Racjonalista - Strona głównaDo treści
Jak przeprowadzić dowód bez żadnych założeń

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
10-01-2006 14:33motylJak przeprowadzić dowód bez żadnych założeń
Witam
Jesteśmy na Racjonaliście, racjonalnym portalu, który służy rozświetlaniu mroków niewiedzy światłem wiedzy.
Więc mam taki problem, dyskutowałem sobie z Panem Lewandowskim w wątku 'Religijne tytuły naukowe'. Cóż, być może jestem egoistą, gdyż mimo poczucia, że zadałem odpowiednie pytania by podważyć podejrzane tezy, brnąłem w nią dalej. Po prostu mnie to bawiło.
W pewnym momencie Pan Lewandowski napisał coś, co tak wiele powiedziało o jego znajomości pewnych nauk, że postanowiłem się tym z wami podzielić.
Otóż człowiek, który w swoich postach przytacza jakoby wiele tez różnych filozofów, naukowców w pewnym momencie pisze, że
są rzeczy, twierdzenia, które da się udowodnić (!) nie mając żadnych (a więc i ukrytych) założeń.
Niewątpliwie ktoś, kto by to potrafił byłby geniuszem na miarę istoty boskiej.
Jakikolwiek bowiem przeprowadzamy dowód potrzebujemy założeń, które mówią nam co mamy do dyspozycji i jakimi związkami, własnościami wolno nam się posługiwać.
Ale widać są takie 'nauki' gdzie nie potrzeba założeń, przynajmniej w mniemaniu Pana Lewandowskiego.
Jeśli kiedyś będziecie mieli przyjemność z nim dyskutować zwracajcie uwagę na szczegóły- szybko widać wtedy jak nierzetelnie prowadzi on dyskusje.
Jesli zaś chcecie o coś dopytać, albo macie inne zdanie na ten temat, zapraszam do pisania postów.

Marcin Klapczyński (3149 punktów)
>są rzeczy, twierdzenia, które da się udowodnić (!) nie
>mając żadnych (a więc i ukrytych) założeń.


Można, np. "A Ziemia jest płaska i basta!"

Pana Lewandowskiego trzeba troszkę z przymrużeniem oka traktować - on tu przychodzi tylko po to aby wetknąć kij w mrowisko, nie dla pożytecznej dyskusji.
Jan Lewandowski
>Witam
>Jesteśmy na Racjonaliście, racjonalnym portalu, który służy
>rozświetlaniu mroków niewiedzy światłem wiedzy.

Pierdu, pierdu.

>Więc mam taki problem, dyskutowałem sobie z Panem
>Lewandowskim w wątku 'Religijne tytuły naukowe'. Cóż, być
>może jestem egoistą, gdyż mimo poczucia, że zadałem
>odpowiednie pytania by podważyć podejrzane tezy, brnąłem w
>nią dalej. Po prostu mnie to bawiło.

"Poczucia" - dobrze ujęte.

>W pewnym momencie Pan Lewandowski napisał coś, co tak wiele
>powiedziało o jego znajomości pewnych nauk, że postanowiłem
>się tym z wami podzielić.
>Otóż człowiek, który w swoich postach przytacza jakoby
>wiele tez różnych filozofów, naukowców w pewnym momencie
>pisze, że
>są rzeczy, twierdzenia, które da się udowodnić (!) nie
>mając żadnych (a więc i ukrytych) założeń.


Nie, nic takiego w dyskusji z tobą nie napisałem. To jest jedynie kolejna twoja nadinterpratacja. Różnych miałem dyskutantów. Każdy z nich czasem coś nadinterpretował. To się zdarza wszystkim, w tym mnie. Ale z tobą jest problem o wiele większy: nadinterpretowywujesz wprost wszystko i nie rozumiesz nawet elementarnych członów składni zdań oponenta. Ten wątek jest naprawdę stratą wirtualnej przestrzeni.

>Niewątpliwie ktoś, kto by to potrafił byłby geniuszem na
>miarę istoty boskiej.
>Jakikolwiek bowiem przeprowadzamy dowód potrzebujemy
>założeń, które mówią nam co mamy do dyspozycji i jakimi
>związkami, własnościami wolno nam się posługiwać.
>Ale widać są takie 'nauki' gdzie nie potrzeba założeń,
>przynajmniej w mniemaniu Pana Lewandowskiego.
>Jeśli kiedyś będziecie mieli przyjemność z nim dyskutować
>zwracajcie uwagę na szczegóły- szybko widać wtedy jak
>nierzetelnie prowadzi on dyskusje.
>Jesli zaś chcecie o coś dopytać, albo macie inne zdanie na
>ten temat, zapraszam do pisania postów.

Jak widzę musiałeś wybiec na ulicę i skrzyknąć chłopaków, bo nie wiesz co począć. Dam ci radę: zacznij naprawdę czytać co piszą inni, bez czytania tego przez pryzmat swych wizji, i przede wszystkim włącz myślenie.
Zaglądajacy czasem

>>pisze, że
>>są rzeczy, twierdzenia, które da się udowodnić (!) nie
>>mając żadnych (a więc i ukrytych) założeń.

>Nie, nic takiego w dyskusji z tobą nie napisałem. To jest jedynie kolejna twoja nadinterpratacja. Różnych miałem dyskutantów. Każdy z nich czasem coś nadinterpretował. To się zdarza wszystkim, w tym mnie. Ale z tobą jest problem o wiele większy: nadinterpretowywujesz wprost wszystko i nie rozumiesz nawet elementarnych członów składni zdań oponenta. Ten wątek jest naprawdę stratą wirtualnej przestrzeni.
Sprawdziłem, który z Panów kłamie zaglądając do tematu o tytułach naukowych. Oto co znalazłem:
>>>>>-czy mógłby Pan wypisać założenia nauki według Lakatosa, które doprowadziły go do tak wspaniałych wniosków,
>>>>Lakatos nie przedstawia żadnych "założeń". Kolejne pudło.
>>>lol Nie ma założeń a jest dowód! Niesłychane!
>>Logiczne.
>hahahahahaha, to sprawa na osobny wątek. Twierdzi Pan, że można coś udowodnić bez żadnych założeń.
Jan Lewandowski: Nic takiego nie twierdzę. Kolejna nadinterpretacja.
Rację miał motyl, a co do Jana Lewandowskiego, to wydaje się, że nie ma on dość siły charakteru by się przyznać do błędu, ani godności by się z niego wycofać.
Pisząc zaś nieprawdę, mimo że można to sprawdzić można mu przypisać tytuł kłamcy.
MatakBoskaLewandoska
Jan Lewndowski to błazen nad błazny, swą kazuistykę opanował do perfekcji nemalże. Już nie raz skompromitował się na łamach Racjonalisty, co ciekawe zawsze myśląc że to on wygrał spór. Ciekawe jak tym razem będzie się wykręcał ze swoich kłamstw.
Jan Lewandowski
>Jan Lewndowski to błazen nad błazny, swą kazuistykę opanował do perfekcji nemalże. Już nie raz skompromitował się na łamach Racjonalisty, co ciekawe zawsze myśląc że to on wygrał spór.

Pustosłowie, nie uzasadnione niczymkolwiek.
Jan Lewandowski

>Rację miał motyl, a co do Jana Lewandowskiego, to wydaje się, że nie ma on dość siły charakteru by się przyznać do błędu, ani godności by się z niego wycofać.
>Pisząc zaś nieprawdę, mimo że można to sprawdzić można mu przypisać tytuł kłamcy.

Pustosłowie, nie uzasadnione niczymkolwiek.
zima (560 punktów)
Tak sobie pomyślałem, że to Forum w pewnym sensie powinno uczyć sztuki dyskusji. Pomagać znaleźć w niej błędy logiczne, nieścisłości. Wywołany został przykład dyskutowania z Janem Lewandowskim dlaczego by nie zrobić tego na tym przykładzie.
Po pierwsze mamy post Pana Lewandowskiego, w którym kilka stwierdzeń nas zaniepokoiło:
a poza tym eksperyment niczego nie dowodzi (...). Pokazał to genialnie Lakatos, który w swej pracy "Pisma z filozofii nauk empirycznych" (s. 18n) udowodnił jak w zgodzie ze wszystkimi normami nauk szczegółowych możnaby obronić najbardziej fundamentalne prawa fizyki w sytuacji, gdyby wszystkie planety zaczęły się zachowywać wbrew owym prawom fizyki. Poza tym żaden eksperyment nie jest też w stanie nic tak naprawdę dowieść, ponieważ bez wprowadzenia zdań pomocniczych również ad hoc ma zerową wartość poznawczą, jeśli się nie potwierdzi również owych zdań pomocniczych (a to jest niewykonalne, ponieważ wpadlibyśmy w pułapkę regresu ad infinitum). To z kolei ujawnił Neurath. Eksperyment nie jest zatem również żadnym ostatecznym kryterium nauki.
Pan Lewandowski wzbudza niepokój egzystencjalny pisząc, że eksperyment niczego nie dowodzi. Jednocześnie nastepne zdanie pokazuje, że wyraża się niezbyt ściśle, bo występuje w nim słówko 'możnaby'. Pewnie możnaby w określonych warunkach. Ale czy zawsze? Spróbujmy spytać o to Pana Lewandowskiego.
Poza tym sam sobie przeczy pisząc, że bez zdań pomocniczych nic nie znaczy, a wcześniej pisał, że w ogóle nic nie znaczy. Znów mamy watpliwości jak jest naprawdę. Poza tym czym są owe zdania pomocnicze? Czy są potrzebne przy każdym eksperymencie?
Wrażenia chaosu dopełnia zdanie o tym, że Pan Lewandowski dzieli nauki na empiryczne i nieempiryczne. Skoro dzieli to i uznaje? A przynajmniej potrafi rozróżnić.
Spróbujmy się zatem dopytać, o co mu dokładnie chodzi. Zdanie, że eksperyment jest nie znaczący podważa przecież całą naukę! Czyżby Pan Lewandowski wiedział coś, co obróci naszą całą cywilizacje w perzynę? A może skoro nauka rozwija się ułatwiając życie, Pan Lewandowski stara się nas oszukać, albo się pomylił po prostu?
Tak czy inaczej wartoby się czegoś więcej dowiedzieć.

