Racjonalista - Strona głównaDo treści
po co religia?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
05-03-2005 14:21myślicielpo co religia?
Zauważyłem, że wielu użytkowników tego działu forum uważa, iż wiara w Boga jest wynikiem niewiedzy.
Mało tego, wystarczy prześledzić posty, aby się przekonać, iż niektórzy użytkownicy uważają, że wszelka religia to czyste oszustwo, mydlenie oczu, wciskanie kitu itp. niedouczonym, szarym ludziom.
Porównywanie wiary współczesnych chrześcijan czy wogóle wyznawców religii monoteistycznych do wierzeń,
nazwijmy to, ludów prymitywnych jest nieporozumieniem.
Współcześni wykształceni wierzący posiadają przecież odpowiednią wiedzę pozwalającą zrozumieć mechanizmy rządzące otaczającym ich światem i nie wierzą w boga, który włada np. błyskawicami...
Uważam się za chrześcijanina ale jednocześnie sądzę, że nauka, jeżeli nadal będzie się rozwijać w takim tempie jak do tej pory raczej prędzej niż później wyjaśni zagadkę prapoczątków Wszechświata.
Należy zatem zadać pytanie: po co współczesnemu człowiekowi religia?
Piszę tu oczywiście wyłącznie w swoim imieniu i dla mnie wiara w Boga (ale nie wierzenie w bożki) daje odpowiedź na następujące pytania:
Po co istnieje Wszechświat?
Po co ja istnieję?
Jaki jest sens mojej egzystencji?
Uważam, że niezależnie od osiągnięć nauki człowiek zawsze będzie sobie zadawał tego typu pytania
"Im bardziej Wszechświat wydaje się zrozumiały, tym bardziej sprawia wrażenie bezcelowego".
(Steven Weinberg)
Dla wierzącego odpowiedź jest prosta: to wszystko wpisane jest w boski plan, tak sobie to Bóg po prostu zaplanował, Bóg który już zna nasze myśli zanim je wypowiemy.
Życzę ciekawych przemyśleń.

Burzyński
Bardzo ciekawe. Piszesz, że jesteś wierzącym chrześcijaninem a jednocześnie chyba poszukujesz jakiegoś Boga, który by Ci pasował. Chrześcijaństwo to przede wszystkim wiara w Trójcę, czyli Boga Jahwe, jego syna Jezusa i jakowegoś Ducha. Nie wierzysz w Bogów władających błyskawicami, ale za to wierzysz w Boga, który rzuca kamieniami. To troszkę dziwne, zwarzywszy, że Bóg od błyskawic jest bardziej (w/g Ciebie) prymitywy.
Wiara nie jest odpowiedzią na te pytania o sens egzystencji, ale próbą odpowiedzi. W dodatku próbą bez wielkiego wysiłku. Po prostu, dlaczego istniejemy, cierpimy, chorujemy - na pewno jest Bóg i wszystko to zaplanował. Ciekawe.
mb
Krzysiu
> Chrześcijaństwo to przede wszystkim wiara w Trójcę, czyli >Boga Jahwe, jego syna Jezusa i jakowegoś Ducha.

Wiara w Trójcę, to przykra rzeczywistość. Ciekawe tylko na jakiej podstawie ci fanatycy się opierają, rozgłaszając ten dogmat. Z tego co wiem, powstał on po to, aby pozyskać możliwie dużo pogan, którzy mieli zakorzenione w sobie wielobóstwo. Naginanie prawa Bożego do granic absurdu daje odpowiedni wzrost wpływów. Natomiast wierne wykonywanie zaleceń Jezusa jest tak niepopularne i nieopłacalne, że kościół nie może sobie na nie pozwolić.
mariusz
>> Chrześcijaństwo to przede wszystkim wiara w Trójcę, czyli >Boga Jahwe, jego syna Jezusa i jakowegoś Ducha.
Od kiedy wiara w Trójcę, to wiara w m. in. w Jahwę, to chyba świadkowie jehowy uświadomili katolikom, że wierzą w Jahwę i resztę.





mmarek
>Od kiedy wiara w Trójcę, to wiara w m. in. w Jahwę, to chyba świadkowie jehowy uświadomili katolikom, że wierzą w Jahwę i resztę.<

Chyba nie wiesz co piszesz. Bóg Starego Testamentu to: Jahwe, Pan, Bóg Ojciec, Jestem Który Jestem, Jehowa lub po prostu Bóg. Świadkowie Jehowy używają nazwy JEHOWA. Katolicka Trójca to: Bóg Ojciec (czyli Jahwe), Syn Boży i Duch Święty.
mb
mariusz
Tylko jeszcze, jakieś dziesięć lat temu mało który katolik wiedział, że Bóg Ojciec to Jehowa.
Marcin (187 punktów)Trójca Św.

>Wiara w Trójcę, to przykra rzeczywistość. Ciekawe tylko na jakiej podstawie ci fanatycy się opierają, rozgłaszając ten dogmat. Z tego co wiem, powstał on po to, aby pozyskać możliwie dużo pogan, którzy mieli zakorzenione w sobie wielobóstwo.
Liczba 3 to symbol seksualny: mężczyźni mają jednego penisa, 2 jądra (razem 3), kobiety - 2 piersi, jedną pochwę (razem 3). Stąd też mamy różne Trójce; nieświadome popędy się kłaniają (z tego co wiem, to w wielu pogańskich religiach też jest coś w stylu "trzech bogów w jednym"), bajki o trzech braciach czy siostrach, trzech świnkach, Jezus ukrzyżowany między dwoma łotrami, 3 wiedźmy w Makbecie, 3 Marie, 3 Mojry i in.

myślicielOdp: po co religia?

>Bardzo ciekawe. Piszesz, że jesteś wierzącym chrześcijaninem a jednocześnie chyba poszukujesz jakiegoś Boga, który by Ci pasował. Chrześcijaństwo to przede wszystkim wiara w Trójcę, czyli Boga Jahwe, jego syna Jezusa i jakowegoś Ducha

Chrześcijaństwo to przede wszystkim wiara w jednego Boga. Słowo "Trójca" nie występuje w Biblii lecz wymyślili je teologowie dla określenia Boga w ujęciu chrześcijańskim. Trójca dlatego, że Bóg objawia się (czyli "daje znać" o sobie) na trzy sposoby: Jako Stwórca hebr. Jahwe (Jestem,który jestem), jako Zbawiciel hebr. Jehoszua (Bóg zbawieniem moim) i jako Duch, który aktualnie działa w sposób niepojęty dla nas.

> Nie wierzysz w Bogów władających błyskawicami, ale za to wierzysz w Boga, który rzuca kamieniami. To troszkę dziwne, zwarzywszy, że Bóg od błyskawic jest bardziej (w/g Ciebie) prymitywy.

...kamieniami ? Nie rozumiem...
Chodziło mi o podkreślenie, że współcześni wierzący nie przypisują nadprzyrodzonego charakteru takim zjawiskom jak np. burza z piorunami.

>Wiara nie jest odpowiedzią na te pytania o sens egzystencji, ale próbą odpowiedzi. W dodatku próbą bez wielkiego wysiłku.

Tak, masz rację, to jest próba odpowiedzi, lecz dla niejednego wierzącego to zapewne "pełna odpowiedź"

Pisząc nowy wątek nie miałem zamiaru wikłać się w niuanse teologiczne. Chodziło mi o wykazanie, że wierzący to nie "głupole wierzący w bajki ".

Pozdrawiam
mariusz
Skoro Trójcę wymyślili teologowie to czy nie jest to wiara w bajki?
AlfRamsey (257 punktów)
>Skoro Trójcę wymyślili teologowie to czy nie jest to wiara w bajki?

Tak to jest wiara w bajki.


www.redcafe.net
mmarek
>...kamieniami ? Nie rozumiem...
Chodziło mi o podkreślenie, że współcześni wierzący nie przypisują nadprzyrodzonego charakteru takim zjawiskom jak np. burza z piorunami.<

A jednak. Pozwól, że zacytuję Biblię: "Gdy w czasie ucieczki przed Izraelem byli na zboczu pod Bet-Choron, Pan zrzucał na nich z nieba ogromne kamienie aż do Azeki, tak że wyginęli. I więcej ich zmarło wskutek kamieni gradowych, niż ich zginęło od miecza Izraelitów."

mb
mariusz
>>...kamieniami ? Nie rozumiem...

>A jednak. Pozwól, że zacytuję Biblię: "Gdy w czasie ucieczki przed Izraelem byli na zboczu pod Bet-Choron, Pan zrzucał na nich z nieba ogromne kamienie aż do Azeki, tak że wyginęli. I więcej ich zmarło wskutek kamieni gradowych, niż ich zginęło od miecza Izraelitów."
>mb
To pewnie były meteoryty.
św.Marek
>To pewnie były meteoryty.

    To nie były meteoryty: to były biblijne meteoryty.
    Gdybyś nie wiedział jaka to różnica, to już Ci mówię: zwykły meteoryt jest tylko kupą kamienia lub żelastwa spadającą bezładnie na Ziemię. Nie jest wart wspomnienia chyba, że jest wielki jak krążownik i nim walnie o glebę, powali z pięćset hektarów lasu, albo zawiera podejrzane granulki przypominające bakterie. Biblijny zaś meteoryt to coś więcej. To koniecznie osobista interwencja Boga, pragnącego dla zabawy czymś sobie dla odmiany porzucać i przy okazji ubić kilku Izraleitów. Należy takie kamuszki traktować z należytą atencją, czcią, a najlepiej bić im pokłony. Są bowiem boskim dziełem, inaczej nie wspomnianoby o nich przecież w Biblii...

___________
Pozdrawiam
gooa (746 punktów)

>Należy zatem zadać pytanie: po co współczesnemu człowiekowi
>religia?
Czlowiek WSPOLCZESNY zawsze bedzie istnial.

>Dla wierzącego odpowiedź jest prosta: to wszystko wpisane
>jest w boski plan, tak sobie to Bóg po prostu zaplanował,
Nie dla kazdego wierzacego jest to takie proste.
Wiara ? - tak, ale religia ? - jedna wyklucza druga.

aszua
Rzewczywiście, dzisiejsza wiara w Boga wyewoluowała wraz z człowiekiem. Wciąż można zobserwować zjawisko fanatycznych babć powtarzających swoją mantrę "zdroooowasś mariioo" i niezastanawiających się, co właściwie mówią, ale jest to zjawisko powoli ustępujące młodym, inteligentym wiernym. Trzeba jednak przyznać, że własnie ci najbardziej światli chrześcijanie coraz bardziej odbiegają od tradycyjnych form i dogmatów, a starożytne księgi traktuję bardziej jak alegorię niż historyczne fakty. A to już zahacza o filozofię, myślicielstwo.. Współczesna religia coraz bardziej oddala się od.. religii właśnie. Sami chrześciajnie powoli kapituluję w stronę nauki i racjonalizmu - nia mają innego wyboru. Z ich pierwotnej wiary pozostaje coraz mniej. Może po prostu odpuścić sobie tą ideologiczno-teologiczną oprawę i zostać filozofem? Nie krytykuję wiary, bo rzeczywiście zgadzam się z tym, że zadaje ona wiele wartościowych pytań o sens i cel naszej egzystencji i poniekąd próbuje ona znależć na nie odpowiedź. Trzeba jednak przyznać, że odpowiedzi te są tylko i wyłącznie wynikiem naszych rozmyślań a także naszej wyobraźni - bo przecież większość z ludzi nie doświadcza cudów i objawień. Po co więc wiara (skoro jesteśmy już zbyt racjonalni aby wierzyć w Boga z brodą, który ciska piorunami)? Nie lepiej byłoby wierzyć tylko w człowieka i w jego umysł (który w końcu jako jedyny jest w stanie dostarczyć nam jakichkolwiek odpowiedzi - chyba, że ktoś wierzy w zjawiska nadprzyrodzone)?
myśliciel
>Trzeba jednak przyznać, że własnie ci najbardziej światli chrześcijanie coraz bardziej odbiegają od tradycyjnych form i dogmatów, a starożytne księgi traktuję bardziej jak alegorię niż historyczne fakty.

W Biblii znajdują się np. opisy Babilonu które traktowano przez wieki jako mit dopóki nie odkopano w XIX w. jego ruin... Ale to tak na marginesie bowiem nie można traktować owych "starożytnych ksiąg" jak swoistych kronik, w których są zawarte wyłącznie historyczne fakty.
Najważniejsza jest w nich właśnie owa symbolika dotykająca niuansów ludzkiej egzystencji przez co mają one ponadczasową wartość. Nie sądzę aby kiedykolwiek się zdewaluowały.

> A to już zahacza o filozofię, myślicielstwo..

Uważam, że to dobrze bowiem nikt nie powinien bezmyślnie wyznawać jakiejkolwiek religii.

>Współczesna religia coraz bardziej oddala się od.. religii właśnie.

A co to jest religia? Czy są religie bardziej lub mniej "religijne"."Religijność" przecież nie jest określana przez jakieś normy.To, że jakaś religia oddala się od garbu tradycjonalizmu może jej przynieść tylko korzyść.
Kościół powinien się ciągle reformować zgodnie z maksymą: "ecclesia semper reformanda".

>Sami chrześciajnie powoli kapituluję w stronę nauki i racjonalizmu - nia mają innego wyboru.

Wiara nie musi wcale wchodzić w kolizję z nauką. Podam to na własnym przykładzie.
Gdy dorastałem zaczytywałem się w książkach o naukowym rodowodzie człowieka. Pasjonowało mnie to bardzo i usiłowałem dociec kiedy człowiek przestał być bardziej zwierzęciem a stał się właśnie bardziej człowiekiem. Nauka nie dawała na ten temat jednoznacznej odpowiedzi.
Ale to nie w tym tkwi sedno sprawy. Z publikacji tych wyłaniał się bowiem tak przygnębiający obraz ludzkiej egzystencji, że sięgnąłem po owe "starożytnye księgi"czyli Biblię traktując ją jako swoisty "detoks".
Zrozumiałem wtedy, że nauka to nie wszystko.

Pozdrawiam
mmarek
>Chrześcijaństwo to przede wszystkim wiara w jednego Boga.<
Niestety mylisz się. Jeżeli nie wierzysz w dodmat Trójcy nie jesteś chrześcianinem.
Pozdrawiam
mb
ashden

>Niestety mylisz się. Jeżeli nie wierzysz w dodmat Trójcy nie jesteś chrześcianinem.

Czyżby? chyba raczej nie jest katolikiem
myśliciel
>Niestety mylisz się. Jeżeli nie wierzysz w dodmat Trójcy nie
>jesteś chrześcianinem.

