Racjonalista - Strona głównaDo treści
Katastrofalne wyniki matur. Nie zdał co czwarty.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
30-06-2011 22:15kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Katastrofalne wyniki matur. Nie zdał co czwarty.
Ocena 12 na 12
Źródło
Czy to rzeczywiście katastrofa, że ok. 18%1 zdających w tym roku egzamin maturalny będzie musiało zdawać go ponownie pod koniec wakacji?

Czy zadaniem systemu edukacyjnego jest, aby 100% podchodzących do egzaminu maturalnego zdało go?

Po co w ogóle jest ten egzamin? Czy współczesna matura jest potwierdzeniem zdobycia wiedzy, czy raczej potwierdzeniem umiejętności rozwiązywania testów na poziomie niemal identycznym z testami gimnazjalnymi? Po co komu matura, skoro jej posiadanie, na rynku pracy, jest w zasadzie równoważne jej nieposiadaniu?

Z jakiego powodu matura oddziela tych, którzy mogą studiować od tych, którzy nie mogą, jeśli do studiowania wystarczy w zasadzie mieć tylko kasę?
________________________________________________________
1) 7% spośród 25% nie ma prawa do sierpniowej "poprawki".


Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

30-06-2011 22:33
 Ocena 11 na 11
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
Obecnie bujnie się rozwija biznes pisania prac magisterskich na zamówienie a ludzie się tym zajmujący rezygnują z innych prac i rejestrują firmy "doradzające" - tak duża jest podaż fikcyjnych magistrów. Czyli obecnie chyba za dużo ludzi idzie na studia. A za mało ludzi zdobywa konkretny praktyczny zawód, niewymagający studiowania, typu stolarz, kucharz, budowlaniec itd. Uważam, że wielu z tych, co nie poradziło sobie z testami maturalnymi mogą sobie całkiem dobrze poradzić w życiu, jeśli zdobędą praktyczny zawód, którego często jest znacznie większa potrzeba społeczna aniżeli nowych pseudomagistrów od niczego.
30-06-2011 22:47 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>Obecnie bujnie się rozwija biznes pisania prac magisterskich na zamówienie...

Doktorzy nie są gorsi.
O habilitacji nie mam informacji.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
30-06-2011 23:26 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>Obecnie bujnie się rozwija biznes pisania prac magisterskich na zamówienie...
>Doktorzy nie są gorsi.
>O habilitacji nie mam informacji.
Obecnie habilitacja to nie pisanie dysertacji, ale ocena dorobku naukowego, więc jest lepiej
Grzegorz (5685 punktów)
>Obecnie habilitacja to nie pisanie dysertacji, ale ocena dorobku naukowego, więc jest lepiej.
Habilitacja to owszem ocena... tyle że równie często dorobku naukowego, co dobrego umocowania opiekuna naukowego i jego pozycji w różnych mniej i bardziej formalnych gremiach. Zgadzam się że to całkiem inna kategoria niż kupiona praca magisterska, ale wahałbym się przed oceną co jest lepsze a co gorsze.
Ania... (14138 punktów)
>>Obecnie habilitacja to nie pisanie dysertacji, ale ocena dorobku naukowego, więc jest lepiej.
>Habilitacja to owszem ocena... tyle że równie często dorobku naukowego, co dobrego umocowania opiekuna naukowego i jego pozycji w różnych mniej i bardziej formalnych gremiach. Zgadzam się że to całkiem inna kategoria niż kupiona praca magisterska, ale wahałbym się przed oceną co jest lepsze a co gorsze.
W obecnej ustawie są konkretne wymagania dotyczące liczby punktów, w tym na LF, liczby prac gdzie jest się pierwszym autorem itd. To znacznie prostsze i bardziej "ustandardyzowane" niż ocena jakiejkolwiek dysertacji przez dwie osoby.

Oczywiście, każda ocena jest subiektywna, jednak to najlepszy system jaki mogłabym wymyślić.

W naszym przypadku - my jesteśmy "opozycjonistami", ale system przechodzimy, więc wiem co piszę. Ja w wyniku tej "opozycyjności" robiłam doktorat w SGGW za pieniążki PANu, gdzie pod nosem mam UŚ. Jednak UŚ jest dla mnie niedostępny. Co nie zmienia faktu, że system umożliwia mi rozwój. Może to trochę uciążliwe, ale jak widzę o sobie - da się bez układu i "zjadania marchewki", jak to wdzięcznie określa mój szef (to on właśnie w obronie wolności naukowej zmienił uczelnię, naraził się, ale system go nie zmiażdżył, w okolicy zimy powinien mieć nominację profesorską).
30-06-2011 23:36 
 Ocena 6 na 6
Selanos (12869 punktów)
Tak, tylko w tym problem, że wielu ludzi którzy po prostu nie mają zdolności albo chęci do nauki, zdaje maturę, bo egzamin jest za prosty. Innym problemem są szkoły. W Jastrzębiu-Zdroju, żeby iść do liceum, nie trzeba mieć dobrych wyników z egzaminów albo fajnego świadectwa. Liceów jest tak dużo, że szkoły biją się między sobą o uczniów. Technika, które są w mniejszości, na szczęście mają się bardzo dobrze. Zawodówki? Te które się ostały po reformie edukacji nie cieszą się popularnością. Chyba, że jako plan B jak ktoś nie dał sobie rady w technikum. Co ciekawe, to właśnie po zawodówkach najłatwiej znaleźć pracę.
01-07-2011 07:15 
 Ocena 4 na 4
Jarek B. (426 punktów)
(zablokowany)
>Czyli obecnie chyba za dużo ludzi idzie na studia.

Na pewno zbyt dużo ludzie idzie i kończy studia. To jest trend zauważalny już od jakiegoś czasu. Obecnie mamy do czynienia z przewartościowaniem szkolnictwa wyższego. Inflacja jak się okazuje zanim uderzy w gospodarkę najpierw może uderzyć w sektor edukacji. I to właśnie widzimy w Polsce od jakiegoś już czasu. Szkolnictwo państwowe ma zbyt wiele inwestycji nieudanych i zamiast zwiększania finansów potrzebne są tutaj zmiany strukturalne i zastanowienie się czy obecnych w sejmie oraz w mediach kult wyższego wykształcenia ma sens - moim zdaniem nie ma.
KaluCeZet (93 punktów)
>Obecnie bujnie się rozwija biznes pisania prac magisterskich na zamówienie a ludzie się tym zajmujący rezygnują z innych prac i rejestrują firmy "doradzające" - tak duża jest podaż fikcyjnych magistrów. Czyli obecnie chyba za dużo ludzi idzie na studia. A za mało ludzi zdobywa konkretny praktyczny zawód, niewymagający studiowania, typu stolarz, kucharz, budowlaniec itd. Uważam, że wielu z tych, co nie poradziło sobie z testami maturalnymi mogą sobie całkiem dobrze poradzić w życiu, jeśli zdobędą praktyczny zawód, którego często jest znacznie większa potrzeba społeczna aniżeli nowych pseudomagistrów od niczego.

No i masz rację
Jak rozmawiałem ze swoją klasą przed egzaminami technicznymi (13 i 14 czerwca w tym roku) to między maturą, a tym egzaminem każdy znalazł pracę - niektórzy całkiem niezłą:D
Selanos (12869 punktów)
Jestem w temacie, bo dzisiaj odebrałem wyniki.
Mam żal do tych co układają pytanie i sprawdzają pracę. Z Polskiego napisałem maturę, za przeproszeniem, na odpieprz. Zajęło mi to jakieś pół godziny i nie sprawdzałem tego co napisałem. Zdałem z dość dobrym wynikiem. Angielski... tak na prawdę nie sprawdza nic. Żeby zdać maturę, wystarczy umiejętność czytania i słuchania. Umiejętność sklecenia chociaż jednego poprawnego zdania po angielsku nie jest potrzebna. Matematyka? Z tym trochę lepiej, bo coś tam sprawdza. Jednakże, fakt jest taki, że żeby zdać, to albo trzeba być zdolnym, albo trzeba mieć korki. Reszta ma loterię, wszystko zależy od tego, ile nauczyciel potrafił przekazać. Z własnego doświadczenia wiem, że zdolnych nauczycieli matmy, z jakimikolwiek chęciami do uczenia jest po prostu mało. Program też jest niedostosowany do czegokolwiek.

Nie wiem dlaczego na co drugiej stronie typu onet, wp, czytam, że wyniki są katastrofalne. Cieszyłbym się, gdyby matura była tak trudna, że zdałoby ją powiedzmy 30%. Przynajmniej 30% pracowitych i zdolnych poszłoby na studia, a nie tak jak teraz, produkcja taśmowa na kierunkach "pedagogika" albo marketing i zarządzanie.

