Racjonalista - Strona głównaDo treści
Artysta. Co to takiego

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kultura
NapisanoAutorTytuł
27-03-2006 17:41Lorenc-Karcz (218 punktów)Artysta. Co to takiego
Witam
chciałbym zadać pytanie nieco dziwne. Czy wiecie państwo co takiego/kim jest artysta?
Czym różni sie od twórcy i co sprawia, że artysta artystą jest. Kto ma prawo nazywać siebie artystą i na jakiej podstawie. Lub kto może nazywać artystą innych?
Proszę wziąć pod uwagę zjawisko jakim jest snobizm intelektualny. Ciekaw jestem państwa odpowiedzi
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

nefretete (17 punktów)
>Witam
> chciałbym zadać pytanie nieco dziwne. Czy wiecie państwo
>co takiego/kim jest artysta?
>Czym różni sie od twórcy i co sprawia, że artysta artystą
>jest. Kto ma prawo nazywać siebie artystą i na jakiej
>podstawie. Lub kto może nazywać artystą innych?
> Proszę wziąć pod uwagę zjawisko jakim jest snobizm
>intelektualny. Ciekaw jestem państwa odpowiedzi

Witam
Ciekawe pytanie.
A moja odpowiedź będzie krótka.
Moim zdaniem artysta to twórca, który
swoim dziełem potrafi zachwycić przynajmniej jednego
człowieka.
Twórca tylko tworzy -
Artysta - zachwyca.
Pozdrawiam
Sodoma i Gomora
Być może masz rację, jednak ja obstaję przy opcji, że artysta to ktoś taki, kim się zachwycasz, ponieważ on zachwyca się swoim przedmiotem miłośnie ujętym w ramach. Ostra krytyka nikomu nie służy, chyba, że agresywnej suce pitbulla. Nigdy nie widziałem, żeby ciosy mogły naprawić człowieka, który np. nie domalował kreski tam gdzie powinna się znaleźć. Można go naprawić, przemilczając jego niedostatki, ponieważ jeśli ma wyczucie "co jest" sam zacznie pracować nad poprawą.
monia (134 punktów)
>>
>Twórca tylko tworzy -
>Artysta - zachwyca.
>Pozdrawiam
>

Artysta nie powinien tylko zachwycać (wielu zachwyca się kiczami) ale przede wszystkim pobudzać do myślenienia.
753//002
>Witam
> chciałbym zadać pytanie nieco dziwne. Czy wiecie państwo
>co takiego/kim jest artysta?
>Czym różni sie od twórcy i co sprawia, że artysta artystą
>jest. Kto ma prawo nazywać siebie artystą i na jakiej
>podstawie. Lub kto może nazywać artystą innych?
> Proszę wziąć pod uwagę zjawisko jakim jest snobizm
>intelektualny. Ciekaw jestem państwa odpowiedzi

Artysta: Dzieło własnego dzieła. Ktoś istniejący na tej samej zasadzie, co ono.
Markens (316 punktów)
Zawsze zadziwia mnie jak ludzie, którzy w kwestiach nauki sensu stricto są bezwzględnie logiczni, kiedy przychodzi do zagadnień humanistycznych uciekają w nieokresloność pojęć.

Etymologia słowa sztuka- jest dosć łatwa do prześledzenia.
Słowo sztuka-pochodzi od "sztuczny" (podobnie np. w Angieslskim Art- Artificial). Sztuczny- określa to, co nie jest wytworem natury. Tu przypominam o dychotomii Natura-Kultura.

Sztuka -jest elementem kultury (obok religii, nauki, i moralności). W swoim pierwotnym znaczeniu- jest to po prostu wszelka twórczość ludzka. Także umiejętność (to znaczenie jest chyba wtórne).

We współczesnym, potocznym znaczeniu, Sztuką są te przejawy twórczości których przeznaczeniem jest tworzenie nowych jakości estetycznych. No a w konsekwencji doznawanie przeżyć estetycznych (nie myl ich z emocjami!) przy kontakcie z owymi jakościami.

Natomiast słowo "artysta" nie jest wartościujące - nazwanie tak kogoś nie jest automatycznym wyniesieniem go do jakiejś wyższej godności. Nazywając kogoś artystą - stwierdzamy fakt- że spełnia kryteria pozwalające przypisać go do tego pojęcia: Jest twórcą sztuki.

Czy epigon lub grafoman w takim razie też jest artystą? Wygląda na to że tak. Tak jak oszust może być sportowcem, a szaleniec wynalazcą. Przebieg i efekty jego pracy determinują tylko to JAKIM jest artystą/sportowcem/wynalazcą.

Ja np. będąc kompozytorem, jestem artystą. To stwierdzenie faktu, jak to że jestem ateistą, jak to że jestem biały, jak to że jestem Polakiem. Jeśli bardzo potrzebujesz - doszukasz się w tych stwierdzeniach wartościowania. Ale go tam nie ma.

Dla ciekawskich polecam przedmowę do "Portretu doriana Gray'a" Oscara Wilde'a (W oryginale tutaj www.upword.com/wilde/dorgrayp.html).

I zachęcam do zapoznania sięz moim tekstem dotyczącym samego procesu twórczego.
ekran.ownlog.com/563409,link.html

.
aries
Jestem artysta. I co z tego ? Jakas definicja ?
Kto zaplaci za moje dziela/produkty/wytwory/pomysly?
Dla kogo to robie?
Jestem artysta bo ja tak chce...? Co dalem wam, skoro jestem artysa ...?
Keyser Sose
Wszystko prawda, Markens, ale coś mi tak banałem pachnie
Myslisz, że ktos wystąpi z krytyka podanych definicji?
Nie sądzę.

Jedna tylko uwaga dotyczaca grafomanii i epigonów.

>We współczesnym, potocznym znaczeniu, Sztuką są te przejawy twórczości których przeznaczeniem jest tworzenie nowych jakości estetycznych.

Przyjąwszy te definicję piszesz dalej:

>Czy epigon lub grafoman w takim razie też jest artystą? Wygląda na to że tak.

Otóż w wielu sytuacjach sa to zdania sprzeczne. Grafomania czesto polega na absolutnej wtórności, na przemieleniu mysli juz dawno przemielonych, na uzywaniu (niecelowo banalnych środków artystycznego obrazowania. Po spotkaniu z takim dziełem masz pełną świadomość, że nie ma w tym nic NOWEGO.

A przecież w podanej definicji jest tworzenie NOWYCH jakości.

Tak więc nie każdy autor jest artystą.

Bez elementu innowacyjności nici ze sztuki.

Pozdrawiam

Keyser Sose
zima (560 punktów)
Ze słówkiem 'nowe' jest pewien problem.
W zależności od zbioru naszych doświadczeń coś może być nowe lub znane. Co więcej, ktoś inny prawie, że z definicji ma inną granicę tego, co dla niego jest nowe.
Jeśli wcześniej przeczytasz dzieło epigona niż twórcy, na którym się wzorował, to epigon będzie dla Ciebie artystą (jeśli oczywiście wtórność była na tyle dobra, by przekazać efekt pierwowzoru).
Pozdrawiam
Markens (316 punktów)
Myślę że, masz rację. To mi pomaga, bo usuwa najsłabszy punkt tej koncepcji. Epigon czy grafoman może być poetą, pisarzem, malarzem czy kompozytorem, jednocześnie nie będąc artystą.
W swoim nie-wartościującym traktowaniu słowa "artysta"-zapędziłem się i mylnie potraktowałem je wręcz jako nazwę grupy zawodowej.

.
Markens (316 punktów)
>Myslisz, że ktos wystąpi z krytyka podanych definicji?
>Nie sądzę.

Teraz widzę że masz rację.

Wyłączam się z dyskusji.
outsider (2469 punktów)
Powoli. Co w takim razie z wykonawcami - czy muzyk klasyczny - instrumentalista, śpiewak - nie wychodzący poza zapis nutowy, automatycznie nie jest artystą?

