 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 10-10-2011 18:36 | waldeck77 (4307 punktów) | Raduj się młody Polaku!
7 na 9 | Ponieważ pod artykułem Matta Ridleya "Światło na końcu tunelu" www.racjonalista.pl/kk.php/s,2319 nie ma możliwości dodawania komentarzy, pozwolę sobie skomentować tutaj. > A gospodarka świata jako całości nadal rośnie: skurczyła się o zaledwie 0,6 procenta w 2009 r. i powróciła do ponad 5 >procent wzrostu w 2010 r., według Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Ostatnie cztery lata były dla nas >kiepskie, ale były to dobre lata dla Chińczyków, Hindusów, Brazylijczyków, nawet Afrykanów. Nigeria wzrastała o 9 >procent rocznie.Raduj się młody, wykształcony Polaku/Europejczyku! Wprawdzie nie masz pracy (lub pracujesz na umowę śmieciową), ale za to Hindusom rośnie. Dzięki globalizacji przeciętny Hindus nie musi już wegetować za dolara dziennie, teraz może wegetować za półtora dolara dziennie i jeszcze się naharować przez 15 godzin na dobę. A jak młody wykształcony Polaku/Europejczyku, nadal będziesz marudził i domagał się luksusów takich jak godna płaca, godne warunki pracy, dostęp do mieszkań, ubezpieczeń zdrowotnych, emerytury i świeżego powietrza, to dysponenci kapitału w ogóle się na ciebie pogniewają i całkiem przeniosą do Indii. Hindus zarobi 3 dolary dziennie, a ty będziesz wiecznym bezrobotnym. No chyba, że jesteś inżynierem (ja jestem niestety tylko technikiem), nowym świętym globalizującego się świata. Tylko co będzie, gdy w końcu 90% ludności zostanie inżynierami? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
5 na 5 | sinapis (1725 punktów) | >No chyba, że jesteś inżynierem (ja jestem niestety tylko technikiem), nowym świętym globalizującego >się świata. Tylko co będzie, gdy w końcu 90% ludności zostanie inżynierami? >
A ktoś ci się każe radować? Raczej zaleca pójście na polibudę. I nie bój się tych 90% inżynierów - jak łatwo spostrzeć w kajach rozwinietych, znakomitą większość kształcącej się młodzieży tstać co najwyżej na politologię, marketing i zarządzanie albo historię sztuki czy inne tam stosunki międzynarodowe.
|
|
 | 4 na 4 | emilpromil (184 punktów) | >>No chyba, że jesteś inżynierem (ja jestem niestety tylko technikiem), nowym świętym globalizującego >>się świata. Tylko co będzie, gdy w końcu 90% ludności zostanie inżynierami? >> >A ktoś ci się każe radować? Raczej zaleca pójście na polibudę. >I nie bój się tych 90% inżynierów - jak łatwo spostrzeć w kajach rozwinietych, znakomitą większość kształcącej się młodzieży stać co najwyżej na politologię, marketing i zarządzanie albo historię sztuki czy inne tam stosunki międzynarodowe.
Ehh... Z tymi inżynierami to tak samo jak np. z piosenkarzami - gwiazdy są rozchwytywane i zarabiają miliony , a młode kapele brzdąkają w piwnicy po pracy w mcdonaldzie.
Aktualnie zarówno w Polsce, Angli i reszcie świata (poza PRC) jest większa podaż niż popyt na inżynierów.
Pieśni o brakach inżynierów to jęki pracodawców których boli to że zanim inżynier zacznie dla nich zarabiać to trzeba w niego zainwestować: doszkolić i wyspecjalizować.
Oni by chcieli takich gotowych co od razu na nich zarabiają, zresztą to taki trend ogólnoświatowy, od producentów papryki po bankierów z Wallstreet : zysk prywatny, ryzyko państwowe.
A z resztą artykułu zgadzam się 100%.
|
|
|  | | kika (1657 punktów) | Mój mąż jest inżynierem. Jest bezrobotny.
|
|
| |  | | KarolG (2892 punktów) | A w jakiej branży?