Tabuny ludzi pchają się na kierunki po których jest największe bezrobocie, bo myślą, że papierek i mgr przed nazwiskiem sprawi, że od razu będą zarabiać 10000 na rękę, a pracodawcy będą się o nich bić. Cóż, na idiotów nie ma rady.

>Z jakiego powodu matura oddziela tych, którzy mogą studiować od tych, którzy nie mogą, jeśli do studiowania wystarczy w zasadzie mieć tylko kasę?

Matura nie oddziela. Matura jest zbyt prosta. Matura jest po to, żeby ją wszyscy zdali. Przynajmniej w zamyśle tych, którzy układają pytania. Czy do studiowania wystarczy kasa? Wierzę, że rynek pracy zweryfikuje kto się uczył, a kto kupił sobie tytuł.
01-07-2011 00:08 
 Ocena 3 na 3
KarolG (2892 punktów)
>Jestem w temacie, bo dzisiaj odebrałem wyniki.
Czyli jesteś przedstawicielem młodzieży maturalnej. Przywracasz mi wiarę w polską młodzież. Niestety obawiam się, że jesteś wyjątkiem.
Jak dotąd wszyscy licealiści, z którymi rozmawiałem uważają, że im się należy, bo są najfajniejsi i w ogóle. Jak który pójdzie na normalne studia (politechnika, akademia medyczna, te trudniejsze kierunki uniwersyteckie) to im się trochę oczy otwierają, ale bardzo powoli.


Thank God, I'm an atheist
01-07-2011 00:10 
 Ocena 4 na 4
ssplayer (706 punktów)
Witam

Od dłuższego czasu byłem biernym czytelnikiem (nie odczuwałem potrzeby pisania)
jednak ze względu na to iż temat jest dość ciekawy postanowiłem się wypowiedzieć.

Historia zasłyszana od pewnego nauczyciela:

Ministerstwo wprowadziło maturę z przedmiotu X, którą zdawało Y absolwentów szkół średnich. Po kilku godzinach sprawdzania wyszło, że zdanych jest tylko ~30% matur.
Kierownik (zespołu spr. matury) dzwoni do CKE i pyta, co z tym zrobić.
Odpowiedź: Proszę wszystko gumować (matury są sprawdzane ołówkiem), będzie nowy klucz.
Matury są sprawdzane po raz kolejny, tym razem zdanych jest już ~50%.
Trochę mało, znowu telefon do CKE.
Odpowiedź: Będzie nowy klucz, proszę gumować.
Trzecie podejście: zdane ~70% matur, CKE się podoba, ministerstwo powinno być zadowolone

Cóż, "do trzech razy sztuka" - dalszy komentarz jest zbędny...

Jak już jesteśmy przy edukacji, to radzę poczytać w najnowszym "Przekroju" o innym wymyśle MEN - S.I.O. (System Informacji Oświatowej czyt. System Inwigilacji Oświatowej). Jest to jedna z tych nielicznych rzeczy, w sprawie której zgadzam się z PIS (Veto!)

Pozdrawiam

s.
01-07-2011 02:04 
 Ocena 1 na 1
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Rozszerzone matury z polskiego najpierw się czyta, a dopiero później powstaje klucz, który jest kryterium oceniania.

Klucze nie są upubliczniane.

W praktyce pisanie eseju na rozszerzonym polskim to ruletka.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
01-07-2011 03:39 
 Ocena 1 na 1
ssplayer (706 punktów)
>Rozszerzone matury z polskiego najpierw się czyta, a dopiero później powstaje klucz, który jest kryterium oceniania.

W moim poście nigdzie nie ma (celowo) informacji o jaki przedmiot chodzi ; )
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Ja jestem zadowolony, raczej bez problemu dostanę się na drugi kierunek, skoro tak fatalnie wypadła matura. I będę miał za darmo.

Ludzie nie dostaną się z takimi maturami na renomowane uczelnie i na przyszłościowe kierunki. A dlaczego ktoś utrzymuje te wszystkie dziwne marketingi i zarządzania za publiczne pieniądze to nie rozumiem. Matura jest znośnym rozwiązaniem w obecnej formie. Tylko uczelni jest za dużo...

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
01-07-2011 13:51 
 Ocena 5 na 5
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Ja jestem zadowolony, raczej bez problemu dostanę się na drugi kierunek, skoro tak fatalnie wypadła matura. I będę miał za darmo.
>Ludzie nie dostaną się z takimi maturami na renomowane uczelnie i na przyszłościowe kierunki. A dlaczego ktoś utrzymuje te wszystkie dziwne marketingi i zarządzania za publiczne pieniądze to nie rozumiem.

Jak nie wiadomo o co chodzi...

Większość tych marketingów to jest za prywatne pieniądze. To jest biznes.
Otwarcie na prywatnej uczelnie marketingu albo politologii czy socjologii to jest samograj.
Także na publicznych uczelniach te kierunki w wersji zaocznej to czysty biznes. Zarabiają na kierunki ścisłe i politechniczne, które, jakby patrzeć okiem sklepikarza, są nierentowne.

Zapytaj, dlaczego ludzie wola zapłacić za studia po których nic nie umieją i nie maja zawodu, zamiast studiować na kierunkach, zamawianych gdzie im jeszcze państwo dopłaci?

Bo na tych drugich trzeba się naprawdę uczyć i będzie ich cały czas gnębić MATEMATYKA.
Pewnie są i inne powody, ale ten się wybija na prowadzenie.


"II prefer my universe stringy not loopy"
Konowal (6291 punktów)
>>Ja jestem zadowolony, raczej bez problemu dostanę się na drugi kierunek, skoro tak fatalnie wypadła matura. I będę miał za darmo.
>>Ludzie nie dostaną się z takimi maturami na renomowane uczelnie i na przyszłościowe kierunki. A dlaczego ktoś utrzymuje te wszystkie dziwne marketingi i zarządzania za publiczne pieniądze to nie rozumiem.
>Jak nie wiadomo o co chodzi...
wiadomo ze jest niż demograficzny więc te 25% będzie zapełniało klasy przez jeszcze jeden rok i już się biznes kręci, bo to pewnie będą 1-roczne szkoły płatne

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
KaluCeZet (93 punktów)
>Jestem w temacie, bo dzisiaj odebrałem wyniki.

Ja wczoraj

>Żeby zdać maturę, wystarczy umiejętność czytania i słuchania.

Z tym część też ma problemy Na dobre studia i liczące się uczelnie potrzebujesz DOBRE wyniki.

>Program też jest niedostosowany do czegokolwiek.

Dokładnie... większości ta wiedza się nie przyda ale np. ja w szkole średniej korzystałem na innych lekcjach z logarytmów (wykresy), z równań kwadratowych (obliczenia belek na zginanie) itp.

>Cieszyłbym się, gdyby matura była tak trudna, że zdałoby ją powiedzmy 30%. Przynajmniej 30% pracowitych i zdolnych poszłoby na studia, a nie tak jak teraz, produkcja taśmowa na kierunkach "pedagogika" albo marketing i zarządzanie.

Jak wcześniej. Maturę trzeba dobrze zdać aby iść na liczącą się uczelnię.
Technika w moim zawodzie zdaje ok 40% Trzeba mieć 75% z praktycznego aby zdać. O to czy zdam maturę ani trochę się nie bałem ale o technika... wydaje mi się, że zdałem ale nie raz decydują szczegóły.

>Z jakiego powodu matura oddziela tych, którzy mogą studiować od tych, którzy nie mogą, jeśli do studiowania wystarczy w zasadzie mieć tylko kasę?

Kasa wystarczy na słabsze uczelnie. Zresztą na studiach też trzeba przetrwać.

>Matura nie oddziela. Matura jest zbyt prosta. Matura jest po to, żeby ją wszyscy zdali. Przynajmniej w zamyśle tych, którzy układają pytania. Czy do studiowania wystarczy kasa? Wierzę, że rynek pracy zweryfikuje kto się uczył, a kto kupił sobie tytuł.

Rynek w większości zweryfikuje ale części się zwyczajnie "uda".
Na podstawie zdawalności matury część uczniów wybiera także szkoły średnie. Jest to pewnego rodzaju wyznacznik narodowy.
02-07-2011 14:00 
 Ocena 1 na 1
Jajcenty (82 punktów)
>Matematyka? Z tym trochę lepiej, bo coś tam sprawdza.

Nie jest lepiej. Maturę zdawałem 30 lat temu. Uczniem byłem przeciętnym. Od 25 lat nie mam z matematyką więcej do czynienia niż kasjer, a tegoroczny poziom podstawowy rozwiązałem w pamięci. ( z dokładnością do dwóch-trzech zadań geometrycznych gdzie musiałbym sięgnąc do tablic po regułki)
Ania... (14138 punktów)
Faktycznie przywracasz wiarę w młodzież.
Powodzenia w dalszym rozwoju.
michelle89 (46 punktów)
Nową maturę zdawałam 3 lata temu.
Poszło nieźle, bez większego problemu - zupełnie, jak w przypadku mojego poprzednika.

