Racjonalista - Strona głównaDo treści
Inflacja magistrów

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
29-10-2011 11:50Hodża (11172 punktów)Inflacja magistrów
Ocena 8 na 8
student.on(*)-glowie,1,4878308,artykul.html

Artykuł, bardzo syntetyczny ale interesujący, omawia problem degradacji jakości szkolnictwa (nie tylko wyższego) w Polsce. Poruszam ten temat, bo jest ważny - nie ma sensu dyskusja o promocji postaw racjonalnych bez dyskusji o jego niezbędnym fundamencie - efektywnym, zdrowym systemie edukacji.

   Osobiście uważam, że zmierzamy w kierunku "wolnej amerykanki" - dobra edukacja, podobnie jak w minionych wiekach, będzie dostępna jedynie elitarnym grupom, ludziom, którzy odziedziczą zamiłowanie do wiedzy i czytania po rodzicach albo znajdą sponsorów gotowych opłacać ich wykształcenie w wyselekcjonowanych ośrodkach edukacyjnych, które zdołały obronić się przed ciśnieniem komercji, zamieniającego wartość niematerialną wiedzy w rynkowy towar. Widzę też coraz wyraźniej, że jedynymi oazami, w których zachowuje się duch radosnego obcowania z doniosłym faktem Poznawania Świata są w coraz większym stopniu pisane z pasją książki popularyzatorskie, omawiające w przystępnej przeciętnemu czytelnikowi formie osiągnięcia nauk szczegółowych i zaszczepiające w młodych umysłach zaciekawienie światem i głód rzetelnej wiedzy. Wydaje mi się to jedyną szansą na ocalenie z pożaru głupoty najcenniejszego skarbu ludzkości - ludzi, których prawdziwym "powołaniem" jest poszerzanie zakresu naszego rozumienia Bytu i których radością jest ujmowanie cierpienia innym i... jedyne możliwe zbawianie naszego świata.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

ssplayer (706 punktów)
To już kolejny artykuł na temat edukacji. Całkiem niedawno "Polityka" pisała o systemie wag (czyt. ile szkoła dostaje za ucznia itp.).

Moim zdaniem nasze dyskusje nic tu nie zmienią, system jest coraz mniej wydajny, programy nielogicznie ułożone.

Pisano niedawno na forum, czy też w jakiejś gazecie, o niespójności programu nauczania historii i języka polskiego - co i tak jest problemem niewielkim - polonist/k/a może sobie poradzić samodzielnie wprowadzając uczniów w temat. Znacznie gorzej wygląda to w przypadku nauk przyrodniczych. Fizyk do wyjaśnienia tematu potrzebuje funkcji trygonometrycznych, natomiast matematyk nadal musi pracować z innym działem, zanim przejdzie do odp. tematu. Tak więc Fizyk traci kilka godzin na objaśnienie tego zagadnienia na swojej lekcji, które i tak będzie powtórzone podczas lekcji matematyki. Są sytuacje, gdzie niedostateczna ilość godzin dla danego przedmiotu blokuje inne przedmioty. A skoro nieprzerobiony materiał z przedmiotu X sprawia, że uczeń ma braki na przedmiocie Y oraz Z, a bez wiedzy z przedmiotu X nie jest w stanie pojąć Y i Z, nauczyciele Y i Z muszą najpierw przerobić braki, które potem uczeń znów przerabia się na X. Z tego wynika, że uczeń jest dwu/trzykrotnie oceniany za jedno zagadnienie. Do tego należy doliczyć jeszcze ciągłe zmiany na maturach. W każdym roku coś ciekawego wchodzi. Na egzaminach (to już zasłyszane) pojawiają się, podobno, nieaktualne oznaczenia...

Ach, zapomniałbym o dwóch sytuacjach z życia wziętych:
- "Wyjaśnić? Ale jak to nie rozumiesz?! Ja nie mam czasu, muszę program ukończyć..."
- "Będziecie mieć to w szkole średniej" - powiedział nauczyciel w gimnazjum.
"Ale jak to tego nie wiecie?! Przecież to powinno już być w gimnazjum!!!" - powiedział nauczyciel w szkole średniej...


Wylałem swoje "gorzkie żale" o polskiej edukacji.
A w rzeczywistości odkryłem tylko wierzchołek góry lodowej.
Postukuję: Likwidacja lekcji religii i wprowadzenie dodatkowych godzin matematyki!
Likwidacja gimnazjów i powrót systemu 8+4/5
29-10-2011 14:50 
 Ocena 9 na 9
Hodża (11172 punktów)
>Pisano niedawno na forum, czy też w jakiejś gazecie, o niespójności programu nauczania historii i języka polskiego - co i tak jest problemem niewielkim -

Dla mnie istnym horrendum jest wprowadzenie swobody wyboru podręczników. No ja dziękuję - wprowadzenie zasady służącej wydawcom, ale nie nauczycielom a już w najmniejszym stopniu uczniom. Kiedyś, dajmy na to - zbiór lektur obowiązkowych był centralnie ustalany dla całego kraju. Może ktoś się zżymać, że to były czasy komuny, kiedy Warszawa trzymała za twarz cały kraj i nie było wolności. Tylko, że wolność nie jest dobra zawsze i wszędzie. Wtedy przynajmniej program szkolny, jaki by nie był, stwarzał platformę kulturowego porozumienia ludzi wykształconych (a ci, którzy chcieli, naprawdę uzyskiwali świetne wykształcenie) według jednolitego schematu. Nie wiem, czemu nie mówi się o doniosłej roli kulturowej i znaczeniu dla integracji społeczeństwa mądrze skonstruowanych programu nauczania. Będziemy przez następnych kilkadziesiąt lat zbierać pewnie gorzkie owoce neoliberalnego
siewu na niwie oświaty publicznej.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
coreless (16088 punktów)

Nie daję minusa, ale nie zgadzam się.
Hodża (11172 punktów)
>Nie daję minusa, ale nie zgadzam się.

Bardziej od oceny ciekaw byłbym w którym miejscu - bo przecież nie zakładam, że jestem nieomylny.
Domyślam się, że chodzi o swobodę wyboru metod i podstaw programowych nauczania.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
29-10-2011 21:34 
 Ocena 2 na 4
coreless (16088 punktów)

Płaszczyznę kulturowego porozumienia tworzy dziś nie szkoła, ale współczesne technologie. Podobnie, jak głównym ośrodkiem władzy nie są dziś państwa, ale wielkie korporacje, dla których nie liczy się ideologia, ale zysk i rozwój oparty na coraz szybszym postępie. To jest zupełnie nowa era. Liczy się to, co tu i teraz - to co było wczoraj, to już przeszłość. Mniej niż przeszłość - to śmieci, których należy się natychmiast pozbyć, żeby zrobić miejsce na nowe, które ma nadejść. HISTORIA TO BUJDA!
Jeśli szkoła ma przygotowywać ludzi do życia w takim świecie, musi być taka, jak polski system edukacji po reformie. Dzieci i młodzież nie potrzebują ochronki, jaką była ośmioklasowa szkoła podstawowa, ale szkoły przetrwania - jaką jest gimnazjum, i nie potrzebują liceów (a zwłaszcza całej tej zjełczałej humanistyki), ale szkoły, która wcześnie wyposaży ich w konkretne specjalistyczne kompetencje, ale nie te kulturowe - których już nikt we współczesnym świecie nie potrzebuje, ale w kompetencje osobowościowe i techniczne.
30-10-2011 09:52 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Dzieci i młodzież nie potrzebują ochronki, jaką była ośmioklasowa szkoła podstawowa, ale szkoły przetrwania - jaką jest gimnazjum, i nie potrzebują liceów (a zwłaszcza całej tej zjełczałej humanistyki), ale szkoły, która wcześnie wyposaży ich w konkretne specjalistyczne kompetencje, ale nie te kulturowe - których już nikt we współczesnym świecie nie potrzebuje, ale w kompetencje osobowościowe i techniczne.

Zgroza. Ale coś jest na rzeczy - prymat efektywności prowadzi do zdegradowania młodego pokolenia do roli surowca, z którego wytwarza się pracowników dopasowanych do "mentalności korporacyjnej".

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
30-10-2011 10:14 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>Płaszczyznę kulturowego porozumienia tworzy dziś nie szkoła, ale współczesne technologie. Podobnie, jak głównym ośrodkiem władzy nie są dziś państwa, ale wielkie korporacje ...
I ten sposób myślenia, promowany przez lata w krajach Zachodu zaowocował protestami ulicznymi. Nie wiadomo skąd pojawiło się jakieś społeczeństwo, o którym niektórzy chcieli zapomnieć i w dodatku zaczyna się pomału organizować - z technologiami, czy bez, to nie ma znaczenia.

