Racjonalista - Strona głównaDo treści
Racjonalny ustroj spoleczno-ekonomiczny

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
11-12-2005 15:45makowski krystek (127 punktów)Racjonalny ustroj spoleczno-ekonomiczny
Niewykluczone, ze ten watek juz pojawial sie na forum niejako "w kawałkach"- przy dyskusji o roznego rodzaju problemach społecznych lub ekonomicznych mogly sie pojawiac wizje najbardziej racjonalnego (lub sprawiajacego takie wrazenie) ustroju. Sadze, ze nie jest specjalnie odkrywczym stwierdzenie, ze zarowno komunizm jak i kaptializm prowadza do patologii irracjonalizmu; o ile w komunizmie mamy do czynienia z idiotycznymi decyzjami podejmowanymi przez partyjnych urzednikow, o tyle w kapitalizmie glupote mozna odnalezc w decyzjach stymulowanego reklamami spoleczenstwa. W obu przypadkach prowadzi to do marnotrawstwa energii i srodkow na zaspokojenie bezsensownych pseudopotrzeb- jesli chodzi o komunizm, takie byly wymogi "ideologiczne", natomiast w kapitalizmie wypadalo by wspomniec np. o modach na rynku, niejako wymagajacych wyrzucania jeszcze dobrych produktow na smietnik i zastepowania ich nowymi. Z makroekonomicznego punktu widzenia jest to bardzo korzystne, jako ze rozkreca koniunkture, ale stanowi szkode dla srodowiska, poza tym niepotrzebnie komplikuje zycie spoleczne- nie sztuka jest cos wyprodukowac, ale sprzedac to i nadażać za moda i konkurencja. Juz widze kontrargument "neolibrałow", ze w koncu nie musze nigdzie z nikim sie scigac, ale moi drodzy- to fikcja ze nie musze. Idiotyczne mody obowiazuja takze na rynku pracy, i to chyba wlasnie z racji tego ze jest "rynkiem". Zeby utrzymac sie w pracy, czy tez na rynku nie moge nie miec telefonu komorkowego (okazuje sie ze funkcja MMS tez jest konieczna), w trakcie przyjecia do pracy w jakis firmie okazuje sie ze wskazana jest znajomosc 5 jezykow i prawo jazdy (choc nie wykorzystuje niczego z wymienionych). I konczymy koleine, do niczego nam tak naprawde niepotrzebne,kursy i kupujemy koleine, diabli wiedza po co produkty. Moze i jesteśmy aktywnymi konsumento-producentami ale zarowno to co produkujemy jak i kopujemy chyba powoli traci sens(jesli juz go nie stracilo). Zeby bylo zabwaniej, to co naprawde jest potrzebne- np. mieszkania- jest diablo trudno dostepne. Niepohamowane konsumowanie i nadprodukcja prowadzi nawet do patologii w stosunkach miedzypanstwych- jesli OPEC podniesie ceny ropy, trzeba bedzie kogos zbombardowac, bo gospodarka nam zwolni... A na stosowanie biopaliwa nie zgodza sie z kolei nasi przetworcy ropy... Na tzw. "wolnym rynku" idiotyzm idiotyzmem pogania. Rozwiazaniem niby moze byc jakies rozsadne ograniczenie zarowno produkcji, jak i konsumpcji. Moze wiec ma racje niejaki Jeremi Rifkin, postulujacy skrocenia dnia pracy do 6 godzin? Tylko tu jedno zastrzezenie- musieliby wszyscy go wprowadzic. Firma, ktora zdecydowalaby sie na takie rozwiazanie (przy zachowaniu wysokosci zarobkow pracownikow) nie wytrzymalaby konkurencji, podobnie rzecz mialaby sie z panstwem- od razu inwestycje zagraniczne zostalyby przeniesione do panstw, w ktorych obowiazuje dluzszy czas pracy (tu maly komentarz 8 godzinny dzien pracy to dzis fikcja zarowno w firmach prywatnych na szczeblu managementu jak i pracownikow fizycznych- vide "Biedronka" jak i w administracji panstwowej). Uprzedzajac kontrargumenty "neoliberałow"- przy wprowadzeniu 8 godzinnego dnia pracy tez twierdzono, ze system sie zawali, a jakos sie kreci, choc pojawil sie wspomniany powyzej problem nieprzestrzegania kodeksu pracy. W inicjowanym watku opisuje wiele spraw i patologii "z roznych szuflad", ale w koncu pod pojeciem ustroju spoleczno- ekonomicznego, kryje sie caloksztalt stosunkow spolecznych, zatem prosze o odpowiedzi uwzgleniajace jak najszersze spektrum zjawisk. Choc niestety, zarowno kapitalizm, jak i komunizm byl opisywany jako "najracjonalniejszy", wiec moze ludzka sklonnosc do irracjonalizmu zwyciezy w kazdym systemie? Czy ktos ma jakis pomysl?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

