Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czym jest religia katolików

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
11-07-2006 19:31Kowalczyk (10 punktów)Czym jest religia katolików
Katolicy wymyślili sobie boga, żeby móc racjonalnie usprawiedliwić to, co ich złego spotkało.... Rzadko kto potrafi samodzielnie poradzić sobie ze swoimi problemami, więc najprościej uklęknąć i pomóc sobie modlitwą. Dlaczego coraz młodsze osoby odchodzą od tej wiary? Może dlatego, że jej podstawy są zakłamane i nikt normalny nie uwierzy w kłamstwo. Oczywiście kazdy musi w coś wierzyć, ale to niekoniecznie musi innych interesować. Gorliwi katolicy nienawidzą ateistów tylko dlatego, że nie potrafią uwierzyć w fikcje!!!! TO CHORE!!!! Sama odeszłam już dawno od tej fikcji więc nie umiem już słuchać tych bredni.... Może się myle ale każdy z nas ma w sobie wątpliwości, które często boimy się drążyć....
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Koleś

>. Gorliwi katolicy nienawidzą ateistów tylko dlatego, że nie potrafią uwierzyć
>w fikcje!!!! TO CHORE!!!!
To przesadne uogólnienie,ale wtedy gdy ta nienawiść rzeczywiście wystepuje może to mieć związek z tym,że niektórzy z nich też mają wątpliwości i nie mogą znieść części siebie.Ważniejszy jest chyba jednak stereotyp ateisty,do którego utrwalenia niektóre teksty na stronach niereligijnych się przyczyniają
bezsenność w sieci
>Katolicy wymyślili sobie boga, żeby móc racjonalnie
>usprawiedliwić to, co ich złego spotkało...Rzadko kto
>potrafi samodzielnie poradzić sobie ze swoimi problemami,
>więc najprościej uklęknąć i pomóc sobie modlitwą.
Czyli modlitwa do wg Ciebie wymyślonego Boga pomaga?
>Dlaczego coraz młodsze osoby odchodzą od tej wiary?
przez pseudokatolików
>Oczywiście kazdy musi w coś wierzyć, ale to
>niekoniecznie musi innych interesować.
więc skąd Twoje zainteresowanie wiarą katolicką?
>Gorliwi katolicy
>nienawidzą ateistów tylko dlatego, że nie potrafią uwierzyć
>w fikcje!!!! TO CHORE!!!!
Gorliwi to jedyni którzy szanują ateizm, najbardziej negują go pseudokatolicy.
>Sama odeszłam już dawno od tej
>fikcji więc nie umiem już słuchać tych bredni.... Może się
>myle ale każdy z nas ma w sobie wątpliwości, które często
>boimy się drążyć....
wątpliwości dotyczą ateistów i wierzących (jednym jak i drugim drążenie jest wskazane)
Przemek K.
>Katolicy wymyślili sobie boga, żeby móc racjonalnie
>usprawiedliwić to, co ich złego spotkało....

Idea Boga jest starsza od katolicyzmu.

>Rzadko kto
>potrafi samodzielnie poradzić sobie ze swoimi problemami,
>więc najprościej uklęknąć i pomóc sobie modlitwą.

Są i inne sposoby. Równie proste. I równie niebezpieczne.

>Dlaczego
>coraz młodsze osoby odchodzą od tej wiary?

To sobie wymyślili, czy odchodzą

W wierze w ogóle jest bardzo dużo społecznego oczekiwania. To znaczy wierzący wierzą, bo wierzy ich otoczenie, bo odczuwają potrzebę ich wiary, nie wewnętrzną, ale zewnętrzną -- ze strony rodziny, wychowawców, katechety, sąsiadów, itd.

Młodzi, mimo intensywności procesu wychowania, mniej tym myśleniem nasiąkli. Przy religii nie trzyma ich jeszcze przyzwyczajenie, a nie zawsze trzymają ich przekonania. Zresztą mają inne, nie zawsze skądinąd, lepsze wzorce.

>Może dlatego, że
>jej podstawy są zakłamane i nikt normalny nie uwierzy w
>kłamstwo.

Myślę, że pod wieloma względami trudniej wierzyć, skoro tak wiele aspektów współczesnego świata podlega racjonalno-empirycznemu oglądowi. Ale trudniej, nie oznacza, że "nikt normalny nie wierzy w kłamstwo".

>Oczywiście kazdy musi w coś wierzyć, ale to
>niekoniecznie musi innych interesować.

Chciałbym skromnie zauważyć, że są różne wiary. Uwierzyć, że rzeczywiście klepię w klawisze komputera, albo że istnieją atomy (czego osobiście nie potrafię sprawdzić), jest wiarą trochę innego rodzaju niż uznawanie Niepokalanego Poczęcia, albo świętości życia od poczęcia do naturalnej śmierci.

>Gorliwi katolicy
>nienawidzą ateistów tylko dlatego, że nie potrafią uwierzyć
>w fikcje!!!!

Nie wszyscy. Mogę jedynie powiedzieć, że to wielka szkoda iż w imieniu Kościoła najczęściej (w naszych warunkach) wypowiadają się osobowości skrajne. To coś w rodzaju pewnego niepisanego a obowiązującego w Polsce schematu, że musisz być prawicowym, konserwatywnym (w kwestiach kościelnych) radykałem, by uchodzić za przedstawiciela Kościoła. -- Taka postawa dotyczy zarówno lewicy (ze straszeniem moherami), jak i prawicy (która zaprosza i lansuje wyłącznie radykałów). Jeśli się z tego wyłamujesz (patrz Obirek, że wskażę na przypadek najwyraźniejszy), to szuka się sposobu, by taką postać zdyskredytować.

>TO CHORE!!!! Sama odeszłam już dawno od tej
>fikcji więc nie umiem już słuchać tych bredni.... Może się
>myle ale każdy z nas ma w sobie wątpliwości, które często
>boimy się drążyć....

Miałem taką nadzieje, ale niestety są ludzie, i to wcale liczni, którzy wątpliwości nie mają.
rozumek
>Katolicy wymyślili sobie boga, żeby móc racjonalnie
>usprawiedliwić to, co ich złego spotkało...
To nie katolicy wymyślili wiarę (a nawet stwórcę). Wiarę "wymyślili" filozofowie, bo wiedzieli, że nic nie wiedzą, więc jeśli cokolwiek mówią (wyznają) to jest to wyznanie ich wiary. Osiagnięciem katolików jest to, że wiarę filozofów (również twórców Biblii) uznali za swoją wiedzę (wiedzą wszystko, bo w nic nie potrafią uwierzyć). Racjonalnym wytłumaczeniem wszystkiego złego, co spotyka katolików jest to, że sami sobie (a także innym) to robią. Co może być dobrego, w uczeniu dzieci, że np. wybiegając na ulicę z piłką nie muszą na nic uważać, bo Anioł Stróż, razem z dobrym Jezusem i jego miłującym wszystko i wszystkich Ojcem, nieustannie czuwa i do niczego złego nie dopuści? Osiągnięciem katolików jest to, ze kompletnie pomieszały im się źródła miłości, wiedzy, wiary i absolutnie wszystkiego innego. Osiągnięciem ich jest też to, że pomylili im się kochający wszystko i wszystkich filozofowie (chrześcijanie) z nienawidzącymi wszystko i wszystkich katolikami.
> Rzadko kto potrafi samodzielnie poradzić sobie ze swoimi problemami,
Samodzielnie radzić sobie muszą wyłącznie katolicy. Innym zawsze pomogą chrześcijanie. Wystarczy, że ich o pomoc poproszą (katolik nie prosi, on wymaga i oczekuje).
>więc najprościej uklęknąć i pomóc sobie modlitwą.
>Dlaczego coraz młodsze osoby odchodzą od tej wiary?
Dobrze, gdy zdążą odejść, zanim Anioł Stróż totalnie ich zawiedzie i mimo jego opieki, uda im się zabić siebie, albo zamordować babcię. Nie każdy zdąży.
>Może dlatego, że jej podstawy są zakłamane i nikt normalny nie uwierzy w
>kłamstwo.
Podstawy, zakłamane nie są. Zakłamują je dopiero wyznawcy i ich "nauczyciele". A każde normalne dziecko, uwierzy w każde kłamstwo "nauczyciela". I żadne, nauczyciela od "nauczyciela" nie odróżni. I będzie cierpieć, że nauczyciel odmawia całowania "nauczycielskiego", "boskiego" pierścienia.
> Gorliwi katolicy nienawidzą ateistów tylko dlatego, że nie potrafią uwierzyć
>w fikcje!!!!
Nie za to ich nienawidzą. Niejeden ateista, pisze bajki dla dzieci, a do tego, trzeba najpierw uwierzyć i w bajki i w dzieci. Oni nienawidzą ateistów za to, że odróżniają fikcię od faktu i ich, od prawdziwych chrześcijan (cała ich masa wśród ateistów).
>TO CHORE!!!! Sama odeszłam już dawno od tej
>fikcji więc nie umiem już słuchać tych bredni.... Może się
>myle ale każdy z nas ma w sobie wątpliwości, które często
>boimy się drążyć....
No to się nie bójmy, bo nie ma w nas ani nic złego, ani wstydliwego, ani niepowtarzalnego, choć jako całość, jesteśmy niepowtarzalni. Nie bójmy się też kochać katolików i nawracać ich na prawdziwą (filozoficzną) wiarę, bo odejść z nienawiści w inną, to żadna sztuka. Sztuka tępić krzewienie wszelkiej nienawiści (zakłamania), a nie tylko konkretne jej źródła. Katolik, też człowiek, ma wolną wolę i nie musi kłamać ani sobie, ani innym. Nie musi biegać do koscioła, żeby udawać tego, kim nie jest (właśnie biegając, dowodzi najlepiej, że musi udawać).
joice
>Nie bójmy się też kochać katolików i nawracać ich na prawdziwą (filozoficzną) wiarę, bo odejść z nienawiści w inną, to żadna sztuka.