Mam zresztą wrażenie, że ów postulat innowacyjności jest historycznie uwarunkowany. Wydaje sie oczywisty w dobie powszechnej komunikacji i możliwości rejestracji wszystkiego, łącznie z dźwiękiem i ruchomym obrazem - wcześniej jednak nie dało się go w prosty sposób zastosować do niczego nie dającego się zapisać - nie tylko więc do muzyki, ale także do tańca czy gry aktorskiej. A i dziś mamy problem ze śpiewakami - każdy z nich musi przeciez opanować swój indywidualny, unikalny głos.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Markens (316 punktów)
>Powoli. Co w takim razie z wykonawcami - czy muzyk klasyczny - instrumentalista, śpiewak - nie wychodzący poza zapis nutowy, automatycznie nie jest artystą?

Długo zastanawiałem się nad tym. Aż odkryłem artystów w paru spośród moich towarzyszy - instrumentalistów.

Każdy porządny artysta (zwłaszcza w świecie muzyki "poważnej, który znam jakoby od środka) musi być wpierw porządnym rzemieślnikiem. Większość muzyków na tym poprzestaje. Część ukrywa fakt że nie mają nic do powiedzenia- pod XIXwiecznymi pozami.
No to którzy są artystami? Ci którzy opanowawszy rzemiosło nadal odczuwają ową potrzebę leżącą u podstaw sztuki.
A kto tu mówi o innowacyjności. Ja powiedzialem jedynie o "nowych jakościach".
Wierz mi- grając Bacha - grając go prawdziwie i ze zrozumieniem - tworzy się nowe jakości. Przepuszczając utwór przez filtr własnej osobowości- muzyk, mówiąc potocznie, "czuje tam w środku", intuicyjnie czuje jak powinno brzmieć. O ile nie wynika to z maniery - to właśnie jest jego sztuka.

Zresztą kompozytor, poeta, malarz- robią coś zbliżonego- chodzi o przepuszczenie pewnego materiału przez siebie, swój gust i intuicję. (zachęcam ponownie do przeczytania mojego tekstu- link w moim pierwszym poscie)
outsider (2469 punktów)
Każda twórczość czy każde rzemiosło, byleby jedno i drugie traktować poważnie, pochłania czas, pochłania za krótkie z tego punktu widzenia życie. I chyba nawet nie trzeba się specjalnie starać - jeśli nie jesteś wewnętrznie pusty albo zbyt zastraszony, dasz sobie wyraz, to nieuchronne. Choć z całą pewnością nie dla każdego będziesz właściwym nadawcą - i nie każdy będzie dla ciebie właściwym odbiorcą. Cóż, to gra o wysokim stopniu ryzyka - ale przecież nie sport, nie gra o sumie zerowej: to według słownictwa teorii gier gra z naturą.

PS. o innowacyjności pisał Twój rozmówca, podpisany Keyser Sose.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Markens (316 punktów)
>[...] dasz sobie wyraz, to nieuchronne.

Owszem. Ale danie wyrazu sobie- to jeszcze nie sztuka. To "po prostu" twórczość. Sztuką jest ta twórczość której cele są natury estetycznej. Czyli jeśli dam wyraz sobie np. puszczając komuś dowcipną ripostę, bedzie to twórcze, ale sztuką- w "naszym", potocznym rozumieniu- nie będzie.

>Choć z całą pewnością nie dla każdego będziesz właściwym nadawcą - i nie każdy będzie dla ciebie właściwym odbiorcą.

A odbiorca? Odbiorca jest czymś wtórnym w procesie twórczym. Oczywiście jest niezbędny, ale nie chodzi w sztuce o to, aby przemówić do wszystkich. Artysta może pisać cokolwiek zapragnie uznając siebie za pierwszego, najważniejszego odbiorcę, i najostrzejszego krytyka. Może też ogrom swojego potencjału ukierunkować- np. określając "target". Nigdy natomiast nie przemówi tak samo do wszystkich.

>PS. o innowacyjności pisał Twój rozmówca, podpisany Keyser Sose.
przepraszam. nie doczytałem. myślałem że przeinaczyłeś moje "nowe jakości".
outsider (2469 punktów)
>>[...] dasz sobie wyraz, to nieuchronne.
>Owszem. Ale danie wyrazu sobie- to jeszcze nie sztuka. To "po prostu" twórczość. Sztuką jest ta twórczość której cele są natury estetycznej. Czyli jeśli dam wyraz sobie np. puszczając komuś dowcipną ripostę, bedzie to twórcze, ale sztuką- w "naszym", potocznym rozumieniu- nie będzie.

Ale sprawa estetyki nie jest prosta. Nalezy do dziedziny wartości, zatem nie istnieje obiektywnie - jest subiektywna czy intersubiektywna. Wyrażając siebie, nie wyrażę tego inaczej, niż poprzez pewną estetykę - moją, subiektywną - mając nadzieję, że sprawdzi się ona i intersubiektywnie. Czy istnieja inne źródła estetyki?

>>Choć z całą pewnością nie dla każdego będziesz właściwym nadawcą - i nie każdy będzie dla ciebie właściwym odbiorcą.
>A odbiorca? Odbiorca jest czymś wtórnym w procesie twórczym. Oczywiście jest niezbędny, ale nie chodzi w sztuce o to, aby przemówić do wszystkich. Artysta może pisać cokolwiek zapragnie uznając siebie za pierwszego, najważniejszego odbiorcę, i najostrzejszego krytyka.

Od pewnego momentu - tak, mając już pewne doświadczenia co do odbioru, pewne potwierdzenie swej estetyki. Jeśli jednak od tego zacznie - pozostanie grafomanem. Bo mimo wszystko nie pisze się tylko dla siebie - dla siebie jest myślenie, i to niekoniecznie zwerbalizowane. To co wyrażone, i tak pozostanie jedynie echem tego, co przeżyte: chodzi o to tylko, aby jak najmniej w tym procesie zabić.

> Może też ogrom swojego potencjału ukierunkować- np. określając "target". Nigdy natomiast nie przemówi tak samo do wszystkich.

Próbował tego artysta nieco innego rodzaju ale w tym akurat rodzaju doskonały niemal, Michael Jackson. Hermafrodytyczny, biało-czarny - jak najszerszy target. Rzecz jasna, właściwym twórcą był raczej impresario...

Ale tu sam przekaz był raczej ubogi.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Markens (316 punktów)
>Wyrażając siebie, nie wyrażę tego inaczej, niż poprzez pewną estetykę - moją, subiektywną - mając nadzieję, że sprawdzi się ona i intersubiektywnie. Czy istnieja inne źródła estetyki?

Myślę że się mylisz. Estetyka jest związana z pięknem. Dawanie upustu swojej kreatywności może mieć miejsce w sferach niezwiązanych z estetyką. Fakt że może to być przy okazji piękne, ale piękno nie jest celem.

>Jeśli jednak od tego zacznie - pozostanie grafomanem.
Tak. I nie stworzy nic wartościowego. Wobec czego nie przestaje podpadać pod kategorię "artysta" którą ustaliliśmy już wyżej.

>Bo mimo wszystko nie pisze się tylko dla siebie - dla siebie jest myślenie, i to niekoniecznie zwerbalizowane.
Pisze się z różnych pobudek. Pisze się z różną motywacją, ale zawsze ta właściwa sztuka o której mówimy (przynajmniej Ty i ja) jest pisana dla siebie. Zadajmy sobie pytanie- po co dajemy ów upust? Odpowiedzi udzieliłem we wspominanym moim tekscie o tym dokładnie traktującym. Motorem wszelkiej twórczości, a więc i artystycznej, jest PRAGNIENIE, aby to czego nie ma, ale może być- stało się. W przypadku sztuki- to pragnienie wynika z pragnienia przeżycia estetycznego.

Myślę że koledzy naukowcy sami lepiej niż ja poprowadzą sobie hiperbolę - mówiąc najprościej, chodzi tu o potencjał. Potencjał z natury dąży do rozładowania.
Kiedy powstaje potencjał informacyjny? W momencie gdy ktoś dostrzeże potencjalnośc danego zdarzenia.
outsider (2469 punktów)
Uważasz estetykę za rzecz obiektywną? Czy Twoim zdaniem J.S.Bach miałby zrozumienie dla harmonii Debussy'ego, nie mówiąc o muzyce nowszej albo - bluesie?