Niestety, życie układa różne scenariusze i zamiast pójść na studia dzienne, musiałam iść do pracy i dostałam się na studia zaoczne. Uczę się na kierunku filologii polskiej i w tym roku bronię pracę licencjacką.

W podstawówce wpajano mi, aby pisać własne zdanie; to, jak rozumie się tekst, jakie sensy się w nim widzi, co dane dzieło przekazuje odbiorcy, w jakim kontekście historyczno-obyczajowym należy je rozpatrywać, a jakie treści uniwersalne ze sobą niesie... Wszystko miało sens. W gimnazjum i dalej miałam (i chyba nadal mam) problem z dostosowaniem się do klucza. "Klucz" spowodował, że kreatywne myślenie i wyciąganie poprawnych wniosków spadło do minimum, a czekanie na wynik zamykał się w strachu, czy aby na pewno trafiło się w "dziesiątkę".

Szczerze współczuję wszystkim indywidualistom, którzy muszą przejśc przez piekło polskiej edukacji.

Pozdrawiam,
M.
jkl; (5859 punktów)
>Po co w ogóle jest ten egzamin?
Kompletnie po nic.
Wystarczyłyby porządne egzaminy wstępne na studia.
A jeśli już matura ma być tym pierwszym sitem dla nieuków, to niech przynajmniej pozwolą wszystkie przedmioty wybierać dobrowolnie, zgodnie z zainteresowaniami i zdolnościami.
Jajcenty (82 punktów)
>Wystarczyłyby porządne egzaminy wstępne na studia.

Też jestem tego zdania. Dzisiejszy system promuje "pracusiów" (to dobrze) ale zmniejsza szanse inteligentnych i niepokornych co jest częstą przypadłością młodzieży. Egzamin pozwala wyłonić właściwe osoby.

>A jeśli już matura ma być tym pierwszym sitem dla nieuków, to niech przynajmniej pozwolą wszystkie przedmioty wybierać dobrowolnie, zgodnie z zainteresowaniami i zdolnościami.

A tu brak zgody. Czas skończyć z fikcją. Maturzysta ma umieć mówić i pisać oraz liczyć. Sądząc z mojego pisma byłbym też za egzaminem z kaligrafii O pozostałych potrzebnych umiejętnościach powinna decydować uczelnia.
02-07-2011 15:53 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Ja też zdawałem maturę 30 lat temu, następnie zdawałem egzaminy na warszawską politechnikę. Zadania na tych egzaminach niczym nie różniły się od zadań maturalnych. Selekcja "właściwych osób" następowała na pierwszym roku studiów podczas pierwszej sesji egzaminacyjnej. Na "moim" wydziale i kierunku wymogom tej pierwszej sesji sprostało ok. 60% studentów, reszta "wyleciała". O czym to świadczy? Moim zdaniem o tym, że ani matura, ani wstępne egzaminy na studia nijak się mają do możliwości przyswojenia wiedzy podawanej w trakcie studiów. A dlaczego? Ano dlatego, że nawet najlepsza wiedza ogólna nie gwarantuje sukcesu w zdobyciu wiedzy szczególnej.


Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)
Jajcenty (82 punktów)
>Ano dlatego, że nawet najlepsza wiedza ogólna nie gwarantuje sukcesu w zdobyciu wiedzy szczególnej

Dlatego nie ma lepszego sposobu niż pozwolić delikwentowi zmierzyć się z egzaminem wstępnym i ewentualnie pierwszą sesją. Co do redukcji liczebności... Takie to czasy były - na większości uczelni wyglądało to podobnie. Mój rocznik stracił połowę stanu w pierwszej sesji.
Co ciekawe, kilku moich kolegów miało przedłużoną (stanem wojennym) służbę wojskową i skorzystali z prawa wstępu na uczelnię bez egzaminów. Wszyscy zrezygnowali przed upływem roku.
05-07-2011 13:54 
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)
>>niech przynajmniej pozwolą wszystkie przedmioty wybierać dobrowolnie, zgodnie z zainteresowaniami i zdolnościami.
>A tu brak zgody. Czas skończyć z fikcją. Maturzysta ma umieć mówić i pisać oraz liczyć.
Umie to już uczeń gimnazjum co też potwierdza egzaminem.
Rozumiem czemu na uprzywilejowanej pozycji jest polski. Tak na logikę, cechy bohatera romantycznego nie są wiedzą ważniejszą i przydatniejszą niż, powiedzmy, budowa serca czy ukształtowanie powierzchni Ziemi. Ale budujemy literaturą tożsamość narodową, zaszczepiamy patriotyzm. Trudno powiedzieć, na ile to jest skuteczne, ale- niechętnie- mogę poprzeć obowiązkowość polskiego. (A czemu nie historii?...)

Natomiast obowiązkowa matematyka to jakiś absurd.
Jej wprowadzenie oparto na poglądzie, że zdolności matematyczne ma każdy, tylko trzeba je wyćwiczyć, przez co zwiększy się zainteresowanie kierunkami ścisłymi i będziemy mieć więcej inżynierów.
Moim zdaniem zdolności matematyczne mają nieliczni, zwłaszcza na poziomie pozwalającym na pełne zrozumienie i twórcze możliwości w tej dziedzinie, a przymus nauki dla niewykazujących matematycznego talentu oznacza tylko tyle, że niechęć do matmy przekształci się w nienawiść. Ani jednego (dobrego) matematyka więcej z tego nie będzie.

>O pozostałych potrzebnych umiejętnościach powinna decydować uczelnia.
Jak nie znasz całek zapomnij o studiowaniu malarstwa.
Jajcenty (82 punktów)
> (A czemu nie historii?...)

Bo historia, geografia, materiałoznawstwo, chemia to jakieś absurdy pamięciowe premiujące deszczowych ludzi

>Jak nie znasz całek zapomnij o studiowaniu malarstwa.

Nie ma całek na poziomie podstawowym. Tu docieramy do różnicy między formalnym wykształceniem a umiejętnościami. Jeśli istnieje inny,lepszy sposób na potwierdzanie umiejętności niż zdobywanie kolejnych stopni wtajemniczenia, to pewnie ludzkość już by go wynalazła. Ale może jeszcze wynajdzie. Na razie, nie ma wątpliwości co do twierdzenia, że poziom edukacji spada.
Konowal (6291 punktów)
>Moim zdaniem zdolności matematyczne mają nieliczni, zwłaszcza na poziomie pozwalającym na pełne zrozumienie i twórcze możliwości w tej dziedzinie, a przymus nauki dla niewykazujących matematycznego talentu oznacza tylko tyle, że niechęć do matmy przekształci się w nienawiść. Ani jednego (dobrego) matematyka więcej z tego nie będzie.

Pewnie to i racja, i faktycznie kto myśli że dzięki matematyce więcej będzie ludzi na kierunkach ścisłych to się grubo myli, ale sa tacy co uważają że matyka rozwija umiejętność myślenie abstarakcyjnego, tudież parę innych umiejętności, zaś matura nie ma być łatwa prosta i przyjemna tylko ma pokazać że człowiek ma pewne predyspozycje a co z nimi dalej zrobi to już jego sprawa.

>>O pozostałych potrzebnych umiejętnościach powinna decydować uczelnia.
>Jak nie znasz całek zapomnij o studiowaniu malarstwa.

A o rzucie, o bryłach, proporcjach, geometrii itp to juz i malarzowi się przydałoby wiedzieć nawet takiemu "pokojowemu"

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Konowal (6291 punktów)
>>Po co w ogóle jest ten egzamin?
>Kompletnie po nic.
Nie zgodzę się z tym. Jeżeli bylibyśmy całkiem wolni to faktycznie po nic tym bardziej że taki egzamin byłby nieobowiązkowy, ot można napisać by było dla własnej satysfakcji i dostać jakiś papierek uznania dla ewentualnych pracodawców czy sobie na ścianę (np. ja sobie wyklikałem ostatnio certyfikat w posadź drzewo )Zaś nie jesteśmy do końca wolni. Panuje takie neoniewlnictwo gdzie właścicielem jest państwo a jako włąściciel chce mieć wiedzę jak sprawni są jego niewolnicy, albo co mają (spis powszechny) , albo że sobie krzywdy nie zrobią tak aby nie móc pracować(przymusowe pasy, akcyzy na wódkę i papierosy, zakaz dopalaczy itp. itd.)

