Racjonalista - Strona głównaDo treści
Warto wierzyć

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
26-07-2006 15:30Sapczyńska (39 punktów)Warto wierzyć
Uważam z calym przekonaniem, że warto wierzyć a po przeczytaniu tekstów paru osób jeszcze bardziej utiwerdzam sie w tym przekonaniu. Nie ma znaczenia w jakiego Boga wierzę, ważne jakim staje sie czlowiekiem pod Jego wpływem.
Mam cel w zyciu, mam zasady i nimi sie kieruję. Nie chcę nikogo obrazać jak robia to niektóre tu osoby...
Wiara jest czlowiekowi potrzebna, bo pozwala widzieć świat i ludzi w innych kolorach i czuc się szczęśliwym
Warto wierzyć bo Bóg zawsze cię wysłucha a wszystko zależy od nas co z ta wiarą zrobimy, jak ją wykorzystamy. Jak widac wiele ludzi nie porafi tego wykorzystac i stają się pełni żalu do Boga-nie wiadomo dlaczego a warto czasem przyjrzec sie swojemu zachowaniu...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

rozumek
>Warto wierzyć bo Bóg zawsze cię wysłucha a wszystko zależy
>od nas co z ta wiarą zrobimy, jak ją wykorzystamy. Jak
>widac wiele ludzi nie porafi tego wykorzystac i stają się
>pełni żalu do Boga-niewiadomo dlaczego a warto czasem
>przyjrzec sie swojemu zachowaniu...
Wierzyć w Boga, z wszelką pewnością warto, ale czy nie wolałabyś, by zawsze wysłuchali Cię raczej bliźni i Ty sama, niż tylko Bóg? Ja tam wolę takiego Boga, który mi to umożliwi. I kościół, w którym wiarę w takiego się wyznaje. Nie przeszkadza mi, że jest to kosciół nieformalny.
joice
>Uważam z calym przekonaniem, że warto wierzyć a po
>przeczytaniu tekstów paru osób jeszcze bardziej utiwerdzam
ja natomiast po przeczytaniu niektorych komentarzach utwierdzam sie ze odejscie od doktryny bylo jednym z najrozsadniejszych posuniec w moim zyciu
>sie w tym przekonaniu. Nie ma znaczenia w jakiego Boga
>wierzę, ważne jakim staje sie czlowiekiem pod Jego wpływem.
zgadzam sie.lecz bogiem kazdego czlowieka jest jego rozum.
>Mam cel w zyciu, mam zasady i nimi sie kieruję. Nie chcę
>nikogo obrazać jak robia to niektóre tu osoby...
zgoda
>Wiara jest czlowiekowi potrzebna, bo pozwala widzieć świat
>i ludzi w innych kolorach i czuc się szczęśliwym
zgoda,nie wolno nie wierzyc w nic( nawet siebie)
>Warto wierzyć bo Bóg zawsze cię wysłucha a wszystko zależy
>od nas co z ta wiarą zrobimy, jak ją wykorzystamy. Jak
>widac wiele ludzi nie porafi tego wykorzystac i stają się
>pełni żalu do Boga-niewiadomo dlaczego a warto czasem
>przyjrzec sie swojemu zachowaniu...
jaki bog? to jest akurat juz fantazjowanie.bogiem kazdego jest jego rozum.a jesli dzieki zwyklej emaptii osiagniemy szczescie na tym swiecie kieruja sie zasada nie rob drugiemu co tobie niemile to uwazam,spokoj ducha mamy zapewniony...
i zadnych jezusow czy jahvow nie trzeba sobie do tego spokoju dorabiac..
rozumek
>jaki bog? to jest akurat juz fantazjowanie.bogiem kazdego jest jego rozum.a jesli dzieki zwyklej emaptii osiagniemy szczescie na tym swiecie kieruja sie zasada nie rob drugiemu co tobie niemile to uwazam,spokoj ducha mamy zapewniony...
>i zadnych jezusow czy jahvow nie trzeba sobie do tego spokoju dorabiac..
Wiesz, joice, Tobie to przykazanie wystarczy. Dla katolika, to stanowczo za mało. Jemu trzeba zabronić robić z bliźnim, co mu miło, bo im jest miło rządzić Światem, pomawiać innych o własne grzchy i zawłaszczać sobie cudze zasługi (a nawet cudzego Boga).
Sapczyńska (39 punktów)
>>jaki bog? to jest akurat juz fantazjowanie.bogiem kazdego jest jego rozum.a jesli dzieki zwyklej emaptii osiagniemy szczescie na tym swiecie kieruja sie zasada nie rob drugiemu co tobie niemile to uwazam,spokoj ducha mamy zapewniony...
>>i zadnych jezusow czy jahvow nie trzeba sobie do tego spokoju dorabiac..
>Wiesz, joice, Tobie to przykazanie wystarczy. Dla katolika, to stanowczo za mało. Jemu trzeba zabronić robić z bliźnim, co mu miło, bo im jest miło rządzić Światem, pomawiać innych o własne grzchy i zawłaszczać sobie cudze zasługi (a nawet cudzego Boga).>
Co ty gadasz? Wydaje mi się, że to ty masz wielka ochotę rzadzic Światem, a jakis procent zasług przypada katolikom i ateisci sobie je przywłaszczają i wykorzystuja.
rozumek
>Co ty gadasz? Wydaje mi się, że to ty masz wielka ochotę rzadzic Światem, a jakis procent zasług przypada katolikom i ateisci sobie je przywłaszczają i wykorzystuja.
Co Ty gadasz? Wydaje mi się, że ateistów w ogóle nie ma. Są tylko teiści (niekiedy ich bożkiem jest ateizm) i ludzie wierzący w Boga prawdziwego. Ci ostatni, z wszelką pewnoiścią do rządzenia Światem nie przejawiają najmniejszej ochoty. Pozostawiają to zadanie Bogu i teistom. Sami, współpracują z Bogiem, zamiast z teistami. Gdyby przyszła mi ochota na rządzenie Światem, to przecież trafić do seminarium, nie tak trudno, a papieżem była podobno nawet kobieta. Nieprawdaż?
Pawlosky (44 punktów)
>Co Ty gadasz? Wydaje mi się, że ateistów w ogóle nie ma. Są tylko teiści (niekiedy ich bożkiem jest ateizm) i ludzie wierzący w Boga prawdziwego. Ci ostatni, z wszelką pewnoiścią do rządzenia Światem nie przejawiają najmniejszej ochoty. Pozostawiają to zadanie Bogu i teistom.

Czy naprawdę to, że jestem teistą oznacza, że moim zadaniem jest rządzić światem?

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
rozumek
>Czy naprawdę to, że jestem teistom oznacza, że moim zadaniem jest rządzić światem?
Nie zadaniem, bo to zadanie Boga, tylko aspiracją. Masz też aspiracje Boga opisywać i innym dowodzić, zamiast mu służyć. Służyć wolisz wspólnocie religijnej niż Bogu. Po prostu, wolisz, żeby to Bóg Tobie i Twojej wspólnocie służył, niż wspólnota jemu.
To wszystko, oczywiście pod warunkiem, że to samo rozumiemy pod określeniem "teista".
Pawlosky (44 punktów)
>Nie zadaniem, bo to zadanie Boga, tylko aspiracją. Masz też aspiracje Boga opisywać i innym dowodzić, zamiast mu służyć. Służyć wolisz wspólnocie religijnej niż Bogu. Po prostu, wolisz, żeby to Bóg Tobie i Twojej wspólnocie służył, niż wspólnota jemu.
Nie możesz wiedzieć czy ja wolę służyć Bogu czy też wspólnocie.

Czy osoba wierząca w Boga Prawdziwego nie jest teistą?


omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
rozumek
>>Nie zadaniem, bo to zadanie Boga, tylko aspiracją. Masz też aspiracje Boga opisywać i innym dowodzić, zamiast mu służyć. Służyć wolisz wspólnocie religijnej niż Bogu. Po prostu, wolisz, żeby to Bóg Tobie i Twojej wspólnocie służył, niż wspólnota jemu.
>Nie możesz wiedzieć czy ja wolę służyć Bogu czy też wspólnocie.
Mogę, bo służąc Bogu, masz służyć wspólnocie obywatelskiej, a nie religijnej. Służąc religijnej, zdradzasz obywatelską. Zamiast wspólnotę założyć z sąsiadem, bezwyznaniowcem i porządnym człowiekiem, wpisujesz się do wspólnoty z byle kim.
>Czy osoba wierząca w Boga Prawdziwego nie jest teistą?
Byłaby, gdyby nie ci, którzy wierząc w własnego (indywidualnego) wyznają prawdziwego (wspólnego). Byłaby, gdyby nie kłamstwa wyznawców różnych religii. To oni nie są teistami, bo wierzą w fałsz i jego boga. Skoro religie zawłaszczyły dla swoich wyznawców zarówno to miano, jak samego Boga, nie pozostaje nic innego, jak przypisać sobie inne (np. realisty, racjonalisty, ateisty itp.)
Sapczyńska (39 punktów)
>>Uważam z calym przekonaniem, że warto wierzyć a po
>>przeczytaniu tekstów paru osób jeszcze bardziej utiwerdzam
>ja natomiast po przeczytaniu niektorych komentarzach utwierdzam sie ze odejscie od doktryny bylo jednym z najrozsadniejszych posuniec w moim zyciu

Mam pytanie: dlaczego odejście od doktryny bylo jednym z najrozsądniejszych posunięć w twoim życiu?
rozumek
>Mam pytanie: dlaczego odejście od doktryny bylo jednym z najrozsądniejszych posunięć w twoim życiu?
Dlatego, że dzięki temu, mogła uwierzyć w Boga prawdziwego, chociaż go nie wyznaje. Dzięki temu, praktykuje chrześcijaństwo, a nie przeciwny mu katolicyzm.
Pawlosky (44 punktów)
>>Mam pytanie: dlaczego odejście od doktryny bylo jednym z najrozsądniejszych posunięć w twoim życiu?
>Dlatego, że dzięki temu, mogła uwierzyć w Boga prawdziwego, chociaż go nie wyznaje. Dzięki temu, praktykuje chrześcijaństwo, a nie przeciwny mu katolicyzm.

Jak miło usłyszeć, że jesteś chrześcijaninem. Czy jesteś wolnowyznaniowcem czy też należysz do jakiejś wspólnoty?

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
rozumek
>Jak miło usłyszeć, że jesteś chrześcijaninem. Czy jesteś wolnowyznaniowcem czy też należysz do jakiejś wspólnoty?
Należę do różnych wspólnot (rodzinnej, narodowej, wielu obywatelskich). Do religijnych i politycznych nie należę, bo to przeciwne chrześcijaństwu.
quasar (219 punktów)
> Nie ma znaczenia w jakiego Boga
>wierzę, ważne jakim staje sie czlowiekiem pod Jego wpływem.
I tak oto powstała nam nowa religia, bo inne mają trochę inne zasady ("tylko w kościele zbawienie", "jeden jest bóg allah").
Własnowierstwo jest w modzie jak widzę

>Mam cel w zyciu, mam zasady i nimi sie kieruję. Nie chcę
>nikogo obrazać jak robia to niektóre tu osoby...
Skoro masz zasady to zdobądź jeszcze przekonanie o tym, że one są właściwe. Wtedy sztuczne uzasadnianie ich bogiem nie będzie potrzebne.

>Wiara jest czlowiekowi potrzebna, bo pozwala widzieć świat
>i ludzi w innych kolorach i czuc się szczęśliwym
Hehehe mam znajomych, którzy widzą świat w różowych kolorach i są szczęśliwi bez boga, wystarcza im tylko jakieś ziele.
Uważasz, że ludzie niewierzący to ponuracy?

>Warto wierzyć bo Bóg zawsze cię wysłucha a wszystko zależy
>od nas co z ta wiarą zrobimy,
Do tego, żeby nas wysłuchać to musiałby istnieć! Istnienie boga nie zależy od tego czy ludzie mają potrzebę by istniał!
FilipP
>Do tego, żeby nas wysłuchać to musiałby istnieć! Istnienie boga nie zależy od tego czy ludzie mają potrzebę by istniał!

Tak czy inaczej warto w niego wierzyć.
Mam do was takie pytanie. Ale proszę, nie bądźcie odrazu kontra.
Uwierzylibyście w Boga, gdyby ten do was "przyszedł"?
bezenność w sieci
>>Do tego, żeby nas wysłuchać to musiałby istnieć! Istnienie boga nie zależy od tego czy ludzie mają potrzebę by istniał!
>Tak czy inaczej warto w niego wierzyć.
>Mam do was takie pytanie. Ale proszę, nie bądźcie odrazu kontra.
>Uwierzylibyście w Boga, gdyby ten do was "przyszedł"?
Żartujesz? Pierwszym krokiem ateisty byłoby szukanie numeru w książce telefonicznej do psychiatry.
Jeśli istnieje, to nie przyjdzie, bo to już nie byłaby wiara. Po śmierci huu huu kto wie...
rozumek
>Mam do was takie pytanie. Ale proszę, nie bądźcie odrazu kontra.
>Uwierzylibyście w Boga, gdyby ten do was "przyszedł"?
Wolę nie czekać (szczególnie razem z katolikami), wolę ,razem z ludźmi różnych wyznań, wyjść mu naprzeciw i wierzyć w rewizytę.
FilipP
>>Uwierzylibyście w Boga, gdyby ten do was "przyszedł"?
>Wolę nie czekać (szczególnie razem z katolikami), wolę ,razem z ludźmi różnych wyznań, wyjść mu naprzeciw i wierzyć w rewizytę.

No to przynajmniej pozytywna reakcja. Tylko proszę, nie dyskryminuj katolików, bo ja też nim jestem.
Nie mieszajcie też katolików, których na świecie jest nie mało, z Bogiem i Jezusem Chrystusem.
Nie ma się też co dziwić, że są katolicy, którzy dyskryminują, wyzywają, kłamią itd., są katolikami być może po to, żeby tak też nie robić. Bycie katolikiem do niczego za bardzo nie zobowiązuje.
rozumek
>>>Uwierzylibyście w Boga, gdyby ten do was "przyszedł"?
>>Wolę nie czekać (szczególnie razem z katolikami), wolę ,razem z ludźmi różnych wyznań, wyjść mu naprzeciw i wierzyć w rewizytę.
>No to przynajmniej pozytywna reakcja. Tylko proszę, nie dyskryminuj katolików, bo ja też nim jestem.
To nie ja (i ludzie innych wyznań) Was dyskryminują, ale Wy mnie (i ich). Robicie to, wmawiając, że skoro nie przyznaję się do Waszego kościoła (w którym roi się od grzeszników), nie wierzę w Boga. Udało się Wam, przez lata utrzymywać mnie w przekonaniu o własnym ateiźmie (bo, rozwiązać "zagadki" Trójcy Świętej, zdaniem katolików się nie da w żaden sposób, a Boga prawdziwego nie ma bo go ukrzyżowano).
>Nie mieszajcie też katolików, których na świecie jest nie mało, z Bogiem i Jezusem Chrystusem.
Nie da się pomieszać wszystkich katolików z chrześcijanami, którzy nie mieszają niczego z niczym. Nie da się też nie zauważyć, kto miesza katolikom wszystko ze wszystkim innym, a w szczególności, dobro ze złem. Chrześcijanin, tym różni się od katolika, że o nic Boga nie prosi (nie modli się do niego), a zamiast tego, spełnia jego "prośby". Nie uważasz, że to zasadnicza różnica?
>Nie ma się też co dziwić, że są katolicy, którzy dyskryminują, wyzywają, kłamią itd., są katolikami być może po to, żeby tak też nie robić. Bycie katolikiem do niczego za bardzo nie zobowiązuje.
Bycie chrześcijaninem, tak. I za nic nim nie zostaniesz, zanim się nie zobowiążesz (zanim nie przestaniesz być katolikiem, zobowiązanym do modlitwy, zamiast pracy).
Pawlosky (44 punktów)
>>No to przynajmniej pozytywna reakcja. Tylko proszę, nie dyskryminuj katolików, bo ja też nim jestem.
>To nie ja (i ludzie innych wyznań) Was dyskryminują, ale Wy mnie (i ich). Robicie to, wmawiając, że skoro nie przyznaję się do Waszego kościoła (w którym roi się od grzeszników)
Wszędzie roi się od grzeszników. Ja ciebie nie dyskryminuję.

>nie wierzę w Boga. Udało się Wam, przez lata utrzymywać mnie w przekonaniu o własnym ateiźmie (bo, rozwiązać "zagadki" Trójcy Świętej, zdaniem katolików się nie da w żaden sposób, a Boga prawdziwego nie ma bo go ukrzyżowano).
ja tak nie mówię i nie znam nikogo kto by tak mówił, ale napewno tacy są.

>>Nie mieszajcie też katolików, których na świecie jest nie mało, z Bogiem i Jezusem Chrystusem.
>Nie da się pomieszać wszystkich katolików z chrześcijanami, którzy nie mieszają niczego z niczym. Nie da się też nie zauważyć, kto miesza katolikom wszystko ze wszystkim innym, a w szczególności, dobro ze złem. Chrześcijanin, tym różni się od katolika, że o nic Boga nie prosi (nie modli się do niego), a zamiast tego, spełnia jego "prośby". Nie uważasz, że to zasadnicza różnica?
Modlitwa Ojcze Nasz dotyczy wszystkich chrześcijan. Nie znam dokładnie wszystkich różnic. Wydaje mi się, że to bardzo dobra postawa. Nikt mnie nie zmusza, abym Boga tylko prosił, a Jego próśb nie spełniał.
Czy chesz przez to powiedzieć: katolicy - nie, reszta chrześcijan - okej?

>>Nie ma się też co dziwić, że są katolicy, którzy dyskryminują, wyzywają, kłamią itd., są katolikami być może po to, żeby tak też nie robić. Bycie katolikiem do niczego za bardzo nie zobowiązuje.
>Bycie chrześcijaninem, tak. I za nic nim nie zostaniesz, zanim się nie zobowiążesz (zanim nie przestaniesz być katolikiem, zobowiązanym do modlitwy, zamiast pracy).
Katolik to też chrześcijanin. Źle mnie zrozumiałeś.

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
rozumek
>Wszędzie roi się od grzeszników. Ja ciebie nie dyskryminuję.
Ale ja dyskryminuję grzeszników, którzy dyskryminują innych. Ty ich popierasz.
>ja tak nie mówię i nie znam nikogo kto by tak mówił, ale napewno tacy są.
Ale tak naucza KK. Widocznie nie znasz jego nauk i nie po nauki chodzisz do kościoła. Więc po co?
>Modlitwa Ojcze Nasz dotyczy wszystkich chrześcijan. Nie znam dokładnie wszystkich różnic. Wydaje mi się, że to bardzo dobra postawa. Nikt mnie nie zmusza, abym Boga tylko prosił, a Jego próśb nie spełniał.
A mnie nikt nie zmusi, żeby o cokolwiek go prosić. Nie muszę prosić by stała się jego wola, bo wierzę, że i tak się stanie, a zależna będzie nie od modlitw, ale od rodzaju i aktywności mojego uczestnictwa w jej realizacji.
>Czy chesz przez to powiedzieć: katolicy - nie, reszta chrześcijan - okej?
Chcę powiedzieć: wyznawcy religji (wszelkich) - nie, wierzący - OK.
>Katolik to też chrześcijanin.
Tylko czasem i przez przypadek.
> Źle mnie zrozumiałeś.
A ja myślę, że dobrze. Myślę, że nie rozumiesz chrześcijan i chrześcijaństwa, choć być może, sam nim jesteś (mimo biegania do kościoła, jakby Boga nie było w niebie, na....).
Pawlosky (44 punktów)
>>Wszędzie roi się od grzeszników. Ja ciebie nie dyskryminuję.
>Ale ja dyskryminuję grzeszników, którzy dyskryminują innych. Ty ich popierasz.
Ja popieram grzeszników, którzy dyskryminują innych?
Na pewno nie. I nikt mnie do tego nie zmusi .
Wydaje mi się, że dyskryminacja nie jest rozwiązaniem.

>>ja tak nie mówię i nie znam nikogo kto by tak mówił, ale napewno tacy są.
>Ale tak naucza KK. Widocznie nie znasz jego nauk i nie po nauki chodzisz do kościoła. Więc po co?
Z tego wynika, że Kościół Katolicki utrzymywał ciebie w ateizmie. To, że tak nie mówię, na pewno nie oznacza, że do kościoła nie chodzę po nauki.

>Nie muszę prosić by stała się jego wola, bo wierzę, że i tak się stanie, a zależna będzie nie od modlitw, ale od rodzaju i aktywności mojego uczestnictwa w jej realizacji.
Zgadzam się z tym.

>>Katolik to też chrześcijanin.
>Tylko czasem i przez przypadek.
Z tym się nie zgadzam.

>> Źle mnie zrozumiałeś.
>A ja myślę, że dobrze.
Już ja wiem co miałem na myśli.

Pozdrowienia

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
rozumek
>>Ale ja dyskryminuję grzeszników, którzy dyskryminują innych. Ty ich popierasz.
>Ja popieram grzeszników, którzy dyskryminują innych?
>Na pewno nie. I nikt mnie do tego nie zmusi .
I nie przekazujesz im w czasie mszy znaku pokoju?
>Wydaje mi się, że dyskryminacja nie jest rozwiązaniem.
To zależy, czego rozwiązaniem. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o złodziejstwo i bandytyzm, to jest to jedyne rozwiązanie słuszne. Widzisz jakieś inne? Jesteś za tym, żeby złodziei wyrżnąć? Ja wolę ograniczyć się do przekazywania im całkiem innych znaków niż znak pokoju.
>Z tego wynika, że Kościół Katolicki utrzymywał ciebie w ateizmie. To, że tak nie mówię, na pewno nie oznacza, że do kościoła nie chodzę po nauki.
Nikt mnie w prawdziwym ateizmie nie utrzymywał, bo w prawdziwym, to KK utrzymuje większość swoich wyznawców. Mnie sprowokował tylko do fałszywego wyznawania ateizmu.
>>>Katolik to też chrześcijanin.
>>Tylko czasem i przez przypadek.
>Z tym się nie zgadzam.
Masz prawo, wszystkim swoim współwyznawcom przypisać miano chrześcijan (a nawet mnie go odmówić). Ja uważam, że lepiej (bezpieczniej) ci nie wierzyć. Podejrzewam, że w tym przypadku, Twoje wyznanie wiary jest fałszywe (nie wierzę, że wierzysz w ich chrześcijaństwo).
>> Źle mnie zrozumiałeś.
>>A ja myślę, że dobrze.
>Już ja wiem co miałem na myśli.
A ja wiem, co mój rozumek zrozumiał.
>Pozdrowienia
Wzajemnie
truthsearcher (437 punktów)

>Uwierzylibyście w Boga, gdyby ten do was "przyszedł"?

Jak przyszedl, zapukal do drzwi i ,,czesc jestem bogiem,, ...
zapytalbym czy potrafi sprawic by bog przestal istniec , a nastepnie by znowu sie pojawil i zaczal istniec.
bezsenność w sieci
>I tak oto powstała nam nowa religia, bo inne mają trochę inne zasady ("tylko w kościele zbawienie", "jeden jest bóg allah").
tak czy tak, teizm, ateizm, tak jak sens życia zawsze będą subiektywne. Tak jak nie ma huru jednomyślnych ateistów, tak i również wierzących.
>Skoro masz zasady to zdobądź jeszcze przekonanie o tym, że one są właściwe. Wtedy sztuczne uzasadnianie ich bogiem nie będzie potrzebne.
Racja!!! sztuczne nie, lecz prawdziwe.
>Hehehe mam znajomych, którzy widzą świat w różowych kolorach i są szczęśliwi bez boga, wystarcza im tylko jakieś ziele.
Pogratulować przykładu
>Uważasz, że ludzie niewierzący to ponuracy?
Ponuracy występują w obu grupach.
>Do tego, żeby nas wysłuchać to musiałby istnieć!
Może istnieje
>Istnienie boga nie zależy od tego czy ludzie mają potrzebę by istniał!
Jak i nieistnienie wynikające z potrzeby ateistów.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Nieistnienie Boga jako potrzeba ateistów?!
bezsenność w sieci
>Nieistnienie Boga jako potrzeba ateistów?!

Jeśli sama myśl o istnieniu stwórcy, opiekuna, kogoś kto mógłby dać wam dar rozumu powoduje dyskomfort psychiczny zaczynacie odrzucać istnienie jakiegokolwiek bóstwa.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli sama myśl o istnieniu stwórcy, opiekuna, kogoś kto mógłby dać wam dar rozumu powoduje dyskomfort psychiczny zaczynacie odrzucać istnienie jakiegokolwiek bóstwa.
Wcale nie odrzucamy. Nie postulujemy. Wyczuwasz subtelną różnicę?
bezsenność w sieci
>Wcale nie odrzucamy. Nie postulujemy. Wyczuwasz subtelną różnicę?
U niektórych ateistów tak, u innych wręcz przeciwnie.
quasar (219 punktów)
>>Hehehe mam znajomych, którzy widzą świat w różowych kolorach i są szczęśliwi bez boga, wystarcza im tylko jakieś ziele.
>Pogratulować przykładu
I to zastanawiające jak jeden rodzaj uzależnienia jest traktowany poważnie a drugi traktowany z uśmiechem, mimo, że między nimi nie ma żadnej różnicy (narkoman to narkoman)
bezsenność w sieci
>I to zastanawiające jak jeden rodzaj uzależnienia jest traktowany poważnie a drugi traktowany z uśmiechem, mimo, że między nimi nie ma żadnej różnicy (narkoman to narkoman)
Że też Kotański nas pominął...
A czy Ty nie masz czasem uzależnienia od wmawiania uzależnień
quasar (219 punktów)
>Że też Kotański nas pominął...
Jeszcze wszystko przed wami
Sapczyńska (39 punktów)
>>>Hehehe mam znajomych, którzy widzą świat w różowych kolorach i są szczęśliwi bez boga, wystarcza im tylko jakieś ziele.
Mylisz pojęcia bo szczęscie, które daje jakies ziele to nie to szczęście, ktore daje Bóg!
quasar (219 punktów)
>>>>Hehehe mam znajomych, którzy widzą świat w różowych kolorach i są szczęśliwi bez boga, wystarcza im tylko jakieś ziele.
>Mylisz pojęcia bo szczęscie, które daje jakies ziele to nie to szczęście, ktore daje Bóg!
O a to są różne rodzaje szczęścia? I wnioskuję, że jedno szczęście może być lepsze od drugiego skoro je rozróżniasz?
Pawlosky (44 punktów)
>O a to są różne rodzaje szczęścia? I wnioskuję, że jedno szczęście może być lepsze od drugiego skoro je rozróżniasz?

Szczęście... właściwie to samo.
Tyle że w pierwszym przypadku palisz ziele. W drugim nie.
Wyczuwasz subtelną różnicę?

