 |
ŚWIADKOWIE JEHOWY - A DZIECI Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 14-04-2005 20:21 | ŁĘCKA | ŚWIADKOWIE JEHOWY - A DZIECI | Jestem matką 6 letniego chłopca. Ojciec dziecka jest świadkiem Jehowy od około 15 lat. W chwili obecnej toczy się sprawa o "kontakt sam na sam z dzieckiem" (widzenia). Ojciec dziecka ma bardzo zły wpływ na naszego synka - negatywnie nastawia go do Świąt Bożego Narodzenia, Dziecko już w tej chwili nie akceptuje Mikołaja, choinki, urodzin itp., Kościół jest dla niego miejscem spotykania się potworów, na mnie matkę mówi - popapraniec (słowa ojca), w nocy często budzi się z koszmarami sennymi. Dziecko nasze należało do zespołu ludowego, w którym do niedawna z radością dziecka brał udział. W chwili obecnej odrzuca już tę formę przyjemności twierdząc że to głupoty (słowa ojca). Ojciec uczy dziecko kłamać. Sześcioletnie dziecko mówi, że ma z tatą sekrety, których nie może wyjawić matce, Odrzuca kolegów w przedszkolu, twierdzi, że go nikt nie lubi. Dziecko okazuje brak szacunku nie tylko dla mnie (pluje na mnie), ale również dla mojej najbliższej rodziny (moi rodzice). Niestety w tak trudnej sytuacji nie mam wsparcia choćby w osobie psychologa biegłego sądowego - przyznanego przez sąd - który uparcie twierdzi, że dziecko jednocześnie może uczyć się religii katolickiej i doktryny świadków Jehowy. Dziecko moje niestety nie jest na tyle dorosłe, aby samo mogło wybrać drogę, którą ma iść. Boję się o stan psychiczny i emocjonalny mojego dziecka, które jest narażone na ogromny i niestety destrukcyjny wpływ ojca. Ojciec dziecka chce spotkań - widzeń z dzieckiem sam na sam, gdyż to (jak sam powiedział) umożliwi mu zrobienie z dzieckiem - co zechce. Martwi mnie postawa mojego męża jak i wszystkich świadków Jehowy wobec transfuzji krwi, która jak wiadomo zagraża obronie życia mojego dziecka w sytuacji koniecznej. Mój mąż przy świadkach stwierdził, że nigdy nie pomoże własnemu dziecku (oddając krew), gdyż w ten sposób zabrałby mu szanse na życie wieczne. W najbliższą środę 20 kwietnia odbędzie się rozprawa sądowa w Sądzie w Kołobrzegu rozpatrująca pozew mojego męża. Zwracam się z prośbą o radę / porady - wskazówki w jaki sposób mogę uchronić moje dziecko przed złym wpływem jego ojca i co mam zrobić , aby Sąd odrzucił jego prośbę. Do chwili obecnej próbowałam walczyć o nasze dziecko sama wraz z moją rodziną, myśląc, że powołanie się na Konwencję Praw Dziecka gwarantującą mu prawidłowy rozwój w normalnej społecznej grupie wystarczy. Niestety okazuje się, że paragrafy, sądy i psychologowie chcą mu zabrać normalne dzieciństwo. Czując się bezradna w tej sytuacji proszę o możliwie najszybsze wskazówki co mam robić aby nie "stracić" dziecka, które według nauk ojca powinno czekać na Armagedon. Z szacunkiem i niecierpliwością czekam na Państwa pomoc. Izabela Łęcka Poniżej podaję wszystkie swoje namiary: --usunięte na życzenie autora-- |
| Mariusz Agnosiewicz | ŚWIADKOWIE JEHOWY - A DZIECI | Sprawa nie jest łatwa, ale o tyle ważne dla Ciebie powinno byc to, że były przypadki w których sądy krajowe odbierały prawa do dzieci w zwiazku z jehowityzmem. Pisałem na ten temat trochę: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3665Od dawna jestem przekonany, że jest to organizacja o charakterze sektowym i z pewnością robi większe pranie mózgu niż tzw. tradycyjne religie. Ale z drugiej strony nawet dla wierzących powinien byc to argument za neutralnym wychowaniem dzieci. Dziecko nie jest w stanie krytycznie odniesc się do indoktrynacji religijnej, także katolickiej. Pani mąż uważa, że lepiej "wychowywać" dziecko na jehowitę, Pani uważa, że na katolika. Najuczciwiej wobec dziecka jest zaoszczędzenie mu indoktrynacji. Samo powinno wybrać kiedy dorośnie. W każdym razie życzę powodzenia, byłoby miło z Twojej strony gdybys poinformowała mnie o wynikach Twojego zmagania, zwłaszcza jeśli zakończą się one sukcesem. pozdrawiam
|
|
 | | MaLk__ | Odp: ŚWIADKOWIE JEHOWY - A DZIECI | >Ale z drugiej strony nawet dla wierzących powinien byc to argument za neutralnym wychowaniem dzieci. Dziecko nie jest w stanie krytycznie odniesc się do indoktrynacji religijnej, także katolickiej. Pani mąż uważa, że lepiej "wychowywać" dziecko na jehowitę, Pani uważa, że na katolika. Najuczciwiej wobec dziecka jest zaoszczędzenie mu indoktrynacji. Samo powinno wybrać kiedy dorośnie.
