Czym jest wiara? Według mnie wiara jest efektem ubocznym wiedzy, doświadczenia, jest podświadomym bodźcem utwierdzającym w słuszności obranej drogi. Idąc dalej tym tropem stwierdzam, że wiara jest zjawiskiem w swej naturze zbędnym jeśli człowiek stale ma pełne i doskonałe rozeznanie w swojej sytuacji lub gdy żyje w zgodzie z aksjomatami swej wiary - czyli wie kiedy wiara jest wytwarzana przez umysł, co ją powoduje i z czego wynika.
Sam fakt, że to nasz umysł tworzy wiarę w coś już jest podstawą do podejrzewania tego mechanizmu o niedoskonałość, gdyż nasz umysł nie ma doskonałych umiejętności poznawczych. Wynika to po pierwsze z faktu, że świat w naszej głowie jest tylko iluzją, obrazem rzeczywistości przetworzonym przez nasz mózg w sposób najlepszy aktualnie możliwy, czyli wszelkie zjawiska nietypowe, złudzenia, skomplikowane odchyły od normy są często ignorowane w naszym procesie poznawczym. Po drugie żyjemy w czasach, w których otacza nas nie tylko rzeczywistość naturalna, lecz również rzeczywistość antropogeniczna, która to cechuje się intencjonalnym wykorzystywaniem naszych błędów poznawczych, wprowadzaniem nas w błąd, w sensie poznawczym jest to nasz oczywisty wróg.
Przykładem procesu powstawania wiary jest nauka do sprawdzianu. Za pierwszym razem nasza wiara jest niewielka, gdyż nie znamy wielu czynników wpływających na wynik sprawdzianu lecz wiemy, że ktoś musi zdać lub przynajmniej powinien gdy nieznane są jakieś katastrofalnie słabe wyniki z przeszłości. Każdy kolejny sprawdzian sam w sobie ułatwia nam uzyskanie wiary poprzez pokazanie wielu ważnych cech danej sytuacji, lecz za każdym razem nasza wiara musi zaczynać od nowa swój wzrost - w gruncie rzeczy najważniejszą zmienną jest nasz poziom wiedzy.
W naszych czasach niewielkie są możliwości uzyskania wiary poza głównym nurtem. Dzieje się tak, gdyż środowisko stało się nieprzewidywalne i niezrozumiałe dla ogromnej większości ludzi, wyjście ze stada jest skazane na niepowodzenie ze względu na szum informacyjny, trudności poznawcze, niemożność uzyskania obiektywnych informacji będąc po "złej stronie barykady" czy wreszcie sam charakter rzeczywistości antropogenicznej, która to utrudnia zbaczanie z jedynej, właściwej drogi. Tak więc aby uzyskać wiarę w cokolwiek musimy być w czasach o znacznie utrudnionych warunkach poznawczych jedną z wielu owiec w stadzie, płynąć z prądem, trzymać się utartych ścieżek. To nie są złe metody, z perspektywy przyrodniczej czy historycznej to jest najlepszy mechanizm przetrwania. Jednakże pojawia się pewna sprzeczność. Wiara oparta o naśladownictwo jest bezmyślna i głupia. Opiera się o tezę, że ktoś z prawdziwą wiedzą przewodzi tej masie albo o fakt, że im większa masa tym większe szanse co zrównuje poszczególnych ludzi do ławicy rybek w oceanie. Czyli w skrócie - wiara oparta o naśladownictwo to wiara społeczna a wiara wynikająca z naszej wiedzy to nasza wiara.
A teraz z grubej rury. Jezus Chrystus promował idee logiki niematerialistycznej, nieprzywiązywanie wartości do materii, uzyskiwanie wiary, wiedzy, umiejętności metodami naturalnymi, rozwój poprzez pracę nad sobą a nie nad swoim kontem. Nie był materialistą. Nie był głupi, nie był zły, nie krzywdził i w opinii wielu stał się jedynym kluczem do bycia zaakceptowanym przez Boga. Wynika z tego, że stał się symbolem nie tylko Boga, religii ale przede wszystkim stał się symbolem swojego sposobu bycia i rodzaju logiki tak bardzo nam obcej w tych czasach. W naszych czasach kościół jest utożsamiany ze wszystkim co głosił, robił i osiągnął Jezus Chrystus, nie ma źródeł wiedzy ogólnie dostępnej i wiarygodnej, na której nie dopisałby czegoś człowiek nowożytny, nie da się uzyskać wiary w tych czasach w oparciu o własne doświadczenia i wiedzę nie będąc jednocześnie zależnym od grupy. Pomyślmy co się stanie (co się stało ale w materialnych czasach gówno to wszystkich obchodzi), jeśli cały kolos chrześcijanizmu upadnie? Ludzie nie znający historii Jezusa po prostu odetną się od kościoła, zignorują go, zapomną, wiara społeczna się ulotni i ławica się rozdzieli. Natomiast dużo bardziej poszkodowani będą ludzie, którzy poznali dokładnie Biblię, którzy swoją wiarę opierali również na własnych przemyśleniach co do Nowego Testamentu, którzy byli w centrum katolików. Ci ludzie utracą wiarę społeczną, która zachwieje ich wiarą osobistą, przyzwyczajeni do owczego pędu lub bycia członkiem grupy ulegną presji otoczenia i bardzo prawdopodobne, że odwrócą się nie tylko od Kościoła lecz również od wartości jakie prezentował sobą Jezus Chrystus.
Ja nie znam całej tej historii. Nie lubię wina i alkoholu, uważam że podstawą rozwoju społeczeństwa jest wytwarzanie jak największej chęci prokreacji u osób płci przeciwnej i sądzę, że same pola semantyczne wielu słów wprowadzają w błąd, nie mówiąc już o tonie wypowiedzi, emocjach, tle itp.. Słowem mam wiele rzeczy głęboko gdzieś, bo mi się w obecnej rzeczywistości nie przydadzą. Lecz chciałbym zauważyć, że odkąd powstał kościół rozkwitł materializm. Przypadek? Przede wszystkim nie sądzę, żeby przed czasami Jezusa nie było Boga a w słowa w Biblii też powiedzmy że nie trzeba wierzyć. Lecz wystarczy przeanalizować w oparciu o swoje doświadczenie zachowania Jezusa Chrystusa aby wyciągnąć z nich pewną wiedzę. Wiedzę która może posłużyć za fundament WŁASNEJ wiary. Nawet nie chodzi o wiarę w Boga, nie będę robił lepszych dzieci wiedząc że Bóg patrzy, to kobieta ma być szczęśliwa. Chodzi mi o Jego podejście jako osoby bardzo inteligentnej, chociażby o szczerość, o poznawanie ludzi, rozmowę, analizę, zmuszanie ludzi do myślenia. Moim skromnym zdaniem Jezus był społecznikiem, który bezwzględnie prowadził swoje otoczenie do rozwoju, bez litości, bez dbania o własne dobro, bez zwracania uwagi na humorki społeczne, był ekstremalny. I taka analiza jest pierwszym klockiem wiedzy do wiary w życie nie opierające się na materializmie.
/\Własna wiara = \/stałe zużycie mózgu = /\inteligencja podręczna = /\zdrowie = \/smutek. BierzcieWiedzęSiłą. |