Chrześcijaństwo jest jednak religią monoteistyczną czyli podstawą takiej religii jest wiara wjednego Boga.
Wiara w trzech bogów to politeizm charakterystyczny dla religii pogańskich.
Są jednak chrześcijanie, którzy nie uznają dogmatu Trójcy.
To unitarianie lub inaczej antytrynitarze.Ale to też są chrześcijanie.
Moje wyznanie wiary jest jednak zgodne z wyznaniem wiary znacznej większości chrześcijan.
Bycie chrześcijaninem nie polega na uznawaniu lub nie
jakichś dogmatów lecz na uznaniu Jezusa Chrystusa za swojego osobistego Zbawiciela i naśladowanie go.

Pozdrawiam
mmarek
>Bycie chrześcijaninem nie polega na uznawaniu lub nie
jakichś dogmatów lecz na uznaniu Jezusa Chrystusa za swojego osobistego Zbawiciela i naśladowanie go.

Zbawiciela, czyli Boga?
mb
myśliciel
>>Bycie chrześcijaninem nie polega na uznawaniu lub nie
>jakichś dogmatów lecz na uznaniu Jezusa Chrystusa za swojego osobistego Zbawiciela i naśladowanie go.
>Zbawiciela, czyli Boga?
>mb

A jak myślisz? Zarzucając mi nieuznawanie dogmatu Trójcy powinineś chyba mnie jako ostatniemu zadawać tego typu pytania.
Powiem ci jak ja to rozumiem.
Jeżeli Bóg zbawia to mówimy o nim Zbawiciel, jeżeli ten sam Bóg pociesza to mówimy Pocieszyciel, jeżeli coś stworzył to mówimy Stwórca itp.

Jak już wcześniej pisałem, zakładając ten wątek nie miałem zamiaru wikłać się w niuanse teologiczne bo to nie miejsce na to tu, na tym forum.
Sama atmosfera pokpiwania i wyszydzania przez niektórych użytkowników wszystkiego co się wiąże z religią wystarczająco do tego zniechęca.
Chciałem tylko wykazać, że religia współczesnemu człowiekowi jest tak samo potrzebna jak pozostałe dziedziny życia.

Pozdrawiam
mmarek

>Chciałem tylko wykazać, że religia współczesnemu człowiekowi jest tak samo potrzebna jak pozostałe dziedziny życia.

Zgodziłbym się z tą tezą, gdybyś religię zastąpił wiarą. Wiarą niekoniecznie w Boga. Może być to wiara w umysł, siłę woli, człowieka, itp. Jeden warunek musi być jednak spełniony: trzeba samemu dojść do tego w co wierzymy. Wtedy wiara jest silna i na pewno pomaga (przynajmniej w jakiś sposób). Natomiast religia jest tylko i aż narzucaniem przez określoną grupę ludzi swoich poglądów. I w tym znaczeniu religia jest nie tylko niepotrzebna ale i szkodliwa.
Pozdrawiam.
mb
kafir (363 punktów)
>W Biblii znajdują się np. opisy Babilonu które traktowano przez wieki jako mit dopóki nie odkopano w XIX w. jego ruin...
Podobnie było z Troją, ale nie chcesz mi chyba powiedzieć, że to uprawdopodobniło teologicznie mitologię grecką.

>Uważam, że to dobrze bowiem nikt nie powinien bezmyślnie wyznawać jakiejkolwiek religii.
Święte słowa!

>Wiara nie musi wcale wchodzić w kolizję z nauką. Podam to na własnym przykładzie.
>Gdy dorastałem zaczytywałem się w książkach o naukowym rodowodzie człowieka. Pasjonowało mnie to bardzo i usiłowałem dociec kiedy człowiek przestał być bardziej zwierzęciem a stał się właśnie bardziej człowiekiem. Nauka nie dawała na ten temat jednoznacznej odpowiedzi.
>Ale to nie w tym tkwi sedno sprawy. Z publikacji tych wyłaniał się bowiem tak przygnębiający obraz ludzkiej egzystencji,
A cóż cię tak przygnębiło? Nasza zwierzęcość, atawizm, z którego nie wyrośliśmy czy bezcelowość i przypadkowość naszej obecności?

>...że sięgnąłem po owe "starożytnye księgi"czyli Biblię traktując ją jako swoisty "detoks".
Ryzykowne podejście.
>Zrozumiałem wtedy, że nauka to nie wszystko.
Oczywiście, że nie wszystko! Wszechświat to wszystko, a nauka dopiero zaczyna go oglądać.
Nasza wiedza rośnie powoli, ale jednak!
Większość ludzi nie ogarnia wiedzy, jaką posiadamy na temat świata i nie potrzebuje tego do egzystencji, a religijność dostali w spadku. Ich zachowanie i postawy nie pomogą w znalezieniu odpowiedzi na twoje pytanie, bo działają mechanicznie i odruchowo zgodnie z wyklepanym kanonem.
Część ludzi jednak niepokoi się tym, że czegoś nie rozumieją i wtedy mają dwa wyjścia: próbować się dowiedzieć albo zamknąć nieznane w jakiś zbiór, dać sobie z nim spokój i powrócić do zmagań z egzystencją.
Aby zapewnić sobie spokój zbiór nieznanego musi być nietykalny, więc najlepiej gdyby okazało się, że nie człowiek jest jego autorem, a jakieś stojące ponad nami bóstwo, które chroni swojej tajemnicy ciskając obficie piorunami.
Nietykalność tego worka magicznego wykorzystano również do poprawy porządku potrzebnego społeczności i wrzucono doń prawa obecnie nazywane naturalnymi.
To, że kapłani zaczęli wykorzystywać bóstwo do swoich prywatnych interesów to już wtórna, choć dla cywilizacyj istotna sprawa.
Nauka z uporem maniaka wyciąga z worka różne cuda i wyjaśnia je sprawiając, że wór flaczeje coraz bardziej.
Im bardziej wór sflaczały, tym bardziej religia wycofuje się w filozofię.
Od piorunów i zaćmień słońca do Pierwszej Przyczyny i deistów przeszła religia wyboistą wielce drogę.
Trudno jednak nie zauważyć, że swą ewolucję zawdzięcza wiedzy, więc musi wchodzić w kolizję z nauką by mogła się zmieniać, bo jak przestanie to stanie się kolejną mitologią.
Czego sobie i tobie szczerze życzę.
Salute!
myśliciel
>>W Biblii znajdują się np. opisy Babilonu które traktowano przez wieki jako mit dopóki nie odkopano w XIX w. jego ruin...
>Podobnie było z Troją, ale nie chcesz mi chyba powiedzieć, że to uprawdopodobniło teologicznie mitologię grecką.

Teologicznie nie ale historycznie z pewnością.

>>Uważam, że to dobrze bowiem nikt nie powinien bezmyślnie wyznawać jakiejkolwiek religii.
>Święte słowa!

Zdanie wyjęte z kontekstu.

>>Ale to nie w tym tkwi sedno sprawy. Z publikacji tych wyłaniał się bowiem tak przygnębiający obraz ludzkiej egzystencji,
>A cóż cię tak przygnębiło? Nasza zwierzęcość, atawizm, z którego nie wyrośliśmy czy bezcelowość i przypadkowość naszej obecności?

Ogólnie bezsens, jak mi się wtedy wydawało, naszej egzystencji. Takie odniosłem wtedy wrażenie.

>>...że sięgnąłem po owe "starożytnye księgi"czyli Biblię traktując ją jako swoisty "detoks".
>Ryzykowne podejście.

Ryzykowne? Bez przesady...

>>Zrozumiałem wtedy, że nauka to nie wszystko.
>Oczywiście, że nie wszystko! Wszechświat to wszystko, a nauka dopiero zaczyna go oglądać.

Nie zrozumiałeś? Nauka to nie wszystko czym należy się, moin zdaniem, w życiu kierować.
A tak na marginesie Wszechświat to też nie wszystko.
W moich wypowiedziach nie starałem się nigdy atakować naukowego obrazu świata. Cieszę się szczerze z osiągnięć nauki, z których przecież korzystam jak my wszyscy.
Odnoszę wrażenie, że nie zrozumiałeś jednak przesłania, jakie wyłania się z moich postów.
Powiem więc inaczej, parafrazując słowa z pewnej starej księgi (chyba domyślasz się o jaką chodzi ):
Nie samą Nauką człowiek żyje.

Pozdrawiam
mosad
W XIX wieku istniał kierunek fświatopoglądowy - scjentyzm - tzn wiara w naukę że wyjaśni wszystko i Bóg nie bedzie potrzebny.
Minęło ponad 100 lat i okazało się że wiemy wielokrotnie więcej, ale nic nie zblizyło nas do naukowego wyrugowania Boga i religii z życia.
Wręcz przeciwnie, historia pokazała, że systemy zwalczające Boga i religię doprowadzają do największych zbrodni i barbarzyństwa.
św.Marek
>W XIX wieku istniał kierunek światopoglądowy - scjentyzm - tzn wiara w naukę że wyjaśni wszystko i Bóg nie bedzie potrzebny.

    Coś Ci się bardzo mocno pomyliło. Tak starasz się koniecznie dopasować cokolwiek do tezy o światowym zamachu na Boga, że wytoczyłeś armatę o nazwie scientyzm. Scientyzm jest istotne, jak wiele innych, zarzuconym poglądem, by do wszystkich dziedzin nauki łącznie z filozofią, naukami humanistycznymi czy naukami społecznymi stosować kryteria nauk przyrodniczych. Religianci często używają tego błędnego argumentu, tendencyjnie przypisując mu niecny cel wyrugowania Boga, cokolwiek by to miało znaczyć. Epatują się tym swoim mitem, jakby kolejne kłamstwo coś mogło zmienić i wich wypczonym widzeniu świata.

>Minęło ponad 100 lat i okazało się że wiemy wielokrotnie więcej, ale nic nie zblizyło nas do naukowego wyrugowania Boga i religii z życia.

    Nie mam pojęcia co oznacza "wyrugowanie Boga"; jak można wyrugować z życia coś wymyślonego, nierealnego, co nie istnieje? Poza tym chyba do Ciebie jeszcze nie dotarło, że nauka ma poważniejsze zadania niż zabawę w dowodzenie istnienia lub nie rzeczy zmyślonych.

>Wręcz przeciwnie, historia pokazała, że systemy zwalczające Boga i religię doprowadzają do największych zbrodni i barbarzyństwa.

    Widzę w Twojej wypowiedzi sformułowanie, które setki razy dziennie słychać z anteny Radia Maryja: "systemy zwalczające Boga". Biedny Bóg, bezradny jak niemowlę, paskudni ludzie potworzyli systemy do jego zwalczania. Ciągle coś Ci się myli. Historia dowodzi, że to w przeszłości społeczności religijne były przyczyną największych zbrodni i barbarzyństwa.

___________
Pozdrawiam
kafir (363 punktów)
>Teologicznie nie ale historycznie z pewnością.
...a w czym ci to pomoże?

>>A cóż cię tak przygnębiło? Nasza zwierzęcość, atawizm, z którego nie wyrośliśmy czy bezcelowość i przypadkowość naszej obecności?
>Ogólnie bezsens, jak mi się wtedy wydawało, naszej egzystencji. Takie odniosłem wtedy wrażenie.
Pytasz, po co religia? Pewnie powodów, dla których powstała było, co najmniej kilka. Tobie jak widzę potrzebne było lekarstwo na przygnębienie. Zażyłeś, co prawda lek homeopatyczny, ale jak mniemam placebo zadziałało i już czujesz się lepiej. To dobrze, w końcu chodzi o to żeby lepiej było, ale spróbuj specyfik odstawić, choć na chwilę, bo może ci już nie jest potrzebny. Ciągłe bycie pod wpływem medykamentów może osłabić twój układ odporności na czary! Wiem, że bycie na permanentnym haju wydaje się bezpieczniejsze, ale jeśli zamienisz groźnie brzmiący bezsens na zwyczajne choć bardzo małe prawdopodobieństwo, to może zrozumiesz, że jesteśmy tu przypadkiem i tylko na chwilę, która się już nie powtórzy.

>>>Zrozumiałem wtedy, że nauka to nie wszystko.
>>Oczywiście, że nie wszystko! Wszechświat to wszystko, a nauka dopiero zaczyna go oglądać.
>Nie zrozumiałeś? Nauka to nie wszystko czym należy się, moin zdaniem, w życiu kierować.
Oczywiście! Nie mam zamiaru nad każdą łyżką pomidorowej dumać o elektronach w makaronie, albo jeszcze lepiej w ryżu , bo by mi wystygła.
Światopogląd lub lepiej światoogląd wolę jednak budować na tym, co z Worka ludziom udało się już wyciągnąć i zastanawiać, co w nim jeszcze fajnego siedzi niż na walce o Nietykalność Rozumnego Hiperworka.
>A tak na marginesie Wszechświat to też nie wszystko.
Skoro jest wszech, to jest wszech i już!
>W moich wypowiedziach nie starałem się nigdy atakować naukowego obrazu świata.
A to jest jakiś inny?
>Cieszę się szczerze z osiągnięć nauki, z których przecież korzystam jak my wszyscy.
>Odnoszę wrażenie, że nie zrozumiałeś jednak przesłania, jakie wyłania się z moich postów.
Uff! Dobrze, że to tylko wrażenie.
>Powiem więc inaczej, parafrazując słowa z pewnej starej księgi (chyba domyślasz się o jaką chodzi ):
>Nie samą Nauką człowiek żyje.
Jasne! Prócz filozofii, historii, matematyki czy biologii czasem trzeba iść do ZOO, napić się zimnej wódki, zobaczyć sztorm na Bałtyku, nauczyć syna rysować drzewo, zakochać, pospać do południa, poczytać Biblię, pośmiać się, potrzymać mamę za słabnącą rękę, no i ... zjeść pomidorowej z ryżem i świeżą bazylią.
Pozdrawiam.

myśliciel
Wiesz co, nie zaskoczyłeś mnie. Kpiący ton, łapanie za słówka itp. już to parę razy przerabiałem na tym forum.
W związku z powyższym odniosę się tylko do tego co w Twojej wypowiedzi jest naprawdę interesujące:

> że jesteśmy tu przypadkiem i tylko na chwilę, która się już nie powtórzy.

Z tym akurat się zgadzam. Pozostaje jednak nadal pytanie: jaki to ma sens?
Moim zdaniem odpowiedź jest tylko jedna, ta znajdująca się parę postów wyżej.