inhet (1073 punktów)
Jak z powyższego wynika, najłatwiej dostępnym w skali globalnej dobrem jest siła robocza. Z drugiej strony wiadomo, że to właśnie praca jest źródłem wszystkich pozostałych dóbr.
Wiele już razy stosowano tę prostą receptę - robiło sie wojne, i natychmiast bezrobocie znikało. Wojna jednal nie jest rozwiązaniem zbyt humanitarnym i wyraźnie widać, że ostatnio na to rozwiązanie raczej nikt nie idzie. Co nam więc zostało? Na przykład program podboju Kosmosu.

Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa sa w robocie
placownik (17853 punktów)

>Z drugiej strony wiadomo, że to właśnie praca jest źródłem wszystkich pozostałych dóbr.

   Sęk w tym, że różni różnie pracę jako źródło pozostałych dóbr definiują. Są na przykład tacy, którzy uważają, że ich praca polegająca na wykonywaniu, w oparciu o posiadaną wiedzę i komputer podłączony do Internetu, operacji finansowych, skutkuje wytworzeniem dóbr o wartości równej zyskowi jaki na tych operacjach uzyskują. Podobnie myślą zapewne dyrektorzy różnych instytucji finansowych i w tym widzą racjonalne uzasadnienie dla wysokości swych wynagrodzeń. Tymczasem uczestniczą oni jedynie w procesie optymalizowania alokacji kapitału. Na pewno może to przyczyniać się w jakimś bliżej nieokreślonym stopniu do powiększania puli dostępnych dóbr, ale wcale nie musi.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Behemot

>   Sęk w tym, że różni różnie pracę jako źródło pozostałych dóbr definiują. Są na przykład tacy, którzy uważają, że ich praca polegająca na wykonywaniu, w oparciu o posiadaną wiedzę i komputer podłączony do Internetu, operacji finansowych, skutkuje wytworzeniem dóbr o wartości równej zyskowi jaki na tych operacjach uzyskują. Podobnie myślą zapewne dyrektorzy różnych instytucji finansowych i w tym widzą racjonalne uzasadnienie dla wysokości swych wynagrodzeń. Tymczasem uczestniczą oni jedynie w procesie optymalizowania alokacji kapitału. Na pewno może to przyczyniać się w jakimś bliżej nieokreślonym stopniu do powiększania puli dostępnych dóbr, ale wcale nie musi.

Inwestycje kapitałowe poprzez stymulowanie obiegu pieniądza bardziej przyczyniają się do wzrostu gospodarczego niż proste wytwarzanie dóbr. Dzięki nim powstają też zdrowe relacje właściciel-zarząd-klient i motywacja do rozwoju firmy. Przestrzegałbym też przed stawianiem pracy związanej z przemianą surowca w produkt nad pracę bez materialnego efektu. Wysoko rozwinięte gospodarki rozwijają się obecnie tylko dzięki usługom. Produktów nie można konsumować bez ograniczeń w przeciwieństwie do usług. Wiele z tych usług nie jest niezbędnych i można powiedzieć, że uczestniczą tylko w redystrybucji kapitału. Ale o to właśnie chodzi!
placownik (17853 punktów)

>Przestrzegałbym też przed stawianiem pracy związanej z przemianą surowca w produkt nad pracę bez materialnego efektu. Wysoko rozwinięte gospodarki rozwijają się obecnie tylko dzięki usługom. Produktów nie można konsumować bez ograniczeń w przeciwieństwie do usług.

