i na zasadzie "co mi pasuję tego będę się trzymał" tworzy tak jak raczyłeś wspomnieć własną sektę. Wszystko wydaje się w porządku, wszak nikomu krzywdy nie czynią, ale na jakiej podstawie wierząc w "swoją wersję" stosują brzydką manierę przypominania swojej przynależności do społeczności wyznającej jakiś KONKRETNY kult?

Pomijając fakt, że trudno np. chrześcijaństwo nazwać konkretnym kultem, to wydaje mi się, że chodzi o to, żeby było łatwiej się porozumieć. Jeśli ktoś zacznie zdanie od: "jestem chrześcijaninem", a potem wyliczy przekonania rozbieżne z "głównym nurtem", to potrwa to krócej niż gdyby zaczynał od początku.
Ale to tylko moje zdanie.

>Jestem w stanie zrozumieć, że będąc fanem zespołu muzycznego, drużyny sportowej czy autora książek since fiction można nie interesować się ich przekazem. Darzymy ich sympatią i to nam wystarcza. Nikt nie zmusza do noszenia koszulek z wielkim napisem "Metallica", do czytania wszystkich książek ulubionego autora (choć wypadało by) ani oglądania meczów ukochanej drużyny. Zadziwia mnie jednak, że dokładnie w ten sam sposób podchodzi się do religii.

Mnie też zadziwia.

>Ateiści to ta dziwna część ludzi mających "związek" z religią, którym naiwnie się wydaje, że powinno być to coś więcej niż zapisanie się do fan klubu. Absurdalnie twierdzą, że religia wykracza poza zakres deklaracji.

Kunsztowna drwina.

>Trudno jest mi zrozumieć jak można zaświadczać o chęci kroczenia drogą nakreśloną z grubsza przez Jezusa jednocześnie plując na staruszków i odbierając dzieciom lizaki.

Dla mnie jest to więcej niż trudne do zrozumienia, podejrzewam nawet, że niemożliwe.

>Sam jako ateista nie mam tak ciekawych zwyczajów, ale w przypadku osoby chcącej żyć zgodnie z nauką Jezusa (czy kogokolwiek innego) "w dobrym tonie" byłoby wzięcie sobie do serca choć kilku prostych słów i próba zastosowania ich w życiu.

Niech się stanie! Howgh!
Chociaż to: "czy kogokolwiek innego" daje pole do czepiania się...
Niestety(?) nie mam takich skłonności.




Podwójne zabezpieczenie sukcesu: dotrzymywanie kroku naszym słowom i słowa naszym krokom. Władysław Grzeszczyk
Biegański
>Według mnie religia jest sprawą indywidualną.

nie jestem pewien czy taka sytuacja ma miejsce tylu w Polsce czy też jest to jedna z własciwości kultu religijnego, ale nie spotkałem jeszcze człowieka, który podchodził by do "dogmatów" ortodoksyjnie. Wszyscy tłumaczą sobie to wedle własnego uznania i na zasadzie "co mi pasuję tego będę się trzymał" tworzy tak jak raczyłeś wspomnieć własną sektę. Wszystko wydaje się w porządku, wszak nikomu krzywdy nie czynią, ale na jakiej podstawie wierząc w "swoją wersję" stosują brzydką manierę przypominania swojej przynależności do społeczności wyznawającej jakiś KONKRETNY kult?

Jestem w stanie zrozumieć, że będąc fanem zespołu muzycznego, drużyny sportowej czy autora książęk science fiction można nie interesować się ich przekazem. Darzymy ich sympatią i to nam wystarcza. Nikt nie zmusza do noszenia koszulek z wielkim napisem "Metallica", do czytania wszystkich książek ulubionego autora (choć wypadało by) ani oglądania meczów ukochanej dróżyny. Zadziwia mnie jednak, że dokładnie w ten sam sposób podchodzi się do religii.
Ateiści to ta dziwna część ludzi mających "związek" z religią, którym naiwnie się wydaje, że powinno być to coś więcej niż zapisanie się do fan klubu. Absurdalnie twierdzą, że religia wykracza poza zakres deklaracji.

Trudno jest mi zrozumieć jak można zaświadczać o chęci kroczenia drogą nakreśloną z grubsza przez Jezusa jednocześnie plując na staruszków i odbierając dziecią lizaki. Sam jako ateista nie mam tak ciekawych zwyczajów, ale w przypadku osoby chcącej żyć zgodnie z nauką Jezusa (czy kogokolwiek innego) "w dobrym tonie" byłoby wzięcie sobie do serca choć kilku prostych słów i próba zastosowania ich w życiu.

Moim skromnym zdaniem.
chmielewski (9 punktów)
>Śledząc różne wątki na tym forum wielokrotnie, zawsze ze
>zdziwieniem, czytałam zarzuty niewierzących kierowane w
>stronę osób, które nazywają siebie chrześcijanami, a
>jednocześnie przyznają, że nie uznają jakiegoś dogmatu
>kościoła katolickiego [powiedzmy - dla jasności dyskusji -
>że nie wynikającego z Biblii].
>Kiedy tylko pojawi się tutaj ktoś taki, to zaraz ktoś mu
>napisze coś w rodzaju: jeśli jesteś chrześcijaninem, to
>powinieneś: wierzyć, że Maryja była dziewicą,
>chodzić do kościoła w każdą niedzielę, nie stosować
>antykoncepcji
... itd. itp. - w zależności od tematu
>dyskusji.
>Zastanawiam się dlaczego ateiści czują potrzebę pisania
>czegoś podobnego ludziom, którzy deklarują się jako
>wierzący.
>Czy piszą o tych dogmatach, które im samym uniemożliwiły
>wiarę?
>Czy chcą udowodnić tym, którzy deklarują się jako wierzący,
>że nie mają prawa do takich deklaracji?
>Czy to jakiś rodzaj zazdrości o to, że ktoś ma własne
>zdanie wbrew ogółowi?
>Przyznaję, że tego nie rozumiem - nie byłabym zaskoczona,
>gdyby to pisali wierzący, ale o co chodzi niewierzącym...?

Ateiści piszą bo mogą. Katolicy nie mogą dywagować na temat wiary bo by zgrzeszyli. Powinniście się cieszyć, że wyciagamy za was kasztany z ognia. Piekielnego ognia! A tak przy okazji , przypomniała mi sie zagadka.
Pytanie: Dlaczego pies jajka liże?
Odpowiedz: Bo może!
Pozdrawiam
aalaaskaa (68 punktów)
>Ateiści piszą bo mogą. Katolicy nie mogą dywagować na temat wiary bo by zgrzeszyli. Powinniście się cieszyć, że wyciagamy za was kasztany z ognia. Piekielnego ognia! A tak przy okazji , przypomniała mi sie zagadka.
>Pytanie: Dlaczego pies jajka liże?
>Odpowiedz: Bo może!
>Pozdrawiam

Kim jesteście wy, w których imieniu się wypowiadasz [swoją drogą ciekawe czy ci, do których się zaliczasz, zgadzają się na to, żebyś ich reprezentował...?], a kim jesteśmy my, których - twoim [waszym?] zdaniem - ja reprezentuję?

Poliż się gdzie możesz i nie przesyłaj mi fałszywych pozdrowień, a zamiast tego uzasadnij może co takiego negatywnego było w moim pytaniu?

Wróć do listy wątków działu Bazgroły

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365