Pozdrowienia

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
quasar (219 punktów)
>Tyle że w pierwszym przypadku palisz ziele. W drugim nie.
>Wyczuwasz subtelną różnicę?
W jednym przypadku palisz ziele, w drugim jest bóg
Pawlosky (44 punktów)
>>Tyle że w pierwszym przypadku palisz ziele. W drugim nie.
>>Wyczuwasz subtelną różnicę?
>W jednym przypadku palisz ziele, w drugim jest bóg

Heh

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
sininen (72 punktów)
>>Tyle że w pierwszym przypadku palisz ziele. W drugim nie.
>>Wyczuwasz subtelną różnicę?
>W jednym przypadku palisz ziele, w drugim jest bóg

A tak poza tym jedno trwa parę chwil, drugie może potrwać trochę dłużej i mniej kosztuje
rozumek
>>W jednym przypadku palisz ziele, w drugim jest bóg
>A tak poza tym jedno trwa parę chwil, drugie może potrwać trochę dłużej i mniej kosztuje
To drugie, dotyczy tylko chrześcijan (trwa wiecznie i za darmo). U katolików, zwykle jest inaczej. Trwa 1godz/tydzień i trzeba coś wrzucić na tacę (o gustach się nie dyskutuje - skoro to ich uszczęśliwia..)
bezsenność w sieci
>W jednym przypadku palisz ziele, w drugim jest bóg
w trzecim jesteś ateistą
Sapczyńska (39 punktów)
>>>>>Hehehe mam znajomych, którzy widzą świat w różowych kolorach i są szczęśliwi bez boga, wystarcza im tylko jakieś ziele.
>>Mylisz pojęcia bo szczęscie, które daje jakies ziele to nie to szczęście, ktore daje Bóg!
>O a to są różne rodzaje szczęścia? I wnioskuję, że jedno szczęście może być lepsze od drugiego skoro je rozróżniasz?
Jesli ktoś bierze narkotyki to zadnego szczęscia nie osiąga
quasar (219 punktów)
>Jesli ktoś bierze narkotyki to zadnego szczęscia nie osiąga
To jak nazwać to co osiąga?
Pawlosky (44 punktów)
>>Jesli ktoś bierze narkotyki to zadnego szczęscia nie osiąga
>To jak nazwać to co osiąga?

Substancje psychozomimetyczne powodują halucynacje, zmiany percepcji, w rzadkich przypadkach zaburzenia psychotyczne.
Marihuana ma działanie psychotropowe, jak również uspokajające i przeciwbólowe, pobudzające apetyt.

>I wnioskuję, że jedno szczęście może być lepsze od drugiego skoro je rozróżniasz?

Jasne, że jedno szczęście może być lepsze od drugiego.
Raczej bardzie nasilone, skondensowane .

Jednak czymś cenniejszym jest bycie szczęśliwym bez żadnych substancji psychozomimetycznych niż z nimi.

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
sininen (72 punktów)
>>Jesli ktoś bierze narkotyki to zadnego szczęscia nie osiąga
>To jak nazwać to co osiąga?
>
ekstaza - to samo w przypadku zaaplikowania sobie sporej dawki wiary w Boga
Sapczyńska (39 punktów)
>>>>>Hehehe mam znajomych, którzy widzą świat w różowych kolorach i są szczęśliwi bez boga, wystarcza im tylko jakieś ziele.
>>Mylisz pojęcia bo szczęscie, które daje jakies ziele to nie to szczęście, ktore daje Bóg!
>O a to są różne rodzaje szczęścia? I wnioskuję, że jedno szczęście może być lepsze od drugiego skoro je rozróżniasz?
Szczęścia nie muszę rozróżniać bo ziela nie biorę pod uwagę, bo to cholerstwo i każdy normalny czlowiek o tym wie
truthsearcher (437 punktów)
>>>>>Hehehe mam znajomych, którzy widzą świat w różowych kolorach i są szczęśliwi bez boga, wystarcza im tylko jakieś ziele.
>>Mylisz pojęcia bo szczęscie, które daje jakies ziele to nie to szczęście, ktore daje Bóg!
>O a to są różne rodzaje szczęścia? I wnioskuję, że jedno szczęście może być lepsze od drugiego skoro je rozróżniasz?

Szczescie jest jedno, sle ma rozne odcienie. Niewazne ktory odcien jest lepszy, bo to i tak tylko cienie tego PRAWDZIWEGO SZCZESCIA. Materialne ziele daje chyba wiecej cienia niz niematerialny bog.
truthsearcher (437 punktów)
>>>Hehehe mam znajomych, którzy widzą świat w różowych kolorach i są szczęśliwi bez boga, wystarcza im tylko jakieś ziele.
>>Pogratulować przykładu
>I to zastanawiające jak jeden rodzaj uzależnienia jest traktowany poważnie a drugi traktowany z uśmiechem, mimo, że między nimi nie ma żadnej różnicy (narkoman to narkoman)

racja, wiara to opium dla ludu...
stormrider (206 punktów)
> Istnienie boga nie zależy od tego czy ludzie mają potrzebę by istniał!

A skąd to wiesz?

_________________________________________________________________
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>> Istnienie boga nie zależy od tego czy ludzie mają potrzebę by istniał!
>A skąd to wiesz?
A skąd Ty wiesz, że tak nie jest? Skąd wiesz, że Wszechświat istnieje z ludzkiej potrzeby?
stormrider
>>> Istnienie boga nie zależy od tego czy ludzie mają potrzebę by istniał!
>>A skąd to wiesz?
>A skąd Ty wiesz, że tak nie jest? Skąd wiesz, że Wszechświat istnieje z ludzkiej potrzeby?

Nie wiem tego, dlatego nie wypowiedam kategorycznych sądów, stwierdzając że coś jest, lub czegoś nie ma.

_______________________________________________________________________
>_
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>>>> Istnienie boga nie zależy od tego czy ludzie mają potrzebę by istniał!
>>>A skąd to wiesz?
>>A skąd Ty wiesz, że tak nie jest? Skąd wiesz, że Wszechświat istnieje z ludzkiej potrzeby?
>Nie wiem tego, dlatego nie wypowiedam kategorycznych sądów, stwierdzając że coś jest, lub czegoś nie ma.
To rzeczywiście nie wiesz ABSOLUTNIE nic. Naprawdę nie potrafisz odróżnić tego co jest, było, lub będzie, od tego, co Ci się śniło? Nie mogę uwierzyć w to, że tacy jak Ty SĄ. Sądzisz, że Was jest więcej? Żeby potrafić powstrzymać się od twierdzenia (kategorycznego), że się żyje (istnieje)!! No,no - naprawdę zdumiewające. Niesamowicie skromnym musisz być człowiekiem.
Pawlosky (44 punktów)
>To rzeczywiście nie wiesz ABSOLUTNIE nic.

Styl twojej wypowiedzi świadczy o tobie.

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
rozumek
>>To rzeczywiście nie wiesz ABSOLUTNIE nic.
>Styl twojej wypowiedzi świadczy o tobie.
Może nie tyle o mnie, co o treści mojej odpowiedzi. A o czym innym miałby świadczyć? Przecież nie o rozmówcy i treściach, jakie on wyraża.
Pawlosky (44 punktów)
>>>To rzeczywiście nie wiesz ABSOLUTNIE nic.
>>Styl twojej wypowiedzi świadczy o tobie.
>Może nie tyle o mnie, co o treści mojej odpowiedzi.
Nie mam zamiaru nikogo urażać. Przyznam, że mi też się zdarza powiedzieć coś nie w porządku i zgadzam się z tym, że po stylu mojej wypowiedzi można zinterpretować moje aktualne samopoczucie itp.
Ale - Styl wypowiedzi nie świadczy o jej treści.

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
rozumek
>Ale - Styl wypowiedzi nie świadczy o jej treści.
Wypowiedzi, może nie. Odpowiedzi - tak.
stormrider napisał: "nie wypowiedam kategorycznych sądów, stwierdzając że coś jest, lub czegoś nie ma".
To zdanie (nie jego styl, ale treść) świadczy o tym, że nie ma zdania na temat istnienia czegokolwiek (nawet jego samego i czytanych przez niego książek). Czy nie mając kategorycznego zdania na temat istnienia czegokolwiek, można czegokolwiek się dowiedzieć? Mnie wydaje się to niemożliwe i nie wiem, jaki styl wyrażenia moich wątpliwości bardziej by Ci odpowiadał i lepiej o niej (i mnie) świadczył.
stormrider (206 punktów)
>>>>> Istnienie boga nie zależy od tego czy ludzie mają potrzebę by istniał!
>>>>A skąd to wiesz?
>>>A skąd Ty wiesz, że tak nie jest? Skąd wiesz, że Wszechświat istnieje z ludzkiej potrzeby?
>>Nie wiem tego, dlatego nie wypowiedam kategorycznych sądów, stwierdzając że coś jest, lub czegoś nie ma.
>To rzeczywiście nie wiesz ABSOLUTNIE nic. Naprawdę nie potrafisz odróżnić tego co jest, było, lub będzie, od tego, co Ci się śniło? Nie mogę uwierzyć w to, że tacy jak Ty SĄ. Sądzisz, że Was jest więcej? Żeby potrafić powstrzymać się od twierdzenia (kategorycznego), że się żyje (istnieje)!! No,no - naprawdę zdumiewające. Niesamowicie skromnym musisz być człowiekiem.

Co innego kategorycznie twierdzić, że istnieje się samemu, a co innego kategorycznie twierdzić, że istnieje coś na co nie ma się dowodów. Myślę, że jest spora grupka osób myślących podobnie... I nie wiem czy jestem skromnym człowiekiem, to względne pojęcie.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>Co innego kategorycznie twierdzić, że istnieje się samemu, a co innego kategorycznie twierdzić, że istnieje coś na co nie ma się dowodów.
>A na istnienie czego dowodów Ci brakuje? Mnie brakuje tylko dowodów na to, że religijni ludzie wierzą w Boga, czyli jakiekolwiek związki przyczynowo skutkowe.
>Myślę, że jest spora grupka osób myślących podobnie...
A jak wspólnie pomyślicie, że nie ma żadnych związków przyczynowo skutkowych między czymkolwiek, a czymkolwiek innym, to stanie się wola Wasza i białe zamieni się w czarne?
Tak jakoś mi sie wydaje, że ani teiści (jako grupa) nie przekonają mnie, że wierzą w Boga (prawdziwego), ani ateiści (jako grupa), że Go nie ma.
stormrider (206 punktów)
>>Co innego kategorycznie twierdzić, że istnieje się samemu, a co innego kategorycznie twierdzić, że istnieje coś na co nie ma się dowodów.
>A na istnienie czego dowodów Ci brakuje?

Na istnienie boga.

>Tak jakoś mi sie wydaje, że ani teiści (jako grupa) nie przekonają mnie, że wierzą w Boga (prawdziwego), ani ateiści (jako grupa), że Go nie ma.

No tak, Ty wiesz swoje a to co wiesz to czysty absolut... A druga sprawa; to nie zaliczam siebie ani do teistów ani ateistów.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>>A na istnienie czego dowodów Ci brakuje?
>Na istnienie boga.
Jakiego? Czyjego? Którego?
>No tak, Ty wiesz swoje a to co wiesz to czysty absolut...
Co za bzdura. Czy NIC to absolut? Mylisz absolut z niczym, a wiarę z wiedzą.
Wierzę w związki przyczynowo-skutkowe (logikę), a to rzeczywiście absolut. Wiem, że wierzę. I wiem, że nic nie wiem. I to cała moja wiedza.
>A druga sprawa; to nie zaliczam siebie ani do teistów ani ateistów.
Jedyna grupa światopoglądowa, do której ja mogę siebie zaliczyć, to homo sapiens.
stormrider (206 punktów)
>>>A na istnienie czego dowodów Ci brakuje?
>>Na istnienie boga.
>Jakiego? Czyjego? Którego?

To Ty cały czas próbujesz mnie przekonac do istnienia jakiegoś boga. Ciągle mówisz, że wiesz, że on mnie osądzi i takie tam.

>>No tak, Ty wiesz swoje a to co wiesz to czysty absolut...
>Co za bzdura. Czy NIC to absolut? Mylisz absolut z niczym, a wiarę z wiedzą.

Chyba na odwrót, to Ty ciągle próbujesz mnie przekonać do obiektów swojej wiary, które traktujesz jak czystą, niewątpliwą wiedzę.

>Wierzę w związki przyczynowo-skutkowe (logikę), a to rzeczywiście absolut.

Właśnie powiedziałeś co to jest absolut, jak to się ma do poniższego "wiem że nic nie wiem"? To w końcu wiesz co to jest absolut czy też nie wiesz nic? znać absolut to zdaje się wiedzieć wszystko?

>Wiem, że wierzę. I wiem, że nic nie wiem. I to cała moja wiedza.
>>A druga sprawa; to nie zaliczam siebie ani do teistów ani ateistów.
>Jedyna grupa światopoglądowa, do której ja mogę siebie zaliczyć, to homo sapiens.

Homo sapiens to nie jest grupa światopoglądowa tylko nazwa gatunku.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>>>>A na istnienie czego dowodów Ci brakuje?
>>>Na istnienie boga.
>>Jakiego? Czyjego? Którego?
>To Ty cały czas próbujesz mnie przekonac do istnienia jakiegoś boga. Ciągle mówisz, że wiesz, że on mnie osądzi i takie tam.
Bo wiem, w jakiego ja wierzę (prawdziwego). Nie wiem, w jakiego Tobie uwierzyć trudno (bo nie masz dowodów).
>>>No tak, Ty wiesz swoje a to co wiesz to czysty absolut...
>>Co za bzdura. Czy NIC to absolut? Mylisz absolut z niczym, a wiarę z wiedzą.
>Chyba na odwrót, to Ty ciągle próbujesz mnie przekonać do obiektów swojej wiary, które traktujesz jak czystą, niewątpliwą wiedzę.
Tak. Wiem, że i Wszechświat i czas jest nieskończony. Wiem też, że nie istnieje nic skończonego. To jest czysta i obiektywna wiedza o mojej wierze. No i co z tego, skoro to Ty usiłujesz mnie przekonać, że Twoja niewiara jest lepsza, a ja nie wiem, w co mam nie wierzyć?
>>Wierzę w związki przyczynowo-skutkowe (logikę), a to rzeczywiście absolut.
>Właśnie powiedziałeś co to jest absolut, jak to się ma do poniższego "wiem że nic nie wiem"? To w końcu wiesz co to jest absolut czy też nie wiesz nic? znać absolut to zdaje się wiedzieć wszystko?
Nie. To móc się wszystkiego dowiedzieć, czyli poznać prawdę na dowolny temat. Wszystkiego, to nie tylko nikt nie wie, ale nawet wszyscy. I nigdy wiedzieć nie będziemy.
>Homo sapiens to nie jest grupa światopoglądowa tylko nazwa gatunku.
Podzielam światopogląd tego myślącego gatunku.
stormrider (206 punktów)
>>>>No tak, Ty wiesz swoje a to co wiesz to czysty absolut...
>>>Co za bzdura. Czy NIC to absolut? Mylisz absolut z niczym, a wiarę z wiedzą.
>>Chyba na odwrót, to Ty ciągle próbujesz mnie przekonać do obiektów swojej wiary, które traktujesz jak czystą, niewątpliwą wiedzę.
>Tak. Wiem, że i Wszechświat i czas jest nieskończony. Wiem też, że nie istnieje nic skończonego.

To czy Wszechświat i czas jest nieskończony jest tylko troszeczkę mniej trudne do stwerdzenia niż to, że Bóg istnieje. Wydaje mi się, że kosmolodzy nadal nad tym debatują.
Nie twierdzę, że nie wierzysz w nieskończony wszechświat, nie nazywam tylko tego w co wierzysz obiektywną wiedzą.

>To jest czysta i obiektywna wiedza o mojej wierze.

No dobra, wiem już że w to wierzysz, ale jak już powiedziałem nie staje się to obiektywnym, przez to że w to wierzysz.

>No i co z tego, skoro to Ty usiłujesz mnie przekonać, że Twoja niewiara jest lepsza, a ja nie wiem, w co mam nie wierzyć?

Wcale nie usiłuję Ciebie przekonać, że moja niewiara jest lepsza, ponieważ po pierwsze w coś wierzę, a po drugie Twoje życie to Twoja sprawa. Próbuję tylko przekonać Ciebie do tego byś przestał mi wmawiać, że zostanę osądzony przez boga i tym podobne. Bo tego czy tak będzie czy nie, nie wiesz. Bo niewątpliwy fakt, że wierzysz w Boga nie czyni jego istnienia faktem. Twoje subiektywne odczucia nie stają się obiektywne dlatego, że wierzysz że są obiektywne.

>>>Wierzę w związki przyczynowo-skutkowe (logikę), a to rzeczywiście absolut.
>>Właśnie powiedziałeś co to jest absolut, jak to się ma do poniższego "wiem że nic nie wiem"? To w końcu wiesz co to jest absolut czy też nie wiesz nic? znać absolut to zdaje się wiedzieć wszystko?
>Nie. To móc się wszystkiego dowiedzieć, czyli poznać prawdę na dowolny temat. Wszystkiego, to nie tylko nikt nie wie, ale nawet wszyscy. I nigdy wiedzieć nie będziemy.
>>Homo sapiens to nie jest grupa światopoglądowa tylko nazwa gatunku.
>Podzielam światopogląd tego myślącego gatunku.

A jaki jest światopogląd homo sapiens? Czyżbyś podzielał światopogląd wszystkich 6 000 000 000 ludzi?


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>To czy Wszechświat i czas jest nieskończony jest tylko troszeczkę mniej trudne do stwerdzenia niż to, że Bóg istnieje. Wydaje mi się, że kosmolodzy nadal nad tym debatują.
Kosmolodzy (ani inni naukowcy, w tym filozofowie) raczej nie debatują, bo we wszystkie prawa natury (nie wyłaczając tych, których jeszcze nie znamy), czyli związki przyczynowo skutkowe wszystkiego, ze wszystkim innym - wierzą święcie. Debatują ci, którzy debatują o kosmologach.
>Nie twierdzę, że nie wierzysz w nieskończony wszechświat, nie nazywam tylko tego w co wierzysz obiektywną wiedzą.
Bo wiedza na temat moich wierzeń, jest moją, a nie Twoją wiedzą. Ty wiesz, w co Ty wierzysz. Wiesz, ale nie chcesz nikomu powiedzieć, więc nikt nie ma szans w tę Twoją uwierzyć.
>>To jest czysta i obiektywna wiedza o mojej wierze.
>No dobra, wiem już że w to wierzysz, ale jak już powiedziałem nie staje się to obiektywnym, przez to że w to wierzysz.
Było obiektywne, zanim ktokolwiek w to uwierzył, więc pozostało takim, gdy uwierzono. Wierzysz, że gdyby nie Kopernik, to Słońce latałoby dookoła Ziemii?
>Wcale nie usiłuję Ciebie przekonać, że moja niewiara jest lepsza, ponieważ po pierwsze w coś wierzę, a po drugie Twoje życie to Twoja sprawa. Próbuję tylko przekonać Ciebie do tego byś przestał mi wmawiać, że zostanę osądzony przez boga i tym podobne. Bo tego czy tak będzie czy nie, nie wiesz.
Wiem. Jeśli chcesz sprawdzić, zamknij oczy i przejdź przez autostradę. Zobaczymy, czy Twój grzech (głupota/ślepota na potrzeby innych) nie zostanie sprawiedliwie osądzony.
>Bo niewątpliwy fakt, że wierzysz w Boga nie czyni jego istnienia faktem. Twoje subiektywne odczucia nie stają się obiektywne dlatego, że wierzysz że są obiektywne.
Jeszcze raz: Obiektywne, nie przestaje być obiektywne, tylko dlatego, że w to wierzę. I nie przestanie być obiektywne tylko dlatego, że Ty nie wierzysz.
>A jaki jest światopogląd homo sapiens? Czyżbyś podzielał światopogląd wszystkich 6 000 000 000 ludzi?
Znacznie większej ilości, bo wliczam w to ludzi już nie żyjących. Nie wliczam tych, którym taka czy inna religia, lub wiedza na taki czy inny temat, zawęziła światopogląd (wykluczyła ich z kręgu "sapiens").
stormrider (206 punktów)
>Kosmolodzy (ani inni naukowcy, w tym filozofowie) raczej nie debatują, bo we wszystkie prawa natury (nie wyłaczając tych, których jeszcze nie znamy)

Właśnie, stwierdzasz, że jest coś czego jeszcze nie znamy więc skąd pewność, że wszechświat i czas są nieskończone? Może to prawo natury jeczcze nie jest poznane?

>, czyli związki przyczynowo skutkowe wszystkiego, ze wszystkim innym - wierzą święcie

Wierzą, że istnieją prawa natury ale kwestii jakie to prawa starają się dociec, nie przyjmują ich na wiarę. A Ty już zdaje sie je znasz.

>>Nie twierdzę, że nie wierzysz w nieskończony wszechświat, nie nazywam tylko tego w co wierzysz obiektywną wiedzą.
>Bo wiedza na temat moich wierzeń, jest moją, a nie Twoją wiedzą.

No więc nie zachowuj się tak jakby była wiedzą wszystkich.

>>No dobra, wiem już że w to wierzysz, ale jak już powiedziałem nie staje się to obiektywnym, przez to że w to wierzysz.
>Było obiektywne, zanim ktokolwiek w to uwierzył, więc pozostało takim, gdy uwierzono. Wierzysz, że gdyby nie Kopernik, to Słońce latałoby dookoła Ziemii?

Przed Kopernikiem ludzie wierzyli , że ziemia jest centrum świata. Skąd u Ciebie pewność, że to w co wierzysz jest obiektywne? Może mylisz się tak jak ci ludzie przed Kopernikiem?

>>Wcale nie usiłuję Ciebie przekonać, że moja niewiara jest lepsza, ponieważ po pierwsze w coś wierzę, a po drugie Twoje życie to Twoja sprawa. Próbuję tylko przekonać Ciebie do tego byś przestał mi wmawiać, że zostanę osądzony przez boga i tym podobne. Bo tego czy tak będzie czy nie, nie wiesz.
>Wiem. Jeśli chcesz sprawdzić, zamknij oczy i przejdź przez autostradę. Zobaczymy, czy Twój grzech (głupota/ślepota na potrzeby innych) nie zostanie sprawiedliwie osądzony.

Jeśli przejdę przez autostradę, mogę zostać przejechany i mogę zginać, to jest fakt.
Można od biedy przyjąć, że będzie to wyrok za moją głupotę. Ale czy będzie to sąd Boga?
Wybacz, ale nie przekonałeś mnie. Wierzysz że tak, twoja sprawa. Dla mnie będzie to tylko zwyczajne prawo natury; jak zderzysz się z rozpędzoną masą to zginiesz- proste.
A czy będzie coś po śmierci? Tylko czyste spekulacje.

>>Bo niewątpliwy fakt, że wierzysz w Boga nie czyni jego istnienia faktem. Twoje subiektywne odczucia nie stają się obiektywne dlatego, że wierzysz że są obiektywne.
>Jeszcze raz: Obiektywne, nie przestaje być obiektywne, tylko dlatego, że w to wierzę.

Zgadza się, ale skąd wiesz, że to w co wierzysz jest obiektywne??????

>I nie przestanie być obiektywne tylko dlatego, że Ty nie wierzysz.

Ani Twoja wiara ani moja niewiara nie czyni niczego obiektywnym.

>>A jaki jest światopogląd homo sapiens? Czyżbyś podzielał światopogląd wszystkich 6 000 000 000 ludzi?
>Znacznie większej ilości, bo wliczam w to ludzi już nie żyjących. Nie wliczam tych, którym taka czy inna religia, lub wiedza na taki czy inny temat, zawęziła światopogląd (wykluczyła ich z kręgu "sapiens").

Nie mam nic do powiedzenia na "taki" argument. Twój światopogląd przekracza wszelkie granice.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>>Kosmolodzy (ani inni naukowcy, w tym filozofowie) raczej nie debatują, bo we wszystkie prawa natury (nie wyłaczając tych, których jeszcze nie znamy)
>Właśnie, stwierdzasz, że jest coś czego jeszcze nie znamy więc skąd pewność, że wszechświat i czas są nieskończone? Może to prawo natury jeczcze nie jest poznane?
Nie stwierdzam, tylko zakładam (wierzę). W jakim celu, mam zakładać coś przeciwnego?
>>, czyli związki przyczynowo skutkowe wszystkiego, ze wszystkim innym - wierzą święcie
>Wierzą, że istnieją prawa natury ale kwestii jakie to prawa starają się dociec, nie przyjmują ich na wiarę. A Ty już zdaje sie je znasz.
Bo te obowiązujące między ludźmi - znam. Znał je już Sokrates.
>>Bo wiedza na temat moich wierzeń, jest moją, a nie Twoją wiedzą.
>No więc nie zachowuj się tak jakby była wiedzą wszystkich.
A w jaki sposób można się tak zachowywać? Przecież każdy ma swoją wiedzę, a wspólnego mamy tylko Boga (i jedni wierzą w niego, a inni w swoje krasnoludki i swoją wiedzę na ich temat)
>>Było obiektywne, zanim ktokolwiek w to uwierzył, więc pozostało takim, gdy uwierzono. Wierzysz, że gdyby nie Kopernik, to Słońce latałoby dookoła Ziemii?
>Przed Kopernikiem ludzie wierzyli , że ziemia jest centrum świata. Skąd u Ciebie pewność, że to w co wierzysz jest obiektywne? Może mylisz się tak jak ci ludzie przed Kopernikiem?
Nie mylę się, bo przed Kopernikiem, nie wszyscy wierzyli, że jest centrum Świata. Niektórzy twierdzili, że nie wiedzą. Dziś, ja też mówię, że nie wiem, a dowiem się, gdy będzie mi to potrzebne (zainteresuję się bliżej astronomią).
>>Wiem. Jeśli chcesz sprawdzić, zamknij oczy i przejdź przez autostradę. Zobaczymy, czy Twój grzech (głupota/ślepota na potrzeby innych) nie zostanie sprawiedliwie osądzony.
>Jeśli przejdę przez autostradę, mogę zostać przejechany i mogę zginać, to jest fakt.
>Można od biedy przyjąć, że będzie to wyrok za moją głupotę. Ale czy będzie to sąd Boga?
To zależy wyłącznie od tego, komu/czemu przypiszesz to miano. Ja przypisuję absolutowi, czyli wszystkiemu, z czym warto się liczyć i czemu warto służyć, a do czego nie warto się modlić, żeby było inne, niż jest.
>Wybacz, ale nie przekonałeś mnie. Wierzysz że tak, twoja sprawa. Dla mnie będzie to tylko zwyczajne prawo natury; jak zderzysz się z rozpędzoną masą to zginiesz- proste.
No i taki prosty, jest cały absolut. Nie chcę Cię wcale przekonywać do nazwy, jaką mu nadajesz. Raczej do tego, że on istnieje, więc warto w niego wierzyć (szczególnie w ten jego fragment, który dotyczy praw rządzacych stosunkami międzyludzkimi).
>A czy będzie coś po śmierci? Tylko czyste spekulacje.
A po co spekulować? Nie lepiej wierzyć, że będzie i to lepiej, a mimo to, do tego lepiej się nie śpieszyć (tu i teraz, robić lepiej sobie i innym, pytając tych innych, co też dla nich można zrobić?)
>Zgadza się, ale skąd wiesz, że to w co wierzysz jest obiektywne??????
Bo w swoje (a tym bardziej innych) subiektywne, nie wierzę i zawsze wiem, że nic nie wiem (to co było wczoraj, już nigdy się nie powtórzy). Wierzę też w wolność słowa, wyznania i wiary (wiem, że nie są to prawa nadawane ludziom przez ludzi, ale prawa naturalne).
>Ani Twoja wiara ani moja niewiara nie czyni niczego obiektywnym.
No i tu się zgadzamy. Nie wiem tylko, po co upierasz się wierzyć tylko w subiektywne, albo NIC (w NiC się nie da).
> Nie mam nic do powiedzenia na "taki" argument. Twój światopogląd przekracza wszelkie granice.
Bo taki właśnie jest naturalny światopoglad (naturalna wiara) homosapiens. Niczym nie ograniczony. Zauważyłeś, jak dzieci szybko wszystkiego się uczą? Zgadnij dlaczego. I zgadnij, dlaczego tak wiele dzieci, łatwiej dziś uczy się złego niż dobrego. Ja wiem, że dlatego, że zamiast uczyć je ze sobą współpracy w służbie wspólnemu Bogu, uczymy, jak o wzgledy tego Boga rywalizować, a służbę zastąpić modlitwą.
stormrider (206 punktów)
>Nie stwierdzam, tylko zakładam (wierzę)

Widzę, że założenie jest dla Ciebie tym samym co 100% pewność.

