 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kultura
| Napisano | Autor | Tytuł | | 04-01-2010 17:12 | Człek (58 punktów) | Fenomen ,,Avatara"
5 na 5 | Witam wszystkich!
Po obejrzeniu ,,Avatara" i wyjściu z kina poczułem wewnętrzną pustkę. Nie wynikało to z niezadowolenia z filmu, ale wręcz przeciwnie. Film jest PIĘKNY. Pierwszy raz w życiu widziałem tak estetycznie doskonały film. Stworzony przez Camerona i artystów świat i użycie do jego pokazania dość nowych technologii powoduje, że człowiek się w nim zatraca aż po kostki. Po seansie i dojściu do siebie odczuwa się braki w naszej rzeczywistości. Sama historia nie jest oszałamiająca. Jest standardowym i prostym konstruktem scenariuszowym. Jednak w połączeniu z wizualnym i dźwiękowym pięknem staje się to nieważne, a prostota zamienia się w atut, bo dzięki temu zostaje wydobyta esencja tego świata i jej przesłanie. Dość już o tym. Nie chciałem przecież pisać recenzji.
Jak już wspominałem, po seansie czułem pustkę i smutek. Myślałem, że mi odbiło, bo czułem się jak ,,na głodzie". Musiałem pójść drugi raz by wypełnić swoją istotę tym pięknem. Ku mojemu zaskoczeniu nie byłem osamotniony. Na forach i w komentarzach zaobserwowałem fenomen Avatara.
Ludzie piszą o smutku, pustce, depresji. Piszą, o płaczu i wzruszeniu. Dzielą się refleksjami na temat okrutnej ludzkości i jej historii. Także na temat skrzywdzonej natury, ziemi i jej przyszłości. Piszą, że ten film jest jak narkotyk. Tak uzależnia, że chodzą po kilka razy (max. ilość jaka widziałem to 9). Piszą: ,,the reality becomes dream the dream becomes reality".
I nikt z nich nie jest w stanie tych reakcji wyjaśnić.
Ja mam wyjaśnienie, ale chciałbym znać Wasze zdanie.
Proszę o nie wypowiadanie się osób, które nie widziały tego filmu w 3D lub wcale. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| stilgar (7322 punktów) |
> Proszę o nie wypowiadanie się osób, które nie widziały tego filmu w 3D lub wcale.A ja sie wypowiem, bo mam ochotę pójść na ten film, bo zewsząd słyszę wiele dobrego o nim. Jaka wersję bardziej polecasz, 3D czy 2D ( bo domyslam sie, ze jak byles tyle razy, to widziales obie  )?
|
|
 | 1 na 1 | Człek (58 punktów) | > >Proszę o nie wypowiadanie się osób, które nie widziały tego filmu w 3D lub wcale.> A ja sie wypowiem, bo mam ochotę pójść na ten film, bo zewsząd słyszę wiele dobrego o nim. Jaka wersję bardziej polecasz, 3D czy 2D ( bo domyslam sie, ze jak byles tyle razy, to widziales obie )?Bezdyskusyjnie 3D! Czy w Imaxie czy w normalniej sali trudno mi powiedzieć. Ja bylem dwa razy na 3D w normalnej sali w Cinema City. Kolega twierdził, że w Imaxie jest gorzej, bo jest słaba czystość obrazu. Ja bylem tylko dwa razy! Te 9 razy była osoba która się wypowiadała na forum.
|
|
|  | 3 na 3 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Bezdyskusyjnie 3D!> Czy w Imaxie czy w normalniej sali trudno mi powiedzieć.> Ja bylem dwa razy na 3D w normalnej sali w Cinema City. Kolega twierdził, że w Imaxie jest gorzej, bo jest słaba czystość obrazu.> Ja bylem tylko dwa razy!> Te 9 razy była osoba która się wypowiadała na forum.Pozwolę sobie się nie zgodzić. Ja byłam w IMAX i już mam umówione kolejne wyjście - a bilety zamawia się z trzytygodniowym wyprzedzeniem, tak BTW  Acha, no i z tego co słyszałam, my jako jedyni w Polsce mamy cyfrową kopię - najlepszą. Może to właśnie spowodowało gorszą jakość - kopia? Nieprawdopodobnie fantastyczny film. Chociaż ja patrzę na niego bardziej z perspektywy przełomu w historii kina. Wątki ekologiczne są miłe, ilość materiału do zastanawiania się nad kwestią ewolucji na Pandorze jest również miła mojemu sercu (no, ale ja ostatnio trzy godziny dyskutowałam na temat prawdopodobieństwa zwycięstwa Skynetu w świetle wydobycia i wykorzystania surowców - takie niezdrowe hobby  ), ale film jest dla mnie głównie ważny jako pierwszy w swojej klasie. Nie było wcześniej takiego, jeszcze długo pewnie nie będzie. Jakość efektów i ich wielość... *shivers*. Po obejrzeniu go w IMAX 3D nie dziwiłam się, że na seansach ludzie wymiotowali albo dostawali ataków fobii. Ja mam świetnie działający błędnik, a momentami miałam zawroty głowy. Kumpel siedzący obok, niestety ofiara lęku wysokości, miał nudności i skarżył się na ból głowy. Film wpływający tak na widza!!! Rewelacja!Mimika postaci! Jakość animacji drobnych elementów i ich efekt w 3D - widziałam, jak ludzie oganiali się od popiołów (ja sama mocno powstrzymywałam się przed machaniem łapami  )! Prowadzenie kamery! Możemy mówić o prawdziwym prowadzeniu kamery w animacji, o współpracy z aktorami, no to przecież jest nie tylko rewelacja, ale rewolucja! Ten film jest prosty w przekazie, jest to film rozrywkowy, chociaż jak do wszystkiego, można do niego dorobić mnóstwo głębokich teorii. Najważniejsze w nim jest to, na jaki poziom wynosi jakość rozrywki, jak zmienia kontakt widz-film, jak zmienia kino. O. Ale to jest moje zdanie  PS: Z pustką masz rację - ja go jeszcze obejrzę ze dwa - trzy razy. Tyle planuję na teraz. Potem się zobaczy. Mniej niż 3-4 miesiące wyświetlania odpada. Ja tak prorokuję 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| |  | | Człek (58 punktów) |
> Pozwolę sobie się nie zgodzić. Ja byłam w IMAX i już mam umówione kolejne wyjście - a bilety zamawia się z trzytygodniowym wyprzedzeniem, tak BTW Acha, no i z tego co słyszałam, my jako jedyni w Polsce mamy cyfrową kopię - najlepszą. Może to właśnie spowodowało gorszą jakość - kopia?Z tego co wiem, to w Imaxie jest projektor analogowy, a w normalnym kinie cyfrowy. Nie wiem, trudno mi ocenić bo nie bylem w Imaxie na filmie. Dlatego pisze że kolega tak uważał.
|
|
| | |  | | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Z tego co wiem, to w Imaxie jest projektor analogowy, a w normalnym kinie cyfrowy.> Nie wiem, trudno mi ocenić bo nie bylem w Imaxie na filmie. Dlatego pisze że kolega tak uważał.Ja się nie kłócę z kolegą, domniemywam tylko  Tak mi się jeszcze przypomniało - dopóki nie dopasowałam okularów 3D (tzn nie ustawiłam ich sobie na nosie i na własnych okularach), faktycznie - obraz się na granicach lewo-prawo troszkę rozmywał. Coś w tym może być.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
 | 6 na 6 J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | > A ja sie wypowiem, bo mam ochotę pójść na ten film, bo zewsząd słyszę wiele dobrego o nim. Jaka wersję bardziej polecasz, 3D czy 2D ( bo domyslam sie, ze jak byles tyle razy, to widziales obie )?Byłem, widziałem... Bilet na 3D jest droższy, bezpodstawnie, trzydeowość przereklamowana. Ciekawsze efekty 3D były w 3 Epoce Lodowcowej. Jak dla mnie jest to film, który spokojnie można obejrzeć w telewizorze. Efekty, ckliwe momenty i szczęśliwy koniec. Nic przełomowego. Żadnych nowych pomysłów!!!! Mieszanina chwytów z Tytanic, LOR, Gwiezdne wojny (powrót Jedi), Matrixa, Solaris i innych. Chyba wszystko już było. Na siłę udziwniona fauna, sztucznie mrugające oczy i takie tam... Normalny amerykański generator kasy
|
|
|  | | Człek (58 punktów) | > Byłem, widziałem...> Bilet na 3D jest droższy, bezpodstawnie, trzydeowość przereklamowana. Ciekawsze efekty 3D były w 3 Epoce Lodowcowej.> Jak dla mnie jest to film, który spokojnie można obejrzeć w telewizorze.Widocznie odbiór tego filmu zależy od wrażliwości estetycznej osoby oglądającej. Postacie CGI były bardzo wiarygodne. Każdy mięsień twarzy był odrębnie animowany (choć muszę przyznać, że Sully jako Na'vi był trochę sztywny, ale to już od aktora zależało). Aktorzy grali swoje postacie CGI. Nie było nanoszenia animacji w postprodukcji. Wszytko odbywało się równolegle. A porównywanie Ice Age z Avatarem jest po prostu błędem, bo to kompletnie odmienne techniki CGI. A 3D daje ogromna głębie. To nie miał być film typu Dinozaury Atakują gdzie nagle T-Rex na widza wyskakuje. Tu chodzi o głębie obrazu! > Efekty, ckliwe momenty i szczęśliwy koniec. Nic przełomowego. Żadnych nowych pomysłów!!!! Mieszanina chwytów z Tytanic, LOR, Gwiezdne wojny (powrót Jedi), Matrixa, Solaris i innych. Chyba wszystko już było.Siłą tego filmu jest jego cześć wizualna. Poza tym w każdym filmie można znaleźć ,,chwyty" z innych już powstałych. Jedynie Tarantino się popisał w swoim ostatnim filmie nowatorstwem. > Na siłę udziwniona fauna, sztucznie mrugające oczy i takie tam...Odsyłam do innych tworów Sci-fi
|
|
| |  | 2 na 2 J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | >Widocznie odbiór tego filmu zależy od wrażliwości estetycznej osoby oglądającej.
>A porównywanie Ice Age z Avatarem jest po prostu błędem, bo to kompletnie odmienne techniki CGI. Człeku, moja wrażliwość estetyczna nie bierze pod uwagę technik przygotowania filmu. Jakie filmy wcześniej zrobiły na Tobie dobre wrażenie?
|
|
| | |  | 1 na 1 | Człek (58 punktów) | >>Widocznie odbiór tego filmu zależy od wrażliwości estetycznej osoby oglądającej. >>A porównywanie Ice Age z Avatarem jest po prostu błędem, bo to kompletnie odmienne techniki CGI. >Człeku, moja wrażliwość estetyczna nie bierze pod uwagę technik przygotowania filmu. >Jakie filmy wcześniej zrobiły na Tobie dobre wrażenie?
Mniemam, że chodzi o estetyczne wrażenie. W tym momencie jedyne co mi przychodzi do głowy to The Fountain.
|
|
| |  | 2 na 2 | Jednooki Starzec (102 punktów) | >Tu chodzi o głębię obrazu!
Może i tak - ale efekty 3d bez "zbliżeń" i "nagłego wyskakiwania" większego wrażenia nie robią, zwłaszcza jeśli już się kilka innych filmów w 3d widziało. Mi osobiście już wszystko jedno czy film jest w 3d, czy 2d - w trakcie seansu po kilku minutach i tak się przestaje już na to zwracać uwagę.
>Poza tym w każdym filmie można znaleźć ,,chwyty" z innych już powstałych. Jedynie Tarantino się popisał w swoim ostatnim filmie nowatorstwem.
Zdecydowanie nie w KAŻDYM filmie - w większości, głównie właśnie kasowych produkcji. Poza tym ten film wybija się ponad normę "rżnięciem" motywów zewsząd (więcej opisałem w poprzednim poście). Nie JEDYNIE Tarantino, za dużo uogólniania człeku. Polecam zaznajomienie się bardziej z kinem europejskim, azjatyckim, nietrywialnymi twórcami hollywood (Lynchem chociażby) - przekonasz się, że stosowanie znanych chwytów może być marginalne lub w ogóle może go nie być.
|
|
| | |  | | Człek (58 punktów) | >>Tu chodzi o głębię obrazu! >Może i tak - ale efekty 3d bez "zbliżeń" i "nagłego wyskakiwania" większego wrażenia nie robią, zwłaszcza jeśli już się kilka innych filmów w 3d widziało. Mi osobiście już wszystko jedno czy film jest w 3d, czy 2d - w trakcie seansu po kilku minutach i tak się przestaje już na to zwracać uwagę.
Jak się ogląda aktywnie to się zawsze zwraca na to uwagę. Zauważyłem, że współcześni ludzie szybko się nudzą i nie cieszą się długim smakowaniem piękna. Szkoda.
>>Poza tym w każdym filmie można znaleźć ,,chwyty" z innych już powstałych. Jedynie Tarantino się popisał w swoim ostatnim filmie nowatorstwem. >Zdecydowanie nie w KAŻDYM filmie - w większości, głównie właśnie kasowych produkcji. Poza tym ten film wybija się ponad normę "rżnięciem" motywów zewsząd (więcej opisałem w poprzednim poście). Nie JEDYNIE Tarantino, za dużo uogólniania człeku. Polecam zaznajomienie się bardziej z kinem europejskim, azjatyckim, nietrywialnymi twórcami hollywood (Lynchem chociażby) - przekonasz się, że stosowanie znanych chwytów może być marginalne lub w ogóle może go nie być.
Jednooki tu przyznaje ci racje. Trochę się zapędziłem.
|
|
| | | |  | 3 na 3 nieprzenikniony inspektor Lee (2125 punktów) (zablokowany) | > Zauważyłem, że współcześni ludzie szybko się nudzą i nie cieszą się długim smakowaniem piękna. Szkoda.Masz rację. Szkoda, że większość woli oglądać chałtury w stylu Avatara, niż piękne, ambitne kino. Ta recenzja chyba wyczerpuje temat: thatguywit(*)lasses/bum-reviews/15043-ep036
|
|
| | | | |  | 6 na 6 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Masz rację. Szkoda, że większość woli oglądać chałtury w stylu Avatara, niż piękne, ambitne kino.Jak chcę obejrzeć ambitne kino, wzruszyć się i zastanowić nad sobą i światem, to idę na ambitne kino. Jak chcę obejrzeć kawał solidnej rozrywki, która mi poturla szczękę po podłodze, to idę na film typu Avatar. Podstawowym błędem mnóstwa ludzi jest zadzieranie nosa i robienie "Pfff", bo coś nie jest Psem andaluzyjskim. To jak z gotowaniem - to moje hobby. Zrobienie i zjedzenie prostej, fantastycznie smakującej włoskiej potrawy typu lasagne daje mi tyle samo przyjemności, co zrobienie potężnie angażującej finansowo i czasowo potrawy hinduskiej czy nawet próby z Escoffiera. Z tym, że ja się nie obrażam i nie nadymam na chłopską włoską kuchnię. Widzę różnicę i ją doceniam. Bo, w innym wypadku, boję się, że skończę jak pewien zadufany w swojej wielkości i wyrafinowaniu Anton Ego, zbity z pantałyku i upokorzony przed samym sobą przez piękno prostoty. 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 nieprzenikniony inspektor Lee (2125 punktów) (zablokowany) | Podstawowym błędem mnóstwa ludzi jest brak próby zrozumienia tekstu, który czytają. Autor wątku uważa Avatar za piękny, ambitny film - pozwoliłem sobie nie zgodzić się z tym. Sama napisałaś, że Avatar to po prostu rozrywka - wygląda na to, że zgodziłaś się ze mną, ale w swym nadęciu tego nie zauważyłaś. Poza tym, jeśli chodzi o filmy, po których szczęka opada na podłogę, to Avatar naprawdę nie ma szans z Psem andaluzyjskim.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Człek (58 punktów) | >Podstawowym błędem mnóstwa ludzi jest brak próby zrozumienia tekstu, który czytają. Autor wątku uważa Avatar za piękny, ambitny film - pozwoliłem sobie nie zgodzić się z tym. Sama napisałaś, że Avatar to po prostu rozrywka - wygląda na to, że zgodziłaś się ze mną, ale w swym nadęciu tego nie zauważyłaś.
Nie napisałem, że jest to film ambitny (jak np. ,,Biała wstążka"), tylko piękny. A to duża różnica. Więc proszę nie wymyślać.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 nieprzenikniony inspektor Lee (2125 punktów) (zablokowany) | >Nie napisałem, że jest to film ambitny (jak np. ,,Biała wstążka"), tylko piękny. A to duża różnica. Więc proszę nie wymyślać.
Istotnie, nie użyłeś tego słowa, ale...
ambitny 4. «wartościowy pod względem artystycznym» (sjp.pwn.pl)
Po przeczytaniu twoich postów byłem przekonany, że uważasz Avatar za wartościowy artystycznie. Myliłem się?
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Człek (58 punktów) | >>Nie napisałem, że jest to film ambitny (jak np. ,,Biała wstążka"), tylko piękny. A to duża różnica. Więc proszę nie wymyślać. >Istotnie, nie użyłeś tego słowa, ale... >ambitny >4. «wartościowy pod względem artystycznym»(sjp.pwn.pl) >Po przeczytaniu twoich postów byłem przekonany, że uważasz Avatar za wartościowy artystycznie. Myliłem się?
Owszem uważam ten film za wartościowy artystycznie, jednak słowo ambitny ma o wiele szersze znaczenie i jest używane by określać twory artystyczne, które zawierają jakość intelektualną wybiegającą ponad przeciętność.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 nieprzenikniony inspektor Lee (2125 punktów) (zablokowany) | >Owszem uważam ten film za wartościowy artystycznie, jednak słowo ambitny ma o wiele szersze znaczenie
Istotnie, ale jednym z jego znaczeń jest właśnie "wartościowy artystycznie", nie uważam więc, bym popełnił błąd pisząc, że uważasz Avatar za film ambitny. Najwyraźniej w różny sposób rozumiemy to słowo, i tyle.
Czy dzieło sztuki zawsze musi mieć jakąś wartość intelektualną, by być określane jako ambitne? Jaką wartość intelektualną ma Wieża Eiffel'a? A jeśli żadnej, to czy nie można powiedzieć, że jest dziełem ambitnym?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Człek (58 punktów) |
>Czy dzieło sztuki zawsze musi mieć jakąś wartość intelektualną, by być określane jako ambitne? Jaką wartość intelektualną ma Wieża Eiffel'a? A jeśli żadnej, to czy nie można powiedzieć, że jest dziełem ambitnym? >
Jest to problem terminologiczny, więc nie ma sensu na ten temat dyskutować. Ja inaczej nazywam twory wartościowe intelektualnie i inaczej estetycznie.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Podstawowym błędem mnóstwa ludzi jest brak próby zrozumienia tekstu, który czytają. Autor wątku uważa Avatar za piękny, ambitny film - pozwoliłem sobie nie zgodzić się z tym. Sama napisałaś, że Avatar to po prostu rozrywka - wygląda na to, że zgodziłaś się ze mną, ale w swym nadęciu tego nie zauważyłaś.> Poza tym, jeśli chodzi o filmy, po których szczęka opada na podłogę, to Avatar naprawdę nie ma szans z Psem andaluzyjskim.Zaprawdę, Twoje pokręcenie tekstem czyimś nieprzeniknionym jest.  Źle widzisz. Tłumaczę: kino zwane "ambitnym" jest przyjemne i przydatne z jednych powodów. Avatar nie jest jego przedstawicielem, ale nie można nie nazwać tego filmu ambitnym. Ilość starań i innowacji wykazanych we własnej kategorii, jakość - jest niezaprzeczalna. Ja uważam takie filmy za godne uwagi, ciekawe i nie stawiam ich niżej, niż "ambitne". Ponadto: Ty robisz to, o czym pisałam. Nieoffowa produkcja za miliony? Pfff, szit i żenada, ja takich rzeczy nie zniżam się oglądać, ja jestem koneser, rozrywka jest dla maluczkich, dla prostych mas. Otóż my, komercyjne dziwki, też uważamy się za koneserów oglądając jedno i drugie. I potrafimy dostrzec zalety w obu. I nie mamy zamiaru foszyć na Camerona. Psa andaluzyjskiego oglądałam jako dziesięciolatka, podobał mi się straszliwie, ale z gigantów wolę mimo wszystko Kurosawę, dziękuję bardzo. Do tego sushi poproszę dokładkę w postaci japońskiego horroru, hinduskie dania spoza głównego nurtu Bollywood (chociaż ono samo też mi się strasznie podoba) i marynowane buraczki Larsa. Na deser będzie właśnie Cameron ze swoimi niebieskimi ludzikami, Burton z Helenką (i jej świnką pod nogami) i najnowszy Terminator, bo lubię fusion. Na tym żyję i jestem szczęśliwa. Nie muszę sobie niczego nadbudowywać jakąś sztuczną ekskluzywnością.  PS: Acha, przypomniało mi się - Tarantino. Bastardzi. Christoph Waltz ukradł film. To komercha, czy film ambitny? Dobry, czy zły? 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 nieprzenikniony inspektor Lee (2125 punktów) (zablokowany) | Powtórzę treść mojego posta, który rozpoczął tę dyskusję, bo obawiam się, że tego nie ogarniasz: Cytat:>Zauważyłem, że współcześni ludzie szybko się nudzą i nie cieszą się długim smakowaniem piękna. Szkoda.