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
05-07-2011 12:29 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>Po co w ogóle jest ten egzamin?
>Kompletnie po nic.
>Wystarczyłyby porządne egzaminy wstępne na studia.
Dokładnie. Uczelnia mogłaby weryfikować zdolności i wiedzę w zakresie, który uznała by za odpowiedni. Bo np. znajomość prac Witkacego nie jest niezbędna dla większości kierunków ścisłych, za to może wiedza w temacie kierunku byłaby stosowna!
Zniesienie egzaminów wstępnych to był jeden z wielu katastrofalnych błędów systemu. Nie powinno chodzić o wyprodukowanie maksymalnej liczby abiturientów z maturą, ani magistrów, a o wyprodukowanie osób wykwalifikowanych - co chyba gdzieś umknęło w czasie reformy oświaty.
>A jeśli już matura ma być tym pierwszym sitem dla nieuków, to niech przynajmniej pozwolą wszystkie przedmioty wybierać dobrowolnie, zgodnie z zainteresowaniami i zdolnościami.
Ja bym wolała, żeby sitem była cała szkoła średnia. Tzn. powinno być tak, że kończące ją osoby powinny być "zróżnicowane" poziomem, a nie wciśnięte w ramy klucza.
Znacznie lepsze pole do popisu dawały rozprawki, bo można było uargumentować nawet bardzo nietypowe stanowisko w temacie, nie zastanawiał się człowiek, czy trafi we wzorzec odpowiedzi. W obecnym systemie dąży się do uśrednienia poziomu, co daje efekt jaki daje: ci zdolni zostają stłamszeni, ci mniej zdolni nie zdają sobie prawy nawet z własnej niewiedzy.
ssplayer (706 punktów)

>Ja bym wolała, żeby sitem była cała szkoła średnia. Tzn. powinno być tak, że kończące ją osoby powinny być "zróżnicowane" poziomem, a nie wciśnięte w ramy klucza.

Wystarczyłoby aby szkoły w swoich statutach zaznaczyły iż każdy uczeń musi mieć zaliczone wszystkie sprawdziany na co najmniej dopuszczający.
jeden niezaliczony = niezdany semestr.
Niby nic, a jaki przesiew może dać.
(Na moim oddziale są osoby które przez 1/2 niezaliczony/e sprawdziany muszą zaliczać cały rok w sierpniu )
Meretseger (61860 punktów)
Ciekawa jestem, co by się działo, gdyby ta młodzież musiała doświadczyć tego, co było udziałem mojej mamy i jej koleżanek z klasy. Otóż mama pobierała nauki w gimnazjum i liceum sióstr urszulanek. Akurat na kilka miesięcy (a może nawet tygodni) przed maturą szkole odebrano uprawnienia szkoły publicznej. Żeby otrzymać świadectwo maturalne, nieszczęsne dziewczyny musiały zdawać maturę ze wszystkich przedmiotów. Podarowano im tylko wf i wychowanie plastyczne. Bez różnicy zainteresowań i wybranego kierunku studiów zdawały język polski, język obcy, matematykę, fizykę, chemię, historię, geografię, biologię, wychowanie obywatelskie i coś tam jeszcze, razem 12 egzaminów. To musiała być jazda...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Anna Salman (16360 punktów)
>Ciekawa jestem, co by się działo, gdyby ta młodzież musiała doświadczyć tego, co było udziałem mojej mamy i jej koleżanek z klasy. Otóż mama pobierała nauki w gimnazjum i liceum sióstr urszulanek. Akurat na kilka miesięcy (a może nawet tygodni) przed maturą szkole odebrano uprawnienia szkoły publicznej. Żeby otrzymać świadectwo maturalne, nieszczęsne dziewczyny musiały zdawać maturę ze wszystkich przedmiotów. Podarowano im tylko wf i wychowanie plastyczne. Bez różnicy zainteresowań i wybranego kierunku studiów zdawały język polski, język obcy, matematykę, fizykę, chemię, historię, geografię, biologię, wychowanie obywatelskie i coś tam jeszcze, razem 12 egzaminów. To musiała być jazda...
Moi rodzice zdawali matury ze wszystkich przedmiotów, bo za "ich czasów" to był standard, niezależnie od szkoły.
Ograniczenie liczby przedmiotów wprowadzono dopiero gdzieś w latach 70-tych.
02-07-2011 21:27 
 Ocena 2 na 2
Konowal (6291 punktów)
>>Ciekawa jestem, co by się działo, gdyby ta młodzież musiała doświadczyć tego, co było udziałem mojej mamy i jej koleżanek z klasy. Otóż mama pobierała nauki w gimnazjum i liceum sióstr urszulanek. Akurat na kilka miesięcy (a może nawet tygodni) przed maturą szkole odebrano uprawnienia szkoły publicznej. Żeby otrzymać świadectwo maturalne, nieszczęsne dziewczyny musiały zdawać maturę ze wszystkich przedmiotów. Podarowano im tylko wf i wychowanie plastyczne. Bez różnicy zainteresowań i wybranego kierunku studiów zdawały język polski, język obcy, matematykę, fizykę, chemię, historię, geografię, biologię, wychowanie obywatelskie i coś tam jeszcze, razem 12 egzaminów. To musiała być jazda...
>Moi rodzice zdawali matury ze wszystkich przedmiotów, bo za "ich czasów" to był standard, niezależnie od szkoły.
>Ograniczenie liczby przedmiotów wprowadzono dopiero gdzieś w latach 70-tych.
>
Zgadza się , a lektur nie było 3 na krzyż i uczone z bryków tylko kilkanaście i trzeba je było przeczytać - o zgrozo

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
02-07-2011 22:00 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>Zgadza się , a lektur nie było 3 na krzyż i uczone z bryków tylko kilkanaście i trzeba je było przeczytać - o zgrozo
Ja wiem, czy "o zgrozo". Ja zdawałam maturę prawie 30 lat temu i dziś przynajmniej poprawnie się wysławiam - głupio, ale gramatycznie.
Ruffo (484 punktów)
Do pytań o sens matury należy dorzucić jeszcze jeden aspekt: te egzaminy stały się potwornie drogie!
Tajność łamana przez poufność, Centralna Komisja Egzaminacyjna (chyba tak ten potworek się nazywa?), kurierzy rozwożący dokumenty, paranoiczna obawa przed "przeciekami", powtarzanie lub unieważnianie egzaminów z byle powodu - jakby wynik egzaminu w jakimś liceum miał przesądzić o obronności kraju lub załamaniu gospodarki. W imię "sprawiedliwych egzaminów" traktuje się całą kadrę pedagogiczną a również uczniów jak bandę potencjalnych kombinatorów, tylko czychających na to, jakby wyłudzić wspaniały dokument zwany "świadectwem dojrzałości".
Jeszcze wielkie dzieło wymyślania pytań egzaminacyjnych, równie tajne i drogie.
A skutek jest taki, jak w bajce: wielka góra nadyma się, stęka i w wielkim trudzie rodzi się mysz...
lilith6 (179 punktów)
Przecież media zawsze próbują wyolbrzymiać wszystko co tylko się da. Gdyby jako nagłówek dali: dosyć słabe wyniki z matury, niewiele osób by weszło, żeby przeczytać artykuł. A jak widzą słowo: katastrofalne, to od razu się podniecają i klikają mając nadzieję, że wyczytają coś przerażającego i okropnego.
Odsetek osób, które nie zdały matury jest nieznacznie większy w porównaniu z latami ubiegłymi, więc nie ma mowy o żadnej katastrofie.
Co do samej matury tak zwanej nowej: ktoś, kto ją stworzył wyhodował monstrum nad którym stracił kontrolę. Paradoksalnie z maturą z polskiego(podstawową) lepiej sobie radzą ludzie o umyśle ścisłym. Przydaje się wtedy analityczne myślenie i kombinowanie co może znaleźć się w kluczu. Dobrze jest pisać krótkie, konkretne informacje o postaciach i epokach. Nikt za to nie nagradza samodzielnego, twórczego myślenia. Napisałeś wypracowanie za które każdy normalny człowiek postawiłby ci piątkę? No, potworki z komisji orzekły, że dostaniesz 40% bo nie wbiłeś się w klucz.
Co do matematyki(rozszerzonej) w tym roku dali nieschematyczne zadania i mnóstwo ludzi miało problem z ich rozwiązaniem. To pokazuje jak nauczana jest matematyka w szkołach: nauczyciele specjalizują się w wałkowaniu po kilkanaście razy tych samych zadań, aż dziecko zapamięta jak się je robi. Ale zrozumieć go już nie zrozumie... A gdyby zmienić trochę treść to dziecko już go nie zrobi...
Nikt nie wykształca w dzieciach umiejętności samodzielnego, kreatywnego myślenia.
Kasza (396 punktów)
Tym razem angielski i polski to był śmiech na sali, wyniki o 20% wyższe niż na próbnych maturach. Dziwi mnie wynik z matmy, jeśli wszędzie to było wałkowane jak u mnie, jak powiedział poprzednik, ten sam schemat co na próbnych i co rok temu. Wydaje mi się też jakby z matmy rozszerzonej wyniki były naciągane, dostałem kilka punktów więcej niż myślałem w "najlepszym przypadku".
Orvudo (214 punktów)
>Wydaje mi się też jakby z matmy rozszerzonej wyniki były naciągane, dostałem kilka punktów więcej niż myślałem w "najlepszym przypadku".
Niektórzy moi znajomi podobnie - byli zaskoczeni na plus.
ssplayer (706 punktów)
>>Wydaje mi się też jakby z matmy rozszerzonej wyniki były naciągane, dostałem kilka punktów więcej niż myślałem w "najlepszym przypadku".
>Niektórzy moi znajomi podobnie - byli zaskoczeni na plus.