>W jakim celu, mam zakładać coś przeciwnego?

A dlaczego w ogóle coś zakładasz? A potem na podstawie tego założenia mówisz co jest a czego nie ma?

>>Wierzą, że istnieją prawa natury ale kwestii jakie to prawa starają się dociec, nie przyjmują ich na wiarę. A Ty już zdaje sie je znasz.
>Bo te obowiązujące między ludźmi - znam.

Mogę Ci tylko pogratulować znajomości ludzkiej natury, no i zapytać jaka ona właściwie jest?

>>>Bo wiedza na temat moich wierzeń, jest moją, a nie Twoją wiedzą.
>>No więc nie zachowuj się tak jakby była wiedzą wszystkich.
>A w jaki sposób można się tak zachowywać?

Czytając Twoje teksty stwierdzam że można, podkreślając, że coś JEST bo to WIESZ, choć nie masz żadnych podstaw by być tego pewnym, poza jedyną; swoją własną wiarą w to, że jest tak jak mówisz. To typowy przykład zapętlenia.

>Przecież każdy ma swoją wiedzę, a wspólnego mamy tylko Boga.

Ty wiesz że jest Bóg, dla mnie jego istnienie, bądź nieistnienie jest nierozwiązywalną zagadką. Wolę nie opierać swojego życia na zagadkach.

>(i jedni wierzą w niego, a inni w swoje krasnoludki i swoją wiedzę na ich temat)



>>>Wiem. Jeśli chcesz sprawdzić, zamknij oczy i przejdź przez autostradę. Zobaczymy, czy Twój grzech (głupota/ślepota na potrzeby innych) nie zostanie sprawiedliwie osądzony.
>>Jeśli przejdę przez autostradę, mogę zostać przejechany i mogę zginać, to jest fakt.
>>Można od biedy przyjąć, że będzie to wyrok za moją głupotę. Ale czy będzie to sąd Boga?
>To zależy wyłącznie od tego, komu/czemu przypiszesz to miano. Ja przypisuję absolutowi,

Proszę bardzo, przypisuj sobie.

>>Wybacz, ale nie przekonałeś mnie. Wierzysz że tak, twoja sprawa. Dla mnie będzie to tylko zwyczajne prawo natury; jak zderzysz się z rozpędzoną masą to zginiesz- proste.
>No i taki prosty, jest cały absolut. Nie chcę Cię wcale przekonywać do nazwy, jaką mu nadajesz. Raczej do tego, że on istnieje, więc warto w niego wierzyć

Absolut jest dla mnie tajemnicą, nie wiem jak można z taką pewnością siebie mówić o tym, czym jest.

>>A czy będzie coś po śmierci? Tylko czyste spekulacje.
>A po co spekulować? Nie lepiej wierzyć, że będzie i to lepiej,

A może będzie gorzej? A może nic nie bedzie? po co w ogóle zajmować się tym czy w ogóle będzie i co będzie po śmierci? Czy wiara w to uczyni to rzeczywistym?

>tu i teraz, robić lepiej sobie i innym, pytając tych innych, co też dla nich można zrobić?)

Tu się zgadzam.

>>Zgadza się, ale skąd wiesz, że to w co wierzysz jest obiektywne??????
>Bo w swoje (a tym bardziej innych) subiektywne, nie wierzę i zawsze wiem, że nic nie wiem (to co było wczoraj, już nigdy się nie powtórzy). Wierzę też w wolność słowa, wyznania i wiary (wiem, że nie są to prawa nadawane ludziom przez ludzi, ale prawa naturalne).
>>Ani Twoja wiara ani moja niewiara nie czyni niczego obiektywnym.
>No i tu się zgadzamy. Nie wiem tylko, po co upierasz się wierzyć tylko w subiektywne,

Tak czy inaczej wierzymy tylko w SUBIEKTYWNE bo obiektywne wymyka się naszemu poznaniu, a wierzymy raczej w konkrety a nie zjawy.

>> Nie mam nic do powiedzenia na "taki" argument. Twój światopogląd przekracza wszelkie granice.
>Bo taki właśnie jest naturalny światopoglad (naturalna wiara) homosapiens. Niczym nie ograniczony

Szczerze wątpię byś podzielał poglądy wszystkich "homo sapiens", musiałbyś żyć w nieustannej pętli paradoksów.

>Zauważyłeś, jak dzieci szybko wszystkiego się uczą? Zgadnij dlaczego. I zgadnij, dlaczego tak wiele dzieci, łatwiej dziś uczy się złego niż dobrego.

Udowodnij to, podaj jakieś przykłady, badania, statystyki?

>Ja wiem, że dlatego, że zamiast uczyć je ze sobą współpracy w służbie wspólnemu Bogu,

A może wspólnej idei? Problem polega na tym, że nie potrafimy jednoznacznie stwierdzić jaki jest ten "wspólny Bóg", każdy wierzy w swojego, "subiektywnego" i z tego powodu bóg nabiera różnych cech często nie możliwych do pogodzenia. No i z tego powodu nie mogą pogodzić się ludzie, ponieważ stawiają boga ponad sobą.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>>Nie stwierdzam, tylko zakładam (wierzę)
>Widzę, że założenie jest dla Ciebie tym samym co 100% pewność.
Ciągle mylisz wiarę z wiedzą. Mam 100% pewności, co do swojej niewiedzy. Nie wiem co po śmierci, więc zakładam (wierzę), że raj. Nie wiem czy Słońce wokół Ziemii, czy Ziemia wokół Słońca, więc zakładam (wierzę), że to Kopernik miał rację, a nie KK. Mam wolną wolę co do swoich wierzeń. Ty też. Z wiedzą, podobnie, ale jednak inaczej. Mogę zbadać co chcę, a więc czego chcę się dowiedzieć (także tego, czy Ziemia wokół Słońca). Bez zbadania, nigdy się nie dowiem (pozostanie wiara).
>>W jakim celu, mam zakładać coś przeciwnego?
>A dlaczego w ogóle coś zakładasz? A potem na podstawie tego założenia mówisz co jest a czego nie ma?
Co jest, a czego nie ma, mówię wyłącznie na podstawie badań. Udało mi się już niejednokrotnie przekonać, że akcja równa się reakcji nie tylko w fizyce, ale także w międzyludzkich stosunkach. Wierzę też, że z próżnego i Salomon nie naleje, czyli wierzę nie tylko w prawo zachowania energii, ale także wszystkiego innego. Wiem też, że nie tylko ja, ale także wszyscy inni, nic nie wiedzą (oprócz tego, co zbadają). Wiem, że niektórym wydaje się, że w nic nie wierzą (nie wiedzą, że nic nie wiedzą).
>>>Wierzą, że istnieją prawa natury ale kwestii jakie to prawa starają się dociec, nie przyjmują ich na wiarę. A Ty już zdaje sie je znasz.
Bo znam już siebie i znam parę osób zupełnie inaczej niż ja myślacych. Jestem też już człowiekim samodzielnym, czyli nie widzę w rodzicach (i nikim innym) "ludzkich bogów". Już mogę bezpiecznie "wychylić się przez okno" i zbadać, co mi się zbadać spodoba.
> Mogę Ci tylko pogratulować znajomości ludzkiej natury, no i zapytać jaka ona właściwie jest?
U wszystkich taka sama. Różnimy się tylko sposobem myślenia. Jedni opierają je o wiedzę (i stale się mylą), drudzy o wiarę (nie wiarę w niczyją wiedzę, oprócz osobiście zbadanej), więc nie mylą się nigdy. Zamiast się mylić, sobie i innym mówią "nie wiem". I stale pytają, nie tylko siebie i innych, ale także całe otoczenie (Boga), czy lepiej będzie gdy kiwną palcem, czy lepiej od kiwnięcia się powstrzymać.
>Czytając Twoje teksty stwierdzam że można, podkreślając, że coś JEST bo to WIESZ, choć nie masz żadnych podstaw by być tego pewnym, poza jedyną; swoją własną wiarą w to, że jest tak jak mówisz. To typowy przykład zapętlenia.
To się tak zapętl, a zobaczysz, że się całkiem odpętlisz. Kto Ci każe wiedzieć to, w co ja TYLKO wierzę? Co do mojej (albo Kopernka) wiedzy, to niestety, Ty możesz w nią TYLKO wierzyć (albo nie). Nie wierzę natomiast, że żadnej własnej wiedzy nie posiadasz. Choćby o prawach akcji-reakcji, prawach zachowania m.in. energii i tym, że czas nie stoi w miejscu. Poznałeś też już na pewno grawitację.
>>Przecież każdy ma swoją wiedzę, a wspólnego mamy tylko Boga.
>Ty wiesz że jest Bóg, dla mnie jego istnienie, bądź nieistnienie jest nierozwiązywalną zagadką. Wolę nie opierać swojego życia na zagadkach.
A na czym w takim razie chcesz oprzeć? Upierasz się by powtórzyć minuta po minucie i sekunda po sekundzie życie któregoś przodka? Mnie, bardzo podoba się ta zagadka i z przyjemnością, z minuty na minutę ją rozwiązuję. Wolę nie być Kopernikiem.
>>To zależy wyłącznie od tego, komu/czemu przypiszesz to miano. Ja przypisuję absolutowi,
>Proszę bardzo, przypisuj sobie.
A Ty nie przypisuj niczemu i wierz, że przysługuje ono Twoim rodzicom i nauczycielom.
>Absolut jest dla mnie tajemnicą, nie wiem jak można z taką pewnością siebie mówić o tym, czym jest.
Bo bardzo prosto, kocham tajemnice, które mogę poznawać (dlatego też kocham ludzi, których mogę poznawać).
>A może będzie gorzej? A może nic nie bedzie? po co w ogóle zajmować się tym czy w ogóle będzie i co będzie po śmierci? Czy wiara w to uczyni to rzeczywistym?
Nie musisz spekulować, jeśli potrafisz tych akurat spekulacji uniknąć. To wyjdzie na to samo, jakbyś wierzył w życie wieczne, a przecież tylko o to chodzi.
>>No i tu się zgadzamy. Nie wiem tylko, po co upierasz się wierzyć tylko w subiektywne,
>Tak czy inaczej wierzymy tylko w SUBIEKTYWNE bo obiektywne wymyka się naszemu poznaniu, a wierzymy raczej w konkrety a nie zjawy.
Ja, wierzę tylko w to, czego jeszcze nie wiem. Pewnie, że to subiektywne, bo inni już wiedzą. No i nic co obiektywne mi się nie wymyka. Co najwyżej, mogę nie mieć czasu lub chęci poznawać (np. nie mam aspiracji poznania wszystkich dzieł literackich).
>Szczerze wątpię byś podzielał poglądy wszystkich "homo sapiens", musiałbyś żyć w nieustannej pętli paradoksów.
Nie poglądy ich podzielam, ale światopogląd (odróżnianie marzeń i wyobrażeń od rzeczywistości, czyli wiarę od wiedzy, a naukę, od sztuki kreowania się na naukowca, czy kogokolwiek innego).
>Udowodnij to, podaj jakieś przykłady, badania, statystyki?
Rozejrzyj się dookoła (przeprowadź badania), a niepotrzebne będą Ci statystyki (sam je sobie zrobisz). Nie zamierzam NICZEGO ci dowodzić, czego samemu sobie nie chcesz lub nie potrzebujesz dowieść. W tej dziedzinie, NA PEWNO nie będę bawić się ani w Kopernika, ani Gallileusza. Wolę inne dziedziny nauki i normalne życie (swoje i swoich dzieci, a nie akurat Twoje).
>A może wspólnej idei? Problem polega na tym, że nie potrafimy jednoznacznie stwierdzić jaki jest ten "wspólny Bóg", każdy wierzy w swojego, "subiektywnego" i z tego powodu bóg nabiera różnych cech często nie możliwych do pogodzenia. No i z tego powodu nie mogą pogodzić się ludzie, ponieważ stawiają boga ponad sobą.
Nie potrafią się pogodzić wyłącznie dlatego, że tworzą sobie własnych subiektywnych bogów i modlą do nich, zamiast służyć wspólnemu (stawiają siebie, ponad prawem grawitacji)
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Im więcej czytam takich tekstów, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wiara w Boga potrzebna jest ludziom nieszczęśliwym, niespełnionym, bezradnym, niedojrzałym i/lub mającym problemy natury psychicznej.
Bóg jako mamusia, której zwierza się ze swoich problemów w nadziei, że one je rozwiąże. Wiara jak kurczowe trzymanie się maminej spódnicy, wierzący jak małe dzieci nieradzące sobie ze sobą i ze światem.

Jakie to przykre, że ów Bóg - mamusia permanentnie ignoruje swoje dzieci, które nawet nie wiedzą czy ta mamusia w ogóle egzystuje.
Snują te swoje wizje idealnej mamusi jak biedne sieroty porzucone w domach dziecka, kochają mamusię, która ich olewa, marzą o tym jak to będzie, gdy już tę mamusię spotkają.
FilipP
>Żartujesz? Pierwszym krokiem ateisty byłoby szukanie numeru w książce telefonicznej do psychiatry.

Tak to wszyscy mówią, ale czasami cuda się zdarzają a o tym właśnie mówiłem.

>Jeśli istnieje, to nie przyjdzie, bo to już nie byłaby wiara. Po śmierci huu huu kto wie...

Możliwe jest otrzymanie łaski. Tak czy inaczej takie rzeczy się dzieją - i zapewniam cię - nikt nie dzwoni do psychiatry.

jeyes jeżeli chciałeś kogoś poniżyć - to zapewne ci się to udało. Czy za to na tym serwisie przyznają punkty?
joice

>Możliwe jest otrzymanie łaski. Tak czy inaczej takie rzeczy się dzieją - i zapewniam cię - nikt nie dzwoni do psychiatry.
mojej przyjaciolce rowniez sie przydarzylo,uwazam ze powinna skozystac z pomocy psychiatry,bo zaczelo jej zycie pomiedzy palcami przelatywac
>jeyes jeżeli chciałeś kogoś poniżyć - to zapewne ci się to udało. Czy za to na tym serwisie przyznają punkty?
punkty przyznaja chyba tylko za ilosc postow a nie ich tresc.jestes zlosliwy.
a jeyes w bardzo obrazowy sposob opisal ogolne odczucia nie tylko jego zapewne w stosunku do osob szczycacych sie ,ze wierzyc jest czyms leprzym niz nie wierzyc
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>jeyes jeżeli chciałeś kogoś poniżyć - to zapewne ci się to udało. Czy za to na tym serwisie przyznają punkty?

Ani - zapewne - nie chciał, ani nie poniżył. A punkty mu przyznałem chociażby za celność obserwacji i poprawne wnioskowanie (o poprawności językowej nawet nie wspomnę, bo jest bez zarzutu, co nie każdemu tu się zdarza!).


fides ex necessitate esse non debet
FilipP
Ok, masz rację, byłem trochę złośliwy, przepraszam za to.

Jednaże nie wmawiajcie mi, że jeyes nie był złośliwy.
W swoim poście mówiłem jako wierny, a jeyes stwierdził, że wiara jest mi potrzebna ponieważ jestem nieszczęśliwy, niespełniony, bezradny, niedojrzały i/lub mam problemy natury psychicznej.
Kiedy jeyes będzie złośliwy? Wtedy, gdy przyrówna Boga do mamunini, która ma nas gdzieś? A wiernych do biednych do biednych, błąkających się po kanałach Warszawskich sierot?
Wiadomo, że będzie złośliwy. Jednak jego post napisany poprzednio za wiele się nie różnił od tego.

Pozdrowienia
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Nie było moim zamiarem być złośliwym, było nim przedstawić mój pogląd. Może nie tyle mój, bo nie ja pierwszy dokonałem takiej oceny, co pogląd, który podzielam.
Choćbyś się nie wiem jak obrażał i fukał, to nie zmienisz faktu, że Bóg pełni rolę mamusi, Supermamusi jeśli wolisz.
FilipP
>Nie było moim zamiarem być złośliwym, było nim przedstawić mój pogląd.
>Choćbyś się nie wiem jak obrażał i fukał, to nie zmienisz faktu, że Bóg pełni rolę mamusi, Supermamusi jeśli wolisz.

Ani się nie obrażam, ani nie fukam .
Mój post nie dotyczył tego o czym mówiłeś, ale w jaki sposób to mówiłeś.
Zgodnie z religią katolicką, należy odwzajemniać miłość Boga, pójść za nim, a wtedy będziemy z Nim, on będzie nas wspierał. On przychodzi do każdego człowieka.
Oczywiście każdy z Bogiem rozmawia na swój sposób, przez co pełni On różnorakie role. Rola mamy również w chodzi w grę.
Ale słownictwo Jeyes, słownictwo.

Punkt za punkt to innymi słowy każdy ma rację.
Ja nie zawsze mam rację - ok.
To jest bardzo istotne, ponieważ gdybym nie zdał sobie z tego sprawy, prowadziłbym z wami dyskusję, że to ja mam rację, nawet jeśli dobrze wiem, że jej nie mam.
Bez względu na to ile byłoby racji prawda jest tylko jedna.

Ok, zdarza się być złośliwym, przecież wszyscy walczymy o rację! Ja odebrałem twój post jako lekko złośliwy, ale inni odebrali go neutralnie. Zostawmy już ten w spokoju .

Pozdrowienia
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Mój post nie dotyczył tego o czym mówiłeś, ale w jaki sposób to mówiłeś.
Fajnie się podkładasz - dla ciebie nie jest ważna treść, ważna forma

>Zgodnie z religią katolicką, należy odwzajemniać miłość Boga
Zgodnie zreligią katolicką należy bezkrytycznie wypełniać nakazy i zakazy wydawane przez aktualnie panującego papieża.

>Bez względu na to ile byłoby racji prawda jest tylko jedna.
Co to jest "prawda"?

>Ok, zdarza się być złośliwym, przecież wszyscy walczymy o rację!
Oj, nieładnie! Walczysz, żebyś był górą, a podobno chodzi ci o prawdę.

>Ja odebrałem twój post jako lekko złośliwy, ale inni odebrali go neutralnie.
Nie kłam kłamczuszku! Inni odebrali go jako obiektywny osąd.

>Zostawmy już ten w spokoju
Dla twojego dobrego samopoczucia - zostawmy.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Mój post nie dotyczył tego o czym mówiłeś, ale w jaki sposób to mówiłeś.
Fajnie się podkładasz - dla ciebie nie jest ważna treść, ważna forma

>Zgodnie z religią katolicką, należy odwzajemniać miłość Boga
Zgodnie zreligią katolicką należy bezkrytycznie wypełniać nakazy i zakazy wydawane przez aktualnie panującego papieża.

>Bez względu na to ile byłoby racji prawda jest tylko jedna.
Co to jest "prawda"?

>Ok, zdarza się być złośliwym, przecież wszyscy walczymy o rację!
Oj, nieładnie! Walczysz, żebyś był górą, a podobno chodzi ci o prawdę.

>Ja odebrałem twój post jako lekko złośliwy, ale inni odebrali go neutralnie.
Nie kłam kłamczuszku! Inni odebrali go jako obiektywny osąd.

>Zostawmy już ten w spokoju
Dla twojego dobrego samopoczucia - zostawmy.
FilipP
>>Mój post nie dotyczył tego o czym mówiłeś, ale w jaki sposób to mówiłeś.
>Fajnie się podkładasz - dla ciebie nie jest ważna treść, ważna forma

Treścią również się zająłem.

>>Bez względu na to ile byłoby racji prawda jest tylko jedna.
>Co to jest "prawda"?

Idea, zasada, teza uważana powszechnie za niepowtażalną, wynikająca z ludzkiego doświadczenia albo doświadczona naukowo.
Ta prawda jest tylko jedna.

>>Ok, zdarza się być złośliwym, przecież wszyscy walczymy o rację!
>Oj, nieładnie! Walczysz, żebyś był górą, a podobno chodzi ci o prawdę.

Wszyscy walczą o swoją rację. Jedni o swoją prawdę inni - o swoje kłamstwo.
Walczę o prawdę - moją rację - walczę o swoją rację.
Niektórzy walczą o kłamstwo - ich kłamstwo - walczą o swoją rację.
Jednak nie należy mylić prawdy z racją.

>>Ja odebrałem twój post jako lekko złośliwy, ale inni odebrali go neutralnie.
>Nie kłam kłamczuszku! Inni odebrali go jako obiektywny osąd.

Ok. Słownictwo, Jeyes, słownictwo.

Pozdrowienia
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>>Co to jest "prawda"?
>Idea, zasada, teza uważana powszechnie za niepowtażalną, wynikająca z ludzkiego doświadczenia albo doświadczona naukowo. Ta prawda jest tylko jedna.
"Ziemia jest płaska" - prawda?
"Wszystkie kobiety są materialistkami" - prawda?
"Istnieją trzy wymiary przestrzenne i jeden czasowy" - prawda?

>Jednak nie należy mylić prawdy z racją.
Masz rację

>>Nie kłam kłamczuszku! Inni odebrali go jako obiektywny osąd.
>Ok. Słownictwo, Jeyes, słownictwo.
Nie wiem o co ci chodzi.
Pawlosky (44 punktów)
>"Ziemia jest płaska" - prawda?
>"Wszystkie kobiety są materialistkami" - prawda?
>"Istnieją trzy wymiary przestrzenne i jeden czasowy" - prawda?

Jak Fryderyk Nietzsche dobrze powiedział:
Właśnie fakty nie istnieją, jedynie interpretacje.
Co chcesz poprzez te pytania mi powiedzieć?

>>>Nie kłam kłamczuszku! Inni odebrali go jako obiektywny osąd.
>>Ok. Słownictwo, Jeyes, słownictwo.
>Nie wiem o co ci chodzi.

Nie lubie jak ktoś do mnie mówi "Nie kłam kłamczuszku!".
Jakoś to zdrobnienie nie najlepiej odebrałem.

Pozdrowienia

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>>"Ziemia jest płaska" - prawda?
>>"Wszystkie kobiety są materialistkami" - prawda?
>>"Istnieją trzy wymiary przestrzenne i jeden czasowy" - prawda?
>Co chcesz poprzez te pytania mi powiedzieć?
Przeczytaj podaną przez siebie definicję prawdy.

>Nie lubie jak ktoś do mnie mówi "Nie kłam kłamczuszku!".
>Jakoś to zdrobnienie nie najlepiej odebrałem.
OK, no to - nie kłam kłamczuchu!
Pawlosky (44 punktów)
>"Ziemia jest płaska" - prawda?
>"Wszystkie kobiety są materialistkami" - prawda?
>"Istnieją trzy wymiary przestrzenne i jeden czasowy" - prawda?

Takie są moje interpretacje:
Ziemia nie jest płaska.
Wszystkie kobiety nie są materialistkami.

Spotkałem się z dwiema interpretacjami:
"Istnieją trzy wymiary przestrzenne i jeden czasowy", ale też
"Istnieją cztery wymiary przestrzenne i jeden czasowy". Nie podaję swojej, ponieważ nie znam się na tym.


omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
Stal_Prawdy (83 punktów)
>>"Ziemia jest płaska" - prawda?
>>"Wszystkie kobiety są materialistkami" - prawda?
>>"Istnieją trzy wymiary przestrzenne i jeden czasowy" - prawda?
>Takie są moje interpretacje:
>Ziemia nie jest płaska.
>Wszystkie kobiety nie są materialistkami.
>Spotkałem się z dwiema interpretacjami:
>"Istnieją trzy wymiary przestrzenne i jeden czasowy", ale też
>"Istnieją cztery wymiary przestrzenne i jeden czasowy". Nie podaję swojej, ponieważ nie znam się na tym.
>
omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt


Zgadzam się. Nie wszystkie kobiety to materialistki, ale fala tych materialistek zalewa powoli wszystkie możliwe miejsca na ziemi. Mało już jest "normalnych" kobiet, co łatwo zobaczyć nawet w internetowych serwisach randkowych. Cytuję treści ogłoszeń:
1.)"Szukam kobiety do wspólnych pieszczot. FACECI TYLKO Z GRUBĄ KASĄ!"
2.)"Moim ideałem jest przystojniaczek z dobrym samochodem, słuchający ostrego hip-hopu"
Gdy widzę co się dzieje to mam wielką ochotę złapać się czegoś i wymiotować. Kobiety oglądają się dziś za dilerami narkotyków i białymi czarnuchami. Jako Biały, uczciwy człowiek jestem skazany na samotność i odrzucenie. Wierzę w wojnę z narkomanią, zagładę czarnuchów (nie cierpię ich, bo raz mnie mało jeden z nich nie okaleczył!), zagładę Judeochrześcijaństwa, ale w miłość już nie wierzę. To złudzenie chorych romantyków... handlujących prochami, depczących dumę prawdziwych Białych ludzi, którzy budowali ten kontynent. NIE JESTEM RASISTĄ!!!
stormrider (206 punktów)

>>>Bez względu na to ile byłoby racji prawda jest tylko jedna.
>>Co to jest "prawda"?
>Idea, zasada, teza uważana powszechnie za niepowtażalną, wynikająca z ludzkiego doświadczenia albo doświadczona naukowo.
>Ta prawda jest tylko jedna.