Pozdrawiam
kafir (363 punktów)
>Wiesz co, nie zaskoczyłeś mnie. Kpiący ton, łapanie za słówka itp. już to parę razy przerabiałem na tym forum.
Wyluzuj ździebko!
Na tym forum najczęściej jest śmiertelnie poważnie, co bywa trudne do zniesienia, choć zrozumiałe, bo tematy niebłahe, ale czasem warto zmrużyć oczy.

>W związku z powyższym odniosę się tylko do tego co w Twojej wypowiedzi jest naprawdę interesujące:
>> że jesteśmy tu przypadkiem i tylko na chwilę, która się już nie powtórzy.
Raz piszesz, że wierzysz w Boga, innym razem zgadzasz się na przypadek!
Wierzysz w zmartwychwstanie (chyba), ale mówisz, że się nie powtórzy!
To, o co tu chodzi?
>Z tym akurat się zgadzam. Pozostaje jednak nadal pytanie: jaki to ma sens?
>Moim zdaniem odpowiedź jest tylko jedna, ta znajdująca się parę postów wyżej.
A ja zadam ci inne pytanie. Skąd przekonanie, że to musi mieć koniecznie jakiś sens???

Założyłeś wątek pytając, po co religia, i mimo kpin i łapania za słówka chyba dostałeś kilka odpowiedzi. Pamiętaj, że pytałeś głównie bezbożników, więc chyba nie oczekiwałeś peanów na cześć religii i jej zbawiennego wpływu na kulturę, politykę czy zdrowie psychiczne człowieka.
Chciałeś tylko wykazać, że religia współczesnemu człowiekowi jest tak samo potrzebna jak pozostałe dziedziny życia. Po pierwsze nie każdemu, a po drugie nie denerwuj się, więc, że kpiącym tonem zrównałem religię z pozostałymi dziedzinami życia.

myśliciel
>Na tym forum najczęściej jest śmiertelnie poważnie, co bywa trudne do zniesienia, choć zrozumiałe, bo tematy niebłahe, ale czasem warto zmrużyć oczy

Zbyć coś żartem dla rozładowania atmosfery, jak najbardziej. Kpina natomiast raczej "zagęszcza" tę atmosferę.

>>W związku z powyższym odniosę się tylko do tego co w Twojej wypowiedzi jest naprawdę interesujące:
>>> że jesteśmy tu przypadkiem i tylko na chwilę, która się już nie powtórzy.
>Raz piszesz, że wierzysz w Boga, innym razem zgadzasz się na przypadek!
>Wierzysz w zmartwychwstanie (chyba), ale mówisz, że się nie powtórzy!
>To, o co tu chodzi?

Hahahaha, ale numer! Po prostu zbyt szeroko Cię zacytowałem, zahaczając o ten nieszczęsny "przypadek".
Ale bez tego ten cytat byłby zupełnie pozbawiony kontekstu. Dlatego zaznaczyłem go niejako automatycznie.
Powinienem zrobić zastrzeżenie co do niego ale skupiłem się na najważniejszej części cytatu no i tak zostało...

Nie uważam, że jesteśmy tu przypadkowo, ale że tylko na chwilę, która się już nie powtórzy to pewne.
Nasze życie tu na Ziemi w takiej formie z pewnością się nie powtórzy. Ze zmartwychwstaniem ma się sprawa inaczej niż myślisz. Św. Paweł, którego listy bardzo sobie cenię i wszystkim polecam wyjaśnia to w następujący sposób: żyjąc tu i teraz mamy ciało "cielesne", natomiast po zmartwychwstaniu będziemy mieli ciało "duchowe". Jezus natomiast mówi, że "ani żenić się nie będą, ani za mąż wychodzić lecz będą żyli jako aniołowie w niebie". Cokolwiek by to oznaczało w niczym nie przypomina owej "chwili", jak to poetycko ująłeś.
Dlatego się z Tobą zgodziłem. Już widzę jak cię to zdziwiło buahahahahaha.

>A ja zadam ci inne pytanie. Skąd przekonanie, że to musi mieć koniecznie jakiś sens???

Piszesz, że jesteśmy tu przypadkowo i tylko na chwilę w dodatku bez żadnego sensu, hmmm to bardzo pesymistyczne założenie. Jak to, więc nasze życie jest bez sensu, to co robimy jest bez sensu to,że rodzą nam się dzieci jest bez sensu, z kolei ich życie też jest bez sensu, koszmar !
Nie wiem jak Ci to wytłumaczyć, ale po prostu w głowie mi się nie mieści, żeby wszystko co istnieje, co robimy i czujemy było zupełnie sensu pozbawione.

Za wszystkie odpowiedzi oczywiście dziękuję i cieszę się nieskromnie, że z mojej inicjatywy wywiązała się tu całkiem żywa dyskusja.
Dodam jeszcze, że kulturalna dyskusja uczy przede wszystkim tolerancji, zwłaszcza tutaj.

Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
[odniose sie tylko do tego fragmentu]

>Piszesz, że jesteśmy tu przypadkowo i tylko na chwilę w dodatku bez żadnego sensu, hmmm to bardzo pesymistyczne założenie. Jak to, więc nasze życie jest bez sensu, to co robimy jest bez sensu to,że rodzą nam się dzieci jest bez sensu, z kolei ich życie też jest bez sensu, koszmar !
> Nie wiem jak Ci to wytłumaczyć, ale po prostu w głowie mi się nie mieści, żeby wszystko co istnieje, co robimy i czujemy było zupełnie sensu pozbawione.

Jest takie czeskie przyslowie "pesymista to dobrze poinformowany optymista".
Defefinicja - czynnosc sensowna to taka, ktora zmierza do realizacji celu, dla ktorego jest wykonywana.
Np. Zagotowanie wody by zrobic sobie cherbate ma sens, ale zagotowanie tejze wody by ulepic balwana sensu nie ma. (sens subiektywny, bo nadany przez wykonawce owej czynnosci)
Zycie moze miec sens subiektywny, ktory sami nadajemy np. "bede zyl dla zarabiania pieniedzy". Jednak sens obiektywny (ktory da sie stwierdzic obiektywnie, metodami naukowymi) NIE ISTNIEJE. Poniewaz wszystko co sie dzieje nie ma CELU (obiektywnie), nie ma wiec rowniez sensu.
myśliciel
>Zycie moze miec sens subiektywny, ktory sami nadajemy np. "bede zyl dla zarabiania pieniedzy". Jednak sens obiektywny (ktory da sie stwierdzic obiektywnie, metodami naukowymi) NIE ISTNIEJE. Poniewaz wszystko co sie dzieje nie ma CELU (obiektywnie), nie ma wiec rowniez sensu

Chrześcijanie powinni żyć dla Boga. Nie chodzi tu o pójście do klasztoru bo klasztory to, moim zdaniem, nieporozumienie wynikające z nadinterpretacji tej zasady bowiem człowiek powinien żyć wśród ludzi a nie wśród murów klasztornych. Żyć dla Boga znaczy uważać żebyśmy wszystko co robimy wykonywali tak aby się to Bogu podobało.
Jest to zatem, jak to określiłeś, sens subiektywny życia chrześcijanina.
Ale istnieje też sens obiektywny gdyż celem życia człowieka wierzącego jest spotkanie się z Bogiem czyli życie wieczne w formie opisanej przeze mnie nieco wyżej.

Wiem, że to co tu napisałem z naukowego punktu widzenia może wydawać się bez sensu.
Pamiętajmy jednak , że człowiek ma w sobie nie tylko kości, mięśnie, żyły, hormony itp. ale także wiarę, nadzieję i miłość (w znaczeniu biblijnym).

Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>>Zycie moze miec sens subiektywny, ktory sami nadajemy np. "bede zyl dla zarabiania pieniedzy". Jednak sens obiektywny (ktory da sie stwierdzic obiektywnie, metodami naukowymi) NIE ISTNIEJE. Poniewaz wszystko co sie dzieje nie ma CELU (obiektywnie), nie ma wiec rowniez sensu
>Chrześcijanie powinni żyć dla Boga. Nie chodzi tu o pójście do klasztoru bo klasztory to, moim zdaniem, nieporozumienie wynikające z nadinterpretacji tej zasady bowiem człowiek powinien żyć wśród ludzi a nie wśród murów klasztornych. Żyć dla Boga znaczy uważać żebyśmy wszystko co robimy wykonywali tak aby się to Bogu podobało.
> Jest to zatem, jak to określiłeś, sens subiektywny życia chrześcijanina.

Tak.

>Ale istnieje też sens obiektywny gdyż celem życia człowieka wierzącego jest spotkanie się z Bogiem czyli życie wieczne w formie opisanej przeze mnie nieco wyżej.

Kto nadaje ten cel? W jaki sposob mozna go stwierdzic obiektywnie?

>Wiem, że to co tu napisałem z naukowego punktu widzenia może wydawać się bez sensu.
>Pamiętajmy jednak , że człowiek ma w sobie nie tylko kości, mięśnie, żyły, hormony itp. ale także wiarę, nadzieję i miłość (w znaczeniu biblijnym).

Co znaczy w znaczeniu biblijnym? Czym sie rozni milosc, nadzieja i wiara ateisty (ateista moze np. wierzyc ze uda mu sie znalesc prace) od czlowieka wierzacego?
myśliciel
>>Ale istnieje też sens obiektywny gdyż celem życia człowieka wierzącego jest spotkanie się z Bogiem czyli życie wieczne w formie opisanej przeze mnie nieco wyżej.

>Kto nadaje ten cel? W jaki sposob mozna go stwierdzic obiektywnie?

Bóg, bo któż inny? "Można to stwierdzić" oczywiście przy pomocy wiary, ale wiary w znaczeniu chrześcijańskim o czym trochę dalej.

>>Pamiętajmy jednak , że człowiek ma w sobie nie tylko kości, mięśnie, żyły, hormony itp. ale także wiarę, nadzieję i miłość (w znaczeniu biblijnym).

>Co znaczy w znaczeniu biblijnym? Czym sie rozni milosc, nadzieja i wiara ateisty (ateista moze np. wierzyc ze uda mu sie znalesc prace) od czlowieka wierzacego?

Zauważ, że pisałem ogólnie o człowieku nie wyszczególniając o jakiego człowieka chodzi.
Zatem wiara, nadzieja i miłość dotyczy każdego człowieka bez względu na jego zapatrywania bowiem każdy człowiek posiada ku temu zdolności.
Dlatego w "znaczeniu biblijnym" gdyż wymienił je św. Paweł w jednym ze swoich listów jako tzw. trzy cnoty, które powinny cechować każdego chrześcijanina.
Wiara ateisty jest wiarą w potocznym znaczeniu dotyczy ona również wierzącego, który tak samo może wierzyć jak ateista, że znajdzie pracę. Natomiast wiara w sensie religijnym to co innego. Skorzystam tu z cytatu z Wikipedii:
Wiara jest terminem wieloznacznym. W mowie potocznej oznacza przekonanie o czymś. W religoznawstwie natomiast polega na przyjęciu istnienia lub nie istnienia czegoś bez żadnego dowodu wiarygodnie potwierdzającego ten fakt. Świadoma decyzja przyjęcia takiej wiary nazywa się aktem wiary. Istotny jest tu właśnie brak jakiegolowiek dowodu, który odróżnia wiarę od zwykłego, popartego jakimiś
dowodami przekonania.

Podobnie miłość, mamy przecież miłość platoniczną, erotyczną,braterską i parę innych - więcej tu: pl.wikiped(*)iłość_erotyczna
Miłość w znaczeniu religijnym nazywa się Agape (z greckiego dosłownie miłość).
Agape jest miłością ofiarną opartą na altruizmie i duchowej więzi pełną poświęcenia i troski o drugą osobę.
Więcej tu: pl.wikipedia.org/wiki/Agape
Nadzieja natomiast to w chrześcijaństwie oczekiwanie z zaufaniem na spełnienie się obietnic Bożych teraz i w czasach ostatecznych.

Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>>>Ale istnieje też sens obiektywny gdyż celem życia człowieka wierzącego jest spotkanie się z Bogiem czyli życie wieczne w formie opisanej przeze mnie nieco wyżej.
>>Kto nadaje ten cel? W jaki sposob mozna go stwierdzic obiektywnie?
> Bóg, bo któż inny? "Można to stwierdzić" oczywiście przy pomocy wiary, ale wiary w znaczeniu chrześcijańskim o czym trochę dalej.

Skoro nadaje Bog to jest subiektywny. Przy pomocy wiary nic nie mozna stwierdzic.

>Wiara jest terminem wieloznacznym. W mowie potocznej oznacza przekonanie o czymś. W religoznawstwie natomiast polega na przyjęciu istnienia lub nie istnienia czegoś bez żadnego dowodu wiarygodnie potwierdzającego ten fakt. Świadoma decyzja przyjęcia takiej wiary nazywa się aktem wiary. Istotny jest tu właśnie brak jakiegolowiek dowodu, który odróżnia wiarę od zwykłego, popartego jakimiś
>dowodami przekonania.


Nawet jezeli istnieje wiara bez jakichkolwiek przeslanek (naprawde maly odsetek ludzi) to i tak NIE istnieje wiara bez jakichkolwiek powodow.

>Miłość w znaczeniu religijnym nazywa się Agape (z greckiego dosłownie miłość).
>Agape jest miłością ofiarną opartą na altruizmie i duchowej więzi pełną poświęcenia i troski o drugą osobę.

Altruizm to nazwa pusta, bo kazdy czlowiek jest egoista - a wiec milosc-agape nie istnieje.

>Nadzieja natomiast to w chrześcijaństwie oczekiwanie z zaufaniem na spełnienie się obietnic Bożych teraz i w czasach ostatecznych.

"Nadzieja matka glupcow."
myśliciel
>>>Kto nadaje ten cel? W jaki sposob mozna go stwierdzic obiektywnie?
>> Bóg, bo któż inny? "Można to stwierdzić" oczywiście przy pomocy wiary, ale wiary w znaczeniu chrześcijańskim o czym trochę dalej.

>Skoro nadaje Bog to jest subiektywny. Przy pomocy wiary nic nie mozna stwierdzic

Dlatego napisałem w cudzysłowie "można stwierdzić" bo przecież przy pomocy wiary można tylko przyjąć, że coś istnieje o czym była mowa nieco dalej

>Nawet jezeli istnieje wiara bez jakichkolwiek przeslanek (naprawde maly odsetek ludzi) to i tak NIE istnieje wiara bez jakichkolwiek powodow.