Zadane zostało Panu Lewandowskiemu kilka pytań, zobaczymy jak sobie z nimi poradził. Aby było przejrzyście kwestia odpowiedzi będzie w oddzielnych postach.
~~?
zima (560 punktów)
W tej linii dyskusji, którą się zajmiemy, z Panem Lewandowskim dyskutował motyl.
Pan motyl zarzucił Panu Lewandowskiemu, że zdania pomocnicze, o których pisze Pan Lewandowski, a bez których eksperyment nie może się obejść jesli ma być coś warty, to w istocie aksjomaty.
...Nauka ma swoje aksjomaty (twierdzenia pomocnicze, jak to Pan ładnie nazwał), których się nie udowadnia. ... (motyl)
W tym konkretnym poście zajmiemy się dalszym losem owego zarzutu.
Postawione zostało pytanie:
Czym są owe zdania pomocnicze jeśli nie aksjomatami? (proszę wymienić jeden) (motyl) /*chyba miał jakies wątpliwości*/
Wcale nie muszą być aksjomatami, non sequitur. Dlatego polemizujesz nie z tym co napisałem w tym momencie. (Jan Lewandowski) /* Pan Lewandowski uważa, że motyl niepotrzebnie się przyczepił. Ale z drugiej strony drugim zdaniu piszę, że jest to niezwiązane z tematem, co już jest troche dziwne. Przecież Pan Jan wprowadził pojęcie zdań pomocniczych nie wyjasniając czym one są */
A jednak nie wymieniłeś ani jednego. Zatem Twoje słowa to ucieczka, od pokazania czym w istocie są owe twierdzenia pomocnicze. /* motyl kontynuje w agresywnym tonie. Widać jest przekonany o słuszności swojej tezy */
Chrzanisz. Nie wymieniłem ani jednego, bo wcale nie pisałem o tym, ani nie miałem zamiaru. Zatem nie jest to "żadna ucieczka", tylko nie dam się wciągnąć w dyskurs nie na temat. /* Postępowanie Pana Lewandowskiego jest dziwne, być może nie chce wchodzić w szczegóły. Ale przeciez nie ma jeszcze żadnej dyskusji- wystarczyłoby sprecyzować pojęcia. Druga strona może uznać takie postępowanie za słabość*/
Ale jeśli by się okazało, że to jednak aksjomaty, to wyjdzie na to, że napisał Pan oczywistość, a próbował wmówić czytelnikowi, że tak nie jest. Zatem byłoby to postepowanie niemoralne. Czyżby ten atak był bezpodstawny? Proszę to udowodnić wymieniając jedno twierdzenie pomocnicze. Co Panu szkodzi? /* Właściwie te zdania zmuszają do odpowiedzi. Taki rodzaj szantażu, poprzedzony jednak dopytywaniem się w lżejszy sposób */
"A jeśli" - cóż za "argumentacja". /* Pan Lewandowski ironizuje */ i dalej...
Proszę bardzo: najlepszy dowód na to, że założenie pomocnicze nie musi być asjomatem jest choćby hipoteza ad hoc Newtona tłumacząca z powodu braku zadowalającego wyjaśnienia czemu światło odbija się od lustra: dlatego, że ma pewną "dyspozycję" (power) (za I. Newton, "Optics", Book 2, part. 3, proposition 8, Nowy Jork 1952, s. 256). Jest to czysta spekulacja (czego Newton nie ukrywał), wręcz masło maślane, nie mające nic wspólnego z żadnym intuicyjnym aksjomatem. A zatem dokonywałeś zwykłych błędnych nadinterpretacji dokonując utożsamienia tego w moich wypowiedziach.
/* Zadziwiające na koniec Pan Lewandowski wypowiada się nie na temat. Co ma to stwierdzenie do eksperymentu nikt tego chyba nie zgadnie. Można podejrzewać, że eksperyment udowodnił, że światło się odbija od lustra- a więc ma taka własność, 'dyspozycje'- co to ma jednak do wątku dyskusji, chyba tylko bogowie wiedzą... */
Ogólne wrażenie jest takie, że Pan Lewandowski tak naprawdę nie zna dobrze twierdzeń, które przytacza. Tak więc może je przytaczać w nieodpowiednich sytuacjach, albo przekręcone.
Skąd taka surowa opinia?
Jeśli przytacza się w swojej argumentacji jakieś dowody, twierdzenia, to trzeba się umieć obronić, jeśli zostaną zaatakowane. W tym wypadku wystarczyło wyjaśnić czym są owe zdania pomocnicze, inaczej pozostaje domniemanie, że przeciwnik miał rację- są aksjomatami. A jeśli uznać, że są, to Pan Lewandowski okazałby się manipulatorem.
Nie było dalszego ciągu dyskusji w tej sprawie. Widocznie motyl uznał, że nieudzielenie mu informacji zamyka temat, i że niekompetencja drugiej strony nie pozwala rozwijac tego dalej.
Celam dyskusji tego rodzaju nie jest bowiem przekonanie kogoś, a tylko przedstawienie przekonujących argumentów.
~~?
Jan Lewandowski
Najczęściej rozdmuchujesz do rangi problemu zwyczajnie urojone problemy, więc znaczną część wodolejstwa wytnę. Postaram się odpowiedzieć tam, gdzie jakkolwiek sensownie da się odpowiedzieć.

>Wcale nie muszą być aksjomatami, non sequitur. Dlatego polemizujesz nie z tym co napisałem w tym momencie. (Jan Lewandowski) /* Pan Lewandowski uważa, że motyl niepotrzebnie się przyczepił. Ale z drugiej strony drugim zdaniu piszę, że jest to niezwiązane z tematem, co już jest troche dziwne. Przecież Pan Jan wprowadził pojęcie zdań pomocniczych nie wyjasniając czym one są */

Zdań pomocniczych, ale nie aksjomatów. Więc moja odpowiedź była słuszna, gość pisał nie na temat po prostu.

>Chrzanisz. Nie wymieniłem ani jednego, bo wcale nie pisałem o tym, ani nie miałem zamiaru. Zatem nie jest to "żadna ucieczka", tylko nie dam się wciągnąć w dyskurs nie na temat. /* Postępowanie Pana Lewandowskiego jest dziwne, być może nie chce wchodzić w szczegóły. Ale przeciez nie ma jeszcze żadnej dyskusji- wystarczyłoby sprecyzować pojęcia. Druga strona może uznać takie postępowanie za słabość*/

j.w.

>"A jeśli" - cóż za "argumentacja". /* Pan Lewandowski ironizuje */

Nie ironizuję. Argument oparty na "a jeśli" to nie jest argument, tylko co najwyżej pokazanie przez gościa, że nie rozumie oponenta.

i dalej...
>Proszę bardzo: najlepszy dowód na to, że założenie pomocnicze nie musi być asjomatem jest choćby hipoteza ad hoc Newtona tłumacząca z powodu braku zadowalającego wyjaśnienia czemu światło odbija się od lustra: dlatego, że ma pewną "dyspozycję" (power) (za I. Newton, "Optics", Book 2, part. 3, proposition 8, Nowy Jork 1952, s. 256). Jest to czysta spekulacja (czego Newton nie ukrywał), wręcz masło maślane, nie mające nic wspólnego z żadnym intuicyjnym aksjomatem. A zatem dokonywałeś zwykłych błędnych nadinterpretacji dokonując utożsamienia tego w moich wypowiedziach.
>/* Zadziwiające na koniec Pan Lewandowski wypowiada się nie na temat. Co ma to stwierdzenie do eksperymentu nikt tego chyba nie zgadnie.

To stwierdzenie nie miało bezpośrednio nic do eksperymentu (a jak miało to widać po początku dyskusji), zatem sam piszesz nie na temat. Ja napisałem natomiast jak najbardziej na temat, ponieważ pokazałem gościowi, że jego wciskanie mi, że moje zdania pomocnicze to aksjomat, jest polemiką z samym sobą, nie ze mną. Ja takiego czegoś nie twierdziłem.

>Można podejrzewać, że eksperyment udowodnił, że światło się odbija od lustra- a więc ma taka własność, 'dyspozycje'- co to ma jednak do wątku dyskusji, chyba tylko bogowie wiedzą... */

Zatem zgubiłeś się, cóż, nie świadczy to dobrze jedynie tylko o tobie, nie o innych.

>Ogólne wrażenie jest takie, że Pan Lewandowski tak naprawdę nie zna dobrze twierdzeń, które przytacza. Tak więc może je przytaczać w nieodpowiednich sytuacjach, albo przekręcone.

Twoje wrażenia nie są żadnym argumentem.

>Skąd taka surowa opinia?
>Jeśli przytacza się w swojej argumentacji jakieś dowody, twierdzenia, to trzeba się umieć obronić, jeśli zostaną zaatakowane. W tym wypadku wystarczyło wyjaśnić czym są owe zdania pomocnicze, inaczej pozostaje domniemanie, że przeciwnik miał rację- są aksjomatami. A jeśli uznać, że są, to Pan Lewandowski okazałby się manipulatorem.

A zatem albo nie czytałeś, albo nie zrouzmiałeś, bo to właśnie zostalo dokładnie wyżej wyjaśnione i rozróżnione przeze mnie.

>Nie było dalszego ciągu dyskusji w tej sprawie. Widocznie motyl uznał, że nieudzielenie mu informacji zamyka temat, i że niekompetencja drugiej strony nie pozwala rozwijac tego dalej.

Informacja motylowi została udzielona, wraz z argumentem pokazującym jego ewidentnie pomylenie się (pomieszał aksjomat z założeniem ad hoc, które aksjomatem już być nie musi). Z tego powodu po prostu zdezerterował z dyskusji i tyle.
zima (560 punktów)
Proszę więc ujawnić czym są owe zdania pomocnicze w kontekście eksperymentu. Ja w żadnym Pana poście tego nie znalazłem. Może jakiś Pana post nigdy nie doszedł.
Proszę podać zdania pomocnicze, bez których eksperyment nic nie znaczy!
Jan Lewandowski
>Proszę więc ujawnić czym są owe zdania pomocnicze w kontekście eksperymentu. Ja w żadnym Pana poście tego nie znalazłem. Może jakiś Pana post nigdy nie doszedł.
>Proszę podać zdania pomocnicze, bez których eksperyment nic nie znaczy!