Zastanawiam się jak to ma wyglądać w praktyce. Należy wychowywać dziecko w przekonaniu, że Bóg nie istnieje (na ateistę) i udawać, że się jest osobą niewierzącą - dopóki nie osiągnie odpowiedniego wieku (tudzież poziomu intelektualnego), gdzie nagle oznajmiamy mu - synku/córeczko, Bóg istnieje, mama jednak w Niego wierzy? Czy też należy informować dziecko o wszystkich religiach, żeby w powyżej określonym czasie oświadczyć mu, że tak naprawdę to zdaniem rodzica Bóg jest taki a taki?
Bardzo chciałbym sie dowiedzieć jak wygląda takie "neutralne" wychowywanie dziecka. Na niechrzeczeniu dziecka? Wtedy jaki jest sens zaprowadzać dziecko do kościoła? Na niezaprowadzaniu do kościoła? Na niemodleniu się w obecności dziecka? Przecież jeżeli rodzice są wierzący, to siłą rzeczy, modląc sie, uczęszczając do kościoła i wykonując tym podobne czynności, muszą wpływać na dziecko - mają mu tłumaczyć, że to nic istotnego, że robią to tylko dla zabawy?
Dlatego uprzejmie proszę o rozwinięcie tematu.
|
|
|  | | mariusz agnosiewicz | >Zastanawiam się jak to ma wyglądać w praktyce. Należy wychowywać dziecko w przekonaniu, że Bóg nie istnieje (na ateistę) i udawać
A czy informujesz jednocześnie dziecko, że nie istnieją wszechświaty równoległe. Po prostu nie mówisz dziecku o tej hipotezie. Jeśli twoje przekonane o istieniu wszechświatów równoleghłych wiązałoby się z jakimiś zachowaniami, np. podskakiwaniem przed śniadaniem, to pewnie jakoś być dziecku musiał to wyjaśnić. Jeśli w zyciu wierzącego wiara w boga odciska duze pietno to ja sie oczywiscie nie ludze, ze mozna dziecko wychowac bez programowania religijnego. Jednak nawet wtedy rodzic moze byc bardzo delikatny w indoktrynacji, moze byc po prostu inteligentnym pedagogiem. Rzecz w tym, ze rodzice raczej przecietnie indoktrynuja dzieci, u nas wsrod katlikow jest daleko posunieta obojetnosc i gros tych, ktorzy ataja do kosciolka nie modli sie w ogole ani w zadnen spobos nie interesuje sie religia poza tradycja. jednoczesnieposylaja dziecko na indoktrynacje katechetyczne, a tam siostrzycki i katecheci robia prostacka indoktrynacje, ktora ogranicza krytycyzm i zaweza horyzonty dziecka. dlatego piszac to mialem na mysli przede wszystkim nieposylanie swych pociech na zajecia indoktrynacyjne prowadzone przez "fachowcow".
Matka powyzej sama przyznaje, z dziecko przeciez nie jest w stanie zweryfikowac tego co wciska mu tata. Tak samo nie jest w stanie do tego co moze mowic dziecku pani klatechetka w przedszklu. chcac byc konsekwentnym nalezy zachowac sie uczciwoe i postulowac usuniecie obu rodzajow indoktrynacji.
|
|
| |  | | MaLk__ | > A czy informujesz jednocześnie dziecko, że nie istnieją wszechświaty równoległe. Po prostu nie mówisz dziecku o tej hipotezie. (...)Porównanie zupełnie nieadekwatne i dobrze o tym wiesz  > Dlatego piszac to mialem na mysli przede wszystkim nieposylanie swych pociech na zajecia indoktrynacyjne prowadzone przez "fachowcow".Niestety, musze Cię zmartwić - ze stwierdzenia o neutralnym wychowaniu dzieci coś takiego nie wynika. Neutralne religijnie wychowanie dziecka przez rodziców "wierzących i praktykujących" jest niemożliwe. A zupełnie innym zagadnieniem jest nieposyłanie dzieci na lekcje religii i nijak go zrównać z neutralnym wychowaniem nie można. > Matka powyzej sama przyznaje, z dziecko przeciez nie jest w stanie zweryfikowac tego co wciska mu tata. Tak samo nie jest w stanie do tego co moze mowic dziecku pani klatechetka w przedszklu. chcac byc konsekwentnym nalezy zachowac sie uczciwoe i postulowac usuniecie obu rodzajow indoktrynacji.A jakie elementy wiedzy ksztalcenia początkowego przedszkolak jest w stanie sam zweryfikować? Jest w stanie zweryfikować wiedzę o tym, że trzeba sie uczyć, o tym, że trzeba być grzecznym, że nie wolno bić innych, że nie wolno wagarować...? Dziecko w tym wieku nie jest w stanie zweryfikować żadnej wiadomości z natury psychologiczno-moralno-metafizycznej  Ale to już inna sprawa...