Bez powodów? Chyba się przejęzyczyłeś. Wiara to przyjęcie, że coś istnieje bez żadnych dowodów na istnienie tegoż.

>>Agape jest miłością ofiarną opartą na altruizmie i duchowej więzi pełną poświęcenia i troski o drugą osobę.

>Altruizm to nazwa pusta, bo kazdy czlowiek jest egoista - a wiec milosc-agape nie istnieje.

Jeżeli twiom zdaniem nie istnieje miłość agape to co powiesz o miłości rodzicielskiej, która często bywa wybitnie altruistyczna?
A gdzie dowody, że każdy człowiek to egoista?

>>Nadzieja natomiast to w chrześcijaństwie oczekiwanie z zaufaniem na spełnienie się obietnic Bożych teraz i w czasach ostatecznych.

>"Nadzieja matka glupcow."

Pytałeś mnie czym się różni wiara, nadzieja i miłość ateisty od takichże człowieka wierzącego, więc ci wyczerpująco odpowiedziałem. "Nadzieja matką głupców" to frazes w dodatku niezbyt mądry. Czyżby nadzieja ateistów była matką mądrzejszych?

Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>>>>Kto nadaje ten cel? W jaki sposob mozna go stwierdzic obiektywnie?
>>> Bóg, bo któż inny? "Można to stwierdzić" oczywiście przy pomocy wiary, ale wiary w znaczeniu chrześcijańskim o czym trochę dalej.
>>Skoro nadaje Bog to jest subiektywny. Przy pomocy wiary nic nie mozna stwierdzic
>Dlatego napisałem w cudzysłowie "można stwierdzić" bo przecież przy pomocy wiary można tylko przyjąć, że coś istnieje o czym była mowa nieco dalej

Oczywiscie, nie zabraniam wierzyc, nawet jesli to bezsensu.

>>Nawet jezeli istnieje wiara bez jakichkolwiek przeslanek (naprawde maly odsetek ludzi) to i tak NIE istnieje wiara bez jakichkolwiek powodow.
>Bez powodów? Chyba się przejęzyczyłeś. Wiara to przyjęcie, że coś istnieje bez żadnych dowodów na istnienie tegoż.

Zgodzilem sie, ze istnieje wiara bez dowodow, jednak taka posiadaja jedynie nieliczni. Uwazam to jednak za beznadziejna forme wiary, tzw. "slepa wiare", bo z kims kto swoja wiare opiera na jakis przeslankach da sie jeszcze dyskutowac, a w tym wypadku nie.
I nie przejezyczylem sie, napisalem to co chcialem napisac: nie ma wiary bez POWODOW.

>>>Agape jest miłością ofiarną opartą na altruizmie i duchowej więzi pełną poświęcenia i troski o drugą osobę.
>>Altruizm to nazwa pusta, bo kazdy czlowiek jest egoista - a wiec milosc-agape nie istnieje.
>Jeżeli twiom zdaniem nie istnieje miłość agape to co powiesz o miłości rodzicielskiej, która często bywa wybitnie altruistyczna?
>A gdzie dowody, że każdy człowiek to egoista?

Mowiac o altruizmie mialem na mysli bezinteresownosc, kazdy czlowiek to egoista poniewaz, robi wszystko dla wlasnej przyjemnosci lub unikania bolu. Podaj przyklad, jezeli twierdzisz inaczej.
Milosc rodzicielska nie jest bezinteresowna, celem robienia, a pozniej wychowywania dziecka jest rozniez wlasna przyjemnosc wynikajaca np. z poczucia spelnienia obowiazku. (jakim jest wychowanie nowego nosiciela naszego genotypu)

>>>Nadzieja natomiast to w chrześcijaństwie oczekiwanie z zaufaniem na spełnienie się obietnic Bożych teraz i w czasach ostatecznych.
>>"Nadzieja matka glupcow."
>Pytałeś mnie czym się różni wiara, nadzieja i miłość ateisty od takichże człowieka wierzącego, więc ci wyczerpująco odpowiedziałem. "Nadzieja matką głupców" to frazes w dodatku niezbyt mądry. Czyżby nadzieja ateistów była matką mądrzejszych?

W tym wypadku ten frazes pasuje, masz nadzieje na Boza laske, dzieki czemu czujesz spokuj. To takie opium, jak mowil Marks.
myśliciel
>Mowiac o altruizmie mialem na mysli bezinteresownosc, kazdy czlowiek to egoista poniewaz, robi wszystko dla wlasnej przyjemnosci lub unikania bolu. Podaj przyklad, jezeli twierdzisz inaczej.
>Milosc rodzicielska nie jest bezinteresowna, celem robienia, a pozniej wychowywania dziecka jest rozniez wlasna przyjemnosc wynikajaca np. z poczucia spelnienia obowiazku. (jakim jest wychowanie nowego nosiciela naszego genotypu)

Z pewnością nie ma takiego człowieka, który by zawsze działał bezinteresownie. Niemniej jednak zdarzają się okoliczności, w których niektórzy ludzie tak właśnie działają.
Ratujący tonącego, działając pod wpływem chwili nie zawsze musi myśleć, że oto niebawem będzie bohaterem. Jeżeli taka myśl mu się zrodzi dopiero po całym zajściu oznacza to, że w momencie gdy był jeszcze w wodzie działał bezinteresownie.
Rzeczywiście rodzice czerpią przyjemność w sposób jaki opisałeś. Jednak gdy czasem poświęcają własne zdrowie lub nawet życie dla ratowania własnych dzieci nie może być mowy o żadnej przyjemności i z pewnością nie robią tego z wyrachowania.

>W tym wypadku ten frazes pasuje, masz nadzieje na Boza laske, dzieki czemu czujesz spokuj. To takie opium, jak mowil Marks

W takim razie każda nadzieja, także ta ateistów to też "opium".
Z kolei parę postów niżej przeczytałem, że wiara wywołuje poczucie winy u wierzącego czyli pewien niepokój.
Zatem bilans odczuć wychodzi na zero.

Chyba odbiegliśmy nieco od tematu wątku. Myślę, że czas na podsumowanie bo nie ma co dłużej "bić piany".
Zatem z punktu widzenia człowieka wierzącego nic nie powstało i nie dzieje się przypadkowo. Skoro zakładamy, że był początek to musimy przyjąć, że będzie i koniec. Wszystko łącznie z nami zmierza zatem do pewnego celu.
Celem tej swoistej podróży jest oczywiście Bóg. Na końcu Biblii znajdujemy znamienne słowa, które wypowiada Jezus Chrystus:
"Ja jestem alfa i mega, pierwszy i ostatni, początek i koniec."
Jeżeli przyjmuje się je z wiarą to wiele można zrozumieć.

Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>>Mowiac o altruizmie mialem na mysli bezinteresownosc, kazdy czlowiek to egoista poniewaz, robi wszystko dla wlasnej przyjemnosci lub unikania bolu. Podaj przyklad, jezeli twierdzisz inaczej.
>>Milosc rodzicielska nie jest bezinteresowna, celem robienia, a pozniej wychowywania dziecka jest rozniez wlasna przyjemnosc wynikajaca np. z poczucia spelnienia obowiazku. (jakim jest wychowanie nowego nosiciela naszego genotypu)
>Z pewnością nie ma takiego człowieka, który by zawsze działał bezinteresownie. Niemniej jednak zdarzają się okoliczności, w których niektórzy ludzie tak właśnie działają.
>Ratujący tonącego, działając pod wpływem chwili nie zawsze musi myśleć, że oto niebawem będzie bohaterem. Jeżeli taka myśl mu się zrodzi dopiero po całym zajściu oznacza to, że w momencie gdy był jeszcze w wodzie działał bezinteresownie.

Nie dzialal bezinteresownie, tylko intuicyjnie i gdyby nie mial interesu w ratowaniu dziecka (swiadomego lub podswiadomego) to by go nie ratowal.

>Rzeczywiście rodzice czerpią przyjemność w sposób jaki opisałeś. Jednak gdy czasem poświęcają własne zdrowie lub nawet życie dla ratowania własnych dzieci nie może być mowy o żadnej przyjemności i z pewnością nie robią tego z wyrachowania.

Robia to dla np. motywu aprobaty spolecznej. Uwazaz, ze gdyby nie mieli w tym jakiegos interesu to by to robili? Uwazasz, ze ktos umieralby za nic?

>>W tym wypadku ten frazes pasuje, masz nadzieje na Boza laske, dzieki czemu czujesz spokuj. To takie opium, jak mowil Marks
>W takim razie każda nadzieja, także ta ateistów to też "opium".
>Z kolei parę postów niżej przeczytałem, że wiara wywołuje poczucie winy u wierzącego czyli pewien niepokój.
>Zatem bilans odczuć wychodzi na zero.

To b.skomplikowane ale: Gdybys nie widzial czegos pozytywnego w wierzeniu z Boga to bys w niego nie wierzyl. Swiadomie czy podswiadomie, Bog jest poprostu potrzebny tym co w niego wierza, tymbardziej, ze jak twierdzisz robia to bez zadnych przeslanek. Skoro jest inaczej to czemu nikt nie wierzy w XXX - zielonego ludzika z 5 galaktyki na lewo, ktory nie da im zycia wiecznego?

>Chyba odbiegliśmy nieco od tematu wątku. Myślę, że czas na podsumowanie bo nie ma co dłużej "bić piany".
>Zatem z punktu widzenia człowieka wierzącego nic nie powstało i nie dzieje się przypadkowo. Skoro zakładamy, że był początek to musimy przyjąć, że będzie i koniec. Wszystko łącznie z nami zmierza zatem do pewnego celu.
>Celem tej swoistej podróży jest oczywiście Bóg. Na końcu Biblii znajdujemy znamienne słowa, które wypowiada Jezus Chrystus:
>"Ja jestem alfa i mega, pierwszy i ostatni, początek i koniec."
>Jeżeli przyjmuje się je z wiarą to wiele można zrozumieć.

Ja rozumiem, ze to daje wiara. Ja chcialem poprostu udowodnic, ze wszystko jest bezsensu obiektywnie, a to, ze ludzie wierza, ze tak nie jest nie ma znaczenia. Bo ludzie wierza wlasnie po to, zeby znalesc sens. Kiedy dolaczalem do rozmowy, zacytowalem Ciebie i Twoj post w ktorym poprostu nie mogles zaakceptowac tego, ze wszystko mogloby nie miec sensu.
kafir (363 punktów)
> Nie wiem jak Ci to wytłumaczyć, ale po prostu w głowie mi się nie mieści, żeby wszystko co istnieje, co robimy i czujemy było zupełnie sensu pozbawione.
OK! Ja wolę być dobrze poinformowanym optymistą, jak napisał Ożeł, ty natomiast potrzebujesz widocznie dla swojej głowy zaworu bezpieczeństwa na usuwanie rzeczy, które ci się w niej nie mieszczą i używasz do tego wiary. Jeśli działa i nie potrafisz dać sobie rady w inny sposób, to trudno. Twój prywatny wybór. Najważniejsze by był świadomy i coś ci dawał!
Tak stosowana wiara z pewnością nie jest szkodliwa, ale jeśli jej twierdzenia zaczynasz traktować jak jedynie słuszną prawdę, a bez tego, jak rozumiem, jest ona nieszczera, zaczyna robić się niebezpiecznie!
>Za wszystkie odpowiedzi oczywiście dziękuję i cieszę się nieskromnie, że z mojej inicjatywy wywiązała się tu całkiem żywa dyskusja.
Rozumiem, że w ten sposób kończysz niedokończoną dyskusję, do czego masz oczywiście prawo jako jej inicjator.
Pozdrawiam.
myśliciel
>...potrzebujesz widocznie dla swojej głowy zaworu bezpieczeństwa na usuwanie rzeczy, które ci się w niej nie mieszczą i używasz do tego wiary.

Skupiłeś się na słowach jakich użyłem a nie na opisanym problemie.I jak tu nie mówić o łapaniu za słówka? [zapewniam Cię, że pisząc to nie jestem zdenerwowany ]

>Tak stosowana wiara z pewnością nie jest szkodliwa, ale jeśli jej twierdzenia zaczynasz traktować jak jedynie słuszną prawdę, a bez tego, jak rozumiem, jest ona nieszczera, zaczyna robić się niebezpiecznie!

A Ty swoje poglądy traktujesz jako "jedynie słuszne"?
W którymś z moich poprzednich postów z innego wątku pisałem, że zarówno wierzący jak i niewierzący miewają wątpliwości co do swoich poglądów. Jeżeli ktoś nie ma nigdy żadnych wątpliwości to jest albo fanatykiem, albo człowiekiem umysłowo chorym.
Może to miałeś na myśli mówiąc o niebezpieczeństwie?

>>Za wszystkie odpowiedzi oczywiście dziękuję i cieszę się nieskromnie, że z mojej inicjatywy wywiązała się tu całkiem żywa dyskusja.
>Rozumiem, że w ten sposób kończysz niedokończoną dyskusję, do czego masz oczywiście prawo jako jej inicjator.

Nie napisałem, że kończę dyskusję. To była tylko reakcja na sugestie z Twojego poprzedniego postu. A właściwie to po czym poznać, że dyskusja jest dokończona?

Pozdrawiam
kafir (363 punktów)
>Skupiłeś się na słowach jakich użyłem a nie na opisanym problemie.I jak tu nie mówić o łapaniu za słówka? [zapewniam Cię, że pisząc to nie jestem zdenerwowany ]
To po co ja się tak wysilam !

>A Ty swoje poglądy traktujesz jako "jedynie słuszne"?
Nie! Jedynie słuszna jest tylko prawda, do której staram się docierać.
Ludzie zmieniają swoje poglądy na jej temat w miarę jej odkrywania (no, może nie wszyscy).
A tak poza tym od poglądu wolę ogląd (szczególnie jak ma ładny wygląd).

>W którymś z moich poprzednich postów z innego wątku pisałem, że zarówno wierzący jak i niewierzący miewają wątpliwości co do swoich poglądów. Jeżeli ktoś nie ma nigdy żadnych wątpliwości to jest albo fanatykiem, albo człowiekiem umysłowo chorym.
A ty miewasz czasem wątpliwości co do istnienia Boga czy jednak jesteś fanatykiem albo ...
... (chyba znowu zaczynam się czepiać słówek) ?
>Może to miałeś na myśli mówiąc o niebezpieczeństwie?
Tak Holmesie!
Wystarczy do fanatyzmu dorzucić socjotechnikę i tragedia gotowa.
Jak sam widzisz religia niczym nitrogliceryna wielu ludziom może i potrzebna, ale wybuchowo niebezpieczna!
myśliciel
>>Skupiłeś się na słowach jakich użyłem a nie na opisanym problemie.I jak tu nie mówić o łapaniu za słówka? [zapewniam Cię, że pisząc to nie jestem zdenerwowany ]
>To po co ja się tak wysilam !