nie mam pojecia o co chodzi ci z ta 'filozofia' w wierze.
wiara w boga nie zawiera w sobie zadnej filozofii,a zwykly strach i niezrozumienie...
wiara w czlowieka,i w to jak poleprzac swiat i relacje z innymi ludzmi to juz pewna filozofia...
rozumek
>nie mam pojecia o co chodzi ci z ta 'filozofia' w wierze.
>wiara w boga nie zawiera w sobie zadnej filozofii,a zwykly strach i niezrozumienie...
>wiara w czlowieka,i w to jak poleprzac swiat i relacje z innymi ludzmi to juz pewna filozofia...
Filozoficzna wiara, zawiera w sobie wiarę we wszystko (i fałsz i prawdę). Filozof tym różni się od teisty ("filozofa"), że w przeciwieństwie do niego, prawdę wyznaje jako prawdę, a fałsz, jako fałsz. No i tym, że nie wyznaje żadnej ponadczasowej wiedzy ("wie, że nic nie wie"). "Filozofowie", żyją w przekonaniu, że to nie wiara (we wszystko, ze szczególnym uwzglednieniem czasu) i wyznania (szczególnie te czynne, czyli działanie), ale wszechwiedza, dyplomy, święcenia, poklask tłumu i strach przed śmiercią (upływem czasu), czynią z ludzi filozofów. To nie podający się za wierzących w Boga, są ludzmi wierzącymi, ale filozofowie (także bez formalnego wykształcenia). Ci, którzy podają się za wierzących, to przeważnie wiedzący (w dodatku, absolutnie wszystko i na każdy temat).
Życie "filozofów", to żadne życie, bo nie wierząc w upływ czasu, nie da się w żaden sposób pożyć (nic dobrego zrobić). Można co najwyżej przetrwać (w dodatku, w nieustannym, niczym nie uzasadnionym strachu przed "nadmiernym" wychyleniem się przez okno i w nieustannej modlitwie o to, żeby jednak nie wypaść).








joice

>Filozoficzna wiara, zawiera w sobie wiarę we wszystko (i fałsz i prawdę). Filozof tym różni się od teisty ("filozofa"), że w przeciwieństwie do niego, prawdę wyznaje jako prawdę, a fałsz, jako fałsz. No i tym, że nie wyznaje żadnej ponadczasowej wiedzy ("wie, że nic nie wie"). "Filozofowie", żyją w przekonaniu, że to nie wiara (we wszystko, ze szczególnym uwzglednieniem czasu) i wyznania (szczególnie te czynne, czyli działanie), ale wszechwiedza, dyplomy, święcenia, poklask tłumu i strach przed śmiercią (upływem czasu), czynią z ludzi filozofów.
jednym slowem,chodzi ci o agnostycyzm tu,tak?
>
rozumek
>jednym slowem,chodzi ci o agnostycyzm tu,tak?
W ogóle nie chodzi mi o słowa (Bóg, agnostyk), ale o fakty. Samo słowo Bóg, w niczym mi nie przeszkadza. Przeszkadzają mi ci, którzy go wyznają, a sami nie rozumieją, co pod tym pojeciem w ich własnych mózgach się kryje. Mimo to, nieustannie domagają się dowodu na jego nieistnienie. No i dowidź im tu nieistnienia WSZYSTKIEGO.
joice
> No i dowidź im tu nieistnienia WSZYSTKIEGO.
czyli jestes bardziej panteista,tak?
rozumek
>> No i dowidź im tu nieistnienia WSZYSTKIEGO.
>czyli jestes bardziej panteista,tak?
Jestem sobą. Ateistą nie jestem, bo nie twierdzę, że Bóg nie istnieje, choć nie twierdzę też, że istnieje. Agnostykiem też się nie czuję, bo pojecie Boga nie pozostaje poza sferą mojej wiary, moich rozważań i moich wyznań...Panteistą? No, a co z cudzymi bogami i bożkami, oraz ich wyznawcami? Czy w/g tych, którzy wyznają panteizm, oni wszyscy "należą do świata przyrody"? Jeśli tak, to mogę "zapisać" się do grona wyznawców panteizmu. Czyli tego, do którego, moim zdaniem, należeli wszyscy wielcy filozofowie, którzy zasłużyli na to miano (jeszcze przed Sokratesem i także po Marksie) i do którego należy każdy noworodek (niezależnie od możliwości intelektualnych). Takie grono współwyznawców, bardzo by mi odpowiadało. Poszerzyć by je jeszcze trzeba było o wszystkich logicznie myślacych ludzi, czyli takich, którzy nie robią żadnych fałszywych założeń, a z prawdziwych, potrafią wyciągać prawdziwe wnioski.
Jestem wyznawcą tej teorii naukowej, która głosi, że bez ruchu (czasu), nie tylko życia (rozwoju) by nie było, ale w ogóle niczego (nawet myśli). Dlatego stanowczo protestuję, przeciwko wmawianiu dzieciom, że istnieje jakikolwiek Bóg, który "zarządza" czymkolwiek ponadczasowo i który na zapas odpokutował za ich grzechy (błędne, zależne od czasu decyzje). Tylko dzieciom można to wmówić i tylko one uwierzą, że źródłem wszystkiego złego co je spotyka, jest jakikolwiek Bóg, a nie wychowujący je wyznawca. Teorie naukowe, mają to do siebie, że pokrywają się z praktyką. Praktyki katolików, pozostają w całkowitej sprzeczności z głoszoną przez nich teorią, więc najwyższy czas teorię zmienić (zacząć wreszcie wyznawać prawdę o sobie, a przestać mądrzyć na temat Boga, o którym nie ma się pojęcia).
joice
Mimo to, nieustannie domagają się dowodu na jego nieistnienie.
> mysle,ze dowod na nieistnienie Boga to najwieksza abstrakcja,o jaka mozna pytac...
bowiem brak dowodow na jego istnienie mowi juz sam sa siebie...
( chodzi o teistyczna koncepcje boga kreatora)
rozumek
>bowiem brak dowodow na jego istnienie mowi juz sam sa siebie...
>( chodzi o teistyczna koncepcje boga kreatora)
Chyba raczej sprawcy zła i dobra. Co do prakreatora, to nie potrzeba żadnych dowodów (chyba, że na to, że Bóg siedzi na chmurce, z synkiem po prawicy), bo każdy skutek ma swoją przyczynę, a nie ma powodu, aby praprzyczyny wszelkiego ruchu (istnienia) nie nazwać Bogiem (każde słowo dobre). Dyskutując z teistą, nie ma co spierać się o prakreatora. Trzeba spierac się o to, że to nie teista jest sprawcą dobra, a ateista zła, ale raczej (częściej) odwrotnie, bo nie ma takiego ateistycznego zła, którego by teista nie czynił, a gdy ateista pracuje, teista spija owoce tej pracy i zachęca do współudziału.
Ocykan (3528 punktów)
>Oni [gorliwi katolicy] nienawidzą ateistów za to, że odróżniają fikcię od faktu i ich, od prawdziwych chrześcijan (cała ich masa wśród ateistów).

Ciekawa hipoteza, mnie by nigdy nie przyszło do głowy, że ateista może być prawdziwym chrześcijaninem (lub prawdziwy chrześcijanin - ateistą). Trzeba mieć rozumek, żeby coś tak karkołomnego wymyślić.
rozumek
>Ciekawa hipoteza, mnie by nigdy nie przyszło do głowy, że ateista może być prawdziwym chrześcijaninem (lub prawdziwy chrześcijanin - ateistą). Trzeba mieć rozumek, żeby coś tak karkołomnego wymyślić.
Przecież nie pierwszy raz Ci to tłumaczę, Ocykanku. A do tego, żeby "nabawić się" rozumku, trzeba przestać do nauki się modlić i zacząć ją stosować, czyli przestać "ryć" na pamięć i zacząć myśleć. Kiedy przestaniesz być teistą, Ocykanku? Nie tylko ja, życzę Ci tego z całego serca.
Ocykan
>>Ciekawa hipoteza, mnie by nigdy nie przyszło do głowy, że ateista może być prawdziwym chrześcijaninem (lub prawdziwy chrześcijanin - ateistą). Trzeba mieć rozumek, żeby coś tak karkołomnego wymyślić.
>Przecież nie pierwszy raz Ci to tłumaczę, Ocykanku.

I za każdym razem wykazujesz taki sam brak logiki. Nie wystarczy mieć rozumek, trzeba jeszcze robić z niego WŁAŚCIWY użytek.

>Nie tylko ja, życzę Ci tego z całego serca.