Thank God, I'm an atheist
|
|
| | |  | | kika (1657 punktów) | >A w jakiej branży? Elektronika, hardwear.
|
|
| | | |  | | KarolG (2892 punktów) | No to niestety, nie w tej w której szukam 
Thank God, I'm an atheist
|
|
 | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | > >No chyba, że jesteś inżynierem (ja jestem niestety tylko technikiem), nowym świętym globalizującego> >się świata. Tylko co będzie, gdy w końcu 90% ludności zostanie inżynierami?> >> A ktoś ci się każe radować? Raczej zaleca pójście na polibudę.> I nie bój się tych 90% inżynierów - jak łatwo spostrzeć w kajach rozwinietych, znakomitą większość kształcącej się młodzieży tstać co najwyżej na politologię, marketing i zarządzanie albo historię sztuki czy inne tam stosunki międzynarodowe.Z tymi stosunkami to trafiłeś w sedno. Młodzież "pierd...." wszystko, bo chlebuś od rodziców ma ,a igrzysk dostarczy Palikot 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
1 na 1 | sztejkat (4743 punktów) | >(...)Tylko co będzie, gdy w końcu 90% ludności zostanie inżynierami?(....)
To samo co z niedawnym "marketing-i-zarządzanie-gwarancją-sukcesu-w-pracy". Choć i tak inżynier ma lepiej - bo zarządca musi mieć pod sobą co najmniej dwu pracowników, zaś inżynierowi często do pracy wystarcza on/ona sam/a.
Tomasz Sztejka
|
|
 | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >inżynierowi często do pracy wystarcza on/ona sam/a.
A jak inżynier nie ma szczęścia w miłości, to gumową lalę sobie zmajstruje, albo wibrator ze stu opcjami. I dalej jest sobie sam na sam.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 1 na 1 | Lodowy (1486 punktów) | > >inżynierowi często do pracy wystarcza on/ona sam/a.> A jak inżynier nie ma szczęścia w miłości, to gumową lalę sobie zmajstruje,I wtedy ma już kogoś pod sobą.
|
|
|  | | sztejkat (4743 punktów) | Miałem na myśli - zarządzający do pracy musi mieć podwładnych. Inaczej zarządzanie nie ma sensu bytu. Inżynier zaś wykonuje pracę w materii, więc podwładnych mieć nie musi. Stąd na jednego absolwenta zarządzania musi przypadać przynajmniej (teoretycznie) jeden absolwent innego kierunku. Najczęściej więcej. W wypadku kadry technicznej sytuacja jest dokładnie odwrotna.
Tomasz Sztejka
|
|
| Rigoletto (3891 punktów) | >A jak młody wykształcony Polaku/Europejczyku, nadal będziesz marudził i domagał się luksusów takich >jak godna płaca, godne warunki pracy, dostęp do mieszkań, ubezpieczeń zdrowotnych, emerytury i >świeżego powietrza, to dysponenci kapitału w ogóle się na ciebie pogniewają i całkiem przeniosą do >Indii. Hindus zarobi 3 dolary dziennie, a ty będziesz wiecznym bezrobotnym.
No właśnie. My Polacy mamy zawsze pod górkę. Jak Europa bogaciła się na koloniach, to Polska sama była kolonią. A jak teraz dołączyliśmy do Europy, to dla odmiany kapitał i bogactwo przenosi się na jakieś azjatyckie zadupie. O losie, zamiast kolorowej służby, znowu sami musimy służyć...
|
|
5 na 5 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >A jak młody wykształcony Polaku/Europejczyku, nadal będziesz marudził i domagał się luksusów takich >jak godna płaca, godne warunki pracy, dostęp do mieszkań, ubezpieczeń zdrowotnych, emerytury i >świeżego powietrza, to dysponenci kapitału w ogóle się na ciebie pogniewają i całkiem przeniosą do >Indii. Hindus zarobi 3 dolary dziennie, a ty będziesz wiecznym bezrobotnym.