Mała dygresja. Wiele lat temu - grało radio, dawna "trójka" mało do dzisiejszej podobna. Zapowiedziano "Ludowego Artystę Ludowej Republiki Mongolii" czy jakoś tak. Gość grał na czymś smyczkowym, najprawdopodobniej jednostrunowym, skala mniej więcej wiolonczeli - zgrzytało to i jęczało rozpaczliwie w portamentach, tak zapamiętałem poczatek, trudno nawet powiedzieć "pierwsze takty", bo rytm nie był dla mnie zauważalny. Czymś się zajmowałem do chwili, gdy muzyka stopiła sie w szum i zacząłem ją widzieć zamiast słyszeć: a to mi się zdarza dość rzadko, skłonności do synestezji przypisac mi nie można.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Markens (316 punktów)
>Uważasz estetykę za rzecz obiektywną?
Oczywiście że nie. Czy powiedziałem coś, co by na to wskazywało?
Myślę że tego nikomu z obecnych nie trzeba wykładać tak zasadniczych zagadnień.

> skłonności do synestezji przypisac mi nie można.

Synestezja nie jest kwestią skłonności. Synestetą się rodzi albo nie. Jest immanentną cechą percepcji danego człowieka.

Tutaj- można przeczytać zgrabnie wyjaśnione to zagadnienie. www.dobias(*)a.php?doc=artykuly/kandynski#9
outsider (2469 punktów)
>>Uważasz estetykę za rzecz obiektywną?
>Oczywiście że nie. Czy powiedziałem coś, co by na to wskazywało?
>Myślę że tego nikomu z obecnych nie trzeba wykładać tak zasadniczych zagadnień.

Tak też sądziłem. W konsekwencji jednak musimy uznać estetykę jako całość za przejawiającą sie jedynie w summie estetycznych kreacji; chyba niewiele tu jest wrodzone. Choć rzecz jasna pewne warunki poczatkowe wyznacza fizjologia czy - jak w przypadku muzyki - wręcz fizyka, to jednak zaledwie baza, której nie można pominąć. A idąc dalej - nie da się estetyki prosto oddzielić od reszty naszego obrazu świata: choćby przywiązanie do kiczu wiąże się z pewnym całościowym postrzeganiem rzeczywistości, to nie tylko brak czysto estetycznego wyrobienia.

Jak pisałem - nie jestem synestetą. Zastanowiła mnie jednak moja podświadoma reakcja na muzykę świadomie postrzeganą jako nieuporządkowana, zatem nieestetyczna - bo przy Beethovenie na przykład aż tak zdziwiony nie byłem.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Markens (316 punktów)

>nie da się estetyki prosto oddzielić od reszty naszego obrazu świata: choćby przywiązanie do kiczu wiąże się z pewnym całościowym postrzeganiem rzeczywistości, to nie tylko brak czysto estetycznego wyrobienia.

to głos w dyskusji czy osobiste przemyślenia?

>Zastanowiła mnie moja podświadoma reakcja na muzykę świadomie postrzeganą jako nieuporządkowana, zatem nieestetyczna.
"kto w pięknie odnajduje sens brzydki[...]"
Muzyka to, w najprostszym ujęciu, dźwięki uporządkowane przez człowieka w czasie. Jeśli nie dostrzegasz porządku tam gdzie on jest - faktycznie, powinieneś się zastanowić. Może nie dość uważnie słuchasz. A może słuchasz muzyki faktycznie mało uporządkowanej.

>bo przy Beethovenie na przykład aż tak zdziwiony nie byłem.
czym zdziwiony? swoją reakcją, czy muzyką?
outsider (2469 punktów)
>>nie da się estetyki prosto oddzielić od reszty naszego obrazu świata: choćby przywiązanie do kiczu wiąże się z pewnym całościowym postrzeganiem rzeczywistości, to nie tylko brak czysto estetycznego wyrobienia.
>to głos w dyskusji czy osobiste przemyślenia?

Na czym Twoim zdaniem polega różnica?

>>Zastanowiła mnie moja podświadoma reakcja na muzykę świadomie postrzeganą jako nieuporządkowana, zatem nieestetyczna.
>"kto w pięknie odnajduje sens brzydki[...]"
>Muzyka to, w najprostszym ujęciu, dźwięki uporządkowane przez człowieka w czasie. Jeśli nie dostrzegasz porządku tam gdzie on jest - faktycznie, powinieneś się zastanowić. Może nie dość uważnie słuchasz. A może słuchasz muzyki faktycznie mało uporządkowanej.

Pisałem, Martensie, o muzyce obcej mi kulturowo, ludowej muzyce Mongołów. Świadomie nie zaciekawiła mnie ani trochę - nie "chwytałem" jej struktury na tyle, na ile to konieczne aby kolejne dźwięki nie były zaskoczeniem. Nie słuchając - poddałem się jej urokowi.

>>bo przy Beethovenie na przykład aż tak zdziwiony nie byłem.
>czym zdziwiony? swoją reakcją, czy muzyką?

Swoja reakcją, rzecz jasna. Muzyką zresztą tez nie - ale to akurat oczywiste, ta zachwyca mnie także śłuchana w pełni świadomie.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Markens (316 punktów)

>>to głos w dyskusji czy osobiste przemyślenia?
>Na czym Twoim zdaniem polega różnica?

Kiedy dyskutują dwie osoby mające dużo do powiedzenia w danej dziedzinie. I kiedy ta dyskusja ma jakiś tor - to muszą celowo ograniczać ilość osobistych refleksji, ponieważ najczęściej dzielenie się nimi w takiej sytuacji skutkuje rozdrabnianiem się nad mało znaczącymi dla głównego nurtu detalami. A to dlatego że każda nowa myśl w dyskusji wymaga ustosunowaania się (lub zignorowania). O ile dorze widzę ,twoja myśl nie stawia problemu, a jedynie przedstawia Twoje odczucia na dany temat. Dlatego podejrzewam że nie jest głosem w dyskusji. Nie żebym deprecjonował osobiste refleksje, ale wydaje mi się że pisałeś to z myślą o dalszej polemice - której nie podejmę się dopóki nie zostanie mi postawiony problem.

>Pisałem, Martensie,
Markens. nie jestem butem. choćby markowym.
(jak poprawisz tą literówkę- usunę ten akapit)

>Pisałem, o muzyce obcej mi kulturowo, ludowej muzyce Mongołów. Świadomie nie zaciekawiła mnie ani trochę - nie "chwytałem" jej struktury na tyle, na ile to konieczne aby kolejne dźwięki nie były zaskoczeniem. Nie słuchając - poddałem się jej urokowi.
Muzyka opiera się na prawidłowościach - czyli porządku. Większość z nich odbieramy podświadomie, ale jednak odbieramy, A więc oddziałują na nas jak gdyby pomimo ograniczeń świadomej percepcji (ale nie "podprogowo"!!!). Nie każ mi tego dowodzić bo utoniemy w terminologii.

>>>bo przy Beethovenie na przykład aż tak zdziwiony nie byłem.
>>czym zdziwiony? swoją reakcją, czy muzyką?
>Swoja reakcją, rzecz jasna. Muzyką zresztą tez nie - ale to akurat oczywiste, ta zachwyca mnie także słuchana w pełni świadomie.
heh, a mnie Beethoven zachwyca dopiero na poziomie świadomego słuchania.(to właśnie jest jednoznaczna osobista refleksja a nie głos w dyskusji)
outsider (2469 punktów)
>>>to głos w dyskusji czy osobiste przemyślenia?
>>Na czym Twoim zdaniem polega różnica?
>Kiedy dyskutują dwie osoby mające dużo do powiedzenia w danej dziedzinie. I kiedy ta dyskusja ma jakiś tor - to muszą celowo ograniczać ilość osobistych refleksji, ponieważ najczęściej dzielenie się nimi w takiej sytuacji skutkuje rozdrabnianiem się nad mało znaczącymi dla głównego nurtu detalami. A to dlatego że każda nowa myśl w dyskusji wymaga ustosunowaania się (lub zignorowania). O ile dorze widzę ,twoja myśl nie stawia problemu, a jedynie przedstawia Twoje odczucia na dany temat. Dlatego podejrzewam że nie jest głosem w dyskusji. Nie żebym deprecjonował osobiste refleksje, ale wydaje mi się że pisałeś to z myślą o dalszej polemice - której nie podejmę się dopóki nie zostanie mi postawiony problem.