No to co jest w końcu grane? Raz piszesz abym się nie denerwował a teraz jesteś rozczarowany, że ci się to nie udało. [żart]

>A tak poza tym od poglądu wolę ogląd (szczególnie jak ma ładny wygląd)

Nooo... widzę, że dość "powierzchownie" traktujesz życie. Proponuję Ci zgłębić parę dziedzin, naprawdę warto!

>A ty miewasz czasem wątpliwości co do istnienia Boga czy jednak jesteś fanatykiem albo ...
>... (chyba znowu zaczynam się czepiać słówek) ?

Zawsze więcej wątpliwości ma człowiek, który wierzy niż ten, który wie.
Np. każdy wie , że 2x2 jest 4 więc w co tu wątpić? Natomiast jerzeli wierzy to zakłada bez żadnych dowodów, że coś (a raczej ktoś bo mówimy teraz o Bogu) istnieje. W takim wypadku wątpliwości są nieuniknione!
Oczywiście chodzi tu o ludzi zdrowo myślących, bo fanatycy do nich nie należą.

>Wystarczy do fanatyzmu dorzucić socjotechnikę i tragedia gotowa.
>Jak sam widzisz religia niczym nitrogliceryna wielu ludziom może i potrzebna, ale wybuchowo niebezpieczna!

Fanatyzm religijny bywa skrajnie niebezpieczny, ale bywają równie niebezpieczni fanatycy, którzy z religią mają niewiele wspólnego.
Widzę, że jesteś coś bardzo przewrażliwiony na punkcie religii. Co do fanatyzmu podam Ci taki przykład:

Wyobraź sobie, że naukowcy zbadali i udowodnili niezbicie, iż człowiek białej rasy w dodatku o jasnej karnacji i jasno blond włosach jest anatomicznie najbardziej oddalony od małp człekokształtnych w porównaniu z innymi rasami ludzkimi. Natychmiast pojawia się ideologia mówiąca o "czystości" owej rasy i tak jak pisałeś wystarczy, że ktoś dorzuci socjotechnikę i krematoria gotowe! A co z tym wspólnego miała religia?

Nie mogę Ci udowodnić, że nie jestem fanatykiem, mogę Cię tylko o tym zapewnić.
Mam pomysł! Zrób eksperyment. Poproś kogoś, kto byłby obiektywny w stosunku do Twoich i moich postów, niech je przeczyta i oceni, które z nich wyglądają na bardziej "fanatyczne".
A może sam się wysilisz i obiektywnie je ocenisz?

Pozdrawiam
kafir (363 punktów)
>A co z tym wspólnego miała religia?
Nigdy nie twierdziłem, że religie są jedynym zagrożeniem dla ludzi!
>Nie mogę Ci udowodnić, że nie jestem fanatykiem, mogę Cię tylko o tym zapewnić.
Nie musisz mi tego udowadniać! Na pierwszy rzut klawiatury nie wyglądasz na fanatyka.
Nie każdy muzułmanin to terrorysta, ale to nie dowód na brak zagrożeń tkwiących w religiach.
>Mam pomysł! Zrób eksperyment. Poproś kogoś, kto byłby obiektywny w stosunku do Twoich i moich postów,
Nie znam!
>niech je przeczyta i oceni, które z nich wyglądają na bardziej "fanatyczne".
Czegóż się tak próbujesz oczyścić z tego fanatyzmu? Zarzuciłem ci to czy co?
>A może sam się wysilisz i obiektywnie je ocenisz?
A ty uwierzysz w mój obiektywizm?
myśliciel
>>A co z tym wspólnego miała religia?
>Nigdy nie twierdziłem, że religie są jedynym zagrożeniem dla ludzi!

W to oczywiście nie wątpię; to był po prostu dobry przykład bo "zaczyn" tej największej tragedii miał korzenie antyreligijne.
Podobnym przykładem jest komunizm z jego obozami koncentracyjnymi zwanymi łagrami.

>>Nie mogę Ci udowodnić, że nie jestem fanatykiem, mogę Cię tylko o tym zapewnić.
>Nie musisz mi tego udowadniać! Na pierwszy rzut klawiatury nie wyglądasz na fanatyka

Naprawdę ulżyło mi bo fanatyzmem się brzydzę (wszelkim).

>Czegóż się tak próbujesz oczyścić z tego fanatyzmu? Zarzuciłem ci to czy co?

No to przeczytaj jeszcze raz :

>>>>A ty miewasz czasem wątpliwości co do istnienia Boga czy jednak jesteś fanatykiem albo ... ... (chyba znowu zaczynam się czepiać słówek)

>>A może sam się wysilisz i obiektywnie je ocenisz?
>A ty uwierzysz w mój obiektywizm?

Chodziło mi o to abyś dokonał takiej oceny na własny użytek.
To co napisałeś nieco wyżej świadczy, że już dokonałeś takiej oceny a wynik wskazuje na to, że jest obiektywna.

Pozdrawiam
kafir (363 punktów)
>W to oczywiście nie wątpię; to był po prostu dobry przykład bo "zaczyn" tej największej tragedii miał korzenie antyreligijne.
> Podobnym przykładem jest komunizm z jego obozami koncentracyjnymi zwanymi łagrami.
Komunizm był tak silnie antyreligijny propagandowo, że stał się w końcu kwazireligią, a osią jej koła zamachowego był przecież kult jednostki...

>>Czegóż się tak próbujesz oczyścić z tego fanatyzmu? Zarzuciłem ci to czy co?
>No to przeczytaj jeszcze raz :
>>>>>A ty miewasz czasem wątpliwości co do istnienia Boga czy jednak jesteś fanatykiem albo ... ... (chyba znowu zaczynam się czepiać słówek)
To nie zarzut, to pytanie, na które przecież jakoś odpowiedziałeś.
Pozdrawiam

Cieślański (994 punktów)religia jest zbędna cz.I
Biorąc pod uwagę wady religii, we współczesnym świecie religia jest zbędnym obciążeniem kulturowym.
Aby opisać do czego i komu służy religia, należy rozważyć zarówno przyczyny i skutki:
religijności, religii, totalitarnej natury procesów manipulacji i wyzysku społecznego oraz ich wzajemne powiązania i przekłamania.

Religia nosi wszelkie cechy sugerujące, że jest totalitarnym system władzy stworzonej przez wyrachowanych, inteligentnych emocjonalnie ludzi niereligijnych, w celu wyzyskiwania materialnego "ciemnych i niejarzących", bo podatnych na manipulowanie emocjami ludzi religijnych, czyli tzw. "wierzących".

Religijna manipulacja i wyzysk, są możliwe dzięki występowaniu u manipulowanych łatwo-wiernych wiernych, złożonego kompleksu szeregu cech, niedoskonałości i zespołów upośledzeń systemu nerwowego, kultywowanego pod zakamuflowaną nazwą jako tzw."religijność".

Religia to system wyzysku, który połączył i wymieszał za pomocą totalitarnej ideologi zarówno przyczyny jak i metody oraz skutki owego wyzysku.
Ten zakłamany system uczynił z wyzyskiwaczy i beneficjentów bogami, kapłanami i świętymi, a ofiary i wyzyskiwanych uczynił wiecznymi winnymi i obarczonymi zniewalającym sumienia i degenerującym wolność myśli, narzuconym przesądem np. w manipulowanym kłamstwie o grzechu pierworodnym.

Religia to narzędzie wyzysku i sterowania wyzyskiwanymi masami.

RELIGIJNOŚĆ CHOROBĄ?
Religijność to upośledzenie suwerennej natury człowieczeństwa, swoista podatność i na stawanie się ofiarą wyzysku religijnych totalitaryzmów.

Co ciekawe wraz z objawami tzw. "głębokiej religijności" współwystępują na ogół:
a)- problemy z identyfikacją i akceptacją własnej płci (a czasem i cudzej) oraz nieregularne krwawienia miesięczne,
b)- podatność na uzależnienia od bodźców fizycznych, chemicznych, psychospołecznych oraz niskie poczucie własnej wartości,
c)- nadwrażliwe reagowanie na stres, utratę i zranienie emocjonalne, niska asertywność, nadmierne uleganie sugestiom i presji środowiska społecznego,
d)- wadliwe działanie układu immunologicznego objawiające się pod postaciami: autoimmunodestrukcji, obniżenia odporności, grzybic układu pokarmowego i zatwardzenia stolca, nadwrażliwości uczuleniowej (alergie),
e)- zaburzenia regulacji łaknienia, czyli bulimia i anoreksja,
f)- schizofreniczne trudności w regulacji i utrzymaniu kontroli emocjonalnej, powiązane z błędnym interpretowaniem obrazów i dźwięków, generowanych z własnej pamięci w mózgu jako realnych i docierających ze świata zewnętrznego, czyli rzeczywistych.

Genezy takich zaburzeń można dopatrywać się m.in. w zaburzeniach proporcji hormonów płciowych (testosteronu i estrogenów) podawanych przez organizm matki do rozwijającego się płodu, co może skutkować nieprawidłowym uformowaniem i późniejszymi uszkodzeniami, wzajemnie na siebie współoddziałujących systemów: hormonalnego, immunologicznego i nerwowego.
Wspomniane zaburzenia hormonalne mogą wynikać z: choroby nerek i kory nadnerczy, silnego stresu, leczenia hormonalnego ciąży, kontaktu z substancjami działającymi estrogennie (np. detergentami, środkami ochrony roślin, substancjami chemicznymi przedostającymi się z opakowań żywnościowych do pożywienia itp.)
oraz uwarunkowań genetycznych rodziców.

RELIGIJNA REKRUTACJA
Prymitywne, (bo odwołujące się do prymitywnych odruchów emocjonalnych odziedziczonych w procesie ewolucji gatunków) manipulacyjne metody rekrutacji i selekcji kandydatów do związków i organizacji religijnych trafiają na podatny grunt i słaby opór na indoktrynację religijną u osób z w.w. zaburzeniami systemu nerwowego.
Taki kierunek rekrutacji skutkuje oczywiście, dominującym, spodziewanym, określonym profilem statystycznym (ilościowym i jakościowym) ludzi z zaburzeniami psychicznymi w społecznościach religijnych, poszukujących łatwych ofiar do ewangelizacji, czy innych odmian indoktrynacji religijnego totalitaryzmu.

BÓG I NAŁÓG
Na dalszym etapie indoktrynacji religijnej zaburzenia systemu nerwowego mogą zostać wzmocnione i ściśle skojarzone z "treściami religijnymi" (przez np.:
manipulacyjne oddziaływanie na emocje indoktrynowanych,
podawanie narkotyków w dymie kadzidła,
propagowanie rytuałów połączonych ze spożywaniem napojów alkocholowych
i bezsensownym, monotonnym powtarzaniu tych samych tekstów i gestów,
wystawianiu na działanie "dołującej" muzyki,
grzybicogenne zakazy i ograniczenia higieny osobistej i tzw. "intymnej" w szczególności,
stresogenne zakazy zaspokajania potrzeb fizjologicznych i naturalnych popędów.)
Wszystkie te oddziaływania czynią wiernych jeszcze bardziej podatnymi na manipulacyjną indoktrynację religijną i skłonnymi do uzależniania się od wszystkiego co uzależnia, włącznie z religią, (choć niekoniecznie tą, która proces łatwo-wierności zapoczątkowała).

W świetle obecnej wiedzy z zakresu psychologii i socjologii religii nasuwa się podejrzenie, że źródłosłów słowa w-j-ara ma wiele wspólnego z kultowymi (slangowymi, młodzieżowymi) określeniami nałogowego odurzenia, typu:
wjarać trawkę, być wjaranym, podjarać się, czyli mieć zaburzoną zdolność postrzegania rzeczywistości przez pobudzenie mózgu emocjonalnego narkotykami lub bodźcami psychospołecznymi o naturze popędowej.

Biochemiczne i psychologiczne wzorce i mechanizmy działania mózgu ludzkiego, wskazują na podobieństwo zachowań ludzi tzw. "głęboko religijnych", oszołomionych nawiedzeniem i fanatyzmem pod wpływem tzw. "uczuć religijnych" do ludzkich zachowań pod wpływem alkocholu, narkotyków i innych środków odurzających i zaburzających świadomość, co nagminnie wykorzystywane jest w praktykach religijnych.
- bo czyż religia nie jest opium dla ludu?
Cieślański (994 punktów)religia jest zbędna cz.II
cd.
Warto pamiętać wysyłając naszych milusińskich na lekcję religii ("po co zabraniać?, niech spróbuje"), że
im wcześniej wystawiamy bezbronne i łatwowierne dziecko na indoktrynację w oparach absurdu jakiejś religii, tym bardziej będzie ono podatne na późniejsze uzależnianie się od manipulacyjnej indoktrynacji jakiej kolwiek religii i tym mniej realnie będzie ono postrzegało świat przez opiumowy pryzmat religijnych zabobonów.
W XXI wieku, wieku cywilizacji informacyjnej, w której inżynieria genetyczna obiecuje realną nieśmiertelność za 50-70 lat, rozsądek nakazuje by w eksperymentach wychowawczych z zastosowaniem religijnej obłudy wobec nieletnich, poprzestać na asekuracyjnych bujdach o śniętym Mikołaju, dających odpersonizowane alibi odpowiedzialnym za świąteczne prezenty rodzicom.

RELIGIJNOŚĆ W NEURONACH
Badania obrazowe mózgu ludzkiego metodą czynnościowego rezonansu magnetycznego (fMRI) pozwoliły neurologom z Uniwersytetu Kalifornijskiego w san Diego, zlokalizować miejsce w lewym płacie skroniowym kory mózgowej, pobudzanie, którego powoduje omamy w postaci:
słyszenia głosów,
uczucia silnego szczęścia,
poczucia opiekuńczej obecności czegoś lub kogoś przyjaznego
i wizje zwane "religijnymi" generowane z zasobów pamięci długotrwałej, zawierającej wspomnienia bardzo wczesnego dzieciństwa i końcowej części okresu życia płodowego wraz z traumatyczną podróżą przez tunel pochwy w trakcie porodu, ku "wielkiej jasności" z wyciągającymi rękami położnej.