-Ciekawe gdzie zbudowano dobrobyt samym domaganiem się. Można i trzeba domagać się wolności i równości, a całą resztę trzeba wypracować niestety.
>No chyba, że jesteś inżynierem (ja jestem niestety tylko technikiem), nowym świętym globalizującego >się świata. Tylko co będzie, gdy w końcu 90% ludności zostanie inżynierami?
-Chcesz dostępu do mieszkania? Pełno ich na rynku, tylko płacić i brać. Tylko nie wiem jak będą je nadal budować gdy zabraknie inżynierów. Może zajmą się tym politolodzy i filozofowie?
"Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd" - Albert Einstein
|
|
5 na 5 | anhella (110 punktów) |
> Tylko co będzie, gdy w końcu 90% ludności zostanie inżynierami?Niemożliwe  Póki się nie wymyśli inżynierii nie wymagającej znajomości matematyki i fizyki, a przede wszystkim nie nakłoni do ignorowania cudzej niewiedzy i głupoty akademików formułujących zdania typu: "U mnie generalnie wszyscy mogą zdać. Zazwyczaj jest to 40%"  Zresztą, większość ludzi woli sobie ponarzekać zamiast coś zrobić ze swoim życiem. Nic personalnego, omawiam tylko wyniki obserwacji.
|
|
 | 7 na 7 | Jan Res (4015 punktów) |
>Zresztą, większość ludzi woli sobie ponarzekać zamiast coś zrobić ze swoim życiem. Nic personalnego, omawiam tylko wyniki obserwacji. Tego młodzież nie wie, lecz ja doskonale pamiętam ciężko pracujące wiejskie rodziny, gdzie szklanka mleka była luksusem, a wiele dzieci cierpiało na krzywicę. W miastach gruźlica zbierała straszliwe żniwo. Teraz - po 50 latach - już kobiet na pałąkowatych, króciutkich nogach nigdzie nie uświadczysz, a ludzie żyją znacznie dłużej. Nie wiedzieliście o tym? To dobrze! Bywa źle, a nawet bardzo źle, lecz Polska nie była nigdy w lepszej sytuacji, niż obecnie. Mamy za sobą 66 (!!!) lat bez wojny. Nikt, kto ma pracę (a nie trwoni dochodów na np. alkohol) nie głoduje tak, jak niegdyś. Gdyby młodzież wiedziała, że ma szansę, o jakiej w wielu można tylko pomarzyć - kształcenia się za niezbyt wygórowaną cenę, zaszlibyśmy jeszcze dalej. Wielu ludziom to nie wystarcza, ale nie przesadzajmy. Mimo sporego zapóźnienia w stosunku do krajów najbogatszych (cóż, nam nie było dane żyć w pokoju przez całe wieki) można w Polsce żyć całkiem znośnie, jeśli się ma odpowiednie wykształcenie i się tego bardzo chce.
|
|
|  | 2 na 2 | homopitek (1536 punktów) | >Mimo sporego zapóźnienia w stosunku do krajów najbogatszych (cóż, nam nie było dane żyć w pokoju przez całe wieki)
Z krajów europejskich tylko 2 (dwa) nie brały udziału w żadnych wojnach od czasu wojen napoleońskich, więc trochę przesadzasz w rolą tego czynnika.
Nie stosuję emoticonów
|
|
|  | 2 na 2 | anhella (110 punktów) |
> Nikt, kto ma pracę (a nie trwoni dochodów na np. alkohol) nie głoduje tak, jak niegdyś.