> To jest zupełnie nowa era. Liczy się to, co tu i teraz - to co było wczoraj, to już przeszłość. Mniej niż przeszłość - to śmieci, których należy się natychmiast pozbyć, żeby zrobić miejsce na nowe...
... nowe śmieci zapewne.
To, co się wokoło klaruje jakoś zbyt przypomina feudalizm, a to znaczy, że należałoby się na chwilę pochylić nad niektórymi z tych historycznych śmieci, żeby nie fundować sobie powtórki z rozrywki.

>Jeśli szkoła ma przygotowywać ludzi do życia w takim świecie, musi być taka, jak polski system edukacji po reformie. Dzieci i młodzież nie potrzebują ochronki, jaką była ośmioklasowa szkoła podstawowa, ale szkoły przetrwania - jaką jest gimnazjum ...
Wg mnie należy pójść dalej i obniżyć wiek rozpoczęcia walki o przetrwanie do przedszkola, może do żłobka. Po co gówniarzom w ogóle dzieciństwo?
Dotychczas za przykład stawiało się ludzi, którzy kształtowali / zmieniali rzeczywistość. Teraz jak widzę ma dominować mentalność getta murzyńskiego w Ameryce, którą powinny kształtować szkoły.

>... i nie potrzebują liceów, ale szkoły, która wcześnie wyposaży ich w konkretne specjalistyczne kompetencje ...
Częścią reformy była likwidacja szkół zawodowych.

>... ale nie te kulturowe - których już nikt we współczesnym świecie nie potrzebuje,
Spokojnie - tą część reformy już wdrożono.

> ... ale w kompetencje osobowościowe i techniczne.
Kompetencje osobowościowe to geny i memy - tylko środowisko rodzinne może ukształtować dojrzałego człowieka. Szkoła ma przekazywać innego rodzaju kompetencje, ale ci co prowadzą zajęcia prawdopodobnie sami ich nie posiadają.
Tak na marginesie - kultura to całokształt działalności człowieka, w tym zarówno technologie, jak i relacje społeczne. Jeżeli poszczególne elementy kultury nie są ze sobą powiązane, to jest to nie tylko wieszczony przez niektórych "koniec kultury", ale koniec człowieka, który jest również po części tej kultury wytworem.
30-10-2011 13:51 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>Płaszczyznę kulturowego porozumienia tworzy dziś nie szkoła, ale współczesne technologie.
Technologia - takie nowe bóstwo.
>Liczy się to, co tu i teraz - to co było wczoraj, to już przeszłość. Mniej niż przeszłość - to śmieci, których należy się natychmiast pozbyć, żeby zrobić miejsce na nowe, które ma nadejść. HISTORIA TO BUJDA!
Mam nadzieję, że to nie było poważne, tylko taki żart...
>szkoły przetrwania - jaką jest gimnazjum
Rzeczywiście, dla niektórych to prawdziwa "szkoła przetrwania" - lepsza niż dżungla pełna tygrysów i jadowitych węży.
>i nie potrzebują liceów (a zwłaszcza całej tej zjełczałej humanistyki), ale szkoły, która wcześnie wyposaży ich w konkretne specjalistyczne kompetencje
... i zrobi z ludzi zautomatyzowane, seryjne Terminatory?
>ale nie te kulturowe - których już nikt we współczesnym świecie nie potrzebuje
Jesteś pewien, że nikt nie potrzebuje kulturowych kompetencji (cokolwiek to znaczy)? Potrafisz to wykazać?
>ale w kompetencje osobowościowe
Tego dobre liceum potrafi nauczyć.
>i techniczne.
Terminatory?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
30-10-2011 14:54 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Technologia - takie nowe bóstwo.

W gruncie rzeczy tak. Ludzie używają współczesną, zaawansowaną technologie na zasadzie rzucania zaklęć i wiary, że... ktoś to rozumie i nad tym panuje. A.C. Clarke pisał (i to stwierdzenie było chyba cytowane i w dyskusjach na tym Forum), że każda dostatecznie zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii. Może więc z biegiem czasu i postępującym rozwarstwieniem intelektualnym (które widać) dojść do sytuacji, w której kiedyś pojawią się pewne oznaki kultu wobec pewnych gałęzi technologii czy wobec jakichś gadżetów. Podejrzewam, że gdyby telewizor nadal był dobrem luksusowym, trudno osiągalnym a kolejne filmy rzadkimi i długo wyczekiwanymi wydarzeniami, stałby się ten obiekt czymś w rodzaju "domowego ołtarza", co zresztą w erze przed-video można było obserwować. Kwestią czasu byłoby tylko pojawienie się kasty cwaniaków-kapłanów, potrafiących z tego nieźle żyć. Każda zmonopolizowana technologia niesie w sobie potencjał kultu i dlatego "nowe bóstwo", wbrew ironicznej intencji sformułowania jest do pomyślenia.

>>Liczy się to, co tu i teraz - to co było wczoraj, to już przeszłość. Mniej niż przeszłość - to śmieci, których należy się natychmiast pozbyć, żeby zrobić miejsce na nowe, które ma nadejść. HISTORIA TO BUJDA!
>Mam nadzieję, że to nie było poważne, tylko taki żart...

Z drugiej strony kiedy się posłucha na temat wyników badań świadomości historycznej młodzieży (nie tylko w Polsce) wydaje się, że historia jest rzeczywiście dla większej części młodzieży dziś realna tak, jak dajmy na to Hogwarth z opowieści o Harrym Potterze. (Mam informacje na temat młodych studiujących Australijczyków z racji rodziny - tam poziom wiedzy na temat historii powszechnej jest chyba jeszcze niższy niż w Stanach, o ile to możliwe).

>>szkoły przetrwania - jaką jest gimnazjum
>Rzeczywiście, dla niektórych to prawdziwa "szkoła przetrwania" - lepsza niż dżungla pełna tygrysów i jadowitych węży.

Z moich doświadczeń wiem, że użądlenie przez pszczołę bywa mniej bolesne od dyskryminujących zachowań rówieśników. Każdy ma swoją własną "dżunglę"

>>i nie potrzebują liceów (a zwłaszcza całej tej zjełczałej humanistyki), ale szkoły, która wcześnie wyposaży ich w konkretne specjalistyczne kompetencje
>... i zrobi z ludzi zautomatyzowane, seryjne Terminatory?

To jest jeden z kierunków ewolucji społeczeństw - maksymalna uniformizacja. To powoduje większą przewidywalność a to z kolei stwarza bazę większej stabilności całego systemu. Wydaje mi się, że tym można tłumaczyć całą różnorodność zjawisk kultury, od mody poczynając na religiach kończąc.

(Przepraszam, że odpowiadam zamiast innego interlokutora, ale zauważyłem kilka ważnych nowych elementów dyskusji w Twojej wypowiedzi.)

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
muladen (154 punktów)
Mam nadzieję, że to nie było poważne, tylko taki żart.

Chyba nie żart, obym się mylił bo mi skóra cierpnie.
30-10-2011 14:24 
 Ocena 2 na 2
muladen (154 punktów)
Zgadzam się ten system już produkuje odhumanizowanych osobników będących później uczestnikami wyścigu szczurów.
Jak ja nie lubię pisać.
30-10-2011 22:07 
 Ocena 1 na 1
Paolo Monstro (6146 punktów)
>Płaszczyznę kulturowego porozumienia tworzy dziś nie szkoła, ale współczesne technologie. Podobnie, jak głównym ośrodkiem władzy nie są dziś państwa, ale wielkie korporacje, dla których nie liczy się ideologia, ale zysk i rozwój oparty na coraz szybszym postępie. To jest zupełnie nowa era. Liczy się to, co tu i teraz - to co było wczoraj, to już przeszłość. Mniej niż przeszłość - to śmieci, których należy się natychmiast pozbyć ...