Masz rację. Szkoda, że większość woli oglądać chałtury w stylu Avatara, niż piękne, ambitne kino. A teraz łopatologicznie ci go wytłumaczę: Człek ubolewa nad tym, że piękno nie jest dla ludzi wartością (w domyśle chodzi mu o forumowiczów, którzy krytykują Avatara). Nadążasz? Zgodziłem się z nim, jednak przekręciłem sens jego wypowiedzi, bo ja z kolei "narzekam" na ludzi, którzy podniecają się Avatarem. Mój post można by przetłumaczyć w ten sposób: "Uważam, że Avatar nie jest pięknym filmem." I tyle, nie ma tam innej treści - nie napisałem, że nim gardzę, że źle się na nim bawiłem, etc. Moje "narzekanie" było jedynie delikatnym szyderstwem wycelowanym w Człeka. Ty dokonałaś jakiejś chorej nadinterpretacji: > Ponadto: Ty robisz to, o czym pisałam. Nieoffowa produkcja za miliony? Pfff, szit i żenada, ja takich rzeczy nie zniżam się oglądać, ja jestem koneser, rozrywka jest dla maluczkich, dla prostych mas.Imputowanie mi czegoś takiego jest doprawdy żałosne. Nie będziesz w stanie uzasadnić takiej interpretacji moich postów - oczywiście nie liczę na to, że przyznasz się do błędu. > Otóż my, komercyjne dziwkiNie wiem, czy komercyjne, ale z tym drugim słowem nie będę się sprzeczał. Na pewno wiesz lepiej. > też uważamy się za koneserów oglądając jedno i drugie. I potrafimy dostrzec zalety w obu. I nie mamy zamiaru foszyć na Camerona.Nie uważam się za konesera. Też oglądam jedno i drugie, ale nie cierpię na przerost ego. > Nie muszę sobie niczego nadbudowywać jakąś sztuczną ekskluzywnością.  Musisz sobie to nadbudowywać sztucznym przekonaniem, że jesteś lepsza od ludzi, którzy nie lubią popkultury (i z jakiegoś dziwnego powodu zaliczyłaś do nich mnie, całkiem niesłusznie). > PS: Acha, przypomniało mi się - Tarantino. Bastardzi. Christoph Waltz ukradł film. To komercha, czy film ambitny? Dobry, czy zły?  Czym jest "komercha" i dlaczego ma dla ciebie takie znaczenie?
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Człek (58 punktów) | >>Otóż my, komercyjne dziwki >Nie wiem, czy komercyjne, ale z tym drugim słowem nie będę się sprzeczał. Na pewno wiesz lepiej.
Nie będę się wtrącał w dysputę, ale chce zaznaczyć, że nie wypada w tak chamski sposób odpowiadać kobiecie, nawet jeżeli ta się sama, choć tylko metaforycznie tak nazwała.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Nie będę się wtrącał w dysputę, ale chce zaznaczyć, że nie wypada w tak chamski sposób odpowiadać kobiecie, nawet jeżeli ta się sama, choć tylko metaforycznie tak nazwała.Dzięki Człeku, to miłe z Twojej strony. Ale to się w sumie przydało, nawet podwójnie. Pan Inspektor, fan popkultury, najwyraźniej nie słyszał nigdy terminu i nie wie, skąd się wziął. Cóż, jego prawo. No ale po drugie - poziom, poziom. :/ Nie ma to, jak komuś trzasnąć plaskacza. To takie wysokie. 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > A teraz łopatologicznie ci go wytłumaczę: Człek ubolewa nad tym, że piękno nie jest dla ludzi wartością (w domyśle chodzi mu o forumowiczów, którzy krytykują Avatara). Nadążasz? Zgodziłem się z nim, jednak przekręciłem sens jego wypowiedzi, bo ja z kolei "narzekam" na ludzi, którzy podniecają się Avatarem. Mój post można by przetłumaczyć w ten sposób: "Uważam, że Avatar nie jest pięknym filmem."Ach. Malarskie wręcz wartości, dbałość o szczegóły i niespotykana dotąd jakość nie jest piękna. A to przepraszam, to ja posprzątam :/ > Imputowanie mi czegoś takiego jest doprawdy żałosne. Nie będziesz w stanie uzasadnić takiej interpretacji moich postów - oczywiście nie liczę na to, że przyznasz się do błędu.> >Otóż my, komercyjne dziwki> Nie wiem, czy komercyjne, ale z tym drugim słowem nie będę się sprzeczał. Na pewno wiesz lepiej.Wylazło. Bu. Co ja mam niby interpretować? "Sama przyznałaś, że to rozrywka". Nie kino "ambitne". Nie można nawet użyć tego słowa, bo to już złe porównanie, rozrywka nie może być ambitna, w jakimkolwiek wymiarze. > >też uważamy się za koneserów oglądając jedno i drugie. I potrafimy dostrzec zalety w obu. I nie mamy zamiaru foszyć na Camerona.> Nie uważam się za konesera. Też oglądam jedno i drugie, ale nie cierpię na przerost ego.Za to cierpisz na potrzebę zaprzeczania w dyskusji czemuś, co Cię nie dotyczy. Tak? > >Nie muszę sobie niczego nadbudowywać jakąś sztuczną ekskluzywnością.  > Musisz sobie to nadbudowywać sztucznym przekonaniem, że jesteś lepsza od ludzi, którzy nie lubią popkultury (i z jakiegoś dziwnego powodu zaliczyłaś do nich mnie, całkiem niesłusznie).Nie lubić można - co się człowiekowi zamarzy. Mnie denerwują ludzie, którzy krzywią się na wszystko inne niż wysoka sztuka. I jeszcze twierdzą, że się nie krzywią, to tylko tik. > >PS: Acha, przypomniało mi się - Tarantino. Bastardzi. Christoph Waltz ukradł film. To komercha, czy film ambitny? Dobry, czy zły?  > Czym jest "komercha" i dlaczego ma dla ciebie takie znaczenie?Brzydko nie odpowiadać na pytanie, ale niech Ci będzie. Tzw "komercha" to moje ulubione słowo używane w stosunku do wszystkiego, co ma dobry rating, dużo zarabia, jest cholernie malownicze... i jakoś nie pasuje wyznawcom "sztuki li i jedynie". Swego czasu popularne było nabijanie się z "tru metalu", Nonsensopedia ma nawet hasło na ten temat. Wszystko, co nie jest niskobudżetowe, mało popularne, małonakładowe, jest złe, nieprawdziwe. Stąd pytanie o Bastardów - moje ostatnie doświadczenie z ludźmi wyrażającymi się jak Ty, to stwierdzenie, że Tarantino skończył się na Pulp Fiction, a potem to już komercyjne bzdury, czego Bastardzi są ukoronowaniem. Słowem - panu reżyserowi odbiło od kasy oraz kultowości - i się skończył. Brzmi znajomo, jakby w tle grało "Fade to Black". I też stąd moje zacietrzewienie - nie rozumiem, jak możesz nie uznawać Avatara za film piękny. A jaki jest? Brzydki? Głupi? Bez sensu? Szukam i szukam, argumentów niet, a jedyne co mi wychodzi, to że czepiasz się dla zasady. I to mnie, a nie filmu. Ja mam pomysł - prove me wrong. Podaj mi jakieś swoje argumenty, obserwacje za tym, że Avatar nie jest filmem pięknym. A nie tylko jojcz, że Cameron zrobił chałturę, a za Twoich czasów to lato było piękniejsze. ;]
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 nieprzenikniony inspektor Lee (2125 punktów) (zablokowany) | >Ach. Malarskie wręcz wartości, dbałość o szczegóły i niespotykana dotąd jakość nie jest piękna. A to przepraszam, to ja posprzątam :/
Od kiedy piękno filmu zależy od jakości efektów specjalnych? Rzeczywiście, lepiej bierz się za sprzątanie.
>>>Otóż my, komercyjne dziwki >>Nie wiem, czy komercyjne, ale z tym drugim słowem nie będę się sprzeczał. Na pewno wiesz lepiej. >Wylazło. Bu.
Nie zgadzam się z tobą - nie pasuje ci. Zgadzam się - też niedobrze. Weź tu dogódź kobiecie...
>Co ja mam niby interpretować? "Sama przyznałaś, że to rozrywka". Nie kino "ambitne". Nie można nawet użyć tego słowa, bo to już złe porównanie, rozrywka nie może być ambitna, w jakimkolwiek wymiarze.
Nigdzie nie napisałem, że nie może. Kolejne pudło. Dlaczego tak usilnie usiłujesz wmawiać mi różne rzeczy?
>>Nie uważam się za konesera. Też oglądam jedno i drugie, ale nie cierpię na przerost ego. >Za to cierpisz na potrzebę zaprzeczania w dyskusji czemuś, co Cię nie dotyczy. Tak?
Widzę, że nie zrozumiałaś aluzji.
>Nie lubić można - co się człowiekowi zamarzy. Mnie denerwują ludzie, którzy krzywią się na wszystko inne niż wysoka sztuka.
Jeśli piszesz o mnie to uzasadnij, proszę, na jakiej podstawie stwierdzasz, że krzywię się na popkulturę?
>I jeszcze twierdzą, że się nie krzywią, to tylko tik.
A ja ani się nie krzywię, ani tiku nie mam. Pewnie tacy też cię denerwują.
>Tzw "komercha" to moje ulubione słowo używane w stosunku do wszystkiego, co ma dobry rating, dużo zarabia, jest cholernie malownicze... i jakoś nie pasuje wyznawcom "sztuki li i jedynie". Swego czasu popularne było nabijanie się z "tru metalu", Nonsensopedia ma nawet hasło na ten temat. Wszystko, co nie jest niskobudżetowe, mało popularne, małonakładowe, jest złe, nieprawdziwe.
A co tym wyznawcom "sztuki li i jedynie" nie pasuje w tym, że jakiś film zarabia bądź zbiera dobre oceny?
>Stąd pytanie o Bastardów - moje ostatnie doświadczenie z ludźmi wyrażającymi się jak Ty
To znaczy twierdzącymi, że Avatar nie jest piękny, tak?
>to stwierdzenie, że Tarantino skończył się na Pulp Fiction, a potem to już komercyjne bzdury, czego Bastardzi są ukoronowaniem. Słowem - panu reżyserowi odbiło od kasy oraz kultowości - i się skończył. Brzmi znajomo, jakby w tle grało "Fade to Black".
Osobiście wyryłbym swastykę na czole każdemu, kto śmie źle mówić o Inglorious Basterds. Spójrzmy prawdzie w oczy, ten film mógł się nie podobać tylko neonazistom.
>I też stąd moje zacietrzewienie - nie rozumiem, jak możesz nie uznawać Avatara za film piękny.
Po prostu. Piękno jest sprawą subiektywną.
>A jaki jest? Brzydki?
Ładny.
>Głupi?
Biorąc pod uwagę scenariusz - tak.
>Bez sensu?
W pewnym sensie.
>Szukam i szukam, argumentów niet, a jedyne co mi wychodzi, to że czepiasz się dla zasady.
Mam inną opinię niż ty, więc się czepiam?
>I to mnie, a nie filmu. Ja mam pomysł - prove me wrong. Podaj mi jakieś swoje argumenty, obserwacje za tym, że Avatar nie jest filmem pięknym. A nie tylko jojcz, że Cameron zrobił chałturę, a za Twoich czasów to lato było piękniejsze. ;]
I lol'd. Przypomina mi to fora katolickie ze starym, dobrym "to udowodnij, że bóg nie istnieje!!!". Jeśli mimo to chcesz to kontynuować, to najpierw musimy ustalić jakąś definicję piękna. Masz jakiś pomysł?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elka I Ponura (7473 punktów) | Posłuchaj, mój drogi. Od początku czepiasz się, że śmiałam Ci wytknąć porównywanie filmów ambitnych z rozrywkowymi. A potem sam porównujesz PA z Avatarem. Cały czas lecisz ad personam, jak ostatni troll. Pytam o argumenty za Twoją tezą, że Avatar nie jest pięknym filmem. Pięknym, dopracowanym wizualnie, świetną rozrywką, przełomem w historii kina i przełomem w technice filmowej. A Ty się ze mną kłócisz, że jestem be, bo uznałam Cię za niespełnionego krytyka filmowego!! To Twój pierwszy post, w którym wyrażasz jakąś bardziej skomplikowaną opinię, ale nie na temat Avatara, ale IB. Weź się skręć, człowieku. A potem się rozkręć w tych argumentach wreszcie. Przedstaw coś poza swoją skondensowaną do stopnia wyroku opinią. Jedno zdanie w duchu "Zasądziłem! Brzydki i płytki! Deal with it!" nie załatwia sprawy. Jeśli nie potrafisz rozmawiać inaczej, proszę: "Masz rację, ja tam się na kinie nie znam. W sumie to obejrzałam kilka filmów między chłopem a garem, więc nie ma się co rozpędzać. Oczywiście, nie powinnam podskakiwać takiemu mężczyźnie jak Ty, koneserowi spraw wielkich i znawcy przyziemnych. Przepraszam i kajam się." To sobie zostaw do skomentowania, resztę wytnij. Tobie wreszcie zrobi się lepiej, a ja będę mogła iść zrobić sobie kawę i obejrzeć resztę filmu bez przerywania na odpowiedzi 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 nieprzenikniony inspektor Lee (2125 punktów) (zablokowany) | > Od początku czepiasz się, że śmiałam Ci wytknąć porównywanie filmów ambitnych z rozrywkowymi.Tak? A niby gdzie się tego czepiałem, hm? > Cały czas lecisz ad personam,Kłamstwo. > jak ostatni troll."Nie potrafię poradzić sobie z jego argumentacją, więc nazwę go trollem - to mu pokaże!" > Pytam o argumenty za Twoją tezą, że Avatar nie jest pięknym filmem.Jakbym powiedział, że spaghetti mi nie smakuje, to też chciałabyś, żebym podał ci jakieś argumenty? > Pięknym, dopracowanym wizualnie,Nie powiedziałem, że nie jest dopracowany wizualnie, dlaczego więc mam tego dowodzić? > świetną rozrywką,Jak wyżej. > przełomem w historii kina i przełomem w technice filmowej.W samym filmie nie było nic przełomowego, jest wtórny. Jest to na pewno postęp w technice filmowej, choć nie wiem, czy można mówić o przełomie. > A Ty się ze mną kłócisz, że jestem be, bo uznałam Cię za niespełnionego krytyka filmowego!!Nie kłócę się, jedynie zauważam, że w nieudolny sposób usiłujesz mnie obrazić, przypisując mi poglądy sprzeczne z tymi, które posiadam w rzeczywistości. > To Twój pierwszy post, w którym wyrażasz jakąś bardziej skomplikowaną opinię, ale nie na temat Avatara, ale IB. Weź się skręć, człowieku. A potem się rozkręć w tych argumentach wreszcie. Przedstaw coś poza swoją skondensowaną do stopnia wyroku opinią.Nie pytałaś mnie o opinię na temat Avatara, a jedynie, dlaczego nie uważam, że jest piękny. Ciężko na to odpowiedzieć inaczej niż w ten sposób: uważam, że nie jest piękny, bo po prostu nie widzę w nim piękna. Wydajesz się nie rozumieć, że piękno jest sprawą subiektywną. > Jedno zdanie w duchu "Zasądziłem! Brzydki i płytki! Deal with it!" nie załatwia sprawy.Ta, zwłaszcza że nie napisałem nigdzie, że jest brzydki - wręcz przeciwnie  . Naucz się czytać, wtedy pogadamy. W tej chwili to nie ma sensu - ja piszę A, a ty twierdzisz, że napisałem B, i jeszcze się ze mną o to kłócisz. > "Masz rację, ja tam się na kinie nie znam. W sumie to obejrzałam kilka filmów między chłopem a garem, więc nie ma się co rozpędzać. Oczywiście, nie powinnam podskakiwać takiemu mężczyźnie jak Ty, koneserowi spraw wielkich i znawcy przyziemnych. Przepraszam i kajam się."No i znowu... Co masz z tym koneserstwem? > To sobie zostaw do skomentowania, resztę wytnij. Tobie wreszcie zrobi się lepiej,Nie oceniaj mnie swoją miarą, proszę. Zauważyłaś, że cały czas atakujesz mnie tylko dlatego, że nie uważam Avatara za arcydzieło? Fanboyism to straszna rzecz.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Elka I Ponura (7473 punktów) | >>Pytam o argumenty za Twoją tezą, że Avatar nie jest pięknym filmem. >Jakbym powiedział, że spaghetti mi nie smakuje, to też chciałabyś, żebym podał ci jakieś argumenty?
Normalnie, tak się właśnie robi. Bo spaghetti jest za ostre. Albo za dużo czosnku w środku, a mnie czosnek nie smakuje. Albo - nie lubię potraw mącznych, tzn pierogi owszem, ale połączenie sosu pomidorowego i makaronu mi nie smakuje, jakiś taki dziwny, kwaśny posmak pozostawia. Z pomidorowych przetworów lubię pomidorową, ale z ryżem. W sumie - jeśli nie potrafisz wyrazić opinii w takim temacie, to nie ma na co czekać.
>Nie kłócę się, jedynie zauważam, że w nieudolny sposób usiłujesz mnie obrazić, przypisując mi poglądy sprzeczne z tymi, które posiadam w rzeczywistości. [ciach] >Zauważyłaś, że cały czas atakujesz mnie tylko dlatego, że nie uważam Avatara za arcydzieło? Fanboyism to straszna rzecz.
Usiłuję Cię doprowadzić do momentu, kiedy przestaniesz łapać słówka z moich wypowiedzi i przekręcać je tak, żeby mnie obrazić (ja nikogo nie zwyzywałam, Ciebie pytania bolą i obrażają?), a powiesz coś na temat tego, jak Twoim zdaniem elementy danego filmu są źle poskładane lub marne, że nie uważasz go za film dobry, piękny etc w przeciwieństwie do innych (odpuszczając klasykę, kurka wodna. Ojciec Chrzestny przy Ranie to też filmowo nie ta liga...). Nie chcesz, nie możesz - nie wiem. Robi się nudno od unikania tematu.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 nieprzenikniony inspektor Lee (2125 punktów) (zablokowany) | >>Jakbym powiedział, że spaghetti mi nie smakuje, to też chciałabyś, żebym podał ci jakieś argumenty? >Normalnie, tak się właśnie robi.
Pojęcie normalności jest względne - podziękujesz mi kiedyś za tę wiedzę.
>Bo spaghetti jest za ostre.
Wtedy pojawi się pytanie: "dlaczego nie lubisz ostrych potraw?". I jak na nie odpowiedzieć? Skoro samo "nie lubię spaghetti" ci nie wystarcza, to zapewne nie zaakceptujesz także odpowiedzi "bo nie smakują mi ostre potrawy".
>Albo za dużo czosnku w środku, a mnie czosnek nie smakuje.
Jak wyżej - "dlaczego czosnek ci nie smakuje?". I tak można bez końca - nie mówiąc już o sytuacjach, kiedy ktoś nie wie, dlaczego coś mu nie smakuje - jak nie smakuje to nie smakuje i już, nie muszę wiedzieć, dlaczego. Po prostu się czepiasz.
>W sumie - jeśli nie potrafisz wyrazić opinii w takim temacie, to nie ma na co czekać.
Nie napisałem, że nie potrafię, a jedynie, że nie uważam za istotne, by o tym mówić. Jeśli masz tak elementarne problemy z rozumieniem tekstu, to rzeczywiście nie ma na co czekać...
> Usiłuję Cię doprowadzić do momentu, kiedy przestaniesz łapać słówka z moich wypowiedzi i przekręcać je tak, żeby mnie obrazić (ja nikogo nie zwyzywałam, Ciebie pytania bolą i obrażają?)
Uważam za obraźliwe bezpodstawne przypisywanie mi jakichś poglądów.
>a powiesz coś na temat tego, jak Twoim zdaniem elementy danego filmu są źle poskładane lub marne, że nie uważasz go za film dobry, piękny etc w przeciwieństwie do innych (odpuszczając klasykę, kurka wodna. Ojciec Chrzestny przy Ranie to też filmowo nie ta liga...). Nie chcesz, nie możesz - nie wiem. Robi się nudno od unikania tematu.
Sądziłem, że wyraziłem się dość jasno - nie uważam Avatara za piękny film, bo nie widzę w nim nic pięknego. Proste. Skoro uważasz, że jest piękny, to ty powinnaś przedstawić mi wytłumaczenie swojej opinii - co zrobiłaś, a ja odpisałem, że jakość efektów specjalnych nie jest dla mnie istotna. To o jakim unikaniu tematu mówisz? Wyjdź poza myślenie w kategoriach czerni i bieli - napisałem, że nie jest piękny, to nie jest równoznaczne z "jest brzydki/zły/marny". Avatar ma infantylną, nieoryginalną fabułę i dobrą grafikę. Jeśli masz zamiar powiedzieć, że w tym filmie fabuła się nie liczy: czy zdajesz sobie sprawę, że w ten sposób można bronić nawet najgorszej szmiry? X (wstaw tu tytuł dowolnej polskiej "komedii romantycznej") ma słabą fabułę, beznadziejnych aktorów i nieśmieszne żarty? W tym filmie nie to jest ważne, więc to nie są wady! Tutaj chodziło o pokazanie ludzi robiących różne rzeczy, a z tego twórcy wywiązali się doskonale, więc film jest piękny! NOT.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Avatar ma infantylną, nieoryginalną fabułę i dobrą grafikę. Jeśli masz zamiar powiedzieć, że w tym filmie fabuła się nie liczy: czy zdajesz sobie sprawę, że w ten sposób można bronić nawet najgorszej szmiry? X (wstaw tu tytuł dowolnej polskiej "komedii romantycznej") ma słabą fabułę, beznadziejnych aktorów i nieśmieszne żarty? W tym filmie nie to jest ważne, więc to nie są wady! Tutaj chodziło o pokazanie ludzi robiących różne rzeczy, a z tego twórcy wywiązali się doskonale, więc film jest piękny! NOT. Ciężko się z tym niezgodzić. Również sztuka popularna, adresowana do masowego odbiorcy, może być ambitna w prosty sposób, lub bazować na nośnych i kasowych stereotypach. W filmie "Avatar" jest to idealizacja a la Pocahontas, oraz zmieszanie monoteizmu z koncepcją Gaji.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | > Jak chcę obejrzeć ambitne kino, wzruszyć się i zastanowić nad sobą i światem, to idę na ambitne kino. Jak chcę obejrzeć kawał solidnej rozrywki, która mi poturla szczękę po podłodze, to idę na film typu Avatar.Jak większość chyba. Byłem na Avatarze w celach rozrywkowych właśnie i wyszedłem znudzony. Jak zwykle pewnie rozczarowanie filmem jest sporą zasługą reklamy i robienia smaku. Po wyjściu z kina pomyślałem sobie o filmie Matrix (1), który w swoim czasie był rewolucyjny a obył się bez wcześniejszego piania z zachwytu. Rozumiem idących po raz kolejny na ten film. Dla mnie dobry film to taki, który mam ochotę obejrzeć ponownie. Z okolic sf wielokrotnie oglądałem Łowcę Androidów, Kroniki Riddicka, Gwiezdne Wrota i K-Pax. Avatar się nie załapie
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
No właśnie. Cóż, rewolucyjny to był Ghost In The Shell, a Matrix zrzynał z niego nie przymierzając co najmniej jak Avatar z Pocahontas. W tym większość najbardziej kultowych scen była kopią z japońskiego anime. Lecz, de gustibus... dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | J.Szulc (5723 punktów) |
Obaj mówicie tu o "zrzynaniu", a ja zobaczyłam coś innego. Nie będę się rozwodzić o sztuce animacji, reżyserii poczynań aktorów i postaci "stworzonych" na potrzeby tej produkcji. Ja tam jestem pod wrażeniem ogromnym, i nikomu nic do tego! Nie pomyśleliście, że ktoś tu mógł chcieć pokazać coś innego? Naszą, ludzką ignorancję dla inności? W dobie wojen w Iraku, w Afganistanie, gdzie kultura, tradycje i styl życia są diametralnie różne? Wszędzie tam niesiemy naszą, europejską (amerykańską?) miarę wartości, nie licząc się z tysiącami lat innego pojmowania świata i życia. Jak bardzo cienka i niewidoczna jest linia oddzielająca różne światy. Czy jednak mamy moralne prawo oceniać i zmieniać? Bo co? Nasza kultura i nasze wartości są lepsze? Po wyjściu z kina miałam mieszane uczucia. Film, jako kino, bezsprzecznie wspaniały, bo dokumentujący ludzkie osiągnięcia w sferze tworzenia iluzji. Jednak pokazujący jacy my, ludzie, potrafimy być bezwzględni, źli i samodestrukcyjni. Jeszcze nie wiem, która opcja we mnie zwycięży. Jednak jestem pewna, że obejrzę ten film jeszcze nie jeden raz...