|
|
| | |  | | Mariusz Agnosiewicz | >A jakie elementy wiedzy ksztalcenia początkowego przedszkolak jest w stanie sam zweryfikować? Jest w stanie zweryfikować wiedzę o tym, że trzeba sie uczyć
Ale jesteśmy przekonani, że kiedy dorośnie będzie to raczej dla niego będzie to niesporne, tak jak zasadniczo niesporne jest to wśród dorosłych. Prawdy kościelne są dużo bardziej sporne i kontrowersyjne, co widać choćby w sytuacji powyższej ze ŚJ i katoliczką. Ludzie nie widzą tej sporności dopóki np. nie zdarzy się właśnie coś takiego. Nie zdarzy się natomiast tak, aby mama chciała, aby dziecko się uczyło, a tato uważał, że to niedobry pomysł.
|
|
| | | |  | | Teresa |
Oberwało sie katechetom ... Muszę to wyjaśnić... > A czy informujesz jednocześnie dziecko, że nie istnieją wszechświaty równoległe. Po prostu nie mówisz dziecku o tej hipotezie. Jeśli twoje przekonane o istieniu wszechświatów równoleghłych wiązałoby się z jakimiś zachowaniami, np. podskakiwaniem przed śniadaniem, to pewnie jakoś być dziecku musiał to wyjaśnić.To jest jakieś nieporozumienie. To nie jest najlepsza analogia zaraz to wyjaśnię. Bóg w religii uosabia królestwo ducha to, czego ludzkość pragnie od początku, czyli piękno, dobro, miłość, prawdę, i sprawiedliwość. W religii nie jest istotne, ze Bóg istnieje, istotne jest to, kogo (lub co) uznaję za swojego Boga. Bóg w religii jest "duchem", "osobą", i "miłością" , jest pozaświatowy. Co za tym idzie Bóg mógł stworzyć z niczego także równoległe wszechświaty. Wiara katolicka nie wypowiada się na temat jak jest zbudowany wszechświat. Dlatego porównywanie "wszechświatów równoległych" z " Bogiem" to nie jest najlepsza analogia. Jeśli chodzi o taka analogię to z filozofii do mnie przemawia np. platonizm, bo zgodnie z nim byt, który stoi najwyżej w hierarchii bytów, jest ideą "Dobra", a Bóg w religii jest "dobry". To mi sprawia satysfakcję, bo jest to jakaś namiastka tego, w co wierzę, rozumiesz?  Jak można nie powiedzieć dziecku istnieniu takich wartości jak dobro i zło? I jak nie powiedzieć, że zło wobec dobra jest jak ziarnko piasku wobec oceanu? > dlatego piszac to mialem na mysli przede wszystkim nieposylanie swych pociech na zajecia indoktrynacyjne prowadzone przez "fachowcow".Wiara to jest osobiste oddanie się (zaufanie) Bogu, a nie oddanie się katechecie albo siostrzyczce, jest to więc wypłynięcie na głębokie wody, bo to jest poszukiwanie dobra, miłości i sprawiedliwości! Katecheta ma do tego pobudzić i otworzyć oczy na wartości duhcowe. Co ważniejsze w religii Bóg jest transcendentny, ale jest też immanentny. Z jednej strony mamy łączność z transcendentną doskonałością, a z drugiej poczucie wewnętrznego szczęścia i radości, o ile rozwijamy się we właściwym kierunku, jest to taki wewnętrzny kompas. > Matka powyzej sama przyznaje, z dziecko przeciez nie jest w stanie zweryfikowac tego co wciska mu tata. Tak samo nie jest w stanie do tego co moze mowic dziecku pani klatechetka w przedszklu. chcac byc konsekwentnym nalezy zachowac sie uczciwoe i postulowac usuniecie obu rodzajow indoktrynacji.Objawienie jest to słowo oderwane (oderwane od nauki). To są zdania. Człowiek te zdania uporządkował i stworzył system, oparty na logice (teologia). Ale ponieważ jest to system oparty na logice można i wręcz trzeba usuwać z niego sprzeczności. Jak już napisałam Bóg w religii katolickiej jest "miłością". Mając w głowie taki obraz Boga nikt przy zdrowych zmysłach nie uzna za swojego Boga bóstwo, które ma limit na liczbę zbawionych do 44 tyś: jak to? to tylko ŚJ są zbawieni a co z innymi ludźmi, mam głosić im doktrynę ŚJ czy nie głosić, a co jeśli przekroczy się ten limit? Przecież miłość nie zna limitów! Dziękuję za takie bóstwo, które każe mi widzieć w innych ludziach rywali do zbawienia. Takie rozumowanie wydaje mi się wręcz dziecinnie proste. Mnie by to w każdym bądź razie przekonało
|
|
| | | | |  | | mariusz | Droga Tereso! Niestety, ale nie mogę zgodzić się z treścią Twojego postu, a zwłaszcza z jego końcowymi zdaniami. Jako osoba utwierdzona w swoich przekonaniach, pewnie jesteś w pełni świadoma tego co mówisz i piszesz. Dziwi mnie jednak fakt, że tak stanowczo wypowiadasz się na temat przekonań świadków Jehowy, skoro twoja wiedza na ten temat jest, jak wynika z postu, dość skąpa. Nie formułuje się wniosków w oparciu o domysły. Tego nie znoszę!