Mi zdarzyło się podobnie przy tzw."Egzaminie Gimnazjalnym" - dostałem 5-7pkt więcej niż się spodziewałem w "najlepszym przypadku"
Ania... (14138 punktów)
>>>Wydaje mi się też jakby z matmy rozszerzonej wyniki były naciągane, dostałem kilka punktów więcej niż myślałem w "najlepszym przypadku".
>>Niektórzy moi znajomi podobnie - byli zaskoczeni na plus.
>Mi zdarzyło się podobnie przy tzw."Egzaminie Gimnazjalnym" - dostałem 5-7pkt więcej niż się spodziewałem w "najlepszym przypadku"
Albo - co nieśmiało zasugeruję - jesteście po prostu dość krytyczni wobec własnej pracy, nie spodziewacie się cudów i własne pomyłki oceniacie surowo. Jeśli tak jest, to taką cechę można uznać za dużą zaletę, szczególnie na tle właśnie młodzieży.

BTW - mój szef po egzaminie przeczytał pst na forum studenckim, w stylu "pewnie sam nie zna odpowiedzi na te pytania!". Student nie dość, że nie miał pojęcia o co go pytano, to w dodatku zakładał, że jest to wiedza na tyle zbędna, że nawet prowadzący nie wiedział, a pytał nie wiem czemu. Przy czym widziałam to pytanie, nie było nadzwyczaj trudne.
ssplayer (706 punktów)

>Albo - co nieśmiało zasugeruję - jesteście po prostu dość krytyczni wobec własnej pracy, nie spodziewacie się cudów i własne pomyłki oceniacie surowo. Jeśli tak jest, to taką cechę można uznać za dużą zaletę, szczególnie na tle właśnie młodzieży.

Dziękuje za komplement, jednak sądzę iż tak nie było (Od jakiegoś czasu kusi mnie wycieczka do OKE, aby dowiedzieć się skąd tyle pkt. się wzięło). Pamiętam ile błędów narobiłem ze stresu
Orvudo (214 punktów)
Całe liceum dziwiłem się temu, w jaki sposób prowadzona jest edukacja. Do szkoły nie idzie się po to, by się czegoś nauczyć, tylko po to, by się przygotować do zdania matury. Matura nie sprawdza ile wiesz, tylko wyznacza ile wiedzieć powinieneś, co moim zdaniem robi sporą różnicę.

Egzamin ustny z języka polskiego to już w ogóle paranoja. Z założenia, zdaje się, miał służyć sprawdzeniu umiejętności prowadzenia dyskusji, a wyszedł konkurs recytatorski. Przed egzaminem jakieś 50 osób, zdających tego dnia co ja, jak jeden mąż w osłupieniu: "Ale jak to nie pisałeś pracy?!".

Egzaminy pisemne? Sporo moich znajomych matematykę wykorzystało przede wszystkim do kalkulacji: co muszą zrobić, by zdobyć 30% i ile im to zajmie czasu. Wielką tragedią było, gdy matura z fizyki zawierała zbyt wiele pytań teoretycznych i karta wzorów średnio pomagała. Straszne, że obsługa kalkulatora to za mało, by się fizyką zajmować.

Jednak nie rozumiem, o co tyle krzyku. Ci co nie zdali mają zmartwienie - co to obchodzi resztę? Luźniej będzie przy rekrutacji, mnie to cieszy. Nie rozumiem, czemu ktoś uważa za tragedię to, że nie będzie mógł się zająć czymś, do czego się nie nadawał. Ja nie zamierzam uczyć polskiego, choć na filologię mógłbym się dostać, więc dlaczego ktoś, kto ma problemy z liczeniem chce budować mosty?
Konowal (6291 punktów)
>Całe liceum dziwiłem się temu, w jaki sposób prowadzona jest edukacja. Do szkoły nie idzie się po to, by się czegoś nauczyć, tylko po to, by się przygotować do zdania matury. Matura nie sprawdza ile wiesz, tylko wyznacza ile wiedzieć powinieneś, co moim zdaniem robi sporą różnicę.
>Egzamin ustny z języka polskiego to już w ogóle paranoja. Z założenia, zdaje się, miał służyć sprawdzeniu umiejętności prowadzenia dyskusji, a wyszedł konkurs recytatorski. Przed egzaminem jakieś 50 osób, zdających tego dnia co ja, jak jeden mąż w osłupieniu: "Ale jak to nie pisałeś pracy?!".
>Egzaminy pisemne? Sporo moich znajomych matematykę wykorzystało przede wszystkim do kalkulacji: co muszą zrobić, by zdobyć 30% i ile im to zajmie czasu. Wielką tragedią było, gdy matura z fizyki zawierała zbyt wiele pytań teoretycznych i karta wzorów średnio pomagała. Straszne, że obsługa kalkulatora to za mało, by się fizyką zajmować.
>Jednak nie rozumiem, o co tyle krzyku. Ci co nie zdali mają zmartwienie - co to obchodzi resztę? Luźniej będzie przy rekrutacji, mnie to cieszy. Nie rozumiem, czemu ktoś uważa za tragedię to, że nie będzie mógł się zająć czymś, do czego się nie nadawał. Ja nie zamierzam uczyć polskiego, choć na filologię mógłbym się dostać, więc dlaczego ktoś, kto ma problemy z liczeniem chce budować mosty?

popieram - problem można łatwo zlikwidować i obniżyć poziom ale czy o to chodzi ?

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
05-07-2011 12:38 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>Jednak nie rozumiem, o co tyle krzyku. Ci co nie zdali mają zmartwienie - co to obchodzi resztę? Luźniej będzie przy rekrutacji, mnie to cieszy. Nie rozumiem, czemu ktoś uważa za tragedię to, że nie będzie mógł się zająć czymś, do czego się nie nadawał. Ja nie zamierzam uczyć polskiego, choć na filologię mógłbym się dostać, więc dlaczego ktoś, kto ma problemy z liczeniem chce budować mosty?
>popieram - problem można łatwo zlikwidować i obniżyć poziom ale czy o to chodzi ?
Wręcz przeciwnie.
Ja bym poziom podnosiła, albo się dostosują, albo nie - ale efekt i tak będzie lepszy. Lepsze bowiem mniej a w wyższej jakości, niż dużo, a do bani.
No i ten klucz. Czy nie można by zostawić trochę wolności sprawdzającym? Jak odpowiedź niezgodna z kluczem, ale bardzo interesująca, wykazuje dużą wiedzę i obycie - to powinien zaliczać!
Domestos z Bidetu (6257 punktów)

>No i ten klucz. Czy nie można by zostawić trochę wolności sprawdzającym? Jak odpowiedź niezgodna z kluczem, ale bardzo interesująca, wykazuje dużą wiedzę i obycie - to powinien zaliczać!

zrozumienie idei klucza, jest kluczem w tej kluczowej sprawie. Winę ponosi pewna pani, p. Korupcja vel Łapówka. Otóż: chodzi o to aby prace mogli sprawdzać ludzie "nie powiązani" (co i kiedy oznacza to słowo to inna bajka). Co przyczyni się do bezstronności. Dlatego tworzy się klucze, kody kreskowe, rozsyła prace po całej Krainie. Inna myśl - gdyż/aby prace mogliby sprawdzać, hm... zaraz się na mnie rzucą - np wuefiści... I tu zaczyna się kluczenie...Po absurdach bezstronności i obiektywności interpretacji i innych pagórkach tzw obiektywnej bezstronnej rzeczywistej oceny.

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
Olga W. (396 punktów)
>[color=#330000]Czy to rzeczywiście katastrofa, że ok. 18%1 zdających w tym roku egzamin
>maturalny będzie musiało zdawać go ponownie pod koniec wakacji?