Miło mi, że nie tylko ty mi dobrze życzysz. Chciałbym jednak wiedzieć, jakie grono żywi wobec mnie tak ciepłe uczucia. Wyjaw zatem, jacy ludzie upoważnili cię do wypowiadania się w ich imieniu.
rozumek
>>>Ciekawa hipoteza, mnie by nigdy nie przyszło do głowy, że ateista może być prawdziwym chrześcijaninem (lub prawdziwy chrześcijanin - ateistą). Trzeba mieć rozumek, żeby coś tak karkołomnego wymyślić.
>>Przecież nie pierwszy raz Ci to tłumaczę, Ocykanku.
>I za każdym razem wykazujesz taki sam brak logiki.
Nie ma żadnego braku logiki w stwierdzeniu, że Ocykanek nie potrafi się nią posługiwać.
>Nie wystarczy mieć rozumek, trzeba jeszcze robić z niego WŁAŚCIWY użytek.
Brawo! Jeszcze troszkę, a z fragmencików prawdy ułożysz sobie całą.
>>Nie tylko ja, życzę Ci tego z całego serca.
>Miło mi, że nie tylko ty mi dobrze życzysz. Chciałbym jednak wiedzieć, jakie grono żywi wobec mnie tak ciepłe uczucia. Wyjaw zatem, jacy ludzie upoważnili cię do wypowiadania się w ich imieniu.
Nie musieli mnie upoważniać. Wystarczy, że widzę, ile mają do Ciebie cierpliwości i jak życzliwie Cię traktują. Nie docenisz tego? Sam ich nie "zauważysz"? Muszą "paść Ci do nóżek"? Troszkę samodzielności w obserwacjach, Ocykanku!
joice
>Katolicy wymyślili sobie boga,
to przeciez chrzescijanskie sekty,bo tylko tak mozna bylo chrzescijan nazwac 2000 lat temu wymyslili sobie syna,do boga ktorego wymyslili sobie troche wczesniej izraelici.
pisali oni biblie ( stary testament) mieniac sie narodem wybranym i w ogole odwierciedlajac w niej wiele ze swych religijnych i kulturowych aspiracji
to nic dziwnego,ze mienili sie narodem wybranym.zadzialala stara jak ludzkosc zasada,ze ten kto cierpi na ziemi ma nadzieje na leprze zycie w 'niebie'
w polsce w okresie romantyzmu tez podobne zapedy sie unaocznily( polska krolowa narodow itp..)
a co do tego syna,to niestsy katolikow o wymyslenie go posadzac nie mozna,zlepili w calosc zarowno zydzi( prawdopodobnie nezorejczycy-sekta majac na mysli mesjasza,rewolucjoniste,wyzwoliciela narodu zydowskiego i sw.pawel z tarsu,dorabiajac do tego swoja chrystologie nazywajac 'niedawno zyjacego jezusa' chrystusem,posrednikiem itp...jawny gnostycyzmP
zapozyczenie z filizofii greckich...
i tak powstal nam Pan Jezus Chrystus
o ktorym ewangelie pisano,a z nich wybrano takie,ktore pasowaly pawlowi( dopisano ew.jana) i jego swicie( a raczej jego potomnym,bo kanon biblijny ustalono dopiero w 4 wieku na soborze w nicei.
co zawdzieczamy katolikom?
totalne wypatrzenie nawet tego,co wlozono w usta jezusa...
jego swiatobliwosc Ojca swietego( papieza)-w ewangelii Jana znajdujemy dowod na to,ze Jezus powierzyl Pawlowi budowanie jego kosciola na ziemi,i to w dodatku,juz dla wszystkich!!! nie tylko dla zydow buahahahhaha
i najbardziej przykra odmiane wiary zwana chrystianizmem..
mniejsza z tym...
powinno w koncu zostac oficjalnie powiedziane,ze Jezus wcale nie istnial,bo nie ma na to zadnych dowodow, i w ogole to wszystko sie raczej kupy nie trzyma (NT)... i bylo by po sprawie.amen.
rozumek
>>Katolicy wymyślili sobie boga,
Oni sobie go nie wymyslili. Oni TYLKO go nie zrozumieli i zawłaszczyli. Dziś, to oni uważają się za naród wybrany. Dodatkowo, wtrynili Bogu wybranego syna, a sami, poszukują własnego, utraconego w kościołach rozumu (Ducha Świętego). Zwykle, gdy wreszcie go odnajdą (niektóre katolickie dzieci nie pozwalają go sobie odebrać), wynoszą na zewnątrz, a kościoły omijają z daleka.
bezsenność w sieci
>powinno w koncu zostac oficjalnie powiedziane,ze Jezus wcale nie istnial,bo nie ma na to zadnych dowodow, i w ogole to wszystko sie raczej kupy nie trzyma (NT)... i bylo by po sprawie.amen.
dowodów nie ma ale w wątku Jezus i Maria Magdalena twierdzisz:
>moim zdaniem te ,jak i inne elementy historii ( chocby fakt,ze papieza w 4 wielku odwiedzili nazorejczycy,podajac sie za potomkow jezusa ( i tak ich nie wpuscil przed swoje oblicze-w koncu zydzi to byli...)
>pozwalaja sadzic,ze chyba zeczywiscie zyl kiedys jakijs jezus,mejsasz( bylo ich wtedy okolo 10 na pewno) ,rewolucjonista,pragnacy wolnosci i krolestwa niebieskiego dla swego narodu( na ziemi oczywiscie-bo o to chodzi w ewangeliach)
>prawdopodobnie wiec,albo przezyl,albo zgninal na krzyzu z rak zymian ,za podsycanie do buntu np. itp...
>cokolwiek by o nim nie powiedziec,bardziej prawdopodobne jest chyba ze istnial tam jakijs jezus...a propaganda wiary zrobila pozniej swoje,lecz niewiele mial on z jakims bogiem wspolnego
joice

>dowodów nie ma ale w wątku Jezus i Maria Magdalena twierdzisz:
>>moim zdaniem te ,jak i inne elementy historii ( chocby fakt,ze papieza w 4 wielku odwiedzili nazorejczycy,podajac sie za potomkow jezusa ( i tak ich nie wpuscil przed swoje oblicze-w koncu zydzi to byli...)
>>pozwalaja sadzic,ze chyba zeczywiscie zyl kiedys jakijs jezus,mejsasz( bylo ich wtedy okolo 10 na pewno) ,rewolucjonista,pragnacy wolnosci i krolestwa niebieskiego dla swego narodu( na ziemi oczywiscie-bo o to chodzi w ewangeliach)
>>prawdopodobnie wiec,albo przezyl,albo zgninal na krzyzu z rak zymian ,za podsycanie do buntu np. itp...
>>cokolwiek by o nim nie powiedziec,bardziej prawdopodobne jest chyba ze istnial tam jakijs jezus...a propaganda wiary zrobila pozniej swoje,lecz niewiele mial on z jakims bogiem wspolnego

nie ma tu zadnej sprzecznosci...sugeruje tylko,ze nie ma dowodow na to ze historia ( ewangeliczna) o jezusie to prawda a nie zwykle aspiracje religijne..
bo wiadomo jest,ze janowa 'chrystologia'niewiele ma wspolnego z jezusem z krwi i kosci
chrystus znaczy tyle co pomazani olejkiem bozym,radze wglebic sie w temat...
ale co przekonalo mnie do stwierdzenia,ze jezus w takiej postaci w jakiejs przedstawia go NT napewno nieistnial?
otoz przekonaly mnie do tego lektury Karlheinza Deschnera,ktory bardzo slusznie zauwazyl... "Sparaliżowani odzyskiwali władzę w nogach, ślepym zdarzało się przejrzeć na oczy, a umarli powracali do życia, ale historycy z Palestyny, Grecji, Rzymu nie zauważali tego"
jak wytlumaczysz brak wzmianek o jezusie-bogu? wtedy chodzby juz uzdrowicielu...
prosze o logiczny argument ( ale nie cos w stylu,ze nauczal na prowincji krolestwa,albo ze 'niewierzacy kronikarze' tego nie opisywali-bo takie juz rzeczy zdarzalo mi sie slyszec
buahahahah
papa
bezsseność w sieci
A Ty jako historyk uwierzyłabyś na słowo? Fatygowałabyś się podróżą aby sprawdzić bajki Żydów?
Piszesz o zjawiskach paranormalnych, telekinezie, psychokinezie, twierdzisz że te zdarzenia mają miejsce. Ilu naukowców, historyków ect traktuje to poważnie...Prawdopodobnie mówią sobie"ktoś tam sobie bada te zjawiska, biedactwo buhaha". Zauważ jak pomijano w książkach od historii za byłego ustroju fakt zaatakowania Polski przez Rosjan podczas II wojny światowej. Myślisz że historycy żyjący za czasów Jezusa opisywaliby skrupulatnie co robi osoba która mówi o wolności dla Żydów (wzbudza w ludności nić nadziei na wolność)?
bezsenność w w sieci
Nie twierdze, że są dowody na boskość Jezusa oraz na jego zmartwychwstanie, tu zostaje kwestia wiary. Ale śmieszne są dla mnie fakty (jak twierdzisz) na jego nieistnienie. Myślę że określenie "przypuszczenie" jest tu najbardziej stosowne.
Pozdrawiam
joice
Myślisz że historycy żyjący za czasów Jezusa opisywaliby skrupulatnie co robi osoba która mówi o wolności dla Żydów (wzbudza w ludności nić nadziei na wolność)?
>nie chodzi tu juz nawet o 'historykow'ale o kronikarzy...ktorych w owym czasie bylo w mezopotamii bardzo wielu...i tak,sadze ze powinni opisac szczegolowo te jezusowe 'cuda' przynajmniej gdzies...
skoro wspominaja o Janie Chrzcicielu, Jakubie Sprawiedliwym np...a ani slowkiem w calej historii nie jest wspomniane o Jezusie poza ewangeliami to kazdy kto zapozna sie z faktami nabiera podejrzen co do jakiejkolwiek wiarygodnosci tej historii ( pomijajac fakt,ze NT to w 80% kopia Starego).

ponad 100 lat badan laboratoryjnych nad zjawiskami psychokinetycznymi,wraz z udokumentowana cykliczna sukcesywnoscia tych eksperymentow,oraz niezbity dowod na istnienie jakiegos obszaru w mozgu poza progiem naszej swiadomosci ( hipnoza,sny) stawiaja te zagadnienie w nieco innym swiatle niz plotka o Jezusie ,ktory ze zwyklego zydowskiego czlonka pewnej sekty stal sie synem bozym we wlasnej osobie...
i dobrze wiesz,ze wiekszosc swieckich historykow rzeczywiscie stawia pod znakiem zapytania jego egzystencje w ogole...
ale tylko wolny umysl potrafi spojrzec obiektywnie.dlatego wlasnie taka przepasc pomiedzy tymi ktorzy wierza,a tymi ktorzy wierzyc przestali...
>
bezsenność w sieci
>nabiera podejzen co do jakiejkolwiek wiarygodnosci tej historii ( pomijajac fakt,ze NT to w 80% kopia Starego)
nabieranie podejrzeń to nie odkrywanie faktów,
>niz plotka o jezusie ,ktory ze zwyklego zydowskiego czlonka pewnej sekty stal sie synem bozym we wlasnej osobie...
dla Ciebie to jest plotka tak jak w wątku "czy istnieje dusza" w wielu wypowiedziach plotką była telekineza.
Pozdrawiam
joice

>dla Ciebie to jest plotka tak jak w wątku "czy istnieje dusza" w wielu wypowiedziach plotką była telekineza.
>Pozdrawiam
hehe
psychokineza jest opisanym przez nauke zjawiskiem,majac na swoim koncie sukcesy w doswiadczeniach laboratoryjnych .
porownywanie niezgodnosci glosow naukowcow co do tego zagadnienia i faktu,ze nie ma ZADNYCH dostepnych dowodow,mogacych potwierdzic,ze jezus sobie kiedys zyl i synem boga byl( raczej wiekszosc hipotez to wyklucza)a istnienia zjawisk paranormalnych raczej nikt nie wyklucza,conajwyzej uwaza,ze nie ma JESZCZE adekwatnego bezspornego dowodu,aby przyjac ich wystepowanie.
twoje wypowiedzi sa dowodem na to,jak wielkiej gimnastyki w nadinterpretacjach z regoly dokonuja zindoktryzowane przez dogmat owieczki.
bezsenność w sieci
>a istnienia zjawisk paranormalnych raczej nikt nie wyklucza,conajwyzej uwaza,ze nie ma JESZCZE adekwatnego bezspornego dowodu,aby przyjac ich wystepowanie.
jak i w przypadku Jezusa, przypuszczenia są dowodów nie ma...
Pozdrowienia z Matrix-a Trinity
joice