Otóż chciałbym Cię uświadomić, że świadkowie Jehowy nie głoszą, że 44 tys. wybrańców będzie zbawionych, a 144 tys. Nie oznacza to jednak, że pozostali nie mają żadnej nadziei i rywalizują o miejsca, reszta wyznawców ma nadzieje na życie wieczne na ziemi w raju ustanowionym przez Boga. Głoszenie zatem, ma na celu pozyskanie jak największej rzeszy ludzi, którzy mogą to życie na ziemi uzyskać. Więc to co mówisz o wierzeniach świadków Jehowy jest, nieprawdą, a nieprawda jest niczym innym jak kłamstwem.
|
|
| | | | | |  | | Teresa | Drogi Mariuszu! > Otóż chciałbym Cię uświadomić, że świadkowie Jehowy nie głoszą, że 44 tys. wybrańców będzie zbawionych, a 144 tys. Nie oznacza to jednak, że pozostali nie mają żadnej nadziei i rywalizują o miejsca, reszta wyznawców ma nadzieje na życie wieczne na ziemi w raju ustanowionym przez Boga.Uff, dobre i to  .
|
|
| | | |  | | MaLk__ | Cytując mnie zostawiłeś tylko przykład o uczeniu się, nie wiem, czy przypadkowo, czy umyślnie?
|
|
| | | |  | | Teresa | Chciałabym jeszcze coś dodać, ale nie będę już pisać o ŚJ, bo na tym nie wyznaję. Oczywiście, Mariusz, ma rację, że zwyczajowy katolicyzm (zachowywanie zewnętrznych form) nie zdaje egzaminu jeśli chodzi o osobisty wymiar wiary. Zgadzam się, że dziedziczne chrz. powinno stawać się chrz. z wyboru, opartym o osobistą decyzję, powziętą po rozpoznaniu zagadnienia, w dojrzałym wieku. Potrzebne jest osobiste oddanie się Bogu ("tak" na pytanie otrzymane w wieku niemowlęcym na chrzcie). Osobiście żałuję jednak, że zamiast nauki niezrozumiałych formułek nikt mi nie powiedział kochającym ojcu w niebie jako o osobie jak najwcześniej. Podzielam bowiem z takie stanowisko, że człowiek buduje swoją tożsamość poprzez nieustanną wymianę z otoczeniem, z innymi osobami, tak więc w szczególności jedną z tych osób może być Bóg. Choć znamy takie przypadki, że gdy dziecko zrobiło jakąś szkodę, to mama mówiła, że "Bóg je ukarze" i właśnie przez takie słowa to dziecko traciło wiarę, i albo nawracało się jako człowiek dorosły z późnym wieku albo już nigdy. Także trzeba bardzo uważać na to, co się mówi. Nikt bowiem nie chce dobrowolnie (w sposób wolny) uznać za swojego Boga kogoś, kto jest gorszy od niego samego.
|
|
| | |  | | gooa (746 punktów) |
> A jakie elementy wiedzy ksztalcenia początkowego przedszkolak jest w stanie sam zweryfikować? Jest w stanie zweryfikować wiedzę o tym, że trzeba sie uczyć, o tym, że trzeba być grzecznym, że nie wolno bić innych, że nie wolno wagarować...? Dziecko w tym wieku nie jest w stanie zweryfikować żadnej wiadomości z natury psychologiczno-moralno-metafizycznej Ale to już inna sprawa...Ale, probuje. Co odpowiedzic pieciolatkowi, ktory po uslyszeniu od wychowawczyni "Papiez - zjadl, polozyl sie i zasnal...na zawsze"- zadaje pytanie; "jak moglo sie to stac w ciagu jednego dnia ? - jak mogl stac sie stary i umrzec ?