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | W Avatarze nie było inności. Kosmici byli tacy, aby mógł się w nich zakochać prosty żołnierz. Można zbadać proporcje twarzy głównej niebieskiej bohaterki. Nawet Chinki są przy niej kosmitkami.
|
|
| | | | | | | | | |  | | J.Szulc (5723 punktów) |
A Ty, mój drogi, zwyczajnie się czepiasz. Mnie nie chodziło ani o wygląd, ani o miłość. O "inność" tym bardziej.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie czepiałnym się, gdyby Awatar nie był objawieniem dla niektórych Racjonalistów, czemu nie mogę się nadziwić. Natomiast świat Na'vi nie ma nic wspólnego z akceptacją życia w innych światach. To wyidealizowana arkadia z rajem na końcu biołącz. Levis z kolei zamienił Jahwe na Aslama, a raj na Narnię...
Idealistyczne utopie z dzikimi w tle istnieją od bardzo dawna. I z każdym wiekiem, jak widać, są coraz bardziej naiwne. Tym razem mamy Gaję podłączoną kabelkami i gwarantującą życie po śmierci.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | J.Szulc (5723 punktów) |
Dalej nie rozumiesz mojej wypowiedzi. Nie interesuje mnie idealizm z tego filmu. Ja tam widziałam zupełnie inny problem, ale nie chce mi się go dalej tłumaczyć. W Utopię nie wierzę. Podobnie, jak w kilka innych rzeczy  Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Na'vi są tworem naszej kultury. Taką sztuczną wsią przy Wersalu. Nasze dekoracyjne wyobrażenie o dzikich na sprzedaż. Teraz trafiłem?
Z pewnościa nie należy pojmować Awatara jako sprzeciw przeciwko imperializmowi, polityce Busha, globalizacji, etc. Tego typu naiwna wizja to efekt globalizacji i produkt mający rozerwać mieszkańców dobrze zorganizowanego, imperialnego państwa. Taka zabawka z MacDonalda, albo figurka do gry w fantazyjne średniowiecze w niedzielę, przy stole dla nieco otyłych, bogatych amerykańskich nastolatków. Gdzie wszystko ma być "cool". Gdzie ktoś może pacyfkę sobie naklei, ale wścieknie się, jeśli zabraknie płatków w supermarkecie. Wioska przy Wersalu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | J.Szulc (5723 punktów) |
Nie. Nie trafiłeś. I powiem więcej - zraził mnie ton, w którym prawie że uzurpujesz sobie prawo do mówienia mi, jak powinnam odbierać ten film. Zgadza się, ze w wielu przypadkach jestem naiwna. Powiedz mi, kto z nas nigdy naiwny nie bywa. Mnie się, zwyczajnie, ten film podobał. A że przy okazji wywołał jakąś tam refleksję, i zachciało mi się tą refleksją podzielić, to już moja sprawa. I tyle. Z całym szacunkiem - "nadajemy na bardzo różnych falach". Prostą kobieta jestem. Nie bawię się ani w politykę, ani w filozofię. W każdym razie - na forum.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Przepraszam, ale kazałaś mi zgadywać, więc to czynię. Film może się bardzo podobać, ale po prostu ciężko się w nim dopatrzeć tego, co mi zarzucasz, a wiele osób się tego dopatruje. Nie ja. Ja tylko odpowiadam na nadinterpretacje, typu - film pronaukowy, antyimperialistyczny, racjonalistyczny etc. Ja tak nie uważam. To prosty film o niczym, mogący wzruszać i zachwycać wizualnie. W pełni się zgadzam.
Można go też oceniać jako romans. Nie ma nic złego w romansie. Są romanse arcydzieła, "Awatar" nim nie jest, co nie znaczy, że jest pod tym względem całkowitym gniotem. Znam lepsze kinowe romanse, ale też nie brakuje gorszych.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Człek (58 punktów) | >>Zauważyłem, że współcześni ludzie szybko się nudzą i nie cieszą się długim smakowaniem piękna. Szkoda. >Masz rację. Szkoda, że większość woli oglądać chałtury w stylu Avatara, niż piękne, ambitne kino.
Tylko, że ja miałem właśnie Avatara na myśli:D Nie jest to film ambitny w sensie intelektualnym, ale artystycznym/estetycznym owszem.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie jest ambitny estetycznie, gdyż autorzy nie chcieli stworzyć na bazie dużych możliwości jakie daje technika cyfrowa organizmów, które rzeczywiście mogły powstać w wyniku odmiennej ewolucji. Nawet na Ziemi są organizmy bardziej egotyczne, niż te ukazane w Awatarze, a dotyczy to zwłaszcza humanoidów, w których dziecinny odbiorca "ma się zakochać".
|
|
| | | | | | |  | | Człek (58 punktów) | >Nie jest ambitny estetycznie, gdyż autorzy nie chcieli stworzyć na bazie dużych możliwości jakie daje technika cyfrowa organizmów, które rzeczywiście mogły powstać w wyniku odmiennej ewolucji.
A co ma estetyka z biologicznie wiarygodnymi organizmami wspólnego?
>Nawet na Ziemi są organizmy bardziej egotyczne, niż te ukazane w Awatarze, a dotyczy to zwłaszcza humanoidów, w których dziecinny odbiorca "ma się zakochać".
Ciekawe. Nie zauważyłem by na ziemi istniały humanoidy bardziej egzotyczne od tych z Avatara.
Hmm to po co nam filmy z homo sapiens? Przecież dziecinny widz może się z tymi, jakże banalnymi istotami identyfikować, może nawet zakochać! Co innego galareta Bloob (czy jakoś tak)...
A co innego ma odczuwać widz? Być obojętnym? Film ma wiązać emocjonalnie.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Ciekawe. Nie zauważyłem by na ziemi istniały humanoidy bardziej egzotyczne od tych z Avatara. Proporcje twarzy urodziwej Chinki nie są oczywiście piękne dla Europejczyka, podobnie też w drugą stronę. Proporcje twarzy kochanicy Everymana są anglosasko ustawione. Ale nie poprzestawajmy na tym. Wyobraź sobie przystojną panią, miss świata Neandertalczyków. Nie od razu chciałbyś taką babkę pocałować  . A w filmie jest niby inna planeta...
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jednooki Starzec (102 punktów) | > Jak się ogląda aktywnie to się zawsze zwraca na to uwagę.> Zauważyłem, że współcześni ludzie szybko się nudzą i nie cieszą się długim smakowaniem piękna. Szkoda.Ech, a już wspominałem - za dużo uogólniania!:P Warto również zwrócić uwagę na słowa: "Mi osobiście"  Co do "cieszenia się długim smakowaniem piękna" - uwielbiam to robić, niestety Avatar nie dostarczył mi odpowiedniego materiału do smakowania.
|
|
 | 3 na 3 | marcus (876 punktów) | > >Proszę o nie wypowiadanie się osób, które nie widziały tego filmu w 3D lub wcale.> A ja sie wypowiem, bo mam ochotę pójść na ten film, bo zewsząd słyszę wiele dobrego o nim. Jaka wersję bardziej polecasz, 3D czy 2D ( bo domyslam sie, ze jak byles tyle razy, to widziales obie )?Moim zdaniem nie warto na żadną, żenada pod każdą postacią. Trudno wysiedzieć trzy godziny na bajce dla dziesięcio, może dwunastolatków. Kolega podesłał mi dobre streszczenie fabuły, warto spojrzeć, zanim się pójdzie: LINK
Better to reign in hell than serve in heaven...
|
|
|  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
> Moim zdaniem nie warto na żadną, żenada pod każdą postacią. Trudno wysiedzieć trzy godziny na bajce dla dziesięcio, może dwunastolatków. Kolega podesłał mi dobre streszczenie fabuły, warto spojrzeć, zanim się pójdzie: LINKZ całym szacunkiem ale co z tego? Jakby ci to umknęło - sami twórcy nie kryli o czym jest film, jaka jest jego fabuła i co się w nim liczy (nowoczesne soczewki kamer, przełomowe techniki animacji etc...) Zachowujesz się jak ktoś kto po wizycie w mięsnym narzeka na brak warzyw w torbie z zakupami. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | No tak, ale czy cokolwiek uzasadnia twierdzenia o naukowości i przełomowości tej naiwnej bajki z silnymi elementami religijności spełnionej? Ok - krótka rozrywka dla 12 latków. Nie ma co się czepiać - zgoda. Ale przełom? Chwalony przez "naukowców"? Vide - strona główna Racjonalisty.
|
|
-1 na 1 | Domin (-48 punktów) | >Witam wszystkich! >Po obejrzeniu ,,Avatara" i wyjściu z kina poczułem wewnętrzną pustkę. Nie wynikało to z >niezadowolenia z filmu, ale wręcz przeciwnie. >Film jest PIĘKNY. Pierwszy raz w życiu widziałem tak estetycznie doskonały film. Stworzony przez >Camerona i artystów świat i użycie do jego pokazania dość nowych technologii powoduje, że człowiek >się w nim zatraca aż po kostki. Po seansie i dojściu do siebie odczuwa się braki w naszej >rzeczywistości. >Sama historia nie jest oszałamiająca. Jest standardowym i prostym konstruktem scenariuszowym. >Jednak w połączeniu z wizualnym i dźwiękowym pięknem staje się to nieważne, a prostota zamienia się >w atut, bo dzięki temu zostaje wydobyta esencja tego świata i jej przesłanie. Dość już o tym. Nie >chciałem przecież pisać recenzji. >Jak już wspominałem, po seansie czułem pustkę i smutek. Myślałem, że mi odbiło, bo czułem się jak >,,na głodzie". Musiałem pójść drugi raz by wypełnić swoją istotę tym pięknem. Ku mojemu zaskoczeniu >nie byłem osamotniony. Na forach i w komentarzach zaobserwowałem fenomen Avatara. >Ludzie piszą o smutku, pustce, depresji. Piszą, o płaczu i wzruszeniu. Dzielą się refleksjami na >temat okrutnej ludzkości i jej historii. Także na temat skrzywdzonej natury, ziemi i jej >przyszłości.
"Avatar" jest(podświadomą i optymistyczną) historią Ziemi... za kilka tysięcy lat (po katastrofie klimatycznej, ekologicznej, atomowej...), to co napisałeś pokrywa się z moimi obserwacjami.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A skąd monoteistyczna Gaja i łącza z rajem?
|
|
|  | | Domin (-48 punktów) | > A skąd monoteistyczna Gaja i łącza z rajem?a to taki ładny raj, mądrzejszy od chrześcijańskiego (zamiany wody w wino, chodzenia po wodzie, zmartwychwstania), kreacjonistyczna Ameryka potrzebuje dozowania racjonalności 
|
|
|  | | Envy (26 punktów) | Film jest wspaniały! Nie moge doczekać się kontynuacjii. Efekty na naprawdę wysokim (jeśli nie najwyższym) poziomie. Pomyśleć, że teraz kazdy film będzie zachwycał takimi efektami jak 'Avatar'. Nie dostrzegam praktycznie żadnych minusów, gdyż w tym filmie nie chodzi o fabułę lecz o efekty wizualne, dokładne wykreowanie humanoidów itp. Wątek także świetnie dobasowany i co najważniejsze zgrany z innymi elementami.
PS: Ja takżę czuję pustkę
|
|
| |  | 1 na 1 | liliac (147340 punktów) | > PS: Ja takżę czuję pustkęA ja pustki nie czułam, gdyż po filmie spożyliśmy pizzę
|
|
| Matix (5786 punktów) | Pełna analogia do agresji białych na Indian Ameryki Północnej. Oczywiście i tak ludzie tego nie spostrzegą. Ukazanie jak to cywilizacja niszczy połączenie istot żywych z naturą, czy to ważne, że nie ludzi lecz obcych na innej planecie? Czyż każdy organizm nie jest tworem natury? Czyż nie powinien jej szanować i próbować zrozumieć?
Ja również czułem coś podobnego po wyjściu z seansu. Nie wiem jak to opisać, może nie jakąś pustkę, ale rzeczywiście coś dziwnego. Cóż mogę dodać, efekty dość ciekawe, ale raczej nie powalające, natomiast mnie bardzo podobał się koncept świata przedstawionego tej planety. Rośliny, zwierzęta, kolorystyka, wszystko zasługuje na duży plus. Jak najbardziej polecam wybrać się i samemu ocenić. Film dzięki potężnej reklamie zarobi miliardy, czy słusznie? Według mnie tak, pomimo, że nie jest to jakieś bardzo ambitne kino. Aha osobiście myślę, że nie ma sensu nawet się zastanawiać czy 3D czy 2D, to chyba oczywiste.
|
|
 | 5 na 5 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Też zauważyłem analogię, lecz bardzo przesłodzoną. Choć jestem całkowicie przeciwko praktykom jakimi biali chrześcijanie pozbywali się Północnych Indian, to związek tych ostatnich z naturą jest jedynie idealistyczną baśnią. Wiele wskazuje na to, iż Indianie wypalali ogromne połacie lasu po to tylko, aby wypasać nieudomowione bizony. Stopień zniszczenia naturalnego środowiska Północnej Ameryki do jakiego doprowadzili przewyższa w sumie działania współczesnych Amerykanów. Nie wspominając o licznych gatunkach drzew, ptaków etc., warto zauważyć, że Indianie wytrzebili słonie amerykańskie i wiele innych wielkich ssaków.
|
|
 | | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Pełna analogia do agresji białych na Indian Ameryki Północnej. Oczywiście i tak ludzie tego nie spostrzegą.To była moja pierwsza obserwacja na temat motywów w Avatarze, jaką miałam po wyjściu z sali. Obśmiewaliśmy się z kumplem, że dzięki temu nie można Cameron'owi zarzucić niepodejmowania trudnych tematów w filmie  > Film dzięki potężnej reklamie zarobi miliardy, czy słusznie? Według mnie tak, pomimo, że nie jest to jakieś bardzo ambitne kino. Aha osobiście myślę, że nie ma sensu nawet się zastanawiać czy 3D czy 2D, to chyba oczywiste.W pełni się zgadzam. Liczę na dłuższy czas wyświetlania, czuję głęboką potrzebę ponownego odwiedzenia IMAX'a  A kolejka po bilety długa na trzy tygodnie... O_o
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
7 na 7 | Kelu (303 punktów) | Cóż, film jest jak stereotypowa modelka - w departamencie doznań wizualnych ma się czym pochwalić, ale wnętrze jest puste. Ile razy można wałkować tą samą historię Indianie vs. Koloniści? Avatar to potomek "Pocahontas" i "Obcych" ('odziedziczył' po tacie panią Weaver, marines, korporację i wiele innych  ) - fabuła jest z bajki dla dzieci, a walki są bezkrwawe (zapewne by zmieścić się w przedziale wiekowym "dla całej rodziny"). Nie mówię, że aby film mi się podobał jucha musi lać się hektolitrami, ale "Avatar" to przecież film akcji z licznymi scenami batalistycznymi... Po seansie odczułem też pewien dysonans wynikający z tego, że jedyną postacią dla której miałem choć trochę sympatii był Wielki Zły - kapitan marines. Wszystkie inne postaci były jedynie symbolami i chyba tylko on miał w sobie trochę charakteru (akcja którą odwalił z "zalóżcie maski" kiedy protagonista z ekipą uciekają z hangaru podprowadzonym śmigłowcem była piękna). Moim zdaniem twórcy niezbyt się popisali projektowaniem sprzętu "Ziemian". Era kosmiczna, napędy antygrawitacyjne, a śmigłowce marines to lekko upiększone V-22 Osprey. Wspomagane pancerze były najgorsze - zgodnie ze zdrowym rozsądkiem nic zaprojektowane do walki na ziemi na średnie/bliskie odległości nie powinno mieć tak przeszklonej kabiny. "Dystykt 9" miał 1/10 budżetu "Avatara" i jakoś udało im się zaprojektować sensowny pancerz wspomagany. Mimo wszystko film był niezły, podobał mi się, pomimo że po trailerze spodziewałem się najgorszego 
A small mind is easily filled with faith.
|
|
9 na 9 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie zgadzam się z tobą Człeku. Film jest w sumie słaby. Bezrefleksyjnie gromi technikę na rzecz pseudomistycznego ujęcia natury i relacji z nią człowieka. Tymczasem ślepa natura wcale nie jest panią ekolog - żywe organizmy po wielokroć ginęły we własnych odchodach. Pierwszym z takich wyginięć było zatrucie tlenowe atmosfery, w wyniku czego notabene powstaliśmy najpewniej my, czyli organizmy wielokomórkowe.
Druga rzecz to przerażający odwrót od racjonalizmu w stronę duchowości. Tęsknota za swoistą teokracją. W filmie mamy niby koncepcję Gai, ale niesamowicie wręcz monoteistyczną. Wszystkie zwierzątka mają biołącza! To niemal taki roślinny Big Brother. Niebieskie humanoidy pożerają z apetytem inne zwierzęta i modlą się za nie przed śniadankiem. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - na końcu łącz istnieje raj, gdzie Monogaja przechowuje osobowości wszystkich w stanie wiecznej szczęśliwości.
W związku z tym takie rzeczy, jak pomysłowość istot myślących, chęć badania rzeczywistości i chęć tworzenia są nieistotne. Należy mieć mięśnie i być wiernym Gaji. Należy "czuć sercem" prawdziwą wiarę. W tej arkadii nie ma wątpliwości, gdyż są łącza. Łącza będące świadectwem Monogaji.
Trzecia rzecz - w społeczeństwach nomadów, dosiadających zwierząt i nie parających się rolnictwem, kobieta miała dość niską pozycję. Koślawe dziecko było zostawiane na pastwę bezlistosnej natury, jak też i stare osobniki. Jak uporały się z tym niebieskie humonidy?
Czwarta rzecz - dlaczego Cameroon nie zdecydował się za sprawą grafiki komputerowej stworzyć obcych którzy nieśliby w sobie ślad odmiennej ewolucji? Dlaczego są oni niemal identyczni z Homo sapiens, choć zwierzątka już są bardziej fantazyjne?
|
|
 | 7 na 7 | uxbridge (5980 punktów) | >Nie zgadzam się z tobą Człeku. Film jest w sumie słaby. Bezrefleksyjnie gromi technikę na rzecz pseudomistycznego ujęcia natury i relacji z nią człowieka. Jak najbardziej. Ileż razy można oglądać powtórkę ze schematu: 'zły biały (z wyjątkami) kontra szlachetny dziki'. Bajki o Winetou są dobre dla dzieci. To co było jeszcze strawne w 'Tańczącym z wilkami' (głównie dzięki osadzeniu w realiach historycznych) tutaj straszy nachalnym dydaktyzmem. Na forum racjonalistów dziwnie mi czytać idealistyczne i pseudo-ekologiczne wynurzenia o harmonii między 'dzikimi' i Naturą. Życie pierwotnych plemion to ciągła walka o przetrwanie. Z ową naturą głównie. To świat gdzie banalne dla nas choroby jak np. zapalenie wyrostka, to wyrok śmierci i agonia w bólach na oczach bezsilnych bliskich. Gdzie 50-latek to starzec wyczekujący śmierci by nie być ciężarem dla rodziny. Gdzie świat dalszy niż własna wioska jest wrogi i niebezpieczny. itd, itp. Ale na film mimo wszystko warto pójść. Jest dobrze 'skręcony', opowiedziany z rozmachem i przyjemny dla oka. Mankamenty nie przeszkadzają specjalnie w odbiorze.
|
|
|  | 4 na 4 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Byłem raz i zgadzam się z tobą, głównie dlatego, że technika 3D to sama przyjemność  . Natomiast każdy zwolennik dzikiego z buszu powinien sobie zadać proste pytania. 1. Kiedy się zaczyna technika? Czy gdy ktoś się zbroi do walki z dzikim zwierzęciem w zatrute strzały nie sięga już po nią? Czym to się różni od karabinu? 2. Skąd się bierze technika? Czy nasz mózg nie wyewoluował tak samo jak skrzydło ptaka? Czy gniazdo ptaka jest w ogólnym sensie bardziej naturalne niż droga szybkiego ruchu? 3. Czy jakikolwiek dziki, ale też wróbel i szympans troszczą się o inne gatunki zwierząt? Czy to nie technika sprawiła, że zaczynamy myśleć o innych zwierzętach w kategoriach naszych dalekich krewnych? Czy to nie dzięki technice poznajemy zwyczaje naszych kuzynów? 4. Możliwe są dwa rozwiązania - albo z pomocą techniki dla szybkich zysków usuniemy niemal wszystkie gatunki flory i fauny, albo dzięki technice i chęci wolnych ale i większych zysków nauczymy się gospodarować umiejętnie biosferą Ziemi i (miejmy nadzieję) innych planet (gdzie być może biosferę przyniesiemy).
|
|
| |  | | Człek (58 punktów) | >Natomiast każdy zwolennik dzikiego z buszu powinien sobie zadać proste pytania. >1. Kiedy się zaczyna technika? Czy gdy ktoś się zbroi do walki z dzikim zwierzęciem w zatrute strzały nie sięga już po nią? Czym to się różni od karabinu? >2. Skąd się bierze technika? Czy nasz mózg nie wyewoluował tak samo jak skrzydło ptaka? Czy gniazdo ptaka jest w ogólnym sensie bardziej naturalne niż droga szybkiego ruchu? >3. Czy jakikolwiek dziki, ale też wróbel i szympans troszczą się o inne gatunki zwierząt? Czy to nie technika sprawiła, że zaczynamy myśleć o innych zwierzętach w kategoriach naszych dalekich krewnych? Czy to nie dzięki technice poznajemy zwyczaje naszych kuzynów? >4. Możliwe są dwa rozwiązania - albo z pomocą techniki dla szybkich zysków usuniemy niemal wszystkie gatunki flory i fauny, albo dzięki technice i chęci wolnych ale i większych zysków nauczymy się gospodarować umiejętnie biosferą Ziemi i (miejmy nadzieję) innych planet (gdzie być może biosferę przyniesiemy).