>Pozdrowienia z Matrix-a Trinity
przez 17 lat mojego zycia wydawalo mi sie pewne,ze jezus musial istniec i zmartwychwstac ( po co mieliby wymyslac takie bajki ,twierdzac ze to rzeczywistosc-myslalam jako dziecko i potem nastolatka..)
az w koncu z tej wiary wyrosnac mi sie udalo ,pomogl mi przedewszystkim kontakt z ortodoksyjnymi wyznawcami islamu.
ich wiara w ich wersje objawienia zrobila na mnie tak niesamowite wrazenie,ze wydalo mi sie po czasie logiczne,ze zaden z tych bogow naprawde nie istnial...
niemozliwe wydawalo mi sie stwierdzenie ze to my z nasza biblia mamy prawde w garsci...a ten wasz koran to zwykle aspiracje religijne ludzi wywodzacych sie z waszej kultury...

jakos tak dziwnie sie zawsze sklada,ze historia i archeologia mowia nam bardzo wiele, o bardzo wielu sprawach ,ktore sie kiedys wydarzyly,ale w kwestii bogow stapajacych po tej ziemi,historia ich jakos nigdy zauwazyc nie moze...

no ale to przeciez kwestia wiary,prawda??( owi bogowie wiec lubia perfidnie bawic sie tymi,ktorzy w nich wierza)
skoro wiec zawdzieczamy ich ( bogow) slepej wierze,to jakim prawem wszyscy wierzacy smia twierdzic ze jest akurat tak jak oni to widza,a nie ze np.ich interpretacja rzeczywistosci jest dla nich najlatwiejsza do przelkniecia czy cos w tym stylu.
przeciez jesli bierzesz cos jedynie na wiare
to nie mozesz byc tego calkiem pewny...
powinienes byc raczej bardzo niepewnym,bo ta butnosc w obronie jakijs bajkowych dogmatow to zwykly fundamentalizm.
a jest on bardzo niebezpieczny w kazdej formie..
free ur mind
pozdro
nikt
Zagadnienie istnienia jakiegokolwiek boga jest niezwykle trudne do zrozumienia. Ludzie którzy sami nie potrafią poradzić sobie z niepojętym(właściwie można tak określić wszystkie otaczające nas przedmioty i zjawiska) poszukują pomocy (oparcia) u innych ostatecznie kierując swoją ufność w stronę kochającego, doskonałego i wszechwiedzącego boga. Ludzią wygodnie jest wierzyć że po śmierci czeka ich zasłużona nagroda, albo że kiedyś będzie lepiej. Chcą być szczęśliwi i zrobią wszystko aby zapewnić sobie to szczęście.Często jednak zapominają jak bardzo przyziemne są ich cele przez co decydują się czasem na wręcz dziwaczne i sprzeczne z ich często egoistyczną natórą zachowania( asceza[IMO-nader wyrafinowana forma egoizmu] podjęta w życiu doczesnym w celu osiągnięcia zbawienia i życia w raju pełnym przyjemności[ogólna wizja raju]). Zabawne jest to że większość religji opisuje niebo jako miejsce spotkania z bogiem i nieskończonego wielbienia go, żadko pojawia się motyw wiecznej radości innej niż "walenie pokłonów" . Wierzący często mówią o bogu choć nic o nim nie wiedzą. Mówią o jego dobroci choć bez pokrycia tego przykładami (poza jednym - stworzenie świata [wątpliwe dobro IMO]), głównie chodzi im tylko o zaufanie czyjemuś słowu w celu uspokojenia myśli. Sami tworzą swój obraz boga pomijając te które są niewygodne. Bóg nie jest taki jakim wydaje się być ze względu na to że jest wszechmocny więc także i wszechniemocny. W moim odczuciu bóg = istnienie([IMO-nieustanne procesy chaotycznych zmian prowadzące do pozornie logicznych zjawisk) co znaczy że jest on wszechmocny ale zwrócmy uwagę w jak radykalnie innym sensie. Teraz pomyślmy jak wiele jest innych możliwości. Czy ktoś potrafi spisać jedyne słuszne i niezaprzeczalne prawo opisujące istnienie jedynego boga bez cienia wątpliwości ?????? TAK Tą "osobą" jest bóg ale póki co nic nie zrobił więc wątpię że zależy mu na tym abyśmy coś o nim wiedzieli.
bezsenność w sieci
>niemozliwe wydawalo mi sie stwierdzenie ze to my z nasza biblia mamy prawde w garsci...a ten wasz koran to zwykle aspiracje religijne ludzi wywodzacych sie z waszej kultury...
Koran z Biblią ma trochę wspólnego...
Jan Paweł II powiedział, że wierzymy w tego samego Boga...
Joice wiara nie wyklucza wątpliwości, ale nie mogę zgodzić się z Twoimi argumentami, wierząc nie czuje się zniewolony, jeśliby tak było poszedłbym w Twoje ślady. Mam wśród znajomych ateistów i dziele ich na dwie grupy. Jednych którzy szanują wiarę innych, i drugich "wyrwanych z matrix-a" którzy każdy temat sprowadzają do jednego, jak to się wyrwali, jak im mózgi prano, jacy to nie są katolicy (przytaczając Rydzyka). Myślę, że ta druga grupa jeszcze tak naprawdę się nie uwolniła ze swojego Matrix-a(sami go stwarzają w celu argumentowania samego siebie), myśl ta nie daje im spokoju i na każdym kroku wracają do wątku wiary (jak niektórzy na tym forum). Myślę, że potrzebują tego aby utwierdzać się w swojej decyzji. Szanuje ateizm ale do misjonarzy (ateistów i wierzących) nawracających przez pogardę dla drugiej strony o szacunek trudniej.
joice
>Szanuje ateizm ale do misjonarzy (ateistów i wierzących) nawracających przez pogardę dla drugiej strony o szacunek trudniej.
fundamentalizm pogladow wzbudza jakas odraze...trudno z tym walczyc,to naturalne..
zycze odwagi,aby uwolic sie od wiary,ktora zniewala umysl na tyle sprytnie,ze wydaje mu sie ze wrecz przeciwnie...
bezsenność w sieci
>zycze odwagi,aby uwolic sie od wiary,ktora zniewala umysl na tyle sprytnie,ze wydaje mu sie ze wrecz przeciwnie...
oczywiście Ty ten spryt przechytrzyłaś, wiesz chyba masz fobie, teoria spisku chrześcijan na rasie ludzkiej...
Ja życzę uszanowania dla odmienności i nie wyznaczania dla innych własnej ścieżki "prawdy" (Twojej prawdy).
Pozdrawiam
rozumek
>>zycze odwagi,aby uwolic sie od wiary,ktora zniewala umysl na tyle sprytnie,ze wydaje mu sie ze wrecz przeciwnie...
>oczywiście Ty ten spryt przechytrzyłaś, wiesz chyba masz fobie, teoria spisku chrześcijan na rasie ludzkiej...
>Ja życzę uszanowania dla odmienności i nie wyznaczania dla innych własnej ścieżki "prawdy" (Twojej prawdy).
To nie jej prawda, ale ogólnoludzka. I nie jest to spisek chrześcijan, ale "obozu" im przeciwnego, czyli wszelkiej maści teistów (tych, którzy zamiast się uczyć, uczą innych, czyli wyznają zamiast prawdy o sobie, prawdę o rozmaitych Bogach i bożkach). W dodatku, "spiskują" w ukryciu nawet przed sobą (i tylko własnym bogom spiski wyznają).
joice
>>niemozliwe wydawalo mi sie stwierdzenie ze to my z nasza biblia mamy prawde w garsci...a ten wasz koran to zwykle aspiracje religijne ludzi wywodzacych sie z waszej kultury...

>Koran z Biblią ma trochę wspólnego...
>Jan Paweł II powiedział, że wierzymy w tego samego Boga...

a co ma piernik do wiatraka??
z tego co rozumiem jako byla chrzescijanka,wedlug tej wiary nalezy przyjac jezusa jako swego pana. tylko w ten sposob mozemy sobie zapewnic zbawienie...
to co w takim razie z cala reszta>
w ognie piekielne??
a co z jakimis dzikimi plemionami lasu deszczowego lub tubylcami tajgi,tundry?? jesli do nich misje chrzescijanskie nie dotra,jesli nie beda mieli okazji zeby zapoznac sie z 'jezusowa ewangelia' to co z nimi??
rownez do kotla na wiecznosc?
jesli nie beda wyznawcami wielkiego mastera jezusa,to przeciez czeka ich wieczne potepienie,prawda?
bo jesli tak wcale nie jest,a wystarczy tylko byc 'dobrym czlowiekiem' zeby dostac bilet do raju,to uwazam ze powinno sie biblie od nowa napisac...( ekumenizm to przeciez wciaz dosc nowatorskie praktyki najwyzszej wladzy ustawodawczej na ziemi,czyli watykanu)


przypomnial mi sie kawal ...
sw.piotr oprowadza nowa dusze po niebie...
'za pierwszymi drzwiami znajduja sie muzlumanie...za drugimi buddysci...za trzecimi zydzi itd itd..
a za tymi drzwiami siedza sobie katolicy....TYLKO CIII!!! BO ONI MYSLA ZE SA TUTAJ SAMI
hehe
wymowne,prawda?

nieskladnosc ,nadinterpretacje slowa bozego,ciagla remitologizacja i odkrywanie coraz to nowszych metaforycznych tresci w pisanej prawie 2000 lat temu ksiedze po CALOSCIOWYM przeczytaniu biblii przekonaly mnie do tego,ze jakas podswiadoma awersja do kosciola i w ogole wiary w cos czego istnienia nie moge byc pewna chyba mialy swoje uzasadnienie...
bezsenność w sieci
Joice wyluzuj z tymi tekstami...Dla dobrych ludzi też się miejsce znajdzie. Ważne jest to co sobą prezentują...pamiętaj o miłosiernym samarytaninie...Przyjmując wiarę w Twój sposób nie dziwie się że jesteś ateistką.
jeszcze raz pozdrawiam
joice (259 punktów)
>Joice wyluzuj z tymi tekstami...Dla dobrych ludzi też się miejsce znajdzie. Ważne jest to co sobą prezentują...pamiętaj o miłosiernym samarytaninie...Przyjmując wiarę w Twój sposób nie dziwie się że jesteś ateistką.

nie jestem zadna ateistka,nie moge kwestionowac czegos,co przerasta moja zdolnosc pojmowania...ale brzydze sie teizmem.uwazam,ze jest to filozofia maluczkich.
chyba bardziej oscyluje wokol fil.panteistycznej,cos w stylu spinozy...bog jest tozsama z czlowiekiem substancja,nie bytem rownoleglym do niego.
ale wole juz byc nawet wg.ciebie ateistka,bo twoje podejscie do tego co w biblii pisze,a w co sie wierzy mnie wlasnie przeraza.
hipokryzji z wiara rozdzielic sie jednak nie da...
a przypowiesc o samarytaninie zaiste jest bardzo wzruszajaca,ale co z tego,skoro dla tych ludzi,ktorzy wiare swa powierzyli kosciolowi katolickiemu jest pomijanym szczegolem w moralnosci z biblii wyciagnietej...