Podaj, proszę, choć jeden przykład "powszechnie niepowtarzalnej" ( a może chodziło Ci o niepodważalną? ) idei, zasady, tezy.

>Wszyscy walczą o swoją rację. Jedni o swoją prawdę inni - o swoje kłamstwo.

Ty zapewne walczysz o swoją prawdę

________________________________________________________________
Jest ogromna różnica miedzy tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
Pawlosky (44 punktów)
>>Idea, zasada, teza uważana powszechnie za niepowtażalną, wynikająca z ludzkiego doświadczenia albo doświadczona naukowo.
>>Ta prawda jest tylko jedna.
>Podaj, proszę, choć jeden przykład "powszechnie niepowtarzalnej" ( a może chodziło Ci o niepodważalną? ) idei, zasady, tezy.

Mogę ci jedynie przestawić swoje interpretacje, co nie zmieni faktycznego stanu prawdy, ale za to przedstawi mój punkt widzenia tej prawdy.
Definicję przepisałem ze Słownika Współczesnego Języka Polskiego.

>>Wszyscy walczą o swoją rację. Jedni o swoją prawdę inni - o swoje kłamstwo.
>Ty zapewne walczysz o swoją prawdę

Źle to ująłem, ale tutaj każde zdanie będzie użyte przeciwko mnie.

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
FilipP
>>Mój post nie dotyczył tego o czym mówiłeś, ale w jaki sposób to mówiłeś.
>Fajnie się podkładasz - dla ciebie nie jest ważna treść, ważna forma

Treścią również się zająłem.

>>Bez względu na to ile byłoby racji prawda jest tylko jedna.
>Co to jest "prawda"?

Idea, zasada, teza uważana powszechnie za niepowtażalną, wynikająca z ludzkiego doświadczenia albo doświadczona naukowo.
Słownik współczesnego języka polskiego. Wydawnictwo Reader's Digest.
Ta prawda jest tylko jedna.

>>Ok, zdarza się być złośliwym, przecież wszyscy walczymy o rację!
>Oj, nieładnie! Walczysz, żebyś był górą, a podobno chodzi ci o prawdę.

Wszyscy walczą o swoją rację. Jedni o swoją prawdę inni - o swoje kłamstwo.
Walczę o prawdę - moją rację - walczę o swoją rację.
Niektórzy walczą o kłamstwo - ich kłamstwo - walczą o swoją rację.
Jednak nie należy mylić prawdy z racją.

>>Ja odebrałem twój post jako lekko złośliwy, ale inni odebrali go neutralnie.
>Nie kłam kłamczuszku! Inni odebrali go jako obiektywny osąd.

Ok. Słownictwo, Jeyes, słownictwo.

Pozdrowienia
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Punkt za punkt - a co, niech kwitnie kumoterstwo!
A tak poważnie - dzięki za miłe słowa. Fajnie jest nie czuć się wybrykiem natury
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Punkt za punkt - a co, niech kwitnie kumoterstwo!
>A tak poważnie - dzięki za miłe słowa. Fajnie jest nie czuć się wybrykiem natury

Dziś spotkałem znajomą, która wraz z towarzyszami doszła do ateizmu, czyli realistycznej oceny faktów i powiedziała mi: Jak ty możesz być poniżany za ateizm? Odpowiedziałem, że postawa ateistyczna ma historię równie długą jak gatunek h. sapiens, zatem to nie ja jestem poniżony, tylko ludzie, którzy dali się zrobić w balona z Panem Bogiem. W wyniku tych rozmyślań przestała czuć się jak wybryk natury i rozpłynęliśmy się w landrynkowym uczuciu miłości i pokoju. W chwilę potem wypiłem wstrzemiennego, żeby zredukować dysonans poznawczy. W rzeczy samej, dlaczego aż tylu ludzi jest poniżonych z racji akceptacji nienaturalnego poglądu jako czegoś oczywistego? Kto wie, ale może mamy misję do spełnienia? Kiecuch pracował od wieków nad świadomością człowieka, a wyniki przerosły oczekiwania. Punktem zwrotnym była czerwona rewolucja, kiedy kleryków zamknięto w szafie, a w płuco miast katolickiego opium zaaplikowano cracka marksizmu. Po obaleniu pomników i nagłej zapaści centralnego planowania, mamy demokratyczną stabilizację, jakiś rodzaj konformizmu i światopoglądowej beztroski. Za kilka stołeczków umożliwiono wprowadzenie konkordatu, wtem 90% rodaków deklaruje się za klerykalizmem i nikt już poza kilkoma normalnymi nie pamięta, co jest zawarte w artykułach Konstytucji RP (patrz uważnie: art.25, rozdz. I; art.32, rozdz. II). Po 89' zaprzepaszczono szansę, którą mieli ludzie Solidarności na wolność, absolutny i realny "freedom" od totalitarnych ideologii. Polska oddała sporą część suwerenności we władanie Watykanu i teraz nosiciel swobodnego, realistycznego poglądu musi chować w portalach internetowych z obawy przed neofitami, którzy nazwą go idiotą bo nie wierzy w Boga Miłości. Nieźle.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>teraz nosiciel swobodnego, realistycznego poglądu musi chować w portalach internetowych z obawy przed neofitami, którzy nazwą go idiotą bo nie wierzy w Boga Miłości.
Nie wydaje mi się, że portale takie jak Racjonalista powstały ze strachu i grupują strachliwych
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Nie wydaje mi się, że portale takie jak Racjonalista powstały ze strachu i grupują strachliwych

Powstały aby wyzwolić wolę walki. Tak naprawdę jesteśmy spadkobiercami ludzi ze spoconymi rękami(tak nazywano osobników współpracujących z czasopismem "Solidarność" ). Nie dokończyli roboty. My ją dokończymy za nich.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Powstały aby wyzwolić wolę walki. Tak naprawdę jesteśmy spadkobiercami ludzi ze spoconymi rękami(tak nazywano osobników współpracujących z czasopismem "Solidarność" ). Nie dokończyli roboty. My ją dokończymy za nich.

Jeśli - jak piszesz - jest ich ok. 90% (w co osobiście wątpię, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę samą deklaratywność - ale nie będę się spierał, bo nie znam wyników badań), to jak to sobie wyobrażasz? Entuzjazm godny podziwu i poparcia, a możliwości? W dodatku jeśli zajrzysz na forum PSR-u, to właśnie toczy się tam dyskusja na temat "apolityczności". To jeśli nie my (i nam podobni), to kto ma ową "wolę walki" wyzwalać i "dokończyć" to, co niedokończone?


fides ex necessitate esse non debet
bezsenność w sieci
>Powstały aby wyzwolić wolę walki. Tak naprawdę jesteśmy spadkobiercami ludzi ze spoconymi rękami(tak nazywano osobników współpracujących z czasopismem "Solidarność" ). Nie dokończyli roboty. My ją dokończymy za nich.
tak tak, macie misje, możecie wyzwolić świat z ucisku! To was wybrała ewolucja! Reprezentujecie wolny rozum! Załóżcie zakon Kotańczyków i wyzwalajcie ludzi z opium jakim jest religia! Potrzebny jest jeszcze pierścień Arabeli.
Sapczyńska (39 punktów)
>>teraz nosiciel swobodnego, realistycznego poglądu musi chować w portalach internetowych z obawy przed neofitami, którzy nazwą go idiotą bo nie wierzy w Boga Miłości.
>

Ja wierzę w tego Boga i nie nazwałabym cie idiotą
FilipP
>zatem to nie ja jestem poniżony, tylko ludzie, którzy dali się zrobić w balona z Panem Bogiem.
>W wyniku tych rozmyślań przestała czuć się jak wybryk natury
>neofitami Wiary, którzy nazwą go idiotą bo nie wierzy w Boga Miłości. Nieźle.

Ja jestem katolikiem.
Uważam, że nie dyskryminuje nikogo, nie poniżam, nie wywyższam się, nie nazywam nikogo idiotą. Nie uważam, żebym dał się zrobić w balona z Panem Bogiem (stwierdzenie odwrotne do tego jest dla mnie poniżające).
Czy jesteś katolikiem, ateistą, homoseksualistą, Niemcem, Afrykaninem, naturystą, narkomanem, dyzortografem - i tak zostaniesz poniżony.
Bo jesteś. Bo mieszkasz w Szczecinie. Bo jesteś Polakiem. Bo kibicujesz Pogoni. Bo lubisz kolor złoty. Bo jesteś głupi.
Zło jest wrogiem wszystkich. To nas łączy.

Zmierzam do tego, aby wam powiedzieć, że na świecie nie tylko poniżani są ateiści, a poniżają tylko katolicy (co nie zmienia faktu, że źle oni robią).

Przykro mi jest, jak słyszę, że katolicy kogoś obrażają, gdyż ja też należę do tej wspólnoty. Jednakże ja nie odpowiadam za wszystkich. Wyznaję główne prawdy wiary katolickiej.
Nie oznacza to też, że dostanę bana za złośliwość.
Ci, których obraziłem nie mogą mieć pretensji do katolików, ale do mnie.

Trochę niejasno napisałem, ale mam nadzieję, że zrozumiecie mnie. .

Pozdro
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Ja jestem katolikiem.
To zawsze Ci wolno i sam ten fakt nie powinien podlegać ocenom.
>Uważam, że nie dyskryminuje nikogo, nie poniżam, nie wywyższam się, nie nazywam nikogo idiotą.
I chwała Ci za to. Wprawdzie jesteś w mniejszości, ale tak trzymaj.
>Zło jest wrogiem wszystkich. To nas łączy.
Zgoda, ale jest jeszcze dobro będące przyjacielem wszystkich i to też nas łączy.
>Zmierzam do tego, aby wam powiedzieć, że na świecie nie tylko poniżani są ateiści, a poniżają tylko katolicy (co nie zmienia faktu, że źle oni robią).
Masz rację. Ale techniki poniżania przeciwnika (oponenta, adwersarza) stosują po obu stronach ludzie, których nie stać na argumenty.
>Przykro mi jest, jak słyszę, że katolicy kogoś obrażają, gdyż ja też należę do tej wspólnoty. Jednakże ja nie odpowiadam za wszystkich. Wyznaję główne prawdy wiary katolickiej.
Twoja postawa jest godna szacunku. A odpowiedzialności za innych nikt od Ciebie nie oczekuje.
>Ci, których obraziłem nie mogą mieć pretensji do katolików, ale do mnie.
Nikogo nie obraziłeś. I nikt nie ma pretensji do Ciebie ani do katolików in gremio.
Jeśli już, to do katolicyzmu jako takiego, a to zupełnie coś innego.
Pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Czy jesteś katolikiem, ateistą, homoseksualistą, Niemcem, Afrykaninem, naturystą, narkomanem, dyzortografem - i tak zostaniesz poniżony.

W naszym społeczeństwie panuje duży popyt na komplementy, dlatego nikt ich za darmo nie rozdaje. Z drugiej strony mamy za wysoką podaż obelg, dlatego każdy je sprzedaje poniżej ceny produkcji.

Swoją drogą: ile teraz na rynku kosztuje wiadro pomyj?
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Swoją drogą: ile teraz na rynku kosztuje wiadro pomyj?
Oooo... to np. trzeba zapytać PiSarczyków pracowicie oblewających pomyjami Tuska, Schetynę, Rokitę, ogólnie PO, szczególnie anty - PiSaków na przykład w licznych komentarzach na Onecie

Ciągle nie mogę się dowiedzieć ile można zarobić i czy płacą od posta czy od godziny.
Stal_Prawdy (83 punktów)
>>zatem to nie ja jestem poniżony, tylko ludzie, którzy dali się zrobić w balona z Panem Bogiem.
>>W wyniku tych rozmyślań przestała czuć się jak wybryk natury
>>neofitami Wiary, którzy nazwą go idiotą bo nie wierzy w Boga Miłości. Nieźle.
>Ja jestem katolikiem.
>Uważam, że nie dyskryminuje nikogo, nie poniżam, nie wywyższam się, nie nazywam nikogo idiotą. Nie uważam, żebym dał się zrobić w balona z Panem Bogiem (stwierdzenie odwrotne do tego jest dla mnie poniżające).
>Czy jesteś katolikiem, ateistą, homoseksualistą, Niemcem, Afrykaninem, naturystą, narkomanem, dyzortografem - i tak zostaniesz poniżony.
>Bo jesteś. Bo mieszkasz w Szczecinie. Bo jesteś Polakiem. Bo kibicujesz Pogoni. Bo lubisz kolor złoty. Bo jesteś głupi.
>Zło jest wrogiem wszystkich. To nas łączy.
>Zmierzam do tego, aby wam powiedzieć, że na świecie nie tylko poniżani są ateiści, a poniżają tylko katolicy (co nie zmienia faktu, że źle oni robią).
>Przykro mi jest, jak słyszę, że katolicy kogoś obrażają, gdyż ja też należę do tej wspólnoty. Jednakże ja nie odpowiadam za wszystkich. Wyznaję główne prawdy wiary katolickiej.
>Nie oznacza to też, że dostanę bana za złośliwość.
>Ci, których obraziłem nie mogą mieć pretensji do katolików, ale do mnie.
>Trochę niejasno napisałem, ale mam nadzieję, że zrozumiecie mnie. .
>Pozdro
>
Nie sądzę, bym się czepiał tylko Ciebie. Wszyscy chrześcijanie to debile!
placownik (17853 punktów)

>Wszyscy chrześcijanie to debile!

   Dlaczego tak się uparłeś na to forum. Przecież tyle jest jeszcze niezapisanych płotów!

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Szczery
>>Wszyscy chrześcijanie to debile!
>   Dlaczego tak się uparłeś na to forum. Przecież tyle jest jeszcze niezapisanych płotów!
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli


Gdyż malowanie murów kosztuje jakieś 10 PLN za puszkę spray'u, a tutaj nic nie kosztuje i wiem, że ktoś coś powie na mój temat. I przynajmniej będę wiedział kto, choć nie zobaczę twarzy. Bo po co mi czyjaś twarz?
Pawlosky (44 punktów)
>>Nie sądzę, bym się czepiał tylko Ciebie. Wszyscy chrześcijanie to debile!

Nie zaniżaj poziomu rozmowy.

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
rozumek
>Nie sądzę, bym się czepiał tylko Ciebie. Wszyscy chrześcijanie to debile!
A nie pomylili Ci się przypadkiem wyznawcy (i to nie wszyscy), praktykujący swoją religię w kościołach, z chrześcijanami, praktykującymi ją wyłacznie w życiu (nie wyznającymi żadnej religii)? Jeśli Ci się nie pomylili, to nie wystawiaj sobie świadectwa debilizmu. Jeśli pomylili, to też Świat nie musi wiedzieć, że nie odróżniasz czarnego od białego. Lepiej przestań gadać, a zacznij patrzeć i słuchać (nie rób z siebie idioty, bo przecież nie musisz ani nim być, ani z siebie go robić)
bezsenność w sieci
>Im więcej czytam takich tekstów, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wiara w Boga potrzebna jest ludziom nieszczęśliwym, niespełnionym, bezradnym, niedojrzałym i/lub mającym problemy natury psychicznej.
Czy coś w tym złego, że wybierają coś co im pomaga, a jeśli uważasz że nie, to dlaczego wybierają wiarę?
Nie zapominaj, że wierzą także Ci szczęśliwi, spełnieni, zaradni, dojrzali i/lub niemający problemów natury psychicznej.
Pozdrawiam
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>>Im więcej czytam takich tekstów, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wiara w Boga potrzebna jest ludziom nieszczęśliwym, niespełnionym, bezradnym, niedojrzałym i/lub mającym problemy natury psychicznej.
>Czy coś w tym złego, że wybierają coś co im pomaga
Nadimpretacja. Gdzie napisałem, że to coś złego?
Ale wiesz co? Zgodzę się z tobą. To JEST coś złego. W życiu człowieka powinien nastąpić moment, kiedy bierze odpowiedzialność za siebie, za swoje postępowanie, za swoje życie po prostu. Moment, w którym puszcza maminą spódnicę, przecina pępowinę, staje się autonomiczną jednostką, dojrzewa.

>a jeśli uważasz że nie, to dlaczego wybierają wiarę?
Wybierają? Nie rozśmieszaj mnie. Jaki procent Polaków, deklarujących się jako katolicy, WYBRAŁ to wyznanie twoim zdaniem? A jaki procent Izraelczyków WYBRAŁ judaizm? Jaki procent Saudyjczyków WYBRAŁ islam?

>Nie zapominaj, że wierzą także Ci szczęśliwi, spełnieni, zaradni, dojrzali i/lub niemający problemów natury psychicznej.
Czy to obala moją opinię? Poza tym racz zauważyć, że czyjaś subiektywna samoocena wcale nie musi być prawdziwa. Ktoś może twierdzić, że jest szczęśliwy, spełniony itd., gdy w rzeczywistości wcale nie jest. Do czego komuś potrzebna jest wiara w Boga SKORO czuje się szczęśliwy, zadowolony z życia, hę?
bezsenność w sieci
>Nadimpretacja. Gdzie napisałem, że to coś złego?
To nie nadinterpretacja. Byłaby jeśli zamiast sformułowania jakiego użyłem napisałbym "dlaczego uważasz że to coś złego?". Ja zapytałem czy coś w tym złego, po prostu chciałem poznać twoją opinię.
>Ale wiesz co? Zgodzę się z tobą. To JEST coś złego. W życiu człowieka powinien nastąpić moment, kiedy bierze odpowiedzialność za siebie, za swoje postępowanie, za swoje życie po prostu. Moment, w którym puszcza maminą spódnicę, przecina pępowinę, staje się autonomiczną jednostką, dojrzewa.
A czy wierzący nie bierze za siebie odpowiedzialności? Za swoje życie? Wie, że konsekwencję swojego postępowania rzutują na jego życie tutaj, jaki i na życie wieczne.
>Wybierają? Nie rozśmieszaj mnie. Jaki procent Polaków, deklarujących się jako katolicy, WYBRAŁ to wyznanie twoim zdaniem? A jaki procent Izraelczyków WYBRAŁ judaizm? Jaki procent Saudyjczyków WYBRAŁ islam?
Każdy z nas prędzej czy później stawia sobie pytanie (zakładając że jest wychowany w wierze w Boga), czy ja naprawdę wierzę i czy koncepcja wiary jest zgodna z moim postrzeganiem świata. Niektórzy wybierają ateizm, inni prawdziwą (świadomą) wiarę, jeszcze inni długo nad tym nie myślą i nic w swoim życiu nie zmieniają. Chodzą do Kościoła bo chodzili od dziecka, często bagatelizują wartości jakie niesie za sobą wiara. Są to pseudowierzący.
>>Nie zapominaj, że wierzą także Ci szczęśliwi, spełnieni, zaradni, dojrzali i/lub niemający problemów natury psychicznej.
>Czy to obala moją opinię?
A czy miało ją obalić?
Wymieniłeś niektóre cechy ja starałem się je dopełnić.
>Poza tym racz zauważyć, że czyjaś subiektywna samoocena wcale nie musi być prawdziwa. Ktoś może twierdzić, że jest szczęśliwy, spełniony itd., gdy w rzeczywistości wcale nie jest.
Wyraziłeś swoją subiektywną opinie o cechach ludzi, które też są subiektywne. A więc wierzyć jak i nie wierzyć może każdy, bez wględu na cechy.
>Do czego komuś potrzebna jest wiara w Boga SKORO czuje się szczęśliwy, zadowolony z życia, hę?
Wiara w to, że po śmierci możemy istnieć we wszechświecie nadal, że stanowimy część wielkiego dzieła stworzenia i nasze życie nie jest krótkim epizodem nie mającym większego znaczenia dla ogółu otaczającego nas świata.
FilipP
Małe zdanie ode mnie.

Nie uważam, że Boga nie ma, a wiara w Boga nie dawała spełnienia, tylko dawała poczucie bezpieczeństwa. To zależy.
W mojej rodzinie jest pewien bardzo mocno wierzący katolik. Twierdzi, że jest nawrócony przez samego Boga.
Mówię wam - nigdy nie spotkałem tak szczęśliwego i spełnionego człowieka! On sam nie ma żadnych wątpliwości co do swojego wyznania. Uważam, że już nigdy się nie zmieni.

Oczywiście każdy zinterpretuje to na swój sposób, ale przynajmniej mówię wam co utwierdziło mnie w powyższym twierdzeniu.

Pozdrowienia
Sapczyńska (39 punktów)
>Małe zdanie ode mnie.
>Nie uważam, że Boga nie ma, a wiara w Boga nie dawała spełnienia, tylko dawała poczucie bezpieczeństwa. To zależy.
>W mojej rodzinie jest pewien bardzo mocno wierzący katolik. Twierdzi, że jest nawrócony przez samego Boga.
>Mówię wam - nigdy nie spotkałem tak szczęśliwego i spełnionego człowieka! On sam nie ma żadnych wątpliwości co do swojego wyznania. Uważam, że już nigdy się nie zmieni.
>Oczywiście każdy zinterpretuje to na swój sposób, ale przynajmniej mówię wam co utwierdziło mnie w powyższym twierdzeniu.
>Pozdrowienia

Ktoś mógłby powiedziec, że nawrócenie tego czlowieka nie nastapiło pod wpływem Boga, lecz jakiegoś ziela.
Wierzę, że ten człowiek jest szczęśliwy i spełniony, bo jeśli utwierdził się w wierze, to głęboka wiara sprawia, że tak sie czuje
Pawlosky (44 punktów)
>Ktoś mógłby powiedziec, że nawrócenie tego czlowieka nie nastapiło pod wpływem Boga, lecz jakiegoś ziela.

Oh, żeby tylko tyle mógłby ktoś powiedzieć. Dlatego ostrożnie zaznaczyłem, że każdy zinterpretuje to na swój sposób .

>Wierzę, że ten człowiek jest szczęśliwy i spełniony, bo jeśli utwierdził się w wierze, to głęboka wiara sprawia, że tak sie czuje

Zgadza się. Przed swoim nawróceniem nie wierzył. Nie interesował się tym zbytnio. Teraz studiuje teologie.

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>>Nadimpretacja. Gdzie napisałem, że to coś złego?
>Ja zapytałem czy coś w tym złego, po prostu chciałem poznać twoją opinię.
No i poznałeś.

>>Ale wiesz co? Zgodzę się z tobą. To JEST coś złego. W życiu człowieka powinien nastąpić moment, kiedy bierze odpowiedzialność za siebie, za swoje postępowanie, za swoje życie po prostu. Moment, w którym puszcza maminą spódnicę, przecina pępowinę, staje się autonomiczną jednostką, dojrzewa.
>A czy wierzący nie bierze za siebie odpowiedzialności? Za swoje życie? Wie, że konsekwencję swojego postępowania rzutują na jego życie tutaj, jaki i na życie wieczne.
Prosząc Boga o załatwienie tego czy owego - nie bierze. Dziękując Bogu za to czy owamto - nie bierze.

>Każdy z nas prędzej czy później stawia sobie pytanie (zakładając że jest wychowany w wierze w Boga), czy ja naprawdę wierzę i czy koncepcja wiary jest zgodna z moim postrzeganiem świata. Niektórzy wybierają ateizm, inni prawdziwą (świadomą) wiarę, jeszcze inni długo nad tym nie myślą i nic w swoim życiu nie zmieniają. Chodzą do Kościoła bo chodzili od dziecka, często bagatelizują wartości jakie niesie za sobą wiara. Są to pseudowierzący.
Jaka szkoda, że nie stawiają sobie zasadniczego pytania o sens wiary w jakiegokolwiek Boga. Jaka szkoda, że nazywając Boga "Bóg", God", "Gott", "Jahwe" czy jakkolwiek nie zastanowią się, że wierzą w istnienie kochanej "Mamusi", która się nie pojawia czy wymawia się jej nazwę jako "mama", mother", "mutter" czy jakkolwiek.
Nie ma znaczenia czy naprawdę wierzysz w istnienie "kochającej mamusi" - ważne jest czy ona w ogóle istnieje, a jeśli tak, to czy w ogóle interesuje się tobą w tym sierocińcu zwanym Ziemią.

>>Poza tym racz zauważyć, że czyjaś subiektywna samoocena wcale nie musi być prawdziwa. Ktoś może twierdzić, że jest szczęśliwy, spełniony itd., gdy w rzeczywistości wcale nie jest.
>Wyraziłeś swoją subiektywną opinie o cechach ludzi, które też są subiektywne. A więc wierzyć jak i nie wierzyć może każdy, bez wględu na cechy.
Proponuję mniej spekulować, a więcej poznawać. Aczkolwiek rozumiem, że WIEDZA potrafi niweczyć WIARĘ.

>>Do czego komuś potrzebna jest wiara w Boga SKORO czuje się szczęśliwy, zadowolony z życia, hę?
>Wiara w to, że po śmierci możemy istnieć we wszechświecie nadal, że stanowimy część wielkiego dzieła stworzenia i nasze życie nie jest krótkim epizodem nie mającym większego znaczenia dla ogółu otaczającego nas świata.
A co ci przeszkadza przyjąć, że twoje życie ma znaczenie "tu i teraz"? Dlaczego odbierasz sam sobie sens życia?
bezsenność w sieci
>WIEDZA potrafi niweczyć WIARĘ.
Ciekawe
>A co ci przeszkadza przyjąć, że twoje życie ma znaczenie "tu i teraz"? Dlaczego odbierasz sam sobie sens życia?
Jak najbardziej ma znaczenie tu i teraz. Znaczenie życia tu nie wyklucza osiągania życia po śmierci. Czy ciężko jest przyjąć, że realizując cele w życiu jakie stawia sobie każdy z nas (bez względu na to czy wierzy czy nie) wpływam na osiągnięcie celu głównego - życia po śmierci.
joice
> Czy ciężko jest przyjąć, że realizując cele w życiu jakie stawia sobie każdy z nas (bez względu na to czy wierzy czy nie) wpływam na osiągnięcie celu głównego - życia po śmierci.
wez ty sie wyspij w koncu porzadnie
bezsenność w sieci
Jak pisałaś tego posta już dawno spałem
joice (259 punktów)
>Jak pisałaś tego posta już dawno spałem
to moze lozko masz na jakiejs zyle wodnej i organizm nie wypoczywa dostatecznie... efekty czytam tu pozniej.
moja mama miala podobny problem,zmienila umeblowanie i spi jak dziecko. i jakos trzezwiej tez na zycie po czasie spojzala...
Pawlosky (44 punktów)
>to moze lozko masz na jakiejs zyle wodnej i organizm nie wypoczywa dostatecznie... efekty czytam tu pozniej.
>moja mama miala podobny problem,zmienila umeblowanie i spi jak dziecko. i jakos trzezwiej tez na zycie po czasie spojzala...