   Jeśli codziennie golę sąsiada, a on w zamian co tydzień mnie strzyże, to niewątpliwie świadczymy sobie usługi. Nieodpłatnie. Jeśli wstawimy pomiędzy nas fryzjera, to w zasadzie niewiele się zmieni. Ja nadal będę chodził przyzwoicie ostrzyżony, a sąsiad przyzwoicie ogolony. Tyle, że z punktu widzenia ekonomii przyczynimy się wtedy do "rozwoju" gospodarki. Wzrośnie PKB!

   Przykład mniej abstrakcyjny. Zostaje wprowadzona pełna odpłatność za studia. Z dnia na dzień uczelnie państwowe zwiększają skokowo "produkcję" usług. PKB rośnie! Gospodarka się rozwija.

   Przykład całkowicie abstrakcyjny. Mężowie zaczynają płacić żonom, (lub na odwrót - nie chcę być uznany za seksistę) za prace domowe. Przyrost PKB wprost oszałamiający!

   Rzecz warta chyba gruntownego przemyślenia?

   Przy okazji stwierdzę jednak, że golić się (usługa) w nieskończoność nie można, podobnie jak nie można bez ograniczeń konsumować dowolnego produktu. Tak więc Twoja teza chyba nie do końca jest prawdziwa.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Behemot
>   Jeśli codziennie golę sąsiada, a on w zamian co tydzień mnie strzyże, to niewątpliwie świadczymy sobie usługi. Nieodpłatnie. Jeśli wstawimy pomiędzy nas fryzjera, to w zasadzie niewiele się zmieni. Ja nadal będę chodził przyzwoicie ostrzyżony, a sąsiad przyzwoicie ogolony. Tyle, że z punktu widzenia ekonomii przyczynimy się wtedy do "rozwoju" gospodarki. Wzrośnie PKB!

Mógłbym podać na to przykład na odwrotność specjalizacji rolnictwa ale nie o to chodzi. Zresztą przykład z fryzjerem jest OK. Jeżeli jednak strzyżemy się u fryzjera a nie u sąsiada to dajemy fryzjerom możliwość uzyskania dochodu i wydania go. Na to możesz odpowiedzieć, że jak nie dasz fryzjerowi to i tak wydasz na coś innego ale nie tak działa gospodarka. Wzrost gospodarczy w uproszczeniu opiera się o postęp techniczny czyli wytworzyć więcej, szybciej i taniej.
Jeżeli weźmiemy np. fabrykę lodówek to fakt, że nie tylko pracownicy produkcyjni (których nota bene jest coraz mniej) będą mogli lodówkę kupić ale również fryzjerzy czy np. taksówkarze, to fabryka będzie mogła zainwestować kasę aby produkować za rok więcej, szybciej i taniej.

>   Przykład mniej abstrakcyjny. Zostaje wprowadzona pełna odpłatność za studia. Z dnia na dzień uczelnie państwowe zwiększają skokowo "produkcję" usług. PKB rośnie! Gospodarka się rozwija.

Uczelnie uczestniczą w wymianie pieniądza czy biorą od studenta czy z budżetu. Zresztą uczelnie zgarniają dziś więcej kasy od studentów zaocznych, podyplomowych czy wieczorowych niż za studentów dziennych z kasy państwa.

>   Przy okazji stwierdzę jednak, że golić się (usługa) w nieskończoność nie można, podobnie jak nie można bez ograniczeń konsumować dowolnego produktu. Tak więc Twoja teza chyba nie do końca jest prawdziwa.

A jednak Chodzi mi o sektor usług a nie o fryzjerstwo. Począwszy od usług dostępu do internetu a skończywszy na krytykowanych przez Ciebie usługach instytucji finansowych i nowe jakich dzisiaj jeszcze nie ma. Możliwości są nieskończone. Zresztą gdyby jakieś usługi były naprawdę niepotrzebne nikt by za nie nie płacił. Tak jak Ty nie musisz płacić fryzjerowi ale on i tak zarabia bo znajduje jednak chętnych.