Co ma piernik do wiatraka? Skąd się nagle wziął ,,zwolennik dzikiego buszu"? Wszystko to nadinterpretacja i urealnianie.
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Jeśli komuś coś przychodzi do głowy bezwiednie i robi z tego film, ma to również treść. Prostą baśń również można budować na mądrych, lub głupich przesłankach.
|
|
| |  | | Matix (5786 punktów) | >1. Kiedy się zaczyna technika?
Kiedy zaczyna szkodzić jej twórcom w sposób niezamierzony i nieprzewidziany.
|
|
| | |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | >>1. Kiedy się zaczyna technika? >Kiedy zaczyna szkodzić jej twórcom w sposób niezamierzony i nieprzewidziany. Np. kiedy kamienna siekierka nieprzewidzianie spadnie na palucha zamiast na szczapę.
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Albo kiedy plemię żyjące w "harmonii z naturą" przeludni wyspę na pacyfiku (na przykład Wyspa Wielkanocna).
|
|
 | 6 na 6 | Jednooki Starzec (102 punktów) | >Czwarta rzecz - dlaczego Cameron nie zdecydował się za sprawą grafiki komputerowej stworzyć obcych którzy nieśliby w sobie ślad odmiennej ewolucji? Dlaczego są oni niemal identyczni z Homo sapiens, choć zwierzątka już są bardziej fantazyjne?
W pełni zgadzam się z niebieskimi (ludzie w 95%), ale również zwierzętom odmówiłbym fantazji. Małe "pieski" w nocy = hieny z ADHD (nawet ich "śmiech" się przewinął), no i drapieżne (ale to było z "Królu Lwie"); wielki stwór na którego główny bohater się natknął przy pierwszym spacerze jako avatar - wygląd cieniostwora z "Gothic 3", tylko na sterydach, odgłosy tyranozaura w trakcie pościgu żywcem z "Jurassic Park"; mamy jeszcze roślinożerne połączenie nosorożca z rybą młotem, dla odmiany gatunek stadny; tak dosłownie z każdym gatunkiem, zero finezji. I jeszcze to wielkie drzewo, gdzie przebywają dusze - wypisz wymaluj "Warcraft 3" i Drzewo Życia, nie mówiąc, że tamtejsza rasa je czcząca (Mroczne Elfy) jest uderzająco podobna do Na'vi. Natłok znanych skądinąd miejsc i postaci, trywialna fabuła i nieprzekonujące realia momentami strasznie nużyły (zwłaszcza sceny walki). Estetyczny odbiór może i na plus, ale żadnych znaczących nowości, jeśli ktoś grywa na komputerze/konsoli - nic go nie zaskoczy/zachwyci. Jak na tyle potknięć film oceniam dobrze, może dlatego, że mimo zauważenia tego wszystkiego, niechęci do typowo komercyjnych produkcji i schematycznych zagrań - miłosna historyjka w trakcie oglądania zdawała mi się momentami urocza, wystarczy nastawić się na bajkę. Bardzo lekkie kino. Moja ocena: 6+/10. (możliwe, że zawyżam "na świeżo")
|
|
|  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Miłosna historyjka całkiem nastrojowa, ale chyba lepiej aby działa się na Tytaniku, lub wśród prawdziwych Indian. Po co używać drogich narzędzi skoro wyobraźnia niedopisuje? Może znalazłby się młody, obdarzony większą wyobraźnią reżyser, który umiałby wykreować ciekawy fantastyczny świat i pokazać w nim nie naiwny i nie słodki problem, bez modnych odniesień łechcących modną zabobonność.
|
|
| |  | 3 na 3 | Jednooki Starzec (102 punktów) | >Miłosna historyjka całkiem nastrojowa, ale chyba lepiej aby działa się na Tytaniku, lub wśród prawdziwych Indian. Po co używać drogich narzędzi skoro wyobraźnia niedopisuje? Może znalazłby się młody, obdarzony większą wyobraźnią reżyser, który umiałby wykreować ciekawy fantastyczny świat i pokazać w nim nie naiwny i nie słodki problem, bez modnych odniesień łechcących modną zabobonność.
Oczywiście w pełni się zgadzam - podkreśliłem jedynie na koniec, że mimo wszystko takie historyjki ciągle jawią mi się urocze - stąd ocena średnia, nie tragiczna. Co do wyobraźni - faktycznie jej zabrakło. Pewnie, że bym wolał historię miłości w bardziej realistycznych warunkach, skoro te przerosły fantazję reżysera - no, ale szczerze mówiąc na "Titanicu" to dopiero się wynudziłem...
|
|
| | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale lepiej zrobić romans skupiony na kochankach, niż na nic nie wnoszącej dekoracji. Fantastyczny świat "Awatara" był tylko schlebiającą prostym intuicjom dekoracją dla bardzo naiwnego romansu.
|
|
| | | |  | | Jednooki Starzec (102 punktów) | >Ale lepiej zrobić romans skupiony na kochankach, niż na nic nie wnoszącej dekoracji. Fantastyczny świat "Awatara" był tylko schlebiającą prostym intuicjom dekoracją dla bardzo naiwnego romansu.
Fakt. Ale moja wyobraźnia ze wszystkiego wyciśnie odrobinę wzruszenia:P Gdyby odbierać historyjkę dosłownie to ich zachowania jako zakochanych pozostawiają wiele do życzenia.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zgadzam się Jednooki. Ale dziwi mnie to, że niektórzy robią z Awatara film przełomowy. Co niby przełamał? Dlaczego chwalą go niektórzy naukowcy? Równie dobrze mogli by chwalić "Kod Leonarda"...
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jednooki Starzec (102 punktów) | >Zgadzam się Jednooki. Ale dziwi mnie to, że niektórzy robią z Awatara film przełomowy. Co niby przełamał? Dlaczego chwalą go niektórzy naukowcy? Równie dobrze mogli by chwalić "Kod Leonarda"...
Mała podpowiedź: $$$
|
|
 | 6 na 6 | Przemysław Biegański (845 punktów) | I ja się z panem Jackiem w pełni tu zgadzam. Też zauważyłem chamskie uproszczenie w przedstawieniu obcych - olbrzymie antropomorfizowanie, zapewne z tego błahego powodu że faktycznie 'obcy obcy' mógłby nie wzbudzić sympatii i przeszkodzić w utożsamianiu się ze 'szlachetnymi tubylcami'. Ha, no i trudno byłoby sobie wyobrazić ujęcie "kominkowe" pana-w-gruncie-rzeczy-prostego-żołdaka-choć-bez-nóg z np. sześcionogą, mackowatą, ośmiooczną miejscową miss sezonu.
Co do kochanej i jakże wyrozumiałej mamusi Natury - och jakżesz ona kocha swe dzieci tworząc np. takie sposoby na przeżycie młodych osobników jak składanie przez osy jaj w gąsienicach aby wyklute larwy mogły się pożywiać na żywym wciąż nosicielu. Zaprawdę wspaniała i cudowna, pełna miłości jest mamusia Natura a my niewdzięczni Ludzie w przeciwieństwie do szlachetnych Navii ją tak źle traktujemy...
|
|
|  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Właśnie. Osy to wrodzone sadystki, ale grzyby bywają jeszcze gorsze (przynajmniej dla owadów). Tym niemniej jestem wdzięczny mojej bezmyślnej i niepotrzebującej wdzięczności "matce". Gdyby nie jej ślepe okrucieństwo, ani ja, ani film "Avatar" - nic z tego by się nie udało  . Reasumując - to bardzo ciekawe, z czego powstaliśmy i chciałbym, aby jakiś autor książki fantastycznej, czy też filmu zwrócił uwagę na ten piękny problem, nie zaś dekorował stare, parareligijne zabobony.
|
|
| |  | | Sylwek (15472 punktów) | Czemu filmu fantastycznonaukowego? Jest Gensis. Pokazuje ewolucję życia w konwencji paramitologicznej. Bardzo zacny film, tylko przynudza momentami. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Jest Gensis. Pokazuje ewolucję życia w konwencji paramitologicznej. Robiono też ekranizacje Biblii... I w pożądku, można zrobić znakomitą ekranizację tejże (albo Koranu). Tylko czy racjonaliści powinni to uważać za "przełom" a naukowcy chwalić za "treść"? Ps.: Awatar pokazuje genezis, ale nie ewolucję. jak wiemy, to są dwie różne rzeczy. W ewolucji drapieżnik z ofiarą nie mają kompatybilnych biołącz z rajem na wyjściu.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Przepraszam za nieporozumienie. Szamanizm różni się dwoma rzeczami od "Awatara".
1. Szamani wiedzą, że natura jest brutalna, dlatego ich obrzędy bywają brutalne. 2. Szamani nie są podpięci łączami do prawdy o swoich wizjach. Używają narkotyków.
|
|
| | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Nawiasem mówiąc to film twórców Microcosmosu. Większość obrazu to właśnie obrazy natury wzbogacone jak w Mikrokosmosie o zjawiskową muzykę. Od czasu do czasu pojawia się pan, który metaforycznym językiem podkreśla najważniejsze fakty o życiu i jego rozwoju. Ale co do szamanizmu - to akurat, jak zresztą ktoś na forum zauważył - bardzo zadbano w Avatarze o oddanie szamanistycznych religii (przenikanie duchów, drzewo jako axis mundi etc...). dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tylko, że w prawdziwym szamanizmie nie ma prawdziwych duchów przodków, są tylko wymyślone, podobnie jak Jezus. A w "Awatarze" mamy prawdziwy raj. Czy w szamanizmie nie ma przemocy? Czy wszyscy się kochają? Czy niekiedy niepotrzebni starsi nie są usuwani? Czy panuje równość społeczna? Czy kobieta ma równy status jak mężczyzna?
|
|
| | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Ale czy prawdziwy szamanizm miał w roli duchowych opiekunów rzeczywiste dusze przodków zapisane w matrix biologicznego superkomputera obejmującego całą planetę i wyposażonego we własna świadomość? I nie chodzi o to, że wg. mnie Avatar to och i ach, i fabularny czy jaki szczyt filmowych możliwości (no wizualnie to faktycznie szczyt i mniemam że minie dobrych kilka latek nim znowu pojawi się coś podobnego - może ekranizacja Hobbita w której, wieść niesie ma być zrewolucjonizowana animatronika?), a jedynie, że jak na standardy filmowe to całkiem dobry produkt. Gorszy może od "Odysei" Cubricka, ale lepszy od wszelkich terminatorów czy matrixów, nie gorszy od Obcego czy Parku Jurajskiego. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A jak wyewoluował biologiczny Matrix, który ściąga dane z istoty pochodzącej z innej planety? Po co trzyma umarłych w swojej pamięci? Na'vi są szamanistami. Modlą się i śpiewają, choć przecież mogą się podłączyć i wszystko jest jasne. Wszystkie trzy części Matrixa to dużo lepsze kino. Tam reżyserowie zdali sobie sprawę z tego, że gdy są łącza, jedne rzeczy są mniej wirtualne, inne zaś bardziej. I niekoniecznie oznacza to zmartwychwstanie...
|
|
| | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | No nie, właśnie dlatego irytuje mnie tak krytyczne podchodzenie do Avatara. Owszem, wyjaśnienie genezy (racjonalne) globalnej świadomości wymagałoby sporo pracy, ale matrixowa wizja karmienia żywych trupami jest w sposób tak oczywisty absurdalna i łamiąca zasady przepływu energii w eksosystemach oraz zasadę zachowania energii jako taką. Absurdalna jest wizja tworzenia całego wirtualnego świata by skłonić mięśnie ludzi do drgnień - nie lepiej by było mieć same mięśnie (no oczywiście wtedy byłby problem z wyjaśnieniem skąd cudzożywne miocyty biorą pokarm). W każdym razie - jasne jest dla mnie, że Avatar krytykowany za mało realistyczne przedstawienie pod każdym względem wypada lepiej od absurdalnego, nielogicznego na każdym kroku Matrixa, a jednak matrix nie wzbudzał takich oporów, jak widzę także u ciebie. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Gdyż w Awatarze pojawia się element zmartwychwstania, czego nie ma w naiwnym skąd inąd Matrixie. Pani Naukowiec, położona na trawie, staje się częścią raju Gaji. Lecz w jaki sposób, w swoim ludzkim ciele może wpłynąć do świata dusz awatarowej Gaji? Wielce wymowny jest fakt, że to właśnie Pani Naukowiec potwierdza zaświaty.
W przeciwieństwie do Matrixa, nie mamy tu zagadki dotyczącej tego, co jest wirtualne, a co nie. W świecie przedstawionym filmu marines i planeta są rzeczywiste, zaś łącza nie tyle prowadzą do świata wirtualnego (jest świat poza łączami w filmie? Nic takiego nie ma!) co do mistycznej Jedni w Wielości.
Jeśli o Matrix chodzi, można sobie od biedy wyobrazić, że coś chce się żywić ludzkimi impulsami nerwowymi i dostarcza w tym celu sztucznych wrażeń. Jest to naciąganie, ale nie zupełnie absurdalne i parareligijne. Ale co powiedzieć o "ewolucji", w której drapieżnik i ofiara mają łącza, i to łącza, którymi tylko humanoid może manipulować (biblijne "daję ci Ziemię w posiadanie")? Toż to absurd. Czy biołącza ptaków i wilków awatarowych mają mięśnie i mogą same się kręcić? Czy jest pokazane, że zwierzaki (no wiesz, te bez duszy) łączą się między sobą? A jeśli, to po co? W Matrixie masz przynajmniej naiwne i podatne na krytkę uzasadnienie łącz bez odniesień religijnych. W Awatarze są one obowiązkowe.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Zaraz zaraz. Matrixowe odniesienia przez nawiązania zapośredniczone przez popkulturowych filozofów do religii wschodu powinny być co najmniej równie rażące co avatarowe do koncepcji panteistycznych. Tobie nie pasuje rzekome inkorporowanie parareligijnych koncepcji do Avatara - wszelako moim zdaniem prezentuje się to lepiej od religii ukrytej w Matrixie. W Avatarze religijny charakter nasuwa się z rozziewu między statusem ludzi i Na'vi a planetarnej jaźni - "boska postać" to najprostsza forma ujęcia istoty, która jednak ma wyraźnie materialny i biologiczny charakter. W Matrixie, orientalne koncepcje mai nie są kluczem kulturowym do ujęcia niereligijnych zagadnień - one w nienaruszonej formie transponowane są na język psudo s-f. To, ze tematem avatara nie jest zagadnienie realne - złudne nie może być zarzutem. Równie dobrze można mieć pretensje do Matrix, ze nie porusza tematyki kontaktu z obcym gatunkiem. W Avatarze jedynym niewyjaśnionym zjawiskiem jest sama świadomość planetarna. Wszelako należy ją przyjąć do wiadomości jako element świata przedstawionego - wtedy takie szczegóły jak biołącza przestają być niewytłumaczalne - globalna świadomość może sterować ewolucją składających się nań organizmów. Krótko mówiąc biołącza mogą być efektem doboru sztucznego. Dopóki nie poczekamy do ewentualnego wyjaśnienia mechanizmu powstania planetarnej świadomości nie ma co krytykować filmu jako nielogicznego i niemożliwego. Zakładając że Na'vi przyszli na gotowe - trudno się dziwić, że ich kontakt z planetarną jaźnią przybrał formę relacji bóstwo - niższe istoty. Tymczasem matrix kuleje od podstaw aż do samego szczytu. Bezsensowne jest wymyślenie genezy Matrixu, absurdalne mechanizmy podtrzymywania jego istnienia, a samo poruszanie interesujących zagadnień (ułuda świata doświadczanego) nie czyni go bardziej godnym uwagi od Avatara. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
 | 1 na 1 | Człek (58 punktów) | >Nie zgadzam się z tobą Człeku. Film jest w sumie słaby. Bezrefleksyjnie gromi technikę na rzecz pseudomistycznego ujęcia natury i relacji z nią człowieka. Tymczasem ślepa natura wcale nie jest panią ekolog - żywe organizmy po wielokroć ginęły we własnych odchodach. Pierwszym z takich wyginięć było zatrucie tlenowe atmosfery, w wyniku czego notabene powstaliśmy najpewniej my, czyli organizmy wielokomórkowe.
Obawiam się, że nieuważnie oglądałeś film. Nauka i technika są przedstawione w bardzo dobrym świetle. Naukowcy są tu strona dobrą. To naukowcy badali i próbowali zrozumieć planetę. To oni występowali przeciwko mordowaniu i niszczeniu. I wreszcie dzięki technologii przez nich opracowanej, główny bohater mógł przenieść swoja jaźń do tytułowego avatara i uratować planetę.
>Druga rzecz to przerażający odwrót od racjonalizmu w stronę duchowości. Tęsknota za swoistą teokracją. W filmie mamy niby koncepcję Gai, ale niesamowicie wręcz monoteistyczną. Wszystkie zwierzątka mają biołącza! To niemal taki roślinny Big Brother. Niebieskie humanoidy pożerają z apetytem inne zwierzęta i modlą się za nie przed śniadankiem. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - na końcu łącz istnieje raj, gdzie Monogaja przechowuje osobowości wszystkich w stanie wiecznej szczęśliwości.
Widzę, że nastąpiła nadinterpretacja i próba ośmieszenia przez urealnienie. Ten film to dla przypomnienia gatunek sci-fi czyli science fiction lub science fantasy. Proszę mi wymienić film sci-fi, opierający się w pełni na racjonalności. Poza tym film ten pozbawiony elementu duchowego był by pusty. Znowu trzeba wymienić walory estetyczne. Design nasion drzew dusz jest powiem po angielsku: mindblowing.
Jak już podążamy tą ścieżką to tez trochę ponadinterpretuje. Przepraszam ale co to za argument? Modlitwa za zabite stworzenie i raj? Nie widzę relacji. To nie jest modlitwa tylko rytuał. Chodzi o uczenie szacunku do życia. Żeby bezmyślnie nie zabijać, tylko uświadamiać sobie wartość życia i nad każdą jego utrata ubolewać. Co w tym złego? Moim zdaniem jest coś pięknego.
>W związku z tym takie rzeczy, jak pomysłowość istot myślących, chęć badania rzeczywistości i chęć tworzenia są nieistotne. Należy mieć mięśnie i być wiernym Gaji. Należy "czuć sercem" prawdziwą wiarę. W tej arkadii nie ma wątpliwości, gdyż są łącza. Łącza będące świadectwem Monogaji.
Znowu próba urealnienia. Czyli społeczność plemienna powinna móc budować zegary atomowe? Aha i jeszcze coś. W tym filmie nie ma wiary, nie ma religii. Jest za to wiedza. Istnienie na tej planecie sieci neuronowej jest faktem, a więc wiara staje się wiedzą.
>Trzecia rzecz - w społeczeństwach nomadów, dosiadających zwierząt i nie parających się rolnictwem, kobieta miała dość niską pozycję. Koślawe dziecko było zostawiane na pastwę bezlistosnej natury, jak też i stare osobniki. Jak uporały się z tym niebieskie humonidy?
Próba urealnienia i nadinterpretacji... A jak półmartwy, leżący koło Balroga Gandalf zdołał się rozebrać?
>Czwarta rzecz - dlaczego Cameroon nie zdecydował się za sprawą grafiki komputerowej stworzyć obcych którzy nieśliby w sobie ślad odmiennej ewolucji? Dlaczego są oni niemal identyczni z Homo sapiens, choć zwierzątka już są bardziej fantazyjne? >
A jak mieliby się widzowie identyfikować z galaretą? Jak miał główny bohater opanować sterowanie odmiennym ciałem.
|
|
|  | 4 na 4 | Jednooki Starzec (102 punktów) | >A jak mieliby się widzowie identyfikować z galaretą? Jak miał główny bohater opanować sterowanie odmiennym ciałem.
Właśnie TO byłoby ciekawe, reżyser by nas zaskoczył, wyobraźni dał upust, błysnął pomysłami, wcisnął w fotel i zapewnił niezapomniane wrażenia:P
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zgadzam się Jednooki Starcze. Spotkanie z galaretą byłoby dużo bardziej ciekawe. Całkiem możliwe, że we wszechświecie istnieją inne od nas inteligentne istoty i jest mało prawdopodobne, żeby były do nas szczególnie podobne. Tak samo świat ich wyobrażeń raczej byłby czymś zupełnie nieziemskich (co chyba nie dziwne). Ambitna próba ukazania spotkania Homo sapiens z takimi, bardziej realnymi sąsiadami, jednocześnie wzbudzająca emocje, byłaby czymś wspaniałym i wynikającym z prawdziwego szacunku do natury.
|
|
| | |  | 1 na 1 | M.M.M (1158 punktów) | > Całkiem możliwe, że we wszechświecie istnieją inne od nas inteligentne istoty i jest mało prawdopodobne, żeby były do nas szczególnie podobne. Tak samo świat ich wyobrażeń raczej byłby czymś zupełnie nieziemskich (co chyba nie dziwne). Ambitna próba ukazania spotkania Homo sapiens z takimi, bardziej realnymi sąsiadami, jednocześnie wzbudzająca emocje, byłaby czymś wspaniałym i wynikającym z prawdziwego szacunku do natury.