Mówisz, że bezsenność w sieci patrzy nietrzeźwo na życie i pisze tak, jakby spała na żyle wodnej i nie wypoczywała dostatecznie.

A jakby się okazało, że bezsenność sypia doskonale, to jak bym miał to odebrać?

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
joice
>>to moze lozko masz na jakiejs zyle wodnej i organizm nie wypoczywa dostatecznie... efekty czytam tu pozniej.
>>moja mama miala podobny problem,zmienila umeblowanie i spi jak dziecko. i jakos trzezwiej tez na zycie po czasie spojzala...
>Mówisz, że bezsenność w sieci patrzy nietrzeźwo na życie i pisze tak, jakby spała na żyle wodnej i nie wypoczywała dostatecznie.
>A jakby się okazało, że bezsenność sypia doskonale, to jak bym miał to odebrać?
>
omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt

odebrac bys mial to tak, ze jakies inne czynniki powoduja ze dorabia sobie sztuczne raje do swego swiatopogladu
Pawlosky (44 punktów)
>>A jakby się okazało, że bezsenność sypia doskonale, to jak bym miał to odebrać?
>odebrac bys mial to tak,ze jakiejs inne czynniki powoduja ze dorabia sobie sztuczne raje do swego swiatopogladu

Czyli tylko tyle, że się z nią nie zgadzasz. Tak po prostu.
:D

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
bezsenność w sieci
>moja mama miala podobny problem,zmienila umeblowanie i spi jak dziecko. i jakos trzezwiej tez na zycie po czasie spojzala...
Joice a może łóżko Twojej mamy unosiło się nad ziemią i wszędzie latały książki?
joice
>>moja mama miala podobny problem,zmienila umeblowanie i spi jak dziecko. i jakos trzezwiej tez na zycie po czasie spojzala...
>Joice a może łóżko Twojej mamy unosiło się nad ziemią i wszędzie latały książki?
przeciez pisze o prostym zjawisku podziemnych zyl wodnych,a ty od razu wyobrazasz sobie jakiejs cuda lewitacje...wlasnie o to mi chodzi w tym twoim 'trzezwym' spojzeniu na swiat:P
>
bezsenność w sieci
>przeciez pisze o prostym zjawisku podziemnych zyl wodnych,a ty od razu wyobrazasz sobie jakiejs cuda lewitacje...wlasnie o to mi chodzi w tym twoim 'trzezwym' spojzeniu na swiat:P
No widzisz, jak pięknie zmieniasz poglądy. Czyżby to dobry sen?
joice

>No widzisz, jak pięknie zmieniasz poglądy. Czyżby to dobry sen?
nie rozumiem co maja moje poglady tu do tego.o zadnych lewitacjach na forum nigdy nie pisalam,ty za to wypisujesz dziwne teksty o jakims urojonym posmiertnym raju,co jest duzo bardziej malo mprawdopodobne niz umiejetnosc lewitowania mysleP
bezsenność w sieci
Hmmm a może ja jestem dla Ciebie urojeniem? Piszesz do kogoś kogo nie ma, nie ma też postów na które odpisujesz. Tak jak ja moge wierzyć w Boga którego (wg nie ma) i życie po śmierci. Choroba psychiczna jest na tyle szerokim pojęciem, że można ją na wyrost przypisać każdemu.
joice
>Hmmm a może ja jestem dla Ciebie urojeniem?
literki widze,ktore zekomo ty droga bezsennosci sklecasz w slowa stukajac w klawiature..rzeczywiscie nie mam pojecia gdzie stoi ta klawiatura,ani tez czy masz psa,lub czy jestes hetero czy bi naprzyklad...
moge natomiast odczytac twe wypowiedzi na forum,pokazywalam je dla pewnosci facetowi,aby potwierdzil,czy nie mam halucynacji.
mysle ze urojeniem mozna nazwac tu jedynie nadzieje na 'zycie wieczne' zalatuje mi to urojenie kompleksami,lub wrecz przeciwnie,jakas mania wielkosci .
>Piszesz do kogoś kogo nie ma, nie ma też postów na które odpisujesz.
tu cie nie rozumiem...
>Tak jak ja moge wierzyć w Boga którego (wg( ciebie?) nie ma) i życie po śmierci. Choroba psychiczna jest na tyle szerokim pojęciem, że można ją na wyrost przypisać każdemu.
ja nigdzie nie napisalam ze nie wierze w zadnego boga...mysle ze to ludzie go tworza,podswiadomosc jest naszym bogiem,sami mozemy nim byc...lecz
'To, co człowiek widzi, zależy zarówno od tego, na co patrzy, jak i od tego, co nauczył się dostrzegać w swym dotychczasowym doświadczeniu wizualnym i pojęciowym. '
-- T. S. Kuhn, "Struktura rewolucji naukowych

ps.definicja 'choroby psychicznej'nie jest wcale pojeciem,ktore mozna przypisac kazdemu.

... to co czlowiek widzi,zalezy rowniez od tego jak bardzo przekona swoj umysl o slusznosci danej ideii.
jesli zaczynamy traktowac zupelnie powaznie wlasna propagande,to o krok nam do ochydnego FUNDAMENTALIZMU.
bezsenność w sieci
Joice zrozum jedno. Nie mam mani wielkość bo w żaden sposób nie staram się Ciebie nawrócić, udowadniać że idziesz złą drogą. Nie rozumiem dlaczego wykluczasz światopogląd odmienny od Twojego. Nie potrafisz zrozumieć, że ktoś ma inne spojrzenie na świat niż Ty. Jeśli taki napotkasz, nieudolnie atakujesz: Jezusa nie było, masz kompleksy, urojenia, manię wielkości, wyśpij się i ect. Żałuje jednego, że wdaje się z Tobą w te żałosne polemiki które nic dobrego za sobą nie niosą.
Znam Twoją historie, gdzie napisałaś, że przestałaś wierzyć. Zrozum nie potępiam tego, po prostu inaczej postrzegam świat.
To forum często razi pysznością, szczególnie czytając wypowiedzi tych którzy z pogardą i wywyższeniem rozprawiają się ze światopoglądem innych. Zamiast przekonywać do swoich racji pozostawiają po sobie tylko niesmak i prośbę o współczucie. Szanuje to jaką drogę wybrałaś, nie twierdzę że wybrałem lepszą lecz po prostu inną! Piszesz mi czasem: uwolnij umysł. Mógłbym pisać Ci na końcu każdego postu tak samo. Ja napiszę inaczej: otwórz umysł na inne poglądy niż Twoje ponieważ monopolu na postrzegania świata nie masz.
joice (259 punktów)

>To forum często razi pysznością, szczególnie czytając wypowiedzi tych którzy z pogardą i wywyższeniem rozprawiają się ze światopoglądem innych. Zamiast przekonywać do swoich racji pozostawiają po sobie tylko niesmak i prośbę o współczucie. Szanuje to jaką drogę wybrałaś, nie twierdzę że wybrałem lepszą lecz po prostu inną! Piszesz mi czasem: uwolnij umysł. Mógłbym pisać Ci na końcu każdego postu tak samo. Ja napiszę inaczej: otwórz umysł na inne poglądy niż Twoje ponieważ monopolu na postrzegania świata nie masz.

no racja.chociaz monopol bym miec chciala.wprowadzilabym do szkol podst.zajecia jak wystrzegac sie psychomanipulacji w zyciu...
jesli pewnego dnia otworzysz swoj umysl zamkniety w propagandzie wiary w nadludzkie duchy,i poczujesz ten wstyd jak moglas/es byc tak slepy przez tyle czasu..
poczujesz tez ulge i niesamowita jasnosc i granice tego co dobre czy zle( wg.wlasnego sumienia)to z pewnoscia chodz czesciowo zrozumiesz,dlaczego tak czesto ateisci moga wydawac sie pyszni czy wrecz bezczelni( z teistami sprawa jednak wyglada identyczne)
przepraszam za rzeczywiscie niski poziom moich arguemntow..
uzywam takich z wlasnej slabosci,bowiem wiem,ze nie ma argumentow,ktore moglby skutecznie odwiesc osobe gleboko wierzaca od wiary.
potrafie zrobic taka symulacje myslowa,jako'wciaz wierzaca' rozumiem ze wizja swiata uklada sie wtedy w calosc nad wyraz latwo...( dlatego taki klopot sprawia obranie innych aksjomantow we wlasnej interpretacji rzeczywistosci)
przepraszam raz jeszcze,wybacz,ale slepej, naiwnej wiary w urojone raje w chmurkach szanowac po prostu nie potrafie.
Pawlosky (44 punktów)
>>To forum często razi pysznością, szczególnie czytając wypowiedzi tych którzy z pogardą i wywyższeniem rozprawiają się ze światopoglądem innych. Zamiast przekonywać do swoich racji pozostawiają po sobie tylko niesmak i prośbę o współczucie. Szanuje to jaką drogę wybrałaś, nie twierdzę że wybrałem lepszą lecz po prostu inną! Piszesz mi czasem: uwolnij umysł. Mógłbym pisać Ci na końcu każdego postu tak samo. Ja napiszę inaczej: otwórz umysł na inne poglądy niż Twoje ponieważ monopolu na postrzegania świata nie masz.

>przepraszam raz jeszcze,wybacz,ale slepej, naiwnej wiary w urojone raje w chmurkach szanowac poprostu nie potrafie.

To podobnie można odpowiedzieć:
Ja również chciałem bardzo przeprosić za to, że jestem mądrzejszy, i że nie masz racji. Chciałbym też przeprosić za to, że nie potrafię uszanować tego, że pewnych rzeczy nie widzisz i że jesteś naiwna. Tak mi przykro.

To była tylko symulacja, ale flaki się gotują jak czytam takie posty jak ten twój.

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
joice

>Ja również chciałem bardzo przeprosić za to, że jestem mądrzejszy, i że nie masz racji.
jesli ludzisz sie nadzieją na zycie wieczne,to nie wiem kto tu jest madrzejszy...
>Chciałbym też przeprosić za to, że nie potrafię uszanować >tego, że pewnych rzeczy nie widzisz i że jesteś naiwna. Tak mi przykro.
mi tam przykro nie jest
i nie przejmuj sie pogladami niezdogmatyzowanych ludzi.to najwidoczniej przerasta twa zdolnosc pojmowania.
a naiwna jest teistyczna interpretacja rzeczywistosci-zupelnie pod prad nauki.kto tu wiec jest naiwny?
>To była tylko symulacja, ale flaki się gotują jak czytam takie posty jak ten twój.
mi tak sie nic nie gotuje,a czytac posty dumnych i bladych teistow rowniez jak najbardziej mi sie nie chce.
pozdrawiam
take it easy
zycie masz tylko jedno! nie zmarnuj go!
>
omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
Pawlosky (44 punktów)
Jak już powiedziałem - jest to tylko symulacja. W ten sposób chciałem pokazać twój sposób rozmowy, nie interpretowałem twoich słów.

>a naiwna jest teistyczna interpretacja rzeczywistosci-zupelnie pod prad nauki.kto tu wiec jest naiwny?
Ale żeś wyskoczyła.Jeżeli zaczynasz z tekstem:
"Jesteś naiwny, kto tu jest mądrzejszy?", to naprawdę nie mam zamiaru się z tobą spierać. Właściwie to zamierzam studiować fizykę i nie będzie to zupełnie sprzeczne z moim wyznaniem.

>>To była tylko symulacja, ale flaki się gotują jak czytam takie posty jak ten twój.
Wiem, głupio piszę ale musiałem zaakcentować jak bardzo mi się nie podoba twoje znieważenie.

>mi tak sie nic nie gotuje,a czytac posty dumnych i bladych teistow rowniez jak najbardziej mi sie nie chce.
To chyba czytasz tylko posty teistów.

>pozdrawiam
Ok - lubię cię, ale mnie nie dyskryminuj.
Również pozdrawiam.

>zycie masz tylko jedno! nie zmarnuj go!
To dość istotne. Warto o tym pamiętać.

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
joice (259 punktów)

>Ok - lubię cię, ale mnie nie dyskryminuj.
>Również pozdrawiam.
wy macie jakiejs kompleksy powaznie-ja nikogo nie dyskryminuje ,ani nikim nie gardze( co najwyzej moge usmiechnac sie pod nosem)
a tak poza tym
to
peace
love
&
harmonyP
placownik (17853 punktów)

>o zadnych lewitacjach na forum nigdy nie pisałam

   A czy to nie Ty byłaś autorką tego postu o przesuwaniu szklanek po stole siłą woli?

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
joice (259 punktów)
>>o zadnych lewitacjach na forum nigdy nie pisałam
>   A czy to nie Ty byłaś autorką tego postu o przesuwaniu szklanek po stole siłą woli?
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli

przepraszam panie moderatorze,czy rozumie pan pojecie slowa 'lewitacja'?
placownik (17853 punktów)

>przepraszam panie moderatorze,czy rozumie pan pojecie slowa 'lewitacja'?

   Według internetowego słownika języka polskiego PWN lewitacja to : «w okultyzmie: sprzeczne z prawem ciążenia zjawisko mające polegać na unoszeniu się w powietrzu ciał materialnych»

   Rzeczywiście dostrzegasz jakąś fundamentalną różnicę pomiędzy przesuwaniem siłą woli szklanki po stole, a powodowaniem tą samą siłą woli aby unosiła się w powietrzu?

   P.S. Moja wypowiedź nie była wypowiedzią moderatora tylko zwykłego użytkownika.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
joice (259 punktów)
>>przepraszam panie moderatorze,czy rozumie pan pojecie slowa 'lewitacja'?
>   Według internetowego słownika języka polskiego PWN lewitacja to : Ťw okultyzmie: sprzeczne z prawem ciążenia zjawisko mające polegać na unoszeniu się w powietrzu ciał materialnychť
ja juz to wiedzialam
>   Rzeczywiście dostrzegasz jakąś fundamentalną różnicę pomiędzy przesuwaniem siłą woli szklanki po stole, a powodowaniem tą samą siłą woli aby unosiła się w powietrzu?
oczywiscie ze tak. roznica zasadnicza.stol a powietrze.
>   P.S. Moja wypowiedź nie była wypowiedzią moderatora tylko zwykłego użytkownika.
>   Pozdrawiam
ja rowniez
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli

jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>>WIEDZA potrafi niweczyć WIARĘ.
>Ciekawe
Czy ja wiem czy takie ciekawe, raczej oczywiste.

>Czy ciężko jest przyjąć, że realizując cele w życiu jakie stawia sobie każdy z nas (bez względu na to czy wierzy czy nie) wpływam na osiągnięcie celu głównego - życia po śmierci.
Ciężko jest przyjąć, że upośledzony umysłowo, niezdający sobie sprawy z własnego istnienia, dziecko umierające kilka dni po urodzeniu, pedofil (choćby nawet i w sutannie!) realizują w życiu cele prowadzące ich do "życia po życiu".
bezsenność w sieci
>Ciężko jest przyjąć, że upośledzony umysłowo, niezdający sobie sprawy z własnego istnienia, dziecko umierające kilka dni po urodzeniu,
nad tym można spekulować, a czy ateiści znajdują wytłumaczenie na te zjawiska? Rosyjska ruletka? Żyjesz, jesteś w miarę zdrowy i normalny masz fart...?
>pedofil (choćby nawet i w sutannie!) realizują w życiu cele prowadzące ich do "życia po życiu".
Na te hasła jest osobny dział na forum. Pan Ciesielski rozwinie zaraz Twoją myśl na 10 postów z maksymalną liczbą znaków i nienawiści. No bo przecież ateistów pedofili nie ma... a łyżka na to...
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>czy ateiści znajdują wytłumaczenie na te zjawiska?
Póki co nie martw się o ateistów - na razie masz problem z wyjaśnieniem tego ze swojej, teistycznej strony.

>>pedofil (choćby nawet i w sutannie!) realizują w życiu cele prowadzące ich do "życia po życiu".
>Na te hasła jest osobny dział na forum.
Nie mam zamiaru dyskutować o księdzach - pedofilach, byłem tylko ciekaw jak wyjaśnisz w jaki sposób żyjąc "tu i teraz" tak a nie inaczej realizują "cel zamierzony" - "życie po życiu".
bezsenność w sieci
>Póki co nie martw się o ateistów - na razie masz problem z wyjaśnieniem tego ze swojej, teistycznej strony.
Może inaczej, myślę że każdy człowiek ma problem z wyjaśnieniem tych przypadków i ich sensu (teiści jaki i ateiści)
Spekulacji jest tyle ile osób które ich dokonują.
>Nie mam zamiaru dyskutować o księdzach - pedofilach, byłem tylko ciekaw jak wyjaśnisz w jaki sposób żyjąc "tu i teraz" tak a nie inaczej realizują "cel zamierzony" - "życie po życiu".
Na początek: walka z chorym i szkodliwym egoizmem.
bezsenność w sieci
>>czy ateiści znajdują wytłumaczenie na te zjawiska?
>Póki co nie martw się o ateistów - na razie masz problem z wyjaśnieniem tego ze swojej, teistycznej strony.
problem ze zrozumieniem sensu tych zjawisk mają wszyscy, ateiści jak i wierzący.
>Nie mam zamiaru dyskutować o księdzach - pedofilach, byłem tylko ciekaw jak wyjaśnisz w jaki sposób żyjąc "tu i teraz" tak a nie inaczej realizują "cel zamierzony" - "życie po życiu".
Co najważniejsze, niszcząc chory egoizm.
bezsenność w sieci
jeden post odblokował drugi dziwne pierwszy jest wczorajszy
Pawlosky (44 punktów)
>>A czy wierzący nie bierze za siebie odpowiedzialności? Za swoje życie? Wie, że konsekwencję swojego postępowania rzutują na jego życie tutaj, jaki i na życie wieczne.
>Prosząc Boga o załatwienie tego czy owego - nie bierze. Dziękując Bogu za to czy owamto - nie bierze.

Uogólnię to.
KAŻDY CZŁOWIEK NA ZIEMI bierze za siebie odpowiedzialność. KAŻDY.
Bez względu na to, czy JEST TEGO ŚWIADOMY, czy też NIE.

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
stormrider (206 punktów)
>A czy wierzący nie bierze za siebie odpowiedzialności? Za swoje życie? Wie, że konsekwencję swojego postępowania rzutują na jego życie tutaj, jaki i na życie wieczne.

Nie jestem pewien. Wierzący przenosi odpowiedzialność za swoje życie na obiekt swojej wiary. Jeśli wierzysz w siebie przenosisz odpowiedzialność na siebie, jeśli wierzysz w boga przenosisz odpowiedzialność na boga. Ludzie często nie uświadamiają sobie jakie są konsekwencje ich postępowania na ich własne życie.

______________________________________________________________________
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
bezsenność w sieci
>Nie jestem pewien. Wierzący przenosi odpowiedzialność za swoje życie na obiekt swojej wiary. Jeśli wierzysz w siebie przenosisz odpowiedzialność na siebie, jeśli wierzysz w boga przenosisz odpowiedzialność na boga. Ludzie często nie uświadamiają sobie jakie są konsekwencje ich postępowania na ich własne życie.
Jak najbardziej bierze odpowiedzialność za siebie, w przypadku wierzącego istnieje wiara w to, że jego postępowanie będzie rozliczane (nie piszę tu o fanatyzmie ponieważ on z prawdziwą wiarą nie ma nic wspólnego). Wiara mówi o tym, że odpowiedzialność za swoje czyny ponosisz ty sam a nie Bóg (Bóg jest w tym wypadku sędzią, a reguły są ogólnie znane).
stormrider (206 punktów)
>Jak najbardziej bierze odpowiedzialność za siebie, w przypadku wierzącego istnieje wiara w to, że jego postępowanie będzie rozliczane .Wiara mówi o tym, że odpowiedzialność za swoje czyny ponosisz ty sam a nie Bóg (Bóg jest w tym wypadku sędzią, a reguły są ogólnie znane).

Odpowiedzialność ściśle wiąże się z rozmiarem wiedzy o swoim położeniu. Im człowiek mniej wie tym jest mniej odpowiedzialny. A ilu ludzi chce naprawdę poznać prawdę o sobie, CAŁĄ prawdę? Wolą przyjmować to co ktoś im daje, jakieś stwierdzenia, jakieś "prawdy objawione", a potem chcą być rozliczani ze swoich czynów przez "kogoś' lub "coś" w co wierzą. A jeśli nie ma Boga to kto ich rozliczy? Gdzie jest ich własne sumienie? Człowiek w pełni dojrzały, moim zdaniem, to człowiek odpowiedzialny przed sobą samym, nie przed "bogiem", czy historią, czy narodem, czy czymkolwiek innym.
Skoro to ja mam przeżyć swoje życie jak najlepiej to przed sobą odpowiadam za swoje czyny, ponieważ to one mają największy wpływ na moje życie, kropka.

___________________________________________________________________
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>Człowiek w pełni dojrzały, moim zdaniem, to człowiek odpowiedzialny przed sobą samym, nie przed "bogiem", czy historią, czy narodem, czy czymkolwiek innym.
A jednym z najbardziej przekonanych o własnej dojrzałości i religijności, był Hitler. Uważam, że Bóg go całkiem nie najgorzej rozliczył za te przekonania. A za Bogiem - przyszłe pokolenia.
stormrider
>>Człowiek w pełni dojrzały, moim zdaniem, to człowiek odpowiedzialny przed sobą samym, nie przed "bogiem", czy historią, czy narodem, czy czymkolwiek innym.
>A jednym z najbardziej przekonanych o własnej dojrzałości i religijności, był Hitler. Uważam, że Bóg go całkiem nie najgorzej rozliczył za te przekonania. A za Bogiem - przyszłe pokolenia.
>

Uważać się za dojrzałego to nie to samo co być dojrzałym. Nie wiem nic o tym, by Bóg rozliczał Hitlera. Ludzie to co innego. Hitler miał ten problem, że widział świat w bieli i czerni, a taki radykalizm wskazuje na niedojrzałość. Poza tym Hitler utożsamiał się z narodem, mówił: "Niemcy to ja". Człowiek dojrzały opiera się na wielu poziomach tożsamości z czego żaden nie bywa ostateczny, tak myślę.

___________________________________________________________________
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>>Uważać się za dojrzałego to nie to samo co być dojrzałym.
I tak samo: uważać sie za wierzącego lub nie, to nie to samo co wierzyć lub nie.
>Nie wiem nic o tym, by Bóg rozliczał Hitlera.
A ja wiem. Dlatego też wiem, że każdy jemu podobny, będzie zawsze rozliczony. Wiem też, że Ty będziesz rozliczany przez Niego z każdego najmniejszego nawet błędu (grzechu). I niekoniecznie, podczas tego rozliczania, posługiwał będzie się ludźmi. Kiedyś zapewne sprawdzisz, że to moja wiara, a nie Twoja niewiara, jest prawdziwa. Nie wiem tylko, czy nie będzie za późno.
stormrider
>>Nie wiem nic o tym, by Bóg rozliczał Hitlera.
>A ja wiem. Dlatego też wiem, że każdy jemu podobny, będzie zawsze rozliczony. Wiem też, że Ty będziesz rozliczany przez Niego z każdego najmniejszego nawet błędu (grzechu). I nie koniecznie, podczas tego rozliczania, posługiwał będzie się ludźmi. Kiedyś zapewne sprawdzisz, że to moja wiara, a nie Twoja niewiara, jest prawdziwa. Nie wiem tylko, czy nie będzie za późno.

Mogę tylko pogratulowac pewności swojej wiedzy...

_________________________________________________________________
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>>>Nie wiem nic o tym, by Bóg rozliczał Hitlera.
>>A ja wiem. Dlatego też wiem, że każdy jemu podobny, będzie zawsze rozliczony. Wiem też, że Ty będziesz rozliczany przez Niego z każdego najmniejszego nawet błędu (grzechu). I nie koniecznie, podczas tego rozliczania, posługiwał będzie się ludźmi. Kiedyś zapewne sprawdzisz, że to moja wiara, a nie Twoja niewiara, jest prawdziwa. Nie wiem tylko, czy nie będzie za późno.
>Mogę tylko pogratulowac pewności swojej wiedzy...
A Ty, masz mniejszą pewność co do swojej wiedzy na temat własnej wiary? Ciekawe, czy takich niepewnych jest więcej. Mojej pewności nie ma co gratulować, bo jest raczej dość powszechna. Co innego, Twoja niepewność.
stormrider (206 punktów)
>>Mogę tylko pogratulowac pewności swojej wiedzy...
>A Ty, masz mniejszą pewność co do swojej wiedzy na temat własnej wiary? Ciekawe, czy takich niepewnych jest więcej. Mojej pewności nie ma co gratulować, bo jest raczej dość powszechna. Co innego, Twoja niepewność.

Stopień Twojej pewności bynajmniej nie jest tak powszechny jak sądzisz... No i spieszę Ciebie poinformować, że WIEM w co wierzę, ale tego w co wierzę nie nazywam wiedzą. Myślę, że tutaj tkwi podstawowa różnica między nami.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W Stoczkowski
rozumek
>>>Mogę tylko pogratulowac pewności swojej wiedzy...
>>A Ty, masz mniejszą pewność co do swojej wiedzy na temat własnej wiary? Ciekawe, czy takich niepewnych jest więcej. Mojej pewności nie ma co gratulować, bo jest raczej dość powszechna. Co innego, Twoja niepewność.
>Stopień Twojej pewności bynajmniej nie jest tak powszechny jak sądzisz... No i spieszę Ciebie poinformować, że WIEM w co wierzę,
Skoro stopień mojej pewności nie jest tak powszechny, to cieszę się, że chociaż Ty masz nie mniejszy. Ja niestety wierzę, że u wszystkich innych, jest on dokładnie taki sam. Nie wiem, czy nie przeceniasz mojego i swojego geniuszu.
>ale tego w co wierzę nie nazywam wiedzą. Myślę, że tutaj tkwi podstawowa różnica między nami.
Zapewne nazywasz to Bogiem? Wiesz, wszyscy ludzie, nazywają podobnie. Ciekawe, w jakiego Ty wierzysz. Wyznajesz nam tu wiarę w jakiegoś cudzego?
stormrider (206 punktów)
>Skoro stopień mojej pewności nie jest tak powszechny, to cieszę się, że chociaż Ty masz nie mniejszy. Ja niestety wierzę, że u wszystkich innych, jest on dokładnie taki sam. Nie wiem, czy nie przeceniasz mojego i swojego geniuszu.

Nie nazwałbym zbytniej pewności siebie geniuszem, raczej obłędem. I mogę ciebie zapewnić, że stopień pewności siebie różnych ludzi mieści się w całym zakresie skali od absolutnej pewności do absolutnej niepewności.

>>ale tego w co wierzę nie nazywam wiedzą. Myślę, że tutaj tkwi podstawowa różnica między nami.
>Zapewne nazywasz to Bogiem? Wiesz, wszyscy ludzie, nazywają podobnie. Ciekawe, w jakiego Ty wierzysz. Wyznajesz nam tu wiarę w jakiegoś cudzego?