|
|
| | | |  | | MaLk__ | > Ale, probuje.Wiedzę teologiczną też próbuje zrozumieć, więc sensu wypowiedzi nie łapię
|
|
| | |  | | mohawk (2936 punktów) | > >A czy informujesz jednocześnie dziecko, że nie istnieją wszechświaty równoległe. Po prostu nie mówisz dziecku o tej hipotezie. (...)> Porównanie zupełnie nieadekwatne i dobrze o tym wiesz Szczerze mówiąc, ja nie bardzo rozumiem, dlaczego to porównanie miałoby być nieadekwatne. > Niestety, musze Cię zmartwić - ze stwierdzenia o neutralnym wychowaniu dzieci coś takiego nie wynika. Neutralne religijnie wychowanie dziecka przez rodziców "wierzących i praktykujących" jest niemożliwe.W praktyce jednak przede wszystkim dlatego, że tacy rodzice po prostu nie są zainteresowani realizowaniem tego modelu wychowania. Znowu zresztą wkracza tu Twoja 'toporna logika', zaciemniająca, czy może raczej: rozmywająca, problem. Wszak 'neutralność wychowania' wydaje się być właściwością stopniowalną. Można więc nakreślić pewien ideał 'wychowania neutralnego', do którego rodzice powinni zmierzać, ale którego w rzeczywistości większość z nich nie będzie realizować w stu procentach. I, jak pokazują przykłady wielu osób (zapewne również na tym forum), nie jest to nieodzowne. W odpowiednim klimacie intelektualnym domu rodzinnego, w atmosferze tolerancji i przyzwolenia na maksymalnie samodzielny rozwój świadomości dziecka, nawet w rodzinie religijnej można wychować człowieka zdolnego do samodzielnego myślenia i w razie potrzeby przewartościowania swojego światopoglądu. Zapewne większość z piszących tutaj racjonalistów to właśnie takie osoby. > A zupełnie innym zagadnieniem jest nieposyłanie dzieci na lekcje religii i nijak go zrównać z neutralnym wychowaniem nie można.Można natomiast uznać za jeden z komponentów 'ideału', o którym wspomniałem powyżej.
|
|
| | | |  | | MaLk__ | > Szczerze mówiąc, ja nie bardzo rozumiem, dlaczego to porównanie miałoby być nieadekwatne.Częściowo odpowiedział na to pytanie sam MA w dalszym ciągu swojej wypowiedzi. Wyobrażasz sobie rodzinę wierzącą i praktukującą, w której nie mówi sie dziecku o "hipotezie" istnienia Boga? > Znowu zresztą wkracza tu Twoja 'toporna logika', zaciemniająca, czy może raczej: rozmywająca, problem.Zadałem konkretne pytanie, na które nie uzyskałem odpowiedzi. Pytanie brzmiało: jak takie neutralne wychowanie ma wyglądać w praktyce. Dopóki nie dostanę odpowiedzi, będę interpretował to pojęcie tak, jak wynika to z jego językowego znaczenia i nazwanie tego topornym nic nie zmieni. A z tego punktu widzenia neutralne wychowanie nie jest tożsame z nieposyłaniem dzieci na religię i ma o wiele szerszy zakres znaczeniowy. Jeżeli więc MA myśli o nieposyłaniu dzieci na religię, niech pisze o nieposyłaniu dzieci na religię a nie przemyca treści zupełnie innych znaczeniowo, bo to zahacza o wykorzystywanie okazji do szerzenia ateistycznego światopoglądu. > Wszak 'neutralność wychowania' wydaje się być właściwością stopniowalną. Można więc nakreślić pewien ideał 'wychowania neutralnego', do którego rodzice powinni zmierzać, ale którego w rzeczywistości większość z nich nie będzie realizować w stu procentach.Więc czemu tego nie zrobiliście? Przecież poprosiłem o to w swoim poście... Określcie jak ma wyglądać ten ideał neutralnego wychowania (i czemu będzie się sprowadzał do ateistycznego wychowania). Ja przyznaję szczerze, że dalej nie wiem na czym ma polegać to neutralne wychowanie. To chyba logiczne, że jeśli się jest wierzącym, to nie będzie się zamykało przed dzieckiem po to, żeby się pomodlić - a jeśli już dziecko widzi, że rodzic modli się do Boga i wierzy w Niego, to nie będzie jednocześnie mówił dziecku - słuchaj, ja wierzę w jednego Boga, ale wierzę niesłusznie, bo tego Boga może nie być albo może być zupełnie inny?! Przecież to będzie działanie wbrew logice i swoim przekonaniom... > I, jak pokazują przykłady wielu osób (zapewne również na tym forum), nie jest to nieodzowne.Więc po co w ogóle argument o neutralnym wychowaniu, skoro nie jest nieodzowne? > W odpowiednim klimacie intelektualnym domu rodzinnego, w atmosferze tolerancji i przyzwolenia na maksymalnie samodzielny rozwój świadomości dziecka, nawet w rodzinie religijnej można wychować człowieka zdolnego do samodzielnego myślenia i w razie potrzeby przewartościowania swojego światopoglądu....  Ideałem ma być więc wychwowanie neutralne religijnie czy wychowanie rozwijające myślenie i świadomość? A co to, jak człowiek wierzy, to już nie może samodzielnie mysleć i określić swojej świadomości? To zwyczajne zadufanie w sobie, wynikające z subiektywnego przekonania o tym, że "wasz" światopogląd jest lepszy i bardziej rozwijający oraz brak szacunku do rozmówcy wyznającego inny światopogląd. Aż się odechciewa dyskutować:/ To niby ja rozmywam temat ale to wy dokonujecie jakichś manipulacji utożsamiając treści wcale się ze sobą niepokrywające. Ale to oczywiście Kościół indoktrynuje, stosuje propagandę, przemyca swoje poglądy moralne itd.