Nie tak dawno na ekranach gościł Dystrykt 9, który wprawdzie nie mówił o inteligentnych galaretach ale kwestię kontaktu z innymi istotami pokazał dużo ciekawiej niż Avatar. Z obu seansów wyszedłem zadowolony, ale z Avatara tylko z powodów wrażeń wizualnych. Wydaje mi się, że Avatar się przeleżał. Gdyby nakręcony został w latach '80, ciągle na fali Kina Nowej Przygody to wniósłby coś nowego. A tak - pozostaje mi zastanawiać się jak wyglądałby Dystrykt 9 nakręcony w technologii 3D?
|
|
| |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
> Właśnie TO byłoby ciekawe, reżyser by nas zaskoczył, wyobraźni dał upust, błysnął pomysłami, wcisnął w fotel> i zapewnił niezapomniane wrażenia:PRaczej dal asumpt do porównywania do Blooba miast do Pocahontas. Skądinąd zabawne, że Matrix był przyjęty dużo cieplej mimo, iż był równie idiotyczny, nie mówiąc o Gwiezdnych Wojnach. Ja w każdym razie idę na Avatara co najmniej raz jeszcze - bo jest to mila rozrywka, nie obraża mnie jak gnioty typu 2012, i wreszcie jest film, który pobił Władcę Pierścieni od strony realizacyjnej (jedynie muzyka kuleje - James Horner to słabowity kompozytor, aż się prosi by wizualne piękno Pandory udźwiękowił mistrz wizualnych ścieżek - Coulais). No i to pierwszy obraz w którym naprawdę znika granica między zdjęciami realnego świata a animacjami komputerowymi - wgniotła mnie w fotel scena lądowania w puszczy gdy te miliony liści i latających śmieci i owadów krążyło poruszonych powietrzem wzburzonym śmigłami, a WSZYTKO TO POWSTAŁO W KOMPUTERZE. Nie mówiąc o samy Na'vi. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | |  | 1 na 1 J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | > No i to pierwszy obraz w którym naprawdę znika granica między zdjęciami realnego świata a animacjami komputerowymi Zwróć uwagę na powieki pandorzan i zmieszane bezsensownością dodatkowe pary nóg zwierzątek.
|
|
| | | |  | | Człek (58 punktów) | > Zwróć uwagę na powieki pandorzan i zmieszane bezsensownością dodatkowe pary nóg zwierzątek.Czepianie się na silę dupereli. Większa bezsensownością byłby obcy galareta.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | Zwracałem uwagę na ślinę w pyskach "psów" subtelna strukturę tęczówek, fenomenalne wykorzystanie jako inspiracji wizualnej kilku lat realizacji filmów o podwodnej faunie (nasiona drzewa cudne i ażurowe jak żebropławy, dziwne "kwiaty" jak skrzela robaków ryftowych, w ogólności cała fosforyzująca dżungla Pandory to kopia podwodnego ekosystemu - co nawisem mówiąc jest kolejna niedorzecznością z punktu widzenia ewolucjonizmu), na mimikę animowanych postaci, na dbałość o detale. A co do nóżek pomieszanych, nigdy za wiele:  dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Te nóżki są używane, pozatym panu Everyman ciężko byłoby się całować z taką ukochaną. A owszem, inteligentna forma życia z jakiejś innej planety mogłaby by wyglądać bardziej jak to zwierzątko, niż jak szympans czy Homo sapiens.
|
|
| | | | | |  | | Człek (58 punktów) | >Te nóżki są używane, pozatym panu Everyman ciężko byłoby się całować z taką ukochaną. A owszem, inteligentna forma życia z jakiejś innej planety mogłaby by wyglądać bardziej jak to zwierzątko, niż jak szympans czy Homo sapiens.
Starship Troopers (inteligencja roju). Sam oceń...
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie rozumiem. Proszę o obszerniejszą wypowiedź
|
|
| | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Cóz, kino to kino forma musi się podporządkować zamysłowi. Wbrew rojeniom niektórych nie da się zrobić angażującego filmu jeśli jego bohaterowie nie wejdą w relacje emocjonalne z widzem. Nawet twórcy Dystryktu 9 nie zrezygnowali z humanoidalnej formy i jawnie tłumaczyli to względami empatycznymi - nie dałoby się zrobić sensownego obrazu jeśliby widz nie mógł nawiązać żadnego kontaktu emocjonalnego z obcymi. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Kontakt emocjonalny a sexy obca panienka to są dwie różne rzeczy. Podam przykład - naukowcy badający delfiny przywiązują się do nich, gdyż są to bardzo inteligentne ssaki. Ale nie słyszałem jeszcze o ślubie, a zwłaszcza dzieciach wynikłych z takiej sympatii. Na ile naiwna może być atrakcyjność seksualna obcej mieszkanki innej planety dla Ziemianina?
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tylko jest różnica pomiędzy niebieską modelką MAJĄCĄBYĆKOCHANĄPRZEZEVERYMANA, a milionami możliwości na humanoida, którego żeńska pupa nie będzie wzbudzać natychmiastowego zainteresowania samca Homo sapiens? Jaka jest szansa na to, że humanoidka z innej planety będzie miała identyczną budowę miednicy jak modelka z Nowego Jorku? Czy ogon wystarczy dokleić do pośladków? (co tam, i tak nie był używany, kobieta zwisająca z gałęzi ZA OGON jak małpa nie w każdym wywoła przypływ romantycznych uczuć).
Nie czepiałbym się, gdyby na głównej stronie tego portalu ten film nie został ukazany jako pronaukowy, przełomowy etc. Z innego punktu Cameroona rozumiem - chce mieć kasę. Więc kochankowie mają być przystojni. Mają być zaświaty, jeśli ktoś umiera. Ludzie w USA (główny rynek) są za ekologią, choć nie kosztem swoich rachunków za prąd, czy zmniejszenia bryk jakikimi suną po amerykańskich autostradach. To wszystko zostało w tym filmie należycie docenione. Pieniądze płyną. Złe blaszaki zaatakowały wspaniały sen o hipisach. Hipisi wygrali, a Elvis żyje. I jest P R O N A U K O W O. Powtórzmy - PRONAUKOWO. RACJONALNIE.
|
|
| |  | | Elka I Ponura (7473 punktów) | > >A jak mieliby się widzowie identyfikować z galaretą? Jak miał główny bohater opanować sterowanie odmiennym ciałem.> Właśnie TO byłoby ciekawe, reżyser by nas zaskoczył, wyobraźni dał upust, błysnął pomysłami, wcisnął w fotel> i zapewnił niezapomniane wrażenia:PSpoko, spoko - już planują dwójkę i podobno ma się dziać na planecie innej niż Pandora. Może będzie jakiś FSM-species 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mam nadzieję, że II nie będzie zachwalana przez naukowców i racjonalistów, chyba że na to zasłuży (w co wątpię). A bawić się można, choć ja na przykład cenię sobie wyżej "Piratów z Karaibów" choćby (celowo wymieniłem taki sobie film, ale dla masowego odbiorcy). Dlaczego?
1. Piraci nie silą się na żadną filozofię, niektórzy "naukowcy" nie uważają ich za przełom. 2. Mniej spodziewana fabuła. 3. Lepsza gra aktorska (!!!) 4. Bajkowy, pokręcony piracki klimat. 5. Elementy irracjonalne nie roszczą sobie pretensji do bycia przypowieścią (nie wiem, czy "Awatar" rości sobie takie pretensje, ale stał się przypowieścią dla niektórych widzów).
|
|
| | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
> 5. Elementy irracjonalne nie roszczą sobie pretensji do bycia przypowieścią (nie wiem, czy "Awatar" rości sobie takie pretensje, ale stał się przypowieścią dla niektórych widzów).Z całym szacunkiem, ale jeśli coś staje się przypowieścią niezależnie od intencji twórców to nawet lepiej. A na pewno nie gorzej od fantazji dla samej fantazji, która dla nikogo nie znaczy nic. Pozdrawiam. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale nie jest to przypowieść pronaukowa. A przypowieści parareligijnych w filmach nie brakuje. Tylko to jest forum "Racjonalista" a nie "Irracjonalista"
|
|
|  | 4 na 4 | Przemysław Biegański (845 punktów) | Co to jest science fantasy?!? Jak od ponad 20 lat siedzę w SF to pierwszy raz widzę takiego słownego potworka... Albo science albo fantasy ;>
Science fiction to przedstawianie przyszłości bliższej lub dalszej z możliwie racjonalnego i naukowego punktu widzenia. To co pokazuje Cameron to taka bajeczka New Age w technologicznej oprawie, do tego śmierdząca mi aktualną politpoprawnością i multikulti.
Co do nauki jeszcze - w postaci pani ksenobiolog/antropolog to ja widzę inną rolę pani S. Weaver - a konkretnie Dian Fossey z Goryle we mgle. Nic nowego. I do tego istny z niej Hawking - nie dość że biolog/antropolog to jeszcze genetyk i specjalista od zaawansowanej cybernetyki i matematyki jak to ona wymyśliła tę "wędrówkę dusz"... Co do sklonowania obcego gatunku i to tak aby móc wsadzić w niego świadomość człowieka - a co z tym 'USB' w kitce? Jakim cudem ludzka świadomość okazała się "kompatybilna" z kompletnie obcą "nad-świadomością" mamusi Natury? To i 10 innych wyglądających tylko na naukowe bełkocików.
|
|
| |  | | Człek (58 punktów) | > Co to jest science fantasy?!? Jak od ponad 20 lat siedzę w SF to pierwszy raz widzę takiego słownego potworka... Albo science albo fantasy ;>Science fiction to przedstawianie przyszłości bliższej lub dalszej z możliwie racjonalnego i naukowego punktu widzenia.Science fantasy: en.wikipedia.org/wiki/Science_fantasy> To co pokazuje Cameron to taka bajeczka New Age w technologicznej oprawie, do tego śmierdząca mi aktualną politpoprawnością i multikulti.> Co do nauki jeszcze - w postaci pani ksenobiolog/antropolog to ja widzę inną rolę pani S. Weaver - a konkretnie Dian Fossey z Goryle we mgle. Nic nowego. I do tego istny z niej Hawking - nie dość że biolog/antropolog to jeszcze genetyk i specjalista od zaawansowanej cybernetyki i matematyki jak to ona wymyśliła tę "wędrówkę dusz"...> Co do sklonowania obcego gatunku i to tak aby móc wsadzić w niego świadomość człowieka - a co z tym 'USB' w kitce? Jakim cudem ludzka świadomość okazała się "kompatybilna" z kompletnie obcą "nad-świadomością" mamusi Natury? To i 10 innych wyglądających tylko na naukowe bełkocików.> Eh... Panowie Racjonaliści przecież napisałem, że historia jest standardowym i prostym konstruktem scenariuszowym. Po co w to wnikać.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Po co wnikać? Może dlatego, że film miał fabułę, nie był galerią niezwiązanych ze sobą obrazów, co może byłoby lepsze... Jak czytam książkę, wnikam w treść. Gdy słowa są ładne, a treść głupia nie jestem w pełni zadowolony. Bywają filmy, które są mądrzejsze, jest ich bardzo wiele (na szczęście). Z S-F choćby Odysea Kosmiczna 2001, która obok wszystkiego pokazuje choć trochę prawdziwy ruch w kosmosie, oraz ogrom i tajemniczość wszechświata. Można by się spierać, czy cel osiągnięty przez głównego bohatera nie jest zbyt mistyczny, ale można to zrozumieć jako metaforę szoku spowodowanego spotkaniem z przedstawicielem bardziej rozwiniętej cywilizacji. To również tłumaczy monolit u progu filmu, choć nic nie wskazuje na to, aby ewolucja na ziemi potrzebowała pomocnych sąsiadów (którzy też musieliby ewoluować).
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Koniec końców - Odyseja Kosmiczna to dziecinne wprawki w porównaniu do Głosu Pana. Śmieszy mnie ignorowanie esencji kina - to sztuka ruchomych obrazów a nie filozoficznej refleksji. Miło jeśli ruchomym obrazom towarzyszy coś więcej. Ale nawet jeśli nie, tak jak w przypadku Avatara, to ignorowanie olśniewającej sztuki ruchomych obrazów, inteligentnie wykorzystującej prosta historię tylko dlatego, że to nie filmowy traktat filozoficzny jawi mi się śmieszne. Solaris Tarkowskiego - tak wysoko cenione, pokazuje tylko jak w rzeczywistości płytkim i pretensjonalnym podejściem jest taki sposób oceniania filmów. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | | |  | | Człek (58 punktów) | >Koniec końców - Odyseja Kosmiczna to dziecinne wprawki w porównaniu do Głosu Pana. >Śmieszy mnie ignorowanie esencji kina - to sztuka ruchomych obrazów a nie filozoficznej refleksji. >Miło jeśli ruchomym obrazom towarzyszy coś więcej. >Ale nawet jeśli nie, tak jak w przypadku Avatara, to ignorowanie olśniewającej sztuki ruchomych obrazów, inteligentnie wykorzystującej prosta historię tylko dlatego, że to nie filmowy traktat filozoficzny jawi mi się śmieszne. >Solaris Tarkowskiego - tak wysoko cenione, pokazuje tylko jak w rzeczywistości płytkim i pretensjonalnym podejściem jest taki sposób oceniania filmów.
Dziękuje za dosadne przedstawienie sprawy. Chyba w na złym portalu umieściłem ten watek:D
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Naprawdę uważasz, że fabuła w filmie nie jest istotna? Zwłaszcza takim, który mimo wszystko ma fabułę?
|
|
| | | | | | |  | | Człek (58 punktów) | >Naprawdę uważasz, że fabuła w filmie nie jest istotna? Zwłaszcza takim, który mimo wszystko ma fabułę?
Kto tu mówi ze nie jest istotna?
Poza tym nie można nazwać filmem tworu bez fabuły. Wiec dyskusja czy fabula w filmie jest istotna czy nie, jest bez sensu, bo nie jest to wtedy dyskusja o filmie.
Powtórzę: Sama historia nie jest oszałamiająca. Jest standardowym i prostym konstruktem scenariuszowym. Jednak w połączeniu z wizualnym i dźwiękowym pięknem staje się to nieważne, a prostota zamienia się w atut, bo dzięki temu zostaje wydobyta esencja tego świata.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ależ są filmy bez fabuły. Choćby cykl zrealizowany z muzyką Philippa Glassa, minimalisty amerykańskiego. Nie jest to mój ulubiony twórca klasycznej muzyki współczesnej, ale jego trzy etiudy filmowe są lepsze od "Awatara", choć w tym wypadku mniej komercyjne.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Sztuka nie jest aż tak zawiłym zjawiskiem. Przerost formy nad treścią oznacza kicz. Nie lubię kiczu. Oczywiście specom od grafiki komputerowej należą się brawa. Szkoda, że reżyser i autor scenariusza zepsuł (zepsuli?) efekty ich pracy.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Kicz to mieliśmy w 2012 - gdy efekty nie były powiązane z zachowaniami bohaterów, gdzie fabuła ograniczała się do "wszytko się wali" i wynikało to nie z zamierzenia ale raczej braku umiejętności. "Avatar" ma fabułę owszem prostą i wtórną, ale jest to zamierzone działanie zmierzające do skonstruowania świata przedstawionego na tyle skomplikowanego by nie znudzić, ale tez na tyle prostego by był zrozumiałym dla widza pragnącego chwili rozrywki. Tylko tyle. Ponownie powtórzę - narzekanie na prostotę "Avatara" ma tyle sensu co utyskiwanie, że Madonna nie nagrywa oper Verdiego. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Verdi był dużo wybitniejszym artystą niż Madonna i cieszy się dużo większą popularnością od ponad stu lat. Dlatego nie mam wśród swoich cd ani jednej płyty Madonny, natomiast sporo Verdiego na DVD i CD, w najlepszych wykonaniach, jakie udało mi się znaleźć. Nie mogę odżałować faktu, że Callas nie nagrała ani jednego materiału filmowego z pełną operą, zwłaszcza z Traviatą, Trubadurem, albo Aidą...  A w latach 50 sfilmowano już trochę całych oper. Całkiem możliwe, że króluje wśród nich "Don Giovanni" Mozarta z Furtwaenglerem (rok 1954 - Callas nagrała wtedy szczególnie dużo ról w operach). Kino nie musi być na poziomie Madonny. Może być na poziomie Verdiego. To też sztuka.
|
|
| | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Chyba nie zrozumiałeś mojego zarzutu - mówienie, jakby Avatar był porażką pomija fakt, że jest dokładnie taki jaki być powinien - Jakby taki film nakręcił Ang Lee to moglibyśmy dyskutować, że cierpi na spadek formy. Ale Cameron to właśnie Madonna kina. No i nie przeceniałbym popularności Verdiego - ani ludzi kiedyś tylu nie było, ani muzyka nie była sztuka tak egalitarną. Ale ciesze się, że weszliśmy na temat opery - bogu dzięki, że "znawcy" nie oceniają oper po ambitności fabuły i głębi rysów psychologicznych postaci, bo by dopiero było.... Ale w ten sposób nie tylko możemy poruszyć zagadnienie gatunkowej specyfiki (że czasami fabuła, tak jak to jest w operach czy kinie reprezentowanym przez Avatara ma znaczenie drugorzędne) ale też absurdalnego obiektywnego klasyfikowania sztuki jako lepszej czy gorszej. Mówisz, że Verdi był lepszym artystą od Madonny - a ja pewny niemalże jestem, ze gdyby dzisiaj żył, to choćby starał się jak nie wiem, nie stworzyłby nigdy takiej muzyki jak Madonna (w drugą stronę oczywiście też to działa). Cóż chcę przez to powiedzieć? Bezsensem jest stawianie jednego artysty i jednej sztuki wyżej tylko dlatego, że mniej masowa. Podobnie. "Avatar" nie jest gorszym filmem od 'Odysei kosmicznej" ani Cameron niekoniecznie słabszym reżyserem od Cubricka - on tworzy inne kino i w swojej klasie jest nieosiągalny. Nie tylko Cameron nie byłby w stanie nakręcić "Odysei", pewny jestem, że Cubrick nie miał umiejętności wystarczających by móc nakręcić Avatara. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Madonna, podobnie jak cała muzyka pop trzyma się systemu tonalnego. Czyli tworzy coś, co Verdi nazwałby "nad wyraz prostą melodyjką". W większości dużych miast USA i Europy co roku gra się opery Verdiego po wielokroć. Nic nie wskazuje na to, że za sto lat ktoś będzie wykonywał utwory Madonny (albo je odtwarzał z nośników), natomiast opery Verdiego najpewniej nadal będą w obiegu. Jedna jego opera to conajmniej tysiąc melodii jakich mogłaby użyć Madonna. Verdi rozwijał język muzyczny, Madonna upraszcza gotowy, co prowadzi do nieuniknionych powtórzeń (na przykład koślawy chorał gregoriański w szybszym tempie etc.). Nie wszystko co popularne jest sztuką. Czas można wykorzystać lepiej, lub gożej.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Cóż, rozwój muzyki można różnie rozumieć - Cage, którego wszak trudno posądzać o prostotę Madonny, wszelako uznał, że niekoniecznie komplikowanie melodii jest najlepszym wyjściem, miast tego zaczął wykorzystywać cisze jako materiał muzyczny. O, a co do złożonych melodii - czasami to prosty rytm jest tym co w muzyce dotyka absolutu. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Istnieje różnica pomiędzy wyrafinowaną prostotą mistrza, który świadomie się na nią decyduje, a gwiazdą pop. Poniżej podaję ci przykład tego, co można robić z rytmem w kraju największych mistrzów muzycznego czasu: www.youtube.com/watch?v=n68WBx91nQE
|
|
| | | | | | | |  | | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Kino nie musi być na poziomie Madonny. Może być na poziomie Verdiego. To też sztuka.Vivaldi, Verdi, Bach, Beethoven - wszyscy pisali dla każdego, kto im dał kasę. Jasne, że pisali dobrze, ale byli komercyjni jak tylko się da. I pisali tak, żeby się podobało, a nie próbowali być super-oryginalni. Kino nie musi być na poziomie Madonny, ale może być poziome, zakładając, że zachowa jakość i widowiskowość, dzięki którym człowiek będzie miał ochotę je oglądać i nie poczuje się oszukany po wyjściu z filmu rozrywkowego. Porównywanie Verdiego z Madonną jest takim samym pomysłem, jak porównywanie Bacha i The Beatles. Każde było dobre, każde ma swoich fanów, każde zarobiło w swoim czasie. Avatar zarobił już miliard dolarów, za tą kasę Cameron zrobi dwójkę, która zarobi kolejny miliard dolarów, na które złożymy się my, idący do kina. Bo to dobry film będzie! Bo Cameron jest zazwyczaj lepszy w kontynuacjach 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Jest lepsza i gorsza sztuka. Beethoven był super oryginalny. Dla współczesnych sobie był tak samo trudny jak Webern dla swoich współczesnych. Wiedeń był niezwykłym ośrodkiem kultury. Nie istniało wiele miejsc w czasie i przestrzeni, gdzie ilość wyrafinowanych melomanów byłaby równie wielka, jak w Wiedniu z przełomu XVIII i XIX wieku. Verdi był niezwykle oryginalny. Poruszał szokujące tematu - Traviata, a także decydował się na trudne i niezwykłe rozwiązania formalne - Falstaff. Vivaldi z miłości do muzyki porzucił łatwe życie księdza. Jego najlepsze dzieła to muzyka wysoce awangardowa. Nawet dzisiaj. Nie schlebiał swoją muzyką "uszom prostaczków". Bach nie był łatwy i często wchodził w konflikt ze swoimi współczesnymi, którzy nie rozumieli najczęściej jego arcydzieł. W zasadzie proces poznawania muzyki Bacha trwa cały czas. Warto zauważyć, że jego jedynymi utworami "pop" były religijne kantanty. Całą resztę tworzył dla abstrakcyjnej idei muzyki. Jego ostatnie dzieła są bardzo świeckie (na przykład sonaty na flet i klawesyn). Strasznie mnie złości robienie z niego "Piątego ewangelisty". Taki wielki człowiek był ponad takimi bzdurami, nawet jeśli tego nie chciał. Zbyt silny mem muzyki  . Z całym szacunkiem dla The Beatles, nie można ich porównywać ani z Bachem, ani z Ravim Shankarem, który jest gigantem klasycznej muzyki indyjskiej. Menuhin porównał go z Mozartem i miał sporo racji. Tylko aby ową rację zrozumieć, trzeba znać system klasycznej muzyki hindustańskiej  . Sztuka jest jak nauka - bez przygotowania nie ma sztuki. Tylko rozrywka. A i jeszcze jedno - Verdi, Bach i Beethoven skomponowali wiele dzieł nie dla pieniędzy. Polecam ci ich biografie. A także zagłębienie się w późne opusy Beethovena - jeśli uważasz, że są "komercyjne jak się da" - napisz. Tu masz trochę "komercji": www.youtube.com/watch?v=n68WBx91nQEWspółcześni Beethovena uciekali przed tą muzyką, a i dzisiaj trzeba wiele, żeby ją zrozumieć. Ale warto!