Katastrofą jest to, że mogą, pewnie zdadzą, i pewnie pójdą na studia, a nie że tyle i tyle, biedne dzieci.
Pomijając, że nowa matura sprawdza nie wiadomo co, powinno się ją zdawać od 50%, żeby faktycznie była jakimś sitem. Nie może być tak, że KAŻDY ją zdaje.
Mamy bardzo poważny problem propagandowy. Odkąd pamiętam, wpajano mi, że do zawodówki idą debile. Nawet nauczyciele wyśmiewali się z takich osób, wyrażali o nich pogardliwie. I potem wszystkie dzieciaki, żeby tylko czasem ich ktoś nie uznał za idiotów, rzucili się do okolicznego liceum, które z tej okazji obniżyło swój normalny próg 100 punktów (w województwie małopolskim już śmiesznie niski), aby dostosować go do chętnych i wyniósł on bodajże 70 punktów, bo tyle miał jeden z kandydatów, którego pamiętam jako - przepraszam, ale nie da się tego inaczej określić - troglodytę, niezdolnego do zbudowania zdania. Inny, nie lepszy, teraz studiuje - a jakże - zarządzanie i marketing, i podobno dobrze mu idzie
I wszystko fajnie, licealiści dowartościowują się kosztem uczniów zawodówek, tylko że potem to wszystko wygląda tak, jak na tym obrazku: content.pixxy.pl/items/p/y/pyTn0OfSYx/obrazek.jpg
A jako ciekawostkę dodam, że mój 11-letni kuzyn marzy o tym, żeby zostać śmieciarzem i już przez to cierpi. Wszyscy się z niego śmieją, ciekawe tylko, czy słyszeli, że śmieciarze zarabiają ponoć 8 tysięcy miesięcznie... no i bardzo proszę pokazać mi bardziej przyszłościowy zawód. Śmieci NIGDY nie zabraknie.
23-07-2011 13:02 
 Ocena 1 na 1
marcin1902 (3438 punktów)

>Mamy bardzo poważny problem propagandowy. Odkąd pamiętam, wpajano mi, że do zawodówki idą debile. Nawet nauczyciele wyśmiewali się z takich osób, wyrażali o nich pogardliwie. I potem wszystkie dzieciaki, żeby tylko czasem ich ktoś nie uznał za idiotów, rzucili się do okolicznego liceum

Jestem z ostatniego rocznika przed reformą, po ośmiu klasach podstawówki poszedłem do zawodówki. Nie wiem jak jest teraz, ale te 10 lat temu do zawodówek w większości chodzili debile (ja oczywiście jestem w tej mniejszości ). Zauważyłem, że w młodszych rocznikach, czyli 86 i 87, po skończonym gimnazjum uczniowie, których nie uważałem za bardziej zdolnych od siebie zaczęli chodzić do ogólniaków, co było bardzo dziwne...

Przez ostatnie 50 lat świat zmienił się bardzo w wielu aspektach życia, jednak śmiem wątpić czy sposób nauczania podąża za zmianami trzymając odpowiednie tempo. Bo co to za zmiany - dodanie 3-lat gimnazjum kosztem podstawówki i szkoły średniej, albo puszczenie 6-latków do szkoły? Może pora zmienić sposób prowadzenia lekcji, wprowadzić inne przedmioty nauczania? Spójrzmy na małe dzieci z podstawówek, lecą do szkoły z 20kg plecakiem, siedzą po ileś tam godzin w szkole, później jakieś zajęcia pozalekcyjne i wraca taki bidak ze szkoły, no i co? Jeszcze lekcje musi odrobić, to woła Mamę, która w między czasie gotuje obiad i piszą "razem" wypracowanie z polskiego... Czysty bezsens...

"...nie warto o tym dziś gadać, cały ten dzień to jest zdrada..." Pablopavo i Ludziki
Olga W. (396 punktów)
>Jestem z ostatniego rocznika przed reformą
No popatrz, a myślałam że z 1902

>Nie wiem jak jest teraz, ale te 10 lat temu do zawodówek w większości chodzili debile
Teraz też, bo reszta przecież "stworzona do wyższych celów"

>(ja oczywiście jestem w tej mniejszości ).
Nie wątpię

>Spójrzmy na małe dzieci z podstawówek, lecą do szkoły z 20kg plecakiem
Ten jeden aspekt podobno ma się zmienić - jest projekt ustawy zakładający, że wydawnictwa będą miały obowiązek publikowania podręczników w wersji elektronicznej (oprócz lub zamiast papierowej). No ale z wiadomych względów klas 1-3 to nie dotyczy. Pamiętam, że jak byłam w tym mniej więcej wieku, to marzyła mi się dodatkowa godzina lekcyjna na odrabianie zadań, żebym nie musiała zabierać książek do domu, oraz ławka z szufladami, w których po zajęciach bym je zostawiała. tak czy siak, teraz pozostaje tylko mieć nadzieje, że rodzice zdecydują się zainwestować w czytniki e-ink (nie daj Boże - czy coś tam nie daj - tablety) albo drukowanie pojedynczych stron.
marcin1902 (3438 punktów)
>No popatrz, a myślałam że z 1902

To tak dla zmyłki, wiele osób ma szacunek dla starszych, tylko dlatego, że są starsi.

>Teraz też, bo reszta przecież "stworzona do wyższych celów"

No ta... Ale nawet jak chodziłem do zawodówki elektrycznej, to niewiele się mogłem nauczyć z elektryki, bo ciąłem blachę, jechałem na szlifierce itd.

>Nie wątpię

Ma obecność na racjonaliście to najlepszy dowód

Jak dla mnie powinien być wprowadzony zakaz prac domowych w formie np. pięć "słupków" z matematyki do rozwiązania, albo nauczenie się dat na pamięć z historii... Nawet w nauce na pamięć szkoła sobie nie radzi, polecam książkę Derrena Browna "Sztuczki umysłu", gdzie opisane są super sposoby na zapamiętywanie
i to bez durnego klepania wkoło tego samego.

Najbardziej boli mnie jednak sposób traktowania wychowania fizycznego, mało godzin w nudnej formie... Produkcja kalek trwa w najlepsze

"...nie warto o tym dziś gadać, cały ten dzień to jest zdrada..." Pablopavo i Ludziki
25-07-2011 17:37 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
Odnośnie ciężkich plecaków, to ja mam inny pomysł.
Do czego uczniom podręcznik w szkole? Przecież lekcja typu "otwórzcie podręcznik i przeczytajcie" to dopiero przeżytek. Naukę powinien realizować samodzielnie, a w szkole powinien rozwiązywać problemy, uczestniczyć w dyskusji itd.
Czy nie byłoby sensowne rozdzielenie podręczników na część domową i szkolną? Zestaw do realizacji na lekcji, w tym tekst źródłowy, zadania itd. A do tego część domowa, z zestawem danych, zadaniami domowymi. Uczeń nosi wyłącznie zeszyt.
No i oczywiście szafki na posiadane przedmioty.
marcin1902 (3438 punktów)
>Przecież lekcja typu "otwórzcie podręcznik i przeczytajcie" to dopiero przeżytek.

Pamiętam, że mieliśmy jeszcze "ciekawiej", "Pani" brała ów podręcznik, przepisywała z niego na tablicę, a my z tablicy do zeszytu...



"...nie warto o tym dziś gadać, cały ten dzień to jest zdrada..." Pablopavo i Ludziki
Ania... (14138 punktów)
>>Przecież lekcja typu "otwórzcie podręcznik i przeczytajcie" to dopiero przeżytek.
>Pamiętam, że mieliśmy jeszcze "ciekawiej", "Pani" brała ów podręcznik, przepisywała z niego na tablicę, a my z tablicy do zeszytu...
Katastrofa.
Tego to ja nie rozumiem. Rozumiem, że ograniczenia czasowe, że plan, ale przecież już nawet mówienie zamiast czytania poprawia odbiór.
marcin1902 (3438 punktów)
Niby takie tłumy kończą pedagogikę, a mam wrażenie, że nauczycielami zostają ludzie z przypadku. Może na początku się starają, a później nie widząc efektów i zrozumienia w otoczeniu starszych nauczycieli, po prostu dają sobie spokój...


"...nie warto o tym dziś gadać, cały ten dzień to jest zdrada..." Pablopavo i Ludziki
25-07-2011 21:45 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>Niby takie tłumy kończą pedagogikę, a mam wrażenie, że nauczycielami zostają ludzie z przypadku. Może na początku się starają, a później nie widząc efektów i zrozumienia w otoczeniu starszych nauczycieli, po prostu dają sobie spokój...
Pedagogikę to kończy niewielu nauczycieli. W przypadku przedmiotów kończy się zwykle studia kierunkowe i dodatkowo realizuje się tzw. blok przedmiotów pedagogicznych.
Jak widzę studentów na roku, to boję się, jakimi nauczycielami mogliby być.