To nie jest forum poświęcone estetyce - to forum, by tak rzec, ogólne. A ja nadal nie rozumiem Twojego sformułowania:

"Myślę że się mylisz. Estetyka jest związana z pięknem. Dawanie upustu swojej kreatywności może mieć miejsce w sferach niezwiązanych z estetyką. Fakt że może to być przy okazji piękne, ale piękno nie jest celem."

i nie pomagasz mi go zrozumieć. Widzisz, Markensie, na forum "Racjonalisty" spór o charakter wartości (zwykle w przeciwstawieniu absolutny/relatywny, ale to tylko jedna z możliwych płaszczyzn podziału) należy do podstawowych: widzę tu jasne odniesienie - dlatego drążę.

>>Pisałem, Martensie,
>Markens. nie jestem butem. choćby markowym.
>(jak poprawisz tą literówkę- usunę ten akapit)

Przepraszam za pomyłkę. Wydaje mi się jednak, że po pojawieniu się odpowiedzi stracisz możliwośc edycji tekstu.

>>Pisałem, o muzyce obcej mi kulturowo, ludowej muzyce Mongołów. Świadomie nie zaciekawiła mnie ani trochę - nie "chwytałem" jej struktury na tyle, na ile to konieczne aby kolejne dźwięki nie były zaskoczeniem. Nie słuchając - poddałem się jej urokowi.
>Muzyka opiera się na prawidłowościach - czyli porządku. Większość z nich odbieramy podświadomie, ale jednak odbieramy, A więc oddziałują na nas jak gdyby pomimo ograniczeń świadomej percepcji (ale nie "podprogowo"!!!). Nie każ mi tego dowodzić bo utoniemy w terminologii.

Nie, to oczywiste. Niemniej odbieramy (również podświadomie, ale dzięki wytrenowaniu czy przyzwyczajeniu) nie tylko owe podstawowe prawidłowości, lecz także szablony, właściwe danej kulturze czy danemu stylowi) - i dotyczy to nie tylko muzyki. Ale to wszystko to zaledwie warunki konieczne dla odbioru - o estetyce winniśmy mówić zdecydowanie powyżej tego poziomu. A przekaz dotyczy nie tylko wartości estetycznych - raczej wartości w ogóle.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Markens (316 punktów)
>Wydaje mi się, że po pojawieniu się odpowiedzi stracisz możliwośc edycji tekstu.
Racja.

>Widzisz, Markensie, na forum "Racjonalisty" spór o charakter wartości (zwykle w przeciwstawieniu absolutny/relatywny, ale to tylko jedna z możliwych płaszczyzn podziału) należy do podstawowych: widzę tu jasne odniesienie - dlatego drążę.

Na chwilę obecną uważam że:

Piękno - właściwie nie jest wartością, a jakością. Nie da się obiektywnie stwierdzić co jest piękniejsze: Eroica, czy Dziewiąta, i nie wynika ta niemożność z ograniczeń poznania, tylko z faktu że piękno nie jest jednowymiarowe, nie mieści się na osi (jeśli już, to w wielowymiarowej przestrzeni.).
Jednak piękno istnieje obiektywnie ,ale nie jako składnik rzeczywistości, a jako potencjał w niej tkwiący. Taaaaak..... myślę ze to jest odpowiedź.
Argument: Jest szereg kompozytorów (przepraszam że ciągle o muzyce, ale wygląda na to że Tobie to odpowiada, a i ja nie musze sie niepotrzebnie wysilać) których twórczość odkryto jako genialną wiele dziesiątek/setek lat po ich śmierci. Dlaczego przez współczesnych nie byli poważani, a dziś wynosi się ich na piedestał (choćby przewspaniały Bach)? Otóż zawarli w swoich dziełach ów potencjał, który jednak dla współczesnych im był niedostrzegalny. Z czasem, świadomość estetyczna posunęła się do przodu i coraz więcej osób zaczęło ów potencjał dostrzegać. W wypadku Bacha ten potencjał jest praktycznie niewyczerpany, dlatego w KAŻDYM dojrzałym muzyku Bach zachwyt i niekłamaną rozkosz wzbudza.

Ów potencjał, zdaje mi się, jest obiektywny, ale nie jest obiektywnie poznawalny i porównywalny.

> A ja nadal nie rozumiem Twojego sformułowania:
>>"Myślę że się mylisz. Estetyka jest związana z pięknem. Dawanie upustu swojej kreatywności może mieć miejsce w sferach niezwiązanych z estetyką. Fakt że może to być przy okazji piękne, ale piękno nie jest celem."
>i nie pomagasz mi go zrozumieć.
Jakości estetyczne to, według tego co powyżej wymyśliłem, potencjał estetyczny który jest cechą każdego zdarzenia. Każdego. W takim ujęciu łatwo będzie mi wyłożyć o co chodzi w cytowanym zdaniu.
Otóż, przypominając kontekst w któym zdanie padło: Fakt że dane zdarzenie, np. dzięki kreatywności jego sprawcy, posiada skutek uboczny w postaci bardzo wyraźnego potencjału estetycznego, nie czyni go jeszcze dziełem sztuki. Sztuka zajmuje się eksplorowaniem estetyki = odnajdywaniem, uchwycaniem i tworzeniem potencjału estetycznego. To jest jej cel, a nie skutek uboczny.

Myślę że muzyka, jako dziedzina sztuki najbardziej abstrakcyjna tj. posiadająca własną semantykę ale nie posiadająca desygnatów- wydaje się być najwdzięczniejszym poligonem do takich rozważań. To tak jakby rzeczywistość estetyczna.

>A przekaz dotyczy nie tylko wartości estetycznych - raczej wartości w ogóle.

W świetle tego co powiedziałem- powyższe zdanie traci sens.
Oczywiście można uznać że to moja koncepcja - jako zaprzeczająca słownikowym definicjom jest nienaukowa. Zapewniam że będę o tym myślał.
outsider (2469 punktów)
Myślę, że możemy zakończyć - doszliśmy do punktu stycznego. Zatem jeszcze podsumowanie z mojej strony - i niejako z mojej łączki.

Etyka również nieuchronnie prowadzi do wielowymiarowego zbioru wartości - proste ich porównywanie ze soba nie jest zatem możliwe, bo trzeba poszczególnym wymiarom przypisać wagi - jakie? No cóż, tu stałej reguły nie ma. Zatem wartość czy jakość? To to samo - wartości również się wertykalnie nie uszereguje. Religie usiłują - ale to musi powodować określone niedobre konsekwencje.

Wydaje się, że etyka również musi respektować pewne reguły - dotyczą one wszystkiego w świecie, zatem także nas samych: a że nie są to akurat te reguły, do których przekonują nas religie? Zdarza się że z grubsza są - acz należy pamietać, jak bardzo niedoskonale zdolni jestesmy je poznać czy sformułowac po swojemu: nic tu skończonego, raczej potencjał jak to na swoim polu nazwałeś niż rzeczywista wiedza. Czesto jednak o owych religijnych wartościach da się powiedzieć jedno: czysta aleatoryka

I na koniec refleksja osobista: nie potrafię choćby ładunku dramatyzmu niektórych dzieł muzycznych sprowadzić jedynie do estetyki. Istotnie, tworzywo muzyki nie ma desygnatów - ale dzieła muzyczne? Coś nam znanego potrafią przywołać, pewien klimat jak najbardziej rzeczywisty...