Trochę to trąci teorią spiskową. Ale nie o to właśnie walczyliśmy? Jest teraz kapitalizm i liczy się zysk. Jeśli stocznia przynosi straty to upada, jeśli kompetencje kulturowe nie przynoszą zysku - nie są poszukiwane. Kapitalizm zapewnia najszybszy wzrost gospodarczy ze znanych systemów. Wcale nie oznacza to, że przeciętny obywatel będzie szczęśliwszy.
Obawiam się, że skończymy z "ręką w nocniku" z przynajmniej dwóch powodów:
1) zysk i efekt skali powodują, że Ci którzy grają niefair lub mają już dostateczną siłę (np. Chiny czy US) wygrywają powodując bankructwo mniejszych,
2) w Polsce i Europie następuje odwrót od kompetencji technicznych (produkcyjnych) i jeśli potrwa to jeszcze kilka dekad, to jedyną gospodarką, która będzie miała kompetencje techniczne pozostaną Chiny. Europa będzie królestwem humanistów i ekspertów od gospodarki wirtualnej (handlowców).

>Dzieci i młodzież nie potrzebują ochronki, jaką była ośmioklasowa szkoła podstawowa, ale szkoły przetrwania - jaką jest gimnazjum, i nie potrzebują liceów (a zwłaszcza całej tej zjełczałej humanistyki), ale szkoły, która wcześnie wyposaży ich w konkretne specjalistyczne kompetencje, ale nie te kulturowe - których już nikt we współczesnym świecie nie potrzebuje, ale w kompetencje osobowościowe i techniczne.

Matematykę kiedyś usnęli z obowiązkowej części matury - więc to chyba nie był krok w stronę kompetencji technicznych? Dziś matematyka jest znów na maturze ale inżynierów ubywa - wszyscy chcą być humanistami.
29-10-2011 21:49 
 Ocena 2 na 2
ssplayer (706 punktów)
>Dla mnie istnym horrendum jest wprowadzenie swobody wyboru podręczników. No ja dziękuję - wprowadzenie zasady służącej wydawcom, ale nie nauczycielom

Nie do końca się zgodzę. Jeśli jest dobry nauczyciel (tzw. "starej daty"), to i podręcznik dobierze odpowiedni, a uczeń zrozumie co czyta. Wybór podręczników pozwala dobrać odpowiedni względem poziomu szkoły. Nauczyciel w p. programowej ma wpisany poziom podstawowy, a chce przerobić materiał rozszerzony n.p.
(Wspominałem już, że przedmioty ŚCIŚLE związane z zawodem uczonym w danym technikum nieraz są na poziomie podstawowym?).
Moje zdanie na temat podręczników: niech będą, ale w innej formie.
Co mi przyjdzie z tego, że w podręczniku jest ogromny margines, a dodatkowo obrazek probówki - choćbym nie wiedział jak wygląda - na pół strony, jeśli opisywane zagadnienie nie jest dostatecznie wyjaśnione. Zazwyczaj podaje się n.p. gotowca jakiegoś wzoru, bez wyprowadzenia go.
Mam pewną wadę - nie potrafię zrozumieć danego tematu, jeśli nie mam danych "co z czego wynika". Dlatego też, jeśli dostaję podręcznik z "gotowcami" etc. nie wiem "co i jak". Powyższe to powód, dla jakiego wolę mieć w domu własną biblioteczkę.
Niestety, książki w niej zawarte to "nie-poręczniki*". Nasuwa mi się też jedna myśl - po co nam nauczyciele, skoro idąc na lekcje słyszymy "wyciągnijcie podręczniki [...] przeczytajcie [...] a potem przepiszcie [...]" czyli robimy to, możemy zrobić w domu sami.

* słówko wymyślone od słowa "nieporęczny" na potrzeby postu ; )

@coreless - jeśli wyzbędziemy się szeroko pojętej "kultury", to co nam pozostanie? co będzie nas odróżniać od maszyny?
Hodża (11172 punktów)
>>Dla mnie istnym horrendum jest wprowadzenie swobody wyboru podręczników. No ja dziękuję - wprowadzenie zasady służącej wydawcom, ale nie nauczycielom
>Nie do końca się zgodzę. Jeśli jest dobry nauczyciel (tzw. "starej daty"), to i podręcznik dobierze odpowiedni, a uczeń zrozumie co czyta. Wybór podręczników pozwala dobrać odpowiedni względem poziomu szkoły. Nauczyciel w p. programowej ma wpisany poziom podstawowy, a chce przerobić materiał rozszerzony n.p.

To wszystko można realizować na jednym, dobrym podręczniku. Dawniej były fragmenty oznaczone jako przeznaczone dla uczniów bardziej zdolnych i zainteresowanych tematem, poza tym były (są?) opracowania dla nauczycieli, z których mogli czerpać pomysły w zależności od zdolności i profilu klasy. Nie ma co poza tym wspominać o czysto ekonomicznym aspekcie całego zagadnienia - podręczniki często przechodziły z rąk do rąk, służąc kolejnym rocznikom a wyprawka dla gromadki dzieci nie była równoznaczna z wyjazdem na wczasy do Egiptu Wobec tego bałaganu może najlepiej będzie, jak się upowszechni e-papier i będzie sto różnych podręczników do matematyki i dwieście do polskiego. Haha, ale to niemożliwe, bo Ministerstwo na pewno nie pozwoli na to, by dzieci straciły często jedyną okazję obcowania z szelestem przewracanych stronic.

>Co mi przyjdzie z tego, że w podręczniku jest ogromny margines, a dodatkowo obrazek probówki - choćbym nie wiedział jak wygląda - na pół strony, jeśli opisywane zagadnienie nie jest dostatecznie wyjaśnione. Zazwyczaj podaje się n.p. gotowca jakiegoś wzoru, bez wyprowadzenia go.

Tak, to jest problem, nie znam treści aktualnych podręczników ale - zwłaszcza w naukach "ścisłych", w których element dedukcyjny jest niezbędnym czynnikiem zdobywania wiedzy prezentowanie faktów metodą "królik z kapelusza" jest najgorszym możliwym rozwiązaniem i zwyczajnie zniechęca do nauki. Nie ma bowiem lepszej zachęty dla ucznia niż satysfakcja, jaką odczuwa w momencie Zrozumienia.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Matix (5786 punktów)
>Fizyk do wyjaśnienia tematu potrzebuje funkcji trygonometrycznych, natomiast matematyk nadal musi pracować z innym działem, zanim przejdzie do odp. tematu. Tak więc Fizyk traci kilka godzin na objaśnienie tego zagadnienia na swojej lekcji

No i co z tego? 95% klasy i tak ma to w d.... a na lekcji myśli o tym ile do dzwonka oraz czy się uda sobotnia impreza.

O te pozostałe 5% nie ma się co martwić, poradzą sobie sami.
coreless (16088 punktów)

Nie przeceniałbym roli samego faktu posiadania wyższego wykształcenia, tym bardziej że drogi rozwoju prawdziwych talentów często dość mocno rozmijają się z możliwościami zrobienia tzw. kariery naukowej. Mogą produkować magistrów na potęgę, bo i tak dziś coraz miej patrzy się na dyplom, a coraz więcej na CV i referencje. Żąda się doświadczenia i zaangażowania, a na to nie da się papieru wystawić.
młody banita (209 punktów)
(zablokowany)
>Żąda się doświadczenia i zaangażowania, a na to nie da się papieru wystawić.
Jednak doświadczenie musi wynikać z dawniej sprawowanych funkcji do których dostęp zagwarantował własnie papierek.
29-10-2011 15:19 
 Ocena 2 na 2
coreless (16088 punktów)

>Jednak doświadczenie musi wynikać z dawniej sprawowanych funkcji do których dostęp zagwarantował właśnie papierek.

Papierek od dawna nikomu nic nie gwarantuje, choć czasami jest rzeczywiście warunkiem koniecznym do korzystania z pewnych praw i przywilejów. Dla zdolnych i biednych najlepszą przepustką jest talent (w tym talent do kombinowania), dla pozostałych - koneksje rodzinne, znajomości i inne układy towarzysko-biznesowe.
29-10-2011 15:58 
 Ocena 4 na 4
Hodża (11172 punktów)
>Papierek od dawna nikomu nic nie gwarantuje, choć czasami jest rzeczywiście warunkiem koniecznym do korzystania z pewnych praw i przywilejów. Dla zdolnych i biednych najlepszą przepustką jest talent (w tym talent do kombinowania), dla pozostałych - koneksje rodzinne, znajomości i inne układy towarzysko-biznesowe.