Z tym że "nikt" nie chcę się zgadzać, bo mówienie o czymkolwiek w 100% najczęściej naraża na błąd. Jestem w stanie uwierzyć, że są tacy ludzie. Poza nimi jednak istnieje rzesza hipokrytów, którzy narzekają że nie mają pieniędzy np. na nowe ubranie na zimę dla swoich dzieci, a jednocześnie wydają 1000-2000 zł każdego miesiąca na różne używki i inne zbędne rzeczy, nie kalkulując tego wcale i nie przyznając tym "drobnym" codziennym wydatkom wpływu na ich finanse.
|
|
|  | 4 na 4 | Jan Rylew (3965 punktów) | > Nikt, kto ma pracę (a nie trwoni dochodów na np. alkohol) nie głoduje tak, jak niegdyś.Jeśli się nie ma bezpośredniego kontaktu z przejawami głodu w Polsce (TV od czasu do czasu coś pokaże) to warto poczytać. Np. Czym jest bieda, pl.wikiped(*)i.C4.99g_ub.C3.B3stwa_w_Polscezasiłek socjalny czyli pomoc od gminy wyborcza.p(*)alny_czyli_pomoc_od_gminy.htmlSkrajne ubóstwo, granica egzystencji dotyka ok 12% osób w Polsce i to niekoniecznie bezrobotnych. Często są to rodziny wielodzietne z jednym żywicielem lub osoby pracujące samotne. Pomoc społeczną scedowano na samorządy, które nie mają często odpowiednich funduszy wyborcza.p(*)alny_czyli_pomoc_od_gminy.html> Gdyby młodzież wiedziała, że ma szansę, o jakiej w wielu można tylko pomarzyć - kształcenia się za niezbyt wygórowaną cenę, zaszlibyśmy jeszcze dalej.Wielu ludziom to nie wystarcza, ale nie przesadzajmy.Ale samo wykształcenie nie jest jeszcze wytrychem do samodzielności ekonomicznej. Trzeba znaleźć odpowiednią pracę co często niemożliwe, a bez niej wegetacja i zdanie na pomoc rodziców czy dziadków. > Mimo sporego zapóźnienia w stosunku do krajów najbogatszych (cóż, nam nie było dane żyć w pokoju przez całe wieki) można w Polsce żyć całkiem znośnie, jeśli się ma odpowiednie wykształcenie i się tego bardzo chce.Tak ,a jeśli się nie ma odpowiedniego wykształcenia bywa nieznośnie. Ocena całego społeczeństwa powinna uwzględniać kondycję jego najsłabszych ogniw tak jak wytrzymałość łańcucha czy mostu, zwraca słusznie uwagę Z. Bauman.
|
|
6 na 6 | Anna Salman (16360 punktów) | >... Tylko co będzie, gdy w końcu 90% ludności zostanie inżynierami? Nieważne, kogo będą kształcić - inżynierów, socjologów, czy dentystów - po prostu rynek pracy kurczy się w zastraszającym tempie. Technologie umożliwiły niespotykany wzrost wydajności jednostkowej, co przy porównywalnej liczbie pracowników spowodowało nadprodukcję, a w konsekwencji było jedną z przyczyn obniżenia jakości towaru - trzeba tak wytwarzać, żeby klient za chwilę musiał kupić nowy. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest ciągłe nawoływanie do zwiększania przyrostu naturalnego w obawie przed katastrofą demograficzną. Ona już jest - ponad 7mld. ludzi, z czego prawie 1/3 żyje w koszmarnych warunkach, a pewnie kolejna 1/4 wkrótce dołączy, przy czym systematycznie zwiększa się rozpiętość pomiędzy dwoma skrajnymi grupami na drabinie dochodowej. I jest to efekt mieszania się polityków w tak prywatne sprawy obywateli, jak posiadanie lub nie dzieci.
|
|
 | 1 na 1 | homopitek (1536 punktów) | >>... Tylko co będzie, gdy w końcu 90% ludności zostanie inżynierami? >Nieważne, kogo będą kształcić - inżynierów, socjologów, czy dentystów - po prostu rynek pracy kurczy się w zastraszającym tempie. Technologie umożliwiły niespotykany wzrost wydajności jednostkowej, co przy porównywalnej liczbie pracowników spowodowało nadprodukcję, a w konsekwencji było jedną z przyczyn obniżenia jakości towaru - trzeba tak wytwarzać, żeby klient za chwilę musiał kupić nowy.