Zapewne płeć i liczba asystujących przy porodzie osób, ma istotny wpływ na politeistyczny lub monoteistyczny charakter religii tworzonych przez ludzi oraz na męską, żeńską lub obojniaczą płeć "zamieszkujących" naszą (stymulowaną podświadomymi wspomnieniami z okresu dzieciństwa, przed opanowaniem tzw. teorii umysłu przez dziecko) wyobraźnię, bóstw pierwotnych.

Czynnikami wyzwalającymi powstawanie omamów i iluzji religijnych wizji generowanych w mózgu mogą być również:
a)- bodźce dźwiękowe językowe (lingwistyczne) i emocjonalno-muzyczne połączone z halucynogenami w dymie kadzideł,
b)- stymulacja magnetyczna i elektromagnetyczna lub elektryczna pewnych obszarów w mózgu,
c)- naruszenie równowagi emocjonalnej przez szok psychiczny lub działaniem toksyn grzybicy układu pokarmowego modyfikujących dynamikę oddziaływania neuroprzekaźników (w mózgu) typu serotoniny, dopaminy, acetylocholiny, noradrenaliny i endorfin.

Fakt, że pieszczenie prądem elektrycznym określonego punktu w układzie skroniowo- limbicznym ludzkiego mózgu wywołuje omamy radosnego spotkania z opiekuńczą osobą (czyżby z Oo! Mamą?), odbiera takim stanom sporo nadprzyrodzonej tajemniczości przypisywanej przez manipulacyjną ideologię religijną.

Specjaliści od manipulacji twierdzą, że odruch tzw. "emocji religijnych" można wytresować jak odruchy "Psa Pawłowa" w powiązaniu z określonymi bodźcami fizycznymi i psychologicznymi.

Przepis na religijność wydaje się być prostym:
a)- szczypta androgynicznej schizofreniczności,
b)- trochę rozbujania emocji metodą kija i marchewki,
c)- podporządkowanie narzuconemu autorytetowi i kontroli w grupie,
d)- a przede wszystkim manipulacyjna i totalitarna indoktrynacja oparta na ograniczeniu dostępu do wiedzy naukowej i tresowaniu łatwo-wierności w sugerowane cuda.

W świecie ludzi głęboko religijnych, tak jak w leżącej u jej genezy schizofrenii i pokrewnych schorzeniach o charakterze chorób schizotypowych:
nikogo nie zaskakują liczne "cudowne ozdrowienia", słyszane głosy, widziane zjawy i nawiedzenia,
bo magiczne alibi nadprzyrodzoności nobilituje społecznie i materialnie, natomiast do choroby psychicznej strach się przyznać i terapia kosztuje.
Dla większości wiernych nie mających podstawowej wiedzy z psychologii, lub co gorsza bojących się z przyczyny tejże własnej niewiedzy, nowych osiągnięć naukowych, bezpieczniej i korzystniej jest twierdzić, że jest się odwiedzanym przez bogów niż przyznać się do schizofrenicznego upośledzenia percepcji zewnętrznej w postaci omamów wzrokowych, słuchowych i kinestetyczno-czuciowych.

Podstawowym mechanizmem pozwalającym religii i jej beneficjentom na sterowanie zachowaniami religijnych łatwowiernych wiernych i pacyfikacja ich buntu przeciw wyzyskowi materialnemu i uciskowi intelektualnemu, jest manipulowanie ich emocjami i tzw. szantaż emocjonalny oparty na zaszczepionym religijną indoktrynacją, wstydzie, strachu i poczuciu winy.

UCZUCIA RELIGIJNE
W religinym totalitaryźmie i jego współczesnej propagandzie, zmistyfikowanym narzędziem manipulacji społecznej jest zjawisko tzw. uczuć religijnych.
Pod tą sfetyszyzowaną nazwą tzw."uczuć religijnych" kryje się zespół emocjonalnych stanów, reakcji i zachowań wywoływanych przez bodźce informacyjne o treści kojarzącej się odbiorcy z tematyką religijną.
Mechanizm wywoływania reakcji emocjonalnych powiązanych i indukowanych treściami "religijnymi" nabywany jest w procesie manipulacyjnej indoktrynacji religijnej służącej programowaniu i wymuszaniu określonych postaw, zachowań i poglądów wiernych, uzależnionych od religii przez szantaż emocjonalny.
Wierni nie uzależnieni od religii, to kasta rządzących kapłanów, żyjących i działających ponad jej rygorami, dla własnych jednostkowych korzyści, co widać w praktyce życia codziennego kleru polskiego.
Do tzw. "uczuć religijnych" zaliczane są takie reakcje emocjonalne indukowane treściami "religijnymi" jak: wstyd, strach, poczucie winy, złość, nietolerancja, nienawiść, agresja, smutek, depresja, radość, mania, paranoja, ekstaza oraz wszystko co się jeszcze fanatykom religii uwidzi.
Cieślański (994 punktów) religia jest zbędna cz.III
cd.
MYŚLENIE MAGICZNE
Tzw. "uczucia religijne" podobnie jak wszystkie inne reakcje emocjonalne wywodzą się z prymitywnej części mózgu ludzkiego, zwanej układem limbicznym a odziedziczonej w procesie ewolucji gatunków po ssakach pierwotnych.
Reakcje emocjonalne w tym tzw. "emocje religijne" upośledzają działanie ludzkiej kory mózgowej odpowiedzialnej za: racjonalne, trzeźwe, zdroworozsądkowe i naukowe myślenie oraz ludzką świadomość.
Nie jest czymś niezwykłym fakt, że tzw. "emocje, uczucia religijne" mogą pogarszać trafność, racjonalności i trzeźwości postrzegania otaczającej nas rzeczywistości oraz wypaczać zdolność rozróżniania prawdy i fałszywej iluzji.
Skutkuje to tym, że osobiste przekonania, co do spodziewanego zachowania się otaczającego nas świata zewnętrznego, oraz oczekiwania (stymulowane tzw. "uczuciami religijnymi") by wydarzenia i rzeczy działy się i zachowywały według naszych pragnień,
spowodują, że ulegniemy iluzji (będzie nam się wydawało), iż rzeczywiście stało się tak jak sobie tego życzyliśmy lub wymodliliśmy, innymi słowy "zobaczymy" to co chcielibyśmy ujrzeć.
Ten upośledzony emocjami sposób myślenia o otaczajacej nas rzeczywistości, oderwany od realiów i party na urojeniach, zwykło się nazywać mysleniem magicznym.
Jednocześnie tzw. "religijne emocje" upośledzają efektywnośc podejmowania przemyślanych i celnych decyzji oraz wyborów opartych na działaniu świadomym racjonalnej kory mózgowej.

Badania naukowe wykazały, że emocje, w tym także te wywoływane przez "religię" ograniczają zdolność do świadomego: zapamiętywania, uczenia się, oceniania prawdziwości i znaczenia otrzymywanych informacji niezbędnych do racjonalnego podejmowania wyborów i decyzji.

FANATYZM RELIGIJNY (wszapolski)
W szczególnych przypadkach reakcje emocjonalne indukowane tzw. "treściami religijnymi" mogą ograniczać zakres postrzegania, zapamiętywania i uczenia się wiernych do treści niezabronionych (dozwolonych) przez reguły danego systemu indoktrynacji religijnej.

W przypadku poznawania informacji niezgodnych z narzuconymi i wdrukowanymi regułami i poglądami religijnymi, otumaniony wierny doświadcza silnego dysonansu poznawczego połączonego z silnym wzbudzeniem szerokiego spektrum negatywnych reakcji emocjonalnych i fizjologicznych.
Takie typowe dla fanatyków religijnych patologiczne reagowanie na niedozwoloną wiedzę znamy pod zakamuflowaną i obłudną nazwą tzw."urażonych uczuć religijnych".
W tego typu sytuacji, informacje zabronione przez "religię" mogą być traktowane przez fanatyków wyznaniowych jako agresja przeciw nim samym, bo "zakłócają" u nich błogosławiony błogostan życia w niewiedzy i bycia wykorzystywanym w nieświadomości błogiej.
Skutkuje to np. w Polsce rzucaniem kamieni przez fanatycznych bojówkarzy Giertycha w uczestników pokojowych manifestacji na rzecz równouprawnienia płci czy też równości światopoglądowej.

MORALNOŚĆ RELIGIJNEGO KALEGO
W przypadku fanatyków mniej agresywnych, bo bardziej zniewieściale nieasertywnych, informacje "zabronione" będą przez wiernych ignorowane, bądź wręcz nie dopuszczane (emocjonalną blokadą) do świadomości, czyli praktycznie nie słyszane i nie zapamiętywane.
Ten psychologiczny mechanizm blokady odbioru informacji i postrzegania, jest jednym z podstawowych czynników kształtujących tzw."religijną moralność Kalego",
czyli stronniczego pobłażania zbrodniom własnego systemu religijnego i paranoicznie wyolbrzymionego dyskredytowania osiągnięć innych neutralnych bądź konkurencyjnych, tudzież humanitarnych systemów społecznych.

Psychologiczny mechanizm upośledzenia racjonalnych procesów myślowych w płatach czołowych kory mózgowej jest podstawą sterowania zachowaniami i świadomością fanatyków religijnych (po przez manipulowanie ich emocjami w ścisłym powiązaniu z indoktrynacją określonych zakazów, norm, poglądów, zasad postępowania i treści tzw."religijnych").
Im większy zakres życia wiernego objęty jest powyższymi rygorami pobudzającymi jego emocje pozytywne lub negatywne, tym bardziej jest on podatny na manipulowanie jego świadomością i podatnością (czytaj: łatwo-wiernością) na dalszą indoktrynację, co skutkuje coraz głębszym zaprogramowaniem, zwłaszcza po "jednym głębszym" i coraz większym uzależnieniem od "religii".
Jest to klasyczny przykład wzmacniającego (dodatniego) sprzężenia zwrotnego w procesie sterowania zachowaniami łatwo-wiernych wiernych, aż do całkowitego (łać.totalnego) podporządkowania danemu systemowi religijnej władzy.

TOTALITARYZM RELIGII
Definicja władzy totalitarnej i jej nazwa wywodzi się własnie od mechanizmu totalnego, (czyli całkowitego) podporządkowania kontroli, sterowaniu i restrykcjom władcy lub kasty kapłanów władzy, wszelkich aspektów egzystencji ludzkiej takich jak: praca, marzenia, dążenia, postępowanie, wola, pragnienia, sumienie, myśli, świadomość, nauka, szkolnictwo, lecznictwo, poświęcenie, prokreacja, śmierć, uczucia, rekreacja, rozrywki, używki, seks małżeński tudzież dziwki.
Definicja religii odnosząca się do jej totalitarnego charakteru i totalitarnych mechanizmów manipulacji psychospołecznych pozwala przewidywać kierunki, cele, metody i podmioty oddziaływania systemów religijnego sprawowania władzy.
Na podstawie totalitarnych cech religii można prognozować skutki oddziaływania na: stan świadomości społecznej, kultury politycznej, zachowań społecznych, poziomu nauk badawczych i szkolnictwa a także kierunki dalszego antydemokratycznego przeobrażania systemów politycznych, ciążących ku autorytaryzmowi postaw społecznych totalitaryzmowi władzy, w społeczeństwach poddawanych intensywnej indoktrynacji religijnej.
Zbiorcza analiza religijnych totalitaryzmów dostarcza mnóstwa dowodów degenerującego, upośledzającego i zbrodniczego oddziaływania religijnej ciemnoty na gospodarczy, ekonomiczny i intelektualny poziom rozwoju (niezbędny do funkcjonowania w cywilizowanym świecie) indoktrynowanych religijnym fanatyzmem społeczeństw.
Cieślański (994 punktów) religia jest zbędna cz.IV
cd.
Fanatycy religijni na ogół nie dostrzegają, że są wyzyskiwani i manipulowani lub, że sami manipulują i wykorzystują innych ludzi, a nawet gdy dostrzegają te aspekty "religijności" to z pełnym przeświadczeniem "uśpia-wierdliwiają" jawny wyzysk i niesprawiedliwość w podziale dóbr i d*p wszelakich, boskością jego zalet, czyniąc tym samym w imię bożej miłości religijny szalet i dzięki temu wciąż zarządzają w religijnej miłości obłudnym b*rdelu, w którym większość wegetuje a używa niewielu.

W poglądach społecznych na preferowany system rządzenia "zgrubsza" na tym polega autorytaryzm powszechny między innymi wśród członków partii "wodzowskich".
Aronson(1995)cyt: "osobowość autorytarna posiada następujące cechy: zazwyczaj ma sztywne poglądy, uznaje konwencjonalne wartości, nie toleruje słabości (ani u siebie ani u innych), przejawia silną skłonność do karania, jest podejrzliwa i wreszcie ma niezwykły respekt dla władzy".

POŻĄDANIE WŁADZY RELIGII
Łatwość kierowania nieuświadomionym, niewykształconym, emocjonalnym, religijnym społeczeństwem zawsze będzie atrakcyjną obietnicą utrzymania steru władzy dla każdej rządzącej opcji politycznej, a dla populistycznej, demagogicznej opozycji nadzieją na kolejną zmianę przy sterze, cykliczną jak zwrotnica na górce rozrządowej lewo, prawo, lewo, prawo, LepPeeR.
Skutkują te nadzieje umizgami i wysiłkami zjednywania sobie kleru, ewentualnie spenetrowania i przejęcia władzy religijnej przez każdego, kto zaraził się bakcylem przywództwa nad narodem, dającego jak przy wódce, poczucie własnej boskości, niezależnie (od tego) czy ktoś jest z miasta, czy ze wsi (wioski).
Niezależnie od sposobu rekrutacji religijnej, we władzach i elitach związków religijnych szczególnie uprzywilejowanych przez państwo profitami materialnymi, niepomiernie wzrasta odsetek ludzi niereligijnych, którzy wkupują się do nich z czystego wyrachowania korzyści materialnych, politycznych i spodziewanego pobłażliwego traktowania ich wykroczeń przez państwowy system wymiaru sprawiedliwości.