Ostatnio jednak pojawiło się zjawisko "wyższego poziomu formalnego poświadczania" w postaci różnych "certyfikatów kompetencji". W moim odczuciu jest to nic innego jak przejaw inwencji klasy panującej (urzędniczej). Boją się, by pracodawcy nie nauczyli się samodzielnie oceniać przydatności pracowników? A może pracodawcy utracili te umiejętności na rzecz wyspecjalizowanych organów certyfikacji? Bzdura goni bzdurę. Za lat kilkadziesiąt możemy (przy utrzymaniu tego trendu) spodziewać się kursów dla Kontrolerów Organów Akredytacji Procesu Certyfikacji Kompetencji Zawodowych Absolwentów Pomagisterskich Kursów Dostosowawczych do Życia w Społeczeństwie Wolnorynkowym.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
29-10-2011 16:27 
 Ocena 1 na 1
coreless (16088 punktów)

Być może jest to przejaw inwencji, a być może przejaw nie inwencji, ale czego innego.
W każdym razie zwracam uwagę, że dzisiejsza epoka to nie tylko epoka inflacji dyplomów, ale i inflacji wiedzy, szybkiego jej rozwoju, ale i dezaktualizacji.
Stąd systemy aktualizacji uprawnień zawodowych są w niektórych sferach działalności koniecznością. Ale i tak posiadanie certyfikatu niczego nie gwarantuje, poza tym niekiedy można go łatwo stracić, jak się coś po prostu sp... artoli.
Grzegorz (5685 punktów)
>Mogą produkować magistrów na potęgę, bo i tak dziś coraz miej patrzy się na dyplom, a coraz więcej na CV i referencje.
To że coraz mniej patrzą się na dyplom to właśnie jeden z efektów owej inflacji. Po prostu zakończenie studiów nie gwarantuje dziś nawet dość podstawowych umiejętności z zakresu własnej specjalności. A same uczelnie, płacone przez ministerstwo "od łebka", są zainteresowane głównie ilością "przerabianych" taśmowo delikwentów, a nie jakością swojej produkcji.
30-10-2011 21:38 
 Ocena 1 na 1
Paolo Monstro (6146 punktów)
>Nie przeceniałbym roli samego faktu posiadania wyższego wykształcenia, tym bardziej że drogi rozwoju prawdziwych talentów często dość mocno rozmijają się z możliwościami zrobienia tzw. kariery naukowej. Mogą produkować magistrów na potęgę, bo i tak dziś coraz miej patrzy się na dyplom, a coraz więcej na CV i referencje. Żąda się doświadczenia i zaangażowania, a na to nie da się papieru wystawić.

Zgadzam się w 100%. Najbardziej znany na świecie Polak w mojej dziedzinie ma maturę - czytałem jego książkę i po wstępie już widać, że facet po prostu spędził lata na nauce i jest skromnym, bardzo utalentowanym i mądrym człowiekiem. Nie miał czasu na studia bo sie uczył zawodu.
W ogólności nie zakładam, że studia są niepotrzebne ale z wiekiem coraz bardziej dochodzę do wniosku, że fabryki magistrów, doktorów i nawet profesorów to coraz większa fikcja.
marcin1902 (3438 punktów)
>Zgadzam się w 100%. Najbardziej znany na świecie Polak w mojej dziedzinie ma maturę

Ostatnio głośno było o tym, że selekcjoner naszej reprezentacji w piłce nożnej mimo iż nie posiada matury ma ukończone jakieś tam kursy trenerskie. W naszym kraju jest na pewno wielu magistrów po AWF-ach z "papierami" trenerskimi, tylko co z tego wynika, jak to Smuda osiąga wyniki?

Groźne w dawaniu na prawo i lewo tytułów jest jeszcze to, że osoby po prostu tępe mogą dostać stanowisko np. po kluczu partyjnym, a wykształcenie sobie zrobią jak będzie trzeba...

"W Anglii ludzie starają się być błyskotliwi przy śniadaniu. To straszne. Tylko głupcy są bowiem błyskotliwi o tej porze." Oscar Wilde
Hodża (11172 punktów)
> W naszym kraju jest na pewno wielu magistrów po AWF-ach z "papierami" trenerskimi, tylko co z tego wynika, jak to Smuda osiąga wyniki?

Poczekajmy na Euro. Jeśli chodzi o mnie, to Smuda na razie kojarzy mi się wyłącznie z reklamą "Biedronki". Adamiakowa, gdzie masz piłkę? Brawo, młody!... Założyłeś siatę, jak stary...

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
31-10-2011 15:47 
 Ocena 2 na 2
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>Poczekajmy na Euro.
Po owocach ich... Jeśli o mnie chodzi, to nie widzę różnicy, czy ktoś ma "tylko" kursy , czy też doktorat AWF jeśli tylko swoją robotę robi dobrze. To samo odnosi się do wszystkich dziedzin. Zupełnie nie rozumiałem całej "afery" o papierek Kwaśniewskiego. Chyba był dobry skoro przez dwie kadencje się utrzymał. Podobnie jest w firmach prywatnych. Jeśli widzą, że pracownik jest dobry sami kierują go na kursy dokształcające i taki człowiek z pucybuta może zostać managerem. Najważniejsze, że to co robi, robi dobrze. Znam przypadek dziewczyny z pralni, która dzięki pracodawcy została technikiem-chemikiem i pracowała w laboratorium. Papier mgr, czy inny ma coraz mniejsze znaczenie. Zwłaszcza na emigracji, gdzie honor i dumę trzeba często schować w kieszeń. Wszystko zależy od uporu i jasnej wizji co chcemy osiągnąć i dążenie do obranego celu. Jeśli uzyskane wykształcenie jest w tym pomocne to duży plus.
31-10-2011 16:47 
 Ocena 1 na 1
marcin1902 (3438 punktów)
>Poczekajmy na Euro.

Jeśli nawet przegramy trzy mecze, to nie przekreśli dotychczasowych osiągnięć Smudy, a te jak na nasze warunki ma niezłe...

"W Anglii ludzie starają się być błyskotliwi przy śniadaniu. To straszne. Tylko głupcy są bowiem błyskotliwi o tej porze." Oscar Wilde
muladen (154 punktów)
Edukacja nie jest tożsama z wiedzą.Iluż to mamy tępych mgr. dr. i profesorów.Kiepscy wykładowcy produkują niedouczonych magistrów dając im tylko papierek.Dlatego żadna polska uczelnia nie znalazła się w rankingu 500najlepszych uczelni świata.
A M. TWAIN mówił"nie pozwólmy szkle ograniczyć naszego dostępu do wiedzy".
29-10-2011 18:01 
 Ocena 4 na 4
Oliwia Sandra Nowa (758 punktów)
(zablokowany)
>nie pozwólmy szkle ograniczyć naszego dostępu do wiedzy
Chyba "szkłu"...

Najtaniej wychodzi wolność, stąd jej zawrotnie wysoka cena.
29-10-2011 18:19 
 Ocena 1 na 1
muladen (154 punktów)
>>nie pozwólmy szkle ograniczyć naszego dostępu do wiedzy
>Chyba "szkłu"...
Dałem plusa za zjedzone po obiedzie "O"
Piękny Lolo (2082 punktów)
>student.on(*)-glowie,1,4878308,artykul.html
>Artykuł, bardzo syntetyczny ale interesujący, omawia problem degradacji jakości szkolnictwa (nie
>tylko wyższego) w Polsce.

Artykuł spłyca problem do aspektu patologii finansowej powodującej degradację edukacji, a źródło problemu jest poważniejsze. Troszeczkę większy mechanizm stworzył mechanizm powodujący patologię edukacji, a ten większy też nie jest karą bożą, a skutkiem fundamentu polityki społeczno gospodarczej zwanej kapitalizmem. Kapitalizm korporacyjny nie może wygenerować niczego innego, tak, jak i inne patologie wpisane są w dialektykę systemu korporacyjnego. Jest to cena, którą trzeba zapłacić za tak bliskie sercom naszych miłośników kapitalizmu, banany.
   
muladen (154 punktów)
Wracając do zjedzonego "O"to kończyłem studia na początku lat70 kiedy nie nie było czegoś takiego jak,
dysleksja wizualna, a pewno coś takiego mam
29-10-2011 19:22 
 Ocena 7 na 7
Piękny Lolo (2082 punktów)
>Wracając do zjedzonego "O"to kończyłem studia na początku lat70 kiedy nie nie było czegoś takiego jak,
>dysleksja wizualna, a pewno coś takiego mam

Teraz, co drugi obywatel Polski ma jakiegoś "dys'a", a to nie pisze o kreskowane tam, gdzie się winno to czynić, albo liczy tak jak mu się podoba, a nie z uwzględnieniem zasad rachunku matematycznego. W takich sytuacjach idzie się do psychologa i dostaje się stosowne zaświadczenie, dawniej osoba taka była po prostu, delikatnie mówiąc, niezdolna. Ale to nic w porównaniu do stresu pola walki, dawniej nazywano to dezercją i strzelano zestresowanemu delikwentowi w łeb, dziś otacza się go opieką medyczną.
P.S. Ja pewnie też cierpiałem na jakiegoś "dys'a", otóż byłem święcie przekonany odkąd tylko zacząłem pisać, że wyrazy rzadko/rzadki pisze się żadko/żadki, jakoś tak mi się te wyrazy z ż kojarzyły, nie poszedłem do psychologa, nie musiałem, wizja zawalonej matury wywołała u mnie taki głód ćwiczeń, że uleczyło mnie to z "dys'a".
   