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elka I Ponura (7473 punktów) | > Jest lepsza i gorsza sztuka. Beethoven był super oryginalny. Dla współczesnych sobie był tak samo trudny jak Webern dla swoich współczesnych. Wiedeń był niezwykłym ośrodkiem kultury. Nie istniało wiele miejsc w czasie i przestrzeni, gdzie ilość wyrafinowanych melomanów byłaby równie wielka, jak w Wiedniu z przełomu XVIII i XIX wieku.> Verdi był niezwykle oryginalny.> Z całym szacunkiem dla The Beatles, nie można ich porównywać ani z Bachem, ani z Ravim Shankarem, który jest gigantem klasycznej muzyki indyjskiej. Menuhin porównał go z Mozartem i miał sporo racji. Tylko aby ową rację zrozumieć, trzeba znać system klasycznej muzyki hindustańskiej .Ale są ludzie, którzy porównują, a na ich półkach Bach stoi obok Beatles'ów. Ja, szczerze mówiąc, wolę Bacha. Ale nie zaprzeczam temu, jak chłopaki się przyczynili do rozwoju muzyki, jaką siłę miała i ma ich muzyka. Po prostu - czułabym się nieuczciwa, mówiąc "Dla mnie to jest nieładne, a do tego młodsze, więc uważam, że jest gorsze". Powiem Ci szczerze - ja się nawet na techno nie krzywię. Ja go tylko nie słucham, bo mnie odpycha łopatologiczność budowy. Ot, takie libertyńskie podejście do życia  > Sztuka jest jak nauka - bez przygotowania nie ma sztuki. Tylko rozrywka.Czekaj, czekaj... co rozumiesz przez przygotowanie? W sensie - formalne wykształcenie? Ćwiczenia? > A i jeszcze jedno - Verdi, Bach i Beethoven skomponowali wiele dzieł nie dla pieniędzy. Polecam ci ich biografie. A także zagłębienie się w późne opusy Beethovena - jeśli uważasz, że są "komercyjne jak się da" - napisz.> Tu masz trochę "komercji":> www.youtube.com/watch?v=n68WBx91nQE> Współcześni Beethovena uciekali przed tą muzyką, a i dzisiaj trzeba wiele, żeby ją zrozumieć. Ale warto!Miałam przyjemność uczyć się w szkole muzycznej, wiem.  Po prostu zauważam, że w swoim czasie chłopcy byli równie komercyjni, jak wielu muzyków obecnie - komponowali dla cesarzy, królów, arystokracji, kościoła - kto im zapłacił, dostawał muzykę. To nie jest zarzut, ale stwierdzenie faktu. Po prostu teraz się o tym nie mówi z niechęcią, bo kompozytorzy ci mają już ugruntowaną pozycję, są prawie obowiązkowi, ich dzieła - w kanonie. Tak jak w literaturze: kiedy ja byłam w liceum, Tolkien był przez moją polonistkę wyśmiewany jako kultura masowa, gdzie mu do lektur szkolnych, wielkich. Mój młodszy Brat ma omawiać w ramach literatury współczesnej Silmarillion albo Hobbita, jeszcze nie zdecydowali. Avatar do kanonu wielkiego kina nie trafi, ale odmawianie mu przełomowości i swoistej wielkości jest, moim zdaniem, nieuczciwe. Nic więcej 
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zawsze istniała łatwiejsza muzyka. Ale wszystkich zachęcam do tej bardziej artystycznej, bo to rozwija wyobraźnię, inspiruje (na przykład do odkryć naukowych) i sprawia większą przyjemność (którą musi poprzedzić pewne samokształcenie, złożona sztuka nie wpada w ucho sama z siebie, trzeba się jej nauczyć).
Na prawdę nie masz racji pisząc, że Beethoven komponował dla pieniędzy. Wiele jego utworów było zbyt trudnych dla mas, a nawet dla jego przyjaciół z arystokracji, którzy sami byli muzykami. Beethoven musiał z czegoś żyć, więc część tego co tworzył czynił przystępniejszym, lecz chyba z połowa jego arcydzieł to muzyka niekomercyjna. Nie tylko ostatnie opusy, ale choćby kwartety Razumowskiego, albo nawet koncert skrzypcowy. Genialny kompozytor zdawał sobie z tego w pełni sprawę. Gdy jego przyjaciel spytał go o to, dlaczego kwartety Razumowskiego nie są w zasadzie muzyką (pełne niezrozumienie), mistrz odpowiedział, iż nie tworzył ich dla niego, lecz dla ludzi, którzy będą żyli kiedyś, za 100 lub 1000 lat. I miał rację.
Zazwyczaj artystę od schlebiającego masowym gustom showmana różni podejście. Prawdziwy naukowiec rzeczywiście chce coś odkryć, lecz nie brakuje takich, którzy chcą mieć wygodny stołek w jakiejś topowej dziedzinie i np. generować zyski prostymi innowacjami dla prywatnych firm. Prawdziwy naukowiec kieruje się nie tylko żądzą przetrwania. Nie tylko urządza swoje gniazdko. Tak samo artysta. Chce osiągnąć coś dla samej sztuki.
Oczywiście zdarzają się liczne wyjątki. Bywa, że artysta, rzadziej naukowiec, kierujący się tylko chęcią powiększenia konta i urządzenia gniazdka osiąga wspaniałe rezultaty. Robi coś przełomowego. Taki był prawdopodobnie Mozart, który nawet ówczesny pop uczynił wielką sztuką ("Mała nocna serenada", "Czarodziejski flet"). Jego głównym pragnieniem była duża ilość pieniędzy. Ale był tak silnie uwarunkowany genetycznie w stronę muzyki, że czego by nie zrobił, wychodziło złoto. I to złoto nie było aż takie pop, jak chciał. Przez co miał problemy z pieniędzmi. Wolałby być Madonną, ale nie mógł nie być z rodzaju Bachów, Beethovenów i Wagnerów. Tu dodam na wszelki wypadek, że Wagnerowskiej Tetralogii w zasadzie nikt z jego współczesnych nie zrozumiał, zaś problemy finansowe największego mistrza opery były doprawdy straszliwe! Za długi ścigała go policja różnych krajów. Miał szczęście, że wsparł go król Bawarii, którego później poddani umieścili w areszcie domowym, gdyż uznali go za szaleńca (pewnie nie bez racji). Całe szczęście, że był szalony!!!
|
|
| | | |  | 3 na 3 | stilgar (7322 punktów) | > Z S-F choćby Odysea Kosmiczna 2001, która obok wszystkiego pokazuje choć trochę prawdziwy ruch w kosmosie, oraz ogrom i tajemniczość wszechświata. Można by się spierać, czy cel osiągnięty przez głównego bohatera nie jest zbyt mistyczny, ale można to zrozumieć jako metaforę szoku spowodowanego spotkaniem z przedstawicielem bardziej rozwiniętej cywilizacji. To również tłumaczy monolit u progu filmu, choć nic nie wskazuje na to, aby ewolucja na ziemi potrzebowała pomocnych sąsiadów (którzy też musieliby ewoluować).Nie wiem czy czytałeś książki, ale wiele wyjaśniają i są dużo mniej tajemnicze od filmu  Monolity są narzędzami prastarej rasy która wyewoluowała we wszechświecie jako jedna z pierwszych i zwiedzając wszechświat napotykała na różne przejawy życia, a jako że inteligencję ceniła najbardziej wspomagała jej rozwój na napotkanych światach. A czasem bezceremonialnie wyrywała chwasty. Dla tej rasy ludzkość była tylko jednym z wielu eksperymentów, a to co sie działo z Bowmanem na końcu też jest sensownie wyjaśnione ( tutaj bez spoilerów  ). To samo jeśli chodzi o 2010 - książka opisuje wiele aspektów pominiętych w filmie, np. katastrofę statku Tsien na Europie ( aczkolwiek moim zdaniem w filmie wybrano ciekawszy wariant tego zdarzenia ) czy bujne życie gazowych stworzeń w atmosferze Jowisza, które zostały skazane na śmierć, jako chwasty, po to, by stworzyć nową gwiazdę i ogrzać Europę, której życie wydawało się bardziej obiecujące ( aczkolwiek, jak czytamy w 3001, niekoniecznie  )
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dziękuję za informacje. Chętnie przeczytam te książki. W świetle tego co piszesz można uznać Odyseję Kosmiczną 2001 za jeden z nielicznych prawdziwych filmów SF, interesujący dzięki nie ubieraniu prostych baśni w "kosmiczne rokoko".
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | stilgar (7322 punktów) | > Dziękuję za informacje. Chętnie przeczytam te książki. W świetle tego co piszesz można uznać Odyseję Kosmiczną 2001 za jeden z nielicznych prawdziwych filmów SF, interesujący dzięki nie ubieraniu prostych baśni w "kosmiczne rokoko".Pewnie dlatego, że A.C. Clarke nie wymyślał ani nowych praw fizyki ( podprzestrzeń, hiperprzesrzeń czy inne takie technobełkotliwe cuda występujące w filmach do uzasadniania różnych rzeczy) tylko, pisząc swoje książki, opierał się na badaniach naukowych i obserwacjach sond ( w przedmowie do 2061 napisał, że czekał na zdjęcia z sondy Galileo, żeby dokładniej opisać Jowisza, Ganimedesa i Europę i nie nawymyślać głupot ). Ciekawy jest też brak ciągłości między książkami - książkowa 2001 opowiada o wyprawie na Saturna, a zdarzenia na pokładzie od "awarii" anteny są różne od tych z filmu. Kubrick wybrał Jowisza zamiast Saturna, bo ówczesna technologia filmowa nie pozwała na przedstawienie jego pierścieni, a on jak wiadomo był perfekcjonistą  - a książkowe 2010 Clarke zrobił jako kontynuację filmu, który wydał mu się ciekawszy od jego własnej książki... Ciekawe jest też jego podejście do wiary i religii ( aż dziwne, że na tym portalu nikt tego nie przedyskutował jeszcze! ) - w 3001 wszystkie religie zanikły, włącznie z ateizmem a ludzkość. Zamiast tego mamy teistów i deistów - pierwsi wierzą, że jest co najwyżej jeden Bóg, a drudzy, że co najmniej jeden.  Oprócz tego zanik państw narodowych i całkowicie inne społeczeństwo, które nie przypomina jak to często bywa w s-f "takie jak nasze, tylko z lepszą technologią" albo "zjednoczona ludzkość, w której wszyscy się kochają" ) Ale to co zrobił z Monolitami, zupełnie mi sie nie podoba i w ogóle nie dziwię się, że zekranizowali tylko dwie pierwsze - pozostałe całkowicie niszczą tą aurę tajemniczości. No i w filmach praktycznie całkowicie pominięte są wątki homoseksualne ( spodziewałbyś się, po obejrzeniu filmów, że tam takie były? Konkretnie, w 2010  ) No, ale faktem jest, że jest to jedno z niewielu prawdziwych s-f, gdzie nie masz kosmicznych kowbojów uganiających się za wrogami pośród wystrzałów i wybuchów, całkowicie łamiąc wszystkie prawa dotyczące ruchu obiektów w próżni ( zwykle ruch statków kosmicznych jest animowany podobnie do ruchu samolotów, ale całkowicie pomija się fakt, że bez atmosfery i grawitacji wygląda to zupełnie inaczej ( patrz: pierwsza scena kosmiczna z 2001, mogę to oglądać bez końca  )
|
|
| | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | A jednak, chociaż Sagan tworzył fascynujące powieści, to dla mnie jest on przedstawicielem pośledniejszego gatunku pokrewnego Juliuszowi Verne. Daleko mu nie tylko do Lema, ale choćby tylko Egana. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | | | | | |  | | stilgar (7322 punktów) | >A jednak, chociaż Sagan tworzył fascynujące powieści, to dla mnie jest on przedstawicielem pośledniejszego gatunku pokrewnego Juliuszowi Verne. Daleko mu nie tylko do Lema, ale choćby tylko Egana.
Ale co ma Sagan do tego?
|
|
| | | | | | | | |  | |
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Szkoda, że Clarke był taki z te(de)izowany... Moim zdaniem, dopóki nie spojrzymy uczciwie na rzeczywistość daleko w kosmosie nie zalecimy. Dorożka świętego Mikołaja nie jest odpowiednia do wypraw poza Układ Słoneczny, ani do nierozmieszania bardziej zaawansowanych cywilizacji. Choć kto wie - Homo sapiens w roli kosmicznego błazna nieuleczalnie opętanego wiarą w duchy przodków...  Oczywiście, oddanie ruchu w przestrzeni kosmicznej w Odyseji Kosmicznej 2001 to wspaniała sprawa i irytuje mnie prawie całe kino fantastyczne, które obok bajek parareligijnych rozpisuje boje z drugiej wojny światowej na tło międzygwiezne. Rozczulają mnie te wszystkie kosmiczne działa strzelające z okrętowym odrzutem, kosmiczne lotniskowce z otwartymi pokładami etc. No i buzie aktorów trzeba widzieć, więc skafandry wprowadzane są nader niechętnie. Lepiej założyć, że dzielni kosmokowboje wszędzie dadzą sobie radę uzbrojeni w cudowną prostotę amerykańskich pionierów
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | stilgar (7322 punktów) | > Szkoda, że Clarke był taki z te(de)izowany... Moim zdaniem, dopóki nie spojrzymy uczciwie na rzeczywistość daleko w kosmosie nie zalecimy. Dorożka świętego Mikołaja nie jest odpowiednia do wypraw poza Układ Słoneczny, ani do nierozmieszania bardziej zaawansowanych cywilizacji. Choć kto wie - Homo sapiens w roli kosmicznego błazna nieuleczalnie opętanego wiarą w duchy przodków...  Eeech. Może najpierw przeczytaj, a potem sie wypowiesz na temat "tedeizmu"  Clarke uważał religię za bzdurę i w tych czterech książkach z cyklu wielokrotnie o tym wspomina (zwłaszcza w 3001). > Oczywiście, oddanie ruchu w przestrzeni kosmicznej w Odyseji Kosmicznej 2001 to wspaniała sprawa i irytuje mnie prawie całe kino fantastyczne, które obok bajek parareligijnych rozpisuje boje z drugiej wojny światowej na tło międzygwiezne. Rozczulają mnie te wszystkie kosmiczne działa strzelające z okrętowym odrzutem, kosmiczne lotniskowce z otwartymi pokładami etc. No i buzie aktorów trzeba widzieć, więc skafandry wprowadzane są nader niechętnie. Lepiej założyć, że dzielni kosmokowboje wszędzie dadzą sobie radę uzbrojeni w cudowną prostotę amerykańskich pionierów  Teraz czuję obowiązek polecić ci "Dysfunkcję rzeczywistości" ( tak naprawdę cykl nazywa się "Świt nocy", ale ja go nazywam od pierwszej książki z cyklu  ). Siedem grubych książek opowiadających ogromną historię i losy dziesiątek bohaterów, które przeplatają się ze sobą, a wątków i poruszonych zagadnień jest tu bez liku. Statki poruszają się zgodnie ze wszystkimi znanymi prawami fizyki ( i właściwie jedynym parametrem lotu, jaki autor podaje, jest aktualne przyspieszenie - dopiero ta książka mnie oświeciła, że podawanie prędkości lotu w przestrzeni jest bezsensowne  ). Oprócz wartkiej akcji pojawiają się pytania o przyszłość i przeszłość ludzkości i ludzi,bohaterowie, zarówno pozytywni jak i negatywni ( ja tam bardzo kibicowałem głównemu "złemu"  ) są barwni i mają wyraźne cechy charakteru, kosmici nie przypominają ludzi w maskach, a bogate opisy sytuacji politycznych i militarnych sprawiają, że mam wielką nadzieję, że ktoś zrobi z tego świetny serial s-f  . No, ja mógłbym jeszcze długo sie tym zachwycać, ale ciężko podawać jakieś szczegóły bez robienia spoilerów  Po prostu pozycja obowiązkowa. A dodatkowym zaletem tego cyklu jest jego długość - każdy tom ma jakieś 600 stron, a przez pierwsze 4 tomy akcja sie dopiero rozkręca...
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wspaniale! Będę musiał to przeczytać  . Masz rację, że nie należy mówić o książkach, których się nie czytało  . Zapowiada się prawdziwa sf
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) | Dla mnie jedynym nieprawdopodobnym elementem w 3001 był raptor-ogrodnik. We wszystko byłabym skłonna uwierzyć, ale w to to już nie.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) | >Dla mnie jedynym nieprawdopodobnym elementem w 3001 był raptor-ogrodnik. We wszystko byłabym skłonna uwierzyć, ale w to to już nie.
[SPOILER ALERT]
A dla mnie uszkodzenie monolitu i wessanie przezeń Halmana było czymś niewiarygodnym. Oprócz tego, błędy były bardzo irytujące - Pool w pewnym momencie mówi, że urodził się w latach 90 XX wieku, ale przecież w takim wypadku byłby za młody, aby brać udział w misji 2001!
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Vinko (209 punktów) | >Po co wnikać? Może dlatego, że film miał fabułę, nie był galerią niezwiązanych ze sobą obrazów, co może byłoby lepsze... Jak czytam książkę, wnikam w treść. Gdy słowa są ładne, a treść głupia nie jestem w pełni zadowolony.
To tak jakbyś poszedł na balet/operę i narzekał, że fabuła jest za prosta (bo przecież ma fabułę!). Oczywiście masz rację, ale nie zmienia to faktu, że nie o to w tym chodzi. Nie w tym filmie, moim zdaniem.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Fabuła w operze/balecie może być zła, albo dobra. I jest istotna. Opery z idiotyczną fabułą tracą przeogromnie, nawet jeśli posiadają wspaniałą muzykę.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Przemysław Biegański (845 punktów) | Oddaję honor - co do tego potworka - choć i tak aż mną telepie na myśl o "naukowym fantasy", to coś jak 'doktorat z homeopatii'  . Na tego rodzaju mixy niektórzy też wołali postmodernizm w fantastyce czy jakoś podobnie. Niech żyje pomysłowość krytyków w tworzeniu szufladek :/
|
|
|  | 4 na 4 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Chyba zgodzisz się ze mną, że miłość polega na zrozumieniu. Dlatego nie zauważyłem w filmie "Awatar" miłości do natury. Cudowny Newageoswski ogród wypływa z narcyzmu pewnej grupy osób, które chcą wierzyć w nową religię, nie zaś widzieć naturę.
Kochać naturę to tak samo jak kochać skałę, gwiazdy na niebie, albo laptop pod moimi palcami (laptop przebył drogę dwuczłonową - wpierw wyewoluował człowiek, później zaś stworzył laptop, ale jako, że nic pomiędzy tym nie było zaświatowego, laptop też jest częścią natury, tak samo (i "bardzo inaczej") jak odchody gołębia, czy gniazdo sikorki). Wiadomo, że skała spada i przygniata to co znajdowało się pod nią, gwiazda sobie świeci i może mieć okres wzmożonej aktywności, który przypadkowo zmieni w pył owoce jakiejś ewolucji, laptop zaś jest narzędziem przedłużającym wyczyny naszego gatunku, te mądre i głupie. Można to wszystko kochać (ja to w jakimś sensie robię) i być szczęśliwym. Film "Awatar" nie ukazywał takiej natury, tylko tęsknotę za łodzią, rybakiem, łażeniem po takiej lub innej wodzie, duchem łowów, prostotą sztucznych wiosek stawianych w cieniu Wersalu.. etc.
|
|
|  | 2 na 2 | Przemysław Biegański (845 punktów) | > Obawiam się, że nieuważnie oglądałeś film. Nauka i technika są przedstawione w bardzo dobrym świetle. Naukowcy są tu strona dobrą. To naukowcy badali i próbowali zrozumieć planetę. To oni występowali przeciwko mordowaniu i niszczeniu. I wreszcie dzięki technologii przez nich opracowanej, główny bohater mógł przenieść swoja jaźń do tytułowego avatara i uratować planetę.I kto tu nie oglądał uważnie  ? Naukowcy-ideowcy są dobrzy ale finalnie i tak ponoszą klęskę, pani ksenobiolog ginie. Co do tej techologi - z nauką to to ma mało wspólnego, to jakieś widowiskowe techno czary-mary - bierzemy sobie obcego, ot tak go sobie klonujemy z wszelkimi bajerami typu USB w kitce, bez większych trudności flancujemy w takiego klonika ludzką świadomość... A właśnie - a skąd panie i panowie naukowcy wzięli materiał biologiczny do stworzenia takich klonów? Hmm? Z powietrza sobie wyczarowali? No chyba musieli jakiegoś tubylca i to nie jednego schwytać i pokroić... > Widzę, że nastąpiła nadinterpretacja i próba ośmieszenia przez urealnienie.> Ten film to dla przypomnienia gatunek sci-fi czyli science fiction lub science fantasy. Proszę mi wymienić film sci-fi, opierający się w pełni na racjonalności.> Poza tym film ten pozbawiony elementu duchowego był by pusty. Znowu trzeba wymienić walory estetyczne. Design nasion drzew dusz jest powiem po angielsku: mindblowing.> Jak już podążamy tą ścieżką to tez trochę ponadinterpretuje. Przepraszam ale co to za argument? Modlitwa za zabite stworzenie i raj? Nie widzę relacji.> To nie jest modlitwa tylko rytuał. Chodzi o uczenie szacunku do życia. Żeby bezmyślnie nie zabijać, tylko uświadamiać sobie wartość życia i nad każdą jego utrata ubolewać. Co w tym złego? Moim zdaniem jest coś pięknego.O science fantasy (a kysz) już pisałem gdzie indziej. Co do racjonalności w filmach Sci-Fi to odsyłam do klasyki. I nie do Star Wars bynajmniej  Ale na przykład do Silent Run albo do The Moon z tego roku. Bozi ani religianckiej duchowości tam nie ma. To była modlitwa. A właściwie odwołanie do modlitw jakie zanosili łowcy do duchów natury co by im następnym razem się też poszczęściło albo żeby następnym razem to nie oni zostali obiadkiem - takie modlitwy odbębniali nie tylko Indianie północno-amerykańscy ale też na przykład tubylcy z Syberii, Australii, Afryki... To najprościej określić jako szamanizm. Podkreślam - to uproszczenie. Ale fakt ładnie wygląda i trąca odpowiednią strunkę w serduszkach młodych gniewnych newage-owców. > Znowu próba urealnienia. Czyli społeczność plemienna powinna móc budować zegary atomowe? Aha i jeszcze coś. W tym filmie nie ma wiary, nie ma religii. Jest za to wiedza. Istnienie na tej planecie sieci neuronowej jest faktem, a więc wiara staje się wiedzą.Nie ma religii to skąd wielka kapłanka ;>? Skąd rytuał 'grzebania' zmarłych? > Próba urealnienia i nadinterpretacji...> A jak półmartwy, leżący koło Balroga Gandalf zdołał się rozebrać?No - Tolkiena to bym tu nie przywoływał, Tolkien to sobie pisał nowa mitologie dla Anglii w połączeniu z nową biblią. Ale jak rozumiem pan Cameron chce dać młodym gniewnym khekhe zielonym alter-globalistom "własną" mitologię... > A jak mieliby się widzowie identyfikować z galaretą? Jak miał główny bohater opanować sterowanie odmiennym ciałem.> To też już obgadane. Nie byłoby sceny kominkowej buuu! A jak by była to by było to takie hmmm lekko wulgarne kseno-porno...?  A jak w ogóle dał radę sterować TYM ciałem? Co z fizjologią? Co z dietą? Co z wydalaniem?
|
|
| |  | 1 na 1 | Człek (58 punktów) | >A jak w ogóle dał radę sterować TYM ciałem? Co z fizjologią? Co z dietą? Co z wydalaniem?