Właśnie dlatego robi się ze mnie coraz gorsza baba i przestaję mieć skrupuły co do zaliczeń - a właściwie niezaliczeń. Rozumiem stres studentów, ale kurcze, ponoszę w pewnym sensie odpowiedzialność za to, kto ukończy nasz kierunek. A jak ktoś nie wie co to glikoliza, to co to za biolog?
Konowal (6291 punktów)
>Niby takie tłumy kończą pedagogikę, a mam wrażenie, że nauczycielami zostają ludzie z przypadku. Może na początku się starają, a później nie widząc efektów i zrozumienia w otoczeniu starszych nauczycieli, po prostu dają sobie spokój...

no cóż kiepska płaca, biurokracja kwitnie w najlepsze, kiepskie warunki nauczania i w związku z niżem demograficznym zamykanie się środowiska na nowych nauczycieli. O ile bez zobowiązań można sobie poszaleć tz. za darmo jakieś zajęcia poprowadzić czy przygotowywać ciekawe lekcje to jak dochodzi rodzina i obowiązki to się odstawia minimum i już.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Kasza (396 punktów)
Tak sobie pooglądałem arkusze z lat 2000-2002 a matmy podstawowej i szczerze mówiąc nie wydają mi się dużo trudniejsze - raczej nie są tak schematyczne, ale w porównaniu do tegorocznej matury nie widzę przepaści. Czy my tu porównujemy tegoroczną do tej z lat osiemdziesiątych, kiedy zniesiono obowiązkową matmę ? Czy to ja jestem taki dobry i wydaje mi się, że zadania są tak samo proste?
14-07-2011 14:39 
 Ocena 1 na 1
Olga W. (396 punktów)
>Tak sobie pooglądałem arkusze z lat 2000-2002 a matmy podstawowej i szczerze mówiąc nie wydają mi się dużo trudniejsze - raczej nie są tak schematyczne, ale w porównaniu do tegorocznej matury nie widzę przepaści. Czy my tu porównujemy tegoroczną do tej z lat osiemdziesiątych, kiedy zniesiono obowiązkową matmę ? Czy to ja jestem taki dobry i wydaje mi się, że zadania są tak samo proste?

To chyba nie chodzi o to, czy te zadania są łatwe czy trudne, tylko o to, że dzieciakom od małego wmawia się, że matematyka jest trudna (a fizyka to wręcz, jak ktoś kiedyś powiedział, "pismo klinowe dla wybranych"). Potem taki uwierzy, odnajdzie się w polskim, stwierdzi że jest humanistą i on matmy nie umie i się nie naumie. Oburza się, że złe ministerstwo go zmusza, jak on jest stworzony do wyższych celów niż jakieś tam liczenie. Obraża się. Znielubia coraz bardziej i bardziej te nieszczęsne funkcje. A potem jest płacz, bo matura na 26%. Toż to spisek! Świat się na niego uwziął, nie pójdzie na filologię. Co teraz? Jeszcze - omatkoboskoczęstochosko - będzie musiał pracować FIZYCZNIE! A przecież nie po to napisał polski na 100%!
Wszystkim tak zwanym humanistom narzekającym na swój ciężki los i maturę nie do przejścia mam do powiedzenia dokładnie tyle: farm4.stat(*)3377/3513779516_15c23927b3.jpg
Kasza (396 punktów)
Ale to nie tylko z matmą tak jest, ale w ogóle to, że "nie umiem to wina nauczycieli". Nawet tutaj na forum to nie wina uczniów, że się nie uczą, tylko szkolnictwa, takie mam wrażenie, bo tak dużo się o tym mówi. A przecież chodziłem do technikum i matmy rozszerzonej sam się uczyłem. Poza tym raczej większość miała lepsze oceny z matmy niż polskiego (przynajmniej w mojej klasie), a maturę z polskiego zdali prawie wszyscy, bo wystarczy lać wodę i żadnego przygotowania nawet nie trzeba. Ja sam myślałem, że 30% nie będę miał, bo pisałem byle co, a 59% miałem.
maruda (5550 punktów)
>Ale to nie tylko z matmą tak jest, ale w ogóle to, że "nie umiem to wina nauczycieli". Nawet tutaj na forum to nie wina uczniów, że się nie uczą, tylko szkolnictwa, takie mam wrażenie, bo tak dużo się o tym mówi.

   Jest jeszcze jeden błąd systemu którego nikt nie zauważył. Człowiek który kończy szkołę i nie zdaje matury, przestaje być kłopotem szkoły. Przez kolejny rok nie będzie miał żadnego zorganizowanego wsparcia, bo pozytywną ocenę na zakończenie szkoły ma. To jest wypchnięcie problemu i zwalenie go na innych.
   Na niektórych kierunkach studiów jedna trzecia ludzi odpada po pierwszym semestrze bo nie umie matematyki i fizyki. To są dorośli ludzi i traktuje się ich jak dorosłych, nie umiesz to nie dostaniesz zaliczenia. Dlatego wyjaśnij mi fenomen w szkole znakomita większość uczniów zdaje bez większych przeszkód do następnej klasy, trochę wyciągana za uszy, ale zdaje. Dopiero podczas egzaminu maturalnego zaczyna się pogrom. Tak to wina systemu że nie umie pracować z tymi 20% młodzieży. Bo to już znaczący odsetek i pierwszy dzwonek by zastanowić się czy wszyscy muszą zdać maturę. Czy uznamy za wystarczająco wychowawcze dla reszty by z 30 osobowej klasy nie zdawało co roku dwoje lub pięcioro od pierwszej klasy. A może trzeba dla tych nieporadnych wymyślić coś innego.

Ja niewierzącego traktuję delikatnie, bardziej delikatnie niż chorego umysłowo. - Znalezione
Ania... (14138 punktów)
> Dlatego wyjaśnij mi fenomen w szkole znakomita większość uczniów zdaje bez większych przeszkód do następnej klasy, trochę wyciągana za uszy, ale zdaje. Dopiero podczas egzaminu maturalnego zaczyna się pogrom. Tak to wina systemu że nie umie pracować z tymi 20% młodzieży. Bo to już znaczący odsetek i pierwszy dzwonek by zastanowić się czy wszyscy muszą zdać maturę. Czy uznamy za wystarczająco wychowawcze dla reszty by z 30 osobowej klasy nie zdawało co roku dwoje lub pięcioro od pierwszej klasy. A może trzeba dla tych nieporadnych wymyślić coś innego.
Paradoksalnie spodziewam się, że wprowadzenie restrykcji bardzo szybko podniosłoby poziom zaangażowania. Bo po co się przemęczać, skoro i tak przejdziesz dalej? I tak zdasz, więc po co pracować na to?
Konowal (6291 punktów)
> A może trzeba dla tych nieporadnych wymyślić coś innego.
ależ wymyślono - OHP

To najpierw muszą zdawać bo tak państwo chce , a później biada sie ze ktoś nie zdaje na pierwszym prawdziwym egzaminie i co tu z tym robić, jak pomagać tym biednym ludziom, ano nie niańczyć tylko zrobić normalne prywatne szkoły bez przymusu państwowego do nauczania i tyle

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
15-07-2011 16:57 
 Ocena 1 na 1
maruda (5550 punktów)
>> A może trzeba dla tych nieporadnych wymyślić coś innego.
>ależ wymyślono - OHP
Pomysł nie dla wszystkich, wybacz ale to kolejna zakamuflowana instytucja kościelna. Poproszę coś spełniającego warunki instytucji neutralnej światopoglądowo.

>To najpierw muszą zdawać bo tak państwo chce,
> nie niańczyć tylko zrobić normalne prywatne szkoły bez przymusu państwowego do nauczania i tyle
Obowiązek szkolny jest u nas do 18 roku życia. Nie zwalaj całej winy na państwo, bo to można zmienić, wystarczy wola. Podsumujmy bo nie wiem czy dobrze zrozumiałem. Jesteś za całkowitym zniesieniem obowiązku szkolnego i niech edukują się tylko najbogatsi. Dzieci biedniejszych gdzie chcesz umieścić? No i nie zapominaj że biedni mają więcej tak kochanych przez Ciebie dzieci.


Ja niewierzącego traktuję delikatnie, bardziej delikatnie niż chorego umysłowo. - Znalezione
19-07-2011 14:37 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>> A może trzeba dla tych nieporadnych wymyślić coś innego.
>>ależ wymyślono - OHP
>Pomysł nie dla wszystkich, wybacz ale to kolejna zakamuflowana instytucja kościelna. Poproszę coś spełniającego warunki instytucji neutralnej światopoglądowo.
>>To najpierw muszą zdawać bo tak państwo chce,
>> nie niańczyć tylko zrobić normalne prywatne szkoły bez przymusu państwowego do nauczania i tyle
>Obowiązek szkolny jest u nas do 18 roku życia. Nie zwalaj całej winy na państwo, bo to można zmienić, wystarczy wola. Podsumujmy bo nie wiem czy dobrze zrozumiałem. Jesteś za całkowitym zniesieniem obowiązku szkolnego i niech edukują się tylko najbogatsi. Dzieci biedniejszych gdzie chcesz umieścić? No i nie zapominaj że biedni mają więcej tak kochanych przez Ciebie dzieci.