Hodża (11172 punktów)
>Teraz, co drugi obywatel Polski ma jakiegoś "dys'a", a to nie pisze o kreskowane tam, gdzie się winno to czynić, albo liczy tak jak mu się podoba, a nie z uwzględnieniem zasad rachunku matematycznego.

Co do dyskalkulii, to wydaje się, że problem ten dotyczy ostatnio w coraz większym stopniu banków, zwłaszcza centralnych. Jest nawet takie fajne powiedzonko popularne podobno w City: 2+2=5 for extremely large values of two.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
marcin1902 (3438 punktów)
> że wyrazy rzadko/rzadki pisze się żadko/żadki, jakoś tak mi się te wyrazy z ż kojarzyły,

Mi do tej pory "ładniej" wyglądają z "ż"...

"W Anglii ludzie starają się być błyskotliwi przy śniadaniu. To straszne. Tylko głupcy są bowiem błyskotliwi o tej porze." Oscar Wilde
Anna Salman (16360 punktów)
> dobra edukacja, podobnie jak w minionych wiekach, będzie dostępna jedynie elitarnym grupom, ludziom, którzy odziedziczą zamiłowanie do wiedzy i czytania po rodzicach...
Bo studia powinny być elitarne. Jestem przeciwna fundowaniu wykształcenia dorosłym ludziom, gdy jednocześnie rodzice dopłacają ogromne kwoty do przedszkoli i szkolnictwa podstawowego. Płatne studia i system stypendialny uzależniony od statusu finansowego studenta oraz jego wyników w nauce.
Absolutne minimum to płatność za wszystkie poprawki, warunki, powtórki.
Teraz mamy chorą sytuację, że podatnicy składają się na studia dla dzieci notabli, a młodzież z uboższych środowisk, nawet zdolna, skazana jest na studia zaoczne i podjęcie pracy, żeby je opłacić (oraz swoje utrzymanie, żeby odciążyć rodziców) albo na ciągłe "dorabianie". A i tak bez znajomości mają gorszy start w dorosłe życie.
29-10-2011 20:24 
 Ocena 1 na 1
muladen (154 punktów)
Płatne studia i system stypendialny uzależniony od statusu finansowego studenta oraz jego wyników w nauce.

Jest to jedyna opcja nadrobienia opóźnienia edukacyjnego.
Anna Salman (16360 punktów)
>Jest to jedyna opcja nadrobienia opóźnienia edukacyjnego.
Dla wchodzących w dorosłość już tak. A jak nie, to za chwilę trzeba będzie organizować kursy wieczorowe dla dorosłych analfabetów, jak w pierwszych latach po wojnie.
29-10-2011 21:32 
 Ocena 3 na 3
muladen (154 punktów)

>Dla wchodzących w dorosłość już tak. A jak nie, to za chwilę trzeba będzie organizować kursy wieczorowe dla dorosłych analfabetów, jak w pierwszych latach po wojnie.

Ojciec mój kończąc średnią szkołę znał w stopni bardziej niż podstawowym grekę, łacinę i francuski,nie mówiąc że przepięknie pisał.Faksymile miał czytelną.I wszystko to doszlifował na Politechnice Lwowskiej. Takich też miałem profesorów.
Jak ja nie lubię pisać.
30-10-2011 02:11 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz (5685 punktów)
>Bo studia powinny być elitarne. Jestem przeciwna fundowaniu wykształcenia dorosłym ludziom, gdy jednocześnie rodzice dopłacają ogromne kwoty do przedszkoli i szkolnictwa podstawowego. Płatne studia i system stypendialny uzależniony od statusu finansowego studenta oraz jego wyników w nauce.
Po kilku latach pracy na uczelni trudno mi się z tym nie zgodzić. Podoba mi się model holenderski (tak, wiem że niektóre szczegóły trudno byłoby przeszczepić na nasz grunt) - studia płatne, jednocześnie (ponieważ wiadomo że absolwent dostanie prace względnie łatwo i względnie dobrą) również nietrudno o kredyt dla studenta (którego najlepsi bodajże nie spłacają w całości). Podejrzewam że do części kredytowej państwo nieco dopłaca, ale na pewno nie tyle ile u nas kosztuje fundowanie wszystkim chętnym edukacji dostosowanej do ich poziomu (czyli do poziomu najsłabszego ogniwa... choć jeśli ktoś spyta czy można to dalej nazywać edukacją to spierać się za bardzo nie będę). To że taki system skutkuje wyższym poziomem przy niższych kosztach jest "oczywistą oczywistością".
30-10-2011 09:15 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
> Podoba mi się model holenderski (tak, wiem że niektóre szczegóły trudno byłoby przeszczepić na nasz grunt) ...
W Holandii działają np. tzw. "szkoły korczakowskie". I to jest dla mnie ciekawe bardzo, bo u nas, mimo że ponoć też są, jakoś o nich nie słychać. Mając niezłe wzorce europejskie, a nawet własne (ww. szkoły podstawowe), przyjęliśmy model amerykański, gdzie produkuje się magistrów i doktorów w ekspresowym tempie, a jednocześnie ok. 50% absolwentów szkół średnich nie potrafi dobrze czytać i pisać.
Paolo Monstro (6146 punktów)
>student.on(*)-glowie,1,4878308,artykul.html
Rynek to dyskontuje. Dziś magistra lub doktora można zdobyć bez większego wysiłku. Potem młodzi ludzie są sfrustrowani idąc w marszach oburzonych bo okazuje się, że społeczeństwo nie potrzebuje usług socjologów, historyków, polonistów, biologów, pedagogów ... (od razu zaznaczam, że nie mam nic przeciwko jakiemukolwiek zawodowi prezentuję tylko fakty), ... w takiej liczbie w jakiej produkują je uczelnie w Polsce (i na świecie). Po prostu - papier stracił na znaczeniu i zadziwia mnie jedynie to dlaczego tysiące młodych ludzi, mimo wiedzy, że szans na pracę w pewnych zawodach nie ma, decyduje się na inwestycję w magistra a nawet doktora w takich właśnie profesjach?
29-10-2011 22:58 
 Ocena 1 na 1
Hieros Gamos (5 punktów)
>>student.on(*)-glowie,1,4878308,artykul.html
>Rynek to dyskontuje. Dziś magistra lub doktora można zdobyć bez większego wysiłku. Potem młodzi ludzie są sfrustrowani idąc w marszach oburzonych bo okazuje się, że społeczeństwo nie potrzebuje usług socjologów, historyków, polonistów, biologów, pedagogów ... (od razu zaznaczam, że nie mam nic przeciwko jakiemukolwiek zawodowi prezentuję tylko fakty), ... w takiej liczbie w jakiej produkują je uczelnie w Polsce (i na świecie). Po prostu - papier stracił na znaczeniu i zadziwia mnie jedynie to dlaczego tysiące młodych ludzi, mimo wiedzy, że szans na pracę w pewnych zawodach nie ma, decyduje się na inwestycję w magistra a nawet doktora w takich właśnie profesjach?
>

Mylisz się sądząc, że każdy tytuł naukowy to zdobycz łatwa i przychodząca "od tak" jakby to było coś oczywistego a nie wyczekanego. Tytuł ukończenia studiów wyższych nigdy nie będzie sobie równy, bo są kierunki trudniejsze i łatwiejsze. Każdy lubi chwalić się tytułem ale nie powie że włożył w niego dużo czy mało pracy. Ma i już, jest zadowolony. Natomiast to co się dzieje "po" studiach dopiero weryfikuje nie, uzyskany świstek papieru, ale właśnie tą pracę jaką dany absolwent włożył w swój tok nauczania.