Pozdrawiam
makowski krystek (127 punktów)
>Przestrzegałbym też przed stawianiem pracy związanej z przemianą surowca w produkt nad pracę bez materialnego efektu. Wysoko rozwinięte gospodarki rozwijają się obecnie tylko dzięki usługom. Produktów nie można konsumować bez ograniczeń w przeciwieństwie do usług. Wiele z tych usług nie jest niezbędnych i można powiedzieć, że uczestniczą tylko w redystrybucji kapitału. Ale o to właśnie chodzi!

A z ilu niby kont i lokat bankowych moge korzystac(uslugi uczestniczace w zarzadzaniu kapitalem)? Inne uslugi- ile razy mozna wysprzatec moje mieszkanie, naprawic moj zegarek (niezawodny), czy moj samochod(tez niezawodny)? z uslug ilu kelnerow, psychologow czy nawet prostytutek- a niech sie rynek uslug rozwija, czemu te sfere zycia pomijac by to mialo- moge skorzystac? Problem polega na tym ze uslug tez jest nadprodukcja, i co najidiotyczniejsze:zeby je sprzedac(nie sztuka produkowac czy swiadczyc uslugi tylko je sprzedac)zaczyna roznego rodzaju strategie maketingowe stosowac, co nie rozwazuje problemow, a je MNOŻY- "wysyp" namolnych ofert, spamow, ulotek pod drzwiami, reklam, czy przedstawicieli handlowych. Tym "kreatywnym" marketingowcom konsument tez sprawia problem, bo nie chce skorzystac ze wszystkich uslug- bo i za co i po co? Zatem czy ich dzialania sa konstruktywne? czy nie dalo by sie zrobic tak, abysmy sobie nawzajem nie sprawiali problemow? Moze postulat wspomnianego Rifkina o ograniczenie produkcji i skrocenia dnia pracy jest naprawde zasadny?
motyl
>Czy ktoś ma jakiś pomysł?
Ciekawym byłoby zbudowanie tylu elektrowni, że energia elektryczna byłaby za darmo. To poszerzyłoby możliwości i jest w zasięgu.
Pozdrawiam
placownik (17853 punktów)

   Czy aby na pewno jesteś tym samym Motylem , który ma wątpliwości ?