Inną przyczyną zalewu tandety jest też względne zubożenie klienteli, której (w jej masie) nie stać na kupowanie pełnowartościowych (trwałych) produktów.
>Najsmutniejsze w tym wszystkim jest ciągłe nawoływanie do zwiększania przyrostu naturalnego w obawie przed katastrofą demograficzną. Ona już jest - ponad 7mld. ludzi, z czego prawie 1/3 żyje w koszmarnych warunkach, a pewnie kolejna 1/4 wkrótce dołączy, przy czym systematycznie zwiększa się rozpiętość pomiędzy dwoma skrajnymi grupami na drabinie dochodowej.
Problemem nie jest wielka ilość ludzi, lecz wielka nierówność w korzystaniu z pożytków rozwoju gospodarki. Koncentracja bogactwa prawdopodobnie jest korzystna dla całego systemu tylko do pewnego poziomu, po przekroczeniu którego staje się hamulcem dalszego rozwoju. Niska siła nabywcza dużej częśći ludności powoduje problemy w całym systemie gospodarczym i społecznym, stwarzając wrażenie "nadmiaru populacji".
>I jest to efekt mieszania się polityków w tak prywatne sprawy obywateli, jak posiadanie lub nie dzieci.
Fundamentalnym, moim zdaniem, powodem nie są bezpośrednie działania polityków, lecz system gospodarczy, który stwarza niekorzystne warunki życia. Spadek rozrodczości jest naszą ewolucyjną reakcją na niekorzystne warunki życia - tak działa nasza strategia rozrodcza "na nadprzeżywalność" potomstwa. Polityka ma jedynie wpływ pośredni, tworząc (lub nie) warunki do działania czynników kształtujących rozrodczość.
Nie stosuję emoticonów
|
|
|  | 1 na 1 | Anna Salman (16360 punktów) | >Fundamentalnym, moim zdaniem, powodem nie są bezpośrednie działania polityków, lecz system gospodarczy, który stwarza niekorzystne warunki życia. Spadek rozrodczości jest naszą ewolucyjną reakcją na niekorzystne warunki życia - tak działa nasza strategia rozrodcza "na nadprzeżywalność" potomstwa. Polityka ma jedynie wpływ pośredni, tworząc (lub nie) warunki do działania czynników kształtujących rozrodczość. System gospodarczy jest tylko pojęciem określającym całokształt procesów tworzonych przez ludzi, tych którzy mają wpływ - polityków (nb. zaliczam do nich również kapłanów różnych religii). Bez ich ingerencji populacja ustaliła by się na optymalnym poziomie. A tymczasem, wbrew logice gatunkowej, przyrost naturalny jest najwyższy w środowiskach / regionach świata, gdzie są najmniej korzystne warunki dla wychowania potomstwa. Działa presja kulturowa.
|
|
| |  | 1 na 1 | homopitek (1536 punktów) | >System gospodarczy jest tylko pojęciem określającym całokształt procesów tworzonych przez ludzi, tych którzy mają wpływ - polityków (nb. zaliczam do nich również kapłanów różnych religii).
To się niezupełnie zrozumieliśmy. Ja odebrałem zdanie o wpływie polityków jako bezpośrednich sprawców. W sensie ogólnym masz rację - to oni (do spółki z paroma innymi grupami) tworzą konkretne sposoby organizacji życia społecznego, ale z drugiej strony często te systemy wymykają się im spod kontroli i zaczynają "żyć własnym życiem", poza momentami przełomowymi nie dają się łatwo modelować, ponieważ kazdy system ma swoją "wewnętrzną logikę" zapewniającą mu pewną spójność i trwałość. czasami łatwiej taki system "przewrócić" niż zmieniać.
> Bez ich ingerencji populacja ustaliła by się na optymalnym poziomie.