KLUCZ DO WIECZNOŚCI
Wieczne koło totalitarnego kłamstwa obraca się niezależnie od genezy i historii danego systemu religijnej władzy i jest prawidłowością w każdej religii panującej czy dominującej jak nasz rodzimy katolicyzm.
Piękna obietnica równości i sprawiedliwości, (zrodzona z walki przeciw wyzyskowi, uciskowi i religijnej obłudzie), lecz damagogiczna i zakłamana w praktyce życia codziennego,
ideologia dla wyzyskiwanej religijnej ciemnoty a profity i kobity dla hierarchów i elit rządzących religijnym totalitaryzmem, ponad i wbrew regułom i zasadom własnej religii.
Ktoś może powie, że komunizm... i socjalizm,.....
Ale "niby komunizm i prawie socjalizm" upadły, natomiast pozostały religijne totalitaryzmy, które przetrwały między innymi dlatego, że obiecują szczęście, dobrobyt i nieśmiertelność dopiero po śmierci.
Obiecywanie spełnienia życzeń w wyimaginowanym niebie ale po śmierci, zamiast po 70 latach w życiu doczesnym, czy epoce budowy komunizmu, (choć statystycznie to też po śmierci)
jest "nad wyraz bezpieczną" obiecanką bo "z pośmierci" nikt nie wróci i nie powie, że jest be lub cacy i że w ogóle jest, (pomimo, że całość manipulacyjną obłudą śmierdzi fest).

CIEMNOŚĆ WIDZĘ, CIEMNOŚĆ
Kluczem do sukcesu "długowieczności" totalitarnej władzy religii, są przedewszystkim profity dla elit rządzących i zakłamana manipulacyjna ideologia religijna dla utrzymywanego w ciemnocie umysłowej i biedzie materialnej, wyzyskiwanego społeczeństwa.
Skutek jest taki, że wszystkie systemy religijnego rządzenia wiedzę naukową zachowują dla siebie a manipulowanych wiernych utrzymują w ciemnocie i zacofaniu bo łatwiej ich wyzyskiwać i manipulować nimi, a trudniej się z nimi dzielić majatkiem narodowym.
Prowadzi to do upadku elit intelektualnych państwa zawładniętego przez religijny totalitaryzm i degeneracji społeczeństwa, w którym powstrzymuje się rozwój nauki, szkolnictwa, badań naukowych i zakazuje wolnomyślicielstwa.
Religijny totalitarny system sprawowania władzy może zahamować a nawet cofnąć rozwój nauki, badań naukowych, medycyny, gospodarki, świadomości społecznej i poziomu wykształcenia, na całe tysiąclecia i o całe wieki paląc przy tym sceptycznych naukowców i uniwersyteckie biblioteki.

Stąd zacofane intelektualnie państwo religijne przegrywa w XXI wieku, gdyż nie jest ono w stanie konkurować z krajami ościennymi, w których rozum i nauka (w działalności państwa i funkcjonowaniu jego struktur społecznych i gospodarczych) stoją ponad racjami religijnej, emocjonalnej ciemnoty.

Schemat walki totalitarnej władzy religii z nauką zawsze jest ten sam.
Religijni mówią: "wszystko co jest niezrozumiałe, niepoznawalne albo w ogóle tego nie widać jest boskie, a to co boskie nigdy nie będzie poznane i to ma być dowód "NA-TO", że to coś pochodzi od boga a więc bóg istnieje".
Nic dziwnego, że komunizm nam nie wyszedł i kapitalizm wolnorynkowy zdycha na rzecz dyktatury Rokito-giertychów kaczorowatych.

Współczesny rozwój nauki zawdzięczamy między innymi rewolucji francuzkiej, która osłabiła zwalczające się wzajemnie bratnie totalitaryzmy religijne (chrześcijańskie),
co pozwoliło rozluźnić obrożę wiary i zdjąć kaganiec religijnych zabobonów nałożony wolnomyślicielstwu przez bogobojne sądownictwo.
W następstwie odreligijnienia rządów oraz w skutek świeckiej humanizacji zasad funkcjonowania społeczeństw nauka mogła uwolnić się od degenerującego (rozwój) nadzoru religijnej ciemnoty.
Cieślański (994 punktów) religia jest zbędna cz.V
cd.
ZAGROŻENIE DLA DEMOKRACJI
Tymczasem socjologowie ostrzegają, że polskie społeczeństwo otumanione religijnym fanatyzmem, zagrożone utratą środków utrzymania gwarantujących mu przeżycie, porzuci "rozum" i demokrację na rzecz prymitywnych, emocjonalnych odruchów obronnych typu stadnego, skłaniając się w poglądach na system władzy ku autorytaryzmowi.

Na skutek tej atawistycznej prawidłowości emocjonalnej, polegającej na hamującym racjonalne myślenie wpływie emocjonalnego wzburzenia, mózgi jednostek i całych grup społecznych, stają się podatne na: manipulowanie emocjami i indoktrynację totalitarnych ideologii oraz uleganie demagogicznej argumentacji ekstremistów politycznych, bardziej niż zwykle.

Mówiąc WPROST, totalitarne działywania religii i tzw."uczuć religijnych" są przyczyną kształtowania, wzmacniania i praktykowania u dzieci i dorosłych szeregu prymitywnych i patologicznych zachowań społecznych (wykorzystywanych następnie przez kler, demagogów i oszołomów politycznych do manipulowania wiernymi) takich jak:

A)- fanatyzm religijny i kopiowany z niego fanatyzm polityczny,
B)- autorytaryzm i akceptowanie totalitarnych systemów władzy,
C)- ksenofobia czyli strach przed rzeczami nie znanymi w ogóle,
D)- nietolerancja religijna, światopoglądowa, kulturowa, obyczajowa,
E)- nienawiść religijna, terroryzm religijny i religijno- polityczny,
G)- niska inteligencja kontrolowania emocji własnych i rozumienia emocji cudzych,
H)- podatność na manipulowanie emocjonalne i szantaż emocjonalny,
I)- fanatyczne reakcje emocjonalne na krytykę własnego ugrupowania religijnego,
K)- niska zdolność do racjonalnego, trzeźwego i świadomego myślenia,
L)- skłonność do myślenia tzw."magicznego" i do wiary w cuda, łatwowierność,
M)- niskie poczucie własnej wartości, chorobliwe poczucie winy i wstydu,
0)- skłonność do siłowego rozwiązywania problemów emocjonalnych,
P)- niezdolność do racjonalnego przyjmowania krytyki i brak obiektywizmu,
Q)- niemożność dostrzegania jawnych i oczywistych nieprawidłowości w funkcjonowaniu własnej religii- czyli religijna moralność Kalego,
R)- koniunkturalne zakłamanie i postępowanie wbrew głoszonym przez siebie zasadom,
S)- przypisywanie właściwości nadprzyrodzonych wszystkiemu co nie zrozumiałe, trudne do pojęcia, nie zbadane i naukowo nie wyjaśnione... Jeszcze,
T)- strach przed wiedzą naukową, odrzucanie tego co wyjaśniła nauka i czczenie nie wiadomego,
U) -trudności w uczeniu się i zapamiętywaniu informacji sprzecznych z tzw."religijną prawdą".

Już sama aktywność religijnych europosłów z Polski, udowadnia na starcie, że po wejściu do Unii Europejskiej czeka nas gwałtowne zderzenie z porażającą przewagą racjonalnego i naukowego funkcjonowania zlaicyzowanych unijnych systemów społecznych i gospodarczych.
W prywatnych rozmowach politycy europejscy wyrażają zaniepokojenie groźbą konfliktów społecznych na tle religijnym i światopoglądowym, prowokowanych przez nachalną i agresywną retorykę misyjną religijnego fanatyzmu przesiąkniętego niegdysiejszą eksportową dumą i hitem, polskiego Monopolu Spirytusowego czyli "żytem wietrznym".

Pokojowe współistnienie i współpraca narodów w zjednoczonej Europie opiera się między innymi na wzajemnyn poszanowaniu wszystkich tworzących ją kultur oraz wzajemnym tolerowaniu odmienności światopoglądowych, seksualnych, religijnych itp,itd.
Dlatego wyróżnianie której kolwiek z nich, np. w tekście konstytucji, jako wzorcowej i obowiązującej w dążeniu do jedności światopoglądowej Europejczyków, lub co gorsza domaganie się specjalnego uznania dla Polskich oszołomów, Europy ewangelizowania, nosi cechy jątrzącej głupoty prowokującej waśnie i konflikty pomiędzy fanatykami religii a znaczące pukanie się w czoło u 90% Europejczyków.
W obecnym świecie religia jest zbędna, a wręcz zbrodniczo szkodliwa.
amaranta (5 punktów)skąd i po co religia?
Pozostaje mi jeszcze dodać, że zdaniem Kanta ( "Kultura jako żródło cierpień") prologiem do wszelakiej religii jest "infantylna bezradność". To tłumaczy wszystkie procesy, które omówił ( bardzo szeroko) mój przedmówca. Dodatkowym motorem popychającym w ramiona religii jest nagroda, oczywiście, bardzo iluzoryczna, ale jednak nagroda. Trudno wyjaśnić skąd w ludziach tak ogromne zamiłowanie do abstrakcyjnych hipostaz. Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, że religia obiecuje nagrodę, której istnienia sprawdzić nie sposób, a wymagania do tej nagrody są sprawdzalne i poza tym, jak najbardziej uciążliwe i dotkliwe? W takim razie dlaczego tak wielu złapało się na ten haczyk? Zrezygnowac z "tu i teraz" na rzecz mglistych, niesprawdzalnych empirycznie, wątpliwych logicznie nagród? Jakież to głupie i co gorsza - jakież popularne ...

Marcin - proszę Cię o podanie "bibliograficznego namiaru" na źródło, z którego zaczerpnąłeś tezę o seksualnym podtekście liczby trzy. Wybacz, ale wydaje mi się on bardzo mało wiarygodny.
MarcinletOdp: skąd i po co religia?
...
>Marcin - proszę Cię o podanie "bibliograficznego namiaru" na źródło, z którego zaczerpnąłeś tezę o seksualnym podtekście liczby trzy. Wybacz, ale wydaje mi się on bardzo mało wiarygodny.
Zygmunt Freud - "Wstęp do psychoanalizy", rozdział o marzeniach sennych, nie pamiętam strony, z tym, że ja to trochę rozwinąłem.
Oczywiście udowodnić tego raczej się nie da. Ale psychoanalizę chyba trzeba traktować jako swego rodzaju heurystykę, a nie naukę w sensie weryfikowania bądż falsyfikowania hipotez.
amaranta
oczywiście, zgadzam się z Tobą
moje watpliwości wynikały z faktu, że trudno mi było połączyć "Psychoanalizę ..." z liczbą trzy w "Biblii", zmyliła mnie odwrócona chronologia ... dlatego nadal uwazam, że w Biblii liczba trzy nie miała z seksualnością nic wspólnego, podobnie jak wszystkie inne ( 6 - zło, 666 - bestia, 12 - wybranych apostołów, 7 - pieczęci i dni tworzenia, 4 - jeźdźców apokalipsy) jest pewnie czystym przypadkiem, który nic kompletnie nie znaczy, a jedynie późniejsza tradycja przypisała mu znaczenie symboliczne, lub nawet magiczne. po prostu odbiorcy "Biblii" mają tendencję do nadinterpretacji, podobnie jak w "Kosmosie" Gombrowicza z niczego tworzy się COŚ
Cieślański (994 punktów)seksualizm religijnych trójkątów
> ..dlatego nadal uwazam, że w Biblii liczba trzy nie miała z seksualnością nic wspólnego,

Zastanawiającym jest jednak fakt, w jak wielu religiach nowi prorocy, półbogowie, mesjasze, założyciele czy też ulepszacze przestarzałych systemów religijnych pochodzli z trójkątów seksualnych jednej kobiety i dwóch samców, ze związków boskiego cudzołożenia z ziemiankami lub zmagali się z pokusami, zagrożeniami i rozkoszami życia w potrójnych układach damsko-męskich.
Mojżesz i żona faraona, i faraon
Maria, Józef cieśla i nocny inseminator jahwe,
Jezus, Mariamagdalena i dwunastu apodstolców
nieślubni synowie Zeusa,
Zachariasz, żona Zachariasza i młodszy o parę tysięcy lat jahwe
że nie wsponnę o bogatych związkach bogów hinduskich, czy wojnie trojańskiej.

Sama idea trójcy śniętej, tj, Józefa, Marii i Jahwego, jest symbolizowana figurą trójkąta a ten jak wiadomo ma trzy rogi, czyli powszechny symbol zdrady seksualnej.
Ów Trójkąt to nic innego jak graficzna sekshibicja kobiecego owłosienia łonowego. widzianego podczas kopulacji tantrycznej, drodzy Walentowie, kiedy to kobieta zajmuje (zapewniającą nieśmiertelność i niebiańskie roskosze), pozycję na głowie.
Semickie odniecienie tego symbolu chrześcijanie uwiecznili w choryzontalnym ułożeniu warg sromowych, (zgodnie z męskim, antysemickim, szowinistycznym stereotypem, jakoby Maria jako żydówka "miała w poprzek"), z cokolwiek wybujałym symbolem łechtaczki przypominającej gałkę oczną zazdrosnego męża, na tle trójkątnego, zjerzonego jak druty do robótek ręcznych, owłosienia łonowego.
A te promieniście i zapraszająco rozłożone wyprostowane włosy, tam gdzie damska spódnica, to nic innego, jak skojarzenie do obietnicy raju seksualnego, bo "promes" dla seksualnych wyjadaczy, włośnie , pardon właśnie, obietnica znaczy.
Przebiśnieg (137 punktów)Odp: seksualizm religijnych trójkątów
Odpowiem Panu to co jest zastanawiające w tym przezabawnym tekście:

Jest to skrywany realny światopogląd EUROPEJSKI wyrosły z tradycji chrześcijańskiej.
Będący naturalną konsekwencją zainicjowanego przez Żydów gnojenia Jezusa Chrystusa jeszcze za życia, będącego ważną przyczyną antysemityzmu, który to ku zdziwieniu śmierdzących perfumami elit europejskich przybiera na sile.
Jak to wytłumaczyć?
Zapraszam do nowego wątku, który zainicjuję za chwilkę.
myślicielOdp: religia jest zbędna cz.V
>W obecnym świecie religia jest zbędna, a wręcz zbrodniczo szkodliwa.

Totalitarne metody zarządzania organizacjami religijnymi są godne napiętnowania.
Istnieją jednak kościoły o ustroju demokratycznym, np. demokracja amerykańska wzorowana jest na ustroju kościelnym tamtejszych prezbiterian. Szwajcaria też jest tutaj dobrym przykładem.

Nie każda religia jest "szkodliwa" a raczej nie tyle "szkodliwa" co zawierająca szkodliwe elementy. Tych nie-"szkodliwych" jest znacznie więcej.

To, że fanatyzm religijny jest szkodliwy a często skrajnie niebezpieczny to rzecz oczywista.Zbyt wiele w dzisiejszym świecie mamy na to przykładów.
Okazuje się jednak, że nie trzeba daleko szukać aby trafić np. na ateistę-fanatyka...