Wszystko doszło, jest to wyraźnie w moim poście. Jeśli nie jesteś w stanie tego wyłapać, to szkoda czasu.
zima (560 punktów)
>>Proszę więc ujawnić czym są owe zdania pomocnicze w kontekście eksperymentu. Ja w żadnym Pana poście tego nie znalazłem. Może jakiś Pana post nigdy nie doszedł.
>>Proszę podać zdania pomocnicze, bez których eksperyment nic nie znaczy!
>Wszystko doszło, jest to wyraźnie w moim poście. Jeśli nie jesteś w stanie tego wyłapać, to szkoda czasu.
Proszę napisać, bo może przegapiłem. Dla mnie szukanie zajęło by czas, a Pan przecież to wie. Tak ładnie Pana proszę.
Mała definicja typu- zdanie pomocnicze w kontekście eksperymentu to... i tu Pan pisze, co to jest. Pan to jest w stanie wszystko wytłumaczyć. Proszę napisać.
zima (560 punktów)
W tym poście zajmiemy się druga postawioną kwestią.
Czy w naukach ścisłych nie jest określona dokładnie metoda naukowa, czego nie można powiedzieć o naukach humanistycznych (czyżby sam Pan wcześniej nie rozróżnił tych nauk, zwracając uwagę na niejakie pokrewieństwo nauk humanistycznych do teologii)? (motyl) /* prawdopodobnie chodziło o to, że nauki ścisłe mają metode naukową- a więc są ścisłe; jednak kwestia, albo jej postawienie jest zamotane, być może wyklaruje się później */
Nie, a poza tym wcale nie wskazywałem na takie różnice. Polemika znów nie ze mną. (Jan Lewandowski) /* być może Pan Lewandowski ma rację, jak na to odpowie motyl? */
Ciekawe: Osobiście jestem za tym, aby nie uznawać teologii za taką naukę jak np. fizyka i o tytułach naukowych z tej dziedziny mówić właśnie z tym zastrzeżeniem...
Nawet pewne elementy tradycyjnie naukowych dziedzin takich jak fizyka...
Następny problem to taki, że z tych samych powodów dla których teologii nie można uznać za naukę, za naukę nie można by uznać innych równie nieempirycznych dziedzin nauk humanistycznych z których nadaje się tytuły naukowe, jak np. filozofię (wiele zagadnień filozoficznych ma równie nieuchwytny status poznawczy co przedmiot teologii), psychologię (a wedle niektórych nawet socjologię)...
To o empiryczności jednych nauk a innych nie, zaciekawia. Kto to napisał?
/* motyl zacytował zdania z postów Pana Lewandowskiego, pokazując, że na jakieś różnice Pan Lewandowski wskazywał. W każdym bądź razie motyl przesadził pisząc o metodzie naukowej, ale z drugiej strony coś jest na rzeczy, bo jakie są inne podstawowe różnice? Dochodzi jeszcze kwestia posługiwania się słowem empiryczny (czyli w zasadzie polegający na eksperymencie). */
Tu nie ma żadnego wskazania na jakieś "różnice". Mowa o tym, że coś jest inne to jeszcze nie wskazanie na jakieś "różnice". Znów wpychasz nie moją treść w moje wypowiedzi. /* Pan Lewandowski sam z siebie podważa swoją wiarygodność- coś jest różne nie jest wskazaniem różnic, ale stwierdzeniem, że one są! A skoro są to można je wskazać */ Pan Lewandowski pisze dalej-
No i co z tego. Empiryzm jest dla mnie utopią, bo podpierający go indukcjonizm jest już od dawna obalony (nawet tacy "indukcjoniści" jak Feigl nie uznają go już w klasycznej postaci). Dla mnie różnicy tu tak naprawdę nie ma.
/* Dla niego bowiem różnic nie ma. A dlaczego? Bo idukcjonizmu nie uznaje się w klasycznej formie- co świadczy, że uznaje się w nieklasycznej. Miał być obalony a jest zmieniony. Kolejna nieścisłość, którą można wyłapać.
Doprawdy, ale najbardziej zaciekawia to, że Pan Lewandowski nie widzi różnic między naukami. Aż korci by spytać, czy biologia i język polski to to samo. Być może w pewnym sensie tak, ale we wszystkich innych sensach? */
A jednak posługiwał się Pan tymi pojęciami, co pokazałem wyżej, w swojej argumentacji- czy to nie sprzeczność? Jak to o Panu świadczy? /* A więc Pan Lewandowski widzi jednak jakieś różnice i podobieństwa- z tego uczyniono zarzut. Pisze się jedno, a w argumentacji, ferworze dyskusji postępuje się przeciwnie. Jak to się nazywa? */
Nie ma tu żadnej sprzeczności, posługiwanie się nie swoimi pojęciami nie musi oznaczać ich uznania. Myślisz płasko jak naleśnik. /* Pan Lewandowski nie widzi sprzeczności */
Dyskusja zaczęła się od kompilacji pogladów napisanych przez Pana Lewandowskiego. Pan Lewandowski, stwierdził, że jest to zła kompilacja. Jednak nie to okazało sie tak ważne- gdyż w trakcie sporu zostały wyłapane pewne sprzeczności lub nieścisłości, które mówią wiele o Panu Lewandowskim.
I znów celem nie jest przekonanie strony przeciwnej, a postawienie mocnej argumentacji.
jan Lewandowski
>Tu nie ma żadnego wskazania na jakieś "różnice". Mowa o tym, że coś jest inne to jeszcze nie wskazanie na jakieś "różnice". Znów wpychasz nie moją treść w moje wypowiedzi. /* Pan Lewandowski sam z siebie podważa swoją wiarygodność- coś jest różne nie jest wskazaniem różnic, ale stwierdzeniem, że one są! A skoro są to można je wskazać */

Temu nie przeczyłem. A poza tym podtrzymuję.

Pan Lewandowski pisze dalej-
>No i co z tego. Empiryzm jest dla mnie utopią, bo podpierający go indukcjonizm jest już od dawna obalony (nawet tacy "indukcjoniści" jak Feigl nie uznają go już w klasycznej postaci). Dla mnie różnicy tu tak naprawdę nie ma.
>/* Dla niego bowiem różnic nie ma. A dlaczego? Bo idukcjonizmu nie uznaje się w klasycznej formie- co świadczy, że uznaje się w nieklasycznej. Miał być obalony a jest zmieniony.

Jest zmieniony w taki sposób, że nie da się go już obronić.

>Kolejna nieścisłość, którą można wyłapać.

Nie jest to żadna nieścisłość.

>Doprawdy, ale najbardziej zaciekawia to, że Pan Lewandowski nie widzi różnic między naukami. Aż korci by spytać, czy biologia i język polski to to samo. Być może w pewnym sensie tak, ale we wszystkich innych sensach? */

Jak najbardziej widzę takie różnice, sam o tym pisałem.

>A jednak posługiwał się Pan tymi pojęciami, co pokazałem wyżej, w swojej argumentacji- czy to nie sprzeczność? Jak to o Panu świadczy? /* A więc Pan Lewandowski widzi jednak jakieś różnice i podobieństwa- z tego uczyniono zarzut. Pisze się jedno, a w argumentacji, ferworze dyskusji postępuje się przeciwnie. Jak to się nazywa? */

Tak stwierdził motyl, co wcale nie oznacza, że tak jest. Gość się mota jak mało kto.

>Nie ma tu żadnej sprzeczności, posługiwanie się nie swoimi pojęciami nie musi oznaczać ich uznania. Myślisz płasko jak naleśnik. /* Pan Lewandowski nie widzi sprzeczności */

Właśnie.

>Dyskusja zaczęła się od kompilacji pogladów napisanych przez Pana Lewandowskiego. Pan Lewandowski, stwierdził, że jest to zła kompilacja. Jednak nie to okazało sie tak ważne- gdyż w trakcie sporu zostały wyłapane pewne sprzeczności lub nieścisłości, które mówią wiele o Panu Lewandowskim.

Niestety, nie zostały wyłapane.
zima (560 punktów)
Ślepi nie widzą.
jan Lewandowski
>Ślepi nie widzą.

Dokładnie.
Jan Lewandowski
>a poza tym eksperyment niczego nie dowodzi (...). Pokazał to genialnie Lakatos, który w swej pracy "Pisma z filozofii nauk empirycznych" (s. 18n) udowodnił jak w zgodzie ze wszystkimi normami nauk szczegółowych możnaby obronić najbardziej fundamentalne prawa fizyki w sytuacji, gdyby wszystkie planety zaczęły się zachowywać wbrew owym prawom fizyki. Poza tym żaden eksperyment nie jest też w stanie nic tak naprawdę dowieść, ponieważ bez wprowadzenia zdań pomocniczych również ad hoc ma zerową wartość poznawczą, jeśli się nie potwierdzi również owych zdań pomocniczych (a to jest niewykonalne, ponieważ wpadlibyśmy w pułapkę regresu ad infinitum). To z kolei ujawnił Neurath. Eksperyment nie jest zatem również żadnym ostatecznym kryterium nauki.
>Pan Lewandowski wzbudza niepokój egzystencjalny pisząc, że eksperyment niczego nie dowodzi. Jednocześnie nastepne zdanie pokazuje, że wyraża się niezbyt ściśle, bo występuje w nim słówko 'możnaby'. Pewnie możnaby w określonych warunkach. Ale czy zawsze? Spróbujmy spytać o to Pana Lewandowskiego.

Wystarczy, że można to pokazać w określonych warunkach.

>Poza tym sam sobie przeczy pisząc, że bez zdań pomocniczych nic nie znaczy, a wcześniej pisał, że w ogóle nic nie znaczy. Znów mamy watpliwości jak jest naprawdę.

Nie ma tu żadnej sprzeczności, raczej nie bardzo sobie radzisz z poskładaniem kilku myśli. Nic nie znaczy w ogóle, a nawet wtedy, gdyby uznać, że coś jednak znaczy w ogóle, to i tak nic nie znaczy bez zdań pomocniczych. Rozpatrywane są tu sytuacje rózne. Nie ma tu sprzeczności.

>Poza tym czym są owe zdania pomocnicze? Czy są potrzebne przy każdym eksperymencie?

Wskaż taki, przy którym nie sa potrzebne. Zawsze są potrzebne, bo już choćby indukcjonizm jest pełen założen, na którym cały eksperyment stoi.

>Wrażenia chaosu dopełnia zdanie o tym, że Pan Lewandowski dzieli nauki na empiryczne i nieempiryczne. Skoro dzieli to i uznaje? A przynajmniej potrafi rozróżnić.

Nie jest to w żadnym przypadku przyczną chaosu.

>Spróbujmy się zatem dopytać, o co mu dokładnie chodzi. Zdanie, że eksperyment jest nie znaczący podważa przecież całą naukę! Czyżby Pan Lewandowski wiedział coś, co obróci naszą całą cywilizacje w perzynę? A może skoro nauka rozwija się ułatwiając życie, Pan Lewandowski stara się nas oszukać, albo się pomylił po prostu?
>Tak czy inaczej wartoby się czegoś więcej dowiedzieć.

Już o tym pisałem dokładnie w wątku Religijne tytuły naukowe w odpowiedzi Klapczyńskiemu. Chodzi o kilka prostych spostrzeżeń antyindukcjonistycznych Hume'a rozwiniętych przez Poppera. Jakbyś czytal to na co odpisujesz, to byś tego co wyżej nie napisał.
zima (560 punktów)

>Nie ma tu żadnej sprzeczności, raczej nie bardzo sobie radzisz z poskładaniem kilku myśli.
Co nowego u Pana Lewandowskiego?
> Nic nie znaczy w ogóle, a nawet wtedy, gdyby uznać, że coś jednak znaczy w ogóle, to i tak nic nie znaczy bez zdań pomocniczych. Rozpatrywane są tu sytuacje rózne. Nie ma tu sprzeczności.
Nic nie znaczy, a gdyby nawet uznać, że coś znaczy to i tak nic nie znaczy. Brawo. Wyższa logika.
To znaczy, czy nie znaczy bo nie zrozumiałem.
Jan Lewandowski
>>Nie ma tu żadnej sprzeczności, raczej nie bardzo sobie radzisz z poskładaniem kilku myśli.
>Co nowego u Pana Lewandowskiego?
>> Nic nie znaczy w ogóle, a nawet wtedy, gdyby uznać, że coś jednak znaczy w ogóle, to i tak nic nie znaczy bez zdań pomocniczych. Rozpatrywane są tu sytuacje rózne. Nie ma tu sprzeczności.
>Nic nie znaczy, a gdyby nawet uznać, że coś znaczy to i tak nic nie znaczy.

Z określonych powodów o jakich pisałem.

>Brawo. Wyższa logika.

Ironizowanie nie pomoże.

>To znaczy, czy nie znaczy bo nie zrozumiałem.

To pewne.
zima (560 punktów)
Jak Pan wytłumaczy to:
...gdyby nawet uznać (!), że coś(!!!) znaczy(!), to i tak nic(!!!) nie znaczy(!)...
Niestety większymi literami pisać tu nie można. Jak już się uznało, to się uznało. Jeszcze się zdanie nie skończyło, a już Pan zapomina, co Pan uznał.
Jan Lewandowski
>Jak Pan wytłumaczy to:
>...gdyby nawet uznać (!), że coś(!!!) znaczy(!), to i tak nic(!!!) nie znaczy(!)...
>Niestety większymi literami pisać tu nie można. Jak już się uznało, to się uznało. Jeszcze się zdanie nie skończyło, a już Pan zapomina, co Pan uznał.

Można uznać coś hipotetycznie, aby to obalić, a więc tak naprawdę nie uznać.
zima (560 punktów)
>>Jak Pan wytłumaczy to:
>>...gdyby nawet uznać (!), że coś(!!!) znaczy(!), to i tak nic(!!!) nie znaczy(!)...
>>Niestety większymi literami pisać tu nie można. Jak już się uznało, to się uznało. Jeszcze się zdanie nie skończyło, a już Pan zapomina, co Pan uznał.
>Można uznać coś hipotetycznie, aby to obalić, a więc tak naprawdę nie uznać.
Pan tu coś obalał? Gdzie?
Jan Lewandowski
>>>Jak Pan wytłumaczy to:
>>>...gdyby nawet uznać (!), że coś(!!!) znaczy(!), to i tak nic(!!!) nie znaczy(!)...
>>>Niestety większymi literami pisać tu nie można. Jak już się uznało, to się uznało. Jeszcze się zdanie nie skończyło, a już Pan zapomina, co Pan uznał.
>>Można uznać coś hipotetycznie, aby to obalić, a więc tak naprawdę nie uznać.
>Pan tu coś obalał? Gdzie?