|
|
| | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | >Częściowo odpowiedział na to pytanie sam MA w dalszym ciągu swojej wypowiedzi. >Wyobrażasz sobie rodzinę wierzącą i praktukującą, w której nie mówi sie dziecku o "hipotezie" istnienia Boga?
Ale gdyby podobnie intensywne uczucia wiązał ktoś z przeświadczeniem o istnieniu wszechświatów równoległych oraz gdyby w związku z tym praktykował określone zachowania, to problem przedstawiałby się praktycznie identycznie, jak w przypadku religii. A więc porównanie w pełni adekwatne, tyle że - zgadzam się - ujawniające problematyczność praktyczną 'wychowania neutralnego'.
>Zadałem konkretne pytanie, na które nie uzyskałem odpowiedzi. Pytanie brzmiało: jak takie neutralne wychowanie ma wyglądać w praktyce. Dopóki nie dostanę odpowiedzi, będę interpretował to pojęcie tak, jak wynika to z jego językowego znaczenia i nazwanie tego topornym nic nie zmieni.
Cóż, ode mnie nie uzyskasz definitywnej odpowiedzi z kilku względów: a) ja nie miałbym w tej materii większych problemów, gdyż jako niepraktykujący nie natrafię na problemy w rodzaju tych, o których wspomniałeś, b) nie wierzę w (zwłaszcza masową) chęć ludzi głęboko religijnych wychowania dziecka podług rozpatrywanego 'modelu', c) problem ten jeszcze mnie nie dotyczy, więc zapewne nie poświęciłem mu należytej refleksji, która 'uprawniałaby' mnie do kategorycznych wypowiedzi.
Natomiast podkreślę jeszcze raz, że nie twierdzę, iż pojęcie to nie wiąże się z trudnościami interpretacyjnymi, co nie znaczy, że w ogóle nic nie oznacza. Ja wiem, że Twoja intencja jest prosta - jak każdego apologety - przez nihilistyczną argumentację sterroryzować rozmówcę, żeby przyznał religii wolną rękę we wszystkim, czego żąda. Ale mniejsza z tym. Obaj się zgodzimy, że wmawianie małemu dziecku, że religia to brednie, ciemnota, narzędzie zniewolenia, wyzysku i ogłupiania mas, nie jest postawą neutralną. Ale takoż nie jest nią w najmniejszym nawet stopniu składanie dziecku rąk do modlitwy, zmuszanie do wykucia na pamięć niezrozumiałych tekstów i straszenie piekłem, a zwłaszcza karcenie za uchybienia w zewnętrznym demonstrowaniu religijności.
Pośrodku między religią a zdeklarowanym ateizmem znajduje się agnostycyzm i wydaje się, iż to on powinien wyznaczać pewien standard 'neutralnego wychowania' (takie jest moje 'robocze' założenie).
Zresztą, o czym tu gadać. Jak zwrócił uwagę jeden z dyskutantów, człowiek religijny, posłuszny nakazom swojego kościoła, nie może zdecydować się na wychowanie neutralne, gdyż zobowiązuje się do czegoś dokładnie przeciwnego - wychowania dziecka w wierze tego kościoła.
|
|
| | | |  | | Trukszyn | > W odpowiednim klimacie intelektualnym domu rodzinnego, w atmosferze tolerancji i >przyzwolenia na maksymalnie samodzielny rozwój świadomości dziecka, nawet w rodzinie >religijnej można wychować człowieka zdolnego do samodzielnego myślenia i w razie potrzeby przewartościowania swojego światopoglądu.Zgadzam się.  Ja zostałem wychowany w duchu wojującego ateizmu i w duchu poszanowania rozumu. Z ateisty przemieniłem się w teistę.
|
|
|  | | Trukszyn | >czasie oświadczyć mu, że tak naprawdę to zdaniem rodzica Bóg jest taki a taki? Należy wychowywać dziecko w duchu humanistycznych wartości uniwersalnych,które są (między innymi) jasno wyrażone i w dekalogu katolickim i jehowickim. A na pytania "czy jest Bóg" należy odpowiedzieć "nie wiem, ale wierzę , że jest" albo "nie wiem, ale wierzę , że nie ma". Swoją drogą, to wzruszające jak dwóch chrześcijan stosuje w praktyce zasady moralne przekazane przez założyciela. Współczuję dziecku.