Już ja wiem jak to nazywam.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>>Skoro stopień mojej pewności nie jest tak powszechny, to cieszę się, że chociaż Ty masz nie mniejszy. Ja niestety wierzę, że u wszystkich innych, jest on dokładnie taki sam. Nie wiem, czy nie przeceniasz mojego i swojego geniuszu.
>Nie nazwałbym zbytniej pewności siebie geniuszem, raczej obłędem. I mogę ciebie zapewnić, że stopień pewności siebie różnych ludzi mieści się w całym zakresie skali od absolutnej pewności do absolutnej niepewności.
Nie rozmawiamy o pewnosci siebie, tylko pewności tego, w co się wierzy (a w co nie).
>>>ale tego w co wierzę nie nazywam wiedzą. Myślę, że tutaj tkwi podstawowa różnica między nami.
>>Zapewne nazywasz to Bogiem? Wiesz, wszyscy ludzie, nazywają podobnie. Ciekawe, w jakiego Ty wierzysz. Wyznajesz nam tu wiarę w jakiegoś cudzego?
>Już ja wiem jak to nazywam.
Ja też wiem, jak to wszyscy nazywamy (wiedzą). Ty wierzysz w ludzką wszechwiedzę, ja we wszechwiedzącego Boga. I to cała różnica między naszymi światopoglądami (i bogami). Ty wierzysz, że wiesz. Ja wiem, że wierzę.
stormrider (206 punktów)
>>Nie nazwałbym zbytniej pewności siebie geniuszem, raczej obłędem. I mogę ciebie zapewnić, że stopień pewności siebie różnych ludzi mieści się w całym zakresie skali od absolutnej pewności do absolutnej niepewności.
>Nie rozmawiamy o pewnosci siebie, tylko pewności tego, w co się wierzy (a w co nie).

Obawiam się, że obie "pewnosci" są ściśle ze sobą powiązane.

>>>>ale tego w co wierzę nie nazywam wiedzą. Myślę, że tutaj tkwi podstawowa różnica między nami.
>>>Zapewne nazywasz to Bogiem? Wiesz, wszyscy ludzie, nazywają podobnie. Ciekawe, w jakiego Ty wierzysz. Wyznajesz nam tu wiarę w jakiegoś cudzego?
>>Już ja wiem jak to nazywam.
>Ja też wiem, jak to wszyscy nazywamy (wiedzą)

Skąd ta pewność, że wszyscy to tak nazywają? Czyżbyś był wszystkimi?

>Ty wierzysz w ludzką wszechwiedzę,

Jak już powiedziałem wcześniej; wiem w co wierzę. Proszę się nie starać określić tego za mnie.

>ja we wszechwiedzącego Boga. I to cała różnica między naszymi światopoglądami

Różnica między nami tkwi w podejściu jakie każdy z nas ma w stosunku do swojego światopoglądu.

>Ty wierzysz, że wiesz. Ja wiem, że wierzę.

Nie, ja wiem, że wierzę. To Ty nazywasz obiekty swojej wiary wiedzą. Mylisz subiektywne z obiektywnym. Ale mogę to zrozumieć. Gdy nie można określić obiektywnego, to trzeba się oprzeć na tym co można opisać, czyli subiektywnym.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie.
W.Stoczkowski
rozumek
>>Nie rozmawiamy o pewnosci siebie, tylko pewności tego, w co się wierzy (a w co nie).
>Obawiam się, że obie "pewnosci" są ściśle ze sobą powiązane.
Może i jakoś tam są, ale jeśli nie jesteś pewien siebie i swojej wiary (a także nie gorszej od innych racji bytu), to raczej nikt Cię w niej nie umocni (szczególnie, gdy jest fałszywa, czyli wyznajesz innym fałsz o sobie samym).
>>Ja też wiem, jak to wszyscy nazywamy (wiedzą)
>Skąd ta pewność, że wszyscy to tak nazywają? Czyżbyś był wszystkimi?
Skąd ten fałszywy wniosek? Wiem, że wszyscy coś tam wiedzą i wszyscy w coś tam wierzą. Jeśli nie wierzą w Boga, to do wyznawania pozostaje im tylko wiedza lub religia. Wyznałeś, że nie wierzysz w Boga i nie wyznajesz żadnej religii, więc wierząc Twoim wyznaniom, wiem, że wierzysz w wiedzę.
>>Ty wierzysz w ludzką wszechwiedzę,
>Jak już powiedziałem wcześniej; wiem w co wierzę. Proszę się nie starać określić tego za mnie.
Mam nie wierzyć Twoim wyznaniom, czy wnioskom jakie z nich wynikają?
>Różnica między nami tkwi w podejściu jakie każdy z nas ma w stosunku do swojego światopoglądu.
>>Ty wierzysz, że wiesz. Ja wiem, że wierzę.
>Nie, ja wiem, że wierzę.
Tylko nie bardzo wiesz w co?
>To Ty nazywasz obiekty swojej wiary wiedzą. Mylisz subiektywne z obiektywnym. Ale mogę to zrozumieć. Gdy nie można określić obiektywnego, to trzeba się oprzeć na tym co można opisać, czyli subiektywnym.
Co mi imputujesz? Przecież wyraźnie nazywam obiekt mojej wiary Bogiem, a nie wiedzą. To chyba jednak Ty, przypisujesz swojemu jakieś inne określenia? Skoro nie wierzysz ani w wiedzę, ani Boga, to naprawdę nie wiem, w co możesz wierzyć.
stormrider (206 punktów)
>>>Ja też wiem, jak to wszyscy nazywamy (wiedzą)
>>Skąd ta pewność, że wszyscy to tak nazywają? Czyżbyś był wszystkimi?
>Skąd ten fałszywy wniosek? Wiem, że wszyscy coś tam wiedzą i wszyscy w coś tam wierzą. Jeśli nie wierzą w Boga, to do wyznawania pozostaje im tylko wiedza lub religia

A może, zostaje wiele innych rzeczy? Dlaczego autorytarnie stwierdzasz co zostaje do wyznawania?

>. Wyznałeś, że nie wierzysz w Boga i nie wyznajesz żadnej religii, więc wierząc Twoim wyznaniom, wiem, że wierzysz w wiedzę.

Nie wiesz tego, tylko tak sądzisz, choćby z tego powodu, że zawęziłeś ilość rzeczy do wyznawania.

>>>Ty wierzysz w ludzką wszechwiedzę,
>>Jak już powiedziałem wcześniej; wiem w co wierzę. Proszę się nie starać określić tego za mnie.
>Mam nie wierzyć Twoim wyznaniom, czy wnioskom jakie z nich wynikają?

Jak na razie nie powiedziałem w co wierzę, więc powiedz mi jak możesz wyciagać wnioski z tego w co wierzę?

>>>Ty wierzysz, że wiesz. Ja wiem, że wierzę.
>>Nie, ja wiem, że wierzę.
>Tylko nie bardzo wiesz w co?

Wiem w co, fakt że tego nie powiedziałem, nie oznacza że tego nie wiem. To Ty tego nie wiesz.

>>To Ty nazywasz obiekty swojej wiary wiedzą. Mylisz subiektywne z obiektywnym. Ale mogę to zrozumieć. Gdy nie można określić obiektywnego, to trzeba się oprzeć na tym co można opisać, czyli subiektywnym.
>Co mi imputujesz? Przecież wyraźnie nazywam obiekt mojej wiary Bogiem, a nie wiedzą.

Mówię o tym, że wierząc w istnienie Boga, zakładasz że On istnieje ( Jakże by inaczej, to zrozumiałe. ) i tym samym stwierdzasz, że wiesz iż on istnieje. Z tym że wiedza odnosi się do rzeczy sprawdzalnych a wiara niekoniecznie, w związku z tym popełniasz błąd logiczny, stwierdzając że coś jest ( wiedza ) na podstawie czegoś, czego nie możesz udowodnić ( wiara ).

>To chyba jednak Ty, przypisujesz swojemu jakieś inne określenia? Skoro nie wierzysz ani w wiedzę, ani Boga, to naprawdę nie wiem, w co możesz wierzyć.

Myślałem że spieramy się o to, co wiemy?


Jest ogromna różnica miedzy tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>>Skąd ten fałszywy wniosek? Wiem, że wszyscy coś tam wiedzą i wszyscy w coś tam wierzą. Jeśli nie wierzą w Boga, to do wyznawania pozostaje im tylko wiedza lub religia
>A może, zostaje wiele innych rzeczy? Dlaczego autorytarnie stwierdzasz co zostaje do wyznawania?
Bo wiem, co to wszystko (nieznana mi nieskończoność nieskończoności).
>Nie wiesz tego, tylko tak sądzisz, choćby z tego powodu, że zawęziłeś ilość rzeczy do wyznawania.
Jeśli zamierzasz rozszerzyć "wszystko", to gratuluję aspiracji.
>>>>Ty wierzysz w ludzką wszechwiedzę,
>Jak na razie nie powiedziałem w co wierzę, więc powiedz mi jak możesz wyciagać wnioski z tego w co wierzę?
A o czym cały czas piszesz?
>>Tylko nie bardzo wiesz w co?
>Wiem w co, fakt że tego nie powiedziałem, nie oznacza że tego nie wiem. To Ty tego nie wiesz.
To niby co wiem na Twój temat z Twoich postów?
>>Co mi imputujesz? Przecież wyraźnie nazywam obiekt mojej wiary Bogiem, a nie wiedzą.
>Mówię o tym, że wierząc w istnienie Boga, zakładasz że On istnieje ( Jakże by inaczej, to zrozumiałe. ) i tym samym stwierdzasz, że wiesz iż on istnieje. Z tym że wiedza odnosi się do rzeczy sprawdzalnych a wiara niekoniecznie, w związku z tym popełniasz błąd logiczny, stwierdzając że coś jest ( wiedza ) na podstawie czegoś, czego nie możesz udowodnić ( wiara ).
Nie wiem, kto był moim praprapradziadkiem. Wiem, że ktoś był, więc w niego wierzę. Tak samo wierze w Boga, stwórcę Wszechświata i praw nim rządzących.
>Myślałem że spieramy się o to, co wiemy?
Tak. I nie wiem, dlaczego wmawiasz mi, że komukolwiek (choćby Tobie) brakuje dowodów na to, że Bóg istnieje. Twierdzę, że masz te dowody, więc nie tylko w Boga wierzysz, ale także WIESZ, że istnieje. Nie wiem tylko, dlaczego tę wiedzę przed innymi ukrywasz.
Sapczyńska (39 punktów)
>>Człowiek w pełni dojrzały, moim zdaniem, to człowiek odpowiedzialny przed sobą samym, nie przed "bogiem", czy historią, czy narodem, czy czymkolwiek innym.
>
Oj, dojrzałośc to slowo wzgledne. Niejeden uwazajacy się za dojrzałego nie ma pojęcia o odpowiedzialnosci!
stormrider (206 punktów)
>>>Człowiek w pełni dojrzały, moim zdaniem, to człowiek odpowiedzialny przed sobą samym, nie przed "bogiem", czy historią, czy narodem, czy czymkolwiek innym.
>>Oj, dojrzałośc to slowo wzgledne. Niejeden uwazajacy się za dojrzałego nie ma pojęcia o odpowiedzialnosci!

A czy ja powiedziałem, że człowiek dojrzały to człowiek "uważający się za dojrzałego"?
Zarysowałem tylko czym, moim zdaniem, charakteryzuje się dojrzałość.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
bezsenność w sieci
>Odpowiedzialność ściśle wiąże się z rozmiarem wiedzy o swoim położeniu. Im człowiek mniej wie tym jest mniej odpowiedzialny. A ilu ludzi chce naprawdę poznać prawdę o sobie, CAŁĄ prawdę? Wolą przyjmować to co ktoś im daje, jakieś stwierdzenia, jakieś "prawdy objawione", a potem chcą być rozliczani ze swoich czynów przez "kogoś' lub "coś" w co wierzą. A jeśli nie ma Boga to kto ich rozliczy?
A jak oceniasz swoją wiedzę? Skoro z taką łatwością rozprawiasz się z wiedzą innych.
>Gdzie jest ich własne sumienie? Człowiek w pełni dojrzały, moim zdaniem, to człowiek odpowiedzialny przed sobą samym, nie przed "bogiem", czy historią, czy narodem, czy czymkolwiek innym.
a czy odpowiedzialność przed Bogiem i samym sobą się wyklucza?
>Skoro to ja mam przeżyć swoje życie jak najlepiej to przed sobą odpowiadam za swoje czyny, ponieważ to one mają największy wpływ na moje życie, kropka.
Zgadzam się w pełni z Tobą dodając - i przed Bogiem.
Reasumując, podwójna motywacja
stormrider (206 punktów)
>>Odpowiedzialność ściśle wiąże się z rozmiarem wiedzy o swoim położeniu. Im człowiek mniej wie tym jest mniej odpowiedzialny. A ilu ludzi chce naprawdę poznać prawdę o sobie, CAŁĄ prawdę? Wolą przyjmować to co ktoś im daje, jakieś stwierdzenia, jakieś "prawdy objawione", a potem chcą być rozliczani ze swoich czynów przez "kogoś' lub "coś" w co wierzą. A jeśli nie ma Boga to kto ich rozliczy?
>A jak oceniasz swoją wiedzę? Skoro z taką łatwością rozprawiasz się z wiedzą innych.

Nie rozprawiam się z wiedzą tylko przekonaniem, że się tą wiedzę posiada. Jak oceniam swoją wiedzę? Na pewno nie wiem ogromnej ilości rzeczy, a im więcej poznaję tym więcej też widzę ile jest jeszcze rzeczy do poznania. Staram się nie mylić wiedzy o czymś z wiarą w coś, ponieważ to pierwsze opiera się na dowodach a drugie nie. Może nawet wierzę w istnienie Boga ale nie będę nikomu wpierał, tak jak Rozumek, że WIEM, że on istnieje, i że NA PEWNO mnie, czy innych osądzi. Staram się nie mylić subiektywnego z obiektywnym.

>a czy odpowiedzialność przed Bogiem i samym sobą się wyklucza?

Nie wiem czy bóg istnieje, dlaczego mam więc starać się być odpowiedzialnym wobec czegoś, czego istnienia nie mogę stwierdzić? Czy w tym przypadku brzytwa Okhama nie obowiązuje? Czy "posiadanie" boga, któremu zawierza się swoje życie jest obowiązkiem?
Czy naprawdę wiara w człowieka nie wystarcza?

>>Skoro to ja mam przeżyć swoje życie jak najlepiej to przed sobą odpowiadam za swoje czyny, ponieważ to one mają największy wpływ na moje życie, kropka.
>Zgadzam się w pełni z Tobą dodając - i przed Bogiem.

Jeśli tego potrzebujesz, proszę bardzo. Mi odpowiedzialność przed bogiem nie jest potrzebna.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>Jeśli tego potrzebujesz, proszę bardzo. Mi odpowiedzialność przed bogiem nie jest potrzebna.
Nikomu nie jest (przed nikim). Każdemu wygodnie byłoby nie odpowiadać. Niestety, nie mamy wyboru, bo wolną wolę mamy wyłącznie na poziomie decyzji, a nie jej skutków.
stormrider (206 punktów)
>>Jeśli tego potrzebujesz, proszę bardzo. Mi odpowiedzialność przed bogiem nie jest potrzebna.
>Nikomu nie jest (przed nikim). Każdemu wygodnie byłoby nie odpowiadać. Niestety, nie mamy wyboru, bo wolną wolę mamy wyłącznie na poziomie decyzji, a nie jej skutków.

Oczywiście chdzi Ci o to, że nie mamy wyboru i musimy odpowiadać przed BOGIEM?
Z tą wolną wolą, to obawiam się że nawet na poziomie decyzji jest z nią kiepsko, a za skutki oczywiście tak czy inaczej odpowiadamy, na różnych poziomach, może nawet boskim ale na to nie mam dowodów na istnienie tego poziomu, więc go wyłączam. A 2 powód jest taki, że jego istnienie nie jest niezbędne do tego, by człowiek mógł żyć szczęśliwie. Człowiek ma władzę do tego, by zbudować dla siebie dobry świat, bez żadnej ingerencji z góry.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>>>Jeśli tego potrzebujesz, proszę bardzo. Mi odpowiedzialność przed bogiem nie jest potrzebna.
>>Nikomu nie jest (przed nikim). Każdemu wygodnie byłoby nie odpowiadać. Niestety, nie mamy wyboru, bo wolną wolę mamy wyłącznie na poziomie decyzji, a nie jej skutków.
>Oczywiście chdzi Ci o to, że nie mamy wyboru i musimy odpowiadać przed BOGIEM?
>Z tą wolną wolą, to obawiam się że nawet na poziomie decyzji jest z nią kiepsko,
Tylko u tych, którym zachciewa się pełnić rolę Boga wobec innych i całego Świata. Ci, którzy nie mają takich aspiracji, nie mają też kłopotu z wolną wolą na poziomie decyzji.
>a za skutki oczywiście tak czy inaczej odpowiadamy, na różnych poziomach, może nawet boskim ale na to nie mam dowodów na istnienie tego poziomu, więc go wyłączam.
A ja ci radzę nie wyłączać i nie poszukiwać namacalnych dowodów, czyli nie być głupim i przed szkodą i po niej (tak, jak to większość Polaków robi).
> A 2 powód jest taki, że jego istnienie nie jest niezbędne do tego, by człowiek mógł żyć szczęśliwie. Człowiek ma władzę do tego, by zbudować dla siebie dobry świat, bez żadnej ingerencji z góry.
No to chyba trzeba Cię wystrzelić w kosmos i sobie zbuduj. I żyj szczęśliwie. I nadal wierz, że Wszechświat stworzony został przez człowieka. I człowiek ustala rządzace nim zasady.
stormrider (206 punktów)
>>a za skutki oczywiście tak czy inaczej odpowiadamy, na różnych poziomach, może nawet boskim ale na to nie mam dowodów na istnienie tego poziomu, więc go wyłączam.
>A ja ci radzę nie wyłączać i nie poszukiwać namacalnych dowodów, czyli nie być głupim i przed szkodą i po niej

Bo co, Bóg mnie osądzi? Proszę mi nie radzić. Jak chcesz, to uważaj sobie, że Bóg jest samą prawdą, "jedyną, która nas wyzwoli". Dla mnie jest tylko ideą stworzoną przez człowieka dla takich, czy innych celów.

>> A 2 powód jest taki, że jego istnienie nie jest niezbędne do tego, by człowiek mógł żyć szczęśliwie. Człowiek ma władzę do tego, by zbudować dla siebie dobry świat, bez żadnej ingerencji z góry.
>No to chyba trzeba Cię wystrzelić w kosmos i sobie zbuduj.

Jeszcze jedna różnica między nami. Ja nikogo nie chcę wystrzelić w kosmos tylko dlatego, że nie chce uwierzyć w to w co wierzę.

>I żyj szczęśliwie. I nadal wierz, że Wszechświat stworzony został przez człowieka.

Nigdy nie twierdziłem, że wszechświat został stworzony przez człowieka. Nie wiadomo nawet czy "Akt Kreacji" w ogóle miał miejsce. W innym poście twierdzisz, że Wszechświat i czas jest nieskończony, to chyba oznacza iż nie ma początku ani końca, czyż nie?

>I człowiek ustala rządzace nim zasady.

Człowiek podlega wielu siłom, naturze swojej jak i go otaczającej, oraz swemu umysłowi. Myślę, że znajomość tych sił jest wystarczająca by dobrze żyć. Przykazanie "Nie zabijaj" wcale nie musi pochodzić od Boga. Człowiek sam jest w stanie stwierdzić, że śmierć przynosi ból, nie potrzebuje do tego siły wyższej. Wielu ludzi przeżyło swoje życie, bez imienia boga na ustach i było szczęśliwych. A to co się z nimi stało po śmierci mieści się tylko w sferze spekulacji. ( Tak myślę, żeby nie było iż wtłaczam komuś na siłę prawdy objawione. )


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie.
W.Stoczkowski
Sapczyńska (39 punktów)

>Nie jestem pewien. Wierzący przenosi odpowiedzialność za swoje życie na obiekt swojej wiary. Jeśli wierzysz w siebie przenosisz odpowiedzialność na siebie, jeśli wierzysz w boga przenosisz odpowiedzialność na boga.
>
Wcale nie przenosi sie odpowiedzialności za swoje zycie na Boga, bo to my zachowujemy sie w dany sposób a nie On i nie możemy mówić, ze On jest za to odpowiedzialny. Nie obarczam Go odpowiedzialnością za moje postepowanie.
stormrider (206 punktów)
>>Nie jestem pewien. Wierzący przenosi odpowiedzialność za swoje życie na obiekt swojej wiary. Jeśli wierzysz w siebie przenosisz odpowiedzialność na siebie, jeśli wierzysz w boga przenosisz odpowiedzialność na boga.
>>Wcale nie przenosi sie odpowiedzialności za swoje zycie na Boga, bo to my zachowujemy sie w dany sposób a nie On i nie możemy mówić, ze On jest za to odpowiedzialny. Nie obarczam Go odpowiedzialnością za moje postepowanie.

Czy twierdzę gdzieś, że to nie my zachowujemy się w dany sposób? Dobrze wiedzieć, że należysz do tych ludzi, którzy biorą odpowiedzialność za swoje życie, ale zobacz ile jest takich osób, które swoje czyny przypisują innym, mówią: "to jego/jej wina"? Gwałciciel, który mówi że ona go "sprowokowała", zabójca mówiący; "sam się prosił", czy z lżejszej strony pięciolatek mówiący iż jego samochodzik "sam się zepsuł". Jeden człowiek potrafi operować na wielu poziomach, na jednym potrafi być odpowiedzialny za siebie na innym nie. np; w drobnych sprawach odpowiada za siebie, a w większych przenosi odpowiedzialność na innych. Jeden i ten sam człowiek potrafi się skrajnie różnie zachowywać. A bóg to "najwyższy" poręczyciel.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
sininen (72 punktów)

>Jakie to przykre, że ów Bóg - mamusia permanentnie ignoruje swoje dzieci, które nawet nie wiedzą czy ta mamusia w ogóle egzystuje.
>Snują te swoje wizje idealnej mamusi jak biedne sieroty porzucone w domach dziecka, kochają mamusię, która ich olewa, marzą o tym jak to będzie, gdy już tę mamusię spotkają.

może i masz rację. teraz pozostaje Ci tylko cieszyć się, że nie jesteś jedną z takich sierotek. Powiedz mi tylko co w tym złego, ty też na pewno masz marzenia i plany które pozwalają przetrwać kolejny dzień. Też potrzebyjesz nadziei, że nadejdzie jakieś jutro i że ktoś z Tobą będzie, kiedy będziesz tego potrzebował. Jeśli nie ma nikogo innego lub jeśli ci, którzy są nie są w stanie Cie wesprzeć, czemu wiara nie może dodać Ci sił? Nawet jeśli okaże się, że nie ma Boga, to ci, którzy w niego wierzyli przekonają się o tym dużo później niż ci którzy nigdy go sobie nie wymyślili. Niektórzy nie potrafią wierzyć w siebie i w ludzi, z różnych przyczyn. I chyba lepiej dla nich, żeby wierzyli w Boga niż żeby nie wierzyli w nic.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Niektórzy nie potrafią wierzyć w siebie i w ludzi, z różnych przyczyn. I chyba lepiej dla nich, żeby wierzyli w Boga niż żeby nie wierzyli w nic.
Czy wiara w Boga niweluje niewiarę w siebie i innych? Czy wyczekiwanie na "życie o życiu" polepsza życie "tu i teraz"? Czy wyznawcy Rydzyka są ludźmi szczęśliwymi? A to przecież wręcz "podręcznikowy" przykład niewiary w siebie i ludzi.
sininen

>Czy wiara w Boga niweluje niewiarę w siebie i innych?

Nie (chociaż może czasem), ale może wesprzeć, pomóc znieść samotność, dać nadzieję, nadać sens życiu.

>Czy wyczekiwanie na "życie o życiu" polepsza życie "tu i teraz"?
wiara nie wiąże się tylko z wyczekiwaniem na to co po śmierci

>Czy wyznawcy Rydzyka są ludźmi szczęśliwymi? A to przecież wręcz "podręcznikowy" przykład niewiary w siebie i ludzi.

hmmm, nie mam pojęcia, on za to na pewno jest...Można przypuszczać, że w swoim przekonaniu są szczęśliwi. Nie wiem, czy wierzą w Boga. Na pewno wierzą w Rydzyka i czują się z tego powodu wyjątkowi, co w sumie jakby na to nie patrzeć, nadaje jakiś sens ich życiu: muszą pracować( lub oszczędzać emeryturę), żeby mieć co wysłać na radio czy móc odmówić modlitwę przez telefon, muszą wstać rano, włączyć telewizor i posłuchać, co też ojciec dyrektor ma do powiedzenia i inne takie.
Pawlosky (44 punktów)
>>Czy wyznawcy Rydzyka są ludźmi szczęśliwymi? A to przecież wręcz "podręcznikowy" przykład niewiary w siebie i ludzi.

>hmmm, nie mam pojęcia, on za to na pewno jest...Można przypuszczać, że w swoim przekonaniu są szczęśliwi. Nie wiem, czy wierzą w Boga. Na pewno wierzą w Rydzyka i czują się z tego powodu wyjątkowi, co w sumie jakby na to nie patrzeć, nadaje jakiś sens ich życiu: muszą pracować( lub oszczędzać emeryturę), żeby mieć co wysłać na radio czy móc odmówić modlitwę przez telefon, muszą wstać rano, włączyć telewizor i posłuchać, co też ojciec dyrektor ma do powiedzenia i inne takie.

Przyznam szczerze, że Radio Maryja jako takie nie jest złe, ale ojciec Rydzyk poprostu jest chciwy i lubi Mercedesy.
Nie istnieje coś takiego jak wyznawcy Rydzyka.
To, że go bronią, nie oznacza, że czują się z tego powodu wyjątkowi, ani też że nadaje im to sens życia.