Pozdrawiam i dziękuję za ciekawą rozmowę.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
monia (134 punktów)
>>Powoli. Co w takim razie z wykonawcami - czy muzyk klasyczny - instrumentalista, śpiewak - nie wychodzący poza zapis nutowy, automatycznie nie jest artystą?
(...)
Zresztą kompozytor, poeta, malarz- robią coś zbliżonego- chodzi o przepuszczenie pewnego materiału przez siebie, swój gust i intuicję.

Artysta ma przekazać pewną idę, myśl. Zapis nutowy jest dokładnym zapisem idei kompozytora. Odtważający ten zapis instrumentalista czy śpiewak też jest artystą, bo choć nie jest do jego idea ale i on bierze czynny udział w jej urzeczywistnieniu - staje się więc twórcą i artystą bo przekazuje pewną myśl.
Markens (316 punktów)
>Artysta ma przekazać pewną idę, myśl. Zapis nutowy jest dokładnym zapisem idei kompozytora.

Nieprawda.
Zapis nutowy to zapis uproszczony. Zapis nutowy dokładnie określa tylko wysokości czas trwania i dynamikę poszczególnych dźwięków. Niedokładnie określa ewentualne życzenia ekspresyjne. Niedokładnie okresla barwę (tylko przez oznaczenie sposobu artykulacji. Zapis nutowy jest zapisem "jak wykonywać". podobnie jak tabulatury. Z tą różnicą że jest dokladniejszy. Co nie znaczy że dokładny.

Muzka to nie nuty. Muzyka to to, co brzmi. (ew. porządek nadany dźwiękom). Nuty są niedoskonałym odzwierciedleniem muzyki. Tak jak tekst dramatu to nie przedstawienie.
monia (134 punktów)
>>Artysta ma przekazać pewną idę, myśl. Zapis nutowy jest dokładnym zapisem idei kompozytora.
>Nieprawda.

A jednak prawda.

Dobry kompozytor precyzyjnie zapisze swoją myśl za pomocą nut, tak by wykonawcy jak najwierniej mogli odtworzyć jego ideę. Dlatego dzieła Mozarta, Beethovena i innych nie tracą na jakości przez wieki i do dziś są podziwiane (zmieniły się przecież sposoby kształcenia wokalistów, i instrumenty muzyczne uległy modernizacji brzmią więc trochę inaczej niż dawniej [dziś wierni fani muzyki np. barokowej czy renesansowej domagają się wykowyania muzyki z tych epok na oryginalnych instrumentach z epoki] ale dzięki dobremu zapisowi zachowała się idea kompozytora).

>Zapis nutowy to zapis uproszczony. Zapis nutowy dokładnie określa tylko wysokości czas trwania i dynamikę poszczególnych dźwięków. Niedokładnie określa ewentualne życzenia ekspresyjne.

Myślę, że znana terminologia muzyczna od symboli ppp do fff oraz liczne terminy włoskie jak cantabile, legato, espressivo i wiele innych dosyć precyzyjnie określają życzenia ekspresyjne kompozytora. Na tyle dokładnie, że wprawny muzyk już na pierwszy rzut oka na zapis nutowy wyobrazi sobie utwór i go oceni.

>Niedokładnie okresla barwę (tylko przez oznaczenie sposobu artykulacji.

Barwa zależy od instrumentacji utworu oraz dobranych głosów (w przypadku utworów wokalnych).

>Zapis nutowy jest zapisem "jak wykonywać".

Błąd. Zapis nutowy to zapis melodii. Nuta F do dźwięk F. Klucze, znaki chromatyczne i inne określające tonację dokładnie wyznaczają "paletę dźwięków" jaką muzyk wykonywujący dzieło ma do dyspozycji.

"Jak wykonywać" to adnotacje, np. maestoso.
Ewentualnie informacje "jak wykonywać" zawarte są również w podręcznikach i udzielane na uczelniach.

>Muzka to nie nuty. Muzyka to to, co brzmi. Nuty są niedoskonałym odzwierciedleniem muzyki.

Tu się zgadzam.

>Tak jak tekst dramatu to nie przedstawienie.

Ja bardzo lubię czytać dramaty. Nie raz zawiodłam się na wystawionych w teatrze dziełach, dlatego nie uznaję wyższości przedstawienia nad zapisanym dramatem. Ale cenię dobre przedstawienia. Tak jak cenię dobrych śpiewaków.
Markens (316 punktów)
>Dobry kompozytor precyzyjnie zapisze swoją myśl za pomocą nut, tak by wykonawcy jak najwierniej mogli odtworzyć jego ideę.

Owszem. Dlatego profesor wciaż powtarza mi że daję za mało oznaczeń dookreślających pożądame granice interpretacji moich utworów. Jednak nawet gdy opiszę każdą nutę, nadal zapis nutowy, jak sama przyznałaś będzie zaledwie niedoskonałym odzwierciedleniem tej muzyki którą pragnę usłyszeć.

>>Niedokładnie okresla barwę (tylko przez oznaczenie sposobu artykulacji.
>Barwa zależy od instrumentacji utworu oraz dobranych głosów (w przypadku utworów wokalnych).
Czy tylko od instrumentacji? A od samego instrumentu? Od wykonawcy? Czy nie zachwycałaś sie nigdy gdy ktoś grał "pięknym dźwiękiem"? Jeśli tak, to powinnaś przyznać że np. Ta sama sonata skrzypcowa Bacha, zabrzmi zupełnie inaczej w wykonaniach różnych artystów (nawet jeśli obaj zagrają na współczesnych instrumentach)

>>Zapis nutowy jest zapisem "jak wykonywać".
>Błąd. Zapis nutowy to zapis melodii. Nuta F do dźwięk F.

Niech za przykład orientacyjności zapisu nutowego posłuży pierwsza część "Pierrot Lunaire" Schoenberga w dwóch wykonaniach. Oba są zgodne z zapisem.

Kliknij na link żeby posłuchać.

Przykład 1.

www.amazon(*)ma_001_009/104-8816334-5770305

Przykład 2.

www.amazon(*)ma_001_001/104-8816334-5770305
monia (134 punktów)
>>Barwa zależy od instrumentacji utworu oraz dobranych głosów (w przypadku utworów wokalnych).
>Czy tylko od instrumentacji? A od samego instrumentu? Od wykonawcy? Czy nie zachwycałaś sie nigdy gdy ktoś grał "pięknym dźwiękiem"? Jeśli tak, to powinnaś przyznać że np. Ta sama sonata skrzypcowa Bacha, zabrzmi zupełnie inaczej w wykonaniach różnych artystów.

... Dokładnie! O to mi chodziło. Cały czas zmierzałam do tego by udowodnić, że wykonawca jest artystą, bo współtworzy dane dzieło wraz z kompozytorem.

P.S.
Niestety przykłady nie chodzą u mnie Ale wiem o co Ci chodzi.
753//002
>Słowo sztuka-pochodzi od "sztuczny" (podobnie np. w Angieslskim Art- Artificial). Sztuczny- określa to, co nie jest wytworem natury. Tu przypominam o dychotomii Natura-Kultura.
>Sztuka -jest elementem kultury (obok religii, nauki, i moralności). W swoim pierwotnym znaczeniu- jest to po prostu wszelka twórczość ludzka. Także umiejętność (to znaczenie jest chyba wtórne).

Kim jestem? Jestem człowiekiem-dziełem Natury. Cały jestem z tego, co istnieje w Naturze. Nie ma we ani jednego pierwiastka, którego by nie było w Naturze. Zatem jestem Naturą, ściślej - jej cząstką. Nie ma żadnej dychotomii! Jest tylko Natura. To, co zwiesz Kulturą, jest dziełem Natury. Nie ma więc niczego sztucznego, wszystko jest naturalne. Ba, nie można w ogóle czegoś sztucznego stworzyć.