Takie dociekania są bezsensu. Tak samo można dociekać dlaczego aktor w teatrze się nie wypróżnia na scenie.
|
|
| | |  | 5 na 5 | Przemysław Biegański (845 punktów) | Dlaczego bez sensu? Jeśli przedstawił tak hmm bogaty i nasycony świat fauny i flory obcej planety? Tworząc taki świat należy tego rodzaju detale wziąć pod uwagę niekoniecznie pokazując TAKIE detale. Inaczej coś zaczyna zgrzytać. Jak rozmnażają się Navii? Są żyworodni? Składają jajka? Sieją nasionka? Co z innymi gatunkami? To ważne pytania - bo od nich zależy to czy ta łowiecko-zbieracka społeczność ma jakikolwiek sens. Czym są Navii i jakie jest ich miejsce, nisza w miejscowym ekosystemie? Po co mają samoświadomość jeśli cały ekosystem łączy się w coś nadrzędnego? Stawiają totemy, mają opowieści o 'bohaterach', uprawiają rytuały takie jak pogrzeb, maja kapłankę - żonę wodza, córka wodza była 'zaręczona', śpiewają sobie ommmm kiwając się gromadnie przed drzewkiem - bogiem... Po co? Jak to służy miejscowym powiązaniom ekosystemy tak przecież niewiarygodnie złożonego?
A może Navii zostali stworzeni przez miejscową nad-świadomość aby nawiązać kontakt lub lepiej poznać przybyłych tu ludzi? Taka super ekologiczna nad-świadomość mogłaby w trybie ekspresowym "wyewoluować" takich Navii choćby z tych pokazanych lemurków. Są zbyt ludzcy aby być 'owocem' miejscowego ekstremalnie drapieżnego ekosystemu. To by wyjaśniało te wszystkie chamskie uproszczenia fabuły. I paradoksalnie byłoby świetnym dowcipem - ludzcy naukowcy w pocie czoła badają niby inteligentną rasę stworzoną ad-hoc na kształt i podobieństwo ludzi po to aby właściwa miejscowa inteligencja mogła lepiej poznać tych dziwnych obcych tzn. ludzi.
Tylko my tu sobie filozujemy i medytujemy nad głębokością przekazu pana Camerona a on najzwyczajniej zapodał prześliczną i przebanalną bajeczkę aby zainkasować w paręnaście dni wyświetlania miliard dolców ;P i o to mu głównie chodziło. Czego w żadnym razie nie mam mu za złe bo to było ładne filmidełko i nie żałuję 3 dych za bilet jednak prawd objawionych to bym w tym Avatarze nie szukał.
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:A może Navii zostali stworzeni przez miejscową nad-świadomość aby nawiązać kontakt lub lepiej poznać przybyłych tu ludzi? Taka super ekologiczna nad-świadomość mogłaby w trybie ekspresowym "wyewoluować" takich Navii choćby z tych pokazanych lemurków. Są zbyt ludzcy aby być 'owocem' miejscowego ekstremalnie drapieżnego ekosystemu. To by wyjaśniało te wszystkie chamskie uproszczenia fabuły. I paradoksalnie byłoby świetnym dowcipem - ludzcy naukowcy w pocie czoła badają niby inteligentną rasę stworzoną ad-hoc na kształt i podobieństwo ludzi po to aby właściwa miejscowa inteligencja mogła lepiej poznać tych dziwnych obcych tzn. ludzi. Czytałem kilka opowiadań sf, gdzie był wykorzystany taki racjonalny i ciekawy pomysł. Myślę, że nie byłby on przeszkodą nawet dla prostego widza, ale przecież trzeba było pozyskać widzów WIERZĄCYCH w monopanteizm. Tak jest lepiej. Więcej pieniędzy płynie. Oczywiście stworzenie naprędce Na'vi przez planetę oznaczałoby brak historii i obrzędów. Do tego ktoś z nich ciekawiłby się technologią nowoprzybyłych. Chciałby ją pozyskać, udać się na Ziemię (nawet na gapę). Tymczasem nikt z Na'vi nie pyta się o Ziemie, o ludzkie miasta, ptaki, lasy, literaturę odkrycia. Na'vi, tak samo jak Świadkowie Jehowy WIEDZĄ. Są miłującymi prawdę. A prawda mieszka wraz z rajem w wielkim drzewie. Nikt nie umiera całkiem, pamięć jest przechowywana wraz z osobowością (ciekawe dlaczego?).
|
|
|  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > Proszę mi wymienić film sci-fi, opierający się w pełni na racjonalności.
Odyseja 2001.
> A jak mieliby się widzowie identyfikować z galaretą?
Solaris.
Co do estetyki, to się z Tobą zgadzam - film jest piękny. Ale intelektualnie jest raczej płytki.
|
|
| |  | | Sylwek (15472 punktów) |
> Solaris.Ojej, ale z tym Solaris to trochę przesadzone. Z czym się tam identyfikować (dla bohaterów kontakt z oceanem to pasmo traum wywracających psychikę do góry nogami)? A o tym jak wychodzą próby stworzenia takiego sf filmowego pokazują właśnie dwie dostępne realizacje  No, na pewno są to filmy ambitniejsze od Avatara w pewnym sensie, ale byłoby chyba mniejszą strata gdyby to one nigdy nie powstały, niż gdyby nie powstał Avatar. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | >> Solaris.
> Z czym się tam identyfikować (dla bohaterów kontakt z oceanem to pasmo traum wywracających psychikę do góry nogami)?
Ja tam z oceanem.
> No, na pewno są to filmy ambitniejsze od Avatara w pewnym sensie, ale byłoby chyba mniejszą strata gdyby to one nigdy nie powstały, niż gdyby nie powstał Avatar.
Owszem, bo pozostałyby książki - one są najlepsze.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Skłonny byłbym uznać, że to właśnie obecność książki ratuje jako tako te filmy - inaczej byłyby takim samym parareligijnym bełkotem (wersja Tarkowskiego w zasadzie jest) jak Awatar, tylko dużo bardziej wyrafinowanym (przekombinowanym?) i nudnym. dnoterlikowskiego.blogspot.com/
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Niestety, ludzie kina mają problem ze zrobieniem filmu fantastycznego. Musi być western/romans na tle gwiazd z elementami udowodnionej (ku uciesze prostych protestantów) religijności. Do kroćset - przy "Awatarze" nawet ITI jawi się jako wspaniały i głęboki film.
|
|
 | 4 na 4 | Kelu (303 punktów) | > Wszystkie zwierzątka mają biołącza! To niemal taki roślinny Big Brother.Ja miałem inne skojarzenie - złącza USB. Te koniki i latacze to przecież sprzęt peryferyjny. Dalsze skojarzenie: podporządkowywanie niechętnego latacza przez "cyber-umysłowy gwałt" - Genesis z tym całym "będziesz panował nad stworzeniami na lądzie i tak dalej..." - inteligentne stworzenie. Aha, jeszcze ctrl-S dusz w tym uber-drzewku oraz ctrl-X ctrl-V duszy z ciała do ciała, cóż... 
A small mind is easily filled with faith.
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | W każdym bądź razie kojarzy się to niemiło i raczej nie jest to przesiąknięte miłością do natury  .
|
|
| Człek (58 punktów) | Problem polega na tym, że ja prosiłem o wyjaśnienie lub analizę reakcji jaką budzi ten film w ludziach. Nie można tego zanegować, że ma wpływ, choć krótkotrwały na psychikę ludzką. A to coś oznacza. Jestem bądź co bądź:D trzeźwo myślącym, choć jeszcze stosunkowo młodym osobnikiem i już dawno temu odrzuciłem irracjonalny światopogląd.
Po seansie miałem dziwne poczucie pustki(choć już mi to mija) i bylem wielce zdziwiony ze tak się stało. Więc proszę jeszcze raz o wyjaśnienie tego fenomenu.
|
|
 | 1 na 1 J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | >Więc proszę jeszcze raz o wyjaśnienie tego fenomenu. Sprawdź hasło popkultura.
|
|
|  | | Człek (58 punktów) | >>Więc proszę jeszcze raz o wyjaśnienie tego fenomenu. >Sprawdź hasło popkultura.
Proszę o wyjaśnienie. Co ma tak dziwna emocjonalna reakcja na film z popkultura wspólnego?
|
|
| |  | 3 na 3 | Jednooki Starzec (102 punktów) | >Proszę o wyjaśnienie. Co ma tak dziwna emocjonalna reakcja na film z popkultura wspólnego?
Zasadnicze pytanie - czy zareagowałeś już tak samo/podobnie na jakiś inny film wcześniej? I niezależnie to sama reakcja zależy od człowieka, moje emocje oscylowały w granicy zera na "Avatarze" (a potrafię płakać ze wzruszenia na filmie - kilka przypadków w życiu odnotowano, przyznam się).
|
|
| | |  | | Człek (58 punktów) | >>Proszę o wyjaśnienie. Co ma tak dziwna emocjonalna reakcja na film z popkultura wspólnego? >Zasadnicze pytanie - czy zareagowałeś już tak samo/podobnie na jakiś inny film wcześniej? I niezależnie to sama reakcja zależy od człowieka, moje emocje oscylowały w granicy zera na "Avatarze" (a potrafię płakać ze wzruszenia na filmie - kilka przypadków w życiu odnotowano, przyznam się).
Nie. Jeżeli już to po wyjściu z kina nie czułem już nic.
A po Avatarze jakich tak niepokój. Nie ja jedyny zresztą. Wystarczy sobie poczytać wypowiedzi na forach itp.
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cóż, różne rzeczy różnych ludzi wprawiają w niepokój. Odniosę się do malarstwa - na rynku we Wrocławiu, w Krakowie, Warszawie sprzedaje się masowo landszafty. Są one oparte na kopiowanych bezmyślnie ładnościach. I mają klientów. Jest też malarstwo, które można oglądać w muzeach Wrocławia, Krakowa i Warszawy. Niekiedy też w galeriach, oczywiście.
Obok landszaftów tworzonych zwykła techniką zdarzają się profilowane i błyszczące.
|
|
|  | |
5 na 5 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Jak już wspominałem, po seansie czułem pustkę i smutek. To tak jak ja. Czułem pustkę po tych 33 zł, które wydałem na bilet do kina i smutek, że straciłem 3 godziny, których już nigdy nie odzyskam, a które mogłem wykorzystać z pożytkiem zamiast je zmarnować na przysypianie na nudnym seansie.
Nie ma w tym filmie niczego nowatorskiego ani pod względem treści, ani pod względem formy.
Może zastosowano nowatorską technologię (kamera 3D opracowana przez reżysera), ale mnie, jako konsumenta produktu finalnego, mało to obchodzi. Dla mnie liczy się to co widzę na ekranie, a nie jak to zostało zrobione. A nie widziałem, żeby zostało zrobione coś więcej niż to, co jest mi znane z "Gwiezdnych Wojen", "Harry Pottera", "Final Fantasy" czy krótkich filmów prezentowanych w kinach IMAX.
Jeśli ktoś po obejrzeniu tego przeciętniaka zalewa się łzami, popada w depresję i/lub rozczulenie, to najwyraźniej: a) niewiele widział dotąd filmów, w tym animowanych bajek dla dzieci, b) powinien zasięgnąć porady psychologa, bo najwyraźniej ma problem z dorośnięciem.
Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
|
|
 | | Człek (58 punktów) | >b) powinien zasięgnąć porady psychologa, bo najwyraźniej ma problem z dorośnięciem.
Pytanie czy lepiej żyć jedynie w gorącu emocji czy jedynie w chłodzie umysłu. Trzeba znaleźć złoty środek by nie popadać w skrajność.
Z wypowiedzi wynika że brak Kulce nawet odrobiny wrażliwości. Przepraszam za porównanie, ale całkowicie chłodne odbieranie tego filmu, brak jakiejkolwiek emocji, patrząc choćby na analogie w tym filmie do niesprawiedliwości tego świata, można porównać do znieczulicy. Równie dobrze mozesz Kulka utopić szczeniaka.
|
|
|  | 6 na 6 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Z wypowiedzi wynika że brak Kulce nawet odrobiny wrażliwości. Wrażliwości na co? Na ślicznusie kolorki? Na ckliwą historyjkę wałkowaną już wcześniej n razy w romansidłach? No cóż, nie jestem pensjonarką.
>Przepraszam za porównanie, ale całkowicie chłodne odbieranie tego filmu, brak jakiejkolwiek emocji, patrząc choćby na analogie w tym filmie do niesprawiedliwości tego świata, można porównać do znieczulicy. Tak jak nie jestem pensjonarką, tak i nie jestem nastolatkiem, który właśnie odkrył, że "świat jest niesprawiedliwy". Znieczulicą nazwałbym raczej potrzebę obejrzenia animowanego filmu, aby zdać sobie sprawę, że świat nie jest cacy.
>Równie dobrze mozesz Kulka utopić szczeniaka. Nie bądź bardziej żenujący niż musisz, aby pokazać jaki to z ciebie niezwykle wrażliwy człowiek.
Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
|
|
| |  | | Człek (58 punktów) | >Wrażliwości na co? Na ślicznusie kolorki? Na ckliwą historyjkę wałkowaną już wcześniej n razy w romansidłach? >No cóż, nie jestem pensjonarką. >Tak jak nie jestem pensjonarką, tak i nie jestem nastolatkiem, który właśnie odkrył, że "świat jest niesprawiedliwy". Znieczulicą nazwałbym raczej potrzebę obejrzenia animowanego filmu, aby zdać sobie sprawę, że świat nie jest cacy.
Jasnym jest fakt, że świat nie jest bajką. Ta świadomości jednak nie przeszkadza nawet w ociupinkę emocjonalnym odbiorze nawet najprostszej i przewidywalnej opowiastki.
Znieczulica to właśnie świadomości, że życie boli i uodpornienie się na okrucieństwa tegoż życia. Oglądanie filmu o gwałcie i czerpanie z tego radości lub kompletna obojętności to jest właśnie znieczulica.
Wiec twierdzenie, że znieczulica to brak świadomości o okrucieństwie świata i wynikająca z tego potrzeba obejrzenia tegoż okrucieństwa jest kompletnie błędna.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wsadzanie monoiteistycznej Gaji do niby fantastycznego filmu świadczy o ogromnej znieczulicy twórców filmu. ALbo łącza do podporządkowanych zwierząt. Działa lepiej niż w Biblii - "daję ci Ziemię w posiadanie"... A pochwała niebieskiego życia, które jest wegetacją, bez żadnego rozwoju? Dlaczego Na'vi nie są zainteresowani ludzką techniką? Fanatyzm religijny? CHyba tak, skoro bogini stoi na końcu biodruta.
|
|
| | | |  | | Człek (58 punktów) | >Wsadzanie monoiteistycznej Gaji do niby fantastycznego filmu świadczy o ogromnej znieczulicy twórców filmu.
Z góry przepraszam za ostry ton.
Ah ten Aronofsky jak on śmiał wymyślić w The Fountain bohatera, bytującego w trzech czasach! Cóż za znieczulica! Żeby takimi bredniami krzywdzić widza. Zamiast tego powinien nakręcić film dokumentalny o rozwoju raka mózgu.
>ALbo łącza do podporządkowanych zwierząt. Działa lepiej niż w Biblii - "daję ci Ziemię w posiadanie"...
Ah to ciągłe porównywanie do Biblii.
>A pochwała niebieskiego życia, które jest wegetacją, bez żadnego rozwoju? Dlaczego Na'vi nie są zainteresowani ludzką techniką? Fanatyzm religijny? CHyba tak, skoro bogini stoi na końcu biodruta.
A po co im ludzka technika? By mieć ludzkiego Avatara, niedostosowanego do życie na planecie i słabego fizycznie? Ale kto wie może w drugiej części coś będzie.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ok. A teraz pomyśl sobie, czy rzeczywiście chciałbyś spędzić resztę życia w plemieniu bez rolnictwa, książek, instrumentów muzycznych, radia, kina, nauki, samochodów, samolotów, etc. I dodaj do tego prawdziwe społeczeństwo, a nie bajkowe. Gdy jesteś stary, albo możesz biec z grupą, albo zostajesz. Polujesz na zwierzeta, które też mogą na ciebie zapolować. Twoja żona połóg może przeżyć, ale niekoniecznie. Mydła i pasty do zębów nie ma. Gdy ktoś coś ukradnie, albo zrobi ci krzywdę, staczasz pojedynek, albo wsadzasz rękę w ogień, żeby dowieść prawdy. Wyobraź sobie to wszystko i pomyśl, czy o tym marzysz. A później przebiegnij 40 km i zastanów się, czy jesteś lepszy od łowców z północnych Południowej Afryki. Masz ochotę biec kolejne 40 km - zostajesz w grze  . Upał - 45 stopni - nie myśl nawet o wiatrakach. Starszy jest bogiem - nie kwestionuj rozkazów.
|
|
5 na 5 | spray (5875 punktów) | (...) > Proszę o nie wypowiadanie się osób, które nie widziały tego filmu w 3D lub wcale.Prosze bardzo  A moge z innej beczki? Genialne efekty specjalne, to jeszcze nie objawienie. To tylko zachwyt obrazem dla prostaczkow, ktorzy nigdy prawdziwego malarstwa nie widzieli i nie rozumieli. Tak samo sie zachwycam, ale z ogromnym poblazaniem patrze na dzieci , ktorym pokazano przesliczny obrazek z trzymetrowymi smurfami pomieszanymi z kocietami w fazie wczesnego rozwoju.
|
|
1 na 1 | filemonka (354 punktów) | Idąc do kina nastawiałam się na lekką bajkę dla dużych dzieci ze wspaniałymi efektami - i nie zawiodłam się. Film był po prostu piękny... Analogia do wyniszczenia Indian była oczywista, Amerykanie mają pewnie wciąż z tego powodu wyrzuty sumienia. Może gdyby ten film robili Anglicy, analogie były by inne? Albo Niemcy...? Doszukiwanie się jednak zbyt wielu analogii, wytykanie błędów w stylu szlachetnego dzikusa, uważam za zbyt daleko posunięte. Nie zapominajmy, że akcja toczy się na innej planecie. Nie odmawiajmy tamtejszym "dzikusom" szlachetności tylko dlatego, że "nasi" tacy nie byli. To przecież bajka. A ta rządzi się własnymi prawami. Jedyne co trochę mnie zawiodło, to zbyt duże podobieństwo przyrody na Pandorze do rafy koralowej, lepiej by było jakby postarali się wymyślić coś nowego. Może twórcy liczyli, że widzowie nie znają świata podwodnego (np. wieloszczety, świecące glony reagujące na dotyk, świecące żebropławy) i wyda im się to nieziemskie i cudowne? Ale może to było zamierzone, połączenie dwu ziemskich światów w jeden, taki podwodno-lądowy, jak marzenie nurka, aby obcować z podwodnymi istotami bez konieczności zakładania akwalungu? Wspaniała była animacja postaci. Nareszcie udało się stworzyć wirtualną mimikę (prawie) ludzkiej twarzy. Dobrze też wyszła "grawitacja", czyli pokonano wielki problem animatorów 3D, aby postacie stąpały i upadały w możliwie realny sposób, zamiast "pływać", jak to dotychczas bywało (co bardzo mi przeszkadzało w różnych filmach). Nareszcie można było zapomnieć, że ogląda się animację komputerową i oddać się chłonięciu obrazu i treści (choć rzeczywiście nie było jej zbyt wiele...). Zamierzam jeszcze co najmniej raz zobaczyć ten film
|
|
2 na 2 | Grzegorz Ciecieląg (128 punktów) | Także pozwolę sobie dorzucić własne trzy grosze do listy opinii o "Avatarze". Prawdę powiedziawszy już w połowie seansu poczułem się okrutnie oszukany. Nie to, żebym się cudów spodziewał - nie miałem specjalnych wymogów, ot, chciałem obejrzeć dobre sci-fi. Może nie na poziomie "Dystryktu 9", ale reinkarnacji "Star Trek" jak najbardziej. Ale film najzwyczajniej w świecie rozczarował. To "Pocahontas", tyle że zamiast jakichkolwiek emocji Cameron zaserwował wielkie wybuchy i zamiast dzieła uniwersalnego (jakie zwykle serwuje nam Disney) podsunął kolorowy papierek bez jakiejkolwiek zawartości. Tak, film jest wykonany cudnie, ale to po prostu popisówka grafików. Kiedyś taką popisówką było "Final Fantasy". Do tego - moim skromnym zdaniem - siła leży nie w oryginalności i spójności wizji (bo jak już wspomniano zapożyczenia z gier i filmów widoczne są na każdym kroku, i upada mit "tworzenia świata Pandory od podstaw"), co w...hmmm...bajkowym wykonaniu. Jest kolorowo, dynamicznie, szczegółowo, ale ogólnie tak jakoś bez sensu. Rumaki o sześciu nogach? Jak one mogą pędzić nie zabijając się po drodze? Robaczki reagujące na zagrożenie wzbiciem się do lotu i kołowaniem wokół własnej osi? Wodospady na zawieszonych w powietrzu wyspach? Powietrzny drapieżnik o ubarwieniu papugi? Wiem, czepiam się, ale dlatego zapewne, że liczyłem na nieco bardziej dojrzałą wizję.