Widząc człowieka z dyplomem skończenia SSP Prawa na UW i człowieka z dyplomem Prawa NSP na UŁ, w tej samej próbie o przyjęcie do pracy, człowiek z dyplomem UW wygra z tym z UŁ. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, gość z UW ma większą wiedzę niż kolega z UŁ bo gdyby było odwrotnie to ci ludzie nie studiowaliby tego co studiują.

Tytuł uczelni więc świadczy o człowieku, i jest różnorodność pod tym względem. Natomiast nie da się wrzucić wszystkich ludzi z wyższym wykształceniem do jednego worka. Każdy jest predestynowany do czego innego i w ich wypadku tytuł świadczy o pewnej biegłości w konkretnej dziedzinie (tak, każda dziedzina wymaga wkładu, większego lub mniejszego).

Inflacja wśród ludzi wykształconych to wbrew temu co się sądzi powszechnie nie jest problemem. Wykształceni ludzi stanowić będą później klasę średnią która powinna przodować w społeczeństwie obywatelskim i jest czymś bardzo pozytywnym.
Jednak problem tkwi w szczegółach. Albowiem każdy kto skończył uczelnie wyższą ceni siebie nie przez pryzmat wiedzy ale przez pryzmat papierka jaki ma. Uważa że ma papierek i "trzeba go przyjąć". I wtedy jego papierek, gdy kończy studia, rozbija się o brutalne skały zwane "rynkiem", który w tym wypadku nie jest doskonały i pozostawia duży odsetek ludzi na lodzie, nie dlatego że oni są głupsi ale dlatego że rynek jest źle zarządzany. Powinno następować przekwalifikowanie ale nie następuje. Ci ludzie którzy mieli siłę by się uczyć, zdobyli wiedzę ale nie szkołę życia, to zamiast iść dalej i pchać się wszędzie wolą stać w miejscu i narzekać - stąd te problemy.
29-10-2011 23:40 
 Ocena 1 na 1
Paolo Monstro (6146 punktów)

>Mylisz się sądząc, że każdy tytuł naukowy to zdobycz łatwa i przychodząca "od tak" jakby to było coś oczywistego a nie wyczekanego.
Pewnie bym się mylił gdybym tak twierdził. Ja twierdzę jednak, że MOŻNA zdobyć tytuł bez większego wysiłku. Zresztą o tym traktuje też ten tekst. Są ludzie, którzy wysiłek w to wkładają i są też tacy, którzy go wkładają mniej.

>Tytuł uczelni więc świadczy o człowieku, i jest różnorodność pod tym względem.
Myślę, że, w niektórych zawodach przynajmniej, pracodawcy coraz częściej ignorują tytuły i sprawdzają wiedzę sami,

>Natomiast nie da się wrzucić wszystkich ludzi z wyższym wykształceniem do jednego worka. Każdy jest predestynowany do czego innego i w ich wypadku tytuł świadczy o pewnej biegłości w konkretnej dziedzinie (tak, każda dziedzina wymaga wkładu, większego lub mniejszego).

Nie wkładam wszystkich do jednego worka - po prostu stwierdzam fakt, że "rynek" za pewne umiejętności nie chce dużo płacić nawet jeśli wymagają dużego wkładu. Możesz to zweryfikować bardzo łatwo sprawdzając na przykład średnie pensje. Co więcej nadmiaru pewnych usług na rynku tą cenę dodatkowo obniża lub powoduje, że pracy nie da się znaleźć. I to też łatwo sprawdzić przed podjęciem nauki.

>Jednak problem tkwi w szczegółach. Albowiem każdy kto skończył uczelnie wyższą ceni siebie nie przez pryzmat wiedzy ale przez pryzmat papierka jaki ma. Uważa że ma papierek i "trzeba go przyjąć". I wtedy jego papierek, gdy kończy studia, rozbija się o brutalne skały zwane "rynkiem", który w tym wypadku nie jest doskonały i pozostawia duży odsetek ludzi na lodzie, nie dlatego że oni są głupsi ale dlatego że rynek jest źle zarządzany.

Rynek się zmienia i trzeba się przekwalifikowywać i douczać nawet jeśli nie zmienia się zawodu. Jednak jeśli ktoś uczy się zawodu X, o którym na starcie wiadomo, że "nie daje pracy" to jego pretensje do rynku są wg mnie nieuzasadnione. Nie zgodzę się, że rynek zostawił go na lodzie. To taka osoba zrobiła sobie sama krzywdę.

Uważasz, że rynek jest źle zarządzany? a ja uważam, że akurat w tej kwestii ręczne sterowanie nic nie da. Załóżmy, że profesja X nie jest "poszukiwana" na rynku -co proponujesz? Każdy obywatel kupuje 2 godziny konsultacji w tej profesji żeby zadowolić posiadaczy tytułu w tej dziedzinie?

Na lodzie pozostają Ci ludzie, których zmiana zaskoczy w sytuacji gdy nie mogą już nic już zrobić, bo są za starzy lub stracili zdrowie etc ... Rozumiem też oburzenie ludzi, którzy pracując nie mogą przeżyć. Jednak posiadacze "papierów" w zawodach, o których wiadomo od dawna, że generują bezrobotnych, niestety po prostu popełnili błąd - mogę z nimi sympatyzować i wspierać ale nadal nie widzę innego rozwiązania niż ich decyzja o naprawie błędu. Ręczne sterowanie tutaj wg mnie nic nie pomoże.
30-10-2011 00:50 
 Ocena 1 na 1
Hieros Gamos (5 punktów)
>Pewnie bym się mylił gdybym tak twierdził. Ja twierdzę jednak, że MOŻNA zdobyć tytuł bez większego wysiłku. Zresztą o tym traktuje też ten tekst. Są ludzie, którzy wysiłek w to wkładają i są też tacy, którzy go wkładają mniej.

Zawsze tak było, że studenci dzielili się na tych lepszych i gorszych, tych którzy uczą się dużo i tych co uczą się mniej (nie ważne czy są leniwi czy mają niewymagający kierunek). Wszyscy jednak kończyli szkołę ale nie każdy zostawał Einsteinem. Nie rozumiem dlaczego ten problem został poruszony akurat teraz (skoro ponoć tylko 1/3 ludzi pracuje w zawodzie) przez media. Rozumiem natomiast dlaczego ludzie którzy skończyli uczelnie poruszyli ten temat. Otóż, mamy do czynienia z pokoleniem które ma wielkie oczekiwania ale ma nie wiele do zaoferowania. Oni chcą dostawać pieniądze bo myślą że one po prostu im się należą. I zamiast [duża wiedza>>mnóstwo pracy>>uczciwa pensja] żądają najpierw odpowiedniej pensji a dopiero potem decydują czy im to odpowiada czy nie.
TO nazywa się Rozpieszczenie - i rośnie nam wspaniałe społeczeństwo które nad prace przedkłada rozrywkę (brakuje tylko ruchów na wzór amerykańskich hipisów z lat 60')

>Nie wkładam wszystkich do jednego worka - po prostu stwierdzam fakt, że "rynek" za pewne umiejętności nie chce dużo płacić nawet jeśli wymagają dużego wkładu. Możesz to zweryfikować bardzo łatwo sprawdzając na przykład średnie pensje. Co więcej nadmiaru pewnych usług na rynku tą cenę dodatkowo obniża lub powoduje, że pracy nie da się znaleźć. I to też łatwo sprawdzić przed podjęciem nauki.

To potwierdza tylko fakt że nadmiar osób z wyższym wykształceniem to wartość dodatnia nie ujemna. Skoro rynek jest "teoretycznie pełen", to mobilizuje społeczeństwo do szukania innych sposobów, do wykazywania inicjatywy, do przekwalifikowania się, do rywalizacji. Kto powiedział że wystarczy złożyć podanie i czekać. Osoba z WYŻSZYM wykształceniem powinna wiedzieć że "jak zamykają dla mnie drzwi to wchodzę oknem". Pracę DA się znaleźć i nie koniecznie ktoś kto studiował "zarządzanie zielonym parkingiem" nie będzie mógł "zarządzać czerwonym parkingiem"

>Rynek się zmienia i trzeba się przekwalifikowywać i douczać nawet jeśli nie zmienia się zawodu. Jednak jeśli ktoś uczy się zawodu X, o którym na starcie wiadomo, że "nie daje pracy" to jego pretensje do rynku są wg mnie nieuzasadnione. Nie zgodzę się, że rynek zostawił go na lodzie. To taka osoba zrobiła sobie sama krzywdę.