Pozdrawiam
Przebiśnieg (137 punktów)
Witam i gratuluję. Oby więcej tak zabawnych i mądrych wypowiedzi.
Mam jednak pewną wątpliwość bo czy:
>Mówiąc WPROST, totalitarne działywania religii i tzw."uczuć religijnych" są przyczyną kształtowania, wzmacniania i praktykowania u dzieci i dorosłych szeregu prymitywnych i patologicznych zachowań społecznych (wykorzystywanych następnie przez kler, demagogów i oszołomów politycznych do manipulowania wiernymi) takich jak:
>D)- nietolerancja religijna, światopoglądowa, kulturowa, obyczajowa,
No więc jak będzie Pan tolerancyjny dla religii czy nie?
>Już sama aktywność religijnych europosłów z Polski, udowadnia na starcie, że po wejściu do Unii Europejskiej czeka nas gwałtowne zderzenie z porażającą przewagą racjonalnego i naukowego funkcjonowania zlaicyzowanych unijnych systemów społecznych i gospodarczych.
Zapomniał pan dopisać nieudolnych i wściekle zaborczych gospodarczo.
>W prywatnych rozmowach politycy europejscy wyrażają zaniepokojenie groźbą konfliktów społecznych na tle religijnym i światopoglądowym, prowokowanych przez nachalną i agresywną retorykę misyjną religijnego fanatyzmu przesiąkniętego niegdysiejszą eksportową dumą i hitem, polskiego Monopolu Spirytusowego czyli "żytem wietrznym".
Są bezradni w swoich ciasnych wizjach unii państw wzorowych konsumentów. Potrafią tylko wyrażać zaniepokojenie i ukrywać rzeczywiste intencje eurorozpasańców, którzy za nimi stoją i którzy ich finansują.
> Pokojowe współistnienie i współpraca narodów w zjednoczonej Europie opiera się między innymi na wzajemnyn poszanowaniu wszystkich tworzących ją kultur oraz wzajemnym tolerowaniu odmienności światopoglądowych, seksualnych, religijnych itp,itd.
No właśnie znowu religia.
Co to znaczy tolerowanie odmienności religijnej?
> Dlatego wyróżnianie której kolwiek z nich, np. w tekście konstytucji, jako wzorcowej i obowiązującej w dążeniu do jedności światopoglądowej Europejczyków, lub co gorsza domaganie się specjalnego uznania dla Polskich oszołomów, Europy ewangelizowania, nosi cechy jątrzącej głupoty prowokującej waśnie i konflikty pomiędzy fanatykami religii a znaczące pukanie się w czoło u 90% Europejczyków.
Ale propaganda Hansa von Robespierra der Arystoktraty potrzebującego masarzysty lub ogrodnika, który nie jest murzynem tylko polskim magistrem inżynierem z całą pulą pozytywnych jak na sługę cech charakteru, zmusza nas do wstąpienia do chorej UNII EUROPEJSKIEJ zanim osiągniemy (nie dej "Boże" dla interesu Europy) pozycję do rozmów partnerskich o członkostwie. Może jeszcze Turcja, co tam islam, wykresy są ważne, statystyki, pkb/pnb/inwektywa gospodarcza.

>W obecnym świecie religia jest zbędna, a wręcz zbrodniczo szkodliwa.
Zaiste tak Pan napisał i ja popieram, ale co Pan na to:
Art. 13. Konstytucji Rzeczpospolitej.
Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.
Czym jest dla Pana ten dokument?
Cieślański (994 punktów) JAJA koka tolik

"Oko za oko, ząb za ząb" stoi w pewnej socjotechnicznej bujdzie religijnej z przed ponad 3 tysięcy lat, napisanej jako podręcznik (i hagiografia za razem) dla religijnych totalitaryzmów służących wyzyskowi i uciskowi ogłupionego religijnymi zabobonami , (stąd: nie świadomego swych niezbywalnych praw ludzkich) prostego Ludu.
Tego nauczono mnie na lekcjach religii katolickiej, fakt że pośrednio, bo przez agresywną i zaborczą stymulację mych zachowań w obronie własnej suwerenności intelektualnej i światopoglądowej.

Jako w niemowlęctwie ochrzczony, choć nikt mnie k****, nie spytał o zgodę,
jako mimowolny katolik, w fanatyzmie, ksenofobi i nienawiści jestem wytresowany na równi z papanarodem.
Upominanie się religii (tej boskiej sprawczyni nietolerancyjnego programowania fanatyzmu i nienawiści w mózgach jej własnych wiernych) o tolerancję, jest zaiście humorystyczne za**biście.

OTTO myśli przewodnie i pobożne chęci, takiej atolerancyjnej niedelikatności moich wypowiedzi wobec katolickiego totalitaryzmu, co nie ukrywam, bardzo mnie kręci:
"Religijny Gwałt prawdy niech się humanitarnym gwałceniem fałszu odciska" ,
"Kiedy Cię na religii jako nieletniego, księża biją, nie nadstawiaj im posłusznie swego pyska"
"Nie rób drugiemu co tobie niemiłe",
"Reakcja budzi akcję"
"Zakazywanie rozpala porządanie"
Upss. chyba za wiele wina wsączyłem na banię, czyniąc tym samym, zmysłom, Spirytus'ową łaźnię w Kanie.

Są owe chęci po katolicku szczere, choć dla wielu nie miłe, ale z głębi serca, treść ich jest zrozumiał dla antyklerykała, i na szczęścienie nie zbyt w dowodzeniu zawiłe.

W rzeczy samej jestem za intelektualnym zdelegalizowaniem totalitaryzmu i fałszerstw religii, w procesie demokratycznego minimalizowania jej totalitarnych wpływów, czyli przez uświadamianie ludzi i dawanie im wiedzy humanistycznej z szeroko pojętego zakresu nauk społecznych i psychologii człowieka.

Uważam, że demistyfikacja totalitarnego charakteru zbrodniczych dokonań religii, (ze względu na ich totalitarne zbrodnie w przeszłości jak i w chwili obecnej, potajemne szwindle i przekręty gospodarcze, konserwowanie ubóstwa, czy np. narzucanie zbrodniczych zakazów stosowania prezerwatyw) warte jest we współczesnym świecie specjalnych prerogatyw.

Moim zdaniem błędnie i po kunktatorsku pozwalamy religii niszczyć wolną wolę i suwerenność inteklektualną narodu, degenerować inwencję twórczą, hamować rozwój medycyny genetycznej, że o badaniach prenatalnych nie wspomnę.
Cackamy się w Polsce z kościołem, bo ma ogromną siłę manipulowania zachowaniami społecznymi, po przez potwornie rozbudowany aparat totalnej indoktrynacji ułatwiającej wyzysk nieuświadomionego społeczeństwa.
Cackamy się z kościołem, bośmy za amerykańskie pieniądze z CIA niszczyli uczciwość Polaków w PRL przez rozwijanie ruchów, organizacji i stowarzyszeń mających na celu destrukcję socjalistycznego państwa, według amerykańskiej metody opartej na rozwijaniu skrajnie fanatycznych ruchów religijnych i antylewicowych w obozie socjalistycznym.
Cackamy się z k.k. bo z tego okresu dolarowych przepływów z CIA, odpowiednio kwitowanych a jakże by inaczej, nie wszystkie pieniążki poszły na te cele, na które je Amerykanie w walce z Układem Warszawskim przeznaczali, stąd pozostało się trochę, chę, chę, tzw. zależności, zobowiązań i układów biznesowo-niejawnych z braćmi z Ameryki.
Cackamy się równie z kleszym molochem z tej przyczyny, że część nieformalnych układów biznesowo-politycznych ma swe źródła w przedwojennej (i jak należy podejrzewać powojennej), ścisłej współpracy wojskowych służb specjalnych i wzajemnego przenikania się ich interesów z biznesem Vatykańsko kościelnym.
Skutkuje to tym, że socjalizm nam nie wypalił i kapitalizm kuleje, a to z braku podstawowych zasad uczciwości społecznej generowanej wychowaniem w zakłamaniu i religijnej ideologii relatywizmu moralnego (czytaj: k.K. -katolickiego Kalego), wśród większości ludności, chrześcijańskiego wyznania, w kraju bolka i lolka wibryjącego . Amen.

Też uważam, że potrzeba nam obywateli rozsądnych i zrównoważonych jak nie przymierzając Przebiśnieg, (a nie takich emocjonalnych oszołomów jak ja sam), w podejściu do:
katolickiego zakłamania,
vatykańskiego złodziejstwa,
religijnego szantażu emocjonalnego,
katolickiej pedofilii,
chrześcijańskiej nietolerancji religijnej,
oazowego fanatyzmu,
antykoncepcyjnej indolencji przymierza rodzin,
kleszej jazdy po pijaku samochodami wraz z karygodny,
tchórzliwym i obrzydliwym moralnie uciekaniem z miejsca rozjechania Ani Beteli,
okradających państwo i własnych wyznawców brudnych biznesów koscielnych,
nielegalnego handlu i wywozu za granicę kościelnych dzieł sztuki uprawianego przez katabasów.

Ale cóż, ja zostałem wychowany na lekcjach religii i postępuję z takim samym fanatycznym zacietrzewieniem jakiego tam mnie nauczono.
Chociaż, nie przeczę, mam czasani boską nadzieję, (rozbudzona wiara mi ją podpowiada, po tym jak wjarałem ciało boskiego krzewu Marrychujany), że światłe religijne totalitaryzmy same się rozwiążą i zdelegalizują pod wpływem własnych nauk o robieniu dobrze bliźniemu i zapobieganiu religijnej rozwiązłości moralnej.
Jak narazie, od dwuch tysięcy lat, jednak tak się nie stało, zupełnie nie wiedzieć czemu?
Jako, mimowolny katolik, (nosiciel i depozytariusz zarażony brzemieniem wiary niechcianej jak kiła), niskiej postury, w temacie tolerancji , i zaprzestania demagogii pierwej oczekiwałbym budujących przykładów z niebios góry.
Przebiśnieg (137 punktów)Odp: JAJA kokos mi ta
Przeczytałem
huculska (34 punktów)Odp: religia jest zbędna cz.V
JERZY!!!PRZYBYWAJ!!!HUCULSKA,CZELA,GIVERA,SESA i CAŁE FORUM CZEKA OD KILKU DNI.Masz rację.Ta religia jest toxyczna i szkodliwa dla ludzkich mózgów.SŁAWA!!!


Ożeł (251 punktów)po co religia?
>Piszę tu oczywiście wyłącznie w swoim imieniu i dla mnie
>wiara w Boga (ale nie wierzenie w bożki) daje odpowiedź na
>następujące pytania:
>Po co istnieje Wszechświat?
>Po co ja istnieję?

Na zle postawione pytania nie ma poprawnej odpowiedzi. Nie zyjesz po cos, tylko z jakiegos powodu. (analogicznie Wszechswiat)

>Jaki jest sens mojej egzystencji?

Obiektywnei wszystko jest bezsensu.

Odpowiedzialem bez pomocy wiary.
myślicielOdp: po co religia?

>>Po co istnieje Wszechświat?
>>Po co ja istnieję?
>Na zle postawione pytania nie ma poprawnej odpowiedzi. Nie zyjesz po cos, tylko z jakiegos powodu. (analogicznie Wszechswiat)

No dobrze, może któreś z tych jest dobrze postawione?
Dlaczego istnieje Wszechświat? Z jakiego powodu kiedyś powstał?

>>Jaki jest sens mojej egzystencji?
>Obiektywnei wszystko jest bezsensu.
>Odpowiedzialem bez pomocy wiary.
>

Otóż to! Bez pomocy wiary trudno o inną odpowiedź.

Pozdrawiam
Ożeł (251 punktów)
>>>Po co istnieje Wszechświat?
>>>Po co ja istnieję?
>>Na zle postawione pytania nie ma poprawnej odpowiedzi. Nie zyjesz po cos, tylko z jakiegos powodu. (analogicznie Wszechswiat)
>No dobrze, może któreś z tych jest dobrze postawione?
>Dlaczego istnieje Wszechświat? Z jakiego powodu kiedyś powstał?

To dobre pytania. Niestety nie znam na nie odpowiedzi, co jednak nie implikuje, ze tylko wiara moze ludzia "dac" odpowiedz. [to dosc infantylne, ze z niewiedzy zaczynamy wierzyc w cos, byle tylko wypelnic ta luke w swiatopogladzie]

>>>Jaki jest sens mojej egzystencji?
>>Obiektywnei wszystko jest bezsensu.
>>Odpowiedzialem bez pomocy wiary.

>>Otóż to! Bez pomocy wiary trudno o inną odpowiedź.

Inna odp. bylaby bledna.
bubbapo co religia?
bardzo mnie interesuje jaką odpowiedż na te pytania:

>Po co istnieje Wszechświat?
>Po co ja istnieję?
>Jaki jest sens mojej egzystencji?
daje ci twoja wiara.
i jaka to jest wiara.
myślicielOdp: po co religia?
>bardzo mnie interesuje jaką odpowiedż na te pytania:
>>Po co istnieje Wszechświat?
>>Po co ja istnieję?
>>Jaki jest sens mojej egzystencji?
> daje ci twoja wiara.
>i jaka to jest wiara.

Odpowiedź na te pytania zawiera treść samego wątku, dokładnie znajduje się ona trzy zdania dalej:
>>>Dla wierzącego odpowiedź jest prosta: to wszystko wpisane jest w boski plan, tak sobie to Bóg po prostu zaplanował

Trzy posty wyżej zarzucono mi, że pytania te są "źle postawione", przynajmniej dwa pierwsze.
"Dla jasności" więc zmodyfikowałem je, lecz dotyczą one tego samego problemu i, moim zdaniem, wszystkie są czytelne dla każdego.

Właściwie to już na Twoje pytania odpowiedziałem. Wyjaśnię może dokładniej, że moja wiara to wiara w Boga osobowego, który stworzył wszystko co istnieje. "Osobowy" dlatego, gdyż jest On "kimś", a nie "czymś" a wszystko, co istnieje jest Jego stworzeniem a on Stwórcą.

Pozdrawiam
kafir
>Właściwie to już na Twoje pytania odpowiedziałem. Wyjaśnię może dokładniej, że moja wiara to wiara w Boga osobowego, który stworzył wszystko co istnieje. "Osobowy" dlatego, gdyż jest On "kimś", a nie "czymś" a wszystko, co istnieje jest Jego stworzeniem a on Stwórcą.
A czy On istnieje?
myśliciel

>A czy On istnieje?

Dla wierzącego istnieje a dla niwierzącego niestety nie...

Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365