Statystyka demograficzna operuje pojęciem średniej długości życia jak i średniej długości zdrowego życia. Rożni je tylko jedno krótkie słowo - ale jakże istotne. Bo zdrowe życia to życie bez ograniczeń. Po jego końcu zaczynają się problemy zdrowotne i ograniczenia w funkcjonowaniu, które pod koniec życia ( może być ono bardzo długie) oznaczaj ból, cierpienie, depresję, beznadzieję. Medycyna współczesna może nam życie znacząco wydłużyć, niestety, nie jest w stanie zapewnić nam należytej jakości tego życia. W konsekwencji finalny efekt jest taki, iż ostatnie lata naszej egzystencji bywają dla wielu jedną wielką kwalifikowaną torturą - tak dla osób starzejących się jak i dla ich rodziny i otoczenia. Różnica między życiem w zdrowiu, a życiem w chorobie wynosi statystycznie od kilkanastu do dwudziestu paru paru lat. Co bardziej światli rozwiązanie problemu widzą w eutanazji. Jednakże większość, ze względów - nazwijmy je tutaj - światopoglądowo - ideologicznych trwa do końca w swym beznadziejnym bytowaniu doświadczając kwalifikowanych katuszy. Pytanie brzmi; czy w kontekście jak wyżej, którego nikt przecież nie jest wstanie zanegować, śmierć z powodu coronawirusa osoby dogorywającej (miażdżąca większość przypadków) - nie jest aktem łaski, wybawieniem, rzeczywistą, dobrą śmiercią (eutanazja) zesłaną przez naturę lub....boga naprawdę miłosiernego. "Krajem o najdłuższej spodziewanej liczbie lat zdrowego życia w 2016 r., zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn, była Szwecja (73,3 lata dla kobiet, 73,0 dla mężczyzn). Po drugiej stronie znalazła się Łotwa, gdzie te wskaźniki wyniosły odpowiednio - 54,9 lat dla kobiet i 52,3 lat dla mężczyzn. Polska zajęła dopiero 18. miejsce jeśli chodzi o długość życia panów (61,3 lata) oraz 12. miejsce jeśli chodzi o panie (64,6 lat)." kurier.pap(*)-zycia-w-zdrowiu-polska-daleko |