Czym więc sztuka? Sztuka to jeden z tworów natury, jak drzewo czy ryba, tyle że dzieło sztuki Natura tworzy za pośrednictwem człowieka - swego narzędzia. Sztuka więc czyni artystę, nigdy zaś na odwrót...
Markens (316 punktów)
>Czym więc sztuka? Sztuka to jeden z tworów natury, jak drzewo czy ryba, tyle że dzieło sztuki Natura tworzy za pośrednictwem człowieka - swego narzędzia. Sztuka więc czyni artystę, nigdy zaś na odwrót...

ROTFL. Zastąp w swoim poscie słowo "Natura"- słowem "Bóg" i zobaczysz dlaczego bezlitośnie tarzam się ze śmiechu.


Kultura - nie pamiętam dokładnie brzmienia greckiego słowa od którego to pochodzi, ale jego znaczenie to "uprawiać".
Nie ma naukowo stwierdzalnej granicy między kulturą a naturą. Bo humanizm to nie fakt naukowy, a koncepcja rzeczywistości.

A gdyby krokodyle były sprytniejsze to wymyślilyby krokodylizm.
ale nie są. Dychotomia Natura-Kultura to koncepcja na wskroś humanistyczna. Od paru miesięcy przekonuję się że nasza cywilizacja jest na niej zbudowana.

Jeśli chcesz rozpatrywać dzieła humanizmu bez uwzględnienia tej dychotomii- proszę bardzo, ale rozmija się to z celem.
753//002
>ROTFL. Zastąp w swoim poscie słowo "Natura"- słowem "Bóg" i zobaczysz dlaczego bezlitośnie tarzam się ze śmiechu.

Tarzać się możesz, ale, proszę, nie mów mi, co mam robić i jak mam myśleć. Nie istnieją, moim zdaniem, byty duchowe. Jest tylko Natura (Materia) i jestem cały z niej. Z mojego punktu widzenia Twoja dychotomia jest śmieszna, ale przecież się z Ciebie nie będę śmiać. Ty masz swą koncepcję, ja - swą. Skąd wiesz, jak na Ciebie patrzą krokodyle? Są one z tego samego, co ja. Są też cząstką Natury, jak ja. Ich i mój los jest identyczny - rozpadniemy się na to, z czego jesteśmy i znów wrócimy do obiegu, aby stać się częścią roślin, zwierząt i... ludzi. Jeśli chcesz podjąć rozmowę, wykaż słabe punkty mej koncepcji, wykaż jej absurdalność. Powtarzam: nie ma Kultury odrębnej (przeciwstawnej) Naturze. Jest natomiast kultura jako jedna z emanacji Natury.
Markens (316 punktów)
W sumie zahowałem się niegrzecznie.Przepraszam.

absurdalności- brak. Ja - w tej dyskusji - celowo przyjmuję antropocentryczny światopogląd. Z przyrodniczego punktu widzenia- sztuka będzie TYLKO formą ekspresji nieużytkowej homo-sapiens. Jednak człowiek- przez wytworzenie kultury- wymyka się czysto przyrodniczemu podejściu. Dlatego trzeba patrzeć na nią z jego punktu widzenia.

Słabe punkty

>Skąd wiesz, jak na Ciebie patrzą krokodyle?
- wiem m.in. z biologii że nie posiadają kultury. Kieruje nimi instynkt.

>Ich i mój los jest identyczny - rozpadniemy się na to, z czego jesteśmy i znów wrócimy do obiegu, aby stać się częścią roślin, zwierząt i... ludzi.
Nie wierzę że jesteś niezdolny do przeżyć etycznych, estetycznych, albo intelektualnych. Myślę że zgodzimy się że jesteś. Tym właśnie, z punktu widzenia humanizmu- różni się los człowieka, od losu krokodyla.

>Kultura, jedna z emanacji natury
wtórnie. Wracamy znowu do tej dychotomii.
Może jeśli przestaniemy używać słowa "dychotomia" - która zakłada wzajemne wykluczanie- zaczniemy mówić "rozróżnienie" to sprawa będzie klarowniejsza (mój błąd). Kulturą jest to, co istnieje na skutek działalności człowieka. Naturą jest to, co nie zostało bezpośrednio przez działalność człowieka zmienione.

Tu nalezy zostawić pewien margines- wiadomo że działalność człowieka wpływa na kształt całego globu, ale można jednak pominąć problemy graniczne jak np. rośliny które przystosowały się do chemicznych odpadów.

pozdrawiam.
753//002
Dziękuję za podjęcie rozmowy! Szanuję Twój antropocentryzm. Natomiast, według mnie, wszelkie rozróżnianie, dzielenie, wyodrębnianie, przeciwstawianie itp. - aczkolwiek zrozumiałe - jest bezzasadne. Sądzę, że człowiek jest Naturą i że niczego innego poza Naturą nie ma. A zatem to, co nazywamy Kulturą, jest Naturą. Moje przeżycia (jakkolwiek by je nazwać) nie są czymś specyficznym ani dla mnie, ani dlu ludzi jako takich. Są funkcjami Natury. Nie jestem więc do nich zdolny, bo nie ja się w nich przejawiam, ale Natura. Ona poprzez mnie rozpoznaje samą siebie (każde działanie jest sterowane instynktem: rozkazem Natury). W tym sensie mogę stwierdzić z pokorą, że mnie nie ma. Mój indywidualny, jednostkowy byt to tylko jedna z niezliczonych funkcji Natury. Podobnie ze sztuką, jest ona przejawem aktywności Natury.
Czy i jak możliwa jest Kultura? Tak! Kulturą będzie nowy świat, jakby nowa Natura. Nie będą w niej obowiązywać znane nam prawa. Będą zupełnie inne reguły, formy istnienia. Taką Kulturę swtorzą głównie artyści, ale najpierw muszą przestać być ludźmi. W swoim myśleniu ku temu właśnie zmierzam: nowy kosmos... A poza tym dążę do uwolnienia się z wszystkiego, co stanowi o moim człowieczeństwie. Pierwszy krok uczyniłem, wyłączając się ze świata, którego ludzie zwą Kulturą, zaprzeczając swemu istnieniu...
Truite (108 punktów)
>Witam
Także witam bardzo serdecznie

>co takiego/kim jest artysta?
>Czym różni sie od twórcy i co sprawia, że artysta artystą jest.

Dla mnie artysta to osoba, która poprzez własną twórczość nie tylko daje upust swoim emocjom, ale także przekazuje coś ważnego innym ludziom. Dzieło artysty nie musi budzić zachwytu, ale ogólnie wzbudzać jakiekolwiek silne reakcje ( także odrazę). Najważniejsze, aby nie pozostawało obojętne i robiło wokół siebie trochę szumu, zauważalnego przez większą grupę ludzi. Według mnie osoba, która twórczoscią oddziałuje tylko na mniejszość nie zasługuje jeszcze na miano artysty; wtedy jest jedynie twórcą. O randze artysty świadczy siła emocji, jakie budzą jego dzieła.
Bo sztuka, artyści i ich prace są chyba właśnie po to, aby poruszać duszę.

Pozdrawiam!
Lorenc-Karcz (218 punktów)
Pozdrawiam wszystkich

Przepraszam, że sie wtrące, ale gdzie w tym snobizm. Na razie mam odpowiedzi, które ujmują problem nieco powierzchownie. W procesie zwanym sztuką czasami dochodzi do niebezpiecznego zjawiska snobizmu. Przyjmowania cudzych myśli jako aksjomatów bez wewnętrznej refleksji.Nazywamy kogos artystą, cos sztuka chociaz sie nad tym nie zstanawiamy, a czasem sztuka nie może sie odwoływac wyłacznie do emocji bo staje sie wtedy naiwna. Owszem szczere wartości są potrzebne ale niejednokrotnie pojmuja zagadnienie euforycznie. Co zatem sprawia, że ktos jest artystą? Iluz z nas przezywa emocje silniej niz inni a wcale nie podejmuje twórczości artystycznej. Snobizm czesto sprawia, że uważamy kogoś za artyste a osoba ta na to miano nie zasługuje....
osiolek
Wydaje mi sie, że to dość częste zjawisko i to nie tylko w dziedzinie szeroko pojmowanej sztuki. Czasem nawet, pokuszę się o stwierdzenie, jest to w modzie. Są kręgi ( a przynajmniej tak mi się zdaje), gdzie myśli jednego autora stają się automatycznie wręcz myślami reszty. To moje obserwacje, trochę ludzi się poznało, w kilku miejscach czy organizacjach (formalnych czy też nie) się było i co się widziało, to się widziało. Wydaje mi się, że zjawisko takowe istnieje. Może słowo "kręgi" brzmi w tym kontekście dziwnie, ale innego słowa "pod ręką" nie posiadam, poza jednym, którego użyć nie chcę, bo uderzałoby w jeden rodzaj organizacji, a nie o to mi chodzi. A przenosi to się też, rzecz jasna, na pole sztuki.
Osieł (106 punktów)
Dziś wielu za artystów się uznaje, ale czy nimi rzeczywiście są to należałoby się zastanowić.