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
motyl
>   Czy aby na pewno jesteś tym samym Motylem , który ma wątpliwości ?
Jak rozumiem powinienem rozwinąć to, co napisałem.
W tej chwili Polska sprzedaje część swojej energii elektrycznej na zachód (ok 10%). W prognozach, o których słyszałem mówi się, że za kilka lat będziemy energię kupować. Co wiecej kraje Europy Zachodniej również będą ją kupować (niestety wtedy już od Rosji).
Pominę na razie dywagacje na temat potencjalnej prywatyzacji tego sektora. Może bowiem dojść do absurdów tego typu, że firmy zachodnie wykupią jego część, co sprawi, że zyski (ich część) ze sprzedaży owej energii będą wracały do krajów, którym będziemy ją sprzedawać.
O ile się nie mylę, lokalnie (na polskie warunki) energia elektryczna jest droga. Co działa mniej więcej w ten sposób, w jaki podwyższają ceny innych produktów drogie paliwa.
Co mogłoby zmienić te prognozy, sprawić by się nie sprawdziły?
Na przykład wybudowanie dwóch elektrowni atomowych. Nadmiar energii jest dokąd odprowadzać z zyskiem, który pokryłby inwestycję w budowę.
Co prawda darmowość energii elektrycznej można między bajki włożyć, ale był to z mojej strony chwyt erystyczny mający służyć temu, by pokazać, że jest coś na rzeczy.
Bo przecież energia elektryczna staniałaby, co znalazłoby swoje przełożenie w gospodarce. Co więcej groźba zakręcenia przez Rosję kurka z gazem stałaby się jakby mniej straszna, a zatem i mniej prawdopodobna.
Jakby skutkiem ubocznym jest to, że elektrownie atomowe są efektywniejsze i tańsze od innych rodzajów elektrowni (górnicy staliby się mniej potrzebni).
Są również czystsze (w sensie zanieczyszczeń środowiska) w porównaniu do elektrowni na paliwa nieodnawialne.
Czemu więc ich nie budujemy???
Pozdrawiam
Totus (1201 punktów)
Witam.
>W obu przypadkach prowadzi to do marnotrawstwa energii i
>srodkow na zaspokojenie bezsensownych pseudopotrzeb
A są jakieś sensowne potrzeby? Bo gdyby były miały by one wyższy priorytet od bezsensownych. Co jest sensowną potrzebą określa sensowny podmiot. Czy istnieje sensowny podmiot? Kto nim jest? Pojawiają się kryteria sensowności, o które można zacząć spór, kto ma się spierać?
>Juz widze kontrargument "neolibrałow", ze w koncu nie musze nigdzie z nikim sie
>scigac, ale moi drodzy- to fikcja ze nie musze.
Czyli wyrzucamy z grona komunistów, kapitalistów, liberałów i neoliberałów jako osoby nieuprawnione do wyrażenia stanowiska w debacie "Gdzie jest sens". Czy tylko oni?
>Idiotyczne mody obowiazuja takze na rynku pracy, i to chyba wlasnie z
>racji tego ze jest "rynkiem".
No i pierwszy racjonalny głos, który zmusza do zadania pytania:
Jak ograniczyć wolny rynek ?
A może trudniejsze: Co nie jest na sprzedaż? Są takie wartości nie-handlowe nam znane?
>Moze i jesteśmy aktywnymi konsumento-producentami ale zarowno to co
>produkujemy jak i kopujemy chyba powoli traci sens(jesli juz go nie stracilo).
Podobnie jak życie podporządkowane takiemu choremu modelowi społecznemu. >Niepohamowane konsumowanie i nadprodukcja prowadzi nawet do patologii w stosunkach miedzypanstwych-
Z tym i z większością się zgadzam.
>Czy ktos ma jakis pomysl?
1. Musi istnieć polityka globalna dotycząca wszystkich państw oparta na celach, do których realizacji państwa te przystąpią dobrowolnie, rezygnując jednocześnie (jako cena) z suwerenności politycznej w kwestiach dotyczących realizacji celów (logicznie).
Przykład:
Cel : ujednolicenie stawek podatkowych w państwach Unii Polityki Globalnej.
Wymóg: Zamknięcie konkurencji podatkowej między państwami.
Sens: Realizacja Międzysektorowej Polityki Antydestrukcyjnej.
Komuś się nie podoba?
Pytanie dyplomatyczne: Dlaczego?
Odpowiedź: Bo tak.
Reakcja: To won z Unii na pobocze rozwoju. Unia się nie obraża, przyjmie syna marnotrawnego ale pod warunkiem, że skamląc przyzna się do grzechu wobec społeczeństwa globalnego, że jego chęcią było zadośćuczynić swojemu parciu do lepszości od innych, faszystowskiej nieetycznej wybraniowości na tle innych narodów, postrzegania siebie lepszym i przez to mądrzejszym od innych.
Po takim wyznaniu czy Unia nie wybaczy?
2. Obecnie istniejące sektory zwane państwami narzuciły by takie a nie inne (trudno, ale niech będzie) granice podziału rynków wewnętrznych służących w powiązaniu z mechanizmem zarządzania państwem celom globalnym. Jakie to cele?
No właśnie jakie mogą być sensowne cele Ziemian. Potrzebuję tego do dalszej dyskusji.
______
Jeszcze dodam: Im potężniejsza gospodarka w sektorze tym większe zobowiązania wobec słabszych. By niwelować zobowiązania należy niwelować słabość. Innymi słowy nie wchodzić z butami jak dyktator do zmasakrowanego chorą kulturą kurnika z ekonomiczną siekierą w ręce, ale realna pomoc trwała - wędka z instrukcją obsługi.
Wspaniały byłby to gest ale proszę mi powiedzieć kto byłby w stanie okazać wdzięczność?
Czy tam gdzie człowiek nie rozumie drugiego człowieka możliwe jest by państwa przez im podobnych tworzone rozumiały się nawzajem?
Scorp (5381 punktów)
>
>No właśnie jakie mogą być sensowne cele Ziemian. Potrzebuję tego do dalszej dyskusji.
>______
Cholernie dobre pytanie, Totusie i nie widać odpowiedzi oczywistej, przynajmniej na naszym racjonalnym podwórku. Sęk w tym, że cel może wyznaczyć tylko układ nadrzędny a co nim być może w przypadku racjonalnie myślących Ziemian? Znajdźmy układ nadrzędny, znajdzie się i cel.

Samo przetrwanie Ziemian na Ziemi może być celem niezłym, ale zdawać sobie trzeba sprawę, że jest ono celem nie naszym, jest sumą genetycznej woli przetrwania jednostek, czyli efektem puli genetycznej. Czy to nie za mało, jak na Ziemian, którzy już się spod dyktatury genów od dawna wyrywają?
Szukamy dalej?
inhet (1073 punktów)
Nadrzędnym celem jest przetrwanie Ziemian gdziekolwiek, niekoniecznie na ojcowiźnie.
A z tym wyrywaniem się spod dyktatu genów to bym nie przesadzał - na razie to my jeszcze nawet nie wiemy, jak dalece mu podlegamy.

Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa sa w robocie
Scorp (5381 punktów)
>Nadrzędnym celem jest przetrwanie Ziemian gdziekolwiek, niekoniecznie na ojcowiźnie.

Jest warunkiem działania lub dążenia, wiec można powiedzieć, ze celem posrednim. Równie dobrze - oraz równocześnie - celem może być rozwój nauki, zdobywanie kosmosu albo chwalenie domniemanego stwórcy. Są to wszystko cele wymyślone i można je zamieniać na inne. Celem genu jest przetrwanie człowieka, celem tego człowieka może być - co zdarza się nierzadko - coś całkiem innego. Wszystko zależy, w jaki układ się wplątał - układ wobec niego zewnętrzny wyznaczył mu cel.

>A z tym wyrywaniem się spod dyktatu genów to bym nie przesadzał - na razie to my jeszcze nawet nie wiemy, jak dalece mu podlegamy.
Ale i tak sie wyrywamy. Zapobiegamy rozmnażaniu i przedłużamy życie, chociaż geny nas odwołują.
>
Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa sa w robocie

A co to ma znaczyć?
inhet (1073 punktów)
>>Nadrzędnym celem jest przetrwanie Ziemian gdziekolwiek, niekoniecznie na ojcowiźnie.
>Jest warunkiem działania lub dążenia, wiec można powiedzieć, ze celem posrednim. Równie dobrze - oraz równocześnie - celem może być rozwój nauki, zdobywanie kosmosu albo chwalenie domniemanego stwórcy. Są to wszystko cele wymyślone i można je zamieniać na inne. Celem genu jest przetrwanie człowieka, celem tego człowieka może być - co zdarza się nierzadko - coś całkiem innego. Wszystko zależy, w jaki układ się wplątał - układ wobec niego zewnętrzny wyznaczył mu cel.
Celem genu nie jest przetrwanie człowieka, lecz przetrwanie i powielenie genu. A człowiek działa w służbie tego celu, choćby sobie nie wiem co myślał, i nie wiem jakie cele wymyślał. Wzrost pogłowia gatunku jest wszak faktem niezaprzeczalnym.

>>A z tym wyrywaniem się spod dyktatu genów to bym nie przesadzał - na razie to my jeszcze nawet nie wiemy, jak dalece mu podlegamy.
>Ale i tak sie wyrywamy. Zapobiegamy rozmnażaniu i przedłużamy życie, chociaż geny nas odwołują.

Rozmnażaniu zapobiegamy przecież tylko lokalnie - i to wcale nie dlatego ,że taka jest nasza wolna wola, tylko dlatego ,że lokalnie występuje przegęszczenie. To i szczury potrafią, gdy sie je stłoczy zanadto. Zaś przedłużanie zycia jest ubocznym skutkiem lokalnego wzrostu stopy życiowej - i też jest lokalne. Tutaj zresztą sprawa wydaje się być bardziej złozona, bo chroni się głównie starych ludzi, będacych zasobnikami aktualnie przydatnej informacji...

>>
Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa sa w robocie

>A co to ma znaczyć?
>
Dokładnie to, co napisano - to cytat z "Fausta" - polecam.

Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa sa w robocie
Totus
>Równie dobrze - oraz równocześnie - celem może być rozwój nauki, zdobywanie kosmosu
To środek do celu głównego.
Celem pobocznym staje się samo doskonalenie środka jako składowej tempa osiągania celu głównego.
>Są to wszystko cele wymyślone i można je zamieniać na inne.
Środek (składowa jedna z x składowych) jest celem dla specjalisty. Im lepszy środek tym szybsza droga do celu. Sprzęgając się z celem głównym automatycznie chroniony jest specjalista.
>Celem genu jest przetrwanie człowieka, celem tego człowieka może być - co zdarza się nierzadko - coś całkiem innego.
Społeczeństwo może zdeterminować wyrażając potrzebę cele specjalistyczne (pośrednie) jednostce, którą rodzina powołuje do egzystencji. Określona jest pula wyboru celów pośrednich, za których realizację społeczeństwo wynagradza (oczywiście obywatelskie a w tym nie dofinansowywujące sekt czy instytucji pogrzebowych typu KK)
>Wszystko zależy, w jaki układ się wplątał - układ wobec niego zewnętrzny wyznaczył mu cel.
Społeczeństwo jest układem zewnętrznym?
Jakie cele wyznacza jednostce społeczeństwo?
Jaki jest główny cel społeczeństwa?
placownik (17853 punktów)

>Samo przetrwanie Ziemian na Ziemi może być celem niezłym

   Coraz wyraźniejsze zmiany klimatyczne, których stajemy się świadkami mogą już wkrótce spowodować, że kwestia przetrwania może stać się bardzo aktualna dla sporej części Ziemian. I to także tej części, która dotychczas nie miała żadnych powodów, aby się nad tą kwestią poważnie zastanawiać.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
makowski krystek (127 punktów)
Czuje sie jak przysłowiowy "uczen czarnoksieznika", ktory wyzowloil moce nad ktorymi nie da sie zapanowac. Cieszy mnie ze dyskusja tak sie rozwineła, jednak mam wrazenie, że zaczyna sie ona ograniczac jedynie do watku, nazwijmy to "ekologiczego". Brakuje mi tu jednak argumentow z dziedzin zycia społecznego czy nawet z gruntu ekonomii- np. jakis pomysl na system finansowania "inwestycji" ekologicznych (ten cudzyslow wynika z tego ze chyba nie do konca sa to inwestycje w potocznym tego slowa znaczeniu, choc walory srodowiska maja swoj wymiar ekonomiczny). Niewatpliwie watek "ekologiczny" jest jednym z najistotniejszych- zeby w ogole zaistanialo jakies zycie spoleczne, musi istniec populacja, ale ponawiam ( i doscislam )pytanie: czy ktos ma pomysl na racjonalniejsza organizacje zarowno w wymiarze spolecznym, ekonomicznym, jak i ekologicznym?
placownik (17853 punktów)

>Niewatpliwie watek "ekologiczny" jest jednym z najistotniejszych- zeby w ogole zaistanialo jakies zycie spoleczne, musi istniec populacja

   Chyba nie tylko dlatego. Zagrożenia ekologiczne wydają się być jedynym realnym powodem, dla którego pomysły na zmianę celów i sposobów funkcjonowania gospodarki kapitalistycznej mają szansę na przebicie się ze sfery utopii do sfery praktyki.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
stokrotka (877 punktów)
>Zagrożenia ekologiczne wydają się być jedynym realnym powodem, dla którego pomysły na zmianę celów i sposobów funkcjonowania gospodarki kapitalistycznej mają szansę na przebicie się ze sfery utopii do sfery praktyki.

Dokładnie. Zmiany jakie gospodarka człowieka od wieku powoduje w środowisku wymagają przetasowania wartości i pojęcia postępu. Trzeba zacząć od zmiany miernika rozwoju gospodarki. PKB, tak powszechnie dziś uznawany i nie obejmuje wiele wartości. Od wspomnianej już pracy domowej (niezarobkowej) po zmiany w ekosystemach. Opieranie się wyłącznie nie przyrości pieniądza, czy produkcji to za mało! Kłania się problem odpadów, marnotrastwa energii itd. Ale to nie jest nic odkrywczego. O zrównoważonym rozwoju mówi się od dawna, wprowadza się go maluczkimi krokami tu i ówdzie, ale konieczne jest zbiorowe i działanie i ZBIOROWA ŚWIADOMOŚĆ.
Totus (1201 punktów)
>Czuje sie jak przysłowiowy "uczen czarnoksieznika", ktory wyzowloil moce nad ktorymi nie da sie zapanowac.
Uda się, uda.
>Cieszy mnie ze dyskusja tak sie rozwineła, jednak mam wrazenie, że zaczyna sie ona ograniczac jedynie do watku, nazwijmy to "ekologiczego".
Ekologia powinna obejmować liczebność naszego gatunku. Jak widzimy jest on poza kometą największym zagrożeniem dla samego siebie i całego ekosystemu. Niebieska kuleczka ma szansę nie stać się czerwonym pogożeliskiem jeżeli zrozumiemy czym jest decyzja o poczęciu obywatela:
"a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć niech pojmuje" dodam tylko jak zatytuowany jest ten wypis z Mt 19,10. Otóż wyobraź sobie, że brzmi on "Dobrowolna bezżenność". Prosiłbym tych, którzy to czytają na odpowiedź we własnym sumieniu i szczerze: "Co to znaczy DOBROWOLNA"
Proszę o analizę słowotwórczą. Czym jest dobry wybór dla dobra ogółu w tym przypadku?
Kto namawia do bezkrytycznego rozmnażania - powiadam Wam, czyni to na zgubę tych, którzy jutro dostaną "systemowy zakaz" w postępującym upadku królestwa Ziemian.
>Brakuje mi tu jednak argumentow z dziedzin zycia społecznego czy nawet z gruntu ekonomii- np. jakis pomysl na system finansowania "inwestycji" ekologicznych (...)
A komu potrzebne są "inwestycje ekologiczne"? Zielonym? Myślisz, ze matoł potrzebuje się odnosić do problemu? szczur potrzebuje? świnia potrzebuje? religiant potrzebuje?
Pseudoobywateli nie interesuje nasz problem. Zapytasz co z tego? Ano oni zeżrą wszystko co spróbujesz dla nich zrobić, przetopią na bazyliki, pomniki i wypłaty dla biurokratów i ich rodzin oraz czterdzieści ministerstw i formacji antykorupcyjnych.
Ziobro miał obciach jak go Rydzyk obściskiwał?
A moze chłopak tu przyjdzie na forum, zaloguje się z ksywką i się wypłacze jak mu głupio, że jest ministrem widmo państwa widmo z widmo obywatelami przesyconymi moherem.
>Niewatpliwie watek "ekologiczny" jest jednym z najistotniejszych- zeby w ogole zaistanialo jakies zycie spoleczne, musi istniec populacja, ale ponawiam ( i doscislam )pytanie: czy ktos ma pomysl na racjonalniejsza organizacje zarowno w wymiarze spolecznym, ekonomicznym, jak i ekologicznym?
A możesz mi powiedzieć co jest śmiesznego lub pozornie głupiego w zdaniu:
" Jezus był racjonalistą? " - dla ułatwienia dodam, że świetnie wiedział co mówi bo ma to ludzki, sensowny wymiar i żeby Ci jeszcze ułatwić był racjonalistą w sensie sposobu w jaki to przekazywał dostosowuąjąc się do poziomu rozmówcy. Więc jeżeli ktoś ocenia Jezusa za sposób wypowiedzi i retorykę to ja mu mówię, że była świetnie dobrana do ubóstwa kulturowego i naukowego tych, do których się zwracał. Oskarżają go czemu nie powiedział wprost a ja stwierdzam: Jakże wielka to ignorancja i cynizm, mówić istocie typu człowiek, że jest wolna, skoro ona gotowa byłaby zabić głosiciela w obronie Szatana-Opiekuna "niedojd".
No to jak powalczysz o wolność czy nie? Potem dam Wam schematy co i jak, ale wpierw powiem ostrzącym skalpele: "Nie, nie jestem kosmitą! Nie, ani Jezusem, ani spiskowcem, ani homo-hetero małpim genem, ani Polakiem, ani Żydem, ani Anią z Zielonego Wzgórza..."

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365