|
|
| |  | | Villgefortz (66 punktów) | >>czasie oświadczyć mu, że tak naprawdę to zdaniem rodzica Bóg jest taki a taki? >Należy wychowywać dziecko w duchu humanistycznych wartości uniwersalnych,które są (między innymi) jasno wyrażone i w dekalogu katolickim i jehowickim. >A na pytania "czy jest Bóg" należy odpowiedzieć "nie wiem, ale wierzę , że jest" albo "nie wiem, ale wierzę , że nie ma". >Swoją drogą, to wzruszające jak dwóch chrześcijan stosuje w praktyce zasady moralne przekazane przez założyciela. >Współczuję dziecku. >
Trudno się nie zgodzić...
|
|
 | | Starsky (134 punktów) | Witam,
>Ale z drugiej strony nawet dla wierzących powinien byc to argument za neutralnym wychowaniem dzieci.
Katolik nie może wychowywac dziecka w sposób odbiegający od zasad wiary. Przeciez to przyrzekał przy chrzcie dziecka.
> Samo powinno wybrać kiedy dorośnie.
I tak własnie będzie - przy bierzmowaniu każdy deklaruje sie powtórnie juz jako ukształtowana jednostka.
Pozdrawiam Pavel
|
|
| leo_z (935 punktów) | ŚWIADKOWIE JEHOWY - A DZIECI | Zastanawia mnie pewna sprawa w tym co Pani pisze. Jak doszło do tego, że dziecko było w stanie opluć Panią. Daje to podstawę do osądu, że wzorce jakie Pani sobą reprezentuje są negowane przez dziecko. Nie jestem pewny czy można to kłaść li tylko na karb indoktrynacji prowadzonej przez ojca. Interesującym może byłoby poznać co Pani robi, aby malca przekonać do siebie i reprezentowanego przez siebie światopoglądu. Może błąd tkwi w Pani podejściu do 6-cio latka. Naprawdę istotnym byłoby wiedzieć jakie zachowania wobec dziecka charakteryzują Panią. Może tak przecież być, że Pani narzuca dziecku swoje poglądy z pozycji jedynie słusznych, a ojciec robi to w sposób bardziej docierający do psychiki tego małego człowieka. Może próbuje Pani "wygrywać" chłopca poprzez nachalne deprecjonowanie postaw ojca i wiary którą preferuje. Jest tu wiele pytań związanych z tym dlaczego dziecko wybrało "tamtą stronę"
W swojej rodzinie miałem podobny przypadek tylko w nieco innym wariancie: brat ateista, jego żona wiary jehowej. Powiem tak: brat nie negował w ogóle poczynań swojej żony, starał się być w miarę swoich możliwości dobrym ojcem ot, czytał do snu bajki, przytulał kiedy trzeba, specjalnie założył akwarium dla zajęcia psychiki jak i czasu dzieci (ma dwójkę dzieci), ale co ważne w żadnym momencie i stopniu nie deprecjonował postawy religijnej żony (matki) wobec dzieci. Dzieci szybko przewartościowały w sobie doznania wypływające z nakazów religijnych matki z tymi, które reprezentował swoją osobą ich ojciec. Wynik jest taki, że żadne z dwójki dzieci nie zostało świadkiem jehowym Mam prośbę, niech Pani spróbuje poddać się samoocenie pod kątem jak Panią może postrzegać ten 6-cio latek. Może w oczach dziecka Pani postawa nie jest na tyle "matczyna" i dobra, aby dziecko chciało pozytywnie utożsamiać się z Panią. Może zasadnym byłoby zweryfikowanie in plus swojego podejścia do syna.
Boję się, że oboje Państwo nie zauważacie w tym wszystkim potrzeb tego małego człowieka. Prowadzicie swoją wojnę "o światopogląd" dziecka, bez zauważania tego dziecka. Powiem szczerze, że żal mi tylko tego dzieciaka, bo co ono temu winne, że dorośli nie mogą się dogadać w jakiej ułudzie światopoglądowej chcą żyć.
pozdrawiam
|
|
| AlfRamsey (257 punktów) | >Martwi mnie postawa mojego męża jak i wszystkich świadków >Jehowy wobec transfuzji krwi, która jak wiadomo zagraża >obronie życia mojego dziecka w sytuacji koniecznej. Mój mąż >przy świadkach stwierdził, że nigdy nie pomoże własnemu >dziecku (oddając krew), gdyż w ten sposób zabrałby mu >szanse na życie wieczne. Przecież życie wieczne jest ważniejsze niż to doczesne!!Chcesz pozbawić dziecka życia wiecznego???? Jak katolicy indoktrynują to nikt nie ma pretensji ale już jak dziecko katolika chce ktos indoktrynowac to jest wielki szum. Polska to dziwny kraj.