a z tekstami masz racje,daje sobie spokoj.mam wiele ciekawszych rzeczy teraz w sumie do robienia,i zaluje ze trace czas siedzac przed kompem... no more;/

ale jeszcze jeden maly peesik...
mam wielkie marzenie,ze kiedys ludzie porzuca wyimaginowane wersje rajow,dla obiektywnej PRAWDY.
w ten sposob ludzkosc uwolnilaby sie od zarazy jaka sa wszelkiej masci religie..
( informacje na biezaco z najnowszych frontow walki z 'ziemi swietej' juz prawie wzmagaja aktualnie moja pogarde dla fundamentalizmu wyznaniowego..)

a prawda moi drodzy brzmi mniej wiecej tak:

'Chirończyk: " Prawda, oznacza to, że musimy sobie dawać radę bez żadnych wielkich nadnaturalnych braci, którzy by dla nas kierowali przyrodą i rozwiązywali nasze problemy. [...] Z drugiej jednak strony nie musimy obawiać się wszystkich nonsensów, które wymyślono wraz z nimi. Oznacza to więc, że mamy całkowitą wolność podejmowania decyzji co do naszych losów i ufania własnemu rozsądkowi. Nie jest to aż takie złe samopoczucie, jak sądzę.
Ziemianin: Ja, aaa... ja znam parę osób, które orzekłyby, że brzmi to nader arogancko.
- Arogancko? [...] Tacy są raczej ludzie, którzy są pewni, że " wiedzą", nie ja. Ja po prostu staram się najlepiej interpretować fakty, które mi są dostępne. [...] A w każdym razie arogancja i duma to są dwie różne rzeczy. Na pewno jestem dumny, że jestem człowiekiem.'

najazd z przeszlosci j.p hogan ( polecam!)
rozumek
>Joice wyluzuj z tymi tekstami...Dla dobrych ludzi też się miejsce znajdzie.
Chyba, że dadzą się wyeliminować tym złym (teistom).
>Ważne jest to co sobą prezentują...pamiętaj o miłosiernym samarytaninie...
A gołym okiem widać, co prezentują sobą teiści.
>Przyjmując wiarę w Twój sposób nie dziwie się że jesteś ateistką.
A kto, przyzwoity, nie chcąc wyjść na durnia, publicznie by się dziwił, albo przyjmował modlenie się jako praktykowanie jakiejkolwiek prawdziwej wiary lub niewiary w cokolwiek (niezależnie od tego, czy jest to nauka, czy jakikolwiek teistyczny Bóg lub bożek)?
bezsenność w sieci
>A gołym okiem widać, co prezentują sobą teiści.
Przez odpowiednie okulary... myślę że widzisz tylko to co chcesz dostrzec...przynajmniej eliminujesz konflikt z przekonaniami.
rozumek
>>A gołym okiem widać, co prezentują sobą teiści.
>Przez odpowiednie okulary... myślę że widzisz tylko to co chcesz dostrzec...przynajmniej eliminujesz konflikt z przekonaniami.
Nieźle, choć bardzo niebezpiecznie, byłoby widzieć tylko to, co chce się zobaczyć. Niestety (bo musze uważać) i na szczęście (bo dzięki temu mogę przetrwać), widzę co widzę. Wolę wierzyć w to co widzę, niż uwierzyć, że teiści wierzą w Boga, albo że ich nie ma (to jest to, co chciałoby sie zobaczyć).
Ocykan (3528 punktów)
>dobrze wiesz,ze wiekszosc swieckich historykow rzeczywiscie stawia pod znakiem zapytania jego [tj. Jezusa] egzystencje w ogole...

Swieckich? Chyba "połknąłeś" jedną literę (powinno być "większość sowieckich historyków"). I rzeczywiście. Radzieckie encyklopedie określają Jezusa jako postać legendarną.
joice
>>dobrze wiesz,ze wiekszosc swieckich historykow rzeczywiscie stawia pod znakiem zapytania jego [tj. Jezusa] egzystencje w ogole...
>Swieckich? Chyba "połknąłeś" jedną literę

hahaha bardzo zabawne
lecz niestety nic polknelam
a religioznawcy i historycy,ktorzy nie byli nauczani w duchu jedynie slusznej doktryny rzeczywiscie nie znajduja dowodow potwierdzajacych,ze jezus jest postacia historyczna.
Ocykan (3528 punktów)
>Sama odeszłam już dawno od tej
>fikcji więc nie umiem już słuchać tych bredni....

No i dobrze, nie ty jedna. Tylko czemu o swoim stanie oznajmiasz wszem i wobec? Gdyby kazdy forumowicz pisał co umie a czego nie, nie byłoby to forum dyskusyjne tylko gabinet zwierzeń.
rozumek
>No i dobrze, nie ty jedna. Tylko czemu o swoim stanie oznajmiasz wszem i wobec? Gdyby kazdy forumowicz pisał co umie a czego nie, nie byłoby to forum dyskusyjne tylko gabinet zwierzeń.
Bo forum dyskusyjne, w przeciwieństwie do gabinetu zwierzeń, służy do tego, żeby ten kto czegoś nie umie (np. myśleć), uczył tego tych, którzy nieopatrznie się tego już nauczyli?
Nie pomyliło Ci się przypadkiem forum dyskusyjne z kościołem?
Ocykan (3528 punktów)
>Nie pomyliło Ci się przypadkiem forum dyskusyjne z kościołem?

Mnie nie, ale tobie z pewnością. W kościele raczej się nie dyskutuje, za to zwierza się dosyć często (spowiedź).

Rozumiem, że bronisz swojej "siostry w niewierze", ale bez przesady. Post koleżanki Kowalczyk nie zawierał przecież żadnej dyskusyjnej tezy. Trudno bowiem za dyskusyjne uznać jej stwierdzenie, że "nie umie już słuchać tych bredni". De gustibus non disputandum.
nikt
Swoją drogą nienaiwdzę człowieka który wmyślił boga.
Ocykan (3528 punktów)
>Swoją drogą nienaiwdzę człowieka który wmyślił boga.

Gratuluję szczerości, rzadko który ateista tak otwarcie przyznaje się do nienawiści. Większość stara się to niskie uczucie jakoś maskować. Jednocześnie ci współczuję, nie ma bowiem uczucia bardziej godnego politowania niż bezsilna nienawiść.
rozumek
> Jednocześnie ci współczuję, nie ma bowiem uczucia bardziej godnego politowania niż bezsilna nienawiść.
Jest. Tym uczuciem jest bezsilny, teistyczny strach przed śmiercią. Jest o tyle gorszy, że rodzi bezsilną nienawiść do tych, którzy są od niego wolni (ateistów).
bezsenność w sieci
W jaki wspaniałomyślny sposób wypowiadasz się w imieniu teistów. Nie ma jak wszechwiedzący ateista. Myślę, że sam chyba boisz się śmierci i zarzucając ten strach wierzącym odsuwasz go od siebie. Bo przecież brzydzisz się ich i przekonań jakie prezentują (wg Ciebie). Następnym razem wypowiadaj się w imieniu grupy jaką prezentujesz, unikniesz zniekształceń. Twoje twierdzenie o strachu jest tylko czystą teorią, spojrzysz śmierci w oczy będziesz wiarygodny (o ile przeżyjesz).
Pozdrawiam
rozumek
>W jaki wspaniałomyślny sposób wypowiadasz się w imieniu teistów.
Nie wypowiadam się w ich imieniu. Sami się wypowiadają i robią to indywidualnie. Ja im TYLKO współczuję.
> Nie ma jak wszechwiedzący ateista.
To zwiąż się z nim na wieki. Ja uważam go za równego Tobie, wszystkowiedzącego teistę, bo każdy wszystkowiedzący, to teista. Filozofowie, wiedzą, że nic nie wiedzą. Oni wierzą lub nie (zależy komu i zależy w co).
> Myślę, że sam chyba boisz się śmierci i zarzucając ten strach wierzącym odsuwasz go od siebie.
Ty tego nie myślisz, bo myśl, to wiara. Ty to wiesz. Jak wszystko.
>Bo przecież brzydzisz się ich i przekonań jakie prezentują (wg Ciebie). Następnym razem wypowiadaj się w imieniu grupy jaką prezentujesz, unikniesz zniekształceń.
Ja się ich fałszywymi wyznaniami nie brzydzę, tylko w nie nie wierzę. Trudno uwierzyć, że ktoś ci robi dobrze, podcinając ci gardło, albo gwałcac w inny, dowolnie wybrany sposób (fizycznie lub psychicznie). Bardzo mi przykro, ale poza takimi grupami jak ludzkość (wszystkich ras, wyznań i pokoleń), obywatele RP, mieszkańcy mojej dzielnicy i ulicy, rodzina, przyjaciele, żadnej innej zbiorowości nie reprezentuję (chyba, że zbiorowość filozofów, lub chrześcijan wszechczasów), więc w imieniu żadnej wypowiadać się nie mogę, a do tego, by zamilknać, nie widzę żadnego powodu. Jaki Ty widzisz? I co niby mam obowiązek zniekształcać?
Twoje twierdzenie o strachu jest tylko czystą teorią, spojrzysz śmierci w oczy będziesz wiarygodny (o ile przeżyjesz).
Na codzień to robię (już dobrych "parę lat") i na codzień przeżywam. Wierzę, że wyłącznie dlatego, że oprócz siebie, nie wierzę w żadnego Anioła Stróża. Nie jestem teistą, więc raczej nie uda ci się mnie zastraszyć (ani przekonać, że teiści nie kłamią, a czegokolwiek oprócz kłamstwa uczą).
bezsenność w sieci
A czy ja napisałem o moim strachu przed śmiercią? Wypowiadasz się za innych i tyle. Piszesz o swoich znajomych, człowieku zauważ ile naprawdę jest wierzących a ile się pod nich podszywa. Najłatwiej jest uprościć i wszystkich do jednego wora. Ty masz jakąś fobię . Czy ja Cię chciałem zastraszyć? Mam to daleko czy się boisz śmierci czy nie, bo to czysta teoria. Strach przed śmiercią to nie cecha teistów, lecz po prostu cecha ludzka. Niektórzy o tym myślą częściej, inni dopiero w chwili zagrożenia i tyle... nad czym się tu rozczulać.
Pozdrawiam
rozumek
>A czy ja napisałem o moim strachu przed śmiercią?
Nie. Napisałeś o moim.
>Wypowiadasz się za innych i tyle. Piszesz o swoich znajomych, człowieku zauważ ile naprawdę jest wierzących a ile się pod nich podszywa.
No przecież cały czas piszę o tych, którzy się podszywają, a innych od czci i wiary odsądzają (np.Sokratesa i Marksa, którzy do moich znajomych raczej się nie zaliczają).
>Najłatwiej jest uprościć i wszystkich do jednego wora. Ty masz jakąś fobię . Czy ja Cię chciałem zastraszyć? Mam to daleko czy się boisz śmierci czy nie, bo to czysta teoria. Strach przed śmiercią to nie cecha teistów, lecz po prostu cecha ludzka.
Gdyby tak było, wszyscy byliby teistami i nikt nie wierzyłby w Boga prawdziwego (nie byłoby ani Sokratesa, ani Jezusa, ani Marksa). Mógłbyś kiedyś zauważyć, że oprócz Twojego worka, istnieja także ten drugi?
>Niektórzy o tym myślą częściej, inni dopiero w chwili zagrożenia i tyle... nad czym się tu rozczulać.
Szczególnie, gdy zamiast się rozczulać i "myśleć", woli się uważać na to, co się wokół dzieje (m.in to, co wyprawiają teiści). Szczególnie, gdy zamiast wierzyć w zmartwychwstanie, wierzy się w życie wieczne. Amen
Ocykan
>> Jednocześnie ci współczuję, nie ma bowiem uczucia bardziej godnego politowania niż bezsilna nienawiść.
>Jest. Tym uczuciem jest bezsilny, teistyczny strach przed śmiercią.