A co jeśli idziesz na informatykę i teraz jest mnóstwo ofert pracy a za 5 lat kiedy kończysz studia sytuacja odwróci się diametralnie? Nie wiesz co będzie za 3-5 lat, tak samo jak nie wiesz czy idąc na kierunek o których jak piszesz "nie daje pracy" teraz nie da jej za 3-5 lat również.

>Uważasz, że rynek jest źle zarządzany? a ja uważam, że akurat w tej kwestii ręczne sterowanie nic nie da. Załóżmy, że profesja X nie jest "poszukiwana" na rynku -co proponujesz? Każdy obywatel kupuje 2 godziny konsultacji w tej profesji żeby zadowolić posiadaczy tytułu w tej dziedzinie?

nie ma profesji nie potrzebnych, które obecnie są wykładanie na uniwerkach. Mogły by być (np. snucie teorii spiskowych) ale ich nie ma bo nie ma takiego zapotrzebowania. Pozostałe które są, wiążą się z wykonywaniem konkretnych zawodów.

>Na lodzie pozostają Ci ludzie, których zmiana zaskoczy w sytuacji gdy nie mogą już nic już zrobić, bo są za starzy lub stracili zdrowie etc ... Rozumiem też oburzenie ludzi, którzy pracując nie mogą przeżyć. Jednak posiadacze "papierów" w zawodach, o których wiadomo od dawna, że generują bezrobotnych, niestety po prostu popełnili błąd - mogę z nimi sympatyzować i wspierać ale nadal nie widzę innego rozwiązania niż ich decyzja o naprawie błędu. Ręczne sterowanie tutaj wg mnie nic nie pomoże.

za starzy - idą na emeryturę, ci którzy stracili zdrowie - otrzymują rentę, reszta powinna zawczasu myśleć (po co niektórzy mają 5-tkę dzieci skoro wiedzą - lub podejrzewają - że mogą mieć problemy z ich utrzymaniem?)


"Świat jest księgą, a ci którzy nie podróżują czytają tylko jedną stronę" Św. Augustyn
30-10-2011 20:54 
 Ocena 2 na 2
Paolo Monstro (6146 punktów)

>Zawsze tak było, że studenci dzielili się na tych lepszych i gorszych, tych którzy uczą się dużo i tych co uczą się mniej (nie ważne czy są leniwi czy mają niewymagający kierunek)...
Ale nie zawsze były w RP prywatne uczelnie (nie chcę generalizować ale te, które sam widziałem wymagają głównie wpłaty), uczelnie internetowe (możesz zostać mgr na uniwersytecie w Liverpool przez Internet bez ani jednej wizyty w Liverpoolu, de facto może ktoś studiować za Ciebie), do tego jest wiele innych łatwych form zdobycia magistra i dalej doktora. Rynek to dyskontuje, widziałem kiedyś ogłoszenie: "zatrudnie do pracy nie po politechnice X" - nie chcę podawać nazwy tej uczelni.

>TO nazywa się Rozpieszczenie - i rośnie nam wspaniałe społeczeństwo które nad prace przedkłada rozrywkę (brakuje tylko ruchów na wzór amerykańskich hipisów z lat 60')
Zgadzam się w 99% - myślę, że to nie rozpieszczenie tylko wiara w "papier", która może działała jeszcze 15 lat temu ale już nie dzisiaj.

>Pracę DA się znaleźć i nie koniecznie ktoś kto studiował "zarządzanie zielonym parkingiem" nie będzie mógł "zarządzać czerwonym parkingiem"
Przekwalifikowanie to bardzo dobre rozwiązanie, problem jest taki, że dziś to zaczyna działać podobnie jak zdobywanie papieru, "szybki, drogi kursik i dyplomik".

>A co jeśli idziesz na informatykę i teraz jest mnóstwo ofert pracy a za 5 lat kiedy kończysz studia sytuacja odwróci się diametralnie? Nie wiesz co będzie za 3-5 lat, tak samo jak nie wiesz czy idąc na kierunek o których jak piszesz "nie daje pracy" teraz nie da jej za 3-5 lat również.
Nie o tym mówiłem, podkreśliłem wrecz, że rynek się zmienia i trzeba się będzie przekwalifikowywać. Podtrzymuję jednak, że osoby, które studiują kierunki, o których od dawna wiadomo, że generują bezrobotnych, same robią sobie krzywdę. Często są to kierunki łatwe i mam wrażenie, że chodzi znów "o papier" (oczywiście zakładam, że są różne inne motywacje też). Wg mnie to często problem jakiejś próżności, złudzenie, że papier to dowód na "bycie inteligentniejszym". Co ciekawe są zawody nie wymagające magistra a dające duży dochów, satysfakcję i gwarancje pracy (o ile się ją umie wykonać), np.: kafelkarz, mechanik, tynkarz ... Wiele osób jednak uważa taką pracę za hańbiącą (nie wiem dlaczego - sam pracowałem na budowie i spotkałem tam bardzo inteligentnych ludzi) i chcą być magistrem żeby się lepiej poczuć.

>nie ma profesji nie potrzebnych, które obecnie są wykładanie na uniwerkach. Mogły by być (np. snucie teorii spiskowych) ale ich nie ma bo nie ma takiego zapotrzebowania. Pozostałe które są, wiążą się z wykonywaniem konkretnych zawodów.

Znów nie o tym mówiłem, są profesje, w których nie poszukuje się pracowników lub poszukuje się ich znacznie mniej niż wynosi liczba absolwentów. I jak mówiłem, łatwo to sprawdzić. Jedyny możliwy efekt to bezrobocie lub zmiana zawodu od razu po zakończeniu edukacji. Nie chcesz przyznać mi racji czy nie zauważasz, że studiowanie kierunku dającego 99% na bezrobocie i mimo tego narzekanie po studiach, że pracy się nie da znaleźć jest trochę dziwne?
30-10-2011 10:23 
 Ocena 2 na 2
DyktaFon (9281 punktów)
>...... Po prostu - papier stracił na znaczeniu i zadziwia mnie jedynie to dlaczego tysiące młodych ludzi, mimo wiedzy, że szans na pracę w pewnych zawodach nie ma, decyduje się na inwestycję w magistra a nawet doktora w takich właśnie profesjach?
>

Myślę, że to stąd, iż większość nie nauczyła się w szkole średniej, co znaczy słowo "inwestycja" (myląc go ze słowem "spekulacja" w znaczeniu PRL-owskim - widać to doskonale na tym portalu w części dyskusji). Natomiast wszyscy doskonale wiedzą, co znaczą słowa "należy się" i zgodnie z tym postępują ("należy się godna praca i płaca").
30-10-2011 12:20 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>...... Po prostu - papier stracił na znaczeniu i zadziwia mnie jedynie to dlaczego tysiące młodych ludzi, mimo wiedzy, że szans na pracę w pewnych zawodach nie ma, decyduje się na inwestycję w magistra a nawet doktora w takich właśnie profesjach?
>>
>Myślę, że to stąd, iż większość nie nauczyła się w szkole średniej, co znaczy słowo "inwestycja" (myląc go ze słowem "spekulacja"



>w znaczeniu PRL-owskim

... o ile pamiętam to spekulacja znaczyła wtedy to samo, co dzisiaj, tylko słowo "rynek" co innego

>Natomiast wszyscy doskonale wiedzą, co znaczą słowa "należy się" i zgodnie z tym postępują ("należy się godna praca i płaca").

Zwrot "Należy się" nie ma znaczenia w rzeczywistości wolnorynkowej. Jak kiedyś mówił Korwin-Mikke, cóż z tego, że Pałac Kultury i Nauki jest wielki, jeśli po wystawieniu go na aukcję nie znajdzie się nikt chętny za wyjątkiem osoby, która zaoferowała 1 PLN; to znaczy, że taką ma aktualnie wartość. Niestety, podobna logika stosuje się do wszystkiego a najbardziej przykre jest to, że ludzie rzeczywiście utalentowani nie mogą zazwyczaj liczyć na właściwą "wycenę rynkową". Tak zawsze było, jest i pewnie będzie. Pomińmy już znane postaci wielkich artystów, presja na pieniądz i zaspokajanie doraźnych potrzeb ("potrzeb" wmuszanych przez system "sąsiedzkiej rywalizacji") wyklucza z aktywności wielką grupę ludzi, którzy by chętnie zrezygnowali z "wyścigu szczurów" na rzecz poświęcenia się dziedzinie, która jest ich pasją.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Paolo Monstro (6146 punktów)

>Zwrot "Należy się" nie ma znaczenia w rzeczywistości wolnorynkowej. Jak kiedyś mówił Korwin-Mikke, cóż z tego, że Pałac Kultury i Nauki jest wielki, jeśli po wystawieniu go na aukcję nie znajdzie się nikt chętny za wyjątkiem osoby, która zaoferowała 1 PLN; to znaczy, że taką ma aktualnie wartość. Niestety, podobna logika stosuje się do wszystkiego a najbardziej przykre jest to, że ludzie rzeczywiście utalentowani nie mogą zazwyczaj liczyć na właściwą "wycenę rynkową". Tak zawsze było, jest i pewnie będzie. Pomińmy już znane postaci wielkich artystów, presja na pieniądz i zaspokajanie doraźnych potrzeb ("potrzeb" wmuszanych przez system "sąsiedzkiej rywalizacji") wyklucza z aktywności wielką grupę ludzi, którzy by chętnie zrezygnowali z "wyścigu szczurów" na rzecz poświęcenia się dziedzinie, która jest ich pasją.