Nie daj się skusić żadnemu bogu głoszonemu przez innych, choćby najlepszych. Znajdź Boga w samym sobie, większego nie znajdziesz nigdzie !
|
|
 | | myśliciel | Odp: ŚWIADKOWIE JEHOWY - A DZIECI | >>Martwi mnie postawa mojego męża jak i wszystkich świadków >>Jehowy wobec transfuzji krwi, która jak wiadomo zagraża >>obronie życia mojego dziecka w sytuacji koniecznej. Mój mąż >>przy świadkach stwierdził, że nigdy nie pomoże własnemu >>dziecku (oddając krew), gdyż w ten sposób zabrałby mu >>szanse na życie wieczne. >Przecież życie wieczne jest ważniejsze niż to doczesne!!Chcesz pozbawić dziecka życia wiecznego???? >Jak katolicy indoktrynują to nikt nie ma pretensji ale już jak dziecko katolika chce ktos indoktrynowac to jest wielki szum. Polska to dziwny kraj.
Zdrową zasadą jest rozdział kościołów i wszelkich związków wyznaniowych od państwa. Oznacza to, że prawo państwowe jest nadrzędne w stosunku do przepisów kościelnych, które z kolei obowiązują wyłącznie wewnątrz danej organizacji kościelnej. Jeżeli jakiś rodzic w jakikolwiek sposób przeszkadza w leczeniu lub w ratowaniu życia swego dziecka powinien być pozbawiony praw rodzicielskich. Decyzję jak należy leczyć powinni, moim zdaniem, podejmować wyłącznie lekarze. Jeżeli ktoś nie zgadza się z decyzją lekarza dotyczącą zastosowanego leku lub metody leczenia to niech wogóle nie korzysta z porady lekarskiej. To tak jakbyśmy odstawili samochód do naprawy i zastrzegli, że nie wolno mechanikowi użyć np. śrubokręta! No i rób człowieku co chcesz! Co do życia wiecznego to taki człowiek powinien wiedzieć, że to nie on jest Bogiem i nie od jego decyzji zależy czy będzie ktoś miał życie wieczne, czy nie.
.
|
|
|  | | Betty | Jestem Świadkiem Jehowy, córka ma trzy lata, mąż jest katolikiem, jako takim  . On robi święta ale opłatkiem się nie dzielimy, dla przykładu. Reakcje Twojego dziecka świadczą dobitnie o tym, że mąż prawdopodobnie wysługuje się religią w załatwieniu swoich egoistycznych potrzeb. Wiem, że to bardzo trudna sytuacja. Prawo w takich przypadkach jest ślepe. Proponuję ryzykowne wyjście - kontakt z innym Świadkiem Jehowy (najlepiej starszy zboru męża). Jednak to Ty zadecydujesz o tym czy ta osoba jest Ci w stanie pomóc czy nie. Chodzi mi o to, że naprawdę wierzący ŚJ szanuje inne wyznania. Zaproś męża i musi się odbyć rozmowa właśnie przy kimś kto wykaże mu jak bardzo się myli. Może tego dokonać inny ROZSĄDNY ŚJ, dlatego że mąż widać nie liczy się z nikim i niczym. Znam ludzi, którzy przeszli prania mózgu, nie życzę tego nikomu. Podstawą każdej religii jest miłość i szacunek, jeśli jakiś wyznawca robi coś innego, to jest to patologia przed którą trzeba się bronić. Pozdrawiam.
|
|
| |  | | Trukszyn | Jestem bardzo zaskoczony Pani wypowiedzią! Czy poglądy przez Panią wyznawane są reprezentacyjne dla waszego wyznania?Jako zainteresowany inforamcjami na temat religii, jestem też zainteresowany nawiązaniem kontaktu z Panią, albowiem nie miałem okazji spotkać się z takim poglądem u Świadka Jehowy. mój e mail lp.pw@nyzskurt
|
|
| gooa (746 punktów) | ŚWIADKOWIE JEHOWY - A DZIECI |
Moim zdaniem, to zwykla manipulcja Toba, poslugujac sie dzieckiem. Mozna miec wiele "ale" do religii chrzescijanskiej, ale jezeli jestes do niej przekonana i w jej swietle postanowilas wychowac Twoje dziecko, to walcz...  Dzieci, pluja wszystkie...moje tez plulo, przez tydzien - to takie okresy. Dwoje rozsadnych ludzi, bez wzledu na wlasne przekonania, dbaja o dobro dziecka, gdzie tutaj miejsce na dyskusje (czego Ci bron Boze nie zycze) o transfuzji krwi i temu podobne.  Poza tym, jezeli jestes glownym opiekunem dziecka, to znajdz wszelkie mozliwe argumenty, przemawiajace za tym, ze jestes dobra matka. Brzmi to banalnie, ale sad bierze pod uwage OBIE STRONY. Spokoj, opanowanie - jezeli nie ma spokoju, to jedyna droga. Jak przyznac racje kobiecie, bedacej na pograniczu depresji ?
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|