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
zima_bez_ciastka
>Uważam z calym przekonaniem, że warto wierzyć
ok
> a po
>przeczytaniu tekstów paru osób jeszcze bardziej utiwerdzam
>sie w tym przekonaniu.
ok
> Nie ma znaczenia w jakiego Boga
>wierzę, ważne jakim staje sie czlowiekiem pod Jego wpływem.
ok
>Mam cel w zyciu, mam zasady i nimi sie kieruję.
ok
> Nie chcę
>nikogo obrazać jak robia to niektóre tu osoby...
ok
>Wiara jest czlowiekowi potrzebna, bo pozwala widzieć świat
>i ludzi w innych kolorach
nie ok
> i czuc się szczęśliwym
nie ok, bo tak samo działają narkotyki
>Warto wierzyć bo Bóg zawsze cię wysłucha
taniej nosić ze sobą misia przytulankę
> a wszystko zależy
>od nas co z ta wiarą zrobimy, jak ją wykorzystamy.
ok
> Jak
>widac wiele ludzi nie porafi tego wykorzystac i stają się
>pełni żalu do Boga-niewiadomo dlaczego
wiadomo dlaczego- bóg ich zawodzi; czasem oczekuje się więcej niż tylko słuchanie
> a warto czasem
>przyjrzec sie swojemu zachowaniu...
ok
Pozdrawiam
jarekland (142470 punktów)
> Nie ma znaczenia w jakiego Boga
>wierzę, ważne jakim staje sie czlowiekiem pod Jego wpływem.
Ja jestem niewierzący. Nikomu nie wyrządzam krzywdy, zresztą czym? tym że nie pójdę w niedzielę do kościoła?
>Mam cel w zyciu, mam zasady i nimi sie kieruję. Nie chcę
>nikogo obrazać jak robia to niektóre tu osoby...
jest pewna grupa osób wierzących która bije rekordy w obrażaniu.
>Wiara jest czlowiekowi potrzebna, bo pozwala widzieć świat
>i ludzi w innych kolorach i czuc się szczęśliwym.
Acha, zlikwidujmy całą współczesną medycynę, w ogóle naukę, cofnijmy się do poziomu ludzi pierwotnych, wtedy bbędziemy żyć w zgodzie z Kościołem. Wszak on niejednokrotnie walczył z nauką a i teraz krytykuje tych którzy chcą być wolni, niezależni i szczęśliwi za relatywizm.
>Warto wierzyć bo Bóg zawsze cię wysłucha a wszystko zależy.
Wierzyć można.
>od nas co z ta wiarą zrobimy, jak ją wykorzystamy. Jak
>widac wiele ludzi nie porafi tego wykorzystac i stają się
>pełni żalu do Boga-niewiadomo dlaczego a warto czasem
>przyjrzec sie swojemu zachowaniu...
Ja tam do niego żalu nie mam bo jestem niewierzący.
bezsenność w sieci
>wtedy będziemy żyć w zgodzie z Kościołem. Wszak on niejednokrotnie walczył z nauką a i teraz krytykuje tych którzy chcą być wolni, niezależni i szczęśliwi za relatywizm.
jako instytucja tak, jako wspólnota wierzących nie. Władza prędzej czy później zawsze uderza do głowy.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>>wtedy będziemy żyć w zgodzie z Kościołem. Wszak on niejednokrotnie walczył z nauką a i teraz krytykuje tych którzy chcą być wolni, niezależni i szczęśliwi za relatywizm.
>jako instytucja tak, jako wspólnota wierzących nie. Władza prędzej czy później zawsze uderza do głowy.
Jako biskup usiłujący ukręcić łeb sprawie księży-pedofili z mojej diecezji jestem "be", jako członek wspólnoty wierzących jestem "cacy".
Pawlosky (44 punktów)
>Jako biskup usiłujący ukręcić łeb sprawie księży-pedofili z mojej diecezji jestem "be", jako członek wspólnoty wierzących jestem "cacy".

Nadinterpretacja.

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Żadna nadimpretacja - twoją ogólną tezę przedstawiłem w przykładach. Jeśli się z nimi nie zgadzasz, to sam sobie przeczysz. I dobrze, bo po prostu pieprzysz farmazony jakoby Kościół jako instytucja był czymś odrębnym od Kościoła jako jego urzędasów i wiernych.
Pawlosky (44 punktów)
>Żadna nadimpretacja - twoją ogólną tezę przedstawiłem w przykładach.

Te przykłady chyba nie są moje / nie dotyczą mnie.

>I dobrze, bo po prostu pieprzysz farmazony

>jakoby Kościół jako instytucja był czymś odrębnym od Kościoła jako jego urzędasów i wiernych.

Wydaje mi się, że nic takiego nie napisałem.
Kościół nie jest niczym odrębnym. Katolicy tworzą Kościół.

Uważam, że:
1. Jeżeli widzimy katolików, których zachowanie nam się nie podoba, lub też nas uraża, to nie należy wyciągać z tego pochopnych wniosków dt. Jezusa Chrystusa i Boga Ojca. Ani w ogóle Boga.
2. Bycie katolikiem do niczego za bardzo nie zobowiązuje, a zdanie pojedynczych katolików nie zawsze jest zgodne z wykładnią Watykanu.
Trudno, żeby ponad miliard ludzi mówił jednomyślnie z Watykanem.

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
bezsenność w sieci
>Żadna nadimpretacja - twoją ogólną tezę przedstawiłem w przykładach. Jeśli się z nimi nie zgadzasz, to sam sobie przeczysz. I dobrze, bo po prostu pieprzysz farmazony jakoby Kościół jako instytucja był czymś odrębnym od Kościoła jako jego urzędasów i wiernych.
Banalny przykład, obecny rząd polski a Polacy. Biskup a wierni (czasami).
a z pieprzeniem farmazonów trollisz na odległość.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Chcesz powiedzieć, że wszyscy Polacy są w polskim rządzie?!
bezsenność w sieci
>Chcesz powiedzieć, że wszyscy Polacy są w polskim rządzie?!
A wszyscy wierni na zgromadzeniu episkopatu?
Pawlosky (44 punktów)
>a z pieprzeniem farmazonów trollisz na odległość.
Ja trolle na odległość? Faktycznie sam to zauważyłem. Następnym razem nie będę.
Uważasz, że pieprzę farmazony?
Ja myślę, że tutaj chodziło o co innego niż o trollenie na odległość.

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
bezsenność w sieci
Pawlosky to nie do Ciebie. Czytaj uważnie
Pawlosky (44 punktów)
>Pawlosky to nie do Ciebie. Czytaj uważnie
Spoko


omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
stormrider (206 punktów)
>Ja jestem niewierzący. Nikomu nie wyrządzam krzywdy, zresztą czym? tym że nie pójdę w niedzielę do kościoła?

Są tacy, którzy chcieliby, by wszyscy wokół chodzili do kościoła. Fakt, że Ty do niego nie chodzisz jest dla nich obrazą, W ich mniemaniu wyrządzasz im krzywdę bo burzysz wizję świata poukładanego. Ich świat opiera się na bardzo ciasnych ramach i wszystko co poza nie "wystaje" jest zagrożeniem. To chyba w Gazecie Wyborczej użyto pojęcia "Dyktatury Nadwrażliwych". Jeśli porównać człowieka do żarówki ( ) to ci ludzie są żarówkami przystosowanymi do napięcia 12v. Jeśli Ty jesteś prądem o napięciu 230v to wiesz czego możesz się spodziewać kiedy pojawisz się w ich otoczeniu, wszyscy się przepalą.

Pozdrawiam
__________________________________________________________________
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, ze wie
W Stoczkowski
Pawlosky (44 punktów)
>>Ja jestem niewierzący. Nikomu nie wyrządzam krzywdy, zresztą czym? tym że nie pójdę w niedzielę do kościoła?
>Są tacy, którzy chcieliby, by wszyscy wokół chodzili do kościoła. Fakt, że Ty do niego nie chodzisz jest dla nich obrazą, W ich mniemaniu wyrządzasz im krzywdę bo burzysz wizję świata poukładanego. Ich świat opiera się na bardzo ciasnych ramach i wszystko co poza nie "wystaje" jest zagrożeniem.

Ja chodzę do kościoła. Czy to oznacza, że niechodzenie do niego jest dla mnie obrazą? Nikt mi nie burzy wizji świata poukładanego. Nie znasz mnie, a już tyle wiesz.
Kto ci to naopowiadał?

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
stormrider (206 punktów)
>>>Ja jestem niewierzący. Nikomu nie wyrządzam krzywdy, zresztą czym? tym że nie pójdę w niedzielę do kościoła?
>>Są tacy, którzy chcieliby, by wszyscy wokół chodzili do kościoła. Fakt, że Ty do niego nie chodzisz jest dla nich obrazą, W ich mniemaniu wyrządzasz im krzywdę bo burzysz wizję świata poukładanego. Ich świat opiera się na bardzo ciasnych ramach i wszystko co poza nie "wystaje" jest zagrożeniem.
>Ja chodzę do kościoła. Czy to oznacza, że niechodzenie do niego jest dla mnie obrazą? Nikt mi nie burzy wizji świata poukładanego. Nie znasz mnie, a już tyle wiesz.
>Kto ci to naopowiadał?
>
omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt


Nie mówię, że jest dla CIEBIE obrazą, tylko że są ludzie dla których jest obrazą. Nie twierdzę że Ty do nich należysz.. Tak samo również bywa w drugą stronę,tzn. są tacy którzy ostentacyjnie nie chodzą do kościoła i dla nich obrazą jest chodzenie do niego. Istnieją ludzie z bardzo "poukładanym" i jednocześnie bardzo "ciasnym" światopoglądem, zarówno z lewej jak i z prawej strony, dla których wszystko co się w nim nie mieści jest zagrożeniem. Nigdzie nie powiedziałem że Ty do nich należysz. Masz rację, nie znam Cię ale też nigdzie nie powiedziałem, że tak jest i nie sądzę, by z moich słów można to było wywnioskować.

__________________________________________________________________
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
Pawlosky (44 punktów)
Ok Stormrider, w takim razie już cię lubię!

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
stormrider (206 punktów)
>Ok Stormrider, w takim razie już cię lubię!

Bardzo mi miło Ty też jesteś wporzo
chrysostom (16 punktów)
>Uważam z calym przekonaniem, że warto wierzyć a po
>przeczytaniu tekstów paru osób jeszcze bardziej utiwerdzam
>sie w tym przekonaniu. Nie ma znaczenia w jakiego Boga
>wierzę, ważne jakim staje sie czlowiekiem pod Jego wpływem.
>Mam cel w zyciu, mam zasady i nimi sie kieruję. Nie chcę
>nikogo obrazać jak robia to niektóre tu osoby...
>Wiara jest czlowiekowi potrzebna, bo pozwala widzieć świat
>i ludzi w innych kolorach i czuc się szczęśliwym
>Warto wierzyć bo Bóg zawsze cię wysłucha a wszystko zależy
>od nas co z ta wiarą zrobimy, jak ją wykorzystamy. Jak
>widac wiele ludzi nie porafi tego wykorzystac i stają się
>pełni żalu do Boga-niewiadomo dlaczego a warto czasem
>przyjrzec sie swojemu zachowaniu...

Chcialbym sie dowiedziec w jaki sposob odczulas (jak to mowisz)
"Jego wplyw" ? czy nie chodzi tutaj o "cud" ? podaj mi przyklad tego wplywu bardzo mnie to interesuje.
Wiara jest czlowiekowi potrzebna ...aby sie czuc szczesliwym ?
Czy ateisci sa ludzmi nieszczesliwimi ?
Sapczyńska (39 punktów)

>Chcialbym sie dowiedziec w jaki sposob odczulas (jak to mowisz)
> "Jego wplyw" ? czy nie chodzi tutaj o "cud" ? podaj mi przyklad tego wplywu bardzo mnie to interesuje.
>Wiara jest czlowiekowi potrzebna ...aby sie czuc szczesliwym ?
>Czy ateisci sa ludzmi nieszczesliwimi ?
Ateiści zapewne tego nie zrozumieja, ale wierzący z pewnością tak. Wpływ Boga nie polega na tym, że ukazuje mi się każdego ranka kiedy wstaję, ale wpływa w ten sposób, że czuję Jego obecność przy mnie i to jest najwazniejsze.
Czuję go i przez to czuje się pewniej.
Wiara jest potrzebna bo człowiek czuje się spełniony duchowo.
Kiedy czytam niektóre wypowiedzi ateistów odnoszę wrażenie, że są nieszczęśliwi, jakby im czegoś brakowało.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>czuję Jego obecność przy mnie
Nie od dziś wiadomo, że pewnym przypadkom chorób psychicznych towarzyszą zjawiska przekonania o czyjejś obecności.

>Wiara jest potrzebna bo człowiek czuje się spełniony duchowo.
Co to znaczy "duchowo"?

>Kiedy czytam niektóre wypowiedzi ateistów odnoszę wrażenie, że są nieszczęśliwi, jakby im czegoś brakowało.
Kiedy czytam niektóre wypowiedzi teistów odnoszę wrażenie, że są nieszczęśliwi, jakby im czegoś brakowało. Zwykle piątej klepki.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Oj, jeyes, jeyes. Znowu nic nie rozumiesz.

>>Wiara jest potrzebna bo człowiek czuje się spełniony duchowo.
>Co to znaczy "duchowo"?

"Spełnienie duchowe" to przecież taki jakby "intelektualny orgazm".

>Kiedy czytam niektóre wypowiedzi teistów odnoszę wrażenie, że są nieszczęśliwi, jakby im czegoś brakowało. Zwykle piątej klepki.

A to poprzednie cztery już mają? Ciekawe skąd? Czyżbyś wiedział coś na ten temat?


fides ex necessitate esse non debet
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>"Spełnienie duchowe" to przecież taki jakby "intelektualny orgazm".
Wiem co to orgazm, i nawet chyba wiem co to "intelektualny orgazm", ale "duchowy", to nie wiem. Choć osobiście znam kobietę, która twierdzi, że kocha Jezusa i w związku z jego obecnością przeżywa niebywałe doznania... No cóż, mnie się to kojarzy co najwyżej z "orgazmami" nastolatek oglądających fotki hermafrodycznego wokalisty zespołu "Tokio Hotel"...
stormrider (206 punktów)
>>"Spełnienie duchowe" to przecież taki jakby "intelektualny orgazm".
>Wiem co to orgazm, i nawet chyba wiem co to "intelektualny orgazm", ale "duchowy", to nie wiem. Choć osobiście znam kobietę, która twierdzi, że kocha Jezusa i w związku z jego obecnością przeżywa niebywałe doznania... No cóż, mnie się to kojarzy co najwyżej z "orgazmami" nastolatek oglądających fotki hermafrodycznego wokalisty zespołu "Tokio Hotel"...
>

bezsenność w sieci
>Kiedy czytam niektóre wypowiedzi teistów odnoszę wrażenie, że są nieszczęśliwi, jakby im czegoś brakowało. Zwykle piątej klepki.
Za to Ty klepkę odpowiedzialną za swoje "buractwo" masz nader rozwiniętą.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Za to Ty klepkę odpowiedzialną za swoje "buractwo" masz nader rozwiniętą.
A gdzie mi tam do ciebie!
Pawlosky (44 punktów)
>>Za to Ty klepkę odpowiedzialną za swoje "buractwo" masz nader rozwiniętą.
>A gdzie mi tam do ciebie!

Jeyes ile ty masz lat?

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Jeyes ile ty masz lat?
11, 22, 33, 44, 55, a może 77 lub 88?
Sapczyńska (39 punktów)
>>czuję Jego obecność przy mnie
>Nie od dziś wiadomo, że pewnym przypadkom chorób psychicznych towarzyszą zjawiska przekonania o czyjejś obecności.
>>

Tak się składa, że jestem zdrowa psychicznie.Fizycznie moze nie, bo mam mała wadę wzroku
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>>>czuję Jego obecność przy mnie
>>Nie od dziś wiadomo, że pewnym przypadkom chorób psychicznych towarzyszą zjawiska przekonania o czyjejś obecności.
>Tak się składa, że jestem zdrowa psychicznie.Fizycznie moze nie, bo mam mała wadę wzroku
Mało który chory psychicznie zdaje sobie sprawę ze swej choroby.
Różnie się zresztą różne zaburzenia objawiają. Ktoś czuje się śledzony i zagrożony, ktoś inny czuje koło siebie czyjąś przyjazną "obecność". Różnica w interpretacji urojeń przez chorego, to wszystko.
jarekland (142470 punktów)
>Wiara jest potrzebna bo człowiek czuje się spełniony duchowo.
Ja jestem niewierzący a jednak czuję sie spełniony.
>Kiedy czytam niektóre wypowiedzi ateistów odnoszę wrażenie, że są nieszczęśliwi, jakby im czegoś brakowało.
Ludzie są różni i to niezależnie od wyznawanej wiary lub niewiary.
rozumek
> czuję Jego obecność przy mnie i to jest najwazniejsze.
>Czuję go i przez to czuje się pewniej.
>Kiedy czytam niektóre wypowiedzi ateistów odnoszę wrażenie, że są nieszczęśliwi, jakby im czegoś brakowało.
Przeważnie, to co Ty masz obok, oni mają w środku. To tego "obok", im brakuje. Dlatego, szukaja drugiego człowieka, który też na w środku. Oni nie lubią trójkątów i boją się Twojego rozdwojenia jaźni. Boją się go nie tylko ateiści, ale także ci, którzy wierzą w Boga prawdziwego.
Wilhelm
Hej
Czesciowo podzielam twoj poglad, choc sam zaczalem swoja ewolucje jako sceptyk. Ja na te rzecz nieco inaczej patrze: uwazam, ze pytanie o wiare w istnienie czegokolwiek jest pozbawione wszelkiego sensu, bowiem istnienie np atomow czy Boga jest niezalezne od tego czy my w nie wierzymy badz nie. Z Bogiem jest o tyle klopot, ze brak jest jednoznacznej definicji. Zazwyczaj traktuje sie Go uzywajac pojec nawiazujacych do dzialalnosci czlowieka np: Bog stworzyl, Bog wybacza, co prowadzi do paradoksow natury pojeciowej, dlatego tez wiekszosc postow nt. kreci sie w kolko wokol niejednoznacznosci pojec, niczego nowego w istocie nie wnoszac. Aby tego uniknac, nie traktuje Go osobowo. Jest dla mnie Tajemnica, ktora jest poza logicznym aparatem poznania.
Czy warto? Nie wiem.

Mein PGP Schlüssel
"Jedes hinreichend mächtige formale System ist entweder widersprüchlich oder unvollständig." K.Gödel
Nihilia (115 punktów)
>Uważam z calym przekonaniem, że warto wierzyć a po
>przeczytaniu tekstów paru osób jeszcze bardziej utiwerdzam
>sie w tym przekonaniu. Nie ma znaczenia w jakiego Boga
>wierzę, ważne jakim staje sie czlowiekiem pod Jego wpływem.
>Mam cel w zyciu, mam zasady i nimi sie kieruję. Nie chcę
>nikogo obrazać jak robia to niektóre tu osoby...
>Wiara jest czlowiekowi potrzebna, bo pozwala widzieć świat
>i ludzi w innych kolorach i czuc się szczęśliwym
>Warto wierzyć bo Bóg zawsze cię wysłucha a wszystko zależy
>od nas co z ta wiarą zrobimy, jak ją wykorzystamy. Jak
>widac wiele ludzi nie porafi tego wykorzystac i stają się
>pełni żalu do Boga-nie wiadomo dlaczego a warto czasem
>przyjrzec sie swojemu zachowaniu...
>
Idąc Twoim tokiem myślenia: warto sobie wmawiać, że ma się milion złotych, ponieważ można wierzyć, że się jest bogatym, pocieszać innych, którzy tego miliona nie mają, stać się szczęśliwym (jak bogacz może być smutny, nie?), wymyślić sobie zasady (najpierw inwestuję na giełdzie, reszta idzie na wycieczki)... gorzej, gdy nagle sobie uświadamiasz, że tego miliona ni ma (np. w sklepie, kupując Maybach'a). Peryfrazując ostatnie zdanie, wielu ludzi nie potrafi tego wykorzystać i raczej nie są źli, że nie mają tyle kasy (?)...
30-07-2006 21:59 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
>>Idąc Twoim tokiem myślenia: warto sobie wmawiać, że ma się milion złotych, ponieważ można wierzyć, że się jest bogatym, pocieszać innych, którzy tego miliona nie mają, stać się szczęśliwym (jak bogacz może być smutny, nie?), wymyślić sobie zasady (najpierw inwestuję na giełdzie, reszta idzie na wycieczki)... gorzej, gdy nagle sobie uświadamiasz, że tego miliona ni ma (np. w sklepie, kupując Maybach'a). Peryfrazując ostatnie zdanie, wielu ludzi nie potrafi tego wykorzystać i raczej nie są źli, że nie mają tyle kasy (?)...

Oj, dziwne, że nie napisałaś, że jeśli ktoś jest wierzący, to z powodu zapatrzenia w sprawy pozaświatowe grozi mu np. to, ze zacznie myśleć, że jest aniołem i będzie biegać po ulicy machając rękami? Bo przecież jest napisane: "nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie". Sądząc po tym jak rzadkie są takie przypadki wydaje się, że wierzącemu trudniej jest pogrążyć się w złudzeniach pozaświatowych.
Wiara w rzeczy światowe jest chyba bardziej złudna.
Ideał oderwany od życia nie uderza do głowy tylko otrzeźwia, pozwala zachować dystans.
Nihilia (115 punktów)
>>Bo przecież jest napisane: "nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie".
Jak rozumiesz tych aniołów?
>Ideał oderwany od życia nie uderza do głowy tylko otrzeźwia, pozwala zachować dystans.
Zależy, kogo.
Sapczyńska (39 punktów)

>>Idąc Twoim tokiem myślenia: warto sobie wmawiać, że ma się milion złotych, ponieważ można wierzyć, że się jest bogatym, pocieszać innych, którzy tego miliona nie mają, stać się szczęśliwym (jak bogacz może być smutny, nie?), wymyślić sobie zasady (najpierw inwestuję na giełdzie, reszta idzie na wycieczki)... gorzej, gdy nagle sobie uświadamiasz, że tego miliona ni ma (np. w sklepie, kupując Maybach'a). Peryfrazując ostatnie zdanie, wielu ludzi nie potrafi tego wykorzystać i raczej nie są źli, że nie mają tyle kasy (?)...

Nie idziesz moim tokiem myslenia bo nigdy nie porównałabym Boga do pieniedzy
sininen (72 punktów)
> Nie ma znaczenia w jakiego Boga
>wierzę, ważne jakim staje sie czlowiekiem pod Jego wpływem.
>Mam cel w zyciu, mam zasady i nimi sie kieruję.
>Nie chcę nikogo obrazać jak robia to niektóre tu osoby...

to Ci się tylko chwali

>Wiara jest czlowiekowi potrzebna, bo pozwala widzieć świat
>i ludzi w innych kolorach i czuc się szczęśliwym

Tak, ale niektórym wierzącym właśnie te zasady i ta wiara pozwalają myśleć o innych gorzej, tak jak niektórym ateistom z resztą. Widzą wtedy wszystkich ludzi w niezbyt dobrych barwach. wiara tak samo może być dla człowieka błogosławieństwem jak i przekleństwem, jeśli przyćmi człowieka, jeśli pozostanie tylko ona i sztywne zasady jej religii.
rozumek
>Tak, ale niektórym wierzącym właśnie te zasady i ta wiara pozwalają myśleć o innych gorzej, tak jak niektórym ateistom z resztą. Widzą wtedy wszystkich ludzi w niezbyt dobrych barwach. wiara tak samo może być dla człowieka błogosławieństwem jak i przekleństwem, jeśli przyćmi człowieka, jeśli pozostanie tylko ona i sztywne zasady jej religii.
Bo wiara w prawdziwego Boga, jest zprzeczeniem wszelkich religii (w tym, podniesionego do rangi religii ateizmu), a tylko ona niczgo nie przyćmiewa i tylko ona nie uznaje żadnych doktryn, z wyjątkiem tych, na których się opiera:
1) wszyscy ludzie mają równe prawa, w tym prawo do wypełniania obowiązków, jakie na siebie przyjęli (obowiązki, nigdy równe nie są, bo zależą od preferencji i możliwości).
2) każdy, ma prawo rozliczyć każdego, z niewypełnianych obowiązków (obietnic) lub łamania podczas ich wykonywania praw innych.
I co, wierzącego w prawdziwego Boga, może obchodzić, w jakich barwach kogo widzą ludzie religijni? Przecież wiadomo, że oni, wzystkich widzą w innych barwach niż siebie samego (zawsze mają większe prawa i mniej obowiązków), a wiadomo też, że prawdziwy Bóg, zawsze ich za to w końcu rozliczy.
sininen (72 punktów)
>Bo wiara w prawdziwego Boga, jest zprzeczeniem wszelkich religii

coraz bardziej przekonuję się do takiego sposobu myślenia

>I co, wierzącego w prawdziwego Boga, może obchodzić, w jakich barwach kogo widzą ludzie religijni? Przecież wiadomo, że oni, wzystkich widzą w innych barwach niż siebie samego (zawsze mają większe prawa i mniej obowiązków), a wiadomo też, że prawdziwy Bóg, zawsze ich za to w końcu rozliczy.

no tak, ale zanim ich rozliczy wymordują pół świata w Jego imię, jeszcze więcej zranią, robiąc mu przez to niezłą reklamę. A wierzący w prawdziwego Boga muszą jakoś z nimi żyć i być w stanie przetrwać dany im czas w miarę spokojnie. Poza tym, jeżeli będą tak obojętni na to co ludzie religijni wyczyniają ze światem, to może się okazać, że niedługo będą mieli w nim jeszcze mniej miejsca niż do tej pory.
rozumek
>no tak, ale zanim ich rozliczy wymordują pół świata w Jego imię, jeszcze więcej zranią, robiąc mu przez to niezłą reklamę. A wierzący w prawdziwego Boga muszą jakoś z nimi żyć i być w stanie przetrwać dany im czas w miarę spokojnie. Poza tym, jeżeli będą tak obojętni na to co ludzie religijni wyczyniają ze światem, to może się okazać, że niedługo będą mieli w nim jeszcze mniej miejsca niż do tej pory.
Nie wymordują (poza własnymi dziećmi), bo ze stosami już KONIEC. Ze Światem niczego nie nawyczyniają, bo żadna religia nie ma ogólnoswiatowego zasięgu (taki, ma tylko Bóg prawdziwy). Nie martw się więc, co nawyprawiają ze Światem. Broń siebie i swoją Ojczyznę przed religijnymi i tyle. Wierzący w prawdziwego Boga, nie trwają, więc niczego przetrwać nie muszą. Oni, zamiast trwać, żyją (działają). A w dodatku, żyją wiecznie. Jeśli masz z tym jakieś kłopoty, to ich odszukaj, zwróć się do nich o pomoc i zaoferuj wzajemną. Do religijnych się nie zwracaj, bo zamiast pomocy, zaoferują Ci modlitwę.
sininen

>Nie wymordują (poza własnymi dziećmi), bo ze stosami już KONIEC. Ze Światem niczego nie nawyczyniają, bo żadna religia nie ma ogólnoswiatowego zasięgu (taki, ma tylko Bóg prawdziwy). Nie martw się więc, co nawyprawiają ze Światem.