Znów ten twój irracjonalistyczny brak logiki. Strach przed śmiercią jest czymś naturalnym i powszechnym. Odczuwają go nawet zwierzęta, których o teizm chyba nie podejrzewasz. Powodowany on jest instynktem samozachowawczym, właściwym każdej żywej istocie. A strach przrd śmiercią jest ze swojej natury bezsilny, niestety. Trzeba umieć z nim żyć, a kiedy trzeba - umieć go przełamać w imię wyższych racji. A skoro strach przed śmiercią jest powszechny, to kto ma się litować nad tymi, którzy go odczuwają?

>Jest o tyle gorszy, że rodzi bezsilną nienawiść do tych, którzy są od niego wolni (ateistów).

To nieprawda, że ateiści są wolni od strachu przed śmiercią. Skąd ta wiara (bo chyba nie wiedza)? Nikt (poza nielicznymi wyjątkami) nie jest od niego wolny. Może go co najwyżej nie okazywać lub być zdolnym go przełamać. I niby czemu ktoś, kto boi się śmierci miałby nienawidzić tego, który się nie boi (a właściwie - wygląda na takiego, co się nie boi)? Gdyby to było regułą, to społeczeństwa (składające się przecież w większości z ludzi odczuwających strach przed śmiercią) nienawidziłyby swoich bohaterów narodowych.

Na przyszłość zanim znowu coś palniesz to trochę pomyśl. Chyba, że nie zależy ci na rzeczowej dyskusji tylko na wyprowadzeniu oponenta z równowagi Ale nie ze mną te numery. Na nielogiczne argumenty po prostu nie będę odpowiadał.

Hikara amate tanet isatis virix.
rozumek
>Znów ten twój irracjonalistyczny brak logiki.
>Tak. Znów ten brak Twojej teistycznej logiki, czyli a-logiki.
>Strach przed śmiercią jest czymś naturalnym i powszechnym. Odczuwają go nawet zwierzęta, których o teizm chyba nie podejrzewasz.
Nie podejrzewam ich też o to, że są ludźmi. Nie podejrzewam ich o to, że mi powiedzą, które moje odczucia są wyłącznie subiektywne (np. strach przed śmiercią i przekonanie, że wszyscy muszą go koniecznie odczuwać), więc nie warto w nie wierzyć.
>Powodowany on jest instynktem samozachowawczym, właściwym każdej żywej istocie. A strach przrd śmiercią jest ze swojej natury bezsilny, niestety. Trzeba umieć z nim żyć, a kiedy trzeba - umieć go przełamać w imię wyższych racji. A skoro strach przed śmiercią jest powszechny, to kto ma się litować nad tymi, którzy go odczuwają?
Co mnie obchodzą źródła twoich leków? Współczuję Ci, że się boisz i musi Ci to wystarczyć. Ja wolę śmierci (czyjejkolwiek) unikać, niż się jej bezmyślnie obawiać.
>>Jest o tyle gorszy, że rodzi bezsilną nienawiść do tych, którzy są od niego wolni (ateistów).
>To nieprawda, że ateiści są wolni od strachu przed śmiercią. Skąd ta wiara (bo chyba nie wiedza)? Nikt (poza nielicznymi wyjątkami) nie jest od niego wolny. Może go co najwyżej nie okazywać lub być zdolnym go przełamać. I niby czemu ktoś, kto boi się śmierci miałby nienawidzić tego, który się nie boi (a właściwie - wygląda na takiego, co się nie boi)? Gdyby to było regułą, to społeczeństwa (składające się przecież w większości z ludzi odczuwających strach przed śmiercią) nienawidziłyby swoich bohaterów narodowych.
A ono ich kocha, więc każdemu kolejnemu, każe pokutować za własne i cudze grzechy. Od strachu przed śmiercią (przez zastąpienie go staraniami o unikanie) nie są wolni żadni fałszywi wyznawcy cudzej wiary (Ci, co zamiast wierzyć - wiedzą). Fałszywi wyznawcy zdarzają się cześciej wśród teistów niż ateistów. Niby dlaczego mam się śmierci obawiać, skoro nie wiem czy nastąpi? Obawiam się tylko tego, co do czego mam pewność (tego unikam i temu zapobiegam).
>Na przyszłość zanim znowu coś palniesz to trochę pomyśl. Chyba, że nie zależy ci na rzeczowej dyskusji tylko na wyprowadzeniu oponenta z równowagi Ale nie ze mną te numery. Na nielogiczne argumenty po prostu nie będę odpowiadał.
Za Ciebie, ani myśleć, ani czuć nie potrafię. Mogę Ci pisać TYLKO to, co ja myślę (i co czuję, a czego nie). Co Ci poradzę na to, że filozofia tak strasznie wyprowadza z równowagi równych Tobie teistów (gdybyś nie wiedział, to Twoim bożkiem jest śmierć). Może to jeszcze nie nienawiść?
rozumek
>>Nie pomyliło Ci się przypadkiem forum dyskusyjne z kościołem?
>Mnie nie, ale tobie z pewnością. W kościele raczej się nie dyskutuje, za to zwierza się dosyć często (spowiedź).
>Rozumiem, że bronisz swojej "siostry w niewierze", ale bez przesady. Post koleżanki Kowalczyk nie zawierał przecież żadnej dyskusyjnej tezy. Trudno bowiem za dyskusyjne uznać jej stwierdzenie, że "nie umie już słuchać tych bredni". De gustibus non disputandum.
A Ty, co umiesz, a czego nie? Tego czego nie umiesz, na pewno nikt nie będzie się od Ciebie uczył. Tak jakoś mi się zdaje, że nie umiesz NICZEGO i nikogo zrozumieć (nawet siebie), a to cecha charakterystyczna dla teistów. Też mi się zdaje, że w kościele się nie dyskutyje, a na forum - TAK. Zwierzaj się więc mamusi, albo księdzu. Nas interesuje wyłacznie to, co umiesz, a czego nie (więc od innych chcesz się nauczyć). Nie bronię żadnych "sióstr w niewierze". Bronię TYLKO mojej wiary (raczej ateistycznej lub "wszechteistycznej"), czyli mojego rozumu i mojego światopoglądu.
Ocykan
>Zwierzaj się więc mamusi, albo księdzu.

Do takiej reprymendy byłbyś uprawnony, gdybym na forum zwierzał się z czegokolwiek. A tak - trafiłeś kulą w płot.

>Nas interesuje wyłacznie to, co umiesz, a czego nie (więc od innych chcesz się nauczyć).

Nas, to znaczy kogo? Myślę, że masz prawo wypowiadać się tylko we własnym imieniu. Ale i tak mi miło.

> Nie bronię żadnych "sióstr w niewierze". Bronię TYLKO mojej wiary (raczej ateistycznej

Miło mi, że potwierdzasz moją koncepcję istnienie wiary ateistycznej, zwanej przeze mnie "wiarą inaczej".

>lub "wszechteistycznej"

"Wszechteistycznej"? A co to takiego "wszechteizm"? Termin taki, póki go nie wymyśliłeś, nie istniał. Masz jednak rozumek!
rozumek
>>Zwierzaj się więc mamusi, albo księdzu.
>Do takiej reprymendy byłbyś uprawnony, gdybym na forum zwierzał się z czegokolwiek. A tak - trafiłeś kulą w płot.
Zwierzyłeś się, że nie lubisz czytać, czego inni nie potrafią. Nie wiem tylko, po co czytasz. I po co usiłujesz innych uczyć tego, czego sam nie umiesz. Naucz mamusię (albo księdza). Jeśli z niczego na forum się nie zwierzasz, to o czym piszesz? Ogranicz się do czytania.
>>Nas interesuje wyłacznie to, co umiesz, a czego nie (więc od innych chcesz się nauczyć).
>Nas, to znaczy kogo? Myślę, że masz prawo wypowiadać się tylko we własnym imieniu. Ale i tak mi miło.
Myślę, że w tym konkretnym wypadku, mam prawo wypowiadać się w imieniu absolutnie wszystkich (nie wyłączając równych Tobie ateistycznych teistów). Co nas obchodzi, w co wierzysz, skoro nie jest to wiara w prawdę (historyczną, dzisiejszą i przyszłą), oraz nieodmiennie towarzyszący jej fałsz? Co nas obchodzi w co wierzysz, skoro prawdy od fałszu (i oryginału od plagiatu) odróżnić nie potrafisz?
>Miło mi, że potwierdzasz moją koncepcję istnienie wiary ateistycznej, zwanej przeze mnie "wiarą inaczej".
To nie Twoja (i nie moja) koncepcja. Tyle tylko, że Twoja "wiara inaczej" to wiara w prawdę jako prawdę i fałsz jako fałsz, a Twoja "wiara", to wiara w fałsz (nieprawdę) jako prawdę i brak wiary w jakikolwiek, czyjkolwiek fałsz. Twoja "wiara", to zwykła naiwność.
>>lub "wszechteistycznej"
>"Wszechteistycznej"? A co to takiego "wszechteizm"? Termin taki, póki go nie wymyśliłeś, nie istniał. Masz jednak rozumek!
I znowu ta naiwność. Ani prawda, ani fałsz, to nie moje wymysły (nie wymyślili ich też ani teiści, ani ateiści, ani agnostycy,..., ani "wszechteiści"). Najłatwiej być słowotwórcą, więc Twój podziw dla mojego rozumku, ma raczej "gliniane nogi". Na szczęście, nie na Twój podziw pracuję, nie z niego żyję i w ogóle, nie bardzo mi na nim zależy, choć oczywiście, miło by było (nie tylko mnie), gdybyś pozbył się swojej pogardy dla innowierców i podziwu dla słowotwórców. A ile byś sam na tym zyskał (także we własnych oczach), to nawet sobie nie wyobrażasz.
Ocykan
>>"Wszechteistycznej"? A co to takiego "wszechteizm"? Termin taki, póki go nie wymyśliłeś, nie istniał. Masz jednak rozumek!
>I znowu ta naiwność. Ani prawda, ani fałsz, to nie moje wymysły (nie wymyślili ich też ani teiści, ani ateiści, ani agnostycy,..., ani "wszechteiści"). Najłatwiej być słowotwórcą, więc Twój podziw dla mojego rozumku, ma raczej "gliniane nogi"... [itd.: ple, ple, ple].