Hodża - zgodzę się z Tobą jeśli chodzi o zawód z powodu faktu, że świat opiera się o kasę, władzę ... jest bardzo niesprawiedliwy. Też chciałbym żeby było przyjemniej tutaj. Jesteś biedny, chory , nie jesteś mistrzem świata - za to wszystko dostaniesz po głowie.

Z drugiej jednak strony moją pasją jest picie wina na plaży - zapłacisz mi za to?

Wybacz takie uproszczenie sprawy ale jednak ten świat tworzymy my wszyscy i to my nie chcemy płacić za pasje, za talenty których nie potrzebujemy. I to my gdy mamy do wyboru "jeść" czy "czytać wiersze" zwykle wybieramy "jeść".
30-10-2011 21:54 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Z drugiej jednak strony moją pasją jest picie wina na plaży - zapłacisz mi za to?

Nie!

>Wybacz takie uproszczenie sprawy ale jednak ten świat tworzymy my wszyscy i to my nie chcemy płacić za pasje, za talenty których nie potrzebujemy. I to my gdy mamy do wyboru "jeść" czy "czytać wiersze" zwykle wybieramy "jeść".

Nie, nie, nie zgadzam się! Bo nie o tym mówię, czego potrzebujemy, tylko o tym, co ma jakąś wartość w perspektywie lat! Po co bracia Wright majstrowali w swojej szopie latającą maszynę, która w ulepszonej wersji zdołała przelecieć raptem kilkaset metrów? Któż by chciał płacić za taką jarmarczną zabawkę, chyba tylko właściciel cyrku! Kiedy pomyślę o tych wszystkich odkryciach o naprawdę wielkiej wadze, przesuwających granice poznania ale i możliwości techniczne, to nigdy nie były one odpowiedzią na zapotrzebowanie rynkowe, ba często powodowały poważne zakłócenia w dotychczas ustabilizowanej strukturze ekonomicznej (weźmy choćby przykład udźwiękowienia filmu i dziesiątki gwiazd, które straciły z dnia na dzień pracę, bo to nie głos był ich atrybutem). Jeśli dziś uważamy Leonarda da Vinci za geniusza, to tylko dlatego, że swego czasu ślęczał całymi godzinami nad pomysłami, które wówczas mogłyby w najlepszym razie wywołać uśmiech politowania a w najgorszym zaprowadzić go na stos. Nie mówię o ludziach, którzy świadomie rezygnują z dążenia do poznawania, budowania, odkrywania, tworzenia nowych, wspaniałych rzeczy. A cóż zrobić z tymi, którzy piszą wiersze, poematy, malują, komponują, badają liczby pierwsze - zgadzam się, że zamknięcie w "wieży z kości słoniowej" prowadzi też do absurdów, ale nie można zamienić wszystkiego w towar. Tylko o to chodzi - nie wszystko jest towarem. Trzeba znaleźć jednak również miarę "wartości niematerialnej".


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
30-10-2011 22:24 
 Ocena 1 na 1
Paolo Monstro (6146 punktów)

>Nie, nie, nie zgadzam się! Bo nie o tym mówię, czego potrzebujemy, tylko o tym, co ma jakąś wartość w perspektywie lat! Po co bracia Wright majstrowali w swojej szopie latającą maszynę, która w ulepszonej wersji zdołała przelecieć raptem kilkaset metrów? Któż by chciał płacić za taką jarmarczną zabawkę, chyba tylko właściciel cyrku! Kiedy pomyślę o tych wszystkich odkryciach o naprawdę wielkiej wadze, przesuwających granice poznania ale i możliwości techniczne, to nigdy nie były one odpowiedzią na zapotrzebowanie rynkowe, ba często powodowały poważne zakłócenia w dotychczas ustabilizowanej strukturze ekonomicznej (weźmy choćby przykład udźwiękowienia filmu i dziesiątki gwiazd, które straciły z dnia na dzień pracę, bo to nie głos był ich atrybutem). Jeśli dziś uważamy Leonarda da Vinci za geniusza, to tylko dlatego, że swego czasu ślęczał całymi godzinami nad pomysłami, które wówczas mogłyby w najlepszym razie wywołać uśmiech politowania a w najgorszym zaprowadzić go na stos. Nie mówię o ludziach, którzy świadomie rezygnują z dążenia do poznawania, budowania, odkrywania, tworzenia nowych, wspaniałych rzeczy. A cóż zrobić z tymi, którzy piszą wiersze, poematy, malują, komponują, badają liczby pierwsze - zgadzam się, że zamknięcie w "wieży z kości słoniowej" prowadzi też do absurdów, ale nie można zamienić wszystkiego w towar. Tylko o to chodzi - nie wszystko jest towarem. Trzeba znaleźć jednak również miarę "wartości niematerialnej".

Dziś, nawet w czasach kultu "kasy", Ci, którzy mają pasje dające szanse na realizację i zysk nawet za 50 lat - znajdą "pracę i płacę". Dla przykładu Ci, któzy badają liczby pierwsze i są w tym dobrzy znajdą pracę w kryptografii. Co do muzyki to chyba się zgodzisz, że Ci którzy są dobrzy mają szanse na wielki sukces. Nie wszystkim się uda, w tym i tym dobrym, ale każdy prawdziwy geniusz szanse ma.
Ja piszę przede wszystkich o tych, którzy nie mają pasji żadnej, nie są w niczym dobrzy, są za to magistrami, doktorami lub profesorami. I to nie dotyczy tylko Polski. Nie mieszkam w Polsce i wg mnie poza Polską jest jeszcze gorzej.

Poza tym towarem, czy raczej produktem jest wszystko - nawet msza o ile zaspokaja czyjeś potrzeby. Nie musi być to wcale obiekt materialny.
muladen (154 punktów)
"jeść" czy "czytać wiersze" zwykle wybieramy "jeść".
Kłania się odwieczne pytanie "być czy mieć"

Jak ja nie lubię pisać
30-10-2011 21:19 
 Ocena 2 na 2
Paolo Monstro (6146 punktów)

>Myślę, że to stąd, iż większość nie nauczyła się w szkole średniej, co znaczy słowo "inwestycja" (myląc go ze słowem "spekulacja" w znaczeniu PRL-owskim - widać to doskonale na tym portalu w części dyskusji). Natomiast wszyscy doskonale wiedzą, co znaczą słowa "należy się" i zgodnie z tym postępują ("należy się godna praca i płaca").

Nie wiem jak sytuacja wygląda globalnie (trzeba jakąś ankietę zrobić), te przypadki, które znam to w uogólnieniu problem taki, że dana osoba za czasów PRL miałaby problem żeby szkołę podstawową skończyć, dziś zostaje magistrem, czasem doktorem i to daje jej taką wiarę w siebie, że nie przyjmuje do wiadomości, że w zasadzie nic nie umie lub w najlepszym przypadku nie umie nic pożądanego na rynku pracy. Obwinia wtedy "rynek pracy", że nikt nie chce jej zapłacić tych tysięcy za które byłyby samochody i domy.

Trochę to może przejaskrawiam ( zwł. domy i samochody) ale sytuacja przypomina mi strajk Ursusa w latach 90-tych. Pamiętam wywiad ze strajkującym związkowcem, który jako jedną z przyczyn strajku podał powód, że "nikt nie chce kupować ich ciągników" ... i co w związku z tym mielibyśmy my Polacy zrobić? Każdy po oponie chociaż kupić?

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365