Podsumowując "bezpłatne" szkolnictwo nie jest bezpłatne więc wystarczy oddać a właściwie nie zabierać ludziom pieniędzy na naukę i niech sami decydują znosząc przy tym szkolnictwo publiczne. O szczegóły można się spierać , ale obecny system zmuszający dzieci chcące sie uczyć chodzenie do 30-osobowych klas gdzie 50% czasu nauczycielka uspokaja tych co nie chcą chodzić a są zmuszani to po prostu wyrzucanie pieniędzy w błoto.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Ania... (14138 punktów)
Ano oczywiste jest, że do nauki nikt nie zmusi.
Ale jednak... wydaje mi się że to efekt bardziej złożonego problemu.
Nie uczą się, bo nauczono ich, że nie muszą, bo zadbano, aby nie stresowali się bez niepotrzebnie, bo oszczędzano im problemów. Często nie mają pojęcia o życiu po szkole.

Dla mnie już samo założenie, że należy dzieciom ograniczać stres jest absurdalne. Czy dojrzewanie nie powinno przygotowywać do dorosłości? W takim razie uczniowie powinni właśnie stawać przed stresem i ocenami, właśnie dlatego, że będą przygotowani do realiów życia po szkole.
Kasza (396 punktów)
Cóż, ja się przyznam, że obwiniałem matkę jakiś czas, że mnie rozpieściła, długo mi zajęło zrozumienie, że sam decyduję do czego dojdę, a nie, że to wina mamusi.
Zetsu (89 punktów)
Tak się zastanawiam - czy dzisiejsza młodzież do debile czy z systemem nauczania jest coś nie tak?

Podejrzewam że jednak to drugie bo od pewnego czasu przechodzimy na system kształcenia zbliżony do tego jaki stosowany jest w USA czy Anglii, gdzie jak wiadomo na pytanie gdzie leży Polska - odpowiedź brzmi:
- w Afryce ?
Być może system nauczania jaki u nas systematycznie się wprowadza ma za zadanie kształcić pracownika korporacyjnego ( efektywny, nie myślący samodzielnie - od czego są schematy, kreatywny ale w określonych ramach itd.) Wiedza ogólna i indywidualizm są niewskazane.
Ważne by znał historie firmy a nie własnego kraju.

Ale wracając do tematu.

Czy matura jest potrzebna ?
-Moim zdaniem tak
Czy kierunek studiów po którym człowiek pisze pracę magisterską na temat ,,Wpływ cienia lasu na wzrost buraka cukrowego w pasie zacienienia,, - AUTENTYK TO NIE JEST ŻART
-Moim zdaniem nie
14-07-2011 21:11 
 Ocena 1 na 1
nikzoz (209 punktów)
(zablokowany)
>Czy kierunek studiów po którym człowiek pisze pracę magisterską na temat ,,Wpływ cienia lasu na wzrost buraka cukrowego w pasie zacienienia,, - AUTENTYK TO NIE JEST ŻART
>-Moim zdaniem nie
Bo cukier bierze się z Biedronki, prawda?
Zetsu (89 punktów)
>>Czy kierunek studiów po którym człowiek pisze pracę magisterską na temat ,,Wpływ cienia lasu na wzrost buraka cukrowego w pasie zacienienia,, - AUTENTYK TO NIE JEST ŻART
>>-Moim zdaniem nie
>Bo cukier bierze się z Biedronki, prawda?

Hmm no tak, myślałem że to śmieszny temat pracy ( ja kończyłem technikum rolnicze a potem weterynarię ) więc dla mnie to kpina nie temat pracy. Ale zapomniałem że jeszcze są ludzie którzy nie maja pojęcia o takich tematach jak uprawa buraka i co jest tak na prawdę istotne w tej kwestii, więc rozumiem ironię.

Sorki za mało obrazowy przykład
14-07-2011 22:16 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>Czy kierunek studiów po którym człowiek pisze pracę magisterską na temat ,,Wpływ cienia lasu na wzrost buraka cukrowego w pasie zacienienia,, - AUTENTYK TO NIE JEST ŻART
>-Moim zdaniem nie
A mnie to nie śmieszy. Strzeliłam skromne opracowanie roli zakrzewień śródpolnych i temat nie jest banalny. Co więcej, brakuje właśnie szczegółowych badań źródłowych. Związek z wydajnością pól to tylko jedno z zagadnień, obserwuje się o wiele bardziej złożone zależności.

Nauka często korzysta z takich wydawałoby się nieciekawych szczegółów. Czy wiecie, że olej Lorenza opracował ojciec chłopca umierającego na adreoleukodystrofię, bez wykształcenia medycznego? Oczywiście przestudiował to co było dostępne w książkach związanych z tematem, ale olśnienie przyszło po dotarciu do pracy BTW polskich naukowców, którzy badali wpływ określonego rodzaju kwasu tłuszczowego na rozwój szczurów, w dodatku praca była polskojęzyczna i oczywiście oceniona jako "przyczynkowa". Dla całej polskiej nauki w tamtym czasie nie było to ciekawe doniesienie, ale dla umysłu poświęconego próbom zrozumienia przyczyn konkretnej choroby to był właśnie ten szczegół, którego brakowało. Dlatego nie szafowałabym tak łatwo ocenami znaczenia konkretnych prac.

Kto by się spodziewał że z pomysłu "coś tu w tym kambium nie działa" może kiedyś powstać nowa koncepcja wzrostu roślin w ogóle? A powstaje i to może dotyczyć rozwoju w szerokim tego słowa znaczeniu:
"Radial Growth and Development of a Tree as aModel of Sustainable Development of Local Society
Pawe³ Kojs
Botanical Garden, Centre for Biological Diversity Conservation of the Polish Academy of Sciences, Prawdziwka 2, 02-973 Warsaw 76,POLAND, Email: lp.po@sjokp
One of the most important and interesting questionswhich nowadays we should answer concerns the ability of our societies to adapt to the consequences of climate change,declining water and energy resources, threats to food securityand health risks, shrinking biodiversity and economic crisis.What type of development will help us to survive in our rapidly changing world? Sustainable development issupposed to be the best alternative. This idea has manyopponents pointing out that it is an unrealistic ideology rather than a pragmatic political and economical system. On theother hand, uncontrolled exponential growth of productionand consumption in modern civilization, overexpansion of human population and intensive exploitation of naturalresources cause real threats to human beings all around theworld. In searching for a good model of a complex naturalsystem which possesses common features of the 'ideal'sustainable local society, we have chosen a tree.A tree living in one place for a long period of time isthe essence of sustainable development. Successful treeshave to adapt constantly to diurnal and annual cycles for aslong as several hundred years or even more. This capacity is aproof of the ability of complex living system to recycle non-renewable resources from the local environment which areessential to maintain most of its processes. Moreover thestructure of the tree and the flow of energy in the tree aremostly based on the renewable resources. Throughout itsentire life the tree must be ready to maintain its structuredespite winds, floods, pollutants, frost, seasonal deficits of water and other essential substances, invasions of pests, etc.On a wider scale it must cope with changing biotic andabiotic environments. Although a tree changes itsenvironment during its life, this change creates new niches,supports thousands of organisms, stabilizes microclimate,etc. The long evolution of trees, selected mechanisms anddifferent strategies which allow a tree not only survive incertain place but also to constantly improve its structure to inorder to meet the constraints of its surroundings. Thispresentation discusses the possibility of applying the modelof radial growth of a tree as a homeomorphic model of sustainable development of local society."
www.scribd.com/doc/47228811/Icpep-4-Abstract
15-07-2011 10:00 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Czy [potrzebny jest] kierunek studiów po którym człowiek pisze pracę magisterską na temat ,,Wpływ cienia lasu na wzrost buraka cukrowego w pasie zacienienia,, - AUTENTYK TO NIE JEST ŻART
> - Moim zdaniem nie

A moim zdaniem, tak.

W odróżnieniu od pracy doktorskiej, celem pracy magisterskim rzadko jest zbadanie czegoś nowego, nawet przyczynkarskie. Celem pracy magisterskiej jest wykazanie się przez kandydata znajomością medod badawczych danej specjalizacji. W tym wypadku, jeżeli kandydat poprawnie zmierzył różnice nasłonecznienia, potrafi zmierzyć zawartość cukru, zna w szczegółach procesy biochemicze wiążące jedno z drugim i potrafi wyciągąć ilościowe wnioski o opłacaności takiej uprawy, to moim zdaniem może to być dobra praca.

A tak w ogólności, gdyby takich kierunków studiów nie było, to większość ludzi na świecie przymierałaby teraz głodem. pl.wikipedia.org/wiki/Zielona_rewolucja

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365