Skoro się powiedziało A trzeba powiedzieć B (a czasem nawet C i D). Nie pleć zatem nie na temat i bez sensu, tylko podaj definicję terminu "wszechteizm". Skoro go użyłeś, to chyba wiesz co znaczy? Oświeć więc prostego teistę, oświecony "wszechteisto"!
rozumek
>Skoro się powiedziało A trzeba powiedzieć B (a czasem nawet C i D). Nie pleć zatem nie na temat i bez sensu, tylko podaj definicję terminu "wszechteizm". Skoro go użyłeś, to chyba wiesz co znaczy? Oświeć więc prostego teistę, oświecony "wszechteisto"!
A co znaczy "wierzący inaczej"? Chyba to Ty użyłeś tego określenia, prawda? Otóż, moim zdaniem, Ty akurat, wierzysz dokładnie tak samo i w to samo (w śmierć). Ja wierzę w czasoprzestrzeń i wszystko, co się w niej mieści. Łącznie z zaludniającymi ją teistami i filozofami. Wierzę też, że ludzie, fałszywie przypisują sobie rozmaite grupowe miana. Zaszufladkowałeś (błędnie) mnie i siebie, Twoja sprawa. Nie zmuszaj innych do szufladkowania (czegokolwiek).
Ocykan (3528 punktów)
>Zwierzyłeś się, że nie lubisz czytać, czego inni nie potrafią.

Nigdy i nigdzie nie napisałem, że "nie lubię czytać, czego inni nie potrafią". Jeżeli mi to imputujesz, to zacytuj (tylko wiernie). Jeżeli natomiast tylko wysnułeś taki wniosek z moich wypowiedzi - to już twój problem. No cóż, takie wnioski jaki rozumek.
rozumek
>Nigdy i nigdzie nie napisałem, że "nie lubię czytać, czego inni nie potrafią". Jeżeli mi to imputujesz, to zacytuj (tylko wiernie). Jeżeli natomiast tylko wysnułeś taki wniosek z moich wypowiedzi - to już twój problem. No cóż, takie wnioski jaki rozumek.
Proszę uprzejmie:
>nie umiem już słuchać tych bredni....

No i dobrze, nie ty jedna. Tylko czemu o swoim stanie oznajmiasz wszem i wobec? Gdyby kazdy forumowicz pisał co umie a czego nie, nie byłoby to forum dyskusyjne tylko gabinet zwierzeń.
Jakich tu potrzeba wniosków? Zwykłe dla Ocykanka mylenie pojęć i tyle. Forum stworzył sobie po to, żeby powiedzieć innym, co mają myśleć i co czuć. Jak myślą i czują inaczej niż Ocykanek, to Ocykanek stworzy im w tym celu specjalne gabinety zwierzeń.
Ocykan (3528 punktów)
>Gorliwi katolicy nienawidzą ateistów tylko dlatego, że nie potrafią uwierzyć w fikcje!!!!

A z jakiego powodu ateiści nienawidzą osób wierzących? Chyba nie zaprzeczysz, że są tacy? Nawet w tym wątku jeden z nich, podpisany nikt, otwarcie to wyznał.
Marcinlet
>A z jakiego powodu ateiści nienawidzą osób wierzących? Chyba nie zaprzeczysz, że są >tacy? Nawet w tym wątku jeden z nich, podpisany nikt, otwarcie to wyznał.

Czasami jest tak, że nienawidzimy w innych ludzaich tego, co istnieje w nas samych i nie potrafimy tego zaakceptować. Takie emocjonalne teksty, że ktoś nienawidzi wierzących, że teiści to ludzie chorzy psychicznie itp., bez żadnej racjonalnej argumentacji to prawdopodobnie wynik różnych nieuświadamianych konfliktów. Np. wychowanie w atmosferze intensywnej pobożności może spowodować pzreciwreakcję w postaci równie intensywnego antyklerykalizmu. Czasem chodzi po prostu o zwykły bunt lub chęć popisania się.
Ma też znaczenie poczucie narcystycznej wyższości.
Oczywiście to wszystko zależy od konkretnego przypadku. Jednak uważam, że wszyscy musimy zdać sobie sprawę z wszystkich możliwych psychologicznych aspektów ateizmu, agnostycyzmu czy teizmu, żeby nie popaść w jakieś narcystyczne samouwielbienie
bezsenność w sieci
Jednym słowem: Matrixofobia
Osieł (106 punktów)
> Dlaczego coraz młodsze osoby odchodzą od tej wiary?

Może jednych zniechęca instytucja kościoła (i jej działalność, nie tylko duszpasterska), a inni nie znajdują prawdy i sensu w tej wierze.
Osieł (106 punktów)
> Dlaczego coraz młodsze osoby odchodzą od tej wiary?

Może jednych zniechęca instytucja kościoła i jej działalność (nie tylko duszpasterska), a inni nie widzą w tej wierze prawdy i sensu.
garstka (3 punktów)
myśle ze nie masz racji.zbyt bardzo uogolniasz i tym ranisz innych!katolik nie rowny katolikowi.
nie zgodze sie tez z tym ze coraz mniej ludzi odchodzi od kosciola.i wlasnie to ludzie zagubieni odchodza od kosciola i szukaja czegos nowego,orginalnego!
wiara i poboznosc nie polegaja tylko na chodzeniu do kosciola i poboznej modlitwie(chociaz jest to bardzo wazne - jak nie najwazniejsze).trzeba dawac przyklad i swiadectwo zyciem!!!
nie oceniajmy ludzi z plotek i czegos zaslyszanego - bardzo o to prosze.
pozdrawiam serdecznie
aloha
garstka (3 punktów)
myśle ze nie masz racji.zbyt bardzo uogolniasz i tym ranisz innych!katolik nie rowny katolikowi.
nie zgodze sie tez z tym ze coraz mniej ludzi odchodzi od kosciola.i wlasnie to ludzie zagubieni odchodza od kosciola i szukaja czegos nowego,orginalnego!
wiara i poboznosc nie polegaja tylko na chodzeniu do kosciola i poboznej modlitwie(chociaz jest to bardzo wazne - jak nie najwazniejsze).trzeba dawac przyklad i swiadectwo zyciem!!!
nie oceniajmy ludzi z plotek i czegos zaslyszanego - bardzo o to prosze.
pozdrawiam serdecznie
aloha
rozumek
>myśle ze nie masz racji.zbyt bardzo uogolniasz i tym ranisz innych!katolik nie rowny katolikowi.
>nie zgodze sie tez z tym ze coraz mniej ludzi odchodzi od kosciola.i wlasnie to ludzie zagubieni odchodza od kosciola i szukaja czegos nowego,orginalnego!
Oryginalnego chrześcijaństwa. Występują z KK, by wstąpić do tego prawdziwego chrześcijańskiego koscioła (zgromadzenia wiernych).
>wiara i poboznosc nie polegaja tylko na chodzeniu do kosciola i poboznej modlitwie(chociaz jest to bardzo wazne - jak nie najwazniejsze).trzeba dawac przyklad i swiadectwo zyciem!!!
A chodząc do "kościoła", raczej nie ma się na to ani czasu, ani pieniędzy. Przechodzi także ochota.
>nie oceniajmy ludzi z plotek i czegos zaslyszanego - bardzo o to prosze.
>pozdrawiam serdecznie
Ludzi - nie. To nie po chrześcijańsku. Ich "kościoła" - też nie (po co wierzyć plotkom, kiedy można własnym obserwacjom?).
garstka (3 punktów)
dzieki za odpowiedz
mysle ze masz krzywy obraz kosciola.ale coz , moze nie widzisz tej strony kosciola ktora ja dostrzegam.
dlaczego oceniasz wszystko na nie?
kosciol sklada sie z ludzi ,a ludzie sa slabi i grzeszni - wiec kosciol tez taki jest!
robmy wszystko( jesli chcesz)aby ta wizja kosciola byla sieta!
pozdrawiam cie rozumek!
aloha
rozumek
>dzieki za odpowiedz
>mysle ze masz krzywy obraz kosciola.ale coz , moze nie widzisz tej strony kosciola ktora ja dostrzegam.
>dlaczego oceniasz wszystko na nie?
Nie wszystko i nie wszystkich. Tak może oceniać tylko ślepy i głuchy katecheta.
>kosciol sklada sie z ludzi ,a ludzie sa slabi i grzeszni - wiec kosciol tez taki jest!
Tylko że KK, to nie mój kosciół, choć pod mój usiłuje się podszywać i chociaż niejeden członek mojego, lata nie wiedzieć po co, na msze do KK. Chyba tylko po to, żeby pomylić Jezusa z Bogiem, a siebie z Jezusem. Mój kościół, ani słaby, ani grzeszny nie jest, bo nie ma w nim grzeszników, a słabym zawsze pomogą silniejsi.
>robmy wszystko( jesli chcesz)aby ta wizja kosciola byla sieta!
Mam już tę "robotę" za sobą.
Pozdrawiam i życzę wybrania właściwszego kościoła (jakiejkolwiek osobistej selekcji jego członków).
Pozdrawiam
garstka (3 punktów)
mysle i jestem tego pewien ze w moim kosciele tez ludzie pomagaja slabszym!
nie ma z tym problemu ,tylko ze nikt z obcego srodowiskoa tego nie dostrzega i widzi KK jako najwieksze zlo na ziemi!
nie twierdzx e ze twoj kosciol jest gorszy!zycze ci abys wytrwa w swojej wierze i postepowal zawsze zgodnie z twoim sumieniem.
kosciol sklada sie z ludzi!chodze do kosciola dla boga a nie dla ksiedza lub budynku.
dzieki za dialog - mysle ze jeszcze sobie z mila checia poklikamy
a to moj numer gg (jakbys chcial/a poklikac):8903256
aloha
rozumek
>mysle i jestem tego pewien ze w moim kosciele tez ludzie pomagaja slabszym!
W Twoim, niektórzy (nie pomawiam wszystkich) pomagają im cierpieć i umierać, zamiast żyć i cieszyć się życiem. W moim, nie ma takiego ani jednego, chociaż nie wszystkich znam.
>nie ma z tym problemu ,tylko ze nikt z obcego srodowiskoa tego nie dostrzega i widzi KK jako najwieksze zlo na ziemi!
Bo niestety, jest nim. I nie zmienisz tego. Nawet JPII nie zmienił i nie zmienią jego następcy. JPII naprawił WSZYSTO, co dało się naprawić, a najważniejsze co zrobił, to ilu ludzi kanonizował. Żeby zakończyć dzieło naprawy, musiałby kanonizować miliony i musiałby wybierac ich nie tylko spośród katolików. I zamiast modlić się do Jezusa, musiałby zacząć modlić się do nich wszystkich (i tak, np. do Marii, modlił sie chętniej, niż do jej syna). To, co pewnie chciałby zrobić, ale nie mógł (i nie może żaden hierarcha), to zlikwidować KK i nie zniechęcając ludzi do siebie, zachecić ich do pokochania w równej mierze innych. Ostateczna naprawa, należy niestety do wyznawców KK. Naprawią Świat, gdy wszyscy przestaną wierzyć w KK i uwierzą tym samym w Boga prawdziwego (i prawdziwych chrześcijan, również wśród ateistów i wyznawców innych religii).
> nie twierdzx e ze twoj kosciol jest gorszy!zycze ci abys wytrwa w swojej wierze i postepowal zawsze zgodnie z twoim sumieniem.
Mój jest z wszelką pewnością lepszy, bo nalezą do niego ludzie (chrześcijanie) róznych wyznań (sądze, że i Ty należysz), a nie ma w nim zdeklarowanych, choć nie wyznających swych grzechów, grzeszników.
>kosciol sklada sie z ludzi!chodze do kosciola dla boga a nie dla ksiedza lub budynku.
Ja dla niego (Boga i koscioła) żyję. I nie muszę do niego chodzić, bo nieustannie w nim jestem. I on we mnie.
>dzieki za dialog - mysle ze jeszcze sobie z mila checia poklikamy
A tutaj, już koniec? Pozdrawiam.
garstka (3 punktów)