A według Was, kto zasługuje na miano wybitnego artysty, unikającego kiczu i tworzenia pod publikę, tworzącego sztukę, która po nas zostanie - piękną, inteligentną i oryginalną?

Ja za taką osobę uważam m. in. Kazika Staszewskiego.

Ostatnio sporo wyszło opinii na temat bieżącej działalności Kultu. Odniosłem wrażenie, że skrytykowano Kazika wraz z zespołem za tworzenie czegoś nowego, nowych klimatów, nowych dźwięków, przedstawiania innych poglądów niż na innych płytach itp. A przecież wydaje mi się, że w tym tkwi istota sztuki - tworzenie czegoś nowego. Oczywiście nie byle czego. Ale mojemu ulubionemu zespołowi udało się stworzyć coś świeżego a przy tym niebanalnego. Czy to się ludziom nie podoba?
Markens (316 punktów)
dla większosci ludzi- niebanalne=niezrozumiałe
Osieł (106 punktów)
To prawda, ale chyba krytycy sztuki powinni ją rozumieć. Nie wiem, czasem można odnieść wrażenie, że opinie na temat jakiegoś dzieła są mało obiektywne, a wydaje mi się, że takowymi być powinny.
Markens (316 punktów)
>To prawda, ale chyba krytycy sztuki powinni ją rozumieć.
Myślę że tego typu normatywne ustalenie do niczego nas nie zaprowadzą. Np. ludzie powinni być uczciwi. No ale co z tego?

> Nie wiem, czasem można odnieść wrażenie, że opinie na temat jakiegoś dzieła są mało obiektywne,
Generalnie opinie nie są obiektywne. taka ich uroda.

>a wydaje mi się, że takowymi być powinny.
Znowu -"jak byc winno". Myślę że się mylisz. Dzieło sztuki jest złożone i nigdy do końca uchwytne. Krytyk ustosunkowuje się do niego przez pryzmat własnej osobowości. Więc robi z dziełem to, co twórca zrobił z materiałem. Można powiedzieć że krytyka jest kolejnym etapem twórczości- odbywającym się już z pozycji odbiorcy.

Krytyka nie może być obiektywna. Kiedy znawca mówi że "utwrór jest źle napisany" to nie jest krytyka, a jedynie stwierdzenie (do pewnego stopnia obiektywnego) faktu.

Kolejny raz odwołam się do O.Wilde'a. W przedmowie do "Portretu Dorian'a Gray'a" możemy przeczytać:

[...]
Krytykiem jest ten, kto własne wrażenia piękna umie w odmiennej wyraźić formie, nowy nadać im ksztalt
Zarówno najwyższa, jak najniższa forma krytyki jest pewnego rodzaju autobiografią.
[...]


Przy okazji przepiszę parę kolejnych wersów. Są nader urocze i jadowicie trafne.

[...]
"Kto w pięknie odnajduje sens brzydki, jest zepsutym, wcale nie będąc czarującym. To błąd.
Kto w pięknie odnajduje sens piękny, posiada kulturę, ma przyszłość przed sobą.
Wybrani są ci, dla któych piękno posiada wyłącznie znaczenie piękna.
Nie ma książek moralnych lub niemoralnych. Są książki napisane dobrze lub źle. Nic więcej.
[...]

Osieł (106 punktów)
>Generalnie opinie nie są obiektywne. taka ich uroda.

To prawda.

Właściwie to zgadzam się z tym, że o sztuce trudno mówić w sposób obiektywny.

>Dzieło sztuki jest złożone i nigdy do końca uchwytne.

Zgadzam się, dobrze nawet, że tak jest, bo dzięki temu można wciąż odkrywać jego nowe aspekty.

Dobrze też, że każdy ma dane zobaczyć i zinterpretować coś "po swojemu". Czasem aby piękno zauważyć trzeba czasu. Albo odpowiedniej chwili. Ale przez to, że każdy pojmuje je "po swojemu" rodzi się krytyka krytyki
monia (134 punktów)
>> Najważniejsze, aby nie pozostawało obojętne i robiło wokół siebie trochę szumu, zauważalnego przez większą grupę ludzi. Według mnie osoba, która twórczoscią oddziałuje tylko na mniejszość nie zasługuje jeszcze na miano artysty; wtedy jest jedynie twórcą.

Wobec tego Henryk Górecki nie jest artystą za to artystką jest Britney Spears.

>O randze artysty świadczy siła emocji, jakie budzą jego dzieła.
>Bo sztuka, artyści i ich prace są chyba właśnie po to, aby poruszać duszę.
>

Pewna babcia klozetowa ostatnio bardzo się wruszyła przeczytaną książką z serii 'Harlequine', aż się spłakała ...

:P
Truite (108 punktów)
Wiesz, ogólnie nie jestem specem od sztuki, ale napisałam też, że artysta musi poruszać i budzić emocje. A przynajmniej w moim rozumieniu- jeśli coś mnie porusza to zostaje w pamięci na długo. A wątpię, aby jakiś fan Britney potrafił powiedzieć dzisiaj o co chodziło w jej piosenkach. W ogóle ciekawe, czy ktoś jeszcze pamięta tekst którejś z nich. Natomiast treść Harlequina może i kogoś wzrusza, ale tylko chwilowo, bo potem już i tak nic z tego sie nie pamieta.

Artysta powinien poruszać i wzruszać, ale nie tylko przez chwilę, lecz tak, aby odbiorca także w przyszłości nie nudził się jego twórczościa. A- być może się mylę- o Britney i romansidłach tego raczej nie można powiedzieć... pomimo ich niekiedy masowego rozdźwięku.

Pozdrawiam!
753//002
>co takiego/kim jest artysta?
>Kto ma prawo nazywać siebie artystą

Jedynym artystą jest Natura będąca zarazem dziełem sztuki. To zaś, co zwiemy sztuką, jest kuglarstwem. Nieudolną imitacją. Byle słonecznik jest milion razy piękniejszy od "Słoneczników". Dowolne zdarzenie jest tysiące razy ciekawsze od "Małego Księcia", "Iliady" czy "Pana Tadeusza". Najdoskonalsze kompozycje Szopena są niczym w zestawieniu z odgłosami lasu. Czymże rzeźby Fidiasa wobec niewystruganych, prawdziwych psa, myszy czy człowieka? Tylko tandetną podróbką.

Artystą wśród ludzi mogę nazwać: piekarza tworzącego chleb; uczonego tworzącego rakietę, by osiadła na Księżycu; żołnierza ginącego za Ojczyznę; chirurga operującego trzustkę czy serce; Pasteura wynajdującego szczepionkę.