Nie zmieniaj tematu. A poza tym, chyba naprawdę potrzebny ci okulista.
zima (560 punktów)
>>>>Jak Pan wytłumaczy to:
>>>>...gdyby nawet uznać (!), że coś(!!!) znaczy(!), to i tak nic(!!!) nie znaczy(!)...
>>>>Niestety większymi literami pisać tu nie można. Jak już się uznało, to się uznało. Jeszcze się zdanie nie skończyło, a już Pan zapomina, co Pan uznał.
>>>Można uznać coś hipotetycznie, aby to obalić, a więc tak naprawdę nie uznać.
>>Pan tu coś obalał? Gdzie?
>Nie zmieniaj tematu.
Ma Pan rację- pytanie, 'czy coś Pan obalał?' może być traktowane jako zmiana tematu, ponieważ w gwarze blokowisk jest to pytanie, co Pan pił. Choć być może jak najbardziej na miejscu.
Z drugiej strony jeśli odrzucimy powyższą możliwość, to nie ma mowy o zmianie tematu. Sugeruje Pan, że w jednym zdaniu można coś uznać (choć nie pisze Pan na jakich zasadach), a później w tym samym zdaniu wykazać sprzeczność prowadzącą z tego uznania. Niemniej nic Pan nie wykazuje. Powiem więcej nie wskazuje Pan nawet kierunku. Te Pańskie skróty myślowe, są na tak wysokim poziomie, tak inteligentne, że aż niezrozumiałe dla skromnego czytelnika. Może choć raz mógłby Pan zejść do naszego poziomu i rozwinąć kwestie w dwóch, trzech zdaniach. A jeśli w rozwinięciu pojawią się jakieś legendarne pojęcia, jak Pańskie 'zdania pomocnicze', to bardzo proszę niech Pan dołączy od razu ich definicje, bo jak Pan dobrze wie, wyjaśnianie czegoś przez coś innego niezdefiniowanego nie jest poprawnym tokiem rozumowania (proszę tylko nie wyskakiwać z czymś takim, że dowodzenie bez założeń jest logiczne- chyba starczy Panu raz się zbłaźnić).
PS. Oczekuje niecierpliwie kolejnej porcji mądrości.
Jan Lewandowski

>Z drugiej strony jeśli odrzucimy powyższą możliwość, to nie ma mowy o zmianie tematu. >Sugeruje Pan, że w jednym zdaniu można coś uznać (choć nie pisze Pan na jakich zasadach), a później w tym samym zdaniu wykazać sprzeczność prowadzącą z tego uznania. Niemniej nic Pan nie wykazuje. Powiem więcej nie wskazuje Pan nawet kierunku.

Wskazuję nie tylko kierunek, ale konkretne przykłady. Widzę, że nawet nie chce ci się poszukać w dyskusji na jaką sam się przecież powoływałeś, lub najwyraźniej tego nie dostrzegasz. Jestem bezradny w takiej sytuacji.

>Te Pańskie skróty myślowe, są na tak wysokim poziomie, tak inteligentne, że aż niezrozumiałe dla skromnego czytelnika. Może choć raz mógłby Pan zejść do naszego poziomu i rozwinąć kwestie w dwóch, trzech zdaniach. A jeśli w rozwinięciu pojawią się jakieś legendarne pojęcia, jak Pańskie 'zdania pomocnicze', to bardzo proszę niech Pan dołączy od razu ich definicje, bo jak Pan dobrze wie, wyjaśnianie czegoś przez coś innego niezdefiniowanego nie jest poprawnym tokiem rozumowania (proszę tylko nie wyskakiwać z czymś takim, że dowodzenie bez założeń jest logiczne- chyba starczy Panu raz się zbłaźnić).
>PS. Oczekuje niecierpliwie kolejnej porcji mądrości.

Nie mam czasu pisać tego samego drugi raz prościej niż umiem dla co drugiego niedomagającego intelektualnie w necie. Jeśli nie rozumiesz, trudno. Jak pisałem - szkoda czasu.

EOT.
zima (560 punktów)
Jest Pan kłamcą.
Nie przedstawił Pan żadnego! 'zdania pomocniczego' bez którego nie mógłby się obejść dowolny eksperyment.
Co więcej da się zauważyć u Pana luki w pamięci, co najwyraźniej widać w głównym wątku tematu- czyli jak to Pan twierdzi, że logicznym jest dowodzenie bez założeń, by chwile potem zaprzeczać, że Pan to napisał (czyżby schizofrenia?).
Zawsze postawienie Pana przed konkretnym problemem: wyjaśnienia czegoś i naciskanie Pana! , by Pan wyjaśnił własne słowa powoduje ukazanie całej Pańskiej nierzetelności, jak też uciekanie od tematu.
Dobrze mieć na Pana sposób.
Do zobaczenia przy kolejnych Pańskich genialnych wypowiedziach.
Jan Lewandowski
[Wpis usunięty z powodu złamania § 15 regulaminu forum.
Prosimy dyskutantów o pohamowanie emocji.]
Jan Lewandowski
>Prosimy dyskutantów o pohamowanie emocji.
Radziłbym wpierw pohamować swe dyletanctwo w zakresie nieznajomości podstawowych zasad polskiej ortografii.
Grzegorzewski (53 punktów)
Ja bym prosił dyskutujących o zaprzestanie konwersacji z panem Lewandowskim. Kochani, nie widzicie, że temu gościowi chodzi tylko o to by Was podenerwować???!!! Zarzuca wodolejstwo, a sam się pląta. Bardzo mnie ciekawi czy to on jest tym Janem Lewandowskim, który przełożył FLorusa, hehe ale bym miał ubaw.. Ideał sięgnął bruku..

P.S. A odnośnie ortografii;

>''Ale z tobą jest problem o wiele większy: nadinterpretowywujesz wprost wszystko''

proszę przejrzeć swoje odpowiedzi i zacząć łomot w piersi (swoje) panie L.!!!!


Fas est et ab hoste doceri. Ovidius
misjonarz
> Bardzo mnie ciekawi czy to on jest tym Janem Lewandowskim, który przełożył FLorusa, hehe ale bym miał ubaw.. Ideał sięgnął bruku..

www.trinitarians.info/load.php?artykulID=272
To, jakbyś chciał tego ubawu. Arcyprofesor Lewandowski przeprowadza dowód pod pytaniem "Dlaczego mamy wierzyć ewangelistom?". Mało tego. Dowód ów jest NIEZBITY. Ciekawe co na to Popper? Ci bezdenni głupi "racjonaliści" na tym forum nie potrafią przeprowadzić żadnego dowodu. Lewandowski potrafi i robi to oczywiscie w sposób niezwykle błyskotliwy.
Grzegorzewski (53 punktów)

>To, jakbyś chciał tego ubawu. Arcyprofesor Lewandowski przeprowadza dowód pod pytaniem "Dlaczego mamy wierzyć ewangelistom?". Mało tego. Dowód ów jest NIEZBITY.

Twoja subiektywna ocena.

>Ciekawe co na to Popper? Ci bezdenni głupi "racjonaliści" na tym forum nie potrafią przeprowadzić żadnego dowodu. Lewandowski potrafi i robi to oczywiscie w sposób niezwykle błyskotliwy.

nie no nie mogę... ludzie dajcie wody...

Fas est et ab hoste doceri. Ovidius
Grzegorzewski (53 punktów)
Na przykład taki fragmencik tej ''pracy'':
>Jako ukoronowanie wiarygodności Ewangelicznej relacji o zmartwychwstaniu niech posłuży nam uwaga św. Pawła o pięciuset braciach, którzy widzieli Zmartwychwstałego (1 Kor 15,6). Paweł powołuje się na nich, jako tych, spośród których liczni jeszcze żyją i mogą poświadczyć ten fakt. Gdyby Paweł zmyślał, ta jedna uwaga wystarczyłaby, aby pogrzebać raz na zawsze jego wiarygodność. Ówcześni stronnicy judaizmu mogliby przecież wskazać, że nie istnieją tacy świadkowie.

Już powoływałem się na Tacyta w innym poście. Otóż mówi on:

"Podczas 3 miesięcy, w których Wespazjan w Aleksandrii (...) oczekiwał liczne zdarzyły się cuda, które (...) na jakowąś przychylność bóstw dla Wespazjana wskazywały. Pewien Aleksandryjczyk z gminu znany z zaniku wzroku przypadł mu do kolan, prosząc wśród jęków o uleczenie ślepoty za wskazówką Serapisa (...) i błagał cesarza aby raczył jego lica i powieki wydzieliną ust pomazać. (...) Wespazjan z początku ich wyśmiał i odepchnął, lecz kiedy nań nalegali (...) kazał ostatecznie lekarzom zbadać czy taka ślepota i ułomność dadzą się za pomocą ludzkich środków pokonać. (...) Wespazjan w tym przekonaniu, że dla szczęścia wszystko stoi otworem, a nic odtąd nieprawdopodobne nie jest, wesołą przybiera minę i wśród otaczającego go z napięciem tłumu żądania wykonuje. I natychmiast ręce wróciła władza, a ślepemu znowu dzień zajaśniał. O obydwu cudach naoczni świadkowie jeszcze dziś opowiadają, kiedy kłamstwo żadnego im zysku przynieść nie może." Tacyt Dzieje Ks. IV 81, przekł. Seweryn Hammer

Czy mamy wierzyć Tacytowi, który powołuje się na żyjących świadków? Może założymy kościół wespazjanistyczny? Chętnie zostanę kapłanem, jeśli profity będą podobne jak w kościele katolickim




Fas est et ab hoste doceri. Ovidius
Jan Lewandowski

>Czy mamy wierzyć Tacytowi, który powołuje się na żyjących świadków?

A czemu by nie. Niezrozumiałe dla medycyny uzdrowienia są jej znane nawet dziś. Poza tym twój wpis jest komepletnie nie na temat. Jak zwykle.
Grzegorzewski
>A czemu by nie. Niezrozumiałe dla medycyny uzdrowienia są jej znane nawet dziś. Poza tym twój wpis jest komepletnie nie na temat. Jak zwykle.

Jest na temat, ale nie Tobie odpisuje. Spróbuj śledzić uważnie dyskusję, w tych krótkich chwilach kiedy krew nie zalewa Ci oczu.
Jan Lewandowski
>Jest Pan kłamcą.
>Nie przedstawił Pan żadnego! 'zdania pomocniczego' bez którego nie mógłby się obejść dowolny eksperyment.

Bzdura. Przedstawiłem założenie pomocnicze z pracy Newtona. Mógłbym takich założeń przedstawić więcej, ale na razie wystarczy, jak odwołam się do pracy Hempla: "Odwoływanie się do hipotez pomocniczych nie jest, jak zobaczymy, wyjątkiem, lecz raczej regułą przy testowaniu hiopotez naukowych" (Carl G. Hempel, Filozofia nauk przyrodniczych, Warszawa 2001, s. 51). Dalej podaje całą masę założeń pomocniczych.

>Co więcej da się zauważyć u Pana luki w pamięci, co najwyraźniej widać w głównym wątku tematu- czyli jak to Pan twierdzi, że logicznym jest dowodzenie bez założeń, by chwile potem zaprzeczać, że Pan to napisał (czyżby schizofrenia?).

Kolejna bzdura. Nic takiego nie twierdziłem.

>Zawsze postawienie Pana przed konkretnym problemem: wyjaśnienia czegoś i naciskanie Pana! , by Pan wyjaśnił własne słowa powoduje ukazanie całej Pańskiej nierzetelności, jak też uciekanie od tematu.

Chciałbyś.

>Dobrze mieć na Pana sposób.

Chciałbyś.
zima (560 punktów)
I w jaki sposób brak owych założeń pomocniczych (już nie zdań pomocniczych; jak ta ewolucja szybko działa ) uniemożliwia przeprowadzenie eksperymentu.
Że założenia takie mogą wiele ułatwić i że biorą się z doświadczenia poprzednich eksperymentów (ogólniej stanu nauki) to naturalne. Ale Pan przecież pisał, że bez nich eksperyment nijak nie pójdzie. Przecież Newton i bez tego założenia (skądinąd naturalnego, bo wynikającego z obserwacji dostępnych w życiu codziennym) zrobiłby eksperyment. W końcu zaś odkryłby (potwierdził) regułę.
Po co to powoływanie się na Hempla? Przecież to nie w temacie. Chyba, że Hempel dowodzi, że bez tych założeń żaden eksperyment nie pójdzie? Ale on tego nie dowodzi. Mówi o ich użyteczności, co jest pochwałą nauki, bo one siedzą w tym, co już wiemy i co znamy albo o uporze człowieka sprawdzającego wszystkie możliwości jedna po drugiej i zbierającego wiedzę.
Więc to tylko mydlenie oczu- używanie argumentu nie na miejscu, nie w kontekście. O to chyba chodziło motylowi, by to pokazać. I wie Pan co, widać to coraz dokładniej.
I jeszcze na chwilę wrócę do źródła. Pisał Pan o Laktatosie. Proszę sobie wyobrazić, ża ja go czytałem. Zresztą dlatego wziąłem udział w dyskusji. Przytacza go Pan w kontekście tego, który podważa naukę. Przecież to bzdura. Laktatos piszę, że nawet jeśli istnieje coś z czym nauka sobie nie radzi, nie potrafi wyjaśnić, to ta rzecz nie obala nauki. Mimo, że może pozostawać sprzeczna z dotychczasowymi poglądami (teoriami). I wie Pan co, to jest dla nauki rzecz naturalna, ponieważ nauka jest tworem dynamicznym, rozwijającym się. Nauka ewoluuje by wyjaśniać. A sytuacje potwierdzające tą tezę były:
-katastrofa w nadfiolecie- zapoczątkowała fizykę kwantową
-błędy z przyjmowania prędkości światła za nieskończoną- teoria wzgledności
to te największe, najbardziej znane; a jest jeszcze biologia (genetyka wyewoluowała z niej by wyjaśnić pewne kwestie), chemia...
A Pan używał tego by podważyć naukę. Wstyd Panie Janie! Przecież jest na odwrót, to cecha, którą posiadać mogą twory postępowe. Twory dające nadzieję na lepsze.
Czy religia posiada coś takiego? Ależ tak! Zawsze można liczyć na Armaggedon. Niewątpliwie to byłba zmiana...dla religii.
Jan Lewandowski
>I w jaki sposób brak owych założeń pomocniczych (już nie zdań pomocniczych; jak ta ewolucja szybko działa ) uniemożliwia przeprowadzenie eksperymentu.

W taki, że bez nich eksperyment nie dowodzi absolutnie niczego, bo implikacja ma luki uniemożliwiające dowodzenie hipotez (Sama indukcja, podstawa wszelkiego eksperymentu, bez założeń pomocniczych prowadzących do uogólnienia nie przekłada się na żadne prawo).

>Że założenia takie mogą wiele ułatwić i że biorą się z doświadczenia poprzednich eksperymentów (ogólniej stanu nauki) to naturalne.

Nie biorą się z żadnych poprzednich eksperymentów. Gdyby tak było nie byłyby założeniami. Bujasz w racjonalistycznych obłokach i tyle. Newtonowska "dyspozycja" zwierciadła nie była wynikiem żadnego eksperymentu. To było kompletne ad hoc.

>Ale Pan przecież pisał, że bez nich eksperyment nijak nie pójdzie. Przecież Newton i bez tego założenia (skądinąd naturalnego, bo wynikającego z obserwacji dostępnych w życiu codziennym

Bzdura. Pokaż taką obserwację. Będziesz lepszy od samego Newtona, który musiał wprowadzić założenie ad hoc, bo nie mógł tego zaobserwować. Ty jak widać "obserwujesz" więcej od niego. Nobel na ciebie czeka.

>zrobiłby eksperyment. W końcu zaś odkryłby (potwierdził) regułę.

Brednie. Potwierdzenie pewnej zależności nie wyjaśnia reguły ani zjawiska. Np. dużo wiadomo o pewnych zależnościach i regułach w związku z nowotworami (wzrost zachorowań na raka jest wprostproporcjonalny np. do palenia tytoniu = reguła). Ale zjawisko nowotworów nadal nie jest przez naukę zrozumiane. Znajomość reguł niewiele wyjaśnia, poza samymi regułami, które mogą mieć prawie zerową treść poznawczą. Uprawiasz zwykłą demagogię i tyle.

>Po co to powoływanie się na Hempla? Przecież to nie w temacie.

Jak najbardziej w temacie.

>Chyba, że Hempel dowodzi, że bez tych założeń żaden eksperyment nie pójdzie? Ale on tego nie dowodzi.

Hempel udowadnia, że eksperymenty w nauce nie dowodziłyby niczego, gdyby nie wprowadzano wpierw względem nich właśnie założeń pomocniczych. A właśnie o tym mówimy.

>Mówi o ich użyteczności, co jest pochwałą nauki, bo one siedzą w tym, co już wiemy i co znamy albo o uporze człowieka sprawdzającego wszystkie możliwości jedna po drugiej i zbierającego wiedzę.

Oj, mało ty jeszcze o nauce wiesz i problemach z dochodzeniem do wiedzy, skoro piszesz takie obiegowe dyrdymały. Zamiast czytać nastolatków piszących na Racjonalistę wyidealizowane i naiwne poematy o nauce poczytaj ty lepiej coś poważniejszego na ten temat, Poppera, Hempla, Lakatosa, Carnapa, Schlicka, Kuhna, Kemenego, Neuratha itd. Zobaczysz wtedy jakie naiwniactwa produkowałeś.

>Więc to tylko mydlenie oczu- używanie argumentu nie na miejscu, nie w kontekście. O to chyba chodziło motylowi, by to pokazać. I wie Pan co, widać to coraz dokładniej.

Zejdż na ziemię i przestań stosować tricki sofistyczne. Pisałem dokładnie w temacie.

>I jeszcze na chwilę wrócę do źródła. Pisał Pan o Laktatosie. Proszę sobie wyobrazić, ża ja go czytałem.

Chyba jakieś bryki.

>Zresztą dlatego wziąłem udział w dyskusji. Przytacza go Pan w kontekście tego, który podważa naukę. Przecież to bzdura. Laktatos piszę, że nawet jeśli istnieje coś z czym nauka sobie nie radzi, nie potrafi wyjaśnić, to ta rzecz nie obala nauki. Mimo, że może pozostawać sprzeczna z dotychczasowymi poglądami (teoriami). I wie Pan co, to jest dla nauki rzecz naturalna, ponieważ nauka jest tworem dynamicznym, rozwijającym się. Nauka ewoluuje by wyjaśniać.

Czytałeś ale nie zrozumiałeś. Lakatos pisze, że żaden eksperyment w nauce nie obala tak naprawdę żadnej teorii. Problem ten jest teoriopoznawczy i wszyscy filozofowie nauki o tym piszą. Problem w tym, że to stawia naukę właśnie w złym świetle, ponieważ pozbawia ją mocy wyjasniającej, która może falsyfikować hipotezy za pomocą testów. Oni w ten sposób czynili policzek dla falsyfikacjonizmu Poppera. I wcale nie jets to coś na korzyść nauki.

A sytuacje potwierdzające tą tezę były:
>-katastrofa w nadfiolecie- zapoczątkowała fizykę kwantową
>-błędy z przyjmowania prędkości światła za nieskończoną- teoria wzgledności
>to te największe, najbardziej znane; a jest jeszcze biologia (genetyka wyewoluowała z niej by wyjaśnić pewne kwestie), chemia...

Ogólniki, z których absolutnie nic nie wynika. I bardzo zresztą dyskusyjne po dziś.

>A Pan używał tego by podważyć naukę. Wstyd Panie Janie! Przecież jest na odwrót, to cecha, którą posiadać mogą twory postępowe. Twory dające nadzieję na lepsze.

Pustosłowie. Dużo błyskotliwych słów, zero treści.

Reasumując, nic nie wniosłeś, poza dość ogólnikową propagandą.
zima (560 punktów)
>>I w jaki sposób brak owych założeń pomocniczych (już nie zdań pomocniczych; jak ta ewolucja szybko działa ) uniemożliwia przeprowadzenie eksperymentu.
>W taki, że bez nich eksperyment nie dowodzi absolutnie niczego, bo implikacja ma luki uniemożliwiające dowodzenie hipotez (Sama indukcja, podstawa wszelkiego eksperymentu, bez założeń pomocniczych prowadzących do uogólnienia nie przekłada się na żadne prawo).
Jakich założeń? Pytam i pytam a nie mogę się dopytać. Definicję proszę, albo przykład. W odniesieniu do tematu!
>>Że założenia takie mogą wiele ułatwić i że biorą się z doświadczenia poprzednich eksperymentów (ogólniej stanu nauki) to naturalne.
>Nie biorą się z żadnych poprzednich eksperymentów. Gdyby tak było nie byłyby założeniami. Bujasz w racjonalistycznych obłokach i tyle. Newtonowska "dyspozycja" zwierciadła nie była wynikiem żadnego eksperymentu. To było kompletne ad hoc.
Newton nie ma oczu. Nie widział w życiu zwierciadła. Koncepcja była ad hoc. Hahahahahahah. Kolejna perełka.
>>Ale Pan przecież pisał, że bez nich eksperyment nijak nie pójdzie. Przecież Newton i bez tego założenia (skądinąd naturalnego, bo wynikającego z obserwacji dostępnych w życiu codziennym
>Bzdura. Pokaż taką obserwację. Będziesz lepszy od samego Newtona, który musiał wprowadzić założenie ad hoc, bo nie mógł tego zaobserwować. Ty jak widać "obserwujesz" więcej od niego. Nobel na ciebie czeka.
Mam nadzieję, że rano się myjesz. Przed lustrem.
>>zrobiłby eksperyment. W końcu zaś odkryłby (potwierdził) regułę.
>Brednie. Potwierdzenie pewnej zależności nie wyjaśnia reguły ani zjawiska. Np. dużo wiadomo o pewnych zależnościach i regułach w związku z nowotworami (wzrost zachorowań na raka jest wprostproporcjonalny np. do palenia tytoniu = reguła). Ale zjawisko nowotworów nadal nie jest przez naukę zrozumiane. Znajomość reguł niewiele wyjaśnia, poza samymi regułami, które mogą mieć prawie zerową treść poznawczą. Uprawiasz zwykłą demagogię i tyle.
Zdaje się, że nie dostrzegasz różncy między statystyką a eksperymentem. Brawo! To już druga perełka w jednym poście.
>>Po co to powoływanie się na Hempla? Przecież to nie w temacie.
>Jak najbardziej w temacie.
>>Chyba, że Hempel dowodzi, że bez tych założeń żaden eksperyment nie pójdzie? Ale on tego nie dowodzi.
>Hempel udowadnia, że eksperymenty w nauce nie dowodziłyby niczego, gdyby nie wprowadzano wpierw względem nich właśnie założeń pomocniczych. A właśnie o tym mówimy.
Mam Ci CIĘ zacytować: "Odwoływanie się do hipotez pomocniczych nie jest, jak zobaczymy, wyjątkiem, lecz raczej regułą przy testowaniu hiopotez naukowych"
Zwróć uwagę na słówko raczej. Problemy z czytaniem czy pamięcią? Jeszcze nie słyszalem o dowodzie, w którym coś byłoby udowodnione na raczej. Ale przecież nie powinienem się po Tobie wiele spodziwać. Miałeś perełkę, o dowodzie bez założeń, to ta z raczej jest chyba tylko konsekwencją?
>>Mówi o ich użyteczności, co jest pochwałą nauki, bo one siedzą w tym, co już wiemy i co znamy albo o uporze człowieka sprawdzającego wszystkie możliwości jedna po drugiej i zbierającego wiedzę.
>Oj, mało ty jeszcze o nauce wiesz i problemach z dochodzeniem do wiedzy, skoro piszesz takie obiegowe dyrdymały. Zamiast czytać nastolatków piszących na Racjonalistę wyidealizowane i naiwne poematy o nauce poczytaj ty lepiej coś poważniejszego na ten temat, Poppera, Hempla, Lakatosa, Carnapa, Schlicka, Kuhna, Kemenego, Neuratha itd. Zobaczysz wtedy jakie naiwniactwa produkowałeś.
Obiegowe? Dyrdymały? Ja nie wypisuje nazwisk, tylko argumenty (choćbym wiedział, że za nimi stoją Nazwiska). Ty piszesz nazwiska, ale u Ciebie są puste i nie na miejscu, bo nie masz zrozumienia ani wiedzy czego ci ludzie dokonali. Radzę odświeżyć sobie pojęcie uczonego głupca.
>>Więc to tylko mydlenie oczu- używanie argumentu nie na miejscu, nie w kontekście. O to chyba chodziło motylowi, by to pokazać. I wie Pan co, widać to coraz dokładniej.
>Zejdż na ziemię i przestań stosować tricki sofistyczne. Pisałem dokładnie w temacie.
Nie widziałem na tym Forum tematu, który by odpowiadał treści tego, co Pan napisał. Nie tam gdzie trzeba Pan wysłał.
>>I jeszcze na chwilę wrócę do źródła. Pisał Pan o Laktatosie. Proszę sobie wyobrazić, ża ja go czytałem.
>Chyba jakieś bryki.
>>Zresztą dlatego wziąłem udział w dyskusji. Przytacza go Pan w kontekście tego, który podważa naukę. Przecież to bzdura. Laktatos piszę, że nawet jeśli istnieje coś z czym nauka sobie nie radzi, nie potrafi wyjaśnić, to ta rzecz nie obala nauki. Mimo, że może pozostawać sprzeczna z dotychczasowymi poglądami (teoriami). I wie Pan co, to jest dla nauki rzecz naturalna, ponieważ nauka jest tworem dynamicznym, rozwijającym się. Nauka ewoluuje by wyjaśniać.
>Czytałeś ale nie zrozumiałeś. Lakatos pisze, że żaden eksperyment w nauce nie obala tak naprawdę żadnej teorii.
Za dużo razy napisałeś żaden. Czasem warto by zastosować słówko niektórych, niektóre. Chyba, że znasz wszystkie teorie? A może potrafisz się wytłumaczyć? Kolejna perełka by była.
> Problem ten jest teoriopoznawczy i wszyscy filozofowie nauki o tym piszą. Problem w tym, że to stawia naukę właśnie w złym świetle, ponieważ pozbawia ją mocy wyjasniającej, która może falsyfikować hipotezy za pomocą testów. Oni w ten sposób czynili policzek dla falsyfikacjonizmu Poppera. I wcale nie jest to coś na korzyść nauki.
Piszesz co robili, ale nie piszesz jak. A mnie posądzasz o sofistykę. Starczy tylko zakwestionować to co piszesz, a braki w wykształceniu nie pozwalają Ci się obronić. Twoje słowa nie mają podstaw i nie ma znaczenia, czy są trafne czy nie. Starczy lekki wiatr by uleciały. Nie ma za nimi zrozumienia, które trzymałoby je ziemi.
>>A sytuacje potwierdzające tą tezę były:
>>-katastrofa w nadfiolecie- zapoczątkowała fizykę kwantową
>>-błędy z przyjmowania prędkości światła za nieskończoną- teoria wzgledności
>>to te największe, najbardziej znane; a jest jeszcze biologia (genetyka wyewol
Jan Lewandowski
>>I w jaki sposób brak owych założeń pomocniczych (już nie zdań pomocniczych; jak ta ewolucja szybko działa ) uniemożliwia przeprowadzenie eksperymentu.
>W taki, że bez nich eksperyment nie dowodzi absolutnie niczego, bo implikacja ma luki uniemożliwiające dowodzenie hipotez (Sama indukcja, podstawa wszelkiego eksperymentu, bez założeń pomocniczych prowadzących do uogólnienia nie przekłada się na żadne prawo).
Jakich założeń? Pytam i pytam a nie mogę się dopytać.

Do ciebie to jak do ściany. Podawałem założenie ad hoc Newtona, które on sam nazwał zresztą załolżeniem ad hoc (!) w swej pracy (Optics, tom II) na jaką się powołałem. Ale jak widać ty mimo to "wiesz lepiej", że to nie jest założenie ad hoc. Po prostu jesteś przyparty do muru i idziesz w zaparte. Więc przestań rżnąć głupa i zachowywać się jak demagog z braku argumentów.

>Definicję proszę, albo przykład. W odniesieniu do tematu!

Jaką definicję. B-z-d-u-r-y.

>>Że założenia takie mogą wiele ułatwić i że biorą się z doświadczenia poprzednich eksperymentów (ogólniej stanu nauki) to naturalne.
>Nie biorą się z żadnych poprzednich eksperymentów. Gdyby tak było nie byłyby założeniami. Bujasz w racjonalistycznych obłokach i tyle. Newtonowska "dyspozycja" zwierciadła nie była wynikiem żadnego eksperymentu. To było kompletne ad hoc.

>Newton nie ma oczu. Nie widział w życiu zwierciadła. Koncepcja była ad hoc. Hahahahahahah. Kolejna perełka.

Rechotanie ci nie pomoże Poza tym widzę, że nawet nie łapiesz o co chodziło Newtonowi z tym zwierciadłem, skoro piszesz takie dyrdymały, że wystarczyło te zwierciadło zobaczyć. Kurczę po co ja się w ogóle z tobą użeram. Czysta strata czasu.

>>Ale Pan przecież pisał, że bez nich eksperyment nijak nie pójdzie. Przecież Newton i bez tego założenia (skądinąd naturalnego, bo wynikającego z obserwacji dostępnych w życiu codziennym
>Bzdura. Pokaż taką obserwację. Będziesz lepszy od samego Newtona, który musiał wprowadzić założenie ad hoc, bo nie mógł tego zaobserwować. Ty jak widać "obserwujesz" więcej od niego. Nobel na ciebie czeka.

>Mam nadzieję, że rano się myjesz. Przed lustrem.

No tak, jasne, po prostu idealny przykład niezrozumienia o co chodzi w problemie. Śpi dalej.

>>zrobiłby eksperyment. W końcu zaś odkryłby (potwierdził) regułę.
>Brednie. Potwierdzenie pewnej zależności nie wyjaśnia reguły ani zjawiska. Np. dużo wiadomo o pewnych zależnościach i regułach w związku z nowotworami (wzrost zachorowań na raka jest wprostproporcjonalny np. do palenia tytoniu = reguła). Ale zjawisko nowotworów nadal nie jest przez naukę zrozumiane. Znajomość reguł niewiele wyjaśnia, poza samymi regułami, które mogą mieć prawie zerową treść poznawczą. Uprawiasz zwykłą demagogię i tyle.

>Zdaje się, że nie dostrzegasz różncy między statystyką a eksperymentem. Brawo! To już druga perełka w jednym poście.

Nie odwracaj kota ogonem.

>Hempel udowadnia, że eksperymenty w nauce nie dowodziłyby niczego, gdyby nie wprowadzano wpierw względem nich właśnie założeń pomocniczych. A właśnie o tym mówimy.
>Mam Ci CIĘ zacytować: "Odwoływanie się do hipotez pomocniczych nie jest, jak zobaczymy, wyjątkiem, lecz raczej regułą przy testowaniu hiopotez naukowych"
Zwróć uwagę na słówko raczej. Problemy z czytaniem czy pamięcią? Jeszcze nie słyszalem o dowodzie, w którym coś byłoby udowodnione na raczej. Ale przecież nie powinienem się po Tobie wiele spodziwać. Miałeś perełkę, o dowodzie bez założeń, to ta z raczej jest chyba tylko konsekwencją?

Nudzisz i z braku laku zostało ci już tylko czepianie się slówek. Nikt nie twierdzi, że zawsze się wprowadza założenia. Natomiast wprowadza się je bardzo często. Hempel pisze "raczej", bo tego dokładnie nie zliczył. Ale ilość tych sytuacji potwierdza, że jest to częsta sytuacja.

>>Mówi o ich użyteczności, co jest pochwałą nauki, bo one siedzą w tym, co już wiemy i co znamy albo o uporze człowieka sprawdzającego wszystkie możliwości jedna po drugiej i zbierającego wiedzę.
>Oj, mało ty jeszcze o nauce wiesz i problemach z dochodzeniem do wiedzy, skoro piszesz takie obiegowe dyrdymały. Zamiast czytać nastolatków piszących na Racjonalistę wyidealizowane i naiwne poematy o nauce poczytaj ty lepiej coś poważniejszego na ten temat, Poppera, Hempla, Lakatosa, Carnapa, Schlicka, Kuhna, Kemenego, Neuratha itd. Zobaczysz wtedy jakie naiwniactwa produkowałeś.
Obiegowe? Dyrdymały? Ja nie wypisuje nazwisk, tylko argumenty (choćbym wiedział, że za nimi stoją Nazwiska).

Ciekawe gdzie ty podawałęś jakieś "argumenty". "Argumenty" polegają u ciebie na odsyłaniu mnie do książek z fizyki. Typowy dla racjonalistów błąd logiczny Argumentum ad Verecundiam.

>Ty piszesz nazwiska, ale u Ciebie są puste i nie na miejscu, bo nie masz zrozumienia ani wiedzy czego ci ludzie dokonali. Radzę odświeżyć sobie pojęcie uczonego głupca.

Pustosłowie, nigdzie nie wykazałeś, że źle ich rozumiem. I tak przez wszystkie twe posty, rzucanie słów na wiatr.

>>Więc to tylko mydlenie oczu- używanie argumentu nie na miejscu, nie w kontekście. O to chyba chodziło motylowi, by to pokazać. I wie Pan co, widać to coraz dokładniej.
>Zejdż na ziemię i przestań stosować tricki sofistyczne. Pisałem dokładnie w temacie.
>Nie widziałem na tym Forum tematu, który by odpowiadał treści tego, co Pan napisał. Nie tam gdzie trzeba Pan wysłał.

To jest jedynie dowód na to, żeś ślepy.

>>Zresztą dlatego wziąłem udział w dyskusji. Przytacza go Pan w kontekście tego, który podważa naukę. Przecież to bzdura. Laktatos piszę, że nawet jeśli istnieje coś z czym nauka sobie nie radzi, nie potrafi wyjaśnić, to ta rzecz nie obala nauki. Mimo, że może pozostawać sprzeczna z dotychczasowymi poglądami (teoriami). I wie Pan co, to jest dla nauki rzecz naturalna, ponieważ nauka jest tworem dynamicznym, rozwijającym się. Nauka ewoluuje by wyjaśniać.
>Czytałeś ale nie zrozumiałeś. Lakatos pisze, że żaden eksperyment w nauce nie obala tak naprawdę żadnej teorii.
Za dużo razy napisałeś żaden. Czasem warto by zastos
Jan Lewandowski
>>Zresztą dlatego wziąłem udział w dyskusji. Przytacza go Pan w kontekście tego, który podważa naukę. Przecież to bzdura. Laktatos piszę, że nawet jeśli istnieje coś z czym nauka sobie nie radzi, nie potrafi wyjaśnić, to ta rzecz nie obala nauki. Mimo, że może pozostawać sprzeczna z dotychczasowymi poglądami (teoriami). I wie Pan co, to jest dla nauki rzecz naturalna, ponieważ nauka jest tworem dynamicznym, rozwijającym się. Nauka ewoluuje by wyjaśniać.
>Czytałeś ale nie zrozumiałeś. Lakatos pisze, że żaden eksperyment w nauce nie obala tak naprawdę żadnej teorii.
Za dużo razy napisałeś żaden. Czasem warto by zastosować słówko niektórych, niektóre. Chyba, że znasz wszystkie teorie? A może potrafisz się wytłumaczyć? Kolejna perełka by była.

Pustosłowna ekwilibrystyka.

> Problem ten jest teoriopoznawczy i wszyscy filozofowie nauki o tym piszą. Problem w tym, że to stawia naukę właśnie w złym świetle, ponieważ pozbawia ją mocy wyjasniającej, która może falsyfikować hipotezy za pomocą testów. Oni w ten sposób czynili policzek dla falsyfikacjonizmu Poppera. I wcale nie jest to coś na korzyść nauki.
Piszesz co robili, ale nie piszesz jak. A mnie posądzasz o sofistykę. Starczy tylko zakwestionować to co piszesz, a braki w wykształceniu nie pozwalają Ci się obronić. Twoje słowa nie mają podstaw i nie ma znaczenia, czy są trafne czy nie. Starczy lekki wiatr by uleciały. Nie ma za nimi zrozumienia, które trzymałoby je ziemi.

Pisałem wielokrotnie jak. No ale ty jesteś ślepy. Tu podam tylko jeden przykład, jak eksperyment nie może obalić tak naprawdę żadnej teorii z punktu widzenia logiki formalnej. Weźmy teorię flogistonową i mający ją obalić eksperyment spalający metal. Efekt spalenia jest cięższy niż metal przed spaleniem. To obala empirycznie teorię flogistonową (po spaleniu flogiston się uwolnił, a mimo to metal jest cięższy). Ale z formalnologicznego punktu widzenia jej nie obala, ponieważ wystarczy wprowadzić założenie ad hoc, jak to czynił choćby Newton, że flogiston ma ujemną masę (Hempel, s. 64). I już teoria nie jest obalona.
zima (560 punktów)
>>>>Zresztą dlatego wziąłem udział w dyskusji. Przytacza go Pan w kontekście tego, który podważa naukę. Przecież to bzdura. Laktatos piszę, że nawet jeśli istnieje coś z czym nauka sobie nie radzi, nie potrafi wyjaśnić, to ta rzecz nie obala nauki. Mimo, że może pozostawać sprzeczna z dotychczasowymi poglądami (teoriami). I wie Pan co, to jest dla nauki rzecz naturalna, ponieważ nauka jest tworem dynamicznym, rozwijającym się. Nauka ewoluuje by wyjaśniać.
>>>Czytałeś ale nie zrozumiałeś. Lakatos pisze, że żaden eksperyment w nauce nie obala tak naprawdę żadnej teorii.
>>Za dużo razy napisałeś żaden. Czasem warto by zastosować słówko niektórych, niektóre. Chyba, że znasz wszystkie teorie? A może potrafisz się wytłumaczyć? Kolejna perełka by była.
>Pustosłowna ekwilibrystyka.
Czyli nie potrafisz się wytłumaczyć.
>>> Problem ten jest teoriopoznawczy i wszyscy filozofowie nauki o tym piszą. Problem w tym, że to stawia naukę właśnie w złym świetle, ponieważ pozbawia ją mocy wyjasniającej, która może falsyfikować hipotezy za pomocą testów. Oni w ten sposób czynili policzek dla falsyfikacjonizmu Poppera. I wcale nie jest to coś na korzyść nauki.
>>Piszesz co robili, ale nie piszesz jak. A mnie posądzasz o sofistykę. Starczy tylko zakwestionować to co piszesz, a braki w wykształceniu nie pozwalają Ci się obronić. Twoje słowa nie mają podstaw i nie ma znaczenia, czy są trafne czy nie. Starczy lekki wiatr by uleciały. Nie ma za nimi zrozumienia, które trzymałoby je ziemi.
>Pisałem wielokrotnie jak. No ale ty jesteś ślepy. Tu podam tylko jeden przykład, jak eksperyment nie może obalić tak naprawdę żadnej teorii z punktu widzenia logiki formalnej. Weźmy teorię flogistonową i mający ją obalić eksperyment spalający metal. Efekt spalenia jest cięższy niż metal przed spaleniem. To obala empirycznie teorię flogistonową (po spaleniu flogiston się uwolnił, a mimo to metal jest cięższy). Ale z formalnologicznego punktu widzenia jej nie obala, ponieważ wystarczy wprowadzić założenie ad hoc, jak to czynił choćby Newton, że flogiston ma ujemną masę (Hempel, s. 64). I już teoria nie jest obalona.
Pewnie nie zauważyłeś, że z tym założeniem mamy już do czynienia z inna teorią do obalenia. Nie wiem co to teoria flogistonowa, ale błędy w rozumowaniu robisz takie, że aby je wyłapać nie trzeba wiedzieć.
Jan Lewandowski
>>>>>Zresztą dlatego wziąłem udział w dyskusji. Przytacza go Pan w kontekście tego, który podważa naukę. Przecież to bzdura. Laktatos piszę, że nawet jeśli istnieje coś z czym nauka sobie nie radzi, nie potrafi wyjaśnić, to ta rzecz nie obala nauki. Mimo, że może pozostawać sprzeczna z dotychczasowymi poglądami (teoriami). I wie Pan co, to jest dla nauki rzecz naturalna, ponieważ nauka jest tworem dynamicznym, rozwijającym się. Nauka ewoluuje by wyjaśniać.
>>>>Czytałeś ale nie zrozumiałeś. Lakatos pisze, że żaden eksperyment w nauce nie obala tak naprawdę żadnej teorii.
>>>Za dużo razy napisałeś żaden. Czasem warto by zastosować słówko niektórych, niektóre. Chyba, że znasz wszystkie teorie? A może potrafisz się wytłumaczyć? Kolejna perełka by była.
>>Pustosłowna ekwilibrystyka.
>Czyli nie potrafisz się wytłumaczyć.

Nie ma się jak tłumaczyć przed idiotycznymi uwagami. No bo jak wytłumaczyć to, że mówisz mi to, gdzie mam wstawiać słówko "niektóre". Po prostu są to idiotyczne uwagi.

>>>> Problem ten jest teoriopoznawczy i wszyscy filozofowie nauki o tym piszą. Problem w tym, że to stawia naukę właśnie w złym świetle, ponieważ pozbawia ją mocy wyjasniającej, która może falsyfikować hipotezy za pomocą testów. Oni w ten sposób czynili policzek dla falsyfikacjonizmu Poppera. I wcale nie jest to coś na korzyść nauki.
>>>Piszesz co robili, ale nie piszesz jak. A mnie posądzasz o sofistykę. Starczy tylko zakwestionować to co piszesz, a braki w wykształceniu nie pozwalają Ci się obronić. Twoje słowa nie mają podstaw i nie ma znaczenia, czy są trafne czy nie. Starczy lekki wiatr by uleciały. Nie ma za nimi zrozumienia, które trzymałoby je ziemi.
>>Pisałem wielokrotnie jak. No ale ty jesteś ślepy. Tu podam tylko jeden przykład, jak eksperyment nie może obalić tak naprawdę żadnej teorii z punktu widzenia logiki formalnej. Weźmy teorię flogistonową i mający ją obalić eksperyment spalający metal. Efekt spalenia jest cięższy niż metal przed spaleniem. To obala empirycznie teorię flogistonową (po spaleniu flogiston się uwolnił, a mimo to metal jest cięższy). Ale z formalnologicznego punktu widzenia jej nie obala, ponieważ wystarczy wprowadzić założenie ad hoc, jak to czynił choćby Newton, że flogiston ma ujemną masę (Hempel, s. 64). I już teoria nie jest obalona.
>Pewnie nie zauważyłeś, że z tym założeniem mamy już do czynienia z inna teorią do obalenia. Nie wiem co to teoria flogistonowa, ale błędy w rozumowaniu robisz takie, że aby je wyłapać nie trzeba wiedzieć.

Brednie. Nie ma żadnej "innej teorii". Nadal jest to ta sama teoria, którą ktoś próbuje utrzymać za pomocą założenia ad hoc. Jest to słynna sprawa (o której jak widać nie masz mimo to zielonego pojęcia) obrony tej samej teorii za wszelką cenę właśnie. Więc piszesz nonsensy do kwadratu i tyle.
zima (560 punktów)
Kurcze ucięło.
>A sytuacje potwierdzające tą tezę były:
>>-katastrofa w nadfiolecie- zapoczątkowała fizykę kwantową
>>-błędy z przyjmowania prędkości światła za nieskończoną- teoria wzgledności
>>to te największe, najbardziej znane; a jest jeszcze biologia (genetyka wyewoluowała z niej by wyjaśnić pewne kwestie), chemia...
>Ogólniki, z których absolutnie nic nie wynika. I bardzo zresztą dyskusyjne po dziś.
Ogólniki? Dyskusyjne? Tak pokrywa Pan swoją niewiedzę? A może chce Pan, bym Pana odesłał do jakiejś publikacji o kwantach Plancka i katastrofie w nadfiolecie? Fizyki Pan studiować nie musiał, ale żeby się tak wypowiadać...
>>A Pan używał tego by podważyć naukę. Wstyd Panie Janie! Przecież jest na odwrót, to cecha, którą posiadać mogą twory postępowe. Twory dające nadzieję na lepsze.
>Pustosłowie. Dużo błyskotliwych słów, zero treści.
Błyskotliwe słowa bez treści. Dobre! Co następne? Genialne bez treści?
>Reasumując, nic nie wniosłeś, poza dość ogólnikową propagandą.
Tu sprawa jest bardziej złożona. Widzisz, można się zastanawiać, czy ja tylko tyle wniosłem, czy to Ty tylko tyle wyniosłeś.
W każdym razie dziękuję za perełki. Dodają one lekkości Twoim słowom. Plus to, że nie potrafisz się wycofywać z błędów czyni z Ciebie doskonałego rozmówcę, choć trzeba przyznać, w dość ograniczonej ilości tematów. Niestety ten rodzaj doskonałości niesie monotonie. W końcu i perełki się znudzą, jak ich za dużo w jednym poście wstawisz.
Pozdrawiam i życzę nawrócenia na katolicyzm. Rzymski zresztą.
Jan Lewandowski
>Kurcze ucięło.
>>A sytuacje potwierdzające tą tezę były:
>>>-katastrofa w nadfiolecie- zapoczątkowała fizykę kwantową
>>>-błędy z przyjmowania prędkości światła za nieskończoną- teoria wzgledności
>>>to te największe, najbardziej znane; a jest jeszcze biologia (genetyka wyewoluowała z niej by wyjaśnić pewne kwestie), chemia...
>>Ogólniki, z których absolutnie nic nie wynika. I bardzo zresztą dyskusyjne po dziś.
>Ogólniki? Dyskusyjne? Tak pokrywa Pan swoją niewiedzę? A może chce Pan, bym Pana odesłał do jakiejś publikacji o kwantach Plancka i katastrofie w nadfiolecie?

Bedzie to błąd logiczny Argumentum ad verecundiam. Podręczniki nie są dowodem na nic. Nawet te do fizyki.

Fizyki Pan studiować nie musiał, ale żeby się tak wypowiadać...

P-u-s-t-o-s-ł-o-w-i-e.

>>>A Pan używał tego by podważyć naukę. Wstyd Panie Janie! Przecież jest na odwrót, to cecha, którą posiadać mogą twory postępowe. Twory dające nadzieję na lepsze.
>>Pustosłowie. Dużo błyskotliwych słów, zero treści.
>Błyskotliwe słowa bez treści. Dobre! Co następne? Genialne bez treści?

Pustosłowia ciąg dalszy. Zaśmiecasz forum i nic więcej.

>>Reasumując, nic nie wniosłeś, poza dość ogólnikową propagandą.
>Tu sprawa jest bardziej złożona. Widzisz, można się zastanawiać, czy ja tylko tyle wniosłem, czy to Ty tylko tyle wyniosłeś.
>W każdym razie dziękuję za perełki. Dodają one lekkości Twoim słowom. Plus to, że nie potrafisz się wycofywać z błędów czyni z Ciebie doskonałego rozmówcę, choć trzeba przyznać, w dość ograniczonej ilości tematów. Niestety ten rodzaj doskonałości niesie monotonie. W końcu i perełki się znudzą, jak ich za dużo w jednym poście wstawisz.
>Pozdrawiam i życzę nawrócenia na katolicyzm. Rzymski zresztą.

Ble, ble, ble. I tak non stop. Nie masz nic konkretnego do powiedzenia. Jak zresztą większość tutaj.
zima (560 punktów)

>>>>>A sytuacje potwierdzające tą tezę były:
>>>>>-katastrofa w nadfiolecie- zapoczątkowała fizykę kwantową
>>>>>-błędy z przyjmowania prędkości światła za nieskończoną- teoria wzgledności
>>>>>to te największe, najbardziej znane; a jest jeszcze biologia (genetyka wyewoluowała z niej by wyjaśnić pewne kwestie), chemia...
>>>>Ogólniki, z których absolutnie nic nie wynika. I bardzo zresztą dyskusyjne po dziś.
>>Ogólniki? Dyskusyjne? Tak pokrywa Pan swoją niewiedzę? A może chce Pan, bym Pana odesłał do jakiejś publikacji o kwantach Plancka i katastrofie w nadfiolecie?
>Bedzie to błąd logiczny Argumentum ad verecundiam. Podręczniki nie są dowodem na nic. Nawet te do fizyki.
Ale informacje w nich zawarte już mogą być.
A zresztą i same podręczniki dowodzą umiejętności posługiwania się alfabetem przez autorów.
>Fizyki Pan studiować nie musiał, ale żeby się tak wypowiadać...
>P-u-s-t-o-s-ł-o-w-i-e.
To nie argument to ucieczka.
>>>>A Pan używał tego by podważyć naukę. Wstyd Panie Janie! Przecież jest na odwrót, to cecha, którą posiadać mogą twory postępowe. Twory dające nadzieję na lepsze.
>>>Pustosłowie. Dużo błyskotliwych słów, zero treści.
>>Błyskotliwe słowa bez treści. Dobre! Co następne? Genialne bez treści?
>Pustosłowia ciąg dalszy. Zaśmiecasz forum i nic więcej.
To przecież Ty użyłeś zwrotu 'błyskotliwe słowa'.
>>>Reasumując, nic nie wniosłeś, poza dość ogólnikową propagandą.
>>Tu sprawa jest bardziej złożona. Widzisz, można się zastanawiać, czy ja tylko tyle wniosłem, czy to Ty tylko tyle wyniosłeś.
>>W każdym razie dziękuję za perełki. Dodają one lekkości Twoim słowom. Plus to, że nie potrafisz się wycofywać z błędów czyni z Ciebie doskonałego rozmówcę, choć trzeba przyznać, w dość ograniczonej ilości tematów. Niestety ten rodzaj doskonałości niesie monotonie. W końcu i perełki się znudzą, jak ich za dużo w jednym poście wstawisz.
>>Pozdrawiam i życzę nawrócenia na katolicyzm. Rzymski zresztą.
>Ble, ble, ble. I tak non stop. Nie masz nic konkretnego do powiedzenia. Jak zresztą większość tutaj.
Więc po co mi odpowiadasz. Każdy kto czyta moje posty sam się przekonuje, ile mam do powiedzenia.
Zresztą już nawet postawiłeś EOT, a jednak musze Cie trafiać moje słowa skoro nadal się odzywasz.
Jan Lewandowski
>>>>>>A sytuacje potwierdzające tą tezę były:
>>>>>>-katastrofa w nadfiolecie- zapoczątkowała fizykę kwantową
>>>>>>-błędy z przyjmowania prędkości światła za nieskończoną- teoria wzgledności
>>>>>>to te największe, najbardziej znane; a jest jeszcze biologia (genetyka wyewoluowała z niej by wyjaśnić pewne kwestie), chemia...
>>>>>Ogólniki, z których absolutnie nic nie wynika. I bardzo zresztą dyskusyjne po dziś.
>>>Ogólniki? Dyskusyjne? Tak pokrywa Pan swoją niewiedzę? A może chce Pan, bym Pana odesłał do jakiejś publikacji o kwantach Plancka i katastrofie w nadfiolecie?
>>Bedzie to błąd logiczny Argumentum ad verecundiam. Podręczniki nie są dowodem na nic. Nawet te do fizyki.
>Ale informacje w nich zawarte już mogą być.

"Mogą być", "mogą być" - nic nie znaczący beztreściwy bełkot. Albo coś jest dowodem, albo nie i koniec, kropka.

>A zresztą i same podręczniki dowodzą umiejętności posługiwania się alfabetem przez autorów.

Super dowód, po prostu super.

>>Fizyki Pan studiować nie musiał, ale żeby się tak wypowiadać...
>>P-u-s-t-o-s-ł-o-w-i-e.
>To nie argument to ucieczka.

Ucieczka niby przed czym. Przecież ty nic nie napisałeś, poza rzuceniem bezsensownej uwagi.

>>>>>A Pan używał tego by podważyć naukę. Wstyd Panie Janie! Przecież jest na odwrót, to cecha, którą posiadać mogą twory postępowe. Twory dające nadzieję na lepsze.
>>>>Pustosłowie. Dużo błyskotliwych słów, zero treści.
>>>Błyskotliwe słowa bez treści. Dobre! Co następne? Genialne bez treści?
>>Pustosłowia ciąg dalszy. Zaśmiecasz forum i nic więcej.
>To przecież Ty użyłeś zwrotu 'błyskotliwe słowa'.

A ty odpowiedziałeś kompletną pustką treściową.

>>>>Reasumując, nic nie wniosłeś, poza dość ogólnikową propagandą.
>>>Tu sprawa jest bardziej złożona. Widzisz, można się zastanawiać, czy ja tylko tyle wniosłem, czy to Ty tylko tyle wyniosłeś.
>>>W każdym razie dziękuję za perełki. Dodają one lekkości Twoim słowom. Plus to, że nie potrafisz się wycofywać z błędów czyni z Ciebie doskonałego rozmówcę, choć trzeba przyznać, w dość ograniczonej ilości tematów. Niestety ten rodzaj doskonałości niesie monotonie. W końcu i perełki się znudzą, jak ich za dużo w jednym poście wstawisz.
>>>Pozdrawiam i życzę nawrócenia na katolicyzm. Rzymski zresztą.
>>Ble, ble, ble. I tak non stop. Nie masz nic konkretnego do powiedzenia. Jak zresztą większość tutaj.
>Więc po co mi odpowiadasz. Każdy kto czyta moje posty sam się przekonuje, ile mam do powiedzenia.

Odpowiadam, bo mam do czynienia z demagogami.
>Zresztą już nawet postawiłeś EOT, a jednak musze Cie trafiać moje słowa skoro nadal się odzywasz.

Rzucasz bezpodstawne oskarżenia poparte niczym więcej jak tylko pustym bełkotem, więc jest potrzeba ripostować.
zima (560 punktów)
Rozmowę zwykle prowadzi się zaczynając od tezy. Później sa argumenty i kontrargumenty. A u Pana- pustosłowie, bzdury, sofistyka, bez treści. Przecież w tym miejscu powinny być kontrargumenty.
Być może Pańskie ego broni się przed przyjęciem argumentów na zasadzie odrzucenia. Po prostu woła Pan- ja tego nie przyjmuje do wiadomości! A więc zaprzecza Pan, że argumenty cokolwiek znaczą. I do czego to Pana prowadzi? Musiał Pan zaprzeczyć wszystkiemu, tak, dobrze mówię. Nic nie istnieje! , nic się nie da udowodnić! , nic nie znaczy!! .
Prócz Pańskich tez oczywiście (tak zwanych perełek). Czego wszystkim życzę, to takiej słuszności poglądów jaka się Panu Janowi śni.
Do zobaczenia przy kolejnej perełce, Panie Janie.
PS. Wspaniały przypadek kliniczny.
Jan Lewandowski
>Rozmowę zwykle prowadzi się zaczynając od tezy. Później sa argumenty i kontrargumenty. A u Pana- pustosłowie, bzdury, sofistyka, bez treści. Przecież w tym miejscu powinny być kontrargumenty.

To właśnie ja cytuję prace fizyków, metodologów nauki, podaję za nimi różniste argumenty. U ciebie w reakcji na to jest tylko "pustosłowie, bzdury, sofistyka, bez treści. Przecież w tym miejscu powinny być kontrargumenty".

>Być może Pańskie ego broni się przed przyjęciem argumentów na zasadzie odrzucenia. Po prostu woła Pan- ja tego nie przyjmuje do wiadomości! A więc zaprzecza Pan, że argumenty cokolwiek znaczą. I do czego to Pana prowadzi? Musiał Pan zaprzeczyć wszystkiemu, tak, dobrze mówię. Nic nie istnieje! , nic się nie da udowodnić! , nic nie znaczy!! .

Nie podałeś żadnych argumentów, poza komentarzami nie na temat i hihraniem.

>PS. Wspaniały przypadek kliniczny.

Istotnie.
zima (560 punktów)
Nie istnieje z Panem żadna nić porozumienia. Przykro mi, ale zaczynam odczuwać względem Pana litość. W kalekim świecie Pan żyje i broni tego świata za wszelką cenę. Cóż poradzić.
Niech Pan pisze. Przynosi Pan pewien rodzaj emocjonalnego paliwa dla racjonalistów. Za to akurat dziękuję.
Pan i perełki, które Pan rzuca. A już się ich nazbierało kilka. Ale bogactwa nigdy dosyć prawda.
Myślę, że ten wątek nie był stratą wirtualnej przestrzeni. Wypowiadał się Pan dopasowując do tezy głównej. Tylko pozazdrościć tak dobrze utrzymanemu kierunkowi. Myślę, że zachwycał Pan osoby śledzące dyskusje. I bawił jednocześnie.
Rzecz jednak staje się nudna. Ja ze swej strony zamykam swój udział (chyba, że pojawi się coś niespodziewanego). Stworzył Pan wspaniałą rzecz pogladową. Nauczył nas wiele o sobie.
Do zobaczenia przy innych ciekawych wątkach z Pana udziałem. Na pewno poczuję się zaproszony.
EOT.

Wróć do listy wątków działu Nauka

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365