Scenariusz opiera się na najbardziej prostackich schematach z jakich tylko można było skorzystać. Aktorstwo? Nawet Weaver rozczarowuje. A główny bohater - trep, którego oblicze nie zostało zmącone nigdy głębszą refleksją przyprawia o ból głowy. Postaci pozbawiono jakiejkolwiek głębi - nieważne, po której stronie barykady stoją, są jedynie wypełniaczem ekranu, których nie poznamy bliżej, nie zwiążemy się z nimi. Sam film zresztą jest okropnie prostacki - Na'vi nie mają jednej nawet wady i to oni od pierwszej chwili mają złapać widza za serc - za to ludzkie szumowiny reprezentują to, co w ludziach najgorsze, ale jakoś tak z rozbiegu, ot, bo ktos im przykleił łatkę "bad guys". Wydaje mi się, że Cameron chciał stworzyć bajkę uniwersalną, przemawiającą dowszystkich, ale "Avatar" jest w moim odczuciu zbyt banalny i zbyt mocno obraża intelekt dorosłych widzów (chociaż wyniki finansowe i reakcje forumowiczów zdają się temu przeczyć), a zbyt naładowany przemocą jeśli odbiorcami miały by być dzieci.
Graficznie super, ale potencjał został całkowicie, w 100% zmarnowany. Szkoda.
|
|
 | | Człek (58 punktów) | > To "Pocahontas", tyle że zamiast jakichkolwiek emocji Cameron zaserwował wielkie wybuchy i zamiast dzieła uniwersalnego (jakie zwykle serwuje nam Disney) podsunął kolorowy papierek bez jakiejkolwiek zawartości.Hmm w takim razie większość ludzi ma jakieś odchylenia emocjonalne, bo reagują bardzo mocno na ten film. Chodzą nawet kilka razy. Jakaś zbiorowa paranoja... i to jeszcze w rożnych częściach świata. Zauważ ze wybuchy trwały przez ostatnie 30-40 min. Przez bite 2h nie było żadnych fajerwerków. > Do tego - moim skromnym zdaniem - siła leży nie w oryginalności i spójności wizji (bo jak już wspomniano zapożyczenia z gier i filmów widoczne są na każdym kroku, i upada mit "tworzenia świata Pandory od podstaw"), co w...hmmm...bajkowym wykonaniu.Sam Cameron przecież mówił, ze miały na niego wpływ (te 15 lat temu) rożne twory. I co w tym złego. Równie dobrze można powiedzieć: Ah ten Pininfarina! Co on znowu stworzył! To znowu samochód! > Robaczki reagujące na zagrożenie wzbiciem się do lotu i kołowaniem wokół własnej osi?Ah te najeżki. Po co one się tak nadymają? By odstraszyć łowce? Hmm. Bez sensu. > Wodospady na zawieszonych w powietrzu wyspach?Anomalia grawitacyjna (Tu mam również wątpliwości  ) A woda z opadów deszczu. > Scenariusz opiera się na najbardziej prostackich schematach z jakich tylko można było skorzystać.Nikt nie twierdzi, że scenariusz jest wybitny. Ale również prostata może być piękna. > Aktorstwo? Nawet Weaver rozczarowuje. A główny bohater - trep, którego oblicze nie zostało zmącone nigdy głębszą refleksją przyprawia o ból głowy. Postaci pozbawiono jakiejkolwiek głębi - nieważne, po której stronie barykady stoją, są jedynie wypełniaczem ekranu, których nie poznamy bliżej, nie zwiążemy się z nimi.Tu muszę się po części zgodzić. Jedyną dobrze grającą osobą była moim zdaniem Zoe Saldana. A co do głównego bohatera. On miał być prostym marine. Szkoda, że jego zmiana (przystępnienie do Na'vi) była tak nagła i nie było widać rozterek jakie musiał przecież przechodzić. > Sam film zresztą jest okropnie prostacki - Na'vi nie mają jednej nawet wady i to oni od pierwszej chwili mają złapać widza za sercTo może lepiej oglądać przeciętność? Np. M jak miłość? Wierz mi. Z moich obserwacji wynika ze łapią i to bardzo. Poza tym mają swoje wady. Są porywczy, zmienni, zazdrośni, słabi psychicznie itp. > - za to ludzkie szumowiny reprezentują to, co w ludziach najgorsze, ale jakoś tak z rozbiegu, ot, bo ktos im przykleił łatkę "bad guys".Jedyna postać reprezentuje to co w ludziach najgorsze to Quaritch. A Selfridge jest pomiędzy. W trakcie zniszczenia ,,Hometree" ma wyzuty sumienia. Wiec film nie jest wcale czarno-biały. Choć przyznaje, że mogli to bardziej podkreślić. > Wydaje mi się, że Cameron chciał stworzyć bajkę uniwersalną, przemawiającą dowszystkich, ale "Avatar" jest w moim odczuciu zbyt banalny i zbyt mocno obraża intelekt dorosłych widzów (chociaż wyniki finansowe i reakcje forumowiczów zdają się temu przeczyć), a zbyt naładowany przemocą jeśli odbiorcami miały by być dzieci.> Graficznie super, ale potencjał został całkowicie, w 100% zmarnowany. Szkoda.Sama wartość intelektualna tego filmu jest raczej mierna, ale połączona z pięknem wizualnym ma potężne, trafiające do widza przesłanie, które samo w sobie wydaje się banalne.
|
|
|  | 1 na 1 | Grzegorz Ciecieląg (128 punktów) | > Hmm w takim razie większość ludzi ma jakieś odchylenia emocjonalne, bo reagują bardzo mocno na ten film. Chodzą nawet kilka razy. Jakaś zbiorowa paranoja... i to jeszcze w rożnych częściach świata.Po pierwsze - przedstawiam tylko i wyłącznie swoją opinię, odbiegającą znacznie od reakcji wielu innych widzów. To tak gwoli wstępu, żeby nie wyszło, że robię tutaj za Naczelnego Krytyka RP. A co emocjonalnej reakcji - cóż, ludzie mocno przeżywają "M jak Miłość" i "Modę na sukces". Pokażcie wrzeszczącego po zniszczeniu Świętego Drzewa Na'vi, dorzućcie odpowiednia muzykę, a każdy się wzruszy. Przypomina mi to szopkę po śmierci Karola Wojtyły - muzyka, spowolnienie obrazu, czarno-biały filtr i już naród szlocha w rękaw. Tanie sztuczki... ale działają. > Zauważ ze wybuchy trwały przez ostatnie 30-40 min. Przez bite 2h nie było żadnych fajerwerków.Pisząc "wybuchy" miałem na myśli także wszelkiej maści pościgi i zalewanie widza obrazami komputerowymi. Znacznie większe wrażenie wywarła na mnie wizja przedstawiona w... "Tupocie małych stóp". Wysmakowane obrazy serwowane w odpowiednio wyważonych proporcjach. W "Avatarze" brak po prostu finezji. > I co w tym złego. Równie dobrze można powiedzieć: Ah ten Pininfarina! Co on znowu stworzył! To znowu samochód!Może to moja nadinterpretacja, bo liczyłem, że skoro film powstawał "ileś tam lat", to pokuszono się o odrobinę oryginalności. A tak naprawdę zrobiono to samo, co od zarania dziejów robią twórcy gier - po prostu zainteresowano się atlasem zwierząt. Nie ma w tym nic złego, ale naprawdę liczyłem, że ten ekosystem będzie interesujący, że przedstawione zależności będą się diametralnie różnić od tych na Ziemi - jak to bywa w opowiadaniach Le Guin. > Ah te najeżki. Po co one się tak nadymają? By odstraszyć łowce? Hmm. Bez sensu.> >Wodospady na zawieszonych w powietrzu wyspach?> Anomalia grawitacyjna (Tu mam również wątpliwości ) A woda z opadów deszczu.Z tego co rozumiem, zwierzę by odstraszyć drapieżcę albo stworzy wrażenie, że samo jest groźne, albo szybko umknie (mówiąc oczywiście w dużym skrócie). Które zachowanie zostało tutaj przedstawione? Fluorescencyjny robak we fluorescencyjnym świecie łagodnie wzbijający się w powietrze - mnie to nie przekonuje. A wodospad... No, musiałoby tam potężnie lać, by uzupełniały się zapasy wody. Moim zdaniem to po prostu kolejny efekt, jak sześciokopytny wierzchowiec. Ładny, ale bez sensu. > Nikt nie twierdzi, że scenariusz jest wybitny. Ale również prostata może być piękna.Zgadzam się całkowicie, osobiście jestem fanem filmów lekkich, łatwych i przyjemnych, jak np. wspomniany przeze mnie wcześniej "Star Trek". Chciałbym jednak i w takim filmie zasmakować odrobiny finezji. > Tu muszę się po części zgodzić. Jedyną dobrze grającą osobą była moim zdaniem Zoe Saldana. A co do głównego bohatera. On miał być prostym marine. Szkoda, że jego zmiana (przystępnienie do Na'vi) była tak nagła i nie było widać rozterek jakie musiał przecież przechodzić.Ależ jestem przekonany, że w którymś momencie wręcz zmarszczył czoło. Musi to być na jego videoblogu. > >Sam film zresztą jest okropnie prostacki - Na'vi nie mają jednej nawet wady i to oni od pierwszej chwili mają złapać widza za serc> To może lepiej oglądać przeciętność? Np. M jak miłość?> Wierz mi. Z moich obserwacji wynika ze łapią i to bardzo.> Poza tym mają swoje wady. Są porywczy, zmienni, zazdrośni, słabi psychicznie itp.Wiesz, dla mnie to wygląda tak, jakby Cameron zdecydował: "a tutaj wrzucimy dwa kilo zazdrości, a potem oni się pogodzą i on zginie". Jak już wspomniałem, lubię kino "średnio wymagające". Lubię też ładnie wkomponowane i elegancko wykorzystane efekty specjalne tworzące efektowny spektakl. Ale "Avatar" to cios poniżej pasa. Liczyłem na choćby szczątkowy scenariusz czy minimalistyczne, ale jednak, kreacje aktorskie. Więcej charakteru niż bohaterowie tego filmu ma pierwszy lepszy heros filmów animowanych Disneya. I za to je lubię:D > Jedyna postać reprezentuje to co w ludziach najgorsze to Quaritch.> A Selfridge jest pomiędzy. W trakcie zniszczenia ,,Hometree" ma wyzuty sumienia. Wiec film nie jest wcale czarno-biały. Choć przyznaje, że mogli to bardziej podkreślić.Film jest czarno-biały, i to w ordynarny sposób. Ludzie to marionetki, anonimowa masa którą ciężko sklasyfikować, bo nie okazują za grosz emocji; maszerują przed siebie, by coś rozwalić, a ci, którzy mają dylematy (choć to określenie stanowczo na wyrost) stanowią po prostu element układu. Bo musi być ktoś, kto nie zgodzi się z systemem i dołączy do słabych, niewinnych i wybijanych. Taki to typ filmu. Nie zmienia to faktu, że kompletnie nic o nich nie wiemy, są nadmuchanymi balonami przemykającymi przez ekran. Nie oczekuję głębokich profili psychologicznych. Ale chciałbym, by któryś z bohaterów mnie zainteresował, skupił na sobie moją uwagę. > Sama wartość intelektualna tego filmu jest raczej mierna, ale połączona z pięknem wizualnym ma potężne, trafiające do widza przesłanie, które samo w sobie wydaje się banalne.Przesłanie... Tak. Nie zabijajmy Indian.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | liliac (147340 punktów) | > >>Znaczy uważasz, że hasło: "duży może więcej" to nieprawda.  > >W przypadku gruczołu krokowego zdecydowanie  > A nie przesadzasz z tym zdecydowaniem trochę?  Jeśli istnieją jakieś pozytywne aspekty rozrośniętej prostaty, to- w istocie- nie jestem ich świadoma. Czy na pewno mówimy o tym samym narządzie?
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Smith (10069 punktów) | > >>>Znaczy uważasz, że hasło: "duży może więcej" to nieprawda.  > >>W przypadku gruczołu krokowego zdecydowanie  > >A nie przesadzasz z tym zdecydowaniem trochę?  > Jeśli istnieją jakieś pozytywne aspekty rozrośniętej prostaty, to- w istocie- nie jestem ich świadoma.Ach ten feminizm skrajny, zaraz jakiejś patologii się doszukuje. Nie rozrośniętej tylko maksymalnie ukrwionej. Teraz świadomość wzrasta czy e tam? > Czy na pewno mówimy o tym samym narządzie?  Narządzie na pewno. Małe jest piękne, podobno. Ok rozumiem. Ale, żeby aż przez mikroskop. To nie.
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | liliac (147340 punktów) | > >Jeśli istnieją jakieś pozytywne aspekty rozrośniętej prostaty, to- w istocie- nie jestem ich świadoma.> Ach ten feminizm skrajny, zaraz jakiejś patologii się doszukuje.> Nie rozrośniętej tylko maksymalnie ukrwionej.> Teraz świadomość wzrasta czy e tam?Nie wiem czy jeszcze nie jest za późno na jakąś pogadankę uświadamiającą  To nie prostata powiększa się wskutek "maksymalnego ukrwienia", Smith, biedactwo.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Smith (10069 punktów) | > Nie wiem czy jeszcze nie jest za późno na jakąś pogadankę uświadamiającą  Nigdy nie jest za późno > To nie prostata powiększa się wskutek "maksymalnego ukrwienia", Smith, biedactwo.Znowu czuję się bogatszy.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | liliac (147340 punktów) | > >To nie prostata powiększa się wskutek "maksymalnego ukrwienia", Smith, biedactwo.> Znowu czuję się bogatszy.> Dobre i to  A obrazki prostatowe ładne?
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | > >>To nie prostata powiększa się wskutek "maksymalnego ukrwienia", Smith, biedactwo.> >Znowu czuję się bogatszy.> >> Dobre i to  > A obrazki prostatowe ładne?Trochę tak kompozycyjnie nie wyważone, i w dodatku ta tonacja barwna. Raczej nie bardzo. Ale zapytaj historyków sztuki, w końcu to oni są ekspertami od wydawania opinii na temat wartości estetycznych obrazków.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | > >Dobre i to  > >A obrazki prostatowe ładne?> Trochę tak kompozycyjnie nie wyważone, i w dodatku ta tonacja barwna.> Raczej nie bardzo.Dzieli nas przepaść estetyczna nie do przebycia, Smith
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Smith (10069 punktów) | > Dzieli nas przepaść estetyczna nie do przebycia, Smith  To może przynajmniej korepetycje z anatomii wzamian za historię estetyki.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | liliac (147340 punktów) | > >Dzieli nas przepaść estetyczna nie do przebycia, Smith  > To może przynajmniej korepetycje z anatomii wzamian za historię estetyki.  No nie wiem- w formalinie co prawda wszystko twardnieje, ale też i się nader często kurczy i zniekształca.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | >No nie wiem- w formalinie co prawda wszystko twardnieje, ale też i się nader często kurczy i zniekształca. A jak dorzucę, że tym razem to ja, w wyniku mego nieuctwa, dopatrywałem się patologii w feminizmie. Zauważ, że korepetycje z anatomii pozwoliłyby uniknąć takich błędnych zapatrywań na tę sprawę i po co w to mieszać formalinę. Szybciej przyswajam wiedzę organoleptycznie niż tylko oglądając jakieś zniekształcone organy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | > Zauważ, że korepetycje z anatomii pozwoliłyby uniknąć takich błędnych zapatrywań na tę sprawę i po co w to mieszać formalinę. Szybciej przyswajam wiedzę organoleptycznie niż tylko oglądając jakieś zniekształcone organy.Nie ma sprawy, Smith, ja cię mogę poinstruować, tylko muszę znaleźć jakiegoś mężczyznę, który będzie zainteresowany tym, byś mu prostatę organoleptycznie badał  Mam, co prawda, kilku znajomych, którzy mogliby ewentualnie być chętni, ale pytanie czy ty się chłopakom spodobasz
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | |
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Smith (10069 punktów) | > Nie ma sprawy, Smith, ja cię mogę poinstruować, tylko muszę znaleźć jakiegoś mężczyznę, który będzie zainteresowany tym, byś mu prostatę organoleptycznie badał  Ty się nie wykręcaj, bo może łokciem to do własnego nosa nie dotknę ale tak to gibki wystarczająco jestem. > Mam, co prawda, kilku znajomych, którzy mogliby ewentualnie być chętni, ale pytanie czy ty się chłopakom spodobasz  A znajome to akurat nie lubią nie chłopców, tak?  Nie kombinuj z formaliną i chętnymi do badań. Korepetycje to zajęcia indywidualne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | liliac (147340 punktów) | > Korepetycje to zajęcia indywidualne.No OK- jeśli chcesz badać organoleptycznie własną prostatę, to ja jestem skłonna z czystej ciekawości cię poinstruować  P.S. Mężczyzna mówi, że to będzie lepsze niż chiński cyrk i pyta czy będzie mógł sprzedawać bilety.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | > No OK- jeśli chcesz badać organoleptycznie własną prostatę, to ja jestem skłonna z czystej ciekawości cię poinstruować  1. Anatomia nie kończy się na prostacie. Tego to się już sam na umiałem. 2. Zresztą bardziej interesują mnie różnice w anatomii własnej i korepetytorki. > P.S. Mężczyzna mówi, że to będzie lepsze niż chiński cyrk i pyta czy będzie mógł sprzedawać bilety.3. Nie kombinuj koleżanko. Jak udało Ci się wykręcić od udzielenia odpowiedzi na jasno postawione, choć nieudolnie sformułowane pytanie, tłumacząc się moim nieuctwem, to teraz nie będziesz mi tu w edukacje showbusiness'u mieszać.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | > >No OK- jeśli chcesz badać organoleptycznie własną prostatę, to ja jestem skłonna z czystej ciekawości cię poinstruować  > 1. Anatomia nie kończy się na prostacie. Tego to się już sam na umiałem.Ale z prostatą zdawałeś się mieć problem natury merytorycznej. > >P.S. Mężczyzna mówi, że to będzie lepsze niż chiński cyrk i pyta czy będzie mógł sprzedawać bilety.> 3. Nie kombinuj koleżanko. Jak udało Ci się wykręcić od udzielenia odpowiedzi na jasno postawione, choć nieudolnie sformułowane pytanie, tłumacząc się moim nieuctwem, to teraz nie będziesz mi tu w edukacje showbusiness'u mieszać.  A co tam bilety. Przyjeżdżaj, Smith, jakoś cię z Mężczyzną i bez showbusiness'u wyedukujemy. Dla dobra nauki
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | > Ale z prostatą zdawałeś się mieć problem natury merytorycznej.Sprawozdania z testów empirycznych nie zawierają niepochlebnych opinii na temat działania całego układu. Stąd mój wniosek, że praktycznych nie mam, ale nie mam też nic przeciwko kolejnym uwiarygodniającym testom. > A co tam bilety. Przyjeżdżaj, Smith, jakoś cię z Mężczyzną i bez showbusiness'u wyedukujemy.Do czego Ci znowu pomoc mężczyzny potrzebna?  Przecież wyemancypowana podobno jesteś, z korepetycjami sama sobie nie poradzisz? > Dla dobra nauki  Miało być dla dobra nieuka, ewentualnie feminizmu przy okazji.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | liliac (147340 punktów) | > >A co tam bilety. Przyjeżdżaj, Smith, jakoś cię z Mężczyzną i bez showbusiness'u wyedukujemy.> Do czego Ci znowu pomoc mężczyzny potrzebna?  > Przecież wyemancypowana podobno jesteś, z korepetycjami sama sobie nie poradzisz?Dzielimy się z Mężczyzną zarówno obowiązkami, jak i rozrywkami. Dlaczego miałabym mu odmawiać udziału w rozrywce? Tylko dlatego, żeś pruderyjny?  > >Dla dobra nauki  > Miało być dla dobra nieukaEdukowanie nieuków służy docelowo właśnie między innymi dobru nauki
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | > Dzielimy się z Mężczyzną zarówno obowiązkami, jak i rozrywkami. Dlaczego miałabym mu odmawiać udziału w rozrywce? Tylko dlatego, żeś pruderyjny?  To przywiozę jakąś nieuczkę a Ty też zaproś dodatkowe asystentki. Jak się bawić to bez pruderii.  > Edukowanie nieuków służy docelowo właśnie między innymi dobru nauki  I przy okazji rozrywce Mężczyzny
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | > >Dzielimy się z Mężczyzną zarówno obowiązkami, jak i rozrywkami. Dlaczego miałabym mu odmawiać udziału w rozrywce? Tylko dlatego, żeś pruderyjny?  > To przywiozę jakąś nieuczkę a Ty też zaproś dodatkowe asystentki. Jak się bawić to bez pruderii.  > >Edukowanie nieuków służy docelowo właśnie między innymi dobru nauki  > I przy okazji rozrywce Mężczyzny  > Ależ proszę cię bardzo  Zapraszamy. I naszych kolegów koniecznie. Może jednak będą zainteresowani. Jak bez pruderii, to bez pruderii.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | > Ależ proszę cię bardzo Zapraszamy. I naszych kolegów koniecznie. Może jednak będą zainteresowani. Jak bez pruderii, to bez pruderii.I po co tych kolegów wy edytowałaś. Po przeczytaniu powiadomienia zamówiłem bilet. Pruderia, pruderią ale ja oczu na plecach nie mam i co to za zabawa pod ścianą, kiedy trzeba na orientację uważać.
|
|
| | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Adamiak (36436 punktów) | > Dobre i to  > A obrazki prostatowe ładne? Śliczne, a jeden to wygląda, jak prostata damska, taka różowa.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | > >Dobre i to  > >A obrazki prostatowe ładne?> Śliczne, a jeden to wygląda, jak prostata damska, taka różowa.  > Tworzysz nowy kanon poprawności estetycznej
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Adamiak (36436 punktów) | > > Śliczne, a jeden to wygląda, jak prostata damska, taka różowa.  > >> Tworzysz nowy kanon poprawności estetycznej  Cóż... Jestem już ponad rok pod opieką Placownika i Zbyszka od Harcerzy - czas na samodzielne eksperymenty w pogłębianiu odwiecznej Przyjaźni Męsko-Damskiej.
|
|
| Mariusz Agnosiewicz (moderator) | |
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ciężko mi się zgodzić z tym co napisałeś. Przymiotnik "naukowy" bardzo słabo pasuje mi do tego filmu. Nie chcę się powtarzać, więc polecam ci na początek moje wpisy powyżej. Myślę, że warto się zastanowić nad koncepcją czegoś co nazwałem Monogają.
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mariuszu - mam wrażenie, że powyższa rozmowa o filmie jest wartościowa. Warto ją przeczytać.
|
|
| techwile.pl (2 punktów) |
Szedłem na ten film z nastawieniem, że to kolejna przereklamowana produkcja - film jednak miło mnie zaskoczył, podobał mi się, ale aż tak mnie nie porwał abym czół potrzebę oglądania go po raz drugi.  Fotografia ślubna Łódź - zdjęcia ślubne
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|