Jednak prawdziwi artyści dopiero nadejdą. Będą to inżynierowie genetycy. Utworzą nigdy niewidziane rośliny i zwierzęta. Skonstruują nowego człowieka. O ich dziełach też będzie można mówić: Sztuka.
chinska zupka;) (118 punktów)
artysta to coś takiego, co:
-czuje bardziej niż inni, bądź "nic nie czuje"
-obserwuje(patrzy, wsłuchuje się, podgląda i podsłuchuje)
-myśli o wszystkim i o niczym(o sobie jako o wszystkim i o sboie jako o niczym)
-w końcu coś wymyśla-wyobraża-tworzy
-a co za tym idzie stwarza, bądź dokłada do osiągnięć poprzedników
-wyraża(siebie, innych, siebie i innych), jeśli akurat nie wyraża siebie, bo nie potrafi to daje swoim dziełem możliwość do wyrażenia się innym
-nie pracuje, jesli uznaje to co robi za prace (zarobkowa dzialalnosc) tzn ze to rzemieslnik niestety, wynagrodzenie dla artysty musi byc nagrodą, a przy okazji stworzeniem warunków do egzystencji, tworzenia, jesli z gory zaklada dochod, oznacza to, ze nie tworzy z tych powodow z jakich powinien.
-nie definiuje sie tytulem naukowym (to ze ktos ma tytul naukowy z jakiejs dziedziny artystycznej nie oznacza jeszcze ze ten czlowiek jest artysta, tytuly i dyplomy mowia o jego dokonaniach rzemiesliniczych i naukowych z danej dziedziny

znalazlam "fascynujacy" test "czy masz temperament artysty", troche to infantylne, ale podnosi na duchu:D
kazda odpowiedz "tak" to 1 pkt za twórczą osobowość-tylko nie oszukuj:D!!!

1. czy...
a)miewasz humory
b)jesteś egoistą
c)zachowujesz się porywczo
d)nie panujesz nad sobą
e)lubisz się kłócić
f)jestes przesladowany i odrzucony przez swiat
2.czy kiedykolwiek w zyciu czules nieodparta chec, by
a)obciac sobie uszy?(wiadomo ze to przywolanie historii van gogha, ale ja to zmodyfikuje i jesli kiedykolwiek chciales sobie zrobic cokolwiek bolesnego-typu walenie glowa w kaloryfer, badz pociecie zyletka, to zaznacz ta odpowiedz)
b)obrazac drzewa? (mysle ze jak obrazales cokolwiek co nie moglo sie obronic przed twoim osądem to tez mozesz zaznaczyc ta odp)
c)zachowywac sie bez szacunku do cudzych skarpetek?
e) nie myc sie znacznie dluzej niz normalnie (innymi slowy, co najmniej 10 tyg.)
3. czy teraz albo kiedykolwiek....
a)byles uzalezniony od czegos, co jest dla ciebie szkodliwe
b)smierdziales
c)lamales obowiazujace przepisy
d)chciales zwrocic na siebie uwage, zachowujac sie lub ubierajac ekscentrycznie i dziwnie
e)byles roztargniony

wyniki
jesli uzyskales:
15 pkt-zwroc sie o pomoc do specjalisy...
12-14- gratulujemy, jestes dumnym wlascicielem artystycznego temperamentu
8-11- z jednej strony mozesz byc tworczym geniuszem z drugiej kims potwornie denerwujacym
2-7-nie masz ani troche temperamentu artysty, jestes na to zbyt sympatyczny:D
1-0-ale z ciebie nudziarz.
szostak (30 punktów)
Artysta... kim jest? co robi?
nie raz nie dwa, z ust każdego czlowieka słowo to zostało wypowiedziane.. .lecz jakie jest jego znaczenie...? nikt szczególnie nad tym nei duma... i może słusznie? nie, nie uważam tak (choćby dlatego, że nie rzuca się słów na wiatr). Artysta-> gdzy człowiek tak powie o sobie osobiście uważam to za całkowity brak skromności, zuchwalstwo pyche i takie tam... jednak gdzy o kimś tak się wyrażamy... gdy ja tak o kimś mówie doceniam przez to jego delikatna duszę podejście do życia , światopogląd... oczywiście w każdym przypadku indywidualnie... ale czy nie każdy człowiek ma coś z artysty.. jakąś ceche kierującą nas ku romantycznomości... jedni więcej inni mniej... ale każdy, i w kazdym drzemie ta delikatna nutka szaleństwa. więc chyba każdy ma w sobie coś z artysty...
Ale nadal pozostaje pytanie , (mimo mojego dłuuugiego wywodu) kim jest artysta? ale czy ktokolwiek potrafi odpowiedzieć na to pyanie?
wiadomo artysta jest bardziej wyczulony na czucie iz myślenie, wszak zmysły miec powinien znacznie wyostrzone
Kończę i pozdrawiam
Cieślański (994 punktów)
Bycie artystą ma zapewne jakieś podstawy w budowie i działaniu mózgu artysty.
Mózg artysty decyduje o tym jak artysta postrzega świat, jak go odwzorowuje w swojej dziedzinie sztuki i jak komunikuje swoje wizje pozostałym ludziom.

Możliwe, że bycie artystą to swego rodzaju ekschibicjonizm w obnażaniu własnych urojeń i wizji, sprawiający rozkosz artyście ekshibicjoniście i uzależniający go od tej rozkoszy.

Pozostałym chorym ludziom, widzom i kibicom obawiającym się przyznać do postrzegania świata na swój własny sposób, (odmienny od powszechnie przyjętych, czy głoszonych stereotypów w kwestii "normalnego" postrzegania rzeczywistości),
dostrzeżenie w dziele artysty rzeczy "znajomych" może powodować poprawienie nastroju lub wręcz ekstatyczne objawy radości u wielu postronnych i nie znających się na warsztacie artystycznym osób i przygodnych gości.

Pomijając koniunkturalne przyznawanie się do "wyznawania" mody na danego artystę, czy marketingowe "lansowienie" określonych trendów popytowych na towary artystyczne,
istnieje zapewne wiele osób, które "odbierając" dzieło artysty, cieszą się, że oprócz nich samych istnieją jeszcze na świecie inni ludzie, (bardziej odważni w swych obnażających "wnętrze psychiczne" ekschibicjonalnych działaniach), którzy podobnie jak oni widzą świat w określony, nietypowy sposób, jedząc obiady o północy, a po południu śniadania.

Wiele na temat artystów można dowiedzieć się, wpisując w popularną przeglądarkę internetową frazę (bez cudzysłowu):
" obsessive compulsive artists"
lub: "artyści, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne"

PZDR.J.C.


bóg jest oszustwem
Lorenc-Karcz (218 punktów)
Czyli rozumiem, że artysta jest kolokwialnie rzecz ujmując - stuknięty.
Nie twierdzę, że się nie zgadzam prosze tylko o rzetelne uzasadnienie. ( mała podpowiedź w postaci różnych odmian schizofrenii, i nic w tym pejoratywnego nie ma).
antracyt
Jak na razie nie mam schizofrenii. Jesli dostane to raczej nie z powodu tworczych mozliwosci tylko braku ich realizacji. Byc moze to co wy stuknietego w artystach widzicie pojawia sie na skutek niepowodzen i niedostrzezenia danego tworczego ego przez wieksza mase. No, coz ale wydaje mi sie, ze w innych dzialach zawodowych nastepuje ten sam efekt. Brak sukcesow dobija kazdego.
Artysta jest kazdy, kto zajmuje sie dzialalnoscia kreatywna. Pozostaje tylko zdefiniowanie na ile intynsywnie. Czyli odpadaja niedzielni malarze akwarelek, bo jak samo okreslenie wskazuje nie sa stuprocentowo zainteresowani tematem.
Dalej mozemy wartosciowac artystow na ile tworza sztuke. Teraz zaczynaja sie kryteria oceniajace dziela. Po selekcji do pozostalych dziel dopisujemy artyste. Definicja artysty ma w tym momencie bezposredni zwiazek z definicja dziela.
Co do snobizmu to nie wiem czy jeszcze istnieje. Biorac pod uwage pojawianie sie przy slowie artysta takich przymiotnikow jak: stukniety, glodujacy, wiecznie bez kasy albo z glowa w chmurach, nie wiem gdzie tu jest miejsce na snobizm.
Faktem jest, ze nalezy chronic sie przed takimi okresleniami. Metoda jest trzymanie nosa do gory i belkotanie o swoim sukcesie nawet jak go nie ma. Nie wie czy to jest snobizm czy normalne podejscie. Starajac sie o jakakolwiek prace robisz to samo.

Wróć do listy wątków działu Kultura

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365