>
>Proponowałbym przeczytać sobie książkę Anny Świderkówny pt. "Rozmowy o Biblii",>
nie musisz, znamy je dobrze.Szczerze mówiąc, śmiem twierdzić, że przeczytaliście tylko odpowiadające Wam fragmenty.
>
>.. opartą na wyśnionych argumentach>
konkrety proszę - gołosłowie tu nie przejdzie. chce ci się wyć ? to idź na ulicę i krzycz.Konkrety? Proszę bardzo: Księga Rodzaju powstawała w dużej części w czasach niewoli babilońskiej. Królestwo Judy zostało zajęte przez Babilon, czyli - w oczach Żydów - Marduk pokonał Jehowę. Pragnęli zrobić coś, co umocni ich wiarę - napisać poemat, który stawia ich Boga ponad wszystkim. I cóż w tym dziwnego, że czerpali garściami z epopei o Gilgameszu czy poematu "Enuma Elisz"? Biblia jest dziełem literackim, a autor takiego dzieła ma prawo do czerpania z innych wzorców. Nie świadczy to o żadnej mistyfikacji, przecież wiadomo, że księgę tę napisali ludzie, dając wyraz swojej wierze. A że zrobili to w sposób mistrzowski (nawet Wy musicie to przyznać) i zgodny z religią judaistyczną, uznano Rdz za księgę natchnioną.
Podobną bzdurą jest atakowanie opisu potopu. To, że opis ten powstał z 2 tradycji (o ile dobrze pamiętam, kapłańskiej i jahwistyczno-elohistycznej), też niczego w niej nie umniejsza. Poemat ten ma charakter czysto moralizatorski i z pewnością jeżeli ma jakieś zakorzenienie w rzeczywistości, to niewielkie. I nic w tym złego nie ma - Biblia (a przynajmniej Rdz) nie jest kroniką, tylko księgą moralizatorską.
Pytanie o żonę Kaina natomiast świadczy o kompletnym niezrozumieniu tematu. Biblia pełna jest przemilczeń i niedopowiedzeń, dlatego właśnie, że - jak już powiedziałem -
nie jest kroniką. Dlatego na Wasze idiotyczne zdanie:
--
Autor tekstu: M.Agnosiewicz i G. Świnder; Oryginał:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,164Przecież bóstwo chrześcijan jest pono wszechmocne, więc gdyby to było złe zapewne stworzyłby Jehowa więcej par takich jak Adam i Ewa, żeby nie musiał zaistnieć kazirodczy związek, aby ludzkość się rozwinęła.
--
Odpowiadam: A skąd wiecie, że nie stworzył, tylko Biblia o tym nie wspomina?! Poza tym, opowieści o Adamie i Ewie oraz ich potomstwie mają głównie charakter moralizatorski, a nie historyczny (jak zresztą prawie cała Rdz) - więc Kain prawdopodobnie w ogóle nie istniał, a wzmiankę o jego potomstwie dodali redaktorzy Biblii później, dla zachowania spójności.
Wiem, co sobie myślicie - skoro Biblia była redagowana przez tyle osób, jak może to być "słowo Boże"? Otóż odpowiadam - akurat ta część Biblii jest napisana sztucznie (i nikt się tego nie wstydzi) i tylko ze względu na niewątpliwe walory estetyczne, moralizatorskie, i zgodność z religią, uznano je za natchnione. Ale tak nie było ze wszystkim - vide chociażby księgi proroków... Zresztą, nie chce mi się dłużej Wam udowadniać, że jesteście w błędzie, bo można by tak pisać w nieskończoność. Chodzi mi tylko o to, żeby pokazać Wam, że
w razie potrzeby mogę posłużyć się licznymi argumentami przemawiającymi za Biblią i nie przytaczam ich tylko ze względu na to, że szanuję swój czas (i Wasz także, bo podejrzewam, że i tak czytanie tego uznacie za jego stratę). Jeszcze raz - proponuję przeczytać "Rozmowy o Biblii" albo jakąkolwiek tego typu publikację.
>
>Gardzę Wami i żałuję, że się urodziliscie>
namacalny przykład postawy prawdziwego chrześcijanina. wielkoduszne potraktowanie 'z góry'Tu przyznaję Wam rację. Trochę mnie poniosło, powinienem raczej powiedzieć, że mi Was żal. Przepraszam, po prostu jak przeczytałem, co tu za bzdury wypisujecie - zdenerwowałem się. To nie jest postawa "typowo chrześcijańska", tylko ludzka - każdy ma prawo do popełnienia błędu w nerwach.
A w ogóle to - uprzedzając Wasze faryzejskie argumenty o złości chrześcijanina - nie widzę nic złego w złości wobec czegoś takiego - chrześcijaństwo polega na tym, żeby czynić dobro, ale, jak pisał Łysiak,
sk***ysynom trzeba umieć powiedzieć w twarz, co się o nich myśli (uprzedzając Wasz atak: to nie jest dokładny cytat i nie pamiętam dokładnie skąd, ale na pewno to jest przynajmniej parafraza, nie zmieniająca sensu jego słów). Herbert podobnie pisał w "Panu Cogito" (nomen omen). Więc nie mydlcie ludziom oczu "chrześcijańską postawą", bo
sprzeciwianie się złu nie kłóci się z wiarą w Boga (tak przy okazji, to ciekawe, czy tak naprawdę rozumiecie przypowieść o nadstawianiu drugiego policzka, czy też argumenty Nietzsche'go przysłoniły Wam wszystko).
>
bez podania ani jednego argumentu, ani jednej przesłanki, czyste gołosłowie i złość.>
postawa nie tyle irytująca, co prymitywna i świadcząca o niskim poziomie rozwoju emocjonalnego autora.Ani jednego argumentu? Myślałem, że piszę do ludzi inteligentnych, którym przytoczenie tytułu książki wystarczy, no ale widać, że muszę za Was je zinterpretować (co zresztą uczyniłem)
I mam nadzieję, że na tym dyskusja się skończy - nie mam ochoty dłużej wchodzić na ten serwis.
Pozdrawiam, choć nie rozumiem.