a mozna wiedziec do jakiego kosciola ty nalezysz?
rozumek
>a mozna wiedziec do jakiego kosciola ty nalezysz?
Tego nieformalnego, oczywiście. Tego zbudowanego nie przez ludzi, ale Boga (prawdziwego). Dlatego właśnie, że nieformalny, jego członkowie, mają na sumieniu tylko tycie grzeszki. I dlatego, nigdy mojego kościoła nie opuszczę, wstępując do jakiegokolwiek innego (nie bedę utożsamiać się z notorycznymi grzesznikami, przyklejającymi się do każdego z nich i wychowującymi kolejnych notorycznych grzeszników). Wolę wierzyć w Boga i starać się nie grzeszyć, niż prześcigać w werbalnym i czynnym wyznawaniu innym swoich osiągnięć w tej dziedzinie.
Dobousi
>Katolicy wymyślili sobie boga, żeby móc racjonalnie
>usprawiedliwić to, co ich złego spotkało.... Rzadko kto
>potrafi samodzielnie poradzić sobie ze swoimi problemami,
>więc najprościej uklęknąć i pomóc sobie modlitwą. Dlaczego
>coraz młodsze osoby odchodzą od tej wiary? Może dlatego, że
>jej podstawy są zakłamane i nikt normalny nie uwierzy w
>kłamstwo. Oczywiście kazdy musi w coś wierzyć, ale to
>niekoniecznie musi innych interesować. Gorliwi katolicy
>nienawidzą ateistów tylko dlatego, że nie potrafią uwierzyć
>w fikcje!!!! TO CHORE!!!! Sama odeszłam już dawno od tej
>fikcji więc nie umiem już słuchać tych bredni.... Może się
>myle ale każdy z nas ma w sobie wątpliwości, które często
>boimy się drążyć....
>
Witam
Tak to prawda ,sprawdzaem ,wnikalem z otwatrym sercem w hebrajskie i greckie hagiogryfy [ Biblia-relacje Jehowy z prorokami] i z przykroscia musze przyznac iz wiara katolicka jest religia zbudowana na klamstwie od podstaw 4 w. W celach politychnych az do ostatecznego jej upadku w armagedonie [obj. ktore dostal Jan -spisane na wyspie Patmos]. Sam odeszlem od tej religi noniewaz nie tylko nie potwierdza nakazow Bozych ,Jezusa, oraz nauk apostolow ,ale co jest najgorsze w rzeczywistosci sprzeciwia sie temu wszystkiemu co Jahwe zakazal.
Tak TO NAKAZY LUDZKIE!!!
NIE PRAWO BOSKIE - CO JEST WAZNIEJSZE ? KTO MOE WYBAWIC?
No ale na szczescie taki stan wiecznie trwac nie bedzie.Jest to wiara W TRADYCJE [NIE BOGA WSZECHSWIATA] Ta oto od kilku tysiecy lat wiara reprezentowana przez ciemieska klasa duchownych i ich dogmaty ktore nawet nie sa w stanie logicznie wytlumaczyc wiara ktora reprezentyja jest plaska jak nalesnik. Pozdro!
Dobousi

>jej podstawy są zakłamane i nikt normalny nie uwierzy w
Tutaj nie wiem co masz na mysli , podstawy a podstawy to roznica zalezy co jest dla ciebie podstawa wiary?
czy np. nakazy ludzkie np :
post , zakaz spozywania w piatek miesa,przymusowy celibat dla przywodcow religijnych, [KASA ]swieta poganskie .
czy prawo boskie Np: BALWOCHWALSTWO,ROZPUSTA, ZAKAZ SPOZYWANIA KRWI-gdyz Jechowa przeznaczyl ja do odpuszczenia grzechow[czyli w celach ofiarnych]poznawanie Go ,posluszenstwo oraz wylaczne oddanie Mu tz. [nie rzeczom wymyslonym dzieki pomyslowosci ludzi, czesto w celach handlowych]
Nawet wierni aniolowie nie chcieli aby przed nimi klekali np: zganil Daniela jak przed nim upadl, mowiac mu:
uwazaj nie klekaj przedemna jestem takim samym wspolsluga Bozym jak ty....

Jezeli masz na mysli ksztaltowanie sie katolicyzmu to masz absolutna racje :klamstwo zawsze bedzie klamstwem i sie uwidoczni -PRAWDA JEST NIEZMIENNA.
>w fikcje!!!! TO CHORE!!!! Sama odeszłam już dawno od tej

>
Przepraszam z brak zmiekczen ,nie mam takiej mozliwosci [w pracy- system po francusku].

A pamietasz co Jahwe zrobil z Jannes i Jambers krorzy przeciwstawiali sie prawdzie, tz. wtedy- prawu mojrzeszowemu?
"uwidocznil ich glupote!"

Tak teraz uwidacznia glupote TYCH ktorzy swiadomie Mu sie sprzeciwiaja.Robi to jak wynika z proroctw biblijnych,przez swych wiernych slug.W czasie wyznaczonym z gory przez Niego.
Nie wystarczy tylko 1,2 minutki prrzytaczac wybrane fragmeny Biblii po czym filozofowac tak iz [nie mam na celu obrazenie kogokolwie] ludzie o zacofanych pogladach i obyczajach [czesto szczerzy] tyle co wiedzieli tyle wiedza ,jezeli wogle cos rozumieja.
Nieswiadomie wierza w to czego nie rozumieja kierujac sie TRADYCJA. jEDNAK jEZUS MIAL ODMIENNE ZDANIE NA TRADYCJE...
Sapczyńska (39 punktów)
Katolicy wymyslili sobie Boga a ty wymysliłas sobie, że go nie ma. czyli tobie wolno a katolikom nie? Po twoim tekscie wnioskuje, ze to ty nienawidzisz katolików a nie katolicy ateistów.
Nie masz zielonego pojecia na temat modlitwy! To nie jest takie proste jak ci się wydaje
Czuje w twoich slowach, że jestes bardzo nieszczęsliwym czlowiekiem.
Nihilia (115 punktów)
>Katolicy wymyślili sobie boga, żeby móc racjonalnie
>usprawiedliwić to, co ich złego spotkało....
racjonalnie???

> Rzadko kto
>potrafi samodzielnie poradzić sobie ze swoimi problemami,
>więc najprościej uklęknąć i pomóc sobie modlitwą.
I poddać się zbawczej sile autosugestii, która działa na bierne owieczki.

>Dlaczego
>coraz młodsze osoby odchodzą od tej wiary? Może dlatego, że
>jej podstawy są zakłamane i nikt normalny nie uwierzy w
>kłamstwo.
Ja przeżyłam 3 przeraźliwe lata szkoły katolickiej- mogę coś o tym powiedzieć...
> Gorliwi katolicy
>nienawidzą ateistów tylko dlatego, że nie potrafią uwierzyć
>w fikcje!!!!
No, mnie nie lubili już za czarne ubranie, słuchanie hard rocka (tzn. czegoś innego niż "Arka Noego" i Magda Anioł), czytanie pięciu gazet (niekatolickich), erudycję (tzn. przeczytanie czegoś poza biblią i książeczkami typu "On jest z Tobą", "Boże źródło radości" etc.), jakąkolwiek wiedzę polityczną (tutaj np. nie odzróżniali PSL od LPR- serio!) i dobre oceny ze wszystkich przedmiotów (oprócz religii :>). Czyżbym miała okazję posmakować tego, co w IV RP czeka wszystkie katolickie dzieci w szkołach, a dorosłych wierzących w kościołach?

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365