Ta kwestia to jakieś nieporozumienie. Widać tygodnik "Nie" nie jest najlepszym źródłem poznania polskiego prawa.
Zasiedzenie jest standardową instytucja prawna wszystkich cywilizowanych
państw i służy do korekty stanu prawnorzeczowego w związku z długotrwałą
niezgodnością pomiędzy rzeczywistym stanem posiadania a formalnym stanem
własności. "Opieszały właściciel" traci w pewnych okolicznościach swoje
prawo własności, ale jest to wynikiem jego ewidentnych zaniedbań. Ale by to
nastąpiło wymagane jest spełnienie szeregu przesłanek.
Jeśli gość zostawił kawał działki na x lat i się nią zupełnie nie
interesował to był kompletnie nieodpowiedzialnym i lekkomyślnym właścicielem. Ze społecznego punktu widzenia zresztą czymś bardziej pożądanym było, aby ktoś tam wypasał krowy, niżby miało stać bezużyteczne.
Chciałbym zwrócić uwagę, ze połajanki na zasiedzeniu dotyczą przepisów
..."komunistycznych"

"10 lat wypasania krów" to bowiem wystarczyło
przez 1990 r., kiedy to nowelizacja kodeksu cywilnego znacznie wydłużyła
terminy zasiedzenia. Dziś ów pastuszek musiałby ganiać krowy przez 20 lat
nim mógłby otrzymać prawo własności takiego "pastwiska". Natomiast jeśli
opieszały właściciel zrobiłby coś co zrobiłby każdy komu choć trochę zależy
na własnej posesji, czyli ją np. ogrodził i oznakował, to wówczas nasz pastuszek musiałby tam krowy ganiać aż 30 lat, aby formalny właściciel utracił tytuł prawa własności (kwestia dobrej wiary).
Jest to prawo racjonalne.
Widzę jednak, że chyba w Racjonaliście przydałby się jakiś lepszy dział o prawie...