Na pewno się ze mną nie zgodzisz, ale na świat ma wpływ nawet mrówka.
Wiesz muszę powiedzieć, że modlitwa pomaga...ale ona to nie wszystko. Odnoszę dziwne wrażenie, że za każdym razem kiedy myślisz o religijnych ludziach, myślisz jedynie o katolikach. Religii jest dużo więcej, i niektóre etap " stosów" dopiero zaczynają, inne dopiero zaczną, jak nas już nie będzie, jeszcze innych już nie pamiętamy. To normalna kolej rzeczy. Taki cykl życia religii.
p.s. Chyba nie każdy religijny jest taki zły...
rozumek
>>Nie wymordują (poza własnymi dziećmi), bo ze stosami już KONIEC. Ze Światem niczego nie nawyczyniają, bo żadna religia nie ma ogólnoswiatowego zasięgu (taki, ma tylko Bóg prawdziwy). Nie martw się więc, co nawyprawiają ze Światem.
>Na pewno się ze mną nie zgodzisz, ale na świat ma wpływ nawet mrówka.
Ja się nie zgodzę? Jeszcze jak się zgodzę. I właśnie dlatego nie zgodzę się, aby ludzie roligijni, niszczyli takie jak ja mrówki.
>Wiesz muszę powiedzieć, że modlitwa pomaga...ale ona to nie wszystko.
Mnie, przeszkadza w pracy.
>Odnoszę dziwne wrażenie, że za każdym razem kiedy myślisz o religijnych ludziach, myślisz jedynie o katolikach.
A mam martwić się o inne mrówki, a nie o siebie i swoje mrowisko? Mam z katolikami przystąpić do rozdeptywania cudzych i przestać zwracać uwagę na to, że rozdeptują TAKŻE moje?
> Religii jest dużo więcej, i niektóre etap " stosów" dopiero zaczynają, inne dopiero zaczną, jak nas już nie będzie, jeszcze innych już nie pamiętamy. To normalna kolej rzeczy. Taki cykl życia religii.
> Dlatego właśnie, wolę wierzyć w Boga prawdziwego (a nie jakąkolwiek religię i ich wyznawców) i pilnować swojego mrowiska, zamiast rozdeptywać i swoje i cudze.
Sapczyńska (39 punktów)

>p.s. Chyba nie każdy religijny jest taki zły...

Nie każdy. Ateiści widzą tylo tych złych religijnych a jest masa osób religijnych- dobrych.
Oprócz tego , że religijni są źli to jeszcze sa chorzy psychicznie-ateiści tez są nararzeni na tą chorobę
Sapczyńska (39 punktów)
Do religijnych się nie zwracaj, bo zamiast pomocy, zaoferują Ci modlitwę.
>

Nawet nie wiesz jak pomocna może być modlitwa!
rozumek
> Do religijnych się nie zwracaj, bo zamiast pomocy, zaoferują Ci modlitwę.
>>Nawet nie wiesz jak pomocna może być modlitwa!
Może, ale wolę ludzką pomoc, bo od sztuki rezygnacji z pragnień, wolę sztukę ich realizacji.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>coraz bardziej przekonuję się do takiego sposobu myślenia

To nie tyle przykre, co wręcz niebezpieczne. Zadaj sobie trochę trudu i poczytaj inne posty rozumka w innych wątkach, a przekonasz się, że to mocno "pachnie" sekciarstwem.

>no tak, ale zanim ich rozliczy wymordują pół świata w Jego imię [...]

Nie ma obawy. Zwłaszcza, że "rozliczać" nikt nas z niczego nie będzie; ani Zeus, ani Jahwe, ani Allach, ani... "prawdziwy bóg" rozumka; jesli już, to rozliczą nas inni lub nasze własne sumienie.

fides ex necessitate esse non debet
sininen
>To nie tyle przykre, co wręcz niebezpieczne. Zadaj sobie trochę trudu i poczytaj inne posty rozumka w innych wątkach, a przekonasz się, że to mocno "pachnie" sekciarstwem.

nie ma obaw, czytałam już inne posty rozumka i jak do tej pory zgadzam się tylko z tym jednym zdaniem, dalej, podejrzewam nasze drogi mogłyby rozejść się bardzo szybko.

>Nie ma obawy. Zwłaszcza, że "rozliczać" nikt nas z niczego nie będzie; ani Zeus, ani Jahwe, ani Allach, ani... "prawdziwy bóg" rozumka; jesli już, to rozliczą nas inni lub nasze własne sumienie.

inni, historia, sumienie zrobią to na pewno, ale ja jednak wierzę , że jest jakiś Bóg, którego nie jestem w stanie pojąć i byćmoże On też kiedyś mnie rozliczy. Są sytuacje, w których nawet wolałabym, żeby tak nie było, ale jednak wiara jest głęboko we mnie wbudowana. Niektórzy tak po prostu mają
Pawlosky (44 punktów)
>inni, historia, sumienie zrobią to na pewno, ale ja jednak wierzę , że jest jakiś Bóg, którego nie jestem w stanie pojąć i byćmoże On też kiedyś mnie rozliczy. Są sytuacje, w których nawet wolałabym, żeby tak nie było, ale jednak wiara jest głęboko we mnie wbudowana. Niektórzy tak po prostu mają

Wiesz co - chwała ci za to!
Ja mówię o sobie "katolik". Wiem, mogłem o sobie napisać jako "osoba szukająca prawdy", ale stwierdziłem, że się przyznam. I jestem osobą szukającą prawdy.

Pozdrowienia

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
lipschitz (1674 punktów)
Gdyby przyjąć, że Bóg zawsze wysłucha, to należałoby również stwierdzić, że nikt nie prosi Boga o interwencję w sprawie 15 000 dzieci, które umierają każdego dnia z głodu i one same także o nią nie proszą. A może czas podobny temu przed potopem, kiedy to Bóg nie mógł doszukać się jednego prawego człeka? Ale to by stawiało w fatalnym świetle jego wyznawców
Niedaleko też stąd do wybrańców bożych, jakoś trzeba wytłumaczyć te okropności i porzucenie. I tak oto znowu byśmy byli w krainie ku klux klanów i tym podobnych zjawiskGratulować transformacji?

Logiczne konsekwnecje z pozoru niewinnych tez bywają okrutne
Sapczyńska (39 punktów)
Jeden z najmądrzejszych ludzi na świecie-Jan Paweł II napisał w swojej encyklice"Wiara i rozum", że nie ma sprzeczności między wiara a rozumem, że "są one jak dwa skrzydła wznoszące człowieka do Boga"
rozumek
>Jeden z najmądrzejszych ludzi na świecie-Jan Paweł II napisał w swojej encyklice"Wiara i rozum", że nie ma sprzeczności między wiara a rozumem, że "są one jak dwa skrzydła wznoszące człowieka do Boga"
Nie mówił tylko (bo nie mógł), że POMIMO własnej religijności, do wiary i rozumu, mogą trafić tylko równi mu geniusze. Bez religii, i rozum, i wiara, dostępna jest każdemu człowiekowi.
Pawlosky (44 punktów)
>>Jeden z najmądrzejszych ludzi na świecie-Jan Paweł II napisał w swojej encyklice"Wiara i rozum", że nie ma sprzeczności między wiara a rozumem, że "są one jak dwa skrzydła wznoszące człowieka do Boga"
Bez względu na to, ile tłumów się przynim gromadziło, jaka była czytelność jego książek i inne rzeczy które wymienił rozumek, prawda o jego mądrości pozostanie niezmienna i neutralna . Ja uważam, że nie był człowiekiem niemądrym.
Rozumek niepoprawne jest twierdzenie, że jeżeli ktoś jest mądry i jest w dalszym ciągu katolikiem, to znaczy, że został przez nich omamiony.

Cytat z Ewangelii na dziś:
"Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały."


omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
rozumek
>Ja uważam, że nie był człowiekiem niemądrym.
A ja uważam, że był mądrym.
>Rozumek niepoprawne jest twierdzenie, że jeżeli ktoś jest mądry i jest w dalszym ciągu katolikiem, to znaczy, że został przez nich omamiony.
Pewnie, że niepoprawne, bo niekiedy, omamiony za młodu, nie ma szans wycofać się z tego "ruchu", gdy już zmądrzeje. Może za to osłabić jego niszczycielską siłę, co JPII robił i zrobił.
Pawlosky (44 punktów)
>>Ja uważam, że nie był człowiekiem niemądrym.
>A ja uważam, że był mądrym.
Też się z tobą zgadzam. W końcu skoro nie był niemądry to nie znaczy, że był mądry ale tak naprawdę to uważam, że był mądrym człowiekiem .

Rozumek mam wrażenie, że cokolwiek bym nie powiedział to i tak mnie skrytykujesz. Przystopuj trochę, bo tym sposobem rozmawiamy na pokaz a nie, żeby wymienić poglądy.

Pozdrowienia

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
rozumek
>Rozumek mam wrażenie, że cokolwiek bym nie powiedział to i tak mnie skrytykujesz. Przystopuj trochę, bo tym sposobem rozmawiamy na pokaz a nie, żeby wymienić poglądy.
To nie jest na pokaz. Przynajmniej z mojej strony. Po prostu, ja wierze w Boga ISTNIEJĄCEGO, a nie tego, którego wyznawcom KK "wciska" do wierzenia i modlenia się do niego. Nie wierzę też, że gdyby nie KK, to ludzie przestaliby wierzyć w tego istniejącego (oślepli by na niego). Wręcz przeciwnie. Mogliby uwierzyć już w dzieciństwie. Moim zdaniem, wiara KK i jego nauki, sprzeczne są zarówno z prawdziwą wiarą, jak prawdziwą nauką, a jedyne czego uczą, to jak się niczego nie nauczyć i uczyć tego innych.
Sapczyńska (39 punktów)

>Pewnie, że niepoprawne, bo niekiedy, omamiony za młodu, nie ma szans wycofać się z tego "ruchu", gdy już zmądrzeje. Może za to osłabić jego niszczycielską siłę, co JPII robił i zrobił.
>

Zastanów się czasem nad tym co piszesz
stormrider (206 punktów)
>Jeden z najmądrzejszych ludzi na świecie-Jan Paweł II napisał w swojej encyklice"Wiara i rozum", że nie ma sprzeczności między wiara a rozumem, że "są one jak dwa skrzydła wznoszące człowieka do Boga"

Jeden z najmądrzejszych? No nie wiem. Co decyduje o jego rzekomej "mądrości" -fakt, że jego książki czyta, bądź czytało miliony ludzi? Fakt, że wierzysz w to co napisał, czy powiedział? Mądrość to pojęcie trudne do zdefiniowania. To jest trochę podobne do stwierdzenia, że "Słowacki wielkim poetą był".

______________________________________________________________________
Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>Jeden z najmądrzejszych? No nie wiem. Co decyduje o jego rzekomej "mądrości" -fakt, że jego książki czyta, bądź czytało miliony ludzi?
Nie wiem, co decyduje o czyjejkolwiek rzekomej "mądrości" (chocby Twojej). Chyba rzeczywiście otaczające "mądrego" tłumy. O rzeczywistej mądrości, decyduje sama mądrość. I nawet największe tłumy, nikomu jej jeszcze nie odebrały i nigdy nie odbiorą. Nie rzucaj się więc z motyką na Słońce. To, czego nie udało się zrobic wszystkim katolikom (odebrać JPII mądrości) nie zrobisz i Ty w pojedynkę.
Pawlosky (44 punktów)
>Nie wiem, co decyduje o czyjejkolwiek rzekomej "mądrości" (chocby Twojej). Chyba rzeczywiście otaczające "mądrego" tłumy. O rzeczywistej mądrości, decyduje sama mądrość. I nawet największe tłumy, nikomu jej jeszcze nie odebrały i nigdy nie odbiorą. Nie rzucaj się więc z motyką na Słońce. To, czego nie udało się zrobic wszystkim katolikom (odebrać JPII mądrości) nie zrobisz i Ty w pojedynkę.

Rozumek nie pisz tak. Teraz zrozumiałem to jeszcze inaczej:
Katolicy chcą odebrać mądrość innym katolikom!
Z tym to się napewno nie zgadzam!
Basta!

omnes qui acceperint gladium, gladio peribunt
rozumek
>Katolicy chcą odebrać mądrość innym katolikom!
>Z tym to się napewno nie zgadzam!
Nie chcą, ale robią wszystko, żeby zgłupieli. Ale mniejsza z tym, co robią dorosłemu, bo jeśli już raz zmadrzał, to nie tak łatwo go ogłupić. Znacznie gorsze jest to, co robią własnym i cudzym dzieciom.
stormrider (206 punktów)
>>Jeden z najmądrzejszych? No nie wiem. Co decyduje o jego rzekomej "mądrości" -fakt, że jego książki czyta, bądź czytało miliony ludzi?
>Nie wiem, co decyduje o czyjejkolwiek rzekomej "mądrości" (chocby Twojej). Chyba rzeczywiście otaczające "mądrego" tłumy. O rzeczywistej mądrości, decyduje sama mądrość. I nawet największe tłumy, nikomu jej jeszcze nie odebrały i nigdy nie odbiorą. Nie rzucaj się więc z motyką na Słońce. To, czego nie udało się zrobic wszystkim katolikom (odebrać JPII mądrości) nie zrobisz i Ty w pojedynkę.

Sam fakt, że kogoś otaczają miliony wiernych nie czyni go mądrym. Hitlera też otaczały miliony wiernych. Nie twierdzę, że JP II był człowiekiem pozbawionym mądrości, mówię tylko o tym, że bezkrytyczne patrzenie w kogoś jak w obrazek, nie jest żadnym dowodem mądrości tego kogoś. JP II mówił wiele mądrych rzeczy, ale też w wielu sprawach okazywał swoją skostniałość, np: w zakazie używania prezerwatyw w sytuacji gdy "panoszy" się aids. Zakazy jeszcze nigdy nikogo nie skierowały na właściwą drogę, wręcz przeciwnie, człowiek to takie zwierze, że robi wszystko na przekór. JP II zdawał się tego nie zauważać, po prostu nie dostrzegał faktów. ( A może nie chcial ich dostrzec? ).

Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>Sam fakt, że kogoś otaczają miliony wiernych nie czyni go mądrym. Hitlera też otaczały miliony wiernych.
JPII, pod wpływem otaczającego go tłumu nie zgłupiał. Hitlerowi, pod wpływem otaczających tłumów nie udało się zmądrzeć.
Znam ludzi mądrych i głupich. Nie znam ani nieomylnych, ani takich, którzy mogą wszystko. Nadal uważam, że JPII był mądry, a Hitler głupi.
STORMRIDER
>JPII, pod wpływem otaczającego go tłumu nie zgłupiał. Hitlerowi, pod wpływem otaczających tłumów nie udało się zmądrzeć.
>Znam ludzi mądrych i głupich. Nie znam ani nieomylnych, ani takich, którzy mogą wszystko. Nadal uważam, że JPII był mądry, a Hitler głupi.

Nikt Ci nie zabrania wierzyć w jego mądrość, ale chciałbym, byś Ty nie zabraniał innym myśleć, że JP II wcale nie byl taki mądry.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>Nikt Ci nie zabrania wierzyć w jego mądrość, ale chciałbym, byś Ty nie zabraniał innym myśleć, że JP II wcale nie byl taki mądry.
Nie rozumiem tego zapewnienia i tego apelu. Jak ktokolwiek mógłby mi zabronić wierzyć w co wierzę i wyznawać, co wyznaję? Jak ja mogę zabronić tego Tobie? Wiesz, że wolność wiary i jej wyznań, to prawo naturalne (boskie)?
stormrider (206 punktów)
>>Nikt Ci nie zabrania wierzyć w jego mądrość, ale chciałbym, byś Ty nie zabraniał innym myśleć, że JP II wcale nie byl taki mądry.
>Nie rozumiem tego zapewnienia i tego apelu. Jak ktokolwiek mógłby mi zabronić wierzyć w co wierzę i wyznawać, co wyznaję? Jak ja mogę zabronić tego Tobie? Wiesz, że wolność wiary i jej wyznań, to prawo naturalne (boskie)?

Czasami wystarczy ton wypowiedzi by poczuć, że weszło się w kolizję ze świętym oburzeniem. Wiem, że prawo do wolności wiary i wyznania jest zapisane w konstytucji. Ale czy jest naturalne? Coś jak prawo zachowania energii? Jeśli tak jest, to w prawie naturalnym mieszczą się również prawa do posiadania jednego, ściśle określonego wyznania, np w niektórych krajach islamskich. Powiedz mi jak w jednym prawie moga być takie sprzeczności? Nie wypowiadam się na temat prawa boskiego, bo nie wiem czy w ogóle istnieje.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie.
W.Stoczkowski
rozumek
>Czasami wystarczy ton wypowiedzi by poczuć, że weszło się w kolizję ze świętym oburzeniem.
Na pewno nie oburzę się, gdy nazwiesz kogokolwiek (nawet mnie) idiotą. Masz obiektywne prawo, wyrażania subiektywnych, negatywnych ocen innych ludzi. Tym bardziej masz takie prawo, że wszystkie subiektywne oceny, świadczą nie o ocenianym, ale oceniającym.
>Wiem, że prawo do wolności wiary i wyznania jest zapisane w konstytucji. Ale czy jest naturalne? Coś jak prawo zachowania energii? Jeśli tak jest, to w prawie naturalnym mieszczą się również prawa do posiadania jednego, ściśle określonego wyznania, np w niektórych krajach islamskich. Powiedz mi jak w jednym prawie moga być takie sprzeczności? Nie wypowiadam się na temat prawa boskiego, bo nie wiem czy w ogóle istnieje.
No więc ja mam pewność, że zarówno w Polsce, jak krajach islamskich, mam prawo do wyznawania mojego jednego, sciśle określonego światopoglądu. I żadna konstytucja niczego w tym prawie nie zmieni, tak jak nie dowiedzie, że 2+2=5. Inna sprawa, czy, gdzie, komu i po co, swój światopogląd zechcę wyznawać.
stormrider (206 punktów)
>No więc ja mam pewność, że zarówno w Polsce, jak krajach islamskich, mam prawo do wyznawania mojego jednego, sciśle określonego światopoglądu.

Myślę, że swobodnie rozwijający się człowiek tak czy inaczej wytworzy swój własny swiatopogląd, mniej lub bardziej różny od światopoglądów innych ludzi. Można to nazwać "Wolnością naturalną". Ale człowiek nie rozwija się swobodnie, tylko w obrębie, rodzin, klanów, plemion, państw, a każda z tych komórek ma swoje własne prawa, czy to spisane, czy to zwyczajowe, w których może być ściśle określone, w co każdy powinien wierzyć. I tutaj "wolność naturalna" jednostki zderza się z prawami grup. Tak więc jednocześnie masz prawo, bo dała ci je natura, ale jednocześnie nie masz bo... zabiera ci je natura ( Przecież te wszystkie grupy w których wzrastałeś nie powstały nigdzie indziej jak właśnie w naturze ). Czy można rozwiązać ten paradoks?


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
rozumek
>>No więc ja mam pewność, że zarówno w Polsce, jak krajach islamskich, mam prawo do wyznawania mojego jednego, sciśle określonego światopoglądu.
>Myślę, że swobodnie rozwijający się człowiek tak czy inaczej wytworzy swój własny swiatopogląd, mniej lub bardziej różny od światopoglądów innych ludzi. Można to nazwać "Wolnością naturalną". Ale człowiek nie rozwija się swobodnie, tylko w obrębie, rodzin, klanów, plemion, państw, a każda z tych komórek ma swoje własne prawa, czy to spisane, czy to zwyczajowe, w których może być ściśle określone, w co każdy powinien wierzyć. I tutaj "wolność naturalna" jednostki zderza się z prawami grup. Tak więc jednocześnie masz prawo, bo dała ci je natura, ale jednocześnie nie masz bo... zabiera ci je natura ( Przecież te wszystkie grupy w których wzrastałeś nie powstały nigdzie indziej jak właśnie w naturze ). Czy można rozwiązać ten paradoks?
Gdy jest się dorosłym, można i to bardzo łatwo. Wystarczy przestać wierzyć w fałsz, który kazano Ci wyznawać i zacząć wyznawać tylko prawdę.
Sapczyńska (39 punktów)

>Jeden z najmądrzejszych? No nie wiem. Co decyduje o jego rzekomej "mądrości" -fakt, że jego książki czyta, bądź czytało miliony ludzi? Fakt, że wierzysz w to co napisał, czy powiedział? Mądrość to pojęcie trudne do zdefiniowania.

Jeśli mądrość to pojęcie trudne do zdefiniowania to dlaczego niektórzy ateiści mają prawo mówić, że katolicy są niemądrzy-przeciez trudno zdefiniować mądrość
rozumek
>Jeśli mądrość to pojęcie trudne do zdefiniowania to
Nie takie znowu trudne.
>dlaczego niektórzy ateiści mają prawo mówić, że katolicy są niemądrzy-przeciez trudno zdefiniować mądrość
Nie niektórzy, ale wszyscy. To samo prawo, mają katolicy wobec ateistów i każdy głupi wobec każdego mądrego. Mają je także mądrzy, tyle że z tego prawa nie korzystają, bo na tym właśnie polega mądrość (by tylko głupiego głupkiem nazywać i tylko wtedy, gdy można go przed jego własną głupotą ochronić).
stormrider (206 punktów)
>>Jeden z najmądrzejszych? No nie wiem. Co decyduje o jego rzekomej "mądrości" -fakt, że jego książki czyta, bądź czytało miliony ludzi? Fakt, że wierzysz w to co napisał, czy powiedział? Mądrość to pojęcie trudne do zdefiniowania.
>Jeśli mądrość to pojęcie trudne do zdefiniowania to dlaczego niektórzy ateiści mają prawo mówić, że katolicy są niemądrzy-przeciez trudno zdefiniować mądrość

Czy mają prawo? Nie, ale sami je sobie nadają, z resztą o mądrości lub jej braku rozprawiają za równo ateiści jak i teiści, deiści, i inni -iści. A już w ogóle trudno mówić o mądrości lub jej braku w przypadku grup wszelkiego rodzaju. Jak ktoś należy do określonej grupy, to taka inwektywa jak niemądry ( Słowem głupi ) skierowana do grupy przeciwnej może mu podnieść samopoczucie. Stwierdzenie mądry, głupi, to nie jest argument w poważnej rozmowie. Jest to raczej wystrzał emocji.


Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie
W.Stoczkowski
Zyga (1539 punktów)
> Nie ma znaczenia w jakiego Boga
>wierzę, ważne jakim staje sie czlowiekiem pod Jego wpływem.
>Mam cel w zyciu, mam zasady i nimi sie kieruję.

W pierwszej chwili post wydał mi się całkiem mądry (przynajmniej I połowa) ale po chwili pomyślałem sobie... zaraz, zaraz, a gdyby Boga nazwać "cel w życiu i zasady"? Czy warto wtedy wierzyć w jeszcze jakiegoś innego?
03-08-2006 00:42 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
> zaraz, zaraz, a gdyby Boga nazwać "cel w życiu i zasady"? Czy warto wtedy wierzyć w jeszcze jakiegoś innego?

Nazwijmy więc GO w ten sposób. A zatem "celem w życiu i zasadami" jest "cel w życiu i zasady". Rzeczywiście bardzo wiele to wyjaśnia.
rozumek
>> zaraz, zaraz, a gdyby Boga nazwać "cel w życiu i zasady"? Czy warto wtedy wierzyć w jeszcze jakiegoś innego?
>Nazwijmy więc GO w ten sposób. A zatem "celem w życiu i zasadami" jest "cel w życiu i zasady". Rzeczywiście bardzo wiele to wyjaśnia.
A bóg, to Twoim zdaniem cele (jakie sobie i innym postawisz) i zasady jakie sobie i innym KK ustanowi? Bo moim zdaniem, cele to sobie sama wybierasz, a zasady Bóg ustanowił (i jakoś nie czuje się zobowiązany do przestrzegania tych, które ustanawia KK).
rozumek
>Uważam z calym przekonaniem, że warto wierzyć a po
>przeczytaniu tekstów paru osób jeszcze bardziej utiwerdzam
>sie w tym przekonaniu. Nie ma znaczenia w jakiego Boga
>wierzę, ważne jakim staje sie czlowiekiem pod Jego wpływem.
A ja uważam, że najważniejsze jest własnie, w jakiego Boga ludzie wierzą. Jeśli wierzą w Szatana, to nic nikomu po tym, że przekonani są o swojej nadzwyczajnej mądrości, dobroci i o tym, że pod jego wpływem stają się super. Pewnie, że dla konkretnego człowieka, lepiej wierzyć w siebie i swojego Szatana niż nie wierzyć w nic, ale... Na szczęście, oprócz niewiary i wiary w religię, istnieje też wiara w prawdę i jej Boga. Ten kto w niego wierzy, ma wolną wolę: może być dobry, albo może być zły. Ma tę wolną wolę, bo w przeciwieństwie do innych, odróżnia to co dobre tylko dla niego, od tego co dobre dla wszystkich.
Krisz
>Uważam z calym przekonaniem, że warto wierzyć

Uważam że wszelka wiara nas zatruwa i oddala nas od rzeczywistości od tego co jest. Wiara dają nam zadowolenie np. przyjemność "posiadania Boga" ale niesie za pazuchą ból i niedolę. To dziwne że czlowiek gloryfikujący wolność - w aspekcie duchowym poddaje się dogmatom byle tylko zaznać kardynalnej przyjemności jaką jest obietnica wieczności.
rozumek
>>Uważam z calym przekonaniem, że warto wierzyć
>Uważam że wszelka wiara nas zatruwa i oddala nas od rzeczywistości od tego co jest.
Wiara w prawdziwego Boga, to wiara w nieskończoną rzeczywistość. Nie wiem od czego miałaby oddalać i do czego kogokolwiek przybliżać.
>Wiara dają nam zadowolenie np. przyjemność "posiadania Boga" ale niesie za pazuchą ból i niedolę.
Boga się nie posiada, tylko samemu jest się w jego posiadaniu. A ta "niewola" sprawia raczej radość niż jakikolwiek ból.
>To dziwne że czlowiek gloryfikujący wolność - w aspekcie duchowym poddaje się dogmatom byle tylko zaznać kardynalnej przyjemności jaką jest obietnica wieczności.
Bo niczemu oprócz Boga i własnej woli się nie poddaje. A wieczność jest jego życiem, a nie obietnicą wiecznego, nieosiągalnego jutra.
truthsearcher (437 punktów)
>Wiara jest czlowiekowi potrzebna, bo pozwala widzieć świat
>i ludzi w innych kolorach i czuc się szczęśliwym

Jesli chodzi o ,wiare w boga, to ja czuje sie szczesliwszy nie wierzac.

>Jak widac wiele ludzi nie porafi tego wykorzystac i stają się
>pełni żalu do Boga-nie wiadomo dlaczego a warto czasem
>przyjrzec sie swojemu zachowaniu...

Ja wcale nie mam zalu do boga o to ze nie istnieje lub ze nas olal i troche spieprzyl ta robote w 6 dni.

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365