W to wątpię, ponieważ każdy konkretny poziom cywilizacyjny i system społeczny miałby swoją własną (odpowiadającą mu) "optymalną populację". Wielkość takiej populacji ciągle by ulegała zmianie wraz ze zmianami cywilizacyjnymi (niepolitycznymi co do swej istoty), a dodatkowo byłyby wahnięcia związane z czynnikami środowiskowymi. W praktyce taką "optymalną populację" można by osiągnąć przez długotrwałą (wiele pokoleń) stagnację cywilizacyjną i niezmienność środowiska.
>A tymczasem, wbrew logice gatunkowej, przyrost naturalny jest najwyższy w środowiskach / regionach świata, gdzie są najmniej korzystne warunki dla wychowania potomstwa. Działa presja kulturowa.
Rzecz w tym, co uznasz za "korzystne warunki". Spróbuj sprecyzować treść tego pojęcia, ponieważ jego "oczywisty sens" nie jest wcale taki oczywisty.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | |  | 1 na 1 | Anna Salman (16360 punktów) | >... każdy konkretny poziom cywilizacyjny i system społeczny miałby swoją własną (odpowiadającą mu) "optymalną populację". Tu się zgadzam - społeczeństwa Indii czy Bangladeszu są chyba najbardziej "zagęszczonymi" społeczeństwami na świecie i nie widać, żeby im to jakoś bardzo przeszkadzało. Zresztą psychologia społeczna wychwyciła już prawidłowości dotyczące zależności między odległościami optymalnymi dla relacji międzyludzkich, a miejscem zamieszkania, konkretnie - obszaru klimatycznego. Im chłodniejsza strefa, tym większe wymagane odległości. > W praktyce taką "optymalną populację" można by osiągnąć przez długotrwałą (wiele pokoleń) stagnację cywilizacyjną i niezmienność środowiska. Niezupełnie - świadczy o tym chociażby szybka odbudowa populacji po wojnach. Baby boom w latach 50-tych ub. stulecia, a następnie wyrównanie już od połowy lat 60-tych. >Rzecz w tym, co uznasz za "korzystne warunki". Spróbuj sprecyzować treść tego pojęcia, ponieważ jego "oczywisty sens" nie jest wcale taki oczywisty. Warunki środowiskowe, do których przede wszystkim należy zaliczyć: przestrzeń na jednego człowieka / grupę blisko spokrewnioną - np. Bangladesz, Indie oraz obszary o niewystarczającej infrastrukturze mieszkaniowej w krajach Europy, obu Ameryk, dostęp do wody pitnej - pewne obszary Afryki (najbardziej skrajny przykład), warunki uprawy / hodowli metodami adekwatnymi do poziomu rozwoju i upowszechnienia technologii - czyli możliwości wyżywienia bez konieczności importu. Warunki "cywilizacyjne": możliwości edukacyjne, rynek pracy, dostępność opieki zdrowotnej - i tu niestety statystyki wskazują, że największa liczba dzieci rodzi się wśród ludzi żyjących w slumsach wielkich miast oraz w regionach państw i kontynentów słabo rozwiniętych gospodarczo.
|
|
| | | |  | | homopitek (1536 punktów) | >> W praktyce taką "optymalną populację" można by osiągnąć przez długotrwałą (wiele pokoleń) stagnację cywilizacyjną i niezmienność środowiska. >Niezupełnie - świadczy o tym chociażby szybka odbudowa populacji po wojnach. Baby boom w latach 50-tych ub. stulecia, a następnie wyrównanie już od połowy lat 60-tych.
Poruszyłaś zupełnie inny problem - incydentalne zmiany liczebności populacji na skutek różnych "zdarzen losowych", bo to nie tylko wojny tak mogą zadziałać. Cykle wyż-niż urodzeniowy są typowe dla społeczeństw "po przejściach", jednak amplituda wahań maleje z każdym cyklem (pokoleniem). Tak było np. w PRL-u - drugi wyż był słabszy od pierwszego. Populacja znajdująca się przez długi czas w stabilnych warunkach (a wielkie kataklizmy lub zmiany cywilizacyjne nimi nie są) ma tendencję do stabilizacji swojej liczebności. To dotyczy nie tylko ludzi.
>Warunki środowiskowe, do których przede wszystkim należy zaliczyć: przestrzeń na jednego człowieka / grupę blisko spokrewnioną - np. Bangladesz, Indie oraz obszary o niewystarczającej infrastrukturze mieszkaniowej w krajach Europy, obu Ameryk, dostęp do wody pitnej - pewne obszary Afryki (najbardziej skrajny przykład), warunki uprawy / hodowli metodami adekwatnymi do poziomu rozwoju i upowszechnienia technologii - czyli możliwości wyżywienia bez konieczności importu. >Warunki "cywilizacyjne": możliwości edukacyjne, rynek pracy, dostępność opieki zdrowotnej - i tu niestety statystyki wskazują, że największa liczba dzieci rodzi się wśród ludzi żyjących w slumsach wielkich miast oraz w regionach państw i kontynentów słabo rozwiniętych gospodarczo.
Dlaczego pominęłaś ilość czasu poświęcanego na pracę, całkowity koszt utrzymania dziecka, poziom konkurencji międzyosobniczej o zasoby, długość okresu opieki rodzicielskiej, choroby cywilizacyjne, stabilność środowiska społecznego, społecznie "konieczny" poziom życia?
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | |  | | Anna Salman (16360 punktów) | >Poruszyłaś zupełnie inny problem - incydentalne zmiany liczebności populacji na skutek różnych "zdarzen losowych", bo to nie tylko wojny tak mogą zadziałać. Cykle wyż-niż urodzeniowy są typowe dla społeczeństw "po przejściach", jednak amplituda wahań maleje z każdym cyklem (pokoleniem). Tak było np. w PRL-u - drugi wyż był słabszy od pierwszego. Cykle wyż-niż nie są typowe tylko dla społeczeństw po przejściach. Takie wahania występują co kilka lat nawet w najbardziej stabilnych społeczeństwach, wystarczy dużo słabszy bodziec (zwiastun kryzysu), żeby nastąpił spadek liczby urodzin. Natomiast wojny, niestety, nie są wypadkami losowymi, one stanowią też element regulacji - tylko w skali makro; >Populacja znajdująca się przez długi czas w stabilnych warunkach (a wielkie kataklizmy lub zmiany cywilizacyjne nimi nie są) ma tendencję do stabilizacji swojej liczebności. To dotyczy nie tylko ludzi. Chyba o tym samym mówimy, ale się nie rozumiemy. To jest właśnie ustalanie optymalnego poziomu populacji dla danych warunków zewnętrznych. >>Warunki "cywilizacyjne": możliwości edukacyjne, rynek pracy, dostępność opieki zdrowotnej... >Dlaczego pominęłaś ilość czasu poświęcanego na pracę, całkowity koszt utrzymania dziecka, poziom konkurencji międzyosobniczej o zasoby, długość okresu opieki rodzicielskiej, choroby cywilizacyjne, stabilność środowiska społecznego, społecznie "konieczny" poziom życia? Wymieniłam kilka przykładów, ponieważ nikt nie zdołałby stworzyć katalogu zamkniętego - to raz. Dwa - do podanych przez ciebie miałabym wątpliwości: 1) ilość czasu poświęcanego na pracę - wątpię, czy ma wielki wpływ; dawniej w Europie czas pracy był dłuższy, niż obecnie, a teraz czas spędzany w pracy przez pracoholików europejskich / amerykańskich / wschodnioazjatyckich jest nadal porównywalny z długością pracy ubogiego chłopa azjatyckiego na roli; o wiele dłuższy natomiast w stosunku do bezrobotnych z wielkich miast; 2) całkowity koszt utrzymania dziecka - na pewno w skali globalnej jest niższy chociażby wśród pariasów indyjskich, niż dzieci z amerykańskiej klasy średniej, ale czy procentowo niższy w stosunku do lokalnych dochodów / cen? 3) poziom konkurencji międzyosobniczej o zasoby - występuje już raczej tylko w międzynarodowych korporacjach; nawet tam, gdzie zasoby są ubogie konkurencja jest międzygrupowa; 4) długość okresu opieki rodzicielskiej - bez wpływu; w rodzinach wielodzietnych, tradycyjnych starsze rodzeństwo przejmuje część obowiązków rodzicielskich; w Europie teraz często przedłuża się do późnej dorosłości, ale to efekt głupiego wychowania; 5) choroby cywilizacyjne - bez wpływu (nawet abstrahując od tego, że tzw. choroby cywilizacyjne to efekt głównie obżarstwa i braku ruchu); po drugiej stronie mamy choroby zwalczone w innych regionach świata - gruźlica, trąd, cholera itd. 6) stabilność środowiska społecznego - nie dotyczy w takim samym stopniu tzw. mobilnych obywateli globalnego świata - beneficjentów postępu, jak ubogiej ludności żyjącej na obszarach objętych działaniami wojennymi; 7) społecznie "konieczny" poziom życia - bardzo subiektywne i można by wówczas powiedzieć, że tam gdzie rodzi się dużo dzieci mają taki właśnie "konieczny" poziom życia. Definicja z zakresu ideologii i to stworzonej przez zamożne społeczeństwa Zachodu. Realnie to raczej kwestia aspiracji / poczucia deprywacji rodzin, czy całych środowisk.
|
|
 | | Konowal (6291 punktów) | >... Ona już jest - ponad 7mld. ludzi, z czego prawie 1/3 żyje w koszmarnych warunkach, a pewnie kolejna 1/4 wkrótce dołączy,
A Ty piszesz jakieś głupoty o nadprodukcji ??? W Rosji żyje 24o MILIONÓW myślisz że jeszcze parę osób by się tam nie pomieściło. Takich bzdur już dawno nie słyszałem.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
|  | 4 na 4 big_zyd (37760 punktów) (zablokowany) | > W Rosji żyje 24o MILIONÓWSto milionów w tę, czy we w tę... Kto by tam liczył kacapów...
|
|
| |  | | Konowal (6291 punktów) | > >W Rosji żyje 24o MILIONÓW> Sto milionów w tę, czy we w tę... Kto by tam liczył kacapów...  Doliczyłem już te 100 mln chińczyków co nielegalnie przebywa na Syberii 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
|  | 2 na 2 | Anna Salman (16360 punktów) | >A Ty piszesz jakieś głupoty o nadprodukcji ??? Kto jest konsumentem tych dóbr? Nawet gdyby były rozdawane i tak by było nadto. A w większości są wyrzucane przez producentów / pośredników / tych, których stać na zakup.
>W Rosji żyje 24o MILIONÓW myślisz że jeszcze parę osób by się tam nie pomieściło. Nawet po doliczeniu tych 100 mln nielegalnych Chińczyków (ciekawe, kto zliczył) w największym państwie świata żyje zaledwie 240mln, a po sądziedzku - na powierzchni 3/4 Rosji mieszka 1/3 populacji świata. I co z tego? Terytoria to nie zespół naczyń połączonych, nie wyrówna się. Poza tym jest jeszcze coś takiego, jak sprzyjające człowiekowi warunki życia - klimat, ukształtowanie terenu itd.. I dlatego Rosja nigdy nie będzie równomiernie zasiedlona, tak jak Szwecja - na obszarze o ok. 1/3 większym od Polski żyje ok. 1/4 populacji Polski.
>Takich bzdur już dawno nie słyszałem. Naprawdę? Polecam wypowiedzi Ojca Dyrektora. Ja ze swej strony kończę, żebyś nie musiał sobie tak drastycznie obniżać poziomu intelektualnego lektury.
|
|
| |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) |
>>Takich bzdur już dawno nie słyszałem. >Naprawdę? Polecam wypowiedzi Ojca Dyrektora. >Ja ze swej strony kończę, żebyś nie musiał sobie tak drastycznie obniżać poziomu intelektualnego lektury.
Łoj i jak zwykle skończyły się argumenty a zaczęło się obrażanie.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|