Racjonalista - Strona głównaDo treści
Aleksander Kwasniewski potrafi odejść

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
16-12-2005 19:18outsider (2469 punktów)Aleksander Kwasniewski potrafi odejść
- piszę to po ułaskawieniu Zbigniewa Sobotki. Niezupełnym - ale zamieniającym karę na wyrok w zawieszeniu.

I nie ma tu znaczenia sprawa winy Sobotki - rzeczy osądzonej ale nie do końca jasnej. Ma znaczenie to, że tak bardzo od początku kwestionowano prawo Aleksandra Kwaśniewskiego do tego właśnie ułaskawienia; rzecz jasna będzie ono kwestionowane nadal, były prezydent ściągnął sobie sforę na plecy, nie wiadomo jaką cenę osobiście zapłaci.

Tak czy owak, nadchodzą czasy sprawiedliwości uproszczonej, zwanej niekiedy ludową: postępowanie min. Ziobry pozwala co nieco przewidywać. Ale to nawet nie sprawa ekipy PiS-u, to nieuchronne - nikt nie ma bowiem żadnego pomysłu na Polskę, zatem igrzyska musza zastąpić chleb. Że beda nieudolne? Może - całe szczęście; dzięki temu zapewne proporcja winnych i niewinnych wśród skazanych będzie bliska fifty-fifty, ale w sumie bedzie ich mniej, niż gdy sprawiedliwość ludowa realizuje swoje sprawnie i skutecznie.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

enfant (64444 punktów)
Reakcja mediów na skorzystanie z prawa łaski, konstytucyjne prawo prezydenta jest zastanawiająca. "Kwaśniewski Łaskawy", manus manam lavat, itd. Natomiast liczne głosy oceniające wyrok sądu jako wydany pospiesznie, po poszlakowym procesie politycznym, bez większych dowodów winy Sobotki, zostały jak zwykle przedstawione jako nieporadna obrona winnego. Dziwne też, że media nie protestują przeciwko cynicznym ruchom Ziobry, który mówił, że będzie spowalniał proces w miarę możliwości, tak by jednak zmieścić się w literze prawa. Minister sprawiedliwości jeżdżący po samej bandzie, czujący się wzorem uczciwości, dopóki tej bandy nie przekroczy? Czy to nie jest warte odpowiedniego komentarza?

dryń, dryń
outsider (2469 punktów)
Polskie myslenie jest wciąż rozpaczliwie skażone nieprzezwyciężonym manicheizmem: zło i dobro to walczące ze sobą persony a nie aspekty wszystkiego co istnieje. Wszędzie właściwie trafia się na ową barierę: tylko w sprawach dobrze nam znanych (ale nie nas osobiscie dotyczacych) potrafimy niekiedy dostrzegać splot dobra i zła. Wypowiadać sie jednak potrafimy o wszystkim - nie to, żeby widzieć cokolwiek, ale dobro od złą odrózniamy z najwyższą niewzruszona pewnością.

Jesteśmy przez to nieodporni na manipulację, jak zwykle ludzie naiwni i niedoświadczeni. A gazety? Słowa, słowa, słowa - jak napisał nieodżałowany William Shakespeare.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
placownik (17853 punktów)

   A ja mam pytanie. Prezydent oczekiwał na akta sprawy. To jest raczej bezsporne. Do czego były mu one potrzebne, skoro ostatecznie podjął decyzję bez ich znajomości?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
outsider (2469 punktów)
Nie jest to szermierka według ustalonych reguł. Kto ich przestrzega mimo łamania przez przeciwnika, zdobędzie może nagrodę Fair Play ale przegra; tu akurat gra idzie o kokretny los: nie Kwaśniewskiego.

Zwyczajowo wystosowanie zapytania jest przyrzeczeniem czekania na odpowiedź: jeśli jednak kontrahent publicznie ogłosi, ze zastosuje obstrukcję? Zapytanie przestaje wiązać, powracamy do norm prawa: jakich? Rozstrzygną prawnicy, mniej lub bardziej niezawisły sąd zapewne.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
placownik (17853 punktów)

   Jak by tego kota nie obracać, to i tak w tej sytuacji wyjdzie, że Sobotka swoje ułaskawienie zawdzięcza wyłącznie temu, że miał szczęście być znanym Panu Prezydentowi. Niestety.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
outsider (2469 punktów)
Ludzkie oblicze ponadludzkiego znaczenia wybranych, Placowniku...

Pomroczność jasna jednego z Wałęsiątek, oskarżenia wobec Clintona, że pod sam koniec kadencji ułaskawił za znaczna kasę aferzystę, sprawa Sobotki... Pojawiaja sie przecież _ przynajmniej w sieci - i takie teksty, że Sobotka mógłby zacząć "śpiewać", Rywin zaś wie za mało aby go spotkało takie szczęście. Dowiemy sie, jak było naprawdę? Raczej nie - uwierzymy w co bedziemy chcieli.

Jak wielkie nie byłyby zasługi płk. Kuklińskiego dla NATO, zatemi i antyrosyjskiej Polski - był do końca życia człowiekiem niegodnym zaufania: kłamał bowiem, oszukiwał i wykorzystywał na gardłowa skalę swoich najbliższych kolegów i zwierzchników, sprawy ludzkiej uczciwości złożone na ołtarzu Sprawy; wychowani na Konradzie Wallenrodzie nie dostrzegamy tego.

Winien zatem mąż stanu (czy inna znaczna postać) zachować się w skali czysto ludzkiej przyzwoicie - czy nie? Nie uniknie konfliktu między człowieczeństwem a boskością, nie uniknie też konieczności jego rozstrzygnięcia. I będzie ono oceniane przez dwa skłócone ze soba sądy, ludzi i historii, zatem przegra zawsze: to cena władzy.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
placownik (17853 punktów)

>Pomroczność jasna jednego z Wałęsiątek, oskarżenia wobec Clintona, że pod sam koniec kadencji ułaskawił za znaczna kasę aferzystę, sprawa Sobotki...

   Jako zwolennik Pana Prezydenta czułbym się zdecydowanie lepiej, gdyby w tej wyliczance sprawy Sobotki zabrakło. Zwłaszcza w takim wykonaniu. Stosunek obywateli do rządzących, niezależnie od ich maści [rządzących], również by na tym zyskał, a zatem i Państwo. Czy mamy z wypiekami na twarzy oczekiwać z niecierpliwością, czym zapisze się na tej liście kolejny Prezydent RP?

>Winien zatem mąż stanu (czy inna znaczna postać) zachować się w skali czysto ludzkiej przyzwoicie - czy nie?

   W moim rozumieniu władza niestety często ten moralny nakaz uchyla. Dla osób wrażliwych moralnie jest to jeden z jej ciężarów. Czy Churchill zachował się moralnie nie podejmując żadnych działań, które mogłyby ograniczyć skutki nalotu na Coventry? A jak z tego punktu widzenia ocenić działania posła Jagiełły, który poczuł się moralnie zobowiązany do ostrzeżenia swoich przyjaciół?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
outsider (2469 punktów)
>>Pomroczność jasna jednego z Wałęsiątek, oskarżenia wobec Clintona, że pod sam koniec kadencji ułaskawił za znaczna kasę aferzystę, sprawa Sobotki...
>   Jako zwolennik Pana Prezydenta czułbym się zdecydowanie lepiej, gdyby w tej wyliczance sprawy Sobotki zabrakło. Zwłaszcza w takim wykonaniu. Stosunek obywateli do rządzących, niezależnie od ich maści [rządzących], również by na tym zyskał, a zatem i Państwo. Czy mamy z wypiekami na twarzy oczekiwać z niecierpliwością, czym zapisze się na tej liście kolejny Prezydent RP?

Tyle, że to lista zarzutów zaledwie, a zarzutom niekiedy trzeba stawiać czoła - to że mogą zostac postawione nie może paraliżować. Zarzut nie jest stwierdzeniem winy - gdyby tak było, stawiający zarzuty rządziliby światem i prezydentami.

>>Winien zatem mąż stanu (czy inna znaczna postać) zachować się w skali czysto ludzkiej przyzwoicie - czy nie?
>   W moim rozumieniu władza niestety często ten moralny nakaz uchyla. Dla osób wrażliwych moralnie jest to jeden z jej ciężarów. Czy Churchill zachował się moralnie nie podejmując żadnych działań, które mogłyby ograniczyć skutki nalotu na Coventry? A jak z tego punktu widzenia ocenić działania posła Jagiełły, który poczuł się moralnie zobowiązany do ostrzeżenia swoich przyjaciół?

W sprawie posła Jagiełły sąd dysponował dowodami bezpośrednimi - w sprawie Sobotki było domniemanie winy. Sobotka został ukarany najsurowiej - a był to pierwszy tego rodzaju wyrok w III RP. I pozostawił po sobie pytanie: czy względy prewencji ogólnej nie przeważyły nad poczuciem sprawiedliwości w sprawie szczególnej? Mozna było odnieść wrażenie, że tak, co jest przecież charakterystyczne dla procesów politycznych. Sąd wykazał sie stanowczością i surowością (ponad żądania prokuratury) nie wobec sprawców którym winę dowiedziono ponad wszelką wątpliwość a wobec osoby politycznie najznaczniejszej, mimo braku bezposrednich dowodów jej udziału w przestępstwie. Wyglądało to raczej na prawną deklaracje, niż na rozstrzygnięcie konkretnej sprawy - ta została roztrzygnięta niejako na uboczu procesu, niejako utylitarnie. Wyrok słuszny jako przestroga dla innych - wobec słabości udokumentowania zarzutów wobec Sobotki pozostawiający jednak pytanie: sprawiedliwość Sobotce wymierzono czy coś więcej?



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
placownik (17853 punktów)

   Wbrew temu co zdajesz się sugerować, poprzez swój akt łaski Prezydent nie negował zasadności uznania Sobotki winnym, złagodził tylko wymiar kary. Podejmując decyzję Prezydent kierował się znajomością Sobotki raczej, niż sprawy, bo tej nie znał. W ten sposób wszyscy obywatele są równi wobec prawa, lecz równiejsi są ci, których zna Prezydent. I nie ma tu nic do rzeczy stan faktyczny, to znaczy czy Sobotka rzeczywiście był winny, czy też nie.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
outsider (2469 punktów)
Ani zaprzeczył ani potwierdził - decyzje sądu i prezydenta cechuje wzajemna ortogonalność. Ułaskawia się człowieka nie przestępcę, pozostawiając go przestępcą w świetle prawa. Gdyby Sobotce miało z tytułu znajomości z Kwaśniewskim ułaskawienie nie przysługiwać, również mielibyśmy równych i równiejszych (tych, którzy prezydenta nie znają) - zatem tego rodzaju analiza jest w tej sprawie na nic. Pozostaje decyzja - i ją przyjmuję z szacunkiem.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
placownik (17853 punktów)
>Gdyby Sobotce miało z tytułu znajomości z Kwaśniewskim ułaskawienie nie przysługiwać, również mielibyśmy równych i równiejszych

   Zapominasz o punkcie wyjścia naszej wymiany zdań. O aktach sprawy, o które Prezydent zwrócił się do Prokuratora Generalnego (Art. 567.§ 2. kpk Prokurator Generalny przedstawia Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej akta sprawy lub wszczyna z urzędu postępowanie o ułaskawienie w każdym wypadku, kiedy Prezydent tak zadecyduje) i których do dnia podjęcia decyzji nie otrzymał. Czy konieczność zapoznania się z aktami sprawy przed wydaniem decyzji o ułaskawieniu dotyczy tylko spraw osób nieznanych Panu Prezydentowi?

   Tym razem walczysz za niesłuszną sprawę.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
outsider (2469 punktów)
Mam wrażenie, że jednak mijasz się z tokem dyskusji - lub musimy rozpocząć ab ovo, na co specjalnej chęci nie mam. Cała rzecz rozgrywa sie na marginesie kpk - obie strony falandyzuja prawo, która uczyni to skuteczniej? Tego nie rozstrzygniemy z cała pewnością.

Co zatem jest sprawą słuszną - a co niesłuszną? Różnie oceniamy decyzję prezydenta, żaden z nas nie jest jednak dokonać oceny prawnej owej decyzji. Nawet żaden prawnik - tylko i wyłacznie sąd.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Krzysztoforski (157 punktów)
Do sprawy pana Sobotki podchodzę bardzo ostrożnie. Nie wysilam się na specjalnie głęboką analizę poczynań prezydenta, z tego prostego powodu, że nie znam szczegółów sprawy i nigdy nie poznam, bazując na przekazie mediów. Mam świadomość takiej informacyjnej ułomności, w przeciwieństwie do obywateli wyrażających kategoryczne sądy na ten temat, podobne temu, że pan Sobotka posiada pewne dyskredytujące informacje. Myślę, że takie bawienie się w tropicieli teorii spiskowych nie służy niczemu, a wręcz przeciwnie, umacnia głoszącego je człowieka i jego otoczenie, w stereotypie wszech(wiedzącego)polaka.

Pozostaje mi zaakceptować decyzję odchodzącego Prezydenta. Może to zabrzmi naiwnie w odczuciu niektórych forumowiczów, ale jest to bardziej minimalizm poznawczy. Ponadto wychodzę z założenia, że wypada po prostu uszanować decyzję pierwszego obywatela. Taka jego wola i przywilej prawny, dlaczego głowa państwa nie miałaby z niej jednorazowo skorzystać? Ze względu na aroganckiego pana Ziobrę?

Mam głęboką nadzieję, że Polacy ocenią prezydenturę Kwaśniewskiego z perspektywy 10 lat bardzo ważnych przemian społeczno-politycznych, i jeden postępek - słuszny czy nie - nie zaważy na tej ocenie.
mohawk (2936 punktów)
>Jako zwolennik Pana Prezydenta czułbym się zdecydowanie lepiej, gdyby w tej wyliczance sprawy Sobotki zabrakło. Zwłaszcza w takim wykonaniu.
Ja zaś jako jego przeciwnik mam stosunek ambiwalentny. Według mnie wszystko zależy od stanu faktycznego, a więc od stopnia winy, którego jednak nie jesteśmy w stanie poznać. Nawiasem mówiąc, sam stwierdziłeś, że akt łaski nie dotyczył kwestii winy Sobotki. Złagodzenie wyroku można uznać za zasadne lub nieuzasadnione, jednak nawet w mediach głównego nurtu dominowało przekonanie, że wydany wyrok był bardzo surowy. Z politycznego zaś punktu widzenia, wymiar kary ma zupełnie drugorzędne znaczenie, skoro i tak Sobotka jest jako polityk skończony.

Swoją drogą, cieszę się, że nie jestem z zawodu sędzią, gdyż jakoś nie wyobrażam sobie skazywania ludzi na podstawie poszlak. Brrr...
placownik (17853 punktów)

   Po raz kolejny zabieram głos, nie po to jednak aby postawić na swoim, tylko dlatego że uważam sprawę za niezwykle ważną.

   Niezbędnym warunkiem stworzenia w Polsce społeczeństwa obywatelskiego jest zmiana stosunku większości obywateli do prawa. Zarówno rządzonych jak i rządzących. Prawo oczywiście też wymaga zmian idących w kierunku jego większej spójności, prostoty i przejrzystości, ale to inna sprawa. Prawo w Polsce jest omijane, wykorzystywane, nadużywane i czasami tylko przestrzegane. Sprawa Sobotki to kolejna niewykorzystana, przez partie polityczne, organizacje pozarządowe, władze i media wreszcie, okazja do zademonstrowania na czym polega przestrzeganie prawa. Po wiadomej decyzji Pana Prezydenta rozkręcane są dyskusje na przeróżne tematy. Tematem jest powód podjęcia takiej decyzji, wina bądź niewinność Sobotki, wysokość wyroku, zawartość akt sprawy, to kto na tym zyska, a kto straci. Z rzadka tylko i to na najdalszym planie przemyka temat przestrzegania prawa. Przez Pana Prezydenta i przez Pana Prokuratora Generalnego.

   Zastanówmy się, co by było gdyby obronie udostępniono akta podobnej, poszlakowej, sprawy jedynie na okres 24 godzin. Media podniosłyby krzyk o utrudnianie, czy wręcz uniemożliwianie obrony. I miałyby rację. A co by się stało, gdyby skład sądzący wydał wyrok w podobnej sprawie po przeznaczeniu na zapoznawanie się z aktami sprawy, poszlakowej - podkreślam, cały jeden dzień. Wyrok nie miałby prawa ostać się w apelacji. Sędziowie nie mieliby prawa ostać się w zawodzie, a media podniosłyby krzyk o parodii wymiaru sprawiedliwości. I miałyby rację. A co by było gdyby sędziowie odważyli się wydać wyrok w sprawie swego bliskiego znajomego. Media podniosłyby krzyk... I miałyby rację.

   Pan Prezydent nie mógł uchylić się od ustosunkowania się do prośby Sobotki o łaskę. Fakt iż Sobotka jest jego dobrym znajomym nie mógł być do tego podstawą. Wszak Prezydenta mamy tylko jednego, a tylko jemu prawo stosowania łaski przysługuje. Sobotka ma takie same prawa co każdy inny obywatel. Jednak fakt bliskiej znajomości powinien Pana Prezydenta zobowiązywać przynajmniej do szczególnej dbałości o zachowanie obowiązujących procedur. A co zrobił Pan Prezydent?

   Pan Prezydent skorzystał z przysługujących mu uprawnień i zażądał dostarczenia mu akt sprawy. Czy ustawodawcy przewidującemu taką możliwość chodziło jedynie o to aby akta przewędrowały z biurka na biurko? Biurka w tym wypadku położone były dość daleko od siebie i rozpoczęcie realizacji żądania Pana Prezydenta wymagało zaangażowania wielu osób i środków technicznych. Ale to tak na marginesie. Wracając do intencji ustawodawcy. Czy pragnął on po prostu, aby akta sprawy leżały na tym samym biurku, na którym Pan Prezydent akt łaski podpisze? Chyba nie. Chodziło mu z całą pewnością o to, aby Pan Prezydent przed podjęciem decyzji z aktami się zapoznał. A co zrobił Pan Prezydent?

   Pan Prezydent akt się nie doczekał. Swój udział miał w tym niewątpliwie Pan Prokurator Generalny, który uznał za stosowne prawo zinterpretować po swojemu i uznać się za zobowiązanego do dołączenia do akt swojej opinii o sprawie. A sporządzić taką opinię na kolanie co najmniej nie wypada. Rzecz wymagała więc czasu. Nie wiem co było w aktach. Wiem natomiast czego nie było. Nadzwyczajna szybkość działań Pana Prezydenta spowodowała, że w aktach nie było pisemnego uzasadnienia wyroku. Nie było, bo nie minęły jeszcze dwa tygodnie przed upływem których, sąd zobowiązany jest owe uzasadnienie sporządzić! I co zrobił Pan Prezydent bez akt, a zatem i bez znajomości sprawy? Co zrobił w tej wyjątkowej sytuacji. Wyjątkowej, gdyż wnioskującym był jego bliski znajomy, a także gdyż w dotychczasowej 15 letniej praktyce Kancelarii Prezydenta nie zdarzyło się jeszcze aby akta o które zwracał się Prezydent nie zostały by mu dostarczone?

   Pan Prezydent wziął najwyraźniej pod uwagę wyjątkowość sytuacji i Sobotkę ułaskawił.

   Powtarzam jeszcze raz. Nie jest dla sprawy ważne, czy Sobotka był winien, czy nie, czy wyrok był rażąco wysoki, czy też w sam raz. Ważne jest że Pan Prezydent pospołu z Panem Prokuratorem Generalnym wykorzystali prawo dla swoich interesów. Każdy na swój sposób. Nie wiem czy Pan Prezydent prawo złamał, czy go jedynie nadużył, "sfalandyzował" jak chcą niektórzy. Wiem, że go nie przestrzegał, pomimo iż w tej właśnie sytuacji do jego wyjątkowo ścisłego przestrzegania był zobowiązany.

   Jeśli nie chcemy, aby powróciły czasy kiedy za główną dyrektywę interpretacji prawa służył argument "wicie rozumicie towarzyszu" nie możemy udawać, że po raz kolejny nic nadzwyczajnego się nie stało. Że tak już jest i tak będzie zawsze. I to niezależnie od naszych sympatii lewicowych, centrowych czy prawicowych. Nie liczmy na to, że wystarczy gdy towarzysza zastąpi kolega. W kapeluszu, bądź moherowym berecie.

   Nie wystarczy.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
outsider (2469 punktów)
Rozważamy rzecz z dwóch róznych punktów widzenia. Twój pozostawiam Trybunałowi Stanu, przed który sprawa zapewne trafi. W interesie szacunku dla prawa (w tym: własciwości sądów) nie domyślam się rozstrzygnięcia: nawet gdyby jeden z nas ocenił rzecz trafnie, nasze oceny nie maja znaczenia. Nie sadzisz, że bronię w ten sposób rzeczy bardziej jeszcze fundamentalnej dla porządku prawnego - tego, aby nie było samozwańczych sędziów w sprawach należących do kompetencji sądów?

Oceniam ułaskawienie Sobotki jako czyn być może grożący Aleksandrowi Kwaśniewskiemu osobistą odpowiedzialnością karną. Miał zamiar Sobotkę ułaskawić? Zapewne tak. Nagłośniono sprawę - mógł się ugiąć przed nagonką jak wielu przed nim. Nie ugiął się, biorąc być może na siebie owo więzienie, od którego uwolnił Sobotkę: tak widzę ludzki wymiar sprawy. Pamiętajmy bowiem: jeśli Aleksander Kwaśniewski zostanie za ułaskawienie Sobotki skazany - prezydent Lech Kaczyński nie ułaskawi go z całą pewnością.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
placownik (17853 punktów)

>Rozważamy rzecz z dwóch róznych punktów widzenia

   Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Co więcej, przyjmując Twój punkt widzenia widzę to samo co Ty, a moja ocena tego co widzimy jest niemal zbieżna z Twoją.

>Twój pozostawiam Trybunałowi Stanu, przed który sprawa zapewne trafi

   Ano właśnie. I tego nie rozumiem. Nie rozumiem dlaczego wzdragasz się przed spojrzeniem na sprawę z mojego punktu widzenia. Nie jest on w żaden sposób zastrzeżony wyłącznie dla Trybunału Stanu.

>W interesie szacunku dla prawa (w tym: własciwości sądów) nie domyślam się rozstrzygnięcia

   Rozumiałbym choć w części Twoją powściągliwość, gdyby sprawa była w toku. A tak przecież nie jest. Nie wniesiono nawet oskarżenia! Szacunek dla prawa nie wymaga wcale zachowania milczenia wtedy, kiedy zachodzi podejrzenie jego złamania. Powiem więcej. Milczenie w takiej sytuacji kłóci się z moim rozumieniem pojęcia postawy obywatelskiej. Ale skoro zwróciłeś uwagę na ten aspekt to przeanalizuj w tym samym aspekcie postępowanie Pana Prezydenta. Sobotka nie wykorzystał jeszcze wszystkich środków prawnych jakie mu przysługą. Obrońcy po ogłoszeniu wyroku stwierdzili, że będą się zastanawiali nad wniesieniem sprawy do Sądu Kasacyjnego. Być może to uczynią. Chociaż po tym co zrobił Pan Prezydent to raczej mało prawdopodobne. W interesie szacunku dla prawa, na który sam się powołujesz, Pan Prezydent powinien się wstrzymać ze swoją decyzją. Bo co byłoby gdyby jednak sprawa do Sądu Kasacyjnego trafiła, a Sąd rozpatrzyłby ją pozytywnie, czyli wyrok uchylił, a sprawę przekazał do ponownego rozpoznania? Czy chciałbyś być w skórze składu sądzącego w zaistniałej, za sprawą Pana Prezydenta, sytuacji?

>Nie sadzisz, że bronię w ten sposób rzeczy bardziej jeszcze fundamentalnej dla porządku prawnego - tego, aby nie było samozwańczych sędziów w sprawach należących do kompetencji sądów?

   Chyba niepotrzebnie uderzasz w najwyższe nuty. Czy nazwałbyś samozwańczym sędzią kogoś kto wnosząc z siniaków na twarzy sąsiadki stwierdzi, że najprawdopodobniej sąsiad leje swoją małżonkę? Sprawa Pana Prezydenta jeszcze nie istnieje. A jako nie istniejąca nie należy do kompetencji żadnego sądu. Jednak możliwość jej zaistnienia podlega osądowi społecznemu. Możesz rzecz jasna w tym osądzie nie brać udziału, ale nadawanie miana samozwańczych sędziów tym, którzy taki udział biorą, jest moim zdaniem bezpodstawne i niesprawiedliwe.

   Tak więc dyskutujemy z dwóch różnych punktów widzenia. Nie są one jednak równie ważne. Twój jest ważny dla Sobotki i Pana Prezydenta jako zwykłych ludzi. Mój, i tu ja z kolei uderzę w najwyższą nutę, jest ważny dla obrazu Państwa w oczach jego obywateli.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
outsider (2469 punktów)
Piszesz, że z mojego punktu widzenia sprawa tak musi wyglądać - ale zarazem deprecjonujesz ów punkt...

A ja myślę o demokracji już pozbawionej jakiejkolwiek siły. W Polsce demokracja jeszcze dziecinna i słaba, ale demokracja w ogóle zagubiła kierunek, zastąpiła Boga PKB: nie połapała się jeszcze w zmienionej sytuacji podobnie jak Amerykanie wciąż trzymaja się zimnowojennego myślenia o sprawach świata. Mamy więc doskonałość proceduralną, która prowadzi do nikąd, mamy demokracje coraz bardziej przypadkowe. Radziłyby sobie w bliczu realnych ale dających się przezwyciężyć zagrożeń: stare koszmary jednak juz nie straszą, a nowe zagrożenia? Wobec nich czujemy się bezradni.

Reguły społeczne osiągnęły jak sadzę poziom niereformowalności: poprawa życia poprzez wzrost produkcji? To już nie funkcjonuje, bo rewolucja informatyczna zastąpiła robotników maszynami - a postęp gospodarczy wymaga pogłebienia tego procesu. System staje sie coraz bardziej niesterowny.

W tej sytuacji uważam lekceważenie ludzkich reguł bo reguły społeczne sa doskonałe za iluzję. Mamy hodować przywódców bez twarzy, bo tylko tacy będą doskonałymi mackami prawa? Mackami - ale nie mózgami przecież. Już von Hayek żąda ograniczenia władzy ustawodawczej bo tylko tak daje się zapewnić ekonometryczną przewidywalność świata - wydaje się jednak zapominać o teorii katastrof... A my się zbliząmy ku krawedzi obszaru linearnego, gdzie iteracyjne macanie gremiów już na nic, trzeba zrobic krok.

Teraz ja zabrnąłem w rejony patosu, Placowniku. Zauważę jednak - logika wolnej dyskusji bez zewnętrznego arbitrażu nie pozwala żadnemu z uczestników stwierdzić, że jego sąd jest bardziej miarodajny, nie da sie. Między sobą tego nie rozstrzygniemy choc możemy dyskutować dalej - pozostawmy ocenie tych co czytają, jesli ktoś czyta. Każdy z nas przedstawił inny aspekt sprawy - który ważniejszy? Mówię - pozostawmy to innym.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
placownik (17853 punktów)

>Piszesz, że z mojego punktu widzenia sprawa tak musi wyglądać - ale zarazem deprecjonujesz ów punkt...

   Rzeczywiście. Uważam go za mniej ważny. Można to nazwać deprecjonowaniem. Ale czy to tylko obrona przed deprecjacją powoduje Twoją niechęć przed przyjęciem choćby na chwilę mojego punktu widzenia?

>Mamy więc doskonałość proceduralną, która prowadzi do nikąd

   Ani istniejące procedury idealne nie są, ani ich przestrzeganie. Nie wierzę, aby stan ten wynikał z przekonania rządzących, że starania o jego zmianę prowadzą do nikąd. Podyktowany jest raczej troską o ich wygodę. A wygoda rządzących rzadko idzie w parze z troską o dobro rządzonych.

>Mamy hodować przywódców bez twarzy, bo tylko tacy będą doskonałymi mackami prawa?

   Dbałość o przestrzeganie obowiązującego prawa to podstawowy obowiązek rządzących. W demokracji oczywiście. W innych ustrojach nie jest to takie ważne. Przywódca bez twarzy to kiepski przywódca. Przywódca łamiący prawo ma dla mnie twarz despoty. Trafiają się rzecz jasna dobrzy despoci. Tacy z ludzka twarzą. Jednak niezwykle rzadko.

>Zauważę jednak - logika wolnej dyskusji bez zewnętrznego arbitrażu nie pozwala żadnemu z uczestników stwierdzić, że jego sąd jest bardziej miarodajny, nie da sie.

   Ano nie da. Czyli pora kończyć. Chyba, że znajdą się jacyś arbitrzy. Hej, jest tam kto?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
outsider (2469 punktów)
Tak, zostawmy już sam spór. Przypomina mi on nieco rozprawę karną, toczona według prawa anglosaskiego. Prokurator broni społeczeństwa przed jednostką (zatem reguły przed niesfornością jej egzemplifikacji), obrońca - jednostki przed społeczeństwem; zatem autonomiczności egzemplifikacji (exemplum bytu jak najbardziej realnego) wobec reguły, niepełnej przecież. Z uwagi na znaczenie w tamtejszym prawie precedensów, ze starcia obu rodzi sie prawo: zmienia się zarówno exemplum na które oddziałuje wyrok jak i reguła, na którą oddziałuje precedens.

Jest zatem toczony spór - nie tylko o prawdę procesową, ale i wagę wzajemną dwu różnych aspektów rzeczywistości. To pierwsze rozstrzyga ława przysięgłych gdy się juz obudzi, a drugie? Przewodniczacy rozprawie sędzia - tu go nie ma, ale każdy kto zechce naszą rozmowę przeczytać, bedzie sie tak czy owak musiał wczuć w jego rolę.

Pozdrawiam zatem i ja - togi czas zdjąć.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
sukulent (2309 punktów)
Na arbitra nadaję się jak na balerinę do Balszoj, zapewne, ale konkluzją może być stary dowcip żydowski o sądzie rabina nad zwaśnionymi stronami (Ależ rebe, przecież obaj nie mogą mieć racji !... I ty masz rację, mój synu...).

Dziękuję za przyjemność obserwowania Waszej polemiki.

Pozdrawiam serdecznie



"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
Zbyszek???
Prezydent - gdyby chciał, to mógłby - gdyby chciał,- najgorszego mordercę - gdyby chciał - wypuścić na wolność,- jakby chciał - po to -jakby chciał,- żeby zbrodniarz - jakby nie chciał - przeżył los bezdomnego i bezrobotnego.
Taki jest przywilej Pierwszego Obywatela i wara ludziom od tego.
placownik (17853 punktów)

   Wypisz wymaluj pomazaniec boży. Jednak nim nie jest. I dlatego realizując swoją suwerenną wolę musi przestrzegać obowiązujących procedur. Procedury te wymyślono nie po to aby mu utrudnić życie, ale aby zredukować do minimum możliwość wystąpienia sytuacji podobnych do tej, jaka miała miejsce przy ułaskawieniu niejakiego Słowika. Podobno były Pan Prezydent raczył był podpisać jego ułaskawienie, bo "ktoś" podsunął mu do podpisu odpowiedni dokument. Jeśli procedury były w tym przypadku zachowane, to ustalenie prawdziwości twierdzenia Pana Prezydenta nie powinno nastręczać zbytnich trudności. Jeśli były...

>Taki jest przywilej Pierwszego Obywatela i wara ludziom od tego

   Zapotrzebowanie na silnego człowieka jak widać stale rośnie. To chyba jedna z pierwszych jaskółek zwiastujacych zbliżanie się IV Rzeczypospolitej.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
qazad (130 punktów)
ktoś niedawno ładnie podsumował to ułaskawienie (niestety nie zacytuję dosłownie):
decyzja być może zgodna z prawem, ale styl rynsztokowy

i podpisuję się pod tym obiema rękami.

P.S. "Znam pana Sobotkę i wiem, ze to uczciwy